![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #151 |
![]() | - Waćpan trzęsiesz tymi piórami niby paw i dziwisz się że kobyle jako zwierzęciu rozumnemu dziwne to że ptaka na sobie nosi - przygadał Samuel panu Piotrowi, lecz tonu złośliwości w tym nie brzmiały. - Na Boga Jedynego jedzmy wreszcie bo coś mi mówi, ze bitwa niedługo będzie a my tu czas mitrężymy.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| Reklama |
| |
| | #152 |
![]() | Ruszyliście dalej mijając Szeligi i widoczną w oddali wieżę kościoła w Babicach. Podle drogi na Babice między pola się puściliście jadąc miedzami tak by gdzie tuż Zielonką wyjechać na trakt ku Lesznu prowadzący. Rosnące przy drodze krzaki i drzewa ukryły waszą obecność przed obcymi oczami ale nie podążąjącymi traktem chłopami i z rzadka szlachcicami podróżującymi samotnie bądź z pacholikami. Przed Borzęcinem, prowadzeni przez pana Sosnowskiego zjechaliście z traktu tak by minąć go miedzami od południa. Podobnie uczyniliście przed Zaborowem, tyle, że nie wracając na trakt ruszyliście na Wąsy. Widoczną między drzewami drogą od Zaborówka na Radzików podążało kilkoro podróżnych, w tym kilkoro szlachty. |
| | |
| | #153 |
![]() | - Popróbujmy waszmościowie drogą jechać. Już mi zbrzydła szczerze mówiąc ta droga krzami, a ręka do szabli swędzi. Starościc, nie starościc, a drogą szybciej będzie. No i dwa że jak jakaś gębę zobaczymy, którą już widzieliśmy to może być szpieg i może pod sztychem co powie. No co waszmościowie na to ?
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #155 |
![]() | - Tedy pojedziemy drogą z Wąsów do drogi Błonie - Leszno. - zadecydował pan Sosnowski. - Rzeknę waszmościom, iż ważnym jest, że spóźnionymi nie jesteśmy bo dymu żadnego nie widać. - pan Sosnowski uraczył wszystkich swoim czarnym humorem. Ruszyliście dalej i wjechawszy na trakt Zaborówek - Radzików skręciliście w prawo, po czym, niedługo potem, w lewo na mało uczęszczaną, ale przejezdną drożynę. - Tutajżem osadził kilka rodzin i, jak Najwyższy dopomoże, wieś tu będzie solidna. - podkręcając wąsa nie omieszkał się pochwalić pan Sosnowski. Przemierzacie łąki z rzadka poprzedzielane zagajnikami. Co i raz, w perspektywie drogi i nad polami pojawiają się podświetlone niskim już słońcem snujące się dymy niedalekiej wioszczyny. Wraz, zza zagajnika przed wami wyjechało trzech szlachciców. Rzut oka starcza by określenie golotae et odartii w ich przypadku traktować jako komplement. Prowadzący ich, w wyleniałym, rysim kołpaku, wysforował się przed pozostałych dwóch: - A! Wasza miłość, JWP Jeremii Sosnowski! Honor to waszmości spotkać i w gościnę poprosić. A grzecznie proszę! - ruchem głowy wskazał na zbliżających się ku wam od tyłu kolejnych pięciu równie bogato odzianych jegomościów. Pan Sosnowski, oceniwszy sytuację, zmełł coś pod nosem i rzekł: - A ktoś ty, mospanie, że mnie w mojej własnej wsi w gościnę prosisz? |
| | |
| | #156 |
![]() | Pan Jan bluznął pod nosem i zaczął obracać konia w prawo. Widząc zbliżającą się piątkę i to trzymających ręce na krócicach obszarpańców nie bawił się w grzeczności. Obracając się podniósł prawą ręką wiszący na kuli po prawej stronie garłacz, przeniósł go nad końską szyją, oparł łożem na nadgarstku lewej trzymającej wodze ręki i wystrzelił w trakcie obrotu. Odrzut mocno wychylił go w prawo. Pozwolił by broń opadła na lince, ściągnął mocno wodze lewą ręką sięgając nią równocześnie po szable, gdy koń obrócił się do końca stając dęba, puścił całkiem wodze które zawisły na kuli i dał koniowi ostrogę. Gdy ten skoczył do przodu prawą ręką skończył dobywać szable. Ostatnio edytowane przez Gwena : 07-26-2008 o 14:24. |
| | |
| | #157 |
![]() | - A może i waszeć mnie poprosisz...- zaczął Samuel, ale słysząc huk garłacza nie dokończył. I po polityce już - rzekł mu w głowie głos jeden. I dobrze - dodał drugi. Pchnął rumaka kolanami, a ten jakby tylko tego czekał skoczył zaraz w przód. Chciał pan Dobrot w bok wierzchowca przeciwnika końską piersią uderzyć, obalić na ziemię, a wstającemu, oszołomionemu jezdzcowi łeb kolbą rozwalić, by potem krócicy jeszcze użyć przeciwko nadjeżdżającym i szabli dopiero dobyć.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 07-26-2008 o 22:37. |
| | |
| | #158 |
![]() | Piotr nawet nie mrugnął okiem, spojrzał tylko na pana Samuela w przód uderzającego a sam słowa nie rzekłszy, zaraz za panem Janem począł konia zawracać. Gdy tylko Kapica pełen obrót zrobił i w przód ruszył, van Hager tuż za nim w skok uderzył nad szyją końską pochylony. W lewej ręce wysuniętej przed siebie pistolet trzymał, lecz czekał z strzałem na bliższą odległość. Prawa dłonią już derkę łapał, rapier tam ukryty odsłaniając.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| | #159 |
![]() | Huk wystrzału i płomień z garłacza pana Jana wymierzony prosto w końskie pyski pięciu zachodzących was od tyłu jeźdźców zlał się niemal w jedno z salwą ich pięciu półhaków. Jednakże spłoszone (znać, że nie zwyczajne do boju) i poranione siekańcami zwierzęta nijak opanować się nie dały więc salwa poszła Panu Bogu w okno żadnej szkody wam nie czyniąc. Jeden z koni skoczył w bok między drzewa kwicząc z bólu. Jeździec rzucił półhaka próbując go opanować, aleć, uderzony niskim konarem, zwalił się zeń ległszy bez czucia na ziemi. Drugi zwalił się razem z obficie krwawiącym koniem na ziemię i przygnieciony począł wołać pomocy gdy koń, kopiąc w przedśmiertnych drgawkach ziemię, coraz mocniej zaczął go przygniatać. Trzeci złapał się za twarz krzycząc przeraźliwie a spomiędzy palców poczęły ciec mu strużki krwi, po czym poleciał do tyłu spadając ze stającego dęba konia. Pozbawiony jeźdźca wałach pognał między drzewami na pola. Pozostali dwaj, mniej poranieni i dla nich szczęśliwie dosiadający widać lepszych koni, opanowali je i dobywszy szabel ruszyli na pana Jana i pilnującego mu pleców Osipa. W sukurs przybył im pan Piotr dobywając swego rapiera. Pan Sosnowski, słysząc wystrzał i widząc, iż pan Samuel ruszył na stojących przed nimi i dobywających pośpiesznie broni zajezdników, również ruszył dobywając szabli. - Żaden żyw ujść nie może! Bij, zabij! - huknął pan Kupiński i, niczym pocztowy, natarł na zajezdników pilnując boku pana Sosnowskiego. Ten starł się z "rysim kołpakiem". |
| | |
| | #160 |
![]() | Pan Jan zjechał nieco w lewo, tak by obu pozostałych obszarpańców mieć pod prawą ręką, widząc zbliżającego się van Hagera zostawił mu dalszego przeciwnika, a sam zwarł się z dosiadającym ładnego kasztana szlachcicem. Gdy zastawił się przed jego cięciem strzała wystrzelona pewnikiem przez Osipa rozorała ramię przeciwnika, wykorzystując skurcz wywołany niespodziewaną raną pan Jan odtrącił jego szablę i pchnął go tak jak flamandowie to lubią w krtań, aż szabla się na kręgosłupie oparła. Przeciwnik z bulgotem strasznym zwalił się z konia. Widząc, ze drugi przez pana Piotra zajęty rozejrzał sie Jan po polu potyczki i zobaczył, że zbiera się powalony przez gałąź napastnik. Gdy był na już czworakach, pan Jan wyjął pistolet z lewego olstra i zawołał "leż lepiej Wasze gdzie leżałeś, bo ubije". Hultaj jednak nie dość, że wstał, to i szable zaczął wyciągać. Widząc to pan Jan z przyłożenia prawie w pierś mu strzelił. "samobójca albo infamis straszny musiał to być skoro umrzeć chciał" pomyślał i rozejrzał się po polu, widząc, że sprawa ma się ku końcowi krzyknął do Osipa - Łap konie - a sam podjechał zobaczyć co u Cześnika się dzieje. |
| | |
| Reklama |
| |