![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #241 |
![]() | Pan Jan jak zwykle na początku podróży Myszatego dosiadł, jako, że ten wypoczęty narowistym się stawał i na arkanie iść nie chciał. Konie dobrze widać wypoczęły w stajni i owsa sporo dostały, bo bez ociągania się w drogę ruszyły, choć wczora prawie dziewięć mil przebiegły. Myszaty jak miał w porannym zwyczaju do galopu się spinał, ale Pan Jan póki na gościniec nie wyjechali z grzeczności dla gospodarza go wstrzymywał. Gdy wieś minęli i między łąki wjechali podjechał do Cześnika - Konia zmęczyć nieco muszę, by głupie myśli mu ze łba wybić, tako nim do Białutek dojedziemy pozwólcie, że Waszmości ostawię. Gdy Cześnik zgodę wyraził, pan Jan ruszył po łąkach co raz to chód zmieniając, a nawet szable wyciągnął i kilka krzaków mimo ich w cwale przejeżdżając pociął. Gdy do wioski dojechali, gdzie ich chłopy z wozem z pobitymi już czekali, na luzaka się przesiadł, a spokojnego już Myszatego na arkan dał Osipowi do prowadzenia. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #242 |
![]() | Pan Sosnowski na wóz spojrzał i rzekł: - Okryjcie lepiej trupy jakim płótnem, czy choć słomą. Ludzi będziem straszyć wioząc tak pobitych jako wieprze po szlachtowaniu. - chłopi wraz donieśli więcej siana i całość poprzykrywali jeszcze płótnem starym. - A z rannym co? Pomarł? - chłopi przytaknęli - Tedy i kłopotu mniej z wieszaniem. - zawyrokował pan Sosnowski. Ruszyliście. A jako, że wóz wołami był ciągnięty to i wlekliście się noga za nogą. Co i raz mijali was podróżni z zaciekawieniem oglądający się za iście oryginalnym konduktem: kilku szlachciców ubranych jak na wojnę w eskorcie ma chłopów prowadzących wóz wyładowany przykrytym płotnem sianem. - Waszmościowie, karawana nasza pewnie długo jeszcze po karczmach będzie za temat opowieści służyła. - rzucił pan Kupiński widząc jak kolejny szlachcic zatrzymał się w podróży by ich przepuścić, a przy okazji dokładnie obejrzeć. Ruszyliście bladym świtem niemal i minęło ze trzy godziny nim się do karczmy Petra dowlekliście. Ten powitał was w bramie. - Powitać waszmościów w moich skromnych progach. A cuże to, mości Sosnowski, wieziecie? - Petr zauważył wóz. - Ano trafiło nam się zawalidrogów kilku. Starościca ludzi. Tedy żeśmy ich wzięli, a, że po dobroci sami jechac nie chcieli, to i pod sianem na wozie jadą. - A. Tedy nie zatrzymacie się, waszmościowie? Pozwólcie choć po kielichu wina, nim dalej ruszycie. - wraz się zakrzątnął i z karczmy wyszła jego żona z kielichami dla wszystkich. Chłopom podał dzban piwa. - Mości Jeremi, za waszmości pozwoleniem, ja przodem skoczę by starostę o wszystkim uprzedzić. - pan Kupiński postanowił widać, że czas sprawy podgonić. - A słusznie, mościa panie. Tedy ruszaj. - przytaknął pan Sosnowski. Po chwili zsiadł z konia i zajrzał pod płótno by sprawdzić jak się ma wzięty jeniec. Ten jeno oczami łypał związany, że ino dychać mógł. Ostatnio edytowane przez johnkelly : 10-06-2008 o 12:22. |
| | |
| | #243 |
![]() | Śmierć rannego nie zdziwiła Pana Jana, może jakby całą noc przy nim spędził o oddech dbając by przeżył, ale to nie towarzysz ino zbój był, więc lepiej się wyspać było. Zwłaszcza, że i tak pewnikiem nic cennego nie wiedział. Droga nudna była, wlekli się noga za nogą, aż Myszaty znów brykać zaczął, więc chcąc nie chcąc konia zmienić musiał i parę pacierzy pogalopować, nim go na arkan z powrotem oddał. Gdy Pan Sosnowski od karczmy - w której całkiem zacne wino kozak podał - chciał odjechać Pan Jan się wtrącił - Poczekajcie jeszcze Mości Cześniku. Z Peterem trza słowo zamienić, może coś o diabelskich sztuczkach słyszał. W kilku słowach opisał Kozakowi sprawę, ten zasępił się, głową pokiwał i bezradnie ręce rozłożył. Żadnego dida od dawna nie spotkał, jeno zielarkę z Mariewa znał, co uroki odczyniać ponoć umiała, a i o kampinoskim dziadzie słyszał, ale sprzeczne i niedokładne bajędy. Pan Jan widocznie rozczarowany westchnął - Może coś sobie Peterze jeszcze przypomnisz kiedy wracać będziemy - i na konia wskoczył do kawalkady dołączając. |
| | |
| | #244 |
![]() | Obskoczył szybko okolicę, wszelkie mostki i przeprawy i insze miejsca, w których łotrzyk mógłby się zaczaic, lecz nie znając drogi jaką bedzie się kierowac 'wyprawa na warszawę' nie wypuścił się zbyt daleko tym bardziej, iż sam nie znał okolicy. Cała droga do karczmy panu Kazimierzowi tak minęła. Krążył w pewnej odległości od podróżujących jako księżyc wokól ziemi. Lawirując to z lewa czy prawa karawany abo z goła na przedzie z drożył juz konia pan Kazimierz, zaczał rozglądc sie za jekimś odpoczynkiem. Wówczas obaczył jak cały korowód zajezdza pod karcznę . To był znak, ze należy wracac do kompanii dac dychnąc zwierzęciu i przepłukac gardło. Kierując sie w strone karczmy, Kazimierz minał Pana Kupińskiego, którego nie omieszkał pozdrowic, po chwili zatrzymał się przy karczmie. - Mości Sosnowski wybaczcie, że tak bez porozumienia z waszecią opuściłem was ,ale stare nawyki żołnierskie jescze się odzywają. A chodziło o to , że najlepszą okazję na zasadzkę stracił starościc . Widac że żółtodziób na wojaczce się nie znający. Gdyż nikt się jej nie spodziewał po wczorajszej utarczce. Ciągnął dalej. - Myślę, mości Cześniku, że droga do Warszawy spokojną już byc powinna i niczego obawiac się nie powinniśmy. Gdzie słońce w zenicie i ludzi kupa na trakcie, żaden zawalidroga nosa nie wytknie. - Oddychniem chwile i możemy ruszac dalej. Zwracając się do chłopca: - Trzymaj - podając mu wodze - przy siodle znajdziesz trocze obroku, daj mu ze dwie garście, a wody ino kilka łyków co by mi w dalszej drodze kolki nie dostał. - A gdzież to pan Tomasz sie udał, jadac tu w drodze gom mijał? rzucił luźno pan Biegański.
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... Ostatnio edytowane przez Rudolf : 10-06-2008 o 14:44. |
| | |
| | #245 |
![]() | - Do starosty ruszył by uprzedzić o naszym przybyciu i sprawach jakie nas do Warszawy wiodą. - odrzekł pan Sosnowski czekając, aż pan Jan z rozhoworów z Petrem powróci. - A coście, panie Janie, Petra rozpytywali? - zagaił ruszając by wóz doścignąć. Ten na bok zjechał by jaką kolasę szlachecką przepuścić. Siedzący na koźle szlachcic pozdrowił pana Jeremiego. - Powitać, waszą milość! Powitać! Ja ze sprawą do waszej miłości! Wasza miłość sprawę rozsądzić może! Na sąd polubowny się zdaję i waszej miłości w sprawach rozeznanie! Pan Sosnowski westchnął i do kolasy podjechał: - Mości Kromnowski! Czołem waszmości! A więc finito widać w waszmości sporze ze Śladowskimi? Honor to dla mnie, że waszmość mnie wskazujesz. Tedy zapraszam waszą miłość do swego dworu dla spraw omówienia. Jeno pojutrze bom ja teraz w podróży do Warszawy. A i pilno mi sprawy warszawskie pokończyć. Aleć zapraszam! A kto byłby drugim waszmości plenipotentem w sądzie? - Jacek Kwieciński ze Zborowa. - A zacna to persona. - odrzekł pan Jeremi - A czy termina w tej sprawie już jakie stanęły? - Nie jeszcze, boć to najpierw strony zebrać się muszą i termin naznaczyć. - A jużci, masz, wasza miłość, rację. Tedy termin naznaczymy i sprawę wraz i jak najlepiej rozpatrzymy. Jeno wybacz teraz, wasza mość, że zostawiam. Zbóje nas, jak tu jedziemy, opadli na drodze. Aleśmy ich srodze pocieli. Aleć i zajazdu się obawiam. Waszmość pomnisz sprawę mej krewnej? - A jużci, że pomnę. Tedy nie zatrzymuję waszmości. A jeśli co pomóc będę mógł to daj, mości Jeremi, znać przez umyślnego. - pan Kromnowski zakończył. Pan Sosnowski konia zaciął i wraz towarzyszy swych dogonił. |
| | |
| | #246 |
![]() | Pan Kazimierz nie czekawszy końca rozmowy pana Sosnowskiego z napotkanym szlachcicem, ruszył w kierunku wolno toczącego sie zaprzęgu. Dłuższą chwile jadac za nim, aż na jakiejs głębszej dziurze płachta osunowszy się, ukazała jego oczą ciało związanego człeka. Nie wiedząc co o tym myślec szybko dogonił jadących w milczeniu przodem panów Samuela i Jana. - Mości panowie , a cóż my wieziemy za skowroneczki na tym wozie?powiązanych jakoby wieprze na postrąku...Czy dobrze myśłę to oni waszeci szabelka po ręce machneli? - kierując wzrok na pana Samuela.
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... Ostatnio edytowane przez Rudolf : 10-07-2008 o 20:18. Powód: mała nieścisłosc |
| | |
| | #247 |
![]() | Pan Samuel cokolwiek brzydko popatrzył na pytającego. Raz, że rana właśnie zaczęła go boleć, pewnikiem wskutek jazdy konnej, dwa że nijak mu było teraz łuku użyć, a lubił się swoją sprawnością w używaniu tego oręża popisać. No i wstyd mu nieco było, że jego, żołnierza, co i podstarościch krajał, taki chmyz zaciął. Odpowiedział jednak uprzejmie. - Tym co mnie waszmość machnęli to już i pęta niepotrzebne, bo i uciekać nigdzie nie będą i nawet waszeć byś z nimi nie pogadał. Bo przecie ten co szablą przez łeb zebrał milczy już jako ta trusia. - Ale masz waszeć rację, to owi bratiaszkowie co nocą po traktach ludzi zaczepiają i pewnie na żołdzie naszego przeciwnika, bo w sile byli i nie lada jako uzbrojeni. - Ale popędzajmy konie bo mnie ręka skubie, trza by na ranę miodu wypić, by gorączka się nie wdała, albo i lepiej okowity z prochem, a droga jeszcze przed nami spora...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #248 |
![]() | Pan Samuel ruszył przodem, a Kazimierz ostał sie w tyle zagladając do sakw uwiązanych do kulbaki. Zatrzymał sie przy rozłożystym dębie, nie mogac znaleśc szukanej rzeczy. Zsiadł z konia i dokładnie przeszukał swoje rzeczy. - Gdzieżem ja to włożył... powiedział do siebie. Poszukiwania trwały kilka minut. Następnie ruszył z kopyta i napowrót podjechał do pana Samuela. - A kto waści ranę opatrywał? I czy bodaj dobrze to zrobił? Tak myślę, panie bracie, że ręka rwac boleśnie musi. Ja 'mało biegły' w tych sprawach, ale jedno wiem i sam na własnej skórze doświadczywszy, to pomóc powinno. Verbum nobile daje.- to rzekłszy, podał mieszek z mazią. - Wówczas posmaruj waśc cięcie zaraz, a porzadnie wówczas gorączka i ból minie. A już ci napewno grymas na licu. To powiedziawszy chwycił za bukłak dawszy go kompanom, bz ulżyc sobie w podróży, a następnie sam pociągnął kilka łyków.
__________________ ...ciało masz nikczemne, ale dusze wielką... |
| | |
| | #249 |
![]() | Pan Samuel wdzięczniej spojrzał na pana Kazimierza - Gdy kto ze szczerego serca daje, kiep tylko odmawia.Dziękuję waszmości, ale obiecywać nie będę że się chcę tym samym odwdzięczyć, bo zle waszeci nie życzę. Powąchał nieco bojazliwie ale przyjął chętnie i zaraz konia zatrzymał, by reke pod szmatą natrzeć. Dogonił tez zaraz towarzyszy i oddał mazidło. - Ulgę przynosi to waści mogę powiedzieć i już, bo i lekko jakby rękę schłodziło i lepiej nią ruszać nawet. Wypił z podanego bukłaczka i zaraz zwrócił z podziękowaniem. - Zacny trunek. Mam i ja u siebie przy siodle co nieco na drogę, ale to brantówka na chłody i słoty lepsza niż na ten piekielny upał. - Wleczemy się jak Żydzi na podatek z tym wozem, ale cóż robić ? ![]()
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #250 |
![]() | - Panie Samuelu - nie słyszę lamentów, więc porównanie nas do Żydów płacących podatek nie trafne. Ale to i prawda, że droga dziś jak kondukt się wlecze. Honor to zbędny dla tych zbójów, że tak zacna szlachta im w ostatniej drodze towarzyszy. - Na szczęście jeno godzina jeszcze tej mitręgi - rzekł wyraźnie zdegustowany pan Jan. Po czem wygodnie się na siodle rozparł, wodze na kulbakę założył i w lekką drzemkę zapadł, pozwalając koniowi prowadzić. Widząc to Osip wysunął się do przodu, tak by prowadzony na arkanie Myszaty wyprzedzał o pół kroku konia dosiadanego przez szlachcica, wiedząc, że podjezdek zwyczajny swego miejsca w kawalkadzie za Myszatym równo pójdzie. |
| | |
| Reklama |
| |