Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-05-2008, 18:34   #11
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 680
Alexia, niewysoka, nadzwyczaj szczupła dziewczyna z dość dużym biustem wylewającym się zza jej szaty, siedziała sobie przy elegancko nakrytym stoliku w karczmie „Wesoła Trumienka”. Uwielbiała Wioskę Alabastrowych Krów, była taka dziwna, a zarazem taka sympatyczna. Dziś był pierwszy dzień, w którym wywiesiła ogłoszenie, w którym zwracała się z prośbą o pomoc. Rozwiesiła je radośnie po całej Wiosce, a kilka z nich zostawiła nawet u rzeźnika i kowala na ladzie, tak na wszelki wypadek. Miała nadzieje, że dziś uda jej się znaleźć kogoś do pomocy. Pełna entuzjazmu i podekscytowania uśmiechała się sama do siebie siedząc na krześle, oparta łokciem o okrągły stół nakryty jasnozielonym obrusem. Przed sobą miała niewielką kartkę, po której mazała bezcelowo, prawdopodobnie dla zabicia czasu.

- Alexio, może podać Ci jeszcze jedną porcję sałatki?! – krzyknął karczmarz zza lady. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i nie odrywając się od twórczego bazgrolenia po kartce krzyknęła.

- Nie, dziękuję! Jestem na diecie… – po tych słowach zapadła chwilowa cisza gdy niespodziewanie rudowłosa ścisnęła brutalnie kartkę i zgniotła ją bezlitośnie po czym rzuciła nią o podłogę. - Daj mi lepiej dwie porcje pieczystego, tylko tym razem może nadziej je czym innym niż śliwką, bo mi się przejadło. – dodała wzdychając. Już dawno było po południu, a jeszcze nikt do niej nie przyszedł. Dopiero teraz Alexia zaczęła żałować, że wygoniła Alana by biegał po wiosce z ogłoszeniami. Strasznie jej się nudziło i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Jej długa, biała szata była bogato zdobiona w fantastyczne koronki i nie byle jakie srebro. Rudowłosa zdjęła z ramion niebieską chustę zakrywającą do tej pory jej biust i ramiona po czym ułożyła ją sobie na kolanach. Nagle drzwi do karczmy otworzyły się. Dziewczyna gwałtownie uniosła głowę i wbiła swój wzrok w nowoprzybyłego. Miał on długie, czarne włosy, a jego wygląd mówił sam za siebie – szukam Alexi…TEJ, Alexi. Rudowłosa mało co nie zaczęła skakać po krześle i już nawet miała zamiar wejść na stół i zacząć tańczyć jednak wtedy drzwi otworzyły się po raz kolejny, a w progu stanął Alan. Chłopak szybkim i pewnym krokiem podszedł do stolika dziewczyny i stanął tuż za nią nachylając się.

- Ostatni raz wysłałaś mnie do kowala, ja już od dawna podejrzewałem, że on jest na twoim poziomie rozwojowym, przecież z nim nie da się normalnie konwersować!! On jest jakiś świrnięty, przez ćwierć poranka próbował mi wcisnąć jakiś zardzewiały, nikomu niepotrzebny miecz, to jakiś świr! Teraz już nie dziwie się, że Ty się z nim dogadujesz… – szepnął lekko uniesionym i oburzonym głosem gdy nagle do stolika podszedł krasnolud.

- Ty musisz być Alexia, czyż nie? Pozwól że się przedstawię. Jestem Klindor Sharpaxe z klanu Skrzącego Topora. Pisałaś, że szukasz chętnych i młodych mężczyzn. Oto więc jestem!

- Yhym, zgadza się, Alexia. Szukam, ale nie pisałam młodych i chętnych tylko młodych i pięk… – dziewczyna niestety nie zdążyła dokończyć gdyż blondwłosy chłopak stojący obok niej zakrył jej usta dłonią i uśmiechnął się wymownie po czym szepnął jej coś do ucha i zdjął dłoń.

- Aha, no dobrze. Ten tutaj to jest mój brat, Alan. Pomaga mi znaleźć odpowiednich ludzi, bo uważa że sama sobie nie poradzę i wybiorę jakiś niekompetentnych ludzi do zadania. Proszę, siądź tu z nami, Klindorze. – powiedziała miło dziewczyna uśmiechając się poczym zwróciła się do swojego brata - A Ty idź teraz do rzeźnika i sprawdź tablicę ogłoszeń. I popraw to „chętnych” na „pięknych”, nie zmieniaj mi tekstu!! – powiedziała po czym spojrzała na krasnoluda i uśmiechnęła się. Nic nie mówiła zupełnie jakby myślała, że jest na randce w ciemno. Gapiła się po prostu i sprawiała wrażenie kobiety która albo wie czego chce, albo takiej, której inteligencja sięga poziomu inteligencji ameby. Alan już dawno wyszedł z karczmy więc od razu wydawało Ci się, że chyba nie porozmawiasz z nikim kompetentnym gdy nagle usłyszałeś za sobą chłopięcy głos. Chłopak mówił i mówił. Wyglądem przypominał nieco elfa, jednak był strasznie niski. Gadał coś od rzeczy o swojej mamusi i jej palcu (Boże świeć nad jego duszą), a potem o dziwo, nawet się przedstawił.

- Jestem Eroyemuel Burrfoot, do usług. Jestem zwarty i gotowy do działania, a tak w ogóle, to co robimy?

- Czekamy. Jesteś głodny? – odpowiedziała mu z uśmiechem zapraszając do stolika. Jak na razie przy stole siedziała Alexia, krasnolud i dzieciak, ale zapowiadało się lepiej. Dziewczyna czuła, że ma dziś dobrą passę, że to jest jej szczęśliwy dzień. Rudowłosa nie była pewna czy dziś coś się wydarzy, a jednak udało jej się! Duma jaka ją rozpierała wychodziła z niej w postaci szczerego uśmiechu.
Troy pewnym krokiem przekroczył próg gospody. Jego wzrok od razu przykuła piękna dziewczyna siedząca przy stoliku z jakimś leśnym elfem oraz krasnoludem. Ruszył w jej kierunku nie spuszczając z niej wzroku, a gdy już doszedł do stolika dziewczyna otworzyła usta w niemym zaskoczeniu. Wstała niespiesznie patrząc na mężczyznę i uśmiechając się.

- Mam nadzieje, że przybyłeś w sprawie mojego ogłoszenia…chyba Alan zmienił w końcu to słowo „chętnych” na „pięknych”. Witaj, proszę, usiądź, och usiądź tutaj, obok mnie. – powiedziała pełna radości i wskazała krzesło znajdujące się najbliżej niej. Takim to sposobem przy stoliku znajdowały się już cztery osoby. Zdawało się być trochę tłoczno, ale nie było najgorzej.

- Jak podróż? – spytała nagle niespodziewanie, zaś uśmiech nie schodził jej z twarzy.


Khaluu;
Podszedłeś do gospodarza, który niczym nie wyróżniał się od innych. Był to człowiek, średniego wzrostu, ani niski, ani wysoki. Miał kręcone, czarne włosy, stalowe oczy i radosną, pulchną buzię. Gdy znalazłeś się przy ladzie nawet nie spojrzał na Ciebie.
-Gdzie znajdę Alexię ? – spytałeś.
Na dźwięk imienia „Alexia” mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Odstawił na bok kufel i wskazał palcem na rudowłosą, cycatą kobietę siedząc przy okrągłym stoliku, nakrytym zielonym obrusem, wraz z krasnoludem, chłopcem i jakimś amantem.

- Jeśli w sprawie ogłoszenia to dobry wybór. Jest to dziewczyna o złotym sercu i złotej kieszeni. – szepnął - Niech Pan do niej idzie. – dodał miło po czym powrócił do swoich poprzednich zajęć.

- Słucham, w czym mogę pomóc? – zapytał gdy do lady podeszła młoda kobieta w pięknej sukni koloru butelkowejzieleni.

- Jedno piwo i coś do zjedzenia... – dał się słyszec w między czasie twardy, męski głos. Angarada najwyraźniej nie bawiło całe te przedstawienie jak i sama Wioska. Karczmarz tylko kiwnął głową i podszedł z powrotem do Alice.

- Ano piękna, zgadza się panienko! Bogowie kochają Wioskę Alabastrowych Krów, bo ta Wioska jest niezwykła. Widzę, że panienka w humorze, to świetnie! Proszę siąść przy stoliku, zaraz podamy zamówienie.

Gospodarz odszedł na chwilę od lady i podszedł do Alexii.

- No Kochana, dzięki Tobie mamy tutaj tłumy! Złota dziecinka z Ciebie, naprawdę!
- Och to nic takiego, ja po prostu…
- Nie tłumacz się nie tłumacz, nieświadomie dałaś mi szczęście! – powiedział cały w skowronkach i podszedł do nowo przybyłych elfów, którzy zajęli stolik całkiem niedaleko rudowłosej.

- A witam Panów, Witam! Wesoła Trumienka zawsze otwarta na nowe twarze, nie to co Tańcząca Szyneczka! – rzekł rozkosznie uśmiechając się do Melchoira i Laharta.
- A Panowie może w sprawie ogłoszenia, Alexii szukają? Bo panienka o tam siedzi, taka ruda z walorami na wierzchu. Tylko proszę jej nie mówić, że ja takimi opisami rzucam na prawo i lewo, ale kobietę nie łatwo opisać. Ona z Zakonu jest, wiedzą Panowie. Taka dobroduszna dziewczyna, pomagać ludziom chcę i nawet tym co jej pomoc zaoferują da i jeść i łoże do spania, a i dach nad głową! Ba! Pewnie nawet zapłaci niemało! – powiedział po czym zwrócił się w kierunku młodej dziewczyny. - Karolino, podaj tym młodzieńcom posiłek, a potem pomóż mi połączyć stoły, bo coś czuję że do panienki Alexii to niedługo pół Starego Świata przyjedzie! – gospodarz rzucił tylko uśmiecham w waszym kierunku i podszedł do stolika przy którym siedziała Alice

- A panienka może do naszej Alexii przybyła? Bo młoda poszukuje kobiety także, jednej. Nikt nie rozumie akurat po co jej kobieta do roboty, ale plotki głoszą, że ona ponoć jest erotomanią-feministką, która pała się w nekrofilii. Głupie to i dziwne, tylko kowal z rzeźnikiem mogli to wymyślić i to wspólnymi siłami, ale… – monolog mężczyzny przerwał przystojny młodzieniec, który przyniósł zamówienie

- Witam, oto zamówienie panienki – powiedział miło i odszedł wraz z karczmarzem.

Angarad, Melchoir oraz Lahart także dostali już to, co zamówili i z uwagą przysłuchiwali się, jak zresztą wszyscy ludzie w karczmie, stolikowi Alexii.

Przy słynnym stoliku

Nie wiedzieć czemu gospodarz uznał za stosowne dołączenie jeszcze jednego stolika do tego, przy którym siedzieliście wy. Nie wiedząc czemu nakrył go zielonym obrusem i nie wiedząc czemu…tylko wasze stoliki miały takie nakrycie. Zaraz po tym szybkim przemeblowaniu na stół zostały podane dwie pieczenie.

- To co, jesteście zainteresowani moim ogłoszeniem, zgadza się?...emm…no cóż, nie wiem. Proszę, częstujcie się, jedzcie! Smacznego. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej to proszę, pytajcie, ja sama nie wiem co miałabym wam powiedzieć, bo właściwie nie mogę tak zdradzać, nie wiedząc czy aby na pewno jesteście zainteresowani pomocą mi. Jak było w ogłoszeniu, zapewniam wyżywienie, zakwa…zakwa…to znaczy…łóżko do spania, dach nad powiekami i ogród mam ładny, o właśnie, lubicie róże? Mam piękne róże w ogrodzie! Mieszkam zaledwie z dwie godziny drogi stąd, to nie tak daleko, przyjeżdżam do tej wioski często bo nie lubię samotności, a mój skromny domek jest taki pusty… – zaczęła dziewczyna jednak mówiła dość…od rzeczy.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<

Ostatnio edytowane przez Nami : 06-05-2008 o 18:37.
Nami jest offline  
Reklama
Stary 06-05-2008, 19:35   #12
 
Maju's Avatar
 
Reputacja: 2 Maju wkrótce będzie znany
$: 33 930
Khaluu wysłuchał promiennego przemówienia gospodarza , lecz nie zrobiło ono na nim żadnego wrażenia.
Bez ceremonii przysiadł się do stolika Alexi .
Zdjął z głowy kaptur ukazując łysą głowę , ze skórą koloru bladomiedzianego.
Przemówił głosem pozbawionym wszelkich emocji.
- Ja w sprawie tego ogłoszenia co....
Mnich nie dokończył ponieważ Alexia zaczęła swój wywód , przerwany wstawkami o różach i jej ogrodzie.
Twarz Khaluu wykrzywiła się w geście zniecierpliwienia , jednak chwilę później opanował się i znów przybrał zimny , obojętny wyraz twarzy.
Najwyraźniej przyjdzie mi pracować z tymi ludźmi , chociaż szczerze wolałbym działać sam. Trzeba zachować pozory.
Mężczyzna czół się odrobinę głupio z tym , że ma bose nogi , nie tylko ze względu na liczne rany i bród na nich , lecz na to , że zaczął przyciągać niepotrzebną uwagę.
Moje poszarpane ubranie wymaga reperacji... lub wymiany. I koniecznie muszę kupić jakieś buty.
Jego czarny , poszarpany długi płaszcz skrywał jego tors i część nóg.
To zlecenie pomoże mi zająć się tymi potrzebami. Cholera , ale jestem głodny. Nic , trzeba to rozegrać normalnie , z całym rytuałem przywitania.
Po chwili wstał i powiedział :
- Witam wszystkich , najwyraźniej w najbliższym czasie przyjdzie nam wspólnie pracować , nazywam się Khaluu , miło was poznać.
Na jego twarzy zagościł wymuszony uśmiech , a w głosie udawana serdeczność.
Nie ma powodu , aby na samym początku zrażać ludzi do siebie. Najlepiej będzie jeśli nie dam się im poznać.
Po swoich słowach rozglądnął się po towarzystwie. Nikt nie wzbudził w nim szczególnej sympatii ,ani antypatii , jednak jego wzrok zatrzymał się na chwilę na kenderze...
Błagam , żeby tylko nie był wścibski....

Gdy gospodarz nakrył stoły i położył na nich pieczeń , Khaluu bez chwili wahania podziękował za posiłek Alexii i gospodarzowi , pośpiesznymi skinieniami głowy , po czym sięgnął za poły swojego płaszcza , wyciągnął jedną z dwóch ostrych jak brzytwy , żelaznych kam z drewnianym trzonkiem , szybkim ruchem odkroił kawałek mięsa i zaczął pospiesznie jeść rękami.

Jakie wspaniałe mięso.... jak wspaniale smakuje po tylu dniach żywienia się grzybami i surową dziczyzną.

Gdy skończył jeść zwrócił się do pracodawczyni:
- Mogłabyś przejść do konkretów odnośnie naszych zadań?
 
__________________
Here we stand, bound forevermore we're out of this world ,until the end...Here we are, mighty, glorious
At The End Of The Rainbow with gold in our hands...
Hammerfall - At The End Of The Rainbow

Ostatnio edytowane przez Maju : 06-05-2008 o 19:57.
Maju jest offline  
Stary 06-05-2008, 20:41   #13
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Otwarte usta rudowłosej piękności ukazały wspaniały garnitur śnieżnobiałych zębów, ale to nie one przyciągnęły wzrok Troya. Ruch związany ze zmianą pozycji wprawił biust Alexii we wspaniałe falowanie.
Słysząc radosne powitanie Troy pochylił głowę w uprzejmym ukłonie. Różnica wzrostu między nim a Alexią sprawiła, że rozciągnął się przed nim widok jeszcze wspanialszy, niż przed chwilą. Mogący wprost przyprawić o zawrót głowy... Z trudem powstrzymał się, by nie pójść w ślady Alexii i udało mu się nie otworzyć ust ze zdziwienia.

- Troy Saven - przedstawił się. Z maleńkim opóźnieniem, potrzebnym na przeniesienie wzroku z biustu na twarz rozmówczyni.
- Witam wszystkich - rzekł pod adresem pozostałych siedzących przy stole osób.
Uśmiechnął się do Alexii.
- Faktycznie twoje ogłoszenie ściągnęło mnie w to miejsce - powiedział.
Nie sądził, ze można go zaliczyć do pięknych, ale nie zamierzał się spierać z ewentualną przyszłą pracodawczynią.
- Jeśli poszukujesz kogoś do pomocy to pierwszą osobę już masz - dodał, pomagając Alexii usiąść przy stole.
Nie miał nic przeciwko temu by siedzieć obok niej. Wprost przeciwnie - był całkiem zadowolony. Ten punkt widokowy był najlepszy z możliwych...
- Podróż była bardzo miła, dziękuję - lata doświadczenia sprawiły, że bez mrugnięcia okiem przyjął niespodziewaną zmianę tematu.... I odzywkę ni w pięć ni w dziewięć...

Kiedy podano pieczeń poczuł, że od ostatniego posiłku minęło już trochę czasu.
W przeciwieństwie do obszarpańca, który przedstawił się jako Khaluu, nie jadł palcami. Z plecaka wyciągnął srebrne sztućce, ozdobione wizerunkiem sokoła.
- Nałożyć ci kawałek pieczeni, Alexio? - spytał.
- Ojej, ależ Ty jesteś miły! Ależ poproszę, to takie urocze. Wiedziałam, że Alan zmienił tę wzmiankę o pięknych zamiast chętnych. - ucieszyła się Alexia.
Nakładając na talerz Alexii kawałek mięsa nie skomentował pomyłki związanej ze zmianą słów. Nie chciał psuć miłego nastroju...

Zamyślił się przez moment nad słowami, które płynęły z ust Alexii. Z których to słów nie wynikało nic...
*Czyżby potrzebowała kogoś do towarzystwa? I to wszystko?* - pomyślał.
Towarzystwo Alexii przez parę dni mogłoby być atrakcyjne, ale na dłuższą metę...
Zaczął odrobinę żałować, że tak wiele Alexii znalazło się w biuście, a trochę za mało między uszami.

- Proponowałbym - skomentował świadczącą o braku inteligencji lub niecierpliwości wypowiedź Khaluu - poczekać ze szczegółami dotyczącymi zatrudnienia do chwili, gdy znajdziemy się w bardziej ka... - nie chcąc tracić niepotrzebnie czasu na tłumaczenia poprawił się - w mniejszym gronie. Kto nie jest zainteresowany tą pracą - wymownym spojrzeniem obrzucił wygapiających się na nich innych gości - nie powinien nic słyszeć.
 
Kerm jest offline  
Stary 06-06-2008, 00:48   #14
 
Nuriko's Avatar
 
Reputacja: 0 Nuriko jest na bardzo dobrej drodze
$: 1 412
Melchoir nieco speszony wstał odsuwając krzesło na którym siedział i pozwolił przejąć barmanowi inicjatywę. Stał przez chwilę niepewnie spoglądając jak jego stolik z daniem które teraz drżało pod wpływem przesuwania stołu. Zwyczajnie scalił się ze stolikiem który od jakiegoś czasu wzbudzał jego zainteresowanie.
Elf poczuł się trochę głupio.

- Cóż hehe, chyba nie mam wyboru jak tylko potraktować to jako wole losu. – pomyślał.
Po czym ostrożnie podszedł do miejsca które teraz odpowiadało jego poprzedniemu siedzisku. Dało by się przypuścić że chciał spytać o pozwolenie spoczęcia, lecz uznał że mogło by być to nie stosowne gdyż to nadal jego miejsce. Usiadł więc powoli skromnie jak gdyby nie chciał zwrócić na siebie uwagi. Nie sięgał po pieczeń lecz począł dokańczać swój posiłek który z każdym kęsem stawał się coraz bardziej niejadalny, kolejne ruchy widelca zwalniały niczym nie naoliwiona maszyna. Wysłuchał słów Alexi, Khaluu i Troya po czym zapił wodą i wstał zrzucając kaptur, a jego białe niemal włosy rozlały się po wątłych ramionach.
- Chyba czas abym i ja się przedstawił – zaczął Czarodziej przelatując ciepłym uśmiechem po twarzach towarzyszów a każdy z nich miał wrażenie jakby to do niego uśmiechnął się najserdeczniej.
– Jestem Melchoir, być może niektórzy z was co nieco o mnie słyszeli.
A to mój przyjaciel Lahart – dodał wskazując na przyjaciela.
Chyba wypada mi zgłosić swoje zainteresowanie, by przygasić nieco troski pana Troya – uśmiechnął się teraz w stronę mężczyzny nienaturalnie zgiętego w kierunku biustu pani Alexis jakby ogrzewał nim odmarzającą buzie.
- Żywię ogromną nadzieję że pani sprawa wzbudzi moją ciekawość – zwracał się teraz do kobiety która w trudny do nazwania Melchoirowi sposób nie zauważała wzroku kapelusznika. Wędrując figlarnie oczami w rzekomym zasłuchaniu.
– Lecz gdyby w jakiś sposób nie współgrała z moimi możliwościami to zapewniam panią że gwarantuję pełną dyskrecje. – uśmiechnął się ponownie do rudowłosej, po czym skinął głową i spoczął na swoim miejscu. Nie ruszając już swego posiłku wsłuchiwał się w wypowiedzi innych.
 

Ostatnio edytowane przez Nuriko : 06-06-2008 o 01:02.
Nuriko jest offline  
Stary 06-06-2008, 12:00   #15
 
Wrath's Avatar
 
Reputacja: 0 Wrath jest na bardzo dobrej drodze
$: 799
Lahart równie zaskoczony jak towarzysz przyglądał się gdy barman rozpoczął przemeblowanie.
Przez chwile stał jeszcze oczekując na zakończenie "tej szopki", po czym zajął swoje miejsce przy połączonych stolikach, lecz nie tknął już jedzenia.
Uważnie słuchał każdego słowa, obserwując twarze próbował zrozumieć czego właściwie oczekuje od nich ta kobieta.
Kolejni goście tajemniczej Alexii zabierali głos, przedstawiając się i deklarując swoje poparcie dla sprawy, Lahart zrozumiał że i on powinien coś powiedzieć.
Już chciał wstać i zabrać głos, lecz został uprzedzony przez swego towarzysza Melchoira.
-Może to i lepiej- Pomyślał kowal, w końcu nie mógł zaprzeczyć że mag potrafił lepiej dobierać słowa w tak nieoczekiwanych sytuacjach.
Tak więc wysłuchał mowy swego towarzysza i kiwnął jedynie głową na znak poparcia gdy ten przedstawił go jako swego towarzysza.
Gdy ta krótka przemowa dobiegła końca Lahart pozwolił sobie na kilka kęsów swej mizernej strawy, wciąż uważnie śledząc wydarzenia z pod kaptura.
 

Ostatnio edytowane przez Wrath : 06-06-2008 o 12:04.
Wrath jest offline  
Stary 06-06-2008, 23:45   #16
 
Gettor's Avatar
 
Reputacja: 2 Gettor wkrótce będzie znany
$: 92 186
Klindor w skupieniu przyglądał się gospodarzowi jak ten przestawiał stoliki i krzesła. Słuchał też wypowiedzi innych samemu milcząc.

W końcu nie wytrzymał.
- Gospodarzu! - zawołał donośnym głosem, kiedy tylko Melchoir skończył swoją przemowę.
- Tak, dostojny krasnoludzie? - odpowiedział karczmarz prawie z drugiego końca sali przez co cała uprzejmość jego wypowiedzi zmieniła się w komizm.
- Co z moim piwem!? Długo mam jeszcze czekać? Kufel piwa proszę!!
- Już, już podaję! - odkrzyknął gospodarz i prawie rzucił się za ladę po kufel.

*Chociaż...*
Krasnolud szybko zajrzał do swojej sakiewki z pieniędzmi.
*Szlag by to... o antałku mogę tylko pomarzyć.*

Po swoim "dialogu" z karczmarzem, krasnolud zwrócił się do reszty.
- Wiecie, jak dla mnie to możemy czekać i z tydzień na wyjaśnienia. Mamy kobiety, mamy jadło, zaraz będziemy mieli piwo. Czego tu chcieć więcej?

Po zakończonej kwestii Klindor wybuchł gromkim krasnoludzkim śmiechem. Kiedy skończył, uśmiechnął się jeszcze bardziej bowiem przy jego ręce stał już gotowy kufel pożądnego ciemnego piwa.
- Jednakże jeśli już chodzi o to zadanie to wiedźcie jedno - wy główkujecie, ja rozbijam łby! - pociągnął zdrowo z kufla i pokazał wszystkim wszem i wobec swój wspaniały, dwuręczny, obosieczny topór, który był cały we krwi.
- Psiamać... pamiątka po ostatnich orkach została. - zaklął. - No nic... sprawdzę później jak łatwo się zmywa taka krew!

Krasnolud położył topór obok siebie i zadowolony usiadł. Stwierdził w myślach że powiedział wszystko co było trzeba w sposób tak jasny i przejrzysty że nawet jego wójek Griddi by to zrozumiał. A to już coś!
Z uśmiechem na twarzy Klindor zabrał się za zaserwowany posiłek popijając co jakiś czas swoim ukochanym wręcz napitkiem.

Jednakże spojrzał smętnie na już półpełny kufel i powiedział do Alexii:
- Psze pani, a może antałek?
- A nie, dziękuję. W mojej posiadłości mam całe piwnice. - odpowiedziała radośnie Alexia.
Klindor zmieszany podrapał się po brodzie. Widocznie go dziewczyna nie zrozumiała...
- Ja miałem na myśli tu i teraz. Towarzystwo trzeba czymś rozruszać, no nie? - w kontaktach damsko-męskich krasnolud był co najmniej słaby, toteż wywróżył sam sobie odpowiedź kobiety...

- Szkoda płacić za to, kiedy w domu mam lepsze. Poza tym, nietrzeźwe umysły nie zdadzą się na wiele. Jeszcze mi z koni pospadacie i co wtedy? Nie podniosę Cię krasnoludzie, ani na barana nie wezmę.
- Co?! Żeby powalić takiego krasnoluda jak ja trzeba o wiele więcej niż marny antałek! - krasnolud wyglądał na oburzonego i faktycznie z lekka tak się czuł.
Dziewczyna zaśmiała się uroczo.
- Nie wątpię. Jesteś przecudnym krasnoludem - powiedziała z uśmiechem.

Na twarzy Klindora zawitał rumieniec, jednak zrozumiał że tej jednej walki nie uda mu się wygrać. Wzruszył więc ramionami i kontynuował zmniejszanie zapasów żywności na stole.
 
__________________
Seeing is beliving.
... ... ...
A tak poza tym to wszyscy zdrowi?

Ostatnio edytowane przez Gettor : 06-07-2008 o 00:15.
Gettor jest offline  
Stary 06-09-2008, 13:38   #17
 
Aveane's Avatar
 
Reputacja: 2 Aveane ma w sobie cośAveane ma w sobie coś
$: 25 925
Przyglądała się Alexii, gdy co chwila ktoś do niej podchodził. Na szczęście nie było wśród nich kobiet. Gdyby tylko jakaś się pojawiła, Alice już by się zatroszczyła o to, żeby nie dostała tej roboty. W końcu rudowłosa potrzebowała ładnej kobiety, a zniszczyć czyjąś urodę nie jest problemem.

Uśmiechnęła się do podchodzącego karczmarza, jednakże jej uwaga po chwili przeniosła się na chłopaka, który przyniósł zamówienie. Zauważyła go, gdy tylko ruszył w kierunku jej stolika. Puściła do niego oczko. - Więcej takich facetów i świat byłby lepszy. Ale tylko w kwestii wyglądu - pomyślała i uśmiechnęła się mimowolnie, jednakże po chwili jej uwagę ponownie przykuł gospodarz. - Alexia, mówisz? Cudownie - szepnęła sama do siebie, gdy dwójka mężczyzn oddaliła się już, po czym chwyciła talerz oraz kufel i ruszyła w kierunku połączonych stolików. Usiadła, jakby to był jej stolik.

Przysłuchiwała się wypowiedziom poszczególnych osób i znalazła między nimi lukę. Od razu zaczęła sama mówić.
- Witaj, słońce. Alexia, tak? No jasne, że to Ty. Przecież mó... muskularny karczmarz Ciebie pokazał, to musisz to być Ty.
- Prawie sie wygadałam. Ciężko by było się z tego wygrzebać - pomyślała zaniepokojona, ale po chwili podjęła dalej monolog:
- Nie wiedzieć czemu, ale podszedł do mojego stolika i powiedział, że szukasz kobiety do pracy. Mam akurat trochę czasu wolnego. Bo wiesz, miałam się spotkać z moich kochankiem tutaj, ale jeszcze go nie ma, więc w tym czasie chętnie się czymś zajmę. Mam nadzieję, że nie pożarły go wilki - wyglądała na zaniepokojoną. Ale w duchu się uśmiechnęła. "Gładko idzie", pomyślała. - To jak sądzisz, nadaję się? Potrzebujesz kogoś takiego? No bo wiesz, nie chcę się nudzić - posmutniała jak dziecko w deszczowy wieczór, kiedy rodzice zabraniają kąpieli w błocie. Wyglądała teraz jak niewinna dziewczynka. - A w ogóle, gdzie są moje maniery - pochyliła się i z przepraszającym wzrokiem położyła szczupłej dziewczynie rękę na ramieniu, poszerzając widoczność biustu dla osób siedzących obok Alexii. - Wybacz, powinnam była wcześniej się przedstawić. Alice jestem, do usług - zachichotała. Wydawało się, że całkowicie nie zwraca uwagi na inne osoby przy stole. Osoba rudowłosej wystarczająco absorbowała jej myśli.
 
__________________
Całkowita rezygnacja z PBF na czas nieokreślony...
Aveane jest offline  
Stary 06-09-2008, 15:23   #18
 
Kraven's Avatar
 
Reputacja: 1 Kraven jest na bardzo dobrej drodze
$: 6 852
Anagarad popijał zimne piwo, w spokoju, nie zwracając na siebie uwagi, przysłuchując się rozmowie krasnoluda z rudowłosą pięknością. Zaraz za nim do karczmy wpadła cała mieszanka innych podróżnych, którzy również szukali tej samej kobiety, Alexis. Z tego co zrozumiał, to rudowłosa właśnie tak miała na imię.

... całkiem interesujące, przydały by mi się jakieś pieniądze, za te ostatnie srebrniki za bardzo nie pociągnę... więc czemu nie spróbować, ciekawe tylko co to za zlecenie ma dla nich to babsko... zaczekam jeszcze trochę i zobaczę jak sprawy się potoczą....

Do stolika Alexis dołączali się kolejni podróżni i powoli zaczynało się tam robić tłoczno. Mężczyzna miał możliwość ocenić nowo przybyłych, nie zwracając na siebie uwagi, gdyż już cała gospoda była zainteresowana, całym tym zamieszaniem. Zastanawiał się co ten chłystek, co tak ogromnie zgłaszał swoją gotowość, robi w ich gronie, wyglądał jak dziecko.

...Przecież dzieci powinny siedzieć w domu, a nie ganiać po takich miejscach, co on tu robi?.

Kolejny nowo przybyły przekroczył próg.

Mam nadzieje, że przybyłeś w sprawie mojego ogłoszenia…chyba Alan zmienił w końcu to słowo „chętnych” na „pięknych”. Witaj, proszę, usiądź, och usiądź tutaj, obok mnie...

Rudowłosa, błyskawicznie zareagowała i zaprosiła mężczyznę do swojego stolika. Wystrojony mężczyzna, jak baba na festynie, usiadł obok dziewczyny, nie zwracając uwagi na całą resztę. Najwidoczniej wdzięki pięknej kobiety bardziej go interesowały, niż inni jej towarzysze. Rozchichotanej dziewczynie raczej sprawiało to przyjemność, widać lubiła takie gierki z amantami.

Zachowuje się beztrosko, raczej jak dziecko, niż jak dojrzała kobieta, która ma jakieś zlecenie, najwidoczniej rozum zatrzymał się jej w kolanach...

Zamyślony popijał piwo i z niecierpliwością czekał na zamówione danie, widząc jak barman krząta się z powiększaniem stołu. Gospodarz dostawił drugi stół i nakrył jakimś starym obrusem, do którego osiadły dwie następne osoby zaciekawione zleceniem Alexis, raczej wyglądali zwyczajnie, oczywiście według jego oceny. Był jeszcze ten łysy w starej, brudnej i poszarpanej tunice, czy jak to nazwać, bose nogi podróżnego nie uciekły uwadze Angarada.

W jego oczach jest coś dziwnego, choć z wyglądy zaliczył bym go od razu do żebraka lub jakiegoś biednego klechy, to w jego oczach widać coś innego, nie jest typem którego można lekceważyć...

Proponowałbym poczekać ze szczegółami dotyczącymi zatrudnienia do chwili, gdy znajdziemy się w bardziej ka... w mniejszym gronie. Kto nie jest zainteresowany tą pracą nie powinien nic słyszeć.

W pewnym momencie, po izbie rozniósł się głos jednego z siedzących przy stole Alexis.

Laluś musiał wtrącić swoje trzy litery, nie dość że ślini się pierw do rudej i udaje dobre maniery, to jeszcze teraz przeszkadza. Głupia, jak widać, ma to w nosie, czy ktoś podsłuchuje ich całą rozmowę, ale ten tutaj książę z bajki zaczyna dyrygować, babsko będzie jeść mu z ręki... Chyba będę musiał się ładnie przywitać...

Krew wojownikowi zgotowała się ze złości, nie lubił takich typków, wręcz go do nich odrzucało, miał wielką ochotę przywalić mu tu i teraz, tak tylko za samom istotę jego bycia... Jego ciało zaczynała ogarniać fala ciepła i w oddali jego duszy, słyszał jakiś głos KOGO MAMY ZABIĆ. Wojownik w porę opanował swoje nerwy i odpędził demona z swych myśli.

Uh... Mało brakowało, muszę być bardziej ostrożny ... kto to, całkiem, całkiem, niezły tyczek...

Dzień dobry, gospodarzu. Prawda, że mamy piękną pogodę dzisiaj? Bogowie nam błogosławią. Posiłek dnia poproszę. I kufel piwa, jeśli można.

Piękna kobieta usiadła przy stoliku Alexis, wojownik obserwował całą ekipę i przysłuchiwał się ich każdemu zdaniu, nowo przybyła budziła w nim dziwny niepokój.
 
__________________
Wolałbym żyć życiem krótkim, ale w chwale, niż długim, ale w zapomnieniu... bo ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później, żyją wiecznie w ich towarzystwie...
Kraven jest offline  
Stary 06-09-2008, 18:37   #19
 
Zuki's Avatar
 
Reputacja: 1 Zuki jest na bardzo dobrej drodze
$: 2 801
- …co robimy?
-czekamy…


Eroy kreci się na stołku, próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie, nie lubił czekać. Raz na jakiś czas obserwował coraz to nowszych klientów karczmy „Wesoła Trumienka”. Po pewnym czasie w karczmie zrobiło się dość tłoczno. Do stolika, w którym siedział wraz z krasnalem i piękną, rudą panią, przysiadło się parę osób. Dwóch dziwnie skrytych elfów, jakiś goguś, śliczna panna w butelkowo zielonej sukni, oraz dziwny łysy mężczyzna w podartym ubraniu, a co najciekawsze bez butów.

*jeej, ten facio jest dziwny, ciekawe co się stało z jego butami… pewnie ci dziwni ludzie z lasu mu zabrali i do tego podarli mu ubranie! Oni są straszni. Koleś nie jest stary, a już wyłysiał, może jest chory…*

Eroy, już miał zacząć pogawędkę z przedziwnym człowiekiem, lecz jego uwagę przyciągnął karczmarz przystawiający dodatkowy stolik do stolika kendera. Mężczyzna nakrył go zielonym obrusem i podał posiłek. Eroy odpuścił sobie konsumpcję pysznie wyglądającej pieczeni. Z jednej ze swoich licznych sakiew wyjął spore czerwone jabłko i zaczął je chrupać z przysmakiem. Każda osoba siedząca przy stoliku kolejno się przedstawiła, przyszła kolej na Eroya

- witam wszystkich, jak już niektórzy wiedzą, jestem Eroyemuel Burrfoot. Nienawidzę swojego imienia, jest takie… dziwne, więc proszę abyście nazywali mnie Eroy. Jestem kenderem, wyglądam jak dziecko, ale tak na prawdę jestem dorosły. Kender to raza pochodząca po części od gnomów oraz krasnoludów. Mam sporo map, większość narysowałem sam, chcecie zobaczyć?-

Eroy już wygrzebywał z sakwy kilka rulonów map, lecz zauważył, że inni najwyraźniej nie mają ochoty na oglądanie jego dzieł.
 
__________________
We won't say our goodbyes
You know it's better that way
We won't break, we won't die
It's just a moment of change

Ostatnio edytowane przez Zuki : 06-09-2008 o 20:42.
Zuki jest offline  
Stary 06-10-2008, 11:15   #20
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante ma w sobie cośsante ma w sobie coś
$: 51 538
Fakhir Faris, mężczyzna o masywnej sylwetce, wzrostu przeciętnego mógłby z powodzeniem udawać większą wersje krasnoluda. Czarne, krzaczaste brwi, ostra, krótko ścięta broda, oraz krótko przycięte włosy na łysiejącej głowie nadawały twarzy z bliznami srogiego wyglądu. Fakhir ostatnie kilka dni spędzał w Wiosce Alabastrowych Krów zaprzyjaźniając się podczas tego krótkiego pobytu z miejscowym kowalem.

- Witaj przyjacielu! – zawołał do kowala na powitanie
- Witaj, witaj! Włócznia już zreperowana – podszedł do ściany, na której była przymocowana broń łowcy demonów – dziwna to broń, bardziej do wyprostowanej kosy niż do włóczni podobna. – zauważył zaciekawiony
- Rolnikiem dawniej byłem, teraz zamiast pszenicy to demony kosze, różnicy wielkiej nie ma, tylko to drugie poza faktem, że śmierdzi to jeszcze się opiera przed ścięciem.
- Ha! Demony głów pozbawiasz? – zamyślił się na chwilę – wiesz jest u nas taka dziewuszka. Alexia się zwie, nekrofilka podobno
- Niekrofilka? – Fakhir złapał się za głowę, nie wierząc w to, co słyszy
- Ano, podobno, co pełnię księżyca na cmentarz chodzi, do tego taka obnażona zawsze! – dodał z oburzeniem
- Opętana! – podsumował to łysawy łowca – chcesz by się nią zająć?
- Ano widzisz, wiedźma z niej jakaś, bo ludzie tu ją lubią, mimo że to głupie jest, no i oczywiście z mrocznymi mocami ma to do czynienia. Dzisiejszego ranka jej przyjaciel, przyniósł mi ogłoszenia. O, tu masz jedno – podał pobrudzony papier

Fakhir spojrzał na papier, by po chwili wzrok przenieść na kowala.
- Wiesz mój drogi przyjacielu, tak się składa, że do uprawy i roli nigdy pismo nie było potrzebne, toteż tego nie opanowałem. – powiedział z nutą zażenowania w głosie – Jeśli możesz, proszę streść mi co tam pisze.
- W skrócie chodzi o to, że poszukuje ludzi do tępienia demonów. Szykuje krucjatę przeciw chaosowi.
- Co?! Przed momentem mówiłeś, że z demonami się trzyma, a teraz, że chce je tępić?
- Ja mówiłem, ze z demonami się trzyma? – kowal zafrasował się – Nie pamiętam bym coś takiego rzekł, bo widzisz jej matka nekrofilką była i podobno dziewkę z demonem zrobiła pewnej księżycowej nocy. Teraz demony chcą ją zabić.
- Na bogów! Toć to pół demon ta dziewczyna w takim razie! No, ale skoro iść walczyć z złem chce to niech bogowie jej sprzyjają. Widać za połowę duszy odpokutować musi.
- Na wyprawę już u mnie złożyła zamówienie. Gdy to robiła to nie wiedziałem jeszcze, że przeciw demonom się wybiera, ale gdy teraz mam o tym pojecie, to muszę przyznać, ze warto solidną broń dla niej przygotować, ot jak np. tą. – wyjął z skrzyni zardzewiały miecz, by go pokazać rozmówcy.
- No…. Widać broń być pierwszej klasy musiała, jednak trochę zaniedbana być musiała, bo przerdzewiała. – skomentował lekko zmieszany, przecie nie chciał nieostrożnym słowem urazić dumy kowala.
- A bo widzisz, o dobrą rude ostatnio ciężko, wszystko jakieś zanieczyszczone, marnej jakości. Pewnie sprawka demonów, albo karczmarza.
- Karczmarza?
- Ano tak, bo widzisz on spiskuje przeciw dziewczynie i jej przeszkodzić próbuję w wyprawie. Podobno zamieszany w jakieś ciemne interesy jest, które dziewczyna pokrzyżować może. Teraz by jej utrudnić zadanie, wszelkich sposobów się chwyta, pewnie zanieczyszczona ruda to i jego sprawka.
- Dziada trzeba złapać za kark i wbić do głowy, że jego zachowanie człowieka godne nie jest!
- No, ale nikt niestety mi nie wierzy, poza tobą mój przyjacielu. Ludzie częściej na mnie spojrzą spod byka, aniżeli powiedzą chodź słowo złego na karczmarza.
- Może mnie się uda dziewkę przekonać. – Fakhir rzucił monetę kowalowi i zabrał włócznię – gdzie ją znajdę?
- W karczmie „Wesoła Trumienka”. Tylko nie zapomnij powiedzieć dziewczynie, ze wiesz to wszystko ode mnie! Może końcu doceni moje starania.
- Dzięki za wieści, czas na mnie. – pożegnał się z kowalem i ruszył w stronę karczmy


- No Hanza, wygląda na to, ze mamy robotę – zagadnął do swojego wilka, który cały czas wiernie szedł koło niego. Wilk potężnej budowy, był przyjacielem łowcy, a także jego wierzchowcem podczas długich podróży.
- Dotarliśmy, karczma Wesoła Trumienka. Zaczekaj tutaj. – wydał polecenie.
Zwierzak położył się w cieniu budynku. Zawsze tak robił, w końcu nieco dzień widuje się takie zwierze siedzące przed drzwiami tawerny.


Drewniane drzwi otworzyły się, a w wejściu stanęła postać w czerwonej, płytowej zbroi z włócznią w ręce o niezwykle długim ostrzu. Postać przeszła przez próg, pochylając broń by ta się zmieściła. Rozejrzał się przenikliwymi, żółtymi oczami po obecnych obecnych, zatrzymał wzrok na grupce przy stołach zakrytych obrusem.
*A więc z tych oto ludzi ma powstać krucjata przeciw złu*
Oparł broń o ścianę i podszedł do gospodarza.
- Piwo – rzucił bezceremonialnie. W końcu, jednym z złych charakterów w tej wiosce był karczmarz, należało go traktować, tak jak na to zasługuje.

Już miał odbierać napitek, gdy nagle coś poczuł. Jego wzrok skierował się na postać Angarada siedzącego przy ladzie.
*Hmmm…*
Wstał z miejsca i podszedł do tego tajemniczego człowieka. Pochylił się nad nim i zaczął podejrzliwie wąchać. Niewątpliwie obwąchiwanemu ta sytuacja nie przypadła do gustu, jednak łowca był wyraźnie czymś zainteresowany.
- Czuję demona… - szepnął, chodź ten szept można by usłyszeć z powodzeniem na drugim końcu sali. Taka była prawda, Fakhir był przygłuchy i często to, co uważał za szept, wcale nim nie było.
- Mam cię na oku – sykną groźnie do mrocznej postaci i wrócił po swój kufel piwa.

Wraz z piwem podszedł do grupki ludzi przy stołach.
*Same chudzielce. Elfy, jakiś dzieciak… o jeden porządny krasnolud! No i oczywiście dwie piękne damulki. Tylko, która z nich to ta półdemonka? Pewnie ta w ciemnych włosach.*
- Witaj pani – złapał za dłoń Alice Munter – słyszałem o twych problemach od kowala, wiedz, ze przybyłem by ci pomóc. Będę chronił ciebie i twoją drużynę, bo widzę, że poza krasnoludem ciężko w niej znaleźć silnego wojownika.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"
sante jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 06:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111