![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #181 |
![]() | Podniosłem się z łoża, przyzwyczajenia pochwę z szablą biorąc do ręki, i ino w koszuli i pludrach otworzyłem drzwi. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #182 |
![]() | - Panu Kiszczowi spieszno się z wami zobaczyć- rzuciła krótko postać stojąca na korytarzu. Był to starzec. Stał zgarbiony, mocno przechylony już przez płynący czas jak niekiedy bywają przechylone drzewa stojące samotnie w polu, które jeszcze stoją, ale już wiedzą w którą stronę przyjdzie im zmierzać- do ziemi. Głowa jego pokryta w całości siwizną, tak białą że w półmroku korytarza wydawała bić od niej łuna, niemal blask. Długie, równie mlecznobiałe, sięgające niemal do bogato zdobionego pasa wąsy nadawały temu starcowi jakiś niesamowity mir wielkiej powagi i dostojeństwa. Rzekłbyś, że to jaki przodek wrócił z krain umarłych, i teraz stoi wśród żywych i spogląda na ciebie, jakby oceniając czyś godzien nazywać się jego synem. Mimo starczej postawy, zniszczonej długim już zapewne życiem twarzy przeoranej bruzdami i niezliczonymi zmarszczkami, oczy błyszczały dziwnym młodzieńczym blaskiem. -Ubierzcie się szybko- dodał po chwili. Ostatnio edytowane przez Pan Starosta : 06-21-2008 o 14:43. |
| | |
| | #184 |
![]() | Zeszli na dół. Indyie były o tej porze zupełnie puste, nie licząc kilku śpiących za stołami szlachciców i krzątającego się po całej sali karczmarza. Pan Kiszcz siedział przy stole od ścianą, naprzeciw niego siedział jakiś człowiek którego pan Jacek widział tutaj już wczoraj. Popijali piwo, a Kiszcz tłumaczył coś rozmówcy. - A dzień dobry waści- przerwał rozmowę dostrzegając pana Jacka- jako się spało?- dodał. |
| | |
| | #186 |
![]() | Istotnie spotkał się pan Jacek z Kiszczem, ale co daley z tego wynikło tego się nie dowiemy, gdyż w tym miejscu rękopis pamiętników pana Jacka Małachowskiego urywa się, pozostawiając tę historyią bez zakończenia. Możemy tylko przypuszczać jak potoczyły się jego dalsze losy... Ostatnio edytowane przez Pan Starosta : 06-22-2008 o 16:03. |
| | |
| | #189 |
![]() | - Prawda, prawda- odparł pan Klemens rozglądając się naokoło. Dzisiaj chyba jarmark na rynku, bo ludzi więcej niż zwyczajnie- dodał- może i bym sobie jakiego konia upatrzył, bo ten- poklepał wierzchowca po karku- juże mi tak wymarniał, że ledwo łazi... Słuchał pan Błażej tej opowieści o koniu jak śpiący słucha mszy w kościele, gdy nagle z zamyślenia wyrwał go widok dwóch wozów wjeżdżających właśnie na rynek. Które mimo że załadowane były różnymi towarami i częściowo zakryte płótnem dla ochrony przed siąpiącym deszczem to przypominały do złudzenia chyżneńskie wozy na zboże...te same które kilka dni temu przepadły w drodze do Krakowa. |
| | |
| | #190 |
![]() | Szabli dobywać chciałem na widok kolas na targ wyeżdżayących. Boska Ręka mię iednak powstrzymać musiała (wszakże podług woli własnej to bez zastanowienia na pachołków przy wozach rzuciłbym się), ergo jeno ku panu Pawłowi konia skierowałem. Przyjacielu. czyż nie są to wozy, którem był wysłał ze zbożem do Krakowa? |
| | |
| Reklama |
| |