Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Postapokaliptyczne > Archiwum sesji Postapo
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Postapo Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-29-2007, 10:22   #71
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 3 Sir_herrbatka jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 754
"Detroitczyk" przez chwilę przyglądał się Mitsu z wyrazem zastanowienia na twarzy. Zasłanianie samochodu nie przyszłoby mu do głowy. "W jakże odmienny sposób myślimy "my" z Detroit i "oni" z Posterunku..." - pomyślał. Przez chwilę rozważał jeszcze, czy takie ukrywanie się nie jest jakimś rodzajem tchórzostwa... Z drugiej jednak strony pchanie się na pierwszą linię średnio mu się uśmiechało. Nie chodziło nawet o strach czy coś w tym stylu. Kevin jeszcze zbyt słabo zdawał sobie sprawę z zagrożenia by się bać. Po prostu, będąc mniej doświadczonym, chciał przyjrzeć się wszystkiemu z pewnej perspektywy by przy okazji czegoś się nauczyć i w przyszłości umieć sobie poradzić...
Podjąwszy możliwie szybką decyzję uśmiechnął się i rzekł: - Jasne, nie widzę przeszkód. Po chwili dodał jeszcze: - Dzięki...

***

Rozdział 2: „Tanatos”

Pustynia. Powietrze było tak rozgrzane że obraz falował przed oczami podróżujących. To były typowe warunki w tej okolicy. Może już od milionów lat słońce świeciło tu jaskrawo-niczym lampa łukowa by rozgrzać piaski tylko po to by mogły one oddać cały żar błyskawicznie w nocy? Gdy zapadała ciemność temperatura spadała szybko.

I tutaj wybudowano autostradę, właśnie na takie warunki była wystawiona przez całe swoje istnienie. A mimo to niekonserwowana droga była równa i wygodna. Brak ciężkich pojazdów, powietrze suche jak pieprz czy też wreszcie sama jakość nawierzchni sprawiły że nawet teraz nie było tu wybojów.

Gdyby jeszcze włączyć klimatyzację miałoby się próbkę tego jak podróżowało się w czasach z przed wojny. Ty byłyby prawie znośne warunki.

Paliwo było warte fortunę. Klimatyzacja marnowała paliwo. Rachunek był prosty. Zresztą nie było pewności że klimatyzatory wciąż działają...

Nie. To nie były prawie znośne warunki. To było piekło. Wnętrza pojazdów przypominał raczej piekarniki niż coś w czym mógł przebywać człowiek. A to była jedna z nielicznych wygodnych tras w całej Ameryce, możliwe że także na świecie nie było wygodniejszych dróg.

Tak. Piekło to według niektórych całkiem dobre określenie na to co zostało z dawnego świata.

Samochody sunęły tą autostradą w kierunku, jak przynajmniej wskazywała mapa, czegoś ważnego. Czegoś co mogło wpłynąć na losy potępionych za życia... chociaż w cale nie musiało tego zrobić.

Droga była długa i w końcu trzeba było się zatrzymać. Tu w grę nie wchodził już upór ale czysty biologizm. Zresztą, dobrze jest odpocząć po zmroku od gorąca. Niechęć do gorąca sprawiła po części także że nikt nie zaproponował rozpalenia ogniska, zresztą nie było nawet tutaj niczego co mogło by płonąć. Siedzieli więc w ciemnościach rozświetlanych tylko jakby od niechcenia bladym światłem gwiazd i księżyca.

To nie była jasna noc.

Rozmowa nie rozwijała się najlepiej, stan w którym nikomu nie chce otworzyć się ust by chociaż wypowiedzieć kilka słów... każdy był zmęczony. Mimo to Adam zwany też Rainmakerem chciał coś powiedzieć, a przynajmniej zabić ciszę.

-Nie ugotowaliście się jeszcze? Ja niedługo osiągnę ten stan... zresztą chyba już nigdy nie przyzwyczaję się do tych upałów... Chciałbym wyjechać w jakieś chłodniejsze miejsce.

Zamilkł po tym zdaniu na kilka chwil jakby przetrawiał swoje myśli.

-Słyszeliście kiedyś o Aleksandrze Wielkim? Pewnie nawet jeśli słyszeliście to szybko zapomnieliście... Był to facet który podbił swojego czasu większość znanego wtedy świata. Nie rządził długo. Zapoczątkował jednak nową epokę...

Zrezygnował jednak, chyba nie wierzył by ktoś go zrozumiał a ta świadomość sprawiła że energia uszła z niego jak powietrze z przekłutego balona.

***

Dzień drugi nie był łatwiejszy niż pierwszy. Był identyczny... i przy tym cięższy. Ciężej jest wytrzymać bez nadziei na poprawę, nic zaś nie zabija nadziei tak jak doświadczenie.

Adam prowadził jak w transie, czasami tylko mrugając, wpatrywał się w drogę jak zahipnotyzowany. Oddychał głęboko zaciągając się powietrzem, tak jakby było rzadkie, zbyt rzadkie dla człowieka. Milczał.

Milczał długo, w końcu jednak odezwał się. Na krótko, jakby z wahaniem.

-Jest coś takiego w rodzaju ludzkim. To jakaś cecha wrodzona. Jedna z tych które tworzą człowieka jako takiego...

Nikt nie chce być sam. Nawet Autobot.

Nikt nie chce być sam, bo nikt nie może być sam. To potrzeba podobna jak potrzeba oddychania czy jedzenia. Człowiek który jest sam będzie chory... prędzej czy później. Chyba rozumiesz? W każdym razie... ja rozumiem cię.


Rainmaker wpatrywał się w drogę wciąż tym samym szklistym wzrokiem bez wyrazu. Nawet nie zerkną na pasażerkę...

***

Góra była widoczna od dłuższego czasu. Teren był równy jak patelnia i podobnie rozgrzany i nie wiele rzeczy mogło zasłaniać widok, ale z drugiej strony powietrze nie było idealnie przezroczyste. Sprawiało to też-oprócz odległości że ciężko było dostrzec jakiekolwiek szczegóły oprócz tego.

Teraz zaś, chociaż słońce, pomarańczowe i nabrzmiałe powoli schodziło za horyzont to można było dostrzec wiele drobiazgów których przedtem nie było widać. Układ skał, na zboczu góry, stare, zniszczone zabudowania wokół. Chociaż budynki zdawały się być maleńkie to jednak można je było dostrzec. Drobniejsze szczegóły wciąż były niewidoczne.

Mimo to było to dobre miejsce do podziwiania widoków i postępów. W sam raz by się zatrzymać i patrzeć.

Ciężko ocenić dystans. Ale cel już naprawdę niedaleko. To pocieszające po takiej podróży. Jeszcze tylko kilka godzin i jest się już na miejscu. Chwila dłubaniny i powrót do Vegas; stolicy znanego wszechświata.

Dziwne tylko że stolica znajduje się tak blisko peryferii...

Adam siedział ze skrzyżowanymi nogami na masce swojego samochodu. Przyglądał się uważnie instalacjom... i tak nic nie widział z tej odległości...

Odwrócił więc wzrok na resztę grupy sprawdzając czy każdy był na miejscu. Tak... jest komplet. Czyli wszystko dobrze... Wszystko na miejscu a cel blisko.

Spojrzał jeszcze raz na zabudowę i staną z chrzęstem piasku na ziemi. Wykonał kilka kroków i wyciągną z samochodu butelkę z której pociągną długi łyk. Otarł ramieniem usta, włożył butelkę z powrotem do kabiny.

-No i jesteśmy blisko, jutro będziemy już na miejscu... Co teraz zrobimy?
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Reklama
Stary 05-30-2007, 19:48   #72
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 4 Nightcrawler wkrótce będzie znanyNightcrawler wkrótce będzie znany
$: 58 830
Gdy się zatrzymali kapral zanurkował pod siedzenie najwyraźniej czegoś szukając. Po chwili wysiadł z samochodu z niewielkim pudełkiem. Wyciągnąwszy go przed siebie powoli lustrował okolice, sprawdzając promieniowanie w okolicy. Następnie spokojnym krokiem podszedł do Adama rzucając szeptem
- czy widzisz coś prócz zabudowań? - następnie przywieszając licznik przy pasie poprosił go o lornetkę.
Przez dłuższą chwilę sam lustrował okolicę szukając znanych mu z frontu oznak obecności Molocha lub jego maszyn.

Musiał przyznać w duchu, że nie wiedział jak się do tego zabrać. Póki co wszystko szło gładko, za gładko jak dla niego. Przyzwyczajony od maleńkości do ciągłego przemieszczania i walki z maszynami, Mitsu musiał przyznać ze czuł się prawie jak na wakacjach. Zresztą ta cała misja bez większych szczegółów, na którą wypuszczano, nowy nieznający się i nie zgrany zespół...
Odwrócił się do dowódcy
- Pani baronowo jakie rozkazy ?
 
__________________
Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an.
Nightcrawler jest offline  
Stary 05-30-2007, 20:49   #73
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 3 Krakov wkrótce będzie znanyKrakov wkrótce będzie znany
$: 53 520
Gdy Słońce wznosiło się coraz bardziej, a tym samym wzrastała temperatura, Kevin zwiększał głośność muzyki, próbując nie myśleć o tym, jak bardzo jest gorąco i jednocześnie zagłuszyć własne sarkania i wulgaryzmy pod adresem wszechobecnej spiekoty. Nie pomagały otwarte szyby, ani jazda "na zimny łokieć". W zasadzie tego drugiego starał się unikać, gdyż to, co owy łokieć odczuwał niewiele miało wspólnego z zimnem. Przez gorące i suche powietrze przypominało to raczej trzymanie ręki pod pokrywą silnika niż na zewnątrz pojazdu. Nie mając wielkiego wyboru trzymał więc obie dłonie na kierownicy, jedynie od czasu do czasu opierał ramię na drzwiach, po czym czując ich temperaturę, szybko je cofał...

Zatrzymał Corvettę obok auta Mitsu, i otarł pot z czoła. Odkręcił manierkę wpatrując się jednocześnie we wskaźnik temperatury silnika i ciesząc się w myślach, iż jeszcze się nie ugotował... Zanim przechylił pojemnik by się napić przyszło mu do głowy, by sprawdzić poziom wody w chłodnicy. "Przy tej temperaturze może być niezbyt ciekawie..." Na wszelki wypadek postanowił oszczędzić nieco wody, biorąc tylko mały łyk, wystarczający zaledwie by zwilżyć usta.

Westchnąwszy głęboko wyciągnął kluczyki ze stacyjki, wyłączył radio i wysiadł z samochodu podchodząc do pozostałych.
- Coż porobimy dzisiejszego pięknego dnia? - rzucił z uśmiechem. Od razu zauważył, ze wszyscy wpatrują się gdzieś przed siebie, więc podążył za ich wzrokiem. Widok budynków narzucał mu jednoznaczne skojarzenie. "Czyżby...?"
- Hmmmm... Czy to jest to o czym myślę??
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline  
Stary 05-30-2007, 23:35   #74
 
Harv's Avatar
 
Reputacja: 3 Harv wkrótce będzie znany
$: 37 796
http://home.hiwaay.net/~singer/SOTP.htm

Skoczna muzyczka o podniosłych słowach, leciała z trzeszczących głośników Hummera, gdy się zatrzymał. Henry'emu pot ciekł po twarzy, jego twarz wyrażała zmęczenie, ale oczy były lekko nieobecne. Po otworzeniu drzwi siedział jeszcze wsłuchując się w słowa:

'Cause I love all my brothers
And we're proud of our birth
We've got the greatest country
Here on God's green earth.

Rzeczywistość pustyni i tego, że jest zmęczony docierały do niego powoli przez otoczkę marzeń, którym się poświęcił. Przypomniał sobie swój trening w US Marines, recytację "This is my rifle..". Pierwszą akcję, pierwszą osobę, którą zabił.. Całą dyscyplinę, która sprawiała, że czuł się bezpieczniej.

Wygramolił się z samochodu, ciało miał trochę zdrętwiałe od tej samej pozycji. Zrobił parę przysiadów i innych ćwiczeń.

Gdy usłyszał pytanie Adama, usiadł i zastanowił się chwilę. - Powinniśmy dowiedzieć się czegoś o wejściu, zanim tam wjedziemy. Sądzę, że przydałoby się wysłać kogoś na zwiad, aby przyjrzał się, co i jak. - Stęknął próbując zmienić pozycję. - To oczywiście tylko sugestia dla dowódcy. Jeśli chodzi o dzisiejszą noc, również sugerowałbym zwiększenie czujności - roboty szpiegowskie mogą dostarczyć wiele informacji o nas dla systemu zabezpieczeń. - wstał i założył hełm na głowę, zdjął ciemne okulary - Wiem, że nikomu z nas nie chce się czuwać i wypatrywać maszynek, ale nasza misja jest ważna, więc nie możemy sobie pozwolić na lenistwo. Co o tym myśli pani Dominique? - otarł pot z oczu rękawem i lekko się uśmiechnął patrząc na dowódcę.
 
Harv jest offline  
Stary 06-02-2007, 15:07   #75
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 3 Bortasz jest na bardzo dobrej drodze
$: 62 599
Dominiq przyglądała się zabudowaniom przez krótką chwilę. W lornetce nie można było dostrzec zbyt wielu szczegółów...

- Ma pan rację Kapitanie Montabast. I myślę, że wysłanie zwiadowcy dzisiejszej nocy będzie najlepszym rozwiązaniem.

Dominiq nie miała zamiaru odrzucać sensownej rady. Spojrzała na swoją drużynę, powoli każdego oceniając.

- Zielinski zajmowałem się zwiadem?

- Szczerze mówiąc tylko z przymusu.


Dominiq zacisnęła usta i spojrzała ponownie na swój oddział.

- Się przejdziesz Green. Rozejrzyj się, ale przede wszystkim postaraj się by cię nie zauważono. Zrozumiano?

- Tak jest.

- Przedtem jednak weź krótkofalówkę i pokaż Panu Mitsu jak obsługiwać radiostację. My w tym czasie zabezpieczymy sobie obozowisko. Jakieś pytania?


Mówiła pewnym siebie głosem nawykłym do wydawania rozkazów.
 
__________________
Człowiek kierujący się tylko rozsądkiem, myli się najczęściej. Niewiedza nie stanowi usprawiedliwienia dla nie przemyślanych działań. Gdy się nie wie, gdy ma sie wątpliwości, dobrze jest zasięgnąć porady... A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?
Bortasz jest offline  
Stary 06-03-2007, 20:57   #76
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 4 Nightcrawler wkrótce będzie znanyNightcrawler wkrótce będzie znany
$: 58 830
Słabe trzeszczenie licznika w ręku kaprala wskazywało na to, iż wszystko było tutaj w normie - oczywiście jak na świat po nuklearnej apokalipsie.

Mitsusaburo odetchnął głęboko i wyłączył miernik. Spojrzał przymrożonymi oczami na zachodzące słońce. Kochał ten symbol swojej bogini, ale dziś ewidentnie dał mu sie we znaki. Obróciwszy się przez ramie spojrzał na swój samochód wspominając jego aurę typowa jak na piekarnik, a nie "Suzuki - Spirit of Japan"

Odetchnął suchym powietrzem spoglądając na wibrujący od resztek spiekoty horyzont. Następnie odezwał się, pomiędzy zębami zachrzęścił mu piach

-Proponuję wystawić warty. Mogę wziąć pierwszą. Mam detektor ruchy, co może sie ewidentnie przydać w nocy, co powiecie na zmiany co 3-4 godziny?- spojrzał po towarzyszach broni
- aha i od teraz proponowałbym, żadnej muzyki, ani najmniejszego nie potrzebnego błędu- obawiał sie że zabrzmi jak paranoik, lecz wizji z frontu nie dało sie pozbyć.

Mężczyźni i kobiety rozrywani na strzępy, padający jak świeże kłosy pod żelaznymi szczękami kombajnu. Wszędzie krew i rzygowiny... i flaki...
czasem to wydawało się już obojętne, ale on nie mógł przejść do porządku dziennego z tym wszystkim. W nocy słyszał jęki rannych i odległy chrzęst łamanych kości. Dlatego utonął w kablach, zwojnicach i akumulatorach. Dlatego wszedł na ten jebany okop i rzucił się do szaleńczego biegu tuż na skupisko łowców... jeden strzał - eksplozja - błękitny blask...

wśród skrzeczącej fali wyładowań elektrycznych usłyszał tylko metaliczny skowyt maszyn i okrzyk radości swych braci.

Tylko czemu on tkwił w krwawym błocie, ryjąc lepką posokę brudnymi palcami i zanosząc się szlochem...

Wdech...
wydech...
to już inna misja, teraz jest droga wojownika. Nie zawiodę ojcze...
 
__________________
Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an.
Nightcrawler jest offline  
Stary 06-03-2007, 23:18   #77
 
Harv's Avatar
 
Reputacja: 3 Harv wkrótce będzie znany
$: 37 796
Popieram, należy wystawić warty, ale sugeruję, żeby każdy brał udział. Jest nas sześcioro, więc możemy mieć warty parami po 3 godziny. Zależnie oczywiście od tego, ile planujemy spać.

Zorientował się, że uwaga co do muzyki dotyczy zapewne jego, więc postanowił sprostować.

A muzyki słucham tylko podczas dłuższych podróży, a i tak nie zawsze. Nie mam zamiaru nikomu pokazywać, że tu jesteśmy, o to się nie martw. Też sądzę, że od teraz powinno obowiązywać całkowite skupienie i poświęcenie zadaniu. - powiedział zwracając na Mitsu swoje zmęczone oczy. - Gdybym był świadom, że przez mój błąd nie udało się wykonać takiej ważnej misji, ciężko by mi było spojrzeć na siebie znowu w lustrze. - Uśmiechnął się smutno. Zorientował się, że mówi do kaprala bezpośrednio, nie używa już "pan" ani "kapralu". Pewnie dlatego, że zbliżył ich temat.
 

Ostatnio edytowane przez Harv : 06-03-2007 o 23:20.
Harv jest offline  
Stary 06-05-2007, 23:16   #78
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 3 Krakov wkrótce będzie znanyKrakov wkrótce będzie znany
$: 53 520
Dla Kevina każda okazja do słuchania muzyki była dobra. Ta sytuacji była jednak na tyle poważna, że nawet on rozumiał jak ważnym jest aby zachowali ciszę i pozostali niezauważeni tak długo, jak tylko będzie to możliwe.

- Jeśli o mnie chodzi, myslę, że pomysł pełnienia warty parami jest całkiem sensowny. Jeśli nie ma co do tego przeciwwskazań, to mogę stanąć na pierwszej razem z Mitsu.

Nieznacznie uśmiechnął się do Mitsu po czym skierował wzrok w kierunku zabudowań. W jego głowie tysiące myśli walczyły ze sobą niczym sfora dzikich psów rywalizujących o kawałek mięsa... kawałek jego mózgu... Czuł strach, być może większy niż kiedykolwiek, jednak ginął on w odmętach podniecenia i ciekawości. Przyglądając się dokładnie Kevinovi można by dostrzec delikatny dreszcz przeszywający jego ciało co kilka chwil. Był to dreszcz napięcia i niecierpliwego oczekiwania na coś co miało wkrótce nastąpić...
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline  
Stary 06-09-2007, 19:41   #79
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 3 Sir_herrbatka jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 754
-Zatem panowie. Green ty jedziesz na zwiad. A my się rozkładamy obozem i czekamy na niego. Co do wart ja wezmę pierwszą Mitsu i Kevin drugą a Adam wraz z Henrym trzecią. Bierzmy się do roboty.

W krótkim czasie obozowisko nabrało kształtu akurat pół godziny przed zachodem słońca. Czy to z powodu zmęczenia podróżą czy też uroku zachodzącego słońca cała grupa nie miała zbytniej ochoty na rozmowy.

Sześć godzin później:

Wieczór zapadł szybko, równie szybko szarość ustąpiła miejsca czerni, tak charakterystycznej dla nocy na pustyni. To była jasna i spokojna noc. Powietrze nie falowało z gorąca tak jak za dnia a ciche, spokojne powietrze nie niosło ze sobą pyłu który mógłby przysłonić odrobinę blask gwiazd i księżyca, teren zaś był płaski-niemal bez możliwych kryjówek. Jedynie na dalekim horyzoncie majaczyła ogromna góra, ciężko było jednak nawet powiedzieć czy jest faktycznie widoczna, czy też to kwestia jedynie wyobraźni nerwowo reagującej na nowe wyzwanie.

Cisz potrafi koić skołatane nerwy, ale bezczynność sprawia że głowa, gdy nie musi zajmować się niczym konkretnym ma czas by rozpatrywać wszystkie ewentualności przyszłości po kolei. Oczekiwanie jest podobno dużo gorsze od samego niebezpieczeństwa. To... chyba prawda.

Minęło już sporo czasu od kiedy Green wyjechał na zwiad, nikt nie potrafił określić jak dużo czasu zajmie mu dotarcie tam i powrót swoim autem, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt że jego pojazd nie świadczył o wysokiej kulturze technicznej właściciela, oraz to że sam Green sprawiał odrobinę wrażenie jakby potrafił zabłądzić w drodze do latryny.

***

Gdy Henry został obudzony przez Adama, dookoła nadal było spokojnie i pusto. Pośrodku paliło się ognisko, koło którego usiadł Henry, aby odgonić pustynny chłód.

-Skoro teraz już mamy więcej czasu, to opowiesz, czemu akurat Rainmaker? - spytał Henry.

-Potrafię przepowiadać pogodę-a przynajmniej deszcz. Zawsze mnie od tego bolą palce

- Ech.. kolejna przypadłość.. - mruknął Henry. Zastanawiał się, czy naprawdę jest jedynym zdrowym człowiekiem w okolicach Vegas.

- A kiedy ostatnio pamiętasz, że padało?

Rainmaker zaśmiał się.
- W Vegas? I okolicy?

- Właśnie dlatego pytam, jestem ciekaw kiedy tu ostatnio padało. - uśmiechnął się krzywo.

- Nie pamiętam prawdę powiedziawszy.

- Cóż.. Nie dziwię się.

- To nie było za mojego pobytu. - dopowiedział Adam.

- Od dawna jesteś w GI? - Spytał Henry

- Nie jestem. Nigdy się nie zaciągnąłem.

- To trzeba się zaciągać oficjalnie? - Montabast parsknął śmiechem cicho - Myślałem, że po prostu chodzisz z nimi, kiedy cię weźmie na ratowanie świata.

- Nie, to nie tak. Jestem obserwatorem zewnętrznym - zawiła sprawa związana z mafią w Vegas.

- Aha.. więc lepiej jeśli nie będę pytał dalej? - zapytał żołnierz z szelmowskim uśmiechem.

Westchnienie ulgi było dla niego odpowiedzią. Henry zaczął skręcać papierosa.

- To kwestia braku zaufania, nikt nie lubi gdy ktoś wchodzi na jego teren gotów zamieszać. - sprostował Adam.

- A więc masz podstawy, żeby nie ufać Autobotowi?

Rainmaker znowu się roześmiał. - Ja tylko wykonuję rozkazy Henry.

- Dobra, załóżmy, że po prostu rozkazy kogoś z zewnątrz. - dokręcił papierosa i zaczął szukać po kieszeniach zapalniczki.

- W obecnej sytuacji wypełniam rozkazy tego samego dowódcy co ty. To kwestia rozsądku.

Henry odpalił papierosa i schował zapalniczkę z powrotem. Wypuścił parę razy dym, spojrzał w niebo.

- Czego się spodziewasz po zniszczeniu Molocha? - zapytał zmieniając temat.

- Prawdę powiedziawszy nie spodziewam się by molocha można było pokonać. Ale jak rozumiem to pytanie teoretyczne?

- No raczej.. ale jednak wolę wierzyć, że jest to możliwe

- Wiara to jednak dosyć dziwna rzecz, hmm? No dobrze skoro założymy że moloch zostanie zniszczony to zamierzam poszukać sobie miejsca o bardziej znośnym klimacie, nawet jeżeli mają mnie częściej boleć palce. A ty masz jakieś plany?

- Cóż.. Ja próbowałbym przywrócić to, co było kiedyś - prawo, regulacje. Po to, żeby człowiek nie musiał nosić broni, aby czuć się bezpiecznym. Wiesz, że przed wojną były ograniczenia prędkości na drogach? Teraz już prawie nie widać po tym śladu..

- Nie wiedziałem, a jak to działało w praktyce? - spytał Adam

- Były znaki pokazujące ile można jechać na danej drodze. Te metalowe słupy które widzieliśmy po drodze są pozostałościami po nich.

- A jeżeli ktoś chciał jechać szybciej?

- Oprócz tego specjalne służby za pomocą radaru mierzyły prędkość pojazdów. Jednak mierzyły tylko na niektórych drogach. Jeśli ktoś jechał za szybko, musiał zapłacić. Udawało się omijać te przepisy czasami, ale jednak pokazywały one mniej więcej granice zdrowego rozsądku - Wytłumaczył i wypuścił dym.

- Nie brzmi to zabawnie-mimo wszystko. - Stwierdził Adam.

- Wiesz, ale kiedyś było tyle samochodów, że to była konieczność. Było tylu ludzi, że niektórzy tracili do reszty instynkt samozachowawczy i robili zupełne głupoty. Teraz ludzie mimo wszystko są bardziej przystosowani do tego, co pozostało z życia.

- Fabryki samochodów miały większą moc przerobową niż fabryki molocha, wiesz o tym? - Zapytał znienacka.

- Hemm.. Nie wiedziałem, nie interesuję się za bardzo techniką.. ale to dziwne trochę, z tego co mi się wydaje.

- Dziwne? - Spytał Adam

- Bo przecież teraz nie musi się przejmować tym, czy jego maszynki zostaną kupione, nie musi płacić robotnikom - może wszystko co ma przerabiać na maszyny.

- Oszczędza zasoby, nie ma potrzeby na więcej maszyn. Front i tak się przesuwa. - wyjaśnił Rainmaker.

- Racja.. przesuwa się.. - wyraz twarzy kapitana stał się poważniejszy. - Mam nadzieję, że Zieliński niedługo wróci.. Źle by było stracić człowieka tak szybko i bez żadnych dalszych informacji.

- Będzie dobrze - tak myślę.

- Zgadza się - nie ma co się gryźć, to nic nie pomoże. Przejdę się dookoła, trochę mi nogi zdrętwiały. - Powiedział Henry podnosząc się i wyrzucając niedopałek na ziemię.

Z karabinem zawieszonym na ramieniu przeszedł się dookoła obozu. Popatrzył w stronę, gdzie powinny się znajdować zabudowania. Uśmiechnął się.

***

Minęły jeszcze dwie godziny i powoli zaczęło świtać.

Dopiero w tedy rozległ się charakterystyczny dźwięk jaki wydaje z siebie silnik wozu Greena. Szum opon jadących po piasku dobiegał z coraz bliższej odległości. Każdy widział zbliżający się pojazd, zatrzymujący się tuż obok Corvetty Kevina. Zieliński zgasił silnik i wyszedł na zewnątrz przygładzając dłonią dredy.

Nie dało się zauważyć że na karoserii auta widać dziury po pociskach, których wcześniej tam nie było. Na szczęście kierowca nie został w żaden sposób zraniony.

Chyba nie strzelali do niego zbyt celnie.

***

Kate szybko dorobiła się ksywki McNet. Nie ma zbyt dobrej pamięci, i nigdy jej to nie przeszkadzało. Nie przejmowała się tym kiedy dokładnie to się stało lub w okolicznościach jej chrztu.

Pierwszego chrztu jaki miała. Dopiero później dała się namówić do chrztu wodą święconą. Kapelan miewa swoje dziwactwa. Przynajmniej teraz, gdy droga dłużyła się niemiłosiernie mogła powspominać tamte dni, pierwsze dni istnienia tej grupy.

Jednak dobra pamięć do czegoś czasami się przydaje.

-Arnold, co ci najbardziej zapadło w pamięć w twoim życiu?

Arnold milczał przez krótką chwilę jakby się namyślał, ścisną w dłoniach kierownicę. Wszystko to zakończył tylko drobnym wzruszeniem ramion.

Zirytowana Kate rzuciła za siebie kilka zdań.

-Johny, to samo pytanie!

Jako odpowiedź otrzymała tylko jedno, krótkie zdanie.

-Nie wiem.

Kate kopnęła z furią w deskę rozdzielczą przed sobą. Arnold drgną od nagłego hałasu i ruchu. Dał znać o napięciu, które odczuwał ale którego prawie nie było widać.

-Czemu do cholery nikt nie chce ze mną rozmawiać?!
 
__________________
Arriving somewhere but not here

Ostatnio edytowane przez Sir_herrbatka : 07-07-2007 o 13:56.
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 06-11-2007, 15:21   #80
 
Harv's Avatar
 
Reputacja: 3 Harv wkrótce będzie znany
$: 37 796
Henry spojrzał na zbliżający się pojazd. Zdziwiło go to, że ucierpiała tylko karoseria, bo samochód działał raczej normalnie, a zwiadowca nie był nawet draśnięty. Najwyraźniej jest sprytniejszy niż wygląda, a może miał dużo szczęścia?
- Witaj Zieliński, wszystko w porządku poza tym, że Cię ostrzelano? W ogóle jak wyglądał zwiad? Czego się dowiedziałeś? - miał wiele pytań, próbował zamaskować ogarniające go podniecenie. Okaże się teraz, jak mają podejść do misji i co dalej będzie.
 
Harv jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Storytelling] - Płomyk nadziei, zagorzał pożarem. Christianus Archiwum rekrutacji 13 03-30-2008 16:44
[komentarze] Dom nadziei Bortasz Archiwum sesji Postapo 33 07-12-2007 10:00
[Neuroshima] Dom Nadziei. Bortasz Archiwum rekrutacji 12 03-04-2007 10:17
[Neuroshima] Neuroshima by LMGray LMGray Archiwum rekrutacji 32 05-07-2006 10:59
Motyw nadziei w świecie Dragonlance Merlin222 DL - Informacje wszelakie 4 10-14-2005 00:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 02:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111