Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji Innych
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-21-2007, 19:22   #61
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 5 Glyph wkrótce będzie znanyGlyph wkrótce będzie znany
$: 54 438
Adam [Anna Palmowska]

-Jasne, rozumiem, ale-przeciągnęła ostatnie słowo-ale jutro nie wywiniesz się już tak łatwo.-powiedziała z udawaną powagą, ale zabrzmiało to tak komicznie iż sama uniosła się śmiechem.
Brnęli samochodem coraz dalej przez zapchane uliczki. Ich rozmowa zachodziła na coraz luźniejsze tematy, a o propozycji nie padło już ani jedno słowo. Przynajmniej na razie. Nie da rady z jednej, trzeba sprobować ugryźć z innej strony.

Po dłuższym czasie wjechali w uliczkę prowadzącą przed galerię Kometa, by po chwili wjechać na podziemny parking. Centrum handlowe wydaje się specyficznym miejscem w miejskiej architekturze. Nigdzie nie ma tak wielu miejsc postojowych. Zdziwienie jest tym większe, że gdyby wziąć parking przed ratuszem i kilkoma innymi urzędami, wypełniłby może połowę tej powierzchni. Tak, dbali tu o klienta, wiec nie dziwi szybkość z jaką Bartek znalazł wolne miejsce.
Przeszli przez ruchome schody, minęli kilka butików i znaleźli się przed spożywczakiem. Właśnie mieli wchodzić, gdy Anna pościła rękę chłopca.
-Dasz mi chwilkę? zaraz wrócę.-uśmiechnęła się i poszła w stronę toalety.
Dwie pary drzwi. Trójkąt czy kolko? Z przyzwyczajenie Adam prawie nie skierował się w złą stronę. Anka stanęła przed lustrem, udając że poprawia fryzurę. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale szczęście do niej powróciło i znajdowała się tam sama. Nie tracąc czasu wyciągnęła komórkę. Jaki to był numer? Uff całe szczęście, że zapisała sobie w książce kuzyna Krzyśka. Sygnał poszedł w eter szukając komórki Adriella.
-Nie wychodzi, nie potrafię tak manipulować, on nie reaguje, ja pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, nie poradzę sobie-spanikowana Anka zaczęła swą litanię, gdy tylko usłyszała głos anioła.
Dopiero po chwili sama odzyskała przytomność umysłu, a może to Adriell ją uspokoił?
-Nie wiem może jest jeszcze szansa, ale bardzo marna.-zaczęła z wahaniem w głosie-Możemy się spotkać u mnie w domu, ale Kaśka i Dorota, one są w domu, napiszę do Kaśki, pewnie wyjdzie, ale nie wiem czy wyciągnie Dorotę. Gdyby nam się tylko to udało. Zapasowe klucze są na półpiętrze pod doniczką z kwiatami, moglibyście wejść do mieszkania, a ja dołączyłabym tam z Bartkiem. Inaczej pozostaje tylko impreza.-ostanie sowa wypowiedziała z rezygnacją. Im dłużej zwlekają, tym druga strona ma większe szanse. Kto wie może już działają?
 
Glyph jest offline  
Reklama
Stary 05-24-2007, 18:44   #62
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 4 Lorn wkrótce będzie znany
$: 72 024
Adriell
Jechał ostrożnie sprawdzając, czy nikt ich nie śledzi, wyglądało na to, że nie. W reszcie zajechał na parking stając niedaleko samochodu Bartka. Zaparkował tak by mieć wyjście z marketu na parking i ich samochód na widoku. Znał dobrze to centrum, nudziło go łażenie po nim, wolał posiedzieć tutaj. W głowie kończył składać kolejny plan dobrania się do opornego geniusza.
- Jeżeli masz jakiś pomysł Rafale na to, co można by zrobić z Bartkiem na resztę dnia, to teraz jest idealna okazja żeby się dogadać. Powiem Ci, jaki mam plan, a Ty zdradź mi swój.
Kilka minut zajęło im dojście do porozumienia. Teraz mogli już tylko spokojnie czekać, aż ich cel pojawi się tu ponownie.
- Zadziałamy dopiero, kiedy zbliżą się do samochodu. – powiedział Adriell. Szarik leżał spokojnie i przysłuchiwał się ustaleniom. Niestety, nie wiele mógł dodać.
Niebawem zadzwoniła Anna i zaczęła panikować.
- Spokojnie Aniu, przypomnij sobie Wasze wspólne, intymne chwile, przeanalizuj, wyciągnij wnioski. Wtedy go złamiesz. Już przypominasz sobie, co go kręci? – Ania zastanowiła się sekundę, po czym kontynuując swoją myśl wspomniała o możliwości spotkania się u niej w domu.
Ok. zrobiłaś, co mogłaś. Teraz kolej na nas. Zróbcie zakupy, ale nie zbyt duże, musi zostać trochę miejsca w bagażniku dla Bartka, przecież nie chcemy żeby oblał się jogurtem, albo pogniótł pączki.
I mała prośba do Ciebie, mogłabyś mi kupić trochę batoników, bo zostało mi już tylko 10? Wszystko jedno jakie, byle by były słodkie, najlepiej coś w polewie czekoladowej.
Jak już skończycie wszystko puść mi dyskretnie sygnał, że już wracacie, doprowadź go do samochodu, a wtedy my podejdziemy do Was i przejmiemy pałeczkę.
A tak w ogóle to masz prawo jazdy Aniu? Radzisz sobie za kółkiem?
 

Ostatnio edytowane przez Lorn : 05-24-2007 o 19:13.
Lorn jest offline  
Stary 05-27-2007, 21:10   #63
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 5 Glyph wkrótce będzie znanyGlyph wkrótce będzie znany
$: 54 438
Adam
Anna odetchnęła z ulgą. Uspokoiła się słysząc, ze anioł ma już plan awaryjny. Przytakiwała tak jakby jej rozmówca stał tuż obok. Całe szczęście, że nikt nie wszedł wtedy, bo co by o dziewczynie pomyślał.
-Tak oczywiście, potrafię prowadzić-odpowiedziała, jakby to było rzeczywiście dla wszystkich oczywiste-Postaram załatwić to jak najszybciej czekajcie na mnie-zakończyła rozmowę wychodząc na korytarz.

-Jestem-złapała za rękę Bartka, zapatrzył się na ekspedientkę jednego z butików.-Jeśli nam się spieszy, to nie traćmy czasu.
Sama w zasadzie nie pamiętała co ma kupić, toteż zakupy odbywał się w sposób chaotyczny. Ciągle cofali się do miniętych półek, bo Ania zapomniała jogurtu, to makaronu, a przecież Dorota miała robić spaghetti! Jednym słowem Adam już wiedział, czemu ludzie robią listy przed wyjściem do supermarketu.

Na dłużej zatrzymali się również przy słodyczach. Dziewczyna chwilę wahała się, ale zgarnęła do koszyka garść snickersów, które tak bardzo smakowały jamnikowi.
-To dla Doroty-wyjaśniła widząc zdziwioną minę chłopaka-Mówi, że glukoza pomaga jej w nauce.
Po wzięciu jeszcze kilku drobnych rzeczy, skierowali się do kasy, by zapłacić, a potem prosto na parking. Dziewczyna dyskretnie sięgnęła do torebki. "Menu. Dwa w dół i jest książka adresowa. OK"-nie wyciągając telefonu próbowała wybrać numer Adriella-"Krzysiek to będzie, raz, dwa...jedenaście i ok"
 
Glyph jest offline  
Stary 05-29-2007, 17:49   #64
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 4 Lorn wkrótce będzie znany
$: 72 024
Adriell
- To dobrze, zaraz będziesz miała, okazję poprowadzić.
Ok. czekamy na Ciebie. –
powiedział Adriell i rozłączył się. Odczekali dłuższą chwilę, aż para gołąbeczków przeleci się po markecie, a na telefonie Adriella pojawi się numer Ani.
- Rekord prędkości to raczej nie był, dochodzi szesnasta, ale zaraz tu będą – powiedział do Rafała – podejdźmy do nich, kiedy otworzą bagażnik.

Po pięciu minutach Ania i Bartek pojawili się na parkingu. Zakupy nie były duże, więc dali sobie radę bez wózka, Bartek stanął na wysokości zadania i dźwigał większość siatek. Ania szła za nim z jedną symboliczną reklamówką w dłoni i swoją torebką na ramieniu.
W sobie tylko znany sposób, Bartek trafił w klawisz pilota wciskając guzik przez materiał spodni i zamki w drzwiach odskoczyły cicho. Otworzył bagażnik i już miał zacząć wkładać do środka torby z zakupami, gdy zmienił zdanie. Otworzył tylne drzwi i zaczął pakować siatki na tylne siedzenia. Kiedy schował ostatnią już siatkę i podszedł do Ani, dwójka mężczyzn stanęła za jego plecami.
- A teraz Panie Figurski, uda się Pan z nami na małą przejażdżkę! - powiedział spokojnie jeden z nich - Dokumenty wozu i kluczyki daj swojej dziewczynie i wskakuj do środka.
Bartek w milczeniu wykonał polecenie i zasłonięty przez trzy stojące za nim osoby wszedł do pustego bagażnika samochodu, który zamknął się zaraz za nim.
Ludzie krążący w pobliżu po parkingu zajęci byli swoimi sprawami, rozmawiali, pilnowali swoich dzieci, nikt nie zwrócił na to uwagi na wsiadającego do bagażnika Bartka. Stojący przy samochodzie upewnili się, że nikt się na nich nie gapi i wymienili ze sobą kilka zdań.
Kilka minut później, parking centrum handlowego Kometa opuściły dwa samochody i skierowały się w stronę centrum miasta, a następnie dalej na południe. Prowadzący samochód wykonał po drodze kilka manewrów upewniając się, że nie mają ogona, dopiero wtedy wrócili na trasę. Po godzinie 17-ej przebiwszy się przez wszystkie korki udało im się w reszcie wyjechać z miasta. Pogoda w dalszym ciągu utrzymywała się słoneczna i wszystko wskazywało na to, że do wieczora nic się w tej kwestii nie zmieni.
Samochody jechały dalej nie zatrzymując się ani na chwilę. Około godziny 18-tej samochody zwolniły skręcając w jedną z bocznych dróg wijącą się pomiędzy połaciami lasów, by kilkanaście minut później skręcić ponownie, lecz tym razem już w drogę gruntową prowadzącą prosto w las. Samochody podskakiwały trochę na wybojach i Bartek kilkakrotnie stuknął się o coś boleśnie, dając o sobie znać. Były to wszakże jedyne oznaki jego obecności. Jechali tak około 20 minut, aż znaleźli się w zupełnej głuszy, z dala od wszelkich zabudowań. Wtedy dopiero samochody zatrzymały się ostatecznie, a jadący w nich wyszli na zewnątrz, by ponownie porozmawiać ze sobą.
 
Lorn jest offline  
Stary 05-29-2007, 20:22   #65
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 8 Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał
$: 114 142
Chociaż na parkingu zwykli ludzie nie zauważyli nic dziwnego, każda z istot nieziemskich znajdująca się w pobliżu coś poczuła. Zmianę w Symfonii. Prawie niewyczuwalne, delikatne drgania. Osoby na parkingu odczuły te drgania mocniej, znajdowały się przecież w centrum wydarzeń. Adriell użył Pieśni.

***

Jeśli w Toruniu były jeszcze jakieś anioły lub demony, też odczuły zmianę w Symfonii. Nie odczuły jej jednak na tyle silnie, by móc powiedzieć skąd dochodzi jej źródło. Wiedzieli jednak, że na pewno nie są w tym mieście sami.


***

Tymczasem coraz bardziej zgrana "drużyna" aniołów wprowadzała swój plan w życie. Klucząc rożnymi ulicami i alejkami, skierowali się w odludne miejsce - las. Tutaj, wśród dużych, majestatycznych sosen i świerków, nikt im nie będzie przeszkadzał. Kilkanaście kroków dalej można zauważyć polankę, na której gdzieniegdzie wykwita jakiś kwiat. Tutaj można spokojnie porozmawiać.

***

Jakiś czas później...


Bartek otworzył oczy, lecz mimo to dookoła było ciemno. Miał wrażenie jakby właśnie się obudził.
- Co jest grane? Gdzie ja jestem? – zastanawiał się zupełnie zaskoczony. Jego kontinuum czasowe zostało mocno zachwiane. Wszystko, co pamiętał to parking, Anna i otwarty bagażnik jego samochodu.
Poczuł swoje ciało, leżące, zgięte w pół na jakiejś chropowatej wykładzinie. Było gorąco jak w piekarniku, chciało mu się pić. Tępy ból głowy od strony potylicy, prawego barku i lewego kolana, dawał mu o sobie znać przy każdym ruchu. Próba wyprostowania nóg i tułowia zakończyła się kolejnym uderzeniem w boląca część głowy.
- Fak… - złapał się ręką za stłuczoną czaszkę znajdując na niej sporego guza. Zdrętwiałe mięśnie podpowiadały mu ze leży w tej pozycji dobre kilka godzin. Zastanawiał się ile. Machinalnie obmacał swoje kieszenie w poszukiwaniu komórki. Były puste, niektóre wręcz wywleczone na wierzch. Nie miał swoich kluczy, portfela, dokumentów, komórki ani zegarka. Wszystko zostało gruntownie opróżnione.
- Ale dlaczego nic nie pamiętam – zastanawiał się obszukując przestrzeń dookoła – musiałem dostać czymś w głowę i wylądowałem we własnym bagażniku. – rozpoznał go po specyficznych przedmiotach jakie woził w środku: małym koszyku na szmatki i inne drobiazgi, butelkach z płynem do spryskiwaczy i olejem silnikowym oraz plastikowym lejku śmierdzącym paliwem.

Po 10 minutach upewnił się całkowicie, że nie ma w zasięgu ręki nic, czym mógłby chociaż spróbować wyważyć zamek w drzwiach. Wszelkie narzędzia zostały zapobiegawczo usunięte z bagażnika przez porywaczy. Tak właśnie się czuł – porwany, uprowadzony. Na początku odczuwał złość, tak ogólnie na los, na tych ludzi, może nawet trochę na siebie, że nie był wystarczająco ostrożny. Teraz jednak złość zaczęła z wolna ustępować obawie, wyobraźnia pracowała tłocząc do jego umysłu różne straszne powody i następstwa porwania go.

Wreszcie doszedł do wniosku, że kimkolwiek nie byliby porywacze, to pewnie teraz czekają na niego aż się zbudzi. Wtedy pewnie dowie się, o co im chodzi i czego od niego chcą. Bartek zastukał w drzwi bagażnika, raz, drugi i trzeci, ale nikt się nie odezwał. Wszystko, co słyszał, to szum wiatru i przytłumione, sporadyczne śpiewy ptaków, dobiegające do jego uszu gdzieś z wysokości koron drzew.
- co się stało z Anną? – zastanawiał się, miał nadzieję, że może chociaż ona usłyszy go. Niestety.

Postanowił w takim razie trochę pohałasować, skoro ich niema, to może chociaż ktoś przechodzący w pobliżu usłyszy go i wezwie pomoc. Zaczął tłuc w bagażnik, czym tylko się da, napierać na niego z całej siły próbując się uwolnić, krzyczeć na całe gardło. Po pięciu, dziesięciu minutach szaleńczego zrywu osłabł wreszcie i zaczął ciężko dyszeć. Dotarło do niego, że wszystko, co osiągnął, to posiniaczone, otarte dłonie, bolący palec u nogi i zdarte gardło. Dał za wygraną. Brakło mu sił. Stalowa puszka, w jakiej siedział, za nic w świecie nie chciała się poddać. Spocił się, było mu jeszcze goręcej, a wyschnięte usta i gardło przypominały pustynię, ślina zamieniła się w klej. Wiedział jednak, że nie może zupełnie zamilknąć, musi coś robić, żeby dawać o sobie znać. Wziął lejek do ręki i starając się odpocząć stulał tylko powoli w metal bagażnika. Położył głowę przy szczelinie drzwi skąd wąską strugą spływało na niego chłodniejsze powietrze.

Czas mu się dłużył zdawało mu się, że obudził się już ponad godzinę temu. Czas odmierzany ilością około tysiąca stuknięć o mniej więcej 3 sekundowym interwale dawał jakieś 50 minut. Odrzucił lejek na bok. Dopadła go rezygnacja, w głowie cały czas jeszcze słyszał miarowe stukanie. Miał dość. Chciał odpocząć i napić się.
- A co jeśli będzie miał tu spędzić całą noc… - myśl ta wydała mu się koszmarem, na poważnie przejął się swoją dramatyczną sytuacją. W stresie zapomniał nawet o głodzie, który od pewnego czasu przypominał mu o sobie sporadycznym burczeniem w brzuchu.
- Boże niech to już się skończy – powiedział cicho, końca jednak nie było widać.
Nagle do jego uszu doszedł jakiś nowy dźwięk, ludzkie kroki.

- Wsiadaj! i przestań beczeć, bo już mnie to wkurza! – rozkazał agresywnie męski, niski głos. Było w nim coś wrednego, jak pogarda.
- Aniu!? – powiedział szeptem Bartek.
Drzwi samochodu otworzyły się, wsiadły do niego trzy osoby i zamknęły je za sobą. Kluczyki wsadzane do stacyjki brzęknęły znajomo. Dziewczyna pociągała nosem jakby płakała niedawno.
Tylko nie róbcie jej krzywdy! – krzyknął ochryple. – Kim jesteście? Czego chcecie od nas?
- Ooo! Obudziła się nasza ptica… Nareszcie! – powiedział ten sam niski głos – a już myślałem, że się nie doczekamy. Nawet zaczęliśmy się z nudów bawić pieprzoną łopatką. Powinieneś nam podziękować, bo normalnie sam byś to robił.
Mężczyzna dobrze mówił po polsku, ale zaciągał wyraźnie wschodnim akcentem, no i jeszcze te rusycyzmy.

Ruscy! Już chyba gorzej nie mogłem trafić. – pomyślał przerażony. Opowieści o tym jak postępuje z ludźmi ruska mafia były powszechnie znane. Słyszał o nich nie tylko z filmów akcji.
- Dajcie mi coś do picia! Chce mi się strasznie pić. Czego chcecie? – powtórzył Bartek.
- Ja bym chciał lody truskawkowe z polewą, a ty Wiktor? – powiedział śmiejąc się.
- Vodka! – odpowiedział drugi ochrypły męski głos. Nic nie mówił dotychczas, więc Bartek uznał, że nie zna za dobrze polskiego.
- Chciałbym jeszcze żeby jeden Polaczek, który siedzi w bagażniku coś zrozumiał i to szybko! – warknął – Bo inaczej zawlokę go za gardło do lasu i tam pochowam! Będziesz dla nas pracował synu!
- Ale o co chodzi? Ja nic nie umiem. Macie niewłaściwego człowieka! – protestował rozpaczliwie Bartek.
- Ach tak? Niewłaściwego? W takim razie trzeba go pochować i poszukać innego. – drzwi od samochodu otworzyły się.
- Bartek błagam Cię nie drażnij ich, oni już wykopali dla nas dół! – krzyknęła płaczliwym głosem Anna. - Kazali mi na to patrzeć!
- Zamknij gębę dziwko, albo będziesz pluć zębami! Nie dotarło to jeszcze do Ciebie? – w samochodzie rozległo się głuche klapnięcie.
- Dobrze, dobrze już, uspokój się, tylko jej nie bij! – błagał Bartek przestraszony jak cholera. – Powiedzcie co mam robić, zrobię to.
- Będziesz robił dokładnie to, co Ci powiemy i kiedy Ci powiemy, od teraz do chwili aż każemy Ci przestać. Rozumiesz?
- Tak, rozumiem, – potwierdził Bartek, - ale proszę dajcie mi wody.
- Jeść i pić także będziesz wtedy, kiedy Ci pozwolimy. – wycedził przez zęby wredny typ. – wiemy o tobie wszystko: gdzie się urodziłeś, gdzie mieszkasz, co robiłeś przez całe życie, do jakich szkół chodziłeś, kogo poznałeś, po prostu wszystko. Wiemy, co potrafisz i to, czego nie potrafisz, wiec nie próbuj nas oszukiwać, bo marnie to się dla Ciebie skończy. Ale najpierw marnie skończy Kasia. Wiesz o kim mówię…Będzie miała niefart. Przejedzie ją samochód na pasach. Później przyjdzie kolej na Pawła. Biedaczek będzie tak rozpaczał, ze rzuci się z mostu, albo poderżnie sobie żyły.
- Dobrze już, dobrze! Nie róbcie im krzywdy, będę robił, co karzecie, tylko zostawcie ich w spokoju, proszę. – drzwi do samochodu ponownie otworzyły się i jedna z osób wysiadła z samochodu.
- Dokąd idziesz? Przecież powiedziałem, że się zgadzam. – krzyknął Bartek.
- Zamknij się mały, to pierwszy rozkaz. Morda w kubeł, albo zaraz zobaczysz jak zdycha Twoja dziewczyna!
- Mamy nieplanowanych gości Wiktor. Zajmij pozycję! – Bartek usłyszał jeszcze przeładowywaną broń, prawdopodobnie pistolet, następnie drugi z bandytów wysiadł z samochodu i oddalił się.

- Kochanie, boję się, Boże! Co oni nam zrobią? – lamentowała Anna. Bartek milczał, na poważnie przejął się ostrzeżeniem bandyty. Bał się konsekwencji odezwania się, nie chciał, by przez jego głupotę Ania straciła życie.
- Teraz nas nie słyszą Kochany mój, możesz ze mną rozmawiać. Nie dowiedzą się o tym. Nie mam kluczyków i mam związane ręce z tyłu fotela. Inaczej otworzyłabym Ci bagażnik i byśmy uciekli, ale nie mogę się ruszyć.
- Co się dzieje Aniu? – powiedział Cicho Bartek
- Jedzie tu jakaś furgonetka. Biedni ludzie, zaraz ich zabiją jeżeli podjadą bliżej. – Nagle rozległy się strzały. Bartek wyraźnie słyszał, że jedne dobiegają z bliska, gdzieś z boku, a drugie z daleka. Wymiana ognia trwała około dwóch, trzech minut.
- Ci z furgonetki strzelają do tych Rusków. – powiedziała z nadzieja w głosie Anna. – A tym Ruskom chyba skończyły się naboje. – podskoczyła niemal z radości dziewczyna – uciekają w las, kochanie jesteśmy uratowani!

- Spróbujcie chociaż pisnąć Polaczki…Jeszcze was dorwiemy! – krzyknął z daleka jeden z porywaczy, po czym oddalił się znikając w lesie.

W chwilę później furgonetka z charakterystycznie brzmiącym silnikiem diesel’a podjechała bliżej i zatrzymała się hamując ostro. Silnik pracował dalej. Drzwi otworzyły się i trzasnęły dwa razy. Dwie osoby podbiegły do samochodu Bartka.
- Nic wam nie jest? - spytał jeden z nich otwierając drzwi Anny – Gdzie Bartek?
- Jest w bagażniku! – odpowiedziała łamiącym się głosem Anna. Puściły jej nerwy i niewiadome było, czy bardziej się cieszy, czy płacze z jakiegoś powodu.
Jednego z tych ludzi chyba widziała dzisiaj na uczelni, ale to nic nie znaczyło. – A co jeśli okażą się tak samo źli jak tamci?- zastanawiała się. Ten, który zapytał o Bartka, miał taką dobrą twarz, z jego głosu emanowała troska o los jej chłopaka. Właściwie nie miała wyjścia, postanowiła im zaufać.
- Proszę wypuśćcie go, bo zaraz tam umrze. Dzięki! Dzięki Bogu, że jesteście. – powiedziała. Drugi z przybyszy zareagował natychmiast, otworzył drzwi kierowcy i zwolnił zamek bagażnika.
- Jasne, zaraz będzie wolny. – powiedział rozcinając jej więzy – Masz tu chusteczkę, wytrzyj sobie twarz. Musimy się stąd szybko zmywać. – powiedział i podszedł do bagażnika. Drzwi uniosły się do góry. Mężczyźni ujrzeli niepewną niczego twarz Bartka, jakby nie wiedział, co zaraz nastąpi, dalsza część koszmaru, czy może jednak faktycznie został ocalony… Pomogli mu się wydostać z samochodu i zaprowadzili na tylne siedzenie, gdzie dostał dużą butelkę wody. Dorwał się do niej jakby nie pił od kilku dni, nie miał nawet chwili by odezwać się.
Bartek jednego z nich mógł kiedyś widzieć, ale twarz tego drugiego zapamiętał dobrze z dzisiejszego popołudnia.
- Chwilowo jesteś bezpieczny, ale musimy się stąd wynosić. – powiedział ten drugi - Oni mogą wrócić, a poza tym zaraz zrobi się ciemno. Któreś z Was musi poprowadzić ten samochód. Zatrzymamy się gdzieś i coś zjemy, na pewno masz mnóstwo pytań. – widząc stan Bartka zwrócił się do dziewczyny - Umiesz prowadzić?
Pokiwała twierdząco głową, ona także sięgnęła do zakupów po cos do picia i gasiła swoje pragnienie.
Dla bezpieczeństwa kolega pojedzie z Wami. Jedźcie za mną.

Po chwili zawrócili samochody i pojechali z powrotem przez las, dotarli do drogi międzymiastowej, a 10 minut później zatrzymali się przed stylizowaną góralską karczmą. Oferowali tu świetne posiłki i pokoje na noc. Wystrój wnętrza przypominał XIX wiek, ale obsługa i poziom kuchni stały na najwyższym poziomie. Potwierdzały to także marki i ilość samochodów stojących na wielkim parkingu wokół gospody. Jadłodajnia, choć wybudowana niecałe dwa lata temu, już zasłynęła i zdobyła uznanie regularnie przejeżdżających tędy ludzi.

Bartek wysiadł z samochodu, jeszcze trochę oszołomiony. Przez całą drogę w ogóle się nie odzywał. Kiedy jednak dotarł do niego zapach jedzenia, natychmiast odzyskał wigor. - Jestem strasznie głodny, musimy coś zjeść. A przy okazji porozmawiamy. - Zwrócił się do swoich wybawicieli.
Złapał Anię za rękę i ruszył w stronę karczmy.

***

Tymczasem na imprezie "Pod aniołem" kilka osób bardzo czekało na Bartka. Zbliżała sie godzina 22 a jego nadal nie było, nic też nie wskazywało na to, że zaraz ma sie tam pojawić.
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible.
Touch the untouchable, break the unbreakable.

Ostatnio edytowane przez Redone : 06-04-2007 o 14:10.
Redone jest offline  
Stary 06-06-2007, 17:23   #66
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 4 Lorn wkrótce będzie znany
$: 72 024
Adriell
Zapach smażonego mięsa i unoszących się w powietrzu przypraw natychmiast zaostrzył im apetyt. Teraz pozostawało tylko pytanie, co zdecydują się zamówić i w jakiej ilości.
Witający ich już przy wejściu kelner poprowadził ich na wolne miejsca wręczył wszystkim z osobna rozkładane karty menu, paraliżujące wręcz bogactwem wymyślnych ludowych potraw z różnych zakątków Europy. Oczywiście dla mniej wybrednych lub wybitnie głodnych pozostawał tradycyjny schabowy z ziemniakami i surówką. Ostatecznie jednak wygrały dania gotowe od ręki. Bartek był tak głodny, że zdecydował, iż nie wytrzyma nawet kilku minut widząc jak wszyscy dookoła obżerają się tymi wszystkimi cudami.
Siedzieli przy jednej z wielu długich 6-osobowych ław wyciosanych z dużych kawałków przeciętych wzdłuż i artystycznie wykończonych pni, wypolerowanych na gładkość szkła i pociągniętych bezbarwnym lakierem dla zachowania ich naturalnego uroku.

- Aniu pożyczysz mi trochę grosza? – przypomniał sobie o swojej sytuacji finansowej Bartek – zdaje się, że straciłem swój portfel i dokumenty.
- Tak? Ach tak, oczywiście -
Anna ocknęła się na pytanie. Wciąż była w szoku. – ale Twoich rzeczy nie zabrali, są w skrytce w samochodzie. Pewnie liczyli na to, że z nimi odjadą. Powiedziałabym Ci wcześniej, ale tyle się działo, że zupełnie o tym zapomniałam. – spojrzała na Bartka - Tak się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło, tak bardzo się bałam. – przytuliła się do niego i splotła mocno jego dłoń ze swoją dłonią. Ekstremalne przeżycia dzisiejszego wieczora bardzo ich do siebie zbliżyły. Nie chciała nawet myśleć, co by było gdyby zabrakło go nagle w jej życiu.
- Kocham Cię. - powiedziała czule.
- Ja Ciebie też kocham Aniu. - odpowiedział Bartek, nawet, jeśli nie było to do końca prawdą.
Podano obiad, wszyscy rzucili się do swoich talerzy i w milczeniu skonsumowali posiłek.
- Pyszne, mógłbym tu przyjeżdżać na obiady. - przyznał Bartek odstawiając pusty talerz - Teraz możemy porozmawiać.
- W takim razie zapraszam na górę. -
powiedział Adriell wstając z miejsca. Pozostali ruszyli za nim. Adriell zapłacił za zjedzone posiłki i pokój, a następnie wziął klucz z recepcji.
Pokój mieścił się na pierwszym piętrze, miał cztery łóżka i własną łazienkę, okna wychodziły na parking. Usiedli parami, na dwóch łóżkach, naprzeciwko siebie.
- To, od czego zaczniemy? Co chciałbyś wiedzieć? – zapytał Bartka Adriell.
 
Lorn jest offline  
Stary 06-07-2007, 11:30   #67
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 8 Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał
$: 114 142
Bartek najadł się do syta, ale widać nadal na jego twarzy zmęczenie i przygnębienie całą sytuacją. Był tak bliski śmierci, on i Ania. Gdyby coś jej się stało nie wybaczyłby tego sobie.

Usiadł z ulgą na miękkim łóżku, chociaż wolałby się na nim położyć i zasnąć. Spać aż do południa, obudzić się i myśleć, że to wszystko zły sen. Ale jest tutaj, w nieznanym sobie miejscu, z nieznanymi ludźmi. Cieszył się, że chociaż Ania jest z nim, czuł się dzięki temu bezpieczniej.

- Może zacznijmy od tego, kim jesteście? Potem możecie powiedzieć, skąd wzięliście się w tym lesie. A na koniec byłoby fajnie, jeśli wiecie czego te typy od nas chciały.

Pomimo zmęczenia umysł Bartka pracował trzeźwo, jak chyba zawsze z resztą. W jego oczach widać było bystrość i inteligencję. Chyba jednak Bóg wiedział co robi, chcąc go w swoich szeregach.
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible.
Touch the untouchable, break the unbreakable.
Redone jest offline  
Stary 06-07-2007, 16:29   #68
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 5 Glyph wkrótce będzie znanyGlyph wkrótce będzie znany
$: 54 438
Adam [Anna]
-Nie znasz ich Bartek?-dziewczyna pobladła-Co tu się dzieje?!To nie jest normalne!-wybuchnęła płaczem-Bartek gdybyś ich widział. Jeden spojrzał na mnie, a ja nie mogłam oderwać wzroku od tych czerwonych ślepi.-szlochała-To nie były soczewki patrzyłam mu prosto w źrenice, w których kłębił się ogień, prawdziwy ogień.

Cała drżąc wtuliła się w chłopaka.
-I ten cień. Niby zwykły jak każdy, ale od ciała odchodziła długa i cienka smuga. Wyginała się. Spojrzałam za siebie ale żadna gałąź za nami się nie poruszała. To był ogon! Nie wiem jak to wyjaśnić,-starała uspokoić nerwy- ale ja nie zwariowałam, to sie działo na prawdę! I gdy uciekali, rozpłynęli się w powietrzu, musieliście to widzieć!-spojrzała błagalnie na Adreilla- Ja nie zwariowałam.
 
Glyph jest offline  
Stary 06-08-2007, 16:38   #69
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 4 Lorn wkrótce będzie znany
$: 72 024
Adriell

- Zapewne pamiętasz naszą dzisiejszą pogawędkę na korytarzu… - zaczął Adriell tonem reprymendy - Próbowałem Cię ostrzec, ale uznałeś, że znasz lepiej swoją przyszłość, dlatego stało się to, co się stało, jesteś za to odpowiedzialny. Nie musiało do tego dojść, ale może następnym razem postąpisz rozsądniej.
Mówiłem Ci, że zostaliśmy wysłani żeby Cię chronić. Dzięki temu żyjesz jeszcze i poza kilkoma siniakami masz się dobrze. Fakt, miałeś niemiłe popołudnie, ale była to cena, którą musiałeś zapłacić, by reszta Twojego życia nie stała się prawdziwym koszmarem. Nie doszłoby do tego, gdybyś zaufał mi od razu, ale rozumiem, że wolałeś się przekonać o tym na własnej skórze. Naraziłeś w ten sposób swoją dziewczynę na niebezpieczeństwo, ale ponieważ zrobiłeś to nieumyślnie, myślę, że zostanie Ci to wybaczone. Powinieneś dziękować Bogu, że jeszcze żyjecie. Ciebie może od razu by nie sprzątnęli, ale ją mógłbyś już mieć na sumieniu. –
wskazał wzrokiem na Annę. – Chcesz zgrywać bohatera, proszę bardzo, ale zastanów się, jakie masz z nimi szansę. Następnym razem jak ich znam postąpią z wami ostrzej, znacznie ostrzej. My jednak możemy to zmienić.

Nie pytaj mnie, dlaczego Cię porwali, to Ty z nimi rozmawiałeś, chyba zdążyli Ci powiedzieć czego chcieli. My raczej z nimi nie dyskutujemy. Oni są, jakby to ująć… z wrogiego obozu. Znamy jednak ich metody i wiemy to, co nam powiedziano, że chcą Cię dla siebie pozyskać. Wiemy też, że Twoje problemy się jeszcze nie skończyły, że oni wrócą i będą realizować plan swoich szefów dopóki nie będziesz ich do końca. Od dzisiaj Twoje życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej. Jesteś w wyjątkowym położeniu, bo w przeciwieństwie do większości ludzi masz tylko dwa wyjścia. Możesz pójść ścieżką Zła, służyć im i być taki jak oni lub pozwolić sobie pomóc, stanąć po naszej stronie i sprzeciwić się im. –
Bartek zastanawiał się chwilę nad tym, co usłyszał. Wtedy doszła do głosu Anna i opowiedziała o tym, co widziała.

- Nie, nie zwariowałaś dziewczyno, gdybyś się lepiej przyjrzała, to może nawet zobaczyłabyś rogi i czarne, błoniaste skrzydła. – powiedział śmiertelnie poważnie Adriell - To nie są zwykli ludzie, mają ludzkie ciała owszem, ale ich duch nie pochodzi stąd. Domyślam się, że może być Wam trudno to zaakceptować, ale nim szybciej to się stanie tym lepiej. Chciałeś wiedzieć kim jesteśmy, tak…Pokażemy Ci.
Nagle światło w pokoju zgasło jakby niewidzialna ręka nacisnęła wyłącznik. Bartek usłyszał ten dźwięk, obejrzał się nerwowo w kierunku drzwi i znów spojrzał na dwa anioły siedzące naprzeciwko. Jego usta otwarły się w niemym zdumieniu. Z ich ramion wyrastały świetliste, białe, ogromne skrzydła, a nad głowami unosiły się jasne aureole. Cały pokój rozjaśniał nagle wypełniony białym blaskiem.
- Wypełniamy wolę Jedynego, - rzekł natchnionym głosem Adriell - On nas przysyła do Ciebie. Ten, który Cię stworzył. Jak wykorzystasz swoją wolną wolę, którą dostałeś? Którą drogą podążysz człowieku?
 
Lorn jest offline  
Stary 06-09-2007, 16:19   #70
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 8 Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał
$: 114 142
Bartek był wyraźnie wkurzony, że zarzucano mu głupotę i to przy jego dziewczynie. Miał już nawet coś powiedzieć, ale ostatecznie się powstrzymał. I słuchał.

Ale kiedy zgasło światło i zobaczył ten niecodzienny widok przedstawiający dwa anioły w pełnej okazałości - wtedy oniemiał zupełnie. Z szeroko otwartymi ustami gapił się jak dziecko na skrzydła, aureolę i światłość która wydawało się bić z każdego kawałka ciała aniołów, z każdego włoska i z każdego pióra. Chłopak był zafascynowany.

Wtedy jednak przypomniał sobie, że przecież jest racjonalistą, naukowcem. Takie coś jest nie możliwe. To prawda, że jest katolikiem, ale anioły nie chodzą sobie przecież po świecie jak gdyby nigdy nic, i to na dodatek z bronią w ręku. To po prostu nie jest możliwe. Jego umysł wszystkimi siłami opierał się oczywistym faktom.

- Co to za sztuczka? Jak to zrobiliście? To nie jest możliwe!

Chłopak chyba po prostu się przestraszył. W nagłym odruchu złapał Anię mocno za rękę i rzucił się w kierunku drzwi. Tak, chłopak na pewno się bał.

*****

Diabły

Było już po 22. Impreza rozkręciła się na całego. Studenci bawili się, nie myśląc wcale o nauce, nie myśląc o codziennych trudach. Dzieli się za to swoimi planami na wakacje, co jakiś czas ktoś powiedział dobry kawał, a grupka osób regularnie wychodziła "zapalić". Ale nie mieli raczej na myśli papierosa.

Numen i Vanya siedzieli w kącie sali. Humory najwyraźniej im nie dopisywały. Bartek nie zjawił się, a byli prawie pewni, że przyjdzie. Barman rozdawał drinki ale również nie wyglądał na specjalnie zadowolonego, on też szukał pewnego chłopaka...
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible.
Touch the untouchable, break the unbreakable.
Redone jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Anioły kontra demony Redone Archiwum sesji Innych 100 10-16-2007 16:04
Demony Darken Warhammer Fantasy Role Play 27 09-03-2007 22:50
Życie czy Materia kontra Wampir i Wilkołak Rhamona Świat Mroku 5 05-09-2007 14:27
Anioły kontra demony Redone Archiwum rekrutacji 0 04-16-2007 19:47
[In Nomine] Anioły kontra demony Redone Archiwum rekrutacji 10 02-16-2007 17:35


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 15:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111