Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-05-2008, 09:07   #151
 
Zaelis's Avatar
 
Reputacja: 1 Zaelis jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 829
Folken bez słowa spojrzał za odchodzącymi kobietami i w myślach westchnął. Miał nadzieję na spełnienie kilku chwil z Franceską sam na sam, ale jak na razie musi to odłożyć. Ułożył się wygodniej na wypchanym słomą sienniku i przeczesał brudne, sklejone od krwi i potu włosy. Jemu kąpiel również się przyda. Ale wpierw zamierzał się posilić. Ostrożnie brał małe kęsy jedzenia do ust i żuł bardzo dokładnie, popijając je wodą.

-Derrick – przedstawił się drugi mężczyzna w pokoju, po chwili dodając – Medyk.

~No co Ty kurwa nie powiesz?~ pomyślał Legara słysząc końcówkę zdania. Gdyby miał więcej sił zapewne roześmiałby się teraz sarkastycznie, ale ich nie miał. Słuchał aż jego nowy towarzysz zakończy swoje wypowiedzi po czym podjął wątek.

-Folken Legara, najemnik i łowca nagród. Ta rudowłosa piękność to Franceska, spotkałem ją w mieście. Poniekąd uratowałem przed jednym skurwysynem. Pieprzony nowobogacki któremu wydawać się mogło, że skoro ma pieniądze może zrobić wszystko. Delikatnie rzecz biorąc rozzłościł się na nas. Potem mieliśmy małą przygodę ze strażą..ale to historia na potem. Co do kąpieli – święte słowa. Nie dam rady samemu. A..i dzięki za pomoc, Derricku. Uratowałeś mój tyłek. Gdybyś miał kiedyś problemy daj mi znać. – powiedział i uśmiechnął się doń słabo. Po kilku chwilach dodał – Tylko muszę być w lepszym niż teraz stanie, się rozumie.

Opadł na poduszki i czekał spokojnie aż Derreck wróci do pokoju z pomocą. Kiedy wszedł przyprowadzając dwie kobiety, omal nie zawył z radości. Ten medyk to był jednak dobry człowiek. Folken przyjął pomoc kobiet, które sprawnie pozbawiły go zabłoconego, podartego odzienia i pomogły wejść do balii. Ciepło wody przeszyło całe ciało Legary, niczym grot wystrzelony z kuszy, tylko że w mniej bolesny sposób. Zamknął oczy i pozwolił kobietom by go myły. Zręczne dłonie obmywały pokryte bliznami ciało łowcy nagród, ostrożnie omywając te najświeższe. Gdy kąpiel zostanie zakończona gestem wskazał kobietom by wyprały to podarte odzienie, pozwalając brunetce by wytarła do sucha ciało Łowcy Nagród jak i ubrały go w świeże ciuchy, wzięte z jego plecaka. Potem gestem odprawił je. Podpierając się ściany podszedł jeszcze do swoich rzeczy i ostrożnie sprawdził jak wygląda stan broni.

~Hmm... Jeden krótki, jedynka, łańcuch, wszystkie noże…szlag. Przez tego popieprzonego konia nie mam łuku. Trzeba będzie sprawić sobie nowy. Dobrze, że przynajmniej moja zbroja i kaftan są jeszcze w niezgorszym stanie.~ pomyślał po czym pokuśtykał powrotem do łóżka. Zamknął oczy i zapadł w płytki sen..
 
Zaelis jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 07-07-2008, 20:33   #152
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 2 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
$: 48 260
- Jestem wampirem… - powiedziała Francesca a Nessa aż podskoczyła w bali. Opadła potem z hukiem, bo i podskok był niczego sobie, niekontrolowane zaklęcie telekinetyczne, prawie lewitacja, cudem obeszło się bez dosadnego przekleństwa.
- Coś mnie ugryzło w tyłek – tłumaczyła się niezręcznie. Słynna czarodziejka, przecież zna się na wampirach, jak na magii zgoła.
Ale Francesca przyzwyczajona, a może zbyt miła, nie zwracała uwagi na to faux pas. Żmijka szybko ukryła zmieszanie, nie mogąc jednak zapanować nad fascynacją wpatrywała się ze skupieniem w rudowłosą.
Rzecz jasna nie wystraszyła się. Była młoda i głupia i jako taka przekonana o swojej nieśmiertelności. Życie oferowało okazje, bo na nie zasługiwała. Egocentryzm tak cudownie wszystko upraszcza.
- Francesco de Riu – zaczęła śmiertelnie poważnie – to początek wspaniałej przyjaźni.
Wydostała się z bali, złapała kubraczek, którym dość kiepsko się zasłoniła i wyszła na korytarz w chwili, gdy w pokoju mężczyzn znikały dwie dziewki.
- Ha – wyglądała na dziwnie zadowoloną – mam Cię Derricku Talbitt.
Wychyliła się zza barierki, pilnując się cały czas, by nie narobić hałasu i zamachała do oberżysty. Osłupiały mężczyzna otworzył szeroko oczy.
-No chodźże –wtargnęła mu do głowy – po zamówienie.
Nie chciała, by usłyszeli ją sąsiedzi. Żmijka miała właśnie rzucić drugiego mężczyznę w ciągu trzech dni i bardzo potrzebowała pretekstu. Przecież sama siebie uważała za raczej miłą romantyczkę. Na szczęście dziewki nadal pozostawały w męskim apartamencie.
Gdy tylko zobaczyła, że oberżysta idzie na górę weszła z powrotem do pokoju i balii.
- Napijemy się wina?
Francesca odpowiedziała olśniewającym uśmiechem.
- I zaraz wszystko Ci opowiem.
Po godzinie faktycznie zostały przyjaciółkami. Nessą powodowało podniecenie poznaniem prawdziwej wampirki, Franceską choćby i pragmatyzm, bo warto znać kogoś, kto umożliwi Ci siedzenie przez godzinę w niestygnącej kąpieli.
Obie kalkulowały nieźle i wyszło im, ze 20 tysięcy dzielone na dwa, to trochę więcej niż to samo dzielona na 4.
Poproszony zawczasu karczmarz przygotował konia Nessy. Lekko pijane, bardzo czujne, zeszły w ciemności do stajni.
I ruszyły w drogę.
 
Hellian jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-08-2008, 20:32   #153
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 5 Kerm ma w sobie cośKerm ma w sobie cośKerm ma w sobie coś
$: 139 447
Derrick rozkoszował się smakiem źródlanej wody. Był pewien, ze nawet elf nie miałby temu napojowi nic do zarzucenia.
Nagle oberżysta, nudzący się za kontuarem, spojrzał w górę wytrzeszczając oczy ze zdumienia. Derrick powiódł wzrokiem za spojrzeniem karczmarza i przestał się owemu zdumieniu dziwić.
Stojąca przy balustradzie Nessa, w stroju bardziej niż skąpym i zasłaniającym niewiele z jej wdzięków, machała do karczmarza, udając przy tym, że nie zauważa Derricka.

Karczmarz wgapiał się przez moment w Nessę, a potem skinął głową i ruszył do góry, z miną wciąż zdziwioną. Nessa zniknęła z oczu Derricka, który był równie zaskoczony, jak karczmarz.
Po chwili karczmarz wrócił na dół, a potem poszedł z powrotem do góry, niosąc na tacy wino i pucharki.
Gdy zszedł na dół minę miał jeszcze bardziej zdziwioną.
Derrick wstał i podszedł do niego.
Karczmarz spojrzał na niego, jego mina wciąż zdradzała oszołomienie.
- Ledwo przyjechały, już chcą jechać dalej - pokręcił głową. - Ta czarna czarodziejka kazała osiodłać swego konia... Chcą ruszać o zmroku.

Derrick roześmiał się, z pewnym trudem udając wesołość. Potem wzruszył ramionami.
- Kto tam się rozezna w myśleniu kobiet. Pewnie którą co w tyłek ugryzło i zaczęło ją nosić.
Zamilkł na chwilę. Ciekaw był, jak na tę wieść zareaguje Legara. Ale na razie nie miał zamiaru go uszczęśliwiać tą informacją. Rekonwalescent potrzebował w tej chwili przede wszystkim snu, a i tak nic nie mogli na to poradzić.
- Tylko dopilnujcie, żeby zapłaciły za wszystko - powiedział nieco złośliwie. - Są dorosłe i płacą za siebie. My - wskazał pokój, w którym leżał Legara - nie pokrywamy ich rachunków.
Na twarzy oberżysty pojawiło sie zrozumienie. Jeśli nie chciał być stratny, to musiał dostać pieniądze od czarodziejek...
Skinął głową.
- Jasne, panie - powiedział.

Z izby Legary wyszły obie dziewczyny, niosąc ze sobą puste wiadra i ręczniki. Po chwili, z pomocą gospodarza, wyniosły wannę.
Gdy gospodarz wrócił, Derrick go zagadnął:
- Gdzie tu można dostać konia? Jaka jest najbliższa wieś w drodze do Mahakamu? Albo miasteczko?

- Konia? Panie... - Gospodarz pokręcił głową. - W pobliżu nie ma żadnej osady. Ja też konia nie mam. Najbliższa wioska jest o dzień drogi stąd, ale nie wiadomo, czy tam ktoś sprzeda jakiegoś zwierzaka, który byłby wart więcej, niż skóra, jaką na sobie nosi.
- O kolejny dzień jest miasteczko - mówił dalej. - Tam z pewnością jakiegoś konia mają...
Derrick skrzywił się. Dwa dni drogi... Dla pieszego jeszcze więcej...

Derrick przez chwilę posiedział jeszcze na dole, a potem ruszył do pokoju. Gdy wszedł, Legara spał.
- Jak się czujesz? - spytał Derrick.
Odpowiedziała mu cisza.
Derrick spojrzał przez okno. Do zmroku zostało jeszcze trochę czasu...

Zanim nadszedł wieczór Derrick cicho zszedł po schodach i ruszył w stronę stajni. Wolał się upewnić, że Nessa, wymykająca się jak złodziej, nie ma przypadkiem innych cech złodzieja. Po, jak się okazało, samolubnej czarodziejce można się było spodziewać wszystkiego najgorszego.

Księżyc stał już na niebie gdy Derrick wrócił do pokoju. Legara otworzył oczy, Albo spał kiepsko, albo wracał mu instynkt łowcy nagród.
- Dobrze, że nie śpisz - powiedział Derrick - bo musimy pogadać.
Nie czekając na reakcję przysunął stołek do łóżka i usiadł.
- Nasze panie właśnie dały nogę. Skusił je brzęk złotych monet i wielkie tytuły - Derrick uśmiechnął się szyderczo. - A ty leż i słuchaj. I nie denerwuj się...
- One jadą w stronę Mahakamu, żeby znaleźć pewną elfkę, niejaką Lionorę Aelbedh, kapłankę Dany Meadbh. Jaśnie wielmożny pan hrabia, za nakłonienie jej do przybycia do grodu, oferuje tysiąc nobli i tytuł szlachecki. Nakłonienie - podkreślił Derrick - a nie "żywa czy martwa"...
- Jeśli jesteś zainteresowany, to dzień drogi stąd jest wioska, a dzień dalej miasteczko. Tam już z pewnością dostaniesz jakąś szkapę.
Nie wspomniał o tym, że Aldersberg jest bliżej. Nie sądził, by Legara miał zamiar się tam pchać w ciągu najbliższych dni.

- Nie - pokręcił głową, uprzedzając ewentualne pytanie. - Nie oferuję ci współpracy. Po prostu wyrównuję nieco szanse. Twoje...
- Wejdę do ciebie jutro i zostawię garść ziół. Za dwa dni, jak sądzę, możesz ruszać w drogę. Na wypadek gdybyś spał, to już teraz życzę ci powodzenia.

Poczekał na ewentualne słowa Legary, a potem wyszedł z pokoju. Nie zamierzał spędzać nocy w jednym pokoju z łowcą nagród. Jego zaufanie do rodzaju ludzkiego było bliskie zeru.
Drugi pokój był, jak się dowiedział, opłacony, więc zamierzał to wykorzystać. A rano czekała go droga do Aldersbergu. Przed wyruszeniem w drogę musiał znaleźć jakieś informacje o rudowłosej... I zdobyć jakieś remedium na jej paskudne umiejętności...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-09-2008, 13:02   #154
 
Zaelis's Avatar
 
Reputacja: 1 Zaelis jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 829
Folken miał wyjątkowo złą noc. Jego sny były pełne chaosu, widział w nich ogień, krzyki ginących ludzi i sylwetkę. Mężczyzna otoczony przez płomienie, trzymający w ręku zakrwawiony miecz i uśmiechający się? Nie widział dokładnie. Postać powoli odwracała się w stronę Legary, rzuciła mu coś. Złapał to. Płócienny worek z czymś ciężkim w środku. Otworzył.
W środku znajdowała się jego głowa..

Zbudził się gwałtownie i mimowolnie sięgnął ręką do miejsca gdzie zawsze były jego sztylety. Zaklął w duchu, nie znalazłszy ich ale uspokoił go widok Derricka. Po wysłochaniu słów mężczyzny Folken miał ochotę dopaść kobiety i skręcić im karki. Ale się powstrzymał. Zemsta przyjdzie potem. Słuchał w milczeniu dalej, czasem potakując głową.

-- Wejdę do ciebie jutro i zostawię garść ziół. Za dwa dni, jak sądzę, możesz ruszać w drogę. Na wypadek gdybyś spał, to już teraz życzę ci powodzenia. - powiedział Derrick, a Folken uśmiechnął się lekko.
-Dzięki. Ale mam do Ciebie ostatnią prośbę. Czy masz może coś, czym mógłbyś zmienić barwę moich włosów? W ten sposób będzie mi łatwiej podróżować. - powiedział spokojnie i czekał na odpowiedź mężczyzny, w umyśle kreśląc plany. Nie miał konia, co było pierwszym problemem. Nie miał dużo pieniędzy. Ale jakieś grosze były. Utrzymać się utrzyma, a dorwać dziewczyny..
W myślach Folkena pojawił się ciekawy plan, który, choć ryzykowny, mógł zaowocować zdobyciem sporej fortuny i tytułu...chociaż, sam tytuł interesował go najmniej. Za to tysiąc nobli..no to już co innego. Ale wpierw, musiał zmienić swój wygląd. Jeżeli Derrick nie posiada żadnych barwników, dzięki czemu Folken mógłby zmienić kolor włosów Legara zamierza przystyrzyc je i pozbyć się trzydniowego zarostu, pozostawiając kępkę włosów na podbródku. Kiedy tylko Derrick wyruszy Folken nie czeka dalej.
Następnego dnia zbiera cały sprzęt jaki posiada, ukrywa broń i ze zmienionym wyglądem rusza dalej, w pogoń. Wypoczęty, po zjedzeniu śniadania, idzie szybkim krokiem, chcąc dopaść uciekinierki.
 

Ostatnio edytowane przez Zaelis : 07-09-2008 o 21:42.
Zaelis jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-10-2008, 12:59   #155
 
Asmorinne's Avatar
 
Reputacja: 2 Asmorinne jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 535
- To początek wspaniałej przyjaźni – powiedziała czarodziejka, Francesca uśmiechnęła się, nie mogła zrozumieć jak ludzie tak szybko się zaprzyjaźniają. Przypomniała sobie namiętnego kochanka, który po jednej nocy spędzonych razem mówił, ze ją kocha. Z jednej strony śmieszyło ją to, z drugiej żal było jej ich naiwności. Ale to właśnie uczucia zaślepiają człowieka i nie pozwalają na odbieranie wszystkiego jasno to dzięki nim tak łatwo udawało jej się manipulować i kontrolować ich nawet bez uroków.

Popijając od czasu do czasu wino, wysłuchała całej opowieści uważnie. Była w lekkim zdumieniu, ze to właśnie jej opowiedziała o tym czarodziejka. Tylko co z jej tzw. kochankiem? Czyżby to przez jej urok wszystko się popsuło?
Nie było czasu na rozmyślania, umówiły się na pierwszy postój, ruszały oddzielnie, gdyż Francesca nie chciała podróżować konno.
Nessa pierwsza zeszła do stajni, Lisek oznajmiła, ze musi coś jeszcze załatwić. Poszła w stronę pokoju Folkena, na szczęście Derricka nie było. Francesca weszła dopiero gdy została wyniesiona wanna.
Podeszła do łóżka brązowookiego, wyglądał tak jakby spał. >>>A i dobrze<<< powiedziała sobie w duchu.
Pogładziła go delikatnie po twarzy:
- Tylko chciałam podziękować, podziękować Ci za wszystko – szepnęła mu do ucha, a następnie pocałowała delikatnie w usta. Obawiając się, ze zaraz się obudzi stała się niewidzialna i ruszyła w swoją stronę. Trochę żałowała, że nie może mu podziękować w inny sposób.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-10-2008, 14:50   #156
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 1 Zapatashura wkrótce będzie znany
$: 33 318
do Nessy z Thanedd i Francesci de Rieu

czerwiec, Trakt Zachodni z Aldersbergu, Aedirn

Procenty nie pomagały Nessie w bezszelestnym poruszaniu się. Szczerze mówiąc, lekko się zataczała co w połączeniu z dość starym drewnem podłogi i schodów dawało zauważalne efekty akustyczne. Co dziwne, do przygotowanego konia dotarła nie budząc nikogo. Ostatecznie było późno, a zajazd obfitował w trunki.

(...)

Folken się nie obudził, chociaż wampirzyca miała takie wrażenie. Po prostu rzucał się przez sen. W sumie trochę głupio opuszczać go w taki sposób, ostatecznie pomógł wampirzycy uwolnić Lin, a potem wymknąć się z Aldersbergu. Nie, żeby nie poradziła sobie z tym wszystkim sama, ale nie zmienia to faktu jego zaangażowania.
Trudno, takie jest życie.

(...)

Spotkałyście się o świcie przed jakąś wioską. Nessa nalegała jednak, by nie zatrzymywać się w niej i jechać dalej. Tak też zrobiłyście.
Podróż była jednak dość mozolna. Po pierwsze, zrobiło się strasznie gorąco. Początek czerwca postanowił udowodnić, że już najwyższy czas na lato. Był w tym chyba jednak odrobinę za bardzo natarczywy. Do tego zmuszone byłyście przemieszczać się z prędkością pieszego. Ogar zdecydowanie nie dałby się dosiąść Francesce, a to oznaczało, że złodziejka musi iść o własnych siłach. A choć wampiry słyną ze swojej szybkości, to jej pokazywanie na pewno nie wyszłoby jej na dobre.

(...)

Wreszcie dotarłyście do małego miasteczka Krzyki. Nessa szczerze mówiąc pamiętała je mgliście, karawana z którą jechała zatrzymała się tu tylko na chwilę. Po małym "incydencie" z półelfami, nikt nie chciał, żeby podróż trwała dłużej niż to konieczne.
Wy jednak zatrzymać się musiałyście. Koń był głodny, spragniony i zmęczony. Wy strasznie spocone z powodu upału, ubrania lepiły wam się do ciał i zdecydowanie potrzebowałyście kąpieli.
Wybrałyście dla siebie mały zajazd na obrzeżu miasteczka o nazwie "Jutrzenka". Skąd akurat taka nazwa, nie miałyście pojęcia, bo zajazd wyglądał jak każdy inny- stary, drewniany i z zewnątrz raczej brudny. Ale miał przynajmniej malutką stajnię, w której czarodziejka mogła zostawić Ogara.

Kiedy tylko weszłyście do "Jutrzenki" wasze uszy przywitały dźwięki lutni i śpiewne, męskie głosy.

lastinn player

Muzycy siedzieli na stole w głębi karczmy, oparci o siebie plecami. Obaj blond-włosi i szalenie przystojni. Ten o wyższym tonie głosu był długowłosy i gładko ogolony. Siedział niedbale, w rozchełstanej na piersi koszule, swój instrument trzymając oparty o kolano. Tuż obok, przerzucony przez krzesło wisiał zielony płaszcz.


Jego towarzysz wydawał się odrobinę starszy. Średniej długości włosy miał zaczesane do tyłu, jego twarz przyozdabiała wypielęgnowana broda. Sprawiał o wiele schludniejsze wrażenie niż jego towarzysz, choćby z powodu wykwintniejszego stroju.


Muzyków otaczała mała grupka kobiet, co zdecydowanie nie podobało się siedzącym w zajeździe mężczyznom. Zazdrość straszna rzecz. Może ta cała "Jutrzenka" to wcale nie takie złe miejsce, by odpocząć i zaciągnąć języka?

Do Derricka Talbitt

czerwiec, trakt do Aldersbergu, Aedirn

Droga powrotna do Aldersbergu była z wielu powodów bardziej uciążliwa, niż ta którą odbyłeś w kierunku przeciwnym. Po pierwsze początek czerwca przywitał Aedirn potwornym upałem. Skwar lał się z nieba, a twój pot nie chcąc mu ustępować, lał się z ciebie. Sadza strasznie drobiła, wyraźnie dając ci do zrozumienia, że ona również wolałaby chłodniejszy klimat.
W drodze mijałeś pojedynczych podróżnych, bardzo rzadko małe grupki. A wszyscy mijani, jak jeden mąż narzekali na upał. Widać jednak, że nie za bardzo mogli sobie pozwolić na oczekiwanie na większe chłody. I pomyśleć, że niedawno była burza...

(...)

No i z powrotem w Aldersbergu. Straż była uciążliwa i wyraźnie wściekła. Ekscesy Folkena i Francesci dały się jej we znaki. Po jakimś czasie zdołałeś jednak dostać się za bramy. Swoją klacz zostawiłeś w tej samej stajni, co poprzednio. Cena nie zdążyła się zmienić.
Stajenny zresztą też nie, wypytałeś chłopaka gdzie można zaciągnąć informacji u kapłana, albo czarodzieja.
-Eee, po prawdzie to nie za bardzo wiem, panie.- Powiedział zmieszany.-Mamy w mieście świątynię Nieustającego Płomienia, może tam coś panu powiedzą.
Nawet nie pytałeś chłopaka o magów. Niby co miał ci o nich powiedzieć? Że chodzą w spiczastych kapeluszach? Ostatecznie, to zwykły stajenny.
Popytałeś więc trochę w mieście. Choć ludzie byli raczej mało rozmowni. Jedni narzekali na niedawną burzę, inni na dzisiejszy upał, jeszcze inni psioczyli na spaloną karczmę. Dopiero od sprzedawcy sukna dowiedziałeś się, gdzie znajduje się świątynia- w północno wschodniej części miasta. To przysadzisty budynek z cegły, przed którym dzień i noc płonie wielkie ognisko. Na pewno go nie przegapisz.
To jednak jedynie połowa możliwych źródeł informacji. Czarodzieje i czarodziejki także mogłyby ci pomóc. Ale na ulicy słyszałeś tylko o Avanalu, nadwornym magu do którego niemal na pewno się nie dostaniesz.
W końcu cię olśniło. Przecież czarodzieje zajmują się alchemią. A przynajmniej potrzebują jakichś komponentów do swojej magii. Ruszyłeś do "Kramu Alchemycznego".

(...)


-Tak, zaopatruję Mistrzów Sztuki- potwierdził w końcu Alemik, po tym jak udało ci się go oderwać od książki. Zastanawiasz się, jak on w ogóle zarabia na życie z takim podejściem do klienta.
-Ale na pewno żaden z nich nie będzie chciał z panem rozmawiać.- Miałeś wrażenie, że chciał parsknąć po tych słowach.-Ale jeśli wydaje się panu, że ma szczęście, to może tutaj poczekać. Dzisiaj powinien odwiedzić mnie mistrz Savarass. Jeśli będzie w dobrym nastroju, nie zmieni pana w żabę.

do Folkena Legary

czerwiec, Trakt Zachodni z Aldersbergu, Aedirn

Znajomość z Liskiem na razie wpakowała cię w sporo kłopotów. Najpierw straciłeś dobrze płatną robotę u Leonarda Frolice'a, potem zostałeś uznany za mordercę i ścigała cię straż. Następnie prawie zostałeś zabity, a to że Francesca uchroniła cię przed wycieczką bez powrotu do krainy wiecznych łowów zmazuje jedynie część jej win. A gdyby to wszystko nie psuło ci dostatecznie nastroju, to jeszcze koszmar był cholernie realistyczny.
Miałeś po raz kolejny szczęście, medyk miał coś, czym mogłeś przyciemnić swoje włosy. Niestety farbowanie szło ci strasznie opornie i nie jesteś w pełni zadowolony z efektu, ale musi wystarczyć. W połączeniu z ogolonym zarostem, twój nowy wygląd powinien zmylić ewentualnych ścigantów przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Pierwszy test twoje przebranie przeszło w jadalni zajazdu. Karczmarz prawie cię nie rozpoznał. Ale tylko prawie.
-Hola, hola dobry panie!- Zakrzyknął zza kontuaru.-Pokój sam siem nie opłaci.
Zmełłeś pod nosem przekleństwo. Świetnie, wprawdzie Talbitt uiścił swoją część, ale ty musisz płacić za siebie. Miałeś ochotę kogoś zamordować, ale to nie byłby najlepszy pomysł. I tak masz już dostatecznie kłopotów. Z furią w oczach odliczyłeś należność, która wyraźnie uszczupliła twoje i tak nieciekawe zasoby pieniężne, i rzuciłeś karczmarzowi. Fakt, że część monet zmuszony był podnosić z podłogi rozweseliło cię tylko odrobinę.

(...)

W drodze kląłeś już na głos. Było potwornie gorąco, jakby sam diabeł postanowił przewietrzyć swoje piekło i ognie piekielne buchały właśnie na Aedirn. Trzymałeś się w pewnym oddaleniu od traktu, lepiej dmuchać na zimne. Jakkolwiek głupio to brzmiało w tym upale.
Drogą co jakiś czas przejeżdżali podróżni w jedną i drugą stronę. Raz minęła cię całkiem spora "karawana" składająca się z wozów ciągniętych przez szkapy i osły. Pewnie wieśniacy ciągnęli do miasta sprzedać żywność.
Ponieważ ty byłeś w stanie takim a nie innym, a pogoda nie ułatwiała ci dojścia do siebie, nie zdołałeś dotrzeć do wspomnianej przez Talbitta wioski. Zmuszony byłeś przenocować pod gołym niebem.

(...)

Noc była cieplutka, wyspałeś się nad wyraz dobrze i w dalszą drogę ruszyłeś ze zdwojoną werwą. Ukrop dalej był straszny, ale z racji wczesnej pory jeszcze nie dość uciążliwy. Jeszcze przed południem dotarłeś do celu podróży.


Na polu było paru wieśniaków, głównie baby. Jeśli przeczucie cię nie myli, męską część wiochy minąłeś wczoraj w drodze. Gorzej, że widziałeś tutaj tylko jednego konia i to zdecydowanie pociągowego. Trudno, może przynajmniej dowiesz się, czy przejeżdżały tędy Nessa i Francesca? Ruszyłeś ku pokrytym strzechą chatom.

 
__________________
"Diabeł nie śpi... z byle kim." S. J. Lec

Ostatnio edytowane przez Zapatashura : 07-11-2008 o 11:29.
Zapatashura jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-12-2008, 10:45   #157
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 5 Kerm ma w sobie cośKerm ma w sobie cośKerm ma w sobie coś
$: 139 447
- Coś na zmianę koloru włosów... - powiedział w zadumie Derrick. Potarł podbródek. - Najlepsza byłaby henna i basma...
Spojrzał na Legarę.
- Jak dotrzesz do miasteczka, to spróbuj zdobyć ciemną hennę i basmę. Czyli proszek z liści indygowca. Mieszanka tych ziół zabarwi ci włosy na bardzo ciemny kolor. Nawet czarny, jeśli zechcesz. Ale w tej chwili...
Otworzył torbę i przez moment przeszukiwał zawartość. W końcu podniósł głowę.
- Najlepiej by było, gdybyś spróbował potraktować włosy tym... - położył na stole garść ciemnych wiórków.
- To kora dęby, kora kruszyny, owocnia orzecha włoskiego... Jeśli przez noc pomoczysz to w spirytusie, to otrzymasz płyn, który trochę przyciemni ci włosy. Na jakiś czas podziała, a potem... Albo wrócisz do normalnego koloru, albo kupisz hennę i basmę. One są bardziej trwałe.
- Więcej nie potrafię ci poradzić - rozłożył bezradnie ręce.

Noc minęła spokojnie. Rankiem Derrick zostawił Legarze garść obiecanych ziół i pożegnał się z łowcą nagród, żywiąc cichą acz nieokazywaną nadzieję, że ich drogi się już nie przetną. A potem zszedł na dół.
- Pan wyjeżdża? - spytał karczmarz.
Derrick skinął głową.
Zjadł śniadanie, uregulował swoją cześć rachunku, a potem ruszył w stronę Aldersbergu.

Upał był niemiłosierny.
Przyroda jakby zapomniała o tym, że niedawno była burza. Żar lał się z nieba i nawet cień, rzucany przez przydrożne drzewa nie dawał zbyt wiele wytchnienia. Co gorsza, im wyżej wznosiło się słońce, tym cienie były krótsze...
Do miasta Derrick dotarł zmęczony, jakby podróżował trzy dni bez przerwy. Straż była jeszcze gorsza, niż poprzednio - upierdliwa i marudna... Każdemu zaglądano w oczy, każdy wóz był dokładnie rewidowany, jakby ktoś liczył na to, że któreś z poszukiwanej pary wróci do miasta...
W końcu Derrickowi udało się wjechać do miasta, ale spojrzenia, jakimi obrzucali go strażnicy nie należały do najbardziej przyjaznych...
Na szczęście ceny w stajni pozostały bez zmian. I chłopak stajenny był ten sam.
- Gdzie znajdę jakiegoś dobrego kapłana? Albo świątynię z biblioteką... - spytał Derrick.
Chłopak podrapał się po głowie.
- Eee, po prawdzie to nie za bardzo wiem, panie.
W jego głosie słychać było wyraźne zmieszanie.
- Mamy w mieście świątynię Nieustającego Płomienia, może tam coś panu powiedzą - wydusił w końcu z siebie.
>>>Świątynia Nieustającego Płomienia...<<< - powtórzył Derrick w myślach. - >>>Jakoś znajdę...<<<
- Dzięki - powiedział.
Rzucił chłopakowi srebrnika jako opłatę za stajnię i parę miedziaków, a potem ruszył w stronę miasta.

Pokrzepiwszy się nieco w gospodzie "Pod Rozbitym Dzbanem" ruszył do miasta. Problem polegał na tym, że nie bardzo wiedział, do jakiego maga mógłby się zgłosić. Jedynym, o którym jak na razie słyszał, był nadworny mag, Avanal, a to raczej były zbyt wysokie progi jak na skromnego medyka...
Derrick uśmiechnął się nagle. W końcu gospody to nie jedyne źródło informacji o magach. A drogę do "Kramu Alchemycznego" znał...

Alemik jak zwykle siedział z nosem zatopionym w jakiejś księdze, od której uparcie nie chciał się oderwać.
>>>Pewnie ma klientów tylko dzięki temu, że to jedyny kram tego typu w promieniu wielu mil<<< - pomyślał Derrick.
W końcu, po paru bardzo długich chwilach, kupiec podniósł oczy i spojrzał na Derricka.
- Jeśli dobrze myślę, to zaopatruje pan również magów - powiedział Derrick. - Zechciałby mi pan polecić jakiegoś?
Alemik zmierzył Derricka spojrzeniem, w którym czaiło się rozbawienie, a potem powiedział:
- Tak, zaopatruję Mistrzów Sztuki. Ale na pewno żaden z nich nie będzie chciał z panem rozmawiać.
Derrickowi wydało się to trochę dziwne. Tylko najwięksi magowie osiągnęli taką pozycję i majątek, że rezygnowali z rozmów ze zwykłymi śmiertelnikami. Byli zarozumiali, zadzierali nosa, ale w końcu dawało się z nimi zamienić parę słów. Może w Aldersbergu nie było młodych magów, którzy potrzebowali paru groszy...
Alemik już miał wrócić do swej księgi, gdy nagle jakby sobie coś przypomniał.
- Ale jeśli wydaje się panu, że ma szczęście - powiedział - to może tutaj poczekać. Dzisiaj powinien odwiedzić mnie mistrz Savarass. Jeśli będzie w dobrym nastroju, nie zmieni pana w żabę.

Czy Derrick miał szczęście? Trudno było powiedzieć. Czy fakt, że Nessa zostawiła go na pierwszym postoju to pech? A może szczęście, że czarodziejka tak szybko ujawniła swój paskudny charakter. Może później nie obyłoby się bez tak zwanych "strat własnych"? Podróżowanie w towarzystwie poszukiwanej pary morderców też nie należało do najszczęśliwszych pomysłów...
Co prawda towarzystwo na szlaku i w łóżku to plusy, ale czy te plusy przeważyłyby nad wspomnianymi wcześniej minusami? Chyba nie...

Chociaż "dzisiaj" mogło potrwać jeszcze ładnych parę godzin Derrick nie zamierzał rezygnować z tej szansy. W dodatku kram Alemika był dość ciekawym miejscem i nie wyglądało na to, by medyk mógł się tu nudzić...
Czas mijał dość szybko.
Przez sklepik przewinęło się kilka osób, ale żadna z nich nie wyglądał na maga. Wreszcie w progu stanął mężczyzna, na widok którego Alemik dziwnie szybko oderwał się od księgi.


- Czym mogę służyć, mistrzu - spytał z ukłonem, co było ewidentnym odstępstwem od zwyczajów tego właśnie kupca.
Lista przeróżnych ingrediencji wymienianych przez maga była niezmiernie długa i przygotowanie tego wszystkiego musiało trochę potrwać.
Mag stał dziwnie cierpliwie, nie poganiając Alemika i nie zamierzając skorzystać z podsuniętego mu przez kupca krzesła. Obojętnym wzrokiem wodził po półkach, być może zastanawiając się, czy nie uzupełnić zakupów o kolejne rzeczy.
- Derrick Talbitt - przedstawił się Derrick. - Medyk.
Nie wywołało to żadnej reakcji maga. Jakby był głuchy.
- Mistrzu... - powiedział Derrick, na co Savarass ponownie nie zareagował.
- Mam jedno pytanie, mistrzu - uparcie kontynuował Derrick
Mag spojrzał na niego z równym zainteresowaniem, jakim obdarzyłby żabę kumkająca w stawie, potem wrócił do kontemplacji zawartości półek.
- Jaka istota płoszy konie i jest w stanie rzucić urok na doświadczoną czarodziejkę, by ta wykonywała jej polecenia? - Derrick postawił wszystko na jedną kartę.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-13-2008, 09:32   #158
 
Asmorinne's Avatar
 
Reputacja: 2 Asmorinne jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 535
Francesca po umyciu się zeszła na dół, chciała zjeść na dole i posłuchać przyjemnych, kojących męskich śpiewów. Muzycy okazali się całkiem przystojni. Lisek oczywiście nie dołączyła do zgromadzonych wokół nich tłumiku kobiet, siedziała nieco oddalona i od czasu do czasu łapała ich spojrzenia. Ciekawiło ją ile dziewek uda im się zaciągnąć na górę.
Chwile się tak zastanawiając doszła do wniosku, że lepiej uczyni jak weźmie się do pracy.
- Wątpię, aby ktoś tu wiedział coś o tej elfce, ale nie szkodzi zapytać – powiedziała do Nessy
Spojrzała na naburmuszonych mężczyzn siedzących w drugim końcu karczmy, obserwowała który wygląda na inteligentnego. Już pierwszy rzut oka wyeliminował prawie wszystkich, został jeden. Posiadał dość okazała brodę i był schludnie ubrany, wyglądał na podróżnika.
- Witam, widzę, ze nie bawi się Pan zbyt dobrze... – powiedziała posyłając mu delikatny uśmiech, mężczyzna zdecydowanie się ożywił
- Jak można bawić się dobrze gdy jacyś lalusie brzdękolą...słuchać się tego nie da...
- Mówi coś Panu nazwisko Aelbedh, Lionora Aelbedh? – spytała, po minie można było stwierdzić iż nigdy nie słyszał o tej osobie
- Jeśli ktoś będzie o nią pytał, rusza na wschód...– uśmiechnęła się.
-Dobrze jeśli to ważne
- Dziękuje – powiedziała i ruszyła do karczmarza mówiąc mu dokładnie to samo, przy tym dając mu spory napiwek. Podając całkiem inny kierunek, liczyła, ze potencjalni idioci ruszą właśnie w tym kierunku.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-14-2008, 21:16   #159
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 2 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
$: 48 260
Nessa dopilnowała, by w stajni zadbano o Ogara, dając chłopcu stajennemu za wysoki napiwek. „Zostawiam wyraźny ślad, przemknęło jej przez głowę, ale czy my możemy zostawiać niewyraźny?” Zdążyła już przecież rzucić okiem na kobiety na sali. „I bez napiwku każdy mężczyzna nas zapamięta”.
Nawet najprzystojniejszy blondyn nie równał się w tej chwili z balią wody. Nessa wzięła ożywczą kąpiel. Tym razem bez wylegiwania się. Bo była również okropnie głodna. Kiedy zeszła, Francesca kręciła się już na dole.
- Wielce urocza melodia. Ale grajkom przydałby się i poeta. A może oszczędzają cenne głosy dla lepszego towarzystwa. –zamruczała do jaglanej kaszy z warzywami. Spełniono jej zachciankę, by zastąpić nimi mięsiwo.
- Dlaczego ja mam taki dobry humor? Chyba lubię te odciski od siodła. – pokiwała głową na znak aprobaty, kiedy Francesca ruszyła rozmawiać z miejscowymi.
Nessa zapytałaby raczej grajków. Jak podejdą. Może nawet pozwoli się przysiąść, choć tylko po to żeby wkurzyć Krzyczanki.
Jeśli nie podejdą ich strata. Nessa nie miała nic przeciwko męskiej urodzie, a już tym bardziej przeciw muzyce, ale nasyciła się ostatnio męskim towarzystwem. Przychodziło jej nawet do głowy, ze teraz poczeka na prawdziwą miłość. Zawrót głowy i rumieńce od dotyku. Westchnienia bez powodu. Cudowną monotematyczność. Tęsknotę najkrótszych rozstań. Coś, czego nigdy nie przeżyła. No, chyba, że wcześniej trafi do Toussaint.
Z przyjemnością oklaskiwała muzyków.
Ciche dźwięki lutni sprawiły, że na jej ustach zakwitł melancholijny uśmiech.
Nie myślała o pieniądzach i wieży. Trochę o dziewczynie z gojącymi się sińcami, trochę o wampirce i zabitych strażnikach. Nie osądzała Francesci, raczej zastanawiała się, czy istnieje jeszcze niewinność, i jak to jest, że ludzie jednego dnia słuchają muzyki, drugiego idą z widłami na zamek.
I czy ta niewinność, jeśli istnieje, nie jest tylko maską głupoty.
 

Ostatnio edytowane przez Hellian : 07-14-2008 o 22:06.
Hellian jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-18-2008, 16:54   #160
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 1 Zapatashura wkrótce będzie znany
$: 33 318
Do Derricka z Talbitt

czerwiec, Kram Alchemyczny, miasto Aldersberg, Aedirn

Magowie zawsze byli dość dziwni. Znacznie dziwniejsi od czarodziejek, zresztą te drugie od razu przytaknęłyby na takie stwierdzenie. Niby pobierają nauki w Ban Ard, tak jak dziewczynki w Aretuzie, ale to jednak nie to samo. W końcu wokół Aretuzy nie koczują królewscy werbownicy, szukający kandydatów do wywiadu i tajnych służb. Poza tym to właśnie o czarodziejach mówi się te wszystkie durne opowieści o adeptach pobierających nauki w wysokich wieżach od pomarszczonych staruszków w spiczastych kapeluszach.
Savarass nadawał sie do wysokich wież. Był słusznego wzrostu, wyprostowany jak struna, nosił długą brodę o dziwnym odcieniu blondu. Na wszystko patrzył z góry, zapewne nawet na to, do czego musiałby wyciągać szyję. Jego ostry nos przywodził na myśl dostojnego orła.
Gdy wkroczył do „Kramu Alchemycznego”, a z całą pewnością wkroczył do niego, a nie wszedł, Alemik oderwał sie od książki i w jednej chwili przemienił się w usłużnego kupca.
-Czym mogę służyć, mistrzu?- Spytał od razu. Na odpowiedź musiał jednak poczekać, jakby Savarass przypominał sobie szczególnie długą listę. I faktycznie taka właśnie była.
Czarodziej wypowiadał nazwy ingrediencji gardłowym, niskim głosem, tonem przywykłym do tego, że się go słucha. Gdy w końcu przerwał, Alemik zaczął się krzątać wśród półek. Najwyraźniej jednak doszedł do wniosku, że zajmie to trochę czasu, toteż podstawił magowi krzesło. Ten jednak nie raczył z niego skorzystać. Prawdopodobnie było dla niego za mało wyszukane. Jego dumne trwanie w milczeniu, postanowił jednak przerwać Talbitt.

- Derrick Talbitt - przedstawił się. - Medyk.
Savarass wydał się tego nie usłyszeć, zainteresowany słoikiem pełnym zielonkawej mazi.
- Mistrzu... - powiedział Derrick, na co Savarass ponownie nie zareagował.
- Mam jedno pytanie, mistrzu - uparcie kontynuował Derrick
Mag w końcu odwrócił twarz ku medykowi. Jego spojrzenie było zupełnie obojętne. Ale może to i lepiej? Coby było, gdyby w spojrzeniu błyskała irytacja?
- Jaka istota płoszy konie i jest w stanie rzucić urok na doświadczoną czarodziejkę, by ta wykonywała jej polecenia? - Derrick postawił wszystko na jedną kartę.


- Konie to strasznie tępe i płochliwe stworzenia. Uciekną przed wszystkim, jeśli będzie dość głośne i dość blisko.- Savarass pewnie parsknąłby wypowiadając te słowa, nie zrobił tego jednak.
-A czarodziejka, która daje rzucić na siebie szarm, to tępy podlotek.
No dobra, pierwsze podejście nie dało satysfakcjonującej odpowiedzi. Ale przynajmniej mag się odezwał.

do Nessy z Thanedd i Francesci de Rieu

czerwiec, miasteczko Krzyki, Aedirn

„Zostawiam wyraźny ślad" przemknęło Nessie przez głowę. Prawdopodobnie tak, z drugiej strony dwie samotne i, co tu dużo ukrywać, urodziwe kobiety kiepsko wtapiają sie w tłum.
Z trzeciej jednak strony, dwaj muzycy robili całkiem sporo zamieszania. Miejscowe kobiety najwyraźniej z miejsca zauroczyli, w miejscowych mężczyznach z miejsca zrobili sobie wrogów. Może będziecie miały dość szczęścia i zostaniecie zepchnięte na dalszy plan wśród mieszkańców Krzyków?
Ostatecznie światowo wyglądający brodacz, pewnie niedługo opuści tą miejscowość i nie opowie nikomu o ognisto-rudej Francesce. Niestety karczmarz pewnie ją zapamięta. A to raczej niedobrze, skoro ta jest poszukiwana.
Żmijkę też pewnie ktoś zapamięta, ale jeśli dobrze się zastanowić, co z tego? Przecież nie udowodnią jej celowego pomagania zbiegowi. Derrick będzie jej szukał? Raczej przejdzie nad jej "ucieczką" do porządku dziennego a najdalej za miesiąc będzie się przechwalał znajomym swymi miłosnymi podbojami.

Tymczasem grajkowie dali odpocząć swym głosom i jedynie uderzali w struny swych lutni. Dwie spośród otaczających ich kobiet zostały już wyprowadzone na zewnątrz przez zazdrosnych mężów, lub kochanków. Nessa miała wrażenie, że ten długowłosy ledwie tłumił przy tym śmiech. Miała też wrażenie, że od czasu do czasu rzuca jej powłóczyste spojrzenia, ale na razie smakowita kasza miała pierwszeństwo.
Po kilku minutach jedna z lutni ucichła. grajek w rozchełstanej koszuli podźwignął się ze stołu i ruszył ku karczmarzowi, delikatnie odsuwając zagradzające mu drogę panie. Jedna, czy dwie wodziły za nim wzrokiem, pozostałe jednak skupiły się na jego wciąż grającym towarzyszu.

-Dobry gospodarzu, racz udzielić mi strawy i napitku, bym pokrzepił się po występie.- Słowa mężczyzny dobiegły zarówno uszu wampirzycy jak i czarodziejki. Burkliwe-tak, tak, już- karczmarza, usłyszała jednak tylko Francesca.
Nessa nawet się nie zdziwiła, gdy muzykant bez pytanie usiadł na wprost niej przy tym samym stole, z miską parującego mięsiwa i kuflem piwa.


-Czyżby nie podobała się pani, muzyka, która ja i mój towarzysz gramy?
 
__________________
"Diabeł nie śpi... z byle kim." S. J. Lec
Zapatashura jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 22:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93