![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #281 |
![]() | Żuchwa opadła bezwładnie... Co się stało? Gdzie oni są? Pamiętał bitwę, pamiętał jak opróżnił magazynek, wybuchającą chimerę, Turanda i Arizzena biegnących, wspierając się, w kierunku bazy... a potem...? To wyglądało jak loch. Czyżby kultyści zwyciężyli i wzięli ich żywcem, jako ofiary do jakiś plugawych, potwornych rytuałów? To niemożliwe, przecież byli już w bastionie... więc wszystko poszło na marne? Tak po prostu zostali pokonani, w jednej chwili Igor walczył, w drugiej był zwyciężony, bez szans nawet na mrugnięcie. Nawet nie wiedział co go trafiło... To tak bardzo nie fair... Tak bardzo się starał i nawet nie dane mu było zginąć honorową śmiercią żołnierza... Znów czuł się zupełnie bezbronny, nic nie zależało od niego... Sen odświeżył stare wspomnienia... coś czego chciał już nigdy nie czuć. Bezsilność ściskała mu gardło. Cokolwiek nie zrobił, ciągle był tylko nic nie znaczącym pyłem, dzieckiem w kuchni, wobec szalejących orków losu. Był żołnierzem - tym, który w oczach owego dziecka los kształtował, silnym, człowiekiem mogącym decydować, bronić siebie i innych... Gówno prawda. Okazało się, że to kolejne, wielkie złudzenie. Bezsilność której teraz doświadczał niczym się nie różniła od tej odczuwanej przez małego chłopca. Nawet weteran Turand i sierżant byli niczym wobec wyroków losu... Żaden z jego uczynków nie robił różnicy, choćby dwoił się i troił. Jest niczym, jego czyny są niczym. Fakty uderzyły go jak ciężarówka. ... To prawda. Czyny jednostki nie znaczą więcej niż źdźbło trawy usiłujące powstrzymać huragan... Tym bardziej zauważył, że jedynym wyjściem jest pokładanie wiary w Boskim Imperatorze. To, czy jemu samemu uda się coś zdziałać, czy polegnie w bezimiennym grobie, wszystko jest częścią Jego planu. Może źle na to patrzył...? W końcu jako narzędzie w Jego rękach wypełnia dokładnie zadanie, które zostało mu powierzone, jakie by ono nie było. Cała bezbronność wydaje się z tej perspektywy czymś wręcz śmiesznym w swojej abstrakcyjności. Jak mógł wcześniej nie zauważać tak jasnej prawdy? Powoli uświadamia sobie jak bardzo aroganckie i głupie z jego strony, było roszczenie sobie prawa do decydowaniu o czymkolwiek. Śmiał próbować kształtować los... Śmiał bawić się w Imperatora...? Z bijącym mocno, w ukojeniu, sercem ścisnął różaniec. Siostra Kharen z pewnością nigdy nie doświadczała takich niemądrych dylematów. Wybacz Imperatorze, siostro wstaw się u Niego za Igorem... Co za szczęście, ze z Jego łaski doznał oświecenia. Może tylko z tego powodu Imperator zdecydował się jeszcze nie przywoływać go do siebie. W swojej nieskończonej mądrości dał mu szansę. Igor czuł się szczęśliwy, że mógł ją wykorzystać. Pociągnął nosem, przełknął łzy i podniósł się powoli. Czuł się spokojny. Wszystko idzie zgodnie z planem, to takie oczywiste, uśmiechnął sie do siebie Głowa boli i chyba ma guza na potylicy. Cios w tył głowy...? To by znaczyło... - Towarzysze. Wszyscy żyjecie? Ktoś wie co się stało? - spokojnie Igor... Żadnych pochopnych wniosków, zanim nie zorientujesz się w sytuacji... Zamrugał, uświadamiając sobie brak jednego z członków drużyny - Gdzie towarzysz Turand?
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| Reklama |
| |
| | #282 |
![]() | Skrzypnął skobel w drzwiach, a chwilę potem zawiasy. W półmroku celi zagościło światło bijące z korytarza. Do środka weszło kilku gwardzistów z insygniami jednostki Valhalli. Nieśli wiadra z wodą, po kolei wylewając zawartość na każdego z was. Nawet przytomny Igor nie uniknął zimnej kąpieli. Zastukały obcasy o twardą posadzkę. W drzwiach stanął rosły mężczyzna około czterdziestki. Twarz miał pooraną bliznami, a minę groźną i okrutną. Miał rogatywkę, czerwony płaszcz i szary mundur galowy. W każdym z was zabiło mocniej serce... to komisarz. - Zostaniecie postawieni przed generałem Harkarovem. Osądzi czy dopuściliście się aktu tchórzostwa, ratując swe nędzne skóry w zamian za życie jego ekscelencji inkwizytora Hermella. - Mężczyzna przechadzał się między wami. - Przebierzcie się w nowe mundury. Nie zostaliście straceni od razu ze względu na okoliczności łagodzące. Dotarliście z centrum buntu żywi i niezainfekowani. Ale gdyby to ode mnie zależało... Komisarz nie dokończył. Poprawił pas z mieczem i pistoletem. Gestem pozwolił żołnierzom was rozkuć. Na środku pozostawili komplet czterech mundurów. Nim je wnieśli zdążył wyjść, jakby brzydził się tutaj przebywać. Żołnierze ustawili się przy wyjściu śledząc wasze ruchy. Nerwowo spoglądali na korytarz, jakby i oni mieli pietra przed wysłannikiem Ordo Malleus. Nawet nie próbują do was zagadywać. Za to z korytarza dobiegł was odgłos jaki wydaje pracujący silnik elektryczny. Każdy zastanawiał się co to jest. W drzwiach pojawił się ktoś kogo brakowało. Na wózku siedział Anton. Szary na twarzy, prawie przezroczysty, podkrążone oczy i grymas cierpienia. Wyglądał jakby samo siedzenie sprawiało mu ból.
__________________ War. War never changes. Since the damn of human kind, when our ancestors first discovered the killing power of rock and bone, blood has been spilled in the name of everything, from God to justice to simple, psychotic rage. But war never changes! |
| |
| | #283 |
![]() | Komisarz... Oczy Igora rozszerzyły się ze strachu. Z jemu podobnymi Igor miał już do czynienia. Od pierwszego wykładu wywoływali w nim, słuszne jak potem się dowiadywał, przerażenie. Trudno mu było nawet dokładnie sprecyzować dlaczego... Połączenie tej niewiarygodnej pewności siebie, wiary w swoje działania, niemożliwych do spełnienia oczekiwań i braku nawet resztek miłosierdzia... Bał się komisarzy chyba bardziej niż tego tłumu heretyków, który zostawili za sobą. Posłusznie i z wielką werwą zaczął się przebierać, rzucając ukradkowe spojrzenia towarzyszom. Nie miał odwagi nawet wydusić słowa, gdy do celi wjechał Turand, wyglądający jak wyjęty z trumny... Igor przypomniał sobie, ze widział byłego oficera padającego na bruk, zanim on sam został ogłuszony. Rana musiała być poważna. Choć nie mógł odpędzić od siebie wrażenia, ze teraz i nad Turandem i nad nimi samymi wisi większe niebezpieczeństwo niż zwykły postrzał...
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| | #284 |
![]() | Sierżant popatrzył na żołnierzy jak wilk. To potrafił bardzo dobrze. Od dzieciństwa wszyscy mu powtarzali, że z takim spojrzeniem, choćby nie wiadomo co robił, i tak zostanie mordercom albo innym pasożytem społecznym... Podniósł się powolutku z ziemi i spojrzał na podany mu mundur. Vołodia doskonale wiedział, że trafiło się im coś znacznie gorszego nawet od patriarchy... Dowódca genokradow nie tracił czasu na tortury. A tego człowieka one bawiły, były jego narzędziem i jedynym hobby, które rosło do rangi rytuału, dawało mu poczucie największego spełnienie... Przez głowę wąsacza przebiegła myśl, czy komisarze się spuszczają widząc cierpienie przesłuchiwanych... Przebrał się w mundur i stanął sztywno. Widok towarzysza broni przyprawiał o gęsia skórkę, dawał przedsmak tego, co się z nimi teraz stanie. Żadne znajomości nie będą w stanie pomóc. Komisarze są nieprzekupni i nie posiadają uczuć. Oprócz oczywiście bezgranicznej miłości do siebie i wykonywanych zajęć. Splunął na ziemię... - Wszystkich Przodków aż do stworzenia świata... - Modlitwa była jedyną rzeczą, jaka mogła dać ocalenie. Nie ciału, ale przynajmniej duszy...
__________________ Pierwszy na tamtym świecie czeka na resztę! Do ataku!!! Drużyna Wojów Słowiańskich JAROWIT! Sława Bogom Starej Wiary!!! |
| |
| | #285 |
![]() | Antoni spełzł z krzesła resztkami sił i upadł na ziemie. Był wyczerpany, wyziębiony i poobijany a na dodatek ta rana która bolała jak ropień Nurglea. Żołnierz powoli podczołgał się do ściany i usiadł sapiąc ciężko jak zdyszany pies. Spojrzał na mundury które przydzielono towarzyszom i powiedział cicho –Taa... ubierzcie się elegancko bo będą was o zdradę oskarżać na końcu zdania chciał się zaśmiać jednak płuca zaoferowały jedynie dławiący kaszel. –Jeśli Harkarov chce ze mną gadać to niech lepiej sam tu przywlecze spasłe dupsko. Turand był całkowicie wyczerpany jedyne o czym marzył to odrobina snu jednak ból był zbyt silny. Zastanawiał się kto mógł za tym wszystkim stać. Kultyści? Nie – oni by się w takie ceregiele nie bawili tylko zabili na miejscu lub zakazili. Jedynym wyjściem jest jakiś wysoko postawiony dupek który nie może się pogodzić ze stratą swojego imperialnego pupilka. Badna dupków! pomyślał, gdyby pozwolił na tą rzeź na Kronusie i utrzymał stanowisko to dobrał by się ostro do dupy całej administracji Eldorado tak że połowa skończyła by na jakimś syfiastym pancerniku. |
| |
| | #286 |
![]() | Gdy skończyliście się przebierać żołnierze w milczeniu odeskortowali was labiryntem korytarzy aż do drzwi, które już z daleka wyglądały źle. Były zdobione złotymi okuciami, a na środku miał odlanego złotego imperialnego orła. Drewno było bardzo gładkie, bejcowane i lakierowane. Same drzwi kosztowały pewnie więcej niż wasz roczny żołd całej piątki. Jeden z żołnierzy, w szarży młodszego sierżanta, zastukał do drzwi i gdy usłyszeliście władcze "wejść!" otworzył je za zdobioną klamkę. Reszta żołnierzy delikatnie acz znacząco popchnęli was do środka. Nie było wyjścia. Gdy znaleźliście się w środku ów młodszy sierżant zamknął drzwi za wami. Żołnierze zostali na zewnątrz. Pokój był taki jak drzwi. Miękki szkarłatny dywan, marmurowe ściany i kolumny. Wszędzie panował półmrok rozświetlany tylko lampką na biurku i jedną przy drzwiach. Na ścianach było kilka obrazów i wielka mapa przestrzeni kosmicznej Imperium. Jeden obraz przedstawiał boskiego Imperatora w chwale. Biurko było drewniane i zawalone papierami. Wszędzie walały się dodatkowe przedmioty: pióra, notatnik, żyroskopowy globus planety Eldorado. Za biurkiem, prócz krzesła stały regały z książkami. Całe tomy opasłych woluminów. Rzecz rzadka w Imperium. Tutaj panował największy półmrok, który maskował dwóch strażników - potężne ogry. Słyszeliście wiele o ograch, ich brutalności, porywczości, braku litości i... lojalności dla przyjaciół. Właściciel tego pokoju miał najlepszych ochroniarzy z możliwych. Samego właściciela dostrzegliście dopiero gdy zaciągnął się fajką i żar oświetlił na chwilę jego twarz. Był wąsaty jak Kułuszkin i miał monokla na lewym oku. Odziany był w mundur Valhallan, przepasany szablą. Paradną, bo tak zdobną, że nie sposób byłoby nią walczyć. Ostatnia ściana (ta po lewej) była wielkim oknem. Generał stał tam oparty plecami o regał z książkami i o samo okno wpatrując się w planetę Eldorado. Pewnie nawet nie oderwał oczu od widoku, bo był naprawdę piękny. - Powiedzcie mi, proszę. - Zaczął generał. - Jak żołnierz żołnierzowi. Jego głos był władczy, ale i ciepły. Jak u sędziwego starca. Chociaż jeśli by się przysłuchać dało się wyczuć drżenie strun smutku. - Opowiedzcie mi proszę, co się stało z inkwizytorem Hermellem. Jak zginął i jak do tego doszło. Nie patrzcie się na szarże swoje i moją. Chce usłyszeć wersję każdego z was.
__________________ War. War never changes. Since the damn of human kind, when our ancestors first discovered the killing power of rock and bone, blood has been spilled in the name of everything, from God to justice to simple, psychotic rage. But war never changes! |
| |
| | #287 |
![]() | - Młodszy sierżant Vladimir Kułuszkin, towarzyszu Generale - Vołodia był niezwykle ucieszony tym, że nie stoją przed komisarzem - Jestem, lub przynajmniej byłem, dowódcą tych żołnierzy, którzy przeżyli zasadzkę. Nasz pojazd zerwał gąsienice podczas eskortowania Inkwizytora. Jeśli o tym dłużej pomyśleć, to wygląda na to, że cześć żołnierzy, wraz z naszym kierowcą, należała już wcześniej do kultu. Obite miejsca bolały, ale przy kimś o tak wysokim stopniu trzeba było stać na baczność... "zapomnijcie o szarży - dobre sobie... Ciekawe, czy on sam by zapomniał, gdyby się odwróciły role. Szeregowy i podoficer zawsze będzie stał na baczność przed generałem..." - Nasz dowódca, sierżant Rostov, polecił mi z kilkoma młodymi żołnierzami naprawę uszkodzenia i zajął się ochroną pojazdu. Gdy nastąpił atak, zostałem najwyższy stopniem i przejąłem dowodzenie. Połowa drużyny zginęła, a my wycofaliśmy się, aby dołączyć do konwoju, ponieważ mieliśmy nadzieję, że wraz z nimi uda nam się powstrzymać wroga. Sierżant lustrował słuchającego. Nie wydawał się zbyt groźny, ale to jeszcze nie oznaczało, że nie był... Generałowie zawsze są groźni. - W drodze usłyszeliśmy komunikat o tym, że reszta także jest atakowana. Gdy przybyliśmy, było już za późno. Odbiliśmy w las, aby wrócić do bazy i powiadomić przełożonych. Następnego dnia natrafiliśmy na barykadę, zaporę drogową milicji. Większość z nich była zarażona, na nasze szczęście ich dowódca jeszcze nie. Dzięki niemu przejechaliśmy do miasta, i po wejściu w zasięg radia i po odebraniu wiadomości, skierowaliśmy się na północną bramę, by tam po walce trafić tutaj. Kułuszkin miał nadzieję, że ktokolwiek uwierzy w ich historię, bo inaczej nie będzie już miał już okazji wypić wygranego od Antona browaru... - To już wszystko, towarzyszu Generale...
__________________ Pierwszy na tamtym świecie czeka na resztę! Do ataku!!! Drużyna Wojów Słowiańskich JAROWIT! Sława Bogom Starej Wiary!!! |
| |
| | #288 |
![]() | Igor coraz bardziej zaniepokojonym wzrokiem spoglądał na pozostałych, bardziej doświadczonych towarzyszy. Generał kazał im wszystkim opowiedzieć co się stało, ale żółtodziób po prostu nie mógł uwierzyć, ze ma się osobiście odzywać do kogoś tak ważnego i wysokiego rangą. Niezręczne milczenie przedłużało się, a generał patrzył na nich spokojnym wzrokiem. Lekki blask fajki oświetlał jego twarz. Igor westchnął i otworzył lekko usta, szybko zamykając je, w nagłym odpływie wiary. Generał nieznacznie ponaglił go gestem. A niech to wszystko... Oficer wyglądał na sprawiedliwego człowieka... - Melduję posłusznie towarzyszu generale, że zgadzam się z wersją przedstawioną przez sierżanta Kułuszkina. - wyrzucił z siebie jednym tchem, prężąc przy tym pierś - Wyjechaliśmy jako ostatni pojazd eskorty Inkwizytora Hermella. Nastąpiła awaria podwozia chimery. No... eee... iii... zostawili nas w tyle, żebyśmy nie opóźniali - niewielki zasób elokwencji Igora szybko się wyczerpał i młodzik jął kręcić się niespokojnie - Na postoju doświadczyliśmy ataku bronią przeciwpancerną, uszkadzającego naszą wieżyczkę... eem... iii... uciekliśmy... iii... no. - Igor westchnął cicho. Nigdy nie był typem duszy towarzystwa, a obecność generała wpływała na niego stresująco. - Kilka kilometrów dalej napotkaliśmy resztki drugiej części konwoju. Po Rhino Inkwizytora został krater. Na miejscu zostaliśmy ponownie zaatakowani i zmuszeni do odwrotu lasem. Eeem... i się taki chłopiec z trzecią ręką uczepił, sierżant mówił, ze to genokrad był. Wysiedliśmy potem i go ten... zastrzeliliśmy, był strasznie silny i szybki. yyy... <westchnięcie> Przechwyciliśmy komunikat od Adepta Sororitas do Inkwizytora Hermella, o spotkaniu... gdzieś... Nie byliśmy w stanie sprecyzować gdzie... No i potem... yyy... dojechaliśmy na pole bitwy i tam była martwa siostra Kharen... a potem do obozu milicji i byli zarażeni... potem tu... w drodze nas... eem... nieważne... To wszystko, towarzyszu generale - Zasalutował niemrawo i głośno przełknął ślinę. Zrobił w życiu wiele rzeczy których się wstydzi. Do listy może dopisać też tą rozmowę. Jedno w tą, jedno w tą. Miał tylko nadzieję, że w ciemnym pokoju nie było widać zdrowej Valhaliańskiej czerwieni na jego twarzy...
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| | #289 |
![]() | Ah.. moja głowa, co mi się śniło, jakiś straszliwy koszmar, śniło mi się, że otoczyli nas genokradzi, byli wszędzie, było ich setki i chcieli tylko jednego... naszej śmierci, wybuch upadek na ziemię i ostrzał z broni maszynowej, oraz spuchnięty kciuk, od naciskania spustu... Jak mnie kark boli... gdzie ja jestem? Musiałem być bardzo długo nieprzytomny, skoro nie pamiętam gdzie jestem. O nie... za dużo jak dla mnie, chyba czas najwyższy wypocząć i zmówić modlitwę do imperatora.
__________________ Jedni mówią na to gandzia, inni mówią na to kali, inni znowu marihuana "Dwóch pancernych i Kotecek" A to się po prostu pali... |
| |
| | #290 |
![]() | Generał w milczeniu przysłuchiwał się tym dwóm meldunkom. Gdy nastała cisza przez chwilę ćmił fajkę, wyjął ją z ust. W nikłym świetle lampek i gwiazd sprawdził ilość tytoniu w cybuchu. - Czy to już wszystkie meldunki? Nit nie chce się wypowiedzieć nim zadecyduję jaki los was spotka? Po czym z powrotem wsadził fajkę do ust, a żar ponownie rozświetlił jego twarz.
__________________ War. War never changes. Since the damn of human kind, when our ancestors first discovered the killing power of rock and bone, blood has been spilled in the name of everything, from God to justice to simple, psychotic rage. But war never changes! |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Świat Warhammera | homeosapiens | Artykuły Warhammer | 23 | 11-30-2008 00:44 |
| [40k] Mówili: zwiedzisz świat! | Brat Razjel | Archiwum sesji Innych | 179 | 08-22-2007 07:23 |
| [40k] Mówili: zwiedzisz świat! | Brat Razjel | Archiwum rekrutacji | 23 | 07-09-2007 17:49 |
| Świat | Solfelin | Comatorix | 0 | 09-24-2006 01:41 |
| Świat Mroku | Solinarius | Artykuły-archiwum | 0 | 08-06-2005 13:01 |