Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Science-Fiction Chcesz odkryć w eonach Kosmosu Zapomniane Światy? Walczyć z wszędobylskimi Korporacjami, bądź być małym cyber–trybikiem w ich złożonej Maszynerii? Ostrzem świetlnego miecza wyrąbywać sobie swoją ścieżkę Mocy? To czy odważysz się przejść przez Wrota Wymiarów zależy tylko od Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-07-2018, 11:44   #31
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 12845 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Opal wiedziała, że nie ma za wiele czasu. Nie mogła pozwolić sobie na luksus kilku godzin przygotowań do wywiadu. Ani od strony pytań ani od strony wyglądu. Na szczęście mental speed pomagał rozwiązać nieco ten problem. W drodze do mieszkania przejrzała swoja kolekcję wzorów dla smart ubrań i wybrała zestaw jaki ją zadowolił. Tak samo z makijażem. Zamiast go robić wybrała z biblioteki wzór i zmusiła swoją skórę do wytworzenia takiego na swojej twarzy. To był drobny plus cameleon skina - pozwalał pokazywać jakiekolwiek wzory. Gdyby bardzo zapragnęła mogłaby udawać rustera. To na szczęście nie było potrzebne.

Do mieszkania wpadła tylko na moment. Zgarnęła GNATA i się przebrała w nowe ciuchy. Dopiero przeglądając się w lustrze dostrzegła, że chyba podświadomie wybrała się na bitwę. Podkreśliła oczy krzykliwym żółtym, kocim okiem sięgającym aż na skroń. Do tego całą twarz miała tak wycieniowana, aby stworzyć wrażenie ostrości i drapieżności. Jej ubiór również z tym korelował. Nie do końca typowy dla niej granatowy garnitur, był z brokatowego plastiku z sterczącymi na boki barkami i dodatkowo ukośnymi holograficznymi pasami po obu stronach. Cały krój spodni i garnituru dodatkowo był skośny. Rękawy i nogawki nierówno się kończyły dodając kolejnych ostrości. To nie był dobry wybór. Dziennikarka źle się czuła patrząc na siebie. Ani to nie były jej kolory ani styl. Zamknęła oczy, aby łatwiej przejrzeć bibliotekę. Nie chciała sprawiać wrażenia, że przyszła zaatakować medialnie Yukisamę. Po minucie, rozciągniętej do dziesięciu w jej głowie, Opal na nowo otworzyła oczy, żeby ocenić swój wygląd. Było lepiej.

Nieprzyjemne kolory zostały zastąpione zachęcającymi różami i pomarańczami. Tak często występujący w jej garderobie czarny teraz nie został uwzględniony. Kobieta ostatecznie ubrana było w cienką, ale dopasowaną bluzkę na ramiączkach koloru jasnej brzoskwini. Na to narzucona była najwspanialszy na świecie przezroczysty płaszcz mieniący się wieloma odcieniami różu, pomarańczy i turkusu. Na nogach opal zdecydowała się na przylegające do ciała kremowe spodnie z trzema owalnymi wycięciami na udach oraz na równie białe buty na obcasie z opalizującymi elementami. Jej makijaż był teraz również skomponowany z jasnych róży i pomarańczy. Nie za mocnych, aby nie kontrastowały zbyt mocno z jej ciemną skórą. Oczy nie były już ciemno fioletowe, a lawendowe tak samo jak jej peruka.

Zadowolona z siebie kobieta wybyła do taksówki podając okres docelowy. W miarę upływu czasu kobieta coraz bardziej zastanawiała się jak powinna podejść do wywiadu. Przygotowała standardowy zestaw pytań, który mogła potem dać na blog. Do tego zamierzała wpleść mniej oficjalne pytania, które mogły by zmusić Yukisamę do otwartej rozmowy. Kiedy jednak stanęła przez nim zwątpiła. Widząc jego obstawę, jego uśmiech zaczęła myśleć, że chyba popełniła błąd przychodząc tutaj samej. Naturalnie obleciał ją strach, który zaczęła maskować uprzejmym uśmiechem. Czemu nagle zaczęła się bać? Ano uświadomiła sobie, że prezes korporacji IndigoArms może wciąż być pod wpływem wirusa.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-08-2018, 12:32   #32
 
Cranmer's Avatar
 
Reputacja: 330 Cranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skał
Ramirez

Jako najbardziej uzdolniony programista, to właśnie na Ramirezie spoczywała rola przygotowania wszelkich możliwych środków obronnych. Większość z nich, jeśli nie wszystkie były pewnie skazane na porażkę w starciu z wirusem. Naukowiec jednak wychodził z założenia, że lepiej być źle przygotowanym, niż nie przygotowanym wcale. W meshu działał nad trzykrotnie większą liczbą wątków niż przeciętny człowiek. Dlatego też wykorzystywał ten atut, nie tylko by przyśpieszyć swoje przygotowania, ale również by przeprowadzić operację wyłowienia hakera, który mógłby być odpowiedzialny za niedoszły atak w burdelu. Puścił odpowiednio spreparowaną przynętę na deep webie, stawiając swoje FakeID jako tarczę. W końcu coś złapało. Wirtualny spławik drgnął. Bezpośrednio na insertach meshowych, muza wyświetliła wiadomość jaka przyszła do fałszywego ego.
~KtoCoZaile? =)~

Dwa procesy Ramireza uparcie pracowały nad szczepionką, pomagając również Elektrze jeśli o takową pomoc poprosiła. Fakt pracowania nad czymś z góry skazanym na porażkę lub tylko nikły sukces niektórym mógłby się wydawać zbędny i bezsensowny ale Ramirez wierzył, że presja potrafi zmotywować EGO do wielkich osiągnięć więc jak nikła szansa na sukces by nie była warto dawać z siebie wszystko aby ją osiągnąć.

Ramirez kryjący się za FakeID myślał… sprawa nie była prosta do ugryzienia ale jeśli namierzy hakera to spora szansa na to, że przez niego dokopie się do zleceniodawcy. Upewnił się, że ten proces na którym rozpocznie rozmowę z hakerem jest jest szczelny i nie przepuszcza danych, Po czym odpowiedział.
~GaRuAl, potrzebuje dobrego speca od iluzji AR. Płacę za solidną robotę, stawka adekwatna do jakości. Z kim rozmawiam ?~

~OmniSnake211. KtoCoZaIle?~ Widać haker preferował lakoniczne wypowiedzi. Mogło to być związane z budowaniem aury tajemniczości, albo z trudnością wysławiania się. Ramirez był jednak świadom, że dłuższe wypowiedzi są takim samym tropem i narzędziem do zbudowania profilu psychologicznego, jak czyny danej osoby. Ci hakerzy, którzy o tym wiedzieli, woleli pozostawiać jak namniej znaków w kodzie i logach, mitygując tym samym szansę na rozpoznanie.

~GaRuAl Potrzebuje kogoś kto w locie łamie zabezpieczenia bez uruchomienia aktywnego lub pasywnego alarmu i potrafi wrzucić dowolne obrazy w AR wykorzystując otoczenie celu jako tło. ~

Ramirez zastanowił się chwilę nad ceną ale nowicjusz za którego chciał uchodzić by jej nie znał. Jeśli haker będzie nalegał otrzyma propozycje niższa niż ta którą wziąłby sam Ramirez za taką akcję

~Mogę. Kto?~
Ramirez zdawał sobie sprawę, że od tego kogo poda za cel, będzie uzależniona cena. Mniej ważne osoby to była kwestia kilku tysięcy za dobrze odwaloną robotę liczoną na nie więcej jak kilka minut. Urzędnicy, handlarze, policjanci i inne osoby średniej klasy, mieli role społeczne, przez które cena windowała do kilkunastu tysięcy. Gdyby zaś chciał coś takie zrobić komuś naprawdę ważnemu, kilkaset tysięcy, albo i milion by mógł dopiero zachęcić do działania.

Pomysł który zrodził się w głowie Ramirez był szalony ale jak mówiono w czasach starej ziemi ‘ Wyjątkowe czasy wymagają wyjątkowych środków ‘. Ramirez zaczął się przygotowywać do fortelu… bardzo ryzykownego bo planował zastawić sidła na hakera.

~ Ramirez Santama. Kiedy będziesz w stanie się nim zająć ? ~

Zanim nadeszła odpowiedź Ramirez przerzucił praktycznie wszystkie środki z procesie (poza pisaniem szczepionki) na przygotowanie reaktywnej tarczy antyhakerskiej o dwóch poziomach. Dzięki rozdzielności procesów funkcji multitask było to możliwe. Proces odpowiedzialny za szczepionkę odciął się od meshu i schował się ‘w bańce’ przez którą mogły się przebić tylko awaryjne komunikaty na jednym zaszyfrowanym porcie. Dwa pozostałe procesy miały działać jako 'Ramirez-przyneta’ oraz ‘Ramirez-łowca’.

~KiedyChceszNaJakDługomMogęDziałaćOdZarazDoTrz echDniWprzódZWyłączeniemJutro16-22.~

Ramirez zastanowił się chwilę… potrzebował co najmniej godziny lub dwóch aby przygotować dość dobrą pułapkę w kodzie i jakieś aktywne systemy reagowania które będzie mógł wykorzystać aby przeprowadzić kontr-wlam. Zerknął odruchowo na zegarek, miał dość czasu aby wyrobić się przed ‘rozróbą w D.R.E.A.M. - bo był pewien, że dojdzie tam do niezłej rozróby.

Plan który urodził się w głowie psychologa był prosty, haker miał przebić się przez podstawowe zabezpieczenia, wspierane przez muzę dla wiarygodności i dostać się na specjalnie przygotowany proces. Sam proces miał być oczywiście głównym kontrolującym wszystkie funkcje życiowe aby postać wiarygodnym. W tym czasie drugi proces miał czekać na ten atak i po wejściu hakera pójść jego tropem do źródła transmisji i zablokować mu drogę powrotną na czas dostateczny do wyłowienia kluczowej informacji - czyli czy to ten sam haker włamał się do nas wcześnie oraz wyłowienia informacji o jego zleceniodawcach. Szansa na to, że to był ten sam haker była niewielka ale gra była warta świeczki… chociażby dla samej rozrywki w ramach pojedynku na umiejętności i programy zabezpieczające.

~ Pomiędzy 20:00-21:00 cel powinien być wtedy w biurze na spotkaniu. Gdyby coś go wykurzyło z krzykiem z sali tak aby go skompromitować w oczach pozostałych uczestników byłbym wielce ukontentowany. ~

~ProsteKonto[konto]1k~
To była ostatnia wiadomość, jaką Ramirez otrzymał. OmniSnake211 nie odezwał się więcej, a naukowiec mógł mieć nadzieję, że po przelaniu środków dotrzyma warunków umowy i rzeczywiście go zaatakuje o wybranej porze. Godzinne okienko było stosunkowo długim odcinkiem czasu w perspektywie ciągłego czuwania i pilnowania własnych insertów meshowych.
Teraz pozostawało przygotowanie zamierzonej pułapki i kontynuowanie prac nad szczepionką, która była już niemal ukończona. Był świadomy że bezpośredni dostęp do narkotyku znacznie by zwiększył prawdopodobieństwo zadziałania kodu, ale zgodnie z zasadą “jak się nie ma co się lubi…” trzeba było pracować ze stanem zastanym.

Ramirez wykorzystał do płatności fałszywy alias konta połączonego z FAKE ID - schowane dodatkowo za usługą płatności szyfrująca odbiorcę - i pozostał w biurze trzymając się założenie, że haker po włamaniu musi go zobaczyć w określonym miejscu, na jeden z telewizorów trafiła symulacja zebrania - nie było problemem przygotowanie takowej gdyż Ramirez dysponował zapisami z setek spotkań z innymi pracownikami swojej firmy, a przygotowanie kilku afterffectów z własnej bazy XP aby je zmodyfikować była dziecinnie prosta.

Pozostało czekać… odliczać minuty do rozpoczęcia imprezy, monitorować porty używane do włamań i wrzutów na inserty… Ramirez byl cierpliwy, jego praca - nie ważne która - polegała na cierpliwości i dokładności. Dziś popełnił drobne błędy wynikające z pośpiechu co nie powinno się wydarzyć ale jednak… czyżby był to faktycznie czas na zgłoszenie się do jednego z kolegów po fachu aby odebrać skorzystać z terapii ? Moros nie był skonfigurowany jako specjalista w tych dziedzinach ale jednak jego opinia ma znaczenie...
 
Cranmer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-08-2018, 14:02   #33
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 12845 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Opal odwzajemniła ukłon. Nie za głęboki, anie za płytki. Taki jaki przewidywała kultura NewShanghaiu oraz korpo-etykieta. Uśmiechała się, ale już sklecała wiadomość do Billa. Najpierw co prawda wolała się upewnić czy nie ma tutaj jakiegoś pola zakłócającego albo śledzącego.
- Dziękuję za przyjęcie mnie w tak szybkim czasie panie Kazato. Musze przyznać, że nie 1918:30spodziewałam się zostać zaproszoną do twojej prywatnej posiadłości. To zaszczyt.
Dziennikarka zaczęła wypełniać wszelkie grzeczności nie chcąc zaalarmować nikogo swoimi świeżymi obawami.
- Zaszczyt po mojej stronie - rzekł z oszczędnym uśmiechem prezes. - Jesteś sławna, a twoje relacje zawsze niosą ze sobą prawdę. To cnota, którą pochwalić się mogą nieliczni.
Wskazał ręką most zapraszając do spaceru w kierunku rezydencji. Obie kobiety zajęły miejsca za wami, prezes zaś poczekał aż zrównasz z nim krok. Nie uszło twojej uwadze że miał trochę sztywne ruchy.
- Skąd pomysł aby akurat dzisiaj przeprowadzić wywiad? Myślałem, że dziennikarze będą woleli wykorzystać gorący dzień samego ślubu.
- No właśnie. Teraz jest spokojniej. Względnie oczywiście bo przygotowania na pewno są w toku - Opal odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Pozwalała się prowadzić. - Wciąż jestem pod wrażeniem, że znalazł pan dla mnie czas. Oczywiście, podejrzewam, że nie osobiście zajmujecie się przygotowaniami, ale na pewno jest wiele decyzji które jeszcze dodatkowo musicie podjąć pomijając swoje normalne obowiązki.
Dziennikarka zaczęła prowadzić luźniejszą rozmowę aby wyczuć jaki typ charakteru przedstawia Yukisam.
- Większość pracy pozostaje po stronie narzeczonej - odpowiedział. - Wolę się nie wtrącać, ponieważ dla mnie to nie pierwszyzna. Dla niej zaś… cóż. Najważniejszy dzień w życiu. Nie chcę psuć tej sennej wizji, własnymi uwagami.
Przechodząc przez most, Opal mogła dostrzec, że ochrona jest bardzo aktywna. Nie obserwowali jednak swojego celu, a skupiali uwagę dookoła… głównie na niebie.
Drzwi rozpoznały ruch i otworzyły się na tyle szybko, aby grupa nie musiała zwalniać kroku. Chwilę później Yukisam wprowadził dziennikarz do środka rezydencji. Z wysokiego podestu, na którym się znaleźli prowadziły kręcone schody do dołu na niższe piętro oraz szklany most zawieszony na niewidzialnych linach. Most był przerzucony przez całą szerokość wielkiego holu, a na jego środku umieszczono wyspę z dwiema kanapami i stolikiem - wszystko było szklane, przeźroczyste.
Pozostałe elementy wystroju pozostawały w stylu zbliżonym do neo-postmodernizmu. Nieliczne obrazy przedstawiające bliżej nieokreślone figury i kształty, linie mebli i konstrukcji były wygięte w nowoczesny sposób. Duża ilość niezagospodarowanego miejsca mogła razić w oczy i przyprawiała o dreszcze tych, którzy przywykli do mieszkania w ciasnych habitatach.
Opal ukradkiem obserwowała otoczenie i zachowanie ochroniaży bądź Yukisama. Póki co nie wiedziała po jakim gruncie chodzi.
- Och, fantastyczny wystrój - powiedziała entuzjastycznie zachowując rolę miłej pani dziennikarz. Rozglądała się jawnie i ostentacyjnie podziwiała obrazy. W odpowiedniej chwili przerwała podziwianie i zasiadła na jednej z kanap.
- Porównanie ślubu do sennej wizji brzmi bardzo romantycznie. Jeszcze nie zaczęliśmy oficjalnego wywiadu, ale bardzo bym chciała skorzystać z tego tekstu.
- Jeszcze nie zaczęliśmy? - zapytał Yukisam siadając po drugiej stronie. - Czy to oznacza, że możemy rozmawiać bez obaw że źle wywarzone słowa trafią do reportażu?
Obie kobiety zatrzymały się kilka metrów przed kanapami zapewniając złudzenie prywatności. Tutaj były jedyną ochroną. Sprawiały wrażenie spokojnych i skoncentrowanych. Póki co, ani śladu wirusa. Nikt nie próbował też forsować insertów meshowych Opal. Przynajmniej nikt nie robił tego w sposób alarmujący.
- Mogłabym tak zrobić, ale poza tym, że znana jestem z pisania prawdy znana jestem również z tego, że nie czyham na każdy błąd swojego rozmówcy. Dobrze wiem, że hiperkorporacje są potrzebne układowi słonecznemu. Moim celem jest polepszenie warunków dla tych zatrudnianych. Wierzę, że da się połączyć zysk z górnym traktowaniem - Opal postanowiła otwarcie mówić o swoich przekonaniach. Spotykała się z opinią, że są naiwne i niemożliwe do wykonania. Gdyby tak było to nie udało jej się już pomóc tylu osobom po upadku.
Yukisam pokiwał głową i uśmiechnął się. Oczy zmieniły się w kreski, których kąciki poleciały do dołu.
- No proszę… tym bardziej, miło mi panią gościć. Przykro mi że nie zdążyła pani porozmawiać z moją poprzednią powłoką. Musiała się z nią pani rozminąć, prawda?
- No właśnie, coś mi się nie zgadzało. Kaprys narzeczonej? - Opal postanowiła zrobić błędne założenie dla niepoznaki. Wszak nikt miał nie wiedzieć co się stało. Jeszcze było za wcześnie odsłaniać arty. Przynajmniej dopóki nie zbada terenu.
- Nieszczęśliwy wypadek - odpowiedział na nowo otwierając oczy. - Na szczęście moi specjaliście od resleevu zdziałali cuda i jeszcze tego samego dnia, mogę przed panią siedzieć i udzielać wywiadu.
Opal wymogła na sobie aby w jej oczach zaświecił się błysk zainteresowania. Jakby właśnie trafiła na gorący temat.
- Nieszczęśliwy wypadek tak blisko daty ślubu? Czyżby komuś się nie podobała unia pomiędzy korporacjami?
- Też tak uważam - przyznał. - W mojej ocenie to zamach, ale wolałem nie nagłaśniać sprawy niepotrzebnie. Możliwe że właśnie o to by chodziło napastnikom. Preferuję ostrożne badanie wszystkich poszlak i minimalizowanie strat.
Opal przeszukała momentalnie mesh w poszukiwaniu informacji czy rodzina narzeczonej Yukisamy preferowała monogamię. Wszak gdyby wyszło, że Yuisam korzysta z usług prostytutek mogłoby to zaważyć na jego ślubie… gdyby oficjalnie zostało to potwierdzone.
W istocie tak było. Szybka analiza profilów oraz informacji na temat rodziny pozwoliła poprzeć założenie że ujawnienie innych związków, nawet płatnych, byłoby nie na rękę którejkolwiek ze stron.
- Pani Blackwater? Jestem starej daty i takie mam maniery. Cenię też sobie ich przestrzeganie u rozmówcy - musiał zauważyć sekundową utratę ostrości w spojrzeniu Opal.
- Ach przepraszam - kobieta przełożyła nogę na nogę. - Nietypowa sytuacja niewątpliwie. Długo korzystacie z usług D.R.E.A.M?
- Wystarczająco - odparł bez mrugnięcia okiem. - Jednak stracone zaufanie ciężko odbudować. Oczywiście sam do końca nie wiem jak to się stało. Wiedza o tym przepadła wraz z moim rękawem, prawda?
- Niewiele udało się dowiedzieć ponad to co i tak wiedziała już policja. Niewątpliwie te informacje sami posiadacie - Opal również nie drgnęła. - Swoja drogą niewątpliwie interesujący przybytek. Zdecydowanie będę musiała mu się przyjrzeć dokładnie.
- Cóż… po ostatnich wydarzeniach muszę odradzić - przyznał z nieukrywanym smutkiem. - Jestem jednak zasmucony faktem pozyskania tak niewielu informacji. Ktoś o mojej pozycji i wpływach z pewnością mógłby się odwdzięczyć za odnalezienie i dostarczenie sprawcy.
Dziennikarka zlustrowała Yukisamę oceniając jego intencje. Wyglądało to tak, jakby składał propozycję współpracy, a w zasadzie zlecenia. Opal nie było to do końca na rękę. Choć posiadanie wpływowego patrona na pewno mogłoby ułatwić wiele spraw bała się czy będzie miała co przekazać Yukisamie po rozwiązaniu sprawy. Uśmiechnęła się.
- A czy wtedy będziemy odpowiadać sobie szczerze i bez zbędnych niedomówień panie Yukisam?
- W rozmowie i w potyczce bądź niczym tafla wody, bowiem największym przeciwnikiem dla człowieka jest on sam - Yukisam brzmiał jakby kogoś cytował. Szybki research pozwolił odnaleźć jakieś chińskie nazwisko. - Tak, panno Opal.
Dziennikarka ponownie się uśmiechnęła.
- Mamy w takim razie umowę.
- Doskonale. Słucham zatem pytań panno Opal. Zacznijmy ten wywiad, a potem, zapraszam na kolację.
- Kusząca propozycja, ale z przykrością muszę odmówić. Dzisiejszy dzień mam bardzo zajęty - grzeczny i przepraszający uśmiech wykwitł na twarzy dziennikarki. W zasadzie cały czas była uśmiechnięta choćby samymi kącikami ust. To był jej żywioł. Rozmowa, wyciąganie informacji, intryga. Gdyby tylko na szali nie leżała poczytalność tysięcy istnień...
- Zacznijmy od początku…
Pytania Opal były mieszanką tego co potrzebowała do vloga i do śledztwa. Najbardziej interesowało ją czy wyda pozwolenie na przeanalizowanie swojego morfa.
Prezes Yukisam odpowiadał na pytania - nie za obszernie i niezbyt lakonicznie zarazem. Musiał mieć wprawę w udzielaniu wywiadów, albo korzystał z softu wspomagającego. Nieoficjalne pytania o D.R.E.A.M nie wybijały go z rytmu. Tu również nie stronił też od dzielenia się informacjami. Wyjawił że z substancji korzystał od dwóch tygodni. Krótko i mało intensywnie. Nie był w stanie dokładnie ocenić jak długo narkotyk działa na zmysły. Nie wychodził jednak z przybytku szybciej jak po trzech godzinach, które zawsze wydawały się być snem trwającym ledwie chwilę. Pamiętał wszystkie poprzednie wizyty, prócz tej ostatniej, ponieważ nie zdołał zgrać kopii zapasowej swojej świadomości. Nazwiska Mahakaviego nie kojarzył i wydawał się być w tym stwierdzeniu szczery. Dopiero zapytany o ewentualnych wrogów, zamilkł i podjął dopiero po chwili.
- Istnieje możliwość… niewysoki stopień prawdopodobieństwa, że ktoś z rodziny mojej przyszłej żony próbuje sabotować mariaż. Nie mam na to dowodów, lecz pozostali wrogowie naprzykrzają się w oczywisty i przewidywalny sposób… mieli też wystarczająco dużo czasu by to robić. To… wychodzi poza schemat ich działania. To musiałby być ktoś nowy… ktoś kto zareagował na wiadomość o mariażu.
- Jak rozumiem ktoś przychodzi panu do głowy - Opal spojrzała pytająco. Zastanawiała się czy będzie musiała zgadywać.
Pokręcił głową raz.
- Obawiam się, że nie znam drugiej strony tej… umowy - odpowiedział. - Wcześniej jednak nie należeli do kręgu moich nieprzyjaciół, więc nie trzymałem odpowiednio rozbudowanej bazy informacyjnej na ich temat.
- To w takim razie myślę, że wywiad z przyszłą małżonką się przyda. Jeśli będziecie tak mili aby szepnąć dobre słowo o mnie, to umówienie się na oficjalny wywiad nie będzie stanowić problemu.
Uśmiechnął się.
- Oczywiście panno Blackwater.
- Wspaniale. Tym też zakończyłabym dzisiejsze spotkanie i nie wydzierała już waszego cennego czasu panie Yukisam. - dziennikarka ukłoniła się wciąż siedząc.
Skinął głową
- Oczywiście fragmenty dotyczące D.R.E.A.M. zostaną wycięte - oświadczył bardziej niż zapytał. - Chciałbym dać pannie w tej kwestii kredyt zaufania.
Opal mogła odnieść wrażenie, że stojące nieopodal asystentki były pewnie tą mniej ufną opcją.
- Jestem wdzięczna. Nie zdradzę waszego zaufania.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-08-2018, 22:13   #34
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 18666 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Alkohol przyjemnie rozgrzewał morpha. Butelka powoli pustoszała - ale nie za szybko, by olimpijczyk zbyt mocno to odczuł. Smith był świadomy, że choć nie jest opancerzony od stóp do głów, to jednak jest jedynym bojowym assetem w tym gronie. Trzeźwość była wskazana. Minuty mijały na rozmyślaniu oraz naradzie z Billem. Opal pojechała, a Ramirez i Elektra zajęli się swoją magią. Katon w końcu dał znać - wybiła godzina audiencji u znajomego adwokata. Muza nawiązała połączenie, które po kilkunastu sekundach zostało przyjęte. Wzrok Smitha zmętniał, gdy bezpośrednio na insertach meshowych otworzyło się okienko z video-chatem prezentującym biurko oraz siedzącą za nim małpę w garniturze. Wydęła wargi i uśmiechnęła się.


- Dzień dobry. Jestem Hubert Bennets. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że każda minuta tej rozmowy jest płatna zgodnie z publicznie dostępnym cennikiem. Teraz zaś zapraszam do przedstawienia swojej osoby, oraz problemu.
Nad blatem biurka pojawił się stoper odmierzający sekundy. Adwokat nie widział Smitha ze swojej strony, a nawet gdyby - nikła była szansa, by go rozpoznał po zmianie morfa.

Tyle że Smith nie zamierzał udawać że jest kimś innym. Wolał uderzyć w znajome tony i zaryzykować.
Użyć poczucia winy, strachu i wdzięczności w postaci jednego mocnego koktajlu. Jeśli zamierzał uzyskać coś więcej nie mógł być dla Huberta klientem #79684328 czy czymś w tym rodzaju.
- Smith. Ten Smith którego Omni-Fict i ty raczyliście porzucić na pastwę losu, gdy zrobiło się gorąco. Wiedz jednak, że niełatwo mnie zabić.- twarzy może nie widział, ale intonacja słów musiała być małpeczce znajoma.
Kontynuował dalej rozmowę uspokajającym tonem głosu.- Ale nie mam żalu i nie szukam zemsty. Jestem profesjonalistą i znam ryzyko. Tamto niefortunne przerwanie naszych kontaktów było logicznym podejściem do wynikłej wtedy sytuacji z twojej strony.
Hubert mógł nawet podejrzewać że kryjąca się w cieniu twarz Smitha uśmiechnęła się. - Zawsze ceniłem profesjonalizm u ciebie i potrzebuję pomocy. Oczywiście nie oczekuję, że zrobisz co ci zlecę za darmo. Nie martw się, nie oczekuję jałmużny ni przysług. Mam jak ci zapłacić jeśli wciągniesz mnie na listę swoich anonimowych, acz ważnych klientów. Liczę na zyskowną dla obu stron i dyskretną współpracę.

Hubert uśmiechnął się szeroko ukazując cały szpaler wybielonych, równych, nienaturalnych zębów.
- Smithy boi! - uderzył w blat otwartą dłonią nachylając się do kamery. - Jak na anonimowego klienta, to jesteś mało anonimowy, ale zawsze doceniałem twoją anonimowość, jeśli wiesz o czym mówię - dodał szybko.
Rozparł się na fotelu i sięgnął poza kadr, by wyciągnąć szklankę z parasolką. W środku chlupotał jakiś drink.
- To co… jak już skończyliśmy zapewnienia o wzajemnej przyjaźni, to do rzeczy Smithy boi. Wiesz że dla ciebie wszystko. Powiedz tylko co, a ja powiem za ile.
Wyszczerzył znowu zęby i wydał z siebie szereg głośnych dźwięków sugerujących radość.
- Zanim powiem za ile, to powiem jak. Dyskretnie i pod pozorem szukania nowych okazji dla tajemniczego inwestora. Madame Gisele prowadzi egzotyczny burdelik o nazwie D.R.E.A.M..- zaczął wyjaśniać Smith.- Możliwe że jest tylko twarzą tego burdeliku, a nawet jeśli nie jest to z pewnością są inni cisi inwestorzy i opiekunowie. Chcę wiedzieć kto przy tym Śnie macza paluszki, od strony ekonomicznej i prawnej. Kto ma tam patenty do używanych tam programów, prawa własności budynku i rękawów, kto prowadzi nadzór bezpieczeństwa . Wszystkie małe detaliki. Im brudniejsze, tym lepsze.
- Dream? Ciekawa nazwa - przyznał. - Chyba, możliwe, raczej nie korzystałem. Mogę popytać tu i ówdzie, ale rozumiesz jak to jest z brudnymi rzeczami…
Pokazał do kamery wnętrza dłoni.
- Ciężko je podnieść samemu nie brudząc sobie rąk. Takie tajemnice są zaś z reguły pilnie strzeżone przez osoby mające wpływy. Jesteś pewien, że nie chcesz wynająć prywatnego detektywa?
- Za dużo czasu… a informacji tych potrzebuję jak najszybciej. Zresztą to co mnie interesuje to aspekty prawne. Akty własności, udziały w zyskach, prawa autorskie do użytych tam programów. Chcę wiedzieć kto naprawdę jest właścicielem tego burdelu, kto go naprawdę założył i kto naprawdę pociąga tam sznurki. To wszystko ukryte jest w prawniczym żargonie i archiwach naszego miasta. Znasz może detektywa który potrafiłby pływać zwinnie w biurokratycznym bagienku? Bo ja nie.- wyjaśnił swoje pole zainteresowań Smith.-Znam ciebie i twoje małpeczki. To jest wasz teren łowiecki. Nie oczekuję, więc nic ponad to, co da się uzyskać drogą prawniczych kruczków i może pogaduszek z zaprzyjaźnionymi urzędnikami
- Niech będzie, niech będzie... - wymruczał szympans. - Dalej co prawda uważam, że przydałby ci się prywatny detektyw… ale w mojej opinii, to tak jakby prywatny detektyw wynajmował prywatnego detektywa, jeśli łapiesz o co mi chodzi Smithy-boi. - Małpa zaśmiała się gwałtownym wybuchem piskliwych dźwięków.
- Zrobię to dla ciebie, ale będziesz mi coś winien. - kontynuował. - Takich rzeczy to ja fakturować nie zamierzam, więc kredyty zostawmy tam gdzie ich miejsce, czyli w świetle Izby Kontroli i Nadzoru. Postawmy na przysługę… chciałbym, abyś upewnił się, że pewien jegomość otrzyma od swego ubezpieczyciela odpowiednią opiekę i resleeve, na który zdecydowanie zasłużył.
Smith nie pierwszy raz rozmawiał z Bennetem, więc doskonale zdawał sobie sprawę, że mowa tu o sprzątnięciu kogoś.
- Zrobię to. A jeśli nie ja… to wynajęty przeze mnie zabójca.- odparł Smith zgadzając się na warunki małpiszona. - I liczę na współpracę w przyszłości. Bądź co bądź, potrafię docenić wartość dobrego prawnika.
- Zab... - Bennet rozejrzał się wkoło. - Nie mam pojęcia o czym mówisz. Proszę nawet tak nie żartować.
Wzrok mu na moment rozjechał się i zmętniał, po czym wrócił z powrotem uwagą do kamery. Nie potrwało to jednak długo. Puścił oko do Smitha, po czym się rozłączył. Czarna ramka na insertach meshowych jarzyła się tylko jednym białym napisem “Vertigo Lund”.
Smith polecił Katonowi znaleźć informacje na temat tego/tej Vertigo Lund. Kim on/ona był(a) publicznie. Nie była to sprawa pilna. Raczej coś czym Smith się zajmie po rozwiązaniu obecnego problemu.
Sam zaś zaczął poszukiwać w swoich kontaktach kogoś z odpowiednim dla niego sprzętem (także niekoniecznie legalnym) i żadnymi skrupułami w kwestii sprzedaży. Potrzebował broni i pancerza dzięki którym mógłby poradzić sobie z mechanicznymi rękawami.
Katon z drobnymi problemami znalazł garść informacji na temat Vertigo Lunda. Urzędnik Nadzoru - instytucji pilnującej porządku i status quo na Marsie. Była to bardzo wpływowa organizacja dbająca o interesy korporacji oraz władzy. Dysponowała własnymi oddziałami para-militarnymi, a krążyły też plotki, że trzymali na smyczy infomorfy specjalizujące się w zwalczaniu cyberprzestępstw. Vertigo był przez to też osobą publiczną. Dzięki temu Smith dowiedział się, że piastuje stanowisko analityka. Z uwagi na ochronę rękawów, nie było jednak żadnej adnotacji apropo miejsca zamieszkania, czy kontaktu innego niż główna skrzynka wydziału do zwalczania przestępczości zorganizowanej.
Smith jednak wiedział, że jeśli imię i nazwisko się zgadza, to Vertigo jednocześnie jest agentem Firewalla - tym samym, z którym nie tak dawno rozmawiał po śledztwie zakończonym odnalezieniem Elektry.
W kwestii sprzętu, miał szczęście. Handlarz z którego pomocy zwykle korzystał, pozostawał dostępny. Można było bez trudu umówić godzinę spotkania i miejsce wymiany, o ile Smith dostarczyłby już teraz listę zakupów. Wśród propozycji znalazły się płyty karapaksowe lub ciężki pancerz z hełmem. Wśród spluw zarówno karabiny kinetyczne z elektroszynami jak i wersja plazmowa, czy nawet bolter cząsteczkowy. To oczywiście nie wyczerpywało możliwości handlarza, a Smith wiedział, że część sprzętu z pewnością jest pochodzenia wojskowego.

Nie był to dla niego problem. Potrzebował broni i to solidnej, więc wojskowy sprzęt był idealny na tą sytuację. Plazmowe zabawki kusiły, jak i cząsteczkowy bolter, ale Smith wolał coś bardziej klasycznego. Z plazmowymi spluwami nie miał zbyt wiele do czynienia, więc miałby problem z ich właściwym wykorzystaniem. Wolał staromodne rozwiązania, więc wybór nasuwał się sam…. 375X VARIS Magnetic firmy AlterTech. Nieco cięższy niż standardowe egzemplarze karabin kinetyczny Varis pozbawiony był możliwości ostrzału ciągłego, zamiast tego radził sobie lepiej z przebijaniem pancerzy i osłon. Smith używał już VARISów, aczkolwiek nie tego modelu. Ostatni jakiego używał, miał chyba numer 373X i okazał się solidnym kawałkiem technologii. Taaak… ten się więc nadawał. Do tego standardowe wibroostrze, bo miecz był zbyt ostentacyjny. A zawsze warto mieć pod ręką, jako wyjście awaryjne. No i zapasowy magazynek do broni. Pozostał pancerz…. Tu Smith miał dylemat. Niemniej ostatecznie wybrał zbroję karapaksową. Nie lubił obciążenia, wolał polegać bardziej na swej zwinności.
Kolejną sprawą było ulegalnienie całego tego sprzętu. Tu Smith miał do wyboru dwie możliwości. Podszyć się pracownika istniejącej firmy ochroniarskiej lub stworzyć własną firmę z logo, pozwoleniami na broń ect. będącą wymówką na czas akcji i do zlikwidowania po niej. Niestety założenie takiej firmy wymagało czasu, gotówki, prawników, gotówki oraz gotówki na łapówki by przyspieszyć procedury.
Z dużo tego. Nawet fortunka Smitha miała swoje limity.
Wybrał więc fałszywe logo i ID dość popularnej i taniej agencji ochroniarskiej, co by prawdopodobieństwo przyłapania na kłamstewku jak najbardziej zminimalizować.
Ustalenie czasu i miejsca przekazania towaru… przesłanie zapłaty. Gotowe. Wszystko szło zgodnie z jego planem. Przynajmniej na razie.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-09-2018, 13:40   #35
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 2775 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
Faza przygotowań została zakończona. Co można było zrobić, zostało zrobione. Opal spotkała się z prezesem Yukisamą rozwiewając niektóre wątpliwości i uzupełniając bazę informacji. Otrzymała też ofertę współpracy, którą mogła podjąć bez zobowiązań. Smith załatwił wsparcie w postaci prawnika i możliwego, dodatkowego źródła informacji. Nie zabrakło też przygotowania twardych argumentów do ewentualnej dyskusji. Sprzęt został zamówiony i miał zostać odebrany około dwudziestej w ustalonym wcześniej miejscu. Smith dobrze wiedział gdzie i czego się spodziewać. Ramirez z kolei zastawił pułapkę na hakera stawiając samego siebie w roli przynęty. Pomógł też Elektrze w badaniach nad szczepionką, chociaż w większości momentów, jako doświadczony naukowiec to on prowadził korzystając z jej pomocy. Praca była jednak żmudna, ponieważ bazowała głównie na symulacjach kolejnych scenariuszy i wyznaczaniu trendów, a dopiero z nich określaniu cech charakterystycznych wirusa. Bliżej dwudziestej można było się podzielić wnioskami.

Dream... a w zasadzie DrEaM (zgodnie z nazwą zaszytą w kodzie), był wirusem biomeshowym... a tym samym był unikalny. Żaden inny wirus znany Ramirezowi, czy też opisany w ogólno dostępnych informacjach, nie istniał równocześnie w świecie fizycznym i meshowym. Nic dziwnego że zainteresował się nim Firewall. DrEaM był bronią o której marzyliby wszyscy terroryści, a którego mogli się obawiać wszyscy - niezależnie od morfa. Pewnie nawet wojskowi nie posiadali dostępu do takiej technologii.
Jego działanie było w samych założeniach proste. Wystarczył bezpośredni kontakt z rękawem, by rozpoczęła się infekcja. W chwili gdy napotykał istoty biologiczne, wnikał wgłąb ich organizmów i szukał insertów meshowych. Zawarte w cząstkach biologicznych transmittery włączały się, a wirus hakował inserty meshowe ofiary i przez to mógł bezpośrednio oddziaływać na zmysły. Nie była to klasyczna halucynacja, ponieważ wirus nie oddziaływał bezpośrednio na mózg. EGO było aktywnie oszukiwane przez własne zmysły, które odbierały iluzoryczne bodźce. W przypadku synthmorfów droga infekcji była krótsza. Część biologiczna wirusa nie aktywowała się (ponieważ nie musiała). Zamiast tego cząstki biologiczne które miały w sobie nanotransmittery nawiązywały połączenie z insertami poprzez dotyk i reszta procesu pozostawała już taka sama.
Ciekawym spostrzeżeniem była jednolitość wizji. Wirus nie miał zapisanych w sobie iluzji jakie miał tworzyć. Zamiast tego opierał się na materiałach które wydobywał z insertów i na ich bazie budował iluzję. To tłumaczyło fakt, że w burdelu wystrój pokoi miał konkretny styl. Poprzez sugestię, ofiara sama brała udział w tworzeniu złudzenia.
Drugą interesującą cechą była możliwość tworzenia masowych halucynacji. Grupa zarażonych morfów pozostających w bliskim kontakcie mogła "śnić" tą samą wizję. Cząstki wirusa kontaktowały się ze sobą korzystając z możliwości technologicznych ofiar. Dzięki temu wirus mógł zachować tak idealną iluzję, której nie burzył ewentualny dysonans poznawczy jaki miał szansę zaistnieć, gdyby wizje dwóch osób stojących obok siebie były inne.
Wirus miał jedną wadę. W zmutowanej formie wyniszczał się. Każdy proces który podtrzymywał sprawiał że cząstki biologiczne obumierały, a tym samym nano-transmittery nie były w stanie utrzymać aktywnego połączenia między sobą i ofiarą. Dodatkowo układ immunologiczny biomorfa nie pozostawał bierny. Rozpoznawał obcą ingerencję i chciał się go pozbyć, co czasem się udawało (kichanie, kaszel, itp.). Pozostawała co prawda jeszcze iluzja która zdążyła zostać zaszczepiona ofierze, ale ona rozwiewała się sama gdy tylko traciła kontakt z nano-transmitterami - co było dość dziwne. Mechanizm który został tak opracowany rzeczywiście działał jako narkotyk o ograniczonym czasie aktywności (średnio godzina). Usunięcie tego zabezpieczenia mogło poskutkować stworzeniem wirusa, który raz zaszczepiony, nie 'odpadłby' sam z siebie...

***

Godzina 20:21. Mały Szanghaj. Dzielnica przemysłowa.

Po odebraniu sprzętu i przygotowaniu się, pora była sfinalizować ten wieczór. Cała czwórka, to jest Smith przebrany za ochroniarza, Opal, Bill oraz Elektra podjechali samochodem na ulicę przebiegającą niedaleko docelowego magazynu/klubu. Budynek znajdował się u wylotu ulicy. Widać było fragment wejścia pilnowanego przez bramkarzy, a także sylwetki kręcących się przed wejściem osób. Mocne wielobarwne światła biły z wnętrza przebijając zwyczajowe oświetlenie tej dzielnicy. w ten sposób tworzyły się ostre cienie, a w miejscach gdzie latarnie po prostu nie działały - neonowe poblaski. Basowe, wszechobecne dudnienie sugerowało, że impreza się zaczęła. Cicha muzyka była słyszalna nawet z daleka.

Okolica nie była wyludniona. Pomimo że wiele magazynów zatraciło swoje oryginalne przeznaczenie, budynki zostały zaadoptowane przez mieszkańców do innych celów. Podstawowe. niskie budynki były niemal jednakowe - zamknięte, blaszane kostki, od czasu do czasu otulone okratowanymi chodnikami rewizyjnymi lub schodami przeciwpożarowymi. Jednakże na nich wyrosło wiele dobudówek, które tworzyły prawdziwą plątaninę kładek, kontenerów, tarasów, wiat, antresol i schodów. To stwarzało niezliczoną ilość miejsc, gdzie można było się schować jako obserwator. Jeśli Petro gdzieś tu był, poszukiwania nie zapowiadały się łatwo.


Nikt z mrowia kręcących się po okolicy osób nie interesował się samochodem, ani przybyszami.

***

Godzina 20:21. Małe Laboratorium. Ramirez.

Ramirez czekał. Cierpliwie udawał że jest zajęty, pochłonięty spotkaniem ze swoimi przełożonymi i współpracownikami. W międzyczasie monitorował porty na własnym firewallu. Czas mijał, a haker nie pojawiał się. Mógł równie dobrze zaatakować o 20:59. Tak się jednak nie stało.
O godzinie 20:21 naukowiec zauważył ruch na meshowej strukturze danych wokół siebie. Ktoś... nie... coś... nie... ekspress do kawy, próbował nawiązać z nim połączenie. Nie była to jednak intruzja. Raczej badanie terenu, lub próba komunikacji. Sygnał był jednak ukryty za procesem o niskim priorytecie, więc normalnie nie zostałby nawet zauważony. Odbiłby się od standardowych zabezpieczeń morfa. Jednakże Ramirez czuwał, więc zdołał wychwycić ten ruch w meshu.
 
Jaracz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-11-2018, 22:00   #36
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 12845 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Opal, Smith, Bill, Elektra

Zamknięty w pancerzu górował nad obiema kobietami. Rozglądał się dookoła nonszalancko trzymając broń i pozwalając dziesiątkom holoreklam zmieniać go w żywą kolumnę ogłoszeniową. Smith niewiele sobie z tego robił. Cała jego postać emanowała pewnością siebie. Mówił wyraźnie wszystkim swoją postawą, że jest we właściwym miejscu i ma prawo tu być tak uzbrojony.
- Dobra… teraz musimy albo namierzyć dostawców wirusa, albo Mahakaviego. Ten drugi z pewnością, jeśli chce obserwować eksperyment z bliska, to wybrał miejsce pozwalające na bezpieczne oglądanie wydarzeń. Może ViProom w klubie? Oszklony i z własnym obiegiem powietrza? - zamyślił się Smith. -My powinniśmy wpierw udać się na zaplecze i zdusić zarazę w zarodku, policyjna “odznaka” Billa może się w tym przydać.
- Nie mamy absolutnie pojęcia w jaki sposób chcą rozprowadzić ten wirus Smith. To może być zarówno przez wentylacje, do drinków albo zwyczajnie przez dealerów. Oczywiście, że możecie iść na tyły, ale wydaje mi się, że nie świecąc odznaką, bo wszyscy będą wiedzieć co się święci. Wejdę pierwsza i się zakręcę. Może uda mi się coś przyuważyć… Elektro czy masz może coś co pozwoli nam przeanalizować strukturę wirusa? - Opal wracając wprost z wywiadu była wciąż w tym samym ubraniu. To zakrawało o lekkie fo pas ale mówi się trudno.
Elektra skinęła głową i klepnęła się po udzie.
- Mam przy sobie smart-dust. Powinien wystarczyć do zebrania kodu. Spróbuję go też użyć jako izolowane środowisko do badań, ale będę potrzebować spokoju. Najpierw jednak zlokalizujmy wirusa.
Bil podrapał się po karku. Twarz wyrażała sceptyczne nastawienie do pomysłu Opal.
- Czyli co… po prostu chcesz tam wejść? Wiesz że w najgorszym wypadku jak stracimy z tobą kontakt, to szukanie twojego morfa w tłumie będzie czasochłonne… o ile w ogóle możliwe. Już wolę zrobienie jakiegoś przyczółka na zapleczu, jak Smith sugeruje. Jeśli coś ma zostać wypuszczone w powietrze, to pewnie materiały znajdziemy właśnie tam.
- Musimy znać pozycję Mahakaviego zanim zaczniemy działać. - Ramirez może nie był obecny ciałem, ale utrzymywał ze wszystkimi stałe połączenie poprzez mesh.
- Wchodzenie w środek imprezy pełnej ludzi nie mając pojęcia jakiej metody użyje się do rozpylenia wirusa to… szukanie igły w stogu siana… to znaczy… szukanie jednego błędnej linijki w kodzie programu. Mała szansa na sukces przy potrzebie dużej ilości czasu.- stwierdził Smith i podrapał się potylicy. -Zróbmy to metodycznie. Zacznijmy od wentylacji. Możesz wpuścić tam smart-dust, by odszukał wszelkich anomalii, które mogłyby posłużyć do rozpylania niebezpiecznych substancji.
Opal ściągnęła brwi i stęknęła z niezadowoleniem.
- Racja, macie rację. Chodźmy od zaplecza. Pozwólcie mi tylko spróbować to rozegrać pierwszej i jak nie wyjdzie dopiero pokazywać odznakę. Pasuje?
- Pasuje.- rzekł ugodowo Smith.

Im bliżej budynku, tym większy robił się tłum. Nie było to nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt ile osób zostało zaproszonych oraz ile osób w istocie pojawiło się na miejscu gotowe odczekać swoje w kolejce. Bramkarze na wejściu mieli ręce pełne roboty sprawdzając każdego, kto miał ochotę wejść do środka. Tutaj zaś dominowali mieszkańcy Małego Szanghaju - w niewyszukanych, choć obładowanych ozdobami i ficzerami morfach.
Na szczęście mało kto obierał drogę na zaplecze, choć kilku maruderów właśnie stamtąd wracało, gdy odmówiono im wstępu. Drzwi prowadzące do wewnętrznych baraków, pełniących jak się można było domyśleć część gospodarczą nowego klubu, pilnowały dwie Furie. Jedna czteroręka a druga bardziej ”normalna”.

Swoją postawą wyraźnie dawały znać, że jakiekolwiek pytanie o wejście do środka, jest nie na miejscu. To jednak nie zraziło Opal. Wystarczyła krótka gadka, podczas której dziennikarka została rozpoznana przez obie strażniczki. Nie robiły więcej kłopotów, ale zasugerowały, aby nie wspominać o tym, że przymknęły oko na “nieortodoksyjny wjazd do klubu”.

Wystarczyło przejść przez próg by muzyka stała się głośniejsza. Poziom dźwięku wciąż umożliwiał wokalną rozmowę, ale zapewne tylko dlatego, że na ścianach pomontowano aktywne ekrany wygłuszające.
Wewnętrzne baraki, jak wszyscy pamiętali z planów, to było zaledwie kilka pomieszczeń rozmieszczonych na dwóch piętrach i przytulonych do jednej ze ścian hali. Z ulicy można było wejść do niedużego przedsionka który prowadził już bezpośrednio do głównej sali lub odbijając w bok do składu alkoholu, w którym kręciło się kilka miłych dla oka morfów barmanek. Dalej zamknięte drzwi prowadziły do jeszcze jednego pomieszczenia, a schody przy ścianie na górę do kolejnych trzech pokoi również o nieznanym na razie przeznaczeniu. Stamtąd można się też zapewne dostać na okratowane chodniki ciągnące się ponad główną salą.
- Ramirez możesz podłączyć się do systemów ochrony? I sprawdzić pomieszczenia zamknięte?- zapytał Smith, po czym zwrócił się do pozostałej dwójki.-Może wpierw zamówimy drinki i sprawdzimy je pod kątem naszego wirusa. W burdelu tak był przecież rozprowadzany.
- Ano był. Tylko będąc na zapleczy Smith nie zamawiasz sobie drinków od tak. Trzeba wyjść tam. - Opal wskazała na salę gdzie morfy tańczyły i panował chaos. - Zacznijmy od beczek, a potem można wejść jeśli już naprawdę musimy.
- Zdołasz je sprawdzić niepostrzeżenie za pomocą smart-dusta? My będziemy cię osłaniać podczas tej akcji. - zaproponował “ochroniarz” Smith rozglądając się dookoła w poszukiwaniu potencjalnych źródeł kłopotów. Tak jak by to zrobił prawdziwy ochroniarz.
- O ile beczki nie są nanouszczelniane, to smart dust powinien móc się przedostać do środka. To i tak jest dwadzieścia minut nim zbiorą wszystkie dane. Mamy tylko jeden Smart Dust. Mój został w burdelu przypominam. Elektro?
Ramirez odpowiedział po dłuższej chwili.
- Zajmuje się szczepionką. Pozostałe procesy są zajęte hakerem, potrzebuje kilku minut aby zająć się ich system z odpowiednimi zabezpieczeniami dla samego siebie. .
Elektra skinęła głową.
- Zacznę działać ze smart dustem, ale nie możemy tu tkwić jak słupy. Ktoś w końcu zacznie zadawać pytania.
AI wykonała gest dłonią zapewne uwalniając niewidoczną chmurę nanobotów.
- Będę miała odpowiedź za piętnaście, dwadzieścia minut.
- Bill… poflirtuj z Opal, obejmij Elektrę poufale w pasie. Udawajcie balangowiczów mających ochotę na trochę “prywatności” w nietypowym miejscu. A ja… będę wynajętą przez ViPa osobą, która ma tej prywatności dopilnować. To powinno wystarczyć na przykrywkę. - zadecydował szybko Smith.
Dziennikarka zlustrowała mężczyznę wzrokiem uznając, że nowa zbroja ewidentnie podbiła mu ego. Uśmiechnęła się na tę zmianę. Złapałą Billa pod ramię i z wymownym spojrzeniem powiedziała.
- Znienawidzisz mnie za to ośmiorniczko. Trzeba spotkać się z kilkoma osobami. - Opal uwielbiała odgrywać nieco zepsutą i rozpieszczoną sławą osobę… no a w zasadzie lubiła bawić się swoją własną rozpoznawalnością. Czyli z odgrywania nie za wiele było, a zwyczajnie pozwalanie sobie na rozluźnienie.
- Dotknij mnie, a stracisz ręce - warknęła Elektra do Billa, gdy ten chciał podążyć za sugestią Smitha. W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami i skinął głową do Opal.
- Mamy tu zostać i udawać zajętych - przypomniał. - Wiem że ciebie ciągnie na takie imprezy Opal, ale Smith ma rację. Zostańmy tu jeszcze przez chwilę.
- Tak tak - mruknęła Elektra opierając się o ścianę. - Gadajcie sobie.
Jedna z kelnerek w PODzie właśnie wyszła z pomieszczenia z zapasami obładowana butelkami. Dmuchnęła poprawiając niesforny, plastikowy kosmyk włosów. Spojrzała na was z pytaniem w oczach. Na ułamek sekundy zapadła cisza…
Opal zaśmiała się perliście i podeszła do kelnerki.
- Weźmiemy dwie. - powiedziała tak pewnie jakby nie było mowy o sprzeciwieniu się.
- Yyyy… Dobrze.
Kelnerka pozwoliła sobie odebrać dwie butelki i skierowała się do drzwi prowadzących ku większej hali. Gdy tylko je uchyliła, muzyka stała się bardziej słyszalna. Dziewczyna zniknęła za drzwiami, które natychmiast się za nią zamknęły.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=hN3oBgHnth4[/MEDIA]
-Elektro… udawaj, że się dobrze bawisz i daj się pochwycić Billowi. Nie martw się, od tego nie zajdziesz w ciążę. Nie rozumiesz tego, że nie możemy wyglądać podejrzanie? - burknął Smith grzecznie pozując na ochroniarza szyszek szukającego potencjalnych zagrożeń dla swego bossa i potencjalnych okazji do wypróbowania zabawki.
Elektra w odpowiedzi zmarszczyła brwi i przeczesała włosy w ludzkim, ale trochę sztywnym odruchu.
- Niech będzie… - powiedziała w końcu. - Poudawajmy. Jeszcze tylko kilka minut i będzie…
Nie skończyła. Drzwi do przedsionka z głównej hali znowu się otworzyły pozwalając na nowo głośnej muzyce rozbrzmieć pomiędzy ścianami. Kelnerka wpadła przez futrynę upadając na podłogę z cichym jękiem protestu zmieszanego ze strachem. Miała podarty rękaw koszuli, spod którego zaczynała płynąć biała, lepka maź będąca dla PODów tym, czym krew dla biomorfów. Tuż za nią, w wejściu pojawił się mężczyzna w płomiennym irokezie. Miał odkryty tors, lecz nawet gdyby był ubrany, łatwo by było dostrzec mechaniczny implant jakim wymienił jedną z rąk. Połyskująca fioletowymi refleksami dłoń była zwieńczona groźnie wyglądającymi szponami. Druga dłoń odpalała elektropapierosa.
- Następnym razem może będziesz chętniejsza - rzucił do leżącej kobiety i dopiero teraz spojrzał na pozostałych obecnych w przedsionku.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-12-2018, 16:50   #37
 
Cranmer's Avatar
 
Reputacja: 330 Cranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skałCranmer jest jak klejnot wśród skał
Haker był dobry i zaczynał swoje ‘czary’ czas sprawdzić czy tym razem pułapka będzie na tyle szczelna aby go złapać.

Ramirez zignorował ten ruch, tak samo jak postawione specjalne zabezpieczenia drugiej linii. Zachowywał się jakby nic się nie stało i kontynuował swoją pracę w tej chwili otwarty proces przeglądał materiały firmowe i brał udział ‘w spotkaniu’. Pilnował go proces ‘strażnik’. Trzeci proces miał oko na resztę zespołu śledząc ich na mapie klubu.

Delikatne, prawie niezauważalne działanie hakera ustało. Proces zniknął. Chwilę później pojawił się kolejny. Tym razem ze strony zdalnie sterowanego wentylatora. Nie był jednak sam. Strukturę firewalla badały również - inteligentny stolik, okno, komputer jednego z naukowców, a także po chwili oświetlenie.
Schemat działania był taki sam - “dotknięcie” barier i zabezpieczeń; wycofanie się; ponowne sprawdzenie. Zupełnie jakby haker chciał być pewien, że jego ofiara jest kompletnie nieświadoma tak niezauważalnych bodźców.

Ramirez sprawdził godzinę - wszystko wskazywało na to, że czas przystąpić do działania. Kontynuował wideokonferencje z przygotowanego wcześniej feed’a i dalej odgrywał swoją rolę. Ten jeden proces w pełni skupił się na swojej ‘pracy’, zarówno on jaki muza zachowywały się jak przeciętniaki bez aptytud w hakerstwie lub ochronie.

W tym samym czasie jego strażnik czuwał… czekał na właściwy moment jeśli haker zaatakuje i wejdzie w obieg da mu okazję się ‘rozgościć’ i przypuści własny atak by go zablokować, odizolować i wypompować dane.

Cierpliwość popłacała. Kolejne sprzęty badały struktury obronne i wycofywały się. Ramirez musiał przyznać, że haker grał bezpiecznie. Wolał wielokrotnie sprawdzić ścieżkę zanim nią podążył. Naukowiec zaś pozwalał na to wabiąc przeciwnika coraz głębiej i głębiej.

W pewnym momencie odnotował odważniejszą intruzję. Haker bez większych problemów złamał zabezpieczenia podszywając się pod “legalne” dla firewalla procesy i zaczął łamać najgłębsze schematy obronne, po czym miałby możliwość podrzucenia jakiejś z pewnością zabawnej iluzji.

To był ten moment, na który czekał Ramirez. Uruchomił wnyki i zatrzasnął na procesach hakera klatkę błyskawicznie śledząc adresy i kierunek, z którego nadszedł atak. Kolejne punkty w strukturze meshowej były niczym zawiła droga, ale ślad był wyraźny. Liczne pętle i zakręty zdradzały jednak kunszt EGO, które przyszło kontratakować.

W końcu, kilka uderzeń serca później Ramirez dotarł do źródła i musiał dwukrotnie sprawdzić adresy sieciowe, by się upewnić, że jest we właściwym miejscu. Haker działał z tego samego budynku co on sam. Był na tym samym piętrze… w tym samym pokoju!

Naukowiec mógł teraz sam dokonać włamania lub też podjąć inne działania. Jedno jednak było pewne. Jeśli haker jeszcze nie wyczuł kontrnatarcia, to był na tyle dobry, że w końcu je spostrzeże. To mogła być kwestia czasu.

Ramirez podłączył się do systemu kamer aby upewnić się czy nie mamy tu do czynienia z włamaniem ‘z bliskiej odległości’. Jeśli haker faktycznie był w budynku wystarczył poinformować ochronę i wszystko stałoby się łatwiejsze.

Tak czy inaczej przyszedł czas na skończenie tej farsy, Ramirez potrzebował wolnego procesu na pomóc Opal i Smithowi. Przypuścił więc własny atak włamując się na łącze hakera by go przygwoździć i wypompować dane, a w tym samym czasie proces który był ‘ofiarą’ uruchomił faktyczne systemy obronne ścierając się hakerem by odwrócić jego uwagę od pozostałych procesów które go atakowały.

To nie była pasjonująca walka. Podniesione na nowo warstwy defensywne bez trudu odpięły wrogie procesy i przegnały intruza uszczelniając wszelkie luki. W tym czasie pompowanie danych trwało z jednoczesną triangulacją pozycji. Na razie było jednak za wcześnie na wnioski.

https://www.youtube.com/watch?v=hN3oBgHnth4

Po chwili Ramirez uświadomił sobie, że trochę łatwo mu przyszło złamanie zabezpieczeń przeciwnika. Niemal instynktownie przeszedł przez zapory, jakby sam tworzył ich kod i konfigurację. Refleksja zbiegła się czasowo z komunikatem o przerwanym połączeniu i ukończonym transferze danych. Gospodarz musiał w akcie desperacji odpiąć się z meshu.

Na pełną analizę danych było za mało czasu. Naukowiec zdołał jednak rzucić okiem na identyfikator EGO. Jego przeciwnik miał na imię Richard Eddison i utożsamiał się z płcią męską. Co więcej, pełna triangulacja położenie wyjawiła, że działał z poziomu jednego z komputerów w tym samym pomieszczeniu co Ramirez. Musiał zgrać tam swoje wirtualne EGO i jeśli odpiął się od meshu, wciąż tam pozostaje, zapisany na pamięci jednostki. Bezbronny… chyba.

Ramirez od razu rzucił jeden z procesów do badania informacji żeby nie tracić na to czasu później. Ruszył też w zwykły fizyczny sposób do jednostek w pokoju aby sprawdzić ich zawartość w poszukiwaniu rzeczonego Eddisona, manualnie bez podłączenia się do nich by nie ryzykować kontr ataku.

Jednocześnie odciął połączenie pokoju z jakąkolwiek siecią poza nim z poziomu firmowego konta administracyjnego.

Fizyczna obsługa jednostki była… Archaiczna. Chwilę zajęło Ramirezowi przypomnienie co powinien robić. Leżało to jednak wciąż w zakresie jego wiedzy.
Szybki skan pozwolił odnaleźć EGO. Przemieszczało się pomiędzy klasterami pamięci uruchamiając wciąż nowe procesy uniemożliwiając łatwe skasowanie. Nie miało jednak zbyt wiele miejsca. Z uwagi na naturę. EGO, ledwo się mieściło na nie przystosowanej przestrzeni komputera.

Ramirez upewnił się, że jego własne zabezpieczenia są na miejscu i gotowe na każdy atak po czym wysłał wiadomość do hakera uwięzionego w pamięci fizycznej.

~ Nic osobistego ale potrzebuję informacji o twoich poprzednich zleceniach i zleceniodawcach. Brak współpracy może być detrymentalny dla twojego EGO. ~

Przez dłuższy moment Ramirez nie mógł się doczekać odpowiedzi. Gdy już miał stracić nadzieję, w końcu haker odpowiedział.
~ Jeśli wypuścisz mnie nie dalej jak za piętnaście minut powiem ci wszystko co wiem ~*

Ramirez sprawdził godzinę.
~ Czemu akurat za 15 minut ? Jakieś kolejne zlecenie ? Możesz zacząć od tego jako pierwszego pytania i jeśli faktycznie wszystko wyśpiewasz to wyjdziesz stąd na czas. ~

~Kolejne zlecenie. O której robocie chcesz się dowiedzieć?~*

~ D.R.E.A.M. burdel i klub. Wszystko co o tym wiesz i każda robota z tym związana. ~
Ramirez starał się ocenić czy haker może kłamać, kod nie jest człowiekiem ale szybkość odpowiedzi i sposób jej napisania dosyć jasno pokazuje czy ktoś mówi prawdę czy tą ‘prawdę’ wymyśla.

~ Robota była jedna. Szybka reakcja na fagasów co próbowali namieszać. Zainfekowałem ich inserty rzucając obraz jakiegoś trepa w synthie. Poza tym nic nie dostałem. Sprawdziłem jednak zabezpieczenia. Są dziurawe. Za bardzo. To atrapa, więc nie szperałem dalej. Pewnie zabezpieczają się twardymi materiałami. Archaik, ale skuteczny. Madame Giselle. Nic o niej nie wiem. Pewnie ona mnie najęła ale pewności nie mam. Zero kontaktu poza zleceniem. Coś jeszcze? ~
Szybkość odpowiedzi nie była podejrzana. Składnia natomiast sugerowała pośpiech. Haker używał skrótów w zdaniach i słowach. Ramirez nie miał jednak problemów ze zrozumieniem przekazu.

~ Coś kręcisz ale ja mam czas. Gdzie masz tą nową robotę ? ~

Ramirez rzucił okiem na dane wyciągnięte od hakera aby spróbować potwierdzić jego słowa, ale nie pasowało tutaj zbyt wiele czynników.

~ Nie kręcę. Masz paranoję. Zdrowo, ale do czasu. Nowa robota w Małym Szanghaju. Nic wielkiego, ale zależy mi na mojej reputacji, więc wolę to zrobić. Coś jeszcze? ~

Ramirez zobaczył ‘pop-up’ wiadomości od Opal i poinformował o tym wszystkie swoje procesy. Po szybkiej kalkulacji potrzeb i możliwych zysków i strat postanowił wypuścić hakera.

Miał wszystkie dane. Miał odpowiedzi… nie stuprocentowe ale dosyć pewne i do weryfikacji. Z drugiej strony mógł być absolutnie pewien, że nie znajdzie drugi raz hakera w tak samo banalny sposób… ale był potrzebny gdzie indziej całą osobą.

~ Jeśli zapomnisz o tym spotkaniu, nie będziesz mnie ponownie szukał to będziesz wolny chwile później. Czekam na potwierdzenie ~

Ramirez przygotował ‘bramkę’ przez którą haker będzie mógł się wydostać po tym jak finalnie zostanie otwarta. Było to przejść to Mesh ale ciągle pełne odcięcie od serwerów korporacji aby haker nie zostawił prezentu pożegnalnego.

~ Mnie tu nawet nie było. Reputacja ważniejsza. Sayonara. ~

Haker skorzystał z bramki, ulatniając się z korporacyjnej infrastruktury. Przynęta była właściwa, a operacja udana.
 
Cranmer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-01-2019, 15:59   #38
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 18666 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Smith wycelował w niego swoją broń jednym szybkim ruchem.
- Jeśli nie chcesz by twój rękaw skończył jako organiczne graffiti na ścianie... - brzmiało to bardziej jako stwierdzenie, niż ostrzeżenie. - ... to natychmiast zawrócisz i odejdziesz. Zagrażasz interesom i bezpieczeństwu mojego klienta, więc mam prawo cię wyeliminować. Liczę do trzech.
Opal choć miała największa ochotę skoczyć do dziewczyny i osłonić ją od typka powstrzymała się. Miała być przyboczną dziewką Billa to w takim razie przytuliła się do niego robiąc zszokowaną minę. Jednocześnie przypomniała sobie, że takie zachowanie normalnie tylko utrudnia broniącemu w obronie. Tym razem jednak osoba trzecia wymachiwała bronią.
Mężczyzna uniósł pazurzastą dłoń w pokojowym geście. Uśmiechnął się kpiąco.
- Pewnie - burknął i wycofał się do tyłu, ponownie znikając na hali. Widać wolał zachować swojego morfa w nieuszkodzonym stanie.
Dziewczyna tymczasem wyglądała jakby była w szoku. Drżała tak jakby miała płakać, ale jej stosunkowo prosty morf nie był pewnie wyposażony w odpowiednie gruczoły. Pozostał tylko odruch siedzącego w środku EGO.
- Opal? - szepnął cicho Smith nie dodając nic więcej. Uznał że będzie ona wiedziała co zrobić, a napadnięta kobieta potrzebowała raczej siostrzanej opieki.
Dziennikarka na wpoły wiedziała co zrobić. Podeszła do poda i przykucnęłą przy nim.
- Już, w porządku. Jestem obok - powiedziała modulując głos na miły i uspakajający. Teraz tylko było pytanie czy “rana” morfa była poważna i zagrażająca jego funkcjonowaniu.
~Kelpie? Co ja powinnam zrobić? ~ zapytała swojej muzy czując, że jak nie dostanie odpowiedzi sama może spanikować.
~Znalazłam rozwiązanie Opal~ odpowiedziała po chwili Kelpie ~Bądź człowiekiem~
POD oparł się o dziennikarkę. Schowana w nim dziewczyna dalej szlochała. Rana była poważna, ale płyn już przestawał się sączyć. Ramię będzie pewnie nie do użytku i wymagało regeneracji, ale śmierć jej nie groziła.
Bill stanął nad dziewczynami wzdychając. Też uklęknął, ale nic nie mówił.
~Nie o to…~ Opal skrzywiła się zauważając, że może powinna upgradeować muze.
- Już w porządku kochana, już go nie ma - powiedziała przytulając kelnerkę - Już cię nikt nie skrzywdzi.
Dziennikarka skoncentrowała się na tym co jej najlepiej wychodziło - pocieszaniu ludzi. Jako, że pod był nie najlepiej przystosowany do emocji wysłała zaproszenie do kelnerki do swojego simulspacea, aby tam z nią… a może nim, porozmawiać.
~ Katon. Określ status prawny tego miejsca pod względem wypadków w pracy. Do kogo powinno się tu zgłosić uszkodzenie PODa pracownicy?~ rozkazał Smith, po czym ruszył w kierunku drzwi, przez które weszli i ofiara i napastnik. Lekko je uchylił, by zajrzeć do środka i ocenić czy poziom agresji na tej imprezie zaczął niepokojąco rosnąć, czy to był może jedynie jednostkowy przypadek zupełnie niepowiązany z ich misją.

Kelnerka wtuliła się, ale nie przyjmowała zaproszenia do simulspace’a. Możliwe że była zbyt roztrzęsiona.
Tymczasem Katon bez trudu, w oparciu o zebrane wcześniej informacje ustalił do kogo wysłać zgłoszenie. Zatrudnienie kelnerki jak i innych osób na imprezie obsługiwała jakaś nie powiązana z tym miejscem firma. Mało prawdopodobne też było, że jest tu na miejscu ktokolwiek z oficjalnych organizatorów.
Szybki rzut oka przez uchylone drzwi pozwolił stwierdzić, że impreza przebiega na razie bez podobnych incydentów. Masa osób tańczyła w rytm głośnej muzyki. Możliwe że wirus jeszcze nie trafił na salę.
Smith się rozluźnił zamykając drzwi. Na razie było bezpiecznie. Zlecił Katonowi zajęcie się sprawą napaści od strony prawnej. Złożenie zawiadomienia, wykonanie jego opisu i wypełnienie formularzy… Ot, takie rzeczy, które należało zrobić w przypadku takiego wydarzenia. Na razie nie wyglądało na to by wirus zaatakował, więc mieli czas… potrzebny im zresztą do tego, by nanity Elektry zrobiły swoje.
Opal nie przestawała tulić kelnerki i szeptała do niej uspokajająco jednocześnie kiwając się w przód i tył. Miała nadzieję, że ten ruch zadziała na POD. Nie miała pojęcia jak u nich z błędnikiem i podstawowymi odruchami ludzkimi.
Katon zajął się zgłoszeniem zdarzenia. Działał w tle nie zajmując uwagi Smitha, a ten mógł mieć pewność, że muza o niczym nie zapomni. Nie pierwszy raz wykonywała tego typu zadanie.
Kelnerka w końcu uspokoiła się. Jej barki na moment uniosły się, po czym opadły. Nie towarzyszyło temu żadne westchnięcie, ale można było i w tym rozpoznać odruch siedzącego w środku EGO.
- Dziękuję… - zaczęła, ale Elektra jej weszła w słowo.
- Skończyłam. Niestety pudło - oznajmiła. - Musimy szukać dalej.
Opal kiwnęła AGI i wróciła uwagą do kelnerki.
- Wstańmy- powiedziała zachęcając ją aby również się podniosła z nóg. Kiedy już obie stały uśmiechnęła się.
- Cieszę się, że mogłam pomóc. Potrzebujesz pomocy z morfem? Został uszkodzony.
- Tak… ja chyba… ja chyba chcę wrócić do domu… - odpowiedziała kelnerka nie odwzajemniając uśmiechu. - Muszę… nie wypłacę się... .
Smith nakazał Katonowi przesłanie na rachunek Opal 1000 K i poinformowanie ją poprzez jej Kelpie o tym fakcie. I zasugerowanie, by użyła tych pieniędzy do uzyskania wdzięczności u kelnerki za pomoc i przez to informacji na temat tej imprezy, uczestniczących w niej firm i wszystkiego co mogłaby wiedzieć, a byłoby przydatne dla nich. On sam trzymał się roli milczącego ochroniarza.
Opal drgnęła gdy Kelpie poinformowała ją o wiadomości i pieniądzach na koncie. Pomysł nie był jednak głupi, a sama dziennikarka sama nie raz dawała komuś w łapę.
- Spokojnie kochana, wypłacisz się.- zapewniła dziewczynę uśmiechając się jeszcze bardziej. - Widzisz potrzebujemy pomocy i potrafimy być bardzo wdzięczni. Ty zaś masz uszkodzony morf, za który na pewno będą chcieli odszkodowanie. Co ty na to że za tysiąc kredytów byłabyś dla nas dzisiaj oczami i uszami?
Kelnerka przez moment patrzyła na Opal jakby znaczenie słów nie docierało do niej. Mrugnęła kilkukrotnie, a gdy się odezwała, w głosie słychać było niepewność.
- Tysiąc? Ja… co ja musiałabym zrobić?
Pomimo wątpliwości niezbyt umiejętnie wyrażonej przez PODa, można było założyć, że dziewczyna już się zgodziła na ofertę. Zaproponowana kwota musiała być w jej oczach wystarczającym “pocieszeniem”.
- Szukamy czegoś i kogoś. Podejrzewamy, że gdzieś w VIP roomach może być pewna osoba, która będzie obserwować co się dzieje na sali. Nie wiem w jakim morfie siedzi, ale jestem przekonana, że jego pokój będzie odizolowany od reszty sali, szczelny. Po drugie to szukamy specyfiku, który mogą tutaj podawać, bardzo nietypowego w działaniu. Orientujesz się trochę w tym co na takich imprezach sprzedają? To będzie inaczej działać. Będzie wyglądać jakby zażywający znalazł się w zupełnie innym miejscu i widział co innego. Prawdopodobnie może to być rozpylane w formie mgiełki - Opal opowiadała starając się wytłumaczyć o co może chodzić samej nie wiedząc co tak naprawdę jest przygotowane. Żeby jednak POD wytrzymał wrócenie na salę dziennikarka znalazła jakąś niebrudną ścierkę i zawiązała ją wokół uszkodzonej ręki tak aby wyglądał jakby był tam specjalnie.
- Tylko pamiętaj, nie zbliżaj się do tej osoby, zasłoń się podawaniem drinków jeśli trzeba i wróć do nas jak tylko dostrzeżesz coś pasującego do opisu.
Przez chwilę dziewczyna nie ruszała się. Ego wewnątrz musiało rozważać ofertę. Po chwili jednak skinęła głową i odetchnęła głębiej.
- Pójdę… pójdę. Mamy jeden pokój na górze… - wskazała sufit. Według planów można się tam było dostać z baraków, w których toczyła się rozmowa. - A rozpylanie… Jest zaplanowany event na później. Jeszcze nie uruchomili maszyny. Generator mgły znajduje się pod ścianą, zaraz za barakiem.
Smith uśmiechnął się tylko znacząco do swojego szefa, dając mu znać gdzie powinni się udać w następnej kolejności. Przynajmniej według niego.
- Masz tutaj na zachętę - Opal mrugnęła okiem i kelnerka dostała powiadomienie o kwocie 250 kredytów z nieznanego konta.
Bill skinął głową i poczekał aż kelnerka opuści przedsionek udając się na schody. Przez uchylone przez Elektrę drzwi do pokoju z alkoholem widać było jak zabiera tacę, kilka kieliszków i butelkę neonowego płynu. Prostuje się, trochę sztywno otrząsa i wspina po stopniach.
- Idziemy do tych maszyn czy wolicie coś tu jeszcze załatwić? - odezwał się przenosząc spojrzenie pomiędzy Smithem, Elektrą i Opal.
- Ja bym najpierw sprawdził maszyny, aby na miejscu zneutralizować potencjalne zagrożenie.- wyłożył swoje zdanie Smith.
- Zgadzam się. Chodźmy. -Opal kiwnęła głową wyglądając na salę, aby obrać najlepszą drogę.
Przejście przez drzwi do hali, było jak wkroczenie do innego świata. W chwili gdy aktywne ekrany dźwiękowe zostały za plecami, wszystkich uderzyła fala elektronicznej muzyki.


Ciemność panująca na sali była rozświetlana w rytm basowych uderzeń wielobarwnymi strumieniami fotonów. Sylwetki tańczących osób wypełniały pole widzenia. Gdzieś na górze rozciągały się okratowane chodniki rewizyjne, na których również bawili się goście. W zawieszonych tu i ówdzie klatkach kręciły się pody. Na środku hali znajdowało się dobudowane na potrzeby imprezy podwyższenie, na którym ustawiono owalną scenę. Na niej zaś dominował DJ kontrolujący muzykę oraz rytm otoczenia.
Maszyny, o których wspomniała kelnerka znajdowały się niedaleko. Na szczęście miejsce przy baraku nie było oblężone przez gości. Tutaj można się było poruszać swobodnie. Smith jednak był świadom, że jeśli trzeba będzie ruszyć w głąb sali… mobilność zostałaby drastycznie ukrócona. Doświadczenie podpowiadało mu, aby unikać takiego scenariusza.
Zaraz za barakami ustawiono pod ścianą kilka skrzyń na wózkach. Ze skrzyń wystawały krótkie rury wylotowe. Do całej maszynerii zaś podprowadzono prąd oraz tuby, za pomocą których transportowana była zapewne mieszanka. Cokolwiek to było, musiało się znajdować w trzech dużych, stalowych beczkach, bo właśnie do nich były podpięte drugie końce tub. Maszyneria była oznakowana logotypem jednej z popularnych firm powszechnie zajmujących się dystrybucją sprzętu scenicznego. Natomiast beczki nie były oznakowane w żaden sposób.
To co mogło psuć jakiekolwiek dalsze plany i utrudniać działanie, to obecność czterech remade’ów. Każdy był ubrany w identyczną czarną koszulkę z napisem D.R.E.A.M. Dodatkowo mieli przy pasach kabury z pistoletami. Niezbyt atrakcyjne facjaty kryli w cieniach czapek z daszkami, na których również widniał “senny” napis. Możliwe że to byli tylko technicy, ale uwaga z jaką obserwowali salę oraz fakt, że ich morfy nie były typowo inżynieryjnymi modelami, sugerowały co innego.

- Cztery do jednego…. dwóch. - Smith zerknął na Billa, “ochrona” beczek wydawała gorzej uzbrojona. Ale za to liczniejsza.
- Przynajmniej odnaleźliśmy źródło wirusa. Jakieś sugestie co do neutralizacji go? - zapytał resztę towarzystwa skupiając się na uzbrojeniu przeciwnika. Po czym znów spojrzał na Billa dodając.-Chyba jednak trzeba pomachać oznaką.
- Moment. Mogę do nich zagadać i podłożyć Smart Dust. Którędyś się powinny przedostać jeśli nie jest to chirurgicznie szczelne… a może być. Niemniej mogę odwrócić ich uwagę. - dziennikarka uśmiechnęła się uroczo już wchodząc w rolę słodkiej kobitki.
- Dust nie musi się przedostawać do beczek, wystarczy że dostanie silnika lub pomp i uszkodzi je na tyle, że się nie uruchomią. To wystarczy.- ocenił Smith.
- Dust nie jest narzędziem uszkadzającym tylko zbierającym informacje. Potrzebna nam informacja o tym wirusie. Jeśli chcemy uszkodzić maszyny musimy to zrobić albo własnoręcznie albo za pomocą intruzji z meshu. Ramirez? Jesteś z nami? - ostatnie pytanie miało obudzić nieco psychologa, który mało się odzywał.
- Kończę rozprawę z hakerem który namieszał nam w głowie w burdelu, musiałem się odseparować od aktywnie działających procesów gdyż było to dosyć absorbujące…
Ramirez zapoznał się z zapisaną historią połączenia i informacjami udostępnionymi przez resztę.
- Można powiedzieć, że jestem z wami jedną parą oczu i mózgiem.
- Zdołasz zdalnie sabotować pompy lub dyfuzory tego świństwa? Gdy ono będzie… wyłączone z gry, możemy zabrać się za polowanie na Petro Mahakavi. I miejmy nadzieję, że zachował stary rękaw.- zadecydował Smith.
- To zależy czy są podpięte do Mesh… jeśli nie to będę potrzebował któregoś z was podłączonych fizycznie do sprzętu. Dajcie mi chwilę.
Po zamknięciu ‘sprawy hakera’ Ramirez zostawił tylko jeden proces aby stale weryfikował dane od niego wyciągnięte. Pozostałe nody skupiły się spenetrowaniu zabezpieczeń klubu D.R.E.A.M - rzecz jasna z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności. Psycholog upewnił się również, że ma aktualny obraz i wizje na działania towarzyszy.
- Niech wasze muzy będą gotowe z procesami anty-wirusowymi. Widzę, że ominęło mnie więcej niż się spodziewałem ale przynajmniej wiemy gdzie doszedł wirus, a co było atakiem z zewnątrz.
Spenetrowanie sieci klubu nie było problemem. Santana po cichu wślizgnął się pomiędzy zabezpieczenia otrzymując dostęp do wszystkich systemów - sterowania światłami, muzyką, zabezpieczeń drzwi, a także wizji z kamer.
Niestety maszyn do produkowania mgły nie było wpiętych do systemu. Były też niewidoczne w strukturze meshowej… nie istniały nawet na wykazie sprzętu sprowadzonego na potrzeby imprezy.
Jedna z kamer pokazywała natomiast bardzo interesujący obraz. W pokoju, który znajdował się na piętrze baraków siedział mężczyzna łudząco podobny do Petro Mahakaviego. Rozparty na kanapie przyglądał się jak kelnerka stawia na stoliku przed nim alkohol i wychodzi pośpiesznie. W pomieszczeniu były jeszcze dwa slitheroidy uzbrojone w karabiny. Na stoliku obok, alkoholu stała tajemnicza, czarna skrzynka wyglądająca jak sześcian. Czarny kolor idealnie pochłaniał światło. Jedna ze ścian była ekranem wyświetlającym obraz tego co się działo poza barakami - aktualnie widok na główną salę. Do pomieszczenia wiodły pojedyncze drzwi. Poza kamerą, cały pokój był odcięty od klubowej sieci.

Ramirez przekazał obraz do konwersacji z towarzyszami.

- Możemy założyć, że ten sześcian jest bardzo istotny. Tak samo jak sama osoba. Jakieś pomysły ?

Ramirez wskazał na mapie dokładną pozycję pokoju i wyznaczył trasę która została na nią nałożona. Przy użyciu kamer na trasie do pokoju przygotował przybliżone pozycje ochrony i obsługi.
- Problem polega na tym, że nasz potencjał ofensywny jest mizerny. Musimy polegać na sile odznaki Billa.- ocenił Smith zerkając na swojego “szefa”.
Bill westchnął.
- Jak zwykle, kiedy ‘shit hits the fan’ woła się policję… - mruknął.
- Jeśli oni są źli - wtrąciła Elektra. - Na odznakę zareagują agresywnie.
- Źli?
- Bill uniósł brwi w zdziwieniu.
- Tak, źli… Jak w każdej historii - tłumaczyła zdenerwowanym tonem.
- Jeśli oni chcą rozpylić tutaj broń biologiczną, a tak można zakwalifikować wirusa to… to de facto jest robota dla policji.- odparł ironicznie Smith i spojrzał na Elektrę.- Tak czy siak, my nie możemy strzelać pierwsi.

Dziennikarka nie była przekonana słowami Smitha i tak zaczęła się wymiana pomysłów co powinni zrobić. Czas nieubłaganie mijał, ale doszli do konkluzji, która wydała im wszystkim się najwłaściwsza. Ramirez przeprowadzi research dotyczący modelu maszyny i jej obsługi. Smith ustawi się z daleka i wykorzystując głośną muzykę uszkodzi je tak aby nie wyciekła ich zawartość. W tym czasie Opal dogada się z kelnerką i podszyje się pod pracownicę klubu aby dostać się do pokoju z Mahakavim. Wtedy też Ramirez zaszczepi mu nadajnik, aby mogli znać jego GPS korzystając z dziennikarki jako drzwi. Wszyscy dopadną go poza klubem w możliwie najlepiej sprzyjających im warunkach.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 30-01-2019 o 16:12.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-02-2019, 21:08   #39
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 2775 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
Konwersacja i planowanie zajęło dłuższą chwilę. Udało się jednak ustalić kolejne kroki, a impreza dopiero się rozkręcała. Nikt nie wiedział kiedy wirus ma zostać wypuszczony, ale to mogła być kwestia minut lub godzin. Nie wiadomo też było jak na jakikolwiek atak zareaguje Petro. Trzeba było uderzyć na obu frontach.

Smith po szybkiej analizie znalazł idealne miejsce do oddania strzału. Musiał ulokować się na jednym z okratowanych chodników roboczych, które ciągnęły się w powietrzu. Żeby jednak nie być na widoku, przyszło mu zająć miejsce przy ścianie, pogrążone we względnej ciemności. Po drodze Katon odszyfrował algorytm jakim kierował się DJ. Na bazie ogólno-dostępnej muzyki wyliczył mapę dokładnych “pików” natężenia dźwięku. Z pomocą Ramireza na meshowych insertach pojawił się również schemat maszyny z zaznaczeniem punktów, które mogłyby się przyczynić do zablokowania urządzenia. Wystarczyło zająć pozycję, wycelować, poczekać i oddać strzał.
Wszystko wydawało się być idealnie zaplanowane. Karabin stuknął delikatnie o barierkę, gdy Smith przybierał pozę do strzału. Zimna kolba zetknęła się z policzkiem. AR-owa nakładka na wizję wyświetlająca schemat urządzenia nałożyła się na realny obraz. Na czerwono zostały zaznaczone trzy punkty, których uszkodzenie mogłoby powstrzymać wypuszczenie mgły, a tym samym wirusa.

[MEDIA]https://img1.cgtrader.com/items/1838817/36d440ff39/sci-fi-device-pbr-game-ready-3d-model-low-poly-max-obj-mtl-3ds-fbx-ma-mb-stl.jpg[/MEDIA]
źródło: https://www.cgtrader.com/3d-models/i...pbr-game-ready

Pierwszym był panel kontrolny, którego uszkodzenie mogło uniemożliwić włączenie i manipulowanie maszyną.
Drugim, pompa ssąca. Bez tego elementu, maszyna nawet włączona, nie mogłaby zassać mieszanki z beczek.
Trzecim punktem był silnik, bez którego cała maszyna się z pewnością nie włączy.
Katon odliczał sekundy do kolejnego “piku” w muzyce.

Tymczasem Opal, Bill i Elektra mieli się zająć drugą częścią planu. Petro był schowany w swoim pokoju i odcięty od meshu. Jeśli Ramirez miał uzyskać jakikolwiek dostęp do tego “rękawa”, należało stworzyć furtkę w postaci otwartych drzwi i żywego mostu.
Pierwsza faza zakładała, że Bill i Elektra będą jedynie zabezpieczeniem - w razie gdyby Opal się nie udało. Największe ryzyko leżało po stronie dziennikarki, która postanowiła udawać kelnerkę.
Dziewczyna, którą wcześniej uratowali okazała się być dobrym punktem startu. Z chęcią wzięła pozostałą część pieniędzy, które zostały jej przyobiecane. Potwierdziła też to co widzieli przez kamerę - Petro siedział w zamkniętym pokoju. Nie był hologramem i wydawał się dobrze bawić oglądając imprezę. Jego ochroniarze też byli prawdziwi, a przynajmniej takie wrażenie sprawiali.
Opal jednak wiedziała, że nie może udawać kelnerki, tak jak tu przybyła. Potrzebowała jej ciuchów. Z początku propozycja “pożyczenia” lub “odkupienia” ubrania została przywitana zaskoczeniem i odmową. Dziewczyna zgodziła się dopiero, gdy Opal zaoferowała jej w zamian własny smartcloth.
Dopiero odziana w spódniczkę i trochę podartą koszulę (co oczywiście postarała się ukryć), trzymając tacę z drinkami, mogła stanąć przed drzwiami pokoju VIP. Kamera nad drzwiami błysnęła złowrogo gdy dziennikarka zastukała.

[MEDIA]https://cdna.artstation.com/p/assets/images/images/002/600/342/large/adam-nield-camera-03.jpg[/MEDIA]
źródło: https://www.artstation.com/artwork/m5G0a

Drzwi otworzyły się zasilane automatycznym siłownikiem. W środku, naprzeciwko siedział Petro. Widziała go już kilkukrotnie. Nie było mowy o pomyłce. Rozparty na kanapie wyświetlał nad stolikiem przed sobą kilka ruchomych obrazów - ciężko było ocenić czy treść pochodziła z telewizji, czy z kamer na sali. Obaj ochroniarze spojrzeli w kierunku intruza, ale żaden z nich nie podniósł broni.
Wszyscy patrzyli wyczekująco na "kelnerkę".

Ramirez tymczasem czuwał. Gdy tylko drzwi zostały otwarte, pokój VIP i dla niego stanął otworem. Kolejne urządzenia wyświetlały się na jego snifferze, jako możliwe do podłączenia. Jednak coś było nie tak. Nie wykrywał całego wnętrza pokoju. To oznaczało, że Petro musiał mieć przy sobie jakieś urządzenie, które aktywnie zakłócało sygnał meshowy.


 
Jaracz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-03-2019, 21:50   #40
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 18666 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację

“Wybierz cel, który chcesz zabić.” - przyjemny kobiecy tembr głosu informował Smitha że system wspomagania namierzania celu działa poprawnie z systemami karapaksowego pancerza na jego ciele.
Skupiony na swoim zadaniu wpierw planował przestrzelić pompę ssącą. Bo uszkodzenie tego elementu mogło przejść niezauważone. A jeśli to się uda zrobić bez wywoływania chaosu w tym klubie, to może… może pokusić się o rozwalenie jeszcze panelu kontrolnego?
Może… Na razie skupił się na wycelowaniu broni. Wyrównał oddech… celownik optyczny, obliczał odległość do celu i prawdopodobieństwo trafienia. 78-79-76-80-94%


Gotowe.. teraz tylko czekać, jeszcze chwilę.. moment. Beat unosił się w górę za każdą nutą, było coraz głośniej i głośniej.
Teraz!
Smith nacisnął spust, elektroniczne układy ożyły w ciągu milisekundy. Rozpędzany elektromagnetycznymi falami posłaniec śmierci pognał ku celowi.

Celowanie ze wspomaganiem, spokojem oraz dobrą pozycją nie mogło być prostsze. Trudniejsze było wpasowanie się w rytm dobrany przez Katona, ale ostatecznie nawet to nie sprawiło Smithowi problemu. Widział jak pocisk uderzył dokładnie w cel dziurawiąc obudowę i zapewne uszkadzając mechanizm pompy. Sam wystrzał został zagłuszony przez muzykę, ale jeden z ochroniarzy podniósł głowę i zaczął się rozglądać, jakby czymś spłoszony. Doświadczenie podpowiadało, że samego wystrzału mógł nie usłyszeć, ale kula przebijająca metalową osłonę mogła już go zaalarmować. Cokolwiek nie usłyszał, nie wyglądał jakby był świadomy źródła dźwięku.
Smith uznał, że teraz nie ma co ryzykować niepotrzebnie ponownego strzału. Może to wystarczy? Na razie odczekał kilka muzycznych kawałków i poprzez Katona spytał Elektrę o postępy ich planu na górze. I czy był tam potrzebny. W zależności od tego jak szło Opal zamierzał ich wesprzeć, lub poczekać aż czujność ochroniarzy znów zostanie uśpiona i kolejnym strzałem wyeliminować panel kontrolny.
- Wygląda na to, że póki co wszystko toczy się zgodnie z założonym planem - odpowiedział mu Katon. - Opal jest w środku.
Ochroniarz po chwili przestał szukać zagrożenia i rozluźnił się rzucając jakimś komentarzem do towarzyszy. Ci zaśmiali się, a jeden postukał się w czoło, kręcąc przecząco głową. Wszystko szło prosto i bez oznak komplikacji.
Pozostało więc i jemu rozluźnić się i czekać na rozwój sytuacji lub utratę czujności ochrony. W zależności co pierwsze się stanie.
Sytuacja rozgrywała się po ich myśli. Smith dostrzegł przez szybę dzielącą halę od pokoju VIP, jak Opal wchodzi do środka i po krótkiej wymianie zdań zaczyna kręcić biodrami. Petro był pochłonięty widokiem. Synthmorfy również zwróciły swoją uwagę na “kelnerkę”. W tym czasie jednak ochrona przy maszynie znów się uaktywniła. Jeden z remade’ów podszedł do beczki, w której najpewniej był trzymany wirus. Przykucnął i zaczął sprawdzać tubę, którą pojemnik był połączony z maszyną. Reszta nie zwracała na niego uwagi. Jeden z nich wskazał coś w głębi sali. Zaczęli rozmawiać wyraźnie przekrzykując muzykę. Niestety, z miejsca w którym stał Smith, ciężko było cokolwiek usłyszeć.
Smith widząc to poinformował Ramireza o swoich przypuszczeniach. I nie przerywał monitorowania sytuacji.
Taniec Opal nie należał do najlepszych występów, jakie miał okazję oglądać. Był co najwyżej średni, ale Petro wydawał się złapać haczyk, ponieważ nie spuszczał z niej wzroku. Smith jednak nie skupiał swojej uwagi tylko na pokoju VIP. Ochroniarz nie przestawał majstrować przy pojemniku, ale plecami zasłaniał wszystkie swoje czynności. Żaden z remade’ów nie próbował uruchomić głównej jednostki, uszkodzonej przez strzał z karabinu.
Uwagę Smitha odwrócił jednak jeszcze jeden detal, który nie umknął mu tylko przez wysoką pozycję. Przez salę, w kierunku maszyny zmierzała osoba, która nie pasowała do tego miejsca. Nie tańczyła, miała wojskowy, sprężysty krok oraz skupienie wymalowane na twarzy.

-Bill… kojarzysz ją może? - Smith przekazał policjantowi obraz kobiety, która pojawiła się w sali. Po czym skopiował obraz twarzy i kazał Katonowi wrzucić w wyszukiwarkę w meshu. Jej oblicze nie wyglądało na tanią masówkę, tylko na coś zrobionego na zamówienie.
Wyszukiwanie zwróciło szereg podobnych twarzy, ale żadna nie pasowała w pełni do oryginału. Były ładniejsze, ale mniej charakterystyczne.
- Sprawdzam… - odpowiedział Bill. - Nie wygląda na imprezowiczkę. Za brzydka na celebrytkę… w policyjnych kartotekach jej nie ma, a to dziwne bo spojrzenie sugeruje, że nie chciałbym spotkać jej w ciemnym zaułku.
- Pokaż… nie umiecie szukać - wtrąciła się Elektra.
- System szuka… - zaoponował Bill.
- Prześlij jej twarz - naciskała AI.
Ucichli. Kobieta w tym czasie przemierzyła znaczną część sali. Niemal nie zatrzymywała się, odsuwając napotkane na drodze osoby stanowczym gestem.
- To chyba nie jest rękaw… - w głosie Elektry zabrzmiała nuta niepewności.
- Płaska?
- Tak… chyba tak
Jeszcze przed Upadkiem nie wszystkich było stać na zmianę ciała. Wiele osób żyło w swoich naturalnych formach. Po Upadku wszystko się zmieniło. Społeczeństwo, polityka, gospodarka... ale ubóstwo nie zniknęło z pewnych rejonów. Dla niektórych modyfikacja genetyczna już istniejącego ciała była szczytem możliwości finansowych. Jednak niektórzy głosili ideę “czystości” poprzez odrzucenie transcendencji technologicznej. Największym społeczeństwem wyznającym ten purytanizm był Jowisz pozostający w ciągłym konflikcie z Marsem. Dla hiperkorporacji wciąż pozostaje zaskoczeniem, w jaki sposób ludzie którzy odrzucili możliwość “wskrzeszenia” stanowią prominentną siłę - dyplomatyczną, ale przede wszystkim militarną.
Kobieta nie musiała pochodzić z Jowisza, ale mało który wojskowy lub najemnik z Marsa chodził w obecnych czasach w pierwotnym morfie.
-A jak tam nasz plan na górze?- spytał Smith uznając kobietę za ciekawostkę bardziej, niż kogoś wartego uwagi. Nie była uzbrojona, a jej ciało… cóż… było ludzkie. A Smith wiedział jakie są ograniczenia ludzkiego ciała. Co prawda spoglądał tak, by mieć ją zawsze w polu widzenia, ale baczną jej obserwację zlecił swojej muzie. Sam… pilnował najemników majstrujących przy postrzelonej maszynie.
- Ciężko powiedzieć - odpowiedział Bill z niepewnością w głosie. - Straciliśmy połączenie z Opal, ale nie słychać żadnych krzyków. Elektra podkręciła swoje sensory i nasłuchuje.
Opal usiadła na Petro i zaczęła “tańczyć” bezpośrednio na jego kolanach. Nagle zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie. Naciskać na jego barki i tors dłońmi jakby chciała go wepchnąć w kanapę. Ten zaś, z lekkim trudem, ale wciąż ją obłapywał. Synthmorfy tymczasem nie reagowały na zamieszanie.
Ekipa przy maszynie znowu zwróciła na siebie uwagę. Remade który majstrował przy pojemniku wystawił dłoń w bok z kciukiem uniesionym ku górze. Jeden z jego kolegów stanął przy samym urządzeniu i wcisnął jeden z przycisków. Teraz było tylko kwestią czasu, zanim zorientują się, że maszyna nie działa.
Tymczasem dziewczyna na sali, pokonała ostatni odcinek drogi i przystanęła pozostając w tłumie, kilkanaście metrów od remade’ów. Obserwowała ich.
-Mam Opal na widoku. Ale zachowuje się dziwnie. Coś się tam dzieje podejrzanego.Być może będziecie musieli tam wkroczyć. Zamierzam zabić Petro i wtedy wkroczycie w związku zamieszaniem, po czym zabierzecie Opal.- zameldował Billowi Smith kryjąc się bardziej w cieniu i gotów zacząć strzelać do Mahakaviego i jego ochrony. -Uszkodziłem maszynę, ale nie wiem czy trwale, czy tylko tymczasowo. Katon zaraz to sprawdzi w meschu. Zaczynają przy niej grzebać, więc nadchodzi czas rozpylania.
Pytanie tylko co… Smith co prawda zainwestował w spluwę przeciwpancerną, ale miała ona przebijać pancerze rękawów, niekoniecznie pancerną szybę.
- Katon… następne głośne interludium.- Smith miał prosty plan. Zneutralizować Perto. Czyli zabić rozwalając mu głowę. Bo uznał, że jego zgon wystarczy do wywołania chaosu i uratowania przez Billa i Elektrę. Kolejnym celem były synthmorfy, by przyciągnąć ich uwagę, do siebie. A odciągnąć ich uwagę od Opal.
- Ramirez… będę potrzebował drogę ucieczki. Przygotuj ją dla mnie i prześlij plan ewakuacji Katonowi.- zwrócił się do ich hakera.
Katon zaczął ponownie odliczać. To była kwestia kilkunastu sekund.
- Solidny plan - odpowiedział Bill i nie wiadomym było czy tak naprawdę uważa, czy to był sarkazm. Smith miał to jednak w nosie tej chwili. Nie mieli czasu na wymyślanie nowego. Nie wspominając już o tym, że Bill i Elektra byli odpowiedzialni za Opal, a nie on.
- Rozszarpię go na strzępy - dodała Elektra.
- Zaraz ją dostaniesz Smith. Próbuję się włamać jeszcze głębiej w ich systemy więc mów kiedy zaczynasz działać.

Ramirez oddelegował jeden z procesów. Do pomocy, posiadając plany klubu wyznaczenie kilku prawdopodobnych ścieżek nie było problemem. Nawet dodanie zmiennych w trasie na wypadek nieoczekiwanego problemu…
Nagle połączenie z Opal zostało przywrócone. Jawiła się jako aktywna na wykazie połączeń. Ikona transmisji jarzyła się i migotała sygnalizując aktywny transfer danych.
Kobieta zaś zastygła nieruchomo na kolanach Petra. Z pozycji Smitha wyglądało to jakby po gwałtownych próbach wciśnięcia “klienta” w kanapę, zmieniła zdanie i zaczęła się mu przyglądać.
- Powiedz… - usłyszał na kanale Opal - kiedy tak naprawdę *śniłaś*?

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166