Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Postapokalipsa Świat umarł. Pogodzisz się z tym? Położysz się i umrzesz przygnieciony megatonami, które spustoszyły Twój świat, zabiły rodzinę, przyjaciół, a nawet ukochanego psa? Czy weźmiesz spluwę i strzelisz sobie w łeb bo nie dostrzegasz nadziei? A może będziesz walczyć? Wstaniesz i spojrzysz na wschodzące słońce po to, by stwierdzić, że póki życie - póty nadzieja. I będziesz walczył. O przyszłość. O jutro. O nadzieję... Wybór należy do Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-07-2019, 00:00   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Escape: Lewiatan 2075

Czas: 2075.01.12 sb g. 10:30
Obsada: Jonas, Mackenzie + James (głośnik)


- Co za syf. - Jonas mruknął do siebie. Sam nie wiedział po raz który. Ze złością uderzył główką mopa o dno wiadra pełnego gorącej wody, detergentu i tego co do tej pory mop zgarnął do środka. No i oczywiście, zastanawiał się jak dał się w to wyrobić? Celowo czy to jakieś cholerne fatum?

Westchnął cicho i wrócił do pracy gdy myśli znów powędrowały mu tymi samymi torami jak za każdym razem odkąd przyniósł tu to wiadro i mop. ~ Co tu się stało? ~ zastanawiał się wyrzynając mop i znów zabierając się za czyszczenie kolejnego kawałka podłogi. Nie był tak na 100% pewien. Ale chyba ktoś porozrzucał po okolicy swoje śniadanie. Aż wolał nie domyślać się czy z tacki czy już ze swojego bogatego wnętrza.

- Zresztą “ktoś”... Dobre sobie… - prychnął z irytacją gdy mop zbierał z podłogi te resztki. Dobrze wiedział kto. Aurora. Przecież to był jej dyżur przy pilnowaniu eteru. Co nie było dziwne skoro była łącznościowcem. No i specem od kompów i innych takich. Dlatego zwykle ona tutaj siedziała. W końcu przepisy kazały aby ktoś tu dyżurował. Zwłaszcza jak ktoś z załogi był na zewnątrz.

- Co to jest do cholery? - zmrużył oczy gdy mop natknął się na dziwną ciecz. Podejrzanie czerwoną. Krew? Takie było pierwsze skojarzenie. Bo chyba nie jakiś sok. Chociaż może… Ale jak krew to co? Skaleczyła się? Chora jest? Właściwie nie było jej na śniadaniu to nawet nie wiedział co jadła. Może to tylko sok? Tak czy siak przejechał po tej plamie mopem i znów go wyplukal. Odwrócił się gdy usłyszał zgrzyt rygli w drzwiach i gdy zgrzytnęły do środka weszła Mac.

- Oh, Jonas, bardzo ci dziękuję, że nam pomogłeś. Przepraszam, że cię sciagnełam tak nagle no ale sam widzisz co tu się stało. - pani doktor odezwała się ledwo zamknęły się za nią drzwi.

- W porządku. Szczerze mówiąc jak zapisywałem się do tej roboty nie sądziłem, że będę biegał z mopem. - Norweg odpowiedział po chwili zawziętego milczenia. Został kawałek pod konsoleta i musiał się schylić aby posłać tam mopa. Był zły. I wyszkolona pani doktor medycyny psycholog i kobieta widziała aż nadto dokładnie. Zapewne główny inżynier i serwisant tej bazy oraz profesjonalny operator podwodnych dronów niezbyt się widział w roli sprzątaczki. I to po kimś. Zwłaszcza, że jego profil psychologiczny mówił, że był skory do konfliktu.

- To już to zostaw, ja to resztę posprzątam. I tak posprzątałeś już większość. - Mac spróbowała go jakoś ułagodzić aby rozładować to napięcie. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu w przyjaznym geście.

- A to też posprzątasz? - Norweg wyprostować się i znów energicznie zaczął wypłukiwać mop w wiadrze. Gestem wskazał na konsolę łączności. Jeszcze była mokra bo też niedawno skończył ją czyścić.

- No mogę ale wygląda mi całkiem dobrze. - Amerykanka zmrużyła oczy szukając źródła problemu. Konsoleta wydawała się jeszcze trochę mokra ale raczej czysta. A jednak wyczuwała po głosie inżyniera, że ma do niej jakieś zastrzeżenia.

- Spójrz na kontrolki. Nie świecą się. Teraz nie wiem. Ona grzebała coś przy tym czy to coś z anteną na zewnątrz czy może z boją albo jeszcze coś innego. Ale w tej chwili nie mamy łączności ze światem zewnętrznym. Więc jak możesz to po niej posprzątać to się nie krępuj. - Norweg był wyraźnie zdenerwowany. No ale jak nie mieli łączności tak jak mówił to sprawa była poważna. Teraz gdy jej to wskazał to też widziała zgaszone kontrolki które powinny być zapalone.

- No miała coś sprawdzić. Tak mówiła rano jak ją widziałam. Może woda się tam dostała? - co prawda jeszcze nie stało się nic poważnego i to pewnie była tylko jakieś spięcie. No ale jednak margines bezpieczeństwa momentalnie zdawał się kurczyć. Zupełnie jakby przez niemożność wezwania pomocy z zewnątrz zaraz miało się stać coś strasznego. A przecież to było kompletnie irracjonalne!

- Woda? Ten sprzęt jest wodoodporny. Chyba, że ktoś go otworzy i tak zostawi. - prychnął zirytowany Jonas. - Więc może Aurora ruszy swój zgrabny, francuski tyłek i rzuci na to okiem. A najlepiej niech sama posprząta po sobie. - zaproponował rozwiązanie jakie wydało mu się oczywiste. W końcu w ich małej grupę łączność była domeną Francuzki no i ona zrobiła ten bajzel. Proste i oczywiste, żeby teraz naprawiła co zepsuła. Albo chociaż dała znać gdzie leży problem to coś będzie można zdziałać.

- Jon ale ona nie może teraz przyjść. - Mac zaczęła mówić łagodnym głosem ale zirytowany Norweg nie dał jej dokończyć.

- Bo co? Hrabianka nie babra się w takich rzeczach? - wskazał że złością na trzymany mop którym uderzył w wiadro. Amerykanka nieco mocniej zacisnęła szczęki ale udało jej się zachować spokój.

- Dlatego, że podałam jej lek uspokajający i poszła spać. Niech to odeśpi. To zalecenie lekarza Jon. Ona przeżywa teraz ciężkie chwile. Powinniśmy ją wspierać. W końcu to nasza koleżanka. - lekarz i psycholog próbowała wyjaśnić koledze z załogi stan ich koleżanki z tej samej załogi.

- Ona przeżywa ciężkie chwile? To powiem ci, że przez tą rozwalona zabawkę wszystkim nam zaczną się ciężkie chwile. I jeszcze sobie dzień wolny wzięła. - Jonas kompletnie nie wydawał się przekonany argumentami lekarki. Ale brak łączności ze światem zewnętrznym rzeczywiście był problemem całej bazy.

- Myślę, że jak Aurora się wyśpi to wszystkim się zajmie. Przecież wiesz, że ona ma do tego złotą rękę. Poza tym to nie ona sobie wzięła wolne tylko ja jej wystawiam zwolnienie lekarskie. I nie zapytasz nawet co i niej? Przydałoby ci się poćwiczyć trochę empatii, myślę, że to świetna okazja do tego. Jakbyś ją odwiedził, zapytał jak się czuje, przyniósł herbaty. - Mac próbowała wybronić francuską koleżankę i jakoś konstruktywnie przekierować uwagę Jonasa na jakiś inny cel. W końcu była też psychologiem więc miała za zadanie wspomóc ich małą społeczność i łagodzić konflikty.

- Empatia? Spójrz jak wycieka ze mnie empatia. - mruknął Norweg unosząc mop nad wiadro i pozwalając wodzie ściekając z powrotem do wiadra. Ta cała sprawa z utratą łączności i tymi niespodziewanymi kłopotami w jakich centrum znajdowała się ich informatyczka po prostu go wkurzała. Bullock westchnęła w duchu i zastanawiała się co odpowiedzieć gdy przerwał jej głos z głośnika.

- Cześć! Nudzicie się tam w budce telefonicznej? Nie uwierzycie co odkryłem! - przez głośnik odezwał się James, ich geolog. Ćwierkał radośnie jak skowronek.

- Pewnie znów będzie się spuszczał nad jakimś kamolem. - Norweg opuścił mop do wiadra i podszedł do odbiornika przy konsolecie.

- Jon, spróbuj czasem być miły. Tylko spróbuj. - lekarka ruszyła do konsolety i stanęła obok niego.

- No co tam się urodziło? - Jon wcale nie był przekonany, że zalecenia lekarki są słuszne. Ale na dowód dobrej woli postanowił spróbować. Po drugiej stronie zapadła jednak cisza. Jonas popatrzył na Mackenzie jakby liczył, że ona może jakoś ładnie wyjaśni mu tą zwłokę w odpowiedzi. Ta jednak lekko wzruszyła ramionami na znak, że nie wie.

- Halo? Budka telefoniczna do Jamesa, słyszysz mnie? - zaczął tak łagodnie jak to tylko się dało. Czyżby łączność wewnętrzna też szwankowała? Przecież to był całkiem niezależny system.

- Tak, jestem, po prostu nie bardzo wiem jak to opisać. - z głośnika odezwał się trochę zmieszany geolog. Dwójka załogantów popatrzyła na siebie zdziwiona. Zwykle Amerykaninowi buzia się nie zmaykała gdy opowiadał o swoich odkryciach, potencjalnych odkryciach, możliwościach na odkrycia i co by było gdyby coś odkryli. Coś czyli złoża. Zwłaszcza gazu albo ropy na czym miał hopla. A teraz podnosił larum co znalazł dronem a nie umiał tego opisać?

- To wrzuć to na ekran, sami zobaczymy. - zaproponowął Norweg pamiętając, że na ostatniej rozmowie z Mac rzeczywiście obiecał wziąć się w karby i popracować nad sobą. - On to robi specjalnie. - rzucił do lekarki gdy wyłączył przycisk nadawania.

- Co takiego? - zapytała Amerykanka nie bardzo wiedząc do czego pije jej rozmówca.

- Wkurza mnie. - burknął wciąż podminowany Knudsen. Chciała zaopnować ale jeden z ekranów rozbłysł się obrazem…

- Co to jest? - zapytała zdumiona nie mając pojęcia na co patrzy. Jakieś dziwne kreski ułożone w siatkę jak jakaś wizualizacja dźwięku. I do tego dość ruchoma.

- Obraz sonarowy. - Knudsen zmrużył oczy gdy jako droniarz od razu rozpoznał obraz przekazywany przez sonar drona. No rzeczywiście ciekawe.

- Widzicie to? Widzicie? - z głośnika rozległ się podniecony głos drugiego operatora podwodnych robotów.

- No ja jakąś żywą abstrakcję widzę. Daj mi coś zrozumiałego albo wychodzę i dalej sami sobie szpanujcie tymi swoimi zabawkami. - lekarka dała wyraz swojej irytacji którą jednak udało jej się ubrać w nutkę rozbawienia. Przynajmniej Jona to zaciekawiło na tyle, że przestał się dąsać co zawsze było na plus.

- No z kamer niewiele widać bo właśnie tamtędy przeleciałem i się zruszyło… no ale dobra, wrzucam… - James zawahał się ale zaraz obraz na ekranie zmienił się. Widać było… Właściwie nic. Przed kamerą było trochę przestrzeni pełnej pływających drobin i szczątków a nieco dalej leniwie poruszały się chmury osadów dennych wzburzonych przez niski przelot drona. Czekali chwilę ale jakoś nie było przełomu. Wtedy Jonas się zorientował.

- Te cwaniak. Dałeś nam boczną kamerę. Dawaj coś od frontu. - rzucił głosem jeszcze raczej cierpkim niż zirytowanym. Chociaż drugi droniarz zaczynał go irytować coraz bardziej. - Widzisz? On to robi specjalnie. Bawi się z nami. - popatrzył a w bok na lekarkę i psycholog w jednym siadając w końcu na już wyczyszczonym fotelu. Ożywił klawiaturą sąsiedni ekran i przekierował przesyłane obrazy z drona aby na jednym ekranie były kamery a na drugim sonar. Rozumiał czemu James zaczął od sonarowego obrazu dna, w tej dennej zadymce jaką wzburzył dron obraz sonarowy był mniej podatny na zakłócenia. No ale dla laika był praktycznie nieczytelny.

- A tak, racja! To z wrażenia. Już daję co trzeba! - głośnik odezwał się przepraszającym głosem Hollistera i na ekranie pojawiło się wreszcie coś znacznie ciekawszego niż same bezimienne chmury wzburzonego pyłu czy zawieszone w wodzie drobiny.

- Co to jest? - Mac nachyliła się aby dokładniej widzieć dronowe znalezisko. Odruchowo zmrużyła oczy jakby to miało jej pomóc w dostrzeżeniu szczegółów.

- No właśnie nie jestem pewny. Dlatego pomyślałem, że dam wam znać. - James skwitował przyznaniem się do winy chociaż podejrzanie nasączoną dumą ze swojego znaleziska.


---



Wątek 1



Co się stało Aurorze?

Jest chora - zatruła się czymś, jest chora, dostała drgawek, czerwona ciecz na podłodze to zwymiotowana krew, krew z drobnego skaleczenia albo rozlany sok. Mac podała jej lekarstwo i środki uspokajające więc teraz śpi.

Wypadek - naprawiała konsolę gdy doszło do niespodziewanego spięcia i prąd ją kopnął. W efekcie odrzuciło ją i przewróciła tacę z jedzeniem. Czerwona plama to wynik skaleczenia. Mac podała jej lekarstwo i środki uspokajające więc teraz śpi.


Załamanie nerwowe - dostała złą wiadomość. Ktoś z jej bliskich jej zmarł, odejście partnera, odrzucenie jakiegoś bardzo ważnego dla niej projektu itd. W złości sama cisnęła tacą. Mac podała jej lekarstwo i środki uspokajające więc teraz śpi.



Wątek 2



Co widać na ekranie?


Dziura - wielki kanion, jaskinia czy dziura w stoku podwodnej góry. Nie ma jej na mapie, nie wiadomo co tam właściwie może być.

Komin geotermalny - formacja skalna z jakiej wydobywa się gorąca woda lub gaz ogrzana podziemnymi ogniskami magmy. Tyle, że w tej okolicy nie powinno być tego typu formacji.

Wrak - wrak samolotu, okrętu nawodnego lub podwodnego, sondę lub kapsułę kosmiczną. W każdym wypadku jest to wrak otoczony jakąś tajemnicą, niewyjaśnionym zniknięciem itd.


---


- Termin głosowania do północy w czw VII.18.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-07-2019, 13:28   #2
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 2 - 2075.01.12 11:15

Czas: 2075.01.12 sb g. 11:15
Obsada: James i Augusto

Hollister siedział na swoim posterunku. Czyli w centrum sterowania podwodnymi dronami. Po naradzie z centrum łączności gdzie akurat przebywali Jon i Mac co go trochę zdziwiło. Nie powinna tam teraz siedzieć Aurora? No ale był Norweg i Amerykanka a nie Francuzka. W każdym razie po naradzie z tą dwójką a właściwie głównie z Knudsenem bo Bullock słabo się udzielała w kwesti podwodnej dronowej turystyki. Tylko ten Knudsen…

- Wiesz, ja myślę, że on wszystko bierze zbyt poważnie. Albo za długo tu siedzi. Może pogadać z Mac aby mu zaleciła aby wyszedł na powierzchnię, zobaczył Słońce, zaczerpnął świeżego powietrza? - rzucił do swojego kompana gdy pozwolił sobie wrócić rozmową do wcześniejszej rozmowy przez łącze z centrum łączności.

- Jest początek stycznia. Na górze jest noc polarna. Nie ma żadnego Słońca. Poza tym lód pewnie znów wszystko przykrył i trzeba by się przebijać. - najstarszy wiekiem załogant wydawał się być sceptycznie nastawiony. I do tego co mówił Amerykanin, i do całej rozmowy, i do tego co ten właśnie wyprawiał ze sterowanym przez siebie dronem no i tak jeszcze na całkiem sporo rzeczy był sceptyczny. To pomagało w rozczarowaniach jakich życie mu nie szczędziło. Poza tym Jankes go trochę denerwował tą swoją młodzieńczą paplaniną. Czasami zachowywał się jakby nadal miał 18 lat. I w duchu Augusto mu tego trochę zazdrościł. Chociaż oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał. A on sam przecież był już taki stary! Ponad 40-cha na karku… Świadomość upływu czasu bardzo go deprymowała. Zazdrościł tym młodym ich żywiołowości i paplaniny, złotych, pogodnych uśmiechów. Chciałby być taki jak oni. Ale czy kiedykolwiek był tacy jak oni? Nawet gdy był w ich wieku? Zresztą jak to “w ich wieku”? Przecież od Knudsena o jakim właśnie gadał James był starszy tylko o 10 lat. To przecież nie tak dużo. Prawda?

- Oj tam czepiasz się! To taki skrót myślowy! Człowieku powinieneś się wyluzować! Mówię ci, poserfuj kiedyś u nas w Kalifornii na desce to zaraz złapiesz luz! Też by ci się przydało. Cholera jak ściąga… strasznie silny prąd tam musi być… - James przewrócił oczami gdy skupiony na panelu sterowniczym mocował się z dronem. Ale coś cholernie silny prąd musiał być w tej szczelinie.





- Podwodny kanał albo rzeka. Mniejsza przestrzeń to ruch się wzmaga. Ta sama siła skumulowana na mniejszej przestrzeni. To prąd staje się silniejszy. Słuchaj czy to nie jest trochę niebezpieczne? Trochę cię tam rzuca. A jak coś się stanie? - Augusto nawet trochę był wdzięczny Kalifornijczykowi za to wtrącenie co odwiodło go od posępnych myśli. No i z wprawą zasłonił się zmianą tematu. Na taki bezpieczny, zawodowy temat.

- Daj, spokój co ma się stać? Zobaczymy co jest za zakrętem. Zobacz ile to się ciągnie. Spore nie? Myślisz, że nazwą to moim imieniem? Miałbym swoją własną jaskinię. Jako odkrywcy to chyba mi się należy nie? - Amerykanin przezwyciężył chwilowy kryzys chociaż nie było lekko. Dronem strasznie rzucało więc prąd musiał być tam bardzo silny. Nawet zastanawiał się czy nie zawrócić. No ale po co? Przecież mieli jeszcze drugi dron ale taki sam. Mógłby co prawda poprosić o nowego, większego drona no ale pewnie kontrakt by skończył zanim Agencja raczyłaby im coś przysłać. I co? Jakiś inny palant odkryje koniec tej jaskini zamiast niego? Mowy nie ma! Poza tym znał te drony, wiedział na co je stać. Tylko cholera ten poziom energii. Pech w jego szczęściu polegał na tym, że odnalazł tą dziurę która okazała się najpierw jakimś kanionem czy raczej szczeliną która stopniowo przeszła w jakąś jaskinię. Całkiem sporą! No ale cholera ten energii było już dość mało. Normalnie już by wracał do bazy. Ale jeszcze tylko trochę! Jeszcze kawałek! Może za następnym zakrętem jest już koniec? I będzie miał świetny koniec a tak go będzie męczyła ta tajemnica. A potem pewnie Jon albo kto inny zabierze drona do innych badań. Na pewno złośliwie! I by musiał czekać nie wiadomo ile na swoją kolejkę! Zero szacunku dla podwodnej geologii!

- To samo mówiłeś przed poprzednim zakrętem. I jeszcze poprzednim. W ogóle co to za jaskinia? Jakiś uskok? - Włoch nie chciał być tak całkiem namolny ale denerwowało go obserwowanie skaczącej kamery na ekranie. Jak ten James mógł tym kierować w takich warunkach. Dla niego dronem trzęsło tak jakby zaraz miał się rozpaść. No ale chyba James wiedział co robi prawda?

- Uskok, być może. Chociaż ma nietypowy kształt. I jak uskok to musiałby być bardzo stary. Tak geologicznie stary. Obecnie, geologicznie obecnie, to całkiem spokojny obszar... Cholera ale trzęsie… - James mówił jak na luzie. Znaczy starał się. Ale czuł jak pocą mu się dłonie na aparaturze sterującej i plecy pod koszulą. Co za wyzwanie! Jak rodeo! Ale cholera… robiło się niebezpiecznie… prąd nie słabł a energii nie przybywało… a może jednak zawrócić?

- Może pobierzesz próbkę? - Włoch podpowiedział młodszemu koledze. Nie był pewny czy uda mu się pobrać tą próbkę ale miał nadzieję, że jakoś odciągnie to jego uwagę od tej eskapady w nieznane. Może się opamięta.

- No a wiesz? To nawet niezły pomysł. - po chwili zastanowienia Hollister przystał na ten pomysł. Był już prawie gotowy zawrócić ale próbka dawała my świetny pretekst na wyjście z tego z twarzą. I powrotu z dumnym trofeum. Zaczął zbliżać drona do krawędzi podwodnej jamy. Na szczęście przy samej krawędzi prąd był słabszy i obraz tak jak i sam dron nieco się ustabilizował. No ale też niebezpiecznie zmniejszył się margines bezpieczeństwa. Im bliżej krawędzi tym łatwiej było o coś zawadzić dronem, zwłaszcza w tak niespokojnych wodach. Ale postanowił zaryzykować.

- Co jest? - sapnął zaskoczony Włoch wskazując na ekran jaki nagle zaczął migać.

- Spokojnie to się czasem zdarza. Nie ma powodów do obaw. - James’a już zaczynał irytować ten nerwus obok. Akurat manipulował wysięgnikami drona aby pobrać próbkę i też mu te miganie ekranu przeszkadzało ale przecież nie był ślepy, też to widział a nie panikował jak ten makaroniarz prawda? Nie było zbyt różowo ale już prawie miał tą próbkę! Jeszcze trochę…

- Co to było!? - Augusto zawołał wskazując na coś na drugiej kamerze na co zajęty operowaniem manipulatorami Amerykanin nie zwracał teraz uwagi.

- Nie widziałem. Jestem trochę zajęty. Potem sprawdzę nagranie. Zaraz skończę i spadamy stąd. - Kalifornijczyk zacisnął zęby aby nie warczeć na tego wkurzającego Włocha. Już, już, już prawie, już widział jak próbnik wbił się w grunt który od razu wzbił się w chmurę pyłu. Ta jednak szybko rozwiewała się pod wpływem podwodnego prądu który trząsł także dronem i jego kamerami.

- Tam coś było. Tam chyba coś jest. - Augusto wpatrywał się w obraz z drugiej kamery z pełnym zaciekawienia wzrokiem. Co to było? Sam nie był pewny. Może coś prąd porwał i mignęło przed kamerą?

- Co takiego? Jakaś ryba czy kawałek wodorostu? - Amerykanin spróbował jakoś uspokoić Włocha no albo chociaż odwrócić jego uwagę. Ale rzeczywiście obraz znów zamrugał. - Twoja też mruga? - zapytał go nie mogąc pozwolić sobie na moment nieuwagi. Cholera! Czy na tym próbniku coś się poruszało? Ekran mu akurat zgasł i nie zdążył się przyjrzeć. Może jakieś zielsko się wyrwało razem z próbką gleby i prąd tym kołysał jak i całą resztą.

- Też. Nie wiem co to było. Tylko śmignęło. O! Co to?! Uderzyliśmy w coś? Może coś w nas uderzyło? - Augusto był podirytowany. Na te kamery, szwankujący sprzęt i kolegę obok co tak sobie folgował z tym wszystkim. A najbardziej tego, że cokolwiek to było to pewnie już przepadło w wiecznych ciemnościach i nigdy nie dowie się co to było. Ale ledwo kamery znów pokazały obraz podwodnej groty gdy znów zatrzęsło nimi czyli całym dronem.

- Gdzie tam uderzyliśmy! To prąd nas znosi tak samo jak dotąd. Nie panikuj. Już mam próbkę i wracamy. Zaraz wrócimy. - ulżyło mu bo udało mu się schować pobraną próbkę do zewnętrznego pojemnika na takie właśnie próbki. Niestety znów trafiła ich jakaś mocniejsza fala i obróciła całym dronem. No zdarzało się a Augusto wymyślił sobie nie wiadomo co.

- No to może coś nas uderzyło? - Włoch zaczynał odczuwać coraz silniejszą frustrację na tego przemądrzałego Amerykanina. Właściwie to po co tu z nim siedział? Przecież drony to nie jego specjalizacja. No tak. Bo dali mu znać, że może być potrzebna ekspertyza oceanologa. Tylko po co skoro ten dupek i tak go nie słuchał i robił wszystko po swojemu?

- Coś w nas uderzyło? Wiesz ile ten dron waży? A co tu pływa? Sama drobnica? Weź nie gadaj głupot. Prąd nas znosi tak jak do tej pory. Widzisz? Już wyprostowałem. I teraz wracamy. - kamera drona nawet wróciła do normy jeśli chodzi o pion i poziom. No tak mniej więcej. Tak jak zanim pchnęła ją ta fala. Tylko ekran zaczął tak śnieżyć jakby udawał stroboskop. - Cholera coś mi przerywa sygnał… - droniarz zmrużył oczy bo zrobiło się naprawdę trudno. Coś przerywało sygnał albo to kamery. Ale wszystkie na raz? Zasilanie? Popatrzył na wskaźnik energii. Mało. Bardzo mało. Cholera trochę przeforsował maszynę. Przez te zmaganie z podwodnym prądem tyle zeżarło. Ale nie powinno mieć to wpływu na kamery. Więc co? No jeszcze antena. Mogło urwać antenę i sygnał osłabł. No albo jest tam coś co zakłóca sygnał. Jakieś ciekawe złoża? Ale byłoby odkrycie! No ale na razie to…

- Może kaszalot? Dla kaszalota 1000 m to żadna głębokość. Pływają nawet głębiej gdy polują na kałamarnice. - Augusto westchnął i z rezygnacją oparł się wygodniej o oparcie fotela. Nie chciał tego mówić na głos ale wyglądało mu na to, że zaraz stracą drona. Z tego czy innego powodu. No ale ten cholerny kowboj musiał sobie pofikać. Jak zwykle. I udawał, że panuje nad sytuacją. Akurat…

- Kaszalot? A słyszałeś o jaskiniowych kaszalotach? Zresztą no tutaj to już tak szeroko nie jest jak na początku. Co? Zmieściłby się tutaj kaszalot? Zresztą jak miałby się prześliznąć tuż obok nas, że go nie widzieliśmy? Minął nas na tej jednokierunkowej? - Amerykanin ledwo nad sobą panował ale jeszcze zdobył się na sarkazm a nie czystą złośliwość. No chyba. Ale do cholery z dronem było źle ale jeszcze może uda się go wyciągnąć. A ten mu zrzędził nad uchem jakieś głupoty.

- Mówiłem ci, że coś tam widziałem. - Włoch poddał się i nie miał zamiaru toczyć tej dyskusji. Chociaż no może i James miał rację. Kaszalota chyba by nie przegapili. No ale co innego by mogło uderzyć w drona? James mówił, że fala od tego prądu no może i tak. Ale jak nie? Augusto próbował jakoś zająć swój umysł próbując jakoś ułożyć te puzzle.

- Szlag! - James ze złością uderzył w konsoletę sterującą. Szlag, szlag, szlag! Nie musiał nic mówić. Ekrany świeciły się wymowną czernią. Dobrze, że Augusto nic się nie odzywał bo chyba do reszty trafiłby go szlag. Zaczął nerwowo skrobać paznokciem po krawędzi konsoli. Porażka? Cholera a był tak blisko! Miał już próbkę w dronie!

- I co teraz? - po dłuższej chwili Włoch zapytał tak spokojnym tonem jak tylko zdołał. Utrata drona była sporym ciosem dla całej bazy. Mieli tylko dwa. No i batyskaf. Bo w skafandrach nie było szans zejść do tej dziury. Chyba. Zresztą nawet jakby tam zeszli to co? Przecież nie wyciągnął taki kawał złomu.

- Restart. Dron zaraz zrobi restart. Spróbuje nawiązać z nami łączność. - Amerykanin uniósł palec do góry i chwycił się tego jak tonący brzytwy. Na pewno się uda! Trzeba poczekać na restart, wtedy znów wskoczy na byka i wszystko będzie dobrze. Było trudno ale przecież już nie takim przygodom dawał radę. Teraz też nie będzie inaczej. Ale gdy o tym myślał przypomniał sobie o jeszcze jednej opcji. Zaczął szybko wydawać kolejne polecenia licząc, że dron na nie zareaguje.

- Co robisz? - Włocha poniosła jednak ciekawość gdy przez chwilę przyglądał się co robi James. Bo wyglądało na planowe działanie jakby realizował jakiś plan.

- Odłączam wszyskto co zbędne. I przełączam się na GPS. Sam silnik i GPS. Mam tutaj trasę w pamięci. Wyprowadzę go po ciemku. - w miarę jak mówił zapalał się do tego pomysłu. Rany! Ale byłby numer jakby się udało! Odłączyć całą resztę, łącznie ze światłami i kamerami. To zaoszczędzi energię. A tutaj miał zapisaną przebytą trasę drona a od drona wystarczyłaby mu aktualna pozycja z nadajnika GPS. Wróciłby małym draniem jak po sznurku. I to po omacku! ~ Stary, jesteś genialny! ~ zaśmiał się cicho do własnych myśli.

- Jest! Mamy restart! To teraz systemy rezerwowe… o tak… iii… - Amerykanin roześmiał się. Tak! Wykaraska się z tego! Po raz kolejny! Miał już restart, silnik znów działał… Ale przestał się śmiać gdy odczytał wynik z nadajnika. Co za bzdura!

- Co się dzieje? - bez widoku z kamer Augusto czuł się jak ślepiec. Widział, że James coś robi ale co to miał mętne wyobrażenie. Chyba szło dobrze do czasu aż się nie zapowietrzył. Więc po chwili oczekiwania i wpatrywania się w nagle zamarłe ręce i zaskoczenie na twarzy młodszego mężczyzny nie wytrzymał i jednak zapytał.

- Nie, nic… tylko to bez sensu… sygnał jest słaby… i przerywa... pewnie przez to… bo dron się od nas oddala… schodzi głębiej… - to było bez sensu. Na pozór. Dopiero co zrestartował silnik to w tej krótkiej przerwie jak ten dron by przebył taki kawałek? Bez silnika?

- Może coś go wciąga? Znaczy prąd. Mówiłeś, że ile waży ten dron? - Augusto próbował zaproponować jakieś racjonalne rozwiązanie. Ale szybko poprawił się gdy zorientował się jak nienaukowo dwuznacznie zabrzmiały pierwsze słowa.

- Prąd nie powinien ruszyć całego drona. Może nim potrząść ale nie ruszyć tak daleko w tak krótkim czasie. Może opadł na dno i się zsuwa. Tam trochę pod skosem było. Może jakieś osuwisko, kamienie… sporo mogło być przyczyn. No ale trzymaj się, zaraz odpalę silniki i wracamy do domu. - Hollister sam się nad tym zastanawiał ale znalazł racjonalniejsze rozwiązania. Nic czym warto by się było przejmować. No i zignorował pierwsze dwuznaczne określenie Włocha. Jaskiniowe kaszaloty! Akurat!


----




Wątek 1



- Co dron zabrał na pokład jako próbkę?


- Bloker - okoliczne skały blokują fale radiowe, dlatego kamery słabły a w końcu przerwało połączenie. W głębi jaskini nie ma łączności z bazą i dlatego nie można posłać tam drona. Można spróbować posłać batyskaf ale w głębi jaskini też nie będzie miał łączności z bazą.

- Cenne próbki - w próbce są jakieś cenne minerały co oznacza możliwość odkrycia cennego złoża a dla załogi i Agencji ogromne zyski. Ale trzeba wrócić i powtórzyć badania by zyskać naukową pewność, że to nie przypadek.

- Makroorganizmy - w pobranej próbce jest jakieś niebezpieczne stworzenie nieznane współczesnej nauce. Jego jaja, stadium larwalne lub jeszcze dość mały/młody osobnik. Przy braku ostrożności/pechu może rozprzestrzenić się po dronie/bazie.

- Mikroorganizmy - w pobranej próbce gleby są bardzo zjadliwe mikroorganizmy nieznane współczesnej nauce. Wydzielają toksynę, zjadają wraży sprzęt, plastik, metal, wywołują groźną/straszną/nieznaną chorobę, blokują fale radiowe itd.



Wątek 2



- Co za zagrożenie jest w jaskini?



- Bioskażenie - zjadliwa flora mikrobów która jest toksyczna dla człowieka. Dron wleciał w strefę tego skażenia więc cały zostaje skażony tymi bakteriami. Jeśli dronem uda się wrócić/odzyskać do bazy wywoła alarm skażenia biologicznego w garażu.

- Dno - pułapka - na dnie jaskini woda ma nieco inny skład niż powinna. Jest rzadsza ale układ jaskini nie pozwala jej wypłynąć ku górze. W takiej wodzie jednostki pływające sporo tracą ze swojej pływalności więc mogą nawet zatonąć.

- Duży potwór - jakieś spore monstrum, na tyle duże by zdrowo trzepnąć dronem. Teraz atakuje/wciąga drona głębiej jako potencjalną ofiarę. Traci zainteresowanie gdy dron nie nadaje się do jedzenia, gasi silniki i światła.

- Kruchość - jaskinia ma bardzo luźne podłoże. Drona zmyło osuwisko/kamienie/lawina. Każdy inny dron/batyskaf który tam wpłynie naraża się na podobne ryzyko. W krytycznej sytuacji może taką jednostkę nawet zasypać albo zawalić wejście.


---


- Termin głosowania do północy w sb VII.20.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-07-2019, 21:23   #3
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 3 - 2075.01.12 sb g. 11:45

Czas: 2075.01.12 sb g. 11:45
Obsada: Doug i Taras + Jon (głośnik; c.łączności) + James (głośnik; botownia)



~ Jak on to robi? ~ Taras wszystko widział na własne oczy. A jednak mimo wszystko nie mógł się nadziwić jak ten drugi to robi. Doug poruszał się w ciężkim, głębinowym skafandrze tak swobodnie jakby w każdej chwili mógł w nim zatańczyć kankana. Dla Rosjanina taka swoboda manewru była nie do osiągnięcia. Przecież ten skafander to ponad 300 kilo! No pod wodą odczuwalny ciężar znacznie malał no ale nadal to było niewygodne i toporne do chodzenia. No ale co by nie mówić to chociaż cała załoga przechodziła trening w posługiwaniu się tymi skafandrami to profesjonalnym nurkiem w tym zespole był właśnie Kanadyjczyk. I teraz właśnie było to widać. Rosjanin czuł się niezgrabnie i niewygodnie i nie mógł się nadziwić jak drugi nurek może poruszać się z taką werwą. A niby mieli takie same kombinezony.

- I co? Masz coś? - postać w ciężkim skafandrze zapytała pracującą opodal sylwetkę. Doug odwrócił się w stronę Rosjanina. A raczej odwrócił głowę i ledwo go widział ponad krawędzią szyby. Hełmy niestety były zamontowane na stałe, dla zwiększenia bezpieczeństwa. Niestety oznaczało to, że dobry widok z wnętrza skafandra był tylko od frontu. Na boki już było niespecjalnie a za plecami człowiek był właściwie ślepy. Przynajmniej w III-kach. Ale w IV-ce jaką obaj właśnie mieli na sobie ktoś wreszcie ruszył głową i zamontował na karku mała kamerkę. A widok z niej wyświetlał się na małym ekranie na wewnętrznej stronie szyby hełmu. To wreszcie cokolwiek było widać co się za plecami. We wcześniejszych modelach trzeba było odwrócić całym ciałem więc postęp był.

- No nie wiem… Na razie chyba wszystko w porządku. - Taras czuł się jak piąte koło u wozu. A do tych nowych kombinezonów nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić. Chociaż wyglądały podobnie jak wcześniejsza generacja to jednak wspomaganie czyniło poruszanie się o niebo łatwiejsze. O ile kilometr pod powierzchnią wody można było poruszać się łatwo. No ale przepisy zabraniały wychodzić na zewnątrz pojedynczemu nurkowi więc Daug musiał mieć partnera. Zgłosił się Taras więc teraz razem sprawdzali tą antenę. Właściwie to chyba tylko Doug. Tymi manipulatorami szczypiec które zastępowały te uniwersalne, ludzkie dłonie Rosjanin posługiwał się z najwyższą trudnością. ~ Jak wiązanie sznurówek nożyczkami. ~ prychnął w myślach z irytacja, zły na swoją nieporadność.

- Nie wiesz? No nie mów, że ruski szpieg z KGB czegoś nie wie. - Doug widząc, że Taras nie czuje się zbyt pewnie przy swobodnym spacerze starał się go zagaić tym co zwykle. Czyli bajera, że Rosjanin jest szpiegiem KGB przysłanym na przeszpiegi przez mateczkę Rosję. I rzeczywiście podziałało bo Gorbunov roześmiał się tak jak zawsze gdy zaczynali tą szpiegowska parodię. Dobrą stroną Kanadyjczyka było to, że był zabawny i przy nim człowiek się nie nudził.

- O nie, nie, nie z KGB. Rozwiązaliśmy KGB. Teraz mamy inne nazwy. - odparł rubasznie Rosjanin zadowolony z tej zmiany tematu.

- No Rosja? Bez KGB? To co to za Rosja? - Doug mruknął podchodząc do kolejnego sprawdzanego elementu rusztowania. ~ Matko, niby dno, głębia a jak szybko to cholerstwo się syfi. ~ nie mógł się nadziwić. Wydawało się, że dopiero co oczyszczał tą kratownicę w zeszłym tygodniu a tu już znowu mógł zacząć od nowa.

- Jak Rosja bez wódki. - Taras odparł rozbawiony. Postanowił darować sobie ściemnianie, że na czymś się zna i najwyżej pomóc Kanadyjczykowi gdy o to poprosi. Właściwie to i tak był tutaj osobą towarzyszącą. W tym nowym kombinezonie czuł się dziwnie chociaż rzeczywiście chodziło się sprawniej.

- A macie jeszcze GUŁAG? Coś gdzieś słyszałem ale w końcu nie jestem pewny co. - Doug przesunął czujnikiem po instalacji wpiętej w kratownicę anteny. Na razie nic nie znaleźli co by wskazywało na awarię. Jonas dał znać, że stracili łączność ze światem zewnętrznym. Niestety bez detali więc musieli sprawdzić całość systemu. No to zaczęli od anten. Mogła być jeszcze znów boja na powierzchni co przekazywała sygnał w obie strony i najczęściej ją szlag trafiał. Bo albo sztorm, albo lód, albo jeszcze coś innego. No ale to na powierzchni, trzeba by wziąć batyskaf aby sprawdzić. A na razie właśnie zaczęli od anten.

- No tak, GUŁAG też musi być w Rosji. Tylko teraz to się nazywa “kolonie resocjalizacyjne”. Na Syberii albo przy kole polarnym. - Taras obserwował jak towarzysz sprawdza czujnikiem poszczególne elementy instalacji. Na razie chyba nic nie znalazł.

- Koło polarne? To prawie sąsiedzku z nami. A może ciebie przysłali tutaj za karę a nie na przeszpiegi co? - zagaił Rosjanina gdy nagle odkrył nowy pomysł w tych ich przekomarzania. Nawet się chyba polubili. Zwykle pracował na zewnątrz właśnie z Tarasem. Rosjanin jednak raczej zostawał w “taksówce” jak mówili na batyskaf a on wysiadał i robił swoje. A potem wracał do “taksówki”.

- A o tym nie pomyślałem. Rzeczywiście pasuje. - Rosjanin roześmiał i zgodził się pogodnie na ten nowy pomysł Kanadyjczyka. - To ja sprawdzę z drugiej strony. - zaproponował gdy jednak jeszcze raz spróbował zrobić coś więcej niż tylko gapienie się na tył czy profil drugiego ADS.

- Jak wam idzie chłopaki? Macie coś? - w głośnikach usłyszeli głos Jonasa. Poważny, ponury lub kłótliwy. W zależności na co Norweg postawi tym razem. Ale przejął się tym brakiem łączności więc pewnie przyjemny nie będzie.

- Na razie standard. Cholera czemu to tak zarasta? Może Lisa powinna rzucić na to okiem? - Doug skorzystał z okazji aby sobie ponarzekać na te chwasty. W końcu zwykle rolę ogrodnika pełniły albo drony albo właśnie on. A niby powłoka miała być antykorozyjna, antyglonowa i w ogole anty. Chyba coś niezbyt się sprawdzał tutaj ten patent. Może słabiej działała na tych głębokościach? Bo była taka sama jak na SSS a tam jednak były inne warunki. No albo coś z tym miejscem było nie tak, że wszystko rosło jak głupie. A niby podwodna pustynia. Akurat…

- No możesz wziąć jakieś próbki to jej pokażesz. Jak coś znajdziecie to dajcie znać dobra? - Jon wydawał się spięty. Ale nie było się co dziwić. Utrata łączności ze światem zewnętrznym sprawiała, że “w razie czego” byli właściwie odcięci od tego świata. No ale tutaj zdarzało się to całkiem często. Zwłaszcza w sezonie burz gdy szlag trafił boję na powierzchni.

- Jasne. Ale na razie wygląda w porządku. A wiesz, że to może być coś na górze albo sama konsola. - Kanadyjczyk nie omieszkał poinformować Norwega o tej oczywistości. Zapewne główny inżynier sam zdawał sobie z tego sprawę no ale cóż, jakoś nie mógł sobie darować.

- Sprawdźcie anteny do końca. Jeśli są w porządku to weźmiecie batyskaf i sprawdzicie górę. A konsolę no musimy poczekać na Aurorę. - Norweg mruknął gdy przedstawił swoje pomysły jak przywrócić łącznosć dalekosiężną. I zacisnął szczęki ze złości gdy zobaczył na kamerze jak jedna z figurek widoczna na kamerze robi niemy komentarz do tej rozmowy. Faszystkowskim pozdrowieniem. - Tu są kamery Taras. - mruknął oschle do mikrofonu i owa figurka na ekranie jakby się speszyła i przekręciła skafander tak aby spojrzeć w górę wprost na oko kamery. I pomachać do niej przyjaźnie szczypcowatą dłonią skafandra. Westchnął na tych dwóch pajaców i rozłączył się obserwując przez chwilę ich pracę na ekranie.





- A w ogóle co się stało z Aurorą? Czemu jej nie ma? - Kanadyjczyk westchnął odchylając się do tyłu aby móc spojrzeć w górę rusztowania. No dół sprawdził. Trzeba było sprawdzić w górę. Zaczął wdrapywać się po, a jakże, znów zarośniętych stopniach.

- Mac wystawiła jej L4. Wróci to będzie. - Jon darował sobie rozbudowany komentarz bo właściwie trochę go poniosło podczas rozmowy z lekarką i nie dopytał się co przydarzyło się Francuzce. Ale nie chciał się do tego przyznać przed chłopakami.

- Super. Jeśli antena i powierzchnia będą w porządku to zostaje konsoleta. - Kanadyjczyk przypiął się zaczepem bezpieczeństwa do rusztowania i zaczął sprawdzać kolejne fragmenty instalacji. Bez konsolety no niestety wszystko trzeba było robić analogowo. Czyli ręcznie i osobiście.

- Houston mamy problem. - w eterze usłyszeli nowy głos. Tym razem należący do amerykańskiego geologa.

- Co się stało? - Jon odezwał się z centrum łączności czując igiełkę irytacji i niepokoju. Ten cały James znów coś zmajstrował czy po prostu chciał go znów wkurzyć? Wszyscy się chyba dzisiaj uparli aby go wkurzać. Chociaż Mac ponoć twierdziła, że to on sam ma konfliktowy charakter. Też go wkurzała takimi gadkami.

- Mówiłem, że tak będzie. - do rozmowy włączył się Włoch. Jakby chciał sobie zastrzec jakiś margines własnej niewinności.

- Nie mów James, że znów zgubiłeś drona. - Taras włączył się do dyskusji nieco ironicznym tonem. Próbował zażartować no ale jeśli naprawdę Amerykanin coś by zmajstrował z dronem to…

- Nie, skądże! Nie zgubiłem! Świetnie wiem gdzie on jest! Tylko ten, no… - geolog zaperzył się od razu bo przecież nie zgubił dorna! Wciąż miał na niego namiar na konsolecie. Tylko ten, no....


----



Wątek 1



- Co jest nie tak z łącznością dalekosiężną?


- Antena - zerwane, zarośnięte przewody, nadajnik, wzmacniacz podwodnej anteny która odbiera i nadaje sygnał na powierzchnię. Ale bez boi na powierzchni na tym pustkowiu ma zbyt mały zasięg aby sama z siebie połączyć się z kimś sensownym. Potrzeby jest Doug aby to naprawić (1-7 na k10). Reszta ma na to dość małe szanse (1 na k10).

- Boja - boja łącznościowa na powierzchni została zmiażdżona przez lód, uszkodzona przez sztorm, zerwała się i odpłynęła samopas czy po prostu zatonęła. Potrzebny jest batyskaf który wywiezie nową boję na powierzchnię lub naprawi starą jeśli to będzie możliwe. Batyskafem może sterować Taras i/lub Doug.

- Konsola - usterka, błąd, software lub hardware, próba ataku hakerskiego z zewnątrz itd. Potrzebna jest Aurora aby to naprawić (1-7 na k10). Reszta ma na to dość małe szanse (1 na k10).

- Sztorm - na powierzchni panuje silny sztorm. Cały rejon na powierzchni ma kłopoty z łącznością bo wiatr i/lub fale, bryły lodu, łamią anteny, topią boje itd. Trzeba przeczekać aż się skończy.



Wątek 2



- Co się stało z dronem?


- Do góry - James może spróbować podbić drona w górę. Ta opcja zżera najwięcej energii i na pewno nie starczy na powrót do bazy. Ale można dron sprowadzić lotem swobodnym w pobliże bazy. Tyle, że po wykończeniu energii dron jest całkowicie niesterowny. Sukces 1-6 - dron opada łagodnie w pobliżu bazy. 7-9 dron opada w czeluści stoku. 10 dron opada na jakiś budynek bazy uszkadzając go.

- Na skróty - James może spróbować popłynąć na skróty do bazy, ponad podwodnymi kanionami. Sukces 1-6 - dron dopływa do bazy. 7+ dronowi nie starcza energii i opada na dno basenu.

- Poczekać - można zostawić drona w spokoju. Powinien przetrwać na resztkach energii w stanie uśpienia co powinno pomóc go odnaleźć ale trzeba po niego popłynąć batyskafem i wydobyć z jaskini.

- Standard - można spróbować wrócić tą samą trasą co płynęło się dotąd. Energii na pewno nie starczy do bazy ale robot powinien opaść wówczas gdzieś na względnie płaskim terenie. Trzeba będzie po niego popłynąć batyskafem i zabrać go. Sukces 1-8 dron opada na jakimś łatwo dostępnym terenie z dala od bazy. 9-10 dron opada z dala od bazy ale w jakiś lej, łachę, szczelinę co mocno utrudni jego wydobycie.


---


- Termin do głosowania do końca poniedziałku (do północy VII.22).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-07-2019, 00:53   #4
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 4 - 2075.01.12 sb g. 16:30

Czas: 2075.01.12 sb g. 16:30
Miejsce: ambulatorium
Obsada: Aurora i Lisa



Aurora i Lisa



Młoda kobieta siedziała przy biurku. Podniosła głowę w kierunku kozetki zajmowanej przez drugą kobietę. Ale ta leżąca dalej spała. Ale już chyba niedługo. Wkrótce powinna się obudzić. Takie rokowania postawiła Mac od której Lisa przejęła dyżur w ambulatorium. I czytając podaną dawkę leku oraz opis postawionej przez Amerykankę diagnozy Niemka musiała się z nią zgodzić. Francuzka zajmująca kozetkę powinna się niedługo obudzić. No ale na razie jeszcze spała.

- Chcesz herbaty? - zapytała spiacej podnosząc się do pionu i podchodząc do kącika z czajnikiem i podobnym oporządzeniem. Nastawiła czajnik o zaczęła wybierać z szafki jakąś herbatę. A było z czego, okazało się, że Mac zgromadziła tutaj całą kolekcję.

- Uuuh… - ze strony kozetki doszło ciche sapnięcie i szelest pościeli. Lisa odwróciła głowę w tą stronę ale chyba śpiąca się wreszcie przebudziła. Zostawiła więc szafkę z herbatami i podeszła do kozetki.

- Auri? Żyjesz? - zapytała łagodnie kładąc koleżance dłoń na czole. Francuzka zamrugała oczami, przekręciła głowę ale wreszcie spojrzała ze zmęczonym ale przytomnym spojrzeniem.

- Żyję. Głowa mnie napierdziela. - jeknęła Aurora czując się jak przepuszczona przez maszynkę do mielenia.

- Poczekaj, zaraz zrobię ci kompres. - Niemka wstała z krawędzi kozetki i sięgnęła do szafki po odpowiednie gazy na ten kompres.

- Gdzie ja jestem? W ambulatorium? - wzrok i świadomość informatyczki wróciły do normy na tyle aby skojarzyć, że nie jest we własnej koji. Za to rozpoznała ambulatorium w którym zwykle rządziła Mac. No tak, Mac. Mac ją tutaj przyprowadziła. Przypomniała to sobie teraz.

- Tak, Mac cię tutaj przyprowadziła. No a teraz poprosiła mnie abym ją zastąpiła. - Lisa przygotowała kompres i wróciła z nim do kozetki. Położyła go na czole już całkiem rozbudzonej pacjentki. Potem sięgnęła po termometr do kieszeni. - Nie ruszaj się na chwilę. Zmierzę ci temperaturę. - powiedziała i wycelowała czujnik w ucho dziewczyny. Na wyświetlaczu pojawiła się temperatura. Całkiem w normie na szczęście.

- Długo tu jestem? Jaki dzisiaj dzień? - Aurora dała się zbadać i zapytała o najważniejsze czyli co się działo gdy leżała jak dętka.

- Wciąż ten sam. Przespałaś kilka godzin. Jest popołudnie ale dzień wciąż ten sam. Wygląda na to, że wracasz nam do zdrowia. Dobrze, potrzebujemy cię. - Niemka uśmiechnęła się uspokajająco do leżącej Francuzki pokrzepiającym uśmiechem. Ta po chwili wahania odwzajemniła się czymś mniej więcej podobnym. Ale pod spodem czaiła się nutka niepokoju. Pamięć z dzisiejszego poranka wracała.

- A coś się stało? Dostanę coś do picia? - po chwili wahania uświadomiła sobie, że czuje pragnienie.

- Jasne. Właśnie robiłam herbatę. Mac ma tutaj całą baterię. Miałam właśnie spróbować kwiatowej z miodem. Napijesz się ze mną? - Lisa wstała z kozetki i wróciła do szafki pzed którą stała kilka chwil temu i nie dokończyła robić tej herbaty.

- Może być. Kto mnie zastąpił na dyżurze? - do Francuzki zaczynał wracać ten poszufladkowany i ograniczony czasem i przestrzenią świat w jakim tutaj żyli, kilometr pod powierzchnią wody, lodu i reszty Arktyki.

- Jonas. - Lisa zalała drugi kubek wrzątkiem i usłyszała cichy jęk koleżanki. No tak. Jonas. Ich istna fontanna radości i pogody ducha. Idalna aby prosić o pomoc w czymkolwiek. No ale rano akurat on się trafił Mac gdy zaczęła się cała heca więc właściwie nie mieli wyboru.

- Super. Na pewno się ucieszył. - Aurora podniosła się do pionu odbierając kubek z parującą zawartością.

- Jak zwykle. Ale nie przejmuj się tym. Mac już z nim o tym rozmawiała. No i mamy inne zmartwienia. Pracowity dzień dzisiaj. - Niemka przysunęła sobie taboret i usiadła obok kozetki aby nie krępować ruchów pacjentki.

- A co się stało? - druga z dziewczyn podmuchała parujący napar zerkając na koleżankę niepewna wieści jakie przyniesie.

- Coś się stało z łącznością. Chłopaki sprawdzili antenę i boję. Anteny są w porządku. Boja niekoniecznie ale na razie na górze jest sztorm to sobie darowali jej sprawdzanie. I coś się stało z konsoletą no ale to chyba tylko ty możesz nas uratować. Teraz Doug i Taras popłynęli po drona. James znów przeforsował i dwójka nie wróciła do bazy. Chłopaki właśnie jej szukają. - Lisa chciała w miarę lekkim tonem i jakoś mało inwazyjnie przekazać wieści z ostatnich paru godzin które informatyczka przespała. No ale co tu nie mówić przydałaby się. Każdy by się przydał. W tak małej społeczności każdy był w czymś ekspertem i chociaż część specjalizacji się pokrywała czy uzupełniała to jednak brak jednej osoby był zauważalnym ubytkiem. A z łącznością i komputerami no to bez Aurory za dużo by nie zdziałali.

- Dobrze, ja zaraz sprawdzę co z tą konsolą. - Aurora szybko odstawiła kubek na półkę jakby zaraz chciała wstać i pójść sprawdzić tą konsoletę.

- Spokojnie Auri. Nigdzie stąd nie wyjdziesz dopóki nie wypijesz tej herbaty. I obiecałam Mac dać znać jak się obudzisz. Chciała się upewnić czy jesteś cała. - Lisa chwyciła dopiero co puszczony przez koleżankę kubek i z powrotem wcisnęła jej w dłoń. Sama jeszcze nie była pewna czy wszystko u niej w porządku. Co prawda była doktorem medycyny ale jednak uważała się za naukowca i biologa a nie lekarza. Lekarzem pełną gębą to była Mac. I Lisa nawet wolała aby to ona zdiagnozowała stan Aurory chociaż wydawało się, że poza skołowaniem i osłabieniem co po takim zdarzeniu to chyba była w porządku. Słowa i gesty uspokoiły informatyczkę i nawet się trochę uśmiechnęła. Więc nie było tak źle.

- Zawaliłam co? Dałam ciała. - westchnęła nieco zmieniając pozycję i opierając się plecami o ścianę. Nie była pewna czy chce się widzieć z Mac. Mac przecież widziała ją rano, w centrum łączności i w ogóle… Nie chciała o tym myśleć ani rozmawiać.

- Auri co tam się stało? Z konsolą i w ogóle. - Lisa po chwili wahania jednak zdecydowała się zapytać koleżankę o poranne wydarzenia. Mac pewnie zrobiłaby to lepiej no ale jej teraz tutaj nie było. A jeśli ich łącznościowiec nie będzie skora do zwierzeń no cóż najwyżej pogada sobie z Mac.

- Oh… pewnie uznasz mnie za głupią… ale… a w ogóle to przyszła wiadomość, nie zdążyłam wam przekazać… - Francuzka splotła dłonie na kubku jakby chciała je sobie od niego ogrzać. Co było wątpliwe bo kubki były z termoizolacją przez co można było je trzymać jakby zawsze miały temperaturę otoczenia, nieważne co było w środku.



----



Wątek 1



Co wywołało kryzys Aurory?


Efekt uboczny - ma kłopoty zdrowotne i jest poddawana eksperymentalnej terapii/lekom. Efektem ubocznym było przekształcenie nerwowej sytuacji w chwilową psychoze. W efekcie narozrabiała przy konsoli.

Rozstanie - jej związek na odległość nie wytrzymał próby czasu i rozstania i się właśnie rozpadł. Wpadła w złość i narozrabiała przy konsoli.

Sygnał - odebrała w słuchawkach sygnał nieznanego pochodzenia który ją chwilowo zamroczył. W amoku narozrabiała przy konsoli.

Wyrok - dostała wiadomość z zewnątrz która wskazuje, że to jej ostatnia zmiana na tej stacji. Agencja dowiedziała się o jej grzeszkach, nie spełnia warunków zdrowotnych, ktoś w firmie działa na jej niekorzyść itd. W każdym razie mocno ją to wkurzyło i sfrustrowało bo zakłada mocny szlaban na jej przyszłość. Wpadła w złość i narozrabiała przy konsoli.



Wątek 2



Jaka rano przyszła wiadomość?


Alarmujące wyniki badań - przysłanie ekspertyz wcześniejszych próbek / badań. Są niepokojące. Baza na jakiś defekt, pobrane próbki wykazują dziwne właściwości itd.

Deadline - dołożenie nowych projektów do zrealizowania albo skrócenie obecnych badań. Przy i tak napiętym grafiku badań to po prostu koszmar.

Ostrzeżenie - ostrzeżenie o sztormie/wstrząsach sejsmicznych/deszczu meteorytów/upadku ciała niebieskiego. Potężniejszych niż zazwyczaj mogą wpłynąć na stabilność bazy.

Zamknięcie stacji - cięcia budżetowe ukreciły łeb temu najdroższemu eksperymentowi Agencji. A efektów w postaci nowych złóż nie ma. W ciągu roku stacja ma być zamknięta.


----


- Termin do głosowania do końca środy (do północy VII.24).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-07-2019, 00:31   #5
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 5 - 2075.01.12 sb g. 19:45

Czas: 2075.01.12 sb g. 19:45
Obsada: James
Miejsce: botownia*







- I o co to było tyle hałasu? Wymieniasz baterię i dron jak nowy. - Kalifornijczyk o złotym, chociaż elegancko niedbałym kucyku, nie widział w ogóle o co tu robić wielkie halo. Właśnie sterował automatem serwisoym który już wyjął zużytą baterię z drona i teraz ładował świeżą. Trochę jeszcze oczyścić i będzie jak nowy. O co się tu tak pieklić? Albo panikę robić?

- Rany, gdzieś ty się tarzał? - zapytał “dwójki”. Co prawda nie spodziewał się od podwodnego robota odpowiedzi. I pytanie też raczej było retoryczne. Zresztą sam wiedział gdzie go posłał. No ale rany ten bagienny smród… To, że “dwójka” w końcu spadła na dno a więc poleżała trochę w tych “luźnych, skałach osadowych” jak to się z geologicznego punktu widzenia nazywało też pewnie nie pomogło mu pachnieć fiołkami. Dlatego sam stał ze szlauchem i spłukiwał co nie spłynęło samo. Miał półmaskę i gogle ochronne no i gumiasty kombinezon ochronny wymagany przez podwodne BHP do pracy w podwodnym garażu. Ale maska pomagała chyba czysto symbolicznie. ~ A mogłem wziąć tą do lakierowania. Albo gazmaskę. ~ westchnął w duchu no ale przecież nie pierwszy raz pracował w takich warunkach a wracać po te inne maski mu się nie chciało. Jeszcze trochę i skończy.

Właściwie to mimo wszystko chyba mu się udało. Wykpił się dość tanim kosztem. Jasne, Jonas jak zwykle zrzędził i się trochę rzucał ale z nim zazwyczaj trudno było koegzystować na pokojowej stopie. ~ Jak on w ogóle przeszedł badania na workteam? ~ prychnął kręcąc głową i lekko okrążając drona aby zmyć strumieniem wody kolejny fragment poszycia.

Ale udało mu się. Odkrył nową jaskinię. I to jaką! Nie, jakaś tam nędzna dziura w ziemi tylko prawdziwa, pełnowymiarowa jaskinia! Szkoda, że tak silny prąd tam był. Ale jutro spróbuje tam wrócić. ~ Cholera, żebym tylko dostał jutro przydział na drona! ~ To tym razem jak popłynie od razu z bazy to będzie na spokojnie. Ten prąd nie byłby taki straszny gdyby dzisiaj robot miał pełne baterie a nie już na sam koniec trasy jak wracał do bazy. No dobrze, że Taras z Dougiem popłynęli, znaleźli, zaczepili i przywieźli drona z powrotem. I koniec. I o co tyle krzyku? Wszystko dobrze się skończyło. No chłopaki nieco wcześniej podpłynęli na powierzchnię i okazało się, że łączności nie ma bo sztorm jest. Pewnie urwał antenę na boi albo ją zdemolował. Ale jak się skończy no to się naprawi albo zamontuje nową. Więc cała tajemnica utraty łączności jaką od rana stał się Norweg też się wyjaśniła. Teraz nic nie zrobią ale jutro czy pojutrze wszystko wróci do normy.

Automat zamontował już nową baterię i zamykał właśnie klapę bota gdy coś wybuchło. ~ Co jest!? ~ Tak po prostu coś zgrzytnęło umęczonym metalem poszycia. Gdzieś niedaleko. przestraszony geolog schylił się i złapał za fragment rusztowania na jakim spoczywał podwodny robot. Z paniką rozglądał się po ścianach i suficie. Wszystko zdawało się trzeszczeć, skręcać, tony oceanicznej głębi napierały na zdawałoby się cieniutkie, metalowe ściany i zaraz z gniota je jak mokry papier. Światło zamigotało ale nie zgasło. Dzięki Bogu! I po tych paru strasznych chwilach wszystko wróciło do normy. Na jakąś sekundę.

- O nie! - jęknął James gdy obejrzał się w stronę nowego dźwięku. Rzucił się w kierunku drzwi ale wiedział, że nie zdąży. Na jego oczach pancerne, drzwi zablokowały odwrót do reszty bazy. Mimo to w ludzkim odruchu dopadł do nich i z bezsilnej złości uderzył kilka razy pięścią i jeszcze kopnął na deser. Oczywiście nic to nie dało. Spojrzał na drzwi po drugiej stronie. Ale to samo. Był odcięty. Botownia była odcięta od reszty bazy.

- O nie. - szepnął że zgroza gdy dotarł do niego dźwięk alarmu. Wziął głębszy oddech i przeczesał palcami blond włosy. Nie no. Przecież był naukowcem. Wszyscy tutaj byli. Na pewno zaraz znajdzie się jakieś rozsądne wyjście. Wydmuchał powoli powietrze i sięgnął po interkom aby wywołać resztę. Z irytacja zauważył, że palce trochę mu się trzesą.

---

*botownia - garaż gdzie cumują podwodne roboty. Tu się je przegląda i konserwuje. Jest miejsce na trzy maszyny, na wyposażeniu bazy są dwa “1-ka” i “2-ka”.


---



Czas: 2075.01.12 sb g. 19:45
Obsada: Daug, Taras, Mac i Jonas
Miejsce: mesa





- Matko, jaki jestem głodny. Zjadłbym konia z kopytami. - Daug powtarzał to samo po raz któryś z kolei gdy atakował widelcem swoją pieczeń.

- Znów taki zapierdziel na budowie, że nie ma kiedy załadować. - Rosjanin go poparł. Ale nie było się co dziwić. Prawie pół dnia spędzili poza bazą. A to sprawdzając anteny a to boję na powierzchni a ledwo wrócili musieli zaginać bo drona którego znów mało zgubił James. I to szybko bo ten denny muł był żarłoczny a tak zbity na masę ale niezbyt duży obiekt jak dron to mógł pochłonąć nie wiadomo kiedy.





- Jedzcie, jedzcie chłopaki, w pełni zasłużyliście na to i dokładkę. - Mac uśmiechnęła się do nich ciepło siedząc nad swoją porcją ale jedząc o wiele oszczędniej. No i nawet porcję miała mniejszą. W końcu to była jej kolacja a chłopaki dopiero nadrabiali z obiadem. Wiedziała też, że dobrze aby ktoś ich docenił i mile połechtał. Zwłaszcza kobieta. To znacznie minimalizowało ewentualne ryzyko wybuchu konfliktu i wpływu długotrwałego stresu który w tych warunkach sączył się mniej lub bardziej non stop. I kłótnia mogła wybuchnąć nie wiadomo kiedy i o co. O durny kubek czy kolejkę do prysznica albo sprzątania. Tego nie dało się uniknąć w tak ciasnej czasoprzestrzeni i w długich terminach przebywania ze sobą. Dlatego dobrze było zwiększać margines bezpieczeństwa zawsze kiedy się dało. Na przykład tu i teraz.

- No! Dobrze mówisz Mac! Cholera przy tym dronie to już myślałem, że zdechnę z głodu. - Kanadyjczyk ucieszył się, że mają poparcie Amerykanki która wyraźnie im sprzyjała i była spoko.

- A to będzie jeszcze dokładka? Jej. I to tak bez żadnych kartek dla członków partii? - Rosjanin też całkiem udanie udał zdziwienie co spowodowało, że roześmiali się chyba wszyscy przy stole. Doug chciał mu coś odpowiedzieć o tej Rosji, kartkach, partiach i w ogóle ale wtrącił się ich etatowy ponurak.





- No jak jest sztorm na górze to spróbujemy jutro tam popłynąć. Może już przejdzie i będzie można sprawdzić co z tą boją. Musimy odzyskać łączność ze światem. To priorytet. Utrata łączności zagraża nam wszystkim. - Norweg z prawie wygoloną na zero czaszką był właśnie tym który nie załapał się na te “prawie wszyscy się roześmiali”. Ale dał im się wyszumieć bo rozumiał, że obaj mogli być naprawdę głodni.

- Ktoś cię tu zrobił szefem? - Kanadyjczyk niby się uśmiechnął i zapytał żartobliwie. Ale szczerze mówiąc ten ponury Norweg coraz bardziej działał mu na nerwy. Czemu nie mógł im odpuścić chociaż na chwilę? Albo chociaż sobie. Z takim Tarasem czy Mac to jakoś z miejsca lepiej się gadało. Dlatego mimo uśmiechu ton i spojrzenie dość łatwo było przeczytać jako zaczepkę.

- Słuchajcie, rano przecież rozdzielamy zadania prawda? Przy śniadaniu. Zaczekajmy z tym do rana co chłopaki? - zawodowa psycholog z miejsca interweniowała niejako wchodząc pomiędzy tych kogucików. Wiedziała, że Jonas ma rację z tą łącznością. Ale też wiedziała, że to nie pierwszy raz sztorm zerwał im anteny na powierzchni czy nawet zniszczył boje. Wiedziała też, że dwójka po drugiej stronie Jonasa pracowała dzisiaj tak samo ciężko jak on aby załatać ten poranny Sajgon. Ale jako jedyni nie byli na obiedzie bo wtedy popłynęli po utopionego na dnie drona.

- Dobrze, może być jutro rano. Co z “dwójką” którą o dziwo tym razem nie zgubił tak całkiem nasz podwodny surfer? - po chwili zastanowienia Jonas postanowił trochę odpuścić. No właściwie to nie miał chłopakom nic do zarzucenia co do dzisiaj. Zrobili swoje, sprawdzili anteny, boję, odnaleźli i przywieźli drona. A jutro i tak postara się aby popłynęli jeszcze raz na powierzchnię. Łączność musiała być przywrócona tak prędko jak to możliwe i koniec. Inaczej mógł być koniec świata tam na górze a tutaj, na tym końcu świata by mogli to przegapić.

- Nie wiem. Był mniej więcej cały jak go zostawialiśmy w botowni. A teraz James miał sprawdzić co z nim jest. - Taras wzruszył ramionami i wgryzł się w soczystą pieczeń, zagryzając puree z ziemniaków. Jeszcze trochę sałatki i normalnie miejsce na deser.





- On chyba chce wrócić jutro do tej jaskini. - odezwał się milczący dotąd Augusto który wolał unikać stawania po którejś ze stron. I tak pewnie posłuchaliby go tak samo jak właśnie James dzisiaj.

- Zobaczymy. A co z Aurorą? - Jonas nie był do końca pewny czy jest sens płynąć znów do tej jaskini. Po co? Przecież to większa dziura w ziemi więc nie ucieknie prawda? A James nie miał monopolu na drony całkiem spora kolejka była skoro mieli tylko dwa z czego jak zwykle jeden był albo serwisowany albo był w rezerwie. Dwa dni pod rząd to chyba przesada. Ale miał niezbyt radosną rozmówkę z Mac, że podobno jest zbyt konfliktowy i momentami agresywny. I jeśli coś z tym nie zrobi to będzie musiała to wpisać w swoje akta medyczne. No a taki wpis nie byłby zbyt dobry. No nie pierwszy. Ale też tutaj jeszcze na szczęście takich nie miał to było o co walczyć. Obiecał jej i sobie, że się postara. Dlatego zmienił temat. Na ten podobno bardziej empatyczny.

- Już lepiej. Sprawdza konsolę łączności. Zaniosłam jej kolację i chyba od jutra już nasza Auri wróci. A właśnie, rano zdążyła odberać jeszcze wiadomość z zewnątrz. Przysłali wyniki tych badań co tak długo czekaliśmy. - ciemnowłosa lekarz i psycholog w jednej osobie pomachała małym nośnikiem danych wyjętym właśnie z kieszeni czym od razu przykuła uwagę wszystkich przy stole.

- O to świetnie. I jak Auri wraca za konsoletę to też. Z nią się lepiej nawija niż z jakimiś smutasami. - Doug roześmiał się trochę przesadnie i posłał tą drobną szpilę w stronę siedzącego po drugiej stronie stołu ponuraka. Noreg właśnie się zastanawiał czy posłać coś w odpowiedzi czy zignorować za to towarzysz Kanadyjczyka bez skrupułów się roześmiał trzymając z nim sztamę. I właśnie wtedy coś wybuchło. Światła zamigotały ale nie zgasły. Gdzieś w pobliżu dał się słyszeć przeszywający trzewia i nerwy odgłos naprężonego do granic wytrzymałości metalu. Jeśli puści… Nawet nie było dokąd uciekać. Cała czwórka zamarła patrząc ze strachem w oczach na siebie, na sufit i na otaczające ich ściany. Jeśli puści…

Nie puścił. Jeszcze. Za to prawie odrazu zawył alarm a z głośników odezwał się komputer ze swoim komunikatem. Alarm! Dronownia odcięta, uszkodzenie poszycia, przeciek! Alarm! A w dronowni powinien być James!


----




Wątek 1




Co wywołało alarm?



Bioskażenie - tąpnięcie spowodowało oderwanie czy rozerwanie się jakiejś grudy jaką był oblepiony dron. Z niej wydobyły się szkodliwe substancje jakie wykryły czujniki bazy i komputer odciął botownię od reszty bazy. Poza tym tąpnięcie spowodowało przeciek w pobliżu botowni.

Novum - w bazie wystąpił przeciek szkodliwych substancji. Ale takich jakich komputer nie ma w swojej pamięci więc na nie nie reaguje. Przeciek mógł nastąpić wraz z rozszczelnieniem się poszycia niedaleko botowni, w samej botowni z “dwójki” albo w biolabie.

Tąpnięcie - tąpnięcie dna. Sejsmiczne, może coś w pobliżu spadło na dno pechowo na jeden z budynków bazy, może tąpnięcie coś naruszyło i jeden z elementów bazy przewrócił się na drugi powodując lokalny przeciek w pobliżu dronowni.

Uderzenie - coś całkiem sporego dobija się do bazy. Celowo lub przypadkiem. Może potwór, może podwodna jednostka załogowa lub bezzałogowa albo jeszcze coś innego. Uderzenie spowodowało lokalny przeciek w pobliżu botowni.



Wątek 2




Jakie alarmujące wyniki badań przyszły rano?


Biosfera cieni - na dnie, w okolicach bazy odkryto cząstki biologiczne zbudowane na całkiem innej zasadzie od tego co jest na całej planecie. Jest to albo reliktowy ekosystem który wyewoluował niezależnie od głównego życia jakie zdominowało resztę planety albo życie z kosmosu. Do zbadania tego potrzebna jest biolog (Lisa).

Lawina - z pobliski stok okazał się nie tak stabilny jak przypuszczano. Nowsze badania wykazały, że może się coś z niego osunąć i min. zasypać bazę lub jej bezpośrednią okolicę. Do zbadania tych próbek potrzebny jest James.

Mutagen - na dnie, w okolicach bazy, odkryto silny, toksyczny środek. Któreś z państw w minionych dekad przypadkiem lub celowo zatopiło w tej okolicy pojemniki a może i cały statek z tym środkiem. Efektem ubocznym jest silna mutacja okolicznego ekosystemu. Do zbadania tego potrzebna jest Lisa i/lub Augusto.

Wada konstrukcji - jakiś element stacji okazał się wadliwy podczas symulacji i badań na powierzchni. Trzeba przeprowadzić odpowiednie badania na miejscu aby porównać wyniki z tymi przysłanymi a centrali. Do zbadania tego potrzebny jest Jonas i/lub Taras.


---


- Termin do głosowania do końca piątku (do północy VII.26).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 26-07-2019 o 00:40. Powód: 2x to samo zdjęcie.
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-07-2019, 04:01   #6
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 6 - 2075.01.12 sb g. 19:50

Czas: 2075.01.12 sb g. 20:00
Obsada: Daug i Jonas, epizodycznie Mackenzie
Miejsce: zalane pomieszczenie obok botowni



- Rozejść się, rozejść! Nie ma tu nic do oglądania, nie róbcie zbiegowiska. Wracajcie do swoich zajęć, my się tym zajmiemy. - głos Jonasa zapanował nad kilkuosobową grupką która w ciągu paru chwil zbiegła się z różnych zakamarków bazy albo pytała przez komunikatory co się dzieje. Co prawda alarmy i ekrany mówiły co się dzieje no ale wiadomo, człowiek jakiś spokojniejszy jak uzyska potwierdzenie od drugiego człowieka niż bezosobowej maszyny.

A co się stało? No teraz już było wiadomo. Coś przebiło się przez poszycie jednego z pomieszczeń no i nastąpił przeciek. Nic fajnego, nic przyjemnego i przez mały bulaj w drzwiach widać było jak woda wypełnia pomieszczenie. Całkiem szybko. Stracili jedno z pomieszczeń. No ale komputery, procedury i grodzie bezpieczeństwa zadziałały jak trzeba więc nie było zagrożenia dla reszty bazy.

- Jonas ma rację, chłopaki sobie na pewno z tym poradzą. Chodźmy i nie przeszkadzajmy im. - Mac poparła Norwega nie chcąc ani go jątrzyć ani dyszeć mu w kark gdy będą główkować co dalej zrobić. Zresztą niezbyt im mogli pomóc to była inżynierska sprawa a reszta mogła im najwyżej w tym kibicować albo zająć się czym innym. No a mieli się czym zajmować. Na przykład Jamesem odciętym w botowni.

Norweg w tym czasie próbował oszacować straty. Ale słabo mu szło. Raz, że przez bulaj słabo coś było widać bo wewnątrz światła zgasły a dwa bulaj już zalewała woda. - Aurora daj mi coś z kamer. Cokolwiek. Nic tutaj nie widać. - powiedział do interkomu. A ten przeniósł głos do centrum łączności gdzie znów urzędowała Francuzka. Stał wsłuchując się w lodowaty kocioł bąblujący się ledwo kilka kroków od niego. Tylko za ścianą i śluzą. Słyszał też jak pracują pompy próbując odessać nadmiar wody. Pewnie tylko dlatego jeszcze woda całkowicie nie zalała pomieszczenia. Ale pompy nie dawały rady więc przebicie musiało być spore. W takim razie woda w końcu zaleje całkowicie te pomieszczenie. No chyba, że coś zrobią. Rozmyślania przerwały mu obrazy z kamer zewnętrznych i głos Aurory która je przesłała.

- Wewnątrz kamery nie działają. Komputery odcięły zasilanie. Z drugiej strony jest botownia a tam gdzie jesteś to sam widzisz. Ale mam obraz z zewnątrz. To sam zobacz jak to wygląda. - dziewczyna powiedziała szybko i zdecydowanie gdy mówiła o tym na czym się znała. I rzeczywiście Knudsen widział coś na zewnątrz. Tylko sam nie miał pojęcia na co właściwie patrzy. Rozpoznawał fragment bazy i w tym uszkodzonego modułu. No ale przez ten cały chaos w wodzie buszowały tumany ciemnych osadów skutecznie zasłaniających miejsce zdarzenia jak najlepsza zasłona dymna.





- To na czym stoimy? - za sobą usłyszał głos Kanadyjczyka. No i dudniące kroki pancernego skafandra jaki ten poszedł ubrać i właśnie wraca.

- Nie wiem. Mamy przeciek. Już z połowę pomieszczenia zalała woda. Wewnątrz kamery nie działają bo nie ma zasilania. A na zewnątrz działają ale jest taka chmura, że też nic nie widać. Zresztą sam zobacz. - Norweg odsunął się aby pancerne cielsko skafandra mogło zatrzymać się i nachylić nad panelem. Te skafandry nawet w wodzie wydawały się niezdarne ale bez niej poruszały się karykaturalnie jak jakaś parodia ruchów człowieka. Doug oglądał chwilę to co Aurora znalazła na kilku najbliższych zewnętrznych kamerach. No ale Jonas miał rację, nie było właściwie co oglądać.

- Jak myślisz, co to mogło być? - Kanadyjczyk zostawił te mało użyteczne ekrany i machnął ręką. Tak odruchowo i dosłownie co czujniki skafandra przełożyły na machnięcie ciężkimi manipulatorami jakie ADS miał zamiast dłoni. Podszedł do zewnętrznych drzwi śluzy między pomieszczeniami.

- Trudno powiedzieć. Może coś spadło z góry. A może wstrząs spowodował pękniecie jakiegoś słabszego miejsca. Spróbuj się rozejrzeć i znaleźć przeciek. Powiedz jak to wygląda. Może da się coś zrobić to się go zatka i odpompuje wodę. A jak nie no to nie. - Norweg nie lubił się przyznawać do niewiedzy no ale obecnie potrzebował danych aby coś zdiagnozować i zaordynować. A tych danych jak na razie mógł mu zapewnić tylko ich nurek jaki właśnie stał w stroju blaszanego drwala tuż obok niego.

- No to idę. - Doug złapał manipulatorami pokrętło drzwi i odkręcił je bez większego wysiłku. - Módl się żebym nie utknął bo będzie kicha. - rzekł z uśmiechem do asystującego mu inżyniera gdy schylał się aby zmieścić się w śluzie. Śluzy i kombinezony miały być ze sobą kompatybilne. No i niby były. Ale to były właśnie wąskie kichy dla kogoś w ciężkim skafandrze. Trudno było się obrócić i wydawało się, że znalazł się w za ciasnej szafie, wszędzie była jakaś ściana, sufit czy podłoga.

- Idź, zamknę za tobą. - Knudsen machnął do niego ręką i zamknął za nim drzwi zdając sobie sprawę jak trudno się w takim kombinezonie odwrócić aby to zrobić. A potem podreptać w miejscu jeszcze raz aby otworzyć kolejne. Metal szczęknął o metal, zgrzytnęły rygle i światełka pokazywały pełną szczelność małego pomieszczenia. - Czysto! Możesz działać! - mimowolnie podniósł głos jakby trzeba było krzyczeć do kogoś za normalnymi drzwiami czy ścianą. Chociaż przecież mieli komunikatory.

- Dzięki. No to uwaga to mały krok dla ludzkości… czy jakoś tak… - Daug pozwolił sobie na mały żarcik gdy otwierał drugie drzwi śluzy. Ledwo rygle szczęknęły gdy do śluzy wdarła się woda. Mimo skafandra czuł jej napór i siłę. Ale poczekał aż wyrówna poziom z resztą pomieszczenia co stało się właściwie w mgnieniu oka. Włączył reflektory skafandra i zaczął oświetlać zalane pomieszczenie. Co mogło to pływało jak jakieś puste pojemniki, co mogło to wystawało z wody jak regały i szafki no a reszta była już pod powierzchnią kotłującej się wody. A samej woda już sięgała kombinezonowi do piersi. Niedługo pewnie woda całkiem zaleje to pomieszczenie.

- I jak to wygląda? Widzisz przeciek? - w słuchawce nurek usłyszał pytanie Norwega który był ledwo kilka kroków dalej no ale po tej suchej części bazy.

- Ciemność widzę. - Kanadyjczyk odparł po chwili zwłoki jaką potrzebował na rozejrzenie się po jeszcze widocznej nad wodą części czarnej wody. No woda wlewała się w takim tempie, że raczej nie dałoby się przegapić takiego otworu. Ale nic takiego nie widział.

- Nie ma? To pewnie jest pod powierzchnią wody. Obejdź wszystkie ściany. - Knudsen poradził swojemu koledze. No to już coś się wyjaśniło. Przeciek widocznie był pod wodą. Chociaż nadal nie było wiadomo jaki i gdzie a bez tego trudno było coś szacować i planować.

- Dobra, dobra. - Doug po cichu zgrzytnął zębami. Jon słusznie mu radził i chciał dobrze. No ale do cholery, przecież Baker nie był nurkiem od wczoraj nie? Ruszył w stronę najbliższej ściany. - Au! - syknął i zachwiał się gdy wpadł na coś co było pod wodą i zachwiał się. - Cholera! - warknął gdy walczył o zachowanie pionu.

- Co się stało? - Jonas zapytał czujny i lekko zaniepokojony. Przez bulaj już właściwie nic nie widział to zostało mu tylko słuchowisko od tego co się dzieje po drugiej stronie śluzy. Ale i tak gapił się w ten bulaj bo co mógł robić innego? Czuł się bezradny i sfrustrowany swoją mizerną użytecznością. Musiał czekać na wieści od człowieka wewnątrz skafandra i dopiero wtedy mógł coś zacząć działać. Zastanawiał się czy samemu też nie ubrać skafandra i tam wejść i rozejrzeć się na miejscu.

- Nic. Wpadłem na coś. Chyba jakiś stół. - burknął z niechęcią Doug. Właściwie to chyba wszedł w najgorszym momencie. Gdyby wody było mniej to widziałby co z niej wystaje i mógłby omijać te pszeszkody. Gdyby było więcej to pracowałby swobodnie jak pod wodą. A tak to miał tej wody już prawie po dolną krawędź hełmu ale jeszcze nie na tyle by widzieć co się dzieje pod wodą. A światło reflektorów chociaż ładnie oświetlało wolną od wody przestrzeń to odbijało się od mętnej od mułu wody przez co nie widział kompletnie co jest pod powierzchnią. No i wpadał teraz na te wszystkie stoły i szafki pod spodem. A pewnie co nie było przyśrubowane na stałe to woda pewnie i tak przesunęła gdy się tu wdarła. To nawet na pamięć trudno było się poruszać po znajomym pomieszczeniu.

- Zanurzam się. Nic nie widzę na powierzchni. - w końcu Kanadyjczyk się zdecydował pochylić. Nie było to zbyt wygodne w tym pancerzu no ale nie miał wyjścia. Przeciek musiał być gdzieś pod wodą. Ostrzegł jednak Norwega aby ten nie niepokoił się gdyby światła skafandra zniknęły mu z oczu.

- Dobra, przyjąłem. - Jonas przyjął wiadomość spokojnie. W końcu i tak mu zostawało właściwie czekać na wynik oględzin tego pomieszczenia za ścianą.

- Cholera, woda jest mętna. Uderzenie musiało wzbić muł. Wlewa się razem z wodą. Pracuję prawie po omacku. W tych warunkach to znajdę tą dziurę jak w nią wpadnę. - brodacz próbował zachować pogodę ducha ale warunki pracy były bardzo złe. Zastanawiał się czy lepiej nie dać sobie z tym spokój i dać wodzie zalać pomieszczenie i pozwolić się ustać to by warunki były klarowniejsze i lepiej by się pracowało. Ale obszedł już jedną ścianę i drugą no i trzecią ale nic nie znalazł. Właśnie kończył sprawdzać ostatnią gdy znów zdawało mu się, że coś otarło się o pancerz. Coś tu pływa? Tych otarć w zagraconym pomieszczeniu było całkiem sporo. Woda przewalała pod wodą lżejsze rzeczy, może nawet wwaliła coś z zewnątrz to się szurało wszystko w tym kotle czarownic. No i część z tego wszystkiego trafiała w ASD albo ASD zderzał się z tymi podwodnymi gruchotami. Trochę denerwujące. Jakby co chwila ktoś stukał albo drapał po skafandrze. Co dawało wrażenie jakby ktoś niewidzialny stał tuż za plecami nurka. A w tej mętnej wodzie no nie było to niemożliwe. Chociaż na pewno głupie i irracjonalne.

- Chyba coś czuję. Chyba jakiś nurt. - Bakerowi wydawało się, że poczuł na nogach jakby podwodny strumień. Czyżby znalazł się w pobliżu źródła przecieku? Postąpił krok i kolejny i był już pewny, że jest na dobrym tropie.

- Dobrze, bądź ostrożny. Staraj się ocenić rozmiar. - Jonas machinalnie przytaknął głową chociaż ten wewnątrz zalanego pomieszczenia nie mógł tego zobaczyć. I nagle usłyszał płynące z głośnika okrzyki zaskoczenia i strachu. - Doug! Co tam się dzieje?! - krzyknął zaniepokojony w głośnik.

- Niee… nic… znalazłem przeciek. Właściwie on znalazł mnie. Naprawdę wpadłem do dziury. Chyba coś tu się wbiło i przebiło poszycie. I… ej… no co jest? - Doug skarcił siebie za ten moment paniki gdy grunt nagle uciekł mu spod nóg i ciężki skafander przewalił się bezwładnie na zatopioną podłogę. Leciał i leciał w tej gęstej zupie łatwo było stracić orientację. Nie widział nawet końcówek swoich ramion więc w końcu po prostu opadł na sam spód i wtedy się zorientował, że jest na dole. No i znalazł przeciek. Widział jak woda tutaj buzuje a jeszcze swoje dorzucały pompy które przy ścianach zasysały co się dało do środka. Ale poczuł coś. Na bucie i nodze. Zaplątał się o coś?

- Co tam się dzieje Doug? - Jonas zmarszczył brwi przeklinając znowu swoją niewiedzę. Musiał polegać na komunikatach Kanadyjczyka. A wydawało się, że chociaż znalazł przeciek to… no właśnie co?

- Chyba się zaplątałem. Nogi w czymś mi uwięzły. Zaraz wstanę. - wysapał nurek próbując się wyplątać z… Co tam było? Jakieś kable? Wodorosty? Cholera wie. Nie mógł aż tak się odwrócić by spojrzeć na swoje buty a w tak mętnej wodzie nawet gdyby mu się udało to i tak by nic nie dostrzegł. Ale jakieś dziwne były te kable. Wydawało mu się, że się ruszają. Pewnie to przez ten prąd wodny co nimi poruszał. Chyba tak. Niestety skafander ADS do takich precyzyjnych ewolucji słabo się nadawał nawet dla doświadczonego nurka.

- Ej! Kurwa! Tu coś jest! Cholera to się rusza! - Jonas przed zamkniętymi drzwiami śluzy słuchał sapań i stękania nurka który próbował ledwo kilkanaście kroków dalej a w tak bardzo innym świecie. W świecie wiecznego mroku, zimna i olbrzymiego ciśnienia przed którym chroniły go tylko te drzwi i ściany. No albo skafander ADS jak Douga. Ale w pewnym momencie Baker zaczął krzyczeć z wyraźnym zdenerwowaniem. Coś tam się rusza? O czym on mówił?

- Spokojnie Doug, sprecyzuj co tam jest. - poradził mu próbując jednocześnie uspokoić zdenerwowanego nurka. Ale brzmiało to dość niepokojąco. Co mogło tak zdenerwować tak doświadczonego nurka jak Baker?

- Kurwa sam sprecyzuj! Tu coś jest! Nie widzę nawet własnych rąk! Coś mnie atakuje! Cholera chyba mnie ściąga na dół do dziury! - Doug był już przestraszony nie na żarty. Próbował sięgnąć ramieniem aby odgonić to coś co tu chyba pływało. Cholera nawet jak to jakieś kable to chciał cholerstwo złapać i przyciągnąć do szyby hełmu aby się upewnić, że to tylko kable. Bo cholera co innego?! Cholera co mogła atakować taki pancerny kloc jak ADS?!

- Spokojnie Doug, nie panikuj. Spróbuj wstać. Tam na pewno nie ma nic co może przebić kombinezon po prostu wstań. - Norweg czuł się dziwnie w roli jaką chyba zwykle Mac do niego samego przemawiała. Ale też czuł niepokój. Co tam się działo?! Sam nic nie widział. Miał ochotę powiedzieć, że pewnie prąd ściąga Douglasa do dziury no ale woda przez dziurę powinna wpływać a nie wypływać. Coś go poruszało? ADS? Przecież to ważyło z Dougiem z pół tony. Pewnie się zaplątał i tylko mu się tak zdawało w tych ciemnościach. Tak, na pewno, tak to było najbardziej racjonalne wyjaśnienie. Ale słyszalna w głośnikach szarpanina i krzyki nurka szarpały nerwy.



Czas: 2075.01.12 sb g. 20:00
Obsada: James, Augusto, Taras, Mackenzie, Lisa i głośnikowo Aurora.
Miejsce: biuro obok botowni



- Spokojnie James, bez nerwów, zaraz coś wymyślimy. - z głośnika doleciał do geologa kojący, budzący zaufanie głos Mac. Dawał nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Wbrew temu co się tutaj działo. A nie działo się dobrze.

- Jestem spokojny jak tylko mogę. Tylko wiesz, stoję sobie w pomieszczeniu gdzie zgłoszono alarm o skażeniu biologicznym. - blondyn starał się, naprawdę starał się zachować spokój. Ale odkąd w głośnikach gruchnęło ostrzeżenie o skażeniu no wciąż był w stanie tuż przedzawałowym. Jak to kurwa skażenie biologiczne!? Jak on był w środku?! Jakaś pieprzona pomyłka, ten cholerny komp musiał coś skrewić! No ale za ścianą już reszta zespołu była i główkowała co dalej zrobić. No lepiej by szybko coś wygłówkowali.

- Oczywiście James. Dam ci teraz Augusto dobrze? Ja muszę pogadać z Lisą. Nie bój się nie zostawimy cię samego. - pani psycholog ustąpiła miejsca przy głośniku włoskiemu oceanologowi. Uśmiechnęli się do siebie gdy się mijali i Amerykanka przeszła do sąsiedniego pomieszczenia aby się naradzić co dalej zrobić a Włoch zajął jej miejsce. Wiedziała, że nie mogli zostawić Jamesa samego ze swoimi strachami bo mógłby zrobić jakieś głupstwo w tak stresowej sytuacji.

- No cześć stary. Trochę kaszana co? - Włoch nie czuł się za dobrze w roli negocjatora jaką wepchnęła mu Mac i reszta. ~ To ona jest psychologiem, ona powinna z nim gadać. ~ zżymał się w duchu. No ale rozumiał, że była taka potrzeba chwili. Ci od biologii i zdrowia musieli wymyślić jak wyciągnąć ich geologa no a on miał zapewnić mu głosowe towarzystwo i wsparcie. Szczerze mówiąc to kiepsko to widział. I siebie jako negocjatora i narwanego geologa jako ofiarę skażenia. Marnie oceniał szanse ich obu. Dobrze, że sam był po właściwej stronie śluzy. A co tu wymyślić? No wszystkie rozwiązania znali wszyscy. Dziwił się, że James i tak jakoś dzielnie się trzyma. Pewnie wierzył, że jakoś mimo wszystko go uratują.

- No cześć Augusto. No trochę kaszana. - przyznał Amerykanin i jęknął w duchu. Że też ze wszystkich z załogi trafił mu się ten smutas do pogawędek. Ale właściwie i tak cieszył się, że ktoś tam jest. Jakiś żywy człowiek a nie same, bezduszne komputery.

- Jakie mamy opcje? - Mac w tym czasie usiadła przy stole spoglądając na ich małe grono. Poza nią siedzieli tu tylko Taras jako spec od podwodnych konstrukcji i materiałów no i Lisa jako drugi lekarz i spec od biologii. Czyli też i od skażeń biologicznych. Doug i Jonas próbowali coś zrobić z tym przeciekiem za botownią a Aurora pełniła dyżur w centrum łączności. Ją mogli chociaż włączyć do telekonferencji.

- Komputer wykrył skażenie biologiczne krótko po tym wstrząsie. Nie wiemy czy to przypadek czy jakiś skutek uboczny. Więc komputer odciął skażone pomieszczenie i zamknął James’a w środku. - Rosjanin pogładził swojego wąsa i wolną ręką wskazał na dane wyświetlane na ekranie jakie przesłała im Francuzka.

- Nie wiemy co jest źródłem zakażenia. Może coś przedostało się od tego tąpnięcia. Albo “dwójka” coś przywlokła. Nie miałam jeszcze czasu przyjrzeć się wskazaniom czujników ani szansy aby zbadać próbkę. A te dane z czujników są jakieś dziwne. Dlatego jeszcze niezbyt wiem z czym mamy do czynienia. - Niemka zajęła się swoją specjalnością czyli samym skażeniem. Oczywiście miała doświadczenie z badaniem próbek no ale w tej chwili nie miała żadnej próbki do zbadania. Wszystko co było zostało w odciętej botowni. A to co zdołała przejrzeć z czujników było zbyt skomplikowane i sprzeczne by to tak na szybko oszacować. Zresztą czujniki reagowały na to co komputery miały w pamięci i podawały zbliżone rozpoznanie. Było to dobre dla laików ale niekoniecznie satysfakcjonowało prawdziwego lekarza, biologa i naukowca.

- Aurora mówi, że botownia zachowała szczelność. Więc to co tam jest nie przedostanie się do nas. No ale jakoś musimy wyciągnąć James’a. Jakie mamy opcje? - lekarka streściłą czego sie dowiedziała od Auri i popatrzyła na dwójkę rozmówców. Ci popatrzyli po sobie trochę zakłopotani i w końcu po chwili ciężkiego milczenia odezwał się Gorbunov.

- Według procedur powinniśmy przeprowadzić procedurę dekontaminacji. No ale James raczej tego by nie przeżył. - przyznał niechętnie to co wiedzieli wszyscy, łącznie z zamkniętym w skażonym pomieszczeniu geologiem. A o czym aż trudno było myśleć. No to było dla reszty baz i załogi najbezpieczniejsze wyjście. Odkazić całe pomieszczenie. Gdzie promieniowanie uv, trujące chemikalia powinny zabić i wypalić wszystko co żyje. Jednak z Jamesem włącznie. Musiałby zginąć aby reszta z nich była bezpieczna. Czy byli gotowi na takie rozwiązanie?

- A coś innego? - Mac na razie wolała nie rozważać tego wariantu. Pokręciła głową i czekała aż te łebskie głowy wpadną na jakiś genialny pomysł.

- Mogę obejść zabezpieczenia i przejść na sterowanie ręczne. Wtedy będzie można otworzyć grodzie. Ale to nic nie robi z samym zakażeniem. - z ekranu swoją propozycję jako pierwsza rzuciła Aurora. No tak. To by pozwoliło zabrać stamtąd James’a. No a potem można by odkazić puste pomieszczenie. Ale jeśli James już jest nośnikiem jakiegoś zjadliwego syfu? Wtedy zaraza może wraz z nim roznieść się po reszcie bazy. Dlatego Francuzka rzuciła tym pomysłem bez zbytniego zaangażowania i przekonania.

- Można by wejść w kombinezonach, ubrać go w kombinezon i zabrać do izolatki. W śluzie byśmy przeszli dekontaminację. - Lisa rzuciła swój pomysł. No niby powinno się udać. Wejść, ubrać James’a w kombinezon i przejść do śluzy. Tam przejść procedurę odkażania i wyjść w korytarzu. James na wszelki wypadek nie zdejmowałby swojego kombinezonu aż do izolatki. Tylko czy to zadziała? Procedura odkażania była dość standardowa, przecież nie mieli tutaj żadnej broni biologicznej. Czy to wystarczy na to coś co uruchomiło czujniki? Bez badań tego nie wiedziała. - Moglibyśmy poczekać aż zrobię badania. Ale czekanie zwiększa ryzyko, że James też to złapie. Jeśli już tego nie ma. Nie wiemy jak to się przenosi, drogą kropelkową, przez powietrze, dotyk, krew czy jeszcze inaczej. Bez badań nie będziemy tego wiedzieć. - westchnęła biolog przyznając się do tych dwóch sprzecznych ze sobą biegunów.

- A może niech popłynie dołem? - Taras niespodziewanie zwrócił się z własnym pomysłem. Obie kobiety popatrzyły na niego ze spojrzeniami sugerującymi aby jakoś wyjaśnił swój pomysł. - Śluza na zewnątrz działa. Można wziąć ADS i zabrać drugi dla James’a. On go ubierze i znów wyjdziemy na zewnątrz do śluzy głównej. On sam będzie wewnątrz ADS więc chyba mógłby cało wrócić do nas nie? - Rosjanin jako konstruktor i podwodny architekt myślał innymi kategoriami niż lekarze i biolodzy. Więc i dostrzegł inną drogę ewakuacji zagrożonego geologa. Cała trójka popatrzyła na siebie. No mieli jakieś opcje i musieli się na którąś zdecydować i to dość szybko.


----




Wątek 1



Co atakuje nurka?



Macka - do środka wpełzła macka czegoś większego. Złapała Douga i próbuje go wywlec na zewnątrz. Rzut na k10. 1 udaje się Dougowi oderwać kawałek macki i przynieść do zbadania. 2-6 wyzwolenie się z uchwytu i bezpieczny powrót do śluzy. 7-9 nurek zostaje wyszarpany na zewnątrz. 10 zostaje rozerwany skafander i Doug ginie.

Mała ryba - coś wielkości szczupaka. Z powodu dość małych rozmiarów trudne do trafienia lub złapania. Ma jednak na tyle mozne zęby by uszkodzić a nawet przerwać wrażliwsze części ADS. W zamieszaniu Dougowi wydaje się, że coś go ściąga. Rzut k10. 1-ka oznacza schwytanie jej żywego stworzenia. 2-3 to trafienie ryby i przegonienie jej na zewnątrz. Na 4-6 oznacza odpędzenie ryby od nurka ale dalej pływa gdzieś w pomieszczeniu. 7-9 w zamieszaniu skafander ulega rozdarciu ale jeszcze uda się Dougowi wrócić na czas do śluzy. Na 10 nie uda mu się i nurek ginie.

Potwór - do środka próbuje się dostać jakaś morska poczwara o gabarytach zbliżonych do nurka w ADS. Pochwyciła Douga biorąc go za posiłek lub konkurenta. Rzut k10. 1 Dougowi udaje mu się oderwać jakąś część ciała do zbadania. 2-4 oznacza, że Doug wyzwolił się z uchwytu i przegonił stwora na zewnątrz. 5-7 zostaje nurek wyrzucony na zewnątrz. 8-9 skafander ulega uszkodzeniu ale udaje mu się oderwać od potwora i wrócić do śluzy. Na 10 potwór miażdży lub rozrywa skafander i nurek ginie.

Węgorz - spory węgorz elektryczny wpłynął do środka. Wabi go elektryka więc zainteresował się naładowanym elektryką i elektroniką skafandrem ADS. Żmijowate coś próbuje dostać się do środka pancerza przy okazji działając jak EMP. Rzut k10. 1 Dougowi udaje się schwytać stwora. 2-3 nurkowi udaje się przegonić stworzenie na zewnątrz. 4-6 Kanadyjczyk jedynie odgania stwora od siebie ale dalej gdzieś pływa w pomieszczeniu. 7-9 stwór powoduje paraliż ADS. Ciężki skafander nieruchomieje i opada na podłogę z uwięzionym w nim nurkiem. 10 impuls był zbyt silny i zabija nurka.



Wątek 2



Co zrobić ze skażeniem w botowni?


Czekać na badania - można poczekać aż Lisa zbada dane przesyłane z komputera. To powinno rozjaśnić sytuację z czym ma się do czynienia ale zwiększa szansę, że James zostanie zakażony nieznanym patogenem.

Pełna dekontaminacja botowni - standardowa procedura do odkażania w takich wypadkach. Promieniowanie uv, temperatura i gaz powinny zabić większość szkodliwych mikrobów. Ale zabije też James’a. Nie jest do końca pewne czy zabije ten nowy patogen. Możliwe, że jakieś formy przetrwalnikowe przetrwają tą procedurę.

Podwodna eskapada - dwie osoby mogą ubrać ADS i wziąć trzeci dla Jamesa. Mogą przejść się na zewnątrz bazy i wejść przez bramę jaką zwykle używają boty. Nie wiadomo czy w obecnych warunkach wychodzenie na zewnątrz jest bezpieczne. Gdyby się udało można by wrócić z Jamesem do środka bazy a potem odkazić już pustą botownię.

Wejść w skafandrach - jedna lub dwie osoby mogą ubrać skafandry antyskażeniowe i wejść do botowni. James ubrałby się w przyniesiony kombinezon antyskażeniowy a następnie wszyscy wróciliby do śluzy poddając się tam procedurze odkażania. Nie jest do końca pewne czy procedura wystarczy aby zlikwidować nowy patogen więc jest ryzyko przeniesienia skażenia na skafandrach lub członkach załogi jacy wrócą z botowni.


---


- Termin do głosowania do końca niedzieli (do północy VII.28).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 29-07-2019 o 01:22.
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-07-2019, 02:23   #7
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 7 - 2075.01.13 nd g. 10:20

Czas: 2075.01.13 nd g. 10:20
Obsada: Lisa i Augusto
Miejsce: biolab




Ładna, zgrabna blondyka, z jasnymi oczami i włosami splecionymi w gruby warkocz i białym fartuchu siedziała zgarbiona wpatrując się w okular mikroskopu. Obserwowała i widziała a mimo to nie mogła uwierzyć. Jeszcze nigdy nie widziała czegoś takiego! Nawet nie słyszała. No może jakieś plotki, niezrealizowane projekty, różne teorie… Ale nic co by miała okazję wziąć pod lupę jak teraz. Odwróciła się bo usłyszała brzęczyk od drzwi.

- Lisa? To ja, chciałaś, żebym przyszedł. - w interkocmie dał się słyszeć głos Augusto. Dobrze, że przyszedł! Musiała zasięgnąć jakiejś innej opinii a z całego zespołu on miał najlepsze referencje. W końcu był klimatologiem i oceanologiem. Wstała więc i podeszła do drzwi. W końcu to był biolab więc miał dodatkowe środki bezpieczeństwa. Nie, żeby tu prowadzono badania nad jakąś brionią biologiczną no ale takie były przepisy bezpieczeństwa. Więc nie można było tak sobie po prostu wejść czy wyjść z tego laboratorium. Trzeba było przejść przez śluzę z różnicą ciśnień które powodowało, że powietrze miało utrudnione zadanie aby przedostać się z wnętrza laboratorium do śluzy a ze śluzy na zewnętrz.

- Dobrze, że jesteś, wejdź proszę. - blondynka wcisnęła potrzebny przycisk i drzwi do śluzy otwarły się. Do środka wszedł Włoch i drzwi zamknęły się. Został odkażony przez dmuchawy i dopiero otworzyły się drzwi do wnętrza laboratorium.

- Coś się stało Lisa? - Augusto popatrzył pytająco na blond gospodynię. Jej wezwanie było dość enigmatyczne, ot, że prosi go aby przyszedł i tyle. Ale brzmiało tyleż tajemniczo co ponaglająco. Więc kompletnie nie wiedział czego się spodziewać.

- Tak, usiądź proszę i spójrz na to. - Niemka wskazała na dopiero co zwolnione miejsce przy mikroskopie. Cremonesi popatrzył na nią pytająco ale, że nie doczekał się żadnej wskazówki to zajął to miejsce i popatrzył przez okular. Popatrzył i zdębiał. Podniósł głowę aby spojrzeć jeszcze raz na Lisę i chciał coś powiedzieć. Ale słowa uwięzły mu w gardle. Więc jeszcze raz spojrzał. I przyglądał się dalej. Na swój sposób to było nawet fascynujące. Nie dziwił się, że Lisa była taka tajemnicza i podekscytowana.

- Co to jest? - zapytał nie odwracając wzroku od okulara i podziwiać mikroświat uwięziony w próbce nie większej niż przeciętna kropla wody.

- No cóż… Tak dokładnie to sama nie jestem pewna. - Ziegler rozłożyła ręce i oklapła je z powrotem do swoich boków. No właśnie dlatego potrzebowała ekspertyzy kogoś jeszcze. No może jeszcze poprosić Mac no ale ona raczej specjalizowała się w anatomii, biologii i psychologii ludzi.

- No nic dziwnego. A skąd to masz? - naukowiec z Włoch nie odrywał oczu od okulara, zupełnie jak do niedawna jego koleżanka z Niemiec.

- To próbka jaką James przywiózł swoim dronem z tej jaskini co wczoraj znalazł. - tego akurat biolog była pewna więc przynajmniej to mogła podać bez wahania.

- To znaczy, że tego tam jest więcej? - oceanolog zadał pytanie chociaż sam sobie od razu z miejsca na nie odpowiedział. No pewnie, że było więcej! Lisa też tak uważała bo pokiwała twierdząco głową.

- To jeszcze nic. Zobacz, tu jest prawdziwa bomba. - wskazała długopisem na ekran na jakim zdążyła dopiero dość pobieżnie przejżeć co wczoraj przysłano im z centrali.

- Nie, nie... to niemożliwe... to musi być jakaś pomyłka... przecież to jest w ogóle źle zbudowane! - Włochowi po paru przwinięciach ekranu w oczy rzucił się schemat budowy komórki. No niby komórki. Tylko wszystko było źle opisane! Przecież nie było takich komórek na całej planecie! Ani teraz ani kiedykolwiek! Chyba... Chyba, że...

- Biosfera cieni. Mamy to Gusto. Mamy to! - Lisa nie wytrzymała i musiała się z kimś podzielić tym epokowym odkryciem. Roześmiała się i objęła z tej radości oceanologa. Mieli to! Mieli dowód na alternatywne życie na tej planecie! Zbudowane na całkiem innych zasadach niż wszystko co nauka znała do tej pory! To dawało nadzieję, że nie są sami we wszechświecie! Że życie może powstać nawet w bardzo niesprzyjających okolicznościach i na wiele różnych sposobów skoro na jednym globie istniały dwa niezależne od siebie biosystemy!


---


Wątek 1



Jakie właściwości mają mikroorganizmy z jaskiniowej próbki?


kryształowce - krystalizują otoczenie, w tym organizm nosiciela. Jest jednak szansa zmodyfikować je tak by tworzyły skuteczną warstwę izolującą.

mutatory - deformują kod genetyczny nosiciela przekształcając go w coś innego. Jest szansa, że pewne mutacje mogą się okazać korzystne dla nosiciela.

metalowce - mikroorganizmy odżywiają się wyrobami metalowymi. Przy pewnej modyfikacji genetycznej można przekształcić je w powłokę ochronną metali gdy produkt przemiany ich materii będzie miał właściwości ochronne.

pasożyty - namnażają się w żywych komórkach nosiciela osłabiając go, powodując silną niewydolność a w końcu zapaść i śmierć organizmu. Mogą zostać użyte jako szczepionka jeśli zmodyfikuje się je tak by żywiły się odpowiednim gatunkiem mikrobów.



---


Czas: 2075.01.13 nd g. 10:20
Obsada: Aurora
Miejsce: centrum łączności





- Jesteś pewna, że to już wszystko co nam wczoraj przysłali? - siedząca za konsoletą łączności informatyczka usłyszała jedno z tych pytań jakiego się opowiadała. Ukryła zdenerwowanie chowając twarz za kubkiem z którego upiła łyka herbaty. Postanowiła zaryzykować.

- A co? Coś nie tak? - Aurora odpowiedziała pytaniem zerkając na ekranie na którym miała łączność z batyskafem.

- No nic. Po prostu to wszystko jest trochę dziwne. A dalej nie ma łączności to nie możemy po prostu zadzwonić do centrali aby zapytać o co im właściwie chodzi. - w głośniku rozległ się głos Kanadyjczyka który był w batyskafie. Okazało się, że to jeden z tych sztormów co nie kończą się w jeden dzień więc trwał nadal. Więc nadal niewiele mogli poradzić na uttatę kontaktu z resztą świata. Ale za to mogli się zająć tym co wczoraj przed sztormem jeszcze zdołała im przesłać centrala. No a przesłała naprawdę ciekawe rzeczy. Albo dziwne. Może nawet troszkę niepokojące. Zależy jak rozłożyć akcent.

- Chłopaki nie chcę was martwić ale to wy pobraliście te próbki które potem wysłaliśmy do centrali a teraz centrala przysłała wyniki. Ja tu tylko maile odbieram. - Francuzce tak ulżyło, że aż się uśmiechnęła. Więc nie chodziło o nią! Zdawała sobie sprawę, że w końcu sprawa z jej przeszłością pewnie w końcu się rypnie no ale nie chciała tego przyśpieszać. A zawodowo to mogła sobie poradzić z tym co od niej tutaj wymagano.

- No tak, tak, wiesz, już jesteśmy właściwie na miejscu. Tylko te próbki to zebrała poprzednia zmiana my tu jesteśmy pierwszy raz. Tak się streszczają tam na górze. A tu jest niezły Sajgon. Nie wiem skąd dokładnie wzięli te próbki. - brodacz przyznał z zakłopotaniem bo niezbyt wiedział jak ma opisać to co widzi z batyskafu. “Bogata rzeźba dna”. Tak to cwaniaczki nazwali w raporcie. No w sumie racja. Tylko podany namiar nie był zbyt dokładny. Miał do wyboru przynajmniej dwa albo trzy rowy czy raczej jeden jaki się poniżej rozgałęział.

- A nie ma tam gdzieś James’a? Przydałby się. Mnie się wydaje, że to nieważne z której odnogi weźmiemy próbki. Wszystkie są na tyle blisko, że jak to cudo to jest to pewnie da się złapać w próbkę. - do rozmowy włączył się Taras który ostrożnie prowadził batyskaf w tej podwodnej dolinie. Właściwie to raczej kanionie.

- No Mac mówi, że James jeszcze trochę posiedzi w izolatce. Ale poczekajcie zapytam ją. Jak się zgodzi może uda się zrobić telekonferencję to sami sobie pogadacie z Jamesem. - Aurora powiedziała coś co wszyscy od wczoraj wiedzieli. Odkąd udało się zabrać geologa z botowni, zapakować w kombinezon antyskażeniowy i przenieść do medlabu. A raczej izolatki w medlabie. Mac zarządziła kwarantannę. Tak na James’a jak i botownię. Dlatego dzisiaj nie mogli skorzystać z dronów i chłopaki musieli się kopsnąć batyskafem po te próbki. Ale jakby Amerykanka się zgodziła to może udałoby się zorganizować telekonferencję. To geolog mógłby coś doradzić chłopakom skoro zahaczało o jego specjalizację.

- No to spróbuj. A ja idę się przebrać. - Doug wstał z fotela w kabinie batyskafu, przeszedł przez śluzę i znalazł się sam na sam w ładowni ze swoim ADS. No tak czy siak i tak musiał wypuścić się na zewnątrz aby pobrać te czy inne próbki z tego czy tamtego dna kanionu.


---


Wątek 2



Co centrala kazała zbadać ponownie?


Minerały - w okolicy odkryto dziwne minerały. Są bardzo rzadkie i nie wiadomo skąd się tam wzięły. Nikt ich się nie spodziewał, możliwe, że to resztki jakiegoś dawnego meteorytu o nietypowym składzie.

Mutagen - w okolicy nielegalnie zatopiono pojemniki z substancjami które modyfikują żywe organizmy w okolicy. Między innymi dlatego w okolicy bazy wszystko rośnie większe i szybciej niż powinno.

Skażenie - w okolicy nielegalnie zatopiono beczki z toksyczny/promieniotwórczymi/gazami bojowymi substancjami. Podczas rekonesansu i zakładania bazy tego nie wykryto ale te pojemniki stanowią zagrożenie i dla środowiska naturalnego i dla podwodnej bazy.

Zapadlisko - nowsze badania sejsmiczne wykazały, że pozornie stabilny stok grozi powstanie zapadlisko które wywoła podwodną falę tsunami jaka może ogarnąć bazę.


---

Doklejony rzut na skuteczność dekontaminacji botowni i skafandrów. 1k10, na 10 okazuje się nieskuteczna.

---

- Termin do głosowania do końca wtorku (do północy VII.30).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-08-2019, 02:25   #8
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 8 - 2075.01.13 nd g. 11:15

Czas: 2075.01.13 nd g. 11:15
Obsada: James, Mackenzie i Jonas
Miejsce: biolab


Wariant 1



Podrapał się pod pachą. Coś nie czuł się dzisiaj najlepiej. Głowa ciążyła i chyba miał gorączkę. Zupełnie jakby wstał na kacu. Tylko po czym miał mieć tego kaca? - Długo jeszcze? - długowłosy blondyn jęknął w stronę szyby wmontowanej w ścianę izolatki. Dzięki temu ktoś z zewnątrz mógł swobodnie obserwować wnętrze izolatki ale i w drugą stronę też to działało. Widział więc teraz jak Mac ubiera się w kombinezon antyskażeniowy. Szczerze mówiąc wyglądało to trochę niepokojąco. Jakby mieli tu jakieś skażenie czy inny problem. Ale starał się trzymać fason i nie panikować. Przecież wczoraj fajnie to wymyślili z tymi kombinezonami i dekontaminacją prawda? No ale względy bezpieczeństwa. BHP i takie tam. Kwarantanna. Musiał więc swoje odczekać. Rozumiał to ale jednak widok jak całkiem znajoma brunetka w białym fartuchu znikała w kombinezonie antyskażeniowym przemieniając się w jakąś obcą istotę, jak jakiś astronauta, był no trochę niepokojący mimo wszystko.

- Zaraz do ciebie przyjdę James. - Mac uspokoiła go sprawdzając jeszcze szczelność skafandra. Ale wyglądało na to, że jest w porządku. Te drobne, swojskie czynności były nawet uspokajające. Kawałek bezpiecznej, znanej sobie tematyki, przestrzeni, praktyki i świata. Tylko czy skażenie biologiczne i zakładanie skafandra antyskażeniowego może być uspokajające? Jest szczelność. Można wchodzić.

- Au! - geolog syknął gdy poczuł ukłucie bólu. Odruchowo cofnął rękę i popatrzył na nią krytycznie. No nie. Skaleczył się. Widział krople czerwieni na opuszkach swoich palców. No ładnie. Tylko cholera o co się skaleczył? Przecież tylko się podrapał tam gdzieś pod łopatką. Wszystko go jeszcze swędziało na tym nie-kacu. - Chcę wziąć prysznic. I jakieś nowe ubranie. Możesz mi to załatwić Mac? - zapytał patrząc jak doktor znika w śluzie oddzielającą izolatkę od reszty medlabu. Jeszcze ruch rygli i pojawiła się na gościnnej wizycie na jego izolowanych włościach.

- Ubranie coś pomyślę. Ale prysznic sam widzisz jak tu jest. Miska z wodą będzie musiała ci wystarczyć. - powiedziała kładąc pojemnik do pobrania próbek na łóżku obok pacjenta. Wtedy dojrzała czerwone drobiny na jego palcach. - To krew? Skaleczyłeś się? - zapytała zaniepokojona. Jeszcze nie wiedziała jak ten czynnik chorobotwórczy się roznosi. Powietrze, drogą kropelkową, dotyk, krew, ślina, śluzówki czy jeszcze jakoś inaczej. No krew też mogła być. Starała się nie okazać zdenerwowania i emocje przelać w troskę i zainteresowanie.

- Głupstwo. Chciałem się podrapać na plecach. A chłopakom jak idzie z tymi próbkami na zewnątrz? Kurde Mac, nudzi mi się tu. Przynieś mi mój datapad albo chociaż jakieś książki. No co ja mam tu robić sam w czterech ścianach? - poskarżył się pani lekarz na takie traktowanie i warunki. Rozumiał kwarantannę. Chociaż prywatnie uważał, że po prostu komp się pomylił i zareagował na coś obcego. No ale okey, procedury bezpieczeństwa no po coś służyły. Ale musiał walczyć sam z sobą aby nie czuć się jak więzień. A przecież dokonał takiego odkrycia tam w jaskini!

- Pokaż te plecy. Spróbuję coś ci zorganizować James. Ale najpierw muszę cię zbadać. - kobieta w skafandrze antyskażeniowym poprosiła gestem aby geolog podciągnął koszulkę. Ten wzruszył ramionami i zrobił to o co prosiła. Wtedy lekarz dostrzegła krwiste pręgi. Widocznie drapał się aż do krwi. Aż tak go swędziało? Czy to jakaś nerwowa reakcja na tą stresową sytuację.

- Rozdrapałeś to do krwi James. Nie możesz tak się drapać. - upomniała go z lekką naganą w głosie i sięgnęła po próbnik. Musiała zabrać próbkę do zbadania.

- No próbuję ale mnie swędzi jakby mnie coś oblazło. Ile jeszcze będę musiał tu siedzieć? - wzruszył ramionami ponownie i opuścił koszulkę z powrotem. Amerykanka w tym czasie oglądała go, sprawdzała temperaturę, tętno, reakcję źrenic, pobrała wymaz ze śliny i próbkę krwi z palca.

- Aż się przestaniesz drapać. - uśmiechnęła się do niego ciepło i po przyjacielsku położyła mu dłoń na ramieniu. Badanie było zakończone więc musieli się pożegnać i wrócić do dwóch różnych stron ściany izolatki.

- Bardzo śmieszne. Co mi jest? - blondyna z długimi włosami niezbyt to pocieszyło czy ubawiło. Ale dał się zbadać w spokoju. Jednak widząc, że lekarka zbiera się do wyjścia chciał jednak coś wiedzieć za co tutaj tak siedzi.

- Na razie nic poważnego. Tego wymagają procedury. Musisz być cierpliwy. 72 h obserwacji. Zostało ci jeszcze jakieś 60. - odpowiedziała otwierając drzwi od śluzy i starając się nie mówić ani nie ruszać jakby chciała stąd czmychnąć jak najprędzej. A instyntkownie chciała. I krzyczeć a nawet drzeć się w niebogłosy. No ale nie mogła. Wszyscy na nią liczyli. Nawet jeśli jeszcze o niczym nie zdawali sobie sprawy.

Zanim zdążyła się rozebrać z kombinezonu i wziąć próbki James’a na warsztat przyszedł Jonas którego wcześniej prosiła aby ją odwiedził. Norweg z cierpkim wyrazem twarzy wysłuchał co miała do powiedzenia. Popatrzył na nią sceptycznie. - Wiesz, może zacznij jeszcze raz. Bo chyba się pogubiłem w twojej historii. Jak to czy mogę wyłączyć czujniki? - wygolony prawie na zero mężczyzna pokręcił głową słysząc taką niedorzeczność.

- Rozmawiałam już z Aurorą i ona może zrobić obejście na zabezpieczenia zdalnie. No ale będą się stale włączać póki będą płynąć alarmy z czujników. Nie chciałabym wywołać paniki Jon. - Amerykanka mówiła do Norwega łagodnym tonem chociaż wewnątrz aż ją trzęsło od tego o czym rozmawiali.

- Mac co ty chcesz mi powiedzieć? Że dekontaminacja z wczoraj nic nie dała? I mamy teraz tego syfa w reszcie bazy a nie tylko w botowni? - wygolony facet właściwie zrozumiał to za pierwszym razem. Tylko to tak brzmiało… no to by oznaczało… No musiał się dopytać czy na pewno właściwie to zrozumiał.

- Nie wiadomo. Zależy jaki jest wektor tego czynnika chorobotwórczego. Jeśli przez krew, ślinę czy dotyk no to może nie jest tak źle. Ale jeśli przez powietze… - potrząsnęła dłonią i dopiero teraz Jonas dostrzegł po tym nerwowym, nie pasującej do niej gestem, jak bardzo jest zdenerwowana. Trzymała fason ale widocznie obawiała się naprawdę. - No nie wiem co jeszcze moglibyśmy zrobić. - wyznała przyznając się do swojej niewiedzy.

- Możemy zamknąć grodzie. To odizoluje poszczególne pomieszczenia. Ale no raczej reszta tego nie przegapi. Możemy zabrać się do windy albo batyskafu i poddać dekontaminacji całą bazę. Tylko tego też nie da się ukryć przed innymi. - podszedł do problemu jak inżynier. Skoro był jakiś szkodliwy czynnik mogli go odizolować lub spalić. Czy to pomoże to nie wiedział bo był specem od kabelków a nie od drobnoustrojów.

- Możemy… - Amerykanka zastanawiała się nad tymi propozycjami. Mimo wszystko ulżyło jej, że mogła zrzucić z siebie ten ciężar wiedzy i podzielić się z kimś. Ale proponowane rozwiązania też nie były bez wad. - Ale James musiałby zostać w izolatce. Są spore szanse, że jest pacjentem 0. Możemy też poczekać. Musiałabym zbadać próbki, wyizolować ten patogen. Wtedy wiedziałabym czego szukamy, jakie to ma właściwości. Na razie działamy po omacku. Jednakże jeśli będziemy czekać jest szansa, że patogen będzie rozwijał się dalej jeśli nie poczynimy żadnych kroków. No ale znowu bez badań nie wiemy czy te kroki będą skuteczne. - ciemnowłosa Amerykanka biła się na głos ze sprzecznymi konceptami jakie dotąd rozważała sama przed sobą.

- Chcesz powiedzieć, że wszyscy możemy mieć tego syfa? Nie tylko James? - Norweg zapytał o coś na co wreszcie zdołało mu przejść przez gardło. Miał jakiegoś syfa? Niemożliwe! Czuł się świetnie! Tylko ten blond narwaniec! To wszystko przez niego! Spojrzał ze złością na skuloną na łóżku izolatki sylwetkę o skołtunionych blond włosach.

- Nie mogę tego wykluczyć Jon. - odpowiedź lekarki nacechowana była wahaniem ale i powagą. Nie wiedziała. Sama jeszcze tego nie wiedziała i na razie rozważała to teoretycznie. Odkąd w botowni znów zadźwięczał alarm antyskażeniowy dzisiaj rano. Kilkanaście godzin po dekontaminacji! To oznaczało, że jeśli wczoraj tam weszli w skafandrach… To mogli roznieść patogen po reszcie bazy. A przy śniadaniu mogło się to roznieść właściwie po wszystkich. Poza Jamesem! Bo był w izolatce. To byłby istny paradoks jakby okazało się, że wyszedł z tego cało. Ale i dawałoby nadzieję. Może był w naturalny sposób odporny? No albo nie. Patogen mógł być jeszcze w fazie inkubacji i być właściwie bezobjawowy. I jeszcze nikt z nich nie miał objawów choroby.

- A co to właściwie jest? Co nam grozi? Jak tylko jakaś arktyczna grypa głębinowa to chyba jakoś damy radę. - Norweg na wpół świadomie pozwolił sobie na pseudożarcik by jakoś rozładować napięcie.

- Nie jestem do końca pewna Jon. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. To raczej nie jest grypa. - Mac doceniła próbę żartu ale temat był mocno ponury. Więc pozwoliła sobie tylko na dość blady uśmiech.


---



Wątek 1



Jakie są następne kroki w walce z patogenem?



- pełna blokada grodzi - zablokować wszystkie grodzie. To poszatkuje bazę na izolowane pomieszczenia. Zwiększy szanse, że jeśli jeszcze patogen gdzieś nie dotarł to nie dotrze. Nie da się tego ukryć przez resztą załogi. Nie wpływa to na kogoś kto został zainfekowany.


- pełna dekontaminacja bazy - patogen co prawda przetrwał jedną dekontaminację w botowni ale jest jakaś szansa, że nie przetrwa kolejnej. Nie wpływa to na kogoś kto został zainfekowany.

- poczekać i zbadać - jeśli patogen się przenosi powietrzem spore szanse, że większość załogi może już być zarażona, jeśli nie jest jeszcze szansa. Trzeba to zbadać aby wyciągnąć jakieś wnioski (Mac i/lub Lisa). Nie wpływa to na kogoś kto został zainfekowany.

- wyłączenie alarmów - Aurora może wyciszyć alarmy zdalnie, przez komputer a Jonas odłączyć czujniki. Pozwoli to zachować pozory, że wszystko jest w normie. Da czas na inne kroki. Nie wpływa to na kogoś kto został zainfekowany.


---



Czas: 2075.01.13 nd g. 11:15
Obsada: Taras i Doug
Miejsce: batyskaf/kanion



- Dobra no to chyba mamy komplet. - Doug zamknął pojemnik na próbki i zaczął go właśnie podpinać do zaczepu na linie. Po chwili pojemnik był już umocowany. - Wciągaj. - rzucił w komunikator dając znać Tarasowi, że może robić swoją dolę.

- Wciągam. No to chyba spadamy do domu. - Rosjanin wcisnął przycisk i w trzewiach małej łodzi podwodnej do głębokościowych zanurzeń zaczął się obracać mały mechanizm który wciągał linkę z zamocowanym przez nurka pojemnikiem z próbkami.

- To jak skończysz to rzuć mi linę. - Kanadyjczyk szybko stracił nieoświetlony pojemnik z oczy ale widział zawieszony nad sobą batyskaf. A raczej jego światła. Czekając aż operator batyskafu zapakuje co trzeba rozglądał się dookoła. ~ Trochę stromo. ~ musiał przyznać, że teren był trudny. A wedle tego co przez radio radził im James za pośrednictwem Aurory właściwie próbki z jednego kanionu by wystarczyły. No ale im więcej tym lepiej. Więc pobrali z Tarasem po trzy próbki z każdej odnogi kanionu. A raczej on sam pobierał te próbki a Taras je odbierał wysięgnikiem.

- Dobra już mam. Zaraz rzucę ci linę i znów będziesz mógł odstawiać podwodnego komandosa. - wąsacz przyjął mały pakunek na pokład. Jeszcze chwila i będzie mógł spuścić Douglasowi wysięgnik z liną jaki wciągnie go na pokład.

- A ty pilota śmigłowca. - odparł z rozbawieniem Kanadyjczyk. Jakoś im obu przypominał ten numer zjazd ze śmigłowca po szybkiej linie albo ewakuację jakichś rozbitków z powierzchni też do śmigłowca. Bo analogicznie nad głową krążyła mu w zawieszeniu duża maszyna z której wypuszczał się na linie albo wciągała go z powrotem. Od biedy nawet Taras mógłby podpłynąć czyli “podlecieć” tutaj, na dół ale jednak dla batyskafu było to jednak ryzyko a mieli tylko jeden. Więc woleli nie ryzykować.

Taras chciał to jakoś skomentować ale coś przykuło jego uwagę. Alarm! Spojrzał szybko na ekran i uniósł głowę na pancerną szybę. Alarm zbliżeniowy! Sonar mówił, że coś się zbliżało! Coś dużego! Ale jeszcze było poza zasięgiem reflektorów więc widział tylko małe drobinki na wieczność zawieszone w czarnej, oceanicznej głębi.

- Doug! Awaryjny powrót! Coś tutaj pędzi do nas ekspresem! - ostrzegł nurka który był kilkadziesiąt metrów poniżej. Nie czekał na to aż zostanie zakończona procedura przyjmowania pojemników z próbkami tylko wcisnął przycisk na pulpicie. Z batyskafu otworzyła się klapa i na dół poleciała lina z zaczepem do jakiego mógł się przyczepić nurek.

- No to dawaj! Gdzie? Co to? Cholera nic nie widzę! - wiadomość z góry zelektryzowała Kanadyjczyka. Niestety sam wzbudzał sporą ilość mułu chociaż na szczęście prąd znosił go na bok. Więc wciąż widział nad sobą światła batyskafu i te z opadającego ku niemu zaczepu. Odruchowo wyciągnął ramiona w górę jakby to miało przyśpieszyć pochwycenie zaczepu ale i rozglądał się na boki hełmu próbując zlokalizować niewidoczne jeszcze niebezpieczeństwo z oceanicznej głębi.


---


Wątek 2



Co wykrył skaner batyskafu?



Duży potwór - duży kaszalot, kałamarnica lub inna bestia. Wabią ją światła i traktuje batyskaf i/lub nurka jak konkurenta lub posiłek.

NOP - niezidentyfikowany obiekt podwodny pędzi kursem kolizyjnym w stronę batyskafu. Może jakaś inna łódź podwodna, dron, torpeda, rakieta czy całkiem obcy pojazd.

Osuwisko - ze zboczy zeszło osuwisko mułu. Pędzi w dół może machnąć batyskafem a Douga po prostu zmyje na dół.

Podwodny wybuch - z powodu utraty łączności nie zdołano ostrzec bazy przed testami podwodnej broni nuklearnej, kinetycznej lub innej wielkiej mocy. Eksplozja była na tyle bliska, że wywołała falę podwodnego tsunami.




---


Doklejony rzut na zarażenie kryształowcami. 8k10 (za każdą postać), na 1 ktoś okazuje się odporny, na 8-9 zostaje zarażony, na 10 okazuje się bardzo podatny.

---



- Termin do głosowania do końca czwartku (do północy VIII.01).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-08-2019, 23:40   #9
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 9 - 2075.01.13 nd g. 12:45

Czas: 2075.01.13 nd g. 12:45
Obsada: Doug
Miejsce: w osuwisku na dnie kanionu


Ciemność. Ciemność całkowita. I bezruch. Bezruch całkowity. Wziął powoli głębszy wdech i przetrzymał powietrze w płucach. ~ Tylko bez paniki stary. Na pewno się z tego jakoś wygrzebiesz. ~ próbował zachować zimną krew i uspokoić myśli. Uspokoić przed czarną ciemnością w jakiej czaiła się jego zagłada. A na początek wysyłając strach i panikę.

Nie było chyba tak źle. Prawda? Skafander się sprawdził i wytrzymał. Dlatego jeszcze żył. Woda ani ten cały syf co go zmiótł i zwyobracał na szczęście nie przebił skafandra. Pancerna IV-ka zdzierżyła tej próbie po mistrzowsku. No ale co dalej?

Zastanawiał się nad tym od chwili gdy uspokoił się na tyle by w miarę trzeźwo myśleć. Gdy okazało się, że nie zginie tak od razu i dotrwa do następnego oddechu. No ale właśnie. Co dalej? Kombinezon był hermetyczny co działało na plus. Wciąż miał powietrze co też było dobre. Działały też wymienniki i filtry wciąż miał więc powietrza na prawie dwie następne doby. No i działał nahełmowy wyświetlacz najważniejszych danych więc miał jakąś tam orientację co do otoczenia. Nawet w tak paskudnej sytuacji. No i tutaj gdzieś dobre wiadomości się kończyły.

Nie miał łączności z resztą. Ani z bazą ani batyskafem. Nie miał pojęcia co się z nimi stało. Baza pewnie była w porządku. A Taras? Nie miał pojęcia czy batyskaf uniknął podwodnej lawiny jaka zeszła po podwodnym stoku. Zbyt szybko go zmiotło. Wysięgnik nie zdążył na czas opaść, on nie zdołał na czas go chwycić ani się przypiąć no i go zmiotło. Tak po prostu. Zdołał dostrzec w świetle reflektorów tylko sunącą falę ciemności. Przy prędkości podwodnej lawiny zasięg reflektorów skafandra był skrajnie beznadziejny. W jednym ułamku sekundy dostrzegł jakiś ruch, zdążył odwrócić głowę w tą stronę, spocić się, otworzyć oczy i usta z przerażenia a potem już pochłonęła go ta fala ciemności. Gdzieś wię w końcu zatrzymał. W końcu podwodny żywioł skończył się sam. A on został z nim sam na sam.

~ Stary tylko nie świruj. ~ Doug upomniał sam siebie. To był problem. Brak bodźców. Umysł zaczynał odpływać a silna domieszka stresu i strachu sprawiała, że łatwo było ulec panice. I zrobić coś głupiego. Na przykład wrzeszczeć albo próbować się szarpać. Co było bez sensu. Nie miał pojęcia jak grubą warstwą mułu jest przywalony. Ale gdyby był gdzieś blisko powierzchni zdołałby coś ugrać. Ale nie zdołał. A więc nie był tuż przy powierzchni. A półpłynna masa znacznie ściślej przylegała do wszystkiego niż śnieg w górskich lawinach więc widocznie nie trafił na ten bajer z kieszenią powietrza czy jakąś dziurą aby chociaż się poruszyć.

To był kolejny problem. Bezruch. Był uwięziony w skafandrze a skafander w mule. W mało wygodnej pozycji gdy chyba tors miał najwyżej a kończyny rozciągnięte ku dołowi. I tak zamarł. Nie mógł się poruszyć. Skafander nie pozwalał wyjąć ramienia z rękawa aby się na przykład podrapać. A cholera pot zalewał mu oczy i tak cholernie było mu to potrzebne. Podrapać się po twarzy. Gdzie indziej też ale do cholery na twarzy swędziało go najbardziej. Oszaleć można!

I ta cisza. Zdawał sobie sprawę, że właściwie jego los leży w rękach innych. Musieli wziąć batyskaf i go odnaleźć a potem odkopać. Jeśli batyskaf też zmiotło… No nawet nie chciał o tym myśleć. ~ Taras to stara wyga. Na pewno mu się udało. ~ Kanadyjczyk pocieszał się w myślach. Miał nadzieję, że Rosjanin zachował na tyle trzeźwości umysłu aby odskoczyć przed tą lawiną. Przecież gdyby został to załatwiło by ich obu.

Ale w tej ciemności i bezruchu rozważał co dalej. No dalej Aurora musiałaby wezwać pomoc z zewnątrz. Wtedy by mogli przysłać drugi batyskaf. Może by zdążyli. Tylko, że… Tylko, że na górze był sztorm i nie mieli ze światem zewnętrznym łączności aby zadzwonić po podwodną pomoc mułową. Cholera! ~ Nie no chłopaki i dziewczyny na pewno coś wymyślą. ~ kurczowo uczepił się tej myśli. Znów coś zatrzeszczało. Czuł jak muł wraz z nim poruszył się.

~ No chłopcy i dziewczęta macie coś zdziałać to raczej szybko. ~ poczuł jak ta wkurzająca kropla potu znów wznowiła irytującą wędrówkę po policzku z wolna torując sobie drogę przez zarost. Spojrzał na głębokościomierz. 1258 m p.p.m zmieniło się na 1261 m p.p.m. Osuwisko osuwało się po stromym zboczu nadal. IV-ka była mocna, o wiele mocniejsza niż III-ka. Ale do cholery atest miała do 1200 m p.p.m. A w symulacjach wytrzymywała spokojnie do 1500 m p.p.m. Na razie trzymała się całkiem dzielnie. Ale ile jeszcze wytrzyma? A jak gdzieś było jakieś rozdarcie które osłabiło skafander na tyle, że w końcu puści? Kiedy skończy? Rozedrze i zmiażdży uwięzionego w tej celi nurka? - Cholera cokolwiek robicie pośpieszcie się. - szepnął cicho wpatrzony w warstwę mułu jaka przylegała do szyby hełmu. Zupełnie jak za szybką akwarium. Tylko za tą cienką warstwą mułu był kolejny muł. A potem czarna głębia podwodnego kanionu. I tak ponad kilometr do powierzchni. No a potem lód arktyki i jeszcze arktyczny sztorm podczas polarnej nocy.


---



wytrzymałość nurka: wytrzyma k10 h (odporność psychiczna)

wytrzymałość skafandra: wytrzyma 2k10 h (odporność fizyczna)



Wątek 2




Czas: 2075.01.13 nd g. 12:45
Obsada: Aurora, Jonas + Augusto + Taras (łącze)
Miejsce: centrum łączności



- Masz go? - wygolony Norweg zapytał siedzącą obok Francuzkę. Alarm jaki z godzinę temu podniósł Taras ściągnął ich wszystkich do centrum łączności. No z oczywistych względów nie było James’a.

- Jon, jakbym go miała na pewno bym nie siedziała cicho. - Auri parsknęła zirytowana. Rozumiała dlaczego wszyscy ją o to pytają no ale do cholery no! Przecież jasne, że go nie znalazła.

- Przepraszam Auri. - Jonas odpowiedział po chwili wahania. No tak, pytał się o to jakiś czas temu. Ale wkurzało go, że znów musi być zależny od innych. Francuska pokiwała głową na znak przyjęcia przeprosin i próbowała coś zdziałać tym co mieli.

- To będzie bardzo trudne. Skoro mamy jego tracker to znaczy, że skafander jeszcze jakoś działa. Ale nie jest na tyle dokładny aby stwierdzić gdzie on dokładnie się znajduje. Mamy która to odnoga kanionu no i odcinek. Ale do przeszukania to cały kawał terenu. A to już wiemy od Tarasa. - Francuzka poczuła potrzebę podzielenia się tym co już wiedziała. Co Jon pewnie też wiedział ale może niekoniecznie ci co stali, siedzieli albo nerwowo chodzili za ich plecami.

- Czy on żyje? - Augusto odważył się wreszcie wypowiedzieć na głos to co go nurtowało od dłuższej chwili. Ale bał się usłyszeć odpowiedź. To było irracjonalne ale bał się, zapytać jakby odpowiedź mogła przypieczętować los przywalonego mułem kolegi. Norweg i Francuzka popatrzyli na siebie i porozumieli się spojrzeniami. W końcu on postanowił odpowiedzieć.

- Nie można tego wykluczyć. Tracker jest niezależnym urządzeniem, bardzo odpornym. Powinien działać niezależnie czy nastąpiła dehermetyzacja skafandra czy nie. - tak naprawdę Jon czuł się zakłopotany udzielaniem odpowiedzi na to pytanie. Wolałby aby mogła na nie odpowiedzieć Mac. Ona była dobra w te klocki. Więc w końcu uciekł w techniczny język swojej specjalności. Włoch westchnął i pokręcił głową.

- Idę po kawę. Chce ktoś coś? - zapytał bo miał dość. Nie wróżył Douglasowi zbyt wielkich szans na przeżycie. A nie chciał być też przy tym jak do centrali przyjdzie ta straszna wiadomość. No i zresztą co mógł tutaj im pomóc? Był oceanologiem i klimatologiem i nie znał się na podwodnych akcjach ratowniczych. No to chociaż mógł im przynieść kawę czy co. Poczekał aż wszyscy złożą zamówienie i ruszył do mesy aby na spokojnie zająć się czymś znajomym.

- Auri w czym jest problem? Dlaczego nie możemy go znaleźć? - Jonas postanowił spróbować ugryźć problem inaczej. Tak od bardziej inżynierskiej i technicznej strony.

- Tracker ma zbyt słaby sygnał. Właściwie to problem batyskafu. Jego anten. Są zbyt mało czułe. Jakby miały precyzyjniejsze anteny no to może udałoby się sprecyzować miejsce dokładniej. Albo skrócić odległość. Do jakichś 50 m to może udałoby się namierzyć Douga, może nawet radio bliskiego zasięgu by zadziałało. Mogłabym jeszcze wykorzystać naszą antenę i boję. Ustawić boje jako stacje triangulacyjne. To by mogło dokładniej sprecyzować sygnał. - kasztanowłosa specjalistka od łączności zastanawiała się chwilę. Tak postawione pytanie pomogło jej zebrać myśli i spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Zaś jej odpowiedź podniosła norweskiego inżyniera na duchu.

- Chcesz lepsze anteny w batyskafie? Nie ma sprawy, zamontuję ci lepsze anteny w batyskafie. - nawet się do niej zdołał uśmiechnąć i wcisnął przycisk komunikacji z batyskafem. - Taras? Jak to tam wygląda? - wywołał wąsatego Rosjanina przez radio.

- Słabo. Te chmury przy dnie będą wisieć dobre kilka godzin. Tam na dole trzeba będzie działać po omacku. - Rosjanin zgłosił się odrazu. Szczerze mówiąc to widział zamiast dna jedną, wielką kurzawę jaka wciąż tam się kłębiła. I jeszcze długo będzie nim ten drobny pył z powrotem osiądzie na dno. Właściwie to wątpił aby Doug miał aż tyle czasu. A nawet nie było wiadomo czy skafander wytrzymał. Tylko tyle, że tracker nadal działał co dawało nadzieję, że reszta skafandra też. Chociaż tracker stanowił właściwie niezależne urządzenie nie mające zbyt wiele wspólnego z resztą podzespołów skafandra. Nawet zasilanie miał własne.

- Słuchaj Taras mamy z Auri pewien pomysł. Ale musisz wrócić batyskafem do bazy. Musimy go trochę usprawnić. - Norweg widział tą kurzawę z kamer przekazywanych przez batyskaf i zgadzał się, że nie wyglądało to dobrze. Ale pomysł z przeróbką anten spodobał mu się.

- No chyba, że zejdziesz niżej. Z ok 50 m powinno dać się dokładniej zlokalizować skafander. - do rozmowy włączyła się Aurora dorzucając kolejny swój pomysł. - No albo można użyć boi radiowych do namierzenia sygnału trackera. - szybko dorzuciła jeszcze jeden pomysł widząc krytyczne spojrzenie siedzącego obok Norwega. ~ Po co się wtrąca! ~ syknął w duchu rozzłoszczony inżynier jakby nagle wszelkie ciepłe i pozytywne myśli jakie miał o Francuzce, jakby zdołała poprawić swój wizerunek w jego oczach nagle szlag trafił. Plan z antenami był dobry! Po co się wtrącała z resztą?!

- Można jeszcze użyć drona. One mają czujnik anomalii magnetycznych. Taki złom jak skafander powinny wykryć bez problemu. - niespodziewanie rosyjski konstruktor dorzucił swój pomysł. W centrali łączności Francuzka i Norweg popatrzyli na siebie z zaskoczeniem. No drony były i miały czujniki anomalii magnetycznych. Ale ktoś by musiał wejść do botownii która wciąż miała klauzulę kwarantanny. No i chociaż jeden z ich droniarzy siedział w izolatce, też na kwarantannie no to drugi siedział właśnie tutaj. W końcu Knudsen był nie tylko inżynierem ale i operatorem podwodnych dronów.


---



Wątek 1



Jakie kroki ratunkowe względem Douga może podjąć załoga “Deep North”?


- anteny batyskafu - batyskaf (Taras) może wrócić do bazy i poddać się modernizacji anten (Jonas). Staną się czulsze więc pływając nad miejscem zdarzenia są większe szanse na złapanie dokładniejszego namiaru na tracker. Czasowo: długo. Ryzyko: nie ma gwarancji, że wzmocnione anteny namierzą tracker na tyle dokładnie aby zacząć akcję ratunkową. Zalety: podczas powrotu batyskafu do bazy można zabrać na pokład jeszcze kogoś.

- boje radiowe - batyskaf (Taras) może wrócić do bazy i zabrać do ładowni boje radiowe używane normalnie jako przekaźnik sygnałów radiowych ze światem zewnętrznym. Następnie trzeba te boje ustawić w okolicy miejsca zdarzenia. Za ich pomocą Aurora będzie miała większe szanse aby dokładniej namierzyć tracker skafandra. Czasowo: średnio. Ryzyko: nie takie szybkie. Zalety: podczas powrotu batyskafu do bazy można zabrać na pokład jeszcze kogoś, znacznie większe szanse na zlokalizowanie trackera niż z pojedynczego odbiornika.

- drony - ktoś może ubrać skafander antyskażeniowy i wejść do botowni. Tam przygotować drona do zrzutu. Potem pokierować dronem (Jonas) aby popłynął na miejsce zdarzenia. Drony mają czujniki anomalii magnetycznych które powinny wykryć skafander z bliskiej odległości. Czasowo: krótko. Ryzyko: cam ma bardzo krótki zasięg, drony muszą wlecieć w kurzawę i działać prawie na ślepo co zwiększa ryzyko uszkodzenia lub utraty. Ktoś musi wejść do botowni co grozi rozszerzeniem skażenia kryształowcami. Zalety: podczas poszukiwań nie są narażeni ludzie ani batyskaf.

- skrócić odległość - batyskaf (Taras) może od ręki zejść niżej, zanurzyć się w przydenną kurzawę i liczyć, że z mniejszej odległości złapie na tyle dokładny namiar aby zacząć akcję ratowniczą. Czasowo: b.krótko. Ryzyko: batyskaf musi wlecieć w kurzawę i działać prawie na ślepo co zwiększa ryzyko uszkodzenia lub utraty. Zalety: najkrótszy czas reakcji, w razie sukcesu odnalezienia Douga, można od razu przystąpić do akcji ratunkowej.


----


- Termin do głosowania do końca soboty (do północy VIII.03).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-08-2019, 01:03   #10
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 47330 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 10 2075.01.13 nd g. 15:10

Wątek 1




Czas: 2075.01.13 nd g. 15:10
Obsada: Jonas, Mackenzie, Taras + Aurora (epizodycznie, łącze)
Miejsce: batyskaf


- Dawaj, jeszcze ta. - dwie sylwetki w niezgrabnych skafandrach stanęły obok płaskiego wózka na którym znajdowało się beczkowata konstrukcja boi radiowej. Druga z sylwetek skinęła głową chociaż sztywne połączenie hełmu z resztą skafandra nie przekazało tego ruchu na zewnątrz. Ale widać było przez szybę hełmu kiwającą się głowę o ładnych rysach twarzy i czarnych włosach. Obie pancerze powtarzając ruchy swoich operatorów naparły na beczkowaty konstrukt i ten drgnął, przechylił się i w końcu zsunął się w plamę czarnej wody widocznej w podwodnym włazie. Efekt podwodnego dzwonu sprawiał, że póki batyskaf zachowywał pion to woda, nawet prawie kilometr pod powierzchnią, nie wlewała się do środka.

- No popatrz a myślałem, że ten wymóg aby boje miały profil dopasowany do tego włazu to zbędna, konsturkcyjna fanaberia. - przyznał główny inżynier bazy patrząc jak obły kształt znika w czeluściach ocenicznej czerni. Nawet światełka kontrolne szybko przestał widzieć. Ale pewnie dlatego, że Taras powoli ale wciąż płynął batyskafem więc wyrzucona boja została z tyłu jak bomba czy skoczek zrzucana z samolotu.

- To możemy zamykać? - Amerykanka uśmiechęła się i wskazała na otwarty właz gdzie błyskała czerń ocenicznej głębi. Niby znała tą zasadę dlaczego woda nie wdzierała się do otwartego pojemnika jakim obecnie była ładownia batyskafu ale jednak i tak było to dla niej trochę deprymujące.

- Tak, można. - Jonas skinął głową co znów widać było tylko za szybką hełmu a nie po sylwetce skafandra. Po ładowni rozszedł się metaliczny dźwięk gdy kolano skafandra brzdęknęło o kratkę podłogi.

- Taras, ostatnia poszła. Masz coś? - kobieta dała inżynierowi zamknąć tą cholerną dziurę w podłodze i sama zaczęła mówić do pilota w szoferce tej małej łodzi podwodnej.

- Mam ją. Wszystko działa. Zapytam Auri. - w słuchawkach usłyszeli głos Rosjanina którego w beczkowatej ładowni batyskafu nie widzieli ale mieli ze sobą łączność radiową. Norweg wstał do pionu i popatrzył na Amerykankę. Zgłosili się do tej misji na ochotnika. On na wypadek jakichś kłopotów technicznych a ona gdyby potrzebna była pomoc medyczna. Musieli być gotowi do wyjścia na zewnątrz więc ubrali skafandry. Z tym, że Mac miała na sobie III-kę bo z IV-ek no jedną miał zagrzebany gdzieś pod dnem Doug a drugą Jonas. Niestety III-ka była atestowana do 1000 m p.p.m. więc tak naprawdę Jon musiałby wyjść na zewnątrz sam. Chyba, że Kanadyjczyka udałoby się odnaleźć i jakość przenieść wyżej. Ale jakby się go udało wynieść to pewnie i udałoby się go zapakować do ładowni batyskafu. A na razie oboje czekali co przyniesie współpraca między operatorem batyskafu a ich specem od łączności.

- Chłopcy i dziewczyny! Mamy go! - w słuchawkach bez ostrzeżenia rozległ się radosny głos Rosjanina. Para nurków przybiła sobie piątkę. No tak symbolicznie. Szczypcami skafandrów ten gest wychodził słabo ale liczyły się intencje.

- No to dawaj, schodzimy po niego. - zawołał wesoło Jonas. Mac też się uśmiechnęła chociaż oboje zdawali sobie sprawę, że to dopiero pierwszy krok akcji ratunkowej. A nawet nie wiedzieli czy jest jeszcze kogoś ratować. W końcu boje namierzyły tylko sygnał trackera a tracker nic nie mówił o stanie nurka i skafandra. No ale zawsze trzeba było być dobrej myśli prawda?

Siedzący samotnie w kabinie batyskafu Taras też się uśmiechał. Chociaż przez to wszystko było mu strasznie gorąco i strasznie się pocił. Ale nie mógł teraz wymięknąć! ~ Człowiek może dużo a radziecki jeszcze więcej. No nie? ~ rzucił sobie autoironicznie w myślach gdy obniżył dziób maszyny kierując ją w ciemną chmurę jaka wciąż unosiła się ponad dnem kanionu. Wiedział, że tylko Jonas może wyjść na zewnątrz aby coś pomóc, dla Mac która miała starą III-kę było już zbyt głęboko. Mogła opoerować co najwyżej z 200 metrów powyżej, tam gdzie podwodny wąwóz się zaczynał na szczycie tego grzbietu górskiego.

Szybko musiał lecieć tylko na przyrządach. Bo za pancernym szkłem kabiny widział tylko unoszące się drobiny. Nawet światło potężnych reflektorów w nich grzęzło. Kamery z tego samego powodu też były bezużyteczne. Musiał lecieć na podstawie wskazań sonaru i namiaru na tracker jaki przesyłały boje i korygowała Auri siedząca kilka kilometrów dalej w centrum łączności bazy. ~ Nie stary, wcale nie myśl o tym, że możesz zagrzebać w mule jedyną taxi jaką tu mamy albo, że zaraz zejdzie kolejne osuwisko. ~ Rosjanin podrapał się nerwowo po szyi i szybko otarł rękawem spocone czoło. Szkoda, że Douga tu z nim nie było. W tak trudnych warunkach do pływania jak cholera by mu się przydał drugi pilot batyskafu. Poza tym z Kanadyjczykiem zwyczajnie dobrze było pogadać. Zawsze rzucił coś na rozluźnienie atmosfery.

- Taras! Coś mam! Podkręć radio! Cholera chyba mam jakiś syngał! To może być Doug! Jesteś na tyle blisko, że może go złapiesz! Spróbuj coś zagadać do niego, może odpowie! - w słuchawkach usłyszał podniecony głos Francuzki. Cholera udało jej sie złapać sygnał raiowy Douglasa?! Jak tak to by znaczyło, że skafander jest cały bo radio było w jego wnętrzu! Czyli rosły by szanse, że nurek wciąż żyje!

- Już sprawdam! - Taras prztyknął przełącznik i przez chwilę zastanawiał się co powiedzieć. Czuł kompletnąpustkę w głowie. Co powiedzieć zagrzebanemu w mule koledze? - Doug, słyszysz mnie? Tu Taras. Słyszysz mnie Doug? - powiedział coś i czekał z zapartym tchem. Ale cholera! Musiał prowadzić maszynę w tej kurzawie. Skaner wciąż pokazywał zmniejszające się wartości. 68 m…. 65 m… 62 m…

- Taras przełącz mnie na ten kanał. Zajmij się prowadzeniem ja spróbuję go wywłoać. Nawet jeśli nie będzie mógł odpowiedzieć to powinno go to podnieść na duchu. - Mackenzie czekała na głos zaginionego kolegi z takim samym napięciem jak wąsacz. I tak samo się nie doczekała. Ale za to uznała, że mogła zrobić coś jeszcze a przy okazji odciążyć Rosjanina od jego zajęć.

- Taras, jak blisko dna jesteśmy? - Jonas postanowił się nie wtrącać w te negocjace i znów zaczynało go irytować ta bierna rola obserwatora. Stał razem z Mac wewnątrz tej cysterny i właściwie po wypchnięciu boi nie miał już nic do roboty.

- Przekraczamy 50 m do dna. Mniej więcej bo tu spory skos jest tego dna. - odpowiedź operatora batyskafu przyszła prawie od razu. Obaj umilkli gdy słyszeli w słuchawkach głos pani psycholog.

- Doug to ja, Mac. Jest ze mną Jonas i Taras. Schodzimy do siebie. Taras ma cię na namiarzę, zaraz zaczniemy cię odkopywać. Wytrzymaj jeszcze trochę. Możesz nam coś odpowiedzieć? Bardzo byś nas podniósł na duchu gdybyśmy mogli znów cię usłyszeć. - Bullock mówiła spokojnym, opanowanym głosem jakby odnalezienie i wydobycie zaginionego nurka było kwestią najbliższego kwadransa. Aż trudno było jej nie wierzyć słysząc taki kojący, kobiecy głos koleżanki. Ale znów nie doczekali się żadnej odpowiedzi z dołu.

- Może ma uszkodzone radio. - mruknął cicho Knudsen pozwalając sobie na ten komentarz. Czuł jak batyskaf jest wciąż pochylony ku dziobowi więc wciąż się ostrożnie zbliżali do dna. Ale teraz coś jakby jeszcze łagodniej. Czyżby Taras trymował maszynę?

- Dobra mam 10 metrów do dna. Niżej nie zejdę bez pilota. Więc Jonas jakbyś mógł… - maszyna rzeczywiście wyrównała a w słuchawkach odezwał się jej sternik. To było to na co czekał Norweg. Nareszcie! Koniec bezczynnego czekania!

- Jasne. Mac przypniesz mnie? - zwrócił się do koleżanki wskazując na linkę jaką mogła zaczepić jego skafander do wysięgnika. Dzięki czemu mogli go wciągnąć na pokład w każdej chwili albo od biedy nawet odpłynąć wlokąc go za sobą i wciągając po drodze. Podejrzewali, że te osuwisko na dole może pochłonąć wszystko, z czymś tak ciężkim jak ADS to nawet po czubek hełmu.

- Oczywiście. - Mac uśmiechnęła się i spróbowała chwycić szczycpacmi kombinezonu ten wysięgnik z zaczepem no ale nie miała takiej wprawy jak Doug czy chłopaki więc trochę jej z tym zeszło.


---



Wątek 1




Odkurzacz - Jonas zasysa odkurzaczem muł z dna próbując dogrzebać się do Douga. Ryzyko dużej straty czasu jeśli zacznie się z niewłaściwego miejsca.

Ręczny wykrywacz metalu - Jonas może przejść się z ręcznym wykrywaczem metalu licząc na to, że wykryje sygnał z skafandra Douglasa. Ma mniejszy zasięg niż tyczka więc jeśli nurek jest zagrzebany bardzo głęboko to go nie wykryje ale jeśli wględnie płytko to takie skondensowane źródło metalu to prawie na pewno ADS. Ryzyko zagrzebania się nurka w mule

Tyczka - sprawdzanie dna tyczką podobnie jak podczas akcji ratunkowych przy lawinach. Tyczka powinna mieć większy (głębszy) zasięg niż rwm ale niekoniecznie wykryty obiekt stały pod dnem musi być nurkiem. Ryzyko zagrzebania się nurka w mule.

Zawieszenie - Jonas zostaje spuszczony na linie na zewnątrz batyskafu. Może pokierować batyskafem tak aby ten sam sprawdził dno odkurzaczem. Minimalne ryzyko zagrzebania się Jonasa w mule.



-----




Wątek 2




Czas: 2075.01.13 nd g. 15:10
Obsada: Lisa
Miejsce: medlab


Szczerze mówiąc to Lisa wolałaby teraz być w swoim laboratorium i badać te przełomowe znalezisko. Ale akcja ratunkowa Douga wszystko postawiła na głowie. Nawet to, że Mac postanowiła dołączyć do zepsołu ratunkowego więc ktoś musiał ją zastąpić w medlabie. No ale teraz gdy blondynka z grubym warkoczem siedziała przy biurku i pochylała się nad okularem mikroskopu odkryła, że wcale się nie nudzi. ~ Co to jest?! ~ nie była pojęcia na co właściwie patrzy. Raczej wiedziona naukową ciekawością zajrzała w okular mikroskopu widząc, że Mac zostawiła tam jakąś próbkę. Nie spodziewała się jakichś sensacji. A jednak!

Pod okularem bez kłpotów rozpoznała próbkę ludzkiej tkanki. Co samo w sobie nie było ani niezwykłe ani sensacyjne. W końcu co innego mogła badać druga lekarz w medlabie pod mikroskopem jak nie jakies próbki ludzkich tkanek? No ale prawdziwa sensacją były mikroby jakie buszowały po tej ludzkiej tkance. Co to jest?! Wyglądało jak małe kryształki czegoś. I pochłaniały, pasożytowały, namnażały się na tej tkance.

Samo to było dość sensacyjne. Ale wprost niepokojące były oznaczenia próbki. “Pacjent 839”. I data. Dzisiejsza! Gdy to skojarzyła poczuła, że robi jej się gorąco. To by znaczyło… ~ Że to jest próbka kogoś z nas… ~ innych ludzi tu przecież nie było. I to próbka z dzisiejszego poranka! Zainfekowana czymś… Kryształami? Nie, nie wyglądało to groźnie. Co ta Mac tu miała? Cholera bez niej nawet nie wiedziała kto się kryje pod kodem “Pacjent 839”. Mógł być ktokolwiek. Bo przy śniadaniu Mac pobrała próbki każdego z nich. Tak na wszelki wypadek jak mówiła. Nikt nie oponował i traktował to chyba jako rutynę i wyjście naprzeciw zasadom BHP skoro wczoraj mieli alarm o skażeniu biologicznym.

- No i co teraz? - blondynka sapnęła i oparła się o oparcie krzesła patrząc w zamyśleniu na kryjący swój sekret mikroskop. Westchnęła i wstała podchodząc do szafki aby zrobić sobie tej dobrej herbaty jaką ostatnio piły tutaj z Auri. Musiała to przemyśleć.


---


Wątek 2




Co może zrobić Lisa?


- Poczekać - poczekać aż Mac wróci i z nią się rozmówić o co chodzi z tą próbką i “Pacjentem 839”.

- Rozkodować - przesłać pakiet zaszyfrowanych z komputera Mac do Aurory z prośbą aby je rozszyfrowała.

- Wysłać - zgrać dane i przekazać do wysłania do centrali. Gdy łącznosć zostanie odzyskana zostaną automatycznie wysłane.

- Zbadać - pobrać nowe próbki od siebie i Jamesa aby je zbadać. Takie badanie powinno ujawnić czy ktoś z nich ma takie kryształki w swoich próbkach.


---

Rzut 4k10 na podatność na infekcję kryształowcami. Czas 12 + k10 h od zakażenia do wystąpienia poważnych objawów.

---

- Termin do głosowania do końca poniedziałku (do północy VIII.05).
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166