![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #171 |
![]() | - Panie Pietrze pozwól Wasze mam tu coś co Was zainteresuje - zawołał pan Jan, a gdy pan Piotr podchodził głośno rzekł - Za rozbój kara to gardło i łamanie kołem. Jeśli go powiesimy to mąk mu oszczędzimy, a staroście wydatku na utrzymanie i egzekucje zbója. Po czem cicho szepnął do van Hagera - cii, nikt z nas małodobrym nie jest, wieszać nie będziem, ale niech ze strachu gada co wie. - Ten półhak jakby do Waszych rąk stworzony Panie Bracie nie sądzisz? - dodał głośno podnosząc z ziemi jeden z upuszczonych pistoletów i wręczając go panu Piotrowi. W tym momencie wrócił Osip z końmi. Pan Jan zdjął juki z Myszatego i wyciągnął behter. - Niewygodnie i niepolitycznie cały czas w blachach łazić, ale skoro już niedaleko Białut jesteśmy to lepiej co by na mnie nie w jukach były - rzekł gdy mu Osip pomagał włożyć zbroice. Po chwili wyciągnął jeszcze misiurkę, ale póki co na łeb jej nie włożył. Sięgnął po koc przytroczony do kulbaki rozłożył go na ziemi i ruszył przeszukać pobitych i ich juki. Zebrał całą broń na koc, widząc na niej rdzę i brud zaklął paskudnie. Razem zebrało się 5 półhaków, 4 pistolety, 8 szabel, 3 misiurki, 2 pary karwaszy, 8 sztyletów. Dwa pistolety jednakiego kalibru rzucił Osipowi - Jak oczyścisz będą Twoje, a teraz poszukaj do nich formy na kule i załaduj - tylko ostrożnie, mało prochu dawaj póki się ich nie sprawdzi na spokojnie - też wszystkie pozostałe. Ile olster znajdziesz tyle na koniach Panów Braci umieść. - Ha, Panowie Bracia będziem mogli palbę dać jak rajtarzy. Pistolców tyle mamy, że rąk nie starczy, choć te zdobyczne pewne nie są - póki się nie oczyści ich dobrze. Przeszukując pobitych sprawdził też, czy jakowyś listów nie mają, ale nic za pazuchami nie znalazł, poza sakiewkami w których szelągi i ternary ino były i to niewiele ich, więc je dla chłopstwa co chować zbójów będzie ostawił. Obejrzał rannego w twarz, ale ten ino w delirium coś mamrotał i nie wyglądało by się miał ocknąć, więc ino ręce mu skrępował i łeb szmatą owinął co by się nie wykrwawił. Wreszcie obejrzał dowódcę, nawet koszulę z niego zdjął, ale żadnych znamion nie zobaczył, a rana od kuli normalną się okazała. Robiąc to jednym uchem łowił przesłuchanie jakie Woźny z Samuelem zafundowali ocalałemu. Gdy skończył łupy zbierać, zobaczył zbliżającego się Cześnika, a za nim kilku chłopów, a jeszcze dalej wóz w woła zaprzęgnięty. Ostatnio edytowane przez Gwena : 07-30-2008 o 09:09. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #172 |
![]() | - No mileńki czas na nas - zwrócił się pan Samuel do łotrzyka i podniósł skrępowanego jak wieprzka na nogi. - Waszeć jest osoba urzędowa mości Wozny, tedy może przysiądz tu na pniaczku a tego przecherę w krzaki wywiodę, by krzykami nam uszu nie ranił. - Ruszaj - huknął na rzezimieszka i kułakiem przez plecy mu przyłożył. Ten posłusznie podreptał gdzie mu wskazywał pan Dobrot. - Widzisz łotrze, na wojnach moskiewskich, napatrzył sie człowiek jak języka badać, Ho ho moskwicini biegli w tym i nie gorzej bisurmanów sobie poczynają. Wystaw sobie, że jak mróz ściska sadzają takiego nieszczęścinka do beczki z wodą prosto z rzeki. Lodowata tak, że każdy członek w człowieku marznie. Potem wyciągają nieszczęśnika i warem go od czubka głowy polewają. Potem nuże do lodu i warem i do lodu i warem...Skóra sama schodzi, że lepiej i mistrz cechowy by jej nie ściągnął. Ale teraz u nas lato, tedy z tego nic, nie trap sie człecze. - Hmmm po prawdzie to co innego mi sie przypomniało co przy samym Kremlinie widział. Bo musisz wiedzieć że tamtejszy kat Ostap mnogo pomocników ma i ci na przestępcach, ot choćby takich co po drogach grasują ręke sobie ćwiczą. Uważ tak potrafią - tu wydobył nóż by lepiej prezentacja wypadła - tak potrafią misternie kozikiem zakrzywionym dzgać, że każde żebro z osobna na wierzch wyjmą, a nieszczęśnik ów jeszcze żyw i nawet nie zemdlony. Cóżeś tak pobladł ? Rzeczywiście zbój osunął sie na kolana mamrocząc coś pod nosem. - Co tam prawisz bom nie dosłyszał ? Aaaa gadać będziesz. A nie łżesz ? Nie ? Zaprzysięgniesz na Krzyż ? Dobrze. - Mosci Kupiński a bywaj tu. Człek ten pod przysięga zezna co wie i to też zaprzysięże że z wolnej woli zeznanie składa i nieprzymuszony nijak do niego nie był. - Przymuszał cie kto ? No. Bywaj panie Wozny bywaj skorzej, bo nam coś świadek co na nóż spojrzy blady się robi i chyba zemglić go zaraz może...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #173 |
![]() | Pan Sosnowski powrócił z chłopami. - Zbierajta ich na wóz. - nakazał a sam począł oglądać swoją ranę przysłuchując się przesłuchaniu. Woźny wstał i podszedł tam gdzie mości Dobrot zaciągnął jeńca. - Tak po prawdzie, mości panie, przemyśliwałem coby go na palik nabić i zrobić z niego świce na środku wioski. Pożytek by z niego był jaki przynajmniej. Aleć skoro gadać chce to i nie wypada by woźny skruszonych zbójów tak traktował. No a rzeknij mi rybeńko, jak się zwiesz? - Ja pane? Tomasz Gwidelski. Pomyłujce pane, ja nie wiedział co czyni... - Cichaj, cichaj, rybeńko, bo ten tu szlachcic nerwowy jest i hałasu nie lubi. A rzeknij mi jak się zwał ten w rysim kołpaku. Ten cośmy go ostatniego ubili. - Fabian Wilmowski. Szatański człek, pane, on to nas do zatracenia poprowadził. Duszy i ciała, pane... - Dobrze, dobrze, rybeńko. A rzeknij kto mu kazał was tak na zatracenie poprowadzić. - Pewnikiem diabeł, pane. - na taką odpowiedź pan Kupiński wyprostował się nieco i popatrzył po zebranych. - Ale, rybeńko, ja o ludzi pytam bo to wszak wiadomo, że diabeł ludzi do złego prowadzi aleć zawsze poprzez swe ludzkie sługi. Więc rzeknij z kim się spotykał pan Wilmowski. - Ja nie wim pane. Un nas w pod Błoniem w karczmie trzymał a sam do Sochaczewa często jeździł. Po co, ne wim. - woźny wymienił spojrzenie z panem Dobrotem. - A rzeknij, rybeńko, czy nie bywał u niego niejaki Boraczyński? Albo nie mówił o nim? - jeniec począł się zastanawiać. Pomyślawszy chwilę odpowiedział: - A bywał taki. Nie on jeden. Pan Wilmowski godoł co to złoto od niego a my mu służyć winni. Ale zawsze nocą bywali. Jakby się światła bali. - A widziałeś ty tego Boraczyńskiego? Tak by móc go wskazać? - Ne widziałem. - możnaby odnieść wrażenie, że na samą myśl, iż jeszcze raz by musiał oglądać swego pryncypała, jeniec się jeszcze bardziej wystraszył. - A wiela to takich gości miał Wilmowski? - Wiela, pane, wiela! A co jeden to gorszy. Same diabły dusze krześcijan diabłom sprzedające. I sodomczyki! - A nazwiska ich podasz? - Ano, że podam. Jak wasza miłość spyta czy ten, czy ów był to ja wraz powiem czy był. Pan Sosnowski, słuchając przesłuchania, uśmiechnął się pod wąsem i zadał pytanie: - A niejaki Dobrot, Samuel Dobrot, też was odwiedzał i na pokuszenie wodził? - Tak, pane. Ten też był. Złotem płacił coby waszmościom gardło jak świniakom urezać. Sam tak gadał. To szatańskie ludzie, powiadam waszmościom. Urok rzuciły. Usłyszawszy to pan Sosnowski zaczął się śmiać. Ostatnio edytowane przez johnkelly : 07-31-2008 o 09:12. |
| | |
| | #174 |
![]() | Piotr trochę strapił się swą naiwnością słysząc słowa pana Jana iż to tylko fortel aby jeńca przestraszyć coby się rozgadał. Że też wyrwę się zawsze z czymś jak dureń pomyślał. Przysłuchiwał się z oddali przesłuchaniu nie wtrącając się ani słowem. Przyjrzał się półhakowi trzymanemu w ręce, po czym podszedł do swojego konia. Z sakwy wyjął co potrzebne aby nabić swoją broń. Przyglądał się jak chłopi ładują trupy na wóz, wzdrygnął się nieznacznie na wspomnienia które taki widok przywoływał i odwrócił się plecami. Podrapał klacz za uchem, poprawił popręg i stał tak czekając kiedy ponownie ruszą w dalszą drogę. Kiedy usłyszał ostanie zdanie przesłuchiwanego iż pan Samuel też miałby na pokuszenie wodzić zajezdników, parsknął cicho pod nosem. - On już taki zestrachany iż pewnie nic nie warte to jego gadanie ot po prostu cicer cum caule.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... Ostatnio edytowane przez Aigre : 07-31-2008 o 10:07. |
| | |
| | #175 |
![]() | - Póki co starczy - rzekł pan Jan śmiejąc się - szarówka się zaczyna i trza w Białutach być. Sochaczew i karczmę sam wymienił to już trop dla starościńskich jest. Jeszcze pytanie jedno panie Woźny - słyszałeś waszmość o tym Wilmowskim? Gdy Woźny zaprzeczył pan Jan się zdumiał. - Nie może być... taki szermierz to na banitę wygląda skoro musiał się po drogach rozbijać. No może na obwiedzeniu głów się okaże, że inaczej się naprawdę zwał. W tem czasie Cześnik zaczął poprawiać chustę którą niezdarnie owinął ranę na ręce po drodze do wioski. Widząc to pan Jan podszedł - Pozwól Wasze, że się tym zajmę, bo jedną ręką opatrywać się to daremny wysiłek. Szybko zajął się raną. - Doma trzeba będzie poprawić, jak Waszmość będzie mógł ręce dać odpocząć - rzekł po chwili - ale na teraz starczy. Skinął głową na podziękowanie Cześnika - Nie ma za co, żołnierska rzecz. Dziś ja, jutro mnie. Obrócił się do Osipa - Pistolce nabite? Jak tak, to skończ rozdawać i powiąż luzaki w kawalkadę. Na twojej głowie one będą. Resztę broni zepnij rzemieniami tak by nie dzwoniły i na luzaka jakiego daj. Sam podszedł do Myszatego, nałożył misiurkę i karwasze, dosiadł konia. Czekając na resztę, patrzył jak chłopi kładą pobitych i dwóch jeńców na wóz, gdy zobaczył, jak usiłują również włożyć oba konie, zaśmiał się - Nic ino pieczeń hetmańską wasi ludzie dziś na wieczerz mieć będą Panie Cześnik. Ale może by po konie następną razą przyjechali jak już jeńców w komórce jakiej solidnie zamkną? |
| | |
| | #176 |
![]() | - A w gębę chmyzie chcesz ? - zdenerwował sie nie na żarty pan Dobrot słysząc jak zbój wymienia jego nazwisko, na punkcie którego jak każdy Litwin był bardzo wyczulony. - Może jednak piety mu w żar włożę, to zaraz rozum i pamięć mu wrócą. A idzcie waszmościowie, kazałbym pachołkom tego obwiesia obwiesić i tyle - zaśmiał się z własnej gry słów. - Poigraliśmy, poswawolili - zwrócił sie do Sosnowskiego - ale teraz chyba faktycznie nam w drogę czas. - Dzięki Panie Bracie za opatrunek - te słowa z kolei skierował do pana Jana - paskudny to trafunek, że akurat teraz rana taka, ale przynajmniej z pistoletu może zbója jakiegoś Święta Panienka da ubić, ciężarem w każdym razie w boju nie będę. Wgramolił sie na konia. - Bóg był łaskaw nam dziś, mam nadzieje, że i dalej w sprawie po naszej stronie Jego łaskę mieć będziemy, ale Panu Bogu pomoc trzeba czasem rozwagą i żołnierską eksperiencją - uśmiechnął się.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 07-31-2008 o 20:13. |
| | |
| | #177 |
![]() | Pan Sosnowski, rozbawiony sytuacją, zaczął: - Wybacz panie Samuelu, aleć to był najlepszy sposób by naszego jeńca sprawdzić. A rzeknij ty - pan Sosnowski zwrócił się do jeńca - tyś chłop, czy szlachcic? Jeniec popatrzył po wszystkich, spuścił głowę, i rzekł: - Chłop, pane. Alem przy chorągwi służył. - Takem myślał. Bo i gadasz jak chłop. Mości panowie! Uderzmy w konie i do mego dworu jedźmy nim się ściemni całkiem. Jeńca do konia przywiążemy i w piwniczne związanego się zamknie. A chłopi wóz z pobitymi na rano wyszykują bo teraz trza nam z nimi do starosty wracać. Stojący obok pan Kupiński pokiwał głową. - Ano. Wszak dokonano napaści na Ministerialis Regni Generalis. A to nie dym! - słowom woźnego towarzyszyło mrugnięcie okiem - No i trzeba nam clamatio capitis odprawić, ale to się jeszcze z panem Gosiewskim obaczy. Jeno co uczynimy z rannym? Bo widać, że garłacz pana Kupicy popsował co w głowie więcej niźli tylko oko, bo bez przytomności leży a i nogami czasem tańcuje jakby go diabli już do piekła ciągnęli. |
| | |
| | #178 |
![]() | - Zaraz, zaraz Mości Cześniku! A skąd wiesz, że na dwór dziś też nie najadą? Może ci nas mieli zatrzymać, by reszta w spokoju dwór najechała i Panie Kucińskie zchłopione być mogły. Dlatego suponuje by jeńców chłopom do pilnowania dać - pewnie macie kogo w osadzie komu zaufać, że nie pokpi sprawy można, a samemu przyjrzeć się dyskretnie czy wokół dworu ktoś się nie pałęta, zanim do dworu zajedziemy. Może to i zbyteczna ostrożność, ale jako mówią strzeżonego Pan Bóg strzeże. |
| | |
| | #179 |
![]() | - Do karczmy go odwiezć Petra. Niech ich tam opatrzą a pod kluczem trzymają. Po co starościc ma wiedzieć, że jeńców mamy ? Jak do procesu dojdzie to ich zeznania będą jak znalazł. - Racje ma pan Jan, zobaczmy kto wokół dworu sie kręci. Może najezdnikom jak by byli na kark by spaść niespodziewanie, zamętu uczynić, ducha osłabić...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #180 |
![]() | - Do Petra zawieźć i to tak by nikt nie widział ciężko będzie. Zresztą kto zawiezie po nocy? Toż nocą i wozem ze cztery godziny drogi. Przeca nie chłopy, bo ich pierwszy lepszy zatrzyma widząc, że powiązaną i ranną szlachtę - jaka by ona nie była - wiozą. Zresztą chłopy drogi nie znają, to co będą budzić ludzi po drodze i się dopytywać kaj Petra karczma, albo i sama Wola? - Ranny, umrze lub żyć będzie jak mu los pisany - wzruszył pan Jan obojętnie ramionami - przeca nie będziem po nocy do łapserdaka cyrulika z miasta wzywać. |
| | |
| Reklama |
| |