![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Postapo Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #81 |
![]() | Gdy kule latały im nad głowami, a płomienie z miotacza pożerały pobliskie otoczenie, Jim postanowił przejąć kontrolę nad sytuacją. Najwyraźniej poczuł się jak na ćwiczeniach, bo wypalił z niezłym tekstem: "- Labay ubezpieczaj nas. Jake idziesz ze mną. A raczej się czołgasz. Postaramy się trochę zbliżyć, może będzie szansa na czysty strzał. Najpierw się rozejrzymy i zorientujemy w sytuacji." Jake leżał plackiem przy ziemi, modląc się do znanych i nieznanych bogów o ocalenie. Gdy usłyszał "rozkaz" Vay’a, spojrzał na niego jak na przygłupa: - Człowieku, odjebało Ci ?!? Czy ja wyglądam jak jakiś pieprzony terminator ze Starego Kina? Kurwa, rozejrzyj się! Nie widzisz jaka jest sytuacja? Jesteśmy pod obstrzałem! A ty chcesz nas poprowadzić prosto pod miotacz ognia! Pierdole taką robotę! Niech się sami powystrzelają! – po czym dodał nieco spokojniejszym głosem - Ale jak koniecznie chcesz dać się zabić to droga wolna. Mogę cię ubezpieczać z tyłu, bo doktorek to nam może co najwyżej zrobić zastrzyk. Cokolwiek to ubezpieczanie miało oznaczać, nie chodziło o to, że posunie się choćby o krok do przodu. Najwyraźniej żadna siła nie była w stanie ruszyć go z miejsca. Czarny nie oznacza głupi, jak niektórym się zdawało. Jasne... najlepiej to rzucić murzyna na pierwszą linię, niech wykonuje brudną robotę. Nie ma mowy. Jake nie miał zamiaru robić za frajera i nie przejmował się reakcją Vay’a czy innych. Jego własna dupa obchodziła go w tym momencie najbardziej. |
| |
| Reklama |
| |
| | #82 |
| Wasteland warrior ![]() | "Banda pieprzonych indywidualistów. Pierdole to idę sam." - Jim był wściekły. Niby wszystkim tak zależy na powodzeniu misji i odnalezieniu Rought, a jak przychodzi co do czego to każdy chowa głowę w piasek. "Uspokój się nie możesz stracić zimnej krwi" - strofował się w duchu. Ściskając aż do bólu kłykciów pistolet, przemierzał w ciemności - na glebie - odległość od wroga. Miał nadzieję, że ich zaskoczy. W końcu cała ich uwaga skupiona była na kolesiach z pojazdu...
__________________ Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji. 11844451 - moje gg. Sobota: Wielkie odpisywanie!!! |
| |
| | #83 |
| Banned ![]() | Sytuacja była napięta, w każdej chwili Rija mogła dostać z kulki i byłoby po wszystkim. Miała tę świadomość, że siedzi teraz w samochodzie, który w takich ciemnościach jest najprostszym i najbardziej oczywistym celem. Nigdy nie zajmowała w bandzie Kilgora jakiegoś szczególnego stanowiska. Nikt nie liczył się z jej słowem i zdaniem. Nie potrzebowała tego, doskonale odnajdywała się w tej roli. Niestety teraz kiedy krzyknęła aby Brux i Johansen wsiadali do samochodu, mogła się tego spodziewać, że nie posłuchają. Kiedy Brux oddał strzał z miotacza, stało się jasne, że nie ważne kim byli przeciwnicy, chciał ich wszystkich wyrżnąć. Rija spanikowała, puściła kierownicę i rzuciła się w kierunku schowka naprzeciwko siedzenia pasażera. Musiała jakoś wspomóc Bruxa. Był skrzywdzony przez los, zbyt długo odizolowany od jakichkolwiek ciepłych uczuć. Nie mogła uciec i zostawić go na pastwę losu, nie teraz. Obszerny schowek skrywał wiele rupieci, smarów i szmat, ale dziewczyna była zdeterminowana, tak jakby wiedziała co się kryje na dnie. Tak naprawdę nie wiedziała, nawet nie wiedziała do końca co robi, ale kiedy jej pod palcami wyczuła długi, zaokrąglony przedmiot, uśmiechnęła się do siebie. Szybko wróciła na swoje miejsce będąc już pewną, że w dłoni trzyma flarę. - Brux! Flara! - krzyknęła wystawiając przedmiot wysoko za okno i niemal równocześnie odpaliła pocisk. Kumpel miał jeszcze możliwość zareagować, zanim czerwone światło oświetliło okolicę, ukazując prawie w całej krasie ich przeciwników. Resztę z flary dziewczyna pospiesznie rzuciła na ziemię i spojrzała w stronę Gaela tymi swoimi wielkimi oczami, tak jakby zrobiła właśnie coś złego. Nie wiedziała co teraz ma zrobić. Miała nadzieje, że jeśli teraz nie zginie, zaraz po tej całej akcji nikt jej nie ukatrupi za ten pomysł. - I co teraz? - uśmiechnęła się krzywo, podnosząc niewinnie brwi. Na taki widok każdemu facetowi w końcu miękła faja, ale okoliczności były zdecydowanie nieprzychylne - Może wykończysz ich ze snajperki?- zaproponowała nieśmiało. Ostatnio edytowane przez Laryssa : 10-31-2007 o 13:33. |
| |
| | #84 |
![]() | - O jejku... Gael wcale nie był spokojny. Dlaczego wszystko działo się według innego planu niż on zakładał? Najpierw Brux doszedł do wniosku że jego pusta głowa to lepszy pancerz niż samochód. Teraz odpalił miotacz ognia, jakby chciał powiedzieć "widzicie ten płomień? Tu jestem". A teraz Rija wpadła na pomysł aby... nic nie robić. Gael chował się za osłoną burty pojazdu. Znów wychylił się by puścić krótką serię. Po czym skrył się by nie pozostawać na widoku. - I co teraz? - głos Riji przykuł uwagę Małego. Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo, podnosząc niewinnie brwi. Ależ ona wyglądała... - Może wykończysz ich ze snajperki? - Kochanie, ruszaj cholera. - powiedział błagalnym tonem. Po czym wychylił się celując bronią w pustkę. O dziwo. Kilka metrów od samochodu leżała flara, oblewając otoczenie swym światłem. A w jego obrzeżu zdawały sie poruszać jakieś cienie. Gael nie analizował długo sytuacji, ale pociągnął trzy razy z karabinu... |
| |
| | #85 |
![]() | Sytuacja mogła by się wydawać tragiczna, ale nic bardziej mylnego. Flara zaczęła rozświetlać wszystko dookoła. Oni byli widoczni, ale również i wrogowie. Brux teraz widział wszystko jak na dłoni. Widział gdzie są wrogowie, widział krzaczki za którymi mógł się schować aby być mniej widocznym. Widział także wgłębienia w ziemi, które mogły robić za naturalne schronienie. Dokładnie wyłapał wszystkie kontury terenu na ile to było możliwe i zaczął się przemieszczać w kierunku wroga. Czasami musiał przystanąć aby się lepiej przyjrzeć, która droga była by lepsza. Czasami musiał się wychylić. Ale poruszał się tylko w zagłębieniach lub za niewielkimi wzniesieniami, które mogły schować jego posturę. Wiedział, że poruszanie się po równej powierzchni oznaczało by jego śmierć. Flara dała jako taki pogląd na sytuację, ale zniwelowała jego plan. Chciał odciągnąć wrogów od autka gdzie siedziała ekipa za która poczuwał się odpowiedzialny. Zwłaszcza za jedna osobę. Teraz gdy flara rozświetlała wszystko dookoła ten plan nie mógł zadziałać. Bo po co strzelać do kogoś z miotaczem skoro można przywalić w auto. „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło” - przeszła mu myśl, która jeszcze bardziej pobudziła go do działania. Skoro przeciwnik zajmie się autem to może nie zauważy jak jeden „ wściekły drań” o imieniu Brux się zbliża, a gdy się zbliży na odpowiednią odległość to usmaży wszystko i wszystkich. Będzie szalało piekło na ziemi, a piasek, roślinność czy nawet skóra będzie skwierczeć od wysokiej temperatury. Demony ognia zatańczą sobie taniec „Czerwonego Zamętu i spopielenia”. To byłby wspaniały widok dla „Władcy Ognia” Ogniki skakały w oczach Calagar’a. Nie mógł już się doczekać aby stanąć w oko w oko z tymi lub z tym czymś co się ośmieliło otworzyć ogień. Ogień do Kawalerii Mechanicznej Kaligora
__________________ Miarą sukcesu jest krew : twoja lub wroga !!! |
| |
| | #86 |
![]() | 24.09.2131 17:15 Kawaleria Ostrzał przeprowadzony przez nieznanych przeciwników spowodował panikę, wśród członków Kawalerii. Czy spowodował to stres związany z ostatnią walką? Czy może było to całkowite zaskoczenie takim obrotem wydawało się prostej i niewymagającej misji? Nie był to czas aby to rozważać. Żołnierze Pułkownika Kilgora zaczęli działać bardziej instynktownie niż opierając się na przemyśleniach. Mały otworzył ogień ze swojego pistoletu maszynowego firmy Heckler and Koch, stary sprawdzony MP 5 odezwał się posyłając śmiertelną dawkę ołowiu w noc. Kiedy zaopatrzeniowiec schował się za drzwi samochodu aby zmienić magazynek, ujrzał kaprala Bruxa odpalającego swój miotacz ognia, pobliskie krzaki zapaliły się gdy dosięgnął je płomień z lufy wylotowej tej staromodnej acz niebezpiecznej broni. Tymczasem siedząca w samochodzie Rija odszukała flarę, bez żadnego namysłu wystrzeliła ją w górę. Przeliczyła się jednak w swoich oczekiwaniach, flara dała niewiele światła, zdążyli zauważyć kontury jakiś postaci, zanim jakieś 20 metrów nad ziemią pocisk wybuchł. Znów zapadła ciemność, jedynym plusem tej akcji było to, że ich koledzy powinni zauważyć sygnał, jednak było mało prawdopodobne żeby zdążyli przybyć im z pomocą. Płonące nieopodal krzaki i wystrzelona flara sprawiła, że przez chwilę stali się dość dobrze widocznym celem. Seria z karabinu maszynowego dosięgnęła Johansena gdy ten próbował rzucić się za osłonę w postaci krzaków rosnących przy drodze. Będąca najbliżej Rija mogła zobaczyć jak kule szatkują ich towarzysza. Nie pomógł mu nawet mundur zrobiony z wytrzymałej skóry, małe kulki z ołowiu przebiły w kilkunastu miejscach tors chłopaka, który padł na piasek obok auta .Dziewczyna mogła tylko obserwować jak pod ciałem szeregowca rośnie kałuża krwi, a on sam kaszląc wypluwa ją dookoła. Po tym odwróciła wzrok ... Bizarre zdołał wymienić magazynek w swojej broni, chciał się wychylić gdy usłyszał nad swoją głową świszczenie. Wiedział co to może oznaczać "Kule" schylił się za swoją zasłoną, aby nie zostać trafionym. Ktoś zawzięcie ostrzeliwał zaopatrzeniowca, któremu zdawało się, że trwa to wieczność. W końcu jednak kule przestały lecieć. Calgar próbował się skradać jednak światło rzucane przez ogień oraz resztki opadającej flary uniemożliwiło mu to. Przy akompaniamencie pojedynczych strzałów podczołgał się do najbliższego kamienia i przywarł do ziemie, modląc się aby przeciwnik przerzucił swój ogień na kogoś innego. Całe szczęście, że krzaki które podpalił kapral zaczęły powoli gasnąć. Ekspedycja Ze swojego miejsca mogliście wyraźnie obserwować to co się działo. Flara dały wam idealny pogląd na sytuację i chociaż osoby w tym jeepie miały teraz przechlapane odciągnęło to całkowicie uwagę przeciwników od waszej grupki. Spokojnie obserwowaliście jak Vay odczołguje się w stronę "pola walki". Vay Czołgasz się najciszej jak potrafisz, tak jak wiele razy ćwiczyłeś w krypcie. Twoje serce bije jak oszalałe, oby cię nie usłyszeli ... oby się nie odwrócili. Jesteś skupiony jak nigdy dotąd, myślisz tylko o jednym "Jeszcze trochę, jeszcze parę metrów". Zatrzymujesz się gdy dostrzegasz coś ... ogromny cień, kontur postaci, która musi mieć ponad 3 metry wzrostu. Potężny potwór, który jest odwrócony do ciebie plecami. Mógł byś spróbować zdjąć go z tej odległości, wiesz jednak, że gdyby udało ci się podczołgać jeszcze dalej nie miał byś problemów z zabiciem tego potwora i może jego towarzyszy, którzy też mogą się gdzieś kryć Rought Gdy potężny humanoid rzucił cię w krzaki jak worek ziemniaków poczułaś ból. "Z tego będą siniki" przeszło ci przez myśl gdy stoczyłaś się w krzaki. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że twoi porywacze przestali zwracać na ciebie uwagę otwierając do kogoś ogień. Leżałaś patrząc w ciemne niebo nad pustynią i zastanawiając się co powinnaś teraz zrobić.
__________________ Ride into this world/All alone/God takes your soul/You’re on your own. The crow flies straight/A perfect line/ On the devil’s back/Until you die. Gotta look this life in the eye Ostatnio edytowane przez Hawkeye : 11-02-2007 o 16:56. |
| |
| | #87 |
![]() | Joanne Roughtstorm Rought leżała na ziemi. Serce kołatało jej w piersi. Sińce i obite żebra dawały znać o swoim istnieniu. Ból nie był silny, a ciemność nie była w cale jej wrogiem. Oczy przyzwyczaiły się dawno do otoczenia, ale dusza nie potrafiła do więzów... Otaczające ją krzewy i brak zainteresowania ze strony nocnych napastników mógł stać się kluczem do jej sukcesu, tylko dlaczego myśli nie mogły trzymać się bliżej teraźniejszości, zamiast uciekać w przeszłość, przyszłość i marzenia... Pojedyncze sceny w jej głowie przeplatały się z tym co było realne, co wyczuwała swoimi zmysłami, a co naprawdę wydawało jej się majaczyć na jakiejś granicy snu i rzeczywistości.. Czym było to spowodowane? Może blokadą psychiczną spowodowaną strachem? Nie wiedziała i nie zastanawiała się nad tym gdyż nie zwracała nawet uwagi na to, iż taki stan nie jest naturalny.. Widziała swoja umierającą babkę, słyszała jej głos i żądania, które nawet na łożu śmierci z taką łatwością stawiała Rought... Następnie jak błysk flesza pojawiała się kolejna scena w jej umyśle... Andy całujący ją pewnej nocy na sali treningów w krypcie.. Kolejna - twarz ciemnowłosej dziewczyny całująca tego samego mężczyznę co ona.. Błysk.. Krew.. Błysk twarz Browna, jego służalcze słowa wypowiadane nocą w gliniance... Błysk.. Sammy siedzący z daleka od grupy na pierwszym postoju ekspedycji.. Błysk.. Thomas składający jej kondolencje... Pęknięty Pipboy.. Nóż w ciele mutanta.. Kolejna seria z karabinu maszynowego wróciła jej jako tako świadomość, a może to zasługa jednej z kolejnych scen w jej głowie w której dostała w twarz od własnej matki i została oskarżona za to, że nie jest własnym ojcem.. "Heeeej, stop. Myśl dziewczyno, myśl... Oni chcą znaleźć Kryptę, chcą właśnie kogoś zabić, a ty leżysz i nawet nie myślisz.. " Rought otworzyła z wysiłkiem oczy i przewróciła się na bok czując kolejną fale bólu.. Spokojnie starała się wrócić myślami do tego co najważniejsze - do tu i teraz.. Słyszała odpowiedź tej tak zwanej kawalerii na ostrzał, też mieli broń maszynową, ale marnowali amunicję, nie wiedząc nawet gdzie należy strzelać... Wiara w odbicie jej przez tamtych ludzi minęła tak szybo jak tylko się pojawiła. W końcu jak można liczyć na kogoś kto podpala krzaki w pobliżu siebie, a następnie odpala flarę żeby byli lepiej widoczni.. "Oni są głupi, albo zupełnie zdezorientowani.. Czy ludzie teraz aż tak boją się śmierci, że nie wiedzą jak przeżyć? Bo z bronią powinni być oswojeni.. Nie tak jak my.. " Dziwny dreszcz przebiegł jej po plecach gdy uświadomiła sobie, że strach u niej występuje tylko jako niekontrolowana reakcja organizmu... O co kurwa chodziło nie miała pojęcia, może to tylko szok, ale czyż reakcją na szok nie było oderwanie się fragmentu jej jaźni i poddanie się napływowi przeszłości... Krzyk.. Ktoś zginął.. Jeden z kawalerzystów nie żyje.. Człowiek umarł przez głupotę swoich towarzyszy... Umarł krzycząc, oddając swoją dusze tym ostatnim krzykiem niebytowi.. Żaden człowiek naprawdę nie potrafi umierać w milczeniu, nawet ci którzy odchodzą z zamkniętymi ustami i godząc się ze swoją kolejną drogą mówią, proszą czy modlą się... "Sammy!! Sammy nie żyje.." Fala smutku przebiegła jej po twarzy. "Zabili niewinnego człowieka, czy wszystko musi być tak okrutne? Oni lubują się w śmierci, my nigdy nie będziemy tacy jak oni! A może niektórzy z nas już tacy są?" Przewróciła się z powrotem na plecy, żeby zmniejszyć ucisk obitych żeber zahaczając przy tym pustą pochwą po jednym z jej noży o krzak tuż obok niej, szarpnęła się łamiąc przeszkadzającą jej gałąź i zdała sobie sprawę, że z pamiętnego kompletu "rzutek" zostały jej jeszcze trzy noże.. Zaczęła niezwracając uwagi na ból wykonywać wszelkie możliwe karkołomne akrobacje by wydostać choć jedne z noży z etui na pasie, posługując się wcześniej pochwyconą złamaną gałązką. Ani atak, ani ucieczka w sytuacji gdy wszystkie jej członki były skrępowane i znajdowała się pod pełnym ostrzałem nie wchodziło w grę, ale może miała by szansę gdyby uwolniła choć dłonie..
__________________ "Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania." |
| |
| | #88 |
| Banned ![]() | Wszystko nie było tak jak sądziła Rija. Flara wystrzelona w górę, była wadliwa. Czasami to się zdarzało, szczególnie kiedy dotyczyło to sprzętu Hubiaków. Zaopatrzenie kupowane w Hub zawsze wiązało się z takim ryzykiem a to dlatego, że Hubiacy tylko patrzyli jak tu wycyckać grupę Kilgora na kilka baksów lub sprzęt. Musieli mieć na nich zawsze oko przy jakichkolwiek interesach. Rija poczuła ból w piersi, ból który zwiastował poczucie winy, ale w takich sytuacjach nie było czasu aby analizować każdy najmniejszy szczegół i ruch. Człowiek działał instynktownie i łatwo było popełniać błędy. Mijały ułamki sekund w trakcie których liczyły się tylko instynkty lub wyuczone mechanizmy. Gdy zobaczyła szatkowanego Johansena zadrżała z trwogi. Wtedy właśnie uświadomiła sobie, że to już jest koniec. Zastygła mając w głowie pustkę, w połowie urwane przemyślenia. - Jedź! - usłyszała gdzieś za sobą i jak zaprogramowana wrzuciła bieg i wcisnęła gaz do oporu. Nie było czasu, aby wspominać śmierć babci, której nigdy nie znała, nie było czasu nawet aby myśleć o tym co teraz? Co powiedzą szefowi? Jak się wytłumaczą? Kto odpowie za stratę? Wyprawa po bimberek, pomyślałby kto, że to zwykła fraszka... nic z tych rzeczy. Gdzieś głęboko w sobie skrywała niewypowiedzianą nadzieję, że Brux zerwie się do ucieczki za samochodem. |
| |
| | #89 |
![]() | „Sytuacja nie była za ciekawa, ale zawsze mogło być gorzej”. Tak zawsze sobie Brux tłumaczył. Zawsze zachowywał zimną krew, w końcu wcześniej czy później każdy umrze. Lepiej później, ale różnie z tym bywa. Kilka metrów udało mu się jednak podczołgać. Był bliżej napastników, a dzięki schronieniu jakim okazał się głaz nie byli wstanie go dopaść. Bynajmniej przez kilka chwil. Samochód pomału zaczynał się toczyć … kierowcy się nie uśmiechało taranować wroga, ponieważ zaczął się oddalać od miejsca napaści. Bieg za autem nie wchodził w rachubę ponieważ mógł oberwać wchodząc pod ogień karabinu maszynowego. Czekał, aż krzaki przygasną wówczas będzie się mógł podczołgać jeszcze bliżej napastników. Wiedział gdzie są i w jakiej odległości. Dla zmyłki odczołga się jeszcze parę metrów w bok gdyby jednak przyszło im na myśl ostrzelać kamień lub się tam zbliżyć. Gdy krzaki przygasły a flara się wypaliła zapadła ciemność. Teraz miał szanse aby zbliżyć się jeszcze bardziej i móc w końcu usmażyć wszystkich wrogów. Dokładnie badał teren przed sobą palcami. Głupio było by zostać wykrytym przez jakąś suchą gałązkę czy zbyt głośny szelest. Teraz zaczął w końcu działać nie instynktem a rozumem. Miał szanse bo wiedział, że zanim oczy przyzwyczają się znów do ciemności minie trochę czasu, a gdy się już przyzwyczają będzie na tyle blisko aby móc wypalić ponownie z miotacza ognia, ale tym razem śmiertelnie. „Jeszcze parę metrów i dorwę tych skurwieli” przeleciała Bruxowi szybka myśl. Chciał pomścić kolegę, który poległ … „Oby Riji nic się nie stało”
__________________ Miarą sukcesu jest krew : twoja lub wroga !!! Ostatnio edytowane przez Ragnaak : 11-03-2007 o 22:21. |
| |
| | #90 |
| Wasteland warrior ![]() | ![]() Krzaki podpalone miotaczem płomieni doskonale rozświetlały okolicę. Wysokie jęzory ognia strzelające w mrok nocy, karmiły się suchymi jak wiór kolczastymi gałęziami krzewów. Przez moment Vay widział postawnego mężczyznę – sprawcę tego pożaru. Facet przeturlał się po ziemi, chowając za leżący nieopodal głaz. „To nie możliwe” – pomyślał kapral. „Facet ma na plecach zbiornik z kilkunastoma litrami mieszanki zapalającej i się z nim turla? Chyba mu życie nie miłe, albo jest po prostu tak zdezorientowany?” Jimowi jeszcze jedno wytłumaczenie nasuwało się na myśl: „Może jest tak bezdennie głupi?” W Krypcie ojciec pokazał mu kiedyś film, był na tym przestarzałym nośniku danych - DVD. Miał wtedy może z 14 lat, to był film wojenny, ukazujący pewien fragment historii XX wieku. Jim nie bardzo pamiętał tytuł, coś z jakimś „Rayan’em” w tytule. Zapamiętał jednak jedną scenę z początkowych kadrów, mianowicie żołnierza który biegł w stronę bunkrów broniących plaży, wszędzie trupy i świszczące pociski z cekaemów. I facet który biegł z miotaczem ognia… i straszliwa detonacja kiedy pocisk karabinowy trafił w zbiorniki z tym paliwem. „To był ulubiony film ojca” – refleksję przerwała kolejna ogłuszająca seria, przedzierająca się grzmotem przez ciszę nocy. „Nie chciałbym być teraz na miejscu tego faceta z miotaczem." Obok samochodu, niedaleko miejsca gdzie upadła wystrzelona nieudolnie flara, padło na ziemię ciało. Ofiara owej serii strzałów, kapral nie miał złudzeń – „Trup. Robi się naprawdę gorąco.” Samochód ruszył, oddalając się spod ostrzału. „Oni się zmywają”. Tak oto taktykę XX wiecznych rosyjskich generałów, nieznany Jimowi oddział zamienił w taktyczny odwrót. „To byłby dobry ruch, ale teraz na niego już za późno.” Kiedy wściekle świecąca flara i płonące zarośla przygasły, znów ciemność zaczęła panować nad polem walki. „To moja szansa, by dostać się bliżej i oddać czysty strzał”. Ruszył leżąc do przodu. Każdy ruch jego ciała poprzedzony był drobiazgowym badanie powierzchni przed sobą. Omijał większe kamienie, szeleszczące resztki suchej trawy i gałązki, które mogły wywołać bardzo w tej chwili niepożądany szelest. Sekundy wydawały się zamieniać w godziny, a te kilkanaście metrów wydawało się Jimowi, najdłuższą trasą w jego życiu. W ciemności majaczyła my jakaś olbrzymia sylwetka i to ku niej się kierował. Ostatecznie jednak zatrzymał się przy sporym głazie, kilka metrów za wrogimi jednostkami. Ostrożnie wychylił się zza głazu. Szybko zlustrował sytuację i schował się z powrotem. „Ten wielki na trzy metry bydlak grzeje z kaemu, no i ma dwóch pomocników” – analizował sytuację. „Przynajmniej tylu widziałem, w tych ciemnościach może ich być więcej”. Wysunął głowę jeszcze raz i ocenił odległość od najwyższego z przeciwników. „ Mógłbym go zdjąć, tylko wtedy Ci dwaj mnie wykończą.” Kapral postanowił zaczekać za głazem. Solidny kamulec zapewniał pewną osłonę przed ostrzałem, jeśli zostałby wykryty. Co było raczej mało możliwe, sądząc z zaangażowania wrogów w walce z nieznajomymi. Po zatym kamuflaż na twarzy i rękach czynił Vay’a praktycznie nie widocznym, a mundur typu deasert znacznie to zadanie ułatwiał. „Poczekam tu, w razie czego poślę kule w głowę tego przerośniętego skurwiela. Może ci z wozu popiszą się jakąś „spektakularna akcją”, która pozwoli mi skutecznie zaatakować”.
__________________ Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji. 11844451 - moje gg. Sobota: Wielkie odpisywanie!!! |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Fallout - EKSPEDYCJA | nonickname | Archiwum sesji Postapo | 216 | 01-26-2008 12:20 |
| Fallout - EKSPEDYCJA dodatkowa rekrutacja | nonickname | Archiwum rekrutacji | 46 | 10-21-2007 09:44 |
| [raporty] - Fallout EKSPEDYCJA | nonickname | Archiwum sesji Postapo | 1 | 09-30-2007 00:26 |
| Fallout - EKSPEDYCJA | nonickname | Archiwum rekrutacji | 35 | 09-22-2007 22:31 |
| [fallout]Sesja nr2 | fleischman | Archiwum rekrutacji | 14 | 12-28-2005 22:53 |