![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | "Jak najwięcej zobaczyć, a samemu nie zostać zauważonym" - takie hasło przyświecało Petrowi gdy wytężał wzrok i nieznacznie przemieszczał się po rozległym konarze aby znaleźć miejsce, z którego mógłby lepiej zorientować się w sytuacji. W końcu, gdy wspiął się nieco wyżej, udało mu się znaleźć odpowiednią pozycję. Dalsze gałęzie układały się tutaj w taki sposób, że widział spory fragment przestrzeni w miejscu, do którego zbliżały się odgłosy. Było to niewygodne miejsce, bowiem nie mógł znaleźć żadnego oparcia dla zwisającej w dół lewej stopy, a w żołądek wbijało mu się wystające z drzewa zgrubienie. Mimo wszystko postanowił wytrwać w swoim punkcie obserwacyjnym tak długo jak to będzie konieczne, mając jednocześnie nadzieję, że nie potrwa to wcale zbyt długo. Dźwięki wciąż się zbliżały i mężczyzna nabrał wkrótce pewności, że są to odgłosy kroków więcej niż jednej postaci. Wkrótce potem dwie sylwetki ukazały się wewnątrz jego liściastego "okna" i po kilku krokach zatrzymały się. Dwie, odziane w pancerze istoty zdawały się wyglądać dziwnie znajomo. W pierwszej kolejności skojarzył je z tymi ze swojego snu. Dopiero później przypomniały mu się wydarzenia jakie miały miejsce nieopodal Aquantisa... Istoty poruszały się na dwóch kończynach i bez wątpienia były jakimiś humanoidami. Jedna z nich dzierżyła w jednej dłoni długą, solidnie wyglądającą strzelbę energetyczną, tak długą, że niemal dosięgała ziemi. Petr przyglądał się jej na tyle, na ile pozwalała mu na to odległość i doszedł do wniosku, że nigdy nie widział czegoś podobnego. Druga z istot nie miała przy sobie broni, a przynajmniej nie trzymała jej na widoku. Zamiast niej dzierżyła w rękach niewielki przedmiot z małym ekranem z jednej i czerwonym, przypominającym oko światełkiem z drugiej strony. Istota obserwowała wyświetlacz i najwyraźniej manipulowała coś przy urządzeniu bowiem po kilku sekundach z czerwonego punktu wydostały się trzy wiązki jaskrawoczerwonego laserowego światła, które zaczęły poruszać się chaotycznie przebiegając po ziemi. Postać obróciła się kilkakrotnie, zrobiła kilka kroków naprzód, po czym wróciła do pierwszej i razem wyruszyły w kierunku, w którym do tej pory przemieszczał się Petr.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | Poczuł ulgę gdy postacie odeszły, a on nadal pozostał niezauważony. Widział już w jakim kierunku powinien się poruszać ale rozsądek kazał poczekać i nie ujawniać się za szybko. Najbardziej słuszność jego decyzji potwierdzała strzelba energetyczna posiada przez jednego z humanoidów. Nie miał specjalnej ochoty stać się celem tych istot tym bardziej, że w starciu z ich bronią miał niewielkie szanse. Petra ciekawiło urządzenie, które obsługiwała druga postać. Pierwsze co o nim pomyślał to, że to jakiś radar lub skaner okolicy. Świadczyć mogły o tym te promienie wysyłane z niego. Nie miał jednak pewności co to było i wiedział, że albo dowie się tego w wiosce... albo nie zdąży. Znowu przypomniał mu się koszmar, który przyśnił mu się ostatniej nocy. Musiał dostać się do wioski i porozmawiać z istotami nim one zrobią z nim to co w jego śnie lub danie główne przygotowane wraz z niesionymi przez niego owocami opali. Zastanawiał się nad celem jego wyprawy, nad słowami usłyszanymi od tej umierającej istoty... Co jeśli coś źle zrozumiał? Co jeśli faktycznie to nie oni potrzebują pomocy? Jeśli te dwie istoty, które zabito nieopodal Aquantisa uciekały przed swoimi pobratymcami? Wiedział tylko, że odpowiedzi na jego pytania może poznać tylko docierając do wioski. Zbliżył się do miejsca gdzie zostawił plecak z owocami i zabrał go. Dłonią sprawdził czy broń jest na swoim miejscu. To samo uczynił z komunikatorem i translatorem. Wiedział, że to ostatnie urządzenie będzie decydowało i tym czy uda mu się porozumieć ze stworzeniami, do których miał dotrzeć. Sprawdziwszy ekwipunek zaczął zmierzać w kierunku ziemi.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria Ostatnio edytowane przez Lenin : 06-23-2008 o 09:19. |
| | |
| | #63 |
![]() | Powoli, krok po kroku opuszczał swój "apartament". Starał się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, w żaden sposób nie rzucać się w oczy i robić jak najmniej hałasu. Często zatrzymywał się, rozglądał nerwowo i nasłuchiwał sprawdzając czy tamte dwie istoty nie postanowiły przypadkiem zawrócić i zrobić mu nieprzyjemnej niespodzianki. Nic na to jednak nie wskazywało, mógł więc po pewnym czasie, bez większych trudności postawić swe stopy na ziemi. Ta część lasu, w której się teraz znajdował nie była zbyt gęsta. Poranne słońce z łatwością przedzierało się przez jego poszycie, a jego promienie przechodząc między większymi kępkami liści tworzyły coś na kształt świetlnych wstążek. Petr musiał przyznać, że w tym dziwnym, tajemniczym i pełnym niebezpieczeństw krajobrazie obcego świata można się było doszukać także czegoś naprawdę pięknego. Przynajmniej w chwilach takich jak ta... Mężczyzna rozejrzał się jeszcze dokoła, jednak nie dostrzegł w pobliżu ani istot w pancerzach, ani fioletowo-skórych, którym szedł z pomocą (zakładając, oczywiście, że nie są to jedne i te same stworzenia), ani też żadnej paskudnej bestii jaką miał okazję spotkać poprzedniego dnia. Jedynym co wzbudziło jego niepokój było coś co poruszało się bardzo szybko po wyższych gałęziach jednego z pobliskich drzew. Przypatrywał się przez chwilę temu zjawisku, gotów w każdej chwili dobyć broni, jednak okazało się, że jest to tylko małe futrzaste stworzonko, które niezwykle zwinnie przemieszcza się po konarach biegając i przeskakując z jednego na drugi. Uspokojony podszedł do miejsca, w którym zatrzymały się tajemnicze istoty. Po krótkich oględzinach stwierdził, że jedynym śladem ich bytności są pozostawione przez nich wyraźne choć dość osobliwe ślady butów. Miały podobne rozmiary co ludzkie, jednak nie były tak jak one wyprofilowane i zaokrąglone lecz bardziej kanciaste. Sprawiały wrażenie zrobionych z metalu przez kowala. Podobnie sprawa miała się z podeszwami, które poprzecinane były poprzecznymi prążkami przypominającymi kawałki cienkiej blachy. Z ust Petra wydostało się ciche ziewnięcie. Spanie na drzewie okazało się całkiem niezłym pomysłem i pozwoliło mu odzyskać nieco nadwątlone wędrówką siły. Bez wątpienia jednak wypoczął by o wiele lepiej gdyby nie ten przeklęty koszmar... Zastanawiając się ile czasu przespał, sięgnął po komunikator, który wciąż odliczał kolejne minuty od czasu "rozstania" z Eleną i Aquantisem. Zegar wskazywał teraz: 8:11:40
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei Ostatnio edytowane przez Krakov : 06-23-2008 o 12:58. Powód: Cyferki mi się potaśtały... |
| | |
| | #64 |
![]() | Rozejrzał się dookoła. Nic w pobliżu nie wyglądało podejrzanie. Przeciągnął się, zwrócił w kierunku, w którym poszły widziane przez niego istoty i powoli ruszył do przodu uważnie nasłuchując odgłosów lasu. Wiedział, że musi być gotowy w każdej chwili na obronę oraz mogące się pojawić utrudnienia w podróży jak chociażby takie jak poprzedniego dnia. Szedł od jednej wstążki światła do kolejnej. Las wydawał się jeszcze drzemać. Wokół było cicho, czasami wydawało mu się, że za cicho. Petr nie lubił takich sytuacji, bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Choć w sumie gdy głębiej się nad tym zastanowić na tej planecie nigdy nie można być niczego pewnym. Dużym atutem wszechobecnej ciszy był fakt, iż w razie niebezpieczeństwa usłyszy nadchodzące zagrożenie. Idąc dalej po słabo widocznych śladach istot obserwował ruch pobliskiej gwiazdy na horyzoncie. Wydawało mu się, że jest przed południem. Jeśli na tej planecie jest podobnie jak tam skąd pochodził to się nie mylił. Zastanawiał się czy Aquantis nie został odnaleziony przez istoty podobne do tych, które zabiły fioletowoskórych. Utrata krążownika, nawet uszkodzonego, to ostatnia rzecz jakiej by sobie życzył, no może poza własną śmiercią. Domyślał się, że powrót bez jakiegokolwiek pojazdu będzie niemożliwy, a podróż bez towarzystwa Eleny byłaby strasznie nudna. Rozmyślanie nad tym towarzyszyło mu przez kolejną część wędrówki do wioski z owocami opali.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #65 |
![]() | Minęły dwie godziny. "Słońce" jakkolwiek by się tutaj nazywało, wspinało się powoli po nieboskłonie. Petr podążając za tajemniczymi istotami w pancerzach również się wspinał, chociaż znacznie wolniej. Droga którą szedł zaczęła się lekko wznosić. Początkowo było to tak nieznaczne, że tego nie zauważył, jednak z czasem kąt nachylenia systematycznie narastał a z opadającej mgły wyłaniała się sylwetka jakiegoś pasma górskiego. Obcy nie spieszyli się, zmuszając go by dostosował się do ich tempa. Wydawało mu się, że poruszają się tak wolno, że nawet czas zwalnia razem z nimi. Kolejne minuty wlekły mu się niemiłosiernie i z niecierpliwością wyczekiwał chwili gdy dotrze na miejsce. Na szczęście podróż mijała spokojnie. Nie został zauważony ani zaatakowany przez żadne zwierzęta. Co prawda wciąż niepokoiły go osobliwe odgłosy dobiegające z leśnej głuszy oraz obrazy jakie podsuwała mu rozbudzona nimi wyobraźnia, starał się jednak nie myśleć o tym zbyt dużo. W końcu jakiekolwiek bestie jeszcze tutaj żyły, żadna z nich nie stanowiła w tej chwili równie wielkiego zagrożenia co tamta strzelba energetyczna. Poza tym prawdopodobieństwo natknięcia się na jakiegoś stwora nie wydawało mu się wysokie, w przeciwieństwie do szansy na to, że stanie twarzą w twarz z tym uzbrojonym gościem i jego kolegą... Czasami zbliżał się do nich nieco by obserwować ich przy użyciu lornetki. Obcy maszerowali nieustannie w tym samym kierunku. Ten, który trzymał dziwne urządzenie wciąż się w nie wpatrywał, sprawiając wręcz wrażenie, że w ogóle nie patrzy na drogę. Co kilkanaście minut robili krótkie postoje, podczas których osobnik ten zataczał niewielkie kręgi, a obserwujący ich z ukrycia Petr mógł dostrzec prześcigające się w powietrzu wiązki czerwonego lasera. Gdy, dla zachowania bezpieczeństwa, oddalał się od nich na większą odległość, kierował się ich śladami. Siłą rzeczy długo przyglądał się ich kształtom dochodząc w końcu do wniosku, że tylko jedne z nich, dokładnie te należące do osobnika z bronią, są "dziwne". Wszystko to zaczynało go coraz bardziej zastanawiać... Po pewnym czasie spostrzegł, że ślady stają się coraz mniej wyraźne. Przykucnął by się temu bliżej przyjrzeć i zauważył, że podłoże staje się coraz twardsze a na ścieżce widocznych jest coraz więcej drobnych kamieni i wystających z ziemi fragmentów większych skał. Co ciekawe, istoty, które śledził również wydawały się zaniepokojone tym faktem. Coraz częściej zatrzymywały się, a pierwsza z nich długo wędrowała dokoła ze swoim laserowym ustrojstwem zanim zdecydowała, że można kontynuować wędrówkę.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #66 |
![]() | Otaczająca go przyroda z jednej strony mogła skrywać zagrożenie, a z drugiej jakoś wewnętrznie go uspokajała. Z czasem zaczął ignorować dźwięki z lasu, które powtarzały się przez całą wędrówkę. Doszedł do wniosku, że to zwykłe odgłosy tętniącego tam życia i póki słyszy je w dużej odległości nie niesie to dla niego żadnego zagrożenia. Pasmo górskie spowite dotąd mgłą stawało się z każdą chwila coraz wyraźniejsze. Były to góry średniej wysokości. Cieszyło go to, gdyż myśl, że miałby się wdrapywać na ośmiotysięczniki nie dodałaby mu sił. Wciąż obserwował postacie, za którymi szedł już od kilku godzin. Miał dziwne wrażenie, że one też nie bardzo znają drogę. Wędrówka trwała już dosyć długo i jeśli nie zbliża się do wioski, bo na przykład tamci zgubili drogę lub szli zupełnie gdzieś indziej to czeka go długa droga powrotna i dalsze poszukiwania. Gdyby nie ta strzelba energetyczna być może zdecydował by się podejść do postaci i z nimi porozmawiać ale obawiał się, że nie zdąży się odezwać nim zginie. Przyśpieszył nieco żeby zbliżyć się do istot, od których teraz zależało powodzenie jego misji. Pamiętał jednak o tym by zachować odpowiednią odległość i nie dać się zauważyć ani usłyszeć. Musiał wierzyć, że idą we właściwym kierunku ale częste postoje i skanowanie okolicy wcale go w tym nie upewniało. Szedł dalej od czasu do czasu obserwując przez lornetkę co się dzieję przed nim. Słońce zbliżało się do zenitu. Wędrówka dłużyła się, a żołądek Petra zaczął dawać mu jednoznaczne sygnały. Nie przerywając marszu wyciągnął jeden owoc opali i zaczął go jeść.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #67 |
![]() | Był to już drugi owoc jakiego kosztował, jednak dopiero teraz, znudzony monotonią tej osobliwej wędrówki, zwrócił więcej uwagi na jego wygląd i smak. Wziąwszy duży kęs zauważył iż tajemnicza "gruszka" tylko z zewnątrz zabarwiona jest na fioletowo. Pod dość grubą, włóknistą skórką krył się soczysty i nieco cierpki w smaku biało-różowy miąższ. Petr nie potrafił jednoznacznie określić czy spotkał się kiedykolwiek z jakąś rośliną o podobnym smaku. Przychodziło mu do głowy jakieś połączenie grejpfruta z ogórkiem... Pomijając kwestię smaku owoce były również bardzo sycące. Gdy tylko zjadł jedno opali poczuł, ze jego nadwątlone siły zostały nieco odbudowane i nie miał już ochoty na kolejny owoc. Ścieżka wznosiła się coraz bardziej stromo, a podłoże stawało się coraz twardsze. Wydawało mu się, że z każdym kolejnym krokiem ślady istot, za którymi podążał były coraz mniej wyraźne. W końcu zdał sobie sprawę, że nie jest wstanie odnaleźć ich na skalistym podłożu i jeszcze bardziej zbliżył się do tajemniczych istot. Zdawał sobie sprawę, że to co robi jest bardzo ryzykowne jednak nie widział innych możliwości. Nie mógł sobie pozwolić na stracenie ich z oczu. Tymczasem sytuacja tubylców wcale nie uległa zmianie. Wciąż robili regularne postoje rozglądali się i badali teren, jednak wcale nie wyglądali na przekonanych co do wyboru właściwej drogi. Najwyraźniej jednak, zawrócić również nie zamierzali. Czyżby byli tak zdeterminowali? A może wcale nie byli wcale tacy "zagubieni" jak mu się wydawało? Przez jakiś zarówno istoty w pancerzach jak i śledzący je Petr szły przed siebie niezmiennym tempem. Ścieżka nie tylko stawała się coraz bardziej pochyła i skalista, ale też coraz częściej ostro zakręcała i przecinała inne szlaki. Mężczyzna zaczął się niepokoić, że może mieć poważne trudności z odnalezieniem drogi powrotnej. Co gorsza - wioski wciąż nie było nigdzie widać (zakładając oczywiście, że rzeczywiście to właśnie do niej udaje się tych dwóch...) Pogrążony we własnych myślach zapomniał na chwilę o środkach ostrożności i nie zauważył, ze idący przed nim tubylcy zatrzymali się, a on podszedł do nich - jak mu się wydawało - o kilka kroków za blisko. Wciąż stali odwróceni do niego plecami, jednak zupełnie nie rozumiał z jakiego powodu. Niedawno robili przecież swój "zwyczajowy" postój, a teraz nie zachowywali się tak jak zawsze w takiej sytuacji. Co ciekawsze, istota z dziwnym urządzeniem po raz pierwszy od dłuższego czasu podniosła wzrok znad małego monitora i spoglądała gdzieś przed siebie. Petr próbował dojrzeć obiekt jej obserwacji jednak dwie stojące przed nim sylwetki skutecznie mu to uniemożliwiały. Nagle usłyszał jakieś poruszenie daleko z przodu. Postać z bronią, zaniepokojona dźwiękiem podniosła broń i przygotowała ją do strzału. Mężczyzna był pewien, że słyszał charakterystyczny trzask przeładowywania strzelby energetycznej. W niecałą sekundę później z zarośli po lewej stronie z wielką szybkością wyleciał kamień, nie większy od pięści. Dało się słyszeć cichy trzask, a postać trzymająca urządzenie krzyknęła wydając z siebie dziwny charczący dźwięk i upuściła trzymany przyrząd. Petrowi nie udało się jednak usłyszeć dźwięku upadającego przedmiotu bowiem zupełnie zagłuszył go przypominający uderzenie pioruna wystrzał ze strzelby, gdy druga z istot wycelowała w miejsce, w którym powinien znajdować się napastnik. Z lufy wydostał się jasnoniebieski iskrzący się pocisk. Mężczyzna szacował, że nie był większy od pudełka zapałek jednak ciągnął za sobą smugę jasnego światła około metrowej długości. Zanim Petr zdążył odwrócić wzrok, pocisk z hukiem uderzył w jedno ze znajdujących się po lewej drzew. Gładki pień średnicy ludzkiej czaszki złamał się jak zapałka i ciężki konar upadł na ścieżkę odgradzając mężczyznę od tajemniczych istot. Niemal w tym samym momencie jakaś postać wyskoczyła zza pnia i rzuciła się biegiem w kierunku, w którym jeszcze chwilę wcześniej podążał Petr i śledzone przez niego postacie. Gałęzie palmo - podobnego drzewa zasłaniały mu teraz widok, jednak kolejny trzask przeładowania strzelby dawał mu pewne pojęcie o rozgrywającej się nieopodal scenie...
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #68 |
![]() | Czuł się trochę jak widz w kinie lub w teatrze. Znajdował się jakby w pierwszym rzędzie i zajadając owoce widział niesamowite wydarzenia. Od jakiegoś czasu wydawało mu się, że jest tu za spokojnie. Nagły zwrot akcji zachwiał całą tą monotonią wędrówki za tajemniczymi postaciami. Petr szybko zapomniał o smaku opali koncentrując się na rozgrywającej się akcji. Szybko poskładał to sobie w jedną całość i analizował kolejne klatki. Postać z monitorem zostaje zaatakowana i wypuszcza urządzenie z rąk. Jej kompan strzela w napastnika powalając drzewo przypominające palmę. Kolejnych wydarzeń może się tylko domyślać. Napastnik zapewne zaczął uciekać więc jego żywot został najprawdopodobniej zakończony. Mężczyzna stał nadal za powalonym drzewem. Nie chciał się do niego zbliżyć ani wychylić, jeszcze nie teraz. Mogliby go wziąć za kolejnego napastnika i przedwcześnie zakończyć jego misje ratunkową. Było by to komiczne zginąć z ręki stworzeń, którym śpieszy z pomocą transportując pożywienie. Odczekał jeszcze kilka sekund. Nie słysząc żadnych odgłosów wystrzałów ani nie obserwując błysków broni energetycznej ostrożnie zaczął się zbliżać do drzewa. Każdy kolejny krok powodował u niego wzrost tętna. Czuł jak krew pulsuję mu w skroniach, a zimny pot pojawia się na czole i nosie. W końcu znalazł się przy drzewie i mógł wyjrzeć zza niego by ocenić sytuacje.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria |
| | |
| | #69 |
![]() | Powoli zbliżał się do zwalonego drzewa. Stawiał krok za krokiem starannie wybierając miejsce, w którym mógłby postawić stopę by ominąć gałęzie i nie narobić zbędnego hałasu. Oddychał płytko, chwilami wręcz zupełnie o tym zapominał. Ogólnie zachowywał się tak cicho jak tylko umiał i było to możliwe, a jednak wciąż drżał na myśl o tym, że zdradzi go dźwięk, który jemu samemu już od kilku długich chwil dudni w uszach - kołatanie własnego serca i odgłos krwi pulsującej w mokrych od potu skroniach. Pokonując swój strach oraz większą niż kiedykolwiek ochotę by sobie odpuścić i zemdleć, doszedł do przewróconego pnia. Odczekał jeszcze chwilę, po czym powolnym ruchem uniósł głowę ponad liściastą gałąź. Gdy tylko się wychylił, przed nim, zaledwie kilka kroków za zwaloną "palmą" rozległ się kolejny świst, huk i trzask, gdy strzelba wypluła z siebie następny ładunek by posłać go w leśną gęstwinę. Pierwszym co przyszło Petrowi do głowy było szybkie zejście z linii ognia i ukrycie się. Nie mając do wyboru zbyt wiele możliwości, by te zamiary obrócić w czyn padł płasko na ziemię, chcąc wykorzystać jako zasłonę przewrócone drzewo i jego wielkie liście. Dopiero kilka sekund później gdy upadł na kilka suchych gałązek, które połamały się z nadzwyczaj głośnym, jak mu się wydawało, trzaskiem, zdał sobie sprawę z ogromu swej pomyłki. Czy go usłyszeli? Na pewno... Chyba nigdy wcześniej nie słyszał by sucha gałązka pękła z równie głośnym dźwiękiem. Nawet drzewa łamiące się podczas burzy lub huraganu robią to jakoś ciszej i subtelniej - przemknęło mu przez myśl. A może jednak nie słyszeli? Może byli dostatecznie zajęci tamtymi istotami a ich słuch przytępił nieco huk kolejnego wystrzału? Zanim Petr zdążył dojść z sobą samym do porozumienia i ustalić, której wersji - pesymistycznej czy optymistycznej - zamierza się trzymać, do jego uszy dotarł kolejny dźwięk złamanej gałązki. Tym razem jednak nie miał z tym nic wspólnego. Spojrzał przez wąską lukę pod zwalonym drzewem i dostrzegł dwa metalowe buty zbliżające się do niego. Po chwili do trzeszczącego drewna dołączył inny, znany mu już dość dobrze dźwięk. Cichy trzask, krótki, charakterystyczny dźwięk i stuknięcie. Ktoś przeładowywał strzelbę...
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #70 |
![]() | Coraz bardziej odczuwał pulsującą w skroniach krew. Nigdy wcześniej nie był tak zdezorientowany i zagubiony. Serce kołatało mu coraz bardziej chcąc wyrwać się ze zroszonej zimnym potem piersi. Był w beznadziejnej sytuacji. Jego broń przy strzelbie energetycznej postaci po drugiej stronie zwalonego drzewa była niczym zabaweczka. Leżał nadal za drzewem, a czas mierzony kolejnymi oddechami szybko mijał. Widział, iż nie wiele mu pozostało na decyzję. Wpatrywał się w buty zbliżające się z każdą chwilą coraz bardziej w jego stronę. Przez jego głowę przechodziły różne myśli, najczęściej powtarzała się jedna "Albo ja, albo oni". Nie wiedział już czy stworzenia, za którymi podążał szły do szukanej przez niego wioski i czy były to takie same osobniki jak te zabite nieopodal Aquantisa. Petr ostrożnie obrócił się na plecy tak by nie narobić jeszcze więcej hałasu. Wciąż żyła w nim nadzieja, że może jednak postać podążająca w jego stronę odpuści sobie i uzna, iż tylko jej się przesłyszało lub dźwięk spowodowało jakieś stworzenie uciekające ze zwalonego drzewa. Poprawił swą pozycję by widzieć pod drzewem stopy potencjalnego napastnika, który zbliżał się w jego kierunku. Wyciągnął podręczny translator by w razie czego móc nawiązać kontakt z nieznajomym. Prawą ręką wyciągnął broń z kabury i wycelował ponad zwalonym pniem aby załatwić szybko jednym strzałem. Wpatrywał się na zmianę na metalowe buty i na obszar ponad "palmą" opierając rękę, w której trzymał broń o własne nogi żeby mu nie opadała ze zmęczenia. Odbezpieczył broń, liczył kolejne uderzenia serca i coraz szybsze oddechy.
__________________ Nessum maggior dobre che ricordarsi del tempo felice nella miseria Ostatnio edytowane przez Lenin : 08-19-2008 o 09:03. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Lacrimae Dei | Krakov | Archiwum sesji Innych | 2 | 02-06-2008 18:15 |