Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-09-2008, 20:34   #31
 
Smoqu's Avatar
 
Reputacja: 1 Smoqu jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 073
Zaczął się następny dzień podróży. Słońce świeciło, wiał delikatny wiaterek, który lekko poruszał gałązkami mijanych drzew, ptaszki śpiewały, muszki brzęczały. Jednym słowem idylla. Kathryn z Walnarem znów stoczyli jałową dyskusję na temat wieku, doświadczenia, jasności myśli i ich związku ze sposobem mówienia. Czysto akademicka rozmowa. Wiek wcale nie oznacza większego doświadczenia życiowego i tu Turgas zgadzał się z rycerzem. Jednak i Kathryn miała rację, że precyzja słowa jest wprost powiązana z precyzyjnym myśleniem, a na tym polu Walnar nie prezentował się najlepiej.

"Mam nadzieję, że jego nieścisłości w przekazywaniu swoich myśli są związane tylko z tym, że Kathryn bardzo sprytnie zastawia pułapki słowne."

Nagle usłyszał za sobą słowa milczącego dotąd maga. Wszyscy zatrzymali się zdziwieni. Zdumiony półork rozejrzał się niepewnie.

"Tutaj? Jesteśmy przecież tak blisko miasteczka. Może jakiś chłop będzie bydło pędził na sprzedaż?"

Kathryn dotknęła czegoś pod koszulą i beznamiętnym głosem potwierdziła słowa Alandera. Wtedy Turgas ich zobaczył. Pojawiali się i znikali za drzewami, małe, krwiożercze i tchórzliwe pokurcze - gobasy. Atakowały jedynie wtedy, gdy miały znaczącą przewagę liczebną, więc i teraz zapewne tak było, choć z powodu sporej jeszcze odległości ciężko było dokładnie określić ich liczebność. Półelfka szybko rozwiała wszelkie wątpliwości, co do ilości przeciwników.

- W sumie czternastu i dwa wilki ...

"Po trzech na głowę. Powinniśmy dać radę." - przemknęła myśl przez głowę gwardzisty.

- O, Mroczny Władco, udziel mi swego wsparcia w tej walce i otocz swą aurą, aby niewierni ponieśli szybką śmierć ku twej chwale. - wyszeptał modlitwę lekko dotykając złotego symbolu, który miał na piersi.

Przeszedł go lekki dreszcz, pomimo, że słońce wciąż było wysoko. Cienie wokół kapłana pogłębiły się, zaś twarz przypominała teraz twarz trupa.

Przeciwnicy zbliżyli się, ale nadal mieli do pokonania całkiem sporą odległość. Był czas, aby się przygotować. No i niezastąpiona Kathryn podała dokładne rozmieszczenie wrogich sił.

Wyrzucił nogi ze strzemion i lekko zeskoczył z konia. Teraz dopiero było widać, że wszystkie elementy były umocowane do siodła i ciała Turgasa w jednym celu - jak najszybszej reakcji na zagrożenie. Jednym płynnym ruchem tarcza znalazła się na swoim miejscu, zaś druga ręka chwyciła pewnie włócznię.

"Co on robi? IDIOTA. Przecież mają przewagę liczebną." - To była pierwsza myśl, gdy zobaczył, że rycerz popędza konia i samotnie rusza na spotkanie z przeciwnikiem.

- WALNAR, ZOSTAŃ W SZYKU !!! - ryknął, zapominając, że ma do czynienia ze swoim pracodawcą i szlachcicem.

Turgas ruszył do przodu, aby przyjąć pierwszy impet ataku i stanąć u boku rycerza, o ile tylko zrezygnuje on z samotnej szarży.

- Popilnuj, żeby nie uciekł. - rzucił jeszcze do półelfki, która przezornie cofała się do tyłu.

Postanowił przejąć uderzenie nadchodzące z lewej strony. Uspokoił oddech, który przyspieszył w momencie zauważenie zagrożenia i ...
 

Ostatnio edytowane przez Smoqu : 05-15-2008 o 18:45.
Smoqu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 05-10-2008, 08:05   #32
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 6 Redone ma w sobie cośRedone ma w sobie coś
$: 105 240
Jechali spokojnie, można by powiedzieć, ze podróż niczym nie różniła się od wczorajszej. Gdyby nie to, ze Saline ciężko zdenerwować, pewnie nie raz rzuciła by Kathryn kilka ostry słów. Już na pierwszy rzut oka widać, że kobiety nie pałają do siebie jakąś specjalną przyjaźnią, ale też nie są wrogo nastawione. Jeśli kiedyś, po tej wyprawie, miną się na ulicy, pewnie tylko bez słowa skiną sobie głową nie mając wcale ochoty na rozmowę. Chociaż kto wie, Kathryn to akurat gadatliwa osoba.

Nagle słowa maga przerwały rozmowy prowadzone wśród grupy. Elfka już dawno nauczyła się, że magom czasem lepiej zaufać, tym bardziej, że ten tu był elfem. Grupa stanęła i spojrzała zdziwiona w kierunku maga, jednak Saline zaczęła rozglądać się w około. Za chwilę półelfka potwierdziła, że niebezpieczeństwo jest blisko i czujne oczy Saline wypatrzyły w zaroślach ruch.

Gobliny.

Oto miał nadejść czas próby. Elfka nie była pewna na ile może ufać w walce towarzyszom. Czy Kathryn będzie w stanie się obronić jeśli zostanie zaatakowana? Czy mag da radę sam paru goblinom z bliska? Był też kapłan, nie wiadomo jak on poradzi sobie w walce, ale akurat tutaj Saline była pełna optymizmu, szczególnie patrząc na jego budowę ciała. Dotychczas myślała też, że jeśli chodzi o walkę, będzie można polegać na Walnarze. Myliła się.

Samotna szarża była nierozsądna, żeby nie powiedzieć, że głupia. Tym bardziej że półelfka jasno określiła, iż gobliny podchodzą z boków. Jeśli teraz grupa przesunie się do przodu, te nędzne stworzenia otoczą nas. Saline zaklęła pod nosem siarczyście, nie przejmując się, ze nie przystoi to osobie o jej pozycji.

Elfka pomyślała najpierw by sięgnąć po łuk, ale nie ufała swojej celności na tyle by trafić w przemieszczających się w krzakach goblinów. Wolała dać sobie czas na uspokojenie nerwów i wyrównanie oddechu, miecz jest równie śmiercionośną bronią. Chwyciła pewnie rękojeść w dłoni i powoli wysunęła ostrze z pochwy. Plamki słońca obijały się i przesuwały po gładkiej powierzchni metalu. Gdy miecz znalazł się w dłoni Saline, cała jej sylwetka dopasowała się do nowej pozycji.

- Masz zamiar rzucić w nich mieczem? - usłyszała.

Na początku chciała w ogóle nie odpowiedzieć na słowa Kathryn, uśmiechnęła się jedynie rozbawiona tymi słowami.

- Może chcesz mi dać jeszcze jakieś inne cenne wskazówki odnośnie mojego sposobu walki? - odpowiedziała Saline promiennie uśmiechając się do półelfki.

Następnie elfka zsunęła się z konia. Właściwie w jej ruchach, pomimo zbroi, było tyle gracji, że można by powiedzieć iż sfrunęła z grzbietu zwierzęcia, na chwilę dostając skrzydeł. Potem przesunęła konia w stronę Kathryn, mając zamiar pozostać tu i bronić Kathryn i Alandera jesli będą tego potrzebować.
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
--- Nie ma mnie do 7 lipca ---
Redone jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-10-2008, 11:34   #33
 
Dhagar's Avatar
 
Reputacja: 2 Dhagar jest na bardzo dobrej drodze
$: 11 846
Rozmowa z Kathryn była ciekawym początkiem dnia. Nic nie zapowiadało wydarzeń, które zbliżały się nieuchronnymi krokami, aż do chwili gdy stały się faktami. Wróg w sporej liczbie jak to określiła Kathryn zdawał się czekać na nich lub podobnych nim podróżnikom. Pospieszywszy konia ruszył im naprzeciw lecz już po chwili zorientował się, że sam będzie stanowił doskonały cel dla łuczników. Ledwie przejechał dwie długości konia osadził wierzchowca w miejscu odrzucając kopie w bok. Jednocześnie usłyszał głos gwardzisty.

- WALNAR, ZOSTAŃ W SZYKU !!!

Okrzyk rozsądny, choć już po czasie. Sam doskonale wiedział, że narażanie się w samotnej szarży nie jest zbyt dobrym pomysłem... jeszcze.
Po odrzuceniu kopii obrócił konia zsiadając z niego by przyjąć przeciwników w potyczce pieszej. Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku reszty, nie byli daleko jeśli wręcz określić całkiem blisko. Tym lepiej, będą pilnowali mu ewentualnie pleców aby ktoś go nie zaszedł od tyłu.

- Wypatrujcie ich wodza, dowódcę. Gdy ten padnie reszta powinna pierzchnąć ! - krzyknął do tych, którzy od początku zdawali się pozostawać na miejscu. Skoro chcą robić jako wsparcie strzeleckie niech przynajmniej mają jakieś cele.
- I strzelajcie do łuczników, jeśli by któryś wyjął łuk.

Klepnąwszy konia skierował go ku reszcie drużyny i ruszył wolnym krokiem przeciw zachodzącym go goblinom. Tarcza zasłaniała jego lewy bok, miecz lekko odchylony do tyłu trzymał w nisko opuszczonej dłoni gotów do zadania i sparowania ciosów.
 
__________________
"Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć."

Ostatnio edytowane przez Dhagar : 05-13-2008 o 20:37.
Dhagar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-10-2008, 11:54   #34
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 2 Cedryk wkrótce będzie znany
$: 124 574
Tan Sanssel szybko zsiadł z konia. Wiedział, iż walka z konia skończy się dla niego szybkim upadkiem.

- Adr – na jego dłoniach pojawiły się kule ognia szybko rzucił te zaklęcie zwiększające jego wartość bojową.

W uszach dźwięczały mu komentarze Sol zastanawiał się tylko, po co one mu wszak widział tak dobrze jak ona. Zastanawiał się tylko skąd wiedziała o niewidocznych goblinach, bo skoro on ich nie dojrzał to ona też nie powinna.

- Atakują czy nie, ale chyba tak. - powiedział. Wstrzymał się jednak z rzuceniem bardziej ofensywnych czarów do czasu całkowitej pewności. Wszak może to być jedna z koczowniczych grup goblinów, które zapewniają ochronę podróżnym.
Widząc jednak szarżującego Walnara zanim stało się jasne, jakie mają zamiary gobliny, mag mruknął pod nosem.

- Głupcy.

Chwila koncentracji pozwoliła uruchomić wewnętrzne pokłady mocy. Magiczny pampslet pozwolił ukierunkować ją.

- Zssys. – ledwo widoczny w promieniach słońca magiczny pocisk pomknął w kierunku pierwszego wroga. Goblin chwycił się za ranioną rękę. Lecz nie przerwał biegu i dalej był niebezpieczny.


Słyszał jeszcze komendy wydawane przez półorka. Przez głowę z szybkością błyskawicy przeleciał mu obraz siebie w szyku, ramię przy ramieniu z orkiem, wywijającego krótkim sztyletem i cicho się roześmiał. Znał się wszak tylko na magii i jej wykorzystaniu w walce. Więc rad od kapłana nie potrzebował. W ogóle wszelkie te okrzyki był niepotrzebne w walce. Czy oni wszyscy myślą, iż magowie to dzieci?
 
__________________
Do połowy sierpnia trudno osiągalany.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 05-11-2008 o 07:57.
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-13-2008, 00:50   #35
 
kset's Avatar
 
Reputacja: 2 kset wkrótce będzie znany
$: 115 671



Czujesz? <niuch , niuch > - Tak, nadchodzi mięsko.

Graham – młody goblin z maczetą podbiegł do wodza Turmunda Mocnego.

- Panie, grupa podróżnych, na koniach.
- Na miejsca i robić co kazałem.

Gromada goblinów ruszyła żwawo na przygotowane wcześniej stanowiska, każdy miał podręczną broń, myśleli, że mając włócznie można by skorzystać z nich dystansowo, jakże bardzo się pomylili…Bardziej skupiali się na potencjalnych łupach niż nad tym jak złupić. Myśli o wrażeniu jakie zrobią po powrocie, chwale jaką przyniesie im uchronienie wsi przed wścibskimi podróżnymi bywały po prostu przyjemniejsze. I wreszcie pozostawała jeszcze jedna myśl krążąca co niektórym po głowach, można by rzecz prywatna sprawa…

Niecierpliwe oczekiwanie przed szykującą się walką, nerwowe postękiwania towarzyszy, osłony które wcześniej uszykowali dawały dobrą kryjówkę, wiatr wiał im pomyślnie, nie sposób było ich zauważyć. A jednak…

Pierwsza konsternacja nadeszła z momentem w którym zatrzymała się grupa.
- Coś jest nie tak- zamruczał pod nosem szef zielonej brygady.
- Obejść ich i zaatakować! Wy pozostańcie na miejscach.

Wiatr się zmienił i chyba nas wypatrzyli, nie ma co ryzykować, że uciekną .”-pomyślał, po czym usadowił się wygodniej obserwując jak zacieśniają się kleszcze.

Barbok był dobrym kapralem, co prawda stopień wojskowy jakim się tytuował nie specjalnie odpowiadał jego realnej funkcji, jednak zgapianie pewnych rozwiązań cywilizacyjnych od innych ras, ma ten defekt, iż czasem nie bywa w pełni poprawne, szczególnie u goblinów. Bardok doskonale okrążył grupę, właściwie bez żadnych strat. Był z siebie dumny. Był dumny tym bardziej, gdy zobaczył jak rycerz zawraca w popłochu, przed nadciągającymi zewsząd pobratymcami. Nie przyglądał się jednak specjalnie jego szarży, sam był zajęty własną misją. Pędził co sił niosąc śmierdzącą niespodziankę, która miała wypłoszyć konie i spowodować zamieszanie.

Tymczasem Orgom, najbardziej rozgarnięty wioskowy dyplomata, chciał spróbować swych negocjacyjnych sił, był chyba jedynym w wiosce goblinem który potrafił rozwiązać sytuację inaczej niż tylko za pomocą walki lub przewagi siłowej. Gdyby gobliny posiadały uniwersytety, najpewniej byłby tam profesorem, z habilitacją w lingwistyce. Czasem nawet siła jego argumentów powstrzymywała wiecznie gotowy i pod ręką argument siły. Krzyknął łamanym orkowym.

- WY poddać się, Wy rzucić broń i dawać łupy. To my was puścim żywych. !!

- Poddajcie się, to umrzecie szybko. - odwarknął w odpowiedzi kapłan, sprężając się, jak pantera do skoku.


Kulka energii która wystrzeliła z dłoni maga przekreśliła szanse Orgoma na sukcesy w bieganiu. Energia wżarła się w łydkę wypalając i wyżerając każdą tkankę i mięsień który znalazła po drodze.


- Dargeh TALAMUN!! *- wskazując w stronę maga. Chwilę później potężny cios kapłana pozbawił go jakiejkolwiek ziemskiej przyszłości.


Gobliny były zbyt blisko zwycięstwa by rozważać w tym momencie odwrót. Cała grupka właściwie otoczyła rycerza, Herk nawet zdołał przebić się do maga, rycerz był spieszony, wystarczyło tylko unieszkodliwić lub zająć maga i spokojnie w przewadze wykończyć rycerzyka. Reszta pójdzie jak po smalcu. Nić zaniepokojenia wdarła się w gobliny, gdy półork rzutem włócznią wykończył ich towarzysza przybijając go do drzewa. Musi być silny, przemknęło przez głowy wielu, przez co odruchowo woleli zająć się innym przeciwnikiem niż on. Niestety zostali na niego niejako skazani, gdyż trup który się ścielił po każdym ciosie kapłana, nie pozostawiało to już wątpliwości, że walka zwycięska nie będzie. Gobliny niejako same wpadły w sieć opuszczonych przez siebie posterunków. Próba wycofania się z miejsca do którego dotarli była skazana na oszczep w plecy. Oni przynajmniej by tak zrobili… Nielicznym udało się uciec, nie Derkowi, najlepszemu treserowi jakiego miała ta wieś ( goblińska) dla niego miała to być zwykła wyprawa, nawet nie musiał brać udziału w walce, zabrał młode wargi by je nieco podszkolić i oswoić z walką i zabijaniem. Sam teraz miał okazję zgłębić skutki tych ostatnich treningów…

Nowy jeździec jaki pojawił się na horyzoncie był nieprzewidzianym elementem w planie goblinów. O ile w ogóle był jakiś plan. Zwrócił na siebie uwagę strącając Bloba , gdy po chwili ściągnął i Derka, przebijając mu płuco strzałą, reszta goblinów nie czekając na ostateczny wynik bitwy toczącej się na południe od nich, zaczęła spierniczać. Tetmund i Argon - obaj oszczepnicy, obaj tkwiący na drzewie z nieciekawymi minami. „A jeśli podjadą? Na pewno podjadą. cholera przegrywamy!” Sytuacja zapowiadała się nieciekawie, szczególnie gdy do akcji dołączył konny łucznik. Trzeba było się ewakuować, jednak przez myśl przechodziła im tylko jedna wizja – goniących ich awanturników, wyrzynających jednego po drugim…Trzeba było zdobyć transport a taka okazja nadarzyła się gdy jeden z wargów stracił jeźdźca. Tetmund podbiegł jako pierwszy próbując zatrzymać bestię – Cip cip, czy jak tam? Agrraaaaa… Warg rzucił się na Tetmunda i sprawnym ruchem przegryzł mu tętnicę, goblin krztusił się i dusił własną krwią aż zmarł. Argon nie czekał – wiedział, że bez „wierzchowca” nie ma szans uciec tym bestiom. Nasłuchał się wielu opowieści o takich awanturnikach, którzy atakują każdego napotkanego goblina, kobietę czy dziecko, palą wsie i ścigają do upadłego. Obce rasy były złe, a obcy awanturnicy jak ci jeszcze gorsi. – Dobry piesek, hał hał, maszt tu ( rzucił mu podsmażonego palca) , spokojnie… Jakimś cudem udała mu się ta mizerna próba naśladownictwa sposobów jakich używał poprzedni właściciel warga – trener. Zapewne po powrocie zostanie mianowany kolejnym…


"A wszystko wyglądało tak pięknie…"Zastanawiał się nad przebiegiem walki, gdy już uciekał w popłochu, byle jak najdalej od tych potworów, nieludzkich ( niegoblińskich) stworzeń. "Już było tak pięknie, właściwie pierwsze ciosy były nasze ! Orkowaty dostał w łeb i ta paniusia też! Mogliby paść sukinkoty! Grrrr! Orkowaty był straszny, chyba najstraszniejszy, ale czy on mi to zrobił??
Do tej pory nie mógł zrozumieć czemu nie zrealizował do końca planu. Czemu upuścił pakunek tak wcześnie zamiast rzucić go między konie. "Szef musi być zły , nawet bardzo zły. Ale… Może uda się go okłamać? Ludzie, elfy czarować, o tak. On rzucić, chmura dymu wylecieć, ale tamci zepchnąć chmurę dymu… O tak… o nie…"
Goblin bladł, zieleniał, czerwienił się, miał bardzo, bardzo poważny problem z którym jego prosta inteligencja nie potrafiła sobie poradzić. „Bardok powie Tyrmandowi co się stało. Bardok powie czemu rzucił za wcześnie pakunek szamana. Wodzu mówić że mówienie o nich może być równie cenne co ich konie, może więc Tyrmand nie być zły na Bardok? O tak Bardok powie Tyrmandowi…”

Herk cieszył się, że udało mu się dostać do maga. Humor tak szybko jak się pojawił tak szybko znikł od ogrormu cierpień jakich doświadczył. Najpierw spotkał się z prawdziwą kulą energi, dla Herka widoczny był właściwie tylko błysk i wirująca jasna kulka zmierzająca w jego stronę. Nawet nie zdążył wziąć oddechu, gdy fala bólu ogarnęła jego ciało. W tym czasie fala energi paliła żywcem nawet kości goblina. Mimo to przeżył, zacisnął zęby i zaatakował maga. Wiedział, że kolejnego takiego promyka nie przeżyje. Mag nie dał się trafić, co więcej powiększył tylko rozmiar bólu paląc dłońmi skórę goblina. Herk ledwo żył, unosił się właściwie już tylko siłą własnej woli – a ta napędzona została nienawiścią do krzywdziciela. Zanim wykonał ostatni cios zdołał zobaczyć przerażający półuśmieszek przywodzący na myśl, iż elf czerpie radość z zabijania. Mag który chwilę wcześniej słyszał rozkoszne krzyki palonego goblina i widział jego zabawne zabiegi, aby go dostać, zdziwił się wielce, gdy ostatnim spazmem goblin zdołał mu wbić tasak w gardło nim zginął od kolejnej dawki płomieni - które niczym symbol na stałe wyryły się na jego twarzy. Jeszcze długo po całej walce „bohaterowie” – czy "nieludzcy rzeźnicy" , mogli obserwować wypaloną w twarzy Herka dłoń Tan Alandera, a ślad płonął i płonął, równym nie gasnącym ogniem, jakby pieczętując odwieczny los goblinów.

( * zarżnąć świnię, po goblińskiemu, Dargeh to świnia, a TALAMUN – zarżnąć, tyle że w zdaniach dwuwyrazowych wymawia się wspak wyrazy )
 

Ostatnio edytowane przez kset : 05-17-2008 o 13:30.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-13-2008, 20:51   #36
 
Dhagar's Avatar
 
Reputacja: 2 Dhagar jest na bardzo dobrej drodze
$: 11 846
"Odczekać i w odpowiedniej chwili uderzyć, gdy wróg najmniej się tego spodziewa" - przemknęły mu przez głowę słowa jego nauczyciela i mentora Tan Denthora.
- "Wróg nie zawsze da ci okazję do czystego ciosu. Wykorzystuj swoje umiejętności wtedy by samemu stworzyć takie sytuacje. Ćwicz w praktyce a z czasem nikt ci się nie oprze."

Ruszył przeciw napastnikom roztaczając wokół siebie dziwną aurę. Gobliny zaś ujrzały rycerza niczym stąpający koszmar z ich snów. Płonące oczy spoglądały na nich pełne wściekłości i bólu, z hełmu wyrosły rogi skierowane ku przodowi, czarne halo wokół sylwetki i niewyraźne zarysy czegoś wystającego z pleców pojawiło się nagle. Sam miecz zdawał się wyć i syczeć złorzecząc im. Ostrze ze świstem zaczęło zataczać łuki mknąc ku goblinom, które nierozważnie stanęły mu na drodze.
Dla drużyny Walnar w niczym się nie zmienił, był po prostu w zwarciu z kilkoma przeciwnikami. Dla goblinów jednak stawał się nagle kimś innym, potwornym, na którego widok nogi uginały się a zęby zaczynały wściekłe szczękanie. Walnar uśmiechnął się złowieszczo i krzyknął:

- Dziś traficie do piekła w imię Morghlitha !! - głos brzmiał niczym zwiastun klęski i zagłady, ale czy na pewno ?

Wykonał cios chybiając jednak o włos. W odpowiedzi z dwóch atakujących tylko jeden zdołał oprzeć sie sile sugestii i strachowi i zaatakował wykorzystując niewielką lukę w obronie. Topór gobliński prześliznął się obok tarczy i uderzył w zbroję nie wyrządzając jednak Walnarowi żadnej szkody. Odpowiadając ciosem za cios rycerz znów uderzył, jednak kolejny raz chybił skaczącego przed nim goblina.

"Nie ma co, nauczyciel byłby ze mnie dumny"
- zaklął w duchu gdy dwakroć pod rząd nie trafił takiego pożal się przeciwnika. Przemknął mu widok tan Denthora śmiejącego się z niego. Rzucił okiem na poczynania gwardzisty. Do stu piekieł radził sobie lepiej niż on.
- "Gdzie masz oczy, skup się na tym co robisz. Nie dawaj przeciwnikom takich okazji, wykorzystaj gniew przeciw wrogowi".

I usłyszał tętent nadciągającego konia, którego też zauważył kątem oka. Uśmiechnął się do siebie i wykonał nagły ruch do przodu i w bok lekko schodząc z drogi nadbiegającego wierzchowca.

****14 lat wcześniej*****

- Walnarze musisz się nauczyć, że często twoje życie będzie zależało od twojego wierzchowca. On cię poniesie gdy ty nie będziesz w stanie trzymać cugle, w boju na równi z tobą będzie walczył z wrogiem jeśli go dobrze wytrenujesz - słowa Gautiera Chanteura, stajennego jego ojca często niosły kolejną wiedzę dla młodego giermka.
- Nie samą zabawą jest jazda konna. Ćwicz, trenuj a kiedyś to ci się opłaci.

Walnar kiwał ze zrozumieniem głową. Kochał jazdę konną i sporo czasu spędzał ćwicząc różne manewry na koniu i z koniem. Akrobatyka na koniu była trudniejszą częścią i nie zawsze też mu wychodziła. Miał jednak nadzieję, że praktyka uczyni z niego mistrza...
**********************

Wykorzystując chwilę nieuwagi przeciwnika obrócił się na pięcie chowając miecz, chwycił ręką za siodło i wybił z górę. Puścił lewą dłonią chwyt tarczy, która i tak była przypięta do ręki rzemieniami i chwyciwszy się mocniej przerzucił nogę przez siodło dosiadając konia w biegu. W ostatniej chwili złapał lejce lewą ręką i opanował wyćwiczonymi ruchami spłoszonego konia.

"Dzięki Gautier. Trening się opłacił" - pomyślał zawracając konia i wyciągając miecz z pochwy runął na całkowicie zaskoczonego goblina. Klinga ze świstem opadła w dół gruchocząc bark, ramię i zwalając ofiarę z nóg pod kopyta wierzchowca.

"Nigdy nie dawaj swym przeciwnikom szansy na wyleczenie się z ran. Bowiem gdy się wyliżą gotowi wbić ci nóż w plecy." - zasada, której zawsze się trzymał.

Rozejrzał się po polu walki, w poszukiwaniu kolejnych przeciwników. Miało być ich wszak czternastu a padło raptem siedmiu. Widział jednak zamiast tego tylko ciała, ale nie. Zmarszczył brwi widząc goblina dosiadającego jego wierzchowca i próbującego uciec. Czar maga niezbyt podziałał na uciekiniera, a Walnar nie miał zamiaru mu pozwolić porwać jego konia. Zagwizdał w dziwny sposób i na efekt nie musiał długo czekać. Wierzchowiec stanął nagle wyrzucając w powietrze zadnie nogi i goblin zaskoczonym tym pięknym łukiem poleciał w górę i runął na trakt. Podnieść się już nie zdołał i ostatnie co ujrzał to błysk opadających na niego z furią podkutych kopyt, które opadając kilkukrotnie miażdżyły żebra, zgruchotały kości i wdeptały zmasakrowane ciało w ziemię.
Walnar jednak nie był zadowolony, zastanawiał się gdzie się podziała reszta i co też planują.

- Wszyscy cali ? - spytał podjechawszy do reszty i zsiadając ze złapanego wierzchowca. Wtedy dopiero ujrzał leżące ciało maga. Nie udało się jednak wyjść z tej potyczki bez strat. Przeklęte gobliny urządziły sobie zasadzkę akurat w tym miejscu. Ale cóż, życie nikogo nie rozpieszcza i toczy się dalej. Pocieszeniem było, że zabrał ze sobą swego zabójcę. Tak śmierć była zawsze dobrą śmiercią, gdy ginie się ze świadomością, że twój wróg również umiera.
 
__________________
"Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć."

Ostatnio edytowane przez Dhagar : 05-17-2008 o 17:58.
Dhagar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-14-2008, 19:44   #37
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 6 Redone ma w sobie cośRedone ma w sobie coś
$: 105 240
Walka jednak nie miała ich tym razem ominąć. Tak jak Saline się spodziewała, gobliny próbowały otoczyć grupę, stara dobra sztuczka. I dlatego można się jej było spodziewać, nikogo to nie zaszkodziło. Tym bardziej, że o zbliżającym się niebezpieczeństwie już od jakiegoś czasu wiedzieli.

Elfka przesunęła sie bliżej linii lasu, przewiązała wodze konia wobec gałęzi i spokojnie czekała na wroga, który coraz bardziej sie zbliżał. Wierzyła, że Walnar i reszta poradzą sobie, w końcu to nie wyćwiczeni zabójcy a jedynie gobliny. Coś nigdy nie można lekceważyć przeciwnika.

"Jeszcze nie, jeszcze chwila, poczekam aż podejdzie bliżej."

Saline próbowała zachować spokój, i z zewnątrz wydawała sie spokojna, ale jej myśli pędziły. Adrenalina rosła z każdą sekundą, proporcjonalnie do szybkości zbliżania sie goblina. W końcu pojawił sie blisko drogi i elfka mogła swobodnie zaatakować, w końcu już na niego czekała.

Wyszła mu na spotkanie i powitała go ciosem miecza, który jednak nie trafił, ale za to goblin miał więcej szczęścia i zahaczył maczetą o głowę Saline powodując niegroźną ranę.

Elfka cięła mocno w okolicach brzucha, jednak zbroja goblina okazała sie przydatna, cios ześlizgnął sie po metalu, wydając charakterystyczny zgrzyt. Goblin robiąc unik przesunął się i teraz stał między Saline a jej koniem. Walka trwała nadal.

Tym razem goblin postanowił pokazać co potrafi, wykorzystując chwilowe zdezorientowanie elfki. I trzeba mu przyznać, zrobił to świetnie. Jego broń przebiła pancerz kobiety i zadała dość głęboką ranę. Elfka dosłownie na setna sekundę pozwoliła by na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Jednak zaślepiona mroczkami, które się przy tym pojawiły, źle wycelowała swój cios. Mocne pchnięcie minęło goblina, który przytomnie odskoczył, i powędrowało w stronę konia wbijając się mocno pod jego skórę. Speszony i zraniony koń stanął dęba, oderwał gałąź i pogalopował przed siebie, sprawiając że goblin musiał odskoczyć.

- Ty nędzny pokurczu, przez ciebie zraniłam swojego konia! - krzyknęła Saline w płynnej mowie elfów.

Nie czekała ani chwili dłużej. Wykonała kolejne pchnięcie, sama wykorzystując teraz rozkojarzenie przeciwnika. Goblin nawet nie zdążył zobaczyć co się dzieje. Jego pancerz, skóra i wnętrzności zostały przebite przez miecz elfki. W jego oczach zgasło światło, a jego zwłoki osunęły sie z miecz na ziemię. Dopiero wtedy Saline pozwoliła sobie na syk bólu i złapanie sie za ranę. Nie wyglądało to dobrze.

Teraz też Saline rozejrzała się po polu bitwy. Nawet nie zerknęła w stronę Kathryn, przez cały czas czuła na sobie jej krytyczny wzrok. Na szczęście jej towarzysze wygrali, choć też nie obyło sie bez ofiar. Mag nie rzuci już żadnego czaru. To smutne, gdy elf odchodzi z tego świata tak szybko. Już miała iść w stronę martwego Alandera i reszty gdy zobaczyła jeźdźca, który szybko zdjął dwa gobliny.

"No proszę, ciekawe cóż ta za przybysz. Jeśli umie leczyć równie dobrze co strzelać, to będę go wielbić."
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
--- Nie ma mnie do 7 lipca ---

Ostatnio edytowane przez Redone : 05-17-2008 o 17:32.
Redone jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-15-2008, 20:10   #38
 
Smoqu's Avatar
 
Reputacja: 1 Smoqu jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 073
Plan przeciwników był genialny w swej prostocie - wykorzystując przewagę liczebną okrążyć ich uniemożliwiając odwrót i wytłuc. Nie wzięli jednak pod uwagę, że nie mieli do czynienia z bandą wieśniaków, tylko z grupką nieźle wyszkolonych awanturników. Teraz właśnie miało się okazać, jak nieźle.

Turgas zbliżył się do Walnara, który zrezygnował z samotnej szarży i zeskoczył z konia. Stanął u jego boku uważnie obserwując poczynania goblinów. Na razie nie wyglądało to źle, gdyż widział ich tylko pięciu, jednak Kathryn jakimś cudem wiedziała, że jest ich więcej:

- Po lewej stronie drogi macie pięciu, po prawej czterech. I Turgas, oni wszyscy idą w waszą stronę, otaczają powoli wachlarzem - usłyszał z jej strony – Cokolwiek zrobicie, radziłabym pośpiech: dwójka z wargami i jeden z potencjalnych łuczników zaczęli się także przemieszczać.

"Skąd ona to wie?" przemknęło mu przez głowę pytanie. Ale zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. Nie było teraz czasu na takie pierdoły, czekała ich walka.

- Cofnijmy się troszkę. - rzucił cicho do towarzysza - Jesteśmy za daleko od reszty ekipy, mogą nas odciąć. I nie martw się o swoje plecy, tylko zabezpiecz moje.

I zaczął się cofać w kierunku reszty grupy z włócznią gotową do rzutu, uważając jednak, aby utrzymać takie samo tempo, jak rycerz, który wycofywał wraz z nim.

Jeden z napastników rzucił im propozycję nie do odrzucenia ... w jego mniemaniu.

- Poddajcie się, to umrzecie szybko. - odwarknął w odpowiedzi kapłan, sprężając się, jak pantera do skoku.

Nagle ze strony maga poleciał w kierunku mówcy pocisk energii i trafił go w prawą nogę. Goblin zasyczał z bólu i wskazał na czarodzieja krzycząc coś w swoim języku. Zaatakował, a wraz z nim reszta oddziału.

Turgas tylko na to czekał. Gdy tylko znaleźli się wystarczająco blisko, aby być pewnym rzutu włócznią, cisnął nią w krzykacza. Rzut był silny i celny. Włócznia przebiła zbroję nadbiegającego, jak masło, zaś siła rzutu była tak potężna, że ostrze przeszło na wylot przez niewielkie ciało i wbiło się w drzewo znajdujące się za nim, przybijając negocjatora. Skonał natychmiast.

Jednak być może dlatego, że wziął taki zamach do rzutu, spóźnił się troszkę z wyciągnięciem szabli. Drugi nadbiegający goblin wyskoczył i ciął maczetą na wysokości gardła. Gwardzista w ostatniej chwili, instynktownie przekręcił głowę tak, że cios nie dosięgnął szyi, a skrzesał iskry na hełmie i przeorał lewy policzek. Adrenalina wyzwolona w tym momencie przez organizm półorka zablokowała ból i wyostrzyła wszystkie zmysły. Zdziwienie, wściekłość i w końcu rozbawienie, wszystkie te uczucia prawie jednocześnie wyraziła jego twarz. Nawet roześmiał się w głos. Ciągle żył.

To była walka o życie, a nie żaden trening. Źrenice oczu rozszerzyły się pod wpływem stresu, otaczająca rzeczywistość stała się wyraźna i ostra, jak jego szabla. Widział wszystkie ruchy przeciwników, jakby w zwolnionym tempie. Ten co, go zranił, jeden nadbiegający z prawej i jeden z lewej strony. Razem trzech. Na razie trzeba było wyeliminować najbliższego. Z całą furią zaatakował.

Goblin, najwyraźniej przekonany, że już właściwie pokonał swojego przeciwnika, postanowił go dobić prostym ciosem z góry. Nie mógł popełnić gorszego błędu, bo całkowicie się przy tym odsłonił. Najwyraźniej zapomniał, że ranny przeciwnik to najgroźniejszy przeciwnik. Turgas, któremu adrenalina dodała sił, zrobił unik i wyprowadził zabójczo szybki cios z nadgarstka. Usłyszał tylko ciche stęknięcie, gdy odciął przeciwnikowi prawą rękę wraz z maczetą. Krew z kikuta siknęła, jak piwo z przebitego bukłaka, ochlapując gwardzistę i rycerza.

"Ten już nic nie zrobi" kapłan odwrócił się do następnego.

Gniew dodał mu sił i szybkości. Normalnie nie byłby w stanie dosięgnąć drugiego, ale tym razem wściekłość zrobiła swoje. Ciął od dołu. Tego rodzaju ataku nauczył go El Tornado podczas ostatniego szkolenia. Dla nieprzygotowanego przeciwnika był on nie do zatrzymania. Goblin nie był przygotowany. Ostrze prześlizgnęło się pomiędzy nogami trafiając dokładnie w pachwinę i rozcinając ciało aż do brzucha. Wnętrzności wypłynęły na wierzch. Goblin patrzył przez chwilę z niedowierzaniem i upadł z takim wyrazem twarzy martwy na ziemię.

Turgas rozejrzał się w poszukiwaniu następnego przeciwnika. Sytuacja wyglądała nadal groźnie, aczkolwiek nie beznadziejnie. Jeden z napastników chlasnął dość poważnie Seline, ale poza tym nikt nie doznał poważniejszych obrażeń. W okolicach "tylnej straży" były 3 gobliny, przy rycerzu ostał się jeden, mag całkiem sprawnie rozprawił się z następnym, zaś ranna elfka przebiła tego, który ją tak szpetnie potraktował. Tylko Kathryn stała, jakby nigdy nic, obserwując całą walkę.

"Rozpoznanie robi nieźle, ale mogłaby się ruszyć i choć trochę zamieszania zrobić." pomyślał trochę poirytowany kapłan.

Mag, chcąc uniknąć walki wręcz wycofał się przed atakującym go goblinem, a ten uderzył na odlew jego konia, płosząc go. Przestraszone zwierzę pogalopowało prosto na walczących ramię w ramię rycerza i kapłana.

- Walnar, zejdź z drogi ! - krzyknął gwardzista dostrzegając, co się dzieje.

Sam przemieścił się, aby zejść z drogi szarżującego konia i go przepuścić wolno. Dzięki temu manewrowi znalazł sie tuż obok jednego z nowo przybyłych goblinów. Nie zastanawiając sie wiele chlasnął go i jednym ciosem ściął mu głowę, która upadła 3 metry dalej. Po chwili korpus również osunął się powoli na ziemię.

Na drodze w oddali zamajaczył jeszcze goblin dosiadający warga, ale szybko zniknął ustrzelony przez jakiegoś niewidocznego strzelca. Nie był nim nikt z drużyny.

"Co do cholery?"

Gobliny zaczęły uciekać i szybko zniknęły w zaroślach pozostawiając ciała swoich towarzyszy. Było po walce.

Turgas w końcu poczuł pieczenie w rozciętym policzku.

- Mroczny Władco, przyjmij w ofierze tę śmierć i ulecz swą mocą swego sługę - wyszeptał słowa modlitwy skupiając się na energii, którą miał w sobie. Musiał być gotów na następną potyczkę. Może to coś, co załatwiło gobasa miało nieprzyjazne zamiary? Obserwował uważnie otoczenie będąc gotowym na każdą ewentualność ...
 

Ostatnio edytowane przez Smoqu : 05-17-2008 o 13:58.
Smoqu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-17-2008, 17:25   #39
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 2 obce jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 852
Kathryn przesunęła spojrzeniem po mieczu w dłoni elfki i łuku przytroczonym do jej siodła.
- Masz zamiar rzucić w nich mieczem? - w jej głosie pojawiła się delikatna nutka kpiny.
- Może chcesz mi dać jeszcze jakieś inne cenne wskazówki odnośnie mojego sposobu walki? - odpowiedziała Saline uśmiechając się promiennie..
- Popilnuj, żeby nie uciekł – rzucił przechodzący obok kapłan.
- Owszem, za każdym razem, kiedy popełniać będziesz elementarny błąd – powiedziała obojętnie, przejmując od Turgasa uzdę. - Dwieście metrów.
Odeszła kilka metrów w tył i przywiązała konie niedaleko gęstych krzewów. Nie była to może wymarzona ochrona, ale dawała szansę, że podchodzące z boku gobliny jej nie zauważą.
- Po lewej stronie drogi macie pięciu, po prawej czterech. I Turgas, oni wszyscy idą w waszą stronę, otaczają powoli wachlarzem - Kathryn oparła się wygodnie ramieniem o drzewo i splotła ręce na piersi. – Cokolwiek zrobicie, radziłabym pośpiech: dwójka z wargami i jeden z potencjalnych łuczników zaczęli się także przemieszczać.

Nie miała zamiaru walczyć. Dziewięć podkradających się goblinów na trzech wyszkolonych wojowników i jednego zapalczywego maga – to było zbyt dobre i pouczające widowisko, by mogła je przegapić. Stojąc w cieniu drzewa, w brązowej koszuli zlewającej się z ciemną korą dębu, z chłodnym spokojem w oczach, postanowiła pozostać widzem do samego końca.

Na potrzeby spektaklu, przemykających pomiędzy krzewami i zaroślami napastników obsadziła w rolach statystów – jednorazowe nośniki fabuły, które ukażą i obramują estetycznie głównych bohaterów opowieści.

Jej spojrzenie przesuwało się po kolejnych towarzyszach.

Turgas rozpoczął najlepiej. Z cieniami, które przemieniły jego twarz z maskę śmierci, z zimnym opanowaniem godnym kapłana Morghlitha. Ledwie słyszalne, ale wyraźne słowa „Poddajcie się, to umrzecie szybko” rzucone bez namysłu chrapliwym głosem. Gobliny nie poddały się – słowa półorka niosły jednak w sobie prawdę: umarły naprawdę szybko. Przynajmniej te, których dotknęło jego ostrze.
Pierwsze wrażenie: całkowicie przeciętny gwardzista, który nie potrafi spojrzeć rozmówcy w oczy.
Drugie wrażenie: inteligentny kapłan, który może stanowić równorzędnego partnera w rozmowie.
Trzecie wrażenie: skuteczny i opanowany wojownik, który jako jedyny podjął się próby nadania walce jakiegoś racjonalnego przebiegu.

Walnar… Złociste oczy zmrużyły się lekko. Nie było w nim nic z Dena. Jeszcze nie, może nigdy nie. Młody i tak naprawdę niedoświadczony nie potrafił dyktować swoich warunków ani w rozmowie, ani podczas walki. Był za to zręczny i miał rękę do koni. Kathryn potrafiła to docenić, nawet jeśli koń, którego dosiadł w biegu był tylko jucznym koniem Alandera. „Dziś traficie do piekła w imię Morghlitha!”, jego krzyk poniósł się echem po spokojnym i cichym lesie. Ten jeden krzyk wyjaśniał wiele.
Pierwsze wrażenie: rycerz pozbawiony ikry, bardziej bezbarwny niż czarny.
Drugie wrażenie: siostrzeniec Dena, któremu potrzeba będzie wiele czasu, by stać się kimś prawdziwym, kimś nietuzinkowym.
Trzecie wrażenie: wojownik nieprzyzwyczajony do walki w lesie, przesycony rycerskimi legendami pełnymi szarż i okrzyków bojowych.

Saline cały czas zmagała się z jednym przeciwnikiem nie mogąc zyskać nad nim przewagi. Już po kilku ciosach wiadomo było, że jej wygrana nie jest przesądzona – Kathryn jednak nie poruszyła się nawet. Widownia dla widzów, scena dla aktorów. Szczególnie, że elfka bardziej niż wojownika przypominała aktorkę odgrywającą taką rolę. Miła oku ozdoba opowieści, która nie odgrywa jednak żadnej istotnej roli. Gdyby była to opowieść romantyczna wdałaby się w zakazany związek z czarnym rycerzem.
Pierwsze wrażenie: piękna elfka bardziej przypominająca bogatą kurtyzanę niż osobę zajmującą się handlem. Chyba, że mówić o wystawianiu własnych wdzięków na sprzedaż.
Drugie wrażenie: kobieta pływająca przy bezpiecznym brzegu konwenansów, bojąca się ryzyka i zejścia w głębinę.
Trzecie wrażenie: wojownik, który nie myśli jak wojownik, który bardziej wygląda jakby walczył niż walczy faktycznie.

No i Alander. Pierwszy, który rzucił czar i zaczął szykować się do walki. Pierwszy, który zranił goblina a gdy w powietrzu rozszedł się smród palonego mięsa – roześmiał się. Mag, który nie interesował się teorią magii, szlachcic, który jak szlachcic się nie wyrażał. Apatyczny towarzysz podróży, który ożył nagle w upojeniu walką i zabijaniem. Kathryn ciągle rozbmiewał w uszach jego pełen autentycznego rozbawienia śmiech, nie poruszyła się więc, gdy obok niej przebiegły dwa gobliny. Nie sięgnęła po broń, nie złożyła palców do czaru, ani warg do krzyku. Stała, chłodnym spojrzeniem obserwując Alandera. I zobaczyła jego niemal ekstatyczny uśmiech.
Pierwsze wrażenie: postać wydobyta z przeszłości, mag-niemag, szlachcic-nieszlachcic, mgliste wspomnienie sprzed dziesięciu lat.
Drugie wrażenie: apatyczny i milczący. Nudny. Postać w opowieści niepotrzebna, zbyteczna nuta, która nie wzbogaca melodii opowieści, nie zmienia jej rytmu, nie zapada w pamięć.
Trzecie wrażenie: z wykrzywioną nieprzyjemnym, przepełnionym chorą radością uśmieszkiem wbijający płonące palce w twarz przeciwnika. Martwy, z przebitym tasakiem gardłem, który sterczał mu z krwawiącej rany jak obscenicznie wystawiony język.

Walka zakończyła się w niespełna kilka minut.
Kathryn dopiero wtedy poruszyła się i wolnym krokiem podeszła do trupa. Kucnęła koło niego uważając, by nie pobrudzić sobie butów świeżą krwią. „Uśmiech za uśmiech, elfie”, pomyślała, patrząc w nieruchome oczy maga.

- Wszyscy cali? - spytał Walnar podjechawszy do reszty i zsiadając ze złapanego wierzchowca.
- Nie miałam rano racji – przeniosła wzrok z martwego elfa na Saline. – Ani doświadczenie, ani mądrość nie przychodzą z wiekiem.

Gdy z lasu wyłonił się jeździec na łaciatym koniu, Kathryn popatrzyła na niego bez zdziwienia.
- Ach, to tylko ty… - powiedziała, jakby jego obecność w tym miejscu i czasie była najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.
 

Ostatnio edytowane przez obce : 05-17-2008 o 23:43.
obce jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-17-2008, 19:29   #40
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 1 Manji jest na bardzo dobrej drodze
$: 33 814
Kilka dni wcześniej, bezdroża w okolicy Bogenhofen.

Vicious jadąc w cieniu drzew rozkoszował się pięknem natury, czasem zatrzymywał Córę Wiatru, aby dokładniej móc przyjrzeć się nieznanym sobie roślinom. Choć był bardzo podekscytowany otaczającą go florą i fauną, to jednak nie pozwalał sobie na zbyt wielką beztroskę. Wiedział, że w puszczy takiej jak ta znajdują się istoty, dla których jest on jedynie posiłkiem. Potrafił bezszelestnie przemieszczać się przez leśne ostępy. Był ich częścią. Z niedowierzaniem przyglądał się gromadom królików skaczących po polanie - w takich ilościach były niczym szkodniki, bezmyślnie niszczące młode rośliny, jedzące ponad swoje potrzeby.
"Dziś więc będzie królik na kolację."
Dwie strzały z sykiem przecięły powietrze, a myśliwski terier, którego zwał Syle, na rozkaz swego pana ruszył po martwe zwierzaki. Syle był mądrym, choć strasznie kapryśnym, psem, a po ostatniej kąpieli nie miał jeszcze okazji do odegrania się, więc teraz przynosząc zdobycz oślinił lotki strzał bezczelnie merdając ogonem.
"Jak dziecko."
Corum nie potrafił się złościć na zwierzęta.
Wyciągając strzały, złożył krótką modlitwę za duchy królików, dziękując im za ich mięso i prosząc o wybaczenie, za odebranie życia. Ale taka jest natura, jedne zwierzęta oddają życie, aby inne mogły żyć. Dopiero wieczorem postanowił rozbić obozowisko. Pierwszy raz od długiego czasu zsiadł z końskiego grzbietu i ze zdziwieniem stwierdził, że czuje się nieswojo, stojąc na własnych nogach. Za bardzo nawykł do siedzenia na koniu. W strumyku obmył Córę Wiatru, sam również skorzystał z okazji i dokładnie się wyszorował. Syle napił się do syta, a potem przyglądał się mu z dezaprobatą. Po zakończeniu zabiegów kosmetycznych zabrał się do pieczenia królików. Miał wystarczająco wiele czasu, aby na chwilę powrócić pamięcią do swojego domu. W milczeniu patrzył na niewielki, wykonany ze srebra przedmiot, na którego powierzchni umieszczone była podobizna jego pięknej żony i dwójki dzieci; na przedmiot wykonany przez swoją małżonkę, był szczęśliwy, miał kochającą kobietę, wspaniałe potomstwo, a do tego był wolny niczym dziki ogier.
Następnego dnia natrafił na prawdziwą masakrę. Jakieś koczownicze plemię wycięło drzewa owocowe tylko po to, aby dobrać się do najsłodszych owoców. Z jego oczu popłynęły łzy, a paznokcie zostawiły głębokie ślady na wnętrzach dłoni. Spędził cały dzień, aby przywrócić równowagę tego miejsca na tyle, na ile pozwalały mu na to jego umiejętności.
Z łatwością odszukał ślady - dwa dni temu szesnaście niewielkich humanoidów skierowało się na południowy wschód. Niewysocy, może niewiele wyżsi od krasnoluda, podróżowali pieszo – nie mogli przemieszczać się szybko. Miał nadzieję, że wyrośnie tu znów piękny śliwowy lasek z zasadzonych nasion i szczepek. Zatrzymał się, kilka razy natrafiając na wyjątkowe okazy węży. Ostrożnie złapał, obejrzał i wypuścił, przez chwilę przyglądając się jak stworzenia się oddalają.
Po kolejnych dwóch dniach dopadł straż tylną, obydwie odcięte głowy nadział na ich włócznie, które wbił w ziemię, przyczepiając kawałek płótna do każdej z napisaną ich krwią wiadomością:
Osądzeni i skazani za zbrodnie wobec lasu.

Przez kolejny dzień deptał po piętach grupie goblinów wyczekując stosownego momentu, aby ich wyciąć. Nie spodziewał się, że tak szybko to się wydarzy - gobliny osadziły się w zasadzce na trakcie, czy raczej polnej drodze. Siedziały tam całą noc, co jakiś czas polepszając swoje siedlisko. Tylko jeden odszedł dalej i skończył jak poprzedni dwaj.
Nad ranem Corum wyczuł jeźdźców, zdążył się pozbierać na czas. Szczęśliwie grupka wędrowców była znacznie lepiej wyekwipowana i wyszkolona. Gobliny atakowały z iście szaleńczą zaciekłością, zdążył ustrzelić jedynie dwóch z nich. Walka skończyła się bardzo szybko, gobliny zapłaciły wystarczającą cenę za swoją bezczelność i brak szacunku do natury. Jednak jeden z wierzchowców został zraniony Corum niemal poczuł jego ból.
Wyjechał na drogę, aby się pokazać grupie. Nie chciał być pomylonym z goblinami.

Na czarnym koniu, którego zad i głowę pokrywały białe łaty sierści siedziała postać okryta ciemno-brązowym, długim płaszczem z kapturem. Kaptur niemal całkowicie krył w cieniu twarz właściciela. Cała postać stała w cieniu, co znacznie utrudniało możliwość dokładnego przyjrzenia mu się. Przez plecy przewieszony miał prosty łuk i kołczan, w lewicy trzymał długi łuk. U boku konia widoczne były jeszcze dwa pełne kołczany oraz miecz. Jeździec pochylił się w siodle sięgając po ostatnią strzałę. Płynnym ruchem wyszarpnął grot z gobliniego truchła. Gdy się prostował okręcił się w siodle tak, aby móc wyraźnie przyjrzeć się podróżnym. Lewą ręką odrzucił kaptur do tyłu, ukazując gładkie i delikatne rysy twarzy - z takiej odległości wyglądał na elfa.

Jedna z kobiet odezwała się pierwsza:
- Ach, to tylko ty… - powiedziała, jakby jego obecność w tym miejscu i czasie była najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.
By po chwili zalać swą obojętnością Viciousa. Jej słowa na chwilę zbiły go z tropu.
"Czy ja ją znam?"
Gdy przemówił, jego głos nie brzmiał jak melodyjny głos elfów - był to zachrypły głos typowy dla ludzkich wyspiarzy. Do tego akcent wskazywał na pochodzenie z odległych terenów od Orkusa Wielkiego. We wspólnej orkowej mowie wyrecytował doniosłym basem :

- Witajcie podróżnicy! Jam jest Tan Corum Vicious! Dziękuję Wam za pomoc w wybiciu bandy złoczyńców, których ścigam od kilku dni. Bym był zaszczycony gdybym wiedział komu zawdzięczam pomoc!?
Mówiąc te słowa wciąż przyglądał się bacznie kobiecie, która teraz go zupełnie ignorowała. Było w niej coś niepowtarzalnego, w jej oczach, pięknych oczach.
Powoli zaczął się zbliżać, schował łuk, on i koń stanowili jedność, poruszali się niczym jedna istota. Wypowiedział niesłyszalne słowa dla humanoidalnego ucha, na które wszystkie konie zareagowały parskaniem i kręceniem głowami, gdyby były puszczone swobodnie z pewnością by podbiegły. Corum nie chciał zbliżać się za bardzo więc przyglądał się grupce podróżnych z odległości kilkunastu metrów, czekając na ich odpowiedź, a jego pies czekał na rozkaz wciąż pozostając czujnym i ukrytym w zaroślach.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.

Ostatnio edytowane przez Manji : 05-19-2008 o 15:14.
Manji jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wł.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Kryształy Czasu - długa kampania kset Komentarze do sesji innych sesji RPG 349 Dzisiaj 14:03
Kryształy czasu - długa kampania kset Archiwum rekrutacji 32 02-10-2008 23:35
Pułapki Roland Rozmowy ogólne na temat RPG 35 06-06-2007 21:08
[Kryształy Czasu] Rekrutacja Drago Archiwum rekrutacji 10 02-13-2006 11:47
[Kryształy Czasu] Kaprysy losu Redone Archiwum rekrutacji 8 01-17-2006 18:48


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93