![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #11 |
![]() | Gdy tylko przekręcił gałkę dało się słyszeć charakterystyczny trzask wyładowania elektrycznego. Nigdzie nie było jednak widać towarzyszącego mu błysku, musiał więc pochodzić z innej części statku. Po chwili wewnętrzne światła pojazdu zamrugały i zapłonęły jasnym światłem rozświetlając, skryte do tej pory w mroku wnętrze Aquantisa. Petra zastanawiał, fakt, że w krążowniku było zupełnie ciemno pomimo tego, że na dziobie znajdował się przecież spory wizjer. Teraz jednak wszystko stało się jasne. Szyba czołowa znajdowała się co prawda na swoim miejscu, jednak była szczelnie pokryta pyłem czy czymś podobnym. Zapewne był to efekt lądowania. Rozglądając się, Petr nie mógł jeszcze ocenić zniszczeń. W środku wszystko wydawało się być w porządku za wyjątkiem tego, że okręt był mocno przechylony do przodu. Nic nie wskazywało no to, by elektronika uległa poważniejszym uszkodzeniom. Niemal równocześnie ze światłami zaczęły się zapalać przeróżne diody i dało się słyszeć cichą pracę twardych dysków oraz wentylatorów. Monitor po lewej stronie pulpitu wyświetlił kilka komunikatów świadczących o uruchamianiu systemu. Na wszystkich pozostałych widoczny był jeszcze wielki czerwony napis: NO SIGNAL INPUT Elena milczała. Trudno było jednak tak wcześnie przewidywać jakąś usterkę. W końcu system nie uruchomił się jeszcze do końca. Mężczyzna mógł tylko cierpliwie czekać oraz, ewentualnie zająć się swoją posiniaczoną i zakrwawioną głową.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| Reklama |
| |
| | #12 |
![]() | Petr skierował kroki do łazienki gdzie znajdowała się apteczka. Stanął pomiędzy lustrem a metalową scianką by móc obejrzeć jak bardzo ucierpiała jego głowa. - No normalnie zaj***ście. Troszke się przytyrałem Sięgnął do znajdującej się pod umywlką apteczki, z której wyjął jakiś płyn przeznaczony do dezynfekcji ran. Zmył z włosów zaschnięta krew po czym przemył okolice rany wyjętym wczesniej płynem. - "W zasadzie mógłbym już tego nie opatrywać, bo rana juz tego nie wymaga ale dla zasady i ochrony przed jakimiś kosmicznymi zakażeniami założe jakiś bandaż. Pozatym jakby mnie znaleźli z taką odkrytą raną to pomyśleliby, że na szkoleniach z Pierwszej Pomocy spałem zamiast słuchać" - pomyślał Petr po czym sięgnął z powrotem do apteczki. Ból po raz kolejny dał o sobie znać więc razem z opatrunkiem wyjął przeciwbólową pigułkę na bazie morfiny jednak nie zawierającej jej tak dużo aby mogła go w jakiś sposób ogłupiać. Uniósł głowe i przed lustrem zaczął robić sobie opatrunek. - "Całkiem zgrabnie mi wyszedł zważywszy na zakładanie go samemu sobie przy tym słabiutkim świetle" - pomyślał patrząc na efekty swojego trudu. Po skończeniu opatrywania głowy zażył pigułkę i przeszedł do znacznie jaśniejszego głównego pokładu.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #13 |
![]() | Komputery pokładowe zdążyły się już uruchomić i zdaje się, że pracowały pełna parą. Widok rozświetlonych monitorów dodał mu otuchy oznaczał bowiem, że elektronika nie została zniszczona a co za tym idzie jego położenie nie jest jeszcze tak tragiczne. Mimochodem lekko się uśmiechnął. - Wcale nie masz się z czego cieszyć. Zobacz lepiej jakie są uszkodzenia. Głos Eleny był zimny i rzeczowy. O wiele bardziej niż zwykle. Z jednej strony ucieszył się, gdyż jedną z rzeczy, których najbardziej się obawiał była jej awaria (a może nawet przemknęło mu przez myśl słowo "śmierć"). Z drugiej zaś jej ton wskazywał na to, że ich położenie nie jest godne pozazdroszczenia. I trzeba przyznać, że Elena miała w tej kwestii zupełną rację - nie było... Po podejściu do pulpitu zaczął przyglądać się monitorom. Komputer rozpoczął już skanowanie układów a na środkowym monitorze wyświetlany był dokładny raport. Kolejno wymieniane były poszczególne podzespoły oraz informacja o ich stanie. Od razu rzucały się w oczy czerwone napisy sygnalizujące, że dany element nie odpowiada na sygnały diagnostyczne. Reaktor 1... AWARIA Układ chłodzenia Reaktora 2... uszkodzony Silnik główny... AWARIA Silnik skrzydłowy R... AWARIA Silnik skrzydłowy L... AWARIA Szereg komunikatów w kolorze zielonym potwierdzał jego przypuszczenia o tym, że większość elektronicznych układów znajdujących się wewnątrz pojazdu wciąż działała bez zarzutu. Nie mógł liczyć na reaktory jednak energii z baterii i ogniw słonecznych powinno wystarczyć na bieżące potrzeby. Mimo to wszystkie dobre nowiny jakie mógł odczytać z raportu przyćmiewał przerażający wniosek, który przytłoczył go jeszcze bardziej gdy skierował wzrok na monitor po prawej stronie. Tam bowiem pojawiła się graficzna wersja tegoż raportu. Trójwymiarowy model stworzony na podstawie danych pochodzących z niezliczonej ilości czujników rozmieszczonych po całym statku obracał się powoli, pozwalając Petrowi oszacować ogrom zniszczeń. Określenie "awaria" w stosunku do silników skrzydłowych było stanowczym niedomówieniem. Położenie lewego silnika było trudne do ustalenia. Może leżał zaraz obok Aquantisa a może dryfował gdzieś na orbicie GPF-12. Gdziekolwiek by nie był brakowało go w miejscu w którym był potrzebny. Zamiast niego zaś ne lewym skrzydle widoczne było duże rozcięcie w kadłubie oraz wystające z niego przewody i fragmenty metalowej konstrukcji. Co prawda prawy silnik znajdował się jeszcze na miejscu ale jego stan nie napawał zbytnim optymizmem. Także był oderwany tyle, że nie odpadł, lecz zwisał swobodnie trzymając się grubej wiązki kabli i kawałka zewnętrznego pancerza. Spód przedniej części kadłuba był mocno wgnieciony i zdaje się, że brakowało w nim potężnego fragmentu poszycia. Aż dziw, że to uderzenie nie rozerwało go na wylot. Podobne wgniecenia znajdowały się u na górze, w miejscy gdzie znajdują się reaktory. Poza tym cały krążownik pokryty był przeróżnymi uszkodzeniami. Można by odnieść wrażenie, że lądowanie awaryjne odbyło się nie raz a tysiące razy... - Jakimś cudem kadłub się nie rozszczelnił, a przynajmniej nie cały... Tylko ten mały pokład techniczny reaktorów... - głos Eleny bynajmniej nie brzmiał pocieszająco. Na monitorze po prawej stronie wyświetlane były wskazania radaru pokładowego naniesione na ostatnie zdjęcie jakie zarejestrowano z orbity przed atakiem. Aquantis rozbił się na pagórkowatym terenie jakimś cudem trafiając na niewielką polankę podczas gdy cała przestrzeń wokół niej pokryta była bujnym lasem. Poza tym krajobrazem radar nie pokazywał nic szczególnego co znaczyło, że ani czujniki ruchu, ani żaden inny podzespół krążownika nie wykrył w jego bezpośrednim sąsiedztwie niczego, co mogłoby zagrażać Petrowi.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #14 |
![]() | To co zauważył Petr na moniotorach szybko zmazało z jego twarzy uśmiech. Uszkodzenia silników i reaktora były poważnym problemem zważywszy na to, iż nie wiedział czy możliwe będzie ich naprawienie tu na miejscu. Petr wiedział, że jednym z podstawowych zadań w chwili obecnej jest próba skontaktowania się ze stacją kontroli i zameldowanie o całej sytuacji. - Eleno czy mogłabyś spróbować nawiązać łączność z YOTA? - powiedział. Nie czekając na odpowiedź podszedł do monitora na którym wyświetlany był model Aquantisa. - "Dobrze by było obejrzeć to z bliska" - pomyślał. Kątem oka spojrzał na zdjęcie naniesione na radar. Obecność drzew dawała mu nadzieje, że atmosfera jest zbliżona od tej, z którą miał styczność u siebie. Petr nie miał jednak zamiaru wychodzić na zewnątrz bez konsultacji z Eleną. - Chciałbym abyś sprawdziła jeszcze jaka atmosfera panuje na zewnątrz i czy da się w niej normalnie funkcjonować bez skafandra - powiedział do Elen, po czym dodał - ... i jeszcze jedno powiedz mi czy pry pomocy tego co mamy na pokładzie uda mi się zreperować poszycie, reaktor i napędy... a przynajmniej to co z nich zostało - ostatnią część powiedział jakby chciał ją zachować tylko dla siebie.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria Ostatnio edytowane przez Lenin : 09-12-2007 o 07:35. |
| | |
| | #15 |
![]() | Wraz z pytaniami Petra zmieniał się obraz na poszczególnych monitorach, a Elena analizowała kolejne dane. Najpierw pierwszy monitor wyświetlił kilkadziesiąt liczb i kilka wykresów, z których ciężko było coś zrozumieć bez dokładnej analizy. Mężczyzna nie miał na to jednak najmniejszej ochoty w związku z czym dla niego mogły to być wyniki EKG jak i próba oszacowania wyników w kolejnym losowaniu jakiejś gry liczbowej. - Niestety otacza nas silne promieniowanie, a nawet sieć promieniowań. Wśród nich znajdują się promieniowania elektromagnetyczne o różnych długościach fali, jednak czujniki rejestrują także inne, o nieokreślonej naturze. Nawiązanie łączności dalekiego zasięgu z powierzchni planety i bez tego byłoby bardzo trudne, gdyż nasze układy komunikacyjne nie są do tego przystosowane. A biorąc pod uwagę panujące tu warunki nawet zasięg w jakim możliwa jest łączność powierzchniowa jest niewielki - zaledwie kilka - kilkanaście kilometrów. Ponadto rejestruję falę dźwiękową o częstotliwości wahającej się między 12 a 13,2 kHz.. Następnie centralny monitor wyświetlił przestrzenny diagram w kształcie płytkiego walca. Był podzielony na różnokolorowe wycinki, których powierzchnia zmieniała się podczas badania składu atmosfery. W końcu jednak wszystko się ustabilizowało, obok wyświetlił się opis rysunku. Azot... 53,2 % Tlen... 38,7 % Gazy szlachetne... 7 % Pozostałe... 1,1 % Klasa atmosfery: 1 - Chyba jednak mamy trochę szczęścia. No... przynajmniej ty. To chyba jedyna tak przyjazna człowiekowi planeta w tym Systemie. Duża zawartość tlenu (będąca zapewne zasługą gęstego zalesienia) może być dla ciebie przez jakiś czas nieco uciążliwa, gdyż przywykłeś do oddychania uboższą mieszanką, jednak wkrótce się przyzwyczaisz. Poza tym powietrze cechuje się dużą wilgotnością. Niemniej jednak nie rejestruję żadnych substancji, które w jakiś sposób mogły by zaszkodzić twojemu zdrowiu. Obecnych tutaj promieniowań także nie powinieneś się obawiać. Może ci być tylko trochę gorąco... na zewnątrz jest 300 kelwinów. - Jeśli chodzi o uszkodzenia, to przykro mi, ale niewiele możesz zdziałać. Z poszyciem powinieneś sobie poradzić, jednak reszta... Główny reaktor został odcięty aby nie spowodować skażenia. Nic nie możesz z nim zrobić podobnie jak z drugim, w którym uszkodzono co prawda tylko układ chłodzenia i to niezbyt ciężko, jednak nawet gdybyś go uszczelnił nie mamy odpowiedniego chłodziwa. Mamy co prawda jeden sprawny reaktor i teoretycznie jest on nam w stanie dostarczyć wystarczającej mocy byśmy dotarli do YOTY. Jednak do tego potrzeba chociaż dwóch sprawnych silników. Nie potrafię określić stanu głównej jednostki napędowej, gdyż większość czujników jest nieaktywna. Lewego silnika skrzydłowego nie mogę nawet zlokalizować a nawet gdybyś go znalazł, potrzebowałbyś odpowiedniego sprzętu i kilku ludzi do pomocy by go zamontować na miejscu nie mówiąc już o naprawie. To samo się tyczy prawego. Przykro mi. Określenie "przykro mi" nie było czymś co specjalnie podnosiło na duchu. Co z tego bowiem, że komuś jest przykro, jeśli sytuacja jest beznadziejna? To tylko puste stwierdzenie nader często używane przez ludzi. Jak na ironię wypowiadane przez komputer pokładowy usiłujący naśladować człowieka było jeszcze bardziej pozbawione wyrazu.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #16 |
![]() | Brak możliwości kontaktu z YOTA nie był tym co Petr chciałby usłyszeć, zresztą chyba nikt będąc na nieznanej sobie planecie nie chciałby się dowiedzieć, że zdany sam na siebie. Diagram ilustrujący skład powietrza i słowa Eleny dawały mu przepustkę do wyjścia na zewnątrz. Pozostawała jedynie kwestia grawitacji. Jakoś średnio kojarzyło mu się stawianie z trudem każdego kroku lub brak możliwości postawienia stopy na ziemi. W tej sytuacji mógł zrobić tylko jedno... - Jak tam przedstawia się grawitacja na tej planecie moja droga Eleno? Minęło kilka chwil gdy na monitorze, na którym jeszcze niedawno znajdował się diagram, przedstawiający skład powietrza pojawił się duży napis: g = 8,34 Dla Petra była to dobra wiadomość gdyś przyśpieszenie było tylko trochę mniejsze niż to, do którego był przyzwyczajony. - Wygląda na to, że strace trochę na wadze - zażartował pod nosem Petr -[i] Chyba najwyższy czas wyjść na mały spacer. Eleno proszę Cię otwórz drzwi. Po chwili po lewej stronie otworzyły się drzwi, a do środka wpadły promienie słońca. Wyszedł na zewnątrz w porównaniu z wnętrzem Aquantisa na zewnątrz było bardzo jasno. Po chwili jego oczy przyzwyczaiły się do tego niecodziennego doznania. Teraz stając przy wyjściu pod lewym skrzydłem swojego krążownika mogł na własne oczy zobaczyć ogrom zniszczeń, które widziane na własne oczy jescze dopitniej ukazały to co się stało. Petr wyszedł poza skrzydło Aquantisa i rozejrzał się po okolicy. Wszystko było tak jak na obrazie widzianym na radarze. Znajdował się na polanie pośród bujnego lasu, który wydawał się nie mieć końca. Sielankową atmosferę zakłócały tylko oderwane fragmenty poszycia porozrzucane w niedalekiej odległości. Chiał podejść w tamtym kierunku aby zbrać część poszycia przydatnego do późniejszego załątania ubytków. Mimo początkowej lekkości marszu bardzo szybko się zmęczył. Było to zapewne spowodowane nieco innym składem powietrza. Poza zmęczeniem nadwyżka tlenu powodowała również przyśpieszenie oddechu. Wrócił w okolice statku i usiadł w cieniu skrzydła. Temperatura przy zupełnie nie wyczuwalnym faktycznie trochę dawała się we znaki nawet mimo schronienia przed bezpośrednim działaniem słońca. - Przynajmniej rozbiłem się w ładnym miejscu, - powiedział - choć wolałbym nie trafić tu tak jak trafiłem.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #17 |
![]() | - Nie chciałabym przerywać ci odpoczynku, ale czy mogłabym cię tutaj poprosić na chwilkę? Petrowi wcale nie było tak najgorzej w tym miłym i zacienionym miejscu, a jednak Elena zwróciła mu uwagę na coś ważnego. Jakby na to nie patrzeć znajdował się na obcej i, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, nieprzyjaznej planecie. Nie chodziło bynajmniej o to, żeby zaczął panikować lub coś w tym stylu. Po prostu byłoby stosowne mieć to na uwadze i być ostrożnym, a nie siedzieć sobie beztrosko i tracić czas na czcze rozmyślania. Gdy wrócił do wnętrza statku, znajomy głos zaczął mówić: -Nie wiem czy pamiętasz, ale nie jesteśmy tutaj dlatego, że zostaliśmy zaproszeni na biwak, tylko dlatego, że zostaliśmy zestrzeleni. To niemal pewne, że prędzej czy później postanowią sprawdzić czy ktoś wyszedł cało z katastrofy. Raczej obstawiała bym opcję "wcześniej". Sugeruję więc, abyś zaczął nosić kamizelkę energetyczną, a oddalając się od statku zabierał ze sobą broń osobistą i komunikator. - Nieprzypadkowo wspominam o oddalaniu się od statku. Jak wiesz, Syntezer Żywności nie jest magiczną zabaweczką, która tworzy coś z niczego tylko urządzeniem przetwarzającym zgromadzone składniki na coś, co pozwala zaspokoić głód i dzięki temu przetrwać bez konieczności zabierania ze sobą dużych ilości zapasów. Teraz zaś owe składniki są na wyczerpaniu. Mieliśmy uzupełnić wkłady po dotarciu do YOTY ale w tej sytuacji, sam rozumiesz. Nie pozostaje ci nic innego jak rozejrzeć się za czymś do jedzenia. Sądząc po zalesieniu można chyba wysnuć hipotezę, że znajdują się tutaj jakieś jadalne rośliny. W każdym bądź razie lepiej dla ciebie, żeby się znalazły. Zabierz ze sobą Analizator. Po chwili dodała jeszcze: -I pamiętaj - bądź czujny. Musisz uważać nie tylko na tych, którzy nas uziemili ale także na dzikie zwierzęta, które mogą zamieszkiwać tą planetę.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #18 |
![]() | - Dobrze, dobrze mamusiu będę na siebie uważał i przechodził tylko na zielonym świetle - powiedział po czym skierował się w strone czegoś przypominającego metalową szafkę wbudowaną w ścianę Aquantisa. Z szafki wyciągnął przypominający zegarek komunikator oraz analizator, przypominał on swym wyglądem długopis. Analizator wyniki przedstawiał na wyświetlaczu komunikatora, było to możliwe dzięki łączności bezprzewodowej. Wyświetlacz komunikatora był na tyle duży i przejrzysty, że odczytanie wyświetlanych na nim jakichkolwiek danych nie sprawiało najmniejszego problemu. Z listy Eleny pozostały mu do zabrania jedynie kamizelka energetyczna i broń. Kamizelka znajdowała się w pomieszczeniu spełniającym funkcje garderoby. Była to czarna, pozbawiona rękwawów kamzelka z kilkoma przyciskami po lewej stronie. Pod nateriałem z którego była wykonana dawało sie wyczuć przewody biegnące niemal w całym jej wnętrzu, a które odgrywały bardzo ważna rolę w ochronie jej posiadacza. Broń była umieszczona w schowku poniżej miejsca, w którym znajdowała się skrzynka z bezpiecznikami. Zabrawszy wszytsko co będzie mu potrzebne skierował swe kroki w kierunku wyjścia. - Czekaj na mnie z obiadem - powiedział Petr i opuścił Aquantisa. Swoje kroki skierował na wprost od znajdujących się pod skrzydłem drzwi aby nie komplikować za bardzo swojej trasy i maksymalnie skrócić droge jaką musi przejść, gdyż nadal nie do końca przyswoił sobie skład tutejszego powietrza. Gdy doszedł do lasu czuł się bardzo zmęczony usiadł pod najbliższym drzewem. Popatrzył w niebo i uświadomił sobie, że nie zauważył dotąd żadnego ptaka przelatującego ponad nim. Trochę go to dziwiło ale w ostatnim czasie tyle się działo, że uznał iż nie warto sie nad tym zastanawiać. Przymknął oczy i siedział w bezruchu próbując sobie przypomnieć czegoś jadalnego co przeważnie spotyka się w lesie.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #19 |
![]() | Las w dużej mierze składał się z zauważonych przez niego już wcześniej wysokich drzew, które, jak sam zauważył, istotnie przypominały palmy kokosowe jednak z kilkoma różnicami. Miały o wiele szersze pnie, a liście nie porastały wyłącznie ich czubków leczy były rozmieszczone równomiernie już od połowy wysokości do samego wierzchołka. Przyglądając się im dłużej, Petr dostrzegł także ich owoce. One także przypominały znane mu, przynajmniej z mediów, kokosy jednakże wydawało mu się, że są od nich nieco większe a ponadto mają inną barwę - były szaro-granatowe. Być może mogłyby stanowić źródło pożywienia, jednak najpierw należałoby się do nich dostać, a to nie było łatwe zadanie zważywszy na fakt, że najniższe z nich znajdowały się około 5 metrów nad ziemią, a kora palm sprawiała wrażenie nie nadającej się do wspinaczki. Rozglądając się wokół rozbitek dostrzegł również inne potencjalne pokarmy. Wokół rosło kilka małych, niespełna dwu metrowych drzewek z małymi liśćmi i gałęziami opadającymi ku ziemi. Najwyraźniej były bardzo wytrzymałe i elastyczne gdyż pomimo tego, że ich średnico nieznacznie tylko przewyższała rozmiar ludzkiego kciuka, to jednak utrzymywały owoce przypominające na myśl duże gruszki. Owoce wiszące jeszcze na drzewie miały różowy odcień, jednak Petr dostrzegł, że kilka z nich leży pod drzewem, a te zaś mają kolor fioletowy. Oprócz tego mężczyzna dostrzegł jeszcze kilka pojedynczych iglastych krzewów, których owoce przypominały nieco fasolki. Długie, półprzezroczyste strączki skrywały w sobie krwistoczerwone ziarenka. Gdy podszedł do nich by bliżej się im przyjrzeć dostrzegł na ziemi jakiś kilka dziwnych kształtów. Na pierwszy rzut oka przywodziły na myśl jakieś drobne kwiaty odciśnięte w podłożu. Po chwili doszedł jednak do niepokojącego wniosku, że są to tropy jakichś siedmio palczastych łap. Obejrzał się za siebie i zauważył, że on także zostawia za sobą wyraźne ślady swych butów.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #20 |
![]() | Petr zastanawiał się nad udaniem się po śladach, by sprawdzić do kogo należą. Po chwili namysłu doszedł jednak do wniosku, że teraz powinien się zająć zebraniem pożywienia a o badaniu okolicy pomyśli później. Sprawdził jeszcze czy przy pomocy analizatora będzie mógł sprawdzić kto jest ich właścicielem. Na wyświetlaczu komuniatora pojawił się jednak komunikat: BRAK DANYCH Wrócił do przypominających palmy drzew i przy pomocy analizatora usiłował sprawdzić czy ich owoce są jadalne. Niestety odległość była za duża aby mógł urządzenie mogło zbadać czy nadają sie one do jedzenia. Podszedł więc do niższych drzewek i sprawdził ich owoce to samo uczynił z fasolkami na pobliskich krzewach. Analiza wykazała, że fasolki nie nadają się do jedzenia ale gruszki jak najbardziej. Petr zebrał owoce leżące pod niskimi drzewkami. - "Tych na drzewie nie będe zrywał, bo mogą być jeszcze niedojrzałe." - pomyślał - "Analizator co prawda nic o tym nie wspomniał ale i tak nie mam gdzie tego zabrać. Następnym razem gdy wyjdę w poszukiwaniu pożywienia wezmę na nie jakiś pojemnik". Z rękami pełnymi owoców udał się tą samą drogą, którą wszedł w głąb lasu w kierunku Auqntisa.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria Ostatnio edytowane przez Lenin : 09-19-2007 o 09:14. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| WyglÄ…d | |
| |
Podobne wÄ…tki | ||||
| WÄ…tek | Autor wÄ…tku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Lacrimae Dei | Krakov | Archiwum sesji Innych | 2 | 02-06-2008 18:15 |