Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Science-Fiction Chcesz odkryć w eonach Kosmosu Zapomniane Światy? Walczyć z wszędobylskimi Korporacjami, bądź być małym cyber–trybikiem w ich złożonej Maszynerii? Ostrzem świetlnego miecza wyrąbywać sobie swoją ścieżkę Mocy? To czy odważysz się przejść przez Wrota Wymiarów zależy tylko od Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-02-2019, 23:10   #21
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2203 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Warkot piły umieszczonej na ramieniu ścinarki był w stanie przebić się nawet przez ochronne nauszniki Dicky’ego, prawie zagłuszając muzykę płynącą z improwizowanego systemu nagłośnienia. Każdy mający chociaż blade pojęcie o elektryce czy BHP widząc luźno wiszącą plątaninę kabli łączącą baterię z przyspawanymi do głównego korpusu głośnikami złapałby się za głowę, jednak Richard nie należał do tych którzy zbytnio się przejmują jeśli chodzi o zasady. A jeśli coś działało i nie zakłócało jego pracy to dlaczego ktoś miałby się czepiać? Był weekend i jedyną osobą w promieniu wielu mil od tartaku był ojciec Richarda a cały okoliczny teren był własnością spółki ‘Felton i synowie’ więc nikt nie miał prawa być świadkiem jak wielkolud wciśnięty w kokpit ścinarki ryczy na całe gardło

- I feel so good, I feel so numb, yeah

Praca przy wyrębie sprawiała Dicky’emu prawdziwą przyjemność, świadomość kontroli jaką sprawuje nad tym wielotonowym monstrum za pomocą kilku dźwigni i przełączników była równie intensywna jak gdy pierwszy raz zasiadł za sterami kilka lat wcześniej. Kiedyś dochodził do tego element rywalizacji ze starszym bratem, ale skończyło się to odkąd udało mu się załapać do woja jako pilot mecha. Jeśli jednak aplikacja Richarda zostanie rozpatrzona pozytywnie być może w przyszłości będą znowu mogli sprawdzić się kto z nich jest lepszy?

Drzewo poddało się pile i runęło na ziemię skąd drugie ramię maszyny uniosło jeden jego koniec odcinając boczne gałęzie i ładując na ciężarówkę. Akurat dochodziła druga, czas na przerwę obiadową więc Richard wyłączył silnik ścinarki i zdjął nauszniki podziwiając swoją pracę. Pomyśleć, że w około sześć godzin wykonał pracę która bez ciężkiego sprzętu zajęłaby grupie wykwalifikowanych drwali cały dzień. Pozostało tylko zawieźć drewno do składu i wracać do domu

***

- Dicky, nie wiem czy sprawdzałeś wiadomości. Rozpatrzyli pozytywnie twoją kandydaturę

Andreas Felton, ojciec Richarda, nie zdołałby się wyprzeć swoich synów gdyby tylko ktoś zobaczył ich obok siebie. ‘Zdjęcie i odbitki’ jak śmiali się znajomi rodziny widząc tego potężnego, kojarzącego się nieco z niedźwiedziem mężczyznę z dwójką swoich synów: starszym Nicolasem i młodszym Richardem którzy dorównywali mu wzrostem i posturą. Teraz uważnie wpatrywał się w swojego syna przy stole jakby sprawdzając jego reakcją na tą wiadomość

- Richie, jesteś pewien że tego właśnie chcesz? W domu byłoby ci lepiej, wystarczy że o Nickiego martwię się odkąd poszedł do tego całego wojska. A jeśli coś się stanie albo wybuchnie jakaś wojna?

Matka Richarda, Jolene nie wydawała się zbyt zachwycona perspektywą że drugi z jej synów chce również dołączyć do wojska.Mimo, że sama była wysoka to przy swoim mężu i synu wydawać mogła się drobna i krucha, zwłaszcza gdy na jej twarzy tak wyraźnie rysowało się zmartwienie. Dicky natomiast zamarł z łyżką w połowie drogi do ust i chwilę zajęło mu przetrawienie tego co właśnie usłyszał

- Nie no, słuchajcie, rozmawialiśmy o tym już wiele razy. Kocham was, ale pomyślcie, mam szansę pilotować cholernego mecha nie na symulatorach czy na pokazie organizowanym przez wojo gdzie pozwalają tylko wejść do kabiny na chwilę a sam mech nie ma nawet uzbrojenia. Poza tym to nie tak że nas od razu wyślą gdzieś na jakąś wojnę czy coś.
- To twoja decyzja synu. Pamiętaj, że niezależnie od wszystkiego będziemy cię wspierać
- I bardzo Cię kochamy. Wpadniemy od czasu do czasu cię odwiedzić, przywiozę ci trochę jedzenia jakbyś tam nie dojadał
- Mamo, w wojsku z głodu się nie umiera!


***

Pokój Richarda dość dobrze odzwierciedlał jego zainteresowania. Pomijając panujący w nim bałagan, nieodłączną część pakowania się na wszelkie wyjazdy nie mówiąc już o przeprowadzce do jednostki większość wyposażenia dało się podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowił sprzęt treningowy: ławka treningowa z wyciągiem, orbitrek i porozrzucane w różnych miejscach obciążniki i hantle. Druga grupa skupiona była wyłącznie na regale i stanowiło ją trochę starych książek SF oraz plastikowe modele robotów do składania, popularnych gunpli, podczas gdy trzecią grupę stanowiły wiszące na ścianach plakaty dzielące się mniej-więcej w połowie pomiędzy ulubione drużyny sportowe i plakaty militarne imitujące styl pin-up. Warto jeszcze wspomnieć o znajdującym się na biurku oprawionym w ramkę zdjęciu Nicolasa wraz z kumplami z oddziału na tle jednego z mechów; Richard przez chwilę zastanawiał się czy nie zabrać zdjęcia ze sobą w trakcie pakowania jednak po chwili wahania zrezygnował

Być może jeśli wszystko pójdzie po jego myśli to w nie aż tak odległej przyszłości spotka swojego brata na żywo?

***

Przeklinając w duchu korki, awarię czy cokolwiek innego co spowodowało opóźnienia Richard biegł jak nigdy w życiu. Pierwszy dzień i już spóźniony, no po prostu wstyd na całego. Tyle dobrze że nikt nie właził mu pod nogi, być może dlatego że widok ponad dwumetrowego, muskularnego wielkoluda z ogromnym plecakiem sunącego przed siebie jak pociąg pancerny budził jakieś naturalne instynkty mówiące że kolizja z nim nie skończy się dobrze. Koniec końców zdołał dotrzeć do punktu kontroli przed wyznaczoną godziną ale zapłacił za to kolką i rwącym się oddechem. Nie dziwił się więc złośliwości którą usłyszał w głosie wartownika

- Lepiej późno niż wcale... nie?

Richard odgarnął z oczu zlepioną potem grzywkę jasnych włosów by spojrzeć na swojego rozmówcę i wydyszał, wciąż zgięty w pół i z trudem łapiąc oddech

- Cholerne… busy… zawsze… spóźnione

Wysłuchał instrukcji wartownika, jednak nie zdołał powstrzymać szerokiego uśmiechu który pojawił się na jego twarzy. To naprawdę się działo. Był tutaj, w piechocie mobilnej tak jak zawsze marzył. Zostanie cholernym pilotem mecha albo zdechnie próbując

- Witamy w 555 batalionie piechoty mobilnej.
- Dziękuję, ser
- odpowiedział szczerząc zęby i ruszył, tym razem truchtem, do wskazanego budynku.

Co jak co, ale na kolację nie zamierzał się spóźnić, zwłaszcza że i tak przepadł mu obiad przez spóźnionego busa i od rana był tylko na trzech kanapkach
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-02-2019, 19:06   #22
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1350 hollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumny



- Były jakieś problemy?

- W zasadzie nie.

- W zasadzie?

- Koleś jest dobry.

- Jak dobry?

- Tego jeszcze nie wiem. Udało mi się wejść, przez jego niedopatrzenie. Szczegół, który był niedopilnowany. Teraz kiedy będzie bardziej uważał, może być trudniej.

- Dasz radę?

- Proszę cię... To tylko Rusek. Jeden z wielu.

- Ten Rusek ma na swoim koncie kilka dość spektakularnych akcji.

- To prawda.

- Ponawiam pytanie. Dasz radę?

- To arogancki, przeświadczony o swojej nieomylności pajac, który może i coś umie, ale nosi głowę tak wysoko, że nie będzie nawet wiedział kiedy utnę mu jaja... Wystarczy?





Virus

Wypadki toczyły się dość szybko, a Ty zdałeś sobie sprawę, że przez ostatni czas spędzony za kratami jednak zardzewiałeś intelektualnie. Przekręciłeś kluczyk w drzwiach po czym zacząłeś przeszukiwać dokładnie pokój. Wiedziałeś czym dzisiejszy świat może się posługiwać, w jaki sposób może wyglądać sprzęt wykorzystywany w podobnych sytuacjach... I nie trwało to długo.

Cztery kamery, może nie najnowsze modele, jednak bardzo dobrze wpasowane w pokój znalazłeś bez najmniejszego problemu. Dodatkowe sześć mikrofonów rejestrowało w zasadzie najmniejsze nawet pierdnięcie w pomieszczeniu. Wszystko odłączyłeś i zebrałeś na stole obok laptopa i okularów do rzeczywistości wirtualnej. Sprzęt elektroniczny leżący przed Tobą, może nie był z najwyższej półki (za wyjątkiem wyposażenia jakie otrzymałeś przed kilkoma godzinami), ale jeśli by to spieniężył... można by pewnie pić przez tydzień.

Ty jednak nie pomny powyższego zasiadłeś do komputera, zaciekawiony ponad wszelką miarę w jaki sposób ktoś zdołał złamać Twoje zabezpieczenia... A Twój żołądek dość głośno dał Ci do zrozumienia, że bez względu na wszystko jedzenie jest Ci tak samo potrzebne jak prąd Twojej maszynie.




Richard Felton

Dotarłeś na stołówkę o czasie. Gdyby pomieszczenie było puste zapewne dane by Ci było dostrzec jego przestronność i fakt, że ktoś kto je projektował włożył maksymalnie dużo w jego funkcjonalność.

https://www.deviantart.com/arsenixc/...side-208293256

Niestety w chwili kiedy dotarłeś na miejsce było ono już wypełnione ludźmi, tak samo jak Ty głodnymi, tak samo jak Ty zdezorientowany, dokładnie tak samo świeżymi jak Ty. Pobrałeś tacę, ustawiłeś się grzecznie w kolejce po kolacje, a ta przeszła Twoje oczekiwania:

https://www.deviantart.com/coldomade...room-153141352

Może nie był to kotlet mamusi, ale zapach unoszący się z ponad mięsa wywołał skręt Twoich kiszek. Był on chyba głośniejszy, niż Ci się wydawało, bo stojąca po drugiej stronie regału z sałatkami dziewczyna zrobiła przez chwilę wielkie oczy.

https://www.deviantart.com/raindropm...teen-397130547

- Chyba zgłodniałeś wielkoludzie? Dziewczyna była ładna, na swój orjentalny sposób. Oczy wielkie i czarne lustrowały Cię przez krótką chwilę. Po czym zajęła się nakładaniem zieleniny na swój talerz. Nie unikała Cię jednak, a gdy po raz drugi Wasze spojrzenia się spotkały uśmiechnęła się delikatnie i miło.

Ciężko było rozmawiać w przemieszczającej się kolejce pełnej ludzi. Każdy o czymś mówił, każdy coś przeżywał, coś opowiadał, albo kogoś słuchał. Słowem poczułeś się tak, jak musiały czuć się pszczoły w ulu.

Odebrałeś kolację i szybko zrozumiałeś jak sprawnie zarządzano “ruchem” w tym pomieszczeniu. W zasadzie niczego nie zostawiano przypadkowi. Nie było tu ludzi krążących niczym wolne elektrony po sali. Ktoś zdecydowanym gestem wskazał Ci miejsce. Usiadłeś, a po chwili Azjatka usiadła koło Ciebie.

Stek pachniał przepięknie.

- Yen. Czarnooka podała Ci rękę witając się. - Też pierwszy dzień? Zaczęła rozmowę.

Dziewczyna była uprzejma. Mogłeś w spokoju zamienić z nią kilka słów. Po całym dniu spędzonym w zatłoczonym busie możliwość rozmowy i porządny posiłek zdecydowanie podbudowały Twoje morale.

W miarę jak czas upływał, ilość mięsa na talerzu malała, a dziewczyna rozkręcała się w swoich wypowiedziach, zacząłeś rozglądać się po otoczeniu. To co zauważyłeś to fakt, że jedzący byli podzieleni na dwie grupy. Pierwszą stanowiła barwna mieszanka ludzi ubranych w najróżniejszy sposób, uczesanych w najróżniejszy sposób i zachowujących się tak samo. Po drugiej stronie siedziało coś, co z zapartym tchem określił byś mianem wojska.

Mundury, regulaminowe fryzury, regulaminowe buty... siedzieli przy stolikach po sześć osób. Przy każdym stoliku stała karteczka z pięciocyfrowym numerem. Każdy z wojskowych, którzy dopiero wchodzili zdawał się dokładnie wiedzieć gdzie ma usiąść. Rozglądając się zdałeś sobie sprawę, że mimo iż “stoliki” nie znały się (bo bardzo często nikt przy nich się do siebie nie odzywał), to jednak ludzie zajmujący swoje miejsca doskonale wiedzieli gdzie się skierować... Zapewne numeracja, którą było widać stanowiła jakiś rodzaj kodu, lub numer... czegoś.

-… A Ty skąd jesteś? Wyrwała Cię z zamyślenia Yen.




Virus

To nie był żaden wyrafinowany włam. Ktoś, kto wywalił Ci pop up’a na ekran nie zdawał się być jakimś szogunem informatyki. Owszem znalazł błąd, który był Twoim niedopatrzeniem, owszem było to Twoją winą... natomiast poziom programu jaki znalazłeś był w zasadzie na poziomie przedszkola... W kilka minut zdołałeś usunąć niepożądany program, posprzątać po nim i byłeś w zasadzie przekonany, że po raz drugi nikt nie zrobi tego samego numeru.


- Halo?

- Sir. Virus znalazł wszystko.

- Dobrze.

- Straciliśmy możliwość monitorowania jego poczynań.

- Nie zapraszaliśmy go na tę zabawę będąc przeświadczonymi że bierzemy sobie do pokerowego stołu dziesięcio-letniego chłopca.

- Tak Sir. ale...

- Virus właśnie udowodnił, że jest człowiekiem o kompetencjach, których nam potrzeba.

- Tak jest.

- Czy 10110 dalej go monitorują?

- Oczywiście Sir.

- Informujcie mnie zatem jeśli wydarzy się coś poważnego. Do tego czasu proszę dać mi się wyspać.

- Tak jest!

- I jeszcze jedno. Proszę, aby Virus stawił się u mnie jutro na rozmowę. 10:30 w moim biurze.

- Tak jest!



Virus

Twój tablet zaćwierkał. Podszedłeś do urządzenia, odblokowałeś ekran i zobaczyłeś maila.



Witam,

W dniu jutrzejszym o godzinie 10:30 proszę się stawić w budynku B, pokój 3.

Śniadanie w stołówce otrzyma Pan od 06:30 do 7:00. Zwracam Pańską uwagę na fakt, że nieprzyjmowanie regularnych posiłków może negatywnie wpłynąć na Pańskie szkolenie, a co za tym idzie na Pański dalszy pobyt w tym miejscu.



Z wyrazami głębokiego szacunku,

M.O.



Autorem korespondencji był sen sam żołnierzyk który przedpołudniem rozmawiał z Tobą i jakimiś dwoma laskami. Mike O’Knele.



 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-02-2019, 22:21   #23
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 526 Gargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnie
A więc stało się. Przez pobyt w pierdlu dał się podejść jak dziecko. Nic straconego. Jutro rzuci ten cały sprzęt frajerowi na biurko, spakuje swój mandżur i wróci za kraty. Frajerowi? Chyba w tym całym towarzystwie on tu jest największym frajerem, bo dał się podejść w tak prosty sposób. Wódka w kantynie chyba była tym, czego potrzebował, to postawiło by go do pionu gdyby... Gdyby nie. Fakt posiadania słowiańskiej duszy i to, że po ostrym spożyciu stawał się cholernie melancholijny i romantyczny. Dlatego właśnie i przez wzgląd na bycie lekarzem starał się zachowywać wstrzrmięźliwość. Co innego w stosunkach damska-męskich. Gdy jeszcze był wolny dziwi zaliczał regularnie i hurtem. U Gusa miał przez to rabacik. Uśmie hnal się do swoich myśli. Powrót za kraty nie wydawał się teraz takim dobrym pomysłem. Jeżeli kamery i mikrofony były częścią wyposażenia tego pokoju to zapewne zdemontowanie ich nie zaniepokoi jego tajemniczego opiekuna bo.. Ma jeszcze asa w rękawie. Virus domyśla się już jakiego. Spokojnie siadł do komputera i przeinstalował Matrioszkę zmieniając wszystkie hasła. To jednak był dopiero pierwszy krok. Drugim było postawienie dodatkowych firewall, żeby jeszcze trudniej się było włamać do jego komputera. Trzeci punkt wiązał się z finansami, których jednak jeszcze nie posiadał. Miał już jednak pomysł co i jak zrobić by zarobić za mocno się przy tym nie przepracowując. Cały zebrany sprzęt schował pod łóżko. Teraz dopiero wyłączył komputer wziął tablet i ruszył do stołówki.
 
Gargamel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-02-2019, 10:50   #24
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2203 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Richard doskonale zdawał sobie sprawę, że dopiero na stołówce przekona się, czy jego wymarzona praca faktycznie będzie w stanie dorównać wyidealizowanemu obrazowi jaki stworzył w swojej głowie. W końcu gdyby okazała się ona miejscem obskurnym czy nieprzyjemnym albo o zgrozo porcje okazałyby się zbyt skromne to czy nie straciłby serca? Oczywiście wiedział, że żołnierzy muszą karmić dobrze a miejscówka na pewno będzie odpowiednio reprezentacyjna ale pewna podświadoma obawa jednak pozostawała - przynajmniej dopóki nie przekroczył jej progu. I znowu wszystko było tak, jak należy

***

- Chyba zgłodniałeś wielkoludzie?

Dziewczyna stojąca obok w kolejce sprawiała sympatyczne wrażenie a w tonie którym zadała pytanie nie było złośliwości. Warunki panujące w kantynie utrudniały, by nie powiedzieć że niemalże uniemożliwiały prowadzenie normalnej rozmowy, jednak Richard miał na tyle donośny głos że nie uciekając się do krzyku był w stanie odpowiedzieć, nieco tylko podkoloryzowując prawdę

- Jeszcze jak! Dwanaście godzin na głodnego potrafi dać w kość

Organizacja ruchu i miejsc w pomieszczeniu wyjątkowo mu się spodobała, żadnego chaosu, żadnego łażenia w kółko i szukania wolnego miejsca. Było tak, jak w wojsku być powinno a przynajmniej jak to sobie wyobrażał - wszystko należycie uporządkowane, zorganizowane i takie, takie… wojskowe. Dawało to swego rodzaju poczucie uczestnictwa. Po chwili do stolika Richarda przysiadła się dziewczyna która wydawała

- Yen. Też pierwszy dzień?
- Richard. Tak, praktycznie dopiero co dotarłem, o mały włos się nie spóźniłem zresztą. Jakiś wypadek na międzystanowej

Rozmowa z Yen potwierdziła pierwsze wrażenie, co ucieszyło Richarda. Przywykł że w trakcie posiłków, zwłaszcza kolacji, zawsze miał w kim pogadać bo jedzenie w milczeniu albo samemu zawsze wydawało się jakieś takie smętne

-… A Ty skąd jesteś?
- Proctor, Kalifornia. Pewnie nie słyszałaś, cztery farmy i nasza wycinka rozrzucone na sporym obszarze. Kiedyś był jeszcze sklepik dla przyjezdnych ale zdechł z braku klientów. A ty?
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-02-2019, 21:51   #25
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1350 hollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumny



- Jak się czujesz będąc znów w domu?

- Do dupy.

- Czemóż to?

- Wolałbym być tam?

- Aż tak wysoko?

- Aha... przywykłem. Poza tym, jak już tam jesteś nic nie będzie wyglądało tak samo tu, na dole.

- Zazdroszczę Ci.

- Nie ma czego.

- Przecież to lubisz.

- Sam zawsze mówisz, że mam nierówno po sufitem.

- Nigdy Ci to nie przeszkadzało.

- To prawda.

- Co zamierzasz...

- Odpocząć.

- Na to się nie zanosi.

- Czemu?

- Bo będziesz prowadził trening.

- No to powiedziałem...

- …

- To nie ja się będę pocił.



Virus

Po weryfikacji weryfikacji systemu operacyjnego, postawieniu dodatkowego firewall’a, uszczelnienie obecnego, wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń, zabezpieczeń tych wcześniejszych i zabezpieczeń zabezpieczonych zabezpieczeń stwierdziłeś, że może w końcu najwyższy czas coś wszamać. Najwyższa pora.

Wyszedłeś z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zdawałeś sobie doskonale sprawę, że nie jest to żadne zabezpieczenie... no, ale z drugiej strony co cennego zostawiłeś w pokoju co można by z niego wynieść... no i po co? W bazie wojskowej wyposażonej tak dobrze jak ta, chyba nie zdarzają się kradzieże? Każdy ma tu swoje buty, mundur... nie? Ciekawe kiedy i Ty je dostaniesz. Choć ciekawsze od munduru, jest to, kiedy w końcu będziesz mógł zobaczyć jakiś pancerz w akcji, albo jeszcze lepiej jakiegoś mecha... Kiedy w końcu będzie Ci dane posadzenie tyłka za sterami i poczucie się jak król świata?

Do stołówki nie można było nie trafić. Było to miejsce do którego wszyscy z okolicznych budynków gnali na złamanie karków. Postanowiłeś, że nie przyłączysz się do tego tłumu lemingów. Odczekałeś chwilę i jako jeden z ostatnich wszedłeś na stołówkę.

Pomieszczenie było czyste, pachniało ładnie, co jeszcze bardziej przypominało Ci jak bardzo jesteś głodny. Idąc za przykładem Twoich kapitalistycznych (Tfu!) przyjaciół, wziąłeś tacę nałożyłeś sobie to co wydawało Ci się najbardziej zjadliwe. Po czasie spędzonym pod kluczem wydawało Ci się, że ten posiłek przygotowywał najlepszy mistrz kuchni jakiego Matka Ziemia nosiła. Usłyszałeś co prawda od obsługi, że na posiłek to przychodzi się o czasie... ale kto by się tam przejmował.

Gdy byłeś mniej więcej w połowie jedzenia, druga część sali naraz, zdawać by się mogło bez wyraźnego sygnału wstała, posprzątała po posiłku i wyszła ze stołówki.

Cywile siedzący wokoło Ciebie, oczywiście nic sobie z tego nie robili, ale Ty doskonale wiedziałeś co oznacza jedzenie wtedy kiedy pozwalają... w dodatku na czas. Świadom tego, że kolejny posiłek może już nie być tak miły i przyjemny delektowałeś się tym... jakby miał być Twoim ostatnim.



Richard

- Proctor, Kalifornia. Pewnie nie słyszałaś, cztery farmy i nasza wycinka rozrzucone na sporym obszarze. Kiedyś był jeszcze sklepik dla przyjezdnych ale zdechł z braku klientów. A ty?

- Tokio. Stolica. Wielkie miasto, wiele ludzi, wiele twarzy... wielka samotność. Milion ludzi, milion sklepów. Codziennie jakiś bankrutuje, codziennie jakiś inny powstaje. Nikt się niczym nie przejmuje.... i nie zwraca uwagi na nikogo, każdy jest sam...
Dziewczę zaczęło filozoficznie odpływać, jednak zdałeś sobie sprawę z tego, że nie robi tego złośliwie, a jest z Tobą naprawdę szczera. Sprawiała przynajmniej wrażenie szczerej.

Gdy wojskowa część stołówki po prostu bez komendy wstała i wyszła, wiedziałeś co to znaczyło. Z opowiadań jakie czytałeś z listów od brata wiedziałeś, że w takich przypadkach wszyscy kończyli posiłek dokładnie w chwili kiedy dowódca kończył. Nie zauważyłeś kto dokładnie był dowódcą... nie było Ci to też w tej chwili potrzebne. Byłeś zadowolony z tego, że tu jesteś, z tego że zaczynasz być częścią tej wielkiej maszyny.

Posiłek nie wiadomo jak długi nawet musiał się kiedyś skończyć. Z Yen miałeś okazję porozmawiać jeszcze parę chwil o wszystkim i o niczym zarazem, jednak w końcu wspólne tematy o “pogodzie” się wyczerpały, a jakoś tak nie bardzo rozmowa kleiła się Wam na konkretniejsze tematy. Zebrałeś tacę, posprzątałeś po posiłku i wyszedłeś z zamiarem zgłoszenia się do swojej kwatery. Daleko nie było. Bazy miały to do siebie, że odnalezienie właściwego adresu było banalnie łatwe. Rozpocząłeś spacer. Zajął by Ci on zaledwie kilka minut, gdyby nie przechodząc przez plac Twym oczom nie ukazał się zachwycający obraz. Otóż, przed Twoimi oczyma wyrosły metalowe konstrukty.

https://www.deviantart.com/lucasdurh...Crew-334209937

Nie były one wielkie, miały jakieś 2,5 metra wysokości stąd skapowałeś się, że to nie mechy, ale pancerze wspomagane. Nie miały takiego majestatu jak dużo cięższe maszyny, miały jednak mobilność znacznie większą i zdawałeś sobie w pełni sprawę, że znaczna część obowiązków na polu walki spoczywa właśnie na tych podstawowych... heh... podstawowych, wartych astronomiczne sumy człekokształtnych maszynach zdolnych tak siać terror, jak i ratować czyjeś życie.



Virus

Na zewnątrz zaczęło się jakieś zamieszanie. Nie wiodło Cię takie podniecenie, jak pozostałych, byłeś jednak ciekaw tego, jakie to przedstawienie rozgrywa się przed Tobą. Wyszedłeś przed stołówkę i zagryzając zimną przekąską dostrzegłeś otwierającą się właśnie skorupę pancerza wspomaganego, wypuszczającą ze swego wnętrza pilota.

https://www.deviantart.com/lothrean/art/Mech-187874551

Szybko zlustrowałeś maszynę. Musiała być warte naprawdę bardzo duże pieniądze. Elektronika z niej ociekała. System siłowników pneumatycznych i hydraulicznych serw wykonał serię skomplikowanych sapnięć i stęknięć nim pilot się uwolnił i wyszedł z maszyny. Ciekawe...



Obaj

Staliście, jak wielu pozostałych na placu zafascynowani nową bronią.

- Koniec przedstawienia. Dotarł Was gromki głos O’Knela. - Zapraszam Państwa do kwater. Jutro śniadanie o 6 rano, do godziny 9 jesteście Państwo obowiązani odebrać umundurowanie i wyposażenie osobiste. O 9 spotykamy się na placu apelowym, w dokładnie tym miejscu w którym się znajdujecie. Od dnia jutrzejszego rozpoczynacie Państwo trening na Pilotów Pancerzy wspomaganych!

Pompatyczna przemowa skończyła się równie szybko jak zaczęła, a żołnierzyk chyba świadom tego, że jego tekst zabrzmiał głupio ulotnił się szybko i w nieznanym kierunku.

Uszu Waszych dotarła cicha muzyka:

https://www.youtube.com/watch?v=Ozva...SkIXU&index=21

Gdzieś nieopodal stał zaparkowany dodge:

https://www.deviantart.com/salimljab...lack-288320084

Dwóch mężczyzn siedziało w nim i w najlepsze rozmawiało, pokazując sobie palcami kolejnych rekrutów....

Virus
Dotarłeś to swojego pokoju i włożyłeś klucz w drzwi zamku. Dokładnie w tej chwili w korytarzu pojawił się jakiś tutejszy, z plecakiem wyładowanym rzeczami, z kartką papieru szukający najwyraźniej... czegoś.

Richard
Wszedłeś na korytarz kierując się to swojego pokoju. 112B. To musiało być gdzieś tutaj. O! Właśnie. Podszedłeś do drzwi. Naprzeciw Twojego pokoju, jakiś niepozorny z budowy człek z rysami twarzy wskazującymi na wschodnie korzenie, z niedopałkiem papierosa w ustach otwierał drzwi do pokoju znajdującego się naprzeciw Twojego.


 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-03-2019, 17:50   #26
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2203 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Yen okazała się miłą rozmówczynią, nawet mimo jej tendencji do filozofowania; Richard uważał się raczej za konkretną osobę i jakoś nie potrafił zrozumieć tej idei samotności w wielkim mieście. W końcu jeśli włoży się trochę wysiłku ze swojej strony to okazje by kogoś poznać są dosłownie wszędzie, jednak może to była po prostu kwestia podejścia i umiejętności przełamania pierwszych lodów. W pewnym momencie trochę zabrakło punktów zaczepienia do dalszej rozmowy, być może nie mieli wystarczająco wiele wspólnych zainteresowań lub po prostu na nie nie natrafili, a może po prostu zmęczenie dniem i wrzuceniem w nową sytuację dało o sobie znać. Posiłek dobiegł końca i wypadało powoli się zbierać, zwłaszcza że ta bardziej 'wojskowa' część grupy już opuściła budynek wywołując swoją dyscypliną przyjemne drgnięcie w duszy Richarda

***

- Od dnia jutrzejszego rozpoczynacie Państwo trening na Pilotów Pancerzy wspomaganych!
- O kurwa
- wyrwało się Richardowi

Pancerze wspomagane, wynalazek rodem ze starych SF którymi zaczytywał się w młodości przekuty dzięki ludzkiemu umysłowi w rzeczywistość. Nie tylko stanowiły potężne wsparcie na polu bitwy ale dzięki temu że technologia na której się opierały coraz mocniej wchodziła do cywila wiele osób niepełnosprawnych otrzymało możliwość stanięcia na własnych nogach. Kto by pomyślał że jednego dnia rano będzie jeszcze w rodzinnym domu by następnego rozpocząć trening na pilota? W sumie trudno powiedzieć czego się spodziewał, jakiegoś okresu adaptacyjnego, ogólnorozwojówki czy co, a tutaj wygląda że od razu rozpoczynają od faktycznego mięcha. Stanowczo mu się to podobało; trzeba było zatem dobrze się wyspać by jutro być w pełni sił

Znalezienie kwatery nie było trudne, zwłaszcza że zapisał sobie instrukcje. Na miejscu wpadł też od razu na lokatora z naprzeciwka

- Serwus - przywitał się szukając w kieszeniach kluczyka od pokoju - Jestem Dicky
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett

Ostatnio edytowane przez Blacker : 01-03-2019 o 17:53.
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-03-2019, 08:58   #27
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 526 Gargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnie
Virus stał pod swoimi drzwiami kiedy na korytarzu pojawił się on - tajemniczy nieznajomy. Szedł wolno w kierunku Virusa i wtedy czas zwolnił. Virus pierwszy raz miał takie wrażenie. By się go pozbyć zamrugal lecz stwierdził że i jego ruchy są dziwnie wolne. Powieki zamknęły się i... Usłyszał muzykę.

MUZYKA

Nie wiedział czy otworzył oczy czy porostu śnił na jawie. Oboje, on i tajemniczy nieznajomy byli na dworzu. Nieznajomy ubtany w zielony t-shirt sposnie wojskowe i wojskowe buty. Koszulkę miał podwiniętą tak, że było widać jego kaloryfer na brzuchu. Virus nie mógł wprost oderwać od niego wzroku. Nieznajomy w rytm muzyki podszedł do stojącego nieopodal mecha wręku trzymał plastikowe wiadro. Przez ułamek sekundy virus zastanawiał się po co nieznajomemu to wiadro. Odpowiedź jaką zobaczył zaskoczyła go. Nieznajomy wyciągnął z wiadra pieniącąsię gabke i zaczął myć tego wielkiego mecha rytmicznymi kolistymi ruchami pozostawiając na mokrym pancerz pianę. To było fascynujące i... Podniecające. Virus obserwował proces mycia mecha i to jak tajemniczy nieznajomy zaczął również namydlac siebie dotykając w sposób niedwuznaczny. Dreszcz przeszed wzdłuż jego kręgosłupa do miejsca wiadomego. Nieznajomy tym czasem skończył myć mecha i zaczął go podlewać woda z węża ogrodowego mocząc się przy tym dokładnie. Zielony, mokry t-shirt oblepił jego męskie ciało co wywołałoo jeszcze mocniejszą falę podniecenia. Kiedy nieznajomy kończył virus nie wytrzymał i explodowal rozkoszą.

---—------------------------

Ile to trwało? Sekundę? Minutę? A może całą wieczność, kiedy wreszcie Virus zamrugal a nieznajomy przeszedł przez korytarz i stanął przy drzwiach na przeciw.
Serwus - usłyszał Rosjanin - Jestem Dicky. Wtedy zdał sobie sprawę z dziwnej plamy wilgoci w okolicach swojego rozpirka. Mokry sen na jawie? Przecież to fizycznie nie możliwe. Virus nigdy nie był gejem jednak po pobycie w pierdlu i tym cotamwidzial... Nie to nie było możliwe że spuścił się w gacie na widok nieznajomego. Jednak tamten zdawał sobie nic nie robić z wewnętrznych rozterek ruska.
- A ja jestem Misza ale wołają na mnie Virus odpowiedzieli pospiesznie wyciągając z kieszeni klucz od pokoju i otwierając drzwi. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim małym azylu pośrodku bazy wojskowej USA.
 

Ostatnio edytowane przez Gargamel : 08-03-2019 o 09:36.
Gargamel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-03-2019, 21:18   #28
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1350 hollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumnyhollyorc ma z czego być dumny



Dzień pełen wrażeń zakończył się nad wyraz szybko. Każdy z Was dotarł do swojego pokoju, wziął prysznic i zwalił się na swoje łóżko mając w głowie ogrom myśli związany z tym w jakim miejscu się znalazł, co przyniósł ten dzień, oraz co mogą przynieść kolejne.

Pokoje były na tyle wygodne i dobrze wyposażone, że mieliście do dyspozycji w zasadzie wszystko czego dusza mogła zapragnąć... i co nie stało w sprzeczności z zasadami bazy. Lodówki owszem były, ale jedyny płyn jaki się w nich znajdował nie miał nawet promila alkoholu. A szkoda bo po dniu takim jak ten każdy z Was przynajmniej piwo wypiłby z przyjemnością.

Mieliście trochę czasu na własne przemyślenia i ocenę tego co wydarzyło się do tej pory. W pewnej chwili Wasze tablety zaćwierkały informojąc o poczcie przychodzącej.

Mail informował Was, że o 06:00 czeka Was na stołówce śniadanie, że po nim w stosownym ubraniu (które znaleźliście w przydziale w szafach), o 7:00 macie się stawić w sali szkoleniowej 4C, zabrać ze sobą tablety i okulary do rzeczywistości rozszerzonej. Po szybkiej weryfikacji planu bazy każdy z Was wiedział gdzie i o której macie być.

Przemyśleniom nie było końca, jednak w końcu każdego z Was sen zmożył i obaj odpłyneliście w objęcia Morfeusza.






Budziki ustawione automatycznie w tabletach odezwały się o 05:30. Mimo, że wczesne wstawanie, nie było obce żadnemu z Was, to obaj mieliście nie małe problemu z dojściem do siebie o poranku. Szybki prysznic i zmycie resztek snu, potem mundur.... czy może raczej dres w panterkę. Niby nic wyszukanego, ale nie krępował ruchów, ale dobrze zaprojektowane kieszenie mogły pomieścić wszystko co akurat chcieliście zabrać ze sobą. Potem śniadanie, które każdy z Was pochłaniał byle szybciej, byle w końcu samo szkolenie się rozpoczęło. Pochłonęliście w ciszy co mieliście na talerzach, po czym skierowaliście swe kroki w kierunku wskazanym Wam przez otrzymane wczorajszego wieczora maile.

Sala szkoleniowa nie była duża:

https://www.deviantart.com/jeanneabe...room-108676133

Nie sprawiała też specjalnie ciekawego wrażenia, stara tablica, stare ławki, stare okna i oświetlenie jarzeniowe, które na dłuższą metę musiało męczyć wzrok i przyprawiać uczących się tu nieszczęśników o chroniczny ból głowy. Zasiedliście w ławkach, a w zaledwie kwadrans sala wypełniła się innymi, ubranymi w ten sam uniform ludźmi. Wszyscy byli podobnie podnieceni, wszyscy czekali kiedy to się w końcu rozpocznie...

Nie czekaliście długo. O 7:00 do sali wszedł O’Kneel. Pewnym krokiem podszedł to biurka wykładowcy, położył na nim teczkę z jakimiś dokumentami, po czym usiadł za nim i wydał którtką komendę.

- Proszę założyć okulary.

Urządzenie było wyposarzone w słuchawki dokanałowe, które zapewniały odbiór audio, dobrze dopasowane okulary sprawiały wrażenie, że faktycznie przenosicie się w inne miejsce, a specjalny czujnik umieszczany ponad nosem dawał zapewne możliwości rozszerzenia doznań o te natury oflaktorycznej.

Sala szkoleniowa nabrała trochę innego wymiaru:

https://www.deviantart.com/siamon89/...lass-216415182

- Witam Państwa. Zaczął O’Kneel. - Ze względu na ograniczony budżet nasz mocodawca nie decyduje się na inwestycje w strukturę szkoleniową ponad niezbędne minimum. Około 80% treningu podstawowego przejdziecie w rzeczywistości wirtualnej, stąd nie ma konieczności specjalnego rozwijania bazy pod potrzeby części teroretycznej szkolenia. Każdy z wykładów jaki będziecie odbywać w sposób automatyczny zostaje zabisany w Waszych tabletach. W każdej chwili macie możliwość odtworzenia nagrania, powtórzenia elementów które będą Was interesowały, lub które będą Wam potrzebne do zaliczenia testów. Z grupy która tu w tej chwili siedzi około 75% odpadnie nie przechodząc testów sprawnościowych lub merytorycznych. Pamiętajcie o tym. Jeśli Waszym celem jest pilotowanie Mecha lub pancerza wspomaganego na koniec tego szkolenia musicie dbać tak o swąją wiedzę teoretyczną która dotyczyć będzie budowy, jak i możliwości tych urządzeń jak i własną sprawność fizyczną. Nikt nie narzuca Wam konkretnego treningu, możecie zadbać o niego sami, jednak do Waszej dyspozycji są szkoleniowcy którzy przez najbliższe kilka tygodni mogą popracować nad Waszą kondycją. Warubki w jakich potencjalnie przyjdzie Wam pracować mogą diametralnie różnic się od tych do jakiś jesteście przyzwyczajeni. Jednostki piechoty mobilnej są w stanie podjąć działania operacyjne w zasadzie w każdych warunkach bez względu na temperaturę, czy obecność atmosfery. Urządzenia będą Was w olbrzymiej mierze wspierały, jednak nie jest możliwe, aby pancerz pilotował ktoś, kto nie jest w stanie przebiec dystansu 5km. Musicie zrozumieć, że są to urządzenia wymagające od Was pełnego skupienia Waszych szarych komórek i mięśni. W innym przypadku szkoda naszych zasobów, Waszego czasu i przede wszystkim pieniędzy.

Zacznijmy zatem od początku.
Za wykładowcą pojawił się pancerz:

https://www.deviantart.com/shimmerin...rmor-182928353

- Jednostki piechoty mobilnej to formacja powstała do prowadzenia działań zaczepnych i obronnych w każdych warunkach. Ze względu na przeróżne możliwości konfiguracji sprzętu dodatkowego, jest to formacja mogąca pełnić rolę zwiadu, zaopatrzenia, artylerii czy sił pancernych. Wszystko zależy od tego, czego w danym momencie będzie się od Was wymagało i do jakich podzespołów będziecie mieli dostęp. Ale zacznijmy od samego początku.

Pancerze są konstruktami wykonanymi z plastali. To umowne określenie stopu, którego pełna nazwa jest trudna do wymówienia i tak Wam, jak i mnie jest w zasadzie do niczego nie potrzebna. To co musicie wiedzieć, to to, że jest to na dzień dzisiejszy materiał posiadający najlepszy stosunek wytrzymałości do masy. Płyty wykonane z tego materiały okrywają wolfframowy szkielet składający się z licznych siłowników hydraulicznych i niezliczonej ilości obwodów elektrycznych i urządzeń elektronicznych. Pancerz jest w stanie zapewnić Wam przetrwanie w próżni, w temperaturze zera absolutnego, wytrzyma temperaturę do 1000 stopni celcjusza w standardowym ustawieniu. Tak długo, jak długo będziecie mieli energię będziecie otuleni pancerzem jak ochronnym kokonem. Gdy jednak energia się Wam skończy, pancerz może stać się najbardziej złożoną, najdroższą trumną jaką możecie sobie wyobrazić.

Właśnie zasilanie... Od niego będzie zależało Wasze przeżycie na polu walki, od tego ile będziecie mieli energii zależeć będzie czy będziecie mogli pozwolić sobie na przeprowadzenie jakiś działań, czy będziecie musieli czekać cicho i mieć nadzieję że dotrze do Was zaopatrzenie z ogniwami paliwowymi...

Pancerze mogą być zasilane na dwa sposoby. Pierwszym są bardzo wydajne baterie bazujące na zasilaniu elektrycznym, drugim niewielkie reaktory jądrowe. Te drugie dają zdecydowanie leprze parametry czasowe, są jednak bardzo niebezpieczne przy bezpośrednim trafieniu lub kiedy z innych powodów zrobi się ciepło. Pancerz zasilany reaktorem jądrowym w chwili detonacji może zabrać razem ze sobą na tamten świat cały sojuszniczy oddział i zostawić po sobie krater wielkości kilkunastu metrów sześciennych.


Prowadzący rozejrzał się po sali.

- Pytania do tej części?



 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166