![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Postapokaliptyczne Świat umarł. Nikt nie ocalał. Pogodzisz się z tym? Położysz się i umrzesz? Przygnieciony Megatonami które spustoszyły twój świat i zabiły rodzinę, przyjaciół nawet ukochanego psa. Weźmiesz spluwę i strzelisz sobie w łeb bo nie dostrzegasz nadziei... Czy też będziesz walczył? Wstaniesz i spojrzysz na wschodzące słońce i stwierdzisz, że póki życie póty nadzieja. I będziesz walczył. O przyszłości. O jutro. O nadzieję. Wybór należy do ciebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #41 |
![]() | Gdy zapaliły się latarnie Grey rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu kogoś kto mógłby stwarzać jakieś zagrożenie. - Louise jestem, jednak mówcie mi Butterfly. – uśmiechnęła się niewinnie. – Na obrzeżach, gdy wjeżdżałam do miasta, widziałam bardzo wysoki budynek, wydawał się być niezamieszkały, możemy się tam udać, pamiętam gdzie to było. Mężczyzna usłyszawszy imię kobiety kiwnął lekko głową w jej kierunku na znak powitania po czym powiedział. - Cóż nie ma co stać i czekać na śmierć. - uśmiechnął się szyderczo - Prowadź. - wykonał zapraszający gest w niesprecyzowanym kierunku. Gdy dziewczyna ruszyła, wyjął z kabury swojego Deserta. Odbezpieczył broń i przygotował ją tak na wszelki wypadek. Grey rozglądał się bacznie, analizując cały teren w poszukiwaniu czegoś co potrafił neutralizować najlepiej. Podobne miasto było na wschodzie stanów, gdzie to wraz z swoją drużyną natknął się na watahę bitboysów. Gdyby nie jego instynkt, nie było by go tutaj. Dlatego też mężczyzna postanowił skupić się na tym co najlepiej potrafił, czyli zabijać wszystko co nie jest człowiekiem ani maszyną. Taka praca, cóż mógł zrobić.
__________________ "Boże strzeż mnie przed przyjaciółmi bo przed wrogami sam się obronie" "@#&*C$@" - Nie rozumiesz ? Spoko jest nas dwóch :P Ostatnio edytowane przez Lavi : 10-24-2007 o 12:50. |
| |
| Reklama |
| |
| | #42 |
![]() | - Tak wiem Sam idiotów nie brakuje ja tam gangerów nie lubię mogą się sami pozarzynać pytanie tylko, kogo wtedy bym leczyła. – wesoły śmiech Doti wdarł się w ciszę knajpy. Parę znajomych głów odwróciło się w ich stronę. Doti szybko dopiła piwo i podniosła się z miejsca i wyszła. Ścieniało się już, ale drogę znała jak własną kieszeń dotarła już w pobliże miejsca gdzie od kilku miesięcy parkował jej autobus. Wyszła za załomu zniszczonego domku jednorodzinnego w ciemności majaczył już zanajomy kształt.
__________________ Do połowy końca sierpnia trudno osiągalany. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami |
| |
| | #43 |
![]() | Hawk po prostu zdjął karabin z ramienia, jednym płynnym ruchem wprowadził nabój do komory i położył palec na spuście. Ruszył za pozostała dwójką szperając wzrokiem po ruinach. Miał świetny wzrok i umiał z niego korzystać, karabin trzymał pozornie niedbale ale tak by w każdej chwili móc podrzucić go do ramienia i wystrzelić. Był czujny jak zawsze i skoncentrowany. Nocne marsze po mieście nie były zbyt bezpieczne w tych czasach więc lepiej było mieć się na baczności, zawsze znajdzie się ktoś kto chętnie odbierze bliźniemu kilka gambli. A to że czasem trzeba odebrać przy tym życie to nic nadzwyczajnego więc lepiej mieć się na baczności. Takie i tym podobne myśli leniwie płynęły przez głowę Hawka kiedy stawiał pewne kroki na gruzowiskach.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas... "Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce" A macie gogle? |
| |
| | #44 |
![]() | Po skończonej robocie Jack ze zdziwieniem zauwarzył że punk nie ma najwyraźniej zamiaru płacić, wskoczył do wozu i zaraz ruszył z piskiem opon.Jack stał zamurowany spoglądając w stronę odjeżdżajacego punka.Jednak gdy ten uderzył w cadillac wyjeżdżający z za zakrętu.Jack nie wytrzymał i wybuchną śmiechem na widok felgi odpadającej od samochodu."nic nie zarobiłem ale i robota była łatwa" pomyślał odwracając wzrok w miejsce gdzie nie z pełna minutę temu stał samochód który naprawiał.Jack trochę zrezygnowany wsiadł na motor i ruszył dalej przed siebie.Po drodze przejeżdżając obok potraconego cadillaca zatrzymał sie na chwile.sądził ze może tu mógł by zarobić kilka gambli ale zaraz sie rozmyślił -Przepraszam, gdzie tu można sie przespać ?- spytał kierowcy. |
| |
| | #45 |
![]() | Światło latarń już więcej nie oświetlało wam drogi, gdyż oddaliliście się już znacznie od tamtej zapadłej dziury. Dziewczyna co chwila zerkała na was podstępliwie, a gdy spotykaliście jej wzrok, zostawiała was z uśmieszkiem i rozglądała się w inną stronę. Trochę czasu minęło, nim dotarliście do waszego celu. Ten wysoki budynek okazał się w istocie murowaną wieżą ciśnień. Może mieć coś około 15 metrów wysokości, a żeby się dostać do niego trzeba się podciągnąć na metalowej barierce, zaczepionej krawędź ściany. Nie namyślając się długo, weszliście do środka przez otwór w murze, gdyż drzwi były zawalone. W środku było „pusto”, nie wliczając walących się gdzieniegdzie metalowych drutów i cegieł, oraz wszechobecnego pyłu. U góry dało się zauważyć w dachu całkiem sporą dziurę, a metalowa drabina ponuro sięgała ku podłodze, oparta o ścianę. Doti Stachowsky Coś wisiało w powietrzu.... i na pewno to nie była miłość. Spokojnym krokiem, wiedząc, że gdy ktoś ciebie napadnie, gorzko tego pożałuje, zmierzałaś w kierunku swojego „domu”. Przeszłaś tylko przez dziurę w drucianym płocie, i już stałaś przy drzwiach busa. Jednak coś nie grało ze sobą… szyby były naznaczone dziurami po pociskach, pod stopami zdawały się lśnić łuski 9mm naboi. Zauważyłaś także całkiem świeży krwawy odcisk dłoni, który znaczył małą klamkę autobusu. Z bronią gotową do wystrzału, otworzyłaś z trwogą drzwi, które wypadły z zawiasów i wpadły do środka. Z krzykiem wpadłaś do środka, gdy zobaczyłaś siedzącą na fotelu, z ochlapaną od krwi twarzą Sylv. Przy jej stopach leżała oparta głową o ścianę Anna. Rzuciłaś broń, sprawdziłaś tętno. Dźwięk tłuczonego szkła, zimne jak lód ręce. Złowieszczy uśmiech nieznajomego. A potem szum… głuchy szum. Moto Podjeżdżając do samochodu, początkowo chciałeś się spytać, ale szeroka i zarośnięta gęba kierowcy bardzo cię do tego zniechęciła. W dodatku obok niego siedział jakiś facet w białym garniturze, a z tyłu jakiś łysy łebek i… myślałeś przez chwilę, że to przypadek, ale zauważyłeś swoją nową znajomą. Krzyknęła coś w niezrozumiałym ci języku, a reszta jej „przyjaciół” sięgnęła po broń i nie wiedzieć czemu, wystrzelili w twoim kierunku deszcz ołowiu! Nie namyślając się długo, dodałeś gazu i cudem uniknąłeś wycieczki do świata umarłych. Zbłąkany pocisk trafił cię jedynie w rękaw, przelatując na wylot, drugi z kolei utknął gdzieś pomiędzy bebechami motora. Zostawiłeś ich za zakrętem i starałeś się jechać jak najprędzej, lawirując pomiędzy wrakami samochodów. Cholerny dzień, a wszystko zdawało się być po twojej myśli. Skręciłeś kolejny raz, potem kolejny. Już myślałeś, że ich zgubiłeś. Nic mylnego, czerwony jak krew cadilac dalej podążał twoim tropem, a jego pasażerowie znów zaczęli strzelać w twoim kierunku! |
| |
| | #46 |
![]() | Louise „Butterfly” Ororo - Idealnie, prawda? – rzuciła wesoło, wyjmując z obszernej torby wielobarwny koc, rozkładając go na brudnej ziemi i rozkładając się na nim z głębokim westchnieniem. Mimo wszystko pożałowała w myślach, że nie została kilku godzin dłużej w czerwonym pokoju, razem z Sandym… Pospałby trochę, a potem może znowu zabraliby się do roboty. Nie potrafiła ukryć, że wciąż miała na to ochotę. Ale cóż, było-minęło. Takich mężczyzn nie spotyka się na każdym zakamarku, ale gdzieś w końcu trzeba spotkać jakiegoś, nie? Założyła ręce za głowę i dla umilenia chwili zaczęła nucić pierwszą lepszą piosenkę. Love me, Love me, ‘Cause I’ll do everything for You… Boże, kto śpiewał takie bzdury? Jakiś boysband sprzed pół wieku? Pozornie beztroska, uważnie przyglądała się swoim przypadkowym towarzyszom. Dwóch wielkich ważniaków z giwerami pod ręką. Standard w dzisiejszych czasach. Cóż, przynajmniej miała załatwioną ochronę na jakiś czas… - Czym się zajmujecie, tak na co dzień? – spytała nagle, przełamując głuchą ciszę – Jako że z racji zrządzenia przypadków nakierowanych na siebie wszechmocną ręką przodków przyszło nam ze sobą obcować, powinniśmy wiedzieć, czy siedzimy pięć metrów od weterynarza, czy zabójcy, prawda?
__________________ Tyger! Tyger! burning bright In the forests of the night What immortal hand or eye Could frame thy fearful symmetry? |
| |
| | #47 |
![]() | Dotii padła pod ciosem na granicy przytomności przez jej głowę przemykało się wiele myśli. „Ten uśmiech, ten przeklęty uśmiech Marc’a, zabiję go jego wszystkich ludzi, zabiję wszystkich gangerów, wytruję jak szczury. Nic już dla mnie nie znaczą są warci tylko tyle ile gambli na nich i dlatego wartościowszy są martwi. Popamiętasz mnie ty dupku tak się nie załatwia ze mną interesów.” Wszystko to przeleciało jej zanim ciemność całkowicie ją pochłonęła.
__________________ Do połowy końca sierpnia trudno osiągalany. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami Ostatnio edytowane przez Cedryk : 10-28-2007 o 21:31. |
| |
| | #48 |
![]() | Pierwszą rzeczą jaką zrobił Hawk był sprawdzenie wszystkich zakamarków i dziur w ścianach. Po czym rozłożył na w miarę niezagruzowanym kawałku podłogi spory kawał brezentu a na to rozścielił koc. Po czym usiadł i położył przed sobą karabin. Sprawnie wyłuskał go z maskującego kokonu i wyjął zamek. Było ciemno ale Hawk znał swoją broń tak dobrze że nie potrzebował światła by ją wyczyścić. Spokojnie przecierał i oliwił każdą część mechanizmu. Był bardzo skupiony, wykonywana czynność sprawiała mu wyraźną przyjemność. Słysząc pytanie kobiety uniósł głowę i powiedział: -Jak już mówiłem ma imię mi Natan ale mówią na mnie Hawk. Czym się zajmuję? Mówiąc krótko jestem najemnikiem, strzelcem wyborowym jeśli wiesz co to oznacza. Po czym znów pochylił się nad karabinem. Sprawnie skończył czyszczenie zamka, przetarł lufę wyciorem i złożył całość do kupy. Przetarł szkiełka celownika optycznego, po czym znów owinął karabin maskowaniem. Oparł go obok siebie o ścianę i pogrążył się w myślach. Wydobył papierosa i zapalił go. Odchylił głowę do tyłu rozkoszując się smakiem dymu powoli wydobywającego mu się z ust.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas... "Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce" A macie gogle? |
| |
| | #49 |
![]() | Grey tak samo jak jego nowy towarzysz rozejrzał się uważnie w nowym "pokoju hotelowym a te noc". Sprawdził wszystkie ewentualne wejścia, wyjścia i groźne punkty pomieszczenia. Po dogłębnym rekonesansie odwrócił się do reszty i powiedział. - Śpimy po 4 godziny, ja pilnuje pierwszy- mężczyzna usiadł sobie przy ścianie opierając się o nią. Położył sobie swojego Desert'a na kolanach i oparł się o ścianę. Na pytanie dziewczyny pierwszy odpowiedział Hawk. "Hmm... strzelec wyborowy, można się tego domyślić po jego spluwie. Ale kim czym zajmuje się dziewczyna." Gdy mężczyzna skończył przyszłą kolej na Grey'a. - Ja... ja naprawiam błędy wujka Molocha... lub jak kto woli pozbywam się alternatywy dla homo sapiens tak jak niegdyś stało się to z neandertalczykami. W skrócie jednak moja profesja sprowadza się do dwóch słów. Łowca mutantów. - w jego słowach widać było pasje i zacięcie do tego co robi Grey. Przez całe życie zabijał mutki, sam nie wie co by zrobił gdyby ich brakło. Swoją drogą szanuje wujka Molocha, to dzięki niemu ma prace która pozwala mu przeżyć w tym świecie. Ta praca przygotowała go z grubsza na każdą okazje, z grubsza ponieważ nie jest nikt nie jest w stanie przygotować się na każdą okazje. - A ty czym się trudzisz dziewczynko ? - powiedział uśmiechając się w miarę szczerze do towarzyszki. Swoją drogą cóż on mógł wiedzieć o emocjach, dawno dawno temu zabił je wraz z pewnym mutantem. Mężczyzna wstał biorąc swojego gnata do ręki by zrobić mały rekonesans, w końcu on ma pierwszą wartę.
__________________ "Boże strzeż mnie przed przyjaciółmi bo przed wrogami sam się obronie" "@#&*C$@" - Nie rozumiesz ? Spoko jest nas dwóch :P |
| |
| | #50 |
![]() | Jechał najszybciej jak tylko mógł, myślał tylko o tym by wyrobić sie na zakręcie i nie dostać kulki w plecy.Puki co to się mu nawet udawało, ciągle miał paliwo i jechać a i nawet go nie drasnęli."Jedyna dobra rzecz to taka że kiepsko strzelają, dobrze że nie wychowali sie w Detroit bo miał bym większe kłopoty" na ostatnim zakręcie o mało nie wpakował sie w budynek ale już nie było słychać żadnych strzałów, więc zwolnił nieco.Nie potrzebnie jak sie okazało bo zaraz z za zakrętu ponownie wyłonił sie samochód i kolejna salwa kul poleciała w stronę Moto. "to nie jest mój dobry dzień" ponownie przyśpieszył i powtórka z rozrywki. Jack zaczął obawiać sie o paliwo, ale i miał nadzieję że tamtym skończy się amunicja.Adrenalina buzowała a on coraz lepiej pokonywał kolejne zakręty a na prostych osiągał oszałamiające prędkości.Jednak nie można tego ciągnąc tak w nieskończoność.Za czą rozglądać sie za barem by schować sie w tłumie, lub za jakimś ciasnym zaułkiem w który samochód sie nie zmieści. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Jest tragicznie... | Revan | Komentarze do sesji RPG - Postapokaliptycznych | 71 | 04-17-2008 18:14 |
| [Neuroshima] Jest tragicznie... | Revan | Archiwum rekrutacji | 47 | 09-27-2007 21:48 |
| [Neuroshima] Neuroshima by LMGray | LMGray | Archiwum rekrutacji | 32 | 05-07-2006 09:59 |
| Co to jest RPG? | czocza | Pomoc | 6 | 07-31-2005 11:32 |
| [komentarze]Jest sprawa (czyli sesja NEUROSHIMA) | Templarius | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 17 | 05-06-2005 08:17 |