Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-10-2008, 19:29   #21
 
Maju's Avatar
 
Reputacja: 2 Maju wkrótce będzie znany
$: 33 930
Khaluu uśmiechnął się pod nosem na słowa nowo przybyłego chłystka z śmieszną brodą.
Dobrze , że nie zwracam na siebie uwagi. Ten tutaj najwyraźniej jest jakimś nawiedzonym łowcą niegodziwych , co wspaniale odciąga uwagę od niepozornego obdartego włóczęgi.
Nie przejął się słowami dziwnego gościa , które wskazywały na obecność demona w duszy Angarada. W pewnym sensie czół się podobny do przeklętego.
Każda istota , nie ważne jak sprawiedliwa , dobra i praworządna , ma w pewnym sensie w sobie demona.
Nawet paladyn w momencie w którym zabija sługę złą , czuje przyjemność , satysfakcję z tego iż poniżył wroga , zwyciężył go i zdobył chwałę. Co za hipokryzja.

Kiedy mnich skończył posiłek , oparł się swobodnie na krześle.
W pewnym momencie wbrew własnej woli odpłynął myślami i przestał słuchać tego co się dzieje wokół niego. Jego oczy wbiły się w pusty punkt ściany i pozostały w tej pozycji , szeroko otwarte.
Przed oczami znów miał siebie kilka dobrych lat temu.
Trenował właśnie z innymi chłopcami wcielonymi siłą do osobistej gwardii gladiatorów porucznika mrocznych elfów.
Na tej lekcji uczyli się walki nogami - kopniaki , obroty , podskoki , podcięcia.
Walczył z chłopakiem prawie o głowę od siebie wyższym.
Próbował kopnąć go w klatkę piersiową , ale przeciwnik złapał jego stopę i szybkim ruchem podciął młodego Khallu. Ten upadł na ziemię z lekkim westchnięciem. Już miał zamiar wstawać kiedy usłyszał kroki porucznika obok.
- Nigdy z ciebie nic nie będzie robaku , jesteś za słaby. Nie wiem czemu cię na początku nie zabiłem. Albo się poprawisz , albo naprawię ten błąd.
Powiedział mroczny elf szorstkim , sadystycznym tonem , przydeptując klatkę chłopca swoją nagolenicą , uniemożliwiając mu wstawanie.
Po chwili uciskania zdjął z chłopca nacisk , splunął i odszedł...

Khaluu uśmiechnął się do swoich myśli , unosząc ledwie zauważalnie lewą część ust lekko do góry. Swoją dłonią objął jakiś kształt , który znajdował się pod jego szatą. Wyglądał jak rodzaj naszyjnika , lecz nie było widać czym dokładnie jest.
Porucznik już nikomu nie zagrozi , lecz ten cholerny pościg jego brata depcze mi po piętach z przerwami od 7 lat. Jeśli mnie odnajdą to nie zdołąm się obronić. Trzeba się przygotować na najgorsze.... tylko jak....jak...

W tym momencie spojrzał na świętoszka wyglądającego na "wielkiego pogromcę zła".
W jednym momencie wpadł na świetny pomysł.
Przemówił pośpiesznie , tak aby wszyscy dookoła go słyszeli:
- Nie wiem czy słyszeliście , ale ponoć po okolicy grasuje sekta mrocznych elfów , która porywa dzieci i składa je w ofierze demonom.
Ponoć nie było ich tu wcześniej ale widziano ich w okolicy. Co o tym myślicie??

Powiedział tonem próbującym wzbudzić ciekawość.
 
__________________
Here we stand, bound forevermore we're out of this world ,until the end...Here we are, mighty, glorious
At The End Of The Rainbow with gold in our hands...
Hammerfall - At The End Of The Rainbow
Maju jest offline  
Reklama
Stary 06-11-2008, 19:13   #22
 
Kraven's Avatar
 
Reputacja: 1 Kraven jest na bardzo dobrej drodze
$: 6 852
Angarad właśnie dopijał pierwszy kufel piwa, gdy drzwi karczmy otworzyły się i na progu staną kolejny wędrowiec. Nie zbyt wysoki, masywnie zbudowany mężczyzna w czerwonej płytowej zbroi, rozglądną się po lokalu, jakby kogoś szukał, miał łysą głowę.

Kurwa, a to co, mało nam tu pomyleńców i innych dziwaków, oj będą kłopoty...

Przekroczył próg karczmy i oparł swą włócznie, o niezwykle długim ostrzu, o ścianę przy drzwiach. Jego żółte oczy wędrowały po sali, przyglądając się uważnie każdemu z osobna i zatrzymały się na stoliku rudowłosej. Nowo przybyły podszedł do lady za którą stał gospodarz.

Piwa!

W jego głosie dało się słyszeć pełną pogardę dla właściciela lokalu, a raczej nienawiść. Anagarad siedział w spokoju, przyglądając się uważnie nowemu, nie szukał kłopotów, jednak one zawsze do niego lgnęły. Ciemne chmury nadciągnęły nad jego osobę, a przyszły wraz z tym dziwakiem. Mężczyzna w czerwonej zbroi, nagle podszedł pod wojownika i zaczął go jakby obwąchiwać...

Co ty kurwa...

Szorstkim tonem skomentował zachowanie łysielca. Trochę go zmieszała ta sytuacja, jeszcze żaden człowiek nie staną nad nim i zaczął go obwąchiwać.

- Czuję demona... łowca spojrzały w oczy wojownikowi i dodał - Mam cię na oku.

A aj ciebie...


Sykną groźnie do Angarda który mu zawtórował, w pełnym szyderczym uśmiechu. Nie miał dzisiaj ochoty dawać lekcji dobrych manier temu dziwakowi, to nie czas i miejsce, coś mu mówiło że przyjdzie jeszcze na to pora i to niebawem. Łysy mężczyzna wrócił po swój kufel piwa, po czym podszedł do stolika, gdzie siedziała Alexia i coś pobrząkał o swoich usługach jako ochroniarza.

A ciekawe, kto cię ochroni jak wiedziesz mi w drogę...

Złowieszczy uśmiech zawitał na twarzy wojownika, pobudzając jego najciemniejszą strony duszy. Odczuwał wielką przyjemność z tego uczucia, nie nawiedził je, a jednak zawsze mu go brakowało, jak by było jego nieodłączną częścią, bo w istocie było to prawdą.

Cholera, jełop się musiał doczepić, będą kłopoty z dziwakiem, lepiej niech się trzyma z dala i nie wchodzi mi w drogę... A zresztą po co go zatrzymywać, świat odetchnie z ulgą gdy ta łysa pała zejdzie z tego podołka, kuszące jest przyśpieszenie tego zdarzenia. Na razie będę go obserwował, niech sam wykona pierwszy ruch.

Dopił ostatni łyk piwa,i zawołał do karczmarza, by się streszczał z zamówieniem, bo nie ma zamiaru korzeni zapuścić. Bosy obdartuch, zaczął coś bredzić o bandzie mrocznych elfuf.
 
__________________
Wolałbym żyć życiem krótkim, ale w chwale, niż długim, ale w zapomnieniu... bo ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później, żyją wiecznie w ich towarzystwie...

Ostatnio edytowane przez Kraven : 06-11-2008 o 19:17.
Kraven jest offline  
Stary 06-21-2008, 17:15   #23
 
Gettor's Avatar
 
Reputacja: 2 Gettor wkrótce będzie znany
$: 92 186
Piliście, jedliście, piliście, rozmawialiście, piliście, wyzywaliście się i oczywiście piliście.

Atmosfera w karczmie była coraz weselsza, w pewnym momencie nawet ktoś zaczął grać na flecie. Piwa szybko ubywało z kufli, a jedzenia ze stołów.

Alexia już chciała odpowiedzieć na zadane jej pytania, kiedy to nagle wstała i... upadła na podłogę. W sali zapanowała cisza.

Pod kobietą rosła w niesamowitym tępie kałuża krwi. Nikt nic nie mówił, wszyscy byli w szoku. Jako pierwszy opanował się i zareagował karczmarz, który podszedł do Alexii i zapytał:
- Panienko, co się stało?
- Bok... - wyszeptała ledwo zrozumiale dziewczyna.

W tym momencie do sali wpadł brat Alexii, Alan. W mig zorientował się w sytuacji i wrzasnął:
- CO TAK KURWA STOICIE?! TRZEBA JEJ POMÓC.
Po tych słowach Alan wziął obrus z jednego ze stołów, rozdarł go i owinął siostrze w talii. Alexia spojrzała na niego, uśmiechnęła się słabo. Jej twarz była cała blada.
- Czy... wszystko... gotowe? - zapytała.
- Tak, możemy ruszać. - odpowiedział Alan, po czym zwrócił się do was. - Chodźcie "bohaterzy". Wszystko wyjaśnię po drodze. Co zaś się tyczy ciebie... - ostatnie zdanie było skierowane do karczmarza. Mężczyzna zamiast dokończyć zdanie rzucił gospodarzowi sakiewkę, która brzęczała od złota. Ten ukłonił się i wrócił za ladę czyścić szklanki.

Alan wziął delikatnie mniszkę na ręce i zaczął wychodzić z karczmy.
- Na co czekacie? - zapytał. Trochę zdezorientowani ruszyliście za nim.

Alan poprowadził was przez ulicę miasta. Podejrzliwe spojrzenia przechodnich ciążyły wam w podświadomości - wszyscy w wiosce znali Alexię, więc wszyscy się przejmowali tym że jest nieprzytomna i do tego krwawi.

Zostaliście doprowadzeni do stajni gdzie, o dziwo, czekało już osiem osiodłanych koni i dwa kuce dla Klindora oraz Eroyemuela. Alan gestem zachęcił was byście ich dosiedli, po czym sam wsiadł na potężnego rumaka kasztanowej maści. Ustawił też delikatnie Alexię przed sobą, żeby nie spadła.

- Jedziemy na zamek. - powiedział krótko i ruszył powoli. Domyślaliście się, że chodzi o "dom" Alexii i Alana - ten z piwniczką pełną piwa i ogrodem wypełnionym pięknymi kwiatami.

Tak więc całą trzynastką wyjechaliście z miasta kierując się na północ. Czas jakiś dyskutowaliście między sobą analizując sytuację, kiedy nagle Klindor podjechał do Alana i zapytał:
- Proszę cię, powiedz o co chodzi, bom prosty krasnolud i wielu rzeczy nie rozumiem. Zwłaszcza tych sprzed ostatniej godziny.
Mężczyzna spojrzał na krasnoluda, potem na swoją siostrę.
- No dobrze. - odpowiedział w końcu zatrzymując konia i odwracając go tak żeby stał przodem do całej grupy. - Widzicie... sprawa nie jest prosta. Alexia ma złote serce: wszystkim chciałaby pomagać, szerzyć dobro gdzie tylko się da i... wygląda na to że to ją wkrótce zgubi.

- Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło, ale moja siostra staje się coraz... głupsza. Kiedyś tryskała pomysłami i inteligencją - czytała książki można by powiedzieć na kilogramy, na każdy problem miała rozwiązanie. Teraz jest już tylko cieniem samej siebie...

- Jednak kiedy było z nią jeszcze dobrze, postanowiła się dowiedzieć co powoduje u niej zanik inteligencji. Długo czytała rozmaite książki, jednak udało jej się ustalić tylko dwie rzeczy - jest to sprawka jakiegoś demona i ma on czarne skrzydła. Dlatego właśnie postanowiliśmy wynająć ludzi takich jak wy. Żeby ochronić Alexię przed złem.

Po tej przemowie Alan szarpnął za wodze i koń znów ruszył w kierunku zamku. Najwyraźniej ciężko mu było mówić o problemie swojej siostry.

Po kolejnej godzinie jazdy dojechaliście do zamku.



Jadąc mostem dobitnie słyszęliście dudnięcia końskich kopyt o bruk. To miejsce wydawało się bardziej ponure niż cmentarz nocą, między innymi przez to że z daleka wydawał się opuszczony.

Jednak zarówno most zwodzony jak i wrota się przed wami otworzyły, więc w zamku ktoś musiał być. Wjechaliście na dziedziniec, a następnie Alan poprowadził was do stajni gdzie ktoś już na was czekał.
- Ach, Hadrel. - powiedział Alan. - Dobrze cię widzieć. Zajmiesz się końmi?
- Naturalnie, sir. - odpowiedział mężczyzna.
- To nasz sługa, Hadrel. - wyjaśnił wam Alan.

Alexia niestety wciąż była nieprzytomna, więc chłopak musiał ją wziąć na ręce. W ten sposób przeszliście ze stajni do czegoś co przypominało jadalnię - duże pomieszczenie z wysokim sufitem z równie dużym stołem i mnóstwem krzeseł.
- Cholera. - powiedział Alan przyglądając się ranie Alexii. - Muszę ją zanieść do pokoju. Tario! - zawołał.

Po chwili, jakby znikąd, pojawiła się kobieta w sędziwym wieku. Miała poczciwy wyraz twarzy, głównie przez siwe włosy i uśmiech na twarzy. Można powiedzieć że była to podręcznikowa babcia.
- Moi drodzy przedstawiam wam Tarię, naszą kucharkę. - kontynuował Alan. - Bądź proszę tak dobra i zrób naszym gościom herbaty. Mogą również mieć kilka pytań na temat tego miejsca. Ja muszę zanieść Alexię do jej pokoju i zmienić jej opatrunek.

Ukłoniwszy się, chłopak wyszedł z sali niosąc mniszkę na rękach. Taria natomiast ruszyła w kierunku, wydawałoby się, ściany. Jednak okazała się ona ukrytymi drzwiami przez które staruszka szybko przeszła.

Po kilku minutach wróciła niosąc trzy imbryki z herbatą oraz jedenaście filiżanek. Nikt z was nie wiedział jak Tarii udało się unieść to wszystko.
 
__________________
Seeing is beliving.
... ... ...
A tak poza tym to wszyscy zdrowi?
Gettor jest offline  
Stary 06-22-2008, 00:17   #24
 
Nuriko's Avatar
 
Reputacja: 0 Nuriko jest na bardzo dobrej drodze
$: 1 412
Kałuża krwi rozchodziła się dokoła Alexii… Melchoir rozejrzał się niespokojnie, jakby szukał winowajcy, lecz nic nie wskazywało na to, by jego zmysłom umknął jakiś tajemniczy sprawca.
Po chwili zszedł na kolana przed ciałem dziewczyny gotowy do rzucenia zaklęcia uzdrowienia ran, gdy Alan stanął mu na drodze podnosząc Alexię. Jego reakcja nie oddawała powagi stanu w jakim znajdowała się jego siostra… Można by rzec, że podnosił ją w podobny sposób w jaki podnosi się osobę, która właśnie skręciła sobie kostkę… Jak by zdarzyło się to nie pierwszy raz…

Melchoir wraz z innymi podążył za Alanem. Dogonił chłopaka który z trudem niósł siostrę, po czym dodał cicho do chłopaka.
– Jeśli chcesz, spróbuję zatamować krwotok, wprawdzie moja magia leczenia nie jest dobrze rozwinięta ponieważ nie ukończyłem szkolenia. Domyślam się że czas jest ci teraz wrogiem, lecz jeśli chcesz mogę spróbować, gdy dojedziemy do zamku, o którym wspomniałeś.

- Po chwili doszli już do miejsca gdzie czekały na nich wierzchowce. Czarodziej pomógł jeszcze posadzić ranną po czym z finezyjnym rozmachem zajął miejsce na siodle.
Jechali tak jeszcze jakiś trudny do sprecyzowania czas a Alexia bladła z każdą minutą.
- ehhh – pomyślał Melchoir – W całym swoim życiu nie miałem tyle do czynienia z demonami tyle ile ostatnimi czasy. Najpierw ich atak na miasto, potem ten dziwny incydent w karczmie i te plotki o elfach ciemnej natury, a teraz to SAMA ZLECENIODAWCZYNI jest prześladowana przez jednego z nich… cóż a może nawet sama jest opętana, sądząc po niezidentyfikowanym ataku… takie sytuacje spotykałem tylko w przypadku nękania i opętania. NO ale jeśli nie mi o tym rozmyślać to komu, no w każdym razie spróbuję odrzucić czarne scenariusze, które nękają mą głowę. Mam dziwne przeczucie że wkrótce sprawy same się nieco rozjaśnią… w pełnej kwintesencji tego słowa znaczeniu…

- Czarodziej uniósł głowę ku horyzontowi, na którym dumnie wznosił się jakże posępny zamek.
Po kilkunastu minutach przejeżdżali już przez kamienny most a wiatr szarpał ich szaty w nierównej jak gdyby desperackiej salwie.
Wjechali na dziedziniec gdzie znajdowała się kuźnia, w której zostawili rumaki i ponieśli Alexię do jednego z wejść. Zawiasy zaskrzypiały lekko i drzwi przepuściły bohaterów do wielkiej przyjemnie chłodnej sali gdzie przedstawiono im kucharkę.
Gospodarz postanowił poprowadzić Alexię na spoczynek, by tam się nią zająć.
- Czy teraz będziesz mnie potrzebował? – Zapytał go Melchoir – gotowy za nim podążyć.

Po czym spojrzał na pełnego troski brata i uśmiechnął mrugając obiema powiekami jakby chciał zapewnić go, że wszystko będzie dobrze.
Wiedział już bowiem, że niedługo stanie się świadkiem wielu wydarzeń, nie wiedział jeszcze jakich, ale atmosfera w powietrzu mówiła mu że droga, którą wybrał otwiera następny epizod w jego historii.
 

Ostatnio edytowane przez Nuriko : 06-22-2008 o 16:18.
Nuriko jest offline  
Stary 06-22-2008, 09:25   #25
 
Maju's Avatar
 
Reputacja: 2 Maju wkrótce będzie znany
$: 33 930
Khallu z obojętnym wyrazem twarzy patrzył na całe zamieszanie spowodowane tajemniczą raną mniszki. Gdy jej brat wyniósł ją z karczmy , mężczyzna zaczął się zastanawiać , czy iść za tą bandą dziwaków , czy zostać i poszukać jakiegoś miejsca na odpoczynek. Po chwili doszło do niego , że bezpieczniej dla niego będzie trzymać się w grupie.
Westchnął z cicha i ruszył za grupą.
Gdy Alan wskazał im wierzchowce , Khaluu skrzywił się lekko.
Nie lubił koni. W gruncie rzeczy nie lubił innych środków transportu niż własne nogi.
Z niechęcią wsiadł na przydzielonego mu wierzchowca , po czym mocno i bardzo niepewnie złapał uzdy.
Z wolna ruszył za resztą , ciągle kurczowo trzymając się uzd .
Przez całą drogę nie rozmawiał z nikim , gdyż pozostawał z tyłu za grupą.
Gdy w końcu dojechali do jak się okazało wielkiego zamku , mnich pospiesznie zsiadł z konia i oddał go człowiekowi przedstawionemu jako Hadrel.
Czół się zdecydowanie lepiej , stąpając po ziemi własnymi nogami.

Gdy weszli do środka , Khaluu zaczął dokładnie lustrować całe pomieszczenie , w poszukiwaniu czegoś co zwróciłoby jego uwagę.... lub ewentualnie alternatywnych dróg ucieczki.
Alan odniósł swoją siostrę w nieznanym mu kierunku , zostawiając ich z kucharką Tarią , która właśnie przyniosła herbatę.
Nie czekając na reakcję innych , Khaluu postanowił skorzystać z prośby Alana , aby prosić w razie jakichkolwiek potrzeb.

- Witaj Tario , jeśli byłabyś tak dobra to prosiłbym o jakieś miejsce na spoczynek . Aha i jeśli nie byłoby to wielkim problemem to... czy mogłabyś to wyprać??
Powiedział mnich , zdejmując swój czarny , poszarpany płaszcz , jednocześnie odsłaniając swoje ciało. Było bardzo umięśnione . Każdy pojedynczy mięsień był dokładnie zarysowany na ciele. Jego plecy były pokryte licznymi bliznami , które blado odznaczały się na opalonej skórze. Na szyi miał zawieszony nietypowy naszyjnik - czyjeś wysuszone oko.
Nie zwracając uwagi na zdziwienie innych dodał jeszcze:
- I czy mógłbym się gdzieś umyć?
 
__________________
Here we stand, bound forevermore we're out of this world ,until the end...Here we are, mighty, glorious
At The End Of The Rainbow with gold in our hands...
Hammerfall - At The End Of The Rainbow
Maju jest offline  
Stary 06-22-2008, 11:56   #26
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante ma w sobie cośsante ma w sobie coś
$: 51 538
Fakhir po pierwszym piwie zamówił kolejne, a potem jeszcze jedno i…. tak po paru piwach, będąc nadal święcie przekonanym, że Alice to Alexia, postanowił udowodnić, że jego siła wielka jest. Wstał z stołka, rozejrzał się po sali uginając się na miękkich nogach.
- Alexio, patrz na mą siłę – zwrócił się do czarnowłosej dziewczyny. Podniósł własny stołek na którym dopiero co siedział. Złapał za dwie nogi i uniósł nad stół, by Alice mogła dobrze widzieć co ten robi.
- Wszystkie demony łamie w ten oto sposób!- mięśnie się napięły, ramiona zadrżały, purpura zalała twarz, żyła wyszła na szyi, a Fakhir oczy zmrużył. Scenka nie trwała długo, bo po chwili dwie nogi od stołka pękły z trzaskiem. Dzielny łowca wyprostował się i pokiwał głową z zadowoleniem.
- Co ty do cholery robisz?! – dobiegł go głos zza pleców. Odwrócił się niepewnie szukając właściciela głosu. Za ladą stał wściekły karczmarz, widać nie był zadowolony z pokazu siły jaki zaprezentował łowca.
- Eeee, prezentuje swoją siłę – odparł dość niepewnie
- Stołki mi niszczysz. Wypił trochę to i za rozwalanie się bierze. Za drzwi gburze! – karczmarz widać był wyjątkowo przywiązany do połamanego stołka.
- Hmph! – odburknął niezadowolony Fakhir i wyszedł na zewnątrz do swojego wilka.

- Też mi coś. Stary dziad zarabia krocie na interesach z demonami, a się tak rzuca o jakieś krzesło. – żalił się swojemu zwierzakowi

Jednostronna rozmowa z wilkiem nie trwała długo, a to tylko, dlatego, że uwagę wojownika przykuł osobnik biegnący do karczmy. Wpadł przez drzwi, nawet nie zamykając ich za sobą. Z wnętrza budynku doszły go głosy:
- CO TAK KURWA STOICIE?! TRZEBA JEJ POMÓC.

Czerwony łowca powoli zbliżył się do wejścia. W środku panowało zamieszanie. Po dosłownie paru sekundach z budynku wyszła część biesiadników, nieśli oni za sobą ranną Alexię, tą prawdziwą rzecz jasna.
- O nie! Pierwszy obrońca Alexi został już ranny! – Fakhir odszukał wzrokiem czarnowłosej dziewczyny – Chwała Bogom za to, że tobie droga Alexio nic się nie stało! - Idę z wami. – oświadczył dziewczynie

Wsiadł na wilka i ruszył za peletonem. Po drodze ludzie dosiedli wierzchowców i ruszyli ku zamkowi.

- Nie wiem dokładnie, kiedy to się zaczęło, ale moja siostra staje się coraz... głupsza. Kiedyś tryskała pomysłami i inteligencją - czytała książki można by powiedzieć na kilogramy, na każdy problem miała rozwiązanie. Teraz jest już tylko cieniem samej siebie...

- Jednak kiedy było z nią jeszcze dobrze, postanowiła się dowiedzieć co powoduje u niej zanik inteligencji. Długo czytała rozmaite książki, jednak udało jej się ustalić tylko dwie rzeczy - jest to sprawka jakiegoś demona i ma on czarne skrzydła. Dlatego właśnie postanowiliśmy wynająć ludzi takich jak wy. Żeby ochronić Alexię przed złem.

Fakhir na słuch o demonie, wyprostował się w siodle, uniósł włócznię i zawołał.
- Zarżnę każdego demona w tej krainie, by znaleźć winnego. Jeśli go tu nie znajdę, ruszę w świat by znaleźć tą nikczemną pchłę, co zamiast krwi ssie inteligencję tak dobrej duszy.

Fakhir po swojej przemowie spojrzał na czarnowłosą Alice. *Hmm nie wygląda na głupią, widać ten proceder dopiero co się zaczyna.*

Wjechali na dziedziniec.
- Czekaj tu mój drogi Hanzo – zwrócił się do swojego wilka.

Ruszył za innymi. W środku przywitali ich pracownicy.
- Ja herbatkę raz poproszę – zwrócił się do kucharki

Nie minęło wiele czasu, gdy jeden z ochroniarzy zaczął się rozbierać. Szczególną uwagę zwróciły jego blizny i wisiorek z czyjegoś oka.
- Hmm ciekawa ozdoba… chyba kiedyś sobie zrobię coś takie z jakiegoś demona – spojrzał przymrużonymi oczami w stronę Angarada.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 06-22-2008 o 11:59.
sante jest offline  
Stary 06-22-2008, 20:45   #27
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Troy nie sięgał po piwo. Nie dość, że nie przepadał za tym trunkiem, to w dodatku uważał, że nie należy zaczynać jakiegokolwiek zadania od nadużywania trunków. Poza tym łatwo było zauważyć, że nie wszyscy z tych, którzy przysłuchiwali się rozmowie palili się do pomagania Alexii.

Nie zauważył chwili, gdy dziewczyna została ranna. Nigdzie było również widać żadnego napastnika. Być może to otworzyła się jakaś stara rana... Albo napastnik był niewidzialny...
Nie zdążył pomóc Alexii - Alan był szybszy. Na szczęście chłopak wiedział, co robić. Całkiem jakby taka sytuacja zdarzyła się nie po raz pierwszy...

Bez słowa ruszył za Alanem wynoszącym Alexię. Nieco zdziwiony skonstatował, że w ślad za chłopakiem ruszyło ładnych parę osób. Więcej, niż przed chwilą siedziało przy stoliku...

Fakt, że w stajni było tyle wierzchowców, ile było osób również mu się nie spodobał.
*Jakim cudem Alan przewidział, ilu nas pojedzie...* - przemknęło mu przez głowę.
Nie zdradzając się ze swymi wątpliwościami dosiadł pierwszego z brzegu wierzchowca. Było mu obojętne, jakiej klasy rumak mu przypadnie. Nie sądził, by do siedziby Alexii było daleko, zatem nawet na byle jakiej chabecie był w stanie wytrzymać tę godzinę czy dwie. A nie było czasu, by wybrać sobie najlepszego konia. Poza tym żadne ze stojących w stajni zwierząt nie wyglądało na byle jaką szkapę...

Dialog między Alanem a Klindorem rozjaśnił trochę sytuację. Nie tłumaczył co prawda, w jaki sposób Alexia została ranna, ale wyjaśniał, czemu ich pracodawczyni zachowywała się czasami tak, jakby między uszami miała nad wyraz dużo pustego miejsca... Co, jakimś dziwnym trafem, nie wpływało negatywnie na jej urodę...
*Demon z czarnymi skrzydłami* - pomyślał. - *Ciekawe...*

Wygląd domu Alexii w zupełności odpowiadał słowu "zamek", rzuconemu mimochodem przez Alana. Chociaż raczej nie kojarzył się z baśniową krainą i wyglądał dość ponuro. Jakby był opuszczony...
Stukot kopyt rozbrzmiewał głuchym i ponurym echem gdy przejeżdżali przez zwodzony most i wjeżdżali na obszerny dziedziniec. Obecność stajennego świadczyła o tym, że Alan i jego siostra nie byli jedynymi mieszkańcami zamku. Troy zeskoczył z siodła i poklepał po szyi wierzchowca.
- Dzięki, koniku - powiedział.
Przekazał wodze Hadrelowi, a potem poszedł w stronę zamku.

Nie był medykiem ani nie znał żadnych zaklęć leczących, nie był zatem w stanie w niczym pomóc Alexii. Mimo tego, nie pytając nikogo o zdanie, ruszył za Alanem.
Mimo wszystko nie przyjechał tutaj po to, by popijać herbatkę czy wylegiwać się w wannie...
Z pewnością jeśli nie Alexia, to jej brat mogli mu udzielić paru informacji...
Chociażby powiedzieć, w jaki sposób może w tej chwili pomóc.
 
Kerm jest offline  
Stary 06-25-2008, 16:48   #28
 
Aveane's Avatar
 
Reputacja: 2 Aveane ma w sobie cośAveane ma w sobie coś
$: 25 925
Po tym, jak dziwny człowiek w czerwonej zbroi pomylił ją z Alexią, wszystko zaczęło dziać nader szybko, jednak nie na tyle, by za tym nie nadążyła. Rana rudowłosej, krzyk jej brata, wyjazd, wszystko migiem. Po drodze nie odzywała się do nikogo, słuchała. Słuchała o tym, co Alan mówił o swojej siostrze, o czarnoskrzydłych demonach.
- Jak my mamy, na potęgę płomienia, mu pomóc? - pomyślała. Czuła na sobie spojrzenie Fakhira. - Co my mamy zrobić z demonami? Może ten łowca coś pomoże, ale ile z tego, co mówi, to prawda? Na szczęście kwestia walki to chyba nie mnie dotyczyła.

Dojechali do zamku. Oddała wodze Hadrelowi i bez słowa ruszyła za Alanem. Wnętrze było imponujące. Prawie jak w świątyni Crunsha. Prawie. Świątynia była bardziej imponująca. W końcu była dziełem starożytnych. Patrząc na to miejsce ogarnęły ją wspomnienia wszystkiego, co przeszła, od kiedy skończyła 10 lat. Jednak przeszłość nie zaćmiła teraźniejszości.

Alan nie musiał mówić, że mają tu zostać. To dało się wyczytać między wierszami. Dlatego spojrzała nieprzychylnie na Troy'a.
- Zauroczony dzieciak. Zobaczył piersi i od razu biega za nią jak pies. Typowy facet. Ciekawe, jak dawno temu matka go od piersi odstawiła - myślała, patrząc najpierw nieprzychylnie, póxniej jednak z rozbawieniem na 'elegancika'. - Pewnie nawet nie wie, co to seks. Dziaciak.

Po wyjściu Troy'a podeszła do łowcy demonów. Obracając się do niego musnęła jego twarz włosami, ale zdawała się tego nie zauważyć. Z całą pewnością jednak łowca to poczuł.
- Miło, że się tak troszczysz, jednakże mam dla Ciebie złą wiadomość. Ja nie mam żadnych problemów z demonami. Za to ta ruda ma. Bądź co bądź to ona jest Alexią, a nie ja - uśmiechnęła się przepraszająco. - No i żadnych problemów chwilowo nie mam. A można się dowiedzieć, co Cię ciągnie do męskiej piersi? To chyba kucharka i ja powinniśmy się tak wpatrywać w Khaluu - ostatnie dwa zdania wypowiedziała cichym szeptem, by tylko jej rozmówca usłyszał. jej głos jednak nie rozbrzmiewał ironią, tylko niewinnym zaciekawieniem.
 
__________________
Całkowita rezygnacja z PBF na czas nieokreślony...

Ostatnio edytowane przez Aveane : 06-25-2008 o 18:34.
Aveane jest offline  
Stary 06-28-2008, 12:40   #29
 
Wrath's Avatar
 
Reputacja: 0 Wrath jest na bardzo dobrej drodze
$: 799
Los jest przewrotny.

Gdy jakiś czas temu Lahart wkraczał do gospody "Wesoła trumienka" nie przypuszczał że znajdzie tam coś więcej oprócz kufla zimnego piwa i kilku kęsów strawy.
A jednak stało się co innego. Widocznie nie było mu dane odpoczywać w karczmach w
trakcie swej podróży.

Rozwój wydarzeń zaskoczył go na tyle że nie zareagował nawet w chwili
gdy Alexia została ranna.

Wyjaśnienia udzielone przez Alana nie rozwiały wcale chaosu i natłoku pytań które nawiedziły jego głowie, bardzo chciał dowiedzieć się o tej sprawie więcej, poznać naturę szkaradnego demona który opętał dziewczynę. W końcu kto wie, może ta tajemnica jest kolejną częścią układanki zaraz po zagładzie Silverionu.

Kowal rozejrzał się po jadalni, niektórzy członkowie nowo powstałej drużyny budzili w nim niepokój.
Najpewniej w innych okolicznościach nie przyłączył by się do wyprawy organizowanej przez ludzką szlachtę, lecz chorobliwa ciekawość, oraz nikła nadzieja że losy Alexii w jakiś sposób powiązany jest z jego własnym przywiodły go teraz do zamku dziewczyny.

Lahart bacznie obserwował swoich towarzyszy, miał nadzieje że to pozwoli mu ocenić komu może ufać a kogo należy unikać.
Nie odzywał się, nie zadawał pytań, postanowił poczekać aż Alan wróci by wyjaśnić im więcej...
 

Ostatnio edytowane przez Wrath : 06-28-2008 o 13:01.
Wrath jest offline  
Stary 06-29-2008, 18:49   #30
 
Kraven's Avatar
 
Reputacja: 1 Kraven jest na bardzo dobrej drodze
$: 6 852
Wojownik dostał w końcu, długo wyczekiwany obiad, był nim gulasz i kawał chleba. Angarad zjadł posiłek w spokoju, nie zwracając uwagi na towarzystwo siedzące przy stole Alexi, był samotnikiem, stronił od ludzi i miał ku temu powody. Dla innych był szorstki i zimny jak lud, jakby pozbawiony wszelakich uczuć, była to jego ochrona, ochrona innych przed jego własną istotą. Bał się, że kiedyś, demon który siedzi w nim, skrzywdzi bliskie mu istoty, nie chciał do tego dopuścić. Całe życie obwiniał siebie za śmierć wszystkich z jego wioski, to nie orkowie byli winni tej masakry, oni tylko poruszyli mały kamyczek, przeistaczając go w lawinę szeregu zdarzeń. To on zrównał wioskę z ziemią tamtego dnia, zabijając orków i mieszkańców osady. Tamtego dnia jego demon...

CO TAK KURWA STOICIE?! TRZEBA JEJ POMÓC!.


Te słowa wytrąciły Angarada z zamyślenia i wróciły go do rzeczywistości. Wojownik zerwał się na równe nogi, pod leżącą rudowłosą dziewczyną, powiększała się, coraz bardziej, kałuża krwi. Wojownik energicznie rozglądnął się po karczmie szukając winowajcy, nikt nie wyglądał na podejrzanego, jednak coś dziwnego poczuł, coś bardzo znajomego...

Nie widzę nic podejrzanego, a może to jeden z jej towarzyszy wykorzystał okazję i dziabnął dziewczynę... nie inni by na pewno coś zauważyli... mam złe przeczucie, odczuwam coś dziwnego wokół jej istoty... wydaje mi się że jednak będą potrzebować mojej pomocy... A ja niestety będę musiał znosić ich towarzystwo, a przynajmniej niektórych...

Jej brat wziął obrus, rozdarł go i zaczął owijać siostrę w tali. Wojownik podszedł do stolika przy którym jeszcze nie dawno siedziała Alexia.

Idę z wami, przyda wam się moja pomoc, to nie jest sprawka zwykłego śmiertelnika, potężniejsza istota maczała w tym palce... Nie przyjmuję odmowy...

Reszta grupy zareagowała na ten fakt dość normalnie, bez żadnych uprzedzeń, jednak nie było przy tym Farmera w czerwieni. Wojownik wyszedł z karczmy podążając za Alanem, bratem dziewczyny, który niósł ją na rękach. Poprowadził ich przez ulice, prosto do stajni, gdzie czekały tam przygotowane do jazdy konie. Osiem osiodłanych koni i dwa kuce.

Skąd wiedział żeby przygotować właśnie tyle wierzchowców, przecież nie mógł wiedzieć, że wszyscy pójdą za nim, ofiarując swoje usługi. Przecież gdy by nie ten nagły obrót wydarzeń, nie wiem czy nawet skusił bym się na to zadanie!? .

Jednak teraz to nie miało większego znaczenia, aura zła otaczała Alexi`e i musiał się do wiedzieć kto jest tego sprawcą. Nie przypadło mu do gustu jej towarzystwo, jednak to coś co dopadło Alexi`e mogło też skrzywdzić innych, a na to nie mógł sobie pozwolić.

Alan prowadził całą trzynastkę na północ do ich zamku. Przez pewien czas jazdy niektórzy dyskutowali między o zdarzeniu w karczmie, Angarad jechał z tyłu zamykając pochód. Po drodze Alan wyjaśnił że inteligencja, a raczej jej brak, u Alexi spowodowane jest sprawką jakiegoś demona, i zostali wynajęci by ją chronić i zniszczyć bestię.

A więc to sprawka Demon, czułem że to coś więcej... będą potrzebować mojej pomocy, nie są by ktoś miał większe doświadczenie z tymi bestiami niż ja... Nawet łysol w czerwieni, wielki mi pogromca demonów...

Po nie z pełna godzinie dojechali do zamku Alexi, potężna budowla wybudowana na skale nad urwiskiem i most zwodzony. Zamczysko było trochę ponure, wydawało się raczej opuszczone, gdy dojeżdżaliśmy, most zwodzony i wrota otworzyły się wpuszczając ich do środka. Mężczyzna uważnie przyglądał się starej budowli. Szukał czegoś podejrzanego, co miało by związek z sytuacją w jakiej jest dziewczyna. Zdjął płaszcz i broń z pleców, rozmasowując zbolały kark. Mężczyzna rozlokował się pod jedną z ścian, opierając się o nią plecami. Był wysoki, miał smukła i pociągłą twarz, a jego ciało było gibkie i dobrze zbudowane, długie czarne włosy opadały na ramiona, a wzrokiem, mrocznym jak noc przyglądał się wszystkim w sali. W spokoju wyczekiwał na dalszy obrót sytuacji.
 
__________________
Wolałbym żyć życiem krótkim, ale w chwale, niż długim, ale w zapomnieniu... bo ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później, żyją wiecznie w ich towarzystwie...

Ostatnio edytowane przez Kraven : 06-30-2008 o 06:41.
Kraven jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 07:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111