![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #231 |
![]() | Jan przezornie poszedł spać wcześniej od innych i trzeźwy, ale nie spieszył ze wstawaniem. W ostatnich latach zbyt często spał byle gdzie i byle jak, by nie doceniać wygodnego łoża. Dopiero zapach jedzenia pomógł mu podjąć decyzję o otwarciu oczu. W samych hajdawerach wyszedł do studni, gdzie zastał Cześnika z pachołkami przy cebrach. Pozdrowił gospodarza, który chyba jakąś niecnotę miał zamiar uczynić, sądząc po figielkach w oczach. Skorzystał z pomocy pachołka by resztki senności się pozbyć i szybko do izby wrócił co by do śniadania - a po pani Kruczkowskiej nie byle jakiego oczekiwał - się ubrać. Faktycznie na stół trafiły szynki, cipciątką a nawet półgęsek. O serach i jajecznicy nie wspominając. Po dwóch dniach długich jazd głód mu dokuczał potężnie, więc czekając na resztę towarzystwa zajął się drobiem. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #232 |
![]() | Pan Kazimierz nigdy długo nie sypiał, ot kilka godzin gdzie popadło. Dzisiejszej nocy nadwyraz dobrze mu sie społo i to w jakich warunkach? W ciepłym domostwie i pod czysta poscielą. Obudziły go dopiero koguty piejace tuż pod jego oknem. Leniwie otwożył oczy przeciagnał się i przemielił jezykiem w gębie. Wstał z łoża ubrał swoje czerwone sopdnie i przycupnał na ławie przy oknie. Sięgnął na stól, gdzie leżał mały woreczek, a który zawsze nosi na szyji. Otworzył go wyciagajac wystruganą przez siebie fajke. Nabiwszy lekko wilgotnym tytoniem i podpolił. To była pierwsza czynnośc do której zabierał się młody łowczycowicz co dzień od rana. Nawet gwar w sąsiednich izbach oraz zapach gotowanych potraw nie był w stanie go wywabic z zajmowanego pokoju. Raz po raz obserwując co też pan cześnik z resztą towarzystwa i czeladzią na dworcu poczynaja.
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... Ostatnio edytowane przez Rudolf : 10-01-2008 o 17:09. |
| | |
| | #233 |
![]() | Pan Sosnowski wziął swój cebrzyk i wrócił do dworu. Wszedł do świetlicy i zobaczywszy, iż pan Jan i pan Biegański na nogach już są westchnął i rzekł: - Aleć ktorochwilę mi waszmościowie popsuli. No, ale com wody nabrał to i wylać muszę. - co mówiąc postąpił do nadal śpiącego pana Piotra i z rozmachem zlał go dokumentnie. - Larum grają, mości panie! Jajecznica na stół wjeżdża a i nam w drogę czas! - co krzycząc dał dwa kroki w tył śmiejąc się z niezgrabnych ruchów gwałtownie wybudzonego pana Piotra. |
| | |
| | #234 |
![]() | Samuel parsknął śmiechem ujrzawszy zdetonowaną minę pana Piotra. - Ciesz sie waść, zesmy w dworze i lato, bo gdyby w zimie i obozie... No można jak kompanioni krotochwilę chcą urzadzić towarzyszowi co głowę dnia poprzedniego zbytnio trunkiem zaprószył, w końskim korycie sie obudzić. - At słusznie waszmość prawisz mości Cześniku - zwrócił się do Sosnowskiego - tedy bierzmy oręż w garść i nie dajmy ujść temu wrogowi. Ha wiktorie znaczną tu naszą przewiduję ! Po czym zasiadł na ławie i łyżką z cholewy (co ją żołnierskim obyczajem tam nosił) do niszczenia przeciwnika się zabrał. - Tedy waszmościowie co nam dzisiaj czynić wypada ? Bo do Warszawy jechać rzecz pewna, ale pamiętać trzeba , że tu coraz więcej obwiesi się kręci, jako ten szlachcic co wczoraj naszego gospodarza szukał...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #235 |
![]() | - Ano trza nam jechać! Tedy dyspozycje wydam i obaczę czy wszystko gotowe. Za waszmościów pozwoleniem i waszym pacholikom dyspozycje wydam boć to nie ma potrzeby coby każden sam na podwórec wyłaził. - pan Sosnowski, wychodząc, rzucił okiem na ubierającego polski strój pana Piotra. Przez jego twarz przemknął łobuzerski uśmiech. Po chwili z podwórca dobiegło gromkie łajanie służby. - Waszmościowie, jeno pamiętać nam trzeba o księdzu. Bo to rzecz poważna być może. - zagaił pan Kupiński pomiędzy kęsami chleba i jajecznicy. |
| | |
| | #236 |
![]() | Stojąc z boku Kazimierz również nie mół sie powstrzymac do gromkiego śmiechu. Płacząc prawie (ze śmiechu) skierował sie do stołu chcąc usiąśc i zabrac się za delicje jakie zostały podane przez gospodarza. Pech chciał że podczas całego zamieszania potknął sie o noge ławy i sam o mało co nie wyladował na... dzbanie węgrzyna. - Dobrze waśc mówisz panie Dobrot. Przypomina mi się kędy pod Smoleńskiem w obozie staneli. Moskwa przedmieścia spoliła, a nam tedy w ziemiankach i namiotach przyszło zime przebyc. A nie daj Bożę na warcie zmoknąc, abo w fosie w czasie szturmu zaledz, śmierc straszliwa. Tedy panie Piotrze nie gniewaj sie i nie bocz , bo to figiel tylko choc dla osoby mierzonej nie zbyt miły.
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... |
| | |
| | #237 |
![]() | - Księdza mówisz Panie Kupiński. Ano trzeba, ale suponuje co by dopiero na wieczór go zaprosić. Primo, że to nie politycznie Dobrodzieja przyjmować kiedy gospodarz w Warszawie, secundo może coś nam Dominikanie albo co i pewniej Peter doradzą w tej materii. Tutejszy Dobrodziej pewnie i jako my nigdy się z taką sprawą nie zetknął. To rzekłszy, podpiwkiem śniadanie zakończył. Wstał i pas dociskając do Pana Piotra się zwrócił - Wasze z tego dyngusa jedną korzyść wyniósł, że w polskim stroju jechać będziesz. A na taką niepewną pogodę to frymuśne koronki niezdatne. - Wybaczcie Waszmościowie, ale pora broń opatrzyć, choć dziś pewnie spokojnie będzie, bo Starościc musi nowy plan obmyślić i nowych zajezdników sprowadzić - To mówiąc ruszył do drzwi i Osipa zaczął wołać. Osip odkrzyknął się od stajni, gdzie kończył siodłanie koni, gdy po chwili je podprowadził, obaj zabrali się do podsypywania broni i owijania panewek jelitami, bo deszcz na horyzoncie wisiał. Ostatnio edytowane przez Gwena : 10-03-2008 o 16:25. |
| | |
| | #238 |
![]() | Pan Piotr z chmurnym nieco obliczem zasiadł do posiłku, ale podjadłszy rozpogodził się. Pan Sosnowski wrócił do izby i zakrzyknął: - Mości panowie! Komu w drogę temu... kielich wina! - zakończył widząc wchodzącą gospodynię z tacą zastawioną kielichami. Ta kolejno podała puchar każdemu z obecnych, po czym, stwierdziwszy, że pan Jan na zewnątrz jest wyszła z ostatnim kielichem do niego. Pan Sosnowski, ubrawszy się w między czasie do podróży, wyszedł z kielichem w dłoni na ganek. - Mości panowie! Oby święty Paweł miał nas w swej opiece! - po czym opróżnił kielich do sucha. |
| | |
| | #239 |
![]() | Szybko wychyliwszy pucharek pan Kazimierz podpioł szable u pasa i wyszedł na dwór. Rozejrzał sie po nim, zawołał do najbliższego ze sług: - Konia pod brame, ino chyżo. Samemu poszedł w tamtą strone. Wspiął się na parkan, zaczepił czatowego wypytując jak noc minęła, samemu spoglądając na przedpole. - Ani żywej duszy - pwiedział do siebie. Po chwili czeladny podprowadził konia Pana Biegańskiego. Ten skoczył do nich, sprawdzając czy, aby wszystko na swoim jest miejscu. Jednym ruchem znalazł sie w siodle. - Otwieraj - rzucił do strażnika bedacego przy bramie - powiedz panu Cześnikowi, że przodem skoczyłem! Kazimierz przycioł konia i ruszył ostro naprzód
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... |
| | |
| | #240 |
![]() | Pan Sosnowski sprawdził konia i już miał siadać, gdy przypomniawszy coś sobie, na chwilę do świetlicy wrócił. Wyszedłszły zoczył, jak pan Biegański w konia uderza i przez bramę w skok rusza. - A temu gdzie tak śpieszno? - rzucił za wyjeżdżającym, po czym podszedł do konia by przypiąć osobliwej konstrukcji czekanik - ze stali cały wykonany, bez nijakich zdobień czy kamieni, bardziej przypominjący młot rycerski, jaki jeszcze czasem można najść w jakiej starej zbrojowni, niźli czekanik używany przez szlachtę. Dosiadł konia i obejrzawszy się na pozostałych, a widząc, że ci już gotowi, dał ręką znak do wyjazdu. Tymoteusz pozdrowił ruchem ręki wyjeżdżających i powrócił doglądać dwu chłopów jakoweś osobliwe konstrukcje przy parkanie stawiających. |
| | |
| Reklama |
| |