![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #81 |
![]() | Kapłan rzucił do drużyny: -Cholera. Miało to coś oznaczać? Tego nie wiem, spojrzał na łysola, splunął. -Za dwa dni stracisz rękę. Następnie podszedł do Szajby, spojrzał na jego nogę. Uśmiechnął się, uczynił w powietrzu znak Peruna, odmówił krótką modlitwę. -Jutro lub po jutrze zrośnie się. Lecz dziś sobie nie pobiegasz. Wyprostował się, zamknął oczy. Wsłuchał się w to co ma do powiedzenia wiatr, w jego imiona i wieści gminne. Nie przejmował się teraz drużyną. Czuł się stary, chciał najchętniej pójść do lasu i pić z leśnymi istotami kilka dni. -Cicho... Chciał dodać: Wiat mówi. Lecz ego nie uczynił wsłuchując się w szmer liści lasu oraz czysty śpiew wichru.
__________________ Ad quas res aptissimi erimus, in iis potissimum elaborabimus. Lata po zagładzie... - wciąż poszukujemy nowych graczy. |
| |
| Reklama |
| |
| | #82 |
![]() | Tak, jesteś idiotą. Ba powiem więcej jesteś największym idiotą jakiego znam - powiedział w duchu sam do siebie. W chwili gdy wyskakiwał przez okno nie był skoncentrowany, a powinien. Magia zmienia niektóre czynniki kosztem innych. Normalnie skoczyłby z piętra wyżej i nic by mu nie było, problem w tym że nie było "normalnie". Kolejnym idiotyzmem było dalsze ukrywanie się pomimo braku zagrożenia. Wszystko to było i tak mało ważne, gdybanie nie złoży mu nogi. Kurwa, Nicolas, ktokolwiek pomóżcie - powiedział z wyraźnym trudem. Wskazał na smoka. Za chwilę zobaczył błysk w oku pół-elfa. Prędzej spodziewał się diabła niż prochu no ale cóż, każda pomoc jest przydatna. Kapłan stanął nad nim i odmówił szybkie błogosławieństwo. I chyba nawet zadziałało bo poczuł mrowienie w nodze. Dziękuję Próbował wstać ale było to cięzkie, po chwili podciągając się na płocie stanął na zdrowej nodze. Wiedział że trzeba usztywnić złamanie. Bo jeśli czar faktycznie zadziała to będzie kaleką do końca życia, wszystko musi zrosnąć się prawidłowo.
__________________ moje gadu 3444862 (zawsze niewidoczny) :) Ci co żywią się nadzieją .... umierają głodni.... |
| |
| | #83 |
![]() | -Nie bądźcie tacy wspaniałomyślni do jasnej cholery. Może kolega najpierw nam opowie coś, co nas zainteresuje, co?-westchnął wiedźmin, patrząc na miłosierdzie kapłana. -Przypominam Ci Kazimierzu, że ten pan nie był tak miły dla nas-rzekł Nicolas mrużąc oczy. Nie znosił okazywać współczucia. Podobnie nie cierpiał, gdy ktoś robił komuś "dobrze" za nic, lub, co gorsza, za zaatakowanie. Te brednie o miłości bliźniego, czy "wzniesieniu się" ponad wszystkie krzywdy i cierpienia doprowadzały go do szewskiej pasji. Oczywiście, sprytnie tłumionej. Był zwolennikiem starego, dobrego kodeksu Hammurabiego. No, może trochę mniej rygorystycznego. Może nie "oko za oko, ząb za ząb", ale np. "dobro za dobro, zło za zło". Na tym Nicolas opierał swoje dotychczasowe funkcjonowanie. Spojrzał ponownie ze złością na łysola. -No mów kolego, pewnie każdy z nas chciałby usłyszeć twój cudowny głos-rzucił z sarkazmem. -Albo pogadaj z tym tam-głową wskazał na Christianusa-on jest tu tak jakby szefem. Przynajmniej tak mi się wydaje-powiedział, odchodząc do "Szajby". -Coś ty, kurwa mać, ze sobą zrobił? I co ma znaczyć ta cała dzisiejsza walka? No i na cholerę nam ten proch? O co kurwa w tym wszystkim chodzi?-wyrzucił z siebie wiedźmin tak, by tylko Alfred mógł go usłyszeć. Mówił spokojnie, szepcząc. Jego zdenerwowanie zdradzały jedynie wulgaryzmy. Nie od dziś był mistrzem słowa. |
| |
| | #84 |
![]() | Nieporadną próbę zrozumienia przez Helmuta, jak to cień może złamać nogę i zmienić się w jednego z nowych kompanów, przerwało wołanie Christianusa. -Oby pół-zbok nie próbował pokazać mi swojego nowego zboczonego wdzianka. -mruknął cicho pod nosem, podchodząc do Smoka. Jego oczom ukazał się worek potocznie zwanej "czarnuli", czyli najprzedniejszego bawarskiego prochu. Ze względu na swą wysoką jakość, był najczęściej używany podczas wojen i świąt. Oto krasnalowi przypomniały się szczęśliwe świąteczne wspomnienia, gdy ubierali choinkę we własnoręcznie zrobione przez siebie bombki. Bombki były robione z wszystkiego co się dało. Nadawało się zarówno zniszczone gliniane naczynie, jak i drewniana rurka lub metalowy pojemnik. Do środka wsypywało się właśnie schwarz-pulver, dodawało korek oraz kawałek sznurka. Tak zrobioną bombkę wieszało się na choince, gdzie czekała aż do nastania nowego roku. Wtedy razem z ojcem zdejmowali bombki i wtykali w nie lont, a następnie udawali się w stronę niedalekiej wioski elfów. Tam przy pomocy katapulty bombki były miotane nad wioskę, by elfy mogły podziwiać piękno eksplozji. Czasem zapadła się jakaś strzecha, lecz występowało to niezwykle rzadko, jako że śnieg znakomicie tłumi wstrząsy. Helmut powrócił wzruszony z krainy wspomnień. Teraz już wiedział, jak zużytkować ten proch. Zrobi z tego prochu po prostu bomki. Potrzebuje jednak jakiś pojemników, lontu oraz odrobiny wolnego czasu. Oczywiście mógłby mocno wzmocnić tak doskonałej jakości proch, jednak nie miał ochoty grzebać w odchodach pewnych niechlujnych bestii. Wiedźmin prowadził łysola. Krasnal nie miał ochoty się nad nim znęcać - wystarczy, że zrobiła to natura, pozbawiając go włosów na głowie. Wolał to pozostawić innym. |
| |
| | #85 |
![]() | Nie mam pojęcia, ale zaraz się dowiemy - powiedział do Nicolasa w krzywym grymasie. A teraz pomóż mi z tą nogą Po chwili wraz z wiedźminem umiejscowił kość we właściwym miejscu i usztywnił przy pomocy skórzanego rękawa i kija. Nie obyło się bez bólu ale przynajmniej już zrośnie się prawidłowo. Trwało to chwilę. Dzięki - powiedział do Nicolasa. Opierając się na kiju który jeszcze przed chwila był trzonkiem od grabi. Panowie musimy was na chwilę przeprosić - rzekł po czym skinął do wiedźmina Nasz nowy przyjaciel chce nam coś powiedzieć na osobności. Prawda ? . Dość tych pogadanek Nicolasie zaprowadź łysego do karczmy, będę tuż za Tobą Kiedy byli już w środku powiedział - Do kuchni z nim. Czemu kuchnia? z prostego powodu : tam było palenisko. Pomijając fakt że nie chciał by towarzysze widzieli jakich metod stosuje. A teraz odpowiesz na parę pytań. Pierwsze, kto cię wynajął?
__________________ moje gadu 3444862 (zawsze niewidoczny) :) Ci co żywią się nadzieją .... umierają głodni.... |
| |
| | #86 |
![]() | Groza ustąpiła na dobre z tej jakże spokojnej wioski. Ciemność przestała być tak gęsta, coś nawet zaczęło świtać. Nikt nie zwracał na to uwagi. Ani przerażeni mieszczanie, bojący się wyjrzeć na ulicę, ani drużyna, zajęta przygotowaniami do dalszej drogi. Alfred, Nicolas Łysol wytrzeszczył na was oczy w niemym niezrozumieniu. Przecież napadliście go poprzedniego wieczoru. Zawachał się przez chwilę.- Co? Jego twarz wykrzywił grymas bólu. Zaklęcie Kazimierza dawało o sobie znać. Helmut, Christianus, Kazimierz Smok był już załadowany. Przy zmasakrowanych napastnikach znaleźli trochę złota i kul do muszkietów. Poza tym parę dobrej jakości sztuk broni. Christianus zabrał jeden ze sztyletów i bez żenady schował sobie do cholewy buta. Wtem, ktoś zajęczał cicho tuż za ich plecami. To poderwało całą drużynę na nogi. Odwrócili się w gotowości bojowej, lecz przed nimi stała niewielka, zmierniała kobieta.- Panie - szepnęła bardzo cicho do kapłana. - z moim dzieckiem dzieje się coś strasznego. Proszę zechciej je obejrzeć. - to powiedziawszy upadła Kazimierzowi do stóp. Argor z klanu Hellfire Uśmiechnął się paskudnie pod nosem. Był całkowicie zdrowy. Już miał ruszyć do kapłana i reszty, dziękując szczęściu za pomyślny los, gdy nagle potężne uderzenie bólu wstrząsnęło ciałem wampira. Rzucił przerażone spojrzenie na ramię. Ślad po kuli otworzył się ponownie, tym razem szerzej i jeszcze bardziej krwawo. A więc święcona kula. Najgorsze jest to, że Kazimierz niewiele może pomóc w tej sprawie. Jest raczej od rzeczy świętych. Jak uleczyć plugawego wampira? To pytanie pozostało na boku, ponieważ Argor na chwilę stracił przytomność. Odzyskawszy ją i stwierdziwszy że teraz stoi przy kapłanie jakaś kobieta, wampir podjął decyzję co dalej.
__________________ Uczyć się, modlić do swego Boga i pracować. Zawsze czerpać pełnymi garściami z życia, czując się jednocześnie bezwarunkowo szczęśliwym. Pracować nad sobą i kochać za nic. Oto co znaczy być dobrym człowiekiem. Ostatnio edytowane przez Christianus : 04-22-2008 o 10:49. |
| |
| | #87 |
![]() | Kazimierz spojrzał na nią, podźwignął. Zabrał ze swego wierzchowca jeden tobołek wypełniony ziołami i innymi substancjami mogącymi robić za medykamenty poczym powiedział do niej. -Prowadź. Kiedy ona zaczęła prowadzić, on powiedział do reszty drużyny: -Spotkamy się tutaj, jak chcecie to kto może iść za mną, być może przyda się asystent. Nie uśmiechał się, był poważny, zresztą przez rzeczy które słyszał od natury, wszystko mogło być możliwe. Spojrzał w niebo, następnie za ziemię. Leciutko, pod nosem zaczął odmawiać modlitwę. -Tyś co Żmija zrzucił z nieboskłonu, tyś co niebo opanował. Władco gromu i nieboskłonu I pośredniej ziemi. Gdzie grom Twój zabłyśnie..
__________________ Ad quas res aptissimi erimus, in iis potissimum elaborabimus. Lata po zagładzie... - wciąż poszukujemy nowych graczy. |
| |
| | #88 |
![]() | No tak, tak starzejemy się towarzyszu. Widocznie nasz zakapturzony przyjaciel tylko wykorzystał sytuację. - powiedział do Nicolasa. Targało nim dziwne głupie uczucie. To było ewidentne niedopatrzenie, jego wina. Ale on nie może sobie pozwolić na takie uchybienia. Chcąc już skończyć te głupią sytuację wpakował łysemu sztylet w gardło. Idziemy? robota czeka.
__________________ moje gadu 3444862 (zawsze niewidoczny) :) Ci co żywią się nadzieją .... umierają głodni.... |
| |
| | #89 |
![]() | Helmut oglądał znalezione przedmioty. Było w nich całkiem dużo monet, no i co normalne u bandytów, broni rzecz jasna. Było tam jeszcze trochę kul, lecz te od razu krasnal wsypał do swego woreczka z pociskami. Wesoły i w dobrym nastroju, bo i wszystko dobrze poszło, i łup całkiem niezły, do tego worek schwarz-pulver. Tak sobie Helmut przebierał w przedmiotach, zwisając z bagażnika i wymachując nogami we wszystkie strony, aż tu nie podeszła do nich kobieta. Krasnal myśląc, że to wróg, już naprężył pośladki, by zaatakować go mocą swych wnętrzności, jednak usłyszał głos. Głos ten prosił Kazimierza o pomoc. Kapłan bez chwili namysłu zgodził się. "Nawiedzony na pewno sobie poradzi." - pomyślał. - "Tak więc lepiej pójdę na zakupy". Zwrócił się następnie do Christianusa: -Chodź, idziem popatrzeć, co mają tu na sprzedaż. Sprzedamy trochę niepotrzebnej broni i być może kupimy coś przydatnego. Łap lepiej. - zaczął przebierać w przedmiotach i rzucać w stronę Christianusa te egzemplarze, które były w widocznie gorszym stanie. Co chwila oczywiście mruczał sobie coś pod nosem, tak że nikt nie mógł usłyszeć, o czym bredzi. Po całym tym przedstawieniu sięgnął po kufel, nalał sobie piwa i wydał z siebie krasnoludzki okrzyk bojowy "Na zakupy!". Sam wziął w rękę kilka wyraźnie mniejszych od reszty egzemplarzy, zostawiając Chrystianusowi wyraźnie cięższą resztę ekwipunku. |
| |
| | #90 |
![]() | -I po co było to zamieszanie? Naprawdę się starzejesz, przyjacielu-westchnął wiedźmin. -Z drugiej strony miałem nadzieję, że trochę poznęcamy się nad nim. Wyobraź sobie smród przypalanego mięsa, krzyk, niemal nieludzki, i ostatnie tchnienie. Nie niestety musimy robić wszystko po cichu-zakończył smutno Nicolas. -Jak się wytłumaczysz naszym towarzyszom?-zapytał się po chwili. -Czemu nie ma z nami tego knypka-tu głową wskazał eks-napastnika-i po co go, do cholery, zaciągnęliśmy do karczmy?-dodał. Osobiście wiedźmin nie wiedział po co tak naprawdę ciągnął łysego kolegę do reszty drużyny. Może rzeczywiście chciał wyżyć się na bogu ducha winnym osobniku, którego jedyną winą było to, że został skrzywdzony przez swojego cyrulika. Nicolas lubił udowadniać, że jest lepszy od innych. Że może jednym machnięciem miecza, czy umiejętnym ruchem ręki pozbawić kogoś nędznego żywota. Niejednokrotnie musiał się powstrzymywać od zabijania. Czasem zastanawiał sie z czego wynikał ten jego sadyzm. Może z problemów z płcią "piękną"? A może z niezaspokojonego, prawie zwierzęcego instynktu, mordercy? W grę wchodzi też "popularność" wiedźminów u reszty społeczeństwa. Nicolas otrząsnął się z rozważań. Zdecydowanie za dużo myślał, a zbyt częste używanie głowy wyjątkowo nie służy. Szczególnie wśród wojowników. -Dobra Alfredzie, ułożymy jakiś plan? Doskonale wiesz, że zaplanowane działanie jest stokroć skuteczniejsze. A nasze zlecenie tylko z pozoru jest proste-rzekł wiedźmin, gdy zbliżali się wolno do "Smoka".
__________________ "Przyjaźń jest subtelną rozkoszą szlachetnych dusz." — Safona Ostatnio edytowane przez Geralt z Rivii : 04-22-2008 o 23:38. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [ Mag Wstąpienie ] Wiktoriańska Opowieść | MigdaelETher | Sesje RPG - World of Darkness | 51 | 11-24-2008 09:24 |
| [ komentarze ] Wiktoriańska Opowieść | MigdaelETher | Komentarze do sesji RPG - World Of Darkness | 55 | 10-10-2008 18:34 |
| [Komentarze] - Opowieść Jaskra | Christianus | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 56 | 08-10-2008 14:27 |
| [Storytelling] - Opowieść Jaskra | Christianus | Toplista sesji | 0 | 02-22-2008 12:31 |
| Opowieść WojtkaCzAr | WojtekCzAr | Opowiadania-archiwum | 0 | 02-21-2006 14:34 |