![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #21 |
![]() | Ból... Ból był nieodłącznym elementem jego pracy. Pamiętał te noce spędzone w małym pokoiku w kamienicy- urządzonym na wzór dawnych cel klasztornych- kiedy sam go sobie zadawał, by wzmocnić swoje ciało. Jego plecy pełne były blizn po nacięciach, jego ręce nosiły wiele jaśniejszych niż reszta skóry kresek, które robił, by okazać swe poświęcenie, jakby chciał pokazać Bogu, że ból nie będzie dla niego przeszkodą... Dlatego też nie histeryzował na stole. Zresztą, nawet gdyby chciał, nie bardzo miał jak- pasy były zaciśnięte naprawdę mocno, a chociaż Jerzy był mężczyzną naprawdę sprawnym, to jego siła w walce wręcz polegała raczej na technice, nie na sile. Oczywiście, położyłby typowego blokersa prostym ciosem- ale daleko mu było do filmowych bohaterów, którzy potrafili jednym ruchem rozerwać kajdany, drugim zaś przebić na wylot klatkę piersiową oponenta. - Bóg zapłać...- wysapał, spoglądając na kulę. A później już tylko milczał... *** Herbata była mocna, gorzka- taka, jaką lubił najbardziej. Na słodkości przyjdzie czas kiedy indziej, teraz jest chwila cierpienia- bowiem błogie przyjemności zazwyczaj tylko osłabiają ciało. Z niechęcią żuł kolejne kawałki czekolady, niestety mlecznej. Było mu to potrzebne, robił to tylko dlatego... - Pobudki? Moje dziecię...- zaczął tonem typowego kaznodziei Jerzy- Każde zło na świecie należy wyeliminować. Każde zło na świecie to część Smoka, każde zło jest jednym, malutkim fragmentem tego organizmu, tego potwornego wynaturzenia, które opanowało nasz świat tysiące lat temu. Z którym próbowano walczyć słowem, sercem, ale nic to nie dawało. Z którym teraz walczymy bronią i błogosławieństwem Pana...- spojrzał głęboko w oczy Soni, na chwilę przerywając wywód- Byli smoczymi łbami. Smocze łby zostały ucięte. I chociaż co chwilę wyrastają następne to wiem, że jestem krok bliżej. Że misja powierzona mi przez Boga jest wypełniana tak, jak on sam nakazał... - A jeżeli chodzi o przeczekanie najbliższych dni...- spojrzał na Blankę- Mam skromną kamieniczkę w centrum Krakowa. Jeżeli potrzeba noclegu na parę dni, oferuje mały pokoik. Warunki skromne, rzec można- klasztorne, ale bezpieczeństwo mogę zagwarantować. Jedyną wadą dla niewiasty jest jedynie męskie towarzystwo... Ale to duchowni, więc raczej nie ma się czego obawiać- delikatny uśmiech pojawił się na twarzy księdza.
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| |
| Reklama |
| |
| | #22 |
| ObsÅ‚uga ![]() | Sonia patrzyÅ‚a w milczeniu na ksiÄ™dza, po czym wybuchÅ‚a niepohamowanym, szczerym Å›miechem. W jej oczach zabÅ‚ysÅ‚y ogniki wesoÅ‚oÅ›ci i gdy spojrzaÅ‚a po raz kolejny na Jerzego, wyglÄ…daÅ‚a jak maÅ‚a dziewczynka, która wÅ‚aÅ›nie zmyÅ›liÅ‚a psotÄ™. PodobaÅ‚o mu siÄ™ to wejrzenie, jakby gdzieÅ› już je widziaÅ‚ u innej mÅ‚odej dziewczyny... Jego rozmyÅ›lania przerwaÅ‚ jednak nadspodziewanie twardy gÅ‚os Soni. - JesteÅ› nawiedzony ojczulku. Jak Boga kocham, jesteÅ› zdrowo szurniÄ™ty! I co tak patrzysz? Uważasz, że kalam teraz imiÄ™ Pana? – dziewczyna oparÅ‚a dÅ‚onie na stole i podciÄ…gnęła siÄ™ bliżej klechy tak, aby żadne sÅ‚owo mu nie umknęło. – Pewnie ciÄ™ to zdziwi, ale jestem wierzÄ…ca. I jeÅ›li komuÅ› Pan miaÅ‚by wskazać drogÄ™, to wÅ‚aÅ›nie mi, kiedy ocaliÅ‚ mi życie, bo zamiast do salonu, udaÅ‚am siÄ™ na modÅ‚y do koÅ›cioÅ‚a. Tymczasem tutaj... wpadÅ‚y dresy z Huty i... ktoÅ› zginÄ…Å‚. Zamiast mnie. Na zewnÄ…trz zaczÄ…Å‚ padać deszcz, miarowo uderzajÄ…c w szyby. Sonia odetchnęła ciężko, po czym cofnęła siÄ™ na swoje krzesÅ‚o. Jej policzki paliÅ‚ rumieniec. Wzrok utkwiÅ‚a w niemal wypitej już herbacie. Nie chciaÅ‚a widzieć zdziwienia w oczach Blanki i Jerzego, nie teraz. - Nie wiem po chuja to mówiÄ™... Może po prostu nie lubiÄ™ być oceniana z góry.
__________________ Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty Z nich ułożę baśń o królewnie co Zmarła z żalu, bo Nie poznała Cię |
| |
| | #23 |
![]() | Blanka słuchała w milczeniu. Któryś raz z rzędu dochodził do niej, że już nie ma powrotu... Opowiedzieć swoją historię? Na razie nie miała ochoty. Nie była gotowa. Tak samo, jak mimo uszu puściła filozoficzne wywody swoich towarzyszy. Pobudki nie były ważne, ważne było, że zabiła. Konkretny fakt. Wreszcie go zabiła... Próbowała poukładać sobie w głowie to wszystko, co się stało, ale wciąż w jej umyśle dominował chaos. A przecież.. powinna być na to przygotowana. W końcu podniosła oczy znad herbaty i spojrzała na Księdza. - Męskie towarzystwo mi nie przeszkadza, Ojcze. Ja też nie będę zawadą, jeśli więc można skorzystać z gościnności... Będę wdzięczna. I... Ojcze, nie chcę rozgrzeszenia, ale... wyspowiada mnie Ojciec? Jutro.
__________________ Oto tańczę na Twoim grobie; Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów... |
| |
| | #24 |
![]() | Blanka/Sonia/Jerzy Trójka postaci jeszcze przez dÅ‚ugi czas rozmawiaÅ‚a, ale nie byÅ‚a w stanie zdecydować, co robić dalej. W koÅ„cu poÅ‚ożyli siÄ™ na przygotowanych uprzednio przez Sonie miejscach i choć wydawaÅ‚o im siÄ™, że po takim dniu bÄ™dzie to niemożliwe to już po chwili caÅ‚a trójka spaÅ‚a jak zabita. JakiÅ› krzyk na zewnÄ…trz studia tatuażu wyrwaÅ‚ ich gwaÅ‚townie ze snu, Sonia na wpół przytomna sprawdziÅ‚a, co siÄ™ dzieje na ulicy, ale byÅ‚ to tylko jakiÅ› zwykÅ‚y facet, który najwyraźniej wracaÅ‚ na ranem pijany po caÅ‚ej nocy balowania i krzyczaÅ‚ na każdego przechodnia, który mu siÄ™ nie spodobaÅ‚. Ranem?...dosyć tandetny, ale przydatny zegar Å›cienny wskazywaÅ‚ już godzinÄ™ 9.05. Nikt z zebranych nie chciaÅ‚ zaczynać rozmowy, w koÅ„cu Sonia wyraźnie podenerwowana zebraÅ‚a kubki ze szklanego stoÅ‚u. - PójdÄ™ zrobić kawy – rzuciÅ‚a wychodzÄ…c z pokoju. Blanka pod nieobecność wÅ‚aÅ›cicielki salonu zaczęła rozglÄ…dać siÄ™ dookoÅ‚a i znalazÅ‚szy to, czego szukaÅ‚a wstaÅ‚a i podeszÅ‚a do malutkiego telewizorka znajdujÄ…cego siÄ™ w rogu pomieszczenia. - Może bÄ™dÄ… coÅ› mówić o wczorajszej strzelaninie – Już po chwili zdoÅ‚aÅ‚a wyregulować obraz, teraz nawet Jerzy zaczÄ…Å‚ przyglÄ…dać siÄ™ z zaciekawieniem, chociaż wiedziaÅ‚ dobrze, że w telewizji rzadko byÅ‚o można usÅ‚yszeć prawdÄ™. W regionalnym kanale wÅ‚aÅ›nie trwaÅ‚y wiadomoÅ›ci, w których ubrana w zielony żakiet prezenterka przedstawiaÅ‚a problemy, jakie trawiÄ… ludność afrykaÅ„skÄ……stek bzdur z okazji pieprzonego dnia solidarnoÅ›ci z ludnoÅ›ciÄ… Afryki. Nic, kompletnie nic o wczorajszej strzelaninie chyba, że przeoczyli tÄ… wiadomość. Sonia przyniosÅ‚a trzy kubki z kawÄ… i podaÅ‚a je pozostaÅ‚ym, już sam aromat wydobywajÄ…cy siÄ™ z naczyÅ„ dziaÅ‚aÅ‚ pobudzajÄ…co. Już przed samym koÅ„cem programu informacyjnego prezenterka zÅ‚apaÅ‚a siÄ™ za małą sÅ‚uchawkÄ™ przy uchu i po chwili z radoÅ›ciÄ… na twarzy oznajmiÅ‚a - W ostatniej chwili otrzymaliÅ›my wiadomość o rozbiciu niebezpiecznej grupy przestÄ™pczej majÄ…cej swojÄ… siedzibÄ™ w samym Å›rodku Krakowa. Otoczeni przestÄ™pcy nie zamierzali zÅ‚ożyć broni w skutek, czego doszÅ‚o do strzelaniny miÄ™dzy nimi o grupÄ… antyterrorystycznÄ…. Oto materiaÅ‚ z akcji. Jerzy upuÅ›ciÅ‚ kubek, który rozwaliÅ‚ siÄ™ na dziesiÄ…tki malutkich kawaÅ‚ków a caÅ‚a podÅ‚oga pokryÅ‚a siÄ™ sporÄ… czarnÄ… plamÄ…. Obie dziewczyny natychmiast spojrzaÅ‚y na ksiÄ™dza ze zdziwieniem a Sonia miaÅ‚a już opieprzyć kleche za jego niezdarność, ale powstrzymaÅ‚a siÄ™ widzÄ…c jego bladÄ… twarz wpatrujÄ…cÄ… siÄ™ w ekran telewizora. Krótki film pokazywaÅ‚ uzbrojonych po zÄ™by antyterrorystów, którzy na komendÄ™ wdarli siÄ™ do jednej z kamieniczek. W jej oknach widać byÅ‚o jedynie bÅ‚yski wystrzałów, po chwili film skoÅ„czyÅ‚ siÄ™ i z powrotem ukazaÅ‚a siÄ™ mÅ‚oda prezenterka. - Jak informuje policja żaden z przestÄ™pców nie przeżyÅ‚. CaÅ‚a ulica jest w tym momencie zamkniÄ™ta dla…. Kamienica, do której wdzieraÅ‚y siÄ™ oddziaÅ‚y specjalne byÅ‚a Jerzemu dobrze znana w koÅ„cu od kilku lat byÅ‚a kryjówkÄ… zakonu smokobójców. Kasia Dziewczyna postanowiÅ‚a siÄ™ przespacerować na wiecznie zatÅ‚oczone rondo Mogilskie i stamtÄ…d zÅ‚apać jakiÅ› autobus w stronÄ™ swojego mieszkania. ByÅ‚a wyczerpana, nie zmrużyÅ‚a oka tej nocy i chciaÅ‚a już tylko zagrzebać siÄ™ w poÅ›cieli i nie wychodzić stamtÄ…d przez najbliższy tydzieÅ„. Na przystanku jak zwykle byÅ‚o tÅ‚oczno, Kasia automatycznie sprawdziÅ‚a czy nie zgubiÅ‚a nigdzie biletu miesiÄ™cznego, ale ten jak zwykle byÅ‚ na miejscu. Przez sekundkÄ™ mogÅ‚a przysiÄ…c, że dostrzegÅ‚a jak jeden z mężczyzn stojÄ…cy niedaleko gapi siÄ™ na niÄ…. Gdy spojrzaÅ‚a ni niego ten natychmiast odwróciÅ‚ wzrok. To przecież tylko przypadek pomyÅ›laÅ‚a, ale wolaÅ‚a siÄ™ przekonać. OdwróciÅ‚a siÄ™ placami do podejrzanego i na powrót zaczęła znowu grzebać w swojej torebce. StarajÄ…c siÄ™ nie zwracać na swoje ruchy wiÄ™kszej uwagi wyjęła malutkie lustereczko, w którym bez problemu zobaczyÅ‚a twarz mężczyzny, który wyraźnie jÄ… obserwowaÅ‚. Przez moment przeszÅ‚y jÄ… dreszcze i zapragnęła odwrócić siÄ™ w jego stronÄ™, ale stwierdziÅ‚a, że byÅ‚oby to bardzo gÅ‚upie. Co zrobi Kasia wiedzÄ…c, że jest Å›ledzona? |
| |
| | #25 |
![]() | Blanka przyglądała sie Jerzemu ze zdziwieniem. Najwyraźniej coś, co tam zobaczył, zaszokowało go... Dlaczego? Mogła się tylko domyślać. Ale postanowiła milczeć... A tak dobrze zapowiadał się już ten dzień. Pokrzepiona kawą i snem, a także brakiem informacji w telewizji na temat "ich" strzelaniny, czuła się psychicznie znacznie lepiej. Cała otoczka wczorajszych wydarzeń gdzieś się rozmyła... A teraz... A teraz ucisk w sercu powrócił na nowo. Ale milczała. Czekała, aż Ksiądz coś powie.
__________________ Oto tańczę na Twoim grobie; Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów... |
| |
| | #26 |
![]() | A ksiądz milczał. Nie zauważył kubka, który właśnie skończył swą egzystencję, pozostawiając po sobie tylko tysiące fragmentów szkła, nie zauważył zdziwionych twarzy obu kobiet- wpatrywał się tylko z otwartymi ustami w telewizor. Poznawał ich, nie po twarzach- te jak zwykle były ocenzurowane. Poznawał każdego z wyprowadzanych z jego kamienicy braci. Niski Aleksander, niedawno raniony w nogę Bartosz... Na Boga, dlaczego ten policjant rzucił tak o ścianę kimś tak ugodowym jak bratem Michałem? Patrzył i nie wierzył. To jakiś koszmar? Czy to dzieło Złego? I czy Bóg celowo wyprowadził go z tej kamienicy? - Ja przepraszam... Muszę zadzwonić.- rzucił tylko i poderwał się z fotela, nie zważając na to, że gorąca kawa parzyła jego stopy odziane tylko w czarne skarpety, a kawałki szkła wbijały się w skórę, raniąc ją naprawdę solidnie. Działał w jakimś amoku, po drodze do swoistego przedpokoju prawie wywracając stolik z telewizorem i wpadając na ustawiony w rogu fotel. Wyrwał z kieszeni komórkę i wcisnął parę klawiszy. Brat Dominik, ten który jako jedyny wiedział, kim był Jerzy wcześniej, ten który przez tą wiedzę jako jedyny pomagał mu w odszukaniu jej, z pewnością wciąż cudownej, z pewnością tak bliską ojcu... - Ojciec Jerzy? Coś się stało?- odezwał się w słuchawce głos. Zawsze bowiem, gdy ojciec dzwonił do kogoś, oznaczało to jakieś problemy- w sprawach błahych wolał porozumiewać się wieczorami, podczas wspólnych wieczerzy. - Włącz radio, włącz telewizje... Przyszli po nas! Zabrali wszystkich! - Co!? - Wszystkich, każdego, całą dziesiątkę! - W imię Ojca...- zaczął już Dominik, który ukojenia zawsze szukał w modlitwie - Nie "w imię Ojca", a ujmij w swą dłoń miecz! To atak, atak na najlepsze z dzieci bożych!- wykrzyczał Jerzy tak, iż z pewnością obie kobiety usłyszały jego słowa- Dzwoń gdzie się da, szukaj kogoś do pomocy... Pamiętasz Antoniego? Tego, którego kiedyś wyrwaliśmy ze strzelaniny w okolicach Placu Biskupiego, wtedy kiedy chcieli podpalać ambasadę? - Tak... Ten z synem na szczytach komendy? - Właśnie. Spróbuj zadzwonić, spróbuj porozmawiać, spróbuj zrobić cokolwiek... A potem poszukaj innych naszych, sam wiesz jak to zrobić, te wszystkie internety i inne maile, ktoś chyba jest jeszcze w Niemczech, mam taką nadzieję...- zwarte i lakoniczne wypowiedzi księdza przerodziły się w prawdziwą powódź słów- My musimy ich ocalić, musimy ich odbić. Chociażby siłą. - Każda dusza w paszczy smoka czyni go potężniejszym...- westchnął rozmówca. - Tak. Działaj.- skończył Jerzy, kończąc tym samym rozmowę. - Panno Soniu...- odezwał się, wracając do pokoju- Obawiam się, iż w przeciągu najbliższej godziny może się tu pojawić parę osób. Mam nadzieję, że nie będzie to problemem...
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| |
| | #27 |
| ObsÅ‚uga ![]() | MarszczÄ…c brwi, Sonia przyglÄ…daÅ‚a siÄ™ rozgrywajÄ…cej przed jej oczami scenie. „Co tu siÄ™ do cholery dzieje?” Nie baczÄ…c na „dobre wychowanie”, ruszyÅ‚a za ksiÄ™dzem, chcÄ…c poznać przyczyny jego gwaÅ‚townej reakcji. Jerzy byÅ‚ zresztÄ… tak pochÅ‚oniÄ™ty zdarzeniami, że nie zwracaÅ‚ uwagi na oparta o framugÄ™ drzwi kobietÄ™. DostrzegÅ‚ jÄ… dopiero, kiedy skoÅ„czyÅ‚ rozmowÄ™. Wtedy jednak Sonia miaÅ‚a stosunkowo klarowny obraz tego, co siÄ™ wydarzyÅ‚o. - Panno Soniu... Obawiam siÄ™, iż w przeciÄ…gu najbliższej godziny może siÄ™ tu pojawić parÄ™ osób. Mam nadziejÄ™, że nie bÄ™dzie to problemem... Te archaiczne zwroty jak „panno Soniu” Å›mieszyÅ‚y dziewczynÄ™, do tego jednak należaÅ‚o dodać, że klecha miaÅ‚ niezÅ‚y tupet. Facet jej siÄ™ po prostu narzucaÅ‚. „SkÄ…d siÄ™ wziÄ…Å‚ taki pajac? To przecież przerasta wszelkie normy, nawet gdy przyrównać go do dresów z Huty czy hitlerjungen z Woli...” Nie mogÅ‚a jednak zaprzeczyć, że czÅ‚owiek ten jÄ… intrygowaÅ‚, tak samo zresztÄ… jak zagubiona „ruda”, która wyraźnie nie miaÅ‚a dokÄ…d siÄ™ udać... a może baÅ‚a siÄ™ samotnoÅ›ci? MyÅ›li Soni od razu pomknęły do drobnej kasjerki. Kasia wszak byÅ‚a teraz zupeÅ‚nie sama, bezbronna... - No to rozumiem, że kryjówka spalona. Tylko, że już ci mówiÅ‚am, jak to u mnie wyglÄ…da. – Sonia, jak miaÅ‚a w zwyczaju, olaÅ‚a wszelkie formy grzecznoÅ›ciowe i mówiÅ‚a wprost - NiedÅ‚ugo zjawiÄ… siÄ™ tu klienci oraz mój pomocnik. Równie dobrze mógÅ‚byÅ› wiÄ™c urzÄ…dzić sobie melinÄ™ w kartonie pod GaleriÄ… – taka sama konspiracja, a raczej jej brak. Dziewczyna odgarnęła z czoÅ‚a niesforne warkoczyki i przez chwile nad czymÅ› wyraźnie siÄ™ zastanawiaÅ‚a. Wreszcie westchnęła ciężko i siÄ™gnęła do kieszeni swojego pÅ‚aszcza. CoÅ› bÅ‚ysnęło, kiedy rzuciÅ‚a to w stronÄ™ ksiÄ™dza. - Klucze do mojego mieszkania. – wyjaÅ›niÅ‚a krótko. - Osiedle Bohaterów WrzeÅ›nia, ulica Kleeberga 7/604, taki szaro-żółty budynek. PowinniÅ›cie trafić bez problemu. Zadekujcie siÄ™ tam póki co. Ja muszÄ™ tu posprzÄ…tać i poczekać na pracownika. Tylko bez akcji antyterrorystycznych! Sonia spojrzaÅ‚a nieufnie na jednego goÅ›cia, a potem na drugiego. - PowiedziaÅ‚abym, żebyÅ›cie zrobili zakupy, ale... lepiej nie. – uÅ›miechnęła siÄ™ krzywo na te sÅ‚owa. Nagle ich uszu doleciaÅ‚ zgrzyt zamka, znieruchomieli wszyscy. Wpatrywali siÄ™ w drzwi z napiÄ™ciem, kiedy te wolno uchylaÅ‚y siÄ™, by po chwili stanÄ…Å‚ w nich przygrubawy mÅ‚ody czÅ‚owiek w kurtce z ćwiekami i koszulce z czaszkÄ…. ![]() - Heja! - Misiek! KamieÅ„ spadÅ‚ z serca Soni, kiedy zobaczyÅ‚a znajomÄ… twarz. - To mój pomocnik. – wyjaÅ›niÅ‚a i tym samym w jej jasnej główce zrodziÅ‚ siÄ™ kolejny pomysÅ‚. – Zdejmuj kurtkÄ™ Misiek i wyjmij z niej wszystkie swoje rzeczy. Pożyczysz mi jÄ…. - Dobra, ale... - Wy. – Sonia nie sÅ‚uchaÅ‚a chÅ‚opaka i zwróciÅ‚a siÄ™ do swoich goÅ›ci. – Mieszkanie jest dość blisko, ale nie możecie tak siÄ™ pokazać na ulicy. Blanko weź proszÄ™ ten sweter z wieszaka zamiast swojego pÅ‚aszcza. Ty Jerzy, zdejmij te szajskie okulary i załóż kurtkÄ™ MiÅ›ka. No i oboje zwiążcie wÅ‚osy... Dziewczyna grzebaÅ‚a chwile w jakimÅ› schowku, po czym wyciÄ…gnęła z niej gumki do wÅ‚osów i bordowÄ… czapkÄ™ z daszkiem. - O, to siÄ™ przyda! Bierzcie.
__________________ Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty Z nich ułożę baśń o królewnie co Zmarła z żalu, bo Nie poznała Cię Ostatnio edytowane przez Mira : 11-15-2007 o 11:12. |
| |
| | #28 |
![]() | "Ha! Czyli miałam rację!" - zaświtało w głowie Katarzyny. I prawdopodobnie jest to jakiś wysłannik policji bo któż by inny chciał ją śledzić? Starając się zachowywać tak jak zawsze, schowała lusterko i spokojnie czekała na autobus. Już po kilku minutach stała we wnętrzu pojazdu, bo oczywiście wszystkie siedzenia były zajęte. I jakoś nikt nie kwapił się by ustąpić miejsca zmęczonej Kasi. Mężczyzna, który się na nią przedtem gapił, również wsiadł do autobusu. Stanął w pewnej odległości od niej nadal zerkając na dziewczynę od czasu do czasu. Nadal mogła się jednak łudzić, że mu się po prostu spodobała. Ale nie, to chyba nie to, bo facet wysiadł za nią na przystanku i podążał w tą samą stronę. Tak odprowadził ją do samych drzwi budynku. Kiedy Kasia zaczęła otwierać kluczem wejście na klatkę mężczyzna zbliżał się coraz bardziej. Katarzyna przestraszyła się że może będzie chciał jej coś zrobić, ale na szczęście tylko ją minął i poszedł dalej. Ufff. Kasia wpadła do mieszkania, zamknęła drzwi na klucz i łańcuszek, który pewnie i tak nic nie daje. Wskoczyła pod prysznic a tuż potem legła w łóżku, nie mając już siły na nic więcej.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;) Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable. |
| |
| | #29 |
![]() | Jerzy/Blanka Podczas gdy Sonia zaczęła jak nigdy nic obsÅ‚ugiwać klientów salonu tatuażu a Kasia twardo spaÅ‚a w swoim skromnym pokoiku, Jerzy i Blanka byli już w drodze do mieszkania na Osiedlu Bohaterów WrzeÅ›nia. PrzechodzÄ…c przez rynek ksiÄ…dz za wszelkÄ… cenÄ™ chciaÅ‚, choć przez chwilÄ™ spojrzeć na byłą już kwaterÄ™ zakonu smokobójców, ale ilość policji jaka krÄ™ciÅ‚a siÄ™ tego dnia w rejonie ulicy ÅšwiÄ™tego Marka zdecydowanie odwiodÅ‚a go od tego pomysÅ‚u. Choć oboje mieli na sobie prowizoryczne przebrania nie czuli siÄ™ bezpiecznie i co rusz spoglÄ…dali za siebie Å‚owiÄ…c z tÅ‚umu przechodniów podejrzanych osobników i policje, która zdawaÅ‚a siÄ™ obrócić przeciwko nim. Blanka czuÅ‚a siÄ™ coraz bardziej zagubiona, w koÅ„cu od wczoraj nie daÅ‚a znaku życia swojemu narzeczonemu, a Karol może już zaczÄ…Å‚ jÄ… szukać. Zamiast wracać do niego jechaÅ‚a teraz wraz z nawiedzonym klechÄ… do mieszkania caÅ‚kowicie obcej sobie osoby…dlaczego? Jerzy natomiast robiÅ‚ dobrÄ… minÄ™ do zÅ‚ej gry, dobrze wiedziaÅ‚, że nie mógÅ‚ liczyć na wiÄ™kszość kontaktów, ale najgorsza byÅ‚a niepewność czy którykolwiek z braci przeżyÅ‚. Telewizja podaÅ‚a, że zginÄ™li wszyscy, ale przeczucie podpowiadaÅ‚o ksiÄ™dzu, że to nie prawda. Po blisko 50 minutach przeprawy z komunikacjÄ… miejskÄ… byli na miejscu. Okolica nie byÅ‚a najbezpieczniejsza, ale blok, do którego siÄ™ kierowali wydawaÅ‚ siÄ™ niedawno odmalowany i wyróżniaÅ‚ siÄ™ poÅ›ród caÅ‚ego skupiska szarych budynków. Klatka schodowa też byÅ‚a wyjÄ…tkowo zadbana widać ludzie, którzy tu mieszkali ostro wziÄ™li sprawy w swoje rÄ™ce. Jerzy i Blanka popatrzyli po sobie, gdy odkryli, że w po-komunistycznym budynku brakuje windy a mieszkanie Sonii znajdowaÅ‚o siÄ™ na ostatnim szóstym piÄ™trze. Powili powlekli siÄ™ w górÄ™ schodów, przystajÄ…c parÄ™ razy gdyż rana ksiÄ™dza zaczęła znów siÄ™ odzywać. W koÅ„cu pokonujÄ…c z ulga kilka ostatnich stopni znaleźli siÄ™ w koÅ„cu przed drzwiami do mieszkania dziewczyny. Jerzy wyszukaÅ‚ w kurtce, którÄ… zamieniÅ‚ siÄ™ z MiÅ›kiem, klucze od Sonii i zabraÅ‚ siÄ™ za otwieranie pokoju. Blanka po 2 minutach czekania zniecierpliwiona dopiero teraz dostrzegÅ‚a bladÄ… twarz klechy i jego zdziwionÄ… minÄ™. Ten wpatrywaÅ‚ siÄ™ w tabliczkÄ™ zawieszonÄ… na drzwiach. „Sonia Markowska” Jerzemu odebraÅ‚o dech w piersiach… „to nazwisko, to nie może być przypadek, w koÅ„cu Bóg sprawiÅ‚, że po tylu latach jÄ… odnalazÅ‚em”. StaÅ‚ dÅ‚ugo zastanawiajÄ…c siÄ™, co ma teraz począć, to byÅ‚a za dużo przeżyć w ciÄ…gu 24 godzin nawet dla niego. Sonia Sonia byÅ‚a podenerwowana od samego rana i chciaÅ‚a jak najprÄ™dzej wyrwać siÄ™ z pracy, ale wszystko zdawaÅ‚o siÄ™ dziaÅ‚ać przeciwko niej. MiaÅ‚a wÄ…tpliwoÅ›ci czy też powierzenie kluczy temu fanatycznemu ksiÄ™dzu byÅ‚a najlepszym pomysÅ‚em, ale coÅ› jÄ… w nim urzekÅ‚o. W koÅ„cu po godzinie sprzÄ…tania i przypilnowania wszystkiego wydaÅ‚a ostatnie polecenia MiÅ›kowi i sama zasiadÅ‚a za kółkiem swojego czarnego punto. „Czemu Kasia jeszcze nie daÅ‚a choćby znaku życia” martwiÅ‚a siÄ™ o niÄ…, ale miaÅ‚a teraz inne sprawy na gÅ‚owiÄ™. *** TrzymaÅ‚ siÄ™ dzielnie, jego współbracia mogli być z niego dumni, ale baÅ‚ siÄ™, że w koÅ„cu go zÅ‚amiÄ……każdy ma swoje granice. - ÅšwiÄ™tobliwy braciszku po raz ostatni zadaje Ci to pytanie, wiÄ™c lepiej rozważ dokÅ‚adnie swojÄ… odpowiedź – spokojny gÅ‚os niskiego, Å‚ysawego mężczyzny po raz kolejny rozlegÅ‚ siÄ™ gdzieÅ› w gÅ‚owie brata Aleksandra. MiaÅ‚ wrażenie, że przemawia do niego sam diabeÅ‚ wwiercajÄ…cy siÄ™ powolutku do umysÅ‚u duchownego. - Gdzie jest ten czÅ‚owiek?- facet zÅ‚apaÅ‚ za gÅ‚owÄ™ ksiÄ™dza i przystawiÅ‚ mu pod sam nos niewyraźne zdjÄ™cie, zaledwie jednÄ… klatkÄ™ z nagrania zwykÅ‚ej sklepowej kamery. Aleksander spojrzaÅ‚ na niÄ… jednym okiem, drugie spuchÅ‚o do ogromnych rozmiarów i duchowny baÅ‚ siÄ™ nawet spróbować je otworzyć. Przez rozwalone wargi dobiegÅ‚a do Å›ledczego tylko jedna odpowiedź. -Pierdol siÄ™. – po ledwie sÅ‚yszalnych sÅ‚owach Aleksandra zapadÅ‚a cisza. Oprawca przez chwilÄ™ siÄ™ zastanawiaÅ‚ nad losem zakÅ‚adnika, po czym cicho westchnÄ…Å‚ i zawoÅ‚aÅ‚ do ludzi znajdujÄ…cych siÄ™ poza pomieszczeniem a których klecha nie mógÅ‚ dostrzec. - Dawać mi tu nastÄ™pnego, ten nie nadajÄ™ siÄ™ już do niczego. Mam nadzieje, że kolejnego tak nie zaÅ‚atwiliÅ›cie jak tego. – PowiedziaÅ‚ z obrzydzeniem w gÅ‚osie a brat Aleksander zdążyÅ‚ usÅ‚yszeć jeszcze dwa sÅ‚owa: „ pieprzeni policjanci.” za nim jego mÄ™kÄ™ zakoÅ„czyÅ‚ strzaÅ‚ w tyÅ‚ gÅ‚owy. |
| |
| | #30 |
| ObsÅ‚uga ![]() | Sonia odchyliÅ‚a siÄ™ na krÄ™conym krzeÅ›le tak, że omal z niego nie spadÅ‚a. Odetchnęła głęboko, Å‚apiÄ…c równowagÄ™. To byÅ‚ ostatni ważny klient. NaprawdÄ™ narzuciÅ‚a sobie dziÅ› niezÅ‚e tempo. PozostaÅ‚e tatuaże mogÅ‚a już zostawić MiÅ›kowi. Zawsze wszak przy umawianiu klientów dbaÅ‚a o to, by te najbardziej skomplikowane projekty byÅ‚y na rano, kiedy jeszcze jej siÄ™ „chce”. Teraz podniosÅ‚a siÄ™ ciężko ze swojego miejsca i podeszÅ‚a do szafy z ciuchami. Powoli zaczęła siÄ™ ubierać. - BÄ™dÄ™ siÄ™ zwijać – rzekÅ‚a do MiÅ›ka. - No wiem, goÅ›ci masz. Spoko, poradzÄ™ sobie. - Wiem, wiem. NiedÅ‚ugo to u ciebie bÄ™dÄ… zamawiać tatuaże, a mi tylko krzyże zostanÄ…. – dziewczyna podeszÅ‚a do siedzÄ…cego za biurkiem olbrzyma. – PosuÅ„ siÄ™... Sonia pochyliÅ‚a siÄ™, by otworzyć jedna z szufladek. Oczy MiÅ›ka rozszerzyÅ‚y siÄ™ ze zdziwienia. To byÅ‚a „ta” szuflada, gdzie trzymali pistolet i wÅ‚aÅ›nie po niego siÄ™gnęła mÅ‚oda kobieta. - Eeee szefowo... - Cicho! To tylko na wszelki wypadek, do obrony. Dziewczyna schowaÅ‚a broÅ„ do kieszeni pÅ‚aszcza, po czym ruszyÅ‚a w stronÄ™ drzwi. W przedsionku zatrzymaÅ‚a siÄ™ i obejrzaÅ‚a. - Nie martw siÄ™, nie jestem taka, jak mój brat. Misiek westchnÄ…Å‚ ciężko, ale już po chwili na jego rumianej twarzy zagoÅ›ciÅ‚ uÅ›miech. - Wiem, jesteÅ› bardziej pojebana. - WÅ‚aÅ›nie. Trzymaj siÄ™! - Ahoj przygodo! I wyszÅ‚a. Zimne powietrze przyniosÅ‚o ulgÄ™ bolÄ…cej od nadmiaru stresów gÅ‚owie. SzÅ‚a wiÄ™c do samochodu rozkoszujÄ…c siÄ™ wciąż rzeÅ›kim powietrzem. Kiedy Sonia wsiadÅ‚a pojazdu, miaÅ‚a już uÅ‚ożony w gÅ‚owie plan postÄ™powania. Nie pojedzie teraz do mieszkania. Najpierw musi sprawdzić czy z KasiÄ… wszystko w porzÄ…dku, nawet jeÅ›li przyjaciółka opieprzy jÄ… z powodu braku ostrożnoÅ›ci. PrawdÄ… jednak jest, że gdyby ktoÅ› szukaÅ‚ Soni, wpierw swe kroki skierowaÅ‚by do salonu tatuażu, a że nikt siÄ™ nie pojawiÅ‚, można byÅ‚o wierzyć, iż nie jest oskarżona. Punto ruszyÅ‚o bez poÅ›piechu, włączajÄ…c siÄ™ do jeszcze stosunkowo luźnego ruchu drogowego. Korki zacznÄ… siÄ™ pewnie za 3-4 godziny, a wtedy dziewczyna planowaÅ‚a już być w swoim mieszkaniu. Teraz musiaÅ‚a tylko sprawdzić, nic wiÄ™cej... Mimo takiej argumentacji, serce biÅ‚o jej, jakby chciaÅ‚o wyrwać siÄ™ z piersi. Sama nie wiedziaÅ‚a czy to z powodu niepokoju o przyjaciółkÄ™, czy tego, że znów jÄ… zobaczy. Nagle wstrzymaÅ‚a powietrze. Czy ktoÅ› jÄ… Å›ledzi? Sonia uporczywie wpatrywaÅ‚a siÄ™ we wsteczne lusterko. Ten Opel... czy nie jedzie za niÄ… od salonu? Niby zdawaÅ‚o jej siÄ™, że wczeÅ›niej byÅ‚ zielony, a nie granatowy, ale mogÅ‚a siÄ™ przecież zasugerować. „Dobry Boże, co teraz? Nie chcÄ™ narażać Kasi...” I znów Stwórca pokazaÅ‚, że czuwa, bowiem podejrzany Opel skrÄ™ciÅ‚ na skrzyżowaniu w lewo, podczas gdy Sonia pojechaÅ‚a w prawo. Ulga, jakÄ… odczuÅ‚a, byÅ‚a ogromna. Nie niepokojona już podobnymi podejrzeniami, zaparkowaÅ‚a pod blokiem, w którym mieszkaÅ‚a Kasia. Dziewczyna co prawda podaÅ‚a jej adres kiedyÅ› przypadkowo, gdy rozmawiaÅ‚y o warunkach mieszkalnych, Sonia jednak dokÅ‚adnie zakonotowaÅ‚a tÄ… wiadomość... tak jakoÅ›, sama z siebie. DotarÅ‚szy pod drzwi, sprawdziÅ‚a plakietkÄ™ z nazwiskiem i imieniem – zgadzaÅ‚o siÄ™. Oto trafiÅ‚a do mieszkania Katarzyny Kord. „Głęboki wdech dla dodania odwagi i do dzieÅ‚a!” Sonia nacisnęła na dzwonek. Teraz pozostaÅ‚o jej tylko czekać na gospodyniÄ™.
__________________ Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty Z nich ułożę baśń o królewnie co Zmarła z żalu, bo Nie poznała Cię |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| WyglÄ…d | |
| |
Podobne wÄ…tki | ||||
| WÄ…tek | Autor wÄ…tku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Krew Na Chodniku | Dogen | Komentarze do sesji RPG - World Of Darkness | 32 | 04-29-2008 15:08 |
| [komentarze] Krew oczyszcza | mataichi | Archiwum sesji Innych | 16 | 02-22-2008 21:00 |
| [rekrutacja]Krew oczyszcza | mataichi | Archiwum rekrutacji | 10 | 09-16-2007 19:36 |
| [Wampir: Mroczne wieki] Ogień oczyszcza... | Francois de Fou | Archiwum rekrutacji | 11 | 07-05-2007 07:14 |
| Borgia - Krew dla Papieża | kitsune | Muzyka, literatura, film | 0 | 11-06-2006 22:33 |