Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Postapokaliptyczne > Archiwum sesji Postapo
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Postapo Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-05-2007, 22:23   #41
 
Judeau's Avatar
 
Reputacja: 2 Judeau jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 099
Eda bolał łeb. Może od głupoty Sammiego, może od gorąca, albo od zmęczenia. Pewnie od wszystkiego naraz. Usiadł na kamieniu masując jedną dłonią skronie, podczas gdy Rought i -Andy- pomagali "Mućce".
Co za dzień. Co za drużyna. Może chociaż żołnierzyk coś pozytywnego wykombinuje.
Kiedy reszta ruszyła w dół zbocza, LaBay posiedział jeszcze chwilę, dając nieco odpocząć nogom i powlekł się za nimi.
Widok człowieka może zdziwiłby go bardziej, gdyby nie był w tak podłym nastroju. Jak przypuszczał, kataklizm nie mógł zabić wszystkich i spodziewał się, ze wcześniej czy później natrafią na jakieś ślady bytności ludzkiej. Pierwszy spotkany powierzchniowiec. Mimo znużenia, poczuł ukucie ciekawości. Chatka, poletko... kukurydzy? Tutaj? Dziwne. Nieważne, nie miał ochoty się nad tym zastanawiać. Zanotował w pamięci, żeby w wolnej chwili pobrać jedną roślinę do analizy. Ten człowieczek, który przed chwilą zniknął w ziemiance razem z Jake'iem i Jimem nie powinien protestować.
Edmund postanowił trzymać się na razie w okolicy Rhought. To ona będzie tu gadać, więc być może uda się wyłapać z ich gadki jakieś konkretne, ciekawe informacje.
Nie przyznałby sie raczej przed sobą, że ciekawość coraz bardziej go piekła... Jak ten człowiek żył, kim był, skąd pochodził? Powierzchniowiec. Fascynujące...
 
__________________
"To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS

Ostatnio edytowane przez Judeau : 10-30-2007 o 21:05.
Judeau jest offline  
Reklama
Stary 10-09-2007, 17:07   #42
 
Mortiis's Avatar
 
Reputacja: 4 Mortiis jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 929
Starali się pomóc Sammiemu, ale najwyraźniej chłopak nie chciał niczyjej pomocy. Wyglądał na trochę zszokowanego po całym wydarzeniu, ale jeśli nawet LaBay się uspokoił, to nie było się, czym przejmować. Już trochę czasu minęło zanim ruszyli za Jake’m. Anyd wraz z Rought szedł z tyłu. Zainteresowani byli, co też, takiego ciekawego odkrył Jim

Dla Andego, to, co zobaczył za wzgórzem było czymś niesamowitym. Jak do tej pory widział tylko pustkowia, piasek i dużo, dużo wolnej, martwej przestrzeni. Tutaj natomiast było życie. Może na niewielkim skrawku ziemi, ale to zawsze był jakiś początek. Skoro ktoś tu mieszkał. Uprawiał rośliny to mogło tylko oznaczać, że idąc dalej znajdą jeszcze więcej.

Razem z Rought wszedł do ziemianki. Człowiek z czerwonymi włosami nie wydawał przejmować się ich obecnością. Albo był bardzo pewny siebie albo po prostu mu nie zależało na niczym.
 
__________________
Give me your soul, give me your black wings
I'm the Devil, I love metal !!
I'm the Devil I can do what I want !!
Mortiis jest offline  
Stary 10-11-2007, 15:39   #43
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 5 Hawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skał
$: 56 374
DOM BROWNA
23.09.2131
0541 pm

Jake z uwagą spoglądał na każdą rzecz znajdującą się na półkach. Część z nich może i była by przydatna ... dawno temu i gdyby działały. Doszedł do wniosku, że była to półka na "trofea" i znaleziska ... oczywiście istniała możliwość, że Brown nie znał oryginalnego przeznaczenia wszystkich swoich rzeczy i trzymał je tu dla ozdoby. Właściciel ziemianki zdawał się nie usłyszeć jego słów dotyczących naprawy przedmiotów, a może nie zależało mu na tym? Jednak kiedy Jim popatrzył w tamtą stronę i on odwrócił się, słysząc pytanie kaprala uśmiechnął się lekko.

-Te rzeczy? Część z nich znalazłem, część z nich otrzymałem w prezencie. To moje małe hobby, z niektórymi z nich wiążą się wspomnienia, inne są po prostu rzeczami, które pozwalają mi się odprężyć.- w jego głosie dało się wyczuć nutkę rozmarzenia, za chwilę powrócił jednak na ziemię -Papa Doc jest z Tull, nie wiem czym się tam dokładnie zajmuje, nigdy mnie to nie interesowało. Przyjeżdża tutaj raz na jakiś czas, przywozi mi jedzenia i ziarna ... - po wypowiedzeniu tych słów wrócił do przygotowania kolacji.

Nie zwrócił uwagi na wejście kolejnych osób spojrzał znad garnka na Jima

-Wyjmij talerze wędrowcze. Będziemy jedli na podłodze mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza -

Tymczasem Rought podeszła do niego i chciała się odezwać ten popatrzył na nią spokojnym wzrokiem - Porozmawiamy po kolacji, z pełnym żołądkiem będzie przyjemniej się rozmawiało-
 
__________________
Ride into this world/All alone/God takes your soul/You’re on your own.
The crow flies straight/A perfect line/ On the devil’s back/Until you die.
Gotta look this life in the eye
Hawkeye jest offline  
Stary 10-12-2007, 11:44   #44
 
Judeau's Avatar
 
Reputacja: 2 Judeau jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 099
LaBay miał wątpliwości co do reakcji ich organizmów na takie jedzenie, nawet jeśli Brown nie planował ich przytruwać. Niemniej, wcześniej czy później będą musieli się przyzwyczaić, a ten moment wyglądał na lepszy niż wiele innych, o których myślał.
Uważnie obserwował czy powierzchniowiec je to samo, nałożone z tej samej miski i uspokajać swoje paranoiczne obawy zasiadł do posiłku
Jadł kolację powoli, uważnie obserwując swojego gospodarza. Ciekawość medyka wzrastała z minuty na minutę. Ta cisza przy posiłku, gdy tyle pytań oczekiwało odpowiedzi doprowadzała do pasji. Z bólem zdawał sobie sprawę, że owe pytania trzeba zadawać delikatnie, by nie zdradzić ich niewiedzy a przez to nie rzucać niepotrzebnych podejrzeń. Osobiście, nie widział znaczących przeszkód, by w razie konieczności nie wydusić z niego informacji a potem upozorować wypadek. Wszystko dla dobra nauki. Czym jest jedno, malutkie życie wobec dobra jakie krypta otrzyma wraz z ta wiedzą...? „Papa Doc” nie przyjedzie wcześniej niż zapasy Browna zaczną się kończyć, więc pewnie jeszcze mają trochę czasu, nim ktoś się zainteresuje zniknięciem powierzchniowca, zakładając, że kogokolwiek to obejdzie.
Naturalnie, to ostateczność. W końcu Matka Jr. została specjalnie wybrana do tej misji by radzić sobie z takimi sprawami... Jak mogłaby nimi przewodzić gdyby nie radziła sobie z prostą, subtelną rozmową...?
Ed nieznacznie wzruszył ramionami kończąc swoje przemyślenia i wrócił do posiłku
 
__________________
"To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS
Judeau jest offline  
Stary 10-13-2007, 21:40   #45
 
nonickname's Avatar
 
Reputacja: 3 nonickname ma w sobie cośnonickname ma w sobie coś
$: 34 130
DOM BROWNA
23.09.2131
0605 pm


Posiłek zjedliście w milczeniu. Po 2 dniach na liofilizowanym jedzeniu, gotowane kolby kukurydzy, jak i suchy kukurydziany chleb wydają się być wyszukanymi rarytasami. W krypcie hydrofarmy też produkowały kukurydzę, ale nigdy nie widzieliście rośliny, tylko same kolby. To dlatego nie mogliście rozpoznać rosnących na poletku roślin. Jednak te kolby są skarłowaciałe, na skutek niedostatecznego nawodnienia, jak sądzicie. Mimo to z chęcią zatapiacie zęby w słonawych ugotowanych na miękko nasionach. Przyjemnie pękają pod naporem waszych zębów. Gasicie pragnienie wodą kiepskiej jakości. Jest jakby stęchła i wytrąca się na niej jakiś osad. Być może niektórzy z was przypłaci to biegunką, ale nie powinna stać się wam większa krzywda.
Brown jadł powoli przerzuwając dokładnie każdy kęs. Pijąc wodę, robił to na tyle ostrożnie, by nie uronić ani kropli. Był przy tym nieobecny. Patrzył się w jakiś punkt w podłodze i nie zwracał na was uwagi. Po posiłku wstał, zebrał naczynia i nabił sobie drewnianą fajkę. Zapalił ją i po chwili małą ziemiankę wypełnił niezwykle aromatyczny dym. Nigdy nie czuliście tak cudownego zapachu. Napawa was spokojem, ciepło wypełnia wasze brzuchy i robi się jakby senno.

Brown stał się nagle bardziej rozmowny:
Na zachód stąd znajdziecie miasto. Zwą je Tull. Ja byłem tam tylko raz, gdy złamałem nogę. Wokół miasta możecie natrafić na ludzi, którzy mają domy i uprawiają ziemię. Zwożą krowy i kukurydzę do miasta i tam sprzedają. Miasto ma poważny problem. Dalej na zachód znajduje się wymarłe miasto. Pełno w nim nieżywych. Oni chcą się pożywiać. Porywają dzieci i jedzą je na surowo, żywcem. Ja się ich nie obawiam, bo jestem za daleko na wschód. Dlatego wschód jest dobry, mimo iż nic tu nie rośnie. Tull płaci jedzeniem wojownikom w maszynach, żeby ich bronili. Nie wiadomo gdzie wojownicy mieszkają. Może będziecie mieli szczęście, to znajdziecie ich w mieście. Czasem się na dłużej zatrzymują. Tak mówi Papa Doc, jak przywozi mi olej do lamp. Papa Doc mówi, że są inne miasta. Duże, większe niż Tull. Ale chuj z nim. Kłamie pewnie, tak jak kłamie żebym oddał więcej zbiorów, bo olej w mieście drożeje.
Brown wypuścił kolejny obłok aromatycznego dymu. Tyle wiem. Nie było chyba sensnu wątpić w ostatnie zdanie. Poletko to cały jego świat. Chyba, że jest świetnym kłamcą.
Możecie nocować przed ziemianką. Weźcie mój opał. I nie szczajcie na poletko, bo nic mi nie urośnie.
Brown wyszedł z ziemianki i zaczął rozglądać się dookoła, jakby czegoś szukał. Powiedział coś pod nosem, jakby: Gdzie ten sukinsyn? Gdzie ten Zoltan? Parszywy drób...
 
__________________
A MACIE GOGLE ? !
nonickname jest offline  
Stary 10-13-2007, 23:12   #46
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
Vay patrzył z uwagą na Browna spokojnie pochłaniającego podane im jedzenie. wreszcie z wahaniem sięgnął po ugotowaną kolbę kukurydzy, był zaskoczony jej smakowitością, na pewno była smaczniejsza od tej syntetycznej podróby z hydrofarm. Delektował się w milczeniu pokarmem, urok tej chwili psuł jedynie zapach stęchlizny w wodzie, lecz nie narzekał - przynajmniej mieli jakąś wodę.

Jego szare oczy cały czas lustrowały towarzyszy, ze zdziwieniem zauważył, że Rought bardzo ucichła, nie wiedział czym to było spowodowane. Miał nadzieję, że ich przywódczyni zajmie się wypytaniem farmera. Jego informacje mogły się im bardzo przydać. Kapral czekał...

Brown sam zaczął opowieść. "O mieście na zachód stąd - Tull, nękane przez jakichś nieumarłych?" - Kim oni są?- zapytał farmera - Albo czym są, że dopuszczają się takich zbrodni?
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Stary 10-14-2007, 11:48   #47
 
Judeau's Avatar
 
Reputacja: 2 Judeau jest na bardzo dobrej drodze
$: 25 099
Brown był naprawdę łebskim człowiekiem. Już rozumiał jak udało mu się przeżyć samemu w "dziczy" tak długo. Posiłek, nocleg, informacja, brak pytań. Skinął lekko głową z szacunkiem dla mądrości dzikusa.
Miasto nieżywych? Typowe gadanie wiejskiego głupka. Branie choroby popromiennej za oznakę żywotrupstwa i obwinianie ludzi odmiennych za wszystkie nieszczęścia, w większości spowodowane przez własną bezmyślność. Nie raz już ludzkość przerabiała podobne rzeczy. Z drugiej strony ta "społeczność zombie" wydawała się ogromnie interesująca, oby Rought uwzględniła ich w planie podróży.
Ekpedycja, w okamgnieniu, z mozolnej wędrówki przez pustkowia przerodziła się w wyprawie obiecującą fascynujące odkrycia i niezwykłe wrażenia. Serce Eda zabiło mocniej. HAL miał rację wysyłając ich tutaj. To będzie początek nowej epoki w istnieniu krypty. Całkowita zmiana, rewolucja jedyna w swoim rodzaju... i właśnie oni będą jej prorokami! Miał ochotę wybuchnąć śmiechem wśród trzaskających błyskawic. Czuł dawno zapomniane siły witalne wracające do jego ciała. Taak. Kiedy już wróci w glorii chwały, skorzysta ze swoich wpływów i zmieni życie tej suki w piekło...
Ocknął się, zauważając, że patrzy z głupawym uśmieszkiem w na wpół zjedzoną kole kukurydzy.
To ich czas.
Mrużąc uczy, z zapałem wrócił do kolacji.
 
__________________
"To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS
Judeau jest offline  
Stary 10-15-2007, 00:05   #48
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 2 Astaroth jest na bardzo dobrej drodze
$: 32 280
Jake, nie widząc cienia entuzjazmu w oczach Browna co do naprawy któregoś z zepsutych sprzętów, wzruszył tylko ramionami. Chciał być miły, ale został zlany jak pył kwiatowy. "Nie to nie." - skomentował sytuację w myślach, odkładając przedmiot na miejsce - "Pierdolę... nie będę się pchał przed szereg."

Z tym mocnym postanowieniem przystapił do spożywania posiłku. Potrawa nie prezentowała się zbyt zachęcająco, ale nie był to dobry moment na wybrzydzanie. Na szczęście smak okazał się być lepszy niż sam wygląd. Już po kilku kęsach Jake musiał przyznać, że gotowana kukurydza była miłą odmianą od liofilizowanej żywności. Zjadł kilka sztuk ze smakiem, przegryzając kukurydzianym chlebem i popijając metną wodą. Początkowo obawiał się o stan jej czystości, ale widząc jak doktorek żłopie swoją porcję, przestał się tym martwić.

Gdy Brown wstał, aby odnieść naczynia po skończonym posiłku, Jake spojrzał na Rought. Ciągle milczała, a był to już najwyższy czas, aby przemówić w ich imieniu. "Zacznij wreszcie mleć ozorem kobieto. Od tego tu jesteś do cholery." - zirytował się w duchu i przyjrzał się jej uważniej. Zdawała się być jakaś nieobecna. Jej alfons też jakby się wyłączył. "Zmęczenie czy coś innego?" - przeszło mu przez myśl.
Jego uwagę od tych dywagacji odwrócił uderzający aromat, wypełniający sobą całą ziemiankę. To dym z fajki, którą Brown zaczął pykać beztrosko. Jake wciągał zadymione powietrze pełną piersią i delektował się jego wonią. Jednocześnie słuchał wywodu pustelnika na temat Tull i "nieżywych z wymarłego miasta". Tym co go najbardziej zainteresowało, była wzmianka o wojownikach w maszynach. "Czyżby była tu mowa o sprzęcie zmechanizowanym?" - zapytał samego siebie - "Jeśli tak, to może uda się z nimi dogadać i wysępić jakiś wózek." Uśmiechnął się na tą myśl. To była zdecydowanie zachęcająca perspektywa. Wstał i podszedł do Browna.
- Powiedz coś więcej o tych wojownikach w maszynach... Co to za jedni? I o jakich maszynach mówimy? - wskazał na jego fajkę - Mogę spróbować?
 
Astaroth jest offline  
Stary 10-15-2007, 17:19   #49
 
nonickname's Avatar
 
Reputacja: 3 nonickname ma w sobie cośnonickname ma w sobie coś
$: 34 130
DOM BROWNA
23.09.2131
0608 pm


Obserwując Rought dochodzicie do wniosku, że to musi być ta comiesięczna niedyspozycja. Wasza przywódczyni siedzi wciśnięta w kąt ziemianki i trzyma się za brzuch. Widać, iż to że wy zadajecie pytania jest jej na rękę.

Po chwili Brown wszedł do ziemianki, a na jego nadgarstku siedział ptak. LaBay szybko ocenił, iż jest to kruk. Pustelnik wsadził zwierzę do metalowej klatki zawieszonej pod niskim sufitem.
Brown wyciągnął z kieszeni drugą fajkę, ale wystruganą z kolby kukurydzy. Zaczął wkładać do środka zmielony tytoń i upychać go kciukiem.
Nieumarli? Wszyscy ich tak nazywają. To szalone Ghule. Mają niesamowity apetyt. Są głupsze od Zoltana. Ruchem głowy wskazał ptaka w klatce. Mówiłem, że przychodzą z ruin miasta. Musi być ich bardzo dużo, bo wojownicy ich ciągle zabijają, ale oni ciągle przychodzą. Tyle wiem. Nigdy żadnego nie widziałem. W mieście powiedzą wam więcej.
O wojownikach wiem tylko, że zajmują się takimi rzeczami jakie zbieram i układam na swoim regale. A teraz wybaczcie, ale muszę zamknąć oczy i odpocząć. Wam też radzę tak zrobić.
Skończył podając Jakeowi nabitą fajkę. To prezent.

Widać więcej dowiecie się w mieście.


PRZED DOMEM BROWNA
23.09.2131
23:08


Zapadła kolejna noc. Postanowiliście odpocząć, przed jutrzejszym dniem. Na pewno będzie obfitował w wiele wydarzeń. Nie mogąc ufać do końca przybyszowi ustawiliście warty. Rozbiliście szybko obozowisko i rozpaliliście ognisko. Dziś nie widać gwiazd, są zasłonięte przez chmury, tylko księżyc od czasu do czasu pokazuje swoje oblicze oświetlając poletko.

Vay

Budzisz się gwałtownie. Twój sen był niespokojny, choć nie możesz przypomnieć sobie co Ci się śniło. Która to godzina? Patrzysz na zegarek i widzisz, że Sammy powinien obudzić Cię na wartę ponad godzinę temu. Wstajesz i lustrujesz teren. Ognisko prawie wygasło, nikt nie dokładał do ognia. Ani śladu po Sammym. Patrzysz na towarzyszy. Nie ma też Rought. Włączasz latarkę by lepiej się wszystkiemu przyjrzeć. Cholera, nigdzie ich nie ma. Coś leży w trawie i odbija światło latarki. To jeden z noży do rzucania Rought! Ostrze pokryte jest szkarłatem, widać Rought dziabnęła kogoś aż po rękojeść. Wokół panuje niezmącona niczym cisza, a pozostali towarzysze śpią jak zabici.
 
__________________
A MACIE GOGLE ? !
nonickname jest offline  
Stary 10-15-2007, 21:48   #50
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 764
Chłodna rękojeść Colta 10 mm była pewnie trzymana przez kaprala. Stał czujny, z nogami ugiętymi w kolanach przygotowany na atak, który jednak nie nastąpił. Ognisko prawie już wygasło, ledwie kilka kawałków drewna żarzyło się słabym światłem. Wokół panowała nieprzenikniona ciemność. Światło latarki szybko się nią poradziło. Rozejrzał się po śpiących towarzyszach, posłanie Sama było puste. Ostrożnie postąpił kilka kroków w kierunku pustego legowiska, Rought także zniknęła !!!

Serce zabiło mu mocniej, rozejrzał się dokładnie po obozowisku. Nagle jego wzrok przykuł blask jakiegoś przedmiotu w trawie, niedaleko posłania Joanne. Ostrożnie by nie zadeptać ewentualnych śladów, podszedł i podniósł przedmiot. Krótki, ostry jak brzytwa nóż, należał do Rought, teraz pokryty był czerwienią krwi, ktoś użył tej broni bardzo skutecznie - krew sięgała aż do rękojeści.

Cicho podszedł do LaBaya, szturchnął go w ramię. - LaBay obudź się, Sam i Rought zniknęła. Nie czekając obudził pozostałych, nakazując im zachowanie spokoju i przygotowanie się do obrony. Jego broń była nadal odbezpieczona, teraz mógł się dokładnie rozejrzeć, zaczął oglądać ślady - być może dowie się co tu zaszło...
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Fallout - EKSPEDYCJA nonickname Archiwum sesji Postapo 216 01-26-2008 12:20
Fallout - EKSPEDYCJA dodatkowa rekrutacja nonickname Archiwum rekrutacji 46 10-21-2007 09:44
[raporty] - Fallout EKSPEDYCJA nonickname Archiwum sesji Postapo 1 09-30-2007 00:26
Fallout - EKSPEDYCJA nonickname Archiwum rekrutacji 35 09-22-2007 22:31
[fallout]Sesja nr2 fleischman Archiwum rekrutacji 14 12-28-2005 22:53


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111