![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | - Mościa panie, o dowodzenie na miejscu się nie frasuj bo na dwór baczenie zawsze daję swemu pocztowemu dawnemu, Tymoteuszowi. On to dwór mój w małe fortalicjum zamienił. A dworu to i moja gospodyni samowtór bronić może, boć to falkonecika na nią trzeba by było. - pan Sosnowski uśmiechnął się. - Jednako krotochwila waszmości piękną mi się zdaje. A i za karmazyna jakiego mnie wezmą bo kto by nie popatrzał to uznać będzie musiał, żem bogaty nad podziw, skoro konie godne chorągwi pancernej do noszenia kijów chłopom daję. - Zaśmiał się, po czym spoważniawszy kontynuował. - Rzecz jeno taka, że może byśmy wieczorem ruszyli. W karczmie jakiej staniemy, cichaczem hajduków odeślemy, sami cichaczem ruszymy dalej nocą, a szpiegi wraz będą przekonane, iż my na popas staneli i, że noc całą na wyszykowanie mają. A my chyc i rankiem już w Warszawie będziemy, sprawy do południa zrobim, po czym w porze obiadu wrócimy. Co waszmościowie na to? |
| | |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | - Jak Waszmość sądzisz - taka napaść za dnia się raczej nie odbędzie, bo starościc ani jego kompanioni twarzy ukazać nie będą chcieli, żeby nikt przeciw nim nie świadczył. Tak więc ściągną w okolicę z godzinę po zmroku najwcześniej. Zgodzisz się Panie Cześniku? - Możliwym to jest, aleć myślę, że ruszą na dwór wtedy tylko, gdy będą wiedzieć gdzie i na jak długo ruszyliśmy. Jak nas na traktach warszawskich wypatrzą biesiadujących to i wraz dojdą, iż za dwa dni wrócimy - odrzekł Cześnik - Szpieg musi mieć czas dać znać, że dwór nie broniony należycie, dlatego przed południem wyjedźmy, do wieczora się zorganizują. Nie będą szukać po traktach jak nas zgubią, za wiele dróg jest do Warszawy by wszystkie obsadzić mogli - to nie starościcowy teren, za wielu ludzi mieć nie może. Jak wyjedziemy stosunkowo późno - ot o dziesiątej czy jedenastej godzinie w kierunku Warszawy to i tak dojdą do wniosku, że nie wrócimy na noc. Ustawią co najwyżej kilkoro oczu na traktach co by wypatrywać naszego powrotu, nasza w tym głowa by je ominąć. I najlepiej czekać w krzach, aż dworu nie opadną, wówczas od tyłu ich uderzyć, co by nie uciekli, a zwłaszcza starościc. Jakbyśmy wszyscy w dworze byli to zorientowawszy się, że nas dużo, zwiać by mogli. |
| | |
| | #63 |
![]() | - Niech i tak będzie jako prawisz, mości Kapica. Tedy wraz szykujmy się do drogi a ja pójdę dopilnować pism. - pan Sosnowski wstał i zniknął na pięterku. Do sali wszedł hajduk, Tymoteusz: - Mościa panowie, z polecenia pana mego mam dopilnować by waszmościom ni prochu, ni kul nie brakowało. Tedy przyniosłem coby wasze miłoście mogli broń opatrzeć. - Położył na w między czasie opróżnionym stole sakwę z prochem, drugą z kulami, skałki, lonty i narzędzia do robienia kul. |
| | |
| | #64 |
![]() | - A tędy ty dowodzić tu będziesz. To i mam prośbę, co by po pierwszej palbie - jeśli dojdzie do walki - strzelać tylko do rozpoznanych napastników. Skoro będziemy ich z tyłu atakować, wasze kule nas mogą razić. Może więcej siekańców niż lanych używajcie - nie niosą tak daleko, póki nie zorientujecie się gdzie jesteśmy, wówczas z powrotem kulami. Powinniśmy być tu nie później niż w pięć zdrowasiek od palby. Może jakieś siano ustawić na przedpolu i podpalić strzałami co byście mogli swoich rozpoznać? Sam pan Jan po proch oferowany nie sięgnął, jako, że własnych zapasów miał więcej niż dość. A i proch każdy nieco inaczej niósł więc wolał znany używać. Ostatnio edytowane przez Gwena : 06-11-2008 o 09:58. |
| | |
| | #65 |
![]() | Piotr usiadł na ławie obok swojego sługi i spokojnie bez pośpiechu zaczął sprawdzać ekwipunek. Dokładnie przejrzeli posiadaną broń krok po kroku, od czasu do czasu wymieniając tylko uwagi na temat prochu lub celności broni palnej. Józef tylko co chwila przewracał oczami kiedy van Hager kaleczył język polski. - Ech mieć tak z jedną chociaż armatę tutaj- rozmarzył się Piotr z szelmowskim uśmiechem na ustach - i nikt by nawet jak sądzę nie próbował złego słowa powiedzieć w promieniu strzału. Po czym wyjął rapier, przejechał palcem po ostrzu, zwinnie kilka razy przerzucił z ręki do ręki.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| | #66 |
![]() | - Waszmościowie dobrze prawicie, nic dodać, nic ująć. Mości Tymoteuszu rzeknijcie jeno jak poznać imć pana starościca - uśmiechnął się wrednie. W końcu jeden starosta więcej, jeden mniej... Pisma, pismami, a rzecz jak zwykle w Rzeczypospolitej szabla rozstrzygnie.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 06-12-2008 o 12:19. |
| | |
| | #67 |
![]() | - Tak, wasza miłość, ja obroną będę dowodził do przybycia waszych miłości. A pan Sosnowski powiedział, że jak przyjedziecie to strzałę ognistą wypuści pionowo nad drzewami coby znać dać, że jesteście. Podpalanie siana nie widzi mi się, wasza miłość. Sucho to i jeszcze wszyscy zgorzejemy od tego. Jeno, wasze miłoście, razem się trzymajcie bo to w walce nijak rozpoznać nie idzie kto swój, a kto wróg. Pan Sosnowski zszedł z pięterka pakując do przewieszonej przez ramię sakwy papiery. - Tedy, waszmościowie, pisma gotowe. Możemy ruszać. Jeno swój ekwipunek wezmę a i dyspozycje wydam coby fortel nasz wypalił w twarz psubratom! Tymoteusz, ty wiesz co czynić! Obcych nie puszczaj, a jak natarczywi będą z cieszynki ich! My wraz ruszamy, ale pierwej hajducy cichaczem wrócą, a my po zmroku. Jeno bacz byś do nas nie strzelał jeśliby się tu co dziać poczęło. Józwa! Krócice opatrzyłeś? - pan Sosnowski przypasał prostą husarkę w czarnej pochwie, przez ramię przewiesił sajdak z łukiem i kołczan ze strzałami, na koniec do ręki wziął stalowy czekan. Gospodyni podała mu (jak i każdemu z obecnych) kielich. - No to ruszajmy w imię Boże! Coby sprawiedliwości stało się zadość! - jednych haustem opróżnił kielich i rozbił go o podłogę. |
| | |
| | #68 |
![]() | Panem Janem aż szarpnęło - Mamy strzałę ognistą wysłać, że w zasadzce zapadliśmy? Może jeszcze dzwon z kościoła pożyczyć i dzwonnika nająć! Chybaś Tymoteuszu pana Cześnika nie zrozumiał dobrze. A jak nie chcecie siana podpalić to módlcie się by jasna noc była. Pan Jan złapał oddech, uspokoił się, cześnik pewnie w ciężkiej chorągwi był, to i o zasadzkach, podstępach pojęcia nie miał. Cóż Cześnik dowodzi, a jak się z nim spierać zacznie to pół dnia zejdzie. Widząc go wchodzącego zamilkł na czas. Z rąk gospodyni przyjął kielich - swoją drogą wygląda na to, że ona tak naprawdę przejmie tu dowodzenie, bo ikry chyba z doświadczenia pochodzącej w niej więcej niż w Cześniku i Tymoteuszu razem, to i okazji do bitki nie przepuści. Po toaście rozbił kieliszek jak i inni, choć żal mu szkła było, ale jeśli ma to powodzenie wyprawie zapewnić to i trudno, trzeba. Nie minęła od toastu zdrowaśka, gdy był już w siodle. |
| | |
| | #69 |
![]() | - A jużci, że strzałę ognistą, mości Kapica. - zaczął pan Sosnowski - Nawet jeśli zajezdnicy strzałę w tumulcie dostrzegą i za nasz sygnał wezmą, to się nie zorganizują do obrony bo my im wraz na plecy wsiądziemy. A Tymoteusz znać będzie skąd idziemy i baczenie będzie miał by nas ołowiem z koni nie pościągać. - pan Sosnowski wziął sakwę z listami hetmańskimi, zważył ją w dłoni i po zastanowieniu odpiął pas kolczy z szablą, założył sakwę obok tej z pismami pani Kucińskiej. Po czym powtórnie pas założył ale w taki sposób by ten obejmował również paski obu sakw. - No. Coby gdzie po drodze nie zostały na jakiej gałęzi. Mości panowie! Na koń! - wyszedł i wskoczył na swego konia a widząc, że pan Kapica to samo już uczynił rzekł. - W drogę! - jadący skonstatowali, iż każdy z nich ma przy siodle niewielki tobołek. |
| | |
| | #70 |
![]() | - Strzała być może, a nawet kilka lepiej. Nasza siła nie w liczbie, ale w tym by nieprzyjaciela do konfuzji doprowadzić. Dlatego im więcej zamieszania tym lepiej. Toż to nie chorągiew komputowa na dwór nastąpi, ale jurgielitnicy, za marny grosz najęci. Nie będzie tam ni dyscypliny, ni posłuchu dla rozkazów. Radzę wziąć pistoletów po kilka , by salwa okazalsza była i napastnik myślał, że nas więcej. - Ale waszmościowie nie to nie daje mi spokoju.Myślę, i wyrozumieć nie mogę jednej rzeczy. Dlaczego szpieg listy ważne wiozący w awanturę sie wdaje ? Co mu po powieszonym pachołku ? Szpieg powinien cichcem pomykać. I jedno mi tylko do głowy przychodzi. Że ów ptaszek chciał by ktoś te listy znalazł. Albo przepytajmy pachołka od czego rzecz sie zaczęła. Bo rzecz dziwnie się ułożyła i gdyby nie ta awantura nigdy byśmy na tego posłańca uwagi nie zwrócili...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| Reklama |
| |