Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Postapokaliptyczne > Archiwum sesji Postapo
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Postapo Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-12-2007, 11:35   #81
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 4 Nightcrawler wkrótce będzie znanyNightcrawler wkrótce będzie znany
$: 58 830
W ciemności budzą sie demony wspomnień - demony wojny.

Stojący na warcie Japończyk właściwie robił wszystko by unikać towarzystwa. Obchodził cicho obozowisko wlepiając wzrok w detektor ruchu, który co jakiś czas cichym piśnięciem wykrywał Kevina. Reszta spała, zdawać by sie mogło snem spokojnym, odprężającym. Taki sen opadał go przez kilka ostatnich dni podróży do Vegas, teraz jednak wróciła czujność.

Musiał przyznać ze nienawidził tego najbardziej - w Posterunku przy masie paranoików stojących na warcie udawało mu się spać spokojnie. Na froncie i podczas misji jednak nigdy. Krótkie fazy spokojnego snu przerywały burzliwe fazy rem skąpane krwią żołnierskiej braci i obfitujące w błyski czy to wybuchów czy iskier sypiących się z wszędobylskich kabli.

Często też nawiedzał go nierzeczywisty obraz jego Ojca mordowanego przez, ożywioną niczym waż spawarkę czy palnik tlenowo-acetylenowy...
To musiało się skończyć. Maszyny miały pomagać ludziom a nie zabijać ich - to było jego zadanie - walczyć o to ile sił w wątłych płucach, póki serce nie odmówi posłuszeństwa...

Tak usnął wojownik nękany koszmarami rzeczywistość.
Poranek przywlókł sie z szmerem silnika i dziurami po kulach. Na szczęście tym razem obyło sie bez krwi. Chodź zdziwiło go to nieznacznie.
Mitsu przysunął sie do Kapitana i przysłuchując się rozmowie żołnierza z Zielińskim lustrował pojazd. Lewą rękę kurczowo zaciskał na drewnianej saya swojej katany
 
__________________
Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an.
Nightcrawler jest offline  
Reklama
Stary 06-13-2007, 18:18   #82
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 3 Bortasz jest na bardzo dobrej drodze
$: 62 599
Zielinski wysiadł ze swego samochodu. I kulejąc przez idąc zbliżył się do ogniska, gdzie też legł nie tyle dostojnie, co w miarę bezboleśnie.

- Przyuważyli mnie gdy się wycofywałem na szczęście dobiegłem do samochodu nim te pojeby zaczęły strzelać. Ehh ale dobra. Widziałem piątkę ćpunów z samopałami załatwić ich nie będzie problemem. Co do budyneczków to zaraz gdzie to ja mam.. a tak proszę.

Zielinski w końcu znajduje wśród swych kieszeni zmięty kawałek papieru.

- Czerwony magazyn ma zerwany dach ćpuni siedzieli w niebieskim biurze. Woda to, to zielone kółeczko a ządy czarnych to mieszkania. Zielone miedzy nimi to niegdysiejszy ogródeczek. Tak poza tym to niewiele ciekawego żadnych tajnych wejścia nie widziałem, ale też nie miałem zbyt wiele czasu by się przyjrzeć z bliska. Jak się tam ruszymy cichcem z rana to powinniśmy ich dorwać ze tak się wyrażę z spuszczonymi spodniami.

Zielinski mimo tego że dużo mówił patrzył bez przerwy w jeden punkt którym był kocyk przy ognisku. Widać było, że jego największym marzeniem jest lec na nim, wtulić się i zasnąć z głośnym westchnieniem ulgi.
 
__________________
Człowiek kierujący się tylko rozsądkiem, myli się najczęściej. Niewiedza nie stanowi usprawiedliwienia dla nie przemyślanych działań. Gdy się nie wie, gdy ma sie wątpliwości, dobrze jest zasięgnąć porady... A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?
Bortasz jest offline  
Stary 06-16-2007, 15:31   #83
 
Harv's Avatar
 
Reputacja: 3 Harv wkrótce będzie znany
$: 37 796
- Hmm.. A co Ci się stało w nogę, chłopcze? - Zapytał życzliwie. Zastanowił się, czy wśród ich drużyny jest ktoś, kto ewentualnie mógłby się zająć nim, gdyby to było coś poważniejszego. On wiedział o urazach tyle ile mówiono mu na kursie przed wojną i co widział tutaj, ale nie umiał zbyt dobrze opatrywać.

Przyjrzał się kawałkowi papieru, po czym pokazał go innym.

- Sądzę, że powinniśmy podzielić się na grupki i okrążyć ich, aby wykorzystać jak najlepiej element zaskoczenia. Mam tylko nadzieję, że nie napotkamy niczego dodatkowego.. - Uśmiechnął się na myśl o misji. - Też sądzę, że najlepiej będzie zaatakować zaraz przed świtem. Pośpiech może tu bardzo zaszkodzić. Najlepiej będzie złapać przynajmniej jednego, aby dowiedzieć się, czy zauważyli coś w tych biurach i budynkach.

Zamilkł, mimo że wydawało się, że może mówić jeszcze długo o spodziewanym przebiegu akcji i taktykach, które mógłby zastosować. To nie on był tutaj dowódcą, więc jedyne co mógł, to czynić sugestie.
 
Harv jest offline  
Stary 06-18-2007, 08:39   #84
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 4 Nightcrawler wkrótce będzie znanyNightcrawler wkrótce będzie znany
$: 58 830
Wsłuchując się w słowa Kapitana Bushi pomyślał jaki to okrutny żart losu - Moloch chce zgładzić ludzkość a niektórzy ludzie wciąż walczą i zabijają się nawzajem - bezsens.

Nie był dobry w układaniu planów dlatego szybko przytaknął na słowa Montabasta zgadzając się na atak o świcie:
- Ale chcecie sie tam dostać samochodami? silniki mogą ich pobudzić - spytał ogół kapral - Co prawda to wciąż daleko, może podjedziemy kawałek i potem zakradniemy sie do ich obozu pieszo-
Schylił się by zwinąć posłanie
- w każdym razie ja spakuję już swoje rzeczy do wozu uniósł głowę i spojrzał na Dominique - Jakie rozkazy Proszę Pani?
odczuwał dziwny niepokój - niszczyć maszyny top jedno, a zabijać żywych ludzi z krwi i kości to drugie. Wyglądało jednak na to zę ta banda nie będzie chciała z nimi rozmawiać...
 
__________________
Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an.
Nightcrawler jest offline  
Stary 06-18-2007, 10:38   #85
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 3 Sir_herrbatka jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 754
Rainmaker tym czasem wsiadł do samochodu i zaczął szperać pod fotelem. Po chwili miał w dłoniach pistolet maszynowy MP7 (http://upload.wikimedia.org/wikipedi...P7A1_REMOV.jpg) który przewiesił na pasku przez ramię. Nie dało się jednak ukryć że wydobycie broni zajęło mu zdecydowanie zbyt dużo czasu a skrytka nie była zbyt praktyczna.

Z kolejnego schowka zaczął wydobywać zapasowe magazynki do swojej broni.

-Masz większe doświadczenie Henry niż ja. Taktyka małych oddziałów nigdy nie była moją mocną stroną.

Zamyślony zaczął pakować magazynki do starej, połatanej torby. Henry mógłby przysiądź że kiedyś używał jej listonosz.

Zarówno broń jak i amunicje położył na fotelu swojego samochodu i wyszedł na zewnątrz.

-Jeżeli jak mówicie najlepiej uderzyć przed świtem to należy ruszyć już za chwilę. Po prostu takie są fakty.

Poklepał się po kieszeniach jakby czegoś szukał. Wyraz twarzy wskazywał na to że znalazł to co chciał, sięgną w głąb kieszeni i wydobył paczkę gum do żucia. Wyślizgnęła mu się z palców ale błyskawicznie złapał ją w połowie drogi do ziemi lewą dłonią. Westchną cicho i spakował gumę z powrotem do kieszeni.

Zacisną prawą dłoń w pięść po czym z powrotem ją rozluźnił.

-Więc Dominique, co robimy? Jeżeli mamy ruszać to już teraz.
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 06-18-2007, 22:39   #86
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 3 Krakov wkrótce będzie znanyKrakov wkrótce będzie znany
$: 53 520
O ile nocna warta pozwoliła Kevinowi wyciszyć się i uspokoić o tyle powrót Zielińskiego sprawił, że na nowo oczy zapłonęły mu blaskiem oczekiwania a dłonie zaczęły drżeć. Wcale mu to nie pomagało, gdy siedząc w samochodzie przeglądał po kolei M9-ki i kałasznikowa wyjmując każdy magazynek by mieć pewność, że broń jest załadowana. W zasadzie było to zbędne, gdyż robił to już parę razy wcześniej zarówno na jawie jak i we śnie... Pociskom przyglądał się tak dokładnie, że bez problemów mógłby je już rozróżniać. A wszystko to by czymś się zająć i odzyskać równowagę...

Jeszcze gdy przeładowywał AK ręce latały mu w taki sposób, że niemal wypuścił karabin. Rozglądając się, czy aby nikt go nie widzi sięgnął po piersiówkę i pociągnął małego łyka. Nie sądził, że taka ilość alkoholu zadziała na niego uspokajająco. Miał świadomość tego, że jest to tylko placebo... Niemniej jednak napił się i rzeczywiście drżenie rąk znacznie się zmniejszyło. A gdy wysiadł z samochodu i przyłożył broń do ramienia celując gdzieś w przestrzeń ponad samochodami stwierdził z zadowoleniem, że nie ma już żadnego problemu.

Był podniecony i czuł, że robi mu się gorąco. Zdjął więc kurtkę i rzucił ją na tylne siedzenie Corvetty. Następnie klamki wróciły na swoje miejsce za pasem, a karabin wylądował na ramieniu. Zapasowe magazynki udalo mu się poupychać po kieszeniach w taki sposób, że pozwalały mu na mniej więcej wygodne poruszanie się. Tak przygotowany podszedł do Henrego i szybko taksując ją wzrokiem rzekł do niego:

- Ja jako żółtodziób podobnie jak przedmówca popieram twój koncept. I... jeśli miałbyś jakieś szybkie, dobre rady na taką okazję to byłbym wdzięczny.
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline  
Stary 06-19-2007, 11:26   #87
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 3 Sir_herrbatka jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 754
Wstawanie z łóżka jest kłopotliwą sprawą-nie ważne ile razy się to robi wciąż pozostaje pewien niesmak. Arnold wstawał już wiele razy-każdego poranka a jednak wciąż miał z tym kłopoty. W ciągu swojego życia nigdy nie miał kłopotów ze snem-aż do niedawna.

Lata odbijały swoje piętno na powoli starzejącym się człowieku.

Choć wcześniej miał problemy ze wstaniem przed 7 rano to jednak ostatnio budził się przed świtem i nie wiedział co miał ze sobą zrobić. To także był problem.

Świat był szary i cichy. Ostatnie godziny przed wschodem słońca to tylko czas który trzeba przeczekać-nic więcej.

Mimo to zauważył, że ktoś oprócz niego już nie śpi.

-Ty też czekasz na wschód słońca?

Zwrócił się w stronę Johnego.

-Z konieczności, nie z chęci.

Odpowiedź padła szybko i była naturalna. Dużo bardziej naturalna niż typowa wypowiedź chłopaka-najpierw skonstruowana, następnie przeanalizowana a na koniec wyartykułowana.

-Ta, zdaje się że nikt nie ma na tyle zboczonej natury by wstawać z własnej woli o tej godzinie.

-Ale i tak wstają.

Odpowiedź zabrzmiała może odrobinę cynicznie i ironicznie. Z całą pewnością zabrzmiała dostatecznie gorzko Arnold zrezygnował z kontynuowania tego wątku.

-Ona chyba ma rację, traktuję cię jak dzieciaka.

Johny przetarł oczy znużonym gestem.

-Nie krępuj się.

***

Narada przed wyruszeniem, do jak się zdawało, pewnej walki nigdy nie jest łatwa. Nawet jeśli wszyscy żołnierze to weterani którzy bardziej ufają towarzyszom i swojemu dowódcy bardziej niż dla siebie samych. Sprawa przedstawiała się tutaj zdecydowanie inaczej ale i tak zdawało się że nie jest najgorzej. Niepokój-nerwowa atmosfera potrafiła się udzielić, zwłaszcza dla młodego i niedoświadczonego Kevina, ale jednak nie był to paraliżujący strach.
 
__________________
Arriving somewhere but not here

Ostatnio edytowane przez Sir_herrbatka : 06-24-2007 o 20:24. Powód: "Death line" przesunięty na poniedziałek
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 06-23-2007, 21:42   #88
 
rudaad's Avatar
 
Reputacja: 4 rudaad wkrótce będzie znanyrudaad wkrótce będzie znany
$: 88 743
Dominique La Brassco

Dominique stała jeszcze przy ognisku, gdy doszedł ich odgłos silnika samochodu Greena. To co zobaczyła bynajmniej się jej nie spodobało, a cała sytuacja jaka wytworzyła się chwilę po niedokładnym raporcie Zwiadowcy-z-bożej-łaski jeszcze bardziej ją rozzłościła... "Prawie jak banda dzieciaków, na hurra idziemy strzelać do ćpunów.. Matko święta jak dobrze, że to nie żaden z nich tu dowodzi." Zignorowała gwar i samowolną naradę nad taktyką działania swoich ludzi, gdy słyszała co jeden to głupszy pomysł.. "Gdzie tu do cholery element zaskoczenia, jak ostrzelali nam zwiadowce i pewnie już czekają na jego mścicieli. Nawet nawaleni mieszkając w taki miejscu wyrobili sobie juz dawno ten specyficzny tok myślenia o zagrożeniu- to jest wszędzie.. Ehh.. Szkoda sobie głowę nawet zawracać.. Później im będę tłumaczyć.."
Kobieta poczekała, aż Henry nareszcie odsunie się od Greena i sama przy nim przykucnęła. Obejrzała dokładnie ranę na jego nodze, ta na szczeście nie była zbyt głęboka i z pewnością była "czysta". Bandaż i jakaś maść przyspieszająca gojenie powinna wystarczyć. Chłopak nawet się nie skrzywił gdy Dominique uciskała okolice rozerwanej tkanki skórnej by zajrzeć do środka i upewnić się, że nie znajdzie tam żadnych odłamków, czy zanieczyszczeń. Widocznie był wykończony i prawdopodobnie niezdatny na dłuższą metę do trzeźwego myślenia. La Brassco odezwała się więc do poszkodowanego spokojnym tonem, powoli i wyraźnie artykuując każde słowo:

-A teraz Green skup się i odpowidaj dokładnie na moje pytania. Rozumiesz?

Green spojrzał na Dominiq wzrokiem zarezerwowanym dla ludzi którzy uwarzają go za przygłupa.

-Tak prze pani rozumiem....

-Jak daleko napotkałeś czynny opór?

-Czynnego oporu brak.

-Jeżeli czynnego oporu brak, to te dziury po pociskach w twoim aucie i rana na nodze skąd się wzięły ?

-A stąd, że jak już wjechałem między budynki to wyszedłem się rozjerzeć. Widze lężącego faceta, klękam, a on zaćpany jak diabli... Nagle wyskoczyło czterech kolesi z biurowca i zaczęli strzelać, to sie ulotniłem.

-Green, a co za przeproszeniem miałeś tam zrobić ?

-Się rozejrzeć, co też zrobiłem. Masz mapkę, szkicowałem ją z wzgórza potem podjechałem, bo żywego ducha nie było widać nigdzie.

-Miałeś zrobić zwiad, a nie bawić się w matkę miłosierdzia to raz. Dwa nie zwracaj się do mnie per-ty, bo jestem twoim dowodcą.

-Ta jest prze pani.

Powiedział kiwając się prawie jak pijany. Był osłabiony i tracił powoli zdolnośc kojarzenia. Dominique widziała to doskonale, ale miała powoli ochotę trzasnąć go w głowę i postawić na baczność na czas dokończenia rozmowy. Jednak powstrzymała się ogromnym wysiłkiem woli.

-Green, nie widziałeś napewno nikogo wiecej?

-Tylko tą piątke patafianów.

-Żadnych wieżyczek strażniczych ?

-Nic więcej, by mnie ostrzelali przecież jak by tylko zobaczyli...

-Ostrzelali cię przecież.. -Dominique westchnęła.

-W jakim stanie sa budynki?

-Magazyn rozwalony w drzazgi, reszta się jakoś trzyma.

-Jakoś? Czyli jak?

-Są w różny stanie zużycia. Jak by tak je wyremontować troche, dałoby się mieszkać...

-Chodzi mi bardziaj o ich użyteczność taktyczną. Więc czy znajdują się tam jakieś wyrwy? Zwaliska gruzu?

-Magazyn to jedno wielkie zwalisko gruzu, reszta się w miarę trzyma. Nie trzeba żadnych wyrw są normalne okna, gdzie nie gdzie ściany popękały troche, ale i tak są w znośnym stanie.

-Jesteś w stanie zaznaczyć choć mniej wiecej jak wyglądał układ drzwi i okien?

-Niezbyt. Te domki to szeregowce, zobaczysz jeden widziałeś wszystkie pozostałe, a biuru się nie przyjrzałem zbytnio...

-A przyjrzałeś się chociaż temu jednemu?

-W sensie jakiemu jednemu?

Powoli zaczął już zupełnie tracić tomność..

-Chodzi o domki szeregowe. Narysuj mi jak wygląda ten układ drzwy
i i okien, w Apallachach nie ma szeregowców.


Spojrzał miną nieszczęśnika... Ale wziął ołówek i zaczął kreślić jakieś prostokąty na boku mapki, podsuniętej mu przez kobietę.

- Narysuj... Drzwi na parterze wychodza na plac, plus trzy pary okien, jedno obok drzwi i para na piętrze...

-Spokojnie Green.

Dominique złapała go za ramię i zacisnęła dłoń.

- Wskarzesz mi jeszcze tylko miejsce w którym cię zaczęto ostrzeliwać i pójdziesz spać.

-Na placu koło pierwszych mieszkalnych.

-Zaznacz na mapie.

Włożyła mu sama w dłoń ołówek i klepnęłą delikatnie w policzek na otrzeźwienie.

-Green, zaznacz miejsce w którym zaczęto cię ostrzeliwać, słyszysz?

Zaznaczył. I co ciekawsze nawet w podobnej lokalizacji do opisanej chwile wcześniej. Dominique już nie miała serca dalej go męczyć, zwłaszcza, że żadnej wartościowej informacji nie byłby w stanie udzielić. A zasnął opuszczając głowę na pierś i utrzymując się w pozycji półsiedzącej tylko ze względu na to, że baronówna nie poluzowała jeszcze uścisku na jego ramieniu, co niebawem zrobiła. Po czym wysprostowała się i analizując wszystkie uzyskane informacjie podeszła powolnym krokiem do swojego oddziału zupełnie nie zwracając uwagi na toczącą się tam dysputę. Zatrzymała się krok od nich i dopiero wtedy podniosła głowe, spojrzała ostrym wzrokiem na wpółzebrany oddział do w jej mniemaniu dezertercyjnego wymarszu i głosem na jaki mało którego dowódcę było stać dała jedną dosadną komendę:

-Baczność oddział! W szeregu zbiórka!
 
__________________
"Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania."
rudaad jest offline  
Stary 06-23-2007, 23:03   #89
 
Harv's Avatar
 
Reputacja: 3 Harv wkrótce będzie znany
$: 37 796
Przed wyruszeniem w drogę postanowił sprawdzić swój ekwipunek, w szczególności broń. Zwrócił się do Kevina:

- Szybkie rady? Jeśli przeciwnik ma broń, nie wahaj się go zabić. Nie wiem, czy zabiłeś kogoś kiedykolwiek, więc mówię, żebyś się po prostu nie cackał. To ty zabijasz, a nie broń. Oprócz tego wykorzystaj każdą osłonę jaką możesz. Zawsze poruszaj się wzdłuż ściany, unikaj otwartych powierzchni. I przede wszystkim słuchaj się rozkazów - jak ktoś mówi, że masz zostać to masz zostać.

Spoglądał na rozmowę Dominique i Zielińskiego czyszcząc lufę, potem gdy sprawdzał zamek broni, jego dowódca podniósł się i skierował się w ich stronę. Schował broń na miejsce gotowy do dalszych rozkazów. Zdziwił się, że z Zielińskim jest aż tak źle. Cóż, jest felczerem, poradzi sobie z tym.

Na komendę stanął w przepisowej pozycji w szeregu.
 

Ostatnio edytowane przez Harv : 06-24-2007 o 20:39.
Harv jest offline  
Stary 06-24-2007, 21:46   #90
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 3 Krakov wkrótce będzie znanyKrakov wkrótce będzie znany
$: 53 520
- Czy zabiłem kogoś kiedykolwiek? - Kevin powtórzył cicho słowa Kapitana kierując je bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Przed oczami stanął mu półmrok zaśmieconego garażu, leżący przed nim w kałuży własnej krwi chłopak i wielki szkarłatny klucz francuski, który wciąż rytmicznie unosił się i gwałtownie opadał uderzając w jego czaszkę. W żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć jego twarzy. W zasadzie wtedy... jej miejsce zajęła już jedynie krwawa miazga. Jednak Scott nie widział nawet tego. Ten jeden raz w życiu ogarnęła nim furia silniejsza i bardziej nieokiełznana niż którekolwiek z jego uczuć. Może nawet silniejsza od pożądania prędkości... I pomyśleć, że wszystko to z tak błahego powodu, jakim był samochód...

Śmierć wcale nie była mu obca. Śmierć pod kołami, w płonącym wraku, śmierć od kul, śmierć od noża i wiele wiele innych. Od najmłodszych lat wpajano mu, że świat jest okrutny. "Zabijasz albo dajesz się zabić". Myśl o śmierci nie przywoływała jednak obrazów wypadku ani strzelanin, lecz zawsze ten sam mroczny garaż. Gniew przepadł już dawno. Pozostały jedynie wyrzuty sumienia...

- Wierz mi, chciałbym powiedzieć, że nigdy nikogo nie zabiłem... - zamyślił się patrząc gdzieś w przestrzeń obok twarzy Henry'ego po czym dodał - Dzięki. Mniej więcej tak to sobie wyobrażałem.

W zasadzie wydawało mu się całkiem podobne do ulicznej strzelaniny: nie wychylać się i nie wahać przed pociągnięciem za spust. "Tyle, że w Detroit nie było stopni i szczegółowych rozkazów." - pomyślał.

- Baczność oddział! W szeregu zbiórka!

Spojrzał na Dominique uśmiechając się jeszcze do swoich rozważań.
"Taaa. Tego też u nas nie było."
Nie zwlekając jednak ani chwili dłużej postanowił naśladować Kapitana i stanął obok niego starając się aby wyglądało to w miarę przyzwoicie. Poważna twarz dowódca skłoniła go do zmazania z twarzy drwiącego uśmieszku i dostosowania się do powagi sytuacji.
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Storytelling] - Płomyk nadziei, zagorzał pożarem. Christianus Archiwum rekrutacji 13 03-30-2008 16:44
[komentarze] Dom nadziei Bortasz Archiwum sesji Postapo 33 07-12-2007 10:00
[Neuroshima] Dom Nadziei. Bortasz Archiwum rekrutacji 12 03-04-2007 10:17
[Neuroshima] Neuroshima by LMGray LMGray Archiwum rekrutacji 32 05-07-2006 10:59
Motyw nadziei w świecie Dragonlance Merlin222 DL - Informacje wszelakie 4 10-14-2005 00:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 03:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111