Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-26-2008, 19:41   #61
 
Eltharion's Avatar
 
Reputacja: 2 Eltharion jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 107
Kobieta w czerwieni zadała pytanie - Skąd ten pośpiech? Całe życie gdzieś biegniemy… Czy nie lepiej było by odpocząć i się zrelaksować? - Johan uznał że było ono retoryczne więc zamilkł.
W przeciągu paru chwil kobieta zaprowadziła garść awanturników do zbiorów jakich jeszcze w życiu Johan nie ujrzał na oczy. W tamtym momencie Drow mimo swej niechęci do pism wszelkiego rodzaju poczuł niewiarygodną chęć sięgnięcia po trochę wiedzy. Jego zamiary przerwała bibliotekarka:
-Pomogę wam, odnaleźć to czego szukacie.- powiedziała - W zamian oczekuje, że wy pomożecie mi. Jeżeli przyniesiecie mi magiczne ostrze, ukryte w legowisku leśnego demona, pomogę wam. Jeżeli nie powodzenia, w szukaniu. Wiedzcie jednak, że beze mnie nie znajdziecie tutaj nic pomocnego. Ponieważ ja tak chcę - rzekła zaś ostatnie zdanie było odpowiedzą na pytające wyrazy twarzy.
Johan stwierdził iż jest to dobry układ lecz jak na złodzieja mogło się okazać że zadanie go przerasta. Póki co jednak trzymał się z grupą czuł się bezpiecznie.
-Dam wam jeszcze jedną rade. Zanim wejdziecie do lasu, znajdźcie sobie kogoś do pomocy. Najlepiej zacznijcie poszukiwania w Beregost. Stamtąd udajcie się na północny wschód, w kierunku Lasu Ostrych Kłów, w jego sercu znajduje się cel waszej misji- powiedziała piękna kobieta. Było to jej ostatnie zdanie.

Podróż do Bregost trwała pół dnia jednak Johanowi czas zleciał dużo szybciej gdyż zaopatrzył się w piwo. Wziął je ze spiżarni bibliotekarki. Dostał także spory zapas prowiantu podobnie jak reszta towarzyszy.
Po dotarciu do karczmy "Leśny Upiór" Johan oddał się chwili relaksu zamówił duży kufel piwa które sączył gdzieś w kącie obserwując co dzieje się w karczmie. Postanowił że nie będzie zwracał chwilowo uwagi na to co robią jego towarzysze.
 
__________________
"Jeśli nie nakłonię niebios, poruszę piekło"

gg: 7219074 :)
Eltharion jest offline  
Reklama
Stary 03-26-2008, 20:25   #62
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Justin rozejrzał się dokoła.
Krasnoluda obchodziło tylko piwo, Grunthar i i Johan chowali się po kątach udając, że ich nie ma... Wyglądało na to, że właśnie na niego spadnie cały ciężar prowadzenia rozmowy. A potem wszyscy będą mieli do niego pretensje o wszystko...
Jeszcze raz się rozejrzał. Nigdzie nie dostrzegł półelfa.
"Znowu gdzieś się powlókł" - pomyślał niechętnie. - "Jakby nie mógł normalnie wejść i usiąść z nami."
- Siadaj, paladynie - powiedział. - Jest wolne miejsce, więc jeśli chcesz się do nas przyłączyć, to spocznij...
Spojrzał na stojący przed nim talerz, ale postanowił na razie nie jeść, tylko kontynuować rozmowę.
- Mam nadzieję - spojrzał na maga, potem na paladyna - że wiecie, w co chcecie się wpakować... Dużo niebezpieczeństw, zero korzyści... Prócz ewentualnej, bardzo niepewnej chwały. Możliwe, że pośmiertnej. Jeśli was to interesuje... - wzruszył ramionami.
Popatrzył na jednego, potem na drugiego zastanawiając się, czy może któryś nie zechce nagle zrezygnować.
- Jestem Justin - dodał po chwili.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 03-26-2008 o 22:31.
Kerm jest offline  
Stary 03-30-2008, 18:58   #63
Zak
 
Zak's Avatar
 
Reputacja: 2 Zak wkrótce będzie znany
$: 46 621
Justin wraz z Yarpenem „przesłuchiwali” chętnych do tej nieszczęsnej wyprawy. Nagle rozmowę przerwał karczmarz.

-Szukacie upiora?- zapytał- Głupio czynicie… Nikt nie wyszedł z tego lasy żywy, ani chłop ani paladyn, nawet chędożeni magowie nie dali rady!- krzyknął- Jeżeli chcecie spróbować swoich sił to proszę bardzo, ale wiedzcie, że jesteście największymi popaprańcami na tym świecie.- odpowiedział.
-Byli tutaj ostatnio tacy co uważali, że dadzą rade każdemu. Jedyne co było słychać to wrzaski przerażenia i bólu, niesione echem z lasu.

Cała sala umilkła, słuchając monologu karczmarza a kiedy skończył, wszyscy przenieśli swój wzrok na twarze trochę zmieszanych towarzyszy.
Sytuacja robiła się dość niezręczna, więc grupa wyszła na zewnątrz, gdzie poczekali na resztę, towarzyszy.
Stamtąd ruszyli w kierunku lasu.

***

Weszli do lasu, zostawiając światło dnia za sobą. Już pierwsze drzewa posiadały ogromne, liściaste korony, które skutecznie zasłaniały słońce. Kolejną rzeczą jaką odczuli była nagła fala zimna, która uderzyła w nich zaraz po wejściu w gęstwinę.

Ruszyli niepewnie przed siebie, odczuwając coraz większy, nienaturalny strach, prawdopodobnie spowodowany jakimś silnym czarem, bądź niesamowitą aurą, do której się zbliżali. Wszyscy to czuli, wcześniejsze czyny i doświadczenie nie miało teraz znaczenia. Nie było wyjątków.
Dookoła nie było też słychać żadnego zwierzęcia, ptaka. Jakby wszystko opuściło ten las…

W pewnym momencie coś przemknęło po ich prawej stronie. Wszyscy natychmiastowo odwrócili się w tę stronę z wyciągniętą bronią. Wszyscy wstrzymali oddech. Jedyne co było słychać to bicie ich serc.
Chwilę później znowu coś przemknęło, za nimi. Natychmiast się odwrócili ale jedyne co zobaczyli to białą postać i usłyszeli najwyższy dźwięki z jakim kiedykolwiek mieli do czynienia.
Fala dźwiękowa była tak silna, że odrzuciła wszystkich w tył, przewracając na ziemię.

Kiedy wstali z ziemi zobaczyli postać bladej demonicy, ubranej w białe szaty, powiewające w powietrzu razem z jej włosami, tworząc wrażenie, że kobieta pływa.



-Nie powinniście tu przychodzić!- usłyszeliście jakby kilkanaście głosów, dobiegających z każdej strony- Głupcy! Skończycie jak reszta chętnych moich skarbów!- dodała po czym ruszyła do przodu, lecąc prosto na zdezorientowanego Grunthara.

Przeleciała przez niego zwalniając w momencie przechodzenia przez jego ciało. Nie było widać żadnych raz ani krwi a jednak barbarzyńca wrzeszczał z bólu. Chwilę później było już po wszystkim. Martwe ciało wojownika osunęło się na ziemię. Kiedy opadał na ziemię, widać było na jego twarzy grymas bólu i strachu.
Widok ten przestraszył wszystkich towarzyszy, w końcu nikt nie chciał takiej śmierci.

-Wasza kolej- dobiegł głos demonicy, unoszącej się naprzeciwko grupy- Wasze dusze są moje!
 
Zak jest offline  
Stary 03-31-2008, 08:52   #64
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Justin z pozornym spokojem wysłuchał słów karczmarza. Ale po minie mówiącego, oraz po wyrazie twarzy stałych bywalców gospody, można było łatwo wywnioskować, że czekające ich zadanie nie będzie łatwe.
Spojrzał na swoich towarzyszy. Nie wyglądało na to, że któryś chce się wycofać.
- Siedzeniem nic nie zwojujemy - powiedział.
Zapłacił za posiłek i ruszył stronę wyjścia. Odprowadzany spojrzeniami, które wyraźnie mówiły:
- Już więcej się nie spotkamy.
Tuż po wyjściu z gospody przełożył z plecaka do rękawa zwój.
"Lepiej, żeby był pod ręką" - pomyślał.

Szli ostrożnie się rozglądając na boki. Nienaturalna cisza, nienaturalny strach napierający na nich ze wszystkich stron nie dodawały im otuchy, ale zdecydowanie zwiększały czujność...
Mimo tego zostali zaskoczeni... Fala dźwiękowa zwaliła wszystkich z nóg.

"Że też nie zatkaliśmy sobie uszu" - pomyślał Justin, kręcąc obolałą głową.
Usiadł. Chwilowo wolał nie wstawać. Sięgnął do rękawa po zwój i rozwinął go.
Literki skakały mu przed oczami, a w głowie szumiało. Zamrugał parę razy oczami i wreszcie znaczki na magicznym pergaminie uspokoiły się.
- Ró og kyrrð - odczytał.
 
Kerm jest offline  
Stary 03-31-2008, 12:37   #65
 
Eltharion's Avatar
 
Reputacja: 2 Eltharion jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 107
Johan nie interesował się niczym co działo się w karczmie. Zafascynowany był tylko swoim piwem które spokojnie i powoli popijał sobie w ciemnym kącie karczmy.
Dopiero gdy spostrzegł jego towarzyszy wychodzących z karczmy wstał dopił resztkę alkoholu odstawił kufel na blat przed karczmarzem i zdecydowanym krokiem ruszył do wyjścia.
Zauważył że wszyscy się przygotowują wiec sam postanowił zrobić to samo. Wyjął kuszę zza pasa załadował ją i schował z powrotem po czym wyciągnął swój pięknie zdobiony sztylet przeczyścił go i ukrył z powrotem za pasem.

Droga do lasu była spokojna i Johan w żaden sposób nie był zestresowany lecz po wkroczeniu do jakże ciemnej i złowieszczej puszczy miał dreszcze na całym ciele. Jednak nie tylko on. Zauważył że reszta też w dziwny i niewytłumaczalny sposób boi się. W tamtym momencie Johan wyciągnął kuszę zza pasa trzymając ją w prawej ręce dobył jeszcze sztyletu który dzierżył w lewej. W ten sposób szedł ostrożnie wraz z towarzyszami przez gąszcz.

W pewnym momencie coś przemknęło z prawej strony grupy. Johan raptownie odwrócił się i wycelował kuszą w tamtą stronę. Nic tam jednak nie było.
Nastała głucha cisza. Było słychać tylko tętent serc bohaterów. W tamtym momencie znowu coś przemknęło za grupą. Po odwróceniu się Johan zauważył białą postać tak upiorną i przerażającą że nawet chędożony ghul by uciekał. W tamtym momencie głowę Johana przeszył wyjątkowo wysoki dźwięk tak mocny że odrzucił go w tył wytrącając mu broń z rąk. Po wstaniu i ponownym dobyciu broni Johan ujrzał demonicę. Usłyszał on jakby kilkanaście głosów dobiegających z różnych stron :
-Nie powinniście tu przychodzić! Głupcy! Skończycie jak reszta chętnych moich skarbów! - po czym upiór ruszył w stronę zdezorientowanego Grunthara. Przeleciała przez jego ciało a on mimo braku widocznych ran padł na ziemię ginąc w męce.
Widok ten przeraził Drowa w tym stopniu że nie był on w stanie w żaden sposób zaatakować przeciwnika.
-Wasza kolej- dobiegł głos demonicy, unoszącej się naprzeciwko grupy- Wasze dusze są moje!
I w tym momencie Johan usłyszał głos który go obudził. - Ró og kyrrð - odczytał Justin ze zwoju. Brzmiało to jak zaklęcie ale Johan nie wierzył w takie bzdety. Bez wahania podniósł prawą rękę wycelował demoicy w twarz i strzelił.
 
__________________
"Jeśli nie nakłonię niebios, poruszę piekło"

gg: 7219074 :)
Eltharion jest offline  
Stary 04-16-2008, 17:58   #66
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 186 887
Vilastrian stał cierpliwie, przysłuchując się.
-Dla mnie to możecie być, mięso armatnie też się przyda, a co tam. Tylko za piwo i strawę zapłaćcie, to nic do was mieć nie będę-rzekł Krasnolud.
-Mam nadzieję, że wiecie, w co chcecie się wpakować... Dużo niebezpieczeństw, zero korzyści... Prócz ewentualnej, bardzo niepewnej chwały. Możliwe, że pośmiertnej. Jeśli was to interesuje...-rzekł Justin, przedstawiając się po chwili.
-Szukacie upiora? Głupio czynicie… Nikt nie wyszedł z tego lasy żywy, ani chłop ani paladyn, nawet chędożeni magowie nie dali rady! Jeżeli chcecie spróbować swoich sił to proszę bardzo, ale wiedzcie, że jesteście największymi popaprańcami na tym świecie. Byli tutaj ostatnio tacy co uważali, że dadzą rade każdemu. Jedyne co było słychać to wrzaski przerażenia i bólu, niesione echem z lasu-przestrzegł karczmarz, Półelf pokręcił głową.
Z pewnością Vilastrian widział w swoim życiu wiele rzeczy bardziej lub mniej przerażających. Widział Demony, o jakich nikomu się nie śniło. Mało tego. On je zabijał w służbie wojskowej u Elfów.
Razem ze swoim wiernym towarzyszem zatrzymywał w pojedynkę kilka Nocnych Skrzydeł na raz oraz Nocnych Wędrowców, nie pozwalając im na dojście do głównego rdzenia Naziemnej Armii. Bywał sam i dawał radę, a wojny przyniosły mu tytuł, pod jakim był znany u wielu narodów.
Kapitan Śmierć. Krasnoludowie, Elfy, Ludzie... Zwłaszcza Ludzie znali to miano, gdyż to właśnie oni mu je nadali. To przeciw nim walczył z Gharfinem, zaś wszyscy orientowali się, że jest w pobliżu dopiero wtedy, gdy ziemi dotknęły pierwsze odcięte, od tułowia, głowy.
Tak, zdecydowanie widział wiele. Zbyt wiele, by zignorować choć jedno, najmniejsze stworzenie nie stanowiące dla niego potencjalnego zagrożenia.
Na froncie, podczas jednej z bitew, siły Elfów były dziesiątkowane przez przeciwnika, którego zignorowali. Wrogiem były moskity. Po przez nie zginęły setki Elfów w tym osoby z jego oddziału.
Ta walka skazana była na porażkę, gdyż żadnym mieczem pokonać ich nie można było. Wtedy właśnie z pomogą zawsze przychodziła wiedza. Wiedza, która ocaliła całą kampanię. To rośliny przyszły z pomocą, ofiarując swe soki, odganiające owady.
Kto jak kto, ale on wiedział, że nie wolno lekceważyć żadnego zagrożenia. Wiedział również, że to pierwszy krok do sukcesu, zaś dobry plan był jego połową. Wtedy wystarczyło już tylko poprawnie wszystko wykonać oraz zastosować pełnię wiedzy oraz sprytu.
Teraz należało zrobić podobnie.
-Siedzeniem nic nie zwojujemy-wyrwał go z zamyślenia Justin, który ruszył w stronę drzwi, a Półelf pospieszył za nim, wyślizgując się z pomieszczenia, zaś kiedy przekładał zwój z plecaka do rękawa, Vil wyszedł zza zakrętu, po czym bez słowa stanął pod ścianą gospody.
Chwilę później cała grupa wyszła, zaś Jeździec zmierzył ich ciekawym spojrzeniem. W rzeczywistości jednak wcale nie był ciekawy.

Wejście do lasu nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy jakie w życiu zrobił, ale nic nie mógł na to poradzić. Trzeba było zaplanować akcję i to tak, żeby był jego jedynym wykonawcą, gdyż na dzielenie się mogło być zdecydowanie za późno.
Uznał, że pora zweryfikować swoją wiedzę o Banshee. Wiedział, że są Demonami lub Duchami. Nie był w stanie stwierdzić tego jednoznacznie, gdyż różne źródła miały przeciwstawne przekazy.
Banshee pojawiała się najczęściej jako kobieta zwiastująca śmierć lub ją niosąca. Potrafi zabijać głosem. Znana jest ze swoich lamentów i płaczów, które niosą śmierć.
Najczęściej objawia się jako kobieta w bieli, mająca w sobie coś przerażającego.
Wiedza ta nie napawała optymizmem, ale w pewnym stopniu przygotowywała na to, co przyjdzie mu zobaczyć.
Teraz jednak, znając w pewnym sensie swoją przyszłość, można, a nawet trzeba zaplanować właściwe działania.
Gdy Banshee pojawi się, będzie chciał zniknąć, a następnie odczekać dobrą chwilę oraz okrążyć ją tak, by zaatakować od strony, z której się tego najmniej spodziewa. Potem zaś ponownie zniknąć, wyprowadzając odpowiednie ciosy w odpowiednie miejsca.
Taktyka banalna oraz zadziwiająco skuteczna w swej prostocie. Nie raz uratowała mu życie, za co był wdzięczny, nie mniej jednak zawsze miał plan awaryjny.
Ten jednakże był równie prosty oraz równie skuteczny. Trzymać się daleko, lecz nie aż tak, by nie móc zaatakować z doskoku, a w razie czego zniknąć w lesie. Każdy las był domem każdego stworzenia, które ma w sobie choć jedną kroplę elfiej krwi. On miał jej więcej niż jedną kroplę.
Każdy normalny człowiek poprzestaje na jednym planie głównym oraz jednym awaryjnym, ale Vilastrian nie był zwykłym człowiekiem i przygotował również trzeci plan.
W przypadku niepowodzeń dwóch poprzednich, miał zamiar wytropić kryjówkę Banshee i wykraść to, co było potrzebne, a następnie zarządzić odwrót drużyny.

Musiał pamiętać, by zasłonić uszy, gdyż miał je o wiele bardziej wrażliwe niż ktokolwiek z ich drużyny, no może równie dobre miał Mroczny Elf.

Próbował również przewidzieć z czym może być problem. Odpowiedź była oczywista i nasunęła się od razu. Niematerialność. Banshee mogła być niematerialna, przez co zwykłe trafienia były nieskuteczne.

Szli dalej przez las, w którym narastała aura strachu. Serce Półelfa gwałtownie przyspieszało, ale Vilastrian nie zamierzał się poddawać. Za każdym razem usilnie zwalczał owe przyspieszenie, nie pozwalając adrenalinie wejść w obieg. Jeszcze nie teraz.
Im dalej parł do przodu tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że całe jego życie nie ma znaczenia wobec tego, z czym ma sie teraz zmierzyć i gotowy był przyjąć to za prawdę, gdy coś się odezwało w jego głowie, mówiąc, że wszystko ma znaczenie.
Jeździec wiedział, ze to prawda. To właśnie doświadczenie pozwalało mu zachowywać się tak, jak się zachowywał lub tak, jak należało się zachować. To właśnie doświadczenie mówiło mu jakie kroki są poprawne oraz jak powinien zachować się w różnych sytuacjach i w końcu to właśnie ono pozwoliło mu iść dalej, zachowując trzeźwość umysłu.
Doświadczenie zaś miało ścisły związek z tym co działo się w przeszłości. Wszystko miało znaczenie i on o tym wiedział. Mógł się mylić w wielu kwestiach, ale nie w tej.

Nagle coś przemknęło po prawej stronie, a serce Vilastriana ponownie przyspieszyło.
Jeszcze nie teraz. Jeszcze chwila-pomyślał, zwalniając rytm.
Znowu coś przemknęło, ale tym razem z tyłu. Półelf wiedział już, że to Banshee, lecz nie zdążył zasłonić uszu.
Dotarła do niego ogłuszająca fala dźwiękowa, która powaliła go na ziemię.
-Cholera!-warknął wściekle, wstając na nogi. Pluł sobie w brodę, że przy pierwszym zauważeniu śladu jej obecności nie zasłonił uszu.
-Nie powinniście tu przychodzić! Głupcy! Skończycie jak reszta chętnych moich skarbów!-powiedziała Banshee w białych szatach z włosami powiewającymi na wietrze. Jej głos zdawał się dochodzić z różnych kierunków.
Szybko poleciała na Grunthara, przelatując przez niego, a barbarzyńca wrzeszczał z bólu i strachu.
Półelf znał już dwa z jej zabójczych ciosów. Niech się odsłania dalej. W końcu zabraknie jej skutecznych broni, zaś Vil ujawni swoje, lecz Banshee dowie się o nich zdecydowanie za późno.
-Ró og kyrrð-odczytał Justin, zaś Jeździec uśmiechnął się lekko. Jeden z jej atutów stał się nieskuteczny, a mianowicie ten z głosem.
Kątem oka zobaczył Mrocznego Elfa celującego w głowę Banshee. W tym czasie Półelf będzie chciał przejść niezauważenie w miejsce, gdzie kobieta nie będzie miała go na oku, a następnie postanowił zniknąć, wprowadzając jednocześnie swój pierwszy plan w życie. W przypadku niepowodzenia wcieli w życie plan drugi, a gdyby i ten zawiódł, wprowadzi trzeci i ostatni jaki miał pod niewidzialną postacią.
 
__________________
Rekrutacja do Serca Nocy:
http://lastinn.info/rekrutacje-do-se...erce-nocy.html
Rekrutacja do Wojny o Magię:
http://lastinn.info/rekrutacje-do-se...a-o-magie.html
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 04-18-2008, 18:36   #67
Zak
 
Zak's Avatar
 
Reputacja: 2 Zak wkrótce będzie znany
$: 46 621
Zaklęcie podziałało. Dosłownie sekundę po ostatniej literze, wypowiedzianej przez Justina, dookoła zrobiło się głucho. Nie było słychać nic. Ani trzasku łamanych gałęzi, bicia swojego serca, a co najważniejsze- nie było słychać głosu demonicy, która w tym momencie starała wydać z siebie jakiś dźwięki.
Bohaterowie widzieli tylko jak Banshee porusza ustami, z wyraźną furią na twarzy, jakby rzucała w ich stronę przekleństwa i klątwy. Na nic to jednak się zdało- bez głosu nic nie wskóra.

Johan wycelował swoją kuszą w twarz kobiety i wystrzelił. Bełt leciał prosto w wykrzywioną ze złości kobietę, jednak ta odbiła pocisk bez problemu jedną ręką. To było za mało na tak potężne stworzenie.
W tym czasie, Finaglar oraz Yarpen ruszyli przed siebie, starając się zadać jakiekolwiek obrażenia demonicy, która odwróciła wzrok od wszystkich patrząc wściekle na Drow’a. Pierwszy zaatakował krasnolud. Jego topór przebił się przez twardą jak kamień skórę Banshee, która jeszcze bardziej rozjuszona, uderzył go ręką, posyłając w tył, razem z paladynem, na którego wpadł.
Pharaxes, oszołomiony jeszcze falą dźwiękową, trzymał się z boku, aby dojść do siebie i jednocześnie nie przeszkadzać swoim towarzyszom.

Podczas całego tego zamieszania Vilastrian zaszedł niezauważony od tyłu do bestii. Kobieta była tak zaabsorbowana walką z resztą drużyny, że nie zwróciła na niego uwagi, a przynajmniej tak mogło się wydawać…
W końcu ustawił się na odpowiedniej pozycji do ataku i czekał aż Banshee się odsłoni w którymś miejscu. Kiedy to zrobiła, półelf wyskoczył z ukrycia, aby zadać cios. To jednak też nie wystarczyło na Banshee.

Kobieta użyła jednej ze swoich, dobrze znanych zdolności. Kiedy Vil wyprowadził pchnięcie, które szło idealnie w ciało demonicy, nie napotkało żadnego oporu. Przeszło przez nią jak przez powietrze. Jej postać stała się bardziej mglista i przeźroczysta, a kiedy Quento cofnął ostrze, wróciła do normalnej postaci, zadając cios mężczyźnie.
Udało mu się je odbić, jednak siła uderzenia była tak duża, że wytrącił mu miecz z ręki. Bezbronny półelf stał twarzą w twarz z jedną z najniebezpieczniejszych istot Wybrzeża Mieczy, która zamachnęła się do kolejnego ciosu.

Trzy błyszczące pociski trafiły w postać demona, raniąc go w plecy. Kobieta odwróciła się do Pharaxesa, który był sprawcą tego ataku i otworzył szeroko usta, trzęsąc się przy tym, starając się wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Gdyby zaklęcie ciszy nie działało, wszyscy mogli by stracić w tym momencie słuch.
Mag użył zaklęcia niewymagającego wypowiedzenia żadnego słowa- tak zwane zaklęcie nieme.

Sytuacja zdawała się być beznadziejna, gdy nagle kobieta ponowiła próbę krzyku, a gdy uznała, że ta walka nie ma większego sensu, w mgnieniu oka wystrzeliła w górę i zniknęła. Ta walka już się skończyła, ale każdy wiedział, że jeszcze ją spotkają.

Towarzysze zebrali się natychmiast i ruszyli w dalszą drogą. Im szybciej opuszczą ten las z ich zdobyczą, tym lepiej. Błądzili po lesie dobrą godzinę, gdy nagle, gdzieś wśród mroku puszczy, zauważyli migające światło. Nie możliwym było, żeby to było światło ognia, ponieważ było zbyt jasne.
Skradając się podeszli najbliżej jak się da i dostrzegli obniżenie w terenie, w którym znajdowały się rozmaite skarby i… kości śmiałków, którzy próbowali zdobyć ów bogactwa.

Wszyscy słyszeli ciche, jakby w oddali szlochanie wielu osób, jakby to dusze zabitych tutaj lamentowały nad swoim losem.
Bohaterowie rozejrzeli się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegli Banshee. Może uda się wszystko załatwić bez kolejnej konfrontacji…

Bohaterowie zeszli do legowiska demona i rozejrzeli się dookoła. Wszędzie było pełno bogactwa, skarbów i złota, które błyszczało się tak intensywnie, że jego blask odbijał się od twarzy towarzyszów. Po dokładniejszym obejrzeniu skarbca, Yarpen dojrzał jedyną broń, która znajdowała się w tym miejscu. Było to średniej długości ostrze, wysadzane szkarłatnymi klejnotami. Na pozór mieczyk wydawał się tylko ozdobą, którą można powiesić na ścianie, jednak kiedy krasnolud się do niego zbliżył, poczuł niesamowitą siłę, bijącą od ostrza. Chwycił je i schował.
Każdy z bohaterów zabrał ze sobą trochę bogactwa, które tam leżało. Niestety nie znaleźli tam nic więcej co posiadało by magiczną moc. Możliwe, że demonica zbiera swoje skarby od niedawna, lub inna grupa śmiałków, której udało się okraść Banshee.

Bohaterowie zabrali co mogli i ruszyli w kierunku, z którego przyszli. Niebezpieczeństwo nie było jeszcze zażegnane. Po chwili marszu ich ciała uderzył niewyobrażalny chłód, który przeszył ich kości, powodując drgawki. Ostrożnie odwrócili się w tył, a ich oczom ukazała się demonica, która wydawała z siebie cichy warkot... Pierwszy krok należał do towarzyszy.
 

Ostatnio edytowane przez Zak : 04-20-2008 o 11:48.
Zak jest offline  
Stary 04-18-2008, 23:52   #68
 
Etopiryna's Avatar
 
Reputacja: 3 Etopiryna jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 419
Pharaxes klął pod nosem z jakimi to szczeniakami przyszło mu podróżować no ale cóż lepiej żeby zabili ich nie jego. Co jakiś czas robił minę wesołego staruszka skutecznie łagodząc podejrzliwość towarzystwa. "Jak tylko będę mogł to ich tu wszystkich powyrzynam jak psy.. tak pieprzone kundle.. gdyby nie ten zdrajca.."
Przeklinał także w myślach.. całą drogę. Kilka chwil przed zjawieniem się demona poczuł, że jest tu blisko. Wyczuł jego siłę, tak marną w porównaniu z tą, którą niegdyś władał. "Och gdyby ten marny demon wiedział kim ja jestem to by już stąd zwiewał.. nie takie mi służyły.. oh te dawne lata" . Chociaż pyszny staruszek, bez wątpliwości zniszczył by demona kiwnięciem palca - niegdyś gdy siedział kilka set metrów nad ziemią to i tak poczuł lekką trwogę.
Nic nie mówiąc czekał na demona mając nadzieję, że zabije żałosnego paladyna albo tego niechlujnego krasnala. "No chodź.. ile będziemy czekać.."
pomyślał gdy nagle przeraźliwy okrzyk przewrócił go jak marną zapałkę.
- Oh niee to przerażające - powiedział z lekkim sztucznym przejęciem.
Przypominając sobie formułę jakiegoś stosownego zaklęcia odsunął się na bok obserwując demonicę.
"Biedny olbrzym.. i tak zginął by prędzej czy później - nieudacznicy tak mają"
Pomyślał na widok upadającego bezwiednie ciała Grunthara.
W tym momencie ogarnęła go bezmierna cisza. Myśląc, że stracił słuch obejrzał się na towarzyszy, większość trzymała sie za uszy a justin właśnie chował zwój.. "Patrzcie umie rzucać przedszkolne zaklęcia.. jakie to urocze"
-Bardzo dobrze, mała dziwko - krzyknął korzystając z tego, że nikt go nie usłyszy.
-Mam nadzieję, że wszystkich was pozabija. - powiedział ciesząc się w myślach.
Te wszystkie lata.. Pharaxes kiedyś złośliwy i wyrachowany teraz stał się prawdziwym potworem.. ale cóż.. ktoś musi być potworem.
Nie robiąc nic i zdając się na towarzyszy unikał kontaktu z demonem co jakiś czas machając rękami i udając, że rzuca zaklęcia. "Co za idioci ahahah" śmiał się w duchu patrząc na walczących a w tym samym czasie żywo gestykulując jak do zaklęć ofensywnych. Kiedy wkońcu ktoś na niego spojrzał wystrzelił w Demona jedno ze słabszych zaklęć aby odwrócić od siebie uwagę. Westchnał udając zmęczenie i popatrzył na resztę. Demon uciekł zostawiając ich znowu samych. "Kurde tylko jeden padł.. a szkoda" przeklną w duchu patrząc na żywych towarzyszy.
- Czy ktoś potrafi mu pomóc.. Paladynie pomóż mu! - wskazał na zwłoki drowa ciesząc się w myślach. - Może nie jest za późno!
Demon uciekł ale czuł, że wkrótce znowu go spotkają.. one się nie poddają są zbyt pyszne.. teraz wystarczy być przygotowanym na wyciszenie otoczenia.
Tak się składało, że te zaklęcie Pharaxes dobrze znał, tej mocy nie dało mu się odebrać była to czysta nauka i wiedza. Zdenerwowany starzec szedł dalej rozmyślając o tym co zrobił by Mystrze gdyby jeszcze żyła.. "Jak bardzo chciałbym, żeby przyszła jak kiedyś.. wykradła mi moc i uśpiła jak jakiegoś śmiecia.. ". Idąc tak i wymyślając kolejne plany zemsty i formy kar doszedł z towarzyszami do jak widać skarbca demonicy. "Ale zebrała świecidełek.. może jest tu coś mojego? Nie dziwiłbym się się gdyby ktoś ograbił te wszystkie moje posiadłości albo ruiny i wpadł na nią w drodze.. No to do roboty.."
- Szybko poszperajmy tu moi drodzy póki nie ma demona.. może znajdziecie tu dla siebie jakąś broń i dzięki niej ją pokonamy?-powiedział staruszek w swoim uroczym zacieszającym stylu i podszedł do skarbów dokładnie wszystko obserwując i szukając czegoś znajomego.
 
__________________
"W każdym z nas płynie ta sama, leniwa, czerwona rzeka."

Ostatnio edytowane przez Etopiryna : 04-19-2008 o 10:52.
Etopiryna jest offline  
Stary 04-20-2008, 15:33   #69
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Nie dało się ukryć, że zaklęcie ciszy zadziałało. Widok banshee, usiłującej wykrztusić z siebie choćby jedno słowo był całkiem zabawny. Gdyby nie to, że demonica miała w zapasie jeszcze inne, liczne sztuczki to byłoby nawet całkiem wesoło...
Podniósł się powoli, schował pergamin, a potem z wyciągniętym mieczem w dłoni ruszył w stronę towarzyszy walczących z banshee.
Nim dotarł na miejsce było po wszystkim - trafiona paroma magicznymi pociskami banhee, nie mogąc z siebie wydobyć głosu, po prostu uciekła...
Było to co najmniej nienormalne.
"Żaden demon nie powinien się tak zachowywać" - pomyślał.
Kątem oka spojrzał na maga.
"Jakby nie umiał rzucić czegoś silniejszego" - przemknęło mu przez głowę.
Nie był magiem, ale wiedział, że magiczny pocisk znajduje się gdzieś na samym dole listy czarów. A mag w tym wieku, nawet zdziecinniały, powinien umieć nieco więcej. Nie mówiąc już o tym, że umiejętność rzucania czarów w strefie ciszy do najprostszych nie należała...
Nagle uśmiechnął się.
Wspomnienie miny półelfa stojącego bez broni oko w oko z banshee było co najmniej zabawne.

Nie mieli czasu na pochowanie Gunthara. Chyba każdy z nich miał wrażenie, że banshee może wrócić... Justin zabrał pergamin zawierający informacje o skarbie, a potem przykryli ciało barbarzyńcy gałęziami i paroma większymi kamieniami i ruszyli przed siebie.

Migające światło, które pojawiło się w oddali, było jak drogowskaz. Szybko ruszyli w tamtą stronę, by po chwili stanąć nad zagłębieniem terenu, pełnym skarbów. Oraz resztek innych, mających mniej szczęścia, poszukiwaczy przygód i bogactw.
Nie zważając na stosy kości i złowróżbne jęki, rozlegające się dokoła Pharaxes zaproponował jak najszybsze przeszukanie skarbca demonicy. Z tym Justin mógłby się zgodzić... Gdyby nie to, że przydałaby się jakaś pomoc. Najlepiej magiczna...
"Mógłby rzucić 'wykrycie magii'" - pomyślał.
Ale nie zamierzał tego mówić głośno. Jeśli mag sam nie chciał tego zrobić... Bo trudno byłoby przypuszczać, że nie potrafi...
Nie czekając na reakcję innych Justin wkroczył na teren skarbca. Był ciekaw, do kogo uśmiechnie się szczęście. Nawet gdyby nie trafił na magiczne ostrze, to i tak warto by było zabrać parę drobiazgów... W charakterze zwrotu kosztów podróży...
Ale na razie, nie zwracając uwagi na złoto i klejnoty, rozglądał się za czymś, co mogło być owym ostrzem.

Jednak to Yarpen miał więcej szczęścia. Krasnolud z triumfalnym wyrazem twarzy schował wysadzaną szkarłatnymi klejnotami broń.
"Może lepiej by było, gdyby trzymał ten mieczyk w ręce" - pomyślał Justin. - "Bez wątpienia banshee o nas nie zapomniała..."
Sprawdził, czy zwój z czarem jest pod ręką, a potem obrzucił spojrzeniem skarbiec.
Gdyby poszukiwali bogactwa, to w tym momencie ich wyprawa mogłaby się skończyć. Na każdego przypadłaby działka wystarczająca na ładnych parę lat niezbyt oszczędnego życia...

Jak wszyscy zdawał sobie sprawę z tego, że długo tu nie mogą zostać. Ale kilka garści złota mogło ułatwić dalszą podróż, zatem Justin wrzucił do plecaka naszyjnik z pereł, woreczek zawierający kilkanaście ładnie wyglądających kamieni oraz ze trzy garście złota. Co prawda niektórych symboli widniejących na monetach nie widział nigdy w życiu, ale złoto zawsze pozostawało złotem...

Wracali tą samą drogą, rozglądając się na wszystkie strony. Ale i tak przejmujące zimno zaskoczyło wszystkich.
Justin obrócił się, sięgając równocześnie po zwój. Rozwinął go zziębniętymi rękami.
Był zaskoczony faktem, ze banshee nie zaatakowała, ale nie miał zamiaru nad tym się zastanawiać. Być może demonica miała zamiar porozmawiać z nimi, ale on nie miał zamiaru czekać na jej słowa.
Opanował szczękanie zębów i wypowiedział zaklęcie...
 
Kerm jest offline  
Stary 04-22-2008, 14:14   #70
 
Donki's Avatar
 
Reputacja: 2 Donki jest na bardzo dobrej drodze
$: 13 843
- Niech Pan się tobą zaopiekuje…- mruknął paladyn widząc jak jego- od niedawna- towarzysz, ginie z rąk parszywego demona. Widok ten nie mało rozsierdził Finaglara, w którym gniew na potwora zaczynał brać górę. Musiał się jednak opamiętać. W takich sytuacjach trzeba zapanować nad emocjami i po prostu walczył, zwłaszcza, że przeciwnik do łatwych nie zależy. Jednocześnie musiał być czujny gdyż za plecami miał niewiernego którego w każdej chwili mógł zranić go jednym ze swoich heretyckich zaklęć. Alberai tolerował jak na razie jego obecność, lecz gdy będzie ku temu okazja będzie musiał przeprowadzić z magiem poważną rozmowę na temat wiary. Być może nawet nie wie, że władając taką magią służy najohydniejszemu stworzeniu jakie żyje…
Finaglar wyciągnął z pochwy znajdującej się na plecach miecz oburęczny. „Blask” był darem dla paladyna od jego Boga. Wojownik spojrzał ze złością na demonice przez szparki swego hełmu, nie mogąc znieść tego widoku. „Prawdziwe plugastwo…” pomyślał i ruszył do ataku.
Frontalny atak przeprowadził razem z krasnoludem, który uderzył pierwszy, gdyż znajdował się bliżej potwora (jednak trzeba przyznać, że z dużą szybkością przebierał swoimi krótkimi nogami). Topór najemnika przebił skórę demonicy. W tym momencie atak chciał wykonać Finaglag, jednak rozjuszona poczwara zamachnęła się na krasnoluda, który wpadł na mężczyznę powalając go na ziemię. Nie wypuścił jednak miecza. Nie miał żalu do krasnoluda, że przeszkodził mu w wyprowadzeniu pchnięcia, w ferworze walki często się to przytrafia. Co prawda mógł teraz zginąć, lecz wybaczył ten brak rozwagi krasnoludwi.
Ledwo co zdołał się podnieść, a monstrum zajmowało się już kolejnym towarzyszem- tajemniczym półelfem. W tym momencie jednak do wali włączył się mag posyłając w stronę demonicy szereg magicznych pocisków. Nie był to jednak powód by mu ufać… Czar nie zrobił na niej jakiegoś większego wrażenia, ale ponowiwszy próbę ogłuszającego krzyku, Banshee uciekła. Było to jednak tylko połowiczne zwycięstwo, gdyż na pewno wróci, kiedy zaklęcie ciszy, rzucone przez jednego z członków drużyny przestanie działać. Właściwie już przestawało działać, gdyż paladyn usłyszał głos heretyka:
- Czy ktoś potrafi mu pomóc.. Paladynie pomóż mu! - wskazał na zwłoki mężczyzny - Może nie jest za późno! – Nie wiedzieć czemu święty wojownik nie mógł oprzeć się wrażeniu, że była to ironia, choć mogło się wydawać, że czarodziej faktycznie żałuje towarzysza. Być może Finaglar był nieco przewrażliwiony na punkcie żartów o śmierci, a może to dlatego, że ten kto to powiedział służy plugastwu. Zdjął jedynie swój hełm i zmierzył maga gniewnym spojrzeniem, które miał nadzieję ucinało rozmowę…
Po wygraniu pojedynku z demonicą drużyna zabrała się do oglądania skarbów które teraz były ich ( dopóki Banshee nie wróci). Paladyn wziął tylko tyle złota ile potrzebował na jedzenie i kwaterunek. Nie wyruszył bowiem w podróż pożądając bogactw, ale po to by zdobyć chwałę i nawracać….

Bohaterowie nie chcieli dłużej zostawać w tym lesie wobec czego ruszyli w drogę powrotną. Finaglar uważał, że to doskonały moment by porozmawiać z czarodziejem.
- Pharaxesie!- zaczął chłodnym tonem paladyn zbliżając się do heretyka- Obserwowałem Ciebie nieco przez czas naszej wędrówki tutaj i podczas walki. Wydajesz się być- zamyślił się szukając dobrego słowa, gdyż „dobry” nie przeszłoby mu w tej chwili przez gardło)- porządnym człowiekiem. Nie jestem pewien także, czy wiesz co robisz w trakcie czarowania. Komu służysz poprzez….- uciął jednak w pół zdania bowiem pojawiała się demonica. Finaglar błyskawicznie wyciągnął miecz i włożył hełm, po czym nie tracąc czasu zaczął rzucać błogosławieństwo na drużynę prosząc swego Boga o łaskę dla nich. Jeżeli zdąży przed rzuceniem czaru cisza zaszarżuje na wroga. Jeżeli nie, pośle wściekłe spojrzenie Justinowi (:P) po czym zaatakuje, ale będzie walczył bardziej asekurancko.
 

Ostatnio edytowane przez Donki : 05-10-2008 o 22:01.
Donki jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Forgotten Realms] Skrzydła Cormyru Diakonis Sesje RPG - Inne 150 04-20-2008 06:38
Gra słowna - Forgotten Realms Redone Szuflada... 18 03-26-2008 21:18
Forgotten Realms St. Andrews DnD i d20 0 12-12-2007 08:52
[Forgotten Realms] Skrzydła Cormyru Diakonis Toplista sesji 1 08-21-2007 20:23
PBF w świecie Forgotten Realms Quetz Lastinn'owy hydepark 1 03-16-2006 18:21


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 07:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111