Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-11-2008, 13:46   #31
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 3 Marrrt wkrótce będzie znanyMarrrt wkrótce będzie znany
$: 31 668
Dersitto Bumblebee

Odzyskanie zatkanego tchu zajęło niziołkowi nieco więcej czasu niżby sobie tego życzył. Gdy już wiadome było, że bandyci przepadli bez śladu w gęstwinie, zeskoczył z kozła na ziemię pomagając sobie lekko drżącymi rękoma. Spojrzał rozbieganym wzrokiem na gramolącego się z ziemi Jaśmina i nowo przybyłych jeźdźców, którzy wpadli na polanę praktycznie znikąd. Mijając rozlaną zupę, dopiero teraz zauważył ciało drugiego żołnierza ze strzałą wystającą z szyi. Ooooo nie. Tego już się robi o wiele za wiele – pomyślał zbierając myśli i starając się jakoś skojarzyć ten zaiste przedziwny zbieg okoliczności. W końcu nie wytrzymał i gdy Karla odwróciła się od "rycerza" Cyryla z Guletty poczęstowawszy go szorstkim przytykiem, wypalił do niego bez ogródek:

- Zaraz, zaraz psia jucha. To myśmy tu za przeproszeniem za jakąś kurwa chędożoną przynętę robili!? To tak teraz stan rycerski zbójów po lasach łapie??? – mimo iż był czerwony ze złości na twarzy, głos mu wyraźnie drżał. Gdy skończył sam nie wiedział po co wypaplał to co mu po głowie chodziło. Duzi ludzie zawsze w dupie mieli innych, a teraz mogło mu się jeszcze w dodatku po uszach dostać. Uspokoiwszy się nieco, dodał:

- A gwoli ścisłości to jakoś nie widać, żebyście ich dopadli. Czmychnęli pewno w głąb kniei i tyleśmy tego Lisa widzieli.
Po tej wypowiedzi zerknął raz na Rodericka stwierdzając ze zdziwieniem, że ten jest równie wstrząśnięty całym zajściem, co inni, a następnie na towarzyszy szukając w ich wzroku potwierdzenia swoich przypuszczeń.
 
__________________
Beer is proof that God loves us and wants us to be happy
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-12-2008, 11:29   #32
 
Asmorinne's Avatar
 
Reputacja: 3 Asmorinne wkrótce będzie znanyAsmorinne wkrótce będzie znany
$: 25 462
Feide siedziała skulona za wozem, powoli zaczął pobolewać ją kark i kręgosłup przez tą bezczynność. Wychylała się coraz bardziej, nie zwracała uwagi na to , ze była w zasięgu prawie każdej strzały. Słuchała jak bulwersuje się krasnolud, jak szalona kapłanka próbuje odpędzić lisiego demona, jak nieustraszony pogromca bandytów – poeta, pragnie swoją mową nauczyć porządku herszta. Sama nawet chciała coś powiedzieć, wstała nawet gdy nieoczekiwanie świstneła strzała i celnie trafiła w oko jednego z żołnierzy. Feide poznała go, to był ten sam gość, który próbował zagadnąć do niej dzisiaj rano. Kobieta jednym szybkim susem skoczyła z powrotem za wóz, już nie wychylała się. Patrzyła na bladą malarkę i przez jej głowę przeszła myśl, ze strzałą mogłaby i ją trafić, to by konkurencji nie było. Dalej spoglądając na białą niczym kreda kobietę, pomyślała, ze zaraz sama ona umrze na zawał, oszczędzając fatygi zbirom. Feide nie próbowała sobie wyobrażać jak zareagowałaby będąc w jej sytuacji.

Poczuła ja ziemia lekko drży, tętent kopyt słychać było coraz bardziej. W pewnym momencie bandyci znikneli, a na ich miejsce pojawiło się około 10 zbrojnych.
- lepiej już jak byli bandyci – pomyślała Feide wstając i otrzepując lekko zakurzone ubranie. Jeden z konnych przewrócił gar z zupą.
- może to i lepiej... trochę strach jeść krasnoludzie wyroby, nie wiadomo z czego i nie wiadomo jaki to specyfik sekretny w tym pływa... – lecz te myśli nie zabiły jej ciągle nie zaspokojonego burczącego brzucha.

Widok zbrojnego Cyryla z Guletty przepędził w jednej chwili jej plany dołączenia do tej hanzy, nie miała ochoty spotykać się z nim z bronią. Podeszła do martwego ciała i skrzywiła się strasznie, następnie spojrzała na płaczącą konkurentkę.

- Jemu to już nawet bogowie nie pomogą, przyszło tylko życzyć mu przyjemnej podróży w zaświaty... - odeszła od ciała skrzywiona lekko i słuchała wygłaszającego swe mowy niziołka, bała się ,ze zaraz któryś z rycerzy zdenerwuje się i kopnie w rzyć małego człowieczka.
- Tak właśnie wy tu stoicie, a cała ta hanza to już pewnie daleko stąd...nie staracie się waszmościowie...i się nie dziwię się, że już od długiego czasu ich ścigacie.. – powiedziała z wyrzutem i poprawiła włosy, miała nadzieję, ze zbrojny odjadą.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 21:23   #33
 
Bronthion's Avatar
 
Reputacja: 1 Bronthion jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 791
Brandis

Cały czas utrzymywał buńczuczną minę bez strachu patrząc na to całe zajście, nie raz mu śmierć groziła więc byle Lis z Shaerrawedd nie przerażał go. Jednakże występ Jaśmina na twarzy krasnoluda wymalował lekki uśmiech, ni to ponury, ni to radosny, po prostu podobała mu się mowa. Z całą pewnością nie podobałoby mu się jednak to co z poety by zostało gdyby Lis zrobił to na co miał ochotę. Przy najbliższej okazji krasnolud miał zamiar pochwalić barda za odwagę lecz i przestrzec by z motyką na słońce się nie porywał, jego rymy, nuty i poezja mają wspólnego tyle z życiem co bajka o krasnoludzie co elfem być chciał z rzeczywistością.

Sytuacja robiła się co raz bardziej napięta co udzielało się każdemu, nawet Brandisowi co jednak skutecznie maskował. Chwilę skupienia krasnoludowi przerwał świst bełtu tuż obok jego własnej głowy co skwitował słowami : „No żesz kurwa…” Trafiony w oko żołdak padł jak długi, krasnolud zastanawiał się cóż ten człek chciał osiągnąć… tytuł pośmiertnego pogromcy Lisa z Shaerrawedd? Pokazać jaki to on dzielny i odważny by zaraz zginąć? Idiotyzm… naczytał się pewnie w dzieciństwie lub nasłuchał bredni przez ludzi pokroju Jaśmina głoszonych, o bohaterach i heroizmie i wyszło mu to bokiem… a raczej okiem.

Odwrót zbójów był jedną z ostatnich rzeczy jakich się spodziewał, dodatkowo odsiecz? Mężni rycerze przybyli ich ocalić? Takie rzeczy po prostu się nie zdarzają… lecz jednak zdarzyły się co można było zobaczyć, odsiecz zdążyła dodatkowo zniszczyć dzieło rąk krasnoluda… I tyle z zupy do kurwy nędzy Wybrał grzyby które trafiły w jego brodę i zjadł kopnąwszy kociołek mocno, spojrzał po wszystkich wilkiem. Na moment zatrzymał wzrok na płaczącej malarce a wyraz jego twarzy złagodniał, z pewnością jednak znajdzie się ktoś kto ją pocieszy, a próba pocieszenia od krasnoluda była jedną z ostatnich rzeczy jakich by chciała, tak przynajmniej sądził.

W dyskusje z Cyrylem wdawać się nie zamierzał, nie miał nastroju, usiadł na swoim wozie i postanowił poczekać na rozwój sytuacji.
 
__________________
Ucieczka? Zbyteczna, wojna Cię odkryje!
Zakwitnie w twych snach i umysł spowije!
Patrz na kompanów, ich śmierć wspominaj!
Patrz na ich oczy i oddech swój wstrzymaj!
Bronthion jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 11:49   #34
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 2 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 47 784
– A tak właściwie, co oznacza treść tego egzorcyzmu?
– Idź i wychędoż się sam.






– Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
– Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb.








Cyryl zlustrował wzrokiem otoczenie, uśmiechając się wrednie. Ptaki i wszelkie odgłosy zwierząt zamarły. Na placu zapadła cisza, którą w pierwszej kolejności przełamał Niziołek.
Rycerz wstał. Płaszcz zawirował na lekkim wietrze, odsłaniając miecz. Włożył rękawice za pas i złapał za hełm tak, jakby za chwilę miał nim przywalić w łeb Dersitto. Nim zdążył zrugać Niziołka za jego obraźliwe słowa, to Feide dolała oliwy do ognia.


Obóz stracił dwóch zbrojnych z pod dowództwa dziesiętnika Fabio. Trupy przeciągnięto po ziemi pod jedno z większych drzew przy wozach. Jaśmin pozbierał się i usiadł na koźle. Kapłanka z Ellander podeszła do ciał poległych i zaczęła odprawiać modły. Dziesiętnicy wraz z rozkojarzonymi żołnierzami przyglądali się reakcji swego dowódcy. Karla podbiegła w stronę Dona i zaczęła wylewać mu łzy w ramie.


- Właśnie tak teraz stan rycerski Tajnych Służb Jego Królewskiej Mości łapie zdrajców narodu, a tych, którzy nie są skorzy do współpracy oprowadzamy za darmo po salach tortur. W specjalnych przypadkach… - Cyryl podszedł do Niziołka i wyjął miecz. – ...nadziewamy gości na pal jak świeżą dziczyznę na ruszt… - wbił miecz w ziemię między nogi Niziołka i wybuchł śmiechem widząc minę przerażonego Dersitto. Spojrzał na Feide. – Panienka niech waży w ustach swe słowa. Jestem tolerancyjny do pewnego stopnia, a moi żołnierze z chęcią poczuli by zapach kobiecej skóry. – znów wybuchł śmiechem. Popatrzył w kierunku rozbawionych przemówieniem dziesiętników. – Trumniarz obsadź swoimi ludźmi północną grań i dopilnuj żeby nikt się do obozu niepostrzeżenie nie dostał. Ty Fabio weź swoich ludzi i tych dwóch denatów. Niedaleko jest gospodarstwo. Z rozkazu Króla Aedrin weźcie jakiegoś chłopa i niech zawiezie do Aldersbergu ciała poległych. Zostańcie na gościńcu i nie wpuszczajcie tu nikogo do rana.

Gdy Cyryl wydawał rozkazy wojsku, Karla zauważyła cos dziwnego w Donie. Chłopak zbladł i zachwiał się nie reagując na jej słowa. Kobieta przyjrzała się mu i spostrzegła, że w kącikach jego ust zbiera się piana. Oczy zaczęły łzawić i wywracać się, co wraz z spazmatycznym bólem, nadało drastycznego wyrazu jego twarzy. Chłopak padł na ziemię, a Karla zaczęła krzyczeć z przerażenia, strachu i natłoku dziwnych wydarzeń ostatnimi czasy.

- Pewnikiem się trupich jagód nażar… Albo mu jaki chochlik do żarcia nasrał! – odezwał się chłop z Dol Blathanna, prawiąc niepodważalne mądrości.


- Smok! Smok! – z pomiędzy żołnierzy Fabia, który wraz z nimi miał już ruszać na gościniec, wybiegło dwóch chłopów. Padli na kolana przed Roderickieim. Chłopi z okolicy pewnie bo w roboczych łachach i bez tobołków. Umorusani, włosy polepione od brudu i od jednego gównem śmierdzi. – Baby ze wsi gadały, że zbrojni tu w sile ze dwa tuziny albo trzy. Pono wiedźmin z wami i rycerstwo przecie! Panie ratuj od zguby niechybnej…


Jaśmin zemdlał.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 23:21   #35
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 3 Marrrt wkrótce będzie znanyMarrrt wkrótce będzie znany
$: 31 668
Dersitto Bumblebee

Niziołek przełknął ślinę patrząc na lekko drżącą klingę miecza wbitego między stopami. Jak to dobrze, że Lis jest banitą, a Cyryl rycerzem. Gdyby było na odwrót to polana zapewne gęsto spłynęłaby krwią. Tym razem udało mu się komentarz zachować dla siebie. Zamiast tego usunął się na bok starając się przy okazji nie przejść przez długą smugę krwi pozostawioną na igliwiu przez ciągniętego żołnierza. Widok posklejanych na czerwono liści wiązu sprawił, że uczucie głodu nie dopadnie Dersitta zapewne do samego wieczora.

Z nieciekawą miną świadczącą o ciągłym przeżywaniu minionych paru chwil, usiadł na ziemi opierając się o pień najbliższego drzewa. Kawałki starej kory posypały się z pnia i wpadły w bujną czuprynę Niziołka. Nawet nie zauważył jak dość duży czarny pająk przebiegł mu po nodze i zniknął gdzieś pod mchem. W dodatku nie rozumiał, czemu nikt nie podchwycił jego uwagi. Zwłaszcza krasnolud, który nagle przy Cyrylu jakoś stracił cały rezon i hardość. Tylko kobiety okazały jak na ironię trochę ikry i nie przeszły na tym wydarzeniu do porządku dziennego. Nic to - byleby do Dol Blathanna.

Z odrętwienia wyrwały go dopiero skrzekliwe krzyki wieśniaków. Obu chłopów jęczących o smoku obdarzył niedowierzającym spojrzeniem. Przez całe życie jakimś dziwnym trafem kłopoty go unikały. A teraz zbójcy, mściwi rycerze i jeszcze to...Co ja tu tak właściwie robię? A tak... Vinia... Można by dojść do wniosku, że nieszczęścia się zaczynają gdy się za upartą dupą uganiać przez pół kraju.

Spojrzał z wielkim zaciekawieniem na rycerza z Guletty, co ten odpowie na błagania ciemiężonego przez potwora ludu o pomoc. Szczęście, że cały czas siedział, bo inaczej z pewnością dołączyłby do biednego Jaśmina.
 
__________________
Beer is proof that God loves us and wants us to be happy
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2008, 10:14   #36
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 4 Hellian jest po prostu świetnyHellian jest po prostu świetnyHellian jest po prostu świetnyHellian jest po prostu świetny
$: 73 223
Karla Bijoux

- Panienka niech waży w ustach swe słowa. Jestem tolerancyjny do pewnego stopnia, a moi żołnierze z chęcią poczuliby zapach kobiecej skóry. – powiedział cny rycerz
I nagle płacząca Karla zyskała zimną pewność, że oto poznała człowieka, którego może nienawidzić. W jakiś nienaturalny sposób to ją uspokoiło. Bo nienawiść nie była prostym uczuciem. Każdego coś tłumaczyło: bieda, dzieciństwo, brak rozumu, czy urody. A szlachetny rycerz Cyryl, pogromca zbójów, który właśnie popełniał kardynalne błędy goniąc przestępców, za to groził kobiecie, którą powinien bronić i wbijał miecz pod nogi nieuzbrojonego cywila, nie dostarczał swą osobą żadnych usprawiedliwień. I nienawiść dodała jej sił. Dobrze jest mieć w cel w życiu, choćby miała być nim nauczka dla godnego szlachcica z Guletty.

Niestety nadal nie był to dla Karli łatwy dzień. Brzemię niechcianych wspomnień sprawiało, że właśnie zaczynała czuć się odpowiedzialna za nowo poznanego młodzieńca. A blond łotrzyk, zabawny wygadany chłopiec, który właśnie zamierzał przytulić płaczącą malarkę i pewnie znalazłby słowa, które mogły ją pocieszyć, padał na ziemię tocząc pianę z ust.
- Na Melitele! Kapłanko!
Klęczała przy Donie, obok usiłującej mu pomóc kapłanki i trzymała chłopaka za rękę. Płacząc szeptała słowa modlitwy.
- Łaskawa Melitele uratuj go. To dobry chłopiec, psotnik, dziecko szczęścia, nie może mu się nic stać.
Łzy płynęły po policzkach Karli niepohamowanym strumieniem. Cichutka Akwamaryna położyła głowę na nodze Dona.
- Wszystko będzie dobrze? – patrzyła na kapłankę dopuszczając tylko jedną odpowiedź.

Dla Karli zamieszanie w obozie nie miało w tej chwili najmniejszego znaczenia.
 

Ostatnio edytowane przez Hellian : 04-28-2008 o 12:35. Powód: nagłówek
Hellian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-23-2008, 21:50   #37
 
Asmorinne's Avatar
 
Reputacja: 3 Asmorinne wkrótce będzie znanyAsmorinne wkrótce będzie znany
$: 25 462
Z przerażeniem spoglądała jak Cyryl wymachuje mieczem przed niziołkiem
- jak nic zaraz zostanie z niego tylko kałuża juchy...
Zamknęła oczy by tego nie widzieć, lecz na szczęście do niczego nie doszło, Po9 chwili zdała sobie sprawę, ze rycerz zaraz podejdzie do niej, przełknęła ślinę i zamarła pod jego wzrokiem.

- Panienka niech waży w ustach swe słowa. Jestem tolerancyjny do pewnego stopnia, a moi żołnierze z chęcią poczuli by zapach kobiecej skóry. –

Zacisnęła pięści, miała ochotę obrzucić go najgorszymi i najpaskudniejszymi słowami jakimi znała, lecz powstrzymała się, wzięła głęboki oddech i odwróciła się na pięcie, spuszczając wzrok .Z takimi lepiej uważać, posmakowawszy szczyptę owocu władzy, szczycą się tym i puszą niczym pawie, widzą innych pomniejszonych i bezradnych, a sami wydają się sobie wielcy i wszechwładni...

Spostrzegła nagle, że z ust Dona wydobyła się piana
- co do psiej juchy... – zamknęła oczy, za dużo wrażeń jednego dnia. Zaczęła sobie przypominać, czy co by to on pierwszy nie skosztował wyrobu krasnoluda...

-Smok, smok.... – krzyknęli umorusani chłopi.
jeszcze do kurwy nędzy jaszczura tu brakowało! – wzburzyła się w sobie Feide, to było zdecydowanie za dużo wrażeń tego dnia. Była tak zła i poirytowana, ze z chęcią sama ruszyła by na tego smoka, zabiwszy wcześniej Cyryla i resztę żołnierzy. Idąc dalej kopnęła z całej siły jakąś skrzynkę, która o dziwo rozsypała się w drobne listewki. Dopiero gdy jej trochę przeszło, poczuła ból w nodze. Gdy tylko dotrą na miejsce zamierzała kupić sobie coś ładnego i wypić porządnego trunku.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-26-2008, 17:24   #38
 
Hawkmoon's Avatar
 
Reputacja: 2 Hawkmoon jest na bardzo dobrej drodze
$: 9 933
Wiedźmin przyglądał się z grymasem pogardy na twarzy, jak to wielki i mężny rycerz straszy bezbronnego niziołka i kobietę. Niech żyje męstwo, prawość i sprawiedliwość. Ale tak to już jest na tym świecie. Już chciał krzyknąć do Cyryla jakieś uszczypliwe słowa, wierząc, że zła sława go obroni, kiedy nagle, niemal jednocześnie zdarzyły się dwie rzeczy.

Beres zerknął na Dona Fiasco i od razu zrezygnował. Nie miał pojęcia co może z nim być, jednak był pewien, że kapłanka wie i mu pomoże. Poruszyło go jednak to, co mówili wieśniacy. Zanim przestali błagać o pomoc i bełkotać zdążył się zastanowić. Nie był pewien, ale istniała możliwość, że to nie jest smok.

- Wątpię, żeby to był smok - odezwał się głośno milczący dotąd wiedźmin - Już od dawna nie bytują w tym regionie wykurzone przez ludzi. To może być oszluzg, wyvern, widłogon, ornitodrakon, albo rok. Często są mylone.
Zwrócił się do wieśniaków.
- Jak duży był ten smok. I jakich szkód narobił?

Spodziewając się, że i tak będzie musiał wyruszyć, wiedźmin podszedł do Belzebuba i okulbaczył go. Sprawdził wszystkie popręgi i dowiązał go do wozu obok. Odwrócił się z powrotem omiatając wzrokiem całą scenę.

Rycerzy i zbrojnych stojących na polanie, ślady krwi po trupach, malarkę z kapłanką schylające się nad Donem, Krasnoluda z oburzoną miną i przerażonego niziołka. Bard leżał bezwładnie na ziemi i nikt najwyraźniej nie pokwapił się mu pomóc. Wreszcie chłopi i Feide robiąca nietypowe rzeczy jak na damę. Ale nie dziwił się. On również chciał dać ujście podirytowaniu, które go przepełniało.
 

Ostatnio edytowane przez Hawkmoon : 04-26-2008 o 17:29.
Hawkmoon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-30-2008, 19:01   #39
 
Bronthion's Avatar
 
Reputacja: 1 Bronthion jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 791
Brandis

Zachowywał spokój, lustrował otoczenie spokojnym wzrokiem, który jednak spokojny być przestał gdy dostrzegł wyczynania Cyryla. Zeskoczył z wozu i wymownie uderzył trzonkiem topora w tarczę patrząc pogardliwie na „rycerza”.

- W dupie Ci się poprzewracało ? Nikomu tutaj włos z głowy nie spadnie, zachowaj siły na prawdziwe walki a nie groźby rzucane w kierunku niewiast i słabszych od siebie. Kątem oka dostrzegł kociołek niegdyś pełen jadła i skrzywił się wyraźnie, bardzo ale to bardzo nie lubił gdy ktoś niszczy owoc jego pracy Chyba że tak bardzo zwady szukasz to jestem do usług.

Z pewnością słowa Brandisa nie były przyjazne, z pewnością dobrze ich nie odebrał Cyryl, zresztą nie ma się czemu dziwić. Krasnolud jednak nie był strachliwy i powstrzymywać swego języka nie chciał. Nie będzie jakiś rycerzyk groził jego kompanom, niech stanie przeciw komuś kto może mu dosadnie odpowiedzieć

Chwilę po słowach krasnoluda przybyli chłopi pieprząc coś o smoku, Wiedźmin zapewne miał rację lecz jeśli to był smok… to Brandis nie miał chęci na spotkanie z nim mając nadal w pamięci wynik ostatniego spotkania, wskazał na Beresa i powiedział:

- To Wiedźmin, on lekarstwem na wasz problem jeśli kiesę pełną macie.

Cyryl raczej zdążył już przetrawić słowa Brandisa, a ten spojrzał hardo na niego mocniej chwyciwszy topór czekając jakiejś ciętej riposty lub sam Bóg wie czego.
 
__________________
Ucieczka? Zbyteczna, wojna Cię odkryje!
Zakwitnie w twych snach i umysł spowije!
Patrz na kompanów, ich śmierć wspominaj!
Patrz na ich oczy i oddech swój wstrzymaj!
Bronthion jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-02-2008, 15:24   #40
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 2 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 47 784




"– Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach miecz?
– Bo wiosło mi ukradli."


Krew Elfów












Cyryl podszedł do krasnoluda i najpewniej skończyło by się na walce, gdyby nie kapłanka, która w tym samym momencie wykrzyczała :

- Ten mężczyzna nie żyje!

Zaraz po tym wątpliwości rozwiał wiedźmin, stwierdzając, że śmierć spowodowała silna i szybko działająca trucizna. Zamieszanie zawładnęło całym obozem. Na przewrócony kociołek wszedł błyskawicznie Brandis i rzucił kolejną wiązanką elokwentnych w jego mniemaniu słów. Zapadła cisza, którą następnie przeszył nieskazitelny głos Rodericka.

- Biedak nie dojedzie z nami do Dol Blathanna…

- Dojechać nie dojedzie, ale kwiatów to się nawącha do woli na cmentarzu w Aldersbergu.
– stwierdził Cyryl – Zabierzemy go ze sobą, bo mus nam złożyć raport o tym gadzie. Skąd wy jesteście parobki?

- Z Zadymki szlachetny Panie. A monet Panie Krasnoludzie za usługi wiedźmińskie nie braknie. – odpowiedzieli chłopi chórkiem. - A smok jak smok. Nikt go nie widzioł. Jeno jak kto zbliży się do jego legowiska we wzgórzu, to juz nie wraca. Tyle wiemy.

- Dobrze więc. – wtrącił Roderick. – Ruszymy do tej waszej Zadymki. Wiedźmin jeśli chce może nam towarzyszyć, ale to Ja ubije gada. – rzekł skromnie.

Cała karawana wraz z chłopami ruszyła dalej. Cyryl i jego świta, która nie dorwała jak się okazało bandytów, ruszyli do Aldersbergu wraz z trzema trupami. W szeregach wojska po tym incydencie zaczęło się źle mówić o całej tej wyprawie.



* * *



Soundtrack


Droga na wschód była spokojna. Gorące popołudniowe słońce dawało się we znaki każdemu. Żołnierze Trumniarza zważywszy na okoliczności, maszerowali na przedzie. Flaga Aedrin wisiała swobodnie, muskana jedynie od czasu do czasu przez lekki wiaterek. Następne w kolejności jechały wozy. Jaśmin ocknął się dopiero w połowie drogi do Zadymki i od razu wdał się w konwersację z ambitnym towarzystwem reprezentującym zadupie, do którego zmierzali. Na uboczu rozmowę prowadziła kapłanka z Ellander i Roderick – z tego co usłyszał Dersitto, rozmawiali o spisku i tajemniczej śmierci Dona Fiasco. Szybko jednak wyrwał go z podsłuchiwania zapach jedzenia, które wyciągnął woźnica. Kolumnę zamykał oddział dziesiętnika Bratka.
Gdy zjechali ze wzniesienia i zatrzymali się by naprawić koło, Jaśmin postanowił przy wtórze lutni opowiedzieć pewną historię, którą to niechybnie krasnolud zna, a odnieść się może to mądra przypowieść do smoka, którego to tak bardzo wszyscy chcą ubić. Było to tak:




Przypowieść o Smoku Pierdziochu.

Dawno, dawno temu żył sobie krasnoludzki władca, którego imienia już nikt nie pamięta. Jak to bywa z krasnoludami lubił złoto ponad wszystko inne. Pewnego dnia na dwór przybyli jego poddani i przynieśli wieści o smoku, który bydło zjada i niszczy wszystko co na drodze spotka. Przebiegły król postanowił ubić gada i zagarnąć złoto jego, bo każdy nawet najgłupszy wie, że smoki złota mają co nie miara. Tak tez się stało. Władca zabrał wielu chętnych i ruszył na bestie. Odnaleźli Siedliszcze Zła i rzucili się na smoczysko z toporami i czym się tylko dało. Przeliczyli siły na zamiary i szybko na polu bitwy pozostał sam władca. Wyzywał gada i pluł na niego : „Spal mnie padalcu chędożony! Tyś kurwa smok? Koło smoka nawet nie stałeś! Jak Cię zaraz w dupę kopne…”. No i kopnął. Tak go kopnął, że smok, który niestrawność miał i ziać nie mógł, tak pierdnął na władcę, że ten na stertę złota wpadł. Smok ze wstydu odleciał, a władca miał swoje śmierdzące złoto. Smrodu z ciała i ze złota jednak już nigdy nie zmył i niechybnie był najbardziej śmierdzącym przypadkiem zachłanności w historii kontynentu. Pewnie zapytacie jaki z tego morał?
Otóż morał z tego taki: Jak mówi stara mądrość krasnoludzka: Nie rusz gówna, nie będzie śmierdzieć.





Koło zostało naprawione w czasie opowieści, która rozbawiła wszystkich do łez. Jedynie Brandis poczuł niesmak i nieco urażoną dumę. Gdy wyjechali za następne wzgórze, ich oczom ukazały się zabudowania położone w dolinie, otoczonej laskiem.


Wieś do wielkich nie należała. Koło lasku sporych rozmiarów tartak i barak dla drwali zapewne. W centralnym punkcie karczma i studnia. Na planie półkola kilka chat, typowych dla tego regionu. Na placu dzieci goniące z kijami kaczkę i kobieta wieszająca pranie. Słońce powoli zaczęło chylić się ku zachodowi. Jaśmin, który dumny ze swej opowieści szedł z przodu kolumny poddał w wątpliwość wyprawę na rzekomego smoka.

- Słuchajcie, a może by tak zatrzymać się tu, posilić, wyspać i ruszyć dalej. Nie ruszajmy tego gówna, bo i nie na naszym gnoju leży. – rzekł poetycko.

- Stuł pysk wierszokleto! – wykrzyczał Trumniarz.

- No, no! Tylko nie wierszokleto! Jestem poetą! – uniósł się rozeźlony Jaśmin.

- Ja Ci kurwa dam poetę łachmyto chędożony! – Trumniarz rzucił się w pogoń między żołnierzami za przerażonym Jaśminem, co dodało kolorytu i rozbawiło strudzonych podróżą wędrowców przed wjazdem do wsi.
Do słodkiego obrazka pościgu za Jaśminem dołączyły dzieci z przerażoną kaczką. Jeden z chłopców w brudnych szmatach chłopskich, powiązanych rzemieniami, usmarkany pod nosem, zatrzymał się i spojrzał z podziwem.

- Cy to miec pse Pana?- zapytał niewinnie.

- Nie kurwa patyk! Z drogi smrody! Wojsko idzie! - odparł żołnierz.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Wiedźmin: Gra Wyobraźni milosz500 Pozostałe systemy RPG 23 09-24-2008 20:56
[Wiedźmin : gra wyobraźni] "Gdzie silvan nie może, tam babe pośle" - KOMENTARZE DrHyde Komentarze do sesji innych sesji RPG 150 09-08-2008 17:21
Rekrutacja Dodatkowa do Wiedźmina. Sesja "Gdzie silvan nie może, tam babe pośle". DrHyde Archiwum rekrutacji 54 03-09-2008 12:39
[Wiedźmin : gra wyobraźni] "Gdzie silvan nie może, tam babe pośle" DrHyde Archiwum rekrutacji 50 02-10-2008 21:51
[Wiedźmin] "Historia Pewnej Drogi" Nassair Archiwum rekrutacji 11 02-17-2007 10:14


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 06:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111