Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Postapokaliptyczne > Archiwum sesji Postapo
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Postapo Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-30-2007, 22:45   #31
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
(post konsultowany z MG)

Noc nie przyniosła żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Jego pomysł z wystawieniem wart, chyba przyniósł efekt, choć nie wszystkim się podobał. Jednak Joanne posłuchała jego rady. To dodało mu otuchy – „Być może nie jest tylko rozpieszczoną smarkulą” – myślał. Zaczął teraz zauważać u niej pewne cechy jej babki, która tak długo i mądrze zarządzała Kryptą. Wstał rozprostował ciało, kilka przysiadów i pompek sprawiło, że resztki snu ulotniły się bezpowrotnie. Kilkanaście minut na śniadanie i zwinięcie obozu i już wyruszali ku dalszej wędrówce.

*****

Wędrówka pomiędzy wzgórzami wcale nie był łatwiejsza niż marsz przez kamienistą pustynię. Słońce nie oszczędzało ich już od rana, wznosząc się co raz wyżej na nieboskłonie, przypiekając ich coraz mocniej. Jim wykorzystywał każdą chwilę na badanie okolicy w poszukiwaniu choćby najmizerniejszego źródła wody. Liczył na to, że skoro rośnie tu ta sucha trawa i nędzne krzewy, to być może wśród wzgórz jest jakieś źródło, sadzawka, kałuża, cokolwiek. Na szczęście, koło południa znalazł wśród skał małą rozpadlinę, doskonale chroniącą przed Słońcem. Postanowili przeczekać najgorszy i najbardziej upalny okres dnia w cieniu, zbierając siły przed dalszą wędrówką. Niestety nie znaleźli wody, a ich zapasy malały z każdą chwilą, mimo iż Rought surowo przykazała jej staranne racjonowanie.
Kiedy wyruszyli ponownie, upał wydawał się wcale nie zelżeć, wręcz przeciwnie – ukrop lał się z nieba. Przemierzyli już wiele wzniesień, niektóre były łagodne, inne znów strasznie strome. Vay pożyczył od Joanne lornetkę, zawsze kiedy docierał na szczyt wzgórza, obserwował przestrzeń przed nimi. Zawsze widział pustkę i ani żywej duszy. Do czasu…
Około czwartej, udało mu się podejść kolejne wzgórze. Tuż przed dotarciem na górę, obejrzał się do tyłu i spojrzał na wlekącą się pięćdziesiąt metrów z tyłu drużynę. Dotarł na sam szczyt. Przyklęknął – wiedział, że stojąc byłby widoczny z odległości wielu mil. Wyciągnął lornetkę z futerału i zaczął starannie obserwować okolicę. Już miał skończyć, kiedy po lewej stronie, na sąsiednim wzgórzu dostrzegł jakiś ruch. Uniósł rękę do góry dając znak pozostałym by się zatrzymali. Około 600 metrów przed nimi, na łagodnym stoku, ktoś był. Wychylił się lekko, uważając by promienie słoneczne nie odbiły się blaskiem soczewkach lornetki. Chuda zgarbiona postać, o długich, czerwonych włosach sięgających do pasa przykrytych słomkowym kapeluszem, pracowała zacięcie na polu. Pieliła jakieś dziwne rośliny, Jim z tej odległości, nie potrafił powiedzieć co to było. Troszeczkę z tyłu, widział zarys prymitywnej ziemianki. Postać podniosła się i spojrzała w jego stronę. Jim szybko podał plackiem na ziemię, chowając lornetkę. „Cholera, mam nadzieję, że mnie nie zauważył” – przeklinał w duchu swoją lekkomyślność.
Obejrzał się do tyłu i to co zobaczył przyprawiło go o chwilowy ból głowy. Andy trzymał mocno Sama a Rought próbowała wywołać u niego wymioty." Co tu się kurwa dzieje" -zaklnął pod nosem. "Lepszej chwili nie mogli osbie znaleźć na takie zabawy" - był naprawdę wkurzony. Kiedy wreszcie to zamieszanie się skończyło gestem dłoni dał znak Rought by podeszła do niego. Zdał jej dokładną relację, tego co widział. Dał jej lornetkę, przykazując by nie wychylała się za bardzo. Joanne stwierdziła, po chwili, że nieznajomy wrócił do swojego zajęcia. „Miałem farta, nie zauważył mnie” – odetchnął z ulgą Jim.
- Proszę o pozwolenie na wykonanie zwiadu, panno Roughstorm, podejdę z drugiej strony wzgórza by zminimalizować ryzyko wykrycia. Zorientuje się czy nie ma zagrożenia i wrócę.
Rought popatrzyła przez chwilę na Vay'a i powiedziała: - Możecie iść kapralu, musimy wiedzieć czego się możemy spodziewać, ale proszę na siebie uważać i w razie zagrożenia użyć wszelkich środków. Zresztą nie muszę chyba pana uczyć wykonywania swoich obowiązków. – powiedziała z troską, przebrzmiewającą w jej głosie.
- Oczywiście, panno Rought. – Jim wykonał komendę spocznij.

*****

Zdjął ciężki plecak z ramion, w czasie zwiadu tylko by mu przeszkadzał. Zostawił go pod opieką pozostałych. Wyciągnął z niego tylko zestaw do kamuflażu, wybrał z niego kolor typu „desert”, nakładając go ostrożnie na twarz i dłonie. Na szczęście jego mundur, idealnie wpasowywał się w otoczenie, kilka kępek trawy wpiął w swój wojskowy kapelusz i ruszył. Zszedł najpierw w dół wzgórza na którym byli, pochylił się nisko i ostrożnie przebywał trawiastą przestrzeń w kierunku celu. Co jakiś czas przystawał, badając grunt przed nim, uważał bardzo by nie poruszać niepotrzebnie wysuszonej trawy. Przy bezwietrznej pogodzie, taki ruch ewidentnie by go zdradził. Postanowił, dotrzeć do celu z przeciwnej strony niż obserwował go przez lornetkę. Dzięki temu lepiej zachowa w tajemnicy kierunek wędrówki grupy w razie wykrycia. Przesuwając się mozolnie metr za metrem w suchej trawie, dotarł na odległość około 20 metrów od chatki i nieznajomego. Ostrożnie uniósł głowę, starając się przeprowadzić rzetelne rozpoznani. Jedną rękę cały czas trzymał na rękojeści odbezpieczonego Colta, tkwiącego w kaburze. Mężczyzna przed nim zawzięcie wyrywał z poletka suchą trawę, która rosła wszędzie w około. Jego skóra był sucha i pomarszczona od wiatru, ale jego oczy były zdumiewająco młode – ich błękit świadczył o tym, że mężczyzna ten nie przekroczył jeszcze trzydziestki. Z tyłu za ziemianką zauważył jakiś drewniany właz.
Już miał się wycofywać, kiedy nagle zaskoczył go głos: - Nie chcę twojej krzywdy wędrowcze. Wiem, że tu jesteś. Jeżeli chcesz mnie zabić to nie będę cię błagał o życie, ale rad będę jeżeli pozwolisz mi się nim jeszcze pocieszyć. To nieznajomy nawet nie przerywając pracy, odezwał się do niego. „Jak on mnie zauważył?”Jim zachodził w głowę, lecz na głębsze refleksje nie było czasu. Ostrożnie podniósł się z ziemi, rękę trzymając blisko kabury. Cały czas lustrował najbliższe otoczenie, nie wiedząc, czego może się spodziewać. Podszedł bliżej wpatrującego się w niego mężczyzny, starając się ustawić tak, by z sąsiedniego wzgórza reszta ekipy mogła go zobaczyć. – Nie mam złych zamiarów, chciałem tylko sprawdzić kim jesteś, w dzisiejszych czasach ostrożności nigdy za wiele. Starał się by jego głos był pewny i opanowany. Odbezpieczona broń dawała mu pewne poczucie bezpieczeństwa. Czekał na odpowiedź nieznajomego…
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!

Ostatnio edytowane przez merill : 09-30-2007 o 23:10.
merill jest offline  
Reklama
Stary 09-30-2007, 23:20   #32
 
nonickname's Avatar
 
Reputacja: 3 nonickname ma w sobie cośnonickname ma w sobie coś
$: 34 130
DOM BROWNA
23.09.2131
0535pm

Vay

W takim razie życzę Ci długich nocy i spokojnych dni wędrowcze. Nazywam się Brown i jestem człowiekiem uprawiającym ziemię. Możesz u mnie uzupełnić zapasy. Kukurydza jest za darmo.
Wskazał dłonią rośliny rosnące na poletku. Woda jest w studni z tyłu domu. Mam też fasolę. Za wodę nie musisz płacić, bo jest darem Boga, ale fasolę przywozi Papa Doc, więc z chęcią zobaczę kolor twojej monety. Skończył wywód i dopiero w tym momencie spuścił wzrok z twojego colta.

To pistolet prawda? Kiedyś, dawno temu coś takiego widziałem. W Tull. To 3 dni drogi stąd. Skąd jesteś? Na wschodzie przecież nic nie ma. Jesteś martwy? Jesteś traworzerem? To nic. Jak powiedziałem, nie chcę kłopotów i nie chcę twojej krzywdy. Zostaniesz na kolacji?

Reszta Drużyny
Widzicie Vaya rozmawiającego z nieznajomym.
 
__________________
A MACIE GOGLE ? !
nonickname jest offline  
Stary 10-01-2007, 22:25   #33
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
- Nie, nie mam zamiaru Cię skrzywdzić – obserwował uważnie człowieka, który przedstawił mu się jako Brown. – Musiałem być bardzo nieuważny skoro mnie dostrzegłeś. Czasy są takie, ze lepiej upewnić się kto jest kim, prawda? Nie czekając na odpowiedź, rozejrzał się po polu, uprawianym przez mężczyznę: - Za wodę dziękuję, chętnie skorzystamy z oferty – zauważył zdziwione spojrzenie nieznajomego – jest na tu kilkoro, moim zadaniem było rozpoznanie. Moi towarzysze nie zrobią Ci krzywdy, pewnie widzą nas teraz, więc niedługo się ujawnią. Zdecydował się powiedzieć Brownowi prawdę. Jego ręka cały czas była w pogotowiu, gotowa by sięgnąć po Colta, a mężczyzna wydawał się nie stanowić zagrożenia.

- Masz rację, nie jesteśmy stąd, wędrujemy wiele dni, lecz cel wędrówki raczej nie powinien Cię interesować. Wspominałeś o jakimś Papie Doc’u – kto to jest? Możesz też opowiedzieć mi trochę o tym Tull? Niezbyt rozeznajemy się w okolicy, a informacje mogą się nam bardzo przydać, czy to jedyne osiedle w okolicy? Jest tu więcej osad? – z ust kaprala wydobył się potok spokojnych i rzeczowych pytań, a Vay nie spuszczał oczu z postaci mężczyzny. Uważnie obserwował jego ruchy i dłonie, cały czas stojąc do niego przodem, odbezpieczony pistolet tkwiący z kaburze dodawał mu pewności siebie. Jim nigdy by się do tego nie przyznał, ale bał się trochę teraz. Nieraz w Krypcie, sytuacja wymagała brutalnych i stanowczych decyzji, lecz w Krypcie wszyscy zdawali mu się tacy przewidywalni. A teraz…? Pierwszy raz stał oko w oko z kimś z poza Krypty, nie mógł znać jego reakcji i charakteru, wiedział, że musi być czujny i nie może sobie pozwolić na błąd.

- Chcemy tylko trochę informacji i żadnych kłopotów, odpoczniemy chwilę, pogadamy i odejdziemy. Nikomu nie stanie sie krzywda - powiedział pewnie patrząc w zaskakująco młode błękitne oczy Browna.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Stary 10-01-2007, 22:48   #34
 
bushido's Avatar
 
Reputacja: 2 bushido jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 633
Najpierw było miło. Fala nagłego przypływu szczęścia. Słońce przestało palić, zaczęło grzać. Wiatr przestał siekać po twarzy tumanami piasku, stał się bardziej orzeźwiający. Już nie tyle sam z ciekawości chciał zobaczyć co zauważył Vay, lecz pragnął pomóc. Nie wiedział czy to nagły impuls nakłonił go do tego, ale z jakiegoś powodu postanowił zacząć działać.

"koniec stania z boku"

I wtedy stało się, nagły powrót do rzeczywistości. Ten szczeniak złapał go za rękę i zaczął bełkotać. Szkoda, że nic nie dało się zrozumieć. Wyrwał mu się i w pierwszym odruchu chciał uderzyć, zaciśnięte pięści nie zostały jednak użyte. Może to nagłe wtrącenie się doktorka, a może miał po prostu wystarczająco wiele samokontroli aby nie wdawać się w tak bezsensowną bójkę. Zwłaszcza, że to "kochanek" ich "przywódczyni". Stał tak próbując zrozumieć co się dzieje. Na twarzy doktorka i Rought mógł wyczytać przerażenie. Nigdy nie sądził, że mogą się o niego martwić. Odszedł na bok i usiadł spokojnie na piasku. Gdy wreszcie dotarł do niego sens słów które wypowiedział LaBay odpowiedział:
-Spokojnie nic mi nie jest.- Następnie wskazał Andyego palcem-Nigdy więcej mnie nie dotykaj!

Nie ulegało jednak wątpliwości, że czuł się troszkę dziwnie. To na pewno od słońca. Pamiętał jak Bill wspomniał kiedyś coś o przegrzaniu. Ból głowy i omdlenia, wszystko z powodu słońca. Zapewne teraz także miał tego objawy. Siedział jakby wypoczywając, naprawdę czekał aż zareagują inni. Miał czas...
 
bushido jest offline  
Stary 10-01-2007, 23:29   #35
 
nonickname's Avatar
 
Reputacja: 3 nonickname ma w sobie cośnonickname ma w sobie coś
$: 34 130
SZCZYT WZGÓRZA
23.09.2131
0520pm

LaBay
Zająłeś się nieszczęsnym Sammym. Na razie nic mu nie jest. Zaobserwowałeś tylko zwiększoną ciepłotę ciała, przyspieszony oddech i większą potliwość. Nie potrafisz ocenić bez specjalistycznego sprzętu czy jest to wynik trucizny, czy to tylko stres. Spowodowałeś torsje u pacjenta i treść żołądka zawierająca trawę została zwrócona. Przez następny kwadrans obserwowałeś bacznie pacjenta. Nic niepokojącego się nie działo. Większość znanych Ci trucizn powinno zadziałać od razu. Z całą pewnością nie daje to pewności, iż roślina nie była zatruta. Samowi przyda się teraz trochę spokoju, więc roztropnie będzie nie dzielenie się z nim tymi informacjami.

Reszta
W czasie najbliższego kwadransu dzieliliście uwagę między wymiotującego Sammego, a oddalającą się w stronę ziemianki postać Vaya. Wraz z upływem czasu utwierdzaliście się w przekonaniu, że to fałszywy alarm. Coraz więcej uwagi poświęcaliście kapralowi. Gdy znalazł się naprawdę blisko człowieka pielącego swoje poletko, stało się coś czego się nie spodziewaliście. Vay się wyprostował i zaczął po prostu rozmawiać z tym człowiekiem.

DOM BROWNA
23.09.2131
0535pm

Nie będę was o nic pytał. Czasami lepiej nie wiedzieć za dużo. Widzisz, że ten człowiek wie jak tu przeżyć. Po prostu nie chce wtrącać nosa w nie swoje sprawy.
Przygotuję posiłek, a ty możesz w tym czasie uzupełniać zapasy wody. Źródło jest w piwnicy pod tym drewnianym włazem. Woda płynie bardzo powoli, ale jest czysta. Porozmawiamy po kolacji. Ton jego głosu był stanowczy, przypominał raczej polecenie, a nie propozycję. Mimo, iż to ty miałeś broń. Z drugiej strony nie wyczuwałeś agresji. Od Browna emanował spokój i wydawało się, że panuje nad sytuacją. Na pewno byłeś bardziej spięty niż on.
 
__________________
A MACIE GOGLE ? !
nonickname jest offline  
Stary 10-02-2007, 11:43   #36
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 2 Astaroth jest na bardzo dobrej drodze
$: 32 280
W czasie gdy Vay bawił się w podchody, Jake uznał, że to dobry moment aby zajarać. Wyciągnął papierosa i zapalił, delektując się błogim uczuciem wypełniania płuc smugami nikotyny. Praktycznie nie zwracał uwagi na resztę, jedynie od czasu do czasu rzucał okiem na malejącą z każdym krokiem postać Jima. "Ciekawe co też tam wypatrzył?" – zapytywał samego siebie. Jake musiał przyznać, że było to najciekawsze wydarzenie od momentu opuszczenia krypty. Jednak do czasu złożenia raportu przez "rangera", można było tylko snuć domysły na ten temat. Stał więc na wzgórzu i palił, sporadycznie strząsając popiół na ziemię. Z tej pochłaniającej jego niemal całą uwagę czynności wyrwał go dopiero głos Andy’ego:
"- O matko! Widziałaś kiedyś krowę na żywo? Nie? To popatrz sobie na niego."
Jake podążył wzrokiem za palcem Andy’ego, wskazującym na Samma. "No koleś, źle z tobą." – skwitował w duchu Jake, widząc jak ten drugi wcina w najlepsze trawę. Dalszej rozmowy między "Matką Opiekunką" a jej gorylem nie słyszał, gdyż Rought starała się uciszać Andy’ego, skutecznie zagłuszając przekaz. Jake zaczynał pomału tracić zainteresowanie całą sytuacją, gdy nagle dał się słyszeć donośny głos O’Relly’ego:
"- Muuuuuusisz się zatrzymać, wiesz?"
"Jeden głupszy od drugiego." – skomentował krótką myślą Jake. Nie zdążył mrugnąć okiem, a do akcji wkroczył doktorek, drąc się na całe gardło. Bełkotał coś o toksynach i błonach śluzowych. Po chwili do całej trójki dołączyła Rought z zamiarem opanowania sytuacji. Jake miał niezły ubaw z tego przedstawienia i z trudem powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Stał i patrzył na całe zajście z fajką w ustach, kręcąc z niedowierzaniem głową.

„- Jeśli nie dasz rady zwymiotować, to ja Ci w tym pomogę.

"O taak..." – ciągnął w myślach Jake, zachęcony słowami Joanne – "Włóż mu palce do ust, albo całą rękę, najlepiej po sam łokieć. Niech zarzyga ci rękaw i bluzkę."
- Warto byłoby to zobaczyć. – dodał już na głos ledwo słyszalnym szeptem.

Ku jego rozczarowaniu, obyło się jednak bez wspomagającego "zabiegu". Ponieważ sytuacja zdawała się stabilizować, ponownie skupił się na Vay'u. Wyrzucił peta i wytężył wzrok, aby dojrzeć cokolwiek. Ze zdziwieniem spostrzegł, że tropiciel przestał się skradać i najwyraźniej z kimś rozmawiał. Jake, pożerany przez ciekawość, niecierpliwie czekał co też z tego wszystkiego wyniknie.
 
Astaroth jest offline  
Stary 10-03-2007, 22:28   #37
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
- Przygotuję posiłek, a ty możesz w tym czasie uzupełniać zapasy wody. Źródło jest w piwnicy pod tym drewnianym włazem. Woda płynie bardzo powoli, ale jest czysta. Porozmawiamy po kolacji. - głos Browna był spokojny. Vay ostentacyjnie zabezpieczył pistolet w kaburze, nie przypuszczał że ten farmer wiedział co właśnie zrobił, ale miał nadzieję, że odbierze to jako gest zaufania.

Kapral odszedł kilka kroków i odwrócił się w stronę pozycji pozostałej ekipy. Wiedział, że z pewnością go obserwują, uniósł wysoko rękę i zamachał do pozostałych, dając znak, że okolica jest bezpieczna i mogą spokojnie podejść. "Ciekawe co z Sammy'm?" - pomyślał, dopiero teraz przypomniało mu się o tym kłopocie.

- Brown, wspomniałeś coś o jakichś trawożerach - kto to taki? I co to za roślina ta trawa co rośnie wszędzie wokoło, a którą ty tak uparcie zwalczasz?
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Stary 10-04-2007, 09:48   #38
 
nonickname's Avatar
 
Reputacja: 3 nonickname ma w sobie cośnonickname ma w sobie coś
$: 34 130
DOM BROWNA
23.09.2131
0537pm

Brown zatrzymał się nagle i odwrócił w twoją stronę. Nie wiesz czym jest diabelskie ziele? To niemożliwe. Musiałbyś być z innego świata. Na wschodzie nic nie ma. Tylko góry a potem setki, tysiące mil pustyni. Widzisz, że dotychczas spokojny Brown, wyraźnie się podniecił. Muszę spytać. Czy jest coś za pustynią? Czy stamtąd pochodzisz? Po chwili spojrzał znów na twoją broń, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie bólu i strachu. Równie szybko opuścił na twarz znaną Ci już maskę obojętności. Ale zdradził na chwilę swoje prawdziwe oblicze. Przepraszam, to nie moja sprawa. Jak być może wiesz jest trzech jeźdźców apokalipsy. Suchotrawa to pierwszy. To sucha trawa, która rośnie wszędzie odbierając innym roślinom szanse na życie. Wysysają wszystko co najlepsze z ziemi i wszystko inne umiera. Kolcokrzew jest drugim. To roślina której, kolce potrafią zabić człowieka lub duże zwierzę. I wreszcie najgroźniejsze. Diabelskie ziele. Najokrutniejsza spuścizna wielkiej wojny. Tak mówią. Podobno paląc te ziele popada się w obłęd. Podobno można zajrzeć do przedsionka piekła. Traworzer to osoba która już nie pali ziela. To osoba która ją żuje. JAk zobaczyłem, że idziesz ze wschodu, to myślałem, że jesteś traworzerem, szaleńcem. Bo nikt inny nie przychodzi ze wschodu.
Brown odwrócił się i zniknął w ziemiance. Zapewne przygotowuje posiłek dla Ciebie i twoich kompanów.
Postanowiłeś zostawić uzupełnianie wody innym. Lepiej patrzeć Brawnowi na ręce jak będzie przygotowywał posiłek. Zszedłeś po 8 schodkach w dół i znalazłeś się w małym pomieszczeniu, które z trudem pomieści 7 osób w czasie zbliżającej się kolacji. Sprzętów jest bardzo mało. Pod ścianą jest mały kominek z garnkiem nad paleniskiem, a obok piecyk do wypieku chleba. Do tego drewniane łóżko z posłaniem z siana i dwa pniaki służące za siedziska. Nie ma stołu, jest za to drewniany regał, a na nim różnego rodzaju sprzęty. Od drewnianych naczyń poprzez dziwne znaleziska, takie jak figurki, czy niedziałające od lat budziki. W ziemiance nie ma okien, a mrok rozświetla lampa naftowa zawieszona pod sufitem. Jeszcze jedno. Ziemianka pozwala zachować w upały nocny chłód, więc wewnątrz jest przyjemnie.
 
__________________
A MACIE GOGLE ? !

Ostatnio edytowane przez nonickname : 10-04-2007 o 09:57.
nonickname jest offline  
Stary 10-05-2007, 11:55   #39
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 2 Astaroth jest na bardzo dobrej drodze
$: 32 280
Jake przyglądał się uważnie rozmowie między Vay’em a nieznajomym. Nie podejrzewał żeby kompanowi coś zagrażało, ale nigdy nie można być pewnym czegokolwiek. Zresztą harcerzyk nie wyglądał na kogoś, kto da sobie w kaszę dmuchać. Ponieważ słońce znowu zaczęło razić go w oczy, założył ciemne okulary i przejechał dłonią po krótko ostrzyżonych włosach. Wtedy zauważył jak Jim macha ręką w ich stronę, jakby zachęcając do podejścia bliżej.
- Chyba mamy farta. – rzucił jakby do siebie Jake, nie zwracając nawet uwagi czy ktoś go słucha. – Schodzę.
Jak powiedział, tak zrobił. Pomny wcześniejszych doświadczeń przy zejściach ze stoków, starannie stawiał kroki, tak aby nie ześlizgnąć się ze zbocza. Szedł naprzód, nie oglądając się za siebie. Po kilku minutach był już przy Vay’u. Nieznajomemu nie zdążył się przyjrzeć, gdyż ten zniknął we wnętrzu ziemianki. Jake przyjrzał się uważnie poletku, na którym rosły jakieś nieznane mu rośliny. Nie to go jednak interesowało najbardziej. Tym czego poszukiwał była choćby namiastka studni. Mimo, że nie znalazł niczego takiego, nie zaniepokoił się. Botanikiem to on nie był, ale na tyle się orientował żeby wiedzieć, iż każda roślina potrzebuje wody, a skoro ten człowiek uprawiał rośliny, to musiał je podlewać. Zerknął na towarzysza i zapytał:
- Wszystko ok? Wiesz gdzie jest źródło wody?
Bez względu na odpowiedź czy jej brak, Jake podążył za Vay’em do ziemianki. Chłód bijący z wnętrza był dla niego miłą odmianą od słonecznego skwaru. Tym co go uderzyło od progu była ciemność, spowodowana słabym źródłem światła, a spotęgowana dodatkowo przez ciemne okulary. Jake szybko je ściągnął i zaczepił o kieszeń spodni. Gdy oczy przyzwyczaiły się już do półmroku panującego wewnątrz, mógł dokładniej przyjrzeć się pomieszczeniu. Rarytasów to tu nie było, ale też niczego takiego się nie spodziewał. Izbę wypełniało zaledwie parę rzeczy: drewniane łóżko, garnek nad paleniskiem, piecyk i regał. Jednym słowem dziura. Nawet stołu nie było. Właściciel „przybytku” swoim wyglądem nie odbiegał za bardzo od otoczenia, ubrany w stare łachmany i słomkowy kapelusz. Jego twarz zdawała się nie wyrażać żadnych emocji. Jake skinął mu tylko głową i odwrócił wzrok. Rozmowę i wszystkie te kurtuazyjne pierdoły pozostawiał w gestii Rought. Przynajmniej w tym była dobra. Tym co przyciągnęło jego uwagę, była duża ilość wielorakich sprzętów stojących na regale: od naczyń, poprzez figurki, a na budzikach kończąc. Jake wziął do ręki jeden z nich i zauważył, że jest popsuty. Reszta jak stwierdził, też nie wykazywała oznak życia.
- Może uda mi się go naprawić. – mruknął pod nosem – W ramach rekompensaty za gościnę.
Tymczasem dalej lustrował regał w poszukiwaniu czegoś przydatnego.
 
Astaroth jest offline  
Stary 10-05-2007, 21:03   #40
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
Jim wskazał Waltersowi schodki prowadzące do ziemianki. Sam zszedł za nim, od razu ogarnął go przyjemny chłód pomieszczenia, kontrastujący z rozpalonym powietrzem na zewnątrz. Zdjął kapelusz oraz okulary ochronne i zaczął rozglądać się po wnętrzu. Było nadzwyczaj surowe - proste, niewyszukane sprzęty, jednak wszystko ułożone schludnie i czysto, żadnego bałaganu. Widać Brown był uporządkowanym człowiekiem.

- Pozostali też idą? - zagadał do Jake - Dobrze by było gdyby Rought z nim porozmawiała? Jego informacje mogą się nam przydać.

Widząc zainteresowanie Jaka sprzętami na półce też rzucił na nią okiem. Te wszystkie drobiazgi musiały pochodzić sprzed wojny. - Znalazłeś te wszystkie rzeczy Brown, czy kupiłeś? Wspominałeś coś o jakimś PapaDoc'u - kto to? - rzucił do przygotowującego kolację Browna.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Fallout - EKSPEDYCJA nonickname Archiwum sesji Postapo 216 01-26-2008 12:20
Fallout - EKSPEDYCJA dodatkowa rekrutacja nonickname Archiwum rekrutacji 46 10-21-2007 09:44
[raporty] - Fallout EKSPEDYCJA nonickname Archiwum sesji Postapo 1 09-30-2007 00:26
Fallout - EKSPEDYCJA nonickname Archiwum rekrutacji 35 09-22-2007 22:31
[fallout]Sesja nr2 fleischman Archiwum rekrutacji 14 12-28-2005 22:53


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 03:10.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111