![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #11 |
![]() | Del wszedł do środka i ciekawym wzrokiem powiódł po obecnych w karczmie. Po chwili doszedł do kontuaru i zamówił piwo z korzeniami. -Masz może wolne pokoje przyjacielu? Gwarantuję że nie będę rozrabiać, a także uraczyć mogę pieśnią czy też samą grą, jeśli tylko gitara się znajdzie. Gdy karczmarz podał Delowi gitarę, ten obejrzał ją fachowym wzrokiem po czym zanucił, energicznie trącając struny: Nie poddaj się, bierz życie jakim jest I pomyśl, że na drugie nie masz szans Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic Każdy ma - nawet ty Czasem trzeba to po prostu znaleźć Miłość, noc i deszcz, życie też Dla tego warto starać się Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart Znajdź to w sobie, tak Nie poddaj się, bierz życie jakim jest I pomyśl, że na drugie nie masz szans Ten kraj jest jak psychodeliczny lot Czujesz, że nie zmienisz nic Spróbuj wziąć z tego coś To przecież twoje życie jest Popełniaj błędy i naprawiaj je Gdy dotkniesz dna odbijaj się Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał Nie poddaj się, bierz życie jakim jest I pomyśl, że na drugie nie masz szans Odetchnij więc, zastanów się, znajdź jego sens Bierz życie takim jakie jest I ciągle szarp i zmieniaj je, przed siebie idź Bierz życie takim jakie jest I zmieniaj je i ciągle walcz, przed siebie idź Gdy skończył piosenkę podał karczmarzowi gitarę i ruszył do stolika przy którym siedział drow. -Powitalski-rzucił, przysiadając się.-Musimy się lepiej poznać, może nauczę cię śmiechu. Zagrasz?-rzucił, wyjmując zza pasa talię kart.-A może ktoś z was ma ochotę na partyjkę?-oznajmił głośno wodzac wzrokiem po gościach w karczmie. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #12 |
![]() | „Wielkie. Większe niż moje dotychczasowe mieszkania. I bardziej brudne. A to już coś.” Seka porozglądał się. Wygodnie to tu mu nie będzie, ale to dobra kryjówka. Jeśli trochę to zagospodaruje, to może uda mu się zrobić niezły szwindel. Przez myśli przeszło mu kilka pomysłów jak wykiwać tych spasłych bogaczy z tego miasta. Pozbycie się paru ciemiężycieli na pewno poprawi humory ludności. Ale to wymaga środków. Tu trzeba będzie zapłacić za rozwiązanie, tu za związanie języka. Tu za przypadkowe zgubienie kluczy, a to za przymknięcie oka na przypadkową sprawę. Diabelstwo uśmiechnęło się. Musiało zdobyć dużo forsy. To był takie wyzwanie którego nie sposób nie podjąć. Normalnie jest co najmniej sto sposobów na zarobienie pieniędzy. Problem w tym że tym razem nie można napytać sobie zbyt wielu wrogów. I zostaje obecny władca miasta. On tam gdzieś jest i patrzy na cały ten cyrk. To jego trzeba się tu bać. Sera zabrał swoją torbę i wyszedł dyskretnie z magazynu. „ Jeszcze nie czas na przesiadywanie w nowym lokum. Trzeba poznać ludzi. Wpływowych ludzi. Na razie poszukam tutaj a za dwa dni dobieramy się do wewnętrznej części miasta.” Skierował się w stronę bogatszych dzielnic.
__________________ [ciach!] Reg. 10 I dopiero teraz moje gg 402609 [ciach!] Reg.10 |
| | |
| | #13 |
![]() | - Szlag! Czemu jestem tak późno!? Melegaunt wiechał na objuczonym koniu do Everdet. Pluł sobie w brodę, że zachciało mu się płynąć tu statkiem, zamiast wybrać bezpieczną, sprawdzoną drogę lądową. Hrabia, przeklinając w myślach, stanął na placu, gdzie zastanowił się nad planem działania. - Dobrze więc. Zaczniemy od małego rekonensansu. A później..... Jakaś kwatera by się przydałam o tak! Melegaunt jeździł więc po mieście, chłonąc po drodze informacje dotyczące jego budowy, dzielnic i ważnych miejsc, jak kaczmy, sklepy czy kwatery magów, straży itp. Około godziny 17.00, Hrabia zaczął szukać jakiejś oberży, najlepiej spokojniejszej, a nie pełnej zapchlonych, zapijaczonych barbarzyńców. Wybór padł na małą karczmę, położoną tuż za wewnętrzną bramą. Wchodząc do środka, mężczyzna zrzucił płaszcz i podszedł do karczmarza. - Witam chciałbym wynająć pokój, jak najcichszy. Płacę dobrze ( szelest mieszka). Jego uwagę przykuła obecność dwóch jego oponentów ( Melegaunt lubił być poinformowany i zawczasu dowiedział się trochę o każdym z oponentów, przynajmniej tyle, żeby rozpoznać ich z twarzy i znac ich imiona. Hrabia szybko się do nich dosiadł - Witam, panowie. Jeśli nie macie nic przeciwko, dołącze się do partyjki. W co zamierzacie grać? Po chwili zwrócił się jeszcze raz: -Muszę was trochę lepiej poznać. Loffta, Del, opowiedzcie coś o sobie. Odwdzięczę się tym samym. Później, Melegaunt zabrał płaszcz, rzucił monetę stajennemu, a sam udał się do pokoju ze swoimi rzeczami Zatrzasnął drzwi i zamknął je na klucz, bo wiedział czym grozi zostawienie swojego majątku i rzeczy tak poprostu na noc w środku miasta.
__________________ Why so serious? Ostatnio edytowane przez adurell : 05-09-2008 o 16:30. |
| | |
| | #14 |
![]() | Rayvitch Staruszka potakiwała ze zrozumieniem, gdy mówiłaś o niknącym zainteresowaniu prastarą i jakże wspaniałą oraz pożyteczną sztuką zielarstwa. - Dokładnie tak - odezwała się po chwili i westchnęła lekko - Teraz nawet uczeni magowie nie potrafią odróżnić stokrotki od rumianku. Staruszka wysłuchała cię uważnie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Myślę, że mogłabym ci pomóc, moja droga! - powiedziała serdecznie - Tak się składa, że moja córka, znakomita zielarka doprawdy, wyjechała parę tygodni temu, by pobierać nauki w dalekich miastach. Dotychczas pomagała mi prowadzić sklepik. Od jej wyjazdu mam straszne urwanie głowy, a nie jestem już taka młoda, o nie... Potrzebuję kogoś do pomocy. Sama dłużej już nie dam chyba rady - tu przerwała na chwilę, po czym mówiła dalej - Ty potrzebujesz spokojnego miejsca do spania, a ja doświadczonej zielarki... -popatrzyła na ciebie wyczekującą - Co ty na to, kochaneczko? Dragar - Och, więc o nim nie słyszałeś? - powiedziała podekscytowana dziewczyna. Najwyraźniej wcale się nie przejęła tym, że nie jesteś uczestnikiem wyzwania - To wielki turniej zorganizowany przez samą Królową Shalatinę! - opowiadała z przejęciem - Zebrali grupę kilku śmiałków, którzy będą walczyć o tron Lorda Haveza! Możemy być pewni świetnego widowiska, o jakim to miasto jeszcze nie słyszało! Może nawet poleje się krew samego Haveza! Dziewka przerwała na chwilę, poprawiła włosy i krzyknęła coś do barmana, po czym odwróciła się z powrotem do ciebie i zapytała, wciąż uśmiechając się szeroko: - W takim razie, co cię sprowadza do Everdret? Loffta Gospodarz przyniósł ci zamówione piwo. Klarowny, bursztynowy trunek z delikatną pianką. Przez dłuższą chwilę przyglądałeś się Delowi, który rozglądał się po pomieszczeniu. Wreszcie oderwałeś od niego wzrok i chwyciłeś za kufel. Upiłeś łyk. Piwo smakowało wybornie. Gdy znów podniosłeś wzrok, twój oponent szedł już w twoim kierunku. Przez chwilę zmieszałeś się nieco, ale szybko wziąłeś się w garść i nie dałeś po sobie niczego poznać. Del przysiadł się do twego stolika i zaproponował partyjkę. Dawno już nie grałeś w karty. Zastanawiałeś się, czy przystać na tę propozycję, gdy nagle do karczmy wkroczył wysoki mężczyzna, w którym rozpoznałeś swojego kolejnego przeciwnika. Del Karczmarz uśmiechnął się przyjaźnie i podał ci nieco rozstrojoną gitarę z ciemnego drewna. Szybko zrobiłeś ze strunami co trzeba i zagrałeś jedną ze swych ulubionych melodii. Po występie kilku gości głośno wyraziło swoją aprobatę. Podziękowałeś im nieznacznym ukłonem i odwróciłeś się do gospodarza. - Ależ oczywiście, nie ma problemu. Mamy kilka wolnych pokoi na piętrze - powiedział życzliwie. Uśmiechnąłeś się do niego i ruszyłeś w stronę Loffty, którego wypatrzyłeś już wchodząc do karczmy. Ten jakby drgnął na twój widok. Po chwili siedziałeś już obok niego, czekając na odpowiedź, jako że zaproponowałeś mu grę w karty. Sera Zatem udałeś się do wewnętrznej strefy miasta. Słońce zniknęło już za horyzontem, a księżyc zaczął nieśmiało przebijać się przez kłębiaste chmury. W oknach niektórych domów zapalały się światła. Ulice opustoszały, a wrzawa dochodząca z rynku ucichła dosłownie w jednej chwili. Miasto pogrążało się we śnie. Zapadła noc. Starałeś się poruszać z dala od świateł, pozostając na uboczu szerokiej ulicy. Dookoła było zupełnie cicho. Wreszcie usłyszałeś tętent kopyt i skrzypienie kół. Drogą jechał luksusowy powóz, w eskorcie dwóch kawalerzystów. Ukryłeś się w ciemniejszym zaułku i obserwowałeś uważnie. Musiał to być ktoś naprawdę ważny, skoro podróżuje w towarzystwie ochrony. Ale po jaką cholerą przyjeżdża w środku nocy? Takie wozy, w dodatku nocą, są wręcz stworzone dla złodziei. Poczekałeś aż kareta się oddali, po czym postanowiłeś ją śledzić. Oczywiście zachowywałeś odpowiednią odległość. Kilka minut później powóz podjechał pod twierdzę i zatrzymał się. Starałeś się podejść jak najbliżej, by zobaczyć, kto zeń wysiądzie. Gdy drzwiczki karocy otworzyły się, ujrzałeś mężczyznę w bogato zdobionych szatach i srebrnej koronie na głowie. To musiał być Lord Havez. Powiedział coś do swych gwardzistów i zniknął za wielkimi wrotami potężnej twierdzy. Zastanawiałeś się długo, dlaczego władca Everdret podróżuje pod osłoną nocy i gdzie on w ogóle mógł być. Wciąż pozostając w ukryciu, przyglądałeś się solidnym drzwiom zamku, gdy nagle te rozwarły się szeroko i ukazał się w nich nie kto inny, jak sam Lord Havez. Możnowładca z powrotem wsiadł do karety i odjechał w kierunku bram miasta. To było już przynajmniej podejrzane! Nie miałeś jednak czasu nawet by się tym zdziwić, jako że dwaj strażnicy twierdzy biegli właśnie w twoją stronę. Chyba na chwilę straciłeś czujność i dałeś się zauważyć. Tak czy inaczej, uciekłeś do opuszczonego magazynu - swojej nowej bazy. Było już bardzo późno i czułeś się trochę senny, więc postanowiłeś na razie dać sobie spokój z wycieczkami po mieście. Melegaunt Szybko zorientowałeś się w planie miasta. Zmęczony całodniową podróżą, udałeś się w końcu do karczmy. Uprzednio odstawiłeś jeszcze swego konia do pobliskiej stajni. Karczmarz przyjął od ciebie kilka złotych monet i wręczył ci kluczyk do drzwi jednego z pokoi na piętrze. Podziękowałeś uprzejmie i rozejrzałeś się po gospodzie. Twoją uwagę przykuli dwaj twoi oponenci. Podszedłeś do ich stolika i zauważyłeś wyłożone na stół karty. Jako że dawno już nie grałeś, a wiedziałeś że to świetna rozrywka, postanowiłeś się przyłączyć. |
| | |
| | #15 |
![]() | Uśmiechnęła się szeroko, myśląc, że łatwo poszło. - Z najwyższą chęcią Ci pomogę, dobra pani. Naprawdę nie potrzeba mi wiele.Wystarczy drobna strawa, miejsce do spania...A ja się odwdzięczę- błysnęła białymi zębami i poklepała znacząco torbę. Przeszła na drugą stronę straganu, tuż obok kobieciny. - Oby wszyscy byli tak zacni jak pani-stwierdziła grzecznie, rozglądając się uważnie i zastanawiając, jak szybko spotka pozostałych uczestników zabawy. - Skoro mam tutaj dłużej zabawić, dobrodziejko, powie mi dobrodziejka, które miejsce są niebezpieczne, które należy omijać, by taka zielareczka jak ja nie wpadła w kłopoty? Uśmiechnęła się pięknie. Doskonale wiedziała, że takie miejsca wręcz obfitują w pożyteczne informacje.
__________________ "Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję." |
| | |
| | #16 |
![]() | -Nie przypominam sobie, bym ci się przedstawiał, szanowny Melegauncie. Jestem Snakey, nie żaden Del.-mruknął genasi szybko i wprawnie tasując karty między trzy osoby.-Gramy w pokerka oczywiście. Dobra! Gacie w dół, forsa na stół! Mówiąc to, Del rozsupłał sakiewkę i wyjął z niej kilka monet, po czym zajrzał w karty. Ładniusio-pomyślał. -Wymieniam jedną.-powiedział, kładąc kartę na stół i dobierając jedną ze stosu. ------------------------------------ Czekam jaką kartę dostałem Ostatnio edytowane przez Delaraan : 05-12-2008 o 15:42. |
| | |
| | #17 |
![]() | "Cóż, dobrze". - Podróżuję tu i tam - rzucił zdawkowo - Widowisko, mówisz... a nie wiesz kto bierze w tym udział? Dziewczyna wygląda na podnieconą całą ta sytuacją, zdało by się, że nieczęsto zdarzało się w Everdret coś ciekawego. Chyba, że to "widowisko" na rzeczywiście dużą skalę. Barbarzyńca miał nadzieję, że dziewczyna coś na ten temat wie, wtedy miałby jakiś wgląd na to jacy są jego oponenci. |
| | |
| | #18 |
![]() | Sera zebrał deski z całego magazynu i zrobił w jednym kącie prowizoryczną kryjówkę. Przyciągnął tam bagaż, zdjął pochwę z pleców a miecz położył na kolana. Wpatrywał się dach starego magazynu, przez który dzięki szparom dało się zobaczyć niebo. Nie był już na pustkowiach, lasach ani innych miejscach w których spanie mogło być niebezpieczne. Był teraz w mieście, o którego tron walczył. Ze strachu powinien w ogóle nie spać. Przez chwilę myślał nad tym co dzisiaj zobaczył. Poznał sporą część miasta, zapamiętał uliczki i ewentualne kryjówki. Miejsca w których miałby przewagę podczas walki. Ale najbardziej nie dawało mu spokoju co robił Hawez. Oczywiste że chce zachować tron. I odpowiednie przygotowania rozpoczął już wiele miesięcy przed rozpoczęciem wyzwania. Żeby rządzić takim Miastem Jak Everdet trzeba niezwykłego umysłu. Bo całe miasto działa. Baa, bogaci się przy tym. -Trzeba będzie zawiązać jakiś sojusz. I to jutro. Tylko z kim? Sera poszedł spać.
__________________ [ciach!] Reg. 10 I dopiero teraz moje gg 402609 [ciach!] Reg.10 |
| | |
| | #19 |
![]() | Spojrzał na Snekaya, wyjął dwie monety i wyciągnął karty. Z pokerową miną odłożył dwie z nich i bez słowa popatrzył po innych uczestnikach gry. Wolałby, żeby osoby, które używają mego imienia poznały je ode mnie Panie... zawiesił na chwile głos czekając na odpowiedź.
__________________ Nie dowracaj się do mnie plecami... Mój zysk cenie wyżej niż twój - pamiętaj.... |
| | |
| Reklama |
| |