![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
|
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #31 |
![]() | - Czy teraz będziesz mnie potrzebował? – Zapytał go Melchoir Alan spojrzał na niego spode łba jakby miał mu za złe to, że oferuje swoją pomoc. W jego oczach dało się dostrzec małą, przerażająca, czerwoną iskierkę. Czarodziej poczuł wewnątrz niepokój i przez chwilę zastanawiał sie czy dobrze zrobił oferując swą pomoc, jednak w ułamku sekundy wyraz blondwłosego zmienił się w nadzwyczaj łagodny, a jego oczy zajaśniały dziwnym dobre. Dopiero teraz spostrzegłeś, że jego nos sjest zasłonięty jakimiś bandażem bądź chustą zaś zza jego czarnego płaszcza można dostrzec zabandażowany tułów. ![]() - Tak, to dobry pomysł, o ile naprawdę się na tym znasz. Z chęcią zaprowadzę Cię, do jej sypialni. - odrzekł spokojnie stojąc w progu bokiem do was wszystkich. Alan odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia wraz z Melchoirem. Gdy tylko zniknęli za portalem za nimi ruszył Troy. Cała czwórka zniknęła wam na chwilę z oczu. * * * - Witaj Tario , jeśli byłabyś tak dobra to prosiłbym o jakieś miejsce na spoczynek . Aha i jeśli nie byłoby to wielkim problemem to... czy mogłabyś to wyprać?? - zagadał Khaluu jako pierwszy. Nie krępował się by skorzystać z propozycji Alana - I czy mógłbym się gdzieś umyć? Tario spojrzała na niego z uśmiechem. - Ależ oczywiście, oczywiście. - rzekła biorąc od mężczyzny jego garderobę po czym zaczęła czegoś szukać po własnych kieszeniach fartucha. Po chwili wyjęła z niego całkiem spory pęk kluczy. Odczepiła jeden i wręczyła go mnichowi - Pokój numer 567, znajduje się na wyższym piętrze domostwa, na 3cim. Dojdziesz tam bardzo łatwo! Wystarczy, że wyjdziesz tymi samymi drzwiami co Alan i skręcisz w przeciwną stronę niż on poszedł, czyli w lewo. Tam wejdź po schodach na górę, a z resztą raczej dasz sobie radę. - powiedziała nadzwyczaj miło po czym powtórzyła - Pokój 567, 3cie piętro. - Schowała klucze z powrotem do kieszeni fartucha i wyszła z brudnym płaszczem na zaplecze znajdujące się za kuchnią. Na chwilę zostaliście sami. Kobieta wróciła po jakiś dobrych 10 minutach i podała każdemu z was filiżankę. - Ja herbatkę raz poproszę – zwrócił się do kucharki Fakhir - Och, jesteś taki sympatyczny młodzieńcze. - powiedziała uradowana i nalała herbaty do filiżanki mężczyzny. * * * Alan cały czas tulił Alexię do swej piersi. Czarodziej dostrzegł w wyrazie jego twarzy niezwykły spokój i opanowanie. Mężczyzna nie uśmiechał się ani nic nie mówił. Po prostu szedł, a stukot jego kroków rozbrzmiewał po całym korytarzu nadzwyczaj rytmicznie i równo. Melchoir w skupieniu słuchał tego równego kroku i jakby wpadł w trans, jednak po chwili stukot ustał. Elf zatrzymał się i obejrzał za siebie, zauważył, że Alan zatrzymał się a kilka kroków za nim stoi Troy. - Po co za nami idziesz? Czego chcesz od mojej siostry? - powiedział Alan twardym tonem, nie odwracając się do Troya. Widać nie był w najlepszym nastroju, albo po prostu uważał jego obecność za zbędną lub wręcz zawadzającą. Nastała chwila ciszy, a gdy mężczyzna chciał mu odpowiedzieć Alan zwrócił się do Melchoira. - Zabierz ją do pokoju - rzekł dając krok w kierunku czarodzieja.- Weź ją i idź schodami na górę, klucz mam w lewej kieszeni płaszcza. Spiesz się. - dodał przekazując Alexie w ręce Elfa i odwrócił się w kierunku Troya oczekując na odpowiedź. Stał na drodze pomiędzy nim a swoją siostrą. * * * Tymczasem w kuchni atmosfera była iście rodzinna. Ludzie rozbierali się ukazując swoje klaty, młoda kobieta nieświadomie pieściła kosmykami włosów łowce demonów, który aż oniemiał z jej niewinności, inni milczeli słuchając opowieści babci, a pozostali zwyczajnie popijali herbatkę. - ...i właśnie wtedy zorientowałam się, że do kapusty zamiast odrobiny wody, dodałam krasnoludzkiej wódki, aż rozsadziło mi całą kuchnie! - mówiła podekscytowana Tario siedząc razem z wami przy ogromnym stole i popijając herbaty. - Ym, a tak właściwie, to nie macie do mnie żadnych pytań? Wiem, że Panienka poszukiwała młodych wojowników do pomocy, ale nie wiem czy zdążyła wam wiele powiedzieć i czy w ogóle powiedziała coś mądrego - rzekła kucharka patrząc na trunek w swojej filiżance.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| Reklama |
| |
| | #32 |
![]() | Cóż... Może faktycznie wędrówka za niosącym Alexię Alanem nie była najlepszym pomysłem... Może po prostu nie trzeba było przyjeżdżać do tego ponurego zamczyska? Troy opanował gwałtowny napływ niechęci do Alana. Przywołał na usta uprzejmy uśmiech i powiedział: - Ja coś chcę od twojej siostry? Nie sądzę, by w tej chwili można było cokolwiek od niej chcieć... Poza tym, jeśli mnie pamięć nie myli, to ona coś chciała od nas... I zdaje się nie było to zaproszenie na herbatkę, tylko prośba o pomoc. Ale chyba o tym wiesz, skoro to właśnie ty zająłeś się rozlepianiem ogłoszeń... Uprzejmy uśmiech zniknął - zastąpiła go równie uprzejma ciekawość. - Czy wypadek, którego byliśmy świadkami, spowodował, że nasza pomoc stała się niepotrzebna? Jeśli tak, to wystarczy jedno słowo. Mało uprzejme. Uprzejma rezygnacja z moich usług wymagałaby paru słów... Nie sposób było zorientować się, czy Troy mówi poważnie, czy też najnormalniej w świecie kpi sobie z Alana. Troy kontynuował: - Jeśli jednak przydamy się na coś, to chciałbym się dowiedzieć, czego dokładnie oczekujecie - twoja siostra i ty. I co tu się w ogóle dzieje. A jestem przekonany, że więcej dowiem się od ciebie, tutaj, niż siedząc na dole i delektując się smakołykami dostarczonymi przez waszą kucharkę. I nie sądzę, by pani Taria, bez względu na to, jak długo tu mieszka i jak dobrze zajmuje się kuchnią, wiedziała więcej niż ty o sytuacji, w jakiej znalazła się twoja siostra. - A zatem prosiłbym bardzo o odpowiedź - jesteśmy potrzebni, czy nie. Jeśli tak - to do czego? Mamy trzymać przy Alexii wartę w nocy? Chodzić za nią krok w krok w dzień? Odprawiać modły? Pilnować bramy czy murów? Czy siedzieć w kuchni i żłopać herbatę w nadziei, że sama nasza obecność odstraszy tamte demony? Troy wbił pełen zainteresowania wzrok w oczy Alana. |
| |
| | #33 |
![]() | Khaluu z wdzięcznością ukłonił się kobiecie , biorąc klucz do ręki. Nie mówiąc ani słowa ruszył w stronę , w którą poszedł Alan , skręcając jednak w przeciwną stronę. Podążał za wskazówkami kobiety , przy okazji dokładnie lustrując cały zamek . Przyglądał się z ciekawością wystrojowi wnętrza i drobnym szczegółom , które mogłyby mu powiedzieć cokolwiek o osobie , która tu mieszka. Alan wydawał się mu dziwny. Dziwny tak samo jak cała ta sprawa. Demon pożerający intelekt? Braciszek coś kręci , był tego pewien. Nie ufał mu ani odrobinę. Na razie dostałem darmowy posiłek , czyste ubranie i schronienie. Nie jest źle , ciekawe jak sprawa rozwinie się dalej. Odnalazł przydzielony mu pokój , przyjrzał się uważnie drzwiom , sprawdzając powtórnie numer , po czym nacisnął klamkę i wszedł do środka. Rozejrzał się po pomieszczeniu , po czym skierował swoje kroki ku łaźni. Przez dłuższą chwilę zmywał z siebie brud powstały podczas długiej podróży , obmył swoje pokaleczone nogi , po czym chwilę stał pod strumieniem gorącej wody. Gdy wyszedł , ubrał się , usiadł po turecku na ziemi , złączył swoje dłonie przy brzuchu i zaczął medytować. Jego duch i ciało odpoczywały , a myśli zaczęły krążyć wokół ognia. Wyobraził sobie wielkie ognisko , które przyjemnie ogrzewa jego skórę i powoduje wystąpienie kropelek potu na ciele. Podobne wyobrażenia sprawiały mu przyjemność i ułatwiały wypoczynek. Po kilku godzinach medytacji , wstał , rozebrał się do naga , po czym położył na swoim łóżku i zasnął.
__________________ Here we stand, bound forevermore we're out of this world ,until the end...Here we are, mighty, glorious At The End Of The Rainbow with gold in our hands... Hammerfall - At The End Of The Rainbow |
| |
| | #34 |
![]() | Łowca na słowa kucharki pokraśniał, czując że pomłodniał o kilkanaście lat, do wieku młodzieńczego. Fakhir już chciał coś powiedzieć, gdy nagle kosmyki włosów Alice musnęły jego skórę na twarzy. Wojownik w czerwonej zbroi zachłysnął się powietrzem, jednocześnie mając wizje: on, dzielny mąż, pokonuje Angarada tu i teraz, a po wszystkim Alice rzuca mu się w ramiona. Jednakże, Alice w tej prawdziwej formie odezwała się w tym momencie do niego, czego efektem było rozpłynięcie się snu na jawie w mgnieniu oka. - Miło, że się tak troszczysz, jednakże mam dla Ciebie złą wiadomość. Ja nie mam żadnych problemów z demonami. Za to ta ruda ma. Bądź co bądź to ona jest Alexią, a nie ja - uśmiechnęła się przepraszająco. - No i żadnych problemów chwilowo nie mam. A można się dowiedzieć, co Cię ciągnie do męskiej piersi? To chyba kucharka i ja powinniśmy się tak wpatrywać w Khaluu - ostatnie dwa zdania wypowiedziała cichym szeptem, by tylko jej rozmówca usłyszał. jej głos jednak nie rozbrzmiewał ironią, tylko niewinnym zaciekawieniem. - Nie Khalu mnie interesuje... - odparł szeptem dziewczynie gdy odzyskał ponownie spokojny oddech - tylko ten Angarad... śmierdzi demonem. Czasem myślę, ze ten odór może przesiąknąć przez człowieka jak za długo przebywa on w jego obecności... - spojrzał spode łba w stronę osoby o której to właśnie mówił. Po chwili zwrócił się z powrotem do dziewczyny która stała tuż koło niego. - Jeśli ty nie jesteś Alexią, to jak się zwiesz młoda damo? - przy ostatnich słowach z nietaktem wydłubał sobie palcem trochę brudu z uszu. Widząc, ze nie był to najlepszy pomysł, schował rękę za plecy i uśmiechnął się głupkowato. - Taaak... Jest jeszcze może trochę tej herbatki? - zawołał do kucharki - Już, już. O proszę, oto herbatka - Fakhir zadowolony odbierał pełną filiżankę, siadł na pierwszym lepszym krześle i popił ciepły płyn. - Opowiedz coś o sobie - spojrzał ponownie w oczy Alice Wysłuchując co ma do powiedzenia czarnowłosa kobieta Fakhir dopijał ciepły płyn. - Ym, a tak właściwie, to nie macie do mnie żadnych pytań? Wiem, że Panienka poszukiwała młodych wojowników do pomocy, ale nie wiem czy zdążyła wam wiele powiedzieć i czy w ogóle powiedziała coś mądrego - rzekła kucharka patrząc na trunek w swojej filiżance. - Ja mam. - zgłosił się jako pierwszy - Na początek nie tyle co pytanie, ale spostrzeżenie. Jeśli dobrze rozumiem, ta ruda dziewuszka to Alexia. Z tego co do tej pory wywnioskowałem to została zaatakowana przez demona w karczmie. Jestem łowcą demonów i wyczuwam te podłe stworzenia każdym centymetrem mojego sporego ciała. W karczmie była tylko jedna kreatura pachnąca jak one.. jest i ona wśród nas. Prawda Angardzie? - spojrzał na mężczyznę, z którego oczu odbijały się czarne refleksy - nie było mnie tam, więc nie wiem jak to wszystko wyglądało. Jednak jestem pewien, że ty masz z tym coś wspólnego. Źle ci patrzy z oczu. - Fakhir odstawił filiżankę na stół i wciągnął powietrze nozdrzami głęboko do płuc. - Idąc jednak innym tropem. Według kowala, to karczmarz nasłał na nią demony. Kowal wydaje się być człowiekiem obeznanym w tutejszych sprawach i nie wydaje mi się by zmyślał. Dlaczego w takim razie spotkanie odbyło się w karczmie? - Fakhir spojrzał na kucharkę - czy to nie terytorium wroga? Czyj to był pomysł? Jej brata? - wojownik zmrużył oczy - czy ma on coś do zyskania na jej śmierci? Czemu ktoś sprawia że dziewczyna traci rozum, a następnie próbuje ją zabić? Łowca spojrzał na Alice. - Wezmę tą robotę. Nie zostawię kobiety w potrzebie, ale wpierw należy się nam parę wyjaśnień - przeniósł wzrok na mrocznego Angarada - i lepiej żeby nie został pominięty żaden szczegół.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" |
| |
| | #35 |
![]() | Czarodziej szedł kamiennym korytarzem zaraz za gospodarzem zamku... Ach.. Jak bardzo przypominało mu to jego dawny dom który teraz jedynie jako pył unosi się ponad leśnymi dolinami. Gildia była schronieniem już w najbledszych wspomnieniach. Wraz z napływającym rozluźnieniem wzrastało zmęczenie. W końcu nie spał już od dwóch dni. Nogi miękły i przez chwile miał uczucie jakby zatapiał się w ruchome piaski tak miękkieee… -Nie mogę!- Odezwał się głos w jego głowie -Podjąłem się zadania i musze go dopełnić… a przynajmniej spróbować.- Jego brwi zmarszczyły się gniewnie a sylwetka wyprostowała. Mogło by się wydawać że jego włosy zafalowały w powietrzu ponad jego ramionami targane delikatnie jakimś niewidzialnym wiatrem. -Nie pozwolę by moje ciało narzuciło mi swoją wolę.- Pomyślał jeszcze i dogonił Alana. Od jakiejś minuty słyszał ciche kroki skórzanych botów, najwyraźniej podążały za nimi bo było je słuchać coraz bliżej. Jak wiadomo Alan nie prosił o pomoc Troya który uznał za stosowne właśnie teraz zadać mu serie pytań. Co według Melchoira było tylko spontaniczną wymówką, bo w końcu miał na to trochę czasu po drodze… Alan po krótkiej konwersacji poprosił Elfa by zaniósł jego siostrę do pokoju. Ten natychmiast wyciągnął klucz z jego kieszeni wziął dziewczynę na ręce. Szczerze mówiąc gdyby nie krew i cała powaga sytuacji, Czarodziej czuł by się skrępowany… starożytna magia której uczył się od dziecka opierała się na pełnym celibacie więc jakikolwiek kontakt z kobietami krępował go i przyprawiał rumieńców na jego jasnej twarzy. Ale nie teraz.. O nie! Teraz niewzruszony ruszył pewnym krokiem wzdłuż korytarza a potem schodami dotarł do kolejnego. Spojrzał na klucz który ściskał kurczowo w prawej dłoni, podszedł do odpowiednich drzwi i otworzył je. Szybko odnalazł łóżko, złożył bezwładną Alexię i rozpoczął czarowanie….... |
| |
| | #36 |
![]() | Przeszli do kuchni, usiedli przy stole, dostali herbatę. Klindor nie czuł się tu dobrze, o nie. Czuć się dobrze było na dalekim miejscu w liście jego obecnych odczuć. Miał wrażenie że jest jak słoń w składzie porcelany, zupełnie nie pasował do zaistniałej w okół niego sytuacji. Herbatka... Krasnolud spojrzał wgłąb niewielkiej filiżanki. Ciecz w środku była brązowa i gorąca. Wojownik skrzywił się na myśl o piciu tej... herbaty. Wolałby porządny kufel piwa z którego podniesieniem miałby problemy. Albo jeszcze lepiej! Wódkę! Nieświadomie się uśmiechnął - kiedy tylko spostrzegł że to robi, twarz zalał mu potężny rumieniec. Spojrzał po pozostałych, najwyraźniej nikt tego nie zauważył. Pomedytował jeszcze chwilę nad filiżanką herbaty aż w końcu postanowił się napić. Była gożka i gorąca. Krasnolud nie przywykł do takich napoi więc się skrzywił. - ...i właśnie wtedy zorientowałam się, że do kapusty zamiast odrobiny wody, dodałam krasnoludzkiej wódki, aż rozsadziło mi całą kuchnie! - mówiła podeskcytowanym głosem Tario. Klindor aż się zakrztusił i zaczął kaszleć. Kiedy już w końcu złapał oddech zawołał: - WÓDKA?! Macie tutaj wódkę? Kobieto, ja tutaj... - niestety krasnolud nie zdążył powiedzieć że marzy o szklaneczce wódki, że bez niej wyzionie ducha, że wódka jest dla niego w tej konkretnej chwili niczym woda dla człowieka na pustynie. Nie zdążył, ponieważ miał kolejny napad kaszlu. *Kurwa, pieprzona herbata.* pomyślał krztusząc się. Tario zdawała się nie słyszeć jego desperackich błagań o odrobinę alkoholu, zapytała jedynie wszem i wobec czy nie mają jakoby do niej żadnych pytań. Klindor już chciał coś powiedzieć, lecz Fakhir był szybszy w swoim wywodzie. Zapewne krasnolud przyłączyłby się do mądrego potoku spostrzeżeń i pytań łowcy, lecz niestety jego umysł w tamtej chwili krążył tylko w okół jednej rzeczy. - A czy macie tu wódkę? - zapytał kiedy wreszcie przestał się krztusić i kiedy Fakhir skończył swój wywód.
__________________ Seeing is beliving. ... ... ... A tak poza tym to wszyscy zdrowi? |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |