Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-30-2008, 19:30   #51
 
Smoqu's Avatar
 
Reputacja: 2 Smoqu wkrótce będzie znany
$: 35 783
Turgas spojrzał spode łba w kierunku Walnara, gdy ten przedstawił wszystkich z drużyny.

"Ktoś cię prosił, żebyś mnie przedstawiał. Wielki przywódca wobec bab. A jak przychodzi co do czego, to jak idiota szarżuje na przeważające siły wroga."

Pomyślał zirytowany. Jednak jedyną oznaką tych myśli było wyszczerzenie kłów w kierunku nadjeżdżającej elfki.

Nie zważając już dłużej na rozpoczynające się w najlepsze życie salonowe pełne ą i ę zabrał sakiewki, które pochodziły od zabitych przez niego goblinów i wpakował je do swojego plecaka, po czym przystąpił do przeglądu ich zbroi nie zajmując się w ogóle pozostałymi trupami. Po chwili dopasowywania elementów uzbierał 2 komplety kurtek.

Uśmiechnął się zadowolony i zaczął je składać w pakunek, który później przytroczył do siodła. Do zdobycznego ekwipunku trafił jeszcze jeden topór.

"Zawsze trochę grosza z tego da się wycisnąć."

Rozejrzał się po towarzyszach. I wtedy w końcu zobaczył, że chmura ciężkiego, oleistego dymu o kolorze zgniłych jaj, niczym żywa istota otoczyła ich i już wyciągała w ich kierynku swoje macki. Koń zdradzał zaniepokojenie i nie było w tym nic dziwnego, gdyż zapach, jaki wydzielała nie należał do przyjemnych nawet dla mało czułego na tego typu wonie nosa półorka. Gwardzista zabrał zwierzaka poza zasięg chmury, przywiązał go porządnie do młodego drzewka, aby się przypadkiem nie zerwał. Sam zaś wrócił jeszcze do ciał, które powoli znikały w coraz bardziej gęstniejących oparach. W końcu pozostał tam Alander i płonąca czacha. Odnalazwszy ciało maga zaczął je regularnie przeszukiwać nie zważając na coraz większy odór. W pewnym momencie do lekko oleistego zapachu dymu dołączyła mdła woń palącego się powoli gobliniego ciała. To już było za dużo nawet dla odpornego półorka.

- Bleeeeeeee ... - rozległo się donośnie z chmury, kiedy powitał z powrotem zawartość swego żołądka i mógł ją podziwiać rozlaną na zwłokach maga. Otarł wierchem dłoni usta i splunął w piękną, kolorową plamę na leżącym przed nim ciele.

"Trzeba się ewakuować stąd, bo mi wnętrzności wyrwie. Ten dym dałoby się przeżyć, ale z płonącym ciałem daje mieszankę nie do przejścia. Już chyba dobrze rozłożony truposz mniej śmierdzi."

Po czym zebrał cały ekwipunek elfa, zarzucił sobie na ramię, w jedną rękę wziął dzidę z palącą się na niej czaszką, drugą złapał zarzygane zwłoki za nogę i bezceremonialnie wyciągnął wszystko z chmury w rejon z czystym powietrzem. Tam zrzuciwszy wszystko na ziemię rozejrzał się, co też robią jego towarzysze.

"Noooo, jak myślicie, że zbieram łupy za wszystkich, to się grubo mylicie. Pozamiatałem ze swoich i starczy. A jak pańskich rączek się nie chce pobrudzić, to ja nic na to nie poradzę."

- Co z nim robimy? - zapytał patrząc na Walnara, trąciwszy jednocześnie nogą zwłoki czarodzieja.
 
Smoqu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 06-03-2008, 19:39   #52
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 2 obce wkrótce będzie znany
$: 40 515
Groteska.

Rozedrgane plamy światłocienia, brązowiejące kałuże krwi, wystarczy lekko nachylić się, by zdobyć wiedzę na temat diety i zwyczajów żywieniowych goblinów. Śmierdzące ekstrementy, które wypłynęły z ich martwych, rozprutych stalą ciał, smród z tlącego się prezentu porzuconego niefrasobliwie przez goblina niedaleko drogi, metaliczny zapach stygnącej juchy. Na ziemi, mieczach, dłoniach i twarzach. Już nie szkarłatnymi rubinami, lecz pomarszczonymi strupami przypominającymi chore łuski głębokomorskiej ryby.

Kathryn wyszła z lasu nim minął kwadrans. Scena niewiele się zmieniła - aktorzy żywi i aktorzy martwi dzielnie odgrywali swoje role. Półelfka machinalnie czyszcząc paznokcie z ostatnich śladów krwi, przesuwała wzrokiem po zebranych na trakcie podróżnych. Na nowoprzybyłą elfkę jedynie zerknęła. Wystarczył jej krótki, zduszony i trochę szyderczy śmiech, którego nie udało jej się powstrzymać, gdy bardka po raz pierwszy pojawiła się na trakcie. Mityczna wojowniczka w swojej lśniącej jak lusterko, niepraktycznej zbroi. Prawdziwa bohatera rodem z ilustrowanych opowieści broszurowych. Szyja odsłonięta, obojczyki - odsłonięte. Pachwiny? A jakże, całemu światu wyeksoponowane, tak samo jak mostek, pachy i plecy. Zdaniem Kathryn już lepsza byłaby sama kolczuga niż stalowa płyta z wyklepanym biustem i takimi skrzydełkowatymi wyrostkami, o której elfka musiała haczyć ramionami przy każdym energiczniejszym ruchu.
Tak, niewątpliwie wojowniczka dostarczyła Kathryn kilku chwil rozrywki - na drugie spojrzenie jednak nie zasługiwała. Przez dwa tygodnie mijania się w karczmie elfce udało się tak skrzętnie ukryć wszelkie ślady osobowości, że iluzjonistce nie chciało się nawet ciągnąć okolicznych tubylców za języki. Po co? Elfka bardziej przypominała ożywiony manekin - choć prawda, że piękny - niż prawdziwą kobietę.
Walnar oczywiście był innego zdania, co nie zdziwiło specjalnie Kathryn. Nic nowego pod słońcem. Myśleć głową czy główką - często facetom nie robi to różnicy, byle nic nie przeszkadzało pośród smrodu krwi, gówna i gryzącego dymu bawić się w mistrza kulejącej mocno etykiety.
- Witaj pani w ten piękny poranek. Jak mniemać mogę słyszałaś zapewne odgłosy walki, lecz dzięki bogom już po wszystkim. Ale gdzie moje maniery. - Skłonił się lekko przed elfką. - Jestem Tan Walnar Razorge.
Wyprostował się i wskazał lewą ręką na resztę.
- Ten, który sprawdzał jeszcze przed chwilą zabitych to mój gwardzista el Turqas, ranna dama to el Saline. Ta która ją opatrywała to wiecznie rozgadana i wścibska el Kathryn. Opatrujący konia to tan Corum, kochający zwierzątka i rośliny druid. Choć podejrzewam, że parę osób już znasz. Martwi zaś głosu nie mają, więc na nich już nie ma potrzeby zwracać uwagi.
Kathryn wykrzywiła wargi w pobłażliwym uśmiechu.
- Jakże musiałam cię zranić - rzuciła w stronę rycerza , wchodząc w las.

* * *

Stojący po przeciwnej stronie traktu Corum robił dokładnie to samo co ona - z pozycji widza przyglądał się rozgrywanej na drodze akcji. Gdy ich spojrzenia spotkały się, kobieta nieznacznie skinęła głową w kierunku towarzyszy i teatralnie przewróciła oczami.
- Witaj, el Kathryn - druid podjechał do niej. - Jesteś niesamowitą istotą. Miałabyś ochotę na drobną pogadankę?
Istotą? Niesamowitą? Pogadankę?! Kathryn popatrzyła na nieruchomą twarz druida i przez kilka uderzeń serca wydawało jej się, że przesłyszała się. Groteska ewoluowała na jej oczach w absurd. Pogadanka. Pośród trupów i wciąż unoszącego się w powietrzu smrodu. Pogadanka niedaleko elfiego trupa, na którego pierś kapłan Morghlitha raczył oddać dzisiejsze śniadanie, niedaleko lalki w niepraktycznej zbroi rodem z teatralnej rekwizytorni, obok wciąż omdlewającej pod drzewem elfki i czarnego rycerza, któremu drobnomieszczański salon pomylił się z obryzganym juchą traktem. Kąciki warg półelfki zadrgały leciutko w tłumionym rozbawieniu.
- Niesamowitą? Mówisz to jako znawca koni czy kobiet?
- Mówię to jako miłośnik zwierzątek i kwiatków. A skoro humanoidzi to również zwierzęta, więc na tej podstawie stwierdzam twoją niesamowitość dziewczyno.
- Miłośnik zwierzątek i kwiatków? Aż takie wrażenie zrobiła na tobie prezentacja Walnara?
- Nie prezentacja Walnara, a ostrość twoich zmysłów.
- Ostrość? Ach, no tak. Masz rację, jestem bardzo wrażliwa na zapach krwi - Kathryn postanowiła wpasować się w niedorzecznie surrealistyczny charakter rozmowy.
Corum zmarszczył zdziwiony brwi i zastygł w pozycji, która przy odrobinie dobrej woli mogła zostać uznana za alegorię mędrca na wakacjach tytanicznym wysiłkiem umysłu rozważającego sprawy tego świata.
- A skąd się ta krew wzięła?
- Niech zgadnę, może ze zwierzątek i humanoidów - rzuciła przez ramię, podchodząc do swojego konia i chowając bukłak w jednej z sakw.
- Tak, ale to nie wyjaśnia sposobu w jaki mnie dostrzegłaś i przywitałaś.
Westchnęła cicho. A więc tu go boli.
- Trudno nie zauważyć kogoś, kto zabija dwa gobliny, jedzie przez las na podkutym koniu podzwaniając bohatersko ekwipunkiem, a potem przedstawia się uprzejmie, odsłaniając twarz - uśmiechnęła się kpiąco. - Taaak, z całą pewnością twoje pojawienie sie na trakcie i powitanie nie ma z tym nic wspólnego.
Półelf podskoczył lekko na koniu, by udowodnić, że jego ekwipunek podzwania ciszej niż kobieta spotykająca się z kochankiem, gdy za cienkimi drzwiami drzemie jej mąż. Kathryn tylko założyła ramiona na piersi i uniosła jedną brew w niemym stwierdzeniu: "Śliczna sztuczka, naprawdę. I co z tego?".
- Jako jedyna zwróciłaś się do mnie tak jakbyś mnie znała.
- Nie pamiętasz? - spytała cicho.
- Nie, nie przypominam sobie. Proszę, powiedz mi gdzie się spotkaliśmy.
- Jeśli zapomniałeś, to moje słowa na nic się nie zdadzą. Ot, szelest oddechu zagłuszony wiatrem - wzruszyła ramionami. - Może kiedyś przypomnisz sobie.
- Bardzo to dziwne, nigdy nie miałem kłopotów z pamięcią. Zwłaszcza zapamiętałbym właścicielkę tak pięknych oczu.
- Może nie zapamiętałeś dlatego, że tak jak przed chwilą, skupiałeś wzrok na tym, co mam poniżej twarzy.
- Tak, w rzeczy samej, biust masz również piękny. Jednak zapamiętałbym szczegóły twojego wyglądu. Możliwe jest prawdopodobieństwo, że zwyczajnie mnie z kimś pomyliłaś.
Półelfka zdusiła w sobie rosnące rozbawienie. Corum musiał być wykształcony - pierwszy lepszy chłop czy mieszczanin nie znałby słowa "prawdopodobieństwo", a jednak składnia jego zdań, dobór słów świadczyły o lukach w edukacji, tak samo jak dobór komentarzy o kompletnej nieznajomości dobrego wychowania. To mogłoby być całkiem interesujące - być świadkiem jego wyprawy do miasta, słyszeć jak wyskakuje z biustem, który dla przeciętnego mieszczanina tylko niewiele bardziej wymowny od niewymownego, w trzeciej minucie rozmowy. Złota Dzielnica Ostrogaru byłaby idealna. Gdyby tylko rozrzucić po niej kilka malowniczych trupów.
- A może po prostu dla ciebie to spotkanie nie był równie ważne jak dla mnie - umknęła w bok spojrzeniem.
- To również jest prawdopodobne, lecz raczej wydaje mi się, że mnie z kimś innym pomyliłaś, choć... - zawahał się i zamilkł nie kończąc zdania. - Długo już jesteś w podróży, panno Kathryn?
- Całe życie - podchwyciła spojrzenie Turgasa, kiwnęła krótko głową w jego kierunku i jednym szarpnięciem odwiązała konia od niewielkiego, rosochatego drzewa. - A w tym momencie powinnam ją podjąć na nowo.
- Racja. Dziękuję za miłą pogawędkę, z ogromną przyjemnością dokończę z tobą rozmowę i zacznę kilka innych.
Machnęła tylko ręką.
 
obce jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-03-2008, 21:55   #53
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 2 Manji wkrótce będzie znany
$: 46 175
Gdy fala smrodu objęła Coruma i jego najbliższe otoczenie złapał konia należącego niedawno do czarodzieja, odwiązał konia Saline i obydwie uzdy włożył w pysk Córy Wiatru. Skierował ją w niezaczadzone miejsce, w stronę swojego psa. Pomógł wstać Saline oraz służąc jej jako podpora wyprowadził ją w miejsce wolne od dymu. Pachniał bardzo intensywnie mieszanką ziół, która szczelnie pokrywała całą jego skórę.
- Przepraszam El Saline - wyszeptał w języku elfów w prost do ucha elfki. Mówił płynnie w mowie elfów jednak jego akcent był bardzo silny i niespotykany na Orkusie Wielkim, a także okolicznych wyspach. Saline mogłaby jedynie słyszeć taki akcent od swojego pradziadka lub kogoś równie starego.
Pomógł jej usiąść, starał się w miarę możliwości robić to delikatnie. Po czym wskoczył na Córę Wiatru i oddalił się w stronę źródła śmierdzącego dymu. Zostawił Córę Wiatru wraz z Syle w bezpiecznej odległości. Syle to wierny pies Tan Vicious, myśliwski chart sięgającym w kłębie trzech stóp o szorstkiej, kędzierzawej, ciemno brązowej sierści.
Ruszył ostrożnym tępem w stronę dymiącego pakunku, uzbroiwszy się wcześniej w niewielką łopatę. Gdy odnalazł kopcący pakunek, szybko go zlustrował upewniwszy się, że nie będzie wybuchu, następnie zabrał się do kopania dołu wystarczającego aby zakopać śmierdzidło. Po uporaniu się z pozostałością po goblinach ruszył w stronę leczonych przez niego koni i siedzącej tam Saline.
Gdy był blisko powiedział w rodzimej sobie mowie elfów.
- Zbieraj się. Dosiądź, proszę tego konia - wskazał na konia należącego niegdyś do czarodzieja. - Bądź gotowa najszybciej jak to możliwe.

Miał wystarczająco dużo czasu aby móc teraz swobodnie się przyjżeć każdemu, przestał zwracać uwagę na pobojowisko, trupy to dla niego tylko mięso. W pewnym momencie pojawiła się półelfka, również obserwowała pobojowisko, choć z pewnością widok ten nie był dla niej czymś zwyczajnym, o czym Corum nie mógł wiedzieć. Uczyniła gest, który Corum odebrał jako zaproszenie do rozmowy, kolejny błąd. Podjechał więc do Kathryn.

Po rozmowie został sam.
"Najwyraźniej nie zrozumiałem czegoś."
Spojżał odruchowo w górę, kruki już krążyły zawiadamiając tym samym wszystkich padlinożerców i myśliwych o świeżym mięsie.

- Za chwilę zaroi się od padlinożerców, a jeśli te stworzenia - wskazał na ciała goblinów - mają tu swoje tereny łowieckie to ich również może nie zabraknąć. Jeśli się rozpoczną łowy to będą mieli przewagę wynikającą ze znajomości terenu i wytrzymałości wierzchowców. Sugeruję więc abyście raczyli nieco się pośpieszyć.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.
Manji jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-04-2008, 13:32   #54
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 8 Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał
$: 114 081
Ohydny fetor silnie dawał sie każdemu we znaki. Czułe nozdrza elfki szczególnie narażone były na nieprzyjemność tego zjawiska. Kiedy zobaczyła pierwszą wymiotująca osobę od razu wiedziała, że zaraz chyba pójdzie w jej ślady zanim zdąży się stąd odczołgać. Niespodziewanie z pomocą przyszedł jej Vicious i delikatnie ujął ją pod ramię pomagając odsunąć się z tego obszaru.

- Przeprosiny przyjęte - odpowiedziała i uśmiechnęła się na ile było to możliwe w takiej sytuacji.

Tan Corum choć zrobił na niej z początku nie najlepsze wrażenie, okazał się jednak nie taki straszny. Mężczyzna, który umie powiedzieć przepraszam, zawsze jest wysoko ceniony. Do tego dodać jego urodę, umiejętności lecznicze i strzeleckie oraz pewną ogólna sympatyczność. Jego ciekawy akcent wydał się Saline trochę zabawny, nie przypomina sobie by ostatnio słyszała by ktoś tak mówił.

Ze zdziwieniem zauważyła też, że Corum zorganizował jej konia, chociaż była pewna, ze zrobił to raczej w trosce o rannego konia Saline niż w trosce o samą elfkę. Wcale się nie dziwiła, elfka sama szanowała te dumne zwierzęta i nigdy nie skrzywdziła by żadnego umyślnie.

- Dziękuję - odrzekła elfka gdy Vicious podał jej uzdę.

Nie miała teraz specjalnie ochoty na dłuższą rozmowę, ale może później będzie czas by to nadrobić. Rana choć zasklepiona, nadal bolała i przeszkadzała. Saline poruszała się ostrożnie uważając, by rana się nie otworzyła. Ostrożnie dosiadła konia, ale już nie z taką gracją jak robiła to dawniej, skrzywiła się przerzucając nogę przez koński grzbiet. Gdy Corum wypowiadał ostatnie słowa mające pogonić towarzyszy, Saline była już gotowa do wyjazdu.
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible.
Touch the untouchable, break the unbreakable.
Redone jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-05-2008, 14:56   #55
 
Dhagar's Avatar
 
Reputacja: 2 Dhagar jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 460
...

Pokiwał powoli głową. Nie uszło jego uwagi zachowanie el Kathryn ale nie pora była aby się tym głębiej interesować. Okolicę powoli zasnuwał dziwny odór, który nie miał jednak swego źródła w płonących ciałach. Spojrzał na ciało zabitego maga, które to przyciągnął do nich jego gwardzista.

- Mamy dwie opcje. Stos pogrzebowy lub zwykłe pogrzebanie.
- odparł na zadane przez el Turqasa pytanie.
- Sam zresztą powinieneś najlepiej wiedzieć, które pasuje dla niedawnego towarzysza podróży, jesteś wszak kapłanem. Z pewnością jednak towarzystwo goblinów nie jest dobrym przy pochówku. Poza tym, nie możemy tutaj tracić czasu. Powietrze zdecydowanie temu nie sprzyja.

Dosiadł Dargosa i spojrzał na resztę kompanii. Uwagi Coruma były przewidywalne co do wrogów.

- Ruszajmy zatem, czasu nie tracąc więcej.
 
__________________
"Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć."
Dhagar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-05-2008, 16:24   #56
 
kset's Avatar
 
Reputacja: 3 kset ma w sobie cośkset ma w sobie coś
$: 147 065
W przeciągu chwili bohaterowie oddalili się od fetoru, gromadnie też choć bez słów, stwierdzili, że jeśli kapłan chce wieźć włócznie z palącym się goblinem…musi robić to na końcu stawki, choć przy wietrze w plecy i to nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Skóra z mięśniami smażyć się będzie przez kilka godzin, chyba, że ktoś przyśpieszyłby efekt spalania obdzierając czaszkę z resztek. To co wypływało z wnętrza głowy goblina, również nie prezentowało się uroczo.

Przeszukanie Tan Alandera okazało się niezwykle owocne. Z odłożonych rzeczy najbardziej wartościowa była księga maga, zawierająca zapiski i formuły czarów wraz z notatkami. Dwa pierścienie z których jeden był złoty – herbowy, drugi wąski, srebrny z wyrytą od wewnątrz inkantacją. Sakiewka, daga i amulet którego mag wciąż zaciskał w pięści. Prócz tego przy koniu znalazło się jeszcze kilka przydatnych rzeczy.

Humory w drużynie wyraźnie się zróżnicowały. Tam gdzie jedni – jak np Saline, jeszcze porali się z emocjami wywołanymi przez bitwę, tam inni jak Turgas czy Walnar chłonęli z radością zapach śmierci, wytworzony w przeważającej mierze z ich udziałem.

Droga przed wami była jeszcze długa, więc po względnym oporządzeniu siebie, ruszyliście dalej traktem. Na początku jechał Tan Walnar, rozglądając się bacznie, pomny, że goblinów było więcej, a przecież nawet Kathryn nie mogła wiedzieć jak naprawdę liczna mogła być ta grupa…a może? Nowa towarzyszka podróży - Tan Tishalulle na moment całkowicie pochłonęła zainteresowanie rycerza. Jej uroda była iście niezwykła, przez moment rycerz z typową dla siebie zaborczością stwierdził, że ta dama z taką urodą nie powinna się narażać…przynajmniej nie sama. Nie zauważył nawet, że to między innymi ta cecha, pozwoliła dać upust złośliwości, kiedy przedstawiał Kathryn. Mimo, że uważał ją za damę, pozwolił sobie na nagięcie rycerskiego kodeksu. Już widział te spojrzenia ojca czy wuja na wieść z jak błahego powodu nagina kodeks. Takie zachowanie źle wróżyło na przyszłość, ale może Walnar nieświadomie kroczył już ścieżką wytyczoną przez jego ojca? Wyrzuty sumienia nie trwały jednak długo, tym bardziej, że Tan Tishuale dość skutecznie przyciągała uwagę mężczyzn, nawet tych żonatych i kochających konie inaczej niż inni. Po prostu wzrok sam wędrował ku niej zanurzając się to tu i tam.

Tan Tishuale oczywiście nie podobało się to wcale. Jako przeraźliwie piękna elfka przeżywa nieustanne katusze związane z obsceniczną fascynacją jej urodą. Tym bardziej, że świadomość długowieczności i nie przemijającej urody wcale nie wróżyła jej, że za kilkadziesiąt lat sytuacja się zmieni. Wręcz przeciwnie, wiedziała, że blask profesji jaką sobie wybrała jeszcze bardziej podkreśli i wzmocni jej piękno. Był to dość sadystyczny wybór i może właśnie przez to nie śpieszno jej było do tłumu. Lubiła zapominać, że przed tłumem i tak nie znajdzie ucieczki, ani przez ciągłymi spojrzeniami mężczyzn, wyrażającymi pragnienie i zawistnymi spojrzeniami kobiet, których zawiść czasami ustępowała miejsca zazdrości, niby to samo, ale objawiało się innym traktowaniem, choć oczywiście mało kto obrażałby wprost szlachetnie urodzoną elfkę. Wpadając na egzotyczną grupę, przypomniała sobie ostatnio zasłyszane słowa „Twoja ucieczka i tak jest skazana na niepowodzenie, nie z taką urodą moja droga, musiałabyś się oszpecić, ale wierz mi wówczas spojrzenia mężczyzn i kobiet jeszcze bardziej nie spodobałyby się tobie. Wytrzymałabyś spojrzenia pełne litości, jaką ludzie obarczają tych brzydkich? Przy takich zdolnościach i predyspozycjach to po prostu marnotrawstwo talentu, jeśli nie wychodzisz z nim do ludzi. Wyobraź sobie, że zostajesz sama na świecie. Nikogo Ne ma. Możesz cieszyć się naturą, spokojem, robić co chcesz i kiedy chcesz…opustoszałe budynki po jakimś czasie jednak przypomną Ci radość jaką sprawia zwykła rozmowa, zwykły odbiór każdego, najprostszego nawet czynu na zewnątrz. Życie w świecie bez innych nie miałoby sensu ,a skoro już tu jesteś i masz możliwość rozgrzać serca zwykłych ludzi, to czemu tego nie robić? Uciekając od ludzi tracisz na nich wpływ, a spojrzeń i tak nie ukrócisz. Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej, tym bardziej, że bardzie pieśni są delikatną i nie odczuwalną formą oddziaływania. Nie to co wulgarna magia rzucana wprost, przy użyciu formuł i gestykulacji, czarującego spostrzeże każdy, to że bard czaruje wie już mało kto, a kiedy czaruje…to właściwie wie już tylko on sam.”



El Turgas cieszył się z dobrze wykonanego zadania, tym bardziej , że udało mu się jeszcze przy okazji złożyć ofiarę. Podróż z rycerzem, najwyraźniej stwarzała ku temu możliwości, tym bardziej, że samotna podróż zapewne wiązała by się jeszcze z samoofiarą przy starciu z tak liczebnym przeciwnikiem. Oczywiście Turgas zabrałby jeszcze wielu goblinów ze sobą.
Płonąca czacha stanowiła świetny materiał dla kapłana. Czaszka była symbolem jego boga, ta najprawdopodobniej była umagiczniona i to na dobre. Czaszka zarówno pod płonącą dłonią jak i w okolicy była biała, gdy tylko najbliższe warstwy skóry odpadły po uprzednim zwęgleniu. Najwyraźniej magia zaklęcia objęła całą kość czaszki, choć sam wizualny efekt zaklęcia utwierdził się „jedynie” w postaci płonącej dłoni, która niczym odcisk palca pozostała po Alanderze. Jedynie bogowie mogli wiedzieć jaką przewrotnością losu mogłoby być używanie w złych celach czegoś co zostało stworzone przez dobrego z natury elfa, wyznającego na dodatek Asteriusza Wielkiego, patrząc na spojrzenie Turgasa jakim obdarzał nowy nabytek, jego plany nie były zbyt jaskrawe…
Przy okazji walki, kapłan dostrzegł coś jeszcze. Nie mógł zaliczyć Walnara do grona swych sług. Gdyby w jakikolwiek sposób Walnar uznałby realne zwierzchnictwo kapłana, wówczas magia płynąca od Morghlitha objęłaby i go swoim działaniem, tak się jednak nie stało o czym kapłan kontrolujący boską energię doskonale wiedział. Oczywiście pewnie wolałby aby było inaczej, jednak nie ulegało wątpliwości, że zmiana stosunku ich łączącego będzie prawdziwym wyzwaniem dla kapłana, wątpił by tak silna osobowość Walnara szybko skłoniła go do kapitulacji, póki co niespecjalnie mu to jednak przeszkadzało, dopóki miał możliwość realizowania własnych planów Turgas był zadowolony.


Gdy nużąca podróż zaczęła się na nowo, El Kathryn bardziej doceniła na moment tą chwilę rozrywki jaką dała jej napaść goblinów. Nie bez znaczenia był dla niej nowoprzybyły. Dzięki niemu uchwyciła wyraz spojrzenia jaki dostrzegła w oczach Saline, gdy Corum poszedł pomóc najpierw zwierzęciu, to był niezapomniany widok. Oczywiście gdyby to Kathryn była ranna, pewnie wybór Coruma pozostałby ten sam, nie odbierało to jej jednak satysfakcji. Rycerz pozwolił sobie na odrobinę złośliwości,choć Kathryn niespecjalnie się tym przejęła. Na widok bardki Kathryn szyderczo się zaśmiała, gdy dostrzegła uzbrojenie Tan Tishallule. Z niezwykłą wprawą wyliczyła w myślach ilość wad, jakie posiadało uzbrojenie bardki. Chwilę później była już w samym środku rozmowy z Corumem, przy której dała kolejny pokaz wyszukiwania dziur w odpowiedziach. Niezwykle zręcznie balansowała słowem, co dostrzegł każdy, który zamienił z nią kilka zdań. Osoby bardziej wykształcone dostrzegały w tym sporą dawkę erystyki – która jako sztuka przekonywania służyła bardziej wykazaniu racji niż prawdy. Jadąc konno pomyślała iż chętnie posiedziałaby w jakimś fotelu i z winem w dłoni poobserwowałaby jeszcze kilka takich potyczek jak ta z goblinami. Jeśli jednak chciała dotrzymać słowa musiała jechać dalej i to najlepiej wraz z grupą, w czym dotychczasowa walka najlepiej ją utwierdziła.


Tan Corum przez moment zastanawiał się czy ten martwy elf był w zmowie z goblinami, gdy zobaczył jak towarzysze wrzucają jego ciało na stertę z goblinami. Oczywiście taka myśl przyszła dużo później, gdyż pierwsze chwile skupił całkowicie na pomaganiu rannym koniom i reszcie. Zignorował zupełnie słowa Walnara, jednak w głębi bynajmniej nie uszły one jego uwadze…
Pomyślał też, że żona widząc Tishuale nigdy nie pozwoliłaby mu podróżować przy niej. Mimo całej pewności o wierności męża i jego głębokiej miłości, jako kobieta nie wytrzymałaby nerwowo myśli, że takie cud bóstwo jedzie przy boku jej męża.
Szybko zauważył, że grupa posługuje się wspólnym, a nie orczym językiem. Wśród nie orków – a szczególnie wśród elfów czy reptilionów na Orchii używanie języka najeźdźców nie należało do zachowań poprawnych politycznie. Patrząc na człowieka lasu, nie trudno było zrozumieć, że na tutejszej politycznej poprawności nie zna się wcale. Z drugiej strony dla Coruma już sama obecność półorka była wystarczającym powodem do takiego przywitania. Mimowolnie spoglądał się na kapłana wyraźnie nim zaciekawiony, choć pierwszą rozmowę nawiązał z osobą która na wstępie najbardziej go zaintrygowała. Znalazł się pośrodku różnorodnej mieszaniny, która mimowolnie pomogła mu wymierzyć sprawiedliwość. Nietrudno było się domyśleć z jaką determinacją ścigałby zabójcę zwierząt, skoro za kilka zniszczonych drzew gotowy był zabić. Mimo więc, że nie odpowiedział Walnarowi, jeszcze przez jakiś czas mimowolnie zerkał w stronę jego konia doszukując się śladów głębszych urazów i stosowania na zwierzęciu przemocy. Uspokoił się nieco gdy takowych nie znalazł. Sporą część uwagi poświęcił odbytej rozmowie, nie mógł uciec od spostrzeżenia, że niemal przy każdym zdaniu jego racja poddawana była w wątpliwość. Może przez to , że zadawał pytania będąc przekonanym o odpowiedzi i o swojej racji przy czym ze strony Kathryn nie uzyskał żadnego potwierdzenia, wręcz przeciwnie po tej rozmowie pojawiło się w jego głowie więcej pytań niż odpowiedzi.


El Saline przegryzła gorzką pigułkę zgotowaną jej przez Kathryn i Coruma. Nie było tak strasznie, a rana przynajmniej przestała krwawić, ból jednak był nadal wyraźny, choć przynajmniej znikło pieczenie świeżej rany. Uświadomiła sobie, że nie ma się co łudzić na darmową pomoc, przynajmniej tą konkretniejszą. Była zła, wkurzona na to, że los zesłał ją w towarzystwo takiej grupy. Właściwie to nikt nie kiwnął nawet palcem…nie przez moment elfka zrozumiała, że to nie tak. Kathryn i Corum jej pomogli, może i w mało elegancki sposób, ale jednak. Jej samej ciężko byłoby tak skutecznie zatamować krwawienie. Droga wojownika, jaką wybrała elfka, nie dostarczyła jej jak dotąd tak poważnych ran. Nigdy nie była tak bliska śmierci, a pech w walce przez który zraniła kochane zwierze jeszcze bardziej pogłębił jej apatię i bezsilność które ogarnęły ją po walce. Rycerz ani kapłan nie zamierzali jej pomagać wcale. Saline dostrzegła, że rany Turgasa nie krwawią, po chwili zauważyła, że nie widzi na nim żadnej rany, choć tuż po walce była pewna, że długie cięcie obficie krwawiło z polika Turgasa. Morghlitowcy nie należeli do ludzi skorych do niesienia pomocy innym. Dawny pragmatyzm, który wpojono jej przy nauce drugiego fachu przypomniał „ Jak nie możesz czegoś dostać…kup to” W każdym razie pozbierała się po walce i była gotowa do dalszej drogi…Wiedziała dobrze, że gdyby jej kształcenie skoncentrowałoby się wyłącznie na kupieckiej ścieżce, nie wytrzymałaby ani tej walki, ani dalszych trudów podróży. Wojownik który jednak tkwił w jej duszy nie pozwalał na to obecnie, przeciwnie przypominał stare lecz prawdziwe powiedzenie: „Co Cię nie zabije to Cię wzmocni”.



W południe przystanęliście, aby posilić się i odpocząć. Corum ustalił, że w pobliżu znajduje się małe jeziorko. Jadąc chwilę przez las wkrótce wyjechaliście na rozległą polanę, na środku której było małe jeziorko otoczone bujną trawą i zaroślami. Jeziorko było szerokie na trzydzieści dużych kroków i tak samo długie. Bez widocznego dna, z mulistą wodą. Niedaleko niego rośnie dzika jabłoń , przy jeziorze widać zaś ślady saren i czegoś więcej…Corum który ruszył po jabłka rosnące przy jeziorku dostrzegł przy brzegu ślady małych dziecięcych bucików prowadzących do jeziora i czerwony bucik należący pewnie do malucha. Na środku jeziora tuż pod zewnętrzną warstwą wody unosi się zielony mały kubraczek, o dziecięcych rozmiarach a bąbelki powietrza coraz rzadziej wypływają z niewidocznej głębiny.
 

Ostatnio edytowane przez kset : 06-05-2008 o 21:40.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-06-2008, 21:48   #57
 
Smoqu's Avatar
 
Reputacja: 2 Smoqu wkrótce będzie znany
$: 35 783
Brwi Turgasa unosiły się z każdym słowem wypowiedzianym przez Walnara.

"Palić na stosie? Grzebać? On chyba pomylił mnie z jakimś kapłanem Asteriusza! Kto go uczył naszej wiary? Oj, ciężki przypadek."

Pomyślał z irytacją i politowaniem. I właśnie taki wyraz miała jego twarz, gdy rycerz skończył.

Rozejrzał się po reszcie grupy, która w komplecie, poza nim, siedziała już na koniach, gotowa do dalszej podróży. Nikt jakoś nie pokwapił się, żeby sprawdzić, co miały przy sobie pokonane gobliny. Wszyscy z łatwo dostrzegalnym obrzydzeniem odwracali wzrok od tego, co robi gwardzista, który dość obcesowo poczynał sobie ze zwłokami zrzucając je na jedno miejsce, ściągając zbroje i przeszukując trupy w poszukiwaniu schowanych przedmiotów.

"Mięczaki. Jak nie potraficie zedrzeć z trupa jego zbroi albo oderżnąć mu palca z pierścieniem, to co wy tu robicie? Do pałacu, wyperfumowane paniusie, a nie szukać przygód."

Jego zdanie o reszcie towarzystwa było coraz gorsze. Jeszcze w jakiś sposób mógł zrozumieć kobiety, ale żeby Czarny Rycerz, wyznawca Morglitha nie kiwnął palcem, żeby mu pomóc, kiedy zależało na czasie, tego zrozumieć nie mógł. Powstrzymał się jednak przed wylaniem rzeki niezadowolenia, na wszystko przyjdzie odpowiednia pora.

- Muszę tu jeszcze posprzątać. Ruszajcie, a ja was zaraz dogonię. - rzucił chrapliwie z trudem powściągając wybuch.

Nie zwracając więcej uwagi na resztę ekipy odwrócił się do trupów i przyjrzał się im krytycznym wzrokiem.

"Tiaaaa ... może są martwi, ale diabli wiedzą, kto siedzi w ich wiosce. Martwi mogą narobić wiele kłopotu. Hehehe."

Uśmiechnął się ponuro do swoich myśli. Sam zapewne zrobiłby z nich użytek, gdyby tylko potrafił. Zaś na pewno nie zamierzał ułatwiać zrobienia tego przez kogokolwiek innego. Szybko odnalazł na pobojowisku drugi topór i systematycznie, przechodząc od jednego do drugiego ciała, pozbawiał je głów, odrąbywał prawe ręce i nogi. Skończył dopiero, gdy wszystkie ciała goblinów zostały okaleczone w sposób wykluczający ożywienie ich ... w ten lub inny sposób.

Ciało Alandera pozostawił na koniec. Cały obryzgany krwią stanął nad martwym elfem i przyjrzał się jego ekwipunkowi. Amulet, trochę komponentów, księga czarów, amulet, daga i dwa pierścienie, w tym jeden herbowy. Niewiele tego, ale stanowiło całkiem sporą wartość. Całość trafiła szybko do plecaka Turgasa.

"No to pięknie. A teraz ciało. Może rodzinka zechce odzyskać choć cień szansy na wskrzeszenie swojego synka. W końcu szlachcic. Głowa powinna wystarczyć ..."

Tak myśląc kapłan stanął nad gołymi zwłokami niedawnego towarzysza podróży i z wprawą, jednym ciosem topora odrąbał głowę. Złapał ją za włosy i odłożył na bok.

"A teraz trzeba zapewnić, że nikt nie spróbuje go postawić na nogi przede mną."

Po czym przystąpił do ćwiartowania ciała. Odrąbał ręce i nogi, zaś na zakończenie wbił topór głęboko w klatkę piersiową pozbawionego rąk i nóg korpusu. Odrąbaną głowę zawinął w zdarte z umarłego ubranie i zrobiwszy z niej zgrabny pakunek przytroczył do siodła. Koń czując wiszącą w powietrzu śmierć już rzucał niespokojnie łbem i przestępował z nogi na nogę, jednak był mocno umocowany do drzewka, przy którym stał.

Kapłan z zadowoleniem obejrzał pole bitwy i uśmiechnął sie do siebie.

"No to pozamiatane."

Przymocował do siodła włócznię, odwiązał wierzchowca od drzewa, zabrał wbitą w ziemię dzidę z wciąż płonącą na niej czaszką i upewniwszy się, że jest na niej dobrze utwierdzona ruszył szybkim kłusem za kawalkadą, która odjechała jakiś czas temu. Rychło okazało się, że nie wszyscy pojechali przed siebie. Kilkaset metrów od pobojowiska dostrzegł Kathryn, która najwyraźniej czekała.

- Witaj. Czekasz na mnie? – spytał się oschłym tonem ...

Po dogonieniu grupy trzymał się jakieś pięć długości konia za ostatnią osobą. Płonąca czaszka roztaczała niezbyt przyjemny zapach palonego mięsa, jednak po zwęgleniu skóry i ciała pod nią, łatwo dawała się oczyścić do kości, która nie poddawała się zwęgleniu przez ogień. Musiała zostać umagiczniona. Wykorzystując to Turgas opalił całość ustawiając odpowiednio czaszkę, aby ogień zwęglił jak największą powierzchnię. Jednak pozostawał problem tego, co w środku, a co zaczynało już powoli wypływać przez szyję.

"Tym zajmę sie później."

Tak minął cały dzień podróży z krótką przerwą na posiłek. Łowca, jak zidentyfikował profesję nowego towarzysza Turgas, znalazł całkiem przyjemne miejsce nad małym jeziorkiem. Tak się wydawało na pierwszy rzut oka, co okazało się błędem po bliższym obejrzeniu miejsca popasu.

Najwyraźniej ktoś topił się w mętnej wodzie, gdyż na powierzchni widoczne były bąbelki, a pod nią majaczył zielony kubraczek dziecka. Kapłan spojrzał na to beznamiętnie.

"Poczekamy, to za jakiś czas samo wypłynie ... jak troszkę podgnije."

Zatrzymał konia i zeskoczył z niego, wbijając dzidę z wciąż płonącą goblinią głową w ziemię. Przywiązał wierzchowca do grubszych gałęzi zarośli, aby nie uciekł i rozejrzał się czujnie dookoła.

- Kto chętny zażyć kąpieli. Mogę asekurować, o ile tylko dacie mi linę. - powiedział patrząc w kierunku Coruma i od razu było wiadomo, że półork na tę kąpiel nie ma ochoty, choć bez wątpienia bardzo by mu się przydała.
 

Ostatnio edytowane przez Smoqu : 06-09-2008 o 10:07.
Smoqu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-09-2008, 10:31   #58
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 2 obce wkrótce będzie znany
$: 40 515
Kathryn po kilkuset metrach zwolniła a potem zatrzymała konia. Z lekko przechyloną w bok głową patrzyła jak ranna Saline, dumna wojowniczka pociesznie wyglądająca na jucznym koniu Alandera, lalkowata elfka i zapatrzony w nią Walnar powoli oddalają się, by po chwili zniknąć pomiędzy drzewami. Dobrze, przynajmniej nie będą przeszkadzać. Puściła luźno wodze, pozwalając wierzchowcowi swobodnie szczypać bladozieloną trawę nieregularnymi kępami ciągnącą się po obu stronach traktu. Czasu było dość.

Nie podobał jej się kontekst sytuacji, w jakiej się znaleźli – jeden wielki, skotłowany zbieg okoliczności przypominający gobelin utkany przez pijanego szaleństwem tkacza z nici przeznaczenia. Półelfka jednak nie wierzyła w przeznaczenie, los, fatum. Jej świat wypełniali nie bogowie i siły wyższe, lecz ludzie i sieci przez nich splatane: często subtelne i wyrafinowane, zazwyczaj zamaskowane przez wzrokiem niepowołanych, wciąż jednak konkretne i możliwe do zerwania. Dlatego chciała porozmawiać z Turgasem, nawet gdyby rozmowa ta miała zakończyć się po dwóch zdaniach. Tylko on spośród ich niewielkiej grupki był na tyle rozumny i przytomny, by uczynić użytek z tych strzępów informacji i faktów, którymi dysponowała.

Dlatego czekała.

Kapłan pojawił się niecały obrót klepsydry później – z płonącą czaszką znaczącą trakt organicznymi strzępami tkanki i zakrwawionym tobołkiem zrobionym z ubrania martwego maga doczepionym do sakw. Kathryn zmrużyła lekko oczy, ale nie powiedziała nic. Powitała go krótkim kiwnięciem głowy.
- Witaj. Czekasz na mnie? – spytał się oschłym tonem, w którym pobrzmiewały stłumione nuty irytacji.
- Tak.
Przez moment przyglądała mu się uważnie. Nie była pewna jaką drogę wybrać, by osiągnąć cel na jakim jej zależało. Jeszcze.
- Wiem, że nie masz na to ochoty, ale musimy porozmawiać.
- Co o tym wszystkim sądzisz? - dłonią wykonała nieokreślony gest obejmujący większą część krajobrazu.
- Hmm, a konkretnie o co ci chodzi? O naszych towarzyszy, walkę, misję czy otaczający nas las? Jestem zmęczony walką i wkurzony. Nie mam zamiaru bawić się w zgadywanki ani filozoficzne dysputy. Przynajmniej teraz.
- Dobrze, więc posłuchaj. – Ton głosu spokojny, rzeczowy. Bezpośredniość słów, oszczędna gestykulacja, zwięzłość powinny być najlepszym kluczem do niego. Otwarte spojrzenie wzmacniające wrażenie szczerości, brak cienia kpiny na ustach. Z dala od elfek i rycerza, którego zwierzchnictwu oficjalnie podlega – wybrała jego, nie Walnara. Doceniła. Zawsze istnieje szansa, że połechce to jego próżność, że dzięki wspólnej próbie rozwiązania potencjalnego problemu zyska „sojusznika”. To jeszcze nigdy nie zaszkodziło. - Popatrz na to od strony prawdopodobieństwa. Pierwszy przypadek: zjawiamy się w przeciągu dwóch dni w jednym mieście, nie spotykając się na traktach ani razu. Przypadek drugi: warcabus i szkolenie. Przypadek trzeci: wszyscy wyruszają jednego dnia. Przypadek czwarty: celem jest ta sama osoba albo miejsce, w którym żyje. Przypadek piąty: na trakcie tak zapuszczonym, że musimy jechać gęsiego z zasadzki atakuje nas grupa goblinów w sposób planowy i zorganizowany. - Kathryn odginała kolejne palce. - Przypadek szósty: jak diabeł z pudełka wyskakuje półelf, który pomaga nam na tyle, by ustawić się jako nasz sprzymierzeniec, lecz nie tak, by urazić naszą dumę. Przypadek siódmy: okolicami chorobliwie sielankowego Bogenhofen opiekuje się bliżej nam nieznany druid. A tu półelf miłośnikiem zwierzątek i roślinek się okazuje, co konie leczy przed elfkami i jest tak bardzo nie stąd, że już bardziej nie można, jeśli rozumiesz co mam na myśli. Powyżej którego przypadku to już nie przypadek a manipulacja?
- Ciekawa teoria, jednak rzeczy nieprawdopodobne zdarzają się – powiedział po dłuższej chwili namysłu. - Czasami. I kto miałby nami manipulować? Jeśli to robi, to jaki ma cel? I na cholerę mu taka banda nieudaczników, jak te lalunie przed nami? Choć może zbierając wszystkie pierdoły w jednym miejscu łatwiej mu będzie nas usunąć. Jeśli to manipulacja, to ktoś jest naprawdę niezły, ale ja wolę wierzyć, że to przeznaczenie – pełen wątpliwości uśmiech przeczył jego słowom.
- Kto? Wasi mistrzowie. Każdy, kto ma warcabusa i lubi gry – wciąż spokojny niemal chłodny jak stal ton głosu, lecz za tym głosem i spokojną twarzą delikatne poczucie satysfakcji. „…banda nieudaczników, jak te lalunie przed nami”. Nawet jeśli to kłamstwo albo rzecz powiedziana bez namysłu, jest to krok bliżej celu. Już my i oni, już Kathryn wyłączona ze zbioru „laluń”, nawet jeśli tymczasowo. Coraz bliżej. - Pierwszy przypadek jestem w stanie zrozumieć, ale reszta jest łatwa do ustawienia. "Twoje szkolenie potrwa dwa tygodnie, młody uczniu. A potem pojedziesz do plugawego Kurta i odzyskasz moją własność. Tak samo jak uczniowie moich znajomych". Dwa tygodnie, żeby to ustawić i nie po to, żeby was usunąć - zauważ, że gobliny chciały negocjować. To jest gra, w której jesteśmy pionkami. I właśnie wykonujemy ruch, który ktoś zaplanował za nas… Ciekawe tylko kto gra drugim zestawem pionów - dodała po chwili milczenia.
- Eeeee, z goblinami przegięłaś. Jeśli to był wstęp do negocjacji, to zabrały się do tego mocno nieudolnie. Weź pod uwagę, że jednak są na swoim terenie, który świetnie znają, więc mogły zorganizować pułapkę. Co nie wyklucza Twojej teorii. Na razie mamy poszlaki w postaci nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, który nas połączył w misji do jednego miejsca. Jednak z drugiego zestawu pionów spotkaliśmy na razie tylko jednego. A to jeszcze za mało, aby uznać ją za prawdziwą. Tak czy siak najwyraźniej wszyscy zgodziliśmy się na udział w tej grze, skoro tu jesteśmy. Trzeba będzie tylko uważać, żeby to była gra na naszych zasadach.
- Zgodziliśmy się? Nie sądzę. Poza tym sam pion z drugiego zestawu nie jest pewny. Natomiast gra wydaje mi się faktem oczywistym.
- Jak to nie zgodziliśmy się? Każdy mógł odmówić prośbie nauczyciela, prawda? Jakimś cudem nikt tego nie zrobił i to już nie była manipulacja, tylko nasz świadomy wybór.
- Jeśli pod twoim domem na zielonym koniu przejeżdża rycerz krzycząc "księżniczko, ach księżniczko spuść mi włosy swoje" to jest to przypadek, ale jeśli dołącza się do niego rycerz z koniem czerwonym i niebieskim, to na przypadek to przestaje wyglądać. Zresztą jak na razie robimy dokładnie to, czego chce ręka rozgrywającego. W ten sposób jednak nie wywalczymy własnych zasad.
- I tak potrzebuję kasy, a ta misja mi to umożliwi. Na razie więc będę odgrywał swoją rolę do momentu, gdy jest zgodna z moimi celami.
Wzruszyła ramionami, przełykając słowa, które chciała wcześniej wypowiedzieć. Później, na wszystko przyjdzie czas później.
- Jak chcesz. Zastanów się tylko, czy półelf nie jest podstawiony a jeśli jest, to co z nim zrobić.
- Ty również możesz być podstawiona – uśmiechnął się przekornie. - Jednak zwrócę uwagę na nowego towarzysza. A pytaniem jest nie co z nim, ale kto go podstawił i co z podstawiającym zrobić.
- Na logikę? Mistrzowie. Do podstawiającego mamy jednak dostęp jedynie przez podstawionego. Przynajmniej w tym momencie. Więc albo "bierzemy się" za tego ostatniego, albo obserwujemy i karmimy kłamstwami.
- A może on należy do drugiego zestawu? ... Nieeee. Obserwujemy. Jeśli ma większe pojęcie o całej sprawie niż my, to powinien się zdradzić, albo dać nam jakąś wskazówkę. Teraz wszystkiego by się wyparł. O ile oczywiście w ogóle jest świadom swojej roli i całej sytuacji.
Skinęła krótko głową.
- Jak to było? Zdaje się, że dziękował nam za pomoc w dopadnięciu tej bandy – powiedział Turgas. - Więc on w warcabusa pewnie nie grał.
- Warcabus... Wiesz, gdybym była magiem uczyniłabym go podstawą rytuału znaczącego piony – powiedziała marszcząc lekko brwi. Kto by patrzył na spód szachownicy, na spód pionów, kto pamiętałby sekwencję ruchów przeciwnika? Ale to najprostszy sposób, by związać ofiarę z grą, bezpośredni a jednocześnie symboliczny. Rozgrywany na dwóch płaszczyznach, dokładnie wypełniając zasadę Mikaela. Naznaczyć piona, by określić jego położenie na planszy. Każdy swojego? Nie-ee… Gdzie kucharek sześć… Więc może to jednak szachy. My piony, oni figury, szachista ciągle nieznany. Później. – A ty pomyśl, czy zniszczyć złudzenia swojego rycerza i powiedzieć mu o tym - uśmiechnęła się już ze zwykłym dla niej kpiącym uśmiechem.
- Żartujesz? On się nie nadaje do takich rzeczy. Jest zbyt .... prosty - odpowiedział jej drwiącym skrzywieniem ust. - Prawie jak jakiś paladyn - rzucił przed siebie.
- Cóż, pozostaje ci wychować szczeniaczka. Jakieś tam nadzieje przecież rokuje.
- Może poćwiczymy? Wyobraź sobie minę naszych nauczycieli, gdy wrócimy i powiemy: "To może partyjka warcabusa?".
Roześmiała się cicho.
- Warcabus jest prosty. Może zaproponujemy im szachy?
Dołączył się do niej wyobraziwszy sobie minę Granmura.
- Wtedy nie pojęliby aluzji. I rozgrywka trwa zdecydowaniu dłużej.
- Pojęliby. Plansza pozostaje ta sama. Tylko my przynosimy swoje figury i piony do rozgrywki. Niestety nie da się tego zrealizować w tak krótkim czasie.
- Na razie wczujmy się w role pionów w ich grze. W odpowiednim momencie podmienimy bierki.
- Bierki? Nie sądziłam, że bierkami da się grać w warcabusa - uśmiechnęła się lekko. - Ale fakt faktem nic więcej teraz i tak nie możemy zrobić.
- Wykształcona, a nie wie, że bierki to właśnie piony i figury w grach planszowych? Nie wierzę.
- Wykształcona, ale dla porządku bierkami nazywa grę znudzonych marynarzy.
- To też.
- Pośpieszmy się zanim zaczną się martwić.

Grupę dogonili niedaleko jeziora. Turgas jechał ostatni, by nie gorszyć szacownego towarzystwa odorem krwi i palonego mięsa, Walnar wciąż wpatrywał się w elfkę, która odęła usteczka i tocząc wyniosłym spojrzeniem stwierdziła, że jedzie dalej. Saline coraz pewniej trzymała się na siodle, a sama Kathryn z namysłem wpatrywała się w zrywającego jabłka Coruma.

Czerwony bucik, kubraczek i niewielkie bąbelki w zarośniętym i mętnym jeziorku szybko przyciągnęły uwagę.

Turgas szybko zeskoczył z konia i przywiązał go do grubszych gałęzi zarośli.
- Kto chętny zażyć kąpieli. Mogę asekurować, o ile tylko dacie mi linę.
- Czy kto ktolwiek z was ma zamiar zaopiekować się dzieckiem? Wtedy i tylko wtedy widzę sens aby się fatygować i dzieciaka wyłowić. Jeśli nie, to jest to dobra okazja aby napoić konie, do wieczora nie powinniśmy mieć okazji aby to uczynić.
Kathryn pochyliła się opierając przedramiona o łęk siodła.
- Jeszcze kilka słów i nie będzie sensu się ruszać.
Przechyliła głowę, zmrużyła lekko oczy.
- Albo wiesz co… zaopiekuję się nim.
Półelf tylko pokiwał głową, zrzucił ciężki płaszcz i dał nura w wodę. Kathryn podjechała bliżej Turgasa i gdy druid zanurkował powiedziała do niego cicho z cieniem zimnego uśmiechu na ustach.
- Bardziej od trupa dzieciaka ciekawi mnie to, co go tam wciągnęło i na ile silnym pionem okaże się półelf, a ciebie? A jeśli zginie...- dodała szeptem wzruszając ramionami i oceniając dystans dzielący ją od jeziora.
- To z umarłym łatwiej się porozmawia niż z żywym - Turgas uśmiechnął się szyderczo.
 

Ostatnio edytowane przez obce : 06-09-2008 o 20:06.
obce jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-09-2008, 11:53   #59
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 8 Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał
$: 114 081
Elfka pewnie złapała wodze konia i ruszyła za grupą. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, do nikogo się uśmiechać ani nikomu się podlizywać. Była zła i zdenerwowana. To dopiero początek podróży a już miała jej dosyć. Jeśli znowu trafią na jakiś przeciwników nie będzie mogła efektywnie walczyć. Przypomniała sobie swoje piękne cięcie, które zabiłoby goblina na miejscu, gdyby nie odskoczył. Cieszyła się jednak, że jej koń ma spore szanse na wyzdrowienie. W końcu ma świetnego opiekuna.

Saline spojrzała przed siebie na dumną sylwetkę Coruma. Mieli sporo szczęścia, że pomógł im w tej walce, inaczej mogłoby być więcej rannych. Z jednej strony pech, z drugiej szczęście - fortuna kołem się toczy. Więc teraz chyba czas na kolejny pech. Elfka aż drgnęła na samą myśl kolejnego starcia.

"A miało być tak pięknie" pomyślała elfka patrząc na Walnara. Z początku myślała że będą jechać sami do Kurta. W dwójkę pewnie ominęli by tych goblinów, nie warto byłoby ryzykować. Okazało się jednak, że chociaż Walnar walczył dobrze, to zgranie z towarzyszami kiepsko mu wychodzi. Może to i lepiej że jadą w takiej grupie.

Żeby jeszcze wszyscy byli przydatni w walce... Kathryn najwyraźniej nie miała zamiaru pomagać im w inny sposób niż informacjami o liczebności atakujących. Jest to co prawda informacja bardzo istotna, ale na nie wiele się zda gdy ma się nóż przy gardle. Saline zastanawiała się czy półelfka w ogóle potrafi walczyć. Oby nie musieli się szybko przekonać.

Elfka poszukała Kathryn wzrokiem ale nie znalazła jej. Turgas też zniknął. "No proszę, chyba się polubili. Czyżby Kathryn znalazła kogoś, kogo nie wkurza jej wścibski język? A może to Turgas ma na tyle taktu, że jej po prostu nie daje tego do zrozumienia.

Piękna bardka nie interesowała Saline w ogóle. Owszem, miło było popatrzeć na tak piękną kobietę, nawet innej kobiecie. Ale jakoś czuła że nie będą miały wiele wspólnego i nie będzie o czym rozmawiać. Wolała zostawić ją w spokoju tym bardziej, że sama też chciała spokoju.

Gdy zbliżyli się do jeziorka Saline ucieszyła się. Chciała przemyć twarz zimną wodą, o ile w ogóle będzie się do tego nadawać. Wizja zejścia z konia na kilka chwil także wydawała sie zachęcająca. Podjechali bliżej brzegu i zauważyła co się dzieje. W pierwszym odruchu chciała rzucić się na pomóc dziecku ale szybko przypomniała sobie o swojej ranie. Z resztą już ktoś szedł na pomoc.

Wtedy Saline przypomniała sobie swoje rozważania o kole fortuny. Teraz czas na pech. Pechem może być kolejna pułapka. Odruchowo położyła dłoń na rękojeści i czujnie rozglądała się dookoła. Bo skąd tutaj małe dziecko bez opieki? W pobliżu nie widać nikogo, ani nawet żadnej chaty. A dzieciak leży w wodzie zupełnie jakby czekał na znalezienie...
 
__________________
Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible.
Touch the untouchable, break the unbreakable.
Redone jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-11-2008, 20:02   #60
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 2 Manji wkrótce będzie znany
$: 46 175
Corum ruszył jako ostatni, został jedynie Gwardzista z symbolem Morglitha. Chciał pozyskać materiał włóknisty z trupów, więc skręcił ze ścieżki aby poobserwować el Turgasa. Gdy zobaczył jak ten marnuje naturalne dobra, pokręcił tylko głową i ruszył za grupą.
Jadąc leśną, porośniętą trawami ścieżką, która służyła kiedyś za szlak handlowy teraz była idealnym miejscem rozwoju ziół. Miał ogromną szansę na znalezienie Roscos. I tym samym uzupełnienie zapasów. Znajdował wiele pochodnych znanych mu roślin, izomeryczne twory, niby takie same na pierwszy rzut oka. Wydobywał roślinkę z korzeniem, dokładnie się jej przyglądał i z uśmiechem maniaka umieszczał w skórzanym tubusie. Wolna jazda nie doskwierała Corumowi tak bardzo jak jego kompani. Syle już od dawna zaczepiał Vicious aby ten za nim pogonił, pies rwał się do biegu. Co kilka minut wypuszczał się na zwiady, z dokładnością poborcy podatkowego wyszukiwał tropów innych drapieżników. Córa Wiatru miała mniej swobody, kilku minutowe postoje wykorzystywała na skubanie soczystych ziół. Był to niewysoki, smukły konik, po posturze można było wywnioskować, że jest nawykły do długiego biegu. Klacz była bardzo spokojna i opanowana, zawsze pozostawała czujna pozwalając mu spokojnie pracować. Czasem prychaniem poganiała Coruma, gdy ten zbyt długo zachwycał się jakimś znaleziskiem. Przede wszystkim pobierał próbki gleby, wkopując metalową rurkę, następnie w jej środek wkręcał kolejną, na sam koniec wydobywał obie równocześnie.

Obracając w rękach czerwono-brązowy rulon zbitej ziemi, przeszukiwał swoją pamięć.

"Czerwona glina zasilona materią organiczną, ciężko mi tu będzie znaleźć jakiś ciekawy kamyk. Ale zwiększa to moją szansę na zdobycie poszukiwanego okazu. Księżycowa Paproć rośnie w Krainach Północnych, czyli tu. Do prawidłowego rozwoju potrzebuje silnego nasłonecznienia oraz wilgoci, jest. Gleba jednak, musi być odrobinę lepszej jakości niż ta"- skruszył palcami rulon gleby - "ale jestem już bliżej niż dalej."

Dzisiejszego dnia nie musiał polować, miał wystarczająco upieczonego mięsa królików, udało mu się również nazbierać nieco orzechów i jadalnych roślin.
Jadąc poświęcał także czas na rozmyślania o sytuacji, miejscu i czasie, otaczających go humanoidach.
"Mocno namieszali swoją obecnością. Karma. Trakt wygląda na nie używany od dawna, więc dlaczego gobliny akurat tu postanowiły się umocnić i zasadzić. To nie ma sensu, a w taki przypadek nie dam wiary. Choć jeśli... hym, czyżbym wdepnął w gówno? Żyją stadnie, więc mogą komuś służyć, sami nie mogli by się tak przygotować, ich trzej zwiadowcy byli marni, zginęli szybko... Potem to przywitanie półelfki, przywitanie jak by mnie znała. Ja jej przecież nigdy nie widziałem, choć możliwe, że ... No tak! Walnar, przedstawił ją z taką swobodą jak by była jego służką. Więc jako jego służka była razem z nim u jego wuja, mogła mnie wtedy zobaczyć. Wtedy jej słowa by były zgodne z tym co sobie teraz myślę, ale jaka jest prawda? Do tego rycerz dorobił się gwardzisty, pożądnego gwardzisty. Swoją drogą musi mu dużo płacić skoro mówi o nim jak o swoim psie. To mój gwardzista, to mój koń, a to mój miecz...-" parodiował w myślach głoś tan Walnara.
"Zawsze mi się wydawało, że rycerze darzą się wzajemnym szacunkiem z prowadzonym przez nich wojskiem, ale to nie koniecznie musi być prawdą na Wyspach Północnego Krańca. Do tego mina el Turgasa jedynie potwierdza moje przypuszczenia, niczym głodny wilk łypał na tan Walnara. Ciekawe ile jeszcze jest w stanie znieść. Swoją drogą półork to praktyczny, choć strasznie marnotrawny jegomość. Widać, że potrafi zadbać o siebie, a teraz ma dzieciaka na karku...
El Saline, ahh,ma tak podobny kształt piersi jak moje Słońce."
Chustę, którą nosił na szyi naciągnął teraz na nos wdychając jej zapach. W umyśle zaczęły się kreować obrazy rodzimych stron. Stał na wzgórzu, owiewała go ciepła bryza morska przemieszana z zapachem kwiecia z łąki. Po chwili słyszał już głosy bawiących się dzieci, i melodyjny głos swojej żony. Niemal czuł ciepło jej skóry gdy ją przytulał. Gdy całował, smak i zapach. Słuchał jej szeptu i sam jej opowiadał. Gdy zsunął chustę słońce wychyliło się mocno ku zachodowi. Rozejrzał się do okoła, Syle był obok, Córa Wiatru szła równym krokiem, cała kolumna w milczeniu sunęła do przodu.
"Czas napoić konie."
Złożył palce w znak, wyszeptał słowa zaklęcia. Energia promieniście rozeszła się falą, która napotykając rośliny jadalne i zwierzęta, źródła wody odbijała się i wracała do źródła.
Trzy jardy na północ znajdowało się spore oczko wodne. Gdy kolumna wyjechała na rozległą polanę, Corum skierował się w stronę wodopoju dając znak aby reszta podążyła za nim. Takie zbiorniki wodne, w jego stronach, zamieszkiwane były przez duże gady. Drapieżcy, którzy mogli godzinami czekać w bezruchu na swoją ofiarę. Piękne zwierzęta, do których lubił się podkradać choć było to bardzo niebezpieczne. Vicious nie zdawał sobie sprawy z tego, że był uzależniony od dużych dawek adrenaliny. Będąc szkrabem wymykał się z domu po to aby skakać z klifu do można, im wyżej tym lepiej. Czasem łamał kończynę, odrapania były czymś powszednim i za każdym razem zarzekał się przed samym sobą, że więcej już nie skacze. Następnego dnia był znów na krawędzi. Teraz miał nadzieję spotkać okaz żyjący w jeziorku. Posłał psa w jednym kierunku, a sam objechał oczko wodne z drugiej strony. Szukał śladów prowadzących do i z jeziorka, szczególnie liczył na ślady po wielkich łapskach uzbrojonych w pazury, a między nimi linia po sunącym się cielsku.
Przy oczku wodny rosła jabłoń, przed nimi rozpościerała się polana. Mogli tu uzupełnić zapas jabłek dla siebie i koni.
Z dala od brzegu dostrzegł zielony kubraczek, a przy brzegu czerwony bucik.
Śladów po bawiącym się dziecku nie było, nawet nie zostawiło śladów podchodząc do oczka wodnego. Pytania kłębiły się w głowie Coruma, a ciekawość pchała go w stronę wody. Chciał znać odpowiedź na pytanie: co tam się kryje? Właściwie ta chęć była silniejsza od jego woli, bardzo często jej ulegał.

Po chwili odezwał się el Turgas przywołując na chwilę Coruma do realnego świata.

- Kto chętny zażyć kąpieli. Mogę asekurować, o ile tylko dacie mi linę - mówiąc to patrzył się w stronę Corma.
- Czy kto ktolwiek z was ma zamiar zaopiekować się dzieckiem? Wtedy i tylko wtedy widzę sens aby się fatygować i dzieciaka wyłowić. Jeśli nie, to jest to dobra okazja aby napoić konie, do wieczora nie powinniśmy mieć okazji aby to uczynić.
Kathryn pochyliła się opierając przedramiona o łęk siodła.
- Jeszcze kilka słów i nie będzie sensu się ruszać.
Przechyliła głowę, zmrużyła lekko oczy.
- Albo wiesz co… zaopiekuję się nim.

Corum kilkoma pociągnięciami odpowiednich rzemieni zrzucił skórzane pancerze, pozostając jedynie w przepasce biodrowej, pasem ze sztyletem i ładownicami. Całe ciało miał pokryte plamami o odcieniach zieleni, czerni i brązu. Nie miał malunku, ot na pierwszy rzut oka, maźnięcia w przypadkowych miejscach.

Odtroczył linę d siodła, jedną końcówkę liny rzucił el Turgasowi, drugą okręcił i zaciskał w lewym ręku.
- Zostań - rozkazał Syle.
Gdy wchodził do jeziorka szeptał modlitwę żywiołu wody wykonując do jej rytmu serię głębokich wdechów, powoli zanużał się nie mącąc tafli. Wiedział, że jeśli chce żyć musiał nie zwracać uwagi drapieżnika, choć pewnie był już najedzony. Nigdy jednak nie wiadomo. Fala zimna objęła ciało półelfa, który przemieszczając się przy mulistym dnie był jednością ze stawem. Woda przy dnie pulsowała ciepłem, była gęsta i pełna drobnych żyjątek. Nie wyczuwał obecności dużych drapierzników, ale także nie wyczuwał oznak życia dziecka. "Skoro el Turgas rąbał trupy to dla tego, że obawia się ich wskrzeszenia, w takim razie." Wydobył sztylet i wsadził go w zęby, ostrożnie płynął przy dnie do dzieciaka. "Może tu mieszka martwiak, więc podkradnę się i po oglądam."

Syle krążył przy brzegu wypatrując swego pana, był niezadowolony, że nie zabrano go na polowanie.

Płynął na skraju mętnej wody mając na zasięg ramienia muliste dno. Był coraz bliżej ciała dziecka, pewnie było już martwe, nie wyczówał obawów życia, przestało walczyć. Zamulona woda mocno ograniczała widoczność.
"Tak jakby przed chwilą była tu intensywna szamotanina. Coraz bardziej to jest dziwne i ciekawe zarazem."
Gdy już chwytał dzieciaka, czując jego zimną rączkę, z dna wystrzeliły w jego kierunku potężne łapska, jedno z nich wbiło się w ramię. Vicious impulsywnie pociągał linę, niczym ryba na haczyku, a za chwilę był wyciągany. Mocarne pociągnięcie półorka, omal wybijające rękę ze stawu, pociągnęło półelfa wraz z galaretowatym, mocno rozmoczonym martwiakiem. Corum pierwszy raz w życiu widział martwiaka i to z takiego bliska. Zachował jednak zimną krew, złapał za sztylet i wbił go w rękę, która go trzymała. Następnie rozcinał rozmiękłe mięśnie docierając aż do ramienia, aż ostrze zatrzymało się na kości obojczyka. Nie minęło kilkanaście sekund, a Vicious był przy brzegu, wciąż trwał w zwarciu z martwiakiem.

Syle niecierpliwie biegał wzdłuż brzegu, czując, że z jego panem źle się dzieje. Na ułamek sekundy, przed wybieraniem liny przez el Turgasa, Syle zaczął warczeć i szczekać. Gdy tylko pies dostrzegł półelfa z nowym towarzystwem rzucił się w ich stronę i skoczył na grzbiet stwora próbując gryźć go w kręgosłup.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.
Manji jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Kryształy Czasu - długa kampania kset Komentarze do sesji innych sesji RPG 620 11-20-2008 20:18
Kryształy czasu - długa kampania kset Archiwum rekrutacji 32 02-11-2008 00:35
Pułapki Roland Rozmowy ogólne na temat RPG 35 06-06-2007 22:08
[Kryształy Czasu] Rekrutacja Drago Archiwum rekrutacji 10 02-13-2006 12:47
[Kryształy Czasu] Kaprysy losu Redone Archiwum rekrutacji 8 01-17-2006 19:48


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 07:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39