Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Postapokalipsa Świat umarł. Pogodzisz się z tym? Położysz się i umrzesz przygnieciony megatonami, które spustoszyły Twój świat, zabiły rodzinę, przyjaciół, a nawet ukochanego psa? Czy weźmiesz spluwę i strzelisz sobie w łeb bo nie dostrzegasz nadziei? A może będziesz walczyć? Wstaniesz i spojrzysz na wschodzące słońce po to, by stwierdzić, że póki życie - póty nadzieja. I będziesz walczył. O przyszłość. O jutro. O nadzieję... Wybór należy do Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-10-2018, 03:46   #11
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 40351 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
Cena nie była wygórowana, Ves od razu zabrała się do pisania, łapiąc za spodnie i ściągając je do końca żeby rozchylić uda blondynki i tam zająć się zostawianiem autografu za pomocą języka i palców. Przykładała się pilnie, od serca, a gdy w końcu przez ciało Black przeszła seria drgawek, dokończyła dzieło, dopisując na wewnętrznej stronie uda “Najsłodsza cipa w NC 2050”.
- W dzień będę na festynie, zawody medyków i techników. Potem w kanjpie o której mówiłam. We wtorek albo w środę koło południa umówiłyśmy się z dziewczynami z konkursu mokrych koszulek na oglądanie filmów dla dorosłych. Będzie super jak wpadniesz. Przyniosę popcorn i whisky…

- Co napisałaś?
- zapytała rozanielona dziewczyna o blond włosach. Podniosła się na łokciach i uniosła udo sprawdzając ciekawa tego napisu.
- Oooo! Aaaleee czad! - zawołała zachwycona. Poderwała się do przysiadu i objęła nową funfelę. - Możesz na mnie pisać co tylko zechcesz! - dorzuciła czule rozbrojona całkowicie tą przysługą. - No pewnie, że ci załatwię tego Duranda. Ale chyba lepiej byś poszła ze mną. Jak się zgodzi to sama zobaczysz tą mapę. A jak ci załatwię to napiszesz mi coś jeszcze? - powiedziała i zapytała wciąż obejmując brunetkę. - I jutro medycy i technicy? No nie to jeszcze pewnie nie zwlokę się z wyra… A może wpadnij do mnie? Do “Fleurs du mal”. Powiem komu trzeba to cię wpuszczą. I razem pojedziemy do Duranda. I pokaz z filmów dla dorosłych? Z dziewczynami z konkursu? A którymi? I gdzie? - Kristin na bieżąco chyba myślała i mówiła o szykujących się godzinach i dniach jakie miały nadejść.

- Nawet wiersz ci ułożę i napiszę - Vesna zaśmiała się szczerze, obejmując blondynkę mocno i położyła jej brodę na ramieniu - Jasne że wpadnę. Powiesz gdzie to załatwię rano pączki na śniadanie. Dzięki Kristi, jesteś najlepsza - w przypływie radości pocałowała ją w policzek - A pokaz… tam gdzie nocujesz. U Kayi. Razem z Jasmine, Sharon z Blue Star. Może jeszcze Jolene wpadnie, taka blondi przejezdna. Też sympatyczna. Słuchaj, a masz aparat? Żeby fotkę zrobić? Tak nie będzie niebezpieczeństwa że coś się z mapą pomiesza.

- Aparat? Fotę? -
to co powiedziała czekoladowłosa trochę zbiło z tropu albo i zdekoncentrowało blondynkę. - Znaczy tak, pewnie, dam ci jakiś telefon. To sobie zrobisz ile będziesz chciała zdjęć. - machnęła ręką na takie głupstwo jakby odpędzała owada. Zastanawiała się jeszcze nad czymś. - I Kay z Jasmine tam będą? I Sharon? Pamiętam ją. Jak byłyśmy małe a potem podlotkami. Zresztą co rok daję przynajmniej jeden koncert w “Blue Star” to no znamy się. Jest tam kelnerką. Spoko, lubię, ją, jest bardzo sympatyczna. - pokiwała głową jakby próbowała sobie uzmysłowić kto ma być na tym pokazie filmów dla dorosłych. - Ale nie mogę uwierzyć, że będę oglądała porno z Lady Kay. - powiedziała w końcu spoglądając z wesołymi iskierkami w oczach na swojego gościa. - Uwielbiam ją. Jest chyba najlepszą z dziewczyn jakie tam pracują. Właśnie głównie dla niej tam się zatrzymuje. Więc pewnie, że wpadnę jak tylko będziecie chciały ze mną oglądać te filmy. - zwierzyła się znowu blondynka.

- No jasne że będziemy chciały - Vesna odpowiedziała, ale zanim coś jeszcze dodała, rozległo się pukanie do drzwi. Popatrzyła smutno na blondynkę i przytuliła ją ostatni raz - To co, jutro wpadam z pączkami i lecimy w miasto… a teraz chodź. Ktoś tu chyba ma dać czadu na scenie.

- No. -
blondyna kwaśno spojrzała na drzwi. - Jeszcze chwila! Myślicie, że tak łatwo podpisać takie cudnie mokre cycki?! - krzyknęła w ich stronę ponaglająco ale nawet teraz gdzieś słychać było tą nutkę rozbawienia jaką często było po niej widać czy słychać. - No i widzisz, wszystko porąbane nie? Faceci przychodzą do lasek w łóżku i te muszą się ubrać. Zupełnie na odwrót nie? - żartobliwie gderała gospodyni kampera podchodząc do szafki i stopniowo się ubierając. Gdy założyła majtki jeszcze raz spojrzała na wnętrze swojego uda i znów ten prezent od Vesny chyba ją rozczulił i rozwalił na kawałki. - Jakie cudo! Musimy to powtórzyć! - zawołała zachwycona. Potem bez pośpiechu zaczęła ubierać resztę nowych rzeczy znów stopniowo przemieniając się w wizerunek ognistej choć przemiłej cowgirl.
- Aha, chcesz coś? Jak chcesz to bierz. - odsunęła się od szafki z zapraszającym gestem w jej stronę, więc Vesna opuściła przyczepę z nową kiecką i kapeluszem.

Wyszły z kampera w ciemność nocy. Znów w oczy rzucało się przynajmniej dwóch widocznych ochroniarzy artystki.
- Chłopaki! Wiecie, że jestem najsłodszą cipą w Nice City tego sezonu?! - blondynka zapytała ich radośnie wołając bez skrępowania dzieląc się najnowszym newsem.

- Tak Kristin. - odparł ochroniarz nie tracąc spokoju i bardzo podobnie jak reagował wcześniej na słowa i zaczepki szefowej, zanim weszły do kampera.

- Ale naprawdę! Ves zrobiła mi taki autograf! O tutaj. - poklepała się po wnętrzu uda. - Ale no nie będę teraz już spodni ściągać… kurde mogłam wziąć kieckę… - blondynka radośnie schyliła się by pogłaskać wnętrze swojego uda gdzie pod dżinsowym materiałem krył się właśnie taki napis o jakim mówiła zmalowany przez jej nową funfelę z Detroit. Dopiero pod koniec się trochę zmieszała i odwróciła wzrokiem ku ciemnej obecnej furgonetce chyba na poważnie zastanawiając się czy jeszcze jednak się nie przebrać.

- Musimy już jechać na arenę Kristin. - ochroniarz przypomniał jej o tym całkiem ważnym punkcie programu na ten dzień i wieczór. Blondynka skrzywiła się, pokręciła nosem, potem całą głową, w końcu jednak westchnęła i pokiwała blond główką na zgodę.

- Noo doobraa. Ale zabieramy Ves ze sobą! Hej, Ves, chcesz wejść od strony VIP-ów? Za scenę i w ogóle? - odwróciła się nagle do brunetki ciągnąc ją w stronę jakiejś ciemnej limuzyny z jej podobizną na drzwiach i masce.
- O rany, ale jestem nakręcona! Zobaczysz, że dziś dam ostro czadu! Tak czuję to, dam ostro czadu! - wykrzyczała radośnie pieszczotliwie głaszcząc się po obdarowanym autografem udzie i patrząc na Vesnę rozognionym, nieco chaotycznym spojrzeniem. Odpowiedź padła twierdząca... bo jaka niby miała paś w takiej sytuacji?
Randka w ciemno


Na starych filmach rewolwerowcy umawiali się na pojedynek w samo południe, często na głównej ulicy miasta i tam stawali naprzeciwko siebie w pojedynku na śmierć i życie, gdy “to miasto było za małe na ich dwóch”. Dobrze się składało, że Vesna strzelała gorzej niż kiepsko, nie grała w żadnym filmie, a jej przeciwnik może i jeździł konno, miał broń w kaburze przy biodrze, ale to nie tej akurat pukawki chciał użyć podczas spotkania - tu też różnica. Spotkanie, nie pojedynek. Dlatego bez zgrzytu północ pasowała - odwrócone południe, idealne do skrytych schadzek, tajnych spotkań i wymykania się spod kurateli drugiej połówki, chrapiącej w najlepsze w wygodnym łóżku, nakrytej pod sam nos kocem i wymęczonej atrakcjami minionego dnia. No i prysznicami w różnych konfiguracjach. Dziewczyny go nie oszczędzały i chociaż nadrabiał miną, to ledwo przekroczyli próg pokoju, legł na wyrze i zasnął pół minuty później. Technik rozebrała go, wtoczyła na odpowiednia połowę materaca i otuliła nakryciem, a ten nawet nie otworzył oczu. Chrapać zaczął chwilę później, więc ona mogła w spokoju przygotować się do wyjścia.

W świetle świecy, patrząc na swoje odbicie w małym lusterku, rozczesała i ułożyła włosy, zrobiła użytek z tych paru kosmetyków które się jej jeszcze ostały. Zadowolona z efektu wskoczyła w sukienkę i na wszelki wypadek założyła też kurtkę, gdyby zrobiło się zimno. Nie dumała nad tym co wyrabia, działała. Pomyśli potem, żałować niczego nie zamierzała, bo jeśli coś już się robiło to robiło się w pełni. Żałowali jedynie frajerzy. Przygotowana do wyjścia wyślizgnęła się na palcach z pokoju, pewniejszego kroku nabierając dopiero na półpiętrze, ciekawa czy przyjedzie, a może sobie daruje? Tak tylko gadał, nie chciał wyjść na leszcza, a jutro powie że coś mu wypadło.

- Masz dziesięć minut
- szepnęła pod nosem, wychodząc przed knajpę i stając w cieniu pod dachem, obok donic z bluszczem. Da mu dziesięć minut, a jak się nie zjawi, wróci na górę i zapomni o całej sprawie.

W sumie dopiero na miejscu zorientowała się, że tak dokładnie to właściwie nie wie która jest godzina. Ani ile już czeka. Trochę to było trudne do ustalenia bez żadnego czasomierza ani przy sobie ani dookoła. Można było liczyć czy radzić sobie w podobny sposób ale pod wpływem emocji trudno było się na tym skoncentrować na tyle długo aby wytrwać. Nawet Księżyca nie było widać. Deszcz już albo słabł albo przestawał padać. Obecnie panował taki przejściowy stan: mżawka. Właściwie to dopiero tak czekając zorientowała się, że właściwie wpakowała się w niezłą kabałę. Sama, w ledwo kurtce i sukience, w prawie obcym a obecnie ciemnym mieście. Ludzi było na tyle sporo aby liczyć, że kogoś może spotkać chociaż niekoniecznie kogoś miłego. A Alexa przy niej teraz nie było. I na tyle mało z powodu późnej już trochę pory aby nie być pewnym by ktoś usłyszał jej wzywania na pomoc. Do tego ten wcześniejszy deszcz przerobił okolicę na błotniste coś połączone z wieloma kałużami a obecna mżawka tylko ugruntowała ten stan. A więc przepis na niezłe tarapaty jak nic.

I tarapaty rzeczywiście ją dopadły. Usłyszała stąpanie końskich kopyt. Powolne. Może ostrożne. Jak mieliły te kałuże i błoto pod sobą. W tych ciemnościach miała kłopoty z rozróżnieniem detali. Ale gdy dźwięki kopyt nadal nasilały się dojrzała jakąś pojedynczą sylwetkę jeźdźca. Chyba w kapeluszu. Pomogło jej jeszcze parsknięcie konia. I sylwetka jeszcze zlewająca się z cieniami ulicy, widoczna tylko gdy się patrzyło kątem oka zrobiła się wyraźniejsza. Ktoś tu nadjeżdżał. Jeździec. Powoli. Jakby sprawdzał teren albo czegoś szukał. Czy kogoś. Wodząc wzrokiem po tych cieniach i mrokach ulicy.

Deszcz był przereklamowany, tak samo jak ciemne zaułki wieczorową porą. Nadzieję na pozytywne zakończenie spotkania wzbudzał ten durny kapelusz, a także to, że jeździec chyba się za kimś rozglądał. Rozwiązania były dwa: albo dalej się chować i czekać aż przejedzie na tyle blisko żeby dało mu się przyjrzeć… albo wyjść mu naprzeciw licząc na łut szczęścia i szybsze rozwiązanie kłopotów. Vesna nie lubiła się chować, ani ukrywać. Postawiła kołnierz kurtki, skrzyżowała ramiona na piersi i wyszła z cienia aby nadjeżdżający mógł ją zobaczyć. Wróg czy wyczekiwany gość, za parę sekund się przekona. Zawsze zostawało udawać, że ma się HIV, albo inną zaraźliwą francę. Przybliżyć parę zabawnych symptomów pokroju sikania krwią i martwicy narządów rozrodczych… no i wreszcie chciała skończyć z tym siąpiącym mokrym czymś, czego ze względu na irytację nie miała zamiaru nazwać deszczem.

- Vesna? To ty? - jeździec zatrzymał konia widząc wybiegającą postać. Po męskim głosie rozpoznała Patricka. - Jesteś jednak. - dodał z ulgą też chyba będąc niezbyt pewnym czy nie zostanie wystrychnięty na dudka. I teraz jak się okazało, że nie to widocznie mu ulżyło. - Chodź, wsiadaj. Nie będziemy tu moknąć. Znam jedno suche miejsce. - powiedział schylając się ku niej i wyciągając dłoń aby pomóc jej wsiąść na konia.

Dziewczynie też ulżyło. Jednak nie psychopata z maczetą, a Patrick… chociaż szczerze mówiąc znali się na tyle, że nie mogła wykluczyć sytuacji, gdy jedno łączyło się z drugim.
- Podobno najlepiej wyglądam mokra - posłała mu szelmowski uśmieszek i z jego pomocą wgramoliła się jakoś na koński grzbiet, przed jeźdźcem. Dzięki temu od tyłu przynajmniej nie mokła… i przyjemnie ciepło było gdy musiał ją częściowo objąć aby móc operować cuglami.
- Tooo… gdzie mnie wywozisz? - spytała, obracając się i unosząc głowę żeby spojrzeć mu w twarz - Worek na zwłoki i łopatę oczywiście w bagażniku masz, prawda? U nas w Det mówi się na to zestaw startowy.

- Zestaw startowy? To to już zaczyna się to szkolenie i wymiana doświadczeń?
- Patrick wcale nie cofnął twarzy więc gdyby nie skrajnie niewygodna pozycja to mogliby się pocałować już teraz. Nawet czuła na swoim policzku jego gorący, wilgotny oddech. Ruszyli nieco raźniejszym tempem niż te którym tu przyjechał. Ruszyli gdzieś przez pogrążone w późnej zabawie miasto. Z lokali nadal dobiegały odgłosy śpiewów, muzyki, krzyków, czasem rozbijanego szkła ale nadal wydawało się wszystko bezpiecznie i pod kontrolą.

- A ja porywam cię w takie ustronne miejsce gdzie nocni kowboje zazwyczaj zabierają takie ciekawskie nocnych przygód dziewczynki. I tak. Mokra wyglądasz przecudnie. Widziałem obydwa konkursy. Ale twój facet się kręcił w pobliżu to nie chciałem spin i nie podchodziłem. Teraz w tej mokrej kiecce też wydajesz się grzechu warta. - kowboj mówił spokojnie, trochę żartobliwie, tak by w każdej chwili można było to obrócić w żart a jednak wyczuwała gdzieś pod spodem, pod tym wszystkim skrywaną nutkę pożądania. I chociaż wieczór czy już raczej noc, była ciepła to plecy Vesny czuły jak od jego torsu promieniuje ciepło żywego ciała.

Robiło się dziwnie, oboje wiedzieli po co jadą, ale jeszcze udawali i nie rzucali się na siebie. Rozmawiali, a Vesnie coraz szybciej waliło serce, rozum zaś spał gdzieś na piętrze knajpy.
- Dziewczynki mówisz… nie jestem dla ciebie za młoda, co? - spytała udając zastanowienie, poprawiła też pozycję żeby ściślej przylegać plecami do tak miło grzejącego kowboja - A poczytasz mi bajkę na dobranoc? Albo jakąś opowiesz? Nie mam misia… i boję się spać sama - zrobiła smutną minkę - I jeszcze zwodzę prawych, porządnych kowbojów na drogę grzechu i występku. Jak Lilith… - westchnęła.

- Taakk? A nie mówiłaś coś wcześniej o znarowionych klaczach? Takie co potrzebują ujeżdżania. Czy jakoś tak. Wydawało mi się, że chyba o tym mieliśmy porozmawiać. I zbadać temat. Dogłębnie i bardzo dokładnie zbadać ten temat. - Patrick zdawał się chłonąć ciepło i przyjemność z bliskości jej ciała jak ona z jego. Był od niej wyższy chociaż gdy siedzieli aż tak to nie rzucało się w oczy. Ale nadal wystarczyło aby pochylił głowę do przodu aby móc jej spojrzeć w dekolt. Co prawda po ciemku pewnie i tak widział tylko jaśniejsze plamy ciała i ciemniejsze ubrania ale to chyba nie psuło samej idei i przyjemności tego gestu. - I daj spokój. Chyba nie jestem aż takim nudziarzem abyś przy mnie zasnęła co? - zapytał nieco przekierowując swoją głowę tak, że zbliżył się ustami do jej ucha. Więc nawet jak szeptał to słyszała jego słowa całkiem wyraźnie. Skorzystał z okazji i przesunął wargami po krawędzi jej ucha.

- Mówiłam, mówiłam… tak jak ty teraz o tych dziewczynkach - Holden przeszły ciarki, na przedramionach stanęły jej wszystkie włoski, a wszystko przez palanta i jego manewry przy jej uchu. Odchyliła głowę żeby miał lepszy dostęp co samo w sobie było jasnym sygnałem aby nie przerywał - Więc co wolisz… narowiste klacze czy grzeczne dziewczynki? Oba gatunki… da się tresować. - trochę rwał się jej wątek, ale jakoś wybrnęła. Szło by lepiej, gdyby jej tak nie rozpraszał - Sam sobie odpowiedz, czy dla nudziarza wybijałabym nocą gdzieś poza znany teren i co gorsza dała mu się tam porwać w ciemno? Bez mówienia komukolwiek gdzie i z kim jadę… - mruknęła rozbawiona własną beztroską, przekrzywiając ramię za plecy i chowając je kowbojowi pod kurtką żeby chociaż trochę ogrzać zaczynające kostnieć palce.

- Znarowione klacze czy grzeczne dziewczynki? - kowboj z Teksasu dumał nad podanym zagadnieniem które chyba bardzo go zaciekawiło. - Trudny wybór. - westchnął po chwili zastanowienia. Zaczynał się do niej dobierać na całego. Czuła jak zaatakował jej ucho na całego. Teraz już nie było mowy o przypadkowym muśnięciu. Całował jej ucho. I okolice. Szczękę i szyje, czasem zjeżdżał wyżej we włosy. Przełożył lejce do jednej dłoni i drugą złapał ją mocniej w biodrze. Jakby chciał poprawić to jak usiadła. Ale dłoń nie opuszczała jej ciała co przez materiał sukienki czuła świetnie. Dłoń powoli badała teren przesuwając się stopniowo na brzuch to wracając na bok ku bokowi i żebrom wsuwając się pod jej kurtkę.

- Właściwie jeśli da się tresować obie jak mówisz to chyba oba modele są warte zbadania. - powiedział cicho, coraz bardziej chrapliwym głosem. Jego podniecenie też brało coraz bardziej. Czuła to po jego szybszym oddechu i walącym pod koszulą sercem. Mówił jak przez zęby jakby potrzebował wysiłku aby utrzymać emocje na wodzy tak jak swojego wierzchowca. - Zaraz to zbadamy osobiście. I namacalnie. - lekko skinął przed siebie wskazując na ciemną bryłę jakiegoś sporego budynku. Może stodoły albo czegoś podobnego.

- Masz…. Strasznie… niewygodną furę - wysapała z pretensją łapiąc go za nadgarstek i kierując dłoń za dekolt sukienki - Dobrze… wszelkie badania najlepiej… przeprowadzać organoleptycznie… nie na… oko - jęknęła, potem kaszlnęła krótko próbując się skupić. Nie przyzwyczajona do jazdy konnej bała się, że zaraz zleci. Gdyby nie bardziej doświadczony operator kobyły, siedzący tuż za jej plecami.

- A tu się akurat zgadzam bez zastrzeżeń. - mężczyzna bardzo chętnie i skorzystał z zaproszenia i udzielił pomocy w wygodniejszym umoszczeniu się kobiety na jego czworonożnej bryce. Dłoń zaś błądziła po sukience śmiało i zachłannie, sycąc się niecierpliwie ukrytymi pod spodem kształtami. Kowboj nakierował ich dłonie tak, ze mimo niewygodnej pozycji ich usta mogły nawzajem odnaleźć się po ciemku i wreszcie połączyć. Koń nagle parsknął i się zatrzymał chwilę potem. - Mmm… Tak. To tutaj. Poczekaj zsiądę i ci pomogę. - powiedział gdy musiał na chwilę odchrząknąć i starać się mówić względnie zwyczajnym tonem.

Wprawnie zsiadł z konia a potem podał dłoń kobiecie. Nie dał jej jednak tak zwyczajnie zsiąść tylko złapał w objęcia a potem przeniósł ten kawałek do drzwi stodoły. Dopiero tam postawił ją na ziemi. Wewnątrz jednak była ciemność prawie absolutna bez, żadnego światła na zewnątrz ani wewnątrz. Gdzieniegdzie widać było przez jakieś dziury nocne niebo. Słychać było tą durną mżawkę jak cicho tarabani o ściany i dach. Wewnątrz zaś wyczuć się dało zapach siana albo jakiś podobny.
- Jeszcze chwila. Rozpakuję się. - Patrick zostawił ją i odszedł w ciemnościach o kilka kroków. Słyszała jak czymś szura, coś brzęczy, w końcu rozległ się syk zapalanej zapałki i pojawił się płomień. W tym płomieniu widziała zagubioną w ciemnościach twarz kowboja która płomieniem zapałki podpaliła lampę. Gdy rozpalił tą lampę podał jej to źródło światła - Idź na sam koniec. Zaraz wrócę, tylko wprowadzę konia. - powiedział wskazując na przeciwległy kraniec pomieszczenia którego promień światła z lampy nie wyławiał. Sam odwrócił się do wyjścia aby pewnie zrobić to co mówił.

- A już myślałam że wziąłeś wędzidło… i zapasowe ostrogi - przyjęła lampę i na miękkich nogach ruszyła we wskazanym kierunku, patrząc na ziemię żeby ten jeden raz nie potknąć się i nie narobić sobie wstydu. Starała się też podpatrywać co jest wokoło, prócz siana, słomy albo czegoś podobnego. Typowo wiejski klimat… miał swój urok. Prawie tyle co brunet majstrujący przy koniu - To teraz mam iść prosto aż pod ścianę i wtedy dostanę… kontrolny strzał w potylicę? Masz ten worek i łopatę?

- Znajdziesz na miejscu!
- Patrick odpowiedział ni to żartem ni to serio i musiał podnieść głos bo już zamykał drzwi za sobą. Przez chwilę było tak jakby zaplanował dla niej tutaj jakiś tragiczny koniec. Szła sama. Ledwo widziała na kilka kroków dookoła. Wewnątrz ciemnej budy w której mógł być ktokolwiek czy cokolwiek jeszcze. Z dala od kogoś kto mógłby usłyszeć jakieś wołania na pomoc. A on też zostawił ją jakby szykował coś paskudnego albo przynajmniej miał zamiar ją tutaj zostawić samą w tą ciemną, ponurą noc nie wiadomo gdzie. A najgorsze, że jak w końcu wyłoniła się z mroków przeciwległa ściana to naprawdę na niej wisiały różne narzędzia. W tym poza grabiami, piłami także kilof i łopata. W sumie cały zestaw jakby się postarał to idealnie pasował do poćwiartowania i zakopania ciała.

I gdy tak to sobie oglądała i analizowała usłyszała znowu skrzypienie drzwi. Tym razem tych większych. Usłyszała człapanie końskich kopyt, odgłos chrap ale tym razem światło lampy działało przeciwko niej i nic nie widziała, nawet gorzej niż po ciemku. I jeszcze w końcu usłyszała miarowe, zbliżające się kroki. W tych ciemnościach i sytuacji jakoś brzmiały dziwnie złowieszczo. I gdy w końcu w promieniu światła pojawiła się sylwetka Patricka wydawało się, że to jakoś strasznie nagle.

- No już. Zapraszam do środka. To na czym skończyliśmy? - powiedział z oszczędnym uśmiechem i kosmatym podtekstem w minie i spojrzeniu. Wskazał dłonią na jakieś drzwi obok. Wzrokiem zaś chciwie wędrował po jej sylwetce. Mimo starań dość wilgotnej od tej mżawki.

Na jego widok dziewczyna najpierw podskoczyła, potem próbowała udać że wcale nie i w ogóle to jej nie przestraszył.
- Nie wiem czy ktoś ci mówił - zaczęła poważnym, pouczającym tonem, pokazując na żelastwo - Ale jeżeli chcesz kogoś poćwiartować trzeba najpierw naostrzyć narzędzia. Inaczej niepotrzebnie się zmachasz… a te tutaj nie dość że tępe to jeszcze rdza na nie wchodzi. A jak się skaleczysz przy pracy i wda się tężec? - pokręciła z naganą głową, ale coś nie za bardzo mogła oderwać od niego oczy. Skakała nimi chaotycznie po całej jego sylwetce, nieświadomie przygryzając wargę - Zapraszasz… do środka? A to nie powinien być… mój tekst?

Teksańczyk zaśmiał się ubawiony. A potem swoim zwyczajem uchylił jej ronda kapelusza oddając honory.
- Uwielbiam takie zaproszenia. Ale chyba nie mamy za wiele czasu prawda? A jeszcze mamy dość sporo do zrobienia. - powiedział i ujął ją za łokieć prowadząc do drzwi. Gdy tam doszli w mroków wyłoniło się o wiele mniejsze pomieszczenie. Jak jakaś kanciapa. Widać było jakieś biurko, krzesło i łóżko. Na łóżku stał jakiś koszyk. Z koszyka wystawała ciemna butelka zakończona korkiem. I chyba jakieś bułki albo bagietki. - Na wypadek gdybyśmy zgłodnieli. Przed czy po. - wyjaśnił widząc jej minę. Zaraz też sprawnie przejął kontrolę zdejmując kapelusz i kładąc go na biurko a jej pomagając zdjąć kurtkę. Zanim ją oparł o poręcz krzesła zdążył ją przez chwilę całować w kark. A gdy wrócił już z pustymi rękami stanął za nią i wreszcie, podobnie jak niedawno w siodle, zaczął niecierpliwie badać jej przód swoimi dłońmi. Tym razem mógł wreszcie obiema.

Pannie Holden niewiele było trzeba do szczęścia. Najczęściej wystarczyło żeby ją nakarmić…

- Pamiętałeś że lubię jeść... - przełknęła gulę która nagle wyrosła jej w gardle. Mógł ją tu najzwyczajniej w świecie przywieźć żeby przelecieć i potem podrzucić z powrotem do miasta, albo i zostawić żeby radziła sobie skoro dostał co chciał, a ten nie. Oczywiście nie mógł się zachować jak dupek, albo napuszony samiec, tylko znowu podstępnie użyć tego teksańskiego uroku rycerzyka na kulawej chabecie…

- Tak szczerze mówiąc… to jestem głodna - westchnęła, a wzrok jej uciekał do koszyka. Faktycznie czasu za dużo nie mieli, głupio też by wyszło gdyby zajęła się żarciem zamiast gospodarzem, ale i na to był sposób. Złapała go za ręce i pociągnęła do krzesła. Tam obróciła go, klękając przed nim bez słowa i zabierając się za rozpinanie spodni. Okazja do wypróbowania rad Kay nadarzyła się szybciej niż myślała.

Vesna nie była do końca pewna czy to efekt trafnego instruktażu Kay, czy to jej osobiste wykonanie owych wskazówek, czy to Patrick był tak napalony, czy to wszystko razem czy może chodziło o jeszcze coś innego. Grunt, że działało. Siedzący na krześle facet był wniebowzięty taką obsługą co widziała po jego minie. Przymknięte oczy, zaciśnięte szczęki, pulsujące na szyi żyły i oddech jak po szybkim sprincie. Złapał ją w końcu nawet za głowę przyciskając mocniej do siebie zupełnie tak jak wcześniej mówiła dziewczyna z klubu.

- Ale z ciebie rasowa klacz! - wychrypiał ciężko przerywając jej manewry. - Ale jak nie masz zamiaru kończyć tu i teraz to dawaj na te ujeżdżanie. - wysyczał czerwony z wysiłku i podniecenia podnosząc ją i sadzając na siebie. Tu się trochę pogubił bo ze zniecierpliwienia próbował zrobić za dużo rzeczy na raz. Jedną dłonią zaczął trochę manewrować przy mokrej górze jej sukienki jakby chciał ją ściągnąć albo chociaż odsłonić dekolt a drugą na odwrót. Powędrowała w dół, pod sukienkę aby tam, pod spodem spróbować pomóc we wspólnych manewrach.

Holden zapamiętała aby przy najbliższej okazji podziękować Kay za radę, działało. Nawet chyba za dobrze, ale Patrick bał się że mu coś z głodu odgryzie i wolał nie ryzykować. Zmienili układ, a gdy tak się stało powstało trochę zamieszania z ubraniem. W końcu udało się pozbyć kiecki ku obustronnej radości. Za to przy wskakiwaniu w siodło było już mniej problemów.
- A tak… już wiem o czym zapomniałam - wysapała równie rozbawiona, co nakręcona kiedy w końcu wszedł w nią i powoli opadła mu na kolana - Majtki - przewróciła oczami z dziwnie niewinną miną, której pozbyła się równie nagle, mając dość czekania i zaczynając obiecane rodeo.

- Oo… A co tu masz? - Patricka zaintrygował napis na piersi pozostawiony kilka godzin wcześniej przez Kristin. Wpatrywał się w niego przez chwilę z fascynacją wodząc po nim palcami. Ale jednak główny powód i przedmiot zabawy siedzący mu na kolanach szybko zaabsorbował go bardziej. No i ta ostatnia przeszkoda jaka ich rozdzielała. Zamarł na moment gdy wreszcie dostał się do tego upragnionego celu z jękiem ulgi. Ale tylko na ten moment. Szybko zaczął ćwiczyć tą trudną sztukę rodeo, ujeżdżania, tresury czy cokolwiek by to miało nie być to wydawało się go to pochłaniać całkowicie. Miarowe, stukające dźwięki trzeszczącego krzesła zlewały się w jedno z przyśpieszonymi oddechami i cichym stękaniem.

Było inaczej niż z Alexem, zupełnie nie tak jak to co znała do tej pory i do czego się przyzwyczaiła. Inny zapach, inny rytm oddechu i kompletnie różny smak skóry, śliny i potu. Inne gabaryty… inne, ale nie znaczy że gorsze. Jedno się tylko nie zmieniło - pożądanie, ruch w górę i w dół. Sama mechaniczna strona znanych czynności. Technik nie odpowiedziała, pochłonięta dawaniem i odbieraniem przyjemności. Poznawaniem smaku ust i zaciskaniem coraz mocniej rąk na ramionach kowboja.

W tak nerwowym, nieplanowanym niespokojnym i trącącym dla obojga kochanków egzotyką spotkaniu finał przyszedł raczej prędzej niż później. W pewnym momencie przez jedno a potem drugie ciało przeszła spazmatyczna seria dreszczy, szczęki zacisnęły się, palce złapały to co miały akurat pod ręką i nawet oddech na chwilę został wstrzymany. A potem nastąpił błogi odpływ. Mokre od własnej wilgoci ciała uspokajały się, wracał oddech i zdolność do trzeźwiejszego myślenia a nawet mowy.
- O rany… Naprawdę jesteś zdrową, rasową klaczą… idealna do ujeżdżania… - wysapał ciężko kowboj ocierając ramieniem pot z czoła i z zadowolonym uśmiechem. Sięgnął z trudem ale sięgnął po butelkę z koszyka i ją odkorkował zębami. - Trzeba to opić. - dodał już trzeźwiej i sięgnął gdzieś pod biurko po dwa, metalowe kubki. Do nich nalał czerwonej, wodnistej cieczy i wręczył jeden z kubków swojej kochance.

- Faktycznie jest co opijać - zgodziła się grzecznie, stukając kubkiem w jego kubek i biorąc niewielki łyk. Cierpko - słodki smak jej podpasował, więc osuszyła porcję do samego końca.
- To co teraz, zrobisz kolejny karb na spluwie? Jak za odstrzelone głowy - parsknęła, a potem oparła się o niego ciężko, kładąc mu głowę na ramieniu i zamykając oczy. Cisza, spokój, błogość… i perspektywa późnej kolacji. Albo wczesnego śniadania.
- Zawsze jesteś taki uparty?

- Uparty?
- rozleniwiony umysł mężczyzny pracował na wolniejszych obrotach bo nie skojarzył aluzji kobiety. Ale i tak pozwolił jej opaść i przytulił do siebie a wolną dłonią machinalnie głaskał jej plecy. Sam też szybko opróżnił swój kubek i zajął się manewrami z ponownym napełnieniem naczyń. Ale jedną ręka to trochę mu to zajmowało.

- A karb no pewnie. Obowiązkowo. Jak z każdy prawdziwy kowboj z każdą zaliczoną sztuką. No i trofeum oczywiście. Majtki mogą być. Chustka przyniosła mi szczęście to ciekawe ile fartu przyniosą mi majtki. - mruczał w ten dziwny sposób, że można było przeczytać i jako żart i też, że on tak na poważnie.

- Mówiłam ci… zapomniałam założyć majtek. Coś się spieszyłam i z tego pośpiechu… zdarza się - powiedziała niby poważnym głosem i jakoś dziwnym trafem nie umiała przestać się uśmiechać. - Uparty… inny by sobie odpuścił. Ale nie ty - pokręciła delikatnie głową. Na bardziej energiczne ruchy jeszcze nie miała siły - Jak coś to zanim obetniesz mi głowę naostrz piłę… i ostrzegam. Jestem jak mityczna hydra. Upitolisz mi łeb, odrosną trzy kolejne. Dlatego mam tyle żołądków… co tam dobrego przyniosłeś? - otworzyła oko i wyjątkowo nienatarczywie popatrzyła na koszyk.

- Nie masz majtek? - Patrick wydawał się naprawdę zaskoczony. Zupełnie jakby wcześniej nie zarejestrował tego detalu. Nieco odsunął głowę w bok przeszukując porzucone na podłodze i łóżku ubrania szukając chyba wzrokiem tych majtek. - No rzeczywiście. - westchnął wracając spojrzeniem do brunetki siedzącej mu na kolanach. - No to sama widzisz. Musimy się umówić na następny raz tylko tym razem musisz przyjść w majtkach, żebyś mogła mi dać. - powiedział tłumacząc powoli z ironicznie rozbawionym spojrzeniem.

- I teraz no nie mogę ci uciąć głowy no bo wtedy nie będziesz mogła przyjść drugi raz. - westchnął znowu i wychylił się w bok aby sięgnąć po koszyk. Stękał przy tym, próbował balansować też siedzącą na kolanach kobietą a w końcu złapał ten koszyk i postawił na biurku. Wskazał zapraszającym gestem na jego zawartość.

- A to już zarządziłeś powtórkę? I jeszcze dyktujesz jak mam się ubrać - parsknęła, ciekawie zaglądając do koszyka. W środku były kanapki, parę jabłek, kawałek kiełbasy i pokrojony pieczony kurczak. Tak… wyglądało jak śniadanie.
- Więc mówisz że nie jesteś głodny… - zaczęła neutralnym tonem biorąc się za kanapkę z serem. Pochłonęła ją na trzy gryzy i wyjęła następną - Sam je robiłeś? Jeszcze powiedz że umiesz gotować… - westchnęła.

- Jestem kowbojem. Umiem wiele kowbojskich rzeczy. - powiedział z łagodnym uśmiechem ale sam też chyba zgłodniał bo wziął się za jakąś kanapkę. Chwilę tak jedli w milczeniu a on ozdabiał sobie te jedzenie wodząc palcami swojej dłoni po jej ciele. - No tak. Powtórka musi być. Raz, że te majtki na szczęście, zapomniałaś tym razem a dwa no krótkie było to szkolenie. Trzeba więc powtórzyć. Chyba nie wyjeżdżasz z samego rana co? - zapytał zerkając na nią i wgryzając się znowu w kanapkę.

Vesna w tym czasie uparcie czyściła koszyk nie odzywając się i tylko mrucząc potakująco. Żuła szybko, przełykała jeszcze szybciej i dopiero po piątej kanapce, trzech kawałkach kurczaka, bułce i jabłku odzyskała mowę.
- Nie, nie wyjeżdżam. Będę szła po ten czołg, ale jeszcze nie wiem z kim - przyznała, upijając wina - Chcę porozmawiać z kimś z CSA, wybadać grunt. Być może… - zawahała się i dorzuciła szczerze - Może jutro przed aukcją będę miała mapę. Jeszcze nic pewnego - wzruszyła ramionami i dopiła co było w kubku - Ten drugi raz… powtórka szkolenia. Miałam tylko jednego mężczyznę… do dziś. Trochę nie wiem co robić - odstawiła naczynie i bez ostrzeżenia wstała z gościnnych kolan, podchodząc do porzuconej w pośpiechu kiecki.
- Po prostu nie wiem - powtórzyła, mnąc materiał w palcach.

Milczał dłuższą chwilę. Skończył swoja kanapkę i zajął się sączeniem z metalowego kubka. Bawił się nim machinalnie przesuwając po krawędzi biurka. Pokiwał głową do jej słów i dalej wsłuchiwali się w ciszę.
- Dobra. Jakby co to ja tu będę. I pewnie też pojadę po ten czołg. Tak czy inaczej. Jakoś się to ułoży. - powiedział w końcu po tej chwili zastanowienia. Też wstał i zaczął się ubierać. Ale, że i tak niewiele z niego zdjęli to uwinął się szybciej niż zbierająca swoje rzeczy kobieta. - Chodź, odwiozę cię. - powiedział wskazując na drzwi przez jakie niedawno weszli.

Brzmiało rozsądnie, nie mieli przecież dużo czasu. Tylko wychodzenie w takiej atmosferze bolało, chociaż nie powinno… popieprzyło się doszczętnie.
- Patrick… - bąknęła z sukienką nałożoną do połowy brzucha. Zatrzymała się tak, patrząc na niego smutnymi oczami winnego psiaka. - Posłuchaj… - zaczęła i nie wiedziała jak skończyć, co rzadko się jej zdarzało. Zła na siebie szarpnęła ubraniem, zrzucając je znowu na podłogę. Dwoma krokami zmniejszyła dystans, łapiąc go za kurtkę i stanęła na palcach żeby go pocałować. - Szarmancki, uprzejmy, przystojny i silny… z najpiękniejszymi oczami jakie w życiu widziałam. Pewnie powinnam się zamknąć i już się nie kompromitować… ani nie dorabiać drugiego karba na swojej kosie zjebywacza nastroju… dziękuję, to naprawdę cudowny wieczór. Jestem… jest mi niezmiernie miło, że chciało ci się to ogarniać. Przepraszam, nie chciałam żebyś się smucił i… i chyba jeszcze mamy trochę czasu - spróbowała się uśmiechnąć, ciągnąc go w stronę łóżka - Jeszcze jest dziś. Tutaj, teraz. Tylko ty i ja… i nic ani nikt więcej.

Facet gdy tak słuchał jej słów wydawał się odarty ze złudzeń. Zupełnie jakby liczył się z takim rozwojem sytuacji a jednak miał nadzieję, że nie nastąpi. A gdy nastąpił to jednak była ta gorycz, rozczarowanie i żal. Ta wielka gula jak garb ciążyła mu widocznie ale pewnie starał się zachować fason i załatwić sprawę jak najszybciej.

Dlatego sukienka która zlądowała z powrotem do kostek właścicielki wyraźnie go zaskoczyła. Tak samo jak jej ruch i kolejne słowa. Miał wyraźnie zdziwioną minę i z początku dość biernie dał się ponieść jej i tej całej odmienionej sytuacji.
- Chcesz… chcesz jeszcze raz? Teraz? - mimo wszystko chyba szukał jakiegoś potwierdzenia bo i z miny i głosu dobiegało mu niedowierzanie. Nawet gdy ona już siadała na łóżku i ciągnęła go i na nie i na siebie.

- Tak… chcę… ciebie. Teraz. Tutaj - słowa same pojawiły się na języku i uleciały w powietrze nie głośniej niż szept. Ręce na oślep zaczęły potyczkę z guzikami i sprzączkami, trzęsąc się z niecierpliwości. To było głupie, tak potwornie głupie… ale chciała żeby się uśmiechnął.
Uwielbiała, gdy się uśmiechał.

I uśmiechnął się. Najpierw z tym niedowierzaniem, ostrożnym, niepewnym uśmiechem. Ale jej słowa, błądzące po jego ubraniu jej ręce walczące z jego guzikami upewniły go w jej intencjach. I nagle, nie wiadomo skąd i jak, ten zdawałoby się bezpowrotnie utracone pożądanie wróciło z nagłą, niesamowitą siłę znów biorąc we władanie, dwa splecione ze sobą ciała. Tym razem rozbierane i już rozebrane. Przez niewielką izdebkę znów przeszły odgłosy skrzypienia, tym razem łóżka i przyśpieszone oddechy pary kochanków.
- Jesteś niesamowita. Po prostu niesamowita. - wysapał gdzieś jeszcze na etapie jak miał jeszcze siłę i ochotę mówić. Wyglądało na to, że jest pod wrażeniem, tak samo jak wcześniej gdy siedziała mu na kolanach tak jak i teraz gdy on miał ją pod sobą. Mijały kolejne minuty, oddechy aż gdzieś za oknem niebo na wschodzie z czarnej nocy zaczynało się zmieniać na ciemny granat. Dopiero wtedy rozum wziął górę nad pasją. W biegu doprowadzili się do porządku, a potem wrócili konno aż pod knajpę z witrażem w drzwiach, przegadując całą drogę jakby znali się całą wieczność, a nie dwa tygodnie.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR

Ostatnio edytowane przez Amduat : 19-10-2018 o 01:53.
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 21:00   #12
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 5040 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
- Witaj lady Amari! - powitał Akiro federatkę gdy przekroczyła ona progi hotelowego pokoju narad. Następnie gdy wszyscy rozmówcy się rozsiedli przeszedł do rzeczy - Moi towarzysze są zainteresowani waszą ofertę, a z racji tego czołg cieszy się wielkim zainteresowaniem... w tym innych potężnych organizacji, chcą negocjonować stawkę za ponoszone ryzyko.
Lady Amari skinęła ciemnowłosą głową na znak, że przyjęła do wiadomości powitanie i słowa rozmówcy. Zlustrowała go wzrokiem z poważną miną. Akiro dostrzegł, że jest szczupłą, kobietą z przypasanym w talii pasem bojowym. Ten jeden element psuł nico jej wizerunek. Bez niego spokojnie mogłaby się wpisywać w stereotypowy wizerunek bizneswoman. A na tym pasie miała zarówno broń krótką w kaburze jak i szablę. Broń i palna i biała w Federacji była nie tylko narzędziem użytkowym czy do samoobrony. Była też wyznacznikiem statusu i pozycji społecznej. W Federacji nikt z podrzędnej kasty nie miał prawa do noszenia broni w legalny sposób. Skoro lady była uzbrojona i zachowywała się przy tym swobodnie to musiała należeć do klasy rządzącej.
Nie byli naturalnie sami. Zgodnie ze świetnie znanym i ceremoniałem szlacheckim i zasadami bezpieczeństwa zanim lady Amari do niego zeszła musiał rozmówić się chyba z kamerdynerem czy kimś podobnym. Lady zeszła zaś w towarzystwie jego i dwóch ochroniarzy. Nikt z nich się nie odzywał ale stali w taki sposób, że mogli dobyć broni i użyć jej w obronie swojejpani. Kolejny został przed drzwiami na zewnątrz. O ile się orientował to ta służba czy ochrona chodziła jak w zegarku co świadczyło i ich dobrym wyszkoleniu i wysokiej dyscyplinie. Więc albo była to zasługa kogoś z rodu Amari który ich tu wysłał albo samej lady Amari. A to zaś świadczyło o jej profesjonaliźmie i mocnym charakterze. I zaufaniu jakim obdarzył ją ród skoro wysłał ją na czele delegacji do tak trudnego zadania w tak dalekie strony.
- Potężne organizacje powiadasz? - szlachcianka lekko uniosła brew i spojrzała na niego trochę z ukosa ironicznym spojrzeniem. - A jakieś to “potężne organizacje” masz na myśli co? - prychnęła jeszcze bardziej sarkastycznie. - No kogo tu mamy? Paru zagubionych mafiozów z Vegas z walizką czy dwiema prochów? Bandę wojskowych przebierańców z Nowego Jorku? To nie jest ta sławna NYA o jakiej wszyscy tyle słyszeli tylko jakieś żałosne robole w drelichach. Rednecków z Teksasu? No na rodeo czy do pilnowania bydła może są w sam raz. Ale do wyciągania czołgu to bym ich widziała tylko pod czyimś rozsądnym dyktandem. Na przykład moim. - rozłożyła ręce na znak, że nie uważa ich chyba za zbyt poważną konkurencję.
- Coś ci powiem młody człowieku. - lady nieco nachyliła się nad stołem by przybliżyć się do rozmówcy. - To nie jest dla nas zbyt poważna konkurencja. Nie jestem też tępą dzidą kryjącą się za manierami i falbankami. Wiem, że oni szukają takich samych ekip jak my. Wiem, że oni znajdą kogoś tak samo jak my. Jedyne czego w tej łamigłówce jeszcze nie wiem to to, dla kogo ty i twoi przyjaciele zdecydowaliście się pracować. No ale od wczoraj mieliście czas się zastanowić a teraz przychodzisz tutaj więc słucham. Co masz mi do powiedzenia. - szlachcianka cofnęła się opierając się o poręcz krzesła i dała szansę na odpowiedź Azjacie.
- Yyyy… - zaczął nieśmiało Akiro - Moi towarzysze na razie odrzucili ofertę Vegas, a z resztą negocjują... ten dodatek od ryzyka. - tu spojrzał na Annę w oczekiwaniu na jej reakcję.
- Rozumiem. - szlachcianka skinęła głową i sięgnęła do swojego rękawa strzepując z niego jakiś pyłek a może był to taki gest. Akiro nie widział tego aż tak dokładnie. - Ale to, że odrzucili czyjąś ofertę nie oznacza, że przyjęli moją. - powiedziała podnosząc znowu głowę i spoglądając w twarz Azjaty. Wpatrywała się w niego pewnym siebie spojrzeniem bez śladów wątpliwości czy zawahania. Jak na pewnego swoich racji i pozycji szlachcica wypadało. - Więc? - zapytała czekając aż Akiro doprecyzuje swoją odpowiedź.
- Wszyscy poza Vegas są w grze, ja nie mam decydującego głosu. - odpowiedział Azjata intensywnie patrząc prosto oczy szlachcianki, a następnie kierując wzrok na Annę, czując że dalej nie da rady prowadzić tej dyskusji.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.
archiwumX jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 21:20   #13
 
Jacques69's Avatar
 
Reputacja: 7605 Jacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputację
Piątek, wieczór

Anka wstała, oburzona zachowaniem Vesny. Sięgnęła po chusteczki z ławki i zaczęła pomagać Colonelowi się wycierać.

- Ciekawe, co ty byś zrobiła, gdybyś miała odmówić Vegas, siedząc zamknięta w ich bagażniku! Colonel nie miał innego wyjścia i sam tego nie odkręci. - Po tym zniżyła głos, by kontynuować znowu konspiracyjnym tonem. Mimo iż w środku panował istny hałas, wywołany imprezującym tłumem, to nie chciała by wszyscy wszystko usłyszeli. - Jeśli tak bardzo nie chcecie robić zlecenia dla Vegas, to sprawmy chociaż, żeby myśleli, że się zgodziliśmy, okej? Jeśli teraz im odmówimy, nie pozwolą nam nawet opuścić Nice City. A jak już zdobędziemy, o ile zdobędziemy, ten czołg, będziemy mogli wykonać woltę. I nie musimy z nimi walczyć osobiście, możemy wykorzystać do tego którąś z innych stron. Na razie jednak dalej nie zdecydowaliśmy, komu innemu mielibyśmy dostarczyć ten czołg. Akiro chciałby pomóc swemu rodowi z Appalachów i nie chciałby przeciwko nim walczyć, Daniel ma znajomych z Nowego Jorku, a Colonela zmusiło Vegas pod groźbą śmierci. Jeśli dobrze rozumuję, ludzie z Nowego Jorku chcieliby wykorzystać ten czołg do walki z Molochem, pozostali nie wiadomo po co go potrzebują, więc jeśli mielibyśmy się kierować ideami, to powinniśmy pomóc NY. Ja osobiście nie kieruję się ideami, chyba że idą w parze z dobrym zarobkiem… Drugi fakt jest taki, że tylko Teksańczycy albo Nowojorczycy byliby nas w stanie obronić przed zemstą Vegas… ale tylko do momentu, gdy nie oddamy im czołgu. Jeśli zostaniemy w Teksasie, to ci mafiozi będą mieli do nas diabelnie blisko ze swoim płatnymi zabójcami. A do Nowego Jorku jest do przebycia cały kontynent. Na razie widzę tu dwa punkty dla Nowego Jorku. Ktoś ma jeszcze coś do dodania albo z czymś się nie zgadza?

Akiro odpowiedział Annie - Twoje argumenty za Nowym Jorkiem powinny przekonać moich ziomków, tylko muszę unikać okolice Apallachów dopóki nie wykonamy tego zlecenia i nie odbierzemy nagrody, abym mógł się podzielić moją działką z moim klanem. - i zaczął się patrzyć po reszcie rozmówców.

- Gdybym was sprzedał Vegas tfarda panjenko z Detu. - głos Henry’ego ociekał wręcz sarkazmem i ironią. - To byś się o tym nie dowiedziała. Ale co ty wiesz o życiu co? W mieście chronił cię tatuś, tu chowasz się za plecami Alexa, a kolejny gach lepi się do twej rączki. Łatwo zgrywać twardziela kryjąc się za plecami kolejnych amantów. Ale wiesz, co… twoja dobra passa może się skończyć. I wtedy zobaczymy czy naprawdę jesteś twarda, gdy nie będzie zauroczonych tobą rycerzy księżniczko z Det. - skłonił się w parodii ukłonu przed nią. - Ale spełnię twoje życzenie i jak będzie okazja powiem Straussowi że wypinamy się na niego. A jak potem wpadniemy w gówno z tego powodu, to będziesz miała satysfakcję z tego że sama je wysrałaś. -
Po tych słowach, wściekły jak szerszeń Colonel opuścił lokal.

Vesna obserwowała rozbawiona jak wychodzi i nawet tego nie ukrywała. Przypominał pekińczyka, irytującego kundelka znanego z tego że jest głośny i nic poza tym.
- A mówią że to kobiety walą fochy o byle gówno jak cioty dostaną - parsknęła, kręcąc głową z krzywym uśmiechem - Niech idzie, zjedzie na ręcznym po raz kolejny i wróci z opowieścią jaki nie jest z niego ruchacz. Czyli jak zwykle - parsknęła jeszcze raz i wróciła uwagą do pozostałych przy stole. Zaczęła od Indianki - Co bym zrobiła gdyby ktoś zapakował mnie do bagażnika i pod groźbą śmierci gdzieś wywiózł? Przede wszystkim bym myślała i nie przyklaskiwała wszystkiemu co powiedzą. Niestety ciężko teraz wyhodować jaja, ale modne są atrapy - rozłożyła ręce bezradnie - To że mu grozili pod karą śmierci wiemy od niego, więc nie ma gwarancji że to nie kolejna wygodna bajeczka. Co bym zrobiła, gdyby się okazało że jednak nie ma wyjścia? To chyba oczywiste - przestała się uśmiechać i zamiast tego zmrużyła oczy - Nie pieprzyłabym bzdur, ani z nikogo ze swoich nie robiła debila, wmawiając i strasząc że oto jest tylko jedna słuszna droga. Zaczęcie od “wybaczcie, ale”... tak. Tak bym zaczęła, bo nie lubię decydować za innych. I nie lubię gdy ktoś to robi za mnie. Colonel wpierdolił nas w kłopoty i z uśmiechem próbuje się leszcz wywinąć, że to niby nie on. A najlepiej, zwalić winę na kogoś innego. Ma do mnie ból dupy bo nie tacy próbowali mnie bez skutku wyfrajerzyć, jego problem. Chcecie dać mu się robić w wała, wasza sprawa. Jesteście dorośli - machnęła ręką kończąc ten wątek i zaczynając kolejny - Tak, mam coś do dodania. Jutro się okaże kto wygra mapę, chcecie podpinać się pod Nowojorczyków? Idźcie jutro z nimi zagadać, spytać o warunki. Nie my to znajdą kogoś innego. Takich leszczy do roboty jak my będzie tu na pęczki. - patrzyła na Annę i Akiro - Byliście u tej Federatki, wiecie gdzie jej szukać. U niej też można wypytać co i jak z płacą. Daniel zna kogoś z NY, więcej ugra. Każdą stawkę można negocjować, bez względu na to czy negocjuje się z betonowymi butami czy w wygodnym fotelu. Tylko idiota zgadza się na deal w ciemno. Jeżeli się rozdzielimy więcej się dowiemy i więcej załatwimy. Ja biorę na siebie CSA. Chcecie NY idźcie do NY, ale serio, o Fedkę też warto zahaczyć. Będzie pełny obraz. W niedzielę możemy skleić co się uda wywiedzieć do kupy i pomyślimy na trzeźwo, z pełnym pakietem danych co dalej… i wiedzą kto wygra mapę. Mapę którą można ukraść albo zrobić zdjęcie, albo skopiować. Ten kto ją wygra nie musi od razu być jedynym kto pozna jej treść. Coś jeszcze? - spytała zakładając ręce na piersi i unosząc jedną brew.

- Nie, już nic… - westchnęła cicho Anka. Przesiadła się bliżej Daniela, bodła go łokciem pod żebrami. - Daniel, opowiedz coś więcej o Nowojorczykach i o tych twoich znajomych mechanikach.

- Oferują dobrą zapłatę za wykonanie misji, oczywiście nie oczekują że dowieziemy im czołg do samego miasta, a raczej jak reszta graczy chcą mieć go w połowie drogi do siebie. - Daniel zamyślił się nad dalszą odpowiedzią i pogłaskał Szarika za uchem.
- Dodatkowo jeśli dobrze się z nimi rozmówimy to zaoferują ciepłe posadki, chociaż mi i Saszy bardziej przypadło do gustu propozycja objęcia dowództwa nad odnowionym czołgiem, może tym razem coś ugramy, ale sam nie wiem.

- A jeśli czołg nie trafi w ich ręce, tylko do kogoś innego… Myślisz, że będą dalej się upierać, żeby go zdobyć, choćby go mieli wyrwać komuś z rąk? Byliby zdolni nas zaatakować, gdybyśmy ten czołg zawieźli powiedzmy do Teksasu zamiast im? - drążyła dalej Anne.

- O ile wiem to w przeciwieństwie do Vegas niczym nam nie grozili. - Upił długi łyk z kufla i rzucił kość Szarikowi do podgryzania.

- Ale mogą nam zacząć grozić, jeśli pojedziemy z czołgiem w swoją stronę. No dobra, pogadam jeszcze z Amari. Nowojorczyków nie ruszam, żeby mnie nie kojarzyli.

Dalsza rozmowa nie przyniosła niczego nowego. Do stolika przysiadali się jedni ludzi, odchodzili następni. Anne z otwartością witała zarówno znajomych jak i obcych. Mimo że mieszkała w tym mieście ledwo parę tygodni, zdążyła się już zapoznać z wieloma osobami. Przybyło też sporo ludzi z okolicy oraz dalszych krain, wśród których również pojawiły się pewne znajome twarze. Praca kurierki i otwartość indianki miały swoje zalety. Miały też swoje wady, niemal z każdym Anka uchylała szklanicę jakiegoś trunku. Rozcieńczała jak się dało, ale i tak poczuła na sobie silne działanie alkoholu. Powoli zatracała kontakt z rzeczywistością, przestawała panować nad swoimi czynami. Nim było za późno, opanowała się i uciekła przed towarzystwem do swojego pokoju na piętrze.

Sobota, rano

Anne po piątkowej imprezie wstała dosyć późno, przespała konkurs pieczenia ciasta oraz jego usilnej konsumpcji. Jakaż szkoda. Zastanawiała się czy wziąć udział w wyścigach, w końcu była zawodowym kierowcą, ale wolała nie prowadzić na kacu, tym bardziej że nawet nie wiedziała czy do końca wytrzeźwiała. Rzadko piła, właśnie ze względu na pracę, ale jak już zaczynała, to nie umiała przestać. Brakowało jej pewnych hamulców. Zwłaszcza, gdy miała dobre towarzystwo. Miała wyrwy w pamięci po dzisiejszej nocy, ale raczej niczego głupiego nie zrobiła. Za bardzo przejęta była walką o czołg. Miała ciężki orzech do zgryzienia. Osobiście nie miała nic do Vegas i nawet chciałaby tam pojechać, zobaczyć tę metropolię, która ponoć w większości ostała się nienaruszona po apokalipsie. A po zdobyciu czołgu nie musiałaby się szczególnie bać.
W głębi duszy wiedziała jednak, że to trochę igranie z ogniem. Nie wiadomo, kiedy takiemu gangsterowi coś odbije. I nawet w Vegas mogłaby się w końcu znudzić. A wyrwać się z takiego środowiska to nie łatwa sprawa. Nie mogłaby tak łatwo wrócić do swoich poprzednich zajęć. Vegas ciągnęłoby się za nią już całe życie. Nie, to nie było dobre rozwiązanie sprzymierzać się ze Straussem...
Teksańczycy byli dla niej nudni. Uczciwi, ale nieciekawi. Gdyby miała skorzystać z ich przywilejów i dostać okazję wypasania bydła, prowadzenia własnego rancza... Nie bardzo ją to ciekawiło. Sama zapłata też wymagała wielkich zabiegów, żeby ją dobrze spieniężyć. Dostałaby to, co w Teksasie najpospolitsze, a więc i mało warte na miejscu. Musiałaby przejechać spory kawał Stanów, żeby to sprzedać w dobrej cenie. Niewątpliwie dużo by zarobiła, ale prościej było przyjąć coś drogocennego z Nowego Jorku albo Appalachów.
Ostatecznie dała się przekonać Akiro, by jednak spróbować rozmów z Lady Amari. Nowy York był silny i wydawał się być najlepszym wyborem, ale mimo wszystko Anne poczuła pewną więź z Appalachami. Nie miała szczególnie dobrych wspomnień z rodzinnymi stronami, ale może dałoby się to jeszcze naprawić? Jej ród nigdy nie był zbyt ważny i nie czuła się szlachcianką, ale może gdyby związała się z jakimś innym rodem? W końcu była panną, a po przywiezieniu czołgu zdobyłaby pewną sławę. Chyba znaleźliby się chętni na małżeństwo... Na przykład... Akiro? Anne wybiła sobie z głowy tę myśl. Ciężko jej było sobie wyobrazić, by jej relacje z jakimkolwiek przyjacielem miały się zmienić w małżeńską miłość, a co dopiero z Akiro. Zresztą... za dużo myślała. Najpierw trzeba było się zdecydować dla kogo pracować i w ogóle znaleźć ten czołg. A więc tak - trzeba porozmawiać z Lady Amari.

 
Jacques69 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 21:35   #14
 
Jacques69's Avatar
 
Reputacja: 7605 Jacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputację

- Z całym szacunkiem, Lady Amari, ale śmiem się nie zgodzić. Nie jesteście... jeszcze… najlepszą opcją. W mojej ocenie ryzyka Vegas może i nie jest teraz dla nas niebezpieczne, to tylko jeden samochód gangsterów. Ale jak nabroimy, to przyślą więcej i będą nas ścigać na drugi koniec kontynentu. A Teksas? Ich jest najwięcej, Nice city mają po sąsiedzku, dużo ich ludzi tu po prostu mieszka. A oni czują się wobec siebie solidarni. Jeśli dojdzie do walki z teksańczykami, to inni wstawią się za nimi, będziemy tu niemile widziani. Oni są uparci i zawzięci. A Nowy York? Mają najlepszych mechaników i speców. Może się okazać, że tylko oni będą zdolni do uruchomienia maszyny. Ale mam już plan jak utrudnić życie im, a ułatwić nam. Będziemy tylko potrzebować od was dodatkowego wsparcia na… ‘łapówki’, zdobycie sprzętu i na dozbrojenie. Jeśli nam to zagwarantujesz, zrobimy to dla ciebie i upewnimy się, że pozostałe ekipy nawet tego czołgu nie zobaczą.

- Odważne słowa. Świadczą o wielkiej pewności siebie co do swoich możliwości. Albo wielkiej nieznajomości sytuacji. O brzydszych opcjach nie będę mówiła na głos. - odpowiedziała szlachcianka patrząc na milczącą dotąd kobietę. - Zaś co do potencjalnego zagrożenia ze strony innych grup masz rację. Są zagrożeniem. Dla was. Nie dla nas. Pracujcie dla nas to będziecie pod naszą ochroną. A raczej będziemy się wspólnie chronić nawzajem przed wspólnym zagrożeniem. Zwłaszcza jeśli wrócicie z nami do Federacji. - Amari widziała kwestię zagrożenia znacznie odmiennie niż przedstawiła to Anne. Ale prawdopodobnie ona i jej grupa, nawet na tak dalekim wyjeździe, miała znacznie większe możliwości niż grupka podróżująca jednym vanem. W końcu to szlachcice chcieli ich wynająć a w drugą stronę nawet nie było co marzyć o podobnym układzie.

- Nie dam wam ani miedziaka w ciemno. Nie urodziłam się po to by wyrzucać złoto w błoto. - odpowiedziała poważnie szlachcianka lustrując wzrokiem parę po drugiej stronie stołu. - Dopóki nie podpiszemy umowy. Umowa oznacza, że pracujecie dla nas. Dla mnie. I jeśli nie przywieziecie mi tego czołgu albo poczujecie się na tyle swobodnie aby z nim zwiać czy opylić go komuś innemu no oczywiście wezmę to sobie do serca. Zastanówcie się czy chcecie abym taką zniewagę taka kobieta jak ja wzięła sobie do serca. I również polecam się zastanowić co taka kobieta jak ja może zrobić z wdzięczności dla ludzi którzy jej pomogą w potrzebie. I przemyślcie teraz sprawę czy mam kazać wołać o papier czy nie. - Amari popatrzyła na nich dwójkę na koniec wskazując głową na stojącego niedaleko kamerdynera.

Anne uniosła brew i uśmiechnęła się w rozbawieniu.
- Naprawdę potrzebny ci na to papier? Niech będzie. Podpiszemy umowę, ale jeśli najpierw wypłacisz nam pieniądze na start. Mogą być odjęte od ostatecznej nagrody, którą wypłacisz nam w Alabamie. Ale jeśli mamy zdobyć czołg, to potrzebujemy czegoś więcej niż nasz van. Mam znajomego mechanika, na pewno ma dźwig, jego mogę z własnej kieszeni przekonać. Ale gdy w grę wchodzą jeszcze trzy inne ugrupowania… ryzyko rośnie. A z chęcią wróciłabym do moich rodzinnych Appalachów, szczególnie z tą mechaniczną bestią, podobnie jak Akiro. Chyba możesz zaufać rodakom?

- Moi rodacy zostali w górach. - odpowiedziała lakonicznie kobieta po drugiej stronie stołu. - I chyba się przejęzyczyłaś z tym stawianiem nam warunków. Najpierw spisujemy umowę a potem przechodzimy do kolejnych ustaleń. Na przykład zaliczki. I jeśli się dogadamy takimi sprawami jak dźwig czy inna siła robocza wasza dola to zorganizować to co wam będzie potrzebne do wyprawy po ten czołg. A płacić będę ja, jeśli uznam, że to co proponujecie jest sensowne. Wybijcie sobie z głowy, że wam dam w ciemno koszyk z diamentami. Jesteście zainteresowani współpracą na takich warunkach? - lady Amari okazała się twardym negocjatorem realnie oceniającymi otaczający ich świat. Za pustosłowie o rodakach z gór od dwójki obcych osób nie miała zamiaru otwierać portfela. Za swoich rodaków pewnie podobnie jak Akiro, uważała szlachetnie urodzonych ze swojego klanu i nie poczuwała się do patriotycznych związków z innymi rodami. Zwłaszcza, że dwójka obcych jej ludzi mogła być skądkolwiek bo bynajmniej nie wyglądali jak standardowi przedstawiciele szlachty z Federacji. Brakowało im choćby świty obsługi i ochrony, herbów w widocznych miejscach albo szlacheckiego stylu ubierania się tak popularnego w Federacjach. Czyli tego wszystkiego co nawet na tak odległym wyjeździe, prezentowała sobą lady Amari. Wyglądało na to, że bez spisania umowy, negocjacje będą miały trudności aby ruszyć dalej.

- Nie podpiszę żadnej umowy, jeśli nie zagwarantujesz nam w niej wypłaty zaliczki na zorganizowanie wyprawy. To chyba jasne, że najpierw ustala się warunki, a potem spisuje na umowie, hę? Jeśli się nie zgadzasz, trudno, mam jeszcze trzech innych zleceniodawców od których mogę przyjąć pracę. - Anne beznamiętnie wzruszyła ramionami. Było jej to teraz tak obojętne dla kogo wydobędzie ten czołg, że nie widziała żadnej potrzeby ulegania wobec Amari.

- Jak dobrze rozmawiać z weteranem podpisywania umów. - powiedziała szlachcianka spokojnie wpatrując się w rozmówczynię. Dała jakiś znak i ten facet który ich przyjmował i anonsował podszedł do jakiejś teczki i z nią wrócił do stołu stawiając ją obok swojej szefowej. Lady otwarła neseser i chwilę w nim czegoś szukała. - Oczywiście, że w umowie będzie mowa o zaliczce. Umowa jest też pokwitowaniem odbioru zaliczki. - powiedziała zaczynając coś pisać piórem na kartce. Pisała sprawnie i bez wahania. - Jak się nazywacie? Pełne imiona. I imiona tych których macie w bandzie. Jeśli coś się zmieni to wprowadzimy odpowiednie poprawki. - mówiła nie przerywając pisania.

Anne podała imiona wszystkich pięciu członków zespołu.
- Te osoby będą brać całą odpowiedzialność. Pozostałe osoby, które będą nam towarzyszyć, potraktujemy jako pomoc i my ich rozliczymy sami. Nie wiadomo jeszcze ilu nam będzie towarzyszyć. - Anne rozmyślała już jak zorganizować wyprawę, przez chwilę była nieobecna, aż Akiro musiał ją szturchnąć, by przypomnieć, że rozmowa się jeszcze nie skończyła. - Ach! Cóż… myślę, że to wszystko, mi również dobrze się rozmawiało z tak sprawną negocjatorką, myślę, że do czasu aukcji ustalimy wszystkie koszta wyprawy. Akiro zadba też, by nasi rywale nie mieli zbyt łatwego startu. - Kurierka uśmiechnęła się szelmowsko. - Ale nie będziemy wnikać szczegóły.

- I nie interesują mnie one. Tylko ten czołg mnie interesuje. - lady Amari machnęła lekceważąco ręką zbywając wszystko inne w niebyt. Wstała ze swojego miejsca i podała im zapisaną właśnie kartkę papieru. Nie było tego wiele, ot tyle, że niżej wymieniona z imienna piątka, zobowiązuje się do dostarczenia lady Amari z Asheville czołg w terminie do 30 dni od daty podpisania umowy. Do Nice City lub w nieprzewidzianej sytuacji do Baton Rouge. Naturalnie to lady ustalała kiedy owa nieprzewidziana sytuacja miała mieć miejsce. Umowa potwierdzała też odbiór 5 złotych pierścieni które na zakończenie negocjacji szlachcianka wręczyła w małym woreczku dwójce negocjatorów. Chwilę jeszcze trwało sporządzenie drugiej kopii umowy po czym jedna została u wynajemcy a druga u wynajmowanych. - Więc powodzenia życzę. I chciałabym was jutro widzieć przy sobie w tym klubie co ma się odbyć aukcja. - powiedziała o wiele przyjemniejszym niż do tej pory tonem na pożegnanie.

- Oczywiście - odparła zdawkowo Anne, subtelnie pochyliła głowę na pożegnanie, po czym wyszła wraz z Akiro, w dłoni ściskając złote pierścienie. Jej pierwszy przystankiem będzie jakieś ustronne miejsce do rozmowy z wojownikiem, a potem jubiler.

 
Jacques69 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 22:51   #15
 
Ronin2210's Avatar
 
Reputacja: 9508 Ronin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputację
Piątek w połowie upłynął Wierzbowskiemu na spotkaniu ze starym znajomym Saszą, który to umówił go z mechanikami chcącymi naprawić zapomniany przez wojnę i ludzi czołg i bezpiecznie dostarczyć go bezpiecznie do Nowego Yorku. Obiecywali wiele, posady państwowe, góry amunicji a nawet możliwość dowodzenia odzyskanym czołgiem. Sposób wykorzystania czołgu wydał się najodpowiedniejszy ze wszystkich na jakie mógł liczyć w tych czasach więc zgodził się na to by spróbować przekonać swoich towarzyszy do współpracy z Nowojorczykami.

Dla rozerwania się i zabicia czasu Daniel wziął udział w zawodach łapania cielaków na lasso. Prawdziwego lassa nie trzymał nigdy w łapach nie mówiąc wcale o łapaniu czegokolwiek na nie. Chyba jedynie dzięki wrodzonemu szczęściu udało mu się złapać zwierzaka za co został nagrodzony drugim miejscem w zawodach i trzema butelkami bimbru. Towar deficytowy gdy jest się przyjacielem ruska, który to z chęcią odpicuje każdą broń za kilka szotów.

Następnego dnia z samego rana Daniel wziął udział w konkursie rzutu dynią, przyzwyczajony do celnych rzutów granatami był pewien swoich możliwości lecz zdeklasował go pewien czarnoskóry osiłek. Bydle przerzuciło resztę zawodników o dobre dziesięć metrów. Daniel razem z innym facetem zajęli razem drugie miejsce za co dostali kilka słoików konfitur i dżemów.

Następny był konkurs żonglerki piłką, tym razem wszystkich zdeklasowali Akiro i Alex. Podczas ich odbić Daniel zdążył wypić kilka piw i wmusić w siebie pół blachy placka z dyni. Chłopaki dryblowali dobre dwa kwadranse, Daniel stał wśród tłumu i jedynie z niedowierzaniem kręcił głową.

- Chłopaki, gdzie wy się tego nauczyliście? - Odezwał się do obu stojących na pierwszym miejscu mężczyzn.

Wierzbowski poległ sromotnie w konkursie najtwardszego spojrzenia, podobnie jak wszyscy mężczyźni został "zniszczony" kobiecymi figlarnymi minami, które to bezlitośnie posyłały im piękne przeciwniczki. Reszta dnia upłynęła Danielowi na oglądaniu konkursu mis mokrego podkoszulka i kobiet walczących w kisielu. Wszystko to było miłą odmianą po tym co widział i przed czym uciekł z północy.

***

Wieczór spędził siedząc na kocu, na którym równo rozłożył części swojego kałacha i glocka. Wszystkie dokładnie wyczyścił, nasmarował i przez kilka godzin dzielących go od zaśnięcia z mechanicznym wyuczeniem składał i rozkładał broń tak jak robił to zawsze przed bitwą. "Nadejdzie jeśli nie będę przygotowany" powtarzał w myślach raz za razem gdy mechanicznie odciągał zamek karabinu do tylnego położenia co kończyło cykl składania i rozpoczynało kolejny cykl rozkładania.

Po niezliczonych ilościach rozłożeń i złożeń broni Daniel wreszcie zasnął. Obudził się zlany potem z karabinem przy ramieniu gotowy do walki z piekielnym łowcą ze snu. W rzeczywistości był to koszmar, który śnił mu się co noc od czasu gdy zdecydował się uciec na południe. Chwilę zajęło mu to by uspokoić nerwy i by przestać nerwowo celować karabinem po kątach pomieszczenia w poszukiwaniu wroga czającego się na jego życie. Wtedy to mokry język psiego przyjaciela na łydce uświadomił mu że jest bezpieczny w swoim własnym pokoju. Zabezpieczył i odłożył karabin pod łóżko. Potem przytulił się do Szarika i przespał resztę nocy w spokoju.
 
Ronin2210 jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-10-2018, 00:30   #16
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 5040 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Po wyjściu z hotelu Anne zabrała Akiro do ich wozu, gdzie mogli porozmawiać w spokoju.
- Gdy skończy się aukcja, przystąpimy do działania. Wyruszymy na nocną misję i dokonamy małego sabotażu na naszych rywalach, co ty na to? Jesteś w końcu idealnym ninją.
- Taak… - potwierdził Akiro, a potem zapytał - a co ci chodzi?
- Jeszcze nie wymyśliłam szczegółów, ale jeśli już będziemy wiedzieć, kto bierze udział w tym wyścigu po czołg, musimy opóźnić ich wyprawę. Na przykład przebijając opony lub w jakiś inny sposób uszkadzając ich pojazdy, albo zabierając jakieś przydatne narzędzia. Zyskamy wtedy czas dla siebie. Musimy tylko się skupić na obserwacji naszych konkurentów, żeby wiedzieć, gdzie uderzyć. Jeszcze jedna sprawa, jutro walczysz na arenie, Akiro, liczę, że to wygrasz - powiedziała pełnym pasji głosem, ściskając coraz mocniej pierścienie podarowane przez Amari.
- Moi rodacy, gdyby wiedzieli o moim starcie też bardzo liczyliby na mają wygraną. - odrzekł Akiro patrząc woczy w Annie. Po odczekaniu chwili jął kontuować - Jeśli chodzio obserwację to chyba najlepiej nadają cico z nimi negocjują... my moglibyśmy się niby przypadkiem pokręcić tu i ówdzie.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.
archiwumX jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-10-2018, 05:03   #17
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 55907 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 3 - VIII.28; nd; południe; arena w Nice City




Sobota wieczór - koncert

W Nice City, wieczór upłynął pod znakiem koncertu Kristin Black. Najulubieńsza w okolicy gwiazda estrady zdawała się przyciągać tłumy ludzi i rzesze fanów jak magnes opiłki żelaza. Im bliżej było areny tym harmider, tłum i odgłosy koncert gęstsze i wyraźniejsze. Nawet deszcz padający tego ciepłego wieczoru wydawał się nikomu nie przeszkadzać. Co prawda zmieniał ulice, trawniki i ziemię w mokrą breję ale też niósł przyjemną, oczyszczającą ochłodę po tym długim i ekscytująco wyczerpującym dniu. A poza tym spora część widowni areny była zadaszona jakimś chyba brezentem co chroniło i przed upalnym Słońcem w dzień i przed właśnie takim deszczem o dowolnej porze doby. Na dnie areny sporo było różnych stoisk, głównie z tanim mocniejszym i słabszym alkoholem a do tego w komplecie stoły z ochronnymi parasolami. No i sama scena też chroniła artystów przed deszczem.

Deszczu chyba nikt specjalnie nie zauważał. Wydawało się, żywiołowa i ognista blondynka na scenie skutecznie porwała ze sobą tłumy. Dawała czadu! Miała świetny kontakt z publicznością i integracja w obie strony przebiegała bez zakłóceń. Większość widzów pewnie była miejscowa i była zachwycona powrotem gwiazdy, a ona również okazywała im to samo. Jednym z ulubionych przerywników między kolejnymi piosenkami były żarciki jakie Kristin uskuteczniała sobie z widownią. To chyba była też istotna część legendy Kristin Black, że gdy żartowała sobie z jakiejś własnej gafy jaką strzeliła kiedyś na jakimś koncercie, opowiadała jakieś zabawne zdarzenie z trasy czy pytała się o jakiegoś lokalnego sklepikarza czy lokal co słychać naprawdę trudno było się oprzeć wrażeniu, że to “nasza dziewczyna”. Tylko taka co wyjechała na długo i rzadko ale za to bardzo chętnie wraca. I zawsze jest przyjmowana z otwartymi ramionami, szerokimi uśmiechami i jakże wyczekiwana.

No i można było podziwiać i przeżywać repertuar Kristin i jej zespołu. A wydawał się być on bardzo rozległy. Od klasyki country która trochę ku zaskoczeniu widowni tym razem nie była główną siłą koncertu, przez ballady i numery do szybkich przytupasów i wolnych przytulasów. Ale tym razem blondynka poszła w bardziej metal i rock, często zahaczając o ostrą, drapieżną nutę. Wykonała swój popisowy numer z “siedzącym kowbojem”. Czyli śpiewając o sercowych rozterkach i cielesnych żądzach wykonywała swój numer z jednym ze swoich tancerzy ubranego po kowbojsku. Przez sporą część numeru sadzała go na krześle i patrząc mu w oczy skradała się kawałek po kawałku od jego kolan do jego twarzy. Widownia dostawała szału gdy blondi dochodziła do kulminacyjnego momentu gdzieś pośrodku sylwetki tancerza usadzonego na krześle i śpiewała do mikrofonu opartego gdzieś o jego pas czy biodra. Dla mającej tą scenkę z bocznego profilu widowni bez trudu skojarzenia musiały być dość kosmate, że temu kowbojowi i jego blondi, może chodzi o jej usta ale wcale niekoniecznie mikrofon musi wystawać z tych spodni. Zwłaszcza, że tematycznie piosenka też miała wyraźnie kosmaty podtekst.

Dziewczyna podczas jednej z przerw pomiędzy kawałkami znów dyskutowała z widownią. Tym razem sprawdzali kto, skąd jest i skąd przyjechał na koncert. Najwięcej gardeł wykrzyczało “Nice City!”. Dając wyraz sile i potędze jaką tutaj stanowili fani Kristin Black. Dziewczyna była zachwycona. Ale pojawiły się i inne adresy. Bardzo głośno zaznaczył się Teksas. Niewiele słabiej Missisipi. Poza tym padały najróżniejsze miasta i krainy. Miami, Floryda, Federacja, Nowy Jork, St. Lake. St. Louis, Kolorado nawet Detroit. Właśnie przy Detroit Kristin się zatrzymała.

- Detroit? Z CSK-a może? - zapytała widownię i odpowiedział jej radosny aplauz gdy znów potwierdziła, że i zna, i pamięta o tych wielu maluczkich jacy na co dzień tutaj żyją i pracują a taka sławna gwiazda wciąż o nich wie i pamięta.

- I właśnie z Detroit jest dzisiaj z nami mój gość specjalny! - obwieściła blondynka gdy tłum się nieco uciszył a jej słowa wzbudziły szmer zainteresowania. Wszyscy zdawali się ciekawi co za niespodziankę przygotowała ta ognista gwiazda estrady.

- Ves?! Vesna! Prosimy cię tutaj do nas! Pozwolisz się zaprosić zwykłej dziewczynie z Nice City? - Kristin filuternie popatrzyła w stronę czekoladowłosej dziewczyny która najpierw zaskoczona ale potem już śmielej wyszła przed szereg a potem weszła na scenę podchodząc do wokalistki. A widownia powitała oklaskami i ją i te “jestem zwykłą dziewczyną z Nice City” którym Kristin zdobywała sobie serca miejscowych.
- To jest Vesna z Detroit! - blondynka przedstawiła ciemnowłosą dziewczynę która okazała się być jej gościem specjalnym.

- Miss mokrego podkoszulka! - padło rozradowane gdzieś z widowni. Vesna rzeczywiście wciąż miała na sobie główną nagrodę z tego konkursu i to w mistrzowskich, jaskrawo żółtych barwach oznaczających złoto.

- Tak! Vesna wygrała miss mokrego podkoszulka! - blondynka wyłapała okolicę z której padło hasło i potwierdziła od razu tą informację. - I jakby co wcale nie gapiłam i nie gapię się w jej cycki… - wyszeptała do mikrofonu ale przez to i tak wszyscy ją na widowni słyszeli. Oczywiście w tym momencie popatrzyła się dokładnie na nagrodzone atuty miss a widownia zaczęła bić brawo rozbawiona tym żarcikiem.
- I wcale nie jestem zazdrosna… - blondyna jak zahipnotyzowana wpatrywała się dalej w piersi brunetki a fala radości się wzmogła.

- A wiecie, że z Vesną byłyśmy już na randce? No tak. Byłyśmy. Na kawie i ciastkach. Nooo… W Detroit. No tak. No naprawdę! No z czego się śmiejecie? No widzisz Ves? Nie wierzą mi… Będziemy chyba musiały się tutaj umówić to sami się przekonają… - blondi wyskoczyła z kolejną rewelacją ale do już rozbawionej publiczności niewiele dotarło. Raczej im bardziej zapewniała ich o swojej randce w Detroit ze swoim gościem specjalnym tym rozbawienie było głośniejsze. Na końcu więc rozłożyła tylko ramiona a potem z nimi wzruszyła w geście bezradności patrząc na dziewczynę z Detroit.

- Dobra ale nie o tym miało być! - blond gwiazda estrady stanęła przy ciemnowłosej i objęła ją wolną ręką przysuwając do siebie. - Nice City! Mam do was gorącą prośbę! - krzyknęła do mikrofonu i nieco go opuściła pozwalając publiczności zareagować. Ludzie aż pękali ze zniecierpliwienia i zachęcali ją gorąco, i okrzykami, i gwizdami, i klaskaniem aby mówiła dalej. Więc Black w końcu dała się uprosić znowu unosząc mikrofon do ust.
- Vesna to moja kumpela! - obwieściła zapełnionej ludźmi arenie. - I bardzo bym was, gorąco prosiła! Bądźcie dla niej mili! Bądźcie mili jak jesteście mili dla mnie! Tak by ta cudownie mokra dziewczyna miło nas wspominała! A kto wie?! Może jak będziecie supermili to tak jej się spodoba, że zostanie z nami?! Chcielibyście by została do przyszłego festynu i wyborów miss mokrego podkoszulka?! - gwiazda umiejętnie dobrała argumenty, gesty, słowa i głos by rozbudzić publiczność. Sądząc po reakcji widowni bycie miłym dla miss mokrego podkoszulka i kumpeli Kristin Black w ten gorący i mokry wieczór zapowiadało się całkiem łatwe.

Gdy gość specjalny wokalistki zszedł ze sceny koncert potoczył się dalej. Blond cowgirl dawała czadu do późnej nocy. Gdy koncert już niby miał się kończyć dała bis, i kolejny, i na rozwrzeszczane życzenie uszczęśliwionej widowni jeszcze kilka kolejnych. Zanim zeszła ze sceny było w okolicach północy.



Niedziela rano

Ranek przywitał świat gwałtowną ulewą. Lało jakby ktoś z nieba wiadrami wylewał nadmiar wody na ten ziemskim padół. Na szczęście ulewa zaczęła się przy ostatnich, nocnych godzinach i skończyła akurat gdy niebo zaczynało już szarzeć od kolejnego, niedzielnego poranka. Gwałtowna ulewa pozostawiła po sobie wszędobylskie błoto, kałuże i skapujące zewsząd krople. A, że niedzielny poranek okazał się podobnie gorący jak poprzedni, to wilgoć szybko odparowywała powodując wrażenie, że powietrze jest gęste, ciężkie i lepkie. Nomen, omen z każdą kolejną godziną dnia to wrażenie ustępowało na rzecz rosnącego z każdą godziną skwaru.

Poranek za oknami pokojów wydawał się ponury przez zasłonę chmur jaka przysłaniała niebo. Ale wbrew pogodzie bardziej na północ czy wschód od tego gorącego południa nawet przy takich chmurach było gorąco. Ale w Nice City, nawet w tak pochmurny poranek od rana trwało ożywione życie wszelakie. Zwłaszcza te głośne, wesołe, roześmiane, rozklaskane albo umordowane i skacowane po poprzednim dniu i nocy. Po wypłaceniu właścicielom lokalu za kolejną dobę pokojów i jedzenia można było nacieszyć się sytym śniadaniem i zacząć planować kolejny dzień.


Na pobudzenie apetytów z samego rana było zorganizowane kilka ulicznych konkursów. Jednym z nich był konkurs na najlepszą pamięć. Prowadziła jej siostra Debra, starsza, pulchna Murzynka która wydawała się mieć i złote serce i złoty uśmiech. Wydawała się idealną osobą do prowadzenia sierocińca, nawet takiego w którym dorastały takie sławy jak blond włosa ulubienica tutejszych tłumów, Kristin Black.

Siostra Debra prowadziła ze swadą i wczuła się tak bardzo w rolę, że można było się trochę poczuć jak w szkole a trochę jak na jakimś dawnym teleturnieju. Trzeba było odpowiadać na różne pytania na czas, wykonywać w pamięci obliczenia albo przypomnieć sobie odpowiedź sprzed kilku wcześniejszych pytań. Potrzeba było do tego nie lada zdolności do koncentracji i wyćwiczonego umysłu aby podołać kolejnym zadaniom naszykowanym przez pulchną, starszą zakonnicę.

Faworytami w tym konkursie wydawała się dwójka zawodników. Podstarzały, zasuszony mężczyzna który prowadził jakiś stragan ale pamięć miał jak brzytwa. Oraz młoda i ambitna, czarnoskóra szefowa hurtowni “Petro”. Dla grupki znajomych z vana najbardziej znajoma była Vesna a ona sama ponownie spotkała już swoją dobrą, znajomą od wczoraj czyli rudowłosą Sharon, kelnerkę z klubu “Blue Star”.

Zadania była naprawdę wymagające. Może pojedynczo, nie stanowiły zbyt dużego wyzwania dla startujących ale w kumulacji, pod wpływem presji uciekającego czasu oraz prawidłowych odpowiedzi innych zawodników czy zawodnych własnych mózg pod czaszką wydawał się dymić i pocić co nie miara.

Spośród ośmiorga zawodników, kelnerka z “Blue Star” uplasowała się z wynikiem 13 poprawnych odpowiedzi gdzieś w połowie stawki. Starszy pan szedł do końca łeb w łeb w jakimś młodym okularnikiem i dopiero na sam koniec przegrał o włos. Podał 18 prawidłowych odpowiedzi o jedną mniej niż młodzian w okularach. Podobnie zawzięcie wyglądała walka o pierwsze miejsce gdzie walczyły dwie kobiety zachęcane dodatkowo to przyjaznej rywalizacji i przez siostrę Debrę, i asystującą jej blondwłosą Lindę, i publiczność. Chociaż wydawało się, że wczorajsza miss mokrego podkoszulka podaje trochę więcej poprawnych odpowiedzi to do końca Millard goniła i siedziała jej na karku i wciąż wydawało się, że do ostatnich pytań może ją przegonić. Ale jednak jeszcze przed ostatnimi pytaniami widać było, że walczy już tylko o zminimalizowanie straty ale nadal ambitnie walczyła do końca. Ostatecznie Roxanne Millard podała 22 poprawne odpowiedzi a Vesna doszła prawie do stuprocentowej bezbłędności odpowiadając na 27 odpowiedzi z 30 możliwych.
- No proszę, a jednak kobiecy intelekt może iść w parze z kobiecą urodą. - skomentowała głośno siostra Debra składając gratulację zwyciężczyni.

- No gratuluję dziewczyno a już myślałam, że wygram jak w zeszłym roku. - młoda, czarnoskóra bizneswoman uśmiechnęła się sympatycznie składając brunetce gratulacje.
- A na długo zostajesz? Przydałaby mi się taka asystentka z taką pamięcią. Jakbyś czegoś szukała to daj znać. Ja pracuję w hurtowni “Petro”, wszyscy tam mnie znają, zjaw się albo umów na spotkanie to porozmawiamy o detalach. - uśmiechnęła się zachęcająco i chociaż wydawała się miła i sympatyczna to z tą ofertą Vesna odniosła wrażenie, że chyba nie żartuje. Za zdobycie pierwszego miejsca dziewczyna z Detroit mogła nacieszyć oko i ręce porządnym atlasem samochodowym całych dawnych USA. Książka z mapami była bardzo dobrze zachowana i można było podróżować palcem po mapie już teraz. Millard za zajęcie drugiego i ten młodzian za zajęcie trzeciego miejsca też dostali jakieś mapy i przewodniki.


Kolejny konkurs był bardzo podobny ale bardziej specjalistyczny. Trzeba było popisać się wiedzą ogólną. Pytania padały z różnych dziedzin, z matematyki, historii, geografii, chemii a nawet z filmów. Już nie wystarczył sam refleks, świetna pamięć i zimna krew podczas tego gradobicia pytań bo po prostu trzeba było znać odpowiedź na dane pytanie. Startowała ta sama obsada co w poprzednim konkursie.

Tym razem Sharon udało się zająć tytuł II-go wicemistrza tej wiedzy ogólnej co wywołało u niej entuzjastyczną reakcję. Podskoczyła z radości i zaczęła klaskać w ręce co wywołało podobną reakcję u publiczności i innych zawodników. Znowu z Vesną konkurowały ze sobą podobnie zawzięcie jak wczoraj podczas konkursu szybkich wypieków. Sharon podała 21 poprawnych odpowiedzi a Vesna 25. Zwyciężczynią okazała się szefowa “Petro” z wynikiem 27 odpowiedzi, zaledwie o dwa więcej niż podała dziewczyna z Detroit.

- No. Tym razem ja jestem górą. - powiedziała z autoironicznym uśmieszkiem Roxanne składając ręce na biodrach jakby właśnie taki wynik miał być od początku i w poprzednim konkursie. - Ze świetną pamięcią i jeszcze oczytana. Koszulki i reszty twoich atutów będę udawała, że w tej chwili nie widzę, żeby potem nie było oskarżeń o jakieś dziwne podteksty. Tak, zdecydowanie nie zapomnij odwiedzić mojego biura. - businesswoman opuściła ręce uśmiechając się znowu jakby świetnie się bawiła przy tym konkursie.

- Jej. Jak ty to robisz, że wszyscy za tobą latają? - zapytała rudowłosa kelnerka która zastąpiła Roxanne w składaniu wzajemnych gratulacji obserwując odchodzącą sylwetkę szefowej “Petro”. Vesna zaś mogła nacieszyć się wygranymi książkami. Co prawda znacznie mniejszą paczką niż ta z jaką odchodziła szefowa “Petro” ale też było coś ciekawego do przeczytania. Sharon za zajęcie trzeciego miejsca trzymała ze dwie czy trzy książki, a pozostali uczestnicy dostali po jednej.

Kolejny konkurs, udzielania pierwszej pomocy, był prowadzony przez miejscowego lekarza, starszego, flegmatycznego doktora Garcia. Tak samo jak we wcześniejszych konkursach asystentką konkursu była blondwłosa córka miejscowego pastora, Linda które też współpracowała razem z doktorem w jego klinice. Konkurs polegał na prawidłowym założeniu różnych opatrunków na ochotnikach udających poszkodowanych. Zrobiło się całkiem spore zbiegowisko, w tym mnóstwo dzieciaków i nastolatków zgłaszało się do roli poszkodowanych aby móc w ten sposób współuczestniczyć w zabawie. A jak dzieci to wiadomo, od razu był radosny rwetes związany jak zawsze z ich większą liczbą na ograniczonej przestrzeni.

Startowało całkiem sporo zawodników, większość miejscowych. Doktor Garcia wydawał się być darzony szacunkiem jakim zwykle obdarza się lekarzy w lokalnych społecznościach. Cały konkurs miał też wyraźny wydźwięk edukacyjny i starszy, patykowaty Latynos zachęcał widzów do wzięcia udziału w tym konkursie. W końcu to była okazja aby podszkolić się w umiejętności która niestety często okazywała się potrzebna każdemu. Więc sporo osób się zgłosiło, często chyba nawet spontanicznie i w końcu w szranki stanęło z dziesięcioro zawodników. Załogę furgonetki reprezentował Daniel i Vesna. Vesna zaś spotkała swoje dwie koleżanki z wczoraj, Sharon i Joel. One też rzucały się w oczy bo przyszły dumnie odstawione w koszulki miss mokrego podkoszulka chociaż z tytułem uczestniczek tego konkursu a nie w żółtej koszulce lidera. Razem z Lindą, która paradowała w koszulce zwyciężczyni z “The Best Shiny Girl NC 2050” to przez ten konkurs przewinęła się czwórka “miss-ek”.

Konkurs jednak mimo, że w dość wesołej oprawie to jednak okazał się całkiem wymagający. Pod presją czasu trzeba było założyć jak najwięcej poprawnych opatrunków na kolejnych “poszkodowanych”.
Co prawda było teraz bez krwi, bólu i łez ale i tak presja czasu i przyjazna rywalizacja sprawiała, że opatrywani wydawali się być oporni, opatrunki niewygodne i nieporęczne, przeciekające między palcami a każdy sąsiedni zawodnik czy zawodniczka wydawał się mieć wszystko łatwiejsze do zrobienia. Na końcu zaś doktor Garcia sprawdzał jakoś opatrunków, omawiał co jest w porządku a co nie, i dlaczego dlatego naprawdę można było się poczuć jak na jakimś przyjaznym i wesołym ale jednak szkoleniu.

Dwie koleżanki Vesny i jakiś młody mężczyzna założyli po trzy poprawne opatrunki. U Jolene doktor dopatrzył się jakiś niedociągnięć dlatego zajęła czwarte miejsce a pozostała dwójka zajęła wspólne, trzecie miejsce z tytułem “Paramedyk NC 2050”. Zaś Wierzbowski i Holden zdeklasowali konkurencję. Jemu udało się zrobić aż sześć poprawnych opatrunków a jej siedem. Zajęli więc dwa najwyższe miejsca z tytułem “Najlepszy Paramedyk NC 2050” i “Naj-Najlepszy Paramedyk NC 2050” a widownia, do tej pory kibicująca zawodnikom, teraz też nagrodziła ich oklaskami. Wszyscy zawodnicy wydawali się cieszyć sympatią i życzliwością kibicujących im widzów.
Daniel który pomagał wyplątać się z bandaży jakiejś “poszkodowanej” usłyszał ni to pytanie, ni propozycję czy mogliby we dwójkę potrenować te zabawy w doktora bo wyglądało to bardzo interesująco ale chyba nie do końca wszystko zapamiętała i przydałoby się jej to utrwalić. A poza tym za zajęcie drugiego miejsca dostał od doktora Garcii małą apteczkę w której było trochę opatrunków zaś Vesna, jako zwycięzca konkursu dostała małą walizeczkę paramedyka którym rzeczywiście było uniwersalne minimum do niesienie pierwszej pomocy jaką właśnie nieśli podczas tych konkursowych ćwiczeń.


Na kolejny konkurs, który zaczął się jeszcze przed południem, już w pełni gorącym gorącem tej południowej krainy południem, trzeba było przenieść się na arenę. Tam zresztą stopniowo przenosiło się serce festynu bo miała być rozegrana większość kolejnych imprez. W końcu niedziela była znana nie na darmo jako “Dzień Areny”.

Kolejny konkurs już przed rozpoczęciem rozbudzał wiele emocji. Zapowiadał się dość widowiskowo. Przez miejscowych był nazywanym “konkursem drwala” ale w gruncie rzeczy wydawało się, że będzie chodzić o różnego rodzaju majsterkowanie na czas, prace za pomocą pił, siekier, śrubokrętów, szczypiec czy młotków. No i własnych palców i pomysłów oczywiście.

W szranki ze sobą stanęła dziesiątka zawodników. Znowu spotkali się też i Daniel i Vesna. Konkurs okazał się bardzo ciekawie pomyślany, nastawiony był na atrakcyjność i widowiskowość a zadania wymagały pomysłowości, planowania kolejnych działań, całkiem istotna była siła fizyczna i wytrzymałość no i same uzdolnione ręce do pracy. Vesna rozpoznawała podobny schemat jak wczoraj podczas konkursu pieczenia. Też różne narzędzia leżały na jednym stole i trzeba było biegać z nimi do miejsca wykonywanej pracy, zaplanować co i ile wziąć i ile. Bo jak za dużo to raz, że było ciężkie albo wypadało z dłoni podczas biegania a dwa do zadań należało też utrzymanie w czystości miejsca pracy więc jak coś, komuś zostało należało z powrotem odnieść do wspólnego stołu.

Siła fizyczna przydawała się też przy bieganiu, dźwiganiu nieporęcznych narzędzi oraz przy prostych ale bardzo męczących pracach jak piłowanie czy rąbanie drewna, zwłaszcza bardzo szybkie, potrafiło najpierw rozgrzać a w końcu nawet zmęczyć człowieka. Z widowni więc grupka rywalizujących ze sobą zawodników wyglądało jak kopnięte mrowisko z mróweczkami biegającymi w chaotyczny sposób to tu, to tam ale dodawało to tylko widowiskowości.
Na początku były prace nastawione bardziej na wysiłek fizyczny, dźwiganie niezbyt poręcznych i lekkich kloców drewna, desek czy piłowanie na czas. Więc z początku Wierzbowski szedł dzielnie w czołówce zawodników, we trzech czy czterech wyraźnie plasowali się w czołówce. Dziewczyna z Detroit wyraźnie zostawała te pół czy ćwierć dyscypliny za nimi plasując się gdzieś w połowie pracującej grupki. Ale za to dała czadu gdy dyscypliny zrobiły się bardziej techniczne. Gdy doszło do dość stacjonarnych prac gdzie trzeba było operować śrubokrętem, kombinerkami, zbijać skrzynki, przecinać kable, skręcać śrubki Vesna okazała się bezkonkurencyjna jakby była mechanikiem ze stolicy motoryzacji i robiła coś takiego od kołyski. Nadrobiła wcześniejsze straty i wysunęła się na prowadzenie odkładając ukończone prace z tempem jakie nie powstydziłyby się fabryczne automaty.

Gdy zliczono wszystkie punkty i konkurencje okazało się, że Daniel zdołał wywalczyć sobie miejsce gdzieś w połowie grupki startujących zawodników. Udało mu się zaliczyć 3 bloki zadaniowe. Wygrał na pocieszenie i w podzięce za wzięcie udziału w konkursie mały zestaw śrubokrętów oraz zaproszenie na piwo od innych zawodników. Trzecie miejsce zdobył chyba ktoś przyjezdny, drugie lokalny faworyt który pracował w warsztacie Torresa i który wygrał tą dyscyplinę w zeszłym roku. Obydwaj zrobili po pięć zestawów zadań i różnica między nimi była minimalna. Widać było, że obaj poradzili sobie z zadaniami doskonale i reprezentują równy poziom. A zwyciężczynią okazała się mechanik z Detroit która mimo początkowych trudności na ostatnich konkurencjach dogoniła i przegoniła konkurencję majstrując na sześć ukończonych skrzynek. Wszyscy byli pod wrażeniem sprawności technik paradującej w podkoszulku z miss mokrego podkoszulka z wczorajszego wieczoru. Za ten wysiłek i sprawność otrzymała w nagrodę małą skrzyneczkę z bardzo przydatnymi narzędziami w której królowała pospołu lutownica i wielofunkcyjna wiertarka.


Następna konkurencja rozbudzała jeszcze większe emocje niż konkurs i pokaz sprawności technicznej. Chodziło o konkurs strzelecki. Razem z walkami gladiatorskimi stanowił główną atrakcję ostatniego dnia festynu. Bo aukcję na mapę Duranda, wszyscy miejscowi traktowali chyba jako jednorazową ciekawostkę na ten sezon a nie jako tradycyjną część festynu.

Nagrody były atrakcyjne a sam konkurs uchodził za na tyle prestiżowy, że zgłosiło się ponad tuzin zawodników. Mniej lub bardziej uzdolnionych ale za to chętnych by się ze sobą nawzajem spróbować i pokazać się publiczności. Wystartowała też większość obsady furgonetki jaka zatrzymała się w “Bluszczu i Witrażu”. Ze znajomych z poprzednich dni i konkursów okazało się, że startuje też teksański mistrz piątkowego rodeo, Patrick oraz szefowa “Stajni” o której mawiano, że jest w siodle urodzona, Carol Gomes.

Konkurs okazał się podzielony na dwie konkurencje, strzelanie z broni krótkiej i długiej. Aby wyrównać szanse w tym konkursie wszyscy zawodnicy korzystali z konkursowej broni i amunicji.
Strzelanie okazało się bardzo trudne. Była to bardzo dobra symulacja dynamicznej walki jeśli chodzi o pojawianie się ruchomych, małych celów do których trzeba było strzelać szybko i bez mierzenia. Dlatego już samo trafienie w cel było dla zawodników nie lada wyczynem. Z broni krótkiej trzeba było ustrzelić do przesuwających się ponad ścianą baloników i ustrzelić ich jak najwięcej co ładnie symulowało strzał w przebiegający przez ulice cel albo z karabinku level action strzelać do wylatujących z losowych kierunków plastikowych butelek z kolorową wodą które widowiskowo rozbryzgiwały się po trafieniu ku zachwytowi publiczności albo nietrafione spadały z powrotem na piach areny.

Po podliczeniu wyników w konkursie dynamicznego strzelania z broni krótkiej okazało się, że Akiro uplasował się pod koniec stawki z wynikiem 21 pkt. Zabrakło mu wprawy przy tak trudnej konkurencji, sam jego fenomenalny refleks okazywał się niewystarczający do nadrobienia wprawy i doświadczenia w operowaniu taką bronią u innych strzelców. Mistrz rodeo, Patrick, wpasował się gdzieś w połowie stawki z wynikiem 27 pkt. Czwarte miejsce zajęła szefowa “Stajni” Carol Gomes. Latynoska zdobyła 32 pkt i przez cały konkurs była w samej czołówce. Dopiero po podliczeniu wyników Daniel mógł odetchnąć z ulgą bo zdobył tytuł “Pistolet NC 2050” zaledwie jednym punktem więcej od niej. Drugie miejsce i tytuł “Najlepszy Pistolet NC 2050” wywalczył sobie z wynikiem 36 pkt, wczorajszy “Mud Racer” czyli jego kolega z Detroit. Natomiast zwyciężczynią okazała się być ich koleżanka o indiańskiej urodzie. Anne udało się zdobyć fenomenalne 42 pk czym wyraźnie zdeklasowała pozostałą konkurencję i zdobyła parę eleganckich rewolwerów w olstrach. I to ona została “Naj-Najlepszy Pistolet NC 2050”.
Dyscyplina z dynamicznego strzelania z broni długiej była równie pasjonująca i dla zawodników i dla widzów. Gdy komisja na koniec podliczyła wyniki okazało się, że Patrick wypadł jeszcze słabiej niż przy strzelaniu z broni krótkiej i zajął podobną lokatę jak wcześniej cichy Azjata. Carol Gomes i Anne zajęły podobne miejsce w środku stawki. Obydwu paniom zdecydowanie lepiej służyła broń krótka niż długa. Cichemu Japończykowi poszło zdecydowanie lepiej niż poprzednio bo z wynikiem 32 pkt, dochrapał się 5-go miejsca. Trzecie miejsce, z wynikiem 36 pkt zajął jakiś lokalny najemnik z Black Guards. O włos zdołał wyprzedzić go detroicki rajdowiec zdobywając ledwo o 1 punkt więcej. Ten punkt jednak przeważył na jego korzyść i wywalczył sobie drugie miejsce. Pierwsze zaś zdobył Wierzbowski osiągając wynik 40 pkt. I to właśnie on stał się posiadaczem eleganckiego karabinu systemu lever action oraz zapasem amunicji do niego. Była to mocna broń na amunicję .357 Magnum która w rurowym magazynku pod bronią mieściła 10 mocnych naboi. I to właśnie on wywalczył sobie tytuł “Naj-Najlepszy Karabin NC 2050”

A gdy zwycięzcy zostali już obdarowani, okazało się, że organizatorzy konkursu mają niespodziankę. Otóż po zliczeniu punktów z obydwu konkursów utworzono klasyfikację generalną i nagrodę dodatkową: tytuł najlepszego strzelca konkursu. Gdy zsumowano wyniki Teksańczyk okazał się zdecydowanie lepszym jeźdźcem i kowbojem niż strzelcem bo zdobył łącznie 67 pkt i zajął 9-te miejsce z tym wynikiem. Lepiej poszło cichemu Japończykowi. Jego zdawałoby się nadludzki refleks, nawet przy niezbyt imponującym doświadczeniu strzeleckim, pozwolił mu zdobyć 5-te miejsce z uzbieranymi 74 punktami. Miejsce to dzielił razem z Carol Gomes która uzbierała identyczny wynik. Trzecie miejsce zajął najemnik z Black Guard, który ustrzelił łącznie 81 pkt. Tym samym zdobył tytuł “Strzelec NC 2050”. Tytuł “Najlepszego Strzelca NC 2050” przypadł Anne, która wystrzelała w obydwu konkurencjach 90 pkt. Za to koniec, końców, mimo tak dynamicznej sytuacji i wielu perypetiach przy strzelaniu, ku zaskoczeniuw szystkich pierwsze miejsce również okazało się do podziału. Na szczęście organizatorzy byli przygotowani na taką okoliczność. Dlatego tytuł “Naj-Najlepszy Strzelec NC 2050” zdobyli razem Daniel i Alex. Obydwaj wystrzelali identyczną ilość punktów bo aż po 93.

Nagrodę ufundowała misja wojskowa z Nowego Jorku a był nią produkowany w tej metropolii karabinek M 16 wraz z trzema pełnymi magazynkami. Obydwaj panowie więc zostali obdarowani tą uniwersalną bronią szturmową z opcją rażenia celu tripletami a Nowojorczycy złożyli im gratulacje. Przewodniczący misji, kapitan Schuster, krótko ostrzyżony oficer około 30-ki zapraszał czołówkę strzelców a zwłaszcza dwóch zwycięzców z którymi miał najwięcej styczności do współpracy. W szeregach NYA, miejsce dla takich świetnych strzelców na pewno się znajdzie. A poza szeregami kapitan też by chyba coś dla nich znalazł.

Carol Gomes złożyła podobną propozycję. Mówiła niby do Daniela i Anne których chyba najbardziej kojarzyła z zawodów na najtwardsze spojrzenie z wczorajszego dnia no i do Alexa którego widocznie zapamiętała z machania lasem i wczorajszego epickiego finiszu na błotnistych bezdrożach wokół Nice City. Też by jej się przydała taka sprawna eskorta podczas spędów bydła czy załatwiania interesów za miastem.


Po zakończeniu strzeleckich dyscyplin nastąpiła przerwa. Ludzie od rana zdążyli już raczej zgłodnieć, robiła się pora sjesty no i trzeba było uprzątnąć i przygotować arenę do następnych konkursów. Na rozgrzewkę przed walkami gladiatorów był zaplanowany mud wrestling dziewcząt co się zapowiadało podobnie atrkacyjnie jak wczorajsze walki w kiślu w “Blue Star” oraz łapanie prosiaka który też był główną nagrodą w tym pociesznym konkursie. Ale to jeszcze z godzinę, czy dwie przerwy zanim ludzie znów zacznął spływać do areny na te widowisko.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 21-10-2018 o 05:06.
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-10-2018, 05:06   #18
Elitarystyczny Nowotwór
 
Zombianna's Avatar
 
Reputacja: 77513 Zombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputację
Tura 3 - VIII.28; nd;



Niedziela południe - pokój Kristin

- Ves, co ty masz na twarzy? - poranek okazał się trudny, zwłaszcza dla Alexa. Był facetem w pełni sił ale wczoraj musiał się bawić iście po detroicku: szalona jazda bez trzymanki, na całego i bez oszczędzania. Od rana na nogach, kibicował Ves, potem wspólnie brali w emocjonującym rajdzie terenowym przez błotne bezdroża, a potem jeszcze wspólnie zapoznali się bliżej i dogłębniej z zawodniczkami mokrych i klejących konkursów w jakich startowała Vesna. No i jeszcze wyjarali, zwłaszcza Alex, cały wagon zielska ku pokrzepieniu serc i na pohybel reszcie świata. I jeszcze potem koncert i znów mnóstwo taniego wina i piwa. I już wtedy Runner mocno przysypiał. A teraz o poranku, który na standard i Det, i runnerowej dzielni był stanowczo za wcześnie, Vesna miała okazję podziwiać ruinę gangera. Wraz z całą skacowaną marudnością umęczonego i pochmurnego faceta. Reagował zdecydowanie wolniej i w mniej skoordynowany sposób. Nawet chyba tego całuśnego śladu na policzku Vesny tak patrzył jakby nie był pewny czy dobrze widzi.

Musiał się jednak bawić świetnie i czuć bezpiecznie skoro tak się zrobił. Wiedziała, że w trasie, zwłaszcza na Pustkowiach, to on był tym który budził się pierwszy albo ona budziła się dopiero gdy już wracał do niej bo okazywało się, że to jednak nic specjalnego i można spać dalej. No a teraz zdawało się, że buldożerem trzeba będzie go wyciągać z łóżka aby ruszył się w kolejny dzień. A etap odtwarzania tego co się działo wczoraj pewnie zaliczy przy śniadaniu ale równie dobrze mogło się to przeciągnąć i na kolejne godziny po takim kombo jak wczoraj. Niemniej gdzieś pomiędzy stękaniem, przeklinaniem, niezdarnym ubieraniem się i marudzeniem przebijała się duma i satysfakcja z zaliczenia wszystkich atrakcji wczorajszego dnia.


Znalezienie pączków i to świeżych okazało się dość proste. Przynajmniej dla wygadanej miss mokrego podkoszulka i do tego kumpeli Kristin Black. A poza tym był festyn. Czyli chociaż oficjalnie dożynkowy to dla wszelkich lokali gastronomii i usług były to jak godziny szczytu i to od samego rana. Więc i życzliwi i uśmiechnięci ludzie skierowali kroki Vesny do piekarni a niej mogła kupić a nawet dostać całą torbę świeżo upieczonych pączków za darmo. Skoro była kumpelą Kristin Black i to były dla niej te pączki no i by się wpisała w księgę czy raczej zeszyt pamiątkowy…

Więc zdobycie pączków nie okazało się takie trudne. Dotarcie “Fleurs du mal” było równie proste jak odnalezienie piekarni. Odnalezienie pokojów panny Black w tym przybytku rozkoszy było również nie było trudne. Gdy doszła we właściwy sektor budynku nawet z ochroną sławnej gwiazdy nie było problemu. Widać blondynka musiała powiedzieć co trzeba bo przepuścili ją bez trudu wskazując nawet odpowiedni pokój. Nie było trudno się domyślić bo tylko przed jednym pokojem stał podobnie ubrany facet. Gdy podeszła ten zmierzył ją spojrzeniem ale nawet on nie robił żadnych problemów. Dopiero ta Kristin Black…

- Kristin nie za dobrze się czuje. - uprzedził ją ochroniarz z wahaniem w głosie. Brzmiało trochę jakby chciał ją ostrzec przed czymś. - I na kacu może być trochę marudna. Zapytam czy cię przyjmie. - poinformował ją facet w firmowym uniformie z logo “Kristin Black Security”.

- Kristin! Masz gościa! - otworzył drzwi i wszedł na krok ale dalej sobą skutecznie blokował wejścia do pokoju.

- Spieerdaalaj… - po chwili doszedł ich rozchlapany głos gwiazdy. Ochroniarz spojrzał na Vesnę unosząc brwi do góry jakby właśnie potwierdziło się to przed czym ostrzegał.

- Kristin ale to przyszła Vesna. - rzucił ochroniarz w głąb pokoju. Przez sam pokój ponad albo raczej pod jego ramieniem Vesna widziała wnętrze pokoju. Pasowało do renomy i gwiazdy i tego lokalu. Nawet ogromna szafa trzydrzwiowa z lustrami w drzwiach była.

- Kto kurwa? - jęknął z trudem głos umęczonej blondynki gdzieś z boku, tam gdzie zerkał ochroniarz w drzwiach.

- Vesna. Ta twoja kumpela z Detroit. - ochroniarz cierpliwie tłumaczył dalej. Przerwał bo z głębi doszedł odgłos puszczanego pawia i jakieś kasłanie.

- Jesteśmy w Detroit? O kurwa… A długo? - głos blondyny świadczył, że chyba walczy z własną pamięcią czy raczej niepamięcią.

- Jesteśmy w Nice City. W “Felurs du mal”. - facet w uniformie ochrony cicho westchnął i pokręcił głową zanim odpowiedział szefowej.

- Aa! W burdelu! Hmm… sprzedaliście mnie do burdelu? Chociaż kurwa nie mów, że za pół ceny bo była promocja na blondynki… Chociaż za pełną cenę. A drogo chodzą takie blondynki jak ja? - głos blondynki przybrał znowu marudne tony jakby właśnie darowała sobie walkę z własnymi dziurami w pamięci.

- Kusząca propozycja. - facet zrobił cichy, głębszy wdech zanim ciągnął dalej. - Ale tylko wynajmujemy tu pokój. I właśnie przyszła twoja kumpela Vesna z Detroit cię odwiedzić. Wczoraj mówiłaś, żeby ją wpuszczać. - ochroniarz usilnie starał się naświetlić szefowej o co właściwie chodzi.

- Dobrze… to chociaż dziwką jeszcze nie zostałam… a myślisz, że miałabym wzięcie jako dziwka? - umysł blondyny zdawał się dryfować własnymi torami dość symbolicznie związanymi z prowadzoną rozmową.

- Tak Kristin. Ale jest tutaj Vesna. Ta z kampera. Co sobie składałyście autografy na cyckach. - facet uparcie próbował się przebić przez mrok otaczający umysł blondynki.

- A czekaj… autograf w kamperze? A coś chyba było… - teraz w głosie zdawało się słyszeć zastanowienie jakby rzeczywiście coś zaczynało jej prześwitywać z poprzedniego wieczora.

- Ta co ci napisała, że jesteś najsłodszą cipą w Nice City… - facet podpowiadał szybko widząc, że wreszcie jest szansa na przełom.

- Aaaaa!!! Veeesss! No to dawaj ją! - rozpromienił się głos blondynki gdy wreszcie odpowiednie elementy wskoczyły na swoje miejsce. Facet też westchnął z ulgą, odwrócił się do gościa i już zaczynał opuszczać ramię i pozycję blokującą drzwi gdy nagle ubiegł go głos szefowej.
- Nie! Nie wpuszczaj jej! Niech przyjdzie później! Zobacz jak ja kurwa wyglądam… No gorzej niż jakaś kurwa chyba… - gwiazda estrady brzmiała jakby się poważnie obawiała, że ktoś może ją widzieć w takim stanie w jakim właśnie była.

- Kristin. Vesna stoi tu w drzwiach. Wszystko słyszy. - ochroniarz pokręcił głową już chyba nieco zirytowany i nastała chwila milczenia.

- To po chuju… Zawsze mnie oszukujecie… Ves? Jesteś? To chodź. - mruknęła markotnie blondyna. Ochroniarz więc wreszcie mógł się odsunąć i wpuścić gościa do środka. Potem wskazał na otwarte drzwi. Pokój musiał mieć na tyle wysoki standard, że miał własną łazienkę. Gdy zrobiła te kilka kroków ujrzała dwóch mężczyzn i Kristin. Jeden z nich stał, drugi siedział na taborecie i mieli niewesołe miny. Kristin raczej leżała niż siedziała na podłodze. W samych kobiecych bokserkach i bezrękawniku. Twarz miała pochyloną nad wiadrem w którym chyba bezpieczniej było nie sprawdzać za dokładnie co jest sądząc po rozbryzgach i zaciekach.

Twarz blondynki była zapuchnięta, oczy załzawione, na policzkach zastygł rozmazany makijaż, do tego wszystkiego dokleiły się blond kosmyki a całość była upstrzona pewnie częścią tych rozbryzgów jakie były i na wiadrze. A jednak ten wczorajszy odcisk ust Vesny na jej policzku choć już nie tak wyraźny, wciąż był widoczny. Podobnie zapaskudzona rzygowinami, była koszulka, majtki i uda dziewczyny, te z autografem od Vesny co ją wczoraj tak nakręcił też. Całościowo Kristin przypominała żywą ruinę blondynki. Przy niej, poranny Alex wydawał się świeży, kwitnący i cały w skowronkach. Widząc Vesnę otarła niedbale usta ramieniem i mało skoordynowanym ruchem zgarnęła sobie część włosów z twarzy. W ramach powitania blondynka pochylona nad zarzyganym wiadrem machnęła do stojącej w drzwiach brunetki.

- Kristin to skoro czujesz się już lepiej to może weźmiesz kąpiel? Poczujesz się lepiej. - ten który siedział na taborecie zaproponował łagodnie i gdy szefowa spojrzała na niego chwiejnym wzrokiem i równie chwiejną głową wskazał na wannę. No wanna była pierwszorzędna, zwłaszcza, że była pełna czystej, parującej i pachnącej wody. Nic tylko wskoczyć i skorzystać. Kristin chyba miała trudności ze zogniskowaniem wzroku na czymś tak drobnym i ruchliwym jak wanna.

- Co? Taki kawał? Spierdalaj. Sama? No chyba cię powaliło… - wymamrotała w końcu i facet zaczął coś mówić ale blondyna mu przerwała. - Z Vesną mogę się wykąpać! A reszta spadać! Wynocha! - krzyknęła rozeźlona szefowa wyganiając ich ruchem ręki. Dwaj mężczyźni spojrzeli z powątpiewaniem na nią, na Vesnę i na siebie nawzajem. W końcu jeden z nich wzruszył ramionami i wyszli.

- Jeśli będziesz czegoś potrzebować to daj znać albo krzyknij. Będziemy tuż za drzwiami. I nie zamykajcie się na zamek. - powiedział ten który siedział na taborecie i nie do końca było wiadomo do której z nich mówi. Wziął ten taboret i chyba ustawił go zaraz za drzwiami zamykając je za sobą. I tak dwie kumpele zostały same w łazience.



Dwójka negocjatorów z lady Amari zorientowała się po czasie, że “na nocną misję” to niezbyt mają namiar. Właściwie to wiedzieli, gdzie się zatrzymali Federaci, w hotelu “Hamilton”. Nie mieli jednak pojęcia gdzie zatrzymała się reszta. Ale chociaż to było jeszcze pewnie dość łatwe do ustalenia bo w końcu werbowali ludzi do swoich ekip więc rozpuścili wici gdzie z nimi nawiązać kontakt to nie mieli pojęcia kto dla nich już pracuje albo zacznie. Były bowiem spore szanse, że najmujący nie ruszą się z miasta aby zasuwać gdzieś w jakieś bagna po czołg tylko wyślą swoich najętych ludzi. Czyli postąpią podobnie jak miała zamiar postąpić lady Amari.

Za to w gorączce festynu, wszelkie lokale wydawały się być otwarte. Anne zresztą miała znajomego pasera jaki naraił jej kontakt z Federatami i mogła u niego wymienić cenne ale dość niewygodne w wymianie gamble jakimi było pięć złotych pierścieni na coś bardziej wymienialnego i mniej rzucającego się w oczy. Paser ze znawstwem obejrzał dokładnie przyniesione pierścienie i Federaci coś ich chyba nie rolowali z tombakowymi podróbami bo paser wypłacił im równowartość trzech czy czterech pełnych magów do wojskowej szturmówki albo kilku kanistrów paliwa. Teraz mieli okazję aby swobodniej manewrować pulą gambli obstawiając zakłady. Niestety transakcje udało się sfinalizować już po konkursie strzeleckim.

Sam konkurs był dla obojga bardzo trudny. Anne poszczęściło się w konkursie broni krótkiej podczas gdy w dziedzinie strzelania z broni długiej poszło jej wyraźnie słabiej. Zaś Akiro dokładnie na odwrót. Konkurs był bardzo dynamiczny i nie był nudnym strzelaniem do puszek za stodołą. Organizatorzy się postarali a publiczność dopisywała obficie krzycząc, klaszcząc i dopingując wszystkich albo niektórych zawodników. Ale efekt był taki, że łatwo było ulec atmosferze przyjaznej rywalizacji i życzliwego dopingu widzów.
Anne została zaś dumną posiadaczką dwóch, eleganckich rewolwerów na kaliber .357 Magnum. Dwie sztuki broni były zapakowane w równie eleganckie kabury a te przypięte do kowbojskiego pasa. Solidna, rewolwerowa amunicja zapewniała przyzwoitą siłę rażenia jak na broń krótką a do tego nie była tak niewdzięczna jak cięższe Magnumy. Nomen - omen rewolwery pasowały też do słabszej amunicji jaką już Anne posiadała w swoim ekwipunku, do .38 Special chociaż oczywiście przy strzelaniu słabszą amunicją niż Magnum, efekt rażenia był odpowiednio słabszy. I mocniejszej amunicji nie dało się załadować do jej starego rewolweru ale w drugą stronę właśnie było już to wymienne.


- Hej i co? Znowu na topie, nie? - Alex zaśmiał się wesoło gdy na koniec konkursu okazało się, że wspólnie wystrzelali tyle samo punktów i zajęli pierwsze miejsce. Konkurencja nieźle wypociła każdego z zawodników a zwłaszcza tych w czołówce. Zawody okazały się trudne więc każdy ustrzelony punkt był na wagę złota czy raczej ołowiu. Musieli dać z siebie wszystko aby zajść tak wysoko i pokonać tak wielu rywali, w tym również swoich kolegów i koleżanki z “Bluszczu i Witrażu” gdzie się zatrzymali ze dwa tygodnie temu. Detroiczyk wydawał się cieszyć i radować z samego konkursu i zwycięstwa jak dziecko. Z runnerowym zwyczajem zaczął od odpalenia skręta i poczęstowania niedawnych rywali konkursu.

- Spoko brachu, to u nas w Det, podobnie mamy. Tylko nie piłką a kołpakiem. Też trzeba się trochę narzucać, nabiegać, nałapać i w ogóle. Jak chcecie to możemy potem pograć w ten rzut kołpakiem, zobaczycie, zarypiasta sprawa! - wcześniej Alex też chyba ucieszył się w ten swój nieco chaotyczny i swobodny sposób wesoło reagując na gratulacje złożone im przez Daniela. Teraz również wydawał się być równie szczęśliwy, roześmiany i żywiołowy.

Wczoraj też poznał nieco ludzi podczas konkursów w jakich startował albo kibicował. Pewnie dlatego dzisiaj szefowa Stajni, mówiła między innymi głównie do niego skoro go pewnie zapamiętała z wczorajszego konkursu na groźne i twarde spojrzenia. Rano zaś bez trudu rozpoznał dziewczyny biorące wieczorem udział w zapasach w kisielu i miss mokrego podkoszulka. Rano część z nich przewinęła się przez konkursy pamięci, wiedzy i pierwszej pomocy w którym on też brał udział. Co prawda dziewczyny dumnie paradowały w swoich zdobycznych podkoszulkach więc były łatwe do rozpoznania no ale Daniel jako wczorajszy widz, również mógł wówczas nacieszyć męskie oko widokiem mokrych kobiecych wdzięków w prześwitujących i skromnych okryciach. Widowisko było pierwszorzędne i cała widownia kibicowała mokrym kociakom które rozbudzały emocje tak swoim widowiskiem jak i kibicowaniem która z nich wygra.

Dziś widownia była równie życzliwa i entuzjastycznie nastawiona do kolejnych konkursów, w tym tych których i on sam startował. Całe te Nice City, wydawało się na tym festynie kumulować jak pod soczewką, pozytywne emocje ludzką życzliwość i sympatię. Trochę jak na święta zimowe tylko tak pod koniec lata a nie w zimie. I nagrody były ciekawe. W końcu główną wygraną w strzeleckim konkursie trzymał w ręku.
Miał solidny karabinek Winchestera na .357 Magnum jako najlepszy strzelec w broni długiej oraz podobnie jak Alex, uniwersalny karabinek M 16, amerykański klasyk wyprodukowany w NY, zabójczy na przeciętne, szturmowe dystanse.



Colonel integrował się dość słabo pod względem brania udziału w konkursach albo innymi zawodnikami. Chodził własnymi drogami i za swoimi sprawami. Tymczasem i weekend i festyn zaczynał nieubłaganie zmierzać ku końcowi. Była już połowa niedzieli gdzie wieczorem miała się odbyć aukcja mapy na której miało być zaznaczone położenie tej dawnej machiny wojennej zagłady.

Ze swoich spraw udało mu się załapać języka gdzie chyba zatrzymała się ekipa z Vegas. A przynajmniej tam ciągnął trop, że szukają chętnych do zdobycia tego czołgu. Wyglądało więc na to, że Strauss nie był w ciemię bity i nie pokładał wszystkich swoich nadziei w swoim brachu Colonelu i jego ekipie albo rozsiał wici o robocie zanim go spotkał. Czy zdołał już zwerbować kogoś ponadto tego akurat Henry nie zdołał się dowiedzieć w tak krótkim czasie. Ale zorientował się na tyle, że chyba wszystkie ekipy negocjują z różnymi ludźmi i grupkami ale co z tego wyszło, kto, dla kogo pracuje czy może pracować nie było wiadomo.

Zwłaszcza, że trwał festyn i do miasta zjechało się mnóstwo osób i z bliższych i dalszych okolic. Tylko część z nich mogła być tutaj z powodu plotek o tym czołgu ale nie było wiadomo czy nie postanowią skorzystać z okazji i nie dadzą się zwerbować którejś z głównej frakcji. Spośród tego chaosu rozwrzeszczanych, rozbawionych i często podpitych ludzi trudno było dowiedzieć się czegoś pewnego kto jest tu po czołg, kto się jeszcze zastanawia a kto po prostu ściemnia.

Z fascynacją mógł też dowiedzieć się co nieco o szefowej “Stajni”. Oficjalnie miejscowi nie uważali ją za szefową bo szefem był jej ojciec, stary Gomes. Niemniej z jego latorośli, z tych którzy dotrwali do dnia dzisiejszego miejscowi za prawą rękę uważali właśnie Carol. Kobieta miała renomę nieustraszonego kowboja i twardej kobiety interesu. A, że stary Gomes od kilku sezonów coraz bardziej był na etapie przechodzenia na emeryturę to coraz wyraźniej oddawał ster w ręce córki. Kobieta miała chyba słabość do nowinek technicznych i lubiła montować w stajniach różne bajery. Ostatnim hitem sezonu była wentylacja w stajniach co zresztą parę dni temu nawet Vesna załapała się na robotę przy ich montażu.

Obecnie zaś pozwalała sobie się zabawić intensywnie uczestnicząc na festynie albo jako zawodniczka albo jako kibic. Wczoraj startowała w konkursie najtwardszych spojrzeń i rozdzieliła na podium Vesnę i Anne a we trzy wpisały się wczoraj w nagrodzone trio “żelaznych dam” jak je wczoraj na gorąco ochrzcił wodzirej prowadzący imprezę. I też jak wielu miejscowych była fanką Kristin Black a przynajmniej przyszła wieczorem na jej koncert i bawiła się na całego tańcząc, śpiewając, pijąc i żartując sobie razem z resztą widzów i fanów popularnej gwiazdy estrady. Dzisiaj zaś brała udział w konkursie strzeleckim i w generalnej kwalifikacji zajęła 5-te miejsce wspólnie z Akiro. Porozmawiała sobie chwilę po zawodach z uczestnikami zawodów w tym i z kolegami i koleżankami Colonela.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

"I am the bad one, distant and cruel one.
I am the dream that, keeps you running down."

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 21-10-2018 o 05:10.
Zombianna jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-10-2018, 03:24   #19
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 40351 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=tWHp8F-dX-8[/MEDIA]
Sobota wieczór - koncert


- Widzisz jakie fory ci wyrobiłam? - uśmiechnęła się blondyna odprowadzając brunetkę ze sceny. Opuściła mikrofon więc nawet jak nachyliła się do jej ucha to musiała podnieść głos aby być słyszana i rozumiana. Ale w tym tumulcie, bez mikrofonu przy ustach i tak ich pewnie nikt nie słyszał.
- Ale nic za darmo! Chcę za to jutro bajerancki autograf! Oprócz tego za mapę. I to chcę taki super brudny, wulgarny i pieprzny! - wymruczała blondynka ściskając brunetkę na pożegnanie. Z bliska Vesna widziała jej lubieżne spojrzenie polane, drapieżne zmysłowym głosem. Chociaż pewnie nikt inny z zespołu, ochrony czy widowni tego nie widział. - A jak nie to się na ciebie obrażę! - dodała groźną minką i ostrzegawczo machając jej palcem gdy ją już puszczała aby wrócić na scenę i do czekającej rzeszy swoich fanów.

Nie dało się zaprzeczyć - paroma zdaniami blondynka zareklamowała technik z Detroit lepiej niż ona sama latałaby po konkurach i cały miesiąc. Dziesięć sekund i każdy z tłumu pod ich stopami poznał Vesnę, mało tego, mogła liczyć na jego przychylne nastawienie. W końcu o to aby byli dla niej mili prosiła sama Kristin Black… ich chluba, duma i całkiem normalna dziewczyna jak na format rozpoznawalności.
- Masz jak w banku! - odkrzyknęła próbując przedrzeć się przez robiony przez ludzi hałas. Już miała się odwrócić i zejść, tak samo jak odwróciła się jej nowa kumpela, ale to by było za normalne. No i obiecany autograf mogła dać po części od razu. Dlatego złapała rękę z mikrofonem i pociągnęła, obracając Kristi do siebie frontem, a gdy znowu widziała jej twarz, uśmiechnęła się szeroko. Z tym uśmiechem złapała jej twarz w dłonie i pocałowała długo, mokro i widowiskowo.

Panna Black chyba była równie zaskoczona riposta swojej nowej kumpeli jak i widownia pod sceną. Vesna wyłapała jej zdziwienie i w spojrzeniu gdy przyciągała ją do siebie i całym ciele gdy po prostu dawała się ściskać i całować. Ale reakcja dziewczyny z Detroit momentalnie rozgorzała i ją i widownię.

Widownia zareagowała radosnym wyciem, gwiazdami i aplauzem gdy na scenie dwa śliczne kociaki zaczęły się całować. A i Kristin prawie od razu przyjęła usta i ramiona Vesny chętnie i wdzięcznie. Blondynka wpiła się żarłocznie i chciwie w brunetkę tak bardzo, że i jej i pewnie widowni wydawało się, że najchętniej zrobiłaby “to” z nią tu i teraz. W końcu rozpromieniona i rozpalona puściła Ves - Przyjdź, przyjdź jutro, będę czekać z markerem i czym tylko zechcesz! - powiedziała tylko do niej sprzedając jej jeszcze całusa. A potem znowu uniosła mikrofon do ust i stanęła twarzą do widowni.
- Widzicie!? Mówiłam wam! Jesteśmy kumpelami! I byłyśmy już na randce! Ale wiecie co!? Tutaj też pójdziemy! - zawołała do swojej ukochanej widowni i odpowiedział jej spontaniczny odzew rozbawionego tłumu. Skoro tak miały wyglądać randki ich ulubionej gwiazdy estrady z miss mokrego podkoszulka to chyba wszyscy byli za i jarali się tym tak samo jak Kristin.

Pewnie nie jeden z widowni chętnie popatrzyłby na takie spotkanie, nawet jeżeli byłoby to tylko oglądanie. Vesna uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami z bardzo niewinną miną, a potem posłała blondynce buziaka, pomachała do widowni i zeszła ze sceny, czując że ten dzień po prostu jest dobry.

Niedziela rano - Alex


Jeżeli Alex normalnie był marudnym mężczyzną, to na kacu robił… umierający z cierpienia, wokół którego trzeba chodzić, pomagać, głaskać po głowie i otaczać uwagą. Pewnie gdyby nie to, że przyzwyczaił się do chodzenia wokół siebie, sam wziąłby dupę podniósł i się ogarnął, ale skoro była Ves, to ona od samego rana biegała między piętrem a pokojem, nosząc tacę z jajecznicą, szklanki soku pomidorowego, dzbanki z wodą albo kubki kawy z prawdziwą cytryną, drogą tak koszmarnie, że przez dłuższą chwilę technik walczyła z sumieniem i wewnętrzną sknerą czy na pewno warto kupić… ale chodziło o Foxa, który cierpiał, a jakby tego było mało, musiał wstać przed południem, czyli praktycznie prawie z kurami i nieludzko wcześnie.

- Jedz kochanie… - mruczała łagodnie, podtykając mu pod nos smażone jajka. Dobre na kaca, poza tym lubił jajka, a sam może poszedłby na dół za godzinę albo dwie. Ale na szczęście Vesna działała trochę na innych zasadach niż Runner. Nie wstawała zgodnie z “detroickim rano”, bywała na nogach czasami nawet przed 6 rano, kiedy szła na zajęcia do kliniki, albo miała dyżur w szpitalu lub znowu była potrzebna papie przy którymś z jego projektów.

- Pij kochanie - uśmiechała się, podając mu tabletki od bólu głowy i sok, a potem głaskała współczująco po głowie, czekając aż zje, napije się i pokona pierwsze nieprzyjemności poranka. Szczerze mówiąc ona też czuła się zmęczona, mało spała i spędziła aktywnie dzień… ale kobiety nie miały prawa chorować, gdy ich mężczyźni niedomagali. Ciekawiło też ją jak się miewa jeden kowboj z Teksasu. Wstał już? Na pewno...
- Hm? - drgnęła, gdy Alex o coś spytał. Dopiero po chwili skojarzyła o czym mówi i odruchowo potarła policzek - A to… autograf od Kristin. Mam też taki na piersi… wymieniłyśmy się w jej kamperze - uśmiechnęła się na samo wspomnienie - Ona mi się podpisała, ja jej też… dziś po konkursach idę ją obudzić. Wiesz że mnie pamiętała z Det? - ożywiła się wyraźnie ucieszona - Opowiadałam ci jak wpadłam na nią i jej ekipę na Baker Street. To dziś też idziemy na pączki - zaśmiała się cicho bo głośne dźwięki raniły jeszcze uszy poszkodowanego przez alkohol gangera.

Alex może rzeczywiście sam z siebie zwlókł by się na dół w samo południe albo i później. Ale skoro wszystko dostał postawione pod nos i zostawiało szamać i popijać to tym się zajął. Przez co niejako przy okazji znacznie ucichła skala porannego marudzenia. W miarę jak wcinał śniadanie spojrzenie robiło mu się mniej senne i nie tylko ciało ale i umysł zaczynał się budzić. Zaczynał więc trawić nie tylko śniadanie ale i to co mówiła jego dziewczyna.

- Tak, pamiętam jak o tym opowiadałaś. I ona ciebie też pamięta? Popatrz a myślałem, że to jakaś lalunia. - Runner tym detalem trochę się zdziwił ale pokiwał głową na znak, że pamięta wcześniejsze opowieści Vesny o jej spotkaniu z gwiazdą jeszcze w jej rodzimej dzielni.
- Aha, pączki, idziecie na pączki, pewnie, spoko. - znów pokiwał głową przyjmując gładko do wiadomości plany Ves na dzisiejszy dzień jakby sam miał własne. Popił kawę i wydawało się, że apetyt wraca mu na całego.
- Wiesz, myślałem o tym KTM za ten wyścig. Obejrzałem go sobie. Wygląda w porządku. - pokiwał głową i chyba mówił coś co wczoraj nie zdążył. - Ale dla nas jest ni w 5 ni w 9. To jednoosobówka. Albo byśmy musieli znaleźć coś większego albo dokupić drugi. Wtedy byśmy mieli własny transport. - powiedział co mu chodziło po głowie.
- Wczoraj trochę gadałem z tą laska spod prysznica. Chyba… chyba gadałem… Po prysznicach… Ona chyba robi w jakichś furach… Tylko kurwa nie pamiętam która to była i czy coś mi się nie pojebało… - przyznał się bez żenady do swoich łuk w pamięci z dnia wczorajszego.

- Ale ej! - zawołał radośnie przełykając szybko to co miał na widelcu. - Wczoraj było genialnie! I ten wyścig i te focze! Kurwa bałem się, że nas ma ostatniej prostej wezmą! A tu kurwa nic! Ani cm-ów, ani granatów no nic! Powiem Ci, że jak na starcie zobaczyłem jaki mają sprzęt to wymiękłem. Wiedziałem, że ciężko będzie. Ale nie wymiękłem nie? I do chuja! Jak wyszliśmy na ostatnią prostą powiedziałem sobie “Teraz albo nigdy!”. I dałem gaz do dechy! - Alex zaczął jeszcze raz przeżywać wczorajszy wyścig i z lubością sięgnął po wymiętą paczkę sekretów odpalając jednego.
- Ale wiesz? Jak tu za miastem mają takie błoto i nie mówią na to bagno to na co mówią bagno? Potrzebujemy jakiejś terenówki. Takiej prawdziwej nie jak nasz van. No chyba, żeby go mocno przerobić pod teren i błoto. - podzielił się z nią kolejną refleksja na temat wyprawy, bagien i motoryzacji.
- I te prysznice. - na twarzy wypełzł mu błogi, leniwy uśmieszek gdy położył się na plecach z powrotem na łóżko zaciągając się dogłębnie sekretem. - W sumie to zaliczyliśmy jakieś pół tuzina gorących focze nie? Kurwa, kumate foczki tu mają, znają się na wyścigach, umieją się bawić no kurwa, jak u nas w Det nie? - mężczyzna wydawał się zachwycony wczorajszym dniem. Popatrzył na Vesne i wyciągnął do niej rękę by mogła ułożyć się przy nim. I gdy spojrzał znowu na jej twarz pewnie przypomniał sobie o czym mówili na początku.
- Masz autograf tej blondi? Na cyckach? I jak to się wymieniłyście? Na co? - zmarszczył brwi nie do końca chyba będąc pewny o czym mówi Vesna.

Technik siedziała po turecku na materacu tuż obok i uśmiechała się rozczulona, patrząc jak jej chłopak je, gestykuluje i na swój sposób relacjonuje miniony dzień. Widać było gołym okiem, że wraca do formy, zniknęła blado-zielona skóra, pojawił się błysk w oku i do tego zapalił fajka sam z siebie. Znaczy operacja się udała, pacjent będzie żył.
- Kristin jest w porządku, żadna lalunia. Szczera, ciepła. Kochana taka… lubię ją - powiedziała, zdejmując podkoszulkę w której spała i pokazując podpis na piersi - A wymieniłyśmy się na autografy. Między innymi - dodała z filuternym uśmieszkiem - Wiesz kochanie, musieliśmy wygrać wyścig, bo jakby to było, że ludzie z Det przegrywają w wyścigu? - spytała, przekręcając się i kładąc na boku obok Runnera. Pocałowała go w bark i położyła na nim głowę, plącząc przy okazji ich nogi - Cieszę się, że dobrze ci minął dzień. Szczególnie ten koniec już w Blue Star, pod prysznicami. Laska od bryk… to chyba Christin, pracuje w hurtowni Petro. Albo Diane, robi u Hook’a. A w ogóle Kaya zaprasza nas kiedyś przy okazji do siebie w dzień na powtórkę. To ta co wygrała zapasy… jest niesamowita - westchnęła i jakoś posmutniała.

- Musimy wymienić ten motor, coś dopłacić i… - zawiesiła się, patrząc na zarośniętą grdykę na wysokości swoich oczu. Wzięła wdech, potem wydech. - Wczoraj jak wyszedłeś zapalić wieczorem, co się zbieraliśmy na ten spacer… Colonel sprzedał nas ludziom z Vegas. Wszedł w układ z jakimś Straussem, ich bossem. Spoko, wzięli go w bagażnik, ale i tak… nie powinien tak łatwo ustępować. I jeszcze wmawiał, próbował wmówić że Vegas jest najlepszą opcją, nie ma innego wyjścia. To świetlana szansa dla nas i inne odpadają. Nie umiał się przyznać że zawalił, ani nie przeprosił. Wkurwił mnie - przejęła fajka od Alexa i zaciągnęła się - Przyszedłby jak człowiek, pogadał jak człowiek… byłaby zupełnie inna gadka, ale nie. Traktował nas z góry, mnie nazwał dziwką. A jak mu to wytknęłam to walnął focha i tyle go widzieli. Powinien się cieszyć że dostał samym piwem, a nie kuflem. Albo ołowiem - zaciągnęła się znowu i zaklęła cicho.

- Kurwa mać… i teraz najlepsze. Wiesz o co poszła największa niechęć? - zrobiła przerwę na trzeciego bucha - Że biedaczkowi pocisnęłam. Bulwersacja na całego, bo jak mogłam… nie żeby ktoś powiedział chociaż pół słowa w mojej obronie, “ej Colonel może byś uważał co gadasz”.... jasne - oddała fajka, wydmuchując dym pod sufit. - Nie jestem niczyim chłopcem do bicia, ani popychadłem. Przepraszam, nie chciałam cię mieszać w to, bo wiem jakby się skończyło… - przekręciła się na plecy i zapatrzyła w sufit - Podbiłam do Kristin i pogadałam z nią trochę wczoraj. Dziś po porannych konkursach idziemy na pączki… to jest ja przynoszę pączki, podnoszę ją z wyra i idziemy do gościa od mapy. Z aparatem i bajerą. Może uda się zdobyć mapę przed aukcją. Jeżeli tak… zyskamy złoty bilet wstępu do któregokolwiek z ugrupowań chcących dostać ten pieprzony czołg. Vegas odpada. Federacja… wiesz że nie trawię Federatów. NYA i ich superprezydent… banda sztywniaków z kijami w dupach. CSA… już wolę zapach zganianej chabety i prostych, szczerych chłopaków. Patrick może mnie spiknąć z ich szefem, jeszcze przed aukcją. Dlatego z nim wczoraj gadałam po konkursie na spojrzenia. Uda się zdobyć mapę, łapiemy go i spadamy gadać z Teksańczykami. Sami, tamtych mam dość. Ok, było miło i bezpiecznie razem podróżować, ale chyba… na dłuższą metę nie nadajemy na tych samych falach. Szkoda mi Daniela, jego naprawdę lubię… i Szarika, ale cholera nie. - przekręciła się żeby popatrzeć Foxowi w oczy - Zagadam z Christin albo Dianą, podpytam o brykę. Tylko… ty sie znasz lepiej, więc ty wybierzesz, dobrze? Ja jeszcze pokręcę się po okolicy, pokażę tu i tam, pogadam z ludźmi. Zdobędę parę nowych kontaktów i… jesteś bardzo zły i zawiedziony? - dokończyła dziwnie pustym głosem, uśmiechając się sztywno - Okazje, możliwości, kontakty, dojścia, układy. Brzmię jak… jak papa. Myślę jak on - prychnęła, odwracając głowę do okna.

Nie odpowiedział. Przynajmniej nie słowami. Wsadził sobie peta w zęby i pociągnął dziewczynę na i do siebie aż przylgnęła swoim nagim torsem do jego ubranego w podkoszulek. Wtedy wyjął skręt z zębów i na runnerowa modlę podzielił się z nią w intymnym geście przekazując dym z ust do ust. Gdy mogła sycić się tym cudem on bez pośpiechu zaciągnął się ponownie i teraz gdy jej wysłuchał to on zaczął mówić swoje.

- Colonel nazwał cię dziwka? A reszta nic z tym nie zrobiła? Mhm. - pytał jakby sprawdzał czy dobrze zrozumiał opis wczorajszej sytuacji przy stole. Jeszcze raz zaciągnął się petem a żar rozjarzył się do intensywnych barw. Oczy mu się przymknęły podobnie jak szczęki. Był zły. Wkurzony. Poznała od razu. Ale nie na nią. To poznała po tym jak wolną ręką opiekuńczo głaskał ją po plecach. Nieco machinalnie więc musiał myśleć o czymś lub o kimś poza tym pokojem.

- I bulwers był bo mu pocisnęłaś tak? Mhm. No dobrze. To zobaczymy jaki będzie bulwers jak ja mu pocisnę. - dodał niezbyt głośno ale zdecydowanie nie przyjaźnie. Strzepnął popiół z wypalonego peta i równie beztrosko pstryknął go na drugi koniec pokoju. - To chuj z nimi. Widać nie jesteśmy takimi kolegami jak nam się wydawało. - gdy podjął decyzję od razu wrócił ten zawadiacki i chaotyczny Runner
Uśmiechnął się do niej i pocałował ją czule w usta. A potem przekręcił na siebie jeszcze bardziej tak, że teraz właściwie najwygodniej było jej leżeć na nim lub usiąść okrakiem.

- I mówisz cwaniaro, że lubisz tą blondi i po tych paczkach jedziecie oglądać ta mapę za którą tak wszyscy latają? - zapytał filuternie unosząc brew i zaczął bawić się autografem od gwiazdy. Wodził palcem po literach, potem po odcisku ust blondyny tuż nad sutkiem brunetki a gdy skończył zaczynał od nowa.

- No nieźle. Nieźle kombinujesz lisiczko. - uśmiechnął się podnosząc na chwilę wzrok znad jej piersi ku jej twarzy. - A ta Kristin Black w takim razie ma tu niezłe chody. - dodał nieco poważniej zastanawiając się co by można z tym fantem zrobić dalej. - Z taką mapą rzeczywiście mogliby spojrzeć na nas przychylniej. - zgodził się z wnioskami swojej dziewczyny.

- Tylko ten Patrick… - skrzywił się jakby wspominał jakiegoś wybitnie obślizgłego gada. - A on musi jechać? Z taką mapą jest nam niepotrzebny. Sami znajdziemy kogo trzeba i się z nim dogadamy. - widocznie do Teksańczyka detroicki rajdowiec nadal pałał niechęcią i wolał nie przebywać w jego otoczeniu.

- A z tymi laskami no mogę pogadać. Może coś mają na warsztacie. Albo ten “Car Dealer”. Tylko tam pewnie trzeba mieć kasę. Ale te laski na początek mogą być. - zgodził się i z tym pomysłem i temat fur i fajnych lasek od razu poprawił mu humor.

- I Kay nas zapraszała na powtórkę? - spojrzał na nią zaciekawiony - To ta co wygrała zapasy? Hmm… Taka czarna? - pokazał gestem obok swojej głowy, że chodzi mu o kolor włosów. - Aaa! Czekaj! Ta z krzesła!? - mężczyzna wreszcie skojarzył o kogo chodzi chociaż widoczne najbardziej zapamiętał Kay z czego innego.
- I chce jeszcze raz? - zaśmiał się dumnie jakby to była wyłącznie jego zasługa. - No to pewnie, chyba mogę sprawić jej tą przyjemność jeszcze raz. - dalej śmiał się chrapliwie rozbawiony, dumny i uszczęśliwiony taką perspektywą.

Vesnie ulżyło i nie ukrywała tego. Przestała się spinać, usiadła pewniej okrakiem nad Runnerem, opierając dłonie o poduszkę po obu stronach jego głowy przez co autograf Kristin bujał mu się nad twarzą.

- Tak, ta czarna od krzesła… chyba jakoś się podzielimy tobą, ale nie przyzwyczajaj się. Jesteś mój, pamiętaj - powiedziała z poważnym rozbawieniem, nachylając się odrobinę niżej - We wtorek albo w środę koło południa idę na babskie spotkanie do Kay. Będzie też Sharon, Jasmine i Kristin. Mamy w planach oglądanie pornoli i żarcie - wyjaśniła pogodnym, wesołym tonem - Wrócę wieczorem, bo Sharon ma nocną zmianę, a dziewczyny też pracują wieczorami. Chcesz to po weekendzie spotkamy się we trójkę z Kristi. Sam się przekonasz że jest zajebista. Myślę że jako mój mąż bez problemu wejdziesz ze mną do niej… i w nią - odgięła się żeby krótko go pocałować.

- A jeśli chodzi o Patricka… potrzebujemy go. Jest z Teksasu, zna rozkład kart i sił u nich w grupie. My umiemy strzelać, prowadzić fury, bić się, gadać, składać złom i ludzi. Ciężkie maszyny też nie są problemem, tak samo jak wysadzenie kogoś albo czegoś… ale w terenie przyda się ktoś zaufany, kto przypilnuje pleców, oporządzi chabetę, albo rozłoży obóz. Ani ty ani ja nie przetrwamy w dzikiej głuszy… zdobywanie wody, jedzenia. Polowania, prace obozowe. No i zawsze może nas przedstawić kumplom z grupy, a jak to zrobi już ich urobię - wyszczerzyła się, wracając do bujania zderzakami nad twarzą gangera - Razem z motorem wygraliśmy też kurs… albo go opylimy, albo… chcesz się nauczyć prowadzić motocykle? - zapytała wpadając na pomysł i od razu się nim dzieląc - Fury prowadzisz z zamkniętymi oczami, to też nie będzie dla ciebie wyzwaniem, a wiesz że lepiej żeby nie siadała za kółkiem, jeżeli nie chcemy po dziesięciu metrach mieć bryki do remontu… o ile da się ja jeszcze wyklepać.

- Chyba spodobał ci się ten KTM.
- mężczyzna uniósł głowę aby spojrzeć na twarz pochylajacej się nad nim kobiety. Przez większość tego co mówiła jej ozdobione autografem Kristin Black atuty o wiele bardziej przyciągały jego wzrok i ręce.

- Dobrze lisiczko. Jak tak ci się podoba to go zostawimy. - uśmiechnął się łagodnie i pociągnął ją nieco niżej aby pocałować jej usta. Gdy ja puścił też zaczął sprawdzać smak jej piersi.

- A ten Patrick… - wspomniał Teksańczyka z tą samą niechęcią co wcześniej. - Dobra, niech będzie. - wyrzucił z siebie z wyraźnymi oporami. - Na razie. Ale niech się nie kręci przy tobie bo łańcuch pójdzie w ruch. Albo coś więcej. - ostrzegł i wcale nie żartował. Przestał całować jej piersi chociaż nadal bawił je swoimi dłońmi.

Główkował za to dłuższą chwilę nad babskim wieczorem z porno na jaki szykowała się Ves na jednej szali i wspólną wizytą u Kay na drugiej. Chyba wyszło mu, że nie warto się fochać bo mruknął coś tylko, że jak Ves idzie na babski wieczór to on idzie gdzieś z chłopakami. Z prysznicowym dziewczynami miała wrażenie, że nie kojarzy ich imion albo ma kłopot przypasować je do twarzy bo coś dziwnie unikał wymieniana ich z imienia. Tylko pewnie jak zwykle nie chciał się do tego przyznać ani dać złapać.

- I mówisz, że urobisz blondi na tyle, żebyśmy w nią weszli? Oboje? W Kristin Black? Tą gwiazdę estrady? No w gwiazdę to jeszcze nie wchodziłem. - zaśmiał się ale chyba sam nie mógł uwierzyć w taką możliwość. Zerkał zafascynowany na Vesne bo w końcu nie mówili o jakiejś blondynie spod prysznica tylko o sławnej gwieździe estrady która dawała koncerty po całym kontynencie. Wydawała się być równie sławna, ponętna i niedostępna dla zwykłych śmiertelników jak gwiazdy detroickiej Ligi.

Było dobrze, przełknął Patricka, babską schadzkę i jeszcze zgodził się zostawić motor. Vesna udawała poważną, chociaż w głębi duszy skakała z radości, sama nie wiedziała z czego bardziej. Albo pobudzał ją dotyk na piersiach, drażniący i sprawiający że bezwiednie zaciskała coraz mocniej uda, zaczynając kołysać biodrami.

- Faktycznie, do tej pory zaliczałeś tylko podrzędne, miejskie dziewuchy śmierdzące smarem i jodyną. Gdzie takim do gwiazd wielkiego formatu… prędzej się do prania skarpet nadają - udała że zaczyna się fochać, ale i tak zdradzał ją przyspieszony oddech. Tak samo jak rumieńce - Teraz skoczysz wyżej, aż do ekstraklasy… i zapomnisz o plebsie. Poza tym… co za wyjście z chłopakami? - zmrużyła czujnie oczy - Z kim i gdzie? Masz zamiar pić? Oby nie było tam tym razem żadnych lasek, jeszcze ci jakaś przez przypadek się nadzieje na drążek zmiany biegów - prychnęła, prostując się i zakładając ręce na piersi.

- Mhm. Miejskie dziewuchy. - przytaknął bez ceregieli i też zaczął się podnosić. - Zdrowe miejskie dziewuchy. - powtórzył tym samym kosmatym tonem odgarniając ciemne włosy z jasnej twarzy i zbliżając do niej własną twarz. - A zdrowe miejskie dziewuchy w smarze są sexy. - czuła, widziała i słyszała jak jego też od tych dość niewinnych zabaw jakie zaczęli nie wiadomo właściwie w którym momencie też zawładnęło pożądanie. Zaczął całować jej włosy jakby sprawdzał czy nie ma tam zapachu smaru a potem schodził niżej obejmując dłonią jej głowę. Zanim doszedł ustami do jej ust zahaczył swoimi o jej czoło, nos i policzki. Zabawa nabierała rozpędu i rozmachu dlatego całował coraz mocniej i szybciej a do gry dołączyły jego dłonie które zaczęły sunąć ku zakamarkom ciała kobiety siedzącej mu na udach.

Za dobrze ją znał i wiedział co robić żeby jakikolwiek foch jej przeszedł, nawet jeżeli udawany, albo dopiero mający się pojawić - gdy była na etapie zastanawiania się o co tym razem robić awanturę.

- Przechodzimy do ostatniego etapu leczenia porannego kaca? - spytała z marnymi resztkami powagi, za to z dużą ilością sapania - Podczas seksu wydzielane są hormony szczęścia endorfiny, które mają również działanie przeciwbólowe… - powiedziała, a potem musiała się zamknąć, zajęta drugimi ustami miażdżącymi jej własne. Tu nie było już miejsca na zdejmowanie ubrań, parę ruchów dłoni, zmiana pozycji i żar bijący od gangera wystarczył żeby Vesna nie mogła myśleć o niczym poza dotykiem,smakiem i radosnym oczekiwaniem na rozwój wydarzeń. Podniosła się żeby ułatwić ściąganie bokserek, ale nie zdążyła ich zsunąć kiedy łapy gangera znalazły się na dotąd przyciśniętym do jego bioder rejonie.
- Co taka miejska dziewucha niby może zaoferować, co? - parsknęła mu w nos, przerywając całowanie. Schyliła kark i bez ostrzeżenia ugryzła go w szyję.

- Au! - krzyknął z zaskoczenia i bólu ugryziony Runner. - Coo? Grasz po złodziejsku? Dobra! Już ja ci pokażę co może zaoferować taka miejska dziewucha! - Alex w pierwszej chwili chyba był naprawdę zaskoczony a ugryzienie go zabolało. Ale tylko w tej pierwszej chwili. Rozbudzone pożądanie szybko przekierowało te uczucia ku własnym celom. A dokładnie mężczyzna wykorzystał swoją przewagę masy i doświadczenia w różnorakich bójkach i zapasach i bez większej trudności przewalił Vesnę z siebie na bok łóżka. Potem nie puszczając jej nadgarstków przyparł je do pościeli i nachylił się nad nią. Ogarnął jej tak dobrze sobie znane ciało spojrzeniem przesuwając się od jej twarzy, przez rozedrgane piersi, coraz szybciej oddychający brzuch i niżej, tam gdzie przed chwilą jeszcze miała na sobie pasek bielizny.

- O tak, chyba masz coś do zaoferowania, coś co bardzo chętnie wezmę… - wysapał już podniecony na całego mężczyzna wracając spojrzeniem przez jej ciało ku jej twarzy. Zaśmiał się chrapliwie i rubasznie i zaraz pocałował. Mocno, bez wahania i bez litości. A potem zaczął brać na co miał ochotę częstując się ciałem leżącej pod nim miejskiej dziewuchy. Zaczął od szyi, obojczyków i piersi a potem ustami i dłońmi schodził niżej... jakoś zapominając że jeszcze kwadrans temu chciał spisywać testament jako człowiek bardzo umierający. Vesna nie zamierzała mu o tym przypominać. Terapia działała, Fox wracał do formy i tylko to się liczyło.


Niedziela rano -Kristin


Nie tylko Alex cierpiał tego poranka na syndrom dnia poprzedniego - przypadłość ta nie ominęła też Kristin, która jak zwykła śmiertelniczka a nie wielka gwiazda, walczyła z ciężkim kacem. Bardzo ciężkim patrząc na to w jakim stanie była. Ledwo zostały same Ves podeszła szybko i kleknęła przed blondynką, całując ją w mokre od potu czoło.
- Hej kochana… - przywitała się cicho, posyłając jej pogodny uśmiech. Odgarnęła przylepione do czoła jasne włosy czułym gestem - Nie martw się, zaraz postawimy cię na nogi. Posiedzisz tu chwilkę? Za sekundę wrócę i się wykąpiemy, tylko powiem tym za drzwiami żeby przynieśli parę rzeczy. Jadłaś już coś? Próbowałaś znaczy - popatrzyła na obrzygane wiadro i westchnęła - Dali ci chociaż jakąś tabletkę? Ale spokojnie, już się tobą zajmuję. - wstała i równie szybko wróciła pod drzwi. Otworzyła je i poszukała wzrokiem któregoś z ochroniarzy.

- Mam ogromną prośbę - zaczęła litanię z nienagannym uśmiechem - Kristin… odwodniła się porządnie, trzeba ją podnieść na nogi. Przyda się śniadanie. Możemy prosić o sok pomidorowy, mocną kawę z cukrem i lemoniadę? Ale nie taką zwykłą. Na litr wody jedna cytryna, cztery łyżki miodu i pół łyżeczki soli. Naturalny izotonik, działa lepiej niż woda. Do jedzenia jeśli dałoby się znaleźć rosół byłoby super, a jak nie to jajecznica. Oczywiście tylko jedna porcja… i uprzedzając pytanie. Wiem o czym mówię. Zazwyczaj - westchnęła lekko autoironicznie - Jestem lekarzem, więc spokojnie.

Ves miała trudności z weryfikacją odpowiedzi gwiazdy estrady. Blondynka kiwała smętnie głową ale niekoniecznie w rytm pytań brunetki. Tylko reakcja na pytanie o jedzenie była czytelna bo się skrzywiła i odsunęła głowę jakby znów miała zamiar wymiotować.

Więcej więc załatwiła z ekipą gwiazdy jaka czuwała w pokoju za drzwiami.
- Tak, próbowaliśmy. Ale wszystko z niej wylatywało z powrotem. No ale jak przestała rzygać to może tym razem się uda. - powiedział ten starszy facio co wcześniej stał w łazience.

- Załatwimy co się da. A ty może spróbuj ją wykąpać jak dasz radę. Powinno to jej pomóc. - ten który dotąd siedział na taborecie wyglądał jakby przyjął zamówienie gościa i wyszedł z pokoju.

- No to zostałyśmy same - technik odezwała się dopiero kiedy rzeczywiście zostały we dwie. Wróciła pod miejsce rozpadu blondynki i znowu klęknęła obok, zaczynając rozpinać jej guziki koszulki. - To jak będzie z tą kąpielą, co? Skoro to nasza trzecia randka, powinnam ci umyć plecy. Bo jest bardzo… bardzo - mruknęła nisko, pochylając się do przodu przed twarz Kristin - Bardzo brudną dziewczynką - odszeptała zadziornie, zdejmując jej koszulę z ramion - Chodź, wykąpiemy się. Trzeba przygotować teren pod ten obiecany autograf, no nie? - wzięła ją pod pachy i pociągnęła do góry, pomagając wstać - Poza tym najlepiej wyglądasz bez niczego.

Gdy zostały same i Vesna zaczęła swoją bajerę wyraźnie przykula uwagę blondynki. Dała się rozebrać i nawet zaczęła trochę jakby pomagać. Nie miała za bardzo okazji się wykazać no miała na sobie ledwo bezrękawnik i bokserki więc poszło dość szybko.

Kristin uśmiechnęła się nawet i dała się zaprowadzić do wanny. Ale przełom nastąpił gdy Ves wspomniała o autografie. Oczy blondynki nagle rozszerzyły się a spojrzenie zrobiło się przytomniejsze.
- Noo taak! - zawołała całkiem radośnie i spojrzała w dół. Pogładziła dłonią po kawałku podpisanego wczoraj uda gdy wreszcie odpowiednie elementy jej umysłu i pamięci zazębiły się na tyle aby przypomnieć sobie co najważniejsze.

- Autograf! Taki brudny, wulgarny i pieprzny! Ooo! I masz coś dla mnie!? Zrobisz mi!? Naprawdę!? Ooo! A co wymyśliłaś!? Powiedz,powiedz, powiedz! Albo napisz od razu bo umrę z ciekawości! - i wydawało się, że jak za pstryknięciem jakiegoś magicznego guziczka wczorajsza, rozbawiona i podekscytowana Kristin wróciła na scenę z kacowych zaświatów.

Technik zrobiła tajemniczą minę i poprowadziła ją do wanny, ściągając z niej resztę ubrań. Siebie też rozebrała żeby móc razem z blondyną wejść do czystej, pachnącej wody.
- To niespodzianka - wymruczała sięgając po gąbkę i butelkę z płynem do kąpieli - Uwiniemy się z myciem to zobaczysz. Myślę że ci się spodoba… mam taką nadzieję - zachichotała, wyciągając ramię i zaczynając zmywanie potu i wymiocin z drugiej dziewczyny.

- Oj noo weezz powiedz! - prosiła trawiona ciekawością blondynka. Wydawała się już być tak samo napalona na ten autograf jak wczoraj na scenie.

- No dobrze, masz rację ale taka teraz jestem aż rozdygotana z ciekawości, że nie mogę się doczekać! - westchnęł z udręka już mokra blondynka poddając się grzecznie zabiegom pielęgnacyjnym Vesny. Stopniowo jej ciało odzyskiwało apetyczny i ponętny wygląd młodej, atrakcyjnej kobiety o mokrych blond włosach.

- A zrobimy sobie zdjęcie? Bo wiesz, ten marker po paru dniach schodzi a chciałabym mieć coś na pamiątkę. - zapytała odwracając głowę do tyłu aby spojrzeć na swoją kumpelę.

- A w ogóle dzięki że przyszłaś. I sorry za ten syf. Lubię się zabawić ale głowę i żołądek mam do niczego. No i potem na drugi dzień tak to wygląda. - Kristin nieco posmutniała gdy dotarło do niej czego Vesna była świadkiem i w jakim widziała ją stanie. W tym czasie gospodyni pokoju była już właściwie czysta, umyta i pachnąca a zza drzwi doszło pukanie i obwieszczenie, że wszystko jest gotowe.

- Nie przejmuj się. - Ves z uśmiechem wyszła z wanny, zostawiając w niej mokrą blondynkę. Parsknęła wesoło i machnęła ręką - Następnego ranka po piętnastych urodzinach miałam mieć egzaminy z chirurgii… papa sprowadził takiego pryka bez włosów i w okularach jak denka od słoików. Podobno jeszcze przedwojenny specjalista, faktycznie… wiedział chyba wszystko - mruknęła, zawieszając wzrok na plamie na ścianie. Wzdrygnęła się i wróciła do radosnej pogody ducha, a także opowieści - Więc oczywiście z dziewczynami się zrobiłyśmy na sztywno. A tu z samego rana trzeba jechać do kliniki. Doktor profesor jaśnie hrabia czeka, wszystko przygotowane. Denat do sekcji na stole, reszta studentów już przygotowana. Wpadam spóźniona, zaliczam pierwszy niesmak. Drugi zaliczam zaraz potem jak przez przypadek zionę profesorowi alkoholem prosto w twarz - zaśmiała się cicho - Losujemy kolejność, czyli kto zaczyna kroić i pierwszy będzie egzaminowany. Pada na mnie, nie jest źle. Biorę skalpele i piły, udaję że wcale mi się nie trzęsą ręce. Profesor daje zadania, ja je wykonuje i odpowiadam na jego pytania. Idzie nieźle do momentu gdy nagle robi mi się niedobrze - tym razem zachichotała dłużej niż chwilę, kręcąc do tego głową - Profesor akurat się pochylał żeby dojrzeć anomalię w denacie. Koleś miał trzy komory sercowe - rozłożyła bezradnie ręce. - W połowie odpowiedzi na pytanie o budowę mięśnia sercowego puściłam pawia prosto w rozkrojonego trupa… i na doktora docenta inżyniera habilitowanego. Ale się wkurwił - teraz roześmiała się na całego i aż westchnęła z rozczuleniem - Oblał mnie chujoza, miałam poprawkę, a zanim weszłam na salę badał mnie alkomatem… także spokojnie. Kac i umieranie dzień po ludzka rzecz - mrugnęła do Kristin i nie przejmując się założeniem ubrania, podeszła do drzwi żeby je otworzyć.

Opowieść panny Holden rozbawiła pannę Black na całego. Śmiała się albo słuchała z zaciekawieniem przygód swojej kumpeli. Gdy jej kumpela, lekarz, pielęgniarka i łaziebna, naga i mokra otworzyła drzwi stała tam jakaś dziewczyna a za nią ten facet co wyszedł z pokoju. Dziewczyna nie miała uniform z ekipy gwiazdy, za to miała w dłoniach tacę z chyba wszystkim o co poprosiła wcześniej Vesna.

- Mam wnieść? - zapytała dziewczyna wskazując na trzymana tace. Sądząc po stroju pokojówki rodem z sex shopu pewnie była pracownica lokalu w jakim się znajdowali.

- Kristin jak się czujesz? - zapytał zza jej pleców facet.

- Super! I Ves też jest super kumpelą! - odkrzyknęła radośnie blondynka jakby wcale żadnego kaca dzisiaj nie miała. - Aha! I dajcie moją torbę! Ves mi da znowu czaderski autograf! - zawołała gwiazda. Facet więc wrócił do pokoju i po chwili szukania przyniósł torbę Kristin.

Technik uśmiechała się pod nosem i kiwała głową, starając się wyglądać na poważną pomoc medyczną, do tego w odpowiednim uniformie. Kolejny operacja się udała, pacjent przeżył i miał się chyba nawet nieźle.
- Autografy po śniadaniu - zarządziła tonem pielęgniarki, podchodząc do wanny i wyciągając zapraszająco rękę aby pomóc blondynie wstać - Zjesz i dostaniesz prochy na ból głowy. Nie ma co niszczyć żołądka biorąc je na pusto.

- Ooojeeejjjj… Taak długoo? Rraanyyy… - westchnęła mokra ale już czysta i przyjemnie pachnąca blondynka. Obecnie gwiazda estrady skrzywiła co prawda artystycznie nosek robiąc zawodowo nieszczęśliwą minkę dziewczynki której obiecuje się czekoladki po obiedzie ale wyglądała już jak Kristin Black a nie półprzytomne, zarzygane, blondwłose czupiradło pochylone nad wiadrem. Grzecznie też wstała z wanny i wciąż ociekając wodą podała dłoń swojej kumpeli pozwalając się wyprowadzić z wanny. - Zjemy w pokoju. - obwieściła światu znajdującemu się i w łazience i w pokoju.

- Dobrze, to ja zaniosę do pokoju. - zgodziła się kelnerka czy pokojówka która niesiona chaosem rozmowy i różnych ludzi weszła z tacą do łazienki. Teraz słysząc polecenie gościa honorowego i tego pokoju, i lokalu, i miasta odwróciła się i wyszła z łazienki.

- Wy, też już sobie idźcie, my już sobie z Ves poradzimy same. - Kristin już całkiem trzeźwo podeszła do ściany z której zdjęła dwa ręczniki i gestem dłoni wyprosiła swoją załogę z łazienki i z pokoju też. Oba pomieszczenie na życzenie szefowej szybko rzedły gdy blondynka podała brunetce suchy ręcznik.

- Nie boisz się zostawać ze mną sama? - Holden przyjęła okrycie i owinęła się nim w pasie, uśmiechając się naj niewinnej jak tylko umiała - A jeżeli okażę się wariatką z bejsbolem? Albo szaloną fanką która chce sobie wyciąć twój kawałek żeby mieć go tylko dla siebie? - zamrugała rzęsami.

- No coś ty, nie masz bejzbola. Nie wpuściliby cię z czymś takim. - gwiazda obwiązała się ręcznikiem podobnie jak Vesna po uprzednim przeszorowaniu raczej mniej niż więcej swojego ciała. Zaczęła wychodzić z łazienki chociaż odwróciła głowę w stronę idącej za nią dziewczyny jakby szacowała czy może coś jakoś ukryć. A przy okazji Vesna bez trudu dojrzała na niej ślad swoich ust tuż nad okręconych wokół talii panny Black ręcznikiem jaki zostawiła tam wczoraj wieczorem w kamperze Kristin.

- No za wycinanie kawałków to bym się na ciebie obraziła. No chyba, że kosmyk włosów. To mogę ci dać jak chcesz. - blond dziewczyna pokiwała swoją mokrą blond głową zgadzając się sama ze sobą chociaż pomysł o wycinaniu chyba niezbyt jej podszedł ale i chyba nie traktowała go zbyt poważnie. Wróciły z łazienki do pokoju i blondyna wskoczyła na łóżko królewskich albo i imperialnych rozmiarów w którym jedna osoba po prostu mogła czuć się zagubiona. Blondyna w locie obróciła się wokół własnej osi więc walnęła o sprężyste łóżko plecami. Uniosła się na łokciach i popatrzyła filuternie na brunetkę.

- I co jeszcze możesz mi zrobić? Wykorzystasz mnie niecnie? Super. - zaśmiała się i w oczach gwiazdy estrady dziewczyna z Det znów widziała te samo lubieżne spojrzenie co wczoraj na scenie podczas koncertu gdy się rozstawały po takim niespodziewanym, wspólnym występie. Na jeszcze nie do końca suchych piersiach Black widziała swój wczorajszy autograf który nadal był świetnie widoczny i czytelny.

- Skąd ta pewność że nie mam? - zaśmiała się krótko i rozłożyła ręce - Nie sprawdzali mnie aż tak dokładnie - mina zmieniła się jej na drapieżną. Jednym ruchem zdjęła ręcznik, zwijając go w coś na kształt liny. - Połóż się na brzuchu.

- Będziesz mnie wiązać?
- blondynce oczy się rozpaliły z ekscytacji obserwując przygotowania swojego gościa specjalnego ale sama nie wytrzymała z tej ekscytacji i niecierpliwości. Poderwała się zwinnie i położyła na płask na brzuchu zerkając ciekawie na Vesnę co ta dalej wymyśli.

- A zasłużyłaś? - spytała i wzięła zamach, a potem przyłożyła zwiniętym ręcznikiem prosto w tak ładnie wyeksponowane pośladki - Ręce za plecy! Zegnij kolana! - brzmiało jak rozkaz i każdemu krótkiemu zdaniu towarzyszył strzał ręcznikiem.


 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR

Ostatnio edytowane przez Amduat : 26-10-2018 o 02:34.
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-10-2018, 02:36   #20
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 40351 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
W pierwszej chwili gospodyni pokoju krzyknęła. I tak trochę trudno było rozpoznać czy to z bólu, zaskoczenia czy ekscytacji. Ale sposób użycia ręcznika przez swojego gościa specjalnego widocznie ją całkiem zaskoczył. Ale już kolejne razy przywitała chętnie i wdzięcznie piszcząc i krzycząc trochę z bólu, trochę z ekscytacji a często się do tego chichrając więc widocznie bawiła się w najlepsze.

- No pewnie, że zasłużyłam! Byłam bardzo grzeczną dziewczynką więc zasłużyłam na nagrodę i trochę przyjemn… - odpowiedziała w końcu gdy odzyskała głos z tego wszystkiego ale chyba, się w ostatniej chwili zorientowała, że rzuciła nie tym tekstem co trzeba. Więc od razu zaczęła się poprawiać. - Znaczy nie! Czekaj! Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką! Uprawiałam seks z nieznajomymi kobietami w kamperze, całowałam się na scenie w miejscu publicznym i gapiłam się lubieżnie na cycki innych dziewczyn! A! I jeszcze oglądałam zapasy w kisielu i miss mokrego podkoszulka! I też gapiłam się im na cycki i w ogóle całą resztę. - dziewczyna o mokrych blond włosach zaczęła szybko i gorączkowo wymieniać zdarzenia z ostatniego wieczoru starając się wypaść przekonywająco. Natchnienia szukała gdzieś w suficie ale często zerkała na brunetkę uzbrojoną w ręcznik. - To co? Wystarczy na te wiązanie? Noo weeźź… Zrobię ci co zechcesz jak mnie zwiążesz… - popatrzyła na Vesnę ociekając ze zniecierpliwienia. - A swój ręcznik mam zdjąć? - zapytała tak prawie przy okazji gdy już wypinała nogi i ramiona do pozycji jaką zażądała od niej jej kumpela.

W odpowiedzi kolejny raz dostała ręcznikiem, następnie jej ręcznik został z niej i spod niej wyszarpany mało delikatnie.
- Byłaś bardzo… bardzo niedobrą dziewczynką - Vesna cedziła powoli, rozglądając się po łóżku. W końcu sięgnęła po poduszkę, zdjęła z niej poszewkę i z jej pomocą skrępowała kostki i nadgarstki blondyny, robiąc z niej kołyskę - Trzeba dać ci nauczkę… tak - kiwała głową powoli, odrzuciła bat z ręcznika - Na przyszłość - ledwo skończyła mówić, znowu wzięła zamach i przylała ręką w lewy pośladek - Zasłużyłaś na lanie. Tyle klapsów ile masz lat. - przyrżnęła w drugi pośladek i syknęła ostro - Licz!

- Raz!... Aua!... Dwa!... Au!... Trzy!... -
pomysł i zachowanie kumpeli zdecydowanie przypadł gospodyni go gustu. Ochoczo pokiwała głową na znak zgody mrucząc swoje ulubione “Oooo!” z zachwytu na pomysł odliczania klapsów na głos. Potulnie a nawet gorliwie zgodziła się z opinią Vesny, że należy jej się nauczka i chętnie współpracowała przy unieruchamianiu jej w improwizowanych więzach. Niejako przy okazji Vesna dojrzała na coraz bardziej zaczerwienionym tyłku blondyny ślady swoich ust z wczorajszego wieczora dotąd skryte pod ręcznikiem. Tak samo jak inne markery trzymały się całkiem nieźle.

- Dwadzieścia sześć! - wykrzyczała rozgrzana do czerwoności blondynka. Okazało się, że Kristin Black ma dwadzieścia sześć lat. Gdy Vesna skończyła udzielanie reprymendy blondyna odwróciła nieco głowę by na nią spojrzeć z żywym rozczuleniem. - Oh, Ves, to było super! Rób mi tak zawsze! - wyszeptała rozgorączkowana blondynka.

Technik walnęła po czerwonym tyłku jeszcze raz, aż echo poszło po pokoju. Schyliła się Krsiti do ucha i szepnęła ostro.
- Nie pozwoliłam ci się odzywać - warknęła i pocałowała ją krótko w usta. Schyliła się niżej, zbierając z podłogi swoje majtki. Zwinęła je w kulkę, drugą ręką nacisnęła blondynce na policzki zmuszając ją do otworzenia ust i wepchała w nie materiał.
- Poczekasz teraz grzecznie, a ja zaraz wrócę. - powiedziała całując ją w skroń i nie ubierając się ruszyła do drzwi - Przemyśl swoje zachowanie młoda damo - powiedziała, otwierając drzwi i wychodząc na korytarz.

Usta Kristin były bardzo mokre, gorące i żarliwe jakby była jeszcze bardziej napalona niż wczoraj na scenie gdy się tak całowały i żegnały trochę przy wszystkich a trochę po cichu. Pomysł z majtkowym kneblem też widocznie się jej spodobał po pożarła je chętnie jak największy smakołyk i wcale nie próbowała wypluć. Ale pomysł z wyjściem i przerwą trochę ją przystopował ten jej entuzjazm. Rzuciła w górę czekoladowłosej partnerce badawcze spojrzenie niepewna co ta zamierza ale po czuły całus w skroń i obietnica chyba ją jakoś uspokoił. W końcu pokiwała głową na znak zgody i odprowadziła grzecznie nagą kumpelę do drzwi.

Przy drzwiach było trochę więcej ambarasu. Ochroniarz, ten sam który anonsował Vesnę, tych dwóch typów co wcześniej było w łazience spojrzało dość zdziwionym wzrokiem na wychodzącą z pokoju gwiazdy nagą, młodą kobietę. To chyba by przełknęli nawet bez większego trudu ale przez otwarte drzwi ujrzeli związaną i nagą szefową. Do tego zakneblowaną co już wyraźnie ich zaniepokoiło.

- Kristin? Wszystko w porządku? - ochroniarz zapytał czujnie patrząc wgłąb pokoju. Ale podejrzenia musiał odsunąć bo blondynka wydała z siebie serię na tyle zrozumiałych machnięć głową, stęknięć, przytłumionych słów, że dało się odczytać, że nic złego jej się nie dzieje.

- Aha. - trójka mężczyzn uspokoiła się słysząc i widząc te zapewnienia i Vesna całkiem sprawnie dogadała się kogo szuka. Nie było daleko, okazało się, że szukana przez nią osoba mieszka na tym samym piętrze tylko kilka drzwi dalej.

- Veess? Ciekawy strój jak na tą porę dnia. Wejdziesz? - gdy Kaya otworzyła drzwi widocznie nie spodziewała się wizyty pukającej osoby. Na pewno nie widoku nagiej i miss mokrego podkoszulka o jeszcze mokrych włosach. Sama była ubrana całkiem zwyczajnie. Krótkie wygodne szorty, zwykła podkoszulka chociaż bez stanika pod spodem i uniwersalne kapcie idealne do chodzenia po domu. Uśmiechnęła się nieco ironicznie widząc “strój” swojego gościa ale był to ciepły, sympatyczny uśmiech. Ustąpiła przejścia gościowi aby mogła wejść do środka, zapraszając ją też i gestem dłoni.

- Cześć… nie przeszkadzam mam nadzieję - technik skorzystała z zaproszenia i zaśmiała się krótko - Gorąco tu u was, od samego rana. Co poradzę? - wzruszyła ramionami i przeszła do konkretów - Chciałam podziękować za wczorajszą radę, przydała się… heh. Podziałało lepiej niż dobrze - uśmiechnęła się kosmato i w ramach wdzięczności pocałowała znienacka drugą brunetkę w policzek - A przychodzę… po prośbie. Widzisz, mam tam w pokoju związaną i zakneblowana blondynę, która była bardzo niegrzeczna. Aż nie wiem jak ją naprostować żeby zaczęła się zachowywać jak na grzeczną dziewczynkę przystało - zrobiła smutną minę i wielkie oczy - Pomyślałam, że poproszę cię o pomoc i wskazówki, jako niekwestionowanego autorytetu i… może mogłabyś mnie jeszcze czegoś nauczyć? Oddam się do twojej dyspozycji. Pełnej - uśmiech się jej poszerzył - Zrobię co tylko zechcesz… i mam pączki. Świeże. Akurat miałyśmy jeść śniadanie.

Wnętrze okazało się być pogrążone w swojskim, domowych chaosie jaki ludzie roztaczają wokół siebie w miejscu gdy mieszkają przez wiele lat albo chociaż miesięcy. Zbierają różne ubrania, rupiecie, ozdoby i bibeloty dla samej fanaberii zbierania i możliwości zbierania. Całkiem inaczej niż w knajpach, hotelach i motelach gdzie przyjeżdżało się na noc, tydzień czy nawet kilka ale nie myślało się o tym by zapuścić tu korzenie. Tutaj było inaczej i chociaż sam pokój na wielkość był podobny do standardowego hotelowego a standardem nie umywał się do tego jaki wynajmowała Kristin Black to jednak właśnie od razu dało się wyczuć dom.

Był to też dom kobiety. Co dało się rozpoznać po wiszących tam i tu elementach kobiecej garderoby, bibelotach o jakich zbieranie trudno było posądzić mężczyznę i tego typu detali. W oczy rzucał się plakat po wewnętrznej stronie drzwi. Seksowna Catwoman w błyszczącym, skórzanym albo lateksowym kostiumie, z pazurkami na palcach, pejczem i wysokimi butami. Kostium był podarty albo pozszywany w odpowiednich miejscach aby jeszcze bardziej uwypuklić walory kobiecej anatomii.

- Zrobisz co tylko zechcę? I masz pączki? No chyba będę bezradna wobec takiego kombo. - powiedziała wesoło gospodyni pokoju wskazując aby gość usiadła na łóżku. Właściwie poza łóżkiem niezbyt było gdzie indziej usiąść. Był jeszcze obrotowy, skórzany taboret przez biurkiem - toaletką i jakieś krzesło w odległym rogu pokoju. Kaya swobodnie usiadła na łóżku siadając po turecku.

- Szczerze mówiąc myślałam, że wpadłaś na te porno. Albo nie tylko porno. - uśmiechnęła się czarnowłosa dziewczyna obrzucając bez skrępowania spojrzeniem nagą sylwetkę Vesny. Wzrok jej się zatrzymał na jej piersi i autografie złożonym wczoraj przez Kristin. Z racji inicjałów “KB” nie było w tym mieście trudno skojarzyć kto je zostawił.

- Ale widzę, że przyszłaś z czymś równie ciekawym albo i lepszym. - powiedziała podnosząc wzrok i uśmiechając się do brunetki. - I cieszę, się, że mogłam pomóc wczoraj. Zwłaszcza jak dało się to tak szybko przetestować. Coś mi się zdaje, że miło to wspominasz to tym bardziej mi przyjemnie. - czarnowłosa kobieta wydawała się naprawdę zadowolona i szczęśliwa, że Vesna tak udanie skorzystała z jej wskazówek i ma z nich taką radochę.

- I mówisz masz gdzieś tutaj, związaną, zakneblowaną blondynkę która była bardzo niegrzeczna i trzeba ją naprostować? - powtórzyła a raczej wymruczała słowa jakby się delektowała zapachem przepysznego dania jakie właśnie wyczuła. Uniosła nieco głowę do góry mrużąc oczy i patrząc na Ves trochę z ukosa. - Opis brzmi dziwnie znajomo. - wargi rozpełzły jej się w leniwym uśmiechu kocura który znów namierzył jakąś głupiutką myszkę na swoim rewirze. Wzrok Kay zjechał z twarzy Vesny nieco niżej na jej pokrytej autografem pierś. - A możesz mi zdradzić z jakąż tą blondynką jest tyle zachodu? - zapytała spokojnie ale jakoś brzmiało jakby świetnie domyślała się o kogo chodzi.

- A taka jedna… co się z obcymi puszcza po vanach, obmacuje bezwstydnie przy świadkach i sprowadza na złą drogę inne niewinne dusze - technik westchnęła odgrywając swoja rolę - Na imię jej Kristin, może kojarzysz. Taka niska, jasnowłosa w kowbojskim kapeluszu. Jeśli chodzi o porno - zmieniła nagle temat i poruszyła brwiami w górę i w dół - Brzmi jak dobry podkład pod jedzenie śniadania. W końcu grunt to odpowiedni nastrój… i strój - spojrzała w dół na swoje ciało - Ostatnie już mamy.

- Ah ta blondyka. -
Kaya uśmiechnęła się wesoło i pokiwała głową na znak, że świetnie rozumie i sprawę i problemy z nią związane. - No tak. No widzisz jaki to oporny materiał te blondynki? Tyle szkolenia, tyle tresury a wystarczy raz puścisz swołocz na miasto i o, co się dzieje. - pokręciła głową żaląc się jak na nieznośnego urwisa albo znarowioną kobyłę.

- No cóż, to w takim razie skoro z ową blondynką same odkryłyście jej mały, brudny sekret… - Kaya rozłożyła ramiona w geście bezradności na znak, że niewiele mogła coś na to poradzić. - Więc skoro chcesz pomocy i porady… - gospodyni wstała i dała znak palcem aby Vesna podążyła za nią. Niezbyt daleko bo do jakiejś szafy. Otworzyła ją i w niej jak w zwykłej szafie na ubrania wisiały ubrania. Tylko ubrania nie były takie zwykłe i codzienne. Nawet na pierwszy rzut oka widać było, że dominują te ze skóry i lateksu oraz sporo z różnymi metalowymi elementami jak jakieś kolce, ćwieki czy łańcuszki.

- Kristin uwielbia służyć i być uległa. Jak pozwolisz jej służyć i wykonywać swoje polecenia będziesz miała przeszczęśliwą blondynkę u swoich stóp. No a przynajmniej ja mam ją zwykle w tych okolicach. - wyjaśniła czarnulka i wyjęła z szafy jakieś ubranie. Potem jeszcze kolejne i jeszcze jedno. Na oko przymierzała je do sylwetki Vesny nim je jej podała te które uznała za stosowne.

- A druga rada w takich zabawach to jak wyjdzie nagle i jest w pytę to jest w pytę. Ale stronie dominującej, nie wypada być nago. To ją odróżnia od tej uległej strony. Żebym mnie blondi mogła zobaczyć nago to się musi najpierw sporo napracować. I pamiętaj, nieważne co ale pierwszy raz jest zawsze nie tak i do poprawy. Inaczej nie będą czuli, że jesteś wymagająca. A co to za domina która nie jest wymagająca? Jakaś laska ubrana w pończochy i gorset a nie domina. - Kaya tłumaczyła spokojnie i równie spokojnie zaczęła sama się przebierać zdejmując z siebie podkoszulek i odsłaniając górne walory swojego torsu. I wydawało się, że też czerpie sporą przyjemność z tej rozmowy zupełnie jakby stopniowo rozbudzała i pobudzała ją do dania głównego jakie czekało na nie kilka pokoi dalej.
- A dla krnąbrnych i nieposłusznych blondynek to to jest odpowiednie ubranie. - powiedziała ściągając z górnej półki jakąś obrożę z przypiętą smyczą. - Zobaczymy czy zapamiętała jak należy chodzić przy nodze. - uśmiechnęła się patrząc przez kółko obroży na drugą z ubierających się kobiet.

Vesna słuchała uważnie, starając się zapamiętać jak najwięcej. Kiwała głową do taktu kolejnych wytycznych, wciągając obcisłą, lateksową mini w której chyba się nie oddychało, ale za to wygląd od razu przyprawiłby Alexa o stan przedzawałowy ze szczęścia… jej ojca tak samo, tylko z wściekłości. Dobrze, że obaj zostali gdzieś indziej, a one mogły zająć się szkoleniem i załatwianiem interesów.
- Tak szczerze to raz do tej pory się tym zajmowałam, jeszcze w Det. Popiłyśmy z kumpelami, na ścianie wisiał pejcz… i tak jakoś odruchowo poszedł w ruch - wyjaśniła lekkim tonem, zakładając skórzane buty na niebotycznej szpili i do połowy uda. W czymś takim zrobiłaby furorę nawet w Cylindrze. - Niektóre blondynki są po prostu niereformowalne - powiedziała udając smutek i przeglądając się w lustrze. Tak… papa dostałby zawału gdyby ją teraz zobaczył.

- Oh, Ves. - Kay mruknęła jakby nie było o czym mówić i wprawnie ujęła jej szczękę i pocałowała czule w usta. - Nawet nie wiesz jaka masa osób ma podobną chcicę. Nie uwierzyła byś ile i jakich osób było u nas gośćmi. Za jaką słoną cenę ich prułam, plułam i poniżałam na wszystkie możliwe sposoby. Tylko oczywiście mało kto się do tego przyznaję. Spójrz na pewną, rozkosznie słodką blondynkę. Uwierzyłabyś wcześniej, że lubi chodzić na czworaka w samej obroży? A wierz mi uwielbia. - wymruczała czarnowłosa wciąż patrząc z bliska w twarz przebranej już w kostium dominy Vesny. Założyła kosmyk jej włosów za ucho i z bliska puściła oczko do niej.

- Ale właśnie dlatego mamy takie wzięcie i tyle osób do nas przychodzi. - roześmiała się dopinając ostatnie klamerki, zapinki i sznureczki. - A z tym brakiem doświadczenia nie przejmuj się. Póki jesteś ze mną, wszystko ci pokażę. Wystarczy trochę zdrowego rozsądku i pewnego rodzaju pomysłowości. Reszta to tylko praktyka. Więc nie przejmuj się Ves, będzie dobrze. - uśmiechnęła się pocieszająco starsza wiekiem i doświadczeniem domina i to uśmiechnęła się całkiem ciepło i sympatycznie.

- To gotowa? Więc chodźmy zreformować pewną oporną na wiedzę blondynkę. - rzuciła wesoło czarnulka dając sygnał do wyjścia. Szła równym i pewnym siebie krokiem. - Nie śpiesz się. Władcom nie wypada się spieszyć. - rzuciła gdy szły obok siebie korytarzem.

Razem wróciły do drzwi pilnowanych przez tego samego ochroniarza. Jak się okazało znali się i mówili sobie po imieniu. Facet miał na imię Steve. Tych dwóch innych już nigdzie nie było widać. Steve otworzył drzwi i oczom obydwu kobiet ukazał się bardzo podobny widok jaki Vesna zostawiła wychodząc.

- Kristin. Jestem rozczarowana twoim wczorajszym zachowaniem. - Kaya przywitała się oschle ze związaną blondynką wchodząc śmiało do pokoju jakby należał do niej. I wszystko co się w nim znajduje też. A zwłaszcza związana blondynka. Ta zaś wytrzeszczyła oczy widząc dwie wchodzące kobiety i na widok Kay nerwowo przełknęła ślinę. Chyba próbowała coś powiedzieć ale przez wciśnięte w usta majtki Vesny niezbyt dało się zrozumieć co.

- Bardzo! Rozczarowana! - krzyknęła nagle Kaya pochylając się nad blondynką i siekąc tuż obok niej smyczą od obroży. Przez powietrze przeszedł świst gdy przecięła ją skórzana smuga. Struchlała blondynka wymemłała przez materiał w ustach coś co chyba było “przepraszam” chociaż to dało się bardziej domyślić niż zrozumieć.

- Ubieraj się. Idziesz z nami. Nie będziemy się tarzać w twoim brudnym barłogu. - czarnulka z krwistym tatuażem na biodrze rzuciła w blondynkę trzymaną smyczą kompletnie nie przejmując się, że łóżko było czyste i pewnie z najlepszą pościelą w lokalu a związana blondynka nie mogła się ubrać sama. - A nam przyda się jakaś prywatna obsługa do tych pączków przy pornuchu prawda kochanie? Może nawet intymna jeśli będzie wykazywać odpowiedni poziom zaangażowania i oddania. - dla odmiany Kay do Vesny zwróciła się czule i po partnersku całując ją delikatnie w usta. Słysząc to i widząc Kristin najpierw zamarła jak zahipnotyzowana a potem widząc całujące się władczynie i słysząc o obietnicy nagrody za oddaną służbę zaczęła wierzgać i gibać się rozpaczliwie próbując spełnić rozkaz dominy.

- Jesteś żałosna. - Kaya spojrzała z wyższością na wierzgającą blondynkę która jakoś zdołała przewalić się na plecy. - Majtki? - domina unieruchomiła szczęki blondynki i ta jak za wciśnięciem magicznego przycisku od razu przestała się ruszać pozwalając się dominie obejrzeć. - Bardzo pomysłowa improwizacja. Też to lubię. I Kristin jak widzisz też. Prawda? - czarnowłosa spojrzała z uznaniem na czekoladowłosą kiwając z aprobatą głową. Na koniec spojrzała pytająco na blond niewolnicę i ta energicznie potwierdziła kiwnięciem głowy.

- O, a co my tu mamy? - uwagę Kay przykuł autograf na piersi blondynki. - Ładne. Stylowe. Podoba mi się. - nieoczekiwanie pochwaliła blondynę i ta uśmiechnęła się z widoczną ulgą.

- Ale to… Bardzo, bardzo wulgarne… Bardzo niegrzeczne. Nie godzi się aby porządne dziewczynki chodziły z czymś takim. Ale czego innego się spodziewać po kimś takim jak ty. Za to to będziemy musiały wymyślić ci coś specjalnego. - Kaya momentalnie chwilę później zmrużyła oczy sunąc szpicrutą po wnętrzu popisanego uda Kristin. Ta zaś wydawała się być w rozterce czy obawiać się czy cieszyć z tego obiecanego “czegoś specjalnego”.

- I na co czekasz? Ubieraj się! Co za niedojda… - domina znów ponagliła blondynkę przypominając jej o swoim poleceniu. W końcu dziewczyna wreszcie uwolniła się z poszewek i ręczników i bez wahania zaczęła ubierać obrożę. Stanęła niepewnie patrząc pytająco na dwie swoje władczynie. - Pozwoliłam ci się na nas patrzeć? I co to za wyuzdana poza? Czego cię uczyłam? Jak ty się przy gościach zachowujesz? - obsztorcowała ją od razu domina i blondynka energicznie pokiwała głową po czym prawie rzuciła się na czworaka. Spojrzała w górę na swoje ciemnowłose dominy trzymając rękojeść smyczy w zębach. - No. Może być. I lepiej bym ci nie musiała więcej przypominać o twoich obowiązkach. - mruknęła z wyższością Kaya po czym znów jak za wciśnięciem magicznego guzika zwróciła się do dziewczyny z Det. - Dasz się jej uprosić o spacer? Przydałby mi się jakiś odpoczynek jak codziennie muszę to robić. - zapytała wskazując wzrokiem na czekającą u ich kolan blondynkę która z napięciem i prośbą w oczach spoglądała wysoko w górę to na jedną, to na drugą twarz.

Technik objęła Kayę i pokiwała powoli głową, robiąc smutną minę kogoś kto widzi ogrom pracy i niedoceniania czyjejś ciężkiej, syzyfowej pracy.
- Tobie nie odmówię - mruknęła jej do ucha, trącając je czubkiem nosa - Widzę właśnie… tyle pracy i żadnej wdzięczności. Tym bardziej trzeba zadbać o twoje samopoczucie i chwilę relaksu… prowadź zatem.

- Powiedz Ves.
- Kaya zagrała rozmowę gdy we trzy wyszły na korytarz zostawiając za sobą Stevena. A raczej szły dwie ciemnowłose kobiety a trzecia pełzła na czworakach. - Jakie to uczucie. - dziewczyna z klubu uśmiechnęła się lekko patrząc przed siebie. - Wyprowadzać na spacer Kristin Black na smyczy? - zapytała odwracając głowę by spojrzeć na dziewczynę z Detroit.

- Przyjemne - odpowiedziała po krótkim zastanowieniu pokonując chęć żeby spojrzeć za plecy - Wdzięczna sunia, a jaka urocza z pyszczka. Z taką nie wstyd się pokazać na mieście… powiedz, bo… - westchnęła też patrząc na Kayę bezpośrednio - Załóżmy czysto hipotetycznie, że jest laska która ma faceta, ale podoba się też jej inny gość. Całkiem niezły, chociaż kompletnie różny niż ten pierwszy. Ci dwaj się nie lubią… a ta laska najchętniej brałaby ich obu. Jednocześnie - uśmiechnęła się krótko i wróciła do względnej powagi - Całkiem nieźle naszej Kristin idzie chodzenie przy nodze. - spojrzała w dół i lekko z boku gdzie blondi i uśmiechnęła się - Dobra dziewczynka.

Vesna miała wrażenie, że gdyby blondynka miała ogon to by teraz właśnie zaczęła nim radośnie machać od tej pochwały. Popatrzyła w górę z oddaniem w oczach.
- Wdzięczna sunia. Podoba mi się. Masz do tego dryg Ves. - Kaya smakowała z lubością określenie użyte przez koleżankę i widocznie przypadło jej do gustu. - Jesteś wdzięczna sunia Kristin? - zapytała blondynkę a ta entuzjastycznie pokiwała czupryna.

- No dobrze. Skoro Ves jest z ciebie taka zadowolona będziesz mogła leżeć w nogach. - Kaya zgodziła się wspaniałomyślnie na te ustępstwo a Kristin Wydawała szczęśliwa jak nigdy.

- Wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Najdziwniejsze? - Zapytała Vesne otwierając drzwi do swojego pokoju i dając wpełznąć blondynie na czworakach i czekając aż Vesna się z nią zrówna. - To, że ona jest w tej chwili tak samo ujarana tym wszystkim jak my. - uśmiechnęła się i z nienacka zdzieliła pannę Black w nagi pośladek na co ta zareagowała radosnym piskiem uciechy.

- A ta teoretyczna dziewczyna w takiej teoretycznej sytuacji wpadłaby w nieliche tarapaty. - przyznała gdy zamknęła drzwi i wskazała im gestem na łóżko. Sama też wróciła na nie sięgając po jakieś pudło. Gdy postawiła je na łóżku okazało się pełne filmów dla dorosłych - Znam wszystko to wybierz coś dla siebie. - wskazała na pudło.

- Trudno coś doradzić w takiej ogólnej sytuacji. - siadła nieco za Vesna o pocałowała ją w kark. Dłonie spoczęły na barkach drugiej kobiety i zaczęły delikatnie je masować. - A ty, wdzięczna suniu, wyczyść nam buty. Będziemy zadowolone to może nawet będziesz mogła je zdjąć. - rzuciła polecenie blondi co ta niezwłocznie zaczęła wykonywać. Potem gdy film został wybrany, śniadanie wjechało na łóżko razem z żywą częścią przedstawienia, panna Holden patrząc jak Kristin zdejmuje jej buty, musiała przyznać, że chyba właśnie znalazła sobie nowe hobby. Pamiętała też o obietnicy danej blondynce. Zanim wyszły na światło słońca z mroku burdelu, podpisała się wedle powiedzianego słowa, więc pod spodniami na pośladku Kristin miała serduszko zrobione z malinek z napisem "własność Vesny" w środku... i jak mówiła Kaya - obie strony wydawały się tym faktem bardzo zadowolone.


Wizyta u Duranda



- Aha. Tutaj mówimy do starszych “wujku”, “ciociu” to ja zagadam ale się nie dziw. I też mu mów “proszę pana” albo co. Durand jest staroświecki. - wyjaśniła blondynka siedząc obok swojej kumpeli na tylnej kanapie wozu jakiego w Det też by nie musiała się wstydzić. Z przodu siedziało dwóch ochroniarzy. W tym jeden ten co do tej pory stał na straży jej pokoju w “Fleur du mal”, Steve. Drugiego Vesna nie rozpoznawała ale w tych uniformach firmowych “Kristin Black Security” wydawali się do siebie podobni. Tym razem blondynka była znów ubrana po kowbojsku ale paradowała w krótkich, dżinsowych szortach odsłaniających ładnie jej ładne, opalone nogi.

- Powiem, że jesteś moją kumpelą i w ogóle. No ale wiesz, pewnie ciebie też będzie się pytał albo co. No i nie wiem jak wyjdzie z tą mapą. - blondynka odwróciła się do siedzącej obok brunetki ostrzegając ją o tym ryzyku. Ktoś rozpoznał jej wóz na ulicy i im pomachał krzycząc coś do nich więc mu wesoło odmachała. Wygodny suv miał sporo miejsca i widać wnętrze ustawione było na luksus i wygodę. Wcześniej Kristin podarowała Ves, smartfon który był na tyle mało zepsuty, że działał w nim aparat chociaż bateria już ledwo zipała a jak kojarzyła technik w tych małych, sprytnych urządzonkach z dawnego świata ich wymiana była tak kłopotliwa, że zwykle kupowano nowy telefon nie kłopocząc się więcej starym. No a teraz gdy trzy dekady temu wszystko padło i siadło, wcale nie było lepiej. No ale na razie i telefon i aparat działał więc można było robić nim zdjęcia.

Kultura, stare obyczaje i zapomniana etykieta - to akurat panna Holden rozumiała bardzo dobrze. W dzielnicy gdzie się wychowała też hołdowano “staroświeckim” zwyczajom i nikogo one nie dziwiły, tylko ewentualnie się z nich podśmiewano, ale nigdy w twarz. Nikt normalny nigdy nie podszedłby do Teda Schultza i nie robił sobie jaj z jego zwyczaju picia porannej kawy na Baker Street i czytania porannej prasy.
- Chyba dam sobie radę. Do kolegów i wspólników papy też tak mówiłam. Inaczej nie wypadało - uśmiechnęła się pod nosem, lekko nieobecnym wzrokiem patrząc na parę ochroniarzy z przodu. Potrząsnęła głową i wróciła z Detroit do Nice City - A dobrze się znacie? Kto to jest? - spytała z miłym uśmiechem - Zobaczymy, może się uda - złapała blondynkę za rękę i uścisnęła mocno - Dzięki Kristin, jesteś cudowna.

- No pewnie, przecież jesteś moją najlepszą kumpela!
- zaśmiała się sympatycznie sławna blondynka. Też odwzajemniła uścisk i przyjem spojrzenie.

- A stary Durand to taki trochę poszukiwacz - nie - wiadomo - czego. Trochę przewodnik, trochę marynarz, trochę łowca. Szwendał się już gdy byłam mała. Ale lubiłam go. Ciekawe historie opowiadał z dalekich stron. Z Miami, Missisipi, Zatoki, Delty. - blondynka trochę odpłynęła z nostalgia gdy wspominała swoje szczenięce lata.

- Znasz francuski? Durand jest Francuzem. Albo pół czy ćwierć. No w każdym razie tak mówi i trochę gada po francusku. - Kristin jakby w ostatniej chwili przypomniała sobie o tym detalu gdy samochód wyjeżdżał już z miasta.

- Po francusku? To z językiem w dziwnych miejscach, nie? - technik spytała i uśmiechnęła się kosmato - No proszę, światowy człowiek… musi mieć masę do opowiedzenia. Ciekawe czy był kiedyś w Vegas… albo czy widział Chicago. On żył przed wojną? Ile ma lat? - zadawała pytanie za pytaniem, coraz bardziej zaciekawiona. Pokręciła głową na boki - Nie, po francusku znam może dziesięć słów. Część niecenzuralna.

- O tak, w takim francuskim to ja z tobą będę bardzo chętnie rozmawiać. - zaśmiała się wesoło blondynka słysząc chropawe nutki w głosie kumpeli. Klepnęła się z radości w nagie, ozdobione autografem od niej udo a potem objęła ją bliższą dłonią.

- A wujek Durand jest stary. Nie wiem ile ma lat ale ma zdjęcia ze swoją żoną robione przed wojną. To pewnie z pięćdziesiąt albo sześćdziesiąt. No dużo pewnie ma. - trochę spoważniała ale dalej miała pogodny i wesoły nastrój.

- I nie przejmuj się tym francuskim, wujek przyzwyczaił się, że mało kto zna ten język. - machnęła beztrosko ręką zbywając problem. - O, już dojeżdżamy. A! I wiesz, wujek Durand jest bardzo staroświecki, naprawdę staroświecki, więc wiesz, u niego bez ściskania i całowania. Jeśli na serio chcesz coś ugrać. Ale jak tylko wrócimy do fury jestem cała twoja! - blondynka ostrzegła brunetkę spoglądając przez okno i rzeczywiście wyjechali już właściwie z miasta i podjeżdżali to jakiejś farmy otoczonej płotem z palików i desek. Dopiero na koniec znów odwróciła się do funfeli szczerząc się do niej radośnie.

- Dobra, nie będę mu się pchać na kolana i żądać aby opowiadał bajki - panna Holden zaśmiała się i jakby dla potwierdzenia części językowej pocałowała ją krótko zanim auto się zatrzymało. Farma jak farma - wiele było tu takich w okolicy. Nie umywała się do cudów z Det ale wybrzydzać nie czas i nie miejsce - Nie martw się… starego Teda też się nie przytulało, ani nie całowało… - parsknęła.

- Stary Ted? To ten ważniak od Schultzów? - zapytała blondyna mrużąc w skupieniu oczy jakby próbowała sobie przypomnieć swoją wizytę w ojczystej metropolii Vesny. Ale przerwało jej zastopowanie bryki. Ochroniarze otworzyli drzwi i zlustrowali otoczenie każdy ze swojej strony podchodząc jednocześnie do tylnych drzwi aby otworzyć je obydwu pasażerkom.
- No widzisz jacy oni są? Nawet z własnego samochodu wysiąść sama nie mogę. We własnym mieście! - prychnęła nagle zirytowana i urażona blondynka gdy znów chyba rozdrażniła sztywność i zachowawczość pracowników ochrony.
- Rany, chłopaki! Wyluzujcie! Przecież jesteśmy w Nice City! Tu mi nikt, nic nie zrobi! - powiedziała do nich wychodząc przez otwarte drzwi na zakurzoną, gruntową drogę.

- Tak Kristin. - zgodził się równie sztywno i spokojnie Steve jak i chyba wszyscy jego koledzy jakich dotąd Vesna miała okazję obserwować.

- Normalnie się na was obrażę wiesz Steve? Traktujecie mnie jak małą dziewczynkę. No nigdzie pójść sama nie mogę? - gwiazda kaprysiła dalej łapiąc swoją kumpelę pod rękę i prowadząc w stronę wejścia do mieszkalnego budynku farmy.

- Tak Kristin. - Steve i jego kolega wydawali się nieporuszeni. Szli jeden o krok czy dwa za nimi, drugi przed nimi, trochę jakby uszykowali się na skos biorąc je w środek.

- No widzisz Ves jacy oni są? Nawet się na nich obrazić porządnie nie można. - blondyna rozłożyła ramiona skarżąc się swojej ulubionej kumpeli na swój ciężki los samotnej gwiazdy. Ale już wbiegały po paru schodkach na ganek domu i Kristin bez wahania zapukała we framugę. - Wujku!? Wujku Durand! To ja! Kristin! Kristin Black! Znalazłbyś trochę czasu dla zwykłej dziewczyny z Nice City?! Bo tak sławny podróżnik to pewnie bardzo zajęty co?! - blondyna zawołała beztrosko, wesoło i zadziornie wołając w głąb mrocznego domu i chwilowo zamkniętych drzwi.

Z głębi domu dało się słyszeć mało zgrabne i płynne kroki. Potem zgrzyt zamknięć. I wreszcie drzwi otworzyły się.
- Kristin? To ty? Co taka światowej sławy gwiazda estrady robi u starego pryka co? - w głosie starszego człowieka dało się słyszeć szczere zaskoczenie. Ale i podszyte przyjemną niespodzianką jakby wizyta blondynki naprawdę go cieszyła. Zerknął przelotnie na kobietę obok i dwóch ochroniarzy którzy trzymali się ze dwa kroki za nimi.

- Oh… A więc to prawda… Ooo ojeeej… Tak mi przykro wujku Durandzie! Potrzebujesz pomocy? Mogę ci coś załatwić jak chcesz. - Kristin też się cieszyła ale po pierwszym entuzjastycznym uśmiechu gdy chyba zamierzała objąć starszego mężczyznę za szyję w oczy rzucił jej się pusty rękaw koszuli. I tylko jedna noga podparta kulą do pomocy. Z drugiej zwisała tylko pusta nogawka, gdzieś tak od wysokości kolana w dół. Facet mimo to, mimo wieku, sprawiał wrażenie, że nie jest kaleką. Biła od niego nie stępiona wiekiem i kalectwem siła i zdecydowanie. Spojrzenie chociaż w stosunku do o wiele młodszej blondynki ciepłe i przyjazne to na rysach ogorzałej wiatrami Pustkowi i mórz twarzy miał ostre i mocne.

- Drobiazg. A kim jest twoja urocza koleżanka Kristin? - facet chyba wolał nie rozdrabniać się o swojej stracie i przekierował i spojrzenie i uwagę zaaferowanej gwiazdy na młodą brunetkę obok niej.

- Ah no tak! Przepraszam. To jest Ves, moja najlepsza kumpela! Ves jest z Detroit! - blondynka rozpromieniła się od razu i objęła po przyjacielsku swoją kumpelę przedstawiając ją swojemu wujkowi.

Technik uśmiechnęła się stonowanie, łapiąc za dół sukienki i dygnęła wdzięcznie, jak na dobrze wychowaną młodą damę przystało.
- Bonjour monsieur Durand - przywitała się, przyznając niechętnie rację temu, co zawsze powtarzał papa. Dobre wychowanie podobno było podstawą, a nie latanie za kołpakiem gdzieś przy Mechstone. - Jestem niezwykle rada mogąc pana poznać. Kristin dużo o panu mówiła, a także o pańskich opowieściach. - stanęła prosto cały czas się uśmiechając i patrząc mężczyźnie śmiało w oczy - Czy nie przeszkadzamy?

- Ależ skąd. Zapraszam. -
mężczyzna wskazał głową bo ręką którą trzymał kulę niezbyt mógł, w głąb pomieszczenia i dość mało zgrabnie zaczął kuśtykać w głąb domu. - Rozgośćcie się. Napijecie się herbaty? - zaproponował gospodarz wskazując na miejsce w saloonie. A saloon przypominał jakiś pokój łowiecki. Wszędzie wisiały jakieś rogi, łby zwierząt i dziwnych stworów, kilka wypchanych stworów, jedne brzydkie, inne dumne, jeszcze inne groteskowe. Gdzieś stała jakaś staro wyglądająca waza, na ścianie wisiała jakieś maski, z kołka wisiał indiański pióropusz można było poczuć się jak w jednopokojowym muzeum. Nawet chyba były jakieś dziwne mechanizmu, może nawet to były jakieś części od tych robotów z północy. Wyglądało jakby gospodarz uzbierał przez te wszystkie lata i dekady swoich wędrówek całą kolekcję różnych eksponatów.

- A może ja zrobię?! Wujku Durandzie, pozwól mi zrobić! Wiesz, że ja wszystko wiem gdzie trzymasz w kuchni! I sam zawsze mówiłeś, że robię najlepszą herbatę ze wszystkich twoich gości! Chyba byś nie okłamał słodkiej blondyneczki co? - Kristin szybko ubiegła mało biegłego w ruchach gospodarza w tej usłudze zręcznie wyręczając go z tej roli. Ten zaśmiał się pod wpływem jej może niezbyt wyszukanego ale pomysłowego i zabawnego podstępu, że zgodził się na ten fortel i sam z ledwo skrywaną ulgą usiadł na jednym fotelu.

- Proszę usiądź Ves. Kristin zaraz wróci z herbatą. - powiedział zapraszając ją do zajęcia miejsca albo do drugiego fotelu albo na sofę. - Zgaduję, że na mieście o mnie mówi nie tylko Kristin. Choć pewnie nie tak ciepło jak ona. - popatrzył na nią z nieco ironicznym spojrzeniem starego wygi szlaków i przygód wszelakich.

- Zależy kto mówi i czy jest na tyle istotny, aby się tym musieć przejmować - Vesna przysiadła we wskazanym miejscu, splatając nogi w kostkach i kładąc ręce na kolanach. Zrobiła przy tym lekko rozbawioną minę - W innym razie jest sens tym sobie zawracać głowę?

- No patrzcie. Taka młódka a głowę na karku ma.
- Durand oparł się wygodniej o oparcie swojego fotela i zaśmiał się cicho też chyba rozbawiony odpowiedzią swojego ciemnowłosego gościa. Zerknął w stronę otwartych drzwi gdzie zniknęła blondynka i skąd dochodziły kuchenne odgłosy a potem znów popatrzył na brunetkę. - A z Detroit to kawał drogi. Cóż taką młodą, dobrze wychowaną damę, sprowadza aż tak daleko na południe. Bo zwykle są to albo wielkie kłopoty albo wielkie biznesy by pognać kogoś taki kawał. - zapytał stary podróżnik z ciepłą ciekawością w oczach.

 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR

Ostatnio edytowane przez Amduat : 26-10-2018 o 05:23.
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:56.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168