![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | Echa kroków oddziału ledwie zaszyły się w kątach, ale nie byłaby sobą, gdyby nie pomyślała: "Ulga synchroniczna - pary mieszane... drugiego stopnia. Mistrzostwo układu mamy w garści." Garrem z całą pewnością doceniłby ich talent i nagrodził go odpowiednio, gdyby nie to, że najwyraźniej skupił się straszliwie, zogniskował całe swoje jestestwo na pilnowaniu jego istnienia. W jego małym, intymnym wszechświecie na nic więcej nie mogło być miejsca. Z całą pewnością nie na śmiech. Wiele by dała, żeby już nigdy tego nie doświadczył. Niestety... "Odpowiadaj przede wszystkim za tych którzy są najbliżej ciebie." Na chwilę, przy której bicie serca odmierzałoby wieki, zapiekły ją oczy. Irracjonalnie, idiotycznie. Gorąco. Jeszcze w cieniu długich rzęs zobaczyła, jak Darnok ruszył do skamieniałego Bothanina. "Gdybyś rzeczywiście był taki prosty, jak się wydajesz, byłoby o niebo - no tak - prościej. Tylko skąd ja mam wiedzieć..." To ona powinna była podejść, dotknąć, rozproszyć... Ona powinna była zrobić to, do czego Zabrak zdąrzył zaprząc Moc. Zrobić zwyczajnie, przyjacielsko, może trochę kulawo, ale szczerze i prosto. To... bolało? Uwierało gdzieś głęboko. Dyskretnie. "Zrobił to szybciej, pewniej i sprawniej... Przywraca rzeczywistości, kiedy od chwili może zależeć nasze życie... Zasłużył na coś lepszego niż ostre spojrzenie..." Wciąż oparta o drzwi, znów przymknęła oczy. Ostatnio edytowane przez Betterman : 08-26-2008 o 21:59. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | Szok. Tego uczucia bothanin nie przewidywał podczas pracy w Świątyni. Ani też tego, że wraz z dwoma Jedi będzie uciekał przed kolumną klonów. Chciałby po raz pierwszy przestać udawać tchórza i stać na równych nogach, oczekiwać na śmierć czy życie. Błąd - on po śmierci "nie jednoczył się z Mocą". Po chaotycznych myślach, Garrem powoli się uspokajał i starał zebrać do dalszego funkcjonowania. Trudne było natomiast opanowanie tego wszechogarniającego paraliżu. Po chwili ujrzał tego Zabraka z wyciągniętą w jego kierunku ręką. Nienaturalnie spokojny. Wręcz stereotypowe wyobrażenie o Jedi - obrońcach galaktyki. Pomaga słabszym i potrzebującym... co za dyshonor. Ale są też dobre strony - wciąż był żywy. Chwycił Jedi za rękę i spróbował wstać, co średnio mu się udało; - Dobrze, ja mogę już iść - stwierdził. Lecz nogi ugięły się pod nim i musiał chwycić się za blat stołu. Dopiero po chwili był w stanie postawić w miarę stabilne kroki. W całej swojej historii nie przypominał sobie, aby przeżywał podobną "historię". Ruszył w stronę wyjścia, oczywiście przepuszczając Jedi pierwszych.
__________________ Kontakt GG: 9204588 Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć. |
| | |
| | #63 |
![]() | "Śpią? Gdzież ich opiekun?" Nie zwlekając podszedł do najbliższego posłania, wysyłając jednocześnie lekki sygnał mocy, który powinien zostać poczuty przez śpiących, młodych adeptów. Odkrył koc i zobaczył wpatrzone w siebie małe ze snu i ufne oczy dziewczynki. - Pobudka. - powiedział cicho. - Musimy jak najszybciej stąd wyjść. Ubierz się i pomóż mi obudzić innych. Młodziki niechętnie otwierały oczy i jeszcze lekko nieprzytomne patrzyły ze zdziwieniem na Haena, który chodził od łóżka do łóżka i wyciągał z nich śpiące jeszcze przed chwilą dzieci. "Nawet dość sprawnie poszło." stwierdził zadowolony, widząc wszystkich już ubranych po 5 minutach. - Czy już wszyscy? Sprawdźcie łóżka. Musimy jak najszybciej opuścić świątynię. Jeśli nikogo nie brakuje, chodźcie za mną. - stwierdził spokojnym tonem i wyjrzał na korytarz. - Którędy najbliżej do zejścia na dół? - spojrzał pytająco po grupie. "Na pewno ten rejon świątyni znają lepiej ode mnie." |
| | |
| | #64 |
![]() | "A mogłem być w jakimś przytulnym, spokojnym miejscu. Ma przykład po środku bitwy z zdechniętymi tarczami i hordą Sępów na ogonie. Ale nie, zachciało mi się kasy to tych porąbanych kuglarzy, zapisać sobie, nigdy ale to nigdy nie brać więcej od nich zleceń." Niemożność określenia zagrożenia, baaa, nawet miejsca pobytu działało człowiekowi na nerwy. Kręcenie się po labiryncie świątyni z ciągłymi odgłosami walk w tle potrafiło szarpać struny Jamesa. Chciał już wreście trafić na coś, cokolwiek. Nawet gdyby to coś było uzbrojonymi po zęby komandosami z mordem w oczach i drgającymi palcami na spustach. Wiadome zagrożenie i określony przeciwnik jest lepszy od przytłaczającej niewiedzy. Nareście wszystko wskazywało na to że prośby człowieka zostaną spełnione, tym razem odgłosy walki były bardzo wyraźne i co najlepsze, choć to zależy od punktu widzenia, bardzo blisko. Bennet zwolnił kroku i przylgnął do ściany, powoli by nie wydawać zbytnio odgłosów kucnął przy rogu. Z przyzwyczajenia spojrzał na wskaźnik naładowania broni, był pełen bo i nie miał kiedy się wyczerpać, jednak starych nawyków nie można się pozbyć. Mężczyzna doskonale wiedział że narządy wzroku sporej ilości ras znacznie szybciej reagują na ruch niż na cokolwiek innego. Tak więc możliwie jak najwolniej wysunął część głowy poza krawędź w sam raz by jedno oko mogło ocenić sytuację. |
| | |
| | #65 |
![]() | Dziewczynka o długich rozczochranych blond włosach jęknęła sennie, gdy Haen próbował ja wybudzać, wyraźnie nie wiedząc nic co sie wokół niej dzieje. - Pobudka. - powiedział padawan. - Musimy jak najszybciej stąd wyjść. Ubierz się i pomóż mi obudzić innych. -Jeszcze 10 minut- wymamrotała nieprzytomnie dziewczynka, przymykając oczy, by usnąć - Mistrz Qennilin wymęczył nas dzisiaj na fechtunku- ostatnie słowa korun już wywnioskował z kilku dźwięków, gdyż były zbyt niewyraźne by je zrozumieć. Dopiero za drugim razem zdołał wybudzić ja na tyle by wstała z łóżka. Zadała nawet dosć przytomnie pytanie: "-Co się dzieje?". Potem jednak zaczęła pomagać budzeniu swoich rówieśników, choć nadal jej ruchy były dość wolne. -Wstawaj Gleeen- powiedziała ziewając przy jednym łóżek potrząsając czyjeś ramie -Coooo? Jeszce za wcześniej- odpowiedział głos jeszcze bardziej sennie -No wstawaj, dowiesz się jak wstaniesz Inni młodziki wcale nie przyjmowali tej pobudki bardziej entuzjastycznie. każdego właściwie trzeba było pilnować czy z powrotem nie zasypiał. ci co już byli na nogach wycierali oczy i chwiejnie sie ubierali. W końcu wszyscy młodziki stali przed padawanem, nadal nie do końca wiedząc co sie dzieje, ale zbyt zmęczeni by zadać sobie trud spytania się o to, a tym bardziej złościć sie za przerwany sen. Klan najwyraźniej liczył 7 młodzików: dziewczyna, którą zbudził pierwszą, jeszcze jedna chyba nieco młodsza tulącą sie mocno do niej, trzech chłopców, a także Zabrak i młoda Twi'lek - Czy już wszyscy? Sprawdźcie łóżka. Musimy jak najszybciej opuścić świątynię. Jeśli nikogo nie brakuje, chodźcie za mną. - stwierdził korun spokojnym tonem i wyjrzał na korytarz. - Którędy najbliżej do zejścia na dół? - spojrzał pytająco po grupie. Jedne z chłopców słysząc o opuszczeniu świątyni ozywił się natychmiast: -Idziemy na wycieczkę? Eekstra! Znam dobry skrót ale trzeba wyjść po za dormitoria Drugi jednak mlodzik spojrzał na padawana sceptycznie -Nie jesteś mistrzem tylko padawanem, tak? Dlaczego musimy opuszczać świątynię? i dlaczego kazałeś nam wstawać o tej porze? *** Korytarz był tam nieco szerszy, ale ledwo 15 metrów dalej znów się rozgałęział. Mimo to Bennet ujrzał już pierwszych napastników. Klony, z niebieskimi oznaczeniami na pancerzach- komandosi. Było ich przynajmniej 8, rozłożeni przy ścinach, wzajemnie się ochraniając. Ostrzał na chwile ustał, dwóch żołnierzy w pełnej gotowości na wznowienie ostrzału zaczęło przybliżać się w stronę gdzie najprawdopodobniej był wróg. Nagle blastery plunęły bolatmi chyba z zdwojoną częstością, a z drugiego końca korytarza, który był poza zasięgiem wzroku kuriera, wyskoczył meżczyzna z mieczem świetlnym, nacierając na oddział. Jedi? Dlaczego klony słynące z lojalności i oddania z nim walczyły? Pytanie szybko jednak z rozważań kuriera, gdy wypadki zaczęły niebywale przyspieszać. Miecz niebieska klinga miecza stała się smugą niebieskiego światła przeszywającego jednego z klonów na pół drugim jakaś niewidzialna siła rzuciła kilka metrów do tyłu. Mężczyzna niemal natychmiast po tym ataku wyciągnął miecz do przodu i synchroniczne ruchami zaczął odbijać bolty karabinów. z początku Jamesowi wydawało się, że rycerz tylko macha tym mieczem, dla jakiegoś niezrozumiałego efektu, a strzały po prostu były niecelne. Bolty jednak które były całkiem celne z rykoszetem trafiały w sufit, a część leciało z powrotem w stronę klonów. Jedi coś krzyknął ale w hałaśliwym ferworze walki Bennet nie był w stanie tego zrozumieć. Nagle 5 jedi wybiegło z korytarza i zaczęło biec w kierunku Jamesa. miecze mieli aktywowane, ale... to nie byli jedi. To były dzieci- chłopcy, na początku biegła dziewczyna chyba najstarsza z wszystkich, miała może 12 lat. Wszytko trwało ledwo kilka sekund, a nim Bannet zdołał jakkolwiek zareagować dziewczyna już był na jego wysokości. Wtedy go chyba zauważyła bo dopiero wtedy odwróciła się w jego stronę z niemałym zaskoczeniem. Automatycznie podniosła miecz do obrony, ale James widział iż cała zielona klinga drży.chłopcy zatrzymali się w osłupieniu, choć z tyłu walka trwała w najlepsze... *** Darnok znów szedł na przedzie, tym razem zdawać by się mogło trochę szybciej. nic nie mówił, zdawał się natomiast bardziej rozglądać po przejściach. Znów droga z tą nieprzyjemną świadomością iż ten spokój jest pozorny i lada chwila mogą natknąć się na wroga, z którym mogą nie mieć żadnych szans. Przypominało to nieco kluczenie po dziczy, w której gdzieś czi sie Acklay... gdy usłyszą jego ryk, ledwo paręnaście metrów przed sobą, albo za sobą, już będzie za późnoNagle usłyszeli odgłosy strzałów. Ciche ale wyraźne. jak daleko mogą być od tej potyczki? W labiryncie korytarzy, akustyka była nieprzewidywalna. Dźwieki zdawały sie napływać i z tyłu i z przodu i z bocznych korytarz. z pewnością jednak byli stanowczo za blisko... Zabrak gdy tylko usłyszał wystrzały przystanął na chwile i czujnie sie oglądnął za siebie. Ręka powędrowała do pasa, i wyciągnęła miecz. Nieco pochylił głowę ii tak w milczeniu nad czymś się skupiał. Nagle podniósł głowę i mruknął do siebie -cholera- po czym niemal z miejsca pościł się biegiem przed siebie -Za mną, to nie daleko- krzyknął tylko. Ani Av've ani Garren nie zauważyli kiedy z rękojeści jego miecza wysunęła się żółta smuga światła...
__________________ "Żona myśli że jestem u kochanki, kochanka, że u żony, a ja tym czasem hyc, hyc i na rybki" Zapraszm do rekrutacji: http://lastinn.info/rekrutacje-do-se...tml#post171381 Ostatnio edytowane przez enneid : 09-01-2008 o 20:40. |
| | |
| | #66 |
![]() | Haen uśmiechnął się tylko słysząc pełne wątpliwości pytania jednego z adeptów. Wyprostował się i odwrócił do całej grupy. - Masz rację, jestem padawanem. W wyniku zaistniałej sytuacji muszę jednak pełnić rolę waszego mistrza, który jest teraz zajęty gdzie indziej. - wziął głębszy oddech i popatrzył po zaspanych twarzach młodzików. - Świątynia została zaatakowana i podjęto decyzję o jej ewakuacji. Dlatego tu jestem. - natychmiast po informacji o ataku na świątynię z oczu zniknęła mgiełka senności i nabrały one ostrości. Korun podniósł rękę na widok otwierających się ust. - Nie ma czasu na pytania, musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Jeśli macie jakąś broń, to weźcie ją ze sobą. I ostatnia sprawa. Jesteśmy atakowani przez oddziały komandosów Republiki, więc unikamy ich za wszelką cenę. Popatrzył na zdumione teraz oblicza. - Ruszajcie się, nie ma czasu. Kiwnął głową na rezolutnego malca, który deklarował, że zna skrót do wyjścia. - No to prowadź. Nie możemy wyjść głównym wejściem. Musimy się dostać do pomieszczeń magazynowych i stamtąd spróbować się wydostać na zewnątrz. "A później liczyć, że ktoś jeszcze się wydostanie. Sam nie bardzo mam szanse ukryć te dzieciaki w mieście." To był jednak problem na później, dlatego padawan szybko skupił się na chwili obecnej. Był jedyną nadzieją tych dzieciaków, że może wyjdą z tego cało. |
| | |
| | #67 |
![]() | Szła za zabrakiem automatycznie. Kiedy zwalniał, ona zwalniała także, kiedy przyspieszał, nie zostawała z tyłu bardziej, niż wynikałoby to z tego, że szła ostatnia. Przepuściła Garrema niedługo po opuszczeniu kryjówki. Nie mogła znieść, że za nią idzie i patrzy tymi dużymi, ciemnymi oczami, choć ona go nie widzi. Nie chciała, żeby on ją widział. I wiedziała, że to idiotyczne. Widziała fałszywy spokój Darnoka i nie potrzebowała Mocy, żeby wyczuć w nim strach. Nerwowe spojrzenia w mijane korytarze, szybszy krok... Powoli zaczynała wątpić, czy rzeczywiście prowadzi ich do kwater młodzików. Może po prostu szukał wyjścia. Coraz bardziej rozpaczliwie. W labiryncie korytarzy. Między odziałami klonów. Wyjścia, które się gdzieś zapodziało... "I tak by było dla nas najle..." Gwałtem stłumiła smętne myśli. Zdusiła je w sobie. A chłodny metal rękojeści w dłoni amputował je jak skalpel chirurga. Ruszyła za zabrakiem. - Trzymaj się mnie - szepnęła jeszcze Garremowi w przelocie i pobiegła lekko korytarzem, a nieznaczny, choć niepowstrzymany uśmiech, rozchyli lekko jej kształtne wargi. |
| | |
| | #68 |
![]() | Cóż, znowu bieg. Przynajmniej nie stali biernie w jednym miejscu. Bothanin starał się dotrzymać tempa, jakie dyktował Darnok, choć było to trudne. Starał się nie gubić żadnych małych przedmiotów, które "pożyczył" ze świątynnej pracowni. Był świadom obecności klonów w pobliżu. Mogą znajdować się gdzieś za następnym zakrętem, czy też gotowi wyskoczyć znienacka na ich grupę. Biegł niepewny tego co czeka dalej. Wkrótce dosłyszał gdzieś z oddali strzały karabinów blasterowych. Problem w tym, czy dźwięki dochodziły z korytarza za nimi, czy też gdzieś z przodu. Zwolnił i przystanął, gdy Zabrak wyciągnął i uruchomił miecz świetlny. To oznaczało, że ich przeciwnicy znajdują się dość blisko, by nawet ten młody Jedi był przerażony. Przez głowę bothanina przeszła myśl, że Darnok mimo całego szkolenia Jedi, znajduje się w bardziej nerwowej sytuacji. Garrem zauważył, że postawił sobie za cel ochronę ich trójki, więc spoczywał na nim duży ciężar. Gdy tak pobiegli dalej, poczuł nawet wdzięczność do tego Zabraka. Po chwili wyprzedziła go Ay've. A Garrem wciąż biegł za nimi i jedyny ciężar jaki go przygniatał, to gromada niepewnych myśli.
__________________ Kontakt GG: 9204588 Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć. |
| | |
| | #69 |
![]() | Widok jaki ukazał się mężczyźnie stanowczo mu się nie spodobał, właściwie tak bardzo mu się nie spodobał że miał zamiar z pewną dozą pośpiechu opuścić tą okolicę. - Ooooo cholera … 501. James rozpoznał oznaczenia na pancerzach klonów, niebieskie barwy nosił z liniowych formacji jedynie 501 Legion. Ci goście to byli weterani do trzeciej potęgi, elita., zdecydowanie żołnierze których nie chce mieć się po niewłaściwej stronie lufy. Do tego walczyli z Jedi, dopiero to było mocno zaskakujące. Klony są uwarunkowane na lojalność, nigdy nie łamią rozkazu przełożonych. Działo się tutaj coś stanowczo dziwnego, zazwyczaj taśmowe bliźniaki i kuglarze w piżamach walczyli ramię w ramię a nie przeciwko sobie. Bennet uznał że najlepszym wyjściem będzie wycofanie się z tego przedstawienia, niestety nie zdołał spełnić swojego życzenia, grupka młodzików zaczęła pędzić w jego stronę. Widok ten na tyle go dodatkowo zdziwił że dopiero kiedy zaczęli go mijać zdołał jakoś zareagować, nie tylko on. Sytuacja wydawała się nawet komiczna, Bennet na kuckach wpatrywał się w grupkę dzieci na czele których stała młoda dziewczynka wyposażona w archaiczny rodzaj palnika plazmowego. Cóż, archaiczny czy nie potrafi ciąć większość materiałów bez problemu, wliczając w to ciało Jamesa. Myśli goniły szalone jedna za drugą. - Super, co powiedzieć … Republikanin !, nie moment, te klony służą Republice a walą do Jedi, Separatysta !, zdurniałem za to mnie zadziabie na pewno. Mam ! - Swój !!! Mężczyzna krzyknął szybko unosząc otwartą lewą dłoń do góry, prawą ściskała blaster więc wolał jej nie podnosić. |
| | |
| | #70 |
![]() | - Świątynia została zaatakowana i podjęto decyzję o jej ewakuacji. Dlatego tu jestem. - Dzieci spojrzały po sobie z niepewnością i z panika. Najmłodsza padawanka, przytuliła się jeszcze mocniej do swej koleżanki. Nawet młodzik, któremu chwile wcześniej tak spodobał się pomysł wyjścia z świątyni na te słowa jakby przygasł i instynktownie przybliżył się do reszty swoich towarzyszy. drugi, który zadał pytanie, przyjął to chyba najspokojniej. Chciał zadać kolejne pytanie ale korun podniósł znacząco rękę. -Nie ma czasu na pytania, musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Jeśli macie jakąś broń, to weźcie ją ze sobą. I ostatnia sprawa. Jesteśmy atakowani przez oddziały komandosów Republiki, więc unikamy ich za wszelką cenę. Kolejna wiadomość zaskoczyła tym razem wszystkich, nawet sceptycznie nastawionego młodzika. Zamiast jednak ruszyć się z miejsca, wszyscy nadal patrzyli się to na siebie to na Haena. W końcu jednak gdy padawan zwrócił sie do jednego z młodzików, ten jakby powtórnie wybudził się ze snu, i choć bez tej wcześniejszej euforii, podbiegł do swojego łózka wziął z niewielkiego stoliczka miecz, podszedł z powrotem do koruna i popatrzył się na niego, jakby chciał się upewnić czy na pewno mają iść. Chłopiec próbował stłamsić w sobie strach, ale twarz w nienaturalnym wyrazie jakiegoś zdecydowania i spokoju zdradzała tak naprawdę jego jego prawdziwe emocje. Za nim ruszyła reszta młodzików, niepewnie podchodząc po swoje miecze, patrzyli sie na siebie, by się upewnić czy dobrze robią. Ostatni chłopiec, nadal niezbyt wierzył padawanowi, patrzył się na niego chyba najbardziej spokojnie, ale również bacznie. Korun spodziewał się, ze zaraz zada jakieś pytanie, on jednak ruszył z resztą swoich rówieśników. Korytarze tutaj nadal były nienaturalnie ciche i spokojne. Na razie wszytko szło gładko Klan sprawnie przemierzał część mieszkalna, a korun szybko zorientował się, ze sa juz blisko południowego wyjścia. Ale jak będzie dalej? Jeśli spotkają jakiś komandosów, tylko on będzie mógł ich obronić. Sami przecież sobie nie poradzą. Tylko czy on sobie poradzi... *** Towarzysze zrównali sie młoda dziewczyna i ustawili swe miecze w pozycji do walki, żaden jednak z nich nie zareagował niczym innym. -Kim jesteś?....- spytała sie nieufnie dziewczyna, która z trudem zachowywała jako taki spokój, przed chwilą chyba musiała płakać, gdyż na zaczerwienionym policzku spływała stróżka łez. Jej miecz nadal aktywny, nie opuścił się nawet o centymetr. padawani również w napięciu czekali, chyba na jej reakcje, albo na jakiś inny bodziec, zupełnie chyba zapominając o walce, która działa się ledwo parędziesiąt metrów dalej. każda chwila stawała się coraz bardziej napiętą. Wcześniej czy później klony zaczną posuwać się do przodu, czyli w ich kierunku... a zdawało się, ze będzie to wcześniej. Rzeczywiście Bannet zdołał odpowiedzieć ledwo paroma słowami, gdy nagle padawanka odwróciła się krzycząc: -Nie!! Również James odwrócił sie w tamtym kierunku, gdy ów walczący jedi padał na ziemię. Leżało już tam z trzech klonów, ale komandosów i tak było więcej. Jeden z klonów wycelował i jednym strzałem w głowę dobił rycerza. Chwila- tylko tyle mieli czasu zanim komandosi zaczną znów atakować. dwóch chłopców ledwo spojrzeli do tyłu i niemal natychmiast wykonali susa w korytarz, gdzie znajdywał się Bannet. Dwóch kolejnych zareagowało moment później, odwracając sie do wyjścia. ale sam dziewczyna nadal stała dokładnie na linii ognia. miecz opuszczony, zdawało się, że chciała coś krzyknąć, ale nic nie zdołała wykrztusić. I pierwsze niebieskie bolty. Cudem żaden nie trafił dziewczyny, sparaliżowanej rozpaczą... *** Garren starał się dotrzymać kroku, ale z każdą sekundą był coraz bardziej zziajany, a pozostała dwójka coraz bardziej się oddalała. Av've nie maiła tego problemu, choć tępo również dla niej było dość spore. A sam zabrak zdawał się przyspieszać, niewiele zwolnił go zakręt który pokonał w mgnieniu oka, a dźwięki strzałów, które nieubłaganie narastały zdawały się dodatkowo go jeszcze zwiększać jego determinacje. Mechanik zdał sobie z jednego sprawę. z pewnością nie uciekają, ale w tej chwili biegną dokładnie na spotkanie z nimi... a on nie ma żadnej broni... W tym szaleńczym tempie przebiegli już chyba z 100 metrów gdy Darnok ostrzegł, nie zwalniając nawet trochę: - Za chwile będą! Kolejna prosta później jakiś zakręt... a strzały wyraźnie stamtąd dochodziły. 20 metrów, 10, 5...
__________________ "Żona myśli że jestem u kochanki, kochanka, że u żony, a ja tym czasem hyc, hyc i na rybki" Zapraszm do rekrutacji: http://lastinn.info/rekrutacje-do-se...tml#post171381 |
| | |
| Reklama |
| |