Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-29-2008, 22:51   #181
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 3 Latilen wkrótce będzie znanyLatilen wkrótce będzie znany
$: 62 878
Służka spojrzała na ciebie jakoś dziwnie. Jakby traciła cierpliwość. Po raz pierwszy uświadomiłaś sobie, że masz do czynienia z kobietą a nie z malutkim dzieckiem. Te oczy... Coś ci przypominały. I nagle znów się uśmiechnęła. Poprzednie wrażenie szybko uciekło, jakby nigdy go nie było. Jakby pojawiło się irracjonalnie, bezpodstawnie. Zresztą może nic nie widziałaś? Trwało to jakąś sekundę, najwyżej dwie.
- Zapomniałam, że nie jesteś stąd. - Podparła się pod boki jak mała damulka, ewidentnie ironizując. - Tutaj nie każda droga, która prowadzi do góry, pozwala ci dotrzeć na wyższy most.
Spoważniała.
- Myślisz, że ktoś taki jak Róża, ma wejście do willi tak z pierwszej lepszej uliczki? - wzruszyła ramionami. - Są dwa główne wejścia i jedno dla służby, do niego właśnie idziemy. No chyba że sama chcesz się przedzierać przez kanały. Podobno też się tak da.
Jak na osobę, która nigdy u Róży nie była, wiedziała bardzo dużo. Z drugiej strony, nie mieszkałaś tu, nie znasz plotek i opowieści ulicznych. Może dziewczyna ma ukochanego kamerdynera albo majordomusa w tamtej posesji? Może ciotka jest kucharką?

Cały czas zapominam, że jestem w Voddacce. Ci ludzie mnie niedługo dobiją.
- Dobra, nieważne - rzuciłam przeczesując dłonią włosy - Nie ma czasu. Do tamtej wąskiej uliczki się nie przedostaniemy, nie ma szans – gestem głowy wskazałam uliczkę znajdującą się zaraz za rozpętaną przez Simone burzą - To upierdliwe, srebrnowłose od razu mnie pozna – a jaskrawa kiecka rzucająca się w oczy tylko jej to ułatwi - Z drugiej strony mostek też odpada - mimowolnie spojrzałam w górę - bo jak mniemam wspinać się nie potrafisz? - Nie czekając na odpowiedź ruszyłam w głąb uliczki prowadzącej do góry - Zostaje nam jedynie pójść tędy i albo próbować jakoś się przedrzeć na około do wiadomej uliczki, albo schować się i poczekać aż pójdą dalej - Nie brzmiało to zbyt zachęcająco, ale przecież nie mogłam dać się schwytać! - Tak czy inaczej tutaj zostać nie możemy, bo lada chwila żołnierze rozwiążą problem za nas - dodałam lekko ironicznym jednak zupełnie pozbawionym humorystycznego wydźwięku, tonem.

Służąca obrzuciła cię obrażonym wzrokiem, wydęła usta i wzięła się pod boki.
- Che cazzo! - zaklęła nieprzyzwoicie jak na taką śliczną buźkę. - Wszyscy stranieri są tacy sami - wysyczała z podmiędzy zębów. - Czy t rozumiesz, co się od ciebie mówi? Nie ma innej drogi.
Ponownie odebrałaś wrażenie, że ta dziewczyna wewnątrz jest zupełnie inna, ale jak to sprawdzić? Przecież się nie da.
- Założę się o bukłak dobrego wina, że tam - wskazała palcem most nad wami - będę pierwsza.
I z niespodziewaną sobie gracją skoczyła zręcznie na parapet pierwszego okna, prawie jak małpka zawisła na jednym sznurku od prania. Zwinnym ruchem przerzuciła cały ciężar ciała na drugą rękę i już była na kolejnej lince od prania. Skąd ona miała tyle siły w tych słabych rękach? Ani razu nie straciła równowagi, a już była w połowie. Z łatwością znajdowała oparcie w ścianie budynku - jakby do odbicia potrzebowała jedynie miejsca na czubek buta. Jeszcze tego by brakowało, żebyś jej musiała wino kupić!
 
__________________
"Torture and mind games are just another way of showing you care."
Życie wg CLAMP

Ostatnio edytowane przez Latilen : 07-13-2008 o 16:53.
Latilen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 07-14-2008, 11:14   #182
 
alathriel's Avatar
 
Reputacja: 2 alathriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 375
Stałam jak wryta. Czyżbym jej jednak nie doceniła? Niesamowite, to pierwsze miłe zaskoczenie w tym pokręconym kraju. Otrząsnęłam się. Dziewczyna była już w pół drogi do nieszczęsnego mostka. Zebrałam się w sobie.. o nie! Nie będę jej przecież stawiać wina! Wzięłam rozpęd i wbiegłam około półtora metra po ścianie, po czym odbiłam się i złapałam jeden ze sznurów. Siła rozpędu okręciłam o 180 stopni i stanęłam na kiepsko naciągniętej linie. Nie czekając aż stracę równowagę odbiłam się i chwyciłam, wyższy sznur. Rozhuśtałam się i zaczepiłam nogami o kolejną kondygnację. Wykonując jeszcze kilka akrobacji znalazłam się w pobliżu służki. Jeszcze jeden poziom i nareszcie mostek! Niestety moje parszywe szczęście musiało się o mnie upomnieć. Kiedy chwyciłam ostatnią linę, ta nie wytrzymała i zerwała się z zaczepu. W ostatnim momencie zeskoczyłam na obszerny parapet sąsiadującego okna. Mostek miałam na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło się dobrze wychylić. Złapałam za mostek i zawisłam na chwiejnej konstrukcji. Zaraz potem podciągnęłam się i weszłam na ostatnią kondygnację, niestety służka już tam była. Stała nade mną z założonymi rękami.
Uśmiechnęłam się przepraszająco - chyba jednak cię nie doceniłam, przepraszam - dodałam wstając.
 
__________________
"That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!"
alathriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-14-2008, 21:24   #183
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 3 Latilen wkrótce będzie znanyLatilen wkrótce będzie znany
$: 62 878
ULICZKĘ PONIŻEJ

- Pytam GDZIE ONA JEST?!?! - jasnowłosa dziewczyna trzymała za fraki Simone i starała się nią potrząsając. Zresztą niezbyt udanie - Voddaccianka o krok nie opuszczała swojego wyrodnego męża i nie zwracała żadnej uwagi na wściekłą dziewczynę. Żołnierze przyglądali się scenie zupełnie zaskoczeni. Niektórzy uśmiechali się złośliwie pod nosem, ale nie komentowali niczego głośno.
- PYTAM, GDZIE ONA JEST?!?!
- VAFFANGULO!
- Simone w końcu poświęciła trochę uwagi rozmówczyni. Szkoda, że tego załoga nie widziała - nikt by nie uwierzył, że ta szlachcianka zna takie słowa.
- BO CIĘ ARESZTUJĘ!! - jasnowłosa nie szczędziła powietrza z płuc. Dokoła kobiet zebrał się już spory tłum. Ci komentowali już głośno. Powoli rozpoczynano zakłady, która wygra, kiedy dojdzie do rękoczynów.
- ANI SIĘ WAŻ! JA BEZ NIEGO NIGDZIE NIE IDĘ!! - Simone złapała za ręcę młodszą od siebie dziewczynę i sprawnie oderwała ją od swojej sukni.
- To może ja... - chciał się wyłgać doszły mąż - niedoszły playboy.
- ANI MI SIĘ WAŻ!! - wrzasnęły obie na raz i biedny mężczyzna mógł tylko oddychać, a i to w takim towarzystwie mogło się źle skończyć. No cóż, niewierność widocznie nie popłaca.

Elena i Gunrud postanowiły pójść zrobić zakupy. Nie żeby na pokładzie nie było co jeść, ale potrzebowały spaceru - ileż można siedzieć na tyłku w porcie i nic, ale to zupełnie nic, nie robić? Na morzu to się ciągle coś dzieje - burza, piraci, statki handlowe do złu... znaczy, które potrzebują pomocy, mycie pokładu. A tak? Zauważyły duże zbiegowisko na środku targu.
- Czy to normalne? - Elena schyliła się nieznacznie i zapytała Gunrud. Ta tylko odpowiedziała wzruszeniem ramionami.
- Przepraszam, co się dzieje? - Elena zaczepiła jakiegoś człowieka, który pod wpływem jej uścisku zbladł i rzucił coś niewyraźnie, szybko się oddalając.- Co za niemili ludzie. - żachnęła się Eisenka.
- Może po prostu sprawdzisz? - pokręciła głową (jak sobie można nie zdawać sprawy z własnej siły?) Vendelka.
- Dobry pomysł. - Elena mocno złapała Gunrud pod pachę("powiedziałam =sprawdzisz=, nie =sprawdzimy=") i przepchnęła się do pierwszego rzędu.
Simone przekrzywiała się z jasnowłosą, żołnierze już zupełnie nie wiedzieli, co ze sobą zrobić (rozdzielić je? I narazić się na ich gniew? Głupi pomysł. Ale z drugiej strony jak się pobiją...), zakłady trwały w najlepsze, mąż voddaccianki starał się wyswobodzić z jej mocnego uścisku (nie szło mu najlepiej).
- Co tu się dzieje? - Elena zwróciła się do żołnierza obok.
- Nie widać? Dwie baby biją się o mężczyznę.
Elena zmarszczyła czoło.
- Jak to się biją? Przecież pięści nie poszły w ruch. I ta jasna nie krzyczy coś o innej kobiecie. - "Voddaccianie mają dziwne zwyczaje" przemknęło jej przez myśl. Gunrud westchnęła.
- To ta jasnowłosa co rano była na Mandragorze - szuka Moiry. A Simone widocznie jest w trakcie rozwiązywania spraw osobistych. - wyjaśniła klarownie Vendelka.
- Aaaaa. - Elena rozejrzała się dokoła. - Ale Moira jest przecież tam! - i wskazała palcem jakąś postać w kiecce skaczącą ze sznura na sznur i lądująca na mostku o kondygnację wyżej.
Jasnowłosa jak na komendę spojrzała do góry i puściła Simone, straciwszy jakiekolwiek zainteresowanie.
Zrobiła nadąsaną minę.

- Na co czekacie, za nią! - rozkazała żołnierzom i rzuciła się przebijać prze tłum.
- Nie powinnaś była tego robić. - westchnęła Gunrud, kiedy już zostały same z doszłym-mężem.


Villa Róży

Drzwiczki od celi otworzyły się. Światło dnia oślepiło Celestina. kopnięcie mocnego buta w żołądek przywróciło natychmiastowo świadomość.
- Wstawaj psie!
Ile mógł spać? Trzy, cztery godziny? dni? W tej wilgoci i ciemności trudno było cokolwiek sprawdzić. Brutalnie wyciągnięto go na korytarz i przeprowadzono przez labirynt korytarzy. Piwnic jeszcze nie zwiedzał. Miał to w bliskich planach, ale jakoś nie zdążył ich wdrążyć w życie. Ale czego się nie robi dla pięknych kobiet. Uśmiechnął się pod nosem, jednak strażnik szybko zmazał mu z twarzy dobry humor. Wepchnęli go do dziwnej, malutkiej salki.

Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach. Zapach strachu, fekaliów i mocy unosił się w powietrzu. Można by go kroić nożem. Zwłaszcza mocy. Tej Mocy. Miejsce najgorsze ze wszystkich.
- Nie znasz jeszcze całej mojej kolekcji artefaktów. - głos Róży niczym bat odbił się echem po całej salce, kiedy strażnicy przywiązywali go do krzesełka. - Widzisz ten - wskazała na coś, co w zasadzie można by nazwać lustrem, tyle że nie odbijało w sobie niczego. Jego ołowiana, ciemna powierzchnia falowała, czekając. Pewnie, na posiłek. - ten jest dla mnie bardzo specjalny - Róża oparła się na złoconej ramie i przejechała po powierzchni palcem. Tą jakby przeszedł dreszcz przyjemności spowodowany pieszczotą. - Mój ulubiony. I jest głodny.

Bliżej rzeczywistości


Dla ciebie wszystkie te uliczki naprawdę były takie same. Służce wrócił dobry humor. Ludzie lubią być doceniani.
- Może da się to jakoś inaczej załatwić. - uśmiechnęła się porozumiewawczo. - Dobrze to teraz...
Jej oczy zrobiły się większe ze zdziwienia, ale szybko ochłonęła. Złapała cię za rękaw i pociągnęła szybko za sobą. Teraz też to zauważyłaś - żołnierze piętro niżej ruszyli za wami nie szczędząc nóg. A razem z nimi jasnowłosa.
- Miłych masz przyjaciół. - skwitowała służka i wbiegłyście w labirynt miasta. Tutaj mniej pachniało morzem, nikt też raczej nie wylewał pomyj na ulice. Prawie każdy dom miał roślinkę w oknie. Gdzieniegdzie wisiało pranie. Właśnie spoglądałaś na psa, który nieprzytomnie spał na maluśkim balkonie, kiedy dziewczyna zatrzymała się nagle.

- Jesteśmy. Masz jakiś plan?
 
__________________
"Torture and mind games are just another way of showing you care."
Życie wg CLAMP
Latilen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-17-2008, 21:22   #184
 
alathriel's Avatar
 
Reputacja: 2 alathriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 375
Plan? Powiedzmy że...
- Plan tworzy się na bieżąco. Jedynie główne założenie się na zmienia: Znaleźć i wydostać stąd Celestina. Bardziej sprecyzowanego planu nie będzie jako że nie nigdy tu nie byłam i nie mogę niczego z góry założyć - Przeczesałam palcami rozpuszczone włosy. To już prawie tik nerwowy.
-o nic, najpierw trzeba znaleźć jakieś lochy czy coś. Nie wiesz czasem gdzie taka róża może przetrzymywać więźniów? - spojrzałam na służkę pytająco. Lepiej się dopytać teraz bo jak przypuszczam dalej już ze mną nie pójdzie. A w każdym razie nie daleko.

Służka, spojrzała na ciebie z lekko niesioną jedną brwią. Mina mówiła: "A skąd mam niby wiedzieć gdzie mogą trzymać Twojego Niedoszłego Współpracownika"?
- Nie, nie wiem. - w słowach postanowiła jednak pozostać lakoniczna. - I nie wiem jak sobie to wyobrażasz. Będziemy biegać po pałacu, którego żadna z nas nie zna za dobrze i mieć nadzieję, że trafimy? Tutaj tak można przez miesiąc albo i dłużej. I oczywiście możemy się jeszcze zgubić. - wzruszyła ramionami. Zdawało się, że jej dobra opinia o żeglarzach radykalnie się obniżała.

Narzekać każdy potrafi. Nie miałam do tej pory czasu na opracowywanie planu, srebrnowłosa zawracała mi głowę, zresztą tego wypadu też w sumie oryginalnie nie planowałam.
- a masz lepszy pomysł? - spytałam lekko ironicznie - zawsze możemy spytać o drogę, na pewno chętnie udzielą nam informacji. W każdym razie tu nie możemy zostać bo za chwile zleci się tu cała straż- to mówiąc weszłam w ponurą uliczkę. Może jednak trafimy tam gdzie trzeba .. lochy przeważnie znajdują sie na dole ... prawda? Może chociaż tym razem dopisałoby mi szczęście.
 
__________________
"That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!"
alathriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-21-2008, 18:28   #185
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 3 Latilen wkrótce będzie znanyLatilen wkrótce będzie znany
$: 62 878
- I oczywiście liczysz na to, że na niższych kondygnacjach będą lochy, tak? - Nie widziałaś miny służki, ale w jej głosie odbijała się złośliwa pewność. - Żebyś się nie przeliczyła, kochana.
Minęła cię i pochyliła się nieznacznie nad zakratowym okienkiem wyrastającym ze ściany zaraz nad poziomem chodnika. Butem kopnęła w nie kilka razy. W oknie pojawiła się twarz starzej kobiety, która wyglądała sympatycznie.
- Ciao Nonna! Come va? (Cześć Babciu! Jak leci?)
- Ciao Francesa! Bene e tu? (Cześć Francesca! Dobrze, a co u ciebie?) -
prowadziły konwersację uśmiechając się do siebie radośnie.
- Abbastanza bene, possiamo entrare? (Całkiem dobrze, możemy wejść?)- i tu służka pokazała na ciebie palcem. Starasz kobieta obrzuciła cię spojrzeniem i trochę konspiracyjnym szeptem rzuciła:
- Chi e' questa ragazza? (Kim jest ta dziewczyna?)
- E' una nuova lavoratrice. Sa, vero? (to nowa "pracownica". Wiesz o co chodzi, prawda?)
- Davvero? Va bene. Entrate. (Doprawdy? Niech będzie. Wejdźcie.)

Po tym sprawnym ruchem otworzyła okno. Służka wskoczyła szybko do środka. Już stąd widziałaś, że otwiera się przed Tobą wielka przestrzeń kuchni należącej do Róży.
 
__________________
"Torture and mind games are just another way of showing you care."
Życie wg CLAMP
Latilen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-21-2008, 21:59   #186
 
alathriel's Avatar
 
Reputacja: 2 alathriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 375
Tak, i oczywiście ONA nigdy tu nie była, jak również nie ma zielonego pojęcia się dostać do posesji ani czego się spodziewać... Przecież mogłam się domyślić że tak w ciemno by za mną nie poszła, w dodatku jest coś o czym cały czas zapominam: to Voddacce! Nie odezwałam się ani słowem. Skłoniłam się uprzejmie starszej kobiecie i wskoczyłam zaraz za służką. Natychmiast otoczyła mnie chmara przeróżnych zapachów. Były wszędzie i natarczywie przypominały mi jak głodna byłam. Niezależnie od tego jakby na to nie spojrzeć, nic jeszcze nie jadłam. Ogrom smakowitych (i mniej smacznych) zapachów drażnił mój węch. Nie zmieniało to bynajmniej faktu że i tak nic bym nie przełknęła. Żołądek podchodził mi do gardła a serce waliło jak opętane. Może nie było tego po mnie widać ale w środku czułam się jak roztrzęsiona galareta. Podążałam stricte za służką nie odstępując jej ani na krok. Nie wiedziałam co prawda dokąd idziemy i nawet jeśli służka też nie wiedziała to i tak jej wiedza na ten temat przekraczała moją przynajmniej stukrotnie. Zawsze czułam się nieswojo w większych domach, wszystkie pokoje wyglądały dla mnie tak samo. Jedno mnie jednak zawsze dziwiło, mimo że nigdy nie wiedziałam w jakim konkretnie punkcie posesji byłam, jakoś instynktownie zawsze odnajdywałam to czego szukałam. Przeważnie było to wyjście... Zdecydowanie jednak wolałam morze. Miałam tam jasne wytyczne (jasne jak słońce) gdzie konkretnie się skierować żeby osiągnąć cel podróży, zresztą ta nie było tam korytarzyków w których można by było się zawieruszyć i przepaść bez wieści. Doszłyśmy do drzwi. Moje serce na sekundę zamarło. Do tej pory znajdowałyśmy się w pomieszczeniu do którego osoba taka jak róża na pewno nigdy nie zniżała się zaglądać. Na spotkanie żołnierzy w kuchni też nie miałyśmy na co liczyć, teraz jednak miałyśmy opuścić ten mały azyl. Za drzwiami zapewne znajdowały się korytarze dla służby więc na obecność Róży się nie nastawiałam, ale straż.. Straż to była zupełnie inna historia.
 
__________________
"That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!"
alathriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-22-2008, 22:55   #187
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 3 Latilen wkrótce będzie znanyLatilen wkrótce będzie znany
$: 62 878
Było bardzo źle. Celestin czuł jak każda część jego ciała jeży się i stara się uciec. Niestety nic nie mógł zrobić w obecnej sytuacji. Róża uśmiechnęła się paskudnie. Mężczyźnie zaschło w gardle. Przez ciało przeszedł dreszcz, a dłonie. Dłonie tak bardzo bolały, palce same się skurczyły. Tak bardzo. Bolało.
- Już czujesz prawda? - powoli widział już tylko jej uśmiech i lustro.
Ono odbijało wszystko pod dziwnym kątem. Obecnie kawałek stolika, który dopiero wniesiono i postawiono w najdalszym rogu sali.

- Czujesz, jak lustro wszystko zakrzywia. Patrz mój drogi, patrz.
Celestin nie mógł oderwać wzroku od marszczącej się powierzchni.

A to bardzo źle wróżyło jego przyszłości. Właściwie to wróżyło, że żadnej mieć nie będzie.


- Mah, Nonna.. (Aaa, Babciu).- służka zwróciła się do kobiety już trzymając dłoń na klamce od drzwi kuchennej.
- Si? (tak?)
- Forse sai, dov'e' Rosa? (może wiesz, gdzie jest Róża?)
- Rosa? Ha sceso queste scale (Róża? Zeszła tymi schodami)
- staruszka wskazała schody schowane trochę za wyłomem.

- Perche' chiedi? (a czemu pytasz?)
- Penso che lei vorra' subito vedere la nuova ragazza. (Myślę, że chciałaby pozanć dziewczynę od razu)
- Davvero? Allora li usiate. (Naprawdę? Więc użyjcie tych schodów.)
- uśmiechnęła się do was, kiedy służka pociągnęła się w stronę schodów.
Prawie zbiegłyście na dół, przed wami pojawiły się drzwi, stalowe, zdaje się zamknięte.
- Czego? - usłyszałyście za sobą nieprzyjemny chropowaty głos. Domyślałaś się, do kogo należał.
 
__________________
"Torture and mind games are just another way of showing you care."
Życie wg CLAMP
Latilen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-27-2008, 21:49   #188
 
alathriel's Avatar
 
Reputacja: 2 alathriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 375
No i cudnie, strażnik. Domyślałam się, że tak będzie, dlaczego więc czułam się tak nieprzyjemnie zaskoczona? Może jednak wierzyłam, że wszystko pójdzie gładko? Głupia, przecież nic nigdy nie idzie łatwo, zwłaszcza mnie. Zdenerwowałam się. Czas mnie gonił, więc na użeranie się z jakimś durniem bynajmniej nie było mnie stać. W momencie, kiedy strażnik zbliżył się do mnie, zapewne by sprawdzić kim jestem, robiłam skłon do przodu i zapierając się dłońmi na ziemi wystrzeliłam prawą nogę do tylu i w górę. Niestety strażnik się uchylił łapiąc mnie za kostkę. Suknia lekko się osunęła w dół odsłaniając skórzane spodnie, (których, dzięki o Theusie, nie zdjęłam). Nie zraziło mnie to bynajmniej. Opierając dłonie na posadzce wybiłam lewą nogę tym razem trafiając mężczyznę w szczękę. Puścił mnie i natychmiast się odsuną rozcierając sobie brodę. Ja natomiast miękko wylądowałam na ziemi. Strażnika wyraźnie zirytował fakt, że kobieta była go w stanie uderzyć. Wyciągnął szpadę i zaatakował. Cios można opisać trzema słowami: szybki, sprawny, backhand. Starałam się wyciągnąć miecz spod sukni jednak nie zdążyłam. Uchyliłam się przed atakiem przyklękając na jedno kolano. Wyciągając, teraz już sprawnie, broń z całej siły wpakowałam trzon miecza między żebra mężczyzny, na co ten zgiął się z bólu. Chciałam także siłą rozpędu przywitać klingę z jego twarzą, niestety tego ciosu udało mu się uniknąć. Przejmując inicjatywę wyprowadził atak od dołu rozcinając mi przy tym suknię. Mnie na szczęście nic się nie stało. Nagle usłyszałam głośne trzaśnięcie i strażnik osunął się na ziemię.
-jeden z głowy - usłyszałam głos nad sobą. To była służka, która jak się okazało rozbiła mężczyźnie wazon na głowie. Swoją drogą skąd ona wytrzasnęła wazon? Nie ważne. Dobrze, że służka się go.. - Coś mi zaświtało w głowie.. Cały czas mówię służka to, służka tamto..
-dzięki - uśmiechnęłam się - a tak właściwie, jak ci na imię? - Zapytałam zaciekawiona- Aż głupio że wcześniej nie spytałam ale jakoś przez to zamieszanie wyleciało mi z głowy
 
__________________
"That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!"
alathriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-29-2008, 10:14   #189
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 3 Latilen wkrótce będzie znanyLatilen wkrótce będzie znany
$: 62 878
Służka nadęła usta, ciężko było stwierdzić co właśnie kołatało jej się po głowie. Może "miło, że zapytała. W końcu." albo "Teraz jej się przypomniało". Chyba że coś w rodzaju "Nie wiadomo za co się uważa, co za..." Nie, raczej nie. Na wulgarną nie wyglądała. Skinęła ci głową.
- Mówią na mnie Francesca. Dobra, a teraz idziemy tam, gdzie widzimy dużo straży. Tam z pewnością znajdziemy Różę. Chyba, że rezygnujesz...

Tafla lustra? Raczej tafla jeziora. Nie, granica do innego świata. Świata? Coś takiego nie istnieje. Ale w takim razie co mi towarzyszy, kiedy przekraczam portal, kiedy przerywam osnowę rzeczywistości?

Celestin oddychał coraz wolniej. To zdawało się nieuniknione, lustro pochłonęło całą jego uwagę. Już nawet nie protestował. Myśli płynęły same, a ono zdawało się je pożerać. Czuł, że stają sie jednością, a jego ciało już do niego nie należy. Przekraczał ostateczną granicę, już nie będzie mógł wrócić. Podążał drogą prowadzącą w ciemność.



Ciemność, cisza i chłód. Zupełnie jak wtedy. Jak za pierwszym objawieniem się daru. Ha! Daru! Przekleństwa! Dłonie drżą, stawy wyginają się, na palcach pojawiają się białe plamy, blizny. Za każdym kolejnym razem słychać coraz bardziej histeryczny krzyk rozdzielanej materii. Czuję, że tonę. Dłonie bolą, tak bolą!

Oddech Celestina staje się krótki. Patrzy na swoje dłonie. I nie wierzy. Nie może uwierzyć. Dotyka ich, już nie jest przywiązany? Skóra jest jędrna, młoda, opalona. Jak to możliwe? Rozgląda się.



Gdzie jestem?

Spogląda w wodę i zaskoczony sprawdza, czy ta twarz to rzeczywiście jego twarz.

Z tafli wody patrzy na niego Celestin w wielu lat dwunastu.

Przecież to już było. Tak dawno, to nie możliwe!

Zaczyna biec. Wbiega na mostek, potyka się, ale udaje mu się utrzymać równowagę. Uciec, zniknąć, schować się. Jak z pod ziemi pojawia się przed nim postać. Celestin wpada na nią i odbija się do tyłu. Ląduje na ziemi.

Odsuwa się od siebie samego.

Nie! Niemożliwe! Nie może przecież być mnie dwóch! Nie może!

Wstaje i biegnie w drugą stronę. Celestin Drugi wyciąga za uciekającym dłonie.
- Tato! Tato wróć! TATO!
Krzyk wbija się głęboko w myśli uciekającego. Znów się potyka i upada. Tak ciężko złapać oddech, tak ciężko...
- Nie chce już nic widzieć, niczego nie chce słyszeć, NIE CHCĘ! - jego histeryczna prośba odbija się echem i wraca. Celestin otwiera oczy, a krajobraz zmienia się po raz kolejny.

- Braciszku - Duchy odnajdą cię wszędzie. Słyszy za sobą słodki głos swojej siostry. Co ona tu robi? Jak się czuje? Gdzie teraz jest? Ana. - Braciszku nic ci nie jest? - Ana. To ona. Siedzi na kamieniu i zmartwiona przygląda się starszemu bratu.

Teraz ma pięć lat. Za dwa jej włosy zupełnie zbieleją i będzie jak aniołek. A może wcale nie? Może on chciał ją tylko zapamiętać jako białą, niewinną dziewczynkę, kiedy odszedł z domu, żeby odnaleźć ojca.

Wszystko mi się miesza.

Celestin usiadł obok Any. Przypominała mu kogoś, nie siebie samą sprzed lat tylko... Tylko kogo? A tak, tamtą Avalonkę.

- Moira... - szept utonął w ciszy małego pokoju. Róża spojrzała na maga Porte. Jeszcze mógł mówić? Jeszcze miał kontakt z rzeczywistością? NIEMOŻLIWE! Złym spojrzeniem obrzuciła lustro, którego tafla dalej falowała, jak morze podczas burzy. Nie lubiła czekać. Ale zapewne jeszcze kilka chwil i już będzie po wszystkim.
 
__________________
"Torture and mind games are just another way of showing you care."
Życie wg CLAMP
Latilen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-29-2008, 23:03   #190
 
alathriel's Avatar
 
Reputacja: 2 alathriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 375
Francesca. Ładne imię. Voddacianskie, ale ładne. Otrząsnęłam się. Nie czas teraz na adorację czyjegoś imienia.
- wycofuję? Po tym wszystkim? Nie ma mowy – zaśmiałam się, choć przyszło mi to z pewną trudnością. Zaczynało się robić nieprzyjemnie. Serce kołatało jak opętane, natomiast żołądek skurczył się do rozmiarów orzecha voddacianskiego. Nie lubiłam takich spraw. Byłam prostym (w pewnym sensie) sternikiem, załażenie za skórę najniebezpieczniejszym ludziom bynajmniej nie należało do moich ulubionych rozrywek. Fakt przygoda to zawsze ajna rzecz, ale ta przygoda” zupełnie wymknęła się spod kontroli, dodatkowo zmieniając się w zmorę. Koszmar, w którym uczestniczyłam ciągnął się już prawie dwa dni. To cud, że jeszcze nie zwariowałam. W dodatku zamiast uciekać od parszywych osobistości właśnie się do nich zbliżałam. Nawet nie wiedziałam czy Celestin żyje. Z niewyjaśnionych powodów serce mi na chwilę stanęło. Co ja mówię?! Oczywiście, że żyje! Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości! Musimy się pospieszyć! Ni z tego ni z owego nabrałam powrotem przedziwnej energii.
-dobrze, nie traćmy czasu - to mówiąc, ruszyłam zdecydowanie przed siebie, w stronę z której dochodziły do nas czyjeś głosy
 
__________________
"That was wonderful! Bravo! I loved it! That was great! Well, it was pretty good. Well, It wasn't bad. There were parts that weren't pretty good, though. It could've been a lot better. I didn't really like it. It was pretty terrible. It was bad. It was awful! Terrible! Eh, boo, BOO!"
alathriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Run "Runy", czyli dokąd pędzi "Runa"? kitsune WIEŚCI 0 08-11-2007 15:21
""Wielosfer" już działa" Fistus WIEŚCI 0 02-06-2006 15:14
"W górach szaleństwa"/"Muzyka Ericha Zanna&qu wasiu Zew Cthulhu 4 11-11-2005 20:00
"Ględźby ropucha" i "Ostatni smok" Milly WIEŚCI 0 05-16-2005 21:16
"Batman": "Azyl Arkham" Milly WIEŚCI 0 05-05-2005 16:54


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 00:16.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96