![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #391 |
![]() | Hektor milcząco przyglądał się wszystkim po kolei. Ruszył spokojnym krokiem jako ostatni za grupą. Patrzył sobie pod nogi podczas wchodzenia po schodach, jakby liczył stopnie, nie bardzo przejmując się tym, co miało ich wszystkich czekać, w zbliżającej się przygodzie. Mimo początkowego zaciekawienia towarzyszami, teraz ono mu przechodziło. Widział w tych ludziach mało kompetentnych awanturników. Może jeden krasnolud i pół-elfka mogli wzbudzać w nim jakieś optymistyczne reakcje, ale cała reszta wyglądała na ludzi wziętych z ulicy, albo jakiego gorszego miejsca. Gdy grupa dotarła do pokoju, skąd zabrano ciało jakiegoś człowieka, Hektor stanął przy wejściu, tak jakby bał się, że w środku będzie mu za duszno. „Wiedza Hektora na temat Kamienia Dusz jest iście imponująca. Jeśli jest coś, do czego nie dotarł, musiało to być schowane przez samego diabła na dnie piekła. Pamiętajcie jednak, że nie wszystkie historie na temat artefaktu są prawdziwe, nie wszystkie wskazówki prowadzą do celu.” Kapłan był zadowolony z sposobu, w jaki go przedstawiono. Słowa poważanego maga, przedstawiały go jako osobę najbardziej kompetentną do tej misji i niewątpliwie teraz każdy musiał słuchać jego rad, bo przecież miał nieprzecenioną wiedzę o krysztale. Pierwszym jego zadaniem było innym wyjawienie prawdy o kamieniu, przecież musieli zdać sobie sprawę, że ich życie jest nic niewarte w stosunku do jego i tego niezwykle ważnego dla świata przedmiotu. Nie bardzo czół by znalazł wśród nich jakąś wyjątkowe duszę, która pozna się na prawdzie, skrzętnie ukrytej, ale zawsze warto zasiać ziarno, które może któregoś dnia wykiełkuje w ich sercach i myśli. Spojrzał mętnymi oczami w stronę Serafin, która od początku pokazywała swoje nieprzyzwoite zachowanie. To, w jaki sposób teraz się zachowywała, leżąc na łóżku jakby nigdy nic, było dla niego nie do zrozumienia, jej lekkość w traktowaniu tak poważnych spraw wymagała nagany, której w wolnej chwili jej udzieli. Trzeba ją przytemperować jakąś kąśliwą uwagą, chodź ta jak na razie mu nie przychodziła do głowy. Właściwie to miał ważniejsze sprawy na głowie, chodźmy tego gnoma i jego mapę, był wielce podekscytowany tym faktem. Dlatego też na słowa Serafin i potwierdzającego jej zdanie Kridika odpowiedział od razu. - Ja jestem za tym by go od razu poszukać. Dać mu to, co chce w zamian, a jeśli będzie to niemożliwe, bądź odmówi, to go zabić. – twarz Hektora wydawała się kamienna, a słowa pewne swej racji.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" |
| |
| Reklama |
| |
| | #392 |
![]() | Wyszemir Czarodziejowi nawet nie drgnęła brew, gdy usłyszał, co było właściwym celem wyprawy kierowanej przez Konrada. Kamień Dusz. – „A więc to rzeczywiście nie był przypadek, że natrafiliśmy na siebie w zamku Białogłowej. Robi się coraz ciekawiej, konkurencja jest jeszcze większa a wyścig zdaje się zmierzać ku końcowi, więc czemu nie miałbym się posłużyć nimi?” - Oczywiście, że się przyłączymy, prawda Johannie?! – po raz kolejny staruszek klepnął w plecy towarzysza, przywiązał się do niego i głupio byłoby teraz się rozdzielać. Co prawda kłopoty z bratem mogły ostatecznie odwieść najemnika od tego... Wraz z resztą udał się do pokoiku na górze, obserwując z kwaśną miną jak magowie zabierają ciało na wpół-martwego czarodzieje. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłby Wyszemir byłoby przyłączenie się do jednego z takich kręgów wzajemnej adoracji, nazywanych przez niektórych gildiami magów. Uważnie wsłuchiwał się w każde słowo Venefici, która nagle stała się przywódczynią całej grupy. Nowi towarzysze według słów listu zdawali się być naprawdę intrygujący szczególnie kapłan, Hektor, którego wiedza na temat Kamienia Dusz była podobno nie do przecenienia. – Już ja bym sobie z nim porozmawiał po zaaplikowaniu mojego ziółka na nie-kłamanie...szkoda, że jego ubocznym efektem jest powolna śmierć obiektu.” -HA! Brawo – zakrzyknął starzec w odpowiedzi na słowa Serafin – to się nazywa młodzieńcza energia i zapał! Powinniśmy brać od Ciebie przykład Sera…-Wyszemir zerknął szybko z nad ramienia półelfki na list -… Serafino, tak. Co prawda nie gustuje w umarlakach, ale skoro wiemy, kto ma mapę to nie pozostaje mam nic innego jak go ładnieee poprosić o jej przekazanie, najlepiej jak najszybciej. Ja o kamieniu dusz słyszałem tylko z opowieści, ale mogę się założyć, że nie tylko wasza grupa go poszukuje a głupio byłoby żeby ktoś zwinął nam tak ważną wskazówkę sprzed nosa, prawda Venefico? – na koniec starzec z trudem łapał powietrze w płuca, w jego wieku wypowiedzenie tylu słów na raz bywało niebezpieczne. Na słowa Hektora starzec pokiwał głową z niesmakiem – Nie, nie, nie drogi chłopcze, czemu od razu zakładasz tą złą opcje. Czyżby ten kamień dusz był aż tak cenny, że do tego typu strasznych rzeczy byłbyś gotów się posunąć? Poza tym, po co od razu kogoś zabijać, jako rozumni ludzi…i nie tylko ludzie, wystarczy, że z nim pogadamy a na pewno dojdziemy to porozumienia. – powinien dodać, „ a jak nie to trzeba go będzie ostatecznie zabić”, ale jego starcze przeczucie podpowiedziało mu, że lepiej tego nie robić. - Tak w ogóle to, dlaczego szukacie tego całego Kamienia Dusz? – rzucił jeszcze na koniec.
__________________ Żebyście wiedzieli co ja robię cooltowej postaci LI... ;> Sama chciałaś! Nieobecny od soboty do wtorku(6-9.12). |
| |
| | #393 |
![]() | Żachnął się po kolejnym klepnięciu Wyszemira. Niby dziadek ma na oko setkę i bardziej wiór niż człowieka przypomina, ale siłę w łapie ma jak Mergottcki kamieniarz. Mimo iż sam nie wiedząc czemu polubił tego starucha klepany co minutę być nie lubił. Odwrócił się więc i prezentując szeroki, przyjacielski uśmiech ... - Jasne cny Wyszemirze ! - towarzyszyło słowom wcale nielekkie klepnięcie. Jednak wcale się nie zdziwił że zamiast złamać się w trzech miejscach na raz, "dziadek" tylko sapnął. Dość tych zabaw pomyślał Johann. Na co mi przyszło ? Żebym staruszków poklepywał, a nie dziewki w karczmie ? Zobaczył skierowane na siebie spojrzenie Serafiny. No tak ją to by poklepać, ale zaraz zganił się w myślach. O głupotach myśli, zamiast o "kochanym" braciszku. - Dobre pytanie Wyszemirze. Po drugie co to jest ten Kamień Dusz naprawdę ? Bo ludzie cuda o nim gadają i brednie, że albo Posiadaczowi bogactwo wielkie przyniesie i zacznie nawet srać na złoto, albo że przeklęty.I ostatnie na razie, dlaczego miałby szukać tego Kamienia mój brat akurat ( gołowąs co mu tylko baby karty w głowie i chlanie piwa) i kto mógłby mu to zlecić w Mergott ?
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 02-12-2008 o 10:47. |
| |
| | #394 |
| Administrator ![]() | Mergott - karczma - sklepik Hermolaus'a Globpfetter'a (pod wieczór) Zasypana pytaniami Venefica przygasła nieco. Spojrzała na Nassaira, ale ten milczał jak zwykle, nieporuszony. Nie mogła nawet odczytać nic z wyrazu jego twarzy - była szczelnie zasłonięta, a gogle odbijały jedynie blask świec. Została sama z wieloma pytaniami, na które przecież nie znała odpowiedzi. Ich nowi towarzysze zdawali się pełni werwy do działania, mieli zadanie i po prostu chcieli je wykonać. Nie wiedzieli jeszcze, że... to nie jest i nigdy nie będzie takie proste. I w nich pewnie ta energia się wypali, po kolejnym i kolejnym niepowodzeniu, kolejnej śmierci przyjaciela... - Była z nami jeszcze jedna osoba - odpowiedziała na pytanie Krdika - Czarny Baron Calistan. Dotarł z nami aż tutaj, ale na krótko przed Waszym przybyciem pożegnał się z nami i poszedł w swoją stronę. Pewnie dlatego był wspomniany w liście, Calanis nie mógł o tym wiedzieć. Półelfka zrobiła krótką pauzę, jej myśli powędrowały w stronę stygnącej balii z wodą w sąsiednim pokoju. Ten młody człowiek, Hektor, przerażał ją nieco. - Szukamy Kamienia Dusz z polecenia Gildii Magów. Po co im on - nie pytaliśmy, ale z pewnością mają swoje powody. Wiem, że wiele osób próbowało go już znaleźć, ale nikomu jeszcze się nie udało. Ja też słyszałam o nim różne rzeczy i pewnie nikt nie wie czym on jest naprawdę. No chyba, że wiesz Ty Hektorze i będziesz chciał się tym z nami podzielić. Calanis pisał, że masz dużą wiedzę o nim... Po tej wymianie zdań Venefica zwlekała z decyzją o wyruszeniu. Była rozdarta między własnym zmęczeniem, a poczuciem obowiązku na dodatek spotęgowanego przez powierzenie jej roli "szefa", w której absolutnie nie czuła się dobrze. Tęskniła za balią z gorącą wodą i miękkim łóżkiem. Wiedziała, że jeśli teraz zrezygnuje z relaksującej kąpieli później już jej nie zażyje. Zbyt niewielkie mieli fundusze na takie zbytki luksusu, a jeśli mieli wkrótce wyruszyć znowu, musieli uzupełnić swoje ekwipunki. Półelfka nie miała nawet płaszcza... Wreszcie pod naciskiem kilku pytających i zniecierpliwionych spojrzeń zdecydowała się ruszyć na poszukiwanie gnoma. Zadanie to nie było trudne. Wystarczyło kilka pytań zadanych "tutejszym", a bardzo szybko odnaleźli właściwą, małą uliczkę z kilkoma niewielkimi kamienicami, a wśród nich, na parterze - sklep Hermolaus'a Globpfetter'a z cudami i różnościami z całego świata. Gnom okazał się być niziutkim, starym i łysym przedstawicielem swojej rasy, o wielkich włochatych uszach i pomarszczonej, zielonkawej twarzy. Chodził ubrany w długie, egzotyczne szaty, a na nosie miał wielkie, grube binokle, podobne nieco do gogli Nassaira. Sklepi Globpfetter'a przypominał nieco zagraconą wszelkiej maści śmieciami norę. Niezwykle niskie drzwi, dobre dla krasnoludów czy gnomów, lecz zmuszające wszystkie wyższe istoty do pochylania głów, były typowym przejawem pogardy dla każdego, kto był choćby o kilkanaście centymetrów wyższy od gnomów. Stworzenia te znane były bowiem z dwóch rzeczy. Przede wszystkim ze swojej inteligencji, sprytu i wynalazków. Oraz z traktowania wyższych od nich osób co najmniej z niechęcią i ironią. Choć pan Hermolaus Globpfetter mieszkał w Mergott i siłą rzeczy musiał tolerować "wysokich", na wszelki wypadek do pierwszej rozmowy nie wiadomo przez kogo został delikatnie acz stanowczo popchnięty Krdik Ungart. Gnom zmierzył ostrym wzrokiem wchodzącą grupkę, która wypełniła całe pomieszczenie, zagracone od ziemi aż do sufitu wszelkiej maści urządzeniami, bibelotami, książkami, rysunkami, mapami, naczyniami, przedmiotami niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia - jednym słowem różnościami z całego świata. Widząc podchodzącego krasnoluda na nim skupił swój ostry wzrok, poprawił binokle i odchrząknął. Nim ten zdołał cokolwiek powiedzieć gnom nagle odwrócił się w stronę Johanna i wydał z siebie dziwny skrzekliwy głos, poczerwieniał na twarzy, zatrząsł się i wrzasnął: - To Ty! Ty! Joachim Raabe! Jak śmiesz tu przychodzić, złodzieju! Oszuście! - wrzeszczał i wymachiwał przy tym szaleńczo rękami ponad głową. To z pewnością nie było najlepsze wejście...
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| |
| | #395 |
![]() | Hektor stał przez chwilę rozmyślając nad tym, jak tu wytłumaczyć ludziom prawdę o Kamieniu Dusz. Postanowił przytoczyć im legendę, która zresztą w większości była prawdą, bynajmniej on w to nie wątpił. - Nikt nie wie jak świat powstał, każdy swą legendę opowiada, lecz ja wiem jedno, Aion jednym z bogów była. Bogowie w swej naturze dumni i pyszni byli, toteż na ziemię nigdy nie schodzili. Jednak było kilku takich, co to z różnych względów ludzi odwiedzali. Jedni znaleźli sposób by z wyznawców moc czerpać inni dla samej pychy ich szukali. Aion natomiast była niezwykła, bo miłością ludzi obdarzyła. Tak jak my zwierzęta kochamy, tak i ona nas pokochała. Piękna z niej kobieta była. Ludzie, którzy ją widzieli powiadają że na plecach wielkie białe skrzydła miała, w ręce zawsze ozdobną magiczną laskę trzymała. Włos z głowy jasny niczym śnieg na ramiona opadał, a oczy pięknym morskim błękitem uważnie wszystkich obserwowały. Rządziła ona sprawiedliwie, tak, że nikt narzekać nie mógł. To innym bóstwom w niesmak było, bo im wyznawców zabierała. Zasadzkę na nią urządzili i nie mogąc jej zgładzić, jako że bóstwem była, to zamknęli ją w krysztale zwanym Kamieniem Dusz. Wyznawcy jej w rozpacz popadli nie wiedząc, co bez niej robić, jednak była grupa potężnych magów, co znaleźli sposób by ją uwolnić. Los jednak chciał, że nie znaleźli przed swą śmiercią kamienia i przed końcem swej egzystencji wszyscy wypowiedzieli zaklęcie zamieniające ich ciała pośmiertnie w posągi, w ten sposób ciała czekają, aż wybraniec się urodzi. Moc Aion potężną będąc emanuje nadal z kamienia, które teraz o ironio losu przyzwać dusze do kamiennych posągów musi, by te ożyły i mogły wyrwać z więzienia potężną boginie. Mędrcy przed odejściem przepowiedzieli, że narodzi się wybraniec, który to kryształ odnajdzie i sprowadzi magów wraz z Aion na ziemie, by pokój znowu powrócił do tych, którzy go szukają. – Hektor rozejrzał się po zebranych. – Teraz znacie prawdę i teraz wiecie, czym jest Kamień Dusz. Prawdopodobnie jego moc nie ogranicza się tylko to przyzywania duszy zmarłego, ale też posiada całkiem inne możliwości, które mi nie są znane, bynajmniej na tą chwilę. Venefica zdecydowała po myśli Hektora, od razu poszukać gnoma. Było to dowodem na to, że uwierzyła w ważność tego magicznego przedmiotu, jakim jest Kamień Dusz. Ruszyli do sprzedawcy Hermolausa. Hektor słyszał o tej osobie, ale nigdy go za specjalnie nie szukał, wolał swoją bibliotekę. Teraz mimo wszystko tego żałował. Mieć starą mapę tuż pod nosem i nic o tym nie wiedzieć. Skarcił się w myśli za taką nieodpowiedzialność. Spojrzał na towarzysza Kridika, czekając, co też ten powie. Jeśli negocjacje będą zbyt długo się przeciągać, sam osobiście zabije tego zielonego skrzata.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" |
| |
| | #396 |
| Obsługa ![]() | Kiedy półelfka postanowiła od razu podążyć za śladami wskazówek z listu, by dostać mapę, Serafin ziewnęła ostentacyjnie. Kilka razy przeciągnęła się, prezentując swe kobiece wdzięki i jakby pobudzając „bardzo” zmęczone ciało do działania. Niestety, nie wymogła tym na Veneficy zachowania z rodzaju: „No to wy sobie tutaj odpocznijcie, a ja sama pójdę.” Pochłonięta sprawami elfka, nawet nie zwracała uwagi na towarzyszkę, czym nieomylnie naraziła się Serafin. Białowłosa rozejrzała się wokół, chcąc na kimś wyładować swoją złość. Jej wzrok od razu padł na dokazującego starca. Zgrabnym ruchem, kobieta powstała z łóżka i korzystając z małego zamieszania, syknęła do Wyszemira: - Posłuchaj no sprośniku. Nie wiem, z jakiej dziury pochodzisz, ale u nas obrazą życia jest przeinaczanie imion nadanych przez przyjaciół. Jestem Serafin i jeśli jeszcze raz przekręcisz to imię, obiecuję, że poznasz jedwab moich ud i... będzie to ostatnia rzecz, jaką wyniesiesz z tego padoły przed chrupnieciem twego karku.... Kobieta umilkła, patrząc dziwnie na starca. Wyglądała przez chwilę jak gdyby połknęła coś niesmacznego i teraz chciała to jak najszybciej zwrócić. Wreszcie odezwała się. - Oczywiście nie złamię ci za to karku, ale rani mnie, gdy ktoś przeinacza me imię... Osz cholera! Przytkawszy usta dłońmi, Serafin wyszła pospiesznie na korytarz, trzaskając za sobą drzwiami. Tam dopiero pozwoliła sobie odetchnąć. Nie chciała teraz wracać do towarzyszy wyprawy, którzy... mogli pomyśleć sobie o niej różne dziwne rzeczy. Rozsierdzona niczym osa postanowiła poczekać na Veneficę przed karczmą, co też uczyniła. Gdy półelfka wraz z resztą wyszła w końcu na zewnątrz, Serafin bez słowa przyłączyła się do niej. Tak kiepskiego humoru nie miała już dawno... ... aż do chwili, gdy przekroczyli próg sklepiku Globpfetter'a. Kobieta jak urzeczona przyglądała się jego wyposażeniu, na które składało się mnóstwo osobliwych przedmiotów. Z rozbawieniem oglądała gnomie wynalazki, zastanawiając się za każdym razem nad ich zastosowaniem. Gdyby nie cel wizyty, zapewne w tej chwili wpadłaby w szał zakupów, wyposażając swoją garderobę w takie elementy, jak choćby prześliczne trzewiki o niezwykłej podeszwie. ![]() Serafin oczyma wyobraźni już widziała jak dokazuje w tym obuwiu, skacząc niczym rozbrykany kucyk... Jednak poza niezwykłymi wynalazkami, w gnomim składziku znajdowały się też inne osobliwości, najwyraźniej sprowadzone z różnych części świata. Dziwny błysk pojawił się we wzroku białowłosej, gdy pod niedużą, przeźroczystą kopułą ujrzała lekko połyskujące srebrem piórko. ![]() - Co.... co to takiego? Właściciel sklepu, który zajęty był raczej innym klientem – Johannem, tylko krzyknął odruchowo. - To nasączone magia pióro półczlowieka-półptaka. bardzo rzadki okaz. Proszę nie dotykać! Kobieta posłusznie odłożyła przedmiot i głównie wysiłkiem siły woli odwróciła się do niego plecami. Mimo że wyraz twarzy znów był obojętny, coś czaiło się w złotych oczach... Tęsknota?
__________________ Rzuć się pod samochód, to wypadnie ciacho. Serio! Nieobecna 6-8 grudnia. |
| |
| | #397 |
![]() | Wyszemir Czarodziej był wyraźnie zaskoczony wybuchem złości młodej kobiety. Zachowywała się jak rozkapryszona pannica, której brakowało silnej ręki…mogącej w odpowiednich momentach ukarać pyskatą damulkę. Gdy białowłosa opuściła pokój, Wyszemir z trudem panował nad atakiem śmiechu. –„ poznasz jedwab moich ud i... będzie to ostatnia rzecz, jaką wyniesiesz z tego padoły przed chrupnięciem twego karku....” -Widzę, że czeka mnie wielce kusząca perspektywa, jeśli będę „rozrabiał”. – powiedział na głos rozbawiony nie zważając na pozostałych. – Ha! Nie wiem kto ją wybrał do tej misji Venefico, ale ta smarkula podoba mi się coraz bardziej. Jedno wiem na pewno emocji nam z nią nie zabraknie, ale żeby nie wpędziła nas w jakieś kłopoty to postaram się mieć na nią oko. – dla pokreślenie swoich słów staruszek zrobił minę, dzięki której określenie „sprośnik” wydawało się mieć jak najbardziej zastosowanie. Następnie ze spokojem wysłuchał opowieści Hektora na temat kamienia dusz, nie zdając sobie sprawy, że kiwał co jakiś czas głową jakby potwierdzając słowa rozmówcy. Znał nieco inną opowieść na temat kamienia i choć pewnie jedna i druga miała swoje wady to w niektórych momentach się pokrywały. „Tak młody człowieku nie mylisz się, kamień ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Pozwala na zaklęcie w nim duszy…”- odpowiedział w myślach czarodziej. Już po chwili cała grupka była już w drodze do sklepu Gnoma, pojawiła się nawet Serafin, która wyglądała jakby jej coś zaszkodziło. Wyszemir już miał powiedzieć coś, żeby rozchmurzyć kompankę, jednakże nie patrząc przed siebie zderzył się z…z sufitem budynku? - "Eh gnomy i ich kompleksy" Jedynie jęknął cicho i rozcierając czoło wpakował się do niskiego pomieszczenia za resztą. Widział już, wiele podobnych sklepów, ale ten wyróżniał się dość wysoką jakością sprzedawanym w nim produktów. Dość szybko jednak zmienił zdanie, gdy na jednej z półek dostrzegł śmieszne wyglądające fioletowe Coś z podpisem: „Wybuchowe Śliwki – nie dotykać, nie gryźć i nie jeść!!” „A ciamkać można?” – miał już się zapytać, kiedy właściciel sklepu zaczął krzyczeć na Johanna myląc go z jego bratem. -A to się narobiło – staruszek jak gdyby nigdy nic odsunął się na bok starając się nie brać udziału w sprzeczce i wyjaśnianiu pomyłki. - Czy wszystko w porządku młoda damo? – zapytał się Serafin tym razem już troskliwym głosem. Nastrój białowłosej najwyraźniej zmienił się ponownie, coś ją zasmuciło. |
| |
| | #398 |
![]() | Johann Czego jak czego, ale ataku kurdupla w okularach ze szkłami jak denka od butelek się nie spodziewał. W dodatku jego skrzekliwy głos naprawdę boleśnie ranił słuch. Przypomnienie mu jednak Joachima i pewność że zaraz usłyszy o jego nowych wybrykach napełniło go furią. Dwa duże kroki, już był przy gnomie i podniósł go jak zabawkę, tak że patrzyli na siebie z odległości nie większej niż osiem cali.Cedził powoli : - Panie Hermolaus nazywam się co prawda Raabe, ale JOHANN, nie Joachim. Szukam mojego brata od ponad dwóch miesięcy i będę BARDZO, BARDZO wdzięczny za jakąkolwiek wskazówkę, która pomoże mi go znalezć. A wtedy OBIECUJĘ panu, że zwróci wszystko z procentem. Postawił sklepikarza na ziemi i poprawił mu wymięty nieco kubrak mrucząc - Z całym szacunkiem oczywiście panie Globfetter. Rozejrzał się po wnętrzu przypominającym bardziej graciarnię. Oprócz takich "wspaniałości" jak syrena (robiło się ją z połowy pewnej paskudnej ryby i odpowiednio wygiętego szkieletu jaszczurki) zobaczył parę interesujących rzeczy. No tak - westchnął. - Jeśli już się pan uspokoił proszę wysłuchać z czym do pana przyszliśmy - starał się mówić spokojnie nie dając ponieść emocjom i patrzył na sapiącego ze złości gnoma. Miał nadzieję, że ciekawość zwycięży irytację.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 02-17-2008 o 11:50. |
| |
| | #399 |
| Newsman ![]() | Krdik Ungart: Krasnolud wysłuchał z zaciekawieniem opowieści Hektora o Kamieniu Dusz. Bardzo go zainteresowała jaka jest prawdziwa moc artefaktu, jednak postanowił nie zawracać sobie tym teraz głowy. - Czy ta historia jest prawdziwa, moglibyśmy dowiedzieć się z biblioteki w Undagurcie - skomentował krótko. Uważał, że tylko tam można by znaleźć odpowiednio wiarygodne źródła. Gdy wyraźnie zła Serafin wyszła z pokoju i trzasnęła drzwiami, jak zauważył Krdik odbyło się to po krótkiej rozmowie z jego dłużnikiem, Wyszemirem. Starzec wyraził jeszcze swoją opinię na temat białowłosej, której sama zainteresowana raczej nie chciałby usłyszeć. "Lepiej dla niej będzie, żeby w żadne kłopoty nas nie wpędziła" Odpowiedział krótko w myślach krasnolud. Nie lubił gdy miał pracować z amatorami, a jak na razie białowłosa tak się zachowywała. Będą już w domu Gnoma Hermolausa Globpfettera, Ungart wyraźnie się ucieszył na widok tak niskich drzwi. Dla niego oczywiście nie stanowił one żadnego problemu, jednak jego nowi towarzysze musieli się trochę nagimnastykować żeby przejść. Gdy ktoś pchnął Krdika, najwyraźniej chcąc by ten zaczął, z racji na swój wzrost, rozmowę, ten lekko zdenerwowany, przyznał jednak słuszność temu rozumowaniu. Przyglądnął się jeszcze wszystkim niezwykłym przedmiotom znajdującym się w pomieszczeniu i już, już miał się odezwać, gdy nagle gnom wybuchnął i zaczął oskarżać Johanna, o ile Kapłan się nie pomylił, o jakąś kradzież i oszustwa. - To Ty! Ty! Joachim Raabe! Jak śmiesz tu przychodzić, złodzieju! Oszuście! - wrzeszczał. Zaskoczony krasnolud przyglądał się jak Raabe podnosi krzykacza i próbuje mu wytłumaczyć pomyłkę. Gdy Krdik uznał, że sytuacja została opanowana, postanowił rozpocząć negocjacje o mapę. Odchrząknął i odezwał się do właściciela mieszkania. - A więc Panie Globpfetter. Zostaliśmy tu skierowani przez Calanisa Redcliffa w celu odkupienia od pana pewnej cennej mapy, która wskazuje położenie pewnego cennego przedmiotu. Myślę, że domyśla się pan już o co mi chodzi, więc proszę o jak najszybsze dostarczenie mi tej mapy i podanie ceny za którą będzie pan skłonny ją oddać. Tylko prosiłbym bez żadnych kantów. - jednym tchem rzucił Krdik Ungart i spojrzał na reakcję gnoma. |
| |
| | #400 |
| Administrator ![]() | Mergott - sklepik Hermolaus'a Globpfetter'a (pod wieczór) Hermolaus Globpfetter sapnął i wstrzymał oddech, gdy ponad dwa razy większy Johann uniósł go aż pod sam sufit. Oczy wyszły mu na wierzch, a mocne szkła binokli na dodatek niesamowicie je powiększyły. Gnom machał przeraźliwie nogami, ale nie pisnął ani słowa. Dopiero gdy poczuł grunt pod nogami i odetchnął, odsapnął, poprawił swoje orientalne szaty i spojrzał nienawistnym wzrokiem na grupę ludzi. - Raabe! Wszyscy jesteście tacy sami! Johann, Joachim - jedna krew! - wrzasnął piskliwie. Na chwilę jego uwagę przykuł Krdik. Globpfetter wytrzeszczył znowu oczy i zgrzytnął zębami. - Calanis Redcliff! Następny oszust, następny złodziej! Wszyscy, wszyscy chcecie mnie okraść! - odszedł na kilka kroków, potem znowu wrócił, pokręcił się trochę w kółko żywo gestykulując i sam do siebie coś zapalczywie mówiąc w dziwnym języku. Wreszcie przystanął i skierował zielonkawy, kościany palec w stronę przybyszy - Coś wam powiem, drodzy przyjaciele Redcliffa! Niech ten stary dureń orientuje się co robi! Powiedział, że przyjdą do mnie ludzie, że będą prosili o mapę! Przyszli, prosili! Tfu, ten złodziej Raabe i jego kumotrzy mieli mi przynieść zaginione Zwoje z Sartre, które są ukryte tam gdzie artefakt! Dałem mu mapę, dałem ludziom, tak jak się umawiałem z Redcliffem! I co?! I co się pytam?! - skrzekliwy głos staruszka przeszedł w pisk, a żyły, które nabrzmiały na jego pomarszczonej twarzy groziły eksplozją - A teraz ty, drugi Raabe śmiesz tu przychodzić, śmiesz mnie znowu prosić o mapę?! Wydrzyj ją swojemu braciszkowi, którego robale toczą w lochu! Już ja mam tu dla was coś specjalnego... Gnom podreptał na zaplecze, głośno rzucając nieprzyjemnie brzmiące wyrazy, przewracając coś, grzebiąc w stertach rzeczy, które tam składował. Po głowie zebranych w jego sklepie osób przelatywały różne myśli. Najgłośniejsza jednak przebijała się ponad inne - stary piernikowaty gnom dał mapę nie tym osobom, co trzeba. Zawarł umowę z magiem, miał oddać mapę grupie, która będzie o nią prosiła, w zamian za jakąś przysługę. Nikt tylko nie pomyślał, że nieco wcześniej, nim właściwe osoby dotrą do gnoma, ktoś inny dowie się o tak cennej mapie i przyjdzie ją odkupić. Gnom oddał ją za darmo, za obiecane u Redcliffa zwoje. Spostrzegłszy z opóźnieniem swoją pomyłkę musiał wpaść we wściekłość. Nie miał mapy, nie miał zapłaty, a Redcliff nie odda mu teraz zaginionych zwojów, nawet jeśli ekspedycja jakimś cudem odnajdzie artefakt. Nie mówiąc już o tym, że oni nie mieli teraz jedynej wskazówki, która miała ich zaprowadzić do celu. Hermolaus Globpfetter wrócił wreszcie z zaplecza, a w dłoniach trzymał.... ![]() ... samopał! Jego twarz pałała żywym gniewem, a lufa tego gnomiego wynalazku znanego ze swej śmiertelnej mocy, była po kolei wymierzana w każdego z przybyszy. - Wynoście się z mojego sklepu! Wynocha, no już! Nie macie tu czego szukać! Wynoście się!! - krzyczał i przy tym śmiesznie podskakiwał...
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] sesja wolna - FANTASY | Milly | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 294 | 11-04-2008 20:23 |
| Sesja RPG fantasy | Crassus | Archiwum sesji Autorskich | 71 | 03-16-2008 13:47 |
| Sesja RPG fantasy | Crassus | Archiwum rekrutacji | 10 | 02-25-2008 17:35 |
| [Dziedzictwo] Sesja Wolna | Kościej | Archiwum rekrutacji | 7 | 01-15-2008 19:37 |
| [Rekrutacja Dodatkowa] sesja wolna Fantasy | Milly | Archiwum rekrutacji | 20 | 01-07-2008 12:47 |