![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #161 |
![]() | Signor Alberto nie zatrzymywał cię. Nie umiał sobie radzić zupełnie z kobietami. - Mogę posłać, aby MacScott nie ruszał jeszcze z portu... Niedopowiedziane pytanie zawisło w powietrzu. - Już mi wszytko jedno - rzuciłam cicho zamykając za sobą drzwi. Czy to miało teraz jakieś znaczenie? Nie bardzo. Cały ten dzień wydawał mi się jakiś dziwnie nierealny. Może jego w ogóle nie było? Może wcale nie ryzykowałam życia dla głupiego artefaktu? Może wcale nie poznałam Celestina? Nie byłam w stanie zaakceptować takiej rzeczywistości. Powód? bardzo prosty na moje koszuli wciąż znajdowała się krew Celestina a to niestety był niezbity dowód na to że on istniał. Założyłam buty, pas z mieczem i ruszyłam w stronę portu jednak nie do końca pewna jaki jest mój punkt docelowy. Słońce powoli wchodziło na nieboskłon. Morze zieleniło się przyjaźnie. Smród, brudne uliczki, powoli zapełniające się przechodniami. Ponownie bezbłędnie pokonałaś drogę do portu. Zanim zauważyłaś, już stałaś na trapie Mandragory. Właśnie kończyła się warta, a w kuchni ktoś przygotowywał śniadanie (mówił ci o tym zapach). Na pokład weszła Gunrud i cofnęło ją o krok, kiedy cię zobaczyła. Zmrużyła oczy i podeszła bliżej. Bez ceregieli złapała cię za rękę i przyglądała jej się przez dłuższy czas. - Bez dwóch zdań. - przemówiła w końcu. - Ktoś zdjął z ciebie klątwę. Przytaknęła sobie samej i straciwszy tobą jakiekolwiek zainteresowanie ruszyła z powrotem pod pokład. Nie docierało do mnie przez chwilę to co powiedziała jednak teraz dotarło i uderzyło z podwójną mocą - co? - pobiegłam na Gurund i złapałam ją za ramie - jak to? skąd wiesz? moje zdumienie nie miało granic.
__________________ "Torture and mind games are just another way of showing you care." >> Życie wg CLAMP DRUGA SPRAWA JANE DOE >> Demo GT - zapraszamy do czytania!!!! OBIECUJĘ NADROBIĆ BRAKI... SZYBKO ;] Ostatnio edytowane przez Latilen : 04-14-2008 o 18:53. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #162 |
![]() | Vendelka westchnęła. - Masz to wszystko wypisane na dłoni. - mówiła spokojnym, matowym głosem. Zupełnie bez emocji. - To boli. Ruchem głowy wskazała na ramię. Kiedy nie puszczałaś, westchnęła. - Wyjaśnię ci, ale muszę rzucić kości. Usiadłyście tuż obok zejścia do kubryku. Gunrud rozłożyła mały kwadrat skóry, lepiej nie pytać z jakiego zwierzaka i rzuciła na niego kości, które ozdobione były licznymi runami. - Ojciec rzucił na ciebie klątwę. - na chwilę zamilkła. - Wiązało się to z piciem alkoholu. - dotknęła dwóch czy trzech kości, jakby miały gdzieś jej odpełznąć. - Nie wiedziałaś, jak to zdjąć. Kości mówią, że wystarczyło, aby dotknął cię mag Porte niczym nie okrytą dłonią. Teraz już nie masz klątwy. - tym razem zmartwiła się nie żarty. - Co się dzisiaj w nocy stało Moira? Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie dość chronił mnie przez część nocy, nie dość że oddał mi artefakt na którym jemu zależało, nie dość że uratował mi życie najprawdopodobniej kosztem własnego, to jeszcze zdjął ze mnie klątwę? Czułam że dłużej nie wytrzymam. A może on żyje? Może wcale nie umarł? może on teraz potrzebuje mojej pomocy a ja nie wiem gdzie on jest ani nawet nie mam pomysłu gdzie go szukać? Poczułam się taka stłamszona, dobita i beznadziejnie bezradna że w końcu nerwy mi puściły i rozpłakałam się bez żadnych hamulców. Gunrud patrzyła na ciebie badawczym wzrokiem i pierwszy raz widziałaś, żeby zrobiła taką markotną, zmartwioną minę. - No już kochanie, już już. - przytuliła cię do siebie i poklepała po plecach. - A ty co się gapisz. Wysyczała do jakiegoś majtka, co pokład zaczął właśnie czyścić. Przez kolejne dwie minuty płakałam w ramionach Gunrud. Posiadam niestety dość zmienny charakter i przeważnie po fazie smutku ni z tego ni z owego dochodziło u mnie do automatycznego przełączenia stanu na : "Złość i determinację". Tym razem nie było inaczej. Zdenerwowałam się na siebie. Ty głupia małpo! Jaką masz pewność że on nie żyje?! I co ty tu jeszcze do cholery robisz?! Dopóki istnieje choćby cień szansy że Celestinowi udało się przeżyć powinnaś próbować go odnaleźć! Mignęło mi krótkie wspomnienie rany postrzałowej jaka widziałam u mężczyzny zaraz przed tym jak wepchnął mnie do portalu. Ty tu sobie płaczesz a on może gdzieś właśnie wykrwawia się na śmierć? W jednej sekundzie przestałam płakać. Odsunęłam Gunrud od siebie i wstałam jak nawiedzona. Wstąpiła we mnie nowa energia. On na pewno żyje! Dopóki nie zobaczę ciała nie przyjmę do wiadomości że to już koniec! Rusz sie ty niewdzięczna krowo. - poczekaj - powiedziałam zdeterminowana do dziewczyny patrzącej na mnie w osłupieniu. Zbiegłam pod pokład i szybko się przebrałam. Chwyciłam też kilka bandaży, tak na wszelki wypadek, i schowałam do kieszeni. Po dosłownie kilkudziesięciu sekundach wróciłam na pokład niosąc w rękach koszulę i spodnie. Wręczyłam odzież Gunrud. - Po pierwsze, trzymaj to. Nie pozwól nikomu tego wyrzucić ani nie daj Theusie wyprać. Ta krew ma tu zostać, to bardzo ważne - zaczęłam szybko udzielać wskazówek. O ile dobrze pamiętałam magowie porte mogli się przenosić do miejsc gdzie znajdowały się naznaczone ich krwią przedmioty, choćby to było nawet morskie dno. Nie byłam pewna czy mam racje ale w razie czego była to jakaś alternatywa gdyby okazało się to prawdą. Spięłam włosy i poprawiałam miecz Sidhe - po drugie powiedz kapitanowi że z rozkazu Luccianiego ma opóźnić opuszczenie portu jakieś 3-4 godziny. Przekaż że tak twierdzi Moira i jeśli nie wierzy, może posłać kogoś z listem aby się upewnić. Ważne że gdyby jednak chciał wysłać posłańca, niech napisze w liście że to ja twierdze iż taki był rozkaz Luccianiego - Trybiki powoli zaczynały mi zaskakiwać i wracały do normalnego myślenia. Lucciani był pełnokrwistym Voddacianinem i jako taki z pewnością nie raz i nie dwa coś knuł i kombinował. Widząc taki list powinien skojarzyć że najprawdopodobniej zmieniłam zdanie, a nawet jeśli by zaprzeczył, wysłanie posłannika do villi i z powrotem przy założeniu że nie dotrze do Alberto od razu i tak dawało mi co najmniej dodatkową godzinę. Na chwilę obecną byłam pewna że Celestin jednak żyje i nikt nie mógł mi już wmówić że tak nie jest. Skończywszy udzielać wskazówek oniemiałej Gunrud zbiegłam ze statku. Zatrzymałam się na chwilę i starałam się przypomnieć sobie swoją ostatnią trasę od statku róży do villi i od villi tutaj. Przez chwile kalkulowałam jak i gdzie skręcałam po czym doszłam do wniosku że statek róży będzie znajdował się gdzieś po prawej stronie. Po Kiku sekundowym zatrzymaniu się ruszyłam pędem w prawo. Rozglądając się przy tym uważnie. Interesowały mnie jakiekolwiek wskazówki. Gdzie może mieszkać czarna róża. Jeśli Celestin został schwytany możliwe że pojawi się ogłoszenie o jego egzekucji. Coś musiało się znaleźć! W końcu to było Voddace, tu plotki roznosiły się z prędkością światła.
__________________ "That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!" |
| | |
| | #163 |
![]() | MANDRAGORA ROZDZIAŁ DRUGI "PORTE" ![]() W tej willi nigdy nie było żadnych lochów. Ona nawet nie ma piwnicy. Zaraz pod podłogą przebiega sieć kanałów. Takie już jest Voddacce. Wszędzie woda. Wszędzie, gdzie nie trzeba. Jakżeż uciec, kiedy nie umie się pływać? Kiedy słona woda atakuje ciało, wgryza się w rany, a każdy oddech staje się walką o życie? Jednak Czarna Róża musiała sama czuwać nad budową, gdyż kilka pokoi nie miało okien. Schowane kilka małych klitek, jakby na wypadek, gdyby ktoś postanowił jej się narazić. Chociaż biorąc pod uwagę to, iż miała do dyspozycji pięciu potężnych magów Porte, rzeczywistość mogła być tu trochę... zaburzona. Służba często opowiadała o duchach szwendających się po korytarzach, cieniach pojawiających się w lustrach, nieludzkich odgłosach i tupocie diabelskich kopyt. Celestin nie wierzył w zabobony. Jednak jego ojciec nigdy nie wrócił do domu. Wątpił, żeby jeszcze żył. Budowniczych labiryntów zabijało się, aby zamilkli na wieczność. A teraz go czekało to samo. Śmierć w domu, którego nienawidził z całego serca, a jednocześnie podziwiał. Ta willa żyła własnym życiem. A Róży tylko się wydawało, że ma władzę nad nim. Chociaż to mogły być tylko pobożne życzenia Celestina... Tutaj wszystko potoczyło się szybko. Kiedy mężczyzna otworzył portal i go ponownie zamknął, wszystkie zawirowania powietrza ustały. Czyli albo kula nie zadziałała, albo jedna magia zniosła drugą magię. Róża podeszła do Celestina i mocno kopnęła go z kolana w krwawiące miejsce postrzału. Ten zwinął się prawie do klęczek. - Nie myśl, ze pozwolę ci tak po prostu umrzeć. - wysyczała i splunęła. W przejściu pojawili się kolejne dwa draby i złapały bezceremonialnie Celestina pod ramiona. Wiedźma Sorte rugana przez Różę, kuląc się wybiegła zaraz przed nimi. Celestin znalazł się właśnie w jednym z takich pokoi bez okien. Blasku dawał jedynie ogarek świecy. Jakaś służka zdarła z niego koszulę i niedbale opatrzyła postrzał. "Jeśli nie umrę z głodu, to na pewno zabije mnie zakażenie." Przeleciało mu przez umysł. Oparł się o chłodną ścianę i rozłożył wygodniej nogi na sienniku. Właściwie to był pokoik. Taki 6x6. "Dobrze, że nie mam klaustrofobii." Uśmiechnął się do siebie. Rana bolała piekielnie, ale nie miał zamiaru nikomu o tym powiedzieć. W drzwiach pojawił się zarys sukni. Celestin poczuł otumaniający zapach perfum. - Róża... - Dla ciebie Pani. - wysyczała kurtyzana - Czy zdajesz sobie, co właśnie zrobiłeś? - Uratowałem piękną kobietę i ofiarowałem jej piękny prezent. - uśmiechał się szeroko. Właściwie nie było żadnej drogi ucieczki. Róża zamachnęła się i spoliczkowała mężczyznę. ![]() - Podpisałeś na siebie wyrok śmierci. Na nią zresztą też. - Doprawdy? Odpowiedział mu trzask zamykanych drzwi. Został sam na sam z wilgotnymi ścianami, siennikiem i dogasającą świeczką. - Ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Ostatnia walcząca iskra zgasła. Wszystko pokrył mrok. Róża wściekle chodziła po pokoju. W tą i we wte. - JA CHCĘ MOJĄ KLEPSYDRĘ!! - uderzyła dłońmi w blat biurka. Wiedźma Sorte stała bezradnie pod ścianą, starała się nie zwracać uwagi kurtyzany. Inaczej, ta była gotowa wyładować swoją złość na niej. - ANU!! Wiedźma wyprostowała się, jakby ją kto kijem po plecach zdzielił. - Ja... ja... nic nie mogę zrobić. Musiała by być zaraz koło mnie... - mówiła bardzo cicho. Spuściła głowę do ziemi, oczekując uderzenia. - Kim ona była?!? Jak śmiała!! Na mnie! Podnieść na mnie rękę!! - wściekłość mieszała się z jadem, złością, bezsilnością. Anu nie widziała nigdy takiej Róży. Drzwi do pokoju uchyliły się i weszła jeszcze jedna kobieta. - Wzywałaś mnie, pani? Róża obrzuciła ją krótkim spojrzeniem. - Ta kobieta, ta którą ten zdrajca - przeżuwała każdy wyraz z osobna - wprowadził na bal. Znajdź ją i przyprowadź do mnie, rozumiesz? - Tak pani, jak sobie tylko życzysz. Uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia. Anu skuliła się w sobie. Znów została sam na sam z Czarną Różą... Signior Alberto Lucciani siedział od godziny przy swoim sekretarzyku i nie ruszał się. Był coraz bardziej przekonany o tym, że popełnił błąd. Nieodwracalny błąd. Spojrzał ponownie na klepsydrę. Nie-od-wra-cal-ny. Wziął w dłoń pióro i zdecydowanym ruchem nakreślił krótki, treściwy list. Fryderyk siedziała i kończyła kolejny kielich piwa. Szkorbut czyścił kielich. Luigi starał się zapić klina klinem. Alberto jak zwykle uśmiechał się sarkastycznie. - Jak to, ją zgubiłeś? - No po prostu. - pseudo-arystokrata wzruszył ramionami. Alberto śmiał się z niego w żywe oczy. Fryderyk obrzuciła ich zgorszonym spojrzeniem. - Miałeś jej pomóc, a ty poszedłeś się uchlać. Cały ty. - pokręciła zniechęcona głową. - To duża dziewczynka, na pewno sobie poradziła. Oboje wbili w niego spojrzenie, jakby powiedział najgłupszą rzecz na świecie. - W Voddacce? W kradzieży u najbardziej zawistnej kurtyzany na wyspie? Nagle drzwi otworzyły się i wpadła przez nie zziajana, młodziutka dziewczyna. ![]() - Szukam Fryderyka... __________________________________________________ ___ Rozglądasz się i niewiele tu widzisz. Wszędzie walają się pozostałości po wczorajszym balu, ale łajba zdaje się już pusta. Nie licząc tych drabów, bo pilnują trapu. Masz wrażenie, że ktoś cię obserwuje...
__________________ "Torture and mind games are just another way of showing you care." >> Życie wg CLAMP DRUGA SPRAWA JANE DOE >> Demo GT - zapraszamy do czytania!!!! OBIECUJĘ NADROBIĆ BRAKI... SZYBKO ;] Ostatnio edytowane przez Latilen : 04-14-2008 o 20:20. |
| | |
| | #164 |
![]() | Byłam tak zaaferowana ostatnimi wydarzeniami że logiczne myślenie sprawiało mi do tej pory niejakie trudności. Powoli jednak zaczynałam dostrzegać rzeczy oczywiste. Wrażenie bycia obserwowaną okazało się dla mnie zimnym prysznicem. Wreszcie dotarła do mnie istotna prawda: Przecież Róża zacznie mnie szukać. Nie maiłam złudzeń co do tego że musiała teraz kipieć ze złości. Ja bym w każdym razie rozniosła wszystko i wszystkich gdyby ktoś wywinął mi taki numer. Nie dość że zginął jej cenny artefakt to jeszcze w jak bezczelny sposób został skradziony? Bezpośrednio na jej oczach. Osobiście wywołałabym piekło i zrobiłabym wszystko żeby odnaleźć osobę która śmiała przywłaszczyć sobie moją własność. Aż bałam sobie wyobrażać jak może wyglądać w takiej sytuacji Voddacianka nie znosząca sprzeciwu. Ciarki mnie przeszły po plecach. Na kilka sekund zapomniałam o zdobyciu informacji i postanowiłam przez chwilkę pomyśleć o sobie. Nie podlegało wątpliwości że nie miałam zamiaru się poddać w kwestii Celestina, jednak trzeba było trochę zmodyfikować swój wygląd. W chwili obecnej rozpoznać mnie mógł każdy kto miałby najprostsze wskazówki. Mało było kobiet noszących w Voddacce spodnie, szwendających się po procie i w dodatku bladych jak ściana Avalonek. W tej konkretnie chwili żałowałam że moja skóra nawet przy intensywnym opalaniu prawie nie zmieniała swojego odcienia. W takim wypadku najlepiej byłoby zmienić płeć. Bądź co bądź przypływały tu Avalońskie statki wraz ze swoją bladą załogą, po prostu nie przywozili ze sobą kobiet. W końcu nie zapominajmy że kobieta na pokładzie przynosiła pecha. Rozglądając się po procie, zastanawiałam się jak można by zmienić jakoś swój dość oryginalny wygląd. Jeśli wydawało mi się że ktoś mnie obserwuje to bardzo możliwe że tak właśnie było. W pewnym momencie moją uwagą przykuł nieprzytomny, pijany jak bela mężczyzna, śpiący snem sprawiedliwego u wejścia do pomniejszej uliczki. Mówiąc że ten człowiek mnie zainteresował miałam raczej na myśli jego leżący na ziemi kapelusz. I wtedy mnie olśniło. Skierowałam się prosto w tamtym kierunku. Przechodząc jak gdyby nigdy nic zawinęłam kapelusz ze sobą i szybkim krokiem ruszyłam wgłąb uliczki. Kilka razy zakręciłam aż doszłam do małego ślepego zaułka. Kiedy upewniłam się że nikogo nie ma w pobliżu natychmiast zaczęłam realizować swój mały plan. Otrzepałam zakurzony kapelusz i założyłam go na głowę. Po kilku minutach udało mi się całkowicie wepchnąć do niego włosy tak że teraz wyglądały jakby były ścięte na krótko. Następnie obandażowałam sobie klatkę piersiową żeby była bardziej płaska. Nie żebym była jakoś nadzwyczaj rozwinięta w tym miejscu ale ciężko byłoby wmówić komuś że mężczyźni posiadają takie "kształty" ... Przez chwilę zastanawiałam się czy to już wszystko, jednak po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku że coś jest wciąż nie tak. Miałam zbyt duże wcięcie w pasie. Wyciągnęłam koszulę ze spodni tak że teraz luźno opadała na biodra niwelując wrażenie wąskiej talii. Przeglądając się w rozbitej szybie doszłam do wniosku że jestem zadowolona z efektu. Mogłam śmiało stwierdzić że wyglądałam teraz jak zwykły Avaloński chłopak o dość delikatnej urodzie. Poprawiłam kapelusz i szybkim krokiem skierowałam się z powrotem do portu. Zmieniłaś, choć trochę, wygląd. Miało to duże znaczenie, nawet na krętych uliczkach patrzono już na ciebie inaczej. Wróciłaś do portu. Niedaleko rozpoczął się rozładunek starej fregaty o przyjemnej, pospolitej nazwie Aurora. Marynarze pokrzykiwali do siebie, klnęli jak szewcy, ale też cieszyli się. Już za moment zejdą na ląd i będą mogli stracić pieniądze, które zarobili. Na trunki. Na dziewczynki. Może jakaś bójka sie trafi, jeśli będą mieli szczęście. Łódź Czarnej Róży kołysała się spokojnie, usypiająco na falach. I znów nawiedziło cię uczucie, że ktoś cię obserwuje. Może już ni poznaje, ale na pewno obserwuje. 'Przebranie się to był dobry pomysł'. Ludzie przestali zwracać na mnie uwagę, od razu zrobiło sie jakoś mniej stresująco. Niestety wciąż miałam to denerwujące uczucie że ktoś mnie obserwuje. Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi i nienawidziłam kiedy ktoś "patrzył mi na ręce", nic więc dziwnego że i teraz odczuwałam pewien dyskomfort. Odruchowo rozglądnęłam się po porcie. Po krótkiej chwili doszłam do wniosku że może to całe miejsce było w pewien sposób obserwowane a nie koniecznie, bezpośrednio ja. Potrząsnęłam lekko głową żeby sie otrząsnąć. 'Nie po to u jestem!', przypomniałam sobie. Na statku nie miałam czego szukać. Wszyscy już opuścili statek a na przejście koło goryli raczej nie było szans. Właściwie przybiegłam tu raczej pod wpływem impulsu, a nie zdrowego rozsądku. Musiałam się dowiedzieć gdzie znajduje się posesja Róży. Przez myśl przeleciał mi obraz Fryderyka. odruchowo zatrzymałam się w miejscu jednak w tej samej sekundzie zadałam sobie z tego sprawę więc natychmiast ruszyłam powoli przed siebie. Znalezienie Fryderyka to był doskonały pomysł niestety posiadał pewne mankamenty: a - nie pamiętałam gdzie dokładnie znajdowała sie jej spelunka, b - nie miałam niczego na wymianę. Postanowiłam mimo wszystko spróbować ją znaleźć. Przyspieszyłam kroku. Z tego co pamiętałam gdzieś niedaleko zaczynała się trasa krętych uliczek prowadząca do "mokrego gardła" Rozglądałam sie w poszukiwaniu jakichś znajomych budynków mimowolnie jednak starałam się dojrzeć obserwatora.
__________________ "That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!" Ostatnio edytowane przez alathriel : 04-27-2008 o 21:22. |
| | |
| | #165 |
![]() | Najpierw nic nie zdawało się podobne. Przecież tyle błądziłyście! Poza tym wtedy przyszedł wam z pomocą Alberto. Ale kiedy przyglądałaś się budynkom zaraz przy porcie to ten z czerwoną szmatą powieszoną w oknie (miał specyficzną gwiazdę wyszytą złotawą - kiedyś - nitką), tak musiałyście go mijać! i już ruszałaś z głową zadartą, kiedy nagle ktoś w ciebie wpadł. - Strasznie przepraszam! - młoda dziewczyna nie podnosiła głowy. Jakby spodziewając się razów, skuliła się na klęczkach. - Strasznie przepraszam! - I szybko zaczęła zbierać to, co jej z kosza wypadło. Same ciekawe rzeczy, dwie suknie, jedna rozdarta, kilka złotych masek, trochę biżuterii i kilka kielichów. Dałabyś sobie rękę uciąć, że to z balu u Róży. Poczułam jak żołądek podskoczył mi do gardła na myśl o balu. Zrobiło mi się prawie niedobrze ale szybko to w sobie zwalczyłam. - Nic się nie stało, to moja wina - Natychmiast zaprzeczyłam dziewczynie. Wyglądała na strasznie zaszczutą. - Zagapił..em się, powinienem patrzeć pod nogi, to ja przepraszam - odruchowo zaczęłam pomagać dziewczynie zbierać rzeczy i uśmiechnęłam się przepraszająco. Po chwili zdałam sobie sprawę jak nie Voddaccianskie było to zachowanie ale hej , ja była Avalonką, a chwlilowo raczej Avalończykiem... Zderzyłyście się z dwa razy głowami, ale w końcu pozbieraliście wszsytko do kosza. Teraz już nie dziwiłaś się, czemu w ciebie wpadła. Stało to wszystko jeszcze na ziemi, ale było tego o wiele za dużo jak dla jednej osoby. I tak dziwne, że sama do tej pory to doniosła. Uśmiechnęła się promiennie. ![]() - Dziękuję bardzo panu. - ukłoniła się. - Niech Theus... Jednak nie zdążyła skończyć. Usłyszałyście wystrzał. Młoda dziewczyna, prawie dziecko o srebrnych włosach szarpała się z... Simone? A ta co tu robi?
__________________ "Torture and mind games are just another way of showing you care." >> Życie wg CLAMP DRUGA SPRAWA JANE DOE >> Demo GT - zapraszamy do czytania!!!! OBIECUJĘ NADROBIĆ BRAKI... SZYBKO ;] Ostatnio edytowane przez Latilen : 04-27-2008 o 22:05. |
| | |
| | #166 |
![]() | Poczułam jak przeszywają mnie dreszcze. Simone!? Co ona tutaj robi? przecież powinna być na statku, niedługo odbijają. Przez chwile miałam dylemat co zrobić iść do Simone i wypytać jej o szczegóły, to jednak niosło za sobą spore ryzyko że mnie dość paskudnie zdemaskuje, albo zostać z dziewczyną która prawdopodobnie mogła posiadać jakieś interesujące mnie informacje. Postanowiłam pójść na kompromis. Wciąż patrząc na Simone wstałam i machając delikatnie dłonią dodałam do dziewczyny - poczekaj tu chwilkę. Po czym skierowałam się w kierunku Simone i dzieciaka. Dziewczyna, zapewne służka, którą chciałaś zatrzymać, obrzuciła cię przerażonym spojrzeniem i zamarła. Kiedy tylko się odwróciłaś, ta włapała za kosz i skierowała się w drugą stronę. Tymczasem Simone szamotała się dzieciakiem. Znaczy wydawało ci się, że dzieciakiem. Teraz, z bliskiej odległości łatwo było zauważyć, że to młoda kobieta. I to zawzięta. Wyrwała się w końcu Simone, raniąc ją w dłoń i popychając na ciebie. - To ONA, tak ?!? - wyszarpnęła zza paska drugi pistolet. - Ta kula jest dla niej!! Kiedy Simone na mnie wpadła złapałam ją, ledwo utrzymując przy tym równowagę, pod pachy tak żeby nie osunęła się na ziemię. Z niejakim zdziwieniem obserwowałam jak dziewczyna wyciąga drugą broń i zaczyna mierzyć z niej do mnie. Nawet nie zauważyłam że moja potencjalna informatorka mi właśnie umknęła. Cała sytuacja zdawała mi się na tyle nierealna że mój mózg prawie jej nie zaakceptował a tym samym nawet nie zaczęłam się bać, chociaż zdecydowanie powinnam. Bądź co bądź ale panna celowała do nas dwóch broni. Problem polegał na tym że w ogóle nie pokojarzyłam jej z ostatnimi wydarzeniami a co za tym idzie nie miałam pojęcia... - przepraszam, ale o co tu chodzi - dokończyłam zdanie na głos. Mój ton wyrażał nieukrywane zdziwienie. Pomogłam Simone wrócić do pionu i puściłam ją.
__________________ "That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!" |
| | |
| | #167 |
![]() | Wydarzenia potoczyły się nadzwyczaj szybko. Nikt nie zwrócił większej uwagi na twoje pytanie. - Zabiłaś go!! Obyś smażyła się w piekle!! - wyrzuciła z siebie dziewczyna i nacisnęła spust. Widziałaś to jak na zwolnionym tempie. Nie posądzałaś Simone o tak szybkie ruchy. Ze straganu tuż obok złapała patelnię i wykorzystując ją zarówno jako tarczę, jak i o broń obuchową, zdzieliła srebrnowłosą po dłoni. Po czym dała jej z pięści w nos. Przez chwilę stałam jak wmurowana. Co tu się do cholery wyprawia!? Nie mam czasu na takie cyrki! Postukałam Simone w ramię - Halo - zdobiłam krótką pauzę - o co jej właściwie chodziło - dodałam wskazując na nieprzytomną srebrnowłosą leżącą chwilowo na ziemi. - i co ty tu robisz do Theusa? Simone odwróciła się na pięcie do ciebie i wymierzyła ci siarczystego policzka. - TY!!!! TY!!! - jakoś nic więcej nie było jej stać. - Jak się stąd zaraz nie zabierzemy, to nas zgarnie żandarmeria!! I pociągnęła cię w jakąś uliczkę, zostawiając srebrnowłosą na ziemi. - Byłyśmy tu tylko dobę, a ty sobie już śmiertelnych wrogów zrobiłaś? Gratuluję! - mówiła biegnąc przed siebie. - Co więcej nas uziemili! I jeszcze ta dziewka! - splunęła. Zatrzymała się na chwilę, aby nabrać tchu. - Zjawiła się z jakimiś dwoma drabami i zabronili nam odpływać. Po czym wydarła mnie z kuchni i kazała z sobą iść. Miałam ciebie jej wskazać. Wyszłyście zza załomu i natychmiast zawróciłyście jak na komendę. Na placu jakiś czterech mężczyzn w takich samych płaszczach (co wskazywało na żandarmów) stało nad służką (na którą natknęłaś się chwilę wcześniej), która kuliła się jak mogła i zbierała to, co jej (prawdopodobnie) z kosza wypadło. Mężczyźni bynajmniej nie byli jej przychylni
__________________ "Torture and mind games are just another way of showing you care." >> Życie wg CLAMP DRUGA SPRAWA JANE DOE >> Demo GT - zapraszamy do czytania!!!! OBIECUJĘ NADROBIĆ BRAKI... SZYBKO ;] Ostatnio edytowane przez Latilen : 04-27-2008 o 23:39. |
| | |
| | #168 |
![]() | - Ją?- spytałam prawie z niedowierzaniem. Mały ten świat oj mały. Patrzyłam jak czterech mężczyzn otacza moją prawie informatorkę. Nie podobało mi się to. Nie chciałam się narażać każdemu w tym chorym państwie ale po minach paskudnej czwórki doszłam do wniosku że chyba niestety będę musiała. Sytuacja wyglądała naprawdę nieciekawie. Nie mogłam jej tak zostawić. Nie zostawiła bym nikogo w takiej sytuacji (o tak mieszanie się w nie swoje sprawy to mój największy talent) a już na pewno nie kogoś kto mógł okazać mi się przydatny, chociaż pewności nie miałam. Zaklęłam szpetnie po Avalońsku i wyszłam zza załomu kierując się w stronę interesującej mnie piątki. Simone nie zdążyła złapać cię za ramię. Sama się nie wychylała. Sytuacja nie wyglądała dobrze. Jeden mężczyzna (pewnie dowódca) stał zaraz nad dziewczyną i mówił coś z bardzo paskudnym uśmiechem na twarzy. Dwóch innych, po jednym z każdej strony, śmiali się głośno i przeszkadzali jej w podnoszeniu rozsypanej biżuterii. Czwarty mężczyzna stał tuż za nią i patrzył z wyższością na zebranych ludzi na placu uciekających, jak się tylko szybko dało. Podeszłam bliżej pewnym krokiem, chociaż wewnątrz czułam że serce podskakuje mi do gardła. Gdy byłam już bardzo blisko wzięłam głębszy oddech i zaczęłam przedstawienie. - przepraszam - powiedziałam mocno i pewnie, delikatnie przesuwając ramię strażnika i przedostając się do środka kółka wzajemnej adoracji. - gdzieś ty się podziewała! - zaczęłam krzyczeć rozwścieczonym głosem na zdezorientowaną dziewczynę - Szukam cię od godziny! Jak można się tak guzdrać! Wszyscy na ciebie czekają! - Przez chwilę jakby nie zwracałam uwagi na żandarmów jednak w następnej chwili obróciłam przodem do mężczyzny wyglądającego na dowódce i powiedziałam łagodnie i przepraszająco jednak tak nisko jak tylko mi się udało- wybacz panie tej głupiej dziewczynie. Straszna z niej niezdara - stałam pochylona w ukłonie. Pokornie schyliłam głowę i nie patrzyłam żandarmowi w oczy - mam nadzieję że nie sprawiła panu żadnych większych kłopotów. Gwarantuje że zostanie surowo ukarana za swoją niekompetencję - to mówiąc schyliłam się, szybko wpakowałam pozostałe jeszcze na ziemi rzeczy do koszyka dziewczyny. Wepchnęłam jej go do rąk po czym sama wstając podniosłam ją za ramię z ziemi - jeszcze raz za nią przepraszam - powiedziałam kłaniając się jednak nie czekając na odpowiedź zaskoczonych mężczyzn. Chwyciłam dziewczynę za ramię i szybko wyciągnęłam z niebezpiecznego kręgu. Szybkim krokiem skierowałyśmy się w stronę najbliższego wejścia do uliczki. Nie oglądałam się za sobą.
__________________ "That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!" Ostatnio edytowane przez alathriel : 04-28-2008 o 20:09. |
| | |
| | #169 |
![]() | - Ty chyba nie jesteś stąd. - poczułaś ciężką łapę na ramieniu - U nas inaczej załatwia się pewne sprawy. Nieznajomość obyczajów Voddacciańskich. O tak, następnym razem weźmiesz kilka lekcji od Simone. - Czy ty Panie, wtrącasz się do spraw mego pożycia małżeńskiego? - Jak na zawołanie stała już przed Tobą i dłońmi położonymi na biodrach. - Nie śmiałbym Pani, - ukłonił się (dość niechętnie i sztywno) drab nie puszczając twojego ramienia. - ale nastąpił tu konflikt interesów. - Doprawdy? - Ależ tak, niestety Twoja służba wpadając na mojego kompana - wskazał palcem najbliższego żandarma. - podarła mu strój służbowy. A to kosztuje. Uśmiechał się bezczelnie. A do tego kłamał. To oczywiste. Ale jak by na to nie patrzeć, ich było czterech i mieli "dobre argumenta". Jasna cholera. Czy ja zawsze muszę mieć takiego potwornego pecha?! Dodatkowo na widok tych czterech durni szlag mnie trafiał. Zagotowało się we mnie. Podarła? Jasne bo akurat uwierzę. Wzięłam głębszy oddech żeby się trochę uspokoić i nie przyłożyć temu wyszczerzonemu kretynowi po czym uśmiechnęłam się przymilnie. - panowie na pewno da się to jakoś spokojnie załatwić - sytuacja stawała się naprawdę nieciekawa, coś trzeba było wykombinować. Kto mógłby coś zdziałać w takiej sytuacji? No jasne! - Podejdziemy do pana Luccianiego... - kontynuowałam spokojnie. W końcu to jego miasto może sie nade mną zlituje? - ... może być co prawda trochę zdenerwowany że mu przeszkadzamy, ale jestem pewien że wszystko uda się jakoś wyjaśnić. Poczułaś, że uścisk na ramieniu staje się lżejszy. Miny mężczyzn już nie były tak przepełnione pewnością. To raczej zmieniło się w zaskoczenie. A kiedy Simone pomachała im przed nosem sygnetem rodziny Luigi, wzbudziło to ich odrazę, gniew i niewysłowioną niechęć względem waszej trójki. Służka stała patrząc na was obie z oczami wielkości spodków. - Nie, po cóż mu przeszkadzać. – powiedział przez zęby dowódca. – Nie należy przerwać naszemu dobremu władcy. Ale... - Oczywiście, my przyjmujemy Go dziś przyjęciem, a WY – jad i chłód w głosie Simone dodawał jej gracji i powabu, czy wszystkie voddacciańki tak miały? – nas zatrzymujecie. Nie mam zamiaru przez was się tłumaczyć. Idziemy! Komendę wydała do ciebie i służki i zostawiając sarkających żandaramów za wami prawie siłą zaciągnęła was w boczną uliczkę. Po czym wzięła szmatę z kosza i kilka razy złoiła ci skórę na plecach. - CO TO MIAŁO BYĆ?!?
__________________ "Torture and mind games are just another way of showing you care." >> Życie wg CLAMP DRUGA SPRAWA JANE DOE >> Demo GT - zapraszamy do czytania!!!! OBIECUJĘ NADROBIĆ BRAKI... SZYBKO ;] Ostatnio edytowane przez Latilen : 04-29-2008 o 20:48. |
| | |
| | #170 |
![]() | Żołądek poskoczył mi do gardła a serce omal nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Poczułam że kręci mi się ww głowie. Oparłam się o ścianę i "zjechałam" po niej w dół, przymykając oczy i ciężko oddychając - nie pytaj , cierpię na rzadką i uporczywą chorobę wtrącania się w nie swoje sprawy - przetarłam palcami oczy. W tym momencie przypomniałam sobie o służce - nieważne - dodałam po czym z trudem podniosłam się z ziemi. W środku wciąż wszystko we mnie dygotało. Zwróciłam się do zdezorientowanej dziewczyny - muszę się upewnić... Nie wiesz przypadkiem gdzie mieszka róża? Dziewczyna, zanim zapytałaś opadła na pobliską skrzynię i gdyby nie szybko interwencja Simone, ponownie wszystko rozsypałoby się na ziemię. Kiedy padło pytanie dziewczyna jakby zwinęła się i zagryzła dolną wargę. Pełna obawy czy lęku spojrzała na ciebie i pokręciła przecząco głową. Nie wiedziałaś czy to dlatego, że strach nie pozwala jej mówić, czy dziewczyna po prostu nie wiedziała. - Ja.. ja – w końcu się odezwała. Cicho, prawie szeptem. – ja nie pracuję... u niej. Ja tylko wiem... gdzie jest... łódź i dostałam polecenie i.. i.. – w jej oczach zebrały sie łzy. Westchnęłam. Na chwilę zwątpiłam ale szybko moje wewnętrzne ja dało w twarz podświadomości. -Nie płacz - powiedziałam spokojnym ale stanowczym tonem - przecież cię nie pobijemy. Nie po to nadstawiałam za ciebie karku żeby ci teraz zrobić krzywdę - poprawiłam kapelusz - ale mam prośbę, musisz się postarać nam pomóc. To naprawdę bardzo ważne i od tego zależy czyjeś życie - mam nadzieję - po pierwsze uspokój się, po drugie dobrze się zastanów czy na pewno nikt ci nigdy nie wspominał o tym gdzie może mieszkać róża. Chociażby mniej więcej - miałam śmiertelnie poważny ton. - A tak w ogóle to gdzie miałaś dostarczyć te przedmioty?
__________________ "That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!" |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Run "Runy", czyli dokąd pędzi "Runa"? | kitsune | WIEŚCI | 0 | 08-11-2007 16:21 |
| ""Wielosfer" już działa" | Fistus | WIEŚCI | 0 | 02-06-2006 16:14 |
| "W górach szaleństwa"/"Muzyka Ericha Zanna&qu | wasiu | Zew Cthulhu | 4 | 11-11-2005 21:00 |
| "Ględźby ropucha" i "Ostatni smok" | Milly | WIEŚCI | 0 | 05-16-2005 22:16 |
| "Batman": "Azyl Arkham" | Milly | WIEŚCI | 0 | 05-05-2005 17:54 |