![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #141 |
![]() | Piotrowi brwi w zdziwieniu poszły w górę gdy zobaczył ewidentnie wojenne przygotowania pana Jana. Rozejrzał się na boki kilka razy z wyrazem zdumienia na twarzy. Aż się do tyłu obejrzał, myśląc iż ktoś za nimi galopem pędzi z szablami w dłoni. Wzruszył ramionami, ale rapier czy lekko z pochwy wychodzi sprawdził, chociaż bez specjalnego zaangażowania. Dyskretnie zaczął się przyglądać ludziom po cudzoziemsku ubranym.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| Reklama |
| |
| | #142 |
![]() | - Si vis pacem, para bellum Panie Bracie Caret periculo, qui etiam cum est tutus, cavet jak Publiljusz Syrus mądrzę napisał. Lepiej proch na przeładowanie stale marnować, niż na niewypał się narazić gdy zbój zza krzaka wyskoczy. A może być, że teraz dobrowolnie w paszczę wilka jedziemy. - zwrócił się pan Jan do pana Piotra, widząc jego zdumienie, a gdy zbliżyli się do karczmy i zobaczyli zbrojnych dodał - Pewnie to tylko ochrona tej karocy, ale dasz Waszmość głowę, że na pewno? Ostatnio edytowane przez Gwena : 07-14-2008 o 15:13. |
| | |
| | #143 |
![]() | Hmm... - zamyślił się Piotr. Powiódł wzrokiem po karocy, ponownie przyjrzał się ludziom obok niej zgromadzonym. - Pewnie łatwiej do ciemnych sprawek wykorzystać najemników cudzoziemskich niźli naszą szlachtę. Tu macie panie Janie rację... ale po kiego by ciągnęli z sobą karocę w takim wypadku? Chyba że to sami przebierańcy jako ja ostatnio.- zachichotał.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| | #144 |
![]() | Dojechaliście do karczmy. Jeden z "rajtarów" przyjrzął się wam i wszedł do karczmy. W drzwiach minął się z Petrem, który słysząc zamieszanie na placu wyszedł wam na spotkanie. - Witajcie, waszmościowie! Konie gotowe! - wskazał na wasze konie, przy których jeszcze kręcą się syn i koniarczyk. - Doskonale! Żal tylko, że i ty z nami nie pojedziesz. Ale baczenie miej na obcych. Zresztą widzę, że gościa jakiego znamienitego masz! - A jużci. Znamienitego. - mina Petra świadczyła o znamienitości gościa i preferencjach Petra co do towarzystwa i formy spędzenia czasu. Z karczmy doleciały was zapachy pieczonego mięsiwa i niezrozumiałe połajanki. |
| | |
| | #145 |
![]() | Pan Jan podjechał do stada, tak by było między nim a karczmą, zeskoczył z konia, poluzował mu popręg na całą dłoń po czym podszedł do wypoczętego podjezdka. Zdjął juki i ptaszniczkę zawieszone na siodle podjezdka i przerzucił je na myszatego, zostawiając ich przymocowanie Osipowi. Następnie szybko sprawdził uprząż, mocno ściągnął popręg i wskoczył na siodło. Po czym już z siodła przeniósł z myszatego pistolet do olstra i garłacz zawiesił na kuli. Wszystko to starał się robić nie spuszczając oczu z podwórza karczmy. Rozejrzał się i wyczekał aż Osip skończy zapinać paski juków i zajmie się swoim koniem. Gdy tylko pacholik znalazł się w siodle spojrzał na Cześnika i zameldował - Gotów. Jedziem? |
| | |
| | #147 |
![]() | - Kupiec z niderlandów z tajnom misjom. - odpowiedzi towarzyszyło wzruszenie ramion. - A po mojemu to zawalidroga i wydrwigrosz jaki. Dobrze, że złotem w drzwiach sypnął bo inaczej bym mu chleba z wodą... - Gotowim! - pan Sosnowski z konia popatrzył po wszystkich, sprawdzając czy już gotowi do dalszej jazdy. - No, Petro. Jak gościa odprawisz to dymaj k'nam z rusznicą na ratunek. - słowom pana Sosnowskiego towarzyszyło mrugnięcie okiem i spojrzenie w kierunku drzwi do karczmy. Petro obejrzał się a ujrzawszy patrzącą na niego i podpartą pod boki swoją połowicę, uśmiechnął się krzywo i rzucił: - A jużci. Gdzieżbym miał przegapić taką okazję do zajazdu. Jeno po powrocie to bym miał drugi zajazd, ale w alkowie. Że ino samemu na galery pohańskie się zgłosić dla świętego spokoju. |
| | |
| | #148 |
![]() | - Masz rację panie Janie, że lepiej pistolety na podorędziu i gotowe mieć do działania niż potem żałować, ale drodze to łuk lepszy, bo ekspensów nie ponosisz, a i szybciej strzelasz niż z krócicy. Sam szable sprawdził, nieco na rapciach podciągnął i łuk trzymał w pogotowiu. Dojechali do knajpy i tu ujrzeli karocę i kilku drabów z gębami tak szpetnymi, że chyba ich pradziadowie na służbie Heroda być musieli. Zsiadł z konia pan Samuel i krócicę za pas zasadził, do rękawa nóż dobry wsadził. Wszedł za innymi do izby i przysłuchiwał się rozmowie. - Cóż to za tajna misja, jak o niej już wszyscy w karczmie wiedzą ? Widzi mi się że to jakiś przechera i tyle co sobie powagi dodaje. Choć ta jego straż to w ciemnościach na nicponi nie lada wygląda. Lepiej sakiewek dobrze pilnować. - A ty Petro do pohańców nie tęsknij bo jako Kozakowi mogliby Ci prędzej pal zastrugać. Pamiętasz kniazia Wiśniowieckiego co wam Sicz budował i w ręce Solimana został wydany ? Za pośrednie żebro go powiesili, milsza już taka niewola co ją u żony swojej masz. Choć widzę, że nielekko ci - dodał mrużąc oko.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #149 |
![]() | - Ano, że pamiętam. Ech, chodziło się w czajkach na pohańców! - wyraźnie rozmarzył się Petro. - Ruszajmy bo cza goni. - pan Sosnowski przeciął rozmowy. Ruszyliście na Szeligi. Nie ujechaliście nawet i stu metrów gdy doszedł was podniesiony damski głos oraz tętent konia. Obejrzawszy się zobaczyliście syna Petra oddalającego się od karczmy w bok i gwałtownie gestykulującą żonę Petra. - Ot, kozacka dusza. Nie wyrodzi sokół sowy. - uśmiechnął się pan Sosnowski. |
| | |
| | #150 |
![]() | Przyglądając się zajściu i pieklącej się w oddali żonie kozaka, Piotr wybuchnął radosnym śmiechem. Zakręcił w powietrzu kapeluszem co znów spłoszyło jego klacz która stanęła dęba i zrobiła kilka kroków do przodu. Jeździec nie chcąc spaść pochylił się do przodu i walnął czołem w końską szyję. - Oszaleje przez tą kobyłę!- zdenerwował się Piotr, rozcierając czoło. Nachylił się do końskiego ucha i począł jej szeptać: - Przez ciebie, diablico jedna wychodzę na durnia co opanować konia nie potrafi, mogłabyś przestać się zachowywać jak markietanka ...- coś tam jeszcze jej zawzięcie gadał ale prawie niedosłyszalnie dla innych. Klacz tylko oczami na boki strzelała, po czym oddała mocz dalekim strumieniem.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| Reklama |
| |