Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Science-Fiction Chcesz odkryć w eonach Kosmosu Zapomniane Światy? Walczyć z wszędobylskimi Korporacjami, bądź być małym cyber–trybikiem w ich złożonej Maszynerii? Ostrzem świetlnego miecza wyrąbywać sobie swoją ścieżkę Mocy? To czy odważysz się przejść przez Wrota Wymiarów zależy tylko od Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-06-2019, 12:36   #11
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 55907 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 5 - Noc na “Heliosie”

Lato; Dzień 3; sb; popołudnie; 14:45; st.or “Helios”




Apartament



Okazało się, że apartament nowożeńców sam w sobie ma jeszcze trochę niespodzianek. Zaczęło się zaraz po zakonczeniu rozmowy z ojczymem Eden. Gdy ona sama wybrała numer do recepcji i sympatyczna recepcjonistka przy okazji przyjmowania zamówienia na posiłek uprzejmie zapytała czy podobają im się suknie. - Suknie? Jakie suknie? - Rikke w lot wychwyciła kluczowe dla siebie słowo. Silje była zajęta odplątywaniem się z lian i wici swojego kostiumu więc chwilowo była tym mocno zajęta. No i ta sympatyczna recepcjonistka pokierowała je ku największej z szaf i były tam! Suknie ślubne! Cała szafa sukni ślubnych! Dziewczyny aż zapiszczały z uciechy. - No tak! Przecież to nasza noc poślubna i jesteśmy panny młode! - zawołała roześmiana informatyczka gdy też znalazła się przed szafą trzydrzwiową pełną białych kreacji.

No a potem, z już przyjemnie pełnymi żołądkami i głową nie obciążoną przykrymi skutkami wcześniejszych imprez miały czas i ochotę na zwiedzanie sławnych, hedonistycznych atrakcji “Heliosa”. A było co zwiedzać. Z pomocą Silje która odkryła, że mają do dyspozycji Boba. Czyli latający dron o kształcie i wielkości arbuza jaki chyba każdy z gości dostawał w roli przewodnika i osobistego punktu informacyjnego. No ale i tak na tej bardzo rozrywkowej stacji orbitalnej aż trudno było się zdecydować na którą z atrakcji miałoby się ochotę tym razem. Wydawało się, że ledwo co opuściły swój apartament nowożeńców a te pół doby po prostu im wcięło.


---





Lato; Dzień 3; sb; zmierzch; 16:25; st.or “Helios”




0-Grave Disco



- O! Dyskoteka! Ale fajowa! Chodźcie dziewczyny na parkiet! - gdy weszły do jakiegoś klubu gdzie chyba głównie się tańczyło i w przerwach popijało kolorwe drinki no to od samego wejścia biło po oczach główny parkiet. Bo ludzie tam latali! Dosłownie!





Jak to tłumaczył Bob to był parkiet ze zmienną grawitacją. Wielka, kolista scena podobna do areny miała zmienną siłę ciążenia. Przy obrzeżach była raczej standardowa ale im bliżej centrum tym mniejsza. W samym centrum była prawie zerowa. Efekt było widać gdy klubowi goście hopsali sobie jak w zwolnionym tempie, kręcili beczki, śruby i różne wygibasy. Im bliżej centrum tym mniej miało to wspólnego ze standardowym tańcem uwiazanym cieżarem przyziemnej grawitacji a bardziej wyglądało na popisy jakiejś abstrakcyjnej gimnastyki kosmicznej.

- Chodźcie dziewczyny! Musimy spróbować! - Rikke chyba całkiem wyleciało z pamięci ile to wszystko ją kosztuje i dała się ponieść zabawie. Pociągnęła swoje żony wystrojone tak samo jak ona w białe suknie ślubne na parkiet.

- Dobra ale tam na środek to ja nie idę. Chcecie to idźcie ja wam pokręce filmiki czy co. - informatyczka zgodziła się no ale ze względu na swój słaby żołądek nie miała zamiaru znów doświadczyć braku grawitacji.

Można było dać się ponieść zabawie. I to dosłownie! W pobliżu centrum sceny dało się wywijać z dobrą minutę od odbicia zanim człowiek znów łagodnie lądował na parkiecie. Wszystko wirowało w głowie i wokół tancerzy. Sufit, parkiet, inni tancerze, światło na górze, na dole, z każdej strony, góra i dół zlewały się w jedno, potężne basy nicowały ciała przyjemnym rytmem, muzyka w centrum zagłuszała wszystko inne. Nic nie ingerowało w przyjemność oddania się euforii tańca, ruchu, swobody i wolności. Wokół tańczyli i skakali ludzie którzy znaleźli się tutaj dokładnie w tym samym celu i można było odczuć z nimi instynktowną, braterską więź gdy obych sobie ludzie łączył ten sam cel i pasja.


---





Lato; Dzień 3; sb; zmierzch; 18:15; st.or “Helios”




Cassino Euphoria



Trudniej było z kasynem “Kings Royal”. Według Boba kasyno w ciągu ostatniej dekady zmieniło właściciela a ten zmienił nazwę na “Euphorię”. Ale jak zapewniał uprzejmy głos drona atrakcje się nie zmieniły a jak już to na lepsze. Według drona “Euphoria” była topowym kasynie tak na całym “Heliosie” jak i mieściło się w pierwszej piątce kasyn i pierwszej dziesiątce lokali rozrywkowej na całej planecie.

- No ale tam są przecież przekręty bo są dwa bloki komerchy i każda robi własny ranking i tak go ustawia aby jej było na wierzchu. - Silje widocznie wiedziała swoje i żywiła naturalną niechęć do wszystkiego co nazywała “komerchą” więc i do słó drona podchodziła z wyraźną rezerwą.

- Oj no weź Silje, nie psuj zabawy! Tatuś mówił, że tam jest fajnie to chodź sprawdzimy. Jak nam się nie będzie podobać to pójdziemy sobie gdzie indziej. - Rikke której nie opuszczał szampański wieczór była pod pozytywnym wrażeniem i znów pierwsza się wyrywała aby zaliczyć kolejną atrakcję.





Ex “Kings Royal” a obecna “Ephoria” okazała się niczego sobie lokalem. Też była wielka okrągła scena wyniesiona prawie o poziom wyżej ale tym razem bez grawitacyjnych zawirowań. Za to z przezrozystą podłogą więc wydawało się, że ludzie tańczą, gibają się, skaczą i kręcą zawieszeni w powietrzu. A dookoła było tyle ekranów! Wieczna luretka! Na ekranach pokazywały się wyniki licznych gier i loterii, z każdej strony okrągłej ściany były rzedy ekranów gdzie można było obstawiać od marnych groszy po kosmiczne zakłady. Co chwilę ktoś wyrzucał w górę ramiona i darł się z radości gdy okazało się, że coś wygrał albo złorzeczył gdy znów mu się nie udało.

- Zagramy? Może się odkujemy za ten wypad i jeszcze wrócimy bogate? - Silje chyba zastanawiała się nie to czy coś obstawić tylko ile. Czy postawić poważną ilość kredytów czy zadowolić się mniej stresującymi ale i mniej ambitnymi drobniakami. Rikke nie miała takich oporów.

- O rany! Dziewczyny! Wygrałam! Zobaczcie wygrałam coś! - szarowłosa piszczała z uciechy gdy wylosowała szczęśliwy numerek. Ktoś ją poklepał po plecach, ktoś złożył jakieś życzenia i w końcu dobiegły do niej jakieś dwie hostessy i wodzirej który wręczył jej elegancki bon do zrealizowania i chciał wręczyć maskotkę. Ale Rikke zażartowała, że jest ich trzy i mają wspólnotę majątkową na co prezenter bez zgrzytu zgodził się aby wszystkie trzy dostały po zabawnej pluszowej maskotce. Co prawda wygrana Rikke nie była zbyt wysoka i na pewno nie starczyłaby nawet na ułamek jednego biletu na stację orbitalną ale euforia wygranej i jej splendoru działała pozwalając się cieszyć dzielonym szczęściem.

Poza tą oświetloną światłami i ekranami sceną były i inne sektory kasyna gdzie grano w bardziej poważne i klasyczne gry. Klasyczne ruletki z prawdziwym a nie wirtualnym kołem do kręcenia, stoliki do pokera, black jacka, bakarata loterie różnej maści gdzie można było na własne oczy podziwiać magię obijających się kolorowych kuleczek z numerami i chyba każda gra czy zabawa o jaką można było robić zakład. Od gry w rzutki, przez bilard, szachy, scrabble czy go grane na bardzo krótki czas przez co dla graczy było to bardzo stresujące ale dla widzów bardzo emocjonujące. Nawet można było robić zakłady bukmacherskie na dowolny mecz, wyścig, walkę czy jakąkolwiek inną imprezę sportową jakie rozgrywały się czy to w kasynie, na “Heliosie”, na orbicie czy reszcie globu toczącego się poniżej.


---





Lato; Dzień 3; sb; zmierzch; 20:20; st.or “Helios”




Cosmic Detective



Ale gdy się człowiek wyszumiał to miał mnóstwo okazji aby wypocząć mniej aktywnie. Silje złapała namiar na kosmicznego detektywa. Wystarczyło wykupić bilet i można było się poczuć jak detektyw, gliniarz czy agent prowadzący śledztwo. Klub organizował wszystko co było potrzebne. Ekipę zbierającą ślady, doradztwo prawnika, poruszonych świadków, nagrania kamer i całą resztę.

Pomysł polegał na tym, że sam “Detektyw” nie był zbyt wielki. Przypominał raczej biuro turystyczne czy jakiegoś operatora holo i to raczej niezbyt wielkiego. Ale za to miał podpisane z licznymi klubami na “Heliosie” odpowiednie umowy. Efekt? Właściwie mógł zainscenizować prawie dowolne przestępstwo na prawie całej stacji. Zwykle organizował sceny morderstw bo te cieszyły się największą popularnością i wzbudzały najwięcej emocji. No i kontrowersji. Czyli były na topie i miały wzięcie.

Trzy panny młode też mogły od ręki zająć się przygotowanym śledztwem. Akurat znaleziono w jednym z klubów ciało bogatego biznesmena. Pracownik detektywa był świetny w swoim fachu. Nie wiadomo kiedy zaczął mówić nie jak oferent specyficznej rozrywki tylko jak szef do swoich trzech agentek. I nawet to, że wszystkie trzy były w sukniach ślubnych wcale mu w tym nie przeszkodził.

- Dostaliśmy zgłoszenie. Hotel “Moonlight”. Śmierć. Podejrzenie nieszczęśliwego wypadku lub morderstwa ale nie można wykluczyć innych przyczyn. Policja już zabezpieczyła teren ekipa dochodzeniowa jest już na miejscu. Skoro już tutaj jesteście może zajmiecie się tą sprawą? - facet w garniturze uruchomił holo mniej wiecej za swoimi plecami dzięki czemu mogły pojawić się tam zebrane obrazy z miejsca zbrodni. Gdy trochę odwrócił się bokiem to całą czwórką mogli je oglądać. Na pierwszym ujęciu widać było klasyczny obrys ludzkiej sylwetki na podłodze.





Na ekranie pojawiło się też mniejsze zdjęcie ofiary. Jakiś zadbany facet w średnim wieku, garniturze, facet sukcesu tak na pierwszy rzut oka. Obok zdjęcie żony. Pod obydwoma personalia, wiek i podstawowe dane, wyświetlona mapa do tego hotelu. Facet zupełnie naturalnym ruchem podał im po małych, bransoletkowych zegarkach z logiem “Detektywa” w którym były potrzebne dane, łączność z biurem, mapa stacji z zaznaczonymi pomocniczymi punktami i adresem docelowym. No nic tylko je wziąć, zapłacić za tą przyjemność i zanurzyć się w mrok kryminalnej przygody.


---





Lato; Dzień 3; sb; wieczór; 22:10; st.or “Helios”




Space Eye



Żołądki domagały się swoich praw. A za najciekawsze miejsce na “Heliosie” uchodziło według Boba “Space Eye”. Restauracja zbudowana na końcu wysokiej wieży przez co wydawała się na jakimś sztucznym cyplu wbijającym się w kosmiczną przestrzeń. Już samo dotarcie do tego miejsca było niezwykłe bo od głównej bryły stacji orbitalnej prowadził chodnik. Ale z dwubiegunową grawitacją! Więc jedną stroną szło lub sunęło się ruchomym chodnikiem albo nawet ruchomym krzesełkiem w jedną stronę a “na suficie” to samo działało w drugą stronę. A, że większość gości to byli turyści z globy poniżej to często ulegali impulsowi aby pokrzyczeć, pozdrowić czy pomachać radośnie do tych “na suficie”.

Samo “Oko” też robiło wrażenie. Ogromna, kolista sala główna z odkrytą kopułą nad którą widać było kosmos. Można było się poczuć jak w jakiejś podwodnej bazie na dnie oceanu. Wydawało się, że mroźna, kosmiczna pustka lada chwila zmiażdży kruche szkło i zbierze krwawą ofiarę wśród obsługi i gości. Ale według hasła reklamowego to tylko dodawało ekscytacji i zaostrzało apetyt. Poza tym te widoki!





Siedząc pod taką przezroczystą kopułą można było poczuć dech kosmosu. Ale też podziwiać go własnymi zmysłami chłonąc niepowtarzalne widoki o jakie trudno było na ziemskim padole.

- Myślicie, że tam są jacyś oni? No wiecie, jacyś kosmici. - Silje wzięło na rozmyślania gdy przeżuwała kawałki dania ze swojego talerza i spoglądała w górę na ten cały widoczny kosmos.

- Ja mam nadzieję, że żaden z tych kamyczków w nas nie pieprznie akurat gdy siedzimy na dnie tego akwarium. - szarowłosa małżonka wskazała widelcem na majestatycznie krążące nad kopułą bryły.

- Trochę jak pływające wieloryby nie? - hakerka jakoś nie wydawała się przejęta ale skojarzyła kosmiczne bryły z ziemskimi waleniami. No faktycznie te bryły też były i małe i duże. I sprawiały wrażenie, że dryfują swobodnie w przestrzeni powoli obracając się wokół własnej osi podobnie jak ziemskie walenie swoje wielkie cielska.


---





Lato; Dzień 4; nd; noc; 00:15; st.or “Helios”




Space Walk



- O nie, na takie głupoty to mnie nie namówicie. Zostanę tutaj i wam pokibicuje, ponagrywam więc o mnie się nie martwcie. - Informatyczka nie zmieniła zdania ani swojego żołądka wiec nie miała ochoty na kosmiczne fanaberie. Za to została na tarasie widokowym gdzie rodzina, przyjaciele i znajomi mogli pokibicować swoim bliskim którzy zdecydowali się na spacer w przestrzeni kosmicznej.

- Gotowi? No to zapraszam za mną. - uśmiechnięta przewodniczka poprowadziła grupkę turystów zapakowanych w kosmiczne kombinezony do śluzy powietrznej. Poza parą nowożeńców w grupce była jeszcze jakaś inna para. Każdy miał kombinezon w innej barwie przez co od razu można było się zorientować kto jest kto. Tylko przewodniczka była w czarnym.





- No to uwaga bo wywieje nas na zewnątrz. Bez obaw. Swoją drogą chciałabym zdementować ten powszechny mit, że to próżnia wdziera się do pomieszczenia. To nieprawda. Próżnia to właśnie próżnia czyli pustka. To atmosfera gwałtownie ucieka do tej pustki. Tak samo jak przy grawitacji przechylić kubek z piciem to on wypadnie z tego kubka na dół. Tutaj za chwilę stanie się to samo. Uwaga! - przewodniczka wesoło tłumaczyła te wszystkie zabezpieczenia i przepisy BHP często okraszając je różnymi ciekawostkami. Rikke i pozostała dwójka tego chyba akurat nie wiedzieli sądząc po minach. Ale też i ekscytacja w połączeniu z niecierpliwością gnała ich na zewnątrz, w tą kosmiczną przestrzeń jaką widać było tuż za bulajem zewnętrznej śluzy.

Śluza uruchomiona przez przewodniczkę rozsunęła się i cała piątka wypadła “z kubka” na zewnątrz. Towarzyszyły temu seria pisków i śmiechów zupełnie jak na zjeździe na rollercasterze. Nawet podobnie spadali w tą próżnię. Ale szybko silniczki skafandrów przemówiły gdy przewodniczka przywołała ich do siebie bo przecież byli astronautami! I mieli zadanie godne prawdziwych astronautów!

- A teraz będziecie mieli okazję poczuć się jak prawdziwi astronauci. Spróbujemy wymienić moduł łączności w pojeździe kosmicznym. Nie stresujcie się, to nic trudnego, o tym przecież rozmawialiśmy na odprawie. - przewodniczka łagodnie nakierowała uwagę swoich astronautów gdy już pofikali koziołki, pomachali znajomym na tarasie widokowym a nawet postukali im w szybę. Silje nawet przystawiła swoją dłoń do szyby od tamtej strony więc jej żony mogły dostawić swoją od zewnątrz a dzięki komunikatorom mogły ze sobą rozmawiać jak przez holofon. Oczywiście wszyscy pobawili się lotem za pomocą silniczków i tylko czasem upominała, że w kosmosie nic nie hamuje prędkości póki się z czymś coś lub ktoś nie zderzy. Więc nie ma potrzeby mieć włączonych silniczków cały czas a tylko gdy chce się wyhamować, wystartować czy zmienić kierunek loty. Kolejny mit tak rozpowszechniony w sieciówkach nie mający nic wspólnego z kosmiczną rzeczywistością.





Ale czekało ich iście kosmiczne zadanie! Wymiana modułu łączności! W sumie nie było wiadomo czy to naprawdę modłuł łączności i czy naprawdę się zepsuł. I co się stanie jak się nie uda go wymienić. Ale ekscytacja i euforia przysłaniały wszystko! Podlecieli do boku pojazdu i wydobyli z zasobnika narzędzia i moduł jaki mieli zastąpić ten uszkodzony. Niby rzeczywiste nic specjalne trudnego. Wziąć części, podlecieć do modułu przy pojeździe, odczepić stary, zaczepić nowy, wrócić do zasobnika i schować tam narzędzia i stary moduł. I koniec. Ale ile radochy! Ten nieziemski stan nieważkości, kosmiczne skafandry, dziwne uczucie w żołądku, całkiem fachowo brzmiące instrukcje przewodniczki to wszystko sprawiało, że naprawdę człowiek mógł się poczuć jak prawdziwy kosmonauta na prawdziwej misji kosmicznej!


---





Lato; Dzień 4; nd; noc; 02:45; st.or “Helios”




Golden Fish



No i na koniec skończyły w “Golden Fish”. Mogły poprzeżywać swoje świeże kosmiczne przygody w prawdziwym kosmosie. W wybornym towarzystwie. Muza, błyskające światła, jarzące się neony, kolorowe drinki, dziewczyny we wdziankach lub bez na scenie, za barem, roznoszące drinki i gotowe spełnić każde życzenie klientów. W końcu byli w “Golden Fish” który istniał aby spełniać zachcianki i życzenia klientów.





- O rany dziewczyny! Teraz jesteśmy prawdziwymi kosmitkami! - Rikke przeżywała na całego niedawny spacer w kosmosie. Trajkotała jak nakręcona ledwo zamknęły się wewnętrzne drzwi śluzy i można było zdjąć hełm i kombinezon.

- Chyba kosmonautkami. - Silje uśmiechnęła się aby skorygować słowa swojej szarowłosej żony.

- No jak?! Kosmitkami! Jak wróciłyśmy z kosmosu no to jesteśmy kosmitkami nie? No kto przybywa z kosmosu? No kosmici nie? No to jesteśmy kosmitkami! - szarowłosa wyjaśniła swoją filozofię z rozbrajającą szczerością. Hakerka widocznie nie chciała o to drzeć kotów więc w zamian wzniosła smukłą szklankę do toastu.

- To za wracające z kosmosu kosmitki! - zawołała wesoło i pozostałe przy stole szkło stuknęło się razem z nią dołączając do tego toastu.

- Ej mała ale bardziej się ruszaj co? - ktoś obok zwrócił uwagę dziewczynie która akurat wdzięczyła się przy ich stoliku kusząc całkiem nieźle swoimi wdziękami.





- Jej! Już połowa nocy! Jak ten czas leci! To co robimy dalej? - Rikke spojrzała na zegarek. Było już rzeczywiście bliżej poranka niż północy. A wydawało się, że dopiero co wyszły z apartamentu nowożeńców w sobotnie południe!

- Właściwie to jest już niedziela. Każda z nas miała mieć jeden dzień. To wychodzi, że teraz rządzi Pinky i niedziela jest dla niej. - Silje odwróciła wzrok od tancerki kuszącej sobą na wyciągnięcie ręki i przypomniała o umowie którą wieki temu, w całkiem innej przestrzeni zawarły w sypialni Eden gdy dotarło do nich, że są swoimi żonami.

- A racja! No to Pinky! To co robimy dalej? - szarowłosa pochyliła się nad stołem aby popatrzeć z rozgorączkowanym promilami i entuzjazjem oczami i takimż uśmiechem na swoją żonę, przyjaciółkę i kumpelę jaka teraz miała przejąć pałeczkę DJ ich imprezy.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-07-2019, 04:32   #12
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 39999 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=HyL6bSKf8hY[/MEDIA]

Jeśli miało się wystarczająco wiele kredytów, świat stał przed człowiekiem otworem. Ten poza globem też… poza galaktyką i nawet na najdalszym krańcu wszechświata również znalazłoby się miejsce. Eden nie wybierała się tam, wystarczyło że zaaferowana przebierała nogami w towarzystwie żon, zwiedzając stację kosmiczną o której do tej pory jedynie słyszała. Jakim cudem trafiły na grę w detektywa ciężko stwierdzić, ale dobrze że tak się stało. W całym szalonym pędzie logiczna gra na żywo była równie pociągająca, co weekendowy balet w Styxie na czyjś koszt, bo kto nie chciał na moment chociaż wskoczyć prosto do świata niczym ze starych filmów, gdzie mężczyźni nosili prochowce, palili papierosa za papierosem i rozwiązywali zagadki nagłych morderstw? Kino noir pełną gębą, a teraz van Nispen brała w takim udział! Na dźwięk słowa “morderstwo” zapiszczała z podniecenia, wyciągając ku sufitowi dłoń z legitymacją detektywa. Profesjonalny aktor nadal zachowywał się profesjonalnie, więc i ona uspokoiła się aby wejść w rolę.
- Morderstwo to poważna sprawa - powiedziała grobowym głosem, patrząc na żony - Jeśli to morderstwo na pewno winien jest kamerdyner… co sądzicie, bierzemy tę robotę?

- No pewnie! Będzie czadowo! Przecież to i tak tak na niby ale będzie super!
- Rikke też wydawała się podchodzić do sprawy podobnie jak Pinky a Silje milcząco przyznała im rację łagodnym uśmiechem aprobaty.

- Radzę bez pochopnych wniosków, nie można wykluczyć żadnej wersji i dobrze jest spróbować zachować obiektywizm. - szef detektywów w jakie miały się wcielić zachowywał się jak prawdziwy, policyjny detektyw który daje nowe śledztwo nowych agentkom i namawia ich do umiaru i chłodnej głowy. Pewnie i słusznie bo we trzy widać było, że aż przebierają nóżkami i palą się aby rozwiązać tą sprawę.

Trzy postacie w białych sukienkach były jak najdalej od słowa “profesjonalny” czy “obiektywny”. Miały za to masę entuzjazmu i tego nikt im odmówić nie mógł.
- Dobra, to chodźmy do tego hotelu, zobaczymy trupa… a będzie prawdziwy? Znaczy taki wyciągnięty z kostnicy czy atrapa? Chcemy zobaczyć trupa! - Pinky od razu zaczęła od najważniejszej sprawy. Popatrzyła na żony i ich zwierzchnika, rozkładając ramiona - No co? Jestem lekarzem. Lubie sekcje, przynajmniej pacjent się na nic nie skarży. Poza tym nic nie powie tyle o zgonie i jego przyczynie jak porządna autopsja.

- Będziesz kroić trupa?
- Rikke miała minkę jakby nie mogła się zdecydować. Czy powinna być raczej zafascynowana czy przestraszona taką perspektywą więc te dwie emocje balansowały na jej twarzy.

- Na miejscu zdarzenia obawiam się, że to niemożliwe. Od sekcji zwłok są kostnice. Ale wszystkiego dowiecie się na miejscu. Proszę, tu jest holo z adresem tego hotelu i wszystkimi potrzebnymi danymi. Wystarczy podpisać. - “szef” przesunął na ich stronę biurka mały, poręczny nośnik danych w którym były potrzebne dane. No i rachunek za skorzystanie z tej przyjemności. Widocznie był ostatni moment aby się wycofać no albo zapłacić za bilet i spróbować swoich sił w kosmicznym śledztwie.

Pinky długo się nie namyślała. Od razu porwała dokumenty, sprawdzając rachunek i odpalając Klucz. Uiściła potrzebne kredyty, a gdy tak się stało, podrzuciła nośnik holo, śmiejąc się mało profesjonalnie.
- Lecimy kochane! To dopiero będzie miesiąc miodowy! - objęła żony, zachęcając aby podpisały. Dała dobry przykład, podpisując pierwsza.

- Ale będzie heca! - Rikke zaśmiała się i też bez wahania przycisnęła kciuk i wbiła swój kod zaraz po Pinky. Silje postąpiła podobnie ograniczając się do uśmiechu aprobaty.

- Bardzo dobrze! To teraz urządzenie zostało odblokowane i macie dostęp do wszystkich danych. Jest też numer kontaktowy w razie potrzeby. Muszę uprzedzić, że macie 12 godzin na zakończenie śledztwa. Na dłużej nie możemy sobie pozwolić wstrzymywać ruch. No i przede wszystkim. Witamy na pokładzie. - mężczyzna udzielił swoim trzem nowym agentkom ostatnich instrukcji oraz wstał i wyszedł przed biurko aby uścisnąć dłoń każdej z trzech agentek.

- To teraz możemy ci mówić szefie? - panna młoda z różowymi włosami dziarsko potrząsnęła dłonią prezesa, a drugą położyła mu na karku, przybliżając się tak żeby otrzeć się o niego biustem - Nie macie tutaj… żadnego szkolenia dla nowych agentów przed akcją? - wymruczała zalotnie, zbliżając twarz do jego twarzy - Jako nasz przełożony powinieneś sprawdzić czy jesteśmy… odpowiednio przygotowane do tak ważnego zadania…

- Odpowiednie szkolenie?
- facet w marynarce popatrzył z bliska na twarz i gdzieś w dół, na przód sukni ślubnej jaka była tuż pod jego i jej twarzą. Potem popatrzył gdzieś na jakieś drzwi w głębi biura i znów wrócił do zwerbowanej właśnie nowej detektyw. - No myślę, że mógłbym udzielić kilka indywidualnych wskazówek. Ale to zapraszam do mojego gabinetu. - pokiwał głową wskazując bokiem głowy na drzwi na jakie właśnie zerknął.

- A my?! - Rikke wstała i za nią Silje też. - Też by nam się przydało trochę osobistego wkładu od przełożonego. - szarowłosa rzuciła z niewinną minką ale widać była, że ma ochotę na to samo co Pinky. Informatyczka też wydawała się ubawiona całą sceną bo miała bardzo psotny wyraz twarzy.

- Dziś moja kolej na robienie planu, no nie? - Pinky wkleiła się w detektywa, posyłając żonom rozbawiony uśmieszek - Planuję iść z szefem na zaplecze. Chcecie to ustalcie między sobą która by chciała potem, albo co. O ile się zgodzisz - popatrzyła na faceta, robiąc wielkie oczy jak kot ze starego filmu.

- Myślę, że możemy dojść do porozumienia. I zmieścimy się tam wszyscy. - facet wybrnął jakoś z tej potencjalnie kłopotliwej sytuacji ale chyba miał ochotę na te osobiste szkolenie tak samo jak Eden. Pociągnął ją za rękę w stronę wskazanych przed chwilą drzwi a jej żony zapiszczały radośnie, poderwały się z miejsca i podążyły za nimi. Szef biura otworzył odciskiem kciuka i jakimś krótkim kodem drzwi i ukazało się porządnie urządzone biuro. Tylko mniejsze niż ta sala główna z jakiej właśnie weszli. Też było biurko, fotel gospodarza i dwa dla gości. Trochę szaf pod ścianami no i też sofa z niskim stolikiem i kolejnymi fotelami dla mniej oficjalnych rozmów. Właśnie tam gospodarz pociągnął swoją właśnie zwerbowaną agentkę. Posadził ją na sofie i usiadł obok niej. Dwie panny młode obsadziły jeden z foteli obok tylko Silje usiadła jak należy a Rikke na oparciu fotela.

- Czy na jakimś konkretnym szkoleniu wam zależy? - zapytał gestem zamykając drzwi od biura a może tylko tak się wydawało i działały z automatu. Szef biura popatrzył na siedzącą tuż obok Pinky strzepując palcami jakiś niewidoczny paproch z jej obojczyka i bawiąc się kosmykiem jej włosów.

- To chyba Pinky wie czego nam trzeba. - Rikke roześmiała się i popatrzyła rozbawionym wzrokiem na siedzącą tuż przy detektywie żonę. Hakerka też była podniecona, rozochocona i rozbawiona całą tą niespodziewaną sytuacją.

- No! Bo jesteśmy już dobę na Heliosie i jeszcze nic nie zaliczyłyśmy! - informatyczka wywaliła bez skrępowania na ten feler ich wspólnej wizyty na tej prawie mitycznej stacji orbitalnej co to była rajem dla turystów. A w końcu miały podróż poślubną prawda?

- Silje… a androidy się nie liczą niby? - van Nispen westchnęła ciężko, darując już czyj to był pomysł. Zbyła sprawę, bo nie po to tu przecież przyszli. Skupiła się na niby szefie, kiwając energicznie głową i capnęła go za rękę, pociągając do siebie. Co z tego, że zwykle to laski lądowały facetom na kolanach? Podobno mieli równouprawnienie.

- Powinniśmy potrenować wyciąganie informacji podczas przeciwieństwa tortur. - puściła mu oko udając, że jest profesjonalna - Ta żonka denata niezła szprycha. Kto wie co by wyśpiewała jakby ją odpowiednio podejść…

- To prawda ma wszelkie zadatki być pierwszorzędną wesołą wdówką.
- Charles jak się przedstawił na początku spotkania mężczyzna pokiwał głową gdy wylądował na miękkich i zasłoniętych białym materiałem sukni ślubnej udach. Szybko objął pannę młodą i chociaż siedział bokiem do niej nie przeszkodziło mu to jej zacząć jej całować. Szybko, chciwie i intensywnie.

- No daj spokój Pinky, androidy się nie liczą to jeszcze było u ciebie na dole. - Silje jęknęła trochę jakby urażona, że Eden o tym nie pamięta a w ogóle to było dawno i nieprawda.

- No właśnie. A to było dawno i nieprawda. - Rikke też trochę niezbyt odpowiadała rola tylko widza tego przedstawienia. A zaczynało się robić całkiem ciekawie bo Charles właśnie trochę się przesunął tak, że w końcu siadł na udach panny młodej okrakiem i zaczął rozpinać jej suknię ślubną aby dobrać się do tego co pod spodem.

Rozbierana panna młoda wydawała się wniebowzięta. Oddawała czułości, całując go równie zachłannie i głaszcząc po twarzy. Drapała jego policzki paznokciami, lecz nie tak aby sprawić ból. Przeczesywała też włosy aktora, aż wreszcie prostowała plecy aby mu ułatwić rozpinanie sukienki, co nie było takie łatwe przy gorsetowym wiązaniu.

- A wy co tak siedzicie? - rzuciła dziewczynom w krótkiej przerwie gdy ich usta się rozłączyły żeby mogli wydobyć ją z góry ciucha - Bierzcie się za niego, na bank chłopakowi gorąco w tym garniaku.

- No i wreszcie powiedziałaś coś z sensem!
- Rikke ucieszyła się tak samo jak Silje. Obie wstały z fotela albo odbiły się od biurka na jakim klapnęły i podeszły do szefa od tyłu. Zaczęły z niego ściągać garnitur stając tuż za nim a także pochyliły się i zaczęły się z nim całować przez co na chwilę on przestał całować się z Eden. No i jego ręce przestały ją rozbierać. Za to ona uzyskała swobodę manewru dłoni aby rozebrać jego lub siebie. Zresztą dziewczyny po pozbyciu się marynarki zaczynały już ściągać z niego koszulę.

- Widzisz Charles, jakie zaborcze z nich harpie? - ze skargą w głosie rozpięła mu spodnie, ściągając je w dół razem z bokserkami, dzięki czemu mogła podziwiać zadbane, gładkie przyrodzenie bez ani jednego włoska, co od razu przywołało szeroki uśmiech na jej twarzy.
- Nie dadzą się wredne małpy nacieszyć - dodała z psotną miną, zanim nie kucnęła przed nim, biorąc sprawy w swoje ręce oraz usta.

- Wiesz... chyba nie będę narzekał. - wysapał Charles wspólnymi siłami postawiony do pionu. Gdy Eden uwijała się tam na dole przed nim jej żony wzięły go w środek i całowały się z nim na przemian. Ale w końcu szarowłosa żona zsunęła się niżej do swojej różowowłosej żony i popatrzyła jak ta sobie radzi i figluje.

- Podzielisz się? - zapytała najwidoczniej mając ochotę na to samo co i ona. A nad nimi rozebrany już Charles zaczął teraz rozbierać tą co została tam na górze więc przy swoich głowach Pinki i Rikke miały pas białej sukni a teraz dyndała tam góra tej sukni za to wytatuowane i wykolczykowane ciało ich panny młodej odsłoniło swoje wdzięki z których chętnie korzystały dłonie i usta mężczyzny.

- Mhm - odpowiedź mało werbalna od Pinky przyszła po chwili. Złapała zaraz głowę Rikke i skierowała niżej, tam gdzie torba do tej pory nieużywana. Sama zajmowała się głównym trzonem interesu Charlesa. Dodatkowo rozpalało to, co dzieje się na górze, w rejonach zajmowanych przez Rikke.

No i działo się. Z każdej strony i na każdym froncie się coś działo.
- Nosz cholera, zacięła się… - syknęła po jakimś czasie Silje gdy razem z Charlesem musieli na chwilę przerwać te zabawy tam na górnym piętrze bo w tym chaosie rąk i emocji coś ta suknia nie chciała dać się ściągnąć. W końcu jakoś ją razem ściągnęli i Silje prawie ze złością z niej wyszła i kopnęła precz zostając w samej białej bieliźnie i pończochach. A to tylko elegancko podkreślało jej smukłe, wytatuowane ciało. Znów zajęli się sobą na górze a tymczasem pozostałe dwie żony dzielnie zajmowały się dolnymi partiami Charlesa. Rikke z zawodową precyzją i znawstwem przyjęła na siebie swoją dolę wyznaczoną jej przez Pinky i razem stanowiły całkiem zgrany duet.

- A we trzy dacie radę? - wysapał w pewnym momencie Charles patrząc na Silje przed sobą i obie klęczące kobiety przed nim. Rikke i Silje na chwilę przerwały swoje zabawy aby popatrzeć na siebie i na Pinky jakby same się nad tym zastanawiały.

- No tak, we trzy to chyba jeszcze nikomu laski nie robiłyśmy… - Rikke skrzywiła brwi gdy patrzyła trochę niepewnie na swoje żony. W końcu tych luk w pamięci, zwłaszcza ze wspólnych imprez a zwłaszcza ostatnio, to miały całkiem sporo. Więc pewności tak całkiem to nie było.

Zmieszczenie trzech głów na tak niewielkim obszarze już samo w sobie było dość upierdliwe, co dopiero zgrać je żeby pracowały na wąskim obszarze nie przeszkadzając sobie, ani nie kalecząc niczego zębami przez przypadek. Przez głowę Pinky przeszła myśl, że dobrze iż ojciec jej teraz nie widzi.
- Siadaj tam - wskazała na biurko, przerywając pakowanie sobie jego prącia do gardła. Nabrała spokojnie powietrza, otarła usta i brodę ze śliny - Na środku żebyśmy się zmieściły po bokach z Silje. Rikke, ty będziesz na dole, kucniesz między nogami. Od trzech stron łatwiej pójdzie… chyba, nie wiem. We trzy nigdy nie próbowałyśmy, ale zaraz się to zmieni.

Wyzwanie rzucone przez gospodarza zostało przyjęte. A plan zaproponowany przez Eden spodobał się całej czwórce. Radosną i już częściowo rozebraną gromadką, potykając się i śmiejąc, pomagając sobie i ponaglając siebie nawzajem zajęli okolicę tego biurka. Charles oparł się tyłkiem o biurko a pozostałe dziewczyny zajęły odpowiednie pozycje.

- Jej, we trzy to chyba jeszcze tego nie robiłyśmy! Ale będzie jazda! Cholerna suknia… - Rikke zaczęła zajmować miejsce pierwsza ale jako jedyna pozostawała najbardziej ubrana a właściwie w ogóle nie rozebrana. Więc przy klękaniu do wykonania swojej porcji zadania trochę musiała się nagimnastykować z tą suknią. Zaczęła nawet ją rozpinać i ściągać ale Silje straciła cierpliwość bo już klęczała gdzie trzeba i tylko gramoląca się szaróweczka dzieliła ją od celu.

- Klękaj wreszcie no! Zostaw tą suknię, później cię rozbierzemy! - szarpnęła szarowłosą i prawie wepchnęła ją w należne jej miejsce. - Ale racja we trzy to chyba jeszcze tego nie robiłyśmy! I to jest noc poślubna jak 102! - zaraz potem zaśmiała się wesoło gdy Rikke przekręcała się już na miejscu ale w bardziej odpowiednią pozycję.
- Dziewczyny kocham was! Kto by miał lepsze żony niż ja?! - Silje roześmiała się jeszcze bardziej i od tego wzruszenia objęła Rikke i pocałowała ją mocno w usta. Rikke zaś chyba nie miała jej za złe tego popychania bo ją wyraźnie też roznosiła taka sama gorączka i podniecenie więc przyjęła pocałunek małżonki całkiem chętnie i wdzięcznie.

- Naprawdę jesteście małżeństwem? Wszystkie trzy? A robicie to ze sobą? - Charles stał oparty o własne biurko i z zafascynowaniem obserwował scenę jaka rozgrywała się gdzieś na wysokości jego własnych bioder. Silje zaś machnęła ręką i gdy skończyła czułości z Rikke odwróciła się aby objąć Eden.

- Oczywiście że jesteśmy ohajtane we trzy, wielożeństwo jest w Hekatonie jak najbardziej legalne - różowowłosa dała się objąć, cmokając informatyczkę najpierw w policzek, potem w czoło, a na końcu w usta i zgrabnie położyła jej dłoń na głowie, naciskając w kierunku bioder detektywa - Preferujemy otwarte związki, więc zwykle nie robimy tego… tylko ze sobą. - wyjaśniła i też nachyliła się żeby wznowić obciąganie.

- O ja pierdzielę a myślałem, że takie historyjki to tylko w filmach z dużą ilością “X” w kategorii filmowej… - Charles był wyraźnie pod wrażeniem. Trudno było stwierdzić czy to treści tego co jedna z jego nowo zwerbowanych agentek mówiła czy to co we trzy robiły tam na dole. A trzy nowozwerbowane agentki śmiało sobie poczynały przy masie mlaszczących i cmokających odgłosów i obfitej wymianie płynów ustrojowych. Tak z sobą nawzajem jak i z jego narzędziem jakie tak troskliwie obrabiały.

- A do cholery, dosyć tego. Chodź no tu któraś! - mężczyźnie chyba nie starczyło już samo ustne zaspokajanie bo w końcu oderwał się od biurka i poderwał klęczące przed nią różowowłosą i dredziarę do swojego poziomu.
- Na stół! - warknął popychając je na biurko. Silje i wciąż klęcząca na dole Rikke popatrzyły trochę zaskoczone tą nagłą zamianą.

- Będziesz nas przeszukiwał? - w końcu hakera odnalazła się w nowej roli i wygodnie oparła się o biurko kusząc detektywa swoimi tylnymi wdziękami i uśmiechając się z zadowoleniem do podobnie wypiętej obok Pinky.

- To przeszukaj najpierw Pinky. To dzisiaj jest jej dzień. - z dołu dał się słyszeć głos szaraczki bo Charles rzeczywiście wodził dłońmi po wypiętych biodrach i pośladkach jakby mając dwa do wyboru zastanawiał się z którego skorzystać.

- Ooooch, jakie wy kochane i troskliwe - Eden aż się wzruszyła, posyłając Rikke wdzięczne spojrzenie. Jednak co żona to żona, a dwie to już szczyt szczęścia. Oparła łokcie wygodnie na blacie, wyginając kuper ku górze i zakręciła nim zachęcająco.
- Tylko proszę… niech pan będzie delikatny detektywie - odpowiedziała cienkim głosikiem, robiąc smutną minkę - Jestem niewinna, nie wiem po co ta rewizja…

- Tak?
- detektyw sapnął z miną i głosem jakby miał poważne wątpliwości co do niewinności przeszukiwanej.

- Nie, nie jaka tam niewinna! Ona jest strasznie puszczalska! Ją trzeba spenetrować i to bardzo dokładnie i bardzo głęboko! Nie wiadomo co tam ma poukrywane w środku! A potem mnie! Ja też jestem strasznie puszczalska! - Silje z miejsca odnalazła się w nowej sytuacji i na dowód swoich słów trzepnęła w wypięty tyłek różowej żony. A zaraz potem swój. No to więcej pan detektyw po usłyszeniu takich referencji nie czekał i po chwili gramolenia wbił się i zakopał w tej nieprzeszukiwanej robocie. I zaraz dały się słyszeć jęki jego i przeszukiwanej.

- To ja panu pomogę detektywie. - gdzieś z dołu doszedł do Eden usłużny głosik Rikke. I sądząc z tego co zdołała zarejestrować na słuch i trochę wzrok to chyba zabrała się za czekającą na swoją kolej Silje. I to tak podstępnie bo od dołu. Ale była na tyle utalentowana by paluszkami drugiej dłoni zadbać też o tą już obrabianą przez pana detektywa żonę.

Rewizja posuwała się do przodu w szybkim, gwałtownym tempie od którego całe biurko chybotało się na boki, skrzypiąc przy tym jakby miało zamiar spłatać brzydkiego psikusa i rozpaść się. Rozłożona na nim Pinky łapała się krawędzi blatu jako punktu oparcia, szorując nagą skórą po śliskim drewnie za każdym razem, gdy koleś udający detektywa wbijał się w nią, dobijając biodra do wypiętych pośladków. Pasji i zaangażowania nie szło mu odmówić, umiał też rewidować dogłębnie, co dziewczyna szybko odczuła jako gęsią skórkę i pierwsze impulsy rozchodzące się od bioder do reszty ciała.

- Nie… nic… nic nie zrobiłam… nie… o szlag, nie… nie przestawaj… mocniej… - jęczała zapominając o roli niesłusznie oskarżonej, czując w sobie połączone działania Charlesa i Rikke. W którymś momencie oparła się mocno na lewej nodze, prawą unosząc do góry i kładąc na blacie, aby szef mógł brać ją pod innym, wygodniejszym i przyjemniejszym dla obojga kątem.

Detektyw też wczuł się w swoją robotę i solidnie rewidował podejrzaną. Bardzo, bardzo dogłębnie. Znalazł się w nowej pozycji i wśród wspólnych sapnięć, jęków, trzeszczenia biurka i przelewanego potu nie ustawał ani na chwilę w swojej pracy. Tuż obok swojej Eden miała twarz informatyczki która miała podobnie błogi wyraz jak pewnie i jej sama. Widocznie Rikke znała się na swojej robocie i nie odwalała maniany.

- Ja też… też chcę… - wyjęczała prosząco Silje zerkając to na twarz Eden to odwracając głowę aby spojrzeć na posuwającego ją kolesia. Zmienili więc rolę, a potem jeszcze raz i znowu, aż w końcu cała czwórka padła zziajana na dywan, gdzie zastygłą na pół godziny.

- To chyba nie był prawdziwy detektyw - Rikke rzuciła, kiedy szły do punktu startu zabawy, a pozostałe dwie żony zaśmiały się, bo czasem tak było prościej, niż prostować kumpeli światopogląd.

Cała zabawa w śledztwo zapowiadała się ciekawie. Dotarły do miejsca zbrodni, nawet się po nim rozejrzały i rozmówiły z wdową oraz policjantami... a potem Silje zobaczyła klub o wdzięcznej nazwie "Golden Fish".
I tyle było z zabawy w kosmicznego Sherlocka.


Spacer w próżni, antygrawitacyjna dyskoteka. Obiad z widokiem na kosmiczną pustkę i cała zabawa w detektywa... a raczej z detektywem - Pinky nie potrafiła stwierdzić kiedy nagle zrobiła się niedziela. Tak po prostu, miała wrażenie że zamknęła oczy dosłownie na chwilę trwającą tyle co jedno mrugnięcie, a już żony sępiły na nią przy stoliku, czekając decyzji odnośnie ostatniego dnia na Orbicie. Wokoło dudniła muzyka, półmrok rozświetlały dyskotekowe neony, do tego na stołach tańczyły roznegliżowane kociaki, wijąc się ku uciesze klienteli. Niestety żaden z nich nie był ich instruktorką spracerów poza statkiem, ale i tak przyciągały uwagę, rozkojarzając dodatkowo i tak rozkojarzoną przyszłą panią doktor.

- Najpierw pijemy - zdecydowała się na najprostszy możliwy zabieg, aby zyskać na czasie. W głowie huczało jej ciągle pytanie co dalej? Co dalej? Co dalej, kiedy w zasięgu rąk miały spełnienia najskrytszych marzeń.

- Poszłabym jeszcze raz na tego detektywa… - uśmiechnęła się, pociągając zdrowo ze szklanki. Patrzyła zamyślona na dwie pozostałe sylwetki w sukniach ślubnych i usta same wykrzywiły się jej w uśmiechu. - Koleś co odgrywał szefa był całkiem, całkiem - parsknęła i i odruchowo zerknęła na holo. Widząc pytające spojrzenie przyjaciółek wyjaśniła - Tata miał nam ogarnąć bilety powrotne, zarezerwować miejsca w lądowniku… tak na wszelki wypadek, żebyśmy przypadkiem nie zapomniały wrócić na czas. - przewróciła oczami - Zgredzik lubi przesadzać, i upierdliwy. Teraz przynajmniej będzie spokojniejszy, chociaż mógłby mi trochę zaufać, nie? Dorosła jestem, odpowiedzialna i w ogóle… a do tego ustatkowana.

- A mnie się ta nasza kosmiczna instruktor podobała. Wiecie, że w tych logach z instrukcjami jest do niej numer? Pewnie służbowy ale no zawsze jakiś numer.
- Silje uśmiechnęła się zwierzając się ze swoich fantazji i preferencji.

- No. Dobrze wyglądała w tym czarnym. Szkoda, że my nie miałyśmy czarnych. - Rikke poparła swoją kumpelę a od paru nocy i żonę.

- Pewnie kosmiczne BHP by łatwiej było znaleźć turystów jakby coś się stało. - hakerka wysnuła swoje przypuszczenie na ten temat.

- Ale i tak trochę szkoda. Nie sądzę byśmy wyglądały w czarnym gorzej niż ona. Trochę tak jak Catwoman. - szarowłosa rozmarzyła się upijając na ochłodę łyka ze swojej szklanki.

- No ale jak Pinky chce się bawić w detektywa jeszcze raz to pójdziemy jeszcze raz. - informatyczka wróciła myślą i mową do tego o czym mówiła żona z różowymi włosami.

- Czekaj, co ty mówiłaś? Że masz numer do tej kosmitki? - współmałżonka z szarymi włosami jakby się przebudziła i dopiero wyłapała co wcześniej wspomniała Silje.

- Ciekawe czy przeprowadza prywatne lekcje gdzieś w barze - Pinky zadumała się nad tą sprawą, stukając kciukiem o czubek brody - Chyba że znajdziemy coś do strzelania… laserowy paintball… - westchnęła i zaśmiała się nagle - Nie no, bez przesady. To ostatni dzień tutaj, spijmy się jak zwierzęta i wyszalejmy na parkiecie. Złapmy coś żywego i niesyntetycznego do wyra, a najlepiej parę jednostek. Co się dzieje na Heliosie zostaje na Heliosie, bez oporów i późniejszych wyrzutów sumienia… byle do starego nie dzwonić.

- No tak… To może zablokujemy sobie jego numer aby nie dzwonić do niego po pijaku?
- Silje zajęła się tą bardziej praktyczną częścią problemu jaki przedstawiła Pinki.

- O tak! Wyrwijmy coś! Mówię wam, na urok sukni ślubnej to wyrwiemy każdego! Kto by nie chciał zatańczyć i przelecieć panny młodej? I to takich jak my? - szarowłosa przyklasnęła za to planom na resztkę weekendowej nocy. Pytała chyba sporadycznie.

- A do Miki zaraz zadzwonię i zapytam jakie ma plany na resztę nocy. - informatyczka za to zaczęła grzebać w swoim holo aby wystukać numer do ich instruktorki od kosmicznych spacerów.

- Zrób to - Eden wychyliła drinka i już wołała o następnego. - Może ma jakieś fajne koleżanki-instruktorki. Albo kolegów instruktorów - poprawiła dół białej sukienki i pokręciła głową - Nie, nie chcę go blokować… bo jakby zadzwonił i nie mógł się połączyć… zarządzi kod czerwony, a nam założą bana na przyszłe odwiedziny… poza tym jak to zaliczanie będzie się miało do przysięgi małżeńskiej? Tego fragmentu o wierności. Żeby działało każdą zalicza to samo, nie? Albo taką samą liczbę… tym razem bez androidów, skupmy się na zwykłych ludziach, wyjdzie taniej - parsknęła wesoło.

- O! To będziemy kogoś zaliczać we trzy?! A na raz czy po kolei? - szarowłosa klasnęła dłonie z uciechy ale na koniec ten pewien detal ją jednak zastanowił.

- Serio twój stary by wysłał tutaj po ciebie jakiś SWAT czy co? Ale no jak nas trzy takie super foczki to niezłe skille musiałby ktoś mieć aby dać radę obsłużyć nas wszystkie. - Silje dla odmiany zaciekawiło co innego i na chwilę przestała grzebać w swoim holo przy szukaniu numeru do tej kosmicznej instruktorki.

- A z wiernością no chyba umówiłyśmy się, że każda zalicza co chce i kiedy chce. Przecież jesteśmy swoimi żonami prawda? - szarowłosa zmrużyła oczka aby przypomnieć sobie jak to szło jak się umawiały. Chyba jeszcze wieki i tysiące kilometrów stąd, w mieszkaniu Eden.

- A co myślicie o tej Mice? Myślicie, że dałaby nam radę? Całej trójce? - hakerka pomachała holo na jakim widać było już zdjęcie owej instruktorki o jakiej rozmawiały wraz z numerem.

- Nie wiem. Wydawała się całkiem fajna. Ale czekaj, przecież umówiłyśmy się, że dzisiaj jest tura Pinky i ona wszystko wybiera dzisiaj. - Rikke przypomniała jak się ugadywały. Ale tym razem dość niedawno no i akurat chyba wszystkie to pamiętały.

- No to mówiła też by dzwonić do niej. To dzwonię. - informatyczka machnęła ręką niedbałym gestem i wcisnęła przycisk przykładając aparat do ucha.

- Dobra, dobra. Nie mędrkuj tylko dzwoń. Zobaczymy co z niej za ziółko. Wyglądała jak porządny pęczek, nie dwa wiechcie na krzyż - Pinky zatarła ręce z radości - Już mówiłam co robimy, a jak chcecie kogoś dodatkowo to śmiało. Ten niby szef detektywów był całkiem spoko, ale wzięłabym coś nowego… i nie - podniosła palec i wycelowała prosto w informatyczkę - Nie sprawdzamy kogo tata by po mnie wysłał, chcę tu jeszcze kiedyś przylecieć. Bez demolki, bez lipy i bez nalotów. Wystarczy że raz jak zwiałam z domu przywlekli mnie antyterroryści. Siara na całą ulicę, dlatego się przeprowadziłam… no co jest?! Dzwoń do naszej kosmicznej lasencji!

- Serio? Wysłał po ciebie SWAT? - Silje która z tamtych czasów jeszcze nie znała Eden była wyraźnie zdziwiona tą informacją. Ale sprawa zeszła na dalszy plan bo uzyskała połączenie z instruktorką od turystycznych spacerów w kosmosie więc zaczęła z nią rozmawiać.

- Mika? Cześć, mówi Silje... No wiesz, z ostatniego kursu w kosmosie. Ta trzecia żona co została po właściwej stronie śluzy… Nie, nie wszystko w porządku, dziewczynom się strasznie podobało i w ogóle mają ochotę na jeszcze… Albo czekaj, zrobię na głośnomówiący to wszystkie pogadamy… - Eden i Rikke słyszały tylko głos w telefonie ale już nie słowa więc słyszały tylko to co mówi Silje. Tej chyba też było to trochę niewygodne więc w końcu na chwilę przerwała rozmowę, powiększyła wyświetlacz holo kładąc aparat na stole i siadając obok Pinky. W ten sposób one widziały hologram Miki, całą górę od ramion a ona widziała je wszystkie trzy. Okazało się, że na ramieniu miała jakiś tatuaż żmiju, smoka albo czegoś takiego bo chyba właśnie wyszła spod prysznica sądząc po dole widocznego ręcznika i głowie w turbanie.

- O cześć. To jak wrażenia z pobytu w kosmosie moje dzielne astronautki? - Mika zapytała z wesołym uśmiechem swoje niedawne podopieczne widoczne w kadrze.

- Zajebiście! A da się jeszcze raz? Albo jakoś inaczej w nieważkości? - Eden zaczęła wesołą paplaninę, machając do ekranu ręką na powitanie - Eeej a w ogóle to dawaj do nas. Co prawda nie ma tu kolosalnych asteroid, ale przy barze widziałam typa który waży ze dwie stówy, czyli prawie to samo. Chciałyśmy ci podziękować za świetną wycieczkę, drina postawić i no wiesz - zrobiła wymowną przerwę nim dokończyła - Pannie młodej się nie odmawia, a co dopiero trzem!

- Ojej… -
Mika roześmiała się ubawiona tą paplaniną i chyba jej ulżyło, że nie dzieje się im nic złego i nie chodzi o żadne reklamacje. Zastanawiała się chyba chwilę rozwijając turban na głowie i zaczynając wycierać dość krótkie, czarne włosy.

- No chodź, Mika, poopowiadasz nam jak tu jest, my tu wszystkie jesteśmy pierwszy raz to dopiero rozdziewiczamy teren i w ogóle jesteśmy zielone a ty to pewnie wszystko wiesz i wszystkich znasz. - Silje nachyliła się też bliżej i niżej aby widzieć lepiej i być lepiej widzianą. To też rozbawiło kosmiczną instruktorkę a jeszcze Rikke dołożyła swoje trzy grosze.

- Właśnie! Bo ja się chciałam zapytać jak się można całować i kochać w stanie nieważkości! Robiłaś to już kiedyś? No sama widzisz, że to nie jest rozmowa na telefon, no chodź do nas! - szarowłosa wypstrykała sie ze swoich pytań i zaproszeń więc już w ogóle mokra jeszcze instruktorka roześmiała się na całego.

- Dobrze, dajcie mi z pół godziny. Zaraz do was przyjdę. - powiedziała wesoło i rozłączyła się.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-07-2019, 04:32   #13
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 39999 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
Gdy połączenie się przerwało, Eden łypnęła na Rikke i wydęła usta, tamując śmiech.
- Seks w nieważkości, nie wiadomo jak to jest… nie wiem, kurde. Czy jesteś genialna czy napalona… znowu - zaśmiała się wreszcie, obejmując szarowłosą mocniej - Zróbmy sobie imprezę w nieważkości! Bez ubrań, a co!

- I w rzygowinach jeśli ze mną. No albo beze mnie. - Silje popatrzyła krytycznie na Eden za takie niestosowne dla niej propozycje. No hakerka może i by chciała ale jej żołądek na pewno nie.

- No a seks w nieważkości tak. Chociaż z wami albo i z nią tak bez nieważkości to też bym poszła. Myślicie, że da się zaciągnąć do łóżka? A jak jest jakaś lewa? - szarowłosa była w rozterce co tu zrobić z Silje by nie było jej przykro no a przecież jednak może miały jedyną szansę by spróbować jak to jest w tej nieważkości. Ale w końcu znów wyszedł jej pragmatyczny zmysł gdy zaczęła się martwić czy Mika w ogóle da się chociaż pocałować czy dotknąć w jakieś ciekawsze miejsce.

- Nie no… daj spokój. - trochę pijacko wylewnie Pinky objęła hakerkę, dumając nad problemem z instruktorką. Rzeczywiście nie wiadomo jak się u niej sprawy miały, czy sypiała z laskami, czy wolałą tylko facetów.
- Dobra, w razie czego to upijemy ją, przygruchamy zaraz jakiegoś fagasa na wszelki wypadek. - szyła plan na bieżąco, wspomagając się nowym drinkiem - Wypytamy jacy są w jej guście, bo wiadomo że na suknie ślubne to każdy poleci. Znajdziemy kolesia w odpowiednim typie i dalej się już rypcie w trójkę, co wam szkodzi - wzruszyła ramionami trochę na pokaz - No chyba że jednak woli laski i kończymy na opcji upić ją.

- Jej, żeby tylko wolała laski!
- Silje zacisnęła pięści w geście kibicowania za ten fetysz który chciała dzielić z przyjemną i sympatyczną panią instruktor.

- Żeby chociaż nie miała nic do sypiania z laskami. - Rikke nieco doprecyzowała to jej kibicowanie i rozejrzała się po sali zatłoczonej całą, ludzką menażerią.

- No tak, najfajniej jakby sama zaczęła się do nas kleić. Ale jak nie no to zrobimy jak Pinky mówi. Może się uda? - hakerka pokiwała głową dając znać, że jeszcze chyba nie wszystko stracone.

- Powiem wam, że jestem strasznie ciekawa jak to by było robić tak w nieważkości… - szarowłosa znów nieco odpłynęła w swoich fantazjach gdy marzyła o tym co by można było zrobić póki są na orbicie.

- Pewnie ciężko - Pinky zadumała się nad technikaliami - W samym seksie chodzi o ruch, tarcie, wkladanie i wyjmowanie. Normalnie ma się podporę podłogi, materaca, ściany… czegokolwiek. A tak w próżni można liczyć tylko na podporę z partnera. Odpada większość dziwnych pozycji, jednak 69 czy normalnie z przodu powinno się dać radę - dywagowała w najlepsze, bawiąc się włosami.

- 69 jest fajne. Od przodu też fajnie. - Rikke i Silje też chyba dały się ponieść fantazjom gdy próbowały sobie wyobrazić jak “to” się robi bez grawitacji.

- Może to się trzeba jakoś przypiąć aby móc się zapiąć? - hakerka zmrużyła oczy gdy chciała znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie i ułatwienie tego zagadnienia.

- Ciekawe macie tematy. - niespodziewanie zza ich pleców wyszła Mika i stanęła naprzeciwko nich przy stoliku. Silje trochę zamurowało bo otworzyła usta ale nic sensownego z nich nie wyleciało. Szarowłosa zaśmiała się wesoło chociaż trochę nerwowo. Mika zaś usiadła razem z drinkiem jaki sobie przyniosła. Te jej raczej krótsze niż dłuższe czarne włosy ułożyła sobie w starannie ułożony nieład a sama przyszła w dość standardowej, małej czarnej. Ale takiej frywolnej co zasłaniała mniejszą połowę jak się okazało całkiem ładnych i ładnie opalonych nóg. A na obojczyku i bicepsie rzeczywiście miała tatuaż jakiejś żmii albo smoka. Chyba nawet schodził z tyłu na łopatkę ale jak była od przodu to tego nie było dokładnie widać.

- Mika! - Pinky momentalnie przejęła pałeczkę rozmowy, zrywając się z kanapy i z entuzjazmem podchmielonego człowieka objęła instruktorkę, całując ją w oba policzki dość ekspresyjnie - Jak dobrze że już jesteś! Bo nie wiemy… tak właśnie dyskutujemy jak to jest z seksem w stanie nieważkości? Jest wykonalny, a jak jest… które pozycje i kombinacje są najwygodniejsze? Jak to się przeprowadza? Tak po prostu lata i o siebie ociera, czy są uprzęże do podpinania? Chooodź, siadaj z nami! - pociągnęła ją na kanapę, przesuwając żony aby zrobić miejsce - Co u ciebie? Ale masz zajebistą dziarę… coś symbolizuje czy po prostu jest piękna?

- A to jak byłam pilotem we Flocie i chciałam być taka dzika, odważna i oczywiście niepowtarzalna.
- Mika machnęła ręką na te stare dzieje o jakich nie było warto opowiadać bo świetnie się wpisują w wielokrotnie wałkowany schemat. - Ale dziękuję, bardzo ją lubię. Ty Silje widzę, że też trochę tego masz. - instruktorka przesiadła się siadając między Pinky a Slije i wcale nie wydawała się stremowana.

- E tam, jeszcze nic nie widziałaś. Pod spodem mam te najfajniejsze. Ale gadaj o tym seksie bo strasznie się napaliły dziewczyny. - Silje jak zwykle gdy chodziło i dziary czy piercing własny czy cudzy była na jak najbardziej tak więc i Mika pewnie zgarnęła z miejsca punkty w jej oczach.

- A ty to nie? Kto przed chwilą gadał o 69 i reszcie? - Rikke syknęła na swoją żonę trochę zła, że zgrywa teraz takie niewiniątko.

- Spokojnie dziewczyny. To całkiem częste pytanie. Niektórzy nawet przylatują tu po to aby właśnie spróbować właśnie tego. - Mika uspokoiła obie żony Eden łagodnym i nieco rozbawionym uśmiechem.

- No to jak to jest? Takie 69 się da? - Rikke zapytała niecierpliwie jak to jest skoro instruktorka nie zbyła tematu i chyba jej nie peszył.

- A jak ktoś ma słaby żołądek, kręci mu się w głowie. Albo jej. I puszcza pawia. - hakerka popatrzyła trochę smutnym wzrokiem na siedzącą obok kobietę w krótkiej mini co aż nadto rzucała się w oczy na tle trzech, białych, sukien ślubnych.

- To są na to odpowiednie krople. Zależy jaką ten ktoś ma silną tą słabość. Jeśli słabą no to prawie nic się nie dzieje. Przy silnej trzeba wziąć większą dawkę i można wtedy być trochę sennym ale dolegliwości powinny zostać zażegnane. - instruktorka odpowiedziała tonem jaki można by się spodziewać po profesjonalnej instruktorce.

- O… to jak wezmę te proszki to będę mogła się rypać z wami w nieważkości?! - Silje wystrzeliła bez zastanowienia za to jakby nagle zakazana dotąd przyjemność znalazła się na wyciągnięcie ręki. Za to Rikke mocno zasznurowała swoje usta i oczy a potem ostrożnie jedno otworzyła aby spojrzeć na reakcję Miki.

- No myślę, że raczej tak. - Mika pokiwała głową ale może uznała, że informatyczka mówi o swoich żonach.

- Słuchaj, a dałoby radę załatwić takie prywatne lekcje bez grawitacji? - Pinky uderzyła w inną stronę, patrząc z beztroskim uśmiechem na instruktorkę - Krople i tak dalej… byłoby super jakbyś nam pokazała co i jak, o ile oczywiście masz czas i ochotę. Nie powiem, coś takiego… - westchnęła, a wzrok jej się zamglił - Przebiło każdą inną noc poślubną ever! Powiedz, próbowałaś sama tak w nieważkości? Jak wrażenia? No mów! - zaśmiała się, pochylając się żeby połaskotać czarnowłosą byłą marine.

Obie żony poparły wniosek Eden i też przez chwilę prosiły czarnowłosą pilot aby coś im zdradziła z tych sekretów kosmicznego seksu. A ją to bawiło strasznie. Ale upiła łyka ze swojej szklanki i w końcu zaczęła opowiadać.

- Trzeba się przypiąć. W takich specjalnych łóżkach, hamakach czy czymkolwiek. Bez tego zabić się można, wszystko wiruje, kręci się, wpada się na sufit, ściany a jak się coś rozleje czy rozsypie no to już w ogóle. U panów z wytryskami na zewnątrz jest problem. Znaczy wytrysk normalnie jak zawsze tylko później ciesz lewituje a nie spada więc no to niekoniecznie jest takie fajne jak z grawitacją. Ale jak spust wewnątrz to wszystko powinno być jak w klasyce. I tak, próbowałam jak widzicie. - Mika mówiła wesoło i luźno ale jednak dało się słyszeć, że wie o czym mówi. A temat wyraźnie ją bawił i wprawiał w pogodny nastrój. Na koniec zaś roześmiała się wesoło gdy przyznała się, że już to robiła w stanie nieważkości.

- A zrobisz to z nami? Pinky dobrze mówi jak z tymi kroplami się da to ja bym jednak chciała spróbować. Bo jak nie teraz to kiedy? A wieczorem musimy stąd wracać na dół. Nasza ostatnia noc tutaj. - Silje znów wypruła się bez żadnych zahamowań mówiąc szybko i chaotycznie co jej ślina na język przyniesie. No i promile z kieliszka.

- Znaczy… jak z wami? Znaczy seks z wami? Ja? Z całą trójką? - Mika zmrużyła oczy jakby dopiero zaczęła łapać o co tu chodzi. Popatrzyła najpierw na hakerkę, potem na Pinky z drugiej strony no i na Rikke, trzecią pannę młodą.

- Chcesz nas zaliczyć? - Eden udała zdziwienie, zerkając niby w popłochu na swoje żony. Nagle zaśmiała się i pokiwała głową - Dla mnie bomba, nigdy nie byłam z marine, choćby i w stanie spoczynku. Ty pewnie nigdy nie bawiłaś się z trzema pannami młodymi, spokojnie. Nie gryziemy. I Silje ma racje… to nasza ostatnia noc tutaj, potem wracamy do Hek, kieratu korpo… i innych przyjemności - prychnęła bardzo ironicznie i wypiła drinka do końca, żeby nagle złapać dłoń instruktorki - Mika, czy uczynisz nam ten zaszczyt i pójdziesz balować w nieważkości?

- Z przyjemnością. Szczerze mówiąc zwykle po to kursanci próbują mnie zaprosić na drinka. Ale chcecie seks w nieważkości? To zapraszam do mnie. Na mój prom. Robiłyście to na prawdziwym promie szturmowym? -
Mika wstała, odstawiła już pusty kieliszek i powiedziała tajemniczym głosem. Zupełnie jakby była zawodowym showmanem albo właśnie instruktorką jaka sprzedawała kursantom kolejną atrakcje. Dziewczyny zaś poderwały się razem z nią piszcząc, śmiejąc się i ściskając ją, Eden i siebie nawzajem z tej radości.

- Ale najpierw chciałabym buzi. Żeby nie było, że jestem łatwa czy co. - czarnowłosa kobieta w czerni popatrzyła na nich stawiając jednak pewien warunek za tą prywatną wycieczkę na prywatny prom szturmowy.

- Jasna sprawa, ale od każdej po kolei. Żeby było sprawiedliwie - Pinky podłapała temat i dźgnęła hakerkę łokciem pod żebra - Silje, zaczynaj. Potem Rikke… ja na koniec, bo muszę pomyśleć - zmarszczyła czoło i wydęła wargi - Macie coś przeciwko towarzystwu dodatkowemu? Jak już rozkręcamy imprezę, niech będzie na pełnym wypasie. Przecież nie codziennie ma się noc poślubną na Heliosie.

Kolejność wymyślona przez Eden i sama inicjatywa wymiany całusów na dobry początek chyba wszystkim przypadła do gustu. Silje prawie podskoczyła z miejsca z ekscytacji gdy wreszcie mogła się pocałować z tą kosmiczną instruktorką. Wpiła się w usta Miki mocno i zachłannie obejmując jej głowę dłońmi. Mika zrewanżowała się obejmując ją w pasie i mocno ściskając jej biodra i pośladki.

- Znaczy co? Jakie dodatkowe towarzystwo? - szarowłosa obserwowała tą scenę jaka rozgrywała się tuż przed jej oczami i też mając ochotę na swoją kolejkę. Chociaż nawet widoczki jakie serwowały dziewczyny były całkiem przyjemne nawet do samego patrzenia.

- No normalne… stąd, z klubu - Eden też się zagapiła na całujące się kociaki, z których jeden był jej żoną i potrząsnęła głową aby się skupić - Na pewno znajdzie się ktoś chętny, żeby dotrzymać nam towarzystwa podczas tej poślubnej nocy w kosmosie… no ej, im więcej tym weselej - zakończyła mądrą maksymą.

- A kogo chcesz wziąć? - Rikke oderwała się od widowiska ale tylko na chwilę. W końcu dwa całujące się kociaki zawsze wyglądały świetnie, kusząco i przyciągały oczy. No a teraz jak się całowała z jedną czarnulką jedna z trzech panien młodych a dwie najwidoczniej czekały w kolejce to już w ogóle okoliczne stoliki przypatrywały im się coraz wyraźniej. No ale Mika i Silje właśnie skończyły i obie roześmiały się wesoło więc te pierwsze przełamanie lodów poszło całkiem sprawnie. No ale teraz była kolej szarej żony więc Silje minęła ją klepiąc na zachętę w tyłek co znów rozbawiło całą trójkę a zdyszana dredziara stanęła obok różowiutkiej panny młodej.

- Świetnie się całuje i w ogóle nie ma oporów. Musiała już to robić. Znaczy z dziewczynami. Będzie git! - zaszczebiotała wesoło informatyczka zdając Eden relacje na gorąco i dzieląc się pierwszymi wrażeniami o nowej znajomej. Teraz zaś Rikke już zaczynała całować się z Miką. Mika bardzo szybko przejęła inicjatywę i nawet zrobiła ten trik z podstawieniem kolana na krawędzi sofy i oparcia na nim pleców Rikke w klasycznej pozycji całowania omdlewającej damy. Ktoś obok nawet zagwizdał albo zaklaskał bo widowisko zaczynało się robić naprawdę ciekawe.

- A zobaczymy, kto tam się nawinie. Zależy ilu będzie chętnych - Pinky dzieliła się planem, spijając drinki żon, bo co się miały marnować - Jeśli się okaże że mamy za dużo kandydatów… chyba nie zgubiłyście majtek, nie? Kojarzycie ten numer na weselach z bukietem. Zrobimy to samo, ale z majtkami. Kto je złapie, idzie z nami rypać się w nieważkości.

- O! Dobre! Podoba mi się! Aha ale to trzeba mieć majtki tak? A czekaj…
- Silje wysłuchała planu swojej żony obserwując przy tym jak się całuje jej druga żona z ich nową koleżanką. Ale plan jej się tak spodobał, że spojrzała na Eden z wyraźnym uznaniem. Tylko ten potrzebny element bielizny musiała sprawdzić z nagłym niepokojem wymalowanym na twarzy. Zadarła nieco swoją suknię i posłała swoją dłoń na zwiady.
- A nie… Jednak mam… - uśmiechnęła się uspokojona gdy znów wróciła do bardziej cywilizowanej pozycji. A w międzyczasie Mika skończyła całować się z Rikke więc szarowłosa z rozanielonym wyrazem twarzy wróciła do swoich żon.

- Oo taakk… Ja jestem z nią na tak w cokolwiek będziemy się bawić. - roześmiała się, wracając do swoich małżonek i wskazując kciukiem za siebie na stojącą tam kobietę z niezbyt długimi, czarnymi włosami i równie niezbyt długą kiecką. Już dobre kilka osób zaklaskało albo krzyknęło coś zachęcająco obserwując widowisko.

- Masz majtki? Pinky wymyśliła fajny plan. - Silje powitała Rikke szybkim pytaniem co kompletnie zbiło szarowłosą z pantałyku. Popatrzyła z brakiem zrozumienia na twarzy na swoje żony ale za jej plecami Mika już palcem przyzywała do siebie ostatnią z trzech panien młodych.

- Psik harpie, zróbcie mi miejsce i zobaczcie co z tymi majtkami! - Eden ofukała żony, sprzedając Rikke kuksańca pod żebra, a hakerkę szczypiąc w udo aż łaskawie się ruszyły i dały jej przejść do celu, wzywającego tak wymownie, że nie miało się ochoty tracić więcej czasu.
- Hej maleńka - wymruczała, podchodząc powoli i kołysząc biodrami - Pokażesz ile jest prawdy w tym co gadają o marine? - stanęła tuż przed nią, zarzucając jej ramiona na szyję i nadstawiając usta.

- A co mawiają o marine? A zresztą, nie obchodzi mnie to. -
ciemne brwi byłej marine podjechały do góry w nieco ironicznym grymasie ale szybko dała sobie z tym spokój i zajęła się tym czym miały się zająć. Zbliżyła swoje usta do ust Eden i zaczęła ją całować. Musiała być już nieźle rozgrzana po wcześniejszych małżonkach van Nispen bo od razu przeszła do rzeczy. Objęła mocno boki i plecy Eden aby ustabilizować pozycję ale zdarzało jej się, że jej dłoń chętnie wędrowała w dekolt panny młodej. No dziewczyny miały rację i rzeczywiście nie było szans by były pierwszymi kobietami z jakimi Mika tak się zabawiała. W końcu skończyły ten pierwszy, zapoznawczy pocałunek to okazało się, że dookoła zrobiło się całkiem spore widowisko gdzie grały rolę główną. A to ktoś klaskał, gwizdał, wołał, zachęcał czy nawet nagrywał.

- Pinky! Mamy majtki! - zawołała do nich radośnie dredziara a stojąca obok niej szaraczka pokiwała z entuzjazmem głową. Mika zmrużyła brwi i popatrzyła pytająco na nie obie a potem na stojącą przed nią Eden.

- Znaczy dobrze się prowadzicie! - odkrzyknęła równie wesoło, puszczając oko czarnowłosej. Nie czekając na opadnięcie atmosfery weszła na stół, ciągnąc za sobą żony, a gdy we trzy stanęły na blacie pośród pustych szklanek najpierw pocałowała Rikke, a potem Silje. Krótko, ale za to bardzo intensywnie i mokro.

- Zabawcie się - szepnęła do nich, ciągnąc je za brody do siebie, żeby przejęły pałeczkę, a raczej robiły za przynętę. Sama w tym czasie rozejrzała się po patrzących na nie twarzach i zamachała ręką.

- Eeeej słuchajcie! Hajtnęłyśmy się, we trzy! To moje żony! - pokazała liżące się dziewczyny, obejmując je czule - Dziś jest nasza noc poślubna, znajdzie się ktoś kto by nam chciał dotrzymać towarzystwa?!

- Właśnie! A to jest nasza żona! -
Silje nie darowała i na chwilę przerwała całowanie się ze swoją szarowłosą połowicą aby pokazać tej spontanicznej widowni na stojącą na stole drugą żonę no i siebie i tą drugą żonę.

- Dokładnie! Ale stawiamy na otwarty związek a to nasza ostatnia noc tutaj bo jutro wracamy na dół! I chcemy się zabawić! - Rikke też dorzuciła coś od siebie do okalającej ich widowni. No i razem, we trzy, udało im się chyba całkowicie zaskoczyć widownię. Bo najpierw wszyscy patrzyli na nie albo siebie nawzajem jakby nie byli pewni czy to nie jakaś zgrywa. Ale tylko na chwilę.

- Poczekaj ale gdzie są panowie młodzi? Z nimi też trzeba się dzielić? - zapytał jakiś typ w kolorowej koszuli chyba nie do końca łapiąc z kim te panny młode się pohajtały dzisiaj. Ale zwykle przecież panny młode były do pary z panami młodymi.

- Nie ma panów młodych! My się pohajtałyśmy ze sobą! - Silje odkrzyknęła mu rozbawiona zresztą za jej plecami Mika też się roześmiała. A większość towarzystwa zareagowało ze znacznie większym entuzjazmem.

- Właśnie! I dlatego szukamy takiego pana młodego na tą noc! No albo dwóch czy trzech! - szarowłosa dokrzyczała swoje ogłoszenie w ten kolorowy tłum. No i ten kolorowy tłum się całkiem mocno ruszył gdy już było wiadomo co i jak. Najpierw jeden w świecącej koszuli, potem drugi w podkoszulku, jakaś dziewczyna w niebieskiej kiecce a potem kolejni ruszyli w stronę stolika trójki panien młodych przekrzykując się nawzajem, popychając, odpychając, gestykulując więc w parę chwil gdyby nie bariera z sof dookoła stolika to przypominałoby pełne oblężenie.

- Cholera, nie mamy bukietów! - Eden zaśmiała się, widząc co się dzieje - Ale spokojnie, poradzimy sobie i z tym! Jest nas trzy! - wskazała na siebie i żony, po czym wsadziła palce pod białą sukienkę od dołu żeby zahaczyć o materiał majtek. Ściągnęła je powoli w dół, aż opadły siłą ciążenia na sam stół. Wtedy zrobiła krok w bok, podnosząc je i kręcąc na palcu.
- Kto złapie majtki idzie z nami i robimy mu dobrze aż do rana! - podrzuciła białą koronkową kulkę i nagle bez ostrzeżenia rzuciła w tłum - Dziewczyny, losujcie!

Spontaniczny konkurs gdzie główną rolę odgrywała damska, biała bielizna panny młodej. Świeżo zdjęta z panny młodej. A która była biletem do spędzenia upojnej nocy z panną młodą. Zdecydowanie podbiła emocje i temperaturę otoczenia owych panien młodych. Przy stole zaczęła się jakaś mieszanina pogo, bijatyki, kłótni, szarpaniny i paru jeszcze innych podobnych dyscyplin. Aż w końcu pojawiła się przy stole trójka zwycięzców.

- To, co? Pomożecie nam zejść? - van Nispen wzięła się pod boki, patrząc w dół na zwycięskie trio - Przenoszenie przez próg sobie darujemy, zniesienie na ziemię w zupełności wystarczy.

- Ej a co ona tu robi!? Miało być, że trzech panów młodych nie?! - jakiś młodzian wyskoczył z reklamacją widząc, że przy stoliku jedną z osób jakie zdobyły białe majtki była jakaś laska.

- O nie, nie, miało być, że ten kto przyniesie. A przyniosła ta trójka. - hakerka nie dała się ani zastraszyć a i najarana na tą całą imprezę przeciwko dodatkowej pannie nie miała absolutnie nic przeciwko. Zwłaszcza, że panna wyglądała całkiem niczego sobie. Więc dwóch panów młodych bez trudu ściągnęło Eden ze stołu. A połączeni wspólnotą interesów nie mieli zamiaru uwzględniać żadnych reklamacji.

- Cofnij się kolo. - poradził jeden z nich młodzianowi od reklamacji.

- No chłopaki, przecież to jak na weselnych konkursach, to tylko taka zabawa nie? - Rikke próbowała jakoś złagodzić potencjalny konflikt a w sukurs przyszła jej Mika.

- Kompania za mną! Na stanowiska bojowe! - zawołała pół żartem, pół serio i ruszyła w kierunku wyjścia. A panny młode i panowie młodzi i dziewczyna co pretendowała do spędzenia nocy z panną młodą też. Więc razem podreptali w kierunku wyjścia. Po opuszczeniu “Golden Fish”, na korytarzu zrobiło się luźniej i sympatyczniej więc można było pogadać.

- Dzięki wielkie! Bałam się, że mnie spławicie. A ja jeszcze nigdy na żadnym ślubie nic nie wygrałam a tak zawsze mnie kręciły panny młode. - roześmiała się z ulgą ta dziewczyna która prawie rzutem na taśmę załapała się na tą prywatną, ekskluzywną imprezę.

- To jak będzie? Każdy ma swoją pannę młodą czy jakoś inaczej? - zainteresował się jeden z panów młodych.

- A w ogóle to gdzie idziemy? - zapytał ten drugi bo w końcu z całej gromadki chyba tylko Mika wiedziała dokąd właściwie idą. A raczej gdzie jest zaparkowany jej prom.

- Idziemy na prom, szturmowy. Chyba - van Nispen nie wyglądała na zmartwioną, przejętą ani zmieszaną. Raźno przebierała nogami, ciągnąc za ręce to jednego gościa, to drugiego, to na chwilę obejmując nową dziewczynę.
- Jestem Pinky, to Silje, a to Rikke - wskazała po kolei sylwetki w bieli i odwróciła się do tego co pytał o konfiguracje - A ci, wpadła ci któraś w oko, albo przeciwnie… którejś kijem nie tkniesz nawet? - zaśmiała się i wzruszyła ramionami - Jakoś się nami podzielicie, mamy po dwa końce, dogadamy się.

No to się dogadali i dogadały. Okazało się, że to całkiem niezły kawałek Heliosa mają do zwiedzenia. Mika prowadziła ich jakimiś windami, ruchomymi siedzeniami lub chodnikami w jakieś coraz mniej uczęszczane i turystyczne sektory stacji. Ludzi było zdecydowanie mniej i albo byli mniej rozbawieni albo częściej natykali się na kelnerki, krupierów czy ludzi w kombinezonach roboczych. Dlatego okazji do poznania się było trochę sporo. Więc dziewczyna miała na imię Nimoe a panowie przedstawili się jako Rick i Grey. Pomysł o pełnej swobodzie podziału i wyboru całej nowo poznanej trójce przypadł do gustu i wprawił w dobry humor. Gdzieś w automacie zakupili jeszcze trochę wtryskiwaczy, butelek, puszek i fajek na drogę. Więc gdy w końcu Mika zatrzymała się przed poważnie wyglądającymi drzwiami i oznajmiła, że to już tutaj to wszyscy czuli się jakby już się znali całkiem dobrze znali. Porobiły się pierwsze pary i trójki które śmiały się nieprzyzwoicie co chwila i wymieniały jeszcze bardziej nieprzyzwoite uwagi.

- Zapraszam na pokład. - rzekła Mika i z panelu otworzyła drzwi śluzy. Gdy weszli zamknęła je i otworzyła te zewnętrze. Za nimi był krótki korytarz jaki łączył trap między stacją a jednostką dokującą. I znów śluza, tym razem już od statku. Jeszcze chwila i pilot otworzyła także ją. I znów musieli się ściaśnić wewnątrz kolejnej śluzy. Tym razem już na promie.

- Przepraszam za burdel ale nie spodziewałam się gości. No i robię co mogę by jakoś zrobić z tego przytulny kącik no ale cóż… To tylko pudło do wożenia towaru na orbitę i z powrotem. - uprzedziła z wesołym uśmiechem gdy na chwilę skupiła wzork całej grupki na sobie i zanim otworzyła wewnętrzne drzwi do swojego królestwa. A gdy otworzyła ukazało się wnętrze chyba ładowni głównej. Rzeczywiście dość spartańskie. Jak wnętrze nieco prostokątnego sześcianu gdzie wciąż przy burtach widać było składane krzesełka w których mogli siadać pasażerowie.

- Ah, jeszcze jedno. Impreza jest w stanie nieważkości. Więc jeśli ktoś ma z tego powodu jakieś dolegliwości to proszę za mną. - odwróciła się do swoich gości informując ich o tym planowanym urozmaiceniu. Silje pierwsza przepchała się przez grupkę i podążyła za gospodynią.

Tymczasem Pinky obłapiała czarnowłosego Ricka, szepcząc mu świństwa do ucha. Rozentuzjazmowana prawie zapomniała o detalu z prochami.
- Jak ktoś ma zamiar rzygać to albo wypad po krople do Miki, albo wypad z imprezy. Nikogo nie kręcą tu fekalia i treść żołądkowa - klepnęła przechodzącego obok Greya, celując w zasłonięty białym garniakiem tyłek.
- Marsz do higienistki po kropelki i zaczynamy zabawę! Dobrze się spiszecie dostaniecie nasze majtki na pamiątkę!
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-07-2019, 20:10   #14
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 55907 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 6 - Powrót na ziemię

Lato; Dzień 4; niedziela; wieczór; prom orbitalny



Dzień, noc, świt, zmierzch… Na “Heliosie” to były dość abstrakcyjne pojęcia. Czas znikał nie wiadomo kiedy. Zdecydowanie zbyt szybko. Jak zawsze gdy człowiek się świetnie bawi i ma świetnych wspólników w tej zabawie. I można było poznać tylu ciekawych ludzi! Mika, Charles, Nimoe, Grey, Rick… “Golden Fish”, “Last Drop”, “Kings Royal”, “Space Eye”... Piątek, sobota, niedziela no i właściwie koniec niedzieli. Jaka szkoda. A może i lepiej?

Właściwie to pomimo, że chęci i ciekawość jeszcze gnały trójkę małżonek do dalszego zwiedzania uroków i tajemnic tego turystycznego raju zawieszonego na orbicie planetarnego globu to ciała miały już dość tej kilkudniowej, nieustannej balangi. Więc lwią część niedzieli albo przespały albo przewegetowały na pokładzie “Last Drop” jak Mika nazwała swój prom szturmowy. Na jednym plakacie był ten sam drop ship jeszcze w wojskowych barwach.





Ale za to w jakim towarzystwie! Co prawda pewnie wszyscy byli świadomi, że łączy ich wakacyjna przygoda, taki letni, szalony romans gdy między innymi właśnie po to przylatywało się na “Heliosa”. Ale i tak wydawało się, że nawiązali nić porozumienia i koleżeństwa. I panowie i panie i single i małżonki, i gospodyni i goście. Tak samo jak wcześniej figlowali razem w różnych zestawach zapoznając się z urokami i tajnikami “nieziemskiego seksu” jak to nazywała Mika.

No rzeczywiście. Bez siły ciążenia było całkiem inaczej! Tak… no nieziemsko właśnie! Trochę jakby pływać w wodzie. Tylko bez wody. No i naprawdę trzeba było się przypiąć w takich zabawnych hamakach które wyglądały trochę jak wielkie kieszenie albo śpiwory na ludzi zawieszone w kanciastej przestrzeni ładowni promu. Niby sam akt pompowania odbywał się w miarę standardowo a jednak każdy ruch wywoływał kolejny. Czasem było to irytujące, czasem upierdliwe, czasem zabawne a czasem nie zwracało się na to uwagi. Najbardziej w oczy rzucały się chyba włosy. Zwłaszcza jeśli ktoś miał długie. Wtedy włosy unosiły się bezwładnie dookoła głowy albo falowały w rytm jakiegoś niewidzialnego wiatru. A raczej w rytm poruszającej się głowy i reszty ciała. Ale ta kosmiczna egzotyka pociągała i nakręcała chyba wszystkich uczestników zabawy. Nawet Silje gdy wzięła krople od Miki i żołądek chociaż na chwilę przestał jej dokuczać to bawiła się na całego. Zwłaszcza z Miką pod której chyba była urokiem nawet.

Kosmiczna zabawa skończyła się gdy się skończyła. Każdy pospał się z kim mu akurat było najbliżej bo te pływające w przestrzeni hamaki były mniej więcej dwuosobowe. Gdy się pobudzili, gdy wróciło ciążenie, gdy coś zjedli, spili kawę to niedziela miała się już ku końcowi. Zostało się rozstać, wymienić numerami, adresami, umówić się na następny ziemski albo nieziemski raz i wreszcie się pożegnać. Zresztą przewodniczka kosmicznych wycieczek w przestrzeni musiała przygotować się właśnie na kolejny dzień kosmicznej pracy.

Przy okazji mogli sobie dowolnie pozwiedzać sam prom szturmowy. Nie miał uzbrojenia bo był z demobilu. Ale Mika i tak była z niego bardzo dumna. Zapewniała, że gdyby było trzeba to mogłaby nawet dzisiaj wylądować w dowolnym miejscu planety i wysadzić albo zabrać desant. No oczywiście jeśli byłaby wywalczona “przewaga powietrzna” chociaż lokalnie. Czyli jeśli żadne myśliwce czy obrona przeciwlotnicza nie zestrzeliłby promu. No ale dzisiaj, takie loty na dzio to proszenie się o kłopoty z konfiskatą jednostki i więzieniem za nielegalne loty w roli głównego straszaka. No ale prom działał i miał się dobrze. Okazał się dość spartański. Całkiem mała kabina tylko na dwa fotele. Zwykłe, składane siedzenia w ładowni raczej nie miały startu do wygodnych siedzisk w rejsowych lotach. Ale i tak myśl, że można polecieć czymś takim miała w sobie jakiś naturalny zew przygody jaką czuło się przez skórę.

No i w końcu gdy małżeńska trójka wraz ze znajomymi poznanymi ostatniej nocy nabierała dopiero sił do kolejnej odezwało się holo Eden. Dzwonił pan van Nispen. Ojczym. Zamówił bilety na lot do Hekaton. Wylot miał być o 20:30 więc o 20:00 już trzeba było być w hali wylotów. Wcale nie tak dużo czasu gdy się było w takim stanie jak Pinky i jej towarzysze w chwili rozmowy. No ale jakoś dali radę. Jeszcze wciąż w trzech, już nie tak bielutkich ani świeżych ale nadal sukniach ślubnych udały się do kosmoportu Heliosa. Co prawda musiały już tu być na początku weekendu ale widocznie były tak naprute, że żadna z nich nic nie pamiętała. Na szczęście i oznaczenia, i automaty turystyczne, i pomoc za konsoletami pokierowały nimi gdzie trzeba. W końcu co się działo na “Helios” to zostawało na “Helios” więc i turyści i miejscowi byli przyzwyczajeni do takich zachowań. A suknie ślubne dziewczynom spodobały się tak bardzo, że postanowiły zabrać je ze sobą na dół. A, że bagaży właściwie nie miały a inaczej niż na sobie trudno było zabrać coś takiego jak suknia ślubna no to ich nie zdejmowały.

Ojczym Eden załatwił wszystko jak trzeba więc gdy tylko obsługa ich zidentyfikowała to mogły spokojnie przejść przez procedurę kontrolną i zająć miejsce w promie. Akurat był z tych większych, z trzema rzędami siedzeń obok siebie więc i trzy panny młode mogły usiąść obok siebie. Lot na planetę miał zająć z godzinę. Ale z połowę tego czasu zajmowała deorbitacja. Czyli manewry przygotowujące prom do wejścia w atmosferę pod odpowiednim kątem, miejscu, czasie i prędkości. Z punktu widzenia pilotów czy komputerów albo konstrukcji promu był to pewnie bardzo ciekawy i skomplikowany proces. Ale dla pasażerów była to seria dość ospałych manewrów z tym powolnym, kosmicznym tempem gdzie nic właściwie się nie działo. Ot, za oknem raz był błękit planety a raz kosmiczna głębia. Widok nawet ładny na pamiątkowe zdjęcie z orbity no ale sam w sobie dość monotonny co sprzyjało zajęciu się sobą nawzajem.

- Jej, wiecie co dziewczyny? Chyba się zakochałam. - Silje pokazała swoje holo na którym miała krótki, zapętlony filmik z Mike. A dokładniej ujęcie w którym czarnowłosa instruktor kosmicznych spacerów układała swoje pełne, zmysłowe usta w mokrego całusa posłanego kamerze. Zapewne każdy kto lubił się całować i obcować z takimi kociakami jak Mike byłby zachwycony z takiego ujęcia. A do tego z tego kuszącego spojrzenia jakie Mika posyłała kamerze i jej operatorce. No nic jak żywe i gorące zaproszenie na nocnego drinka. Tylko takiego co się kończy rano.

- No, fajna jest. A czemu mnie nie zawołałyście jak tatuś dzwonił? - Rikke siedząca z drugiej strony Pinky popatrzyła na to holo i pokiwała głową na zgodę. Ale samą interesowało coś innego. Bo rzeczywiście akurat jak Eden rozmawiała z ojczymem to Rikke była w toalecie. Może dlatego udało się rozmówić z ojczymem w miarę spokojnie. No ale widocznie troszkę miał o to żal do swoich żon.

- A wiecie, że zgodziła się nad odwiedzić za dwa tygodnie? Ma wolne dwa dni i obiecała przylecieć. - Silje zignorowała pretensje szarowłosej i dalej tokowała o dzielnej, kosmicznej pani pilot która zrobiła na niej takie wrażenie. I widocznie w którymś momencie na promie musiały o tym rozmawiać.

- O, przyleci do nas? Naprawdę? - ta uwaga jednak pomogła Rikke skupić się na nieco innym temacie niż ojczym Pinky. Miały całkiem sporo czasu by jeszcze raz poprzeżywać ten szalony weekend na który chyba poleciały tak samo szalenie i spontanicznie jak się pohajtały i w ogóle.

- Ah, zapomniałam wam powiedzieć. Powiedziałam Jole, że wracamy i chyba będzie w kosmoporcie. Chyba ma jakieś wąty. - Silje obwieściła im tą wiadomość jakby z pewnym zażenowaniem. Pokazała swoje holo gdzie jakoś znalazła czas aby powrzucać to czy inne zdjęcie albo filmik z wypadu na “Heliosa” w portal “You”. I jedna z wypowiedzi Jole była dość wymowna “A gdzie drużba?!”

- No chyba tak… Nie zabrałyśmy jej… Mogła się wkurzyć… Szczerze mówiąc to nadal nie pamiętam jak my żeśmy tu wylądowały. Ostatnie co pamiętam to jak u Pinky grzmocili nas Batman i Catwoman. Jole była wtedy z nami? - Rikke też się zgodziła, że może dosć niezręcznie wyszło z niezabraniem ich wspólnej i jedynej drużby na tą noc poślubną ale mroki pamięci dalej pozostawały mroczne i nie ujawniały swoich sekretów. Czyżby po pijaku od razu po zabawie z dwójką syntków pojechały do kosmoportu? No teraz gdy wracały na dół to nie wydawało się takie nierealne. Ale może zajechały do swojej ulubionek knajpy i barmanki? A może nie? Początek tej imprezy skrywały mroki tajemnicy. I tym razem nie było z nimi żadnego świadka który mógłby im przypomnieć co się działo gdy film im się urwał.

Rozmowy ustały gdy prom zaczął wchodzić w atmosferę. Co prawda załoga o tym ostrzegła ale i tak na wielu twarzach pojawił się przynajmniej niepokój. Całą maszyną zaczęło trząść. Coraz mocniej i mocniej jakby jechała po jakichś niewidzialnych, kosmicznych, wybojach. Trzęsło a za oknem widać było jak poszycie zaczyna zmieniać kolor. Pojazd wchodził z kosmiczną prędkością w coraz bardziej gęstniejącą atmosferę. Masy rozrzedzonego powietrza z każdą minutą i spadkiem wysokości gęstniały stawiając coraz wyraźniejszy opór. A maszyna wbijała się w ten niewidzialny mur coraz głębiej i głębiej przedzierając się na coraz niższe i gęstsze warstwy. Było dość groźnie. Rikke złapała Eden za rekę jakby szukała u niej otuchy. Po chwili Silje zrobiła to samo. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że są bezradni. Biernymi obserwatorami. I wszystko było w rękach konstruktorów tej maszyny, serwisantów którzy o nią dbali, pilotów którzy byli za jej sterami no i obsługi naziemnej którzy ją prowadzili na dół.

- Kiedyś widziałam taki film. Poszycie poszło podczas wchodzenia w atmosferę. Plazma wszystkich i wszystko wypaliła a potem wszystko się rozpizgło w drobny mak. - Silje nie wiadomo dlaczego podzieliła się ze swoimi żonami wspomnieniem kiedyś obejrzanego filmu. A w chwili gdy akurat prom jakim leciały właśnie wchodził w atmosferę i trząsł się i rozgrzewał jakby miał się zaraz rozpaść no to nie było zbyt pomocne ani uspokajające.

- Zamknij się Silje! - syknęła na nią druga z żon której nie przypadło do gustu to porównanie. Szaraczka była wyraźnie zdenerwowana chociaż i hakerce pociły się dłonie co Eden czuła na swojej dłoni.

Ale w końcu wszystko się uspokoiło. Wszystko ucichło. Za oknami zamiast surowej kosmicznej czerni i ostrych kontrastów światłocienia nie łagodoznych przez atmosferę pojawił się znajomy błękit. A pod spodem chmury i jeszcze niżej powierzchnia globu nad jakim lecieli. Nadal pojazd miał ogromną prędkość którą nadal wyhamowywał. Obecnie pewnie nawet dla myśliwców i rakiet byłby skrajnie trudnym do przechwycenia celem. Ale stopniowo prędkość i wysokość malały. Zeszli w pierwsze chmury, potem kolejne, pojawiły się nitki sieci drogowych i inne ciągi komunikacyjne, plamy megapolis i wielohektarowe, zautomatyzowane farmy. Czasem jakieś plamy jezior, lasów, nieregularne linie rzek i regularne kanałów. A wciąż zniżali się i zwalniali. Wreszcie dolecieli nad Hekaton. Jeszcze ostatnie kołowanie nad kosmoportem, zgoda na lądowanie i już samo przyziemnienie maszyny. Zjechanie z lądowiska w stronę terminala a potem podstawienie trapów, wysiadka na zewnątrz do autobusów i jazda do samego terminalu. Jeszcze trochę schodów, korytarzy i już! Hala przylotów. A tam…

- Hej! Dziewczyny! - wśród czekajacych gości trzy panne młode wyłapały uchem i wzrokiem ładną blondynkę która do nich machała i uśmiechała się.

- No może nie ma focha? - Rikke mruknęła cicho z nadzieją odmachując jej i kierując się w jej stronę. Silje wzruszyła ramionami nie znając odpowiedzi. Ale szybko miały się zaraz przekonać same.

- Cześć! - przywitały się ze swoją drużbą ściskając się mocno i serdecznie na przywitanie. No i dowiedziały się, że ojczym Eden też tu jest ale tyle czekał, że w końcu przyszpiliło go i skoczył do toalety. Ale zaraz pewnie będzie. No i rzeczywiście jeszcze się nie naściskały i nie wygadały gdy ujrzały jak elegancki, starszy pan maszeruje w ich stronę z ciepłym uśmiechem.

- O! Tatuś! - Rikke energicznie pomachała mu posyłając uśmiech jakby conajmniej jej mąż nadchodził albo chociaż chłopak. - Dziewczyny a wy też myślicie, że taki szacowny, starszy pan na takim wyeksponowanym stanowisku i stresującej pracy to powinien mieć dużo młodszą, i wprawną w sztuce miłości kochankę? Zwłaszcza jak żonę na pewno ma brzydką i wredną i co mu nie daje jak należy. - szarowłosa popatrzyła szybko na swoje żony i drużbę póki pan van Nisper nie zbliżył się do nich na odległość swobodnej rozmowy.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-09-2019, 00:20   #15
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 39999 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[media]http://www.youtube.com/watch?v=rPFGWVKXxm0[/media]
Wszystko co dobre kiedyś się kończyło. Pozostawała szara, nudna codzienność miasta wiecznie zasnutego przez mgłę, na twardej powierzchni planety Gal, terraformowanej do użytku przez ludzi już w zeszłym stuleciu. Powrót na ziemię z jednej strony cieszył, bo ile można było imprezować, a z drugiej przyprawiał o depresję. Nim wylądowały przez długie minuty sunęły lądownikiem ponad płaską, szarą i spękaną ziemią, a potem ponad równie szarymi dachami domów i wieżowców ginących szczytami w sinej zawiesiny chmur. Znów się rozpadało, kwaśny deszcz tłukł o pancerne szkło szyb, a wewnątrz statku Pinky przysypiała, niemrawo kiwając głową do nadających w najlepsze żon.

Dopiero na lotnisku się ożywiła, widząc znajomą twarz w sektorze dla oczekujących. Przeszły we trzy przez odprawę, która trwała krótko, bo i za wiele ze sobą nie miały.
- Cześć Jole! - Eden jako pierwsza wyściskała druhnę, a potem zrobiła miejsce pozostałym dwóm towarzyszkom - Co tam w Heku? Super że po nas wyszłaś, jesteś kochana.

- No pewnie, że wyszłam! Przecież jesteście moimi najukochańszymi pannami młodymi!
- blond barmanka ze “Styxxxa” uściskała najpierw Pinky a potem dwie pozostałe kumpele które ledwo kilka dni temu zawarły ze sobą związek małżeński.

- W Hek, jak w Hek, szkoda, ze was nie było, bez was “Styxxx” to już nie to samo. Tutaj wszyscy dalej przeżywają tego pustaka i tego drugiego pustaka. Zrobili z tego aferę i się tym jarają. Nie wiem czym. Ale mniejsza z tym! Mówcie co u was?! Co zaliczyłyście na orbicie?! - blondynka szczebiotała radośnie nie mogąc się doczekać wieści z orbity z tej podróży poślubnej równie nieoczekiwanej jak i sam ślub.

- Byłaś przy tym jak wynajęłyśmy parę androidów? - Eden zaczęła precyzować kiedy zgubiły świadkową i w jakich okolicznościach - No to na orbicie jeszcze raz ich zaliczyłyśmy, albo oni nas… ciężko spamiętać. Wiesz jak bywa… tu trochę wódy, tam trochę prochów i nagle o tym co się odwalało dowiadujesz się z filmiku. Silje, weź jej pokaż. Będzie prościej - klepnęła hakerkę w pośladki dla zachęty, zaraz też objęła Rikke ramieniem - Bawiłyśmy się w detektywów z całkiem niezłym kolesiem który odgrywał naszego szefa. Zrobił nam dogłębną rewizję u siebie na biurku. A potem była impreza w Golden, z laską która prowadzi turystów w próżnię. Całkiem sympatyczna, była marine. Zaprosiła nas na swój krążownik na dymańsko w stanie nieważkości. To zrobiłyśmy konkurs wśród klubowiczów kto idzie z nami. Rzucałyśmy majtkami, a kto je złapał szedł się z nami bzykać. Także ten… weekend miodowy się udał, co nie laski?

- Ooo! Ooo jaaa! Naprawdę?! - blondyna była tak samo rozochocona i rozbawiona słuchaniem przygód na orbicie jak pozostałe trzy kumpele o nich opowiadając. I jeszcze zaczęło się chaotyczne oglądanie filmików gdy żony jak na wyścigi pokazywały swoje nagrania, że aż trudno było się zdecydować na co akurat w tej chwili trzeba patrzeć, oglądać, słuchać czy komentować. Wszystko to na chwilę przytłoczyło barmankę.

- O, to ta z próżni? Całkiem fajna. - skomentowała jeden z filmików na którym poznana na orbicie pilot właśnie namiętnie całowała się z Silje.

- Mika była super! A dymanie bez grawy! O rany ale czad! Tylko trzeba się przypiąć aby się zapiąć. - hakerka roześmiała się na tą masę, świeżych wspomnień z Miką i nie tylko.

- A co z tymi syntami? Bo jak się obudziłyśmy na górze to ich już nie było. Tylko ich maski i nasze kostiumy zostały. - Rikke wsparła Pinky w dopytywaniu się o samą prehistorię tej orbitalnej podróży.

- O! A to ten detektyw? A to kto? - Jole jednak akurat dojrzała kolejny filmik jaki pokazywała właśnie szarowłosa. Ta więc zreknęła na mały ekran i zaczęła tłumaczyć.

- No to to jest biurko naszego szefa. A tutaj widzisz Pinky i Silje. A tutaj sam nasz szef. - okazało się, że jakimś cudem szarej udało się coś nagrać tam od dołu jak klęczała przed biurkiem Charlesa. Chociaż akurat z tej oddolnej perspektywy właściwie żadnych twarzy nie było widać. Tylko dolne części ciał dwóch stojących nad kamerą kobiet w białych podwiązkach i uda mężczyzny który co chwila zmieniał adres docelowy swojego wkładu w ten interes. A sądząc z odgłosów podobało się to wszystkim.

- A ten Batman i Catwoman to nie. Przecież nie przepuściliby syntków przez kosmoport. Mnie tam nie było bo w pracy byłam ale dzwoniłyście do mnie co chwila. Naprute jak messerschmitty. Myślałam, że świrujecie z tym lotem na Heliosa. - Jole w końcu wyjaśniła chociaż ten szczegół o jaki pytały jej panny młode.

- Więc chyba nigdy się nie dowiemy co się wtedy stało i jakim cudem dostałyśmy się na orbitę - Pinky pokręciła głową, mimo że nie wyglądała na zrozpaczoną podobnym układem. Szybko machnęła na sprawę ręką, szczerząc zęby do pozostałych dziewczyn. - Następnym razem ogarniamy sobie czarną skrzynkę, albo chociaż zarejestrujemy całą imprezę, drogę… żeby potem było wiadomo co, z kim i jak… i ani słowa tacie - na koniec pogroziła towarzystwu palcem.

- Można by zamówić takiego drona, albo małą kamerkę… - Silje chyba potraktowała propozycję Pikny poważnie bo zmrużyła oczy i zaczęła się nad tym zastanawiać.

- A jakie macie plany na dziś? Pewnie do domu i lulu co? - Jole skorzystała jeszcze z okazji, że były same i zapytała szybko patrząc z ciekawością na trzy panny młode.

- Ja muszę - Eden podniosła niechętnie rękę do góry - Rano mam się stawić w korpo i… kurwa - zaklęła nagle, zerkając na blondynę - A Mickey coś mówił, że w niedziele ma wolne. Pamięta że ma się przytoczyć czy znowu mu czegoś po pijaku nagadałam? - jęknęła.

- A nie wiem. Miał wolne, ja też no to się nie widzieliśmy dzisiaj w pracy. Ale czekaj, zaraz do niego zadzwonię. - barmanka rozłożyła ramiona w geście bezradności odpowiedzi na takie pytanie. Ale z miejsca sięgnęła do swoje holo.

- No a my to nie wiem… Wracamy do siebie? Do Pinky? Czy jeszcze jakoś inaczej? Może Pinky ma już nas dość i naszej okupacji? - Rikke wyglądała na nieco skonsternowaną. Popatrzyła na swoje żony i blondynę która odeszła parę kroków w bok aby zadzwonić do kumpla z pracy.

- Przypominam ci, że teraz mamy oficjalny związek małżeński a więc wspólnotę majątkową, łóżkową, dusz, serc, ciał i takie tam. - dredziara bez żenady gapiła się na tylne wdzięki ich drużby, kumpeli i ulubionej barmanki gdy ta dzwoniła do Mickiego.

- Wspólnotę majątkową? A to nie zrobiłyśmy przedmałżeńskiej intercyzy? - Rikke która w gruncie rzeczy była nawet niezłą materialistką i sknerą jak zwykle zbystrzała gdy chodziło o jej kredyty i majątek.

- No patrz jaka sknera! - Silje odwróciła się gwałtownie od gadającej blondyny i lekko popchnęła szarowłosą aby przywołać ją do porządku. Ale co by nie mówić z ich trzech dredziara była szarą myszką a najwięcej Rikke wręcz dziedziczką niezłego posagu. Eden też miała całkiem przyzwoity status dzięki swojemu ojczymowi.

Gorzej, gdyby miała patrzeć na stan konta bez wsparcia Zgredzika, wtedy Pinky wychodziła blado, biednie i na pewno nie byłoby jej stać na dom w zamkniętej, chronionej strefie pod kopułą.

- Dobra, nie kłócić się - huknęła na żony, trzepiąc je po tyłkach ostrzegawczo - Jedziemy do mnie, bo co? Już chcecie się mnie pozbyć? Ni chuja! Niedziela jest moja, nie? Moja! - przypomniała z dumą - Jole ściągnie Mickeya, zabierzemy też Zgredzika i zrobi się rodzinnie, nie? Nie? No właśnie! Zbieramy się - prychnęła na koniec.


Babskie ploty przerwało pojawienie się na horyzoncie poczekalni łysej głowy dystyngowanego, starszego pana, szybko przemierzającego dystans dzielący go od grupki Eden. Uśmiechał się, nie marszczył czoła jak wtedy gdy się irytował na krnąbrne dziecko… czyli powinno się obejść bez rodzinnych tragedii - tak przynajmniej Pinky myślała, nim Rikke nie otworzyła buzi.

- O tak, ta stara lampucera na pewno nie daje mu jak należy - z niewinnym uśmiechem odpowiedziała żonie, nie przestając machać wesoło do nadciągającego ojca - Jak każdy prawnik, sztywna jak kłoda. Pewnie w łóżku tylko leży i rozkłada nogi… bleh - skrzywiła się i dodała dość smutno - Zgredzik ma te swoje stalowe zasady. Jak coś komuś obieca to świętość… no chyba żeby go ostro spić. Może wtedy udałoby się go trochę rozruchać - dokończyła przyciszonym głosem, gdyż szanowny pan van Nispen był już coraz bliżej.

- Na spicie i ruchanie go to ja na pewno jestem za! - Rikke zdążyła się zgłosić na ochotnika do tej misji. Wszystkie młode kobiety roześmiały się wesoło i wyciszyły się bo już pan van Nispen wchodził w zasięg głosu.

- Dzień dobry moje drogie. Jak podróż? - zapytał grzecznie lekko skinąwszy głową czwórce kobiet a do tej z różowymi włosami podszedł i pocałował ją w czoło opiekuńczym, ojcowskim gestem.

- Tata! - Eden pisnęła radośnie od razu doskakując do niego i wieszając się mu na szyi. Pocałowała go w policzek, mocno się przytulając.

- Jak super że jesteś! Tęskniłam! - powiedziała i zaraz dodała - Wszystkie tęskniłyśmy, no nie? - spojrzała szybko na żony i nawijała dalej - Podróż w porządku. Szybko poszło, trochę trzęsło, ale już na ziemi. A jak tobie minął weekend? Mam dla ciebie niespodziankę!.

- Tak? No to dobrze, to najważniejsze. - pan van Nispen objął córkę i popatrzył na jej trzy towarzyszki. Te oczywiście też energicznie i radośnie poparły swoją żonę i kumpelę w zapewnieniach o przyjaźni i tęsknocie przy tym orbitalnym rozstaniu.

- No to chodźcie do samochodu. I opowiadajcie, jak się udał pobyt na orbicie? - starszy pan zapytał zupełnie jakby pytał małe dziewczynki o wrażenia ze szkolnej wycieczki. No ale “dziewczynki” które przed chwilą tak chętnie dzieliły się ze swoją druhną swoimi filmikami i wrażeniami teraz okazały większą powściągliwość i zerkały niepewnie na Eden aby dać znać, że zwalają odpowiedź na to pytanie na nią.


- Oj tato, było super! - córeczka tatusia szybko przejęła inicjatywę, rozpoczynając żywą, barwną opowieść bez gorszących detali. Nadawała o spacerze w kosmosie, dyskotece bez grawitacji, o samym pomyśle misji detektywistycznej i jej założeniach. Opisała obiad na cyplu ośrodku asteroid pływających tuż za szybami, kasyno i wygraną Rikke. O klubie też wspomiała, pomijając oczywiście jak się skończyła ta wizyta.
- … i poznałyśmy Mikę, instruktorkę. Była z nami na drinku, potem pokazała swój statek. Było ekstra, nie dziewczyny? - popatrzyła na żony wesoło.

- O tak, pewnie! Było super! Najlepsza noc poślóbna ever! - Silje i Rikke zgrabnie dopasowały się do wersji opowiedzianej przez Pinky gdy szli przez terminal kosmoportu kierując się do wyjścia. Ojczym zaś słuchał, kiwał głową i uśmiechał się zupełnie jakby słuchał nie dorosłych kobiet z wyprawy na noc poślubną tylko małych dziewczynek wracających ze szkolnej wycieczki. Tak przeszli na parking gdzie pan van Nispen skierował się do swojego samochodu ale wtrąciła się blondwłosa barmanka ze “Styxxx’a”.

- No to ten… To ja będę spadać do swojego. - blondynka wskazała gdzieś na rząd zaparkowanych wozów gdzie pewnie gdzieś stał jej samochód. Towarzystwo więc zatrzymało się trochę zdezorientowane i niechętne na tak szybkie rozstanie.

- Jeśli chcecie to was odwiozę. - ojczym Eden zaproponował uprzejmie dając znać, że nie ma z tym problemu i chętnie odwiezie nie tylko swoją przybraną córkę.

Pinky wzięła Rikke pod ramię, w końcu mieszkały na jednym osiedlu.
- Silje, chcesz jechać z nami czy z Jole? - popatrzyła na dredziarę, biorąc ojca pod drugie ramię - Powiedz jeszcze że zostaniesz na obiedzie. Nie mam nic do żarcia, ale to się coś zamówi. Co byś zjadł tato?

- Myślę, że sobie poradzimy. I dla wszystkich starczy miejsca. Jole dasz się zaprosić na tą późną kolację? - pan van Nispen jakoś samoistnie przeszedł do roli dyrygenta tej orkiestry i popatrzyła pytająco głównie na blondynkę jaka przywitała trójkę małżonek w terminalu przylotów.

- Bardzo chętnie. Też jestem ciekawa co tam się działo na tej poślubnym orbitowaniu. To jedźcie ja wiem gdzie to was dogonię po drodze albo na miejscu. - Jole uśmiechnęła się ciepło na te zaproszenie, pokiwała głową i odwróciła się ruszając między samochodami. Zaś pan van Nispen zaprosił gestem panny młode do swojego samochodu.

- Nic nie masz w domu? To czekaj, zaraz coś zamówię. - Silje wzięła na siebie zamówienie z miasta jakie mogli im dowieźć prawie w każdej chwili. Zaczęła grzebać w holo ledwo usiadła na tylnej kanapie wozu. - Na co macie ochotę? - zapytała już pochylona nad holoekranem który oświetlał jej twarz bladą poświatą.

- Na Mickeya - Pinky palnęła bez zastanowienia, zapominając że obok idzie Zgredzik. Zrobiła niewinną minę, udając że nic specjalnego się nie dzieje - A z szamą… weź no. Byle nie pizza, ani nic ze spaghetti w roli głównej. Weźmy chińczyka, ale nie sushi… kurczaka bym zjadła, jakiś drób. Chociaz lepiej indyka. Do tego warzywa, jakieś świeże, ale nie całkiem surowe… i bez cebuli…*

- Mhm, może być, coś znajdziemy chyba takiego. - dredziara odpowiedziała pewnie kiwając głową gdy robiła zamówienie najpierw od Pinky a potem od całej reszty. Uwinęła się zanim samochody przebiły się przez wieczorno - weekendowy korek na mieście. I gdy samochód pana van Nispena parkował na miejscu to zanim wszyscy pozbierali się i wysiedli a obok zajechała Jole swoją furą.

- Mick mówił, że gdzieś za godzinę będzie. No może za pół bo gadaliśmy z pół godziny temu. Ale w sumie takie korki, że może i za godzinę.No ale ma być. - barmanka obwieściła im wynik rozmowy ze swoim kolegą z pracy. Wychodziło więc, że niedługo już całkiem będą w komplecie. A tymczasem mogli wrócić do domu. I poczuć się jak w domu Pinky.

- Oj, chyba jakąś imprezę przed orbitowaniem zaliczyłyście co? - blondynka nieco uniosła brew bo mieszkanie wyglądało no właśnie jak po imprezie. Jakieś kubki, i te co Eden miała u siebie i jednorazowe z zamawianych zestawów i jakieś butelki, rzucone na podłogę kajdanki, damskie pantofle na wysokim obcasie, jeden na siedzeniu a drugi na stole no i cała masa dodatków, ubrań i pozostałości świadczyły, że chyba jednak odbyła się tu niezła balanga. Ale ledwo zdążyli się rozejrzeć dość zdezorientowanym wzrokiem i konsternacją na twarzach gdy rozległ się dźwięk domofonu.

- Pójdę zobaczę… może to szama. Albo Mickey… albo cieć z zawiadomieniem o eksmisji lub ktoś z komitetu do spraw obyczajnego zachowania… - Pinky machnęła na całość rozgardiaszu ręką, darując tłumaczenia że buty należą pewnie do Rikke, która przewaliła całą garderobę gospodyni, do tego kazała przywieźć parę swoich rzeczy i jeszcze domawiała z extraneta. Tyle przynajmniej Eden pamiętała. Dźwięk brzęczyka na korytarzu był wiec zbawieniem, z jakiego chętnie skorzystała.

- Weźcie trochę ogarnijcie… tak z grubsza i z wierzchu - mruknęła prosząco do żon. Nie uśmiechała się jej wizja, że Zgredzik znajduje coś, czego znaleźć nie powinien.

- Widzisz, teraz już nas chce przerobić na sprzątaczki i pokojówki. - hakerka zaśmiała się i popatrzyła rozbawiona na całe towarzystwo.

- Oj, nie marudź Silje. - Jole machnęła ręką i ruszyła w przestrzenie domu. - To gdzie będziemy jeść? Bo tam trzeba by chyba zrobić miejsce? - odwróciła się na chwilę do pozostałej gromaki i gdy Eden ją zostawiała za plecami to towarzystwo ruszyło do kuchni aby się tam zadomowić.

Ona w tym czasie przekonała się, że to przyjechała zamówiona przez Silje szama. Dostawca wszedł do domu z całym pudłem potraw pytając się gdzie to postawić. W końcu nawet wniósł te pudło do domu i postawił na stole w kuchni który dziewczyny dopiero co zdołały uprzątnąć na tyle by z niego skorzystać. Po chwili już go nie było a wesoła gromadka mogła rozsiąść się przy stole i wyjmować z pudła kolejne pojemniki z zamówionymi potrawami. Zrobiło się nawet całkiem wesoło i rodzinnie gdy tak każdego cieszyło te ciepłe jedzenie i świadomość, że zaraz się wreszcie naje.

- Komuś polać? Znajdzie się chyba jeszcze w barku coś, czego nie wydoili nam przez weekend… te no. Złe ludzie - Eden kiwała mądrze głową, stawiając przed Zgredzikiem jego zamówienie. Sama usiadła obok, z wielkim pośpiechem otwierając własne pudełko pełne ryżu, kurczaka i smażonych w woku warzyw.

- To co, jakie macie plany na najbliższy tydzień, podczas którego będę siedzieć w korpo i udawać że nie wiem czym jest życie prywatne? - zaśmiała się do najbliższych chcąc dodać coś jeszcze, lecz nagle do kuchni wparował hologram lamy, z miejsca robiąc zamieszanie gdy z miną ćpuna zaczął skakać po ścianach i suficie.
- Ktoś się zajmie Betonem jak mnie nie będzie?

- O matko jak mnie przestraszył! - Rikke która siedziała akurat tyłem do hologramu włochatego zwierzaka i ujrzała go dopiero gdy się odwróciła za wzrokiem innych. Ale w tym czasie Beton zdążył pokopytkować prawie na wyciągnięcie ręki od biesiadników. Więc gdy szarowłosa się odwróciła ku holo stanęła z nim znienacka prawie twarzą w twarz. No i wyraźnie się wzdrygnęła.

- To hologram. Nic mu nie będzie. Możesz go zostawić w kontakcie to będzie sobie brykał czy będziesz w domu czy nie. Albo wyłączyć i włączać tylko jak będziesz wracać. - dredziara nie była zbytnio zaabsorbowana betonową kwestią. Zajęła się rozpakowywaniem pudełek z jedzeniem i wcinaniem tego co tam znalazła.

- No tak, jutro poniedziałek i ta cała reszta. - Rikke westchnęła też uświadamiając sobie, ze wspaniały weekend się właściwie kończył a od rana zaczynał się standardowy kierat.

- Co się krzywisz jakbyś na rano miała? - barmanka prychnęła rozbawiona miną kumpeli przy okazji wciągając jakieś makaronowe nitki jakie zamówiła dla siebie.

- Ta co ma wolne poniedziałki się odezwała. - burknęła Silje co chyba z całego towarzystwa jako jedyna poza Eden miała na rano.

- Eden a właściwie to o której jutro wracasz? - Rikke popatrzyła pytająco na swoją różowowłosą żonę.

- Teoretycznie kończę o 17:30 - Pinky dźgnęła smażony ryż widelcem, nadziewając na niego kawałek kurczaka. Przeżuła, głaszcząc przeźroczyste cielsko hologramu. - Warto jednak zaznaczyć, że jest to mój pierwszy dzień, więc w złym tonie będzie jeśli wyjdę wcześniej od dyrektora laboratorium, nie mówiąc o tym że zawsze ale to zawsze trzeba przeczyścić sprzęt i przygotować pożywki lub posiewy - skrzywiła się - Oczywiście jako nowa będę wręcz tryskać entuzjazmem aby się tym zająć… pewnie wrócę przed 22.

- O 22-giej? No weź się nie wygłupiaj. Od rana? No weź przestań. Przyzwyczaisz ich, że możesz pracować za friko na 2 etaty to potem nie miej pretensji, że masz zrujnowane życie prywatne, nigdy nie masz na nic czasu, jesteś wiecznie wykończona i jeszcze inny lepiej od ciebie zarabiają a mniej robią. Na cholerę ci to? - Silje pokręciła głową na znak, że kompletnie nie podoba jej się taki scenariusz. A reszta biesiadników zgodnie pokiwała głową.

- Właśnie powiedz, że masz gorące żony co płaczą i jojczą aż wrócisz, masz trudną sytuację rodzinną i takie tam. O! A właściwie to masz homoseksualny związek no to słowo - klucz “dyskryminacja”! To ci załatwi wszelkie wejścia. - Rikke poparła swoją jedną żonę aby przekonać drugą do rozsądnego zachowania.

- Myślę, że jako stażyści dostaniecie coś prostego i lekkiego do roboty. Może po prostu pokażą wam cały zakład i taki dzień na zapoznanie się co jak działa i tak dalej. W końcu to ma was zachęcić a nie zniechęcić do pracy w tej firmie. - ojczym Eden odezwał się tonem autorytetu jakby też obawiał się, że jego przybrana córka może się dać wykorzystywać albo ma niewłaściwe oczekiwania co do swojego stażu w Instytucie. Ledwo skończył mówić i domofon znów się odezwał swoim dźwiękiem.

- Oj tato… mówisz jakbyś nigdy nie szurał kotów - Pinky przewróciła oczami, wzdychając ciężko przy podnoszeniu ze stołka - Myślicie że dadzą się nabrać na numer pod tytułem “mam chorom rzone”? - jak gdyby nigdy nic przeniknęła przez holo lamy, idąc powoli do wyjścia z kuchni. Żarcie już mieli, Mickey miał przyjechał jakoś niedługo. Ciekawe czy pamiętał aby wziąć dysk pamięci.

- A co jeśli się okaże że tam całkiem nieźli laboranci w tym labie? - puściła żonom oko, opuszczając kuchnię.

- Jak będzie ktoś fajny to zaproś ich na jakąś imprezę integracyjną! - do pleców Eden doszedł wesoły krzyk Jole i śmiechy pozostałych dziewczyn. A w tym czasie gospodyni podeszła do panelu sterowania drzwiami i okazało się, że przyjechał Mickey.

- No cześć. Jole mówiła, że już wróciłyście z orbity. - przywitał się gdy uruchomiła domofon.

- O Mickey! Nie spodziewałam się ciebie, wejdź - odbiła witaną piłeczkę, robiąc minę nieogarniętej idiotki z cukru. Szybko otworzyła drzwi, wychodząc blondynowi na przeciw. Uściskała go serdecznie, zarzucając ramiona na kark i była na tyle miła, że starła jakieś upierdliwe zabrudzenie z jego ust… własnymi ustami.

- Właśnie jemy kolację, jesteś głodny? Swoje ledwo dziobnęłam, nie krępuj się i dawaj - zaczęła go ciągnąć za rękę w stronę domu - Słyszałam że masz dziś wolne, do tego mam nadzieję że pamiętałeś o dysku, co? Nie żeby był mi niezbędny do życia, ale nie zaprzeczę - lepiej go mieć niż nie mieć. I gadaj jak tam weekend ci minął? Ja nie za bardzo pamiętam… ale chyba się działo.

- No spoko. W pracy jak zwykle. Dzisiaj dopiero mam wolne. I jutro. - facet dał się uściskać i coś nawet chętnie też odwzajemnił uścisk całując Eden w usta. Potem dał się zaprowadzić do środka. - Mogę coś zjeść. Właśnie miałem coś jeść u siebie jak Jole zadzwoniła. - zgodził się czekając aż Eden zamknie drzwi i wróci do roli gospodyni i przewodniczki. - A ten dysk sorry, w ogóle mi wyleciało z głowy jak tak nagle Jole zadzwoniła. - rozłożył ręce w geście bezradności na znak, że w ogóle mu to wyleciało z głowy.

- Taaa… jak zwykle. Oglądać się chce, ale zgrywać nie ma komu - dziewczyna jęknęła teatralnie, unosząc wzrok ku sufitowi. Nie przeszkodziło jej to zakleszczyć gościa ramieniem w pasie i ściskając kierować do kuchni - A mówiłam… jak do istoty rozumnej, że potrzebuję ten dysk do roboty na jutro, bo to ważne i tak dalej i tak dalej, ale co tam będziesz się przejmował byle korposzczurem, nie? - wzruszyła ramieniem, patrząc na Michaela z ironicznym uśmiechem maskowanym niby poważną fasadą.
- Poza tym nie wiem czy pamiętasz, albo… pewnie postanowiłeś zignorować fakt, że się ustawiliśmy na dziś. Co prawda wypadła mi szybka wizyta na Orbicie, ale jak widać wróciłam w jednym kawałku… więc słowa dotrzymałam. Prawie życie przy tym tracąc - dodała z dramatyczną miną, nim przeszła do podsumowania - A ty zapominasz wsadzić do kieszeni jednego, małego kawałka plastiku i krzemu… zawiodłam się na tobie, Michaelu. Bardzo - zrobiła smutną minę - Tak bardzo że widzę jedno jedyne wyjście abyś zadośćuczynił mojej skromnej osobie całą gamę nieprzyjemności związaną z niedopilnowaniem przez ciebie zasad ustalonego kontraktu na tymczasowy leasing środków do przenoszenia oczywiście w stu procentach legalnych kopii starych dzieł kinematograficznych.

- Rany. Już gadasz jak jakiś korposzczur. Albo prawnik. - ochroniarz ze “Styxx’a” nieco odsunął się od gospodyni jakby chciał obejrzeć jej sylwetkę i upewnić się z kim właściwie rozmawia. A w międzyczasie wrócili o kuchni gdzie powitała ich reszta towarzystwa. No i hologram lamy.

- Czeeśćć! - dziewczyny przywitały się radośnie machając i śląc uśmiechy powracającej dwójce. Pan van Nispen był bardziej stonowany i krótko przywitał się skinieniem głowy. Obaj przywitali się uściskiem dłoni i zaczęła się tradycyjna heca z szukaniem dodatkowego krzesła, sztućców no i tego na co by gość miał ochotę skosztować.

- To jak było na “Heliosie”? - zapytał zaciekawiony ochroniarz a jego blondwłosa kumpela z pracy jawnie poparła to pytanie kiwaniem głowy oraz werbalnie.

Następne dwie godziny zeszły im na ponownym przeżywaniu atrakcji orbitalnych. Cała trójka panien młodych przekrzykiwała się i wchodziła sobie w słowo, relacjonując całe weekend... i tylko część musiały przemilczeć, gdyż nie byli sami, a coś się nie tylko Pinky wydawało, że najstarszy z ich grona mógł nie pochwalać kosmicznych zabaw nie do końca legalnych... bo obyczajne nie były za grosz. W którymś momencie Eden wyciągnęła zapakowane w neonowy papier butelki, wręczając po jednej ojcu, druhnie i Mickey'owi. Popołudnie powoli przeszło w wieczór, a ten we wczesną noc nim towarzystwo w końcu rozeszło się po kątach i do siebie. Znaczy pan Nispen pożegnał się z córką i jej przyjaciółmi, po czym pojechał do domu. Reszta jakoś w końcu stwierdziła, że zostaje. Dokończyli flaszkę, potem drugą... tym razem bez szaleństw, w końcu rano musieli wstać. Zanim zaciągnęła Mickeya do łóżka (oczywiście aby iść spać), Eden nastawiła baterię budzików i alarmów na nieludzką 5:30. Nie mogła zaspać, po prostu nie mogła. Były po prostu takie dni gdy należało być dorosłym i to właśnie był jeden z nich.

 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-09-2019, 13:45   #16
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 55907 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 7 - Poniedziałek rano

Lato; Dzień 5; pn; świt; mieszkanie Eden



Irytujące pikanie zmusiło tak słodko zamknięte powieki do ruchu. Zaraz oczy na tyle zogniskowały obraz aby namierzyć budzik i go trzepnąć aby nie budzić innych. 05:30. Czas wstawać. No znaczy jak się jakoś da wygrzebać z pościeli i innych. No bo byli też i inni.

Łóżko Eden, to jak pamiętała etykietę przy zakupie było rozmiaru 2+1. Czyli tak jakby jakaś para chciała oglądać tv z dzieckiem czy robić coś innego w tym łóżku. A tu proszę! Zmieściło się jednak trochę więcej.

Tuż przed sobą, Pinky miała ładną, kobiecą twarz okolona blondwłosą koroną. Jole. Kumpela spała na boku, zwrócona w jej stronę więc gdyby też nie spała to mogłyby patrzeć na siebie bez przeszkód. No ale ich druhna, kumpela i ulubiona barmanka że “Styxxx’a” spała jak zabita. I miała okazję się wyspać bo jak kojarzyła Pinky po standardowo pracującym weekendzie to początek tygodnia miała wolne.

Za śpiącą blondynką była kolejna głowa. Tym razem wręcz kontrastowo ciemna i z licznymi, grubymi dredami. Część z nich jak ciemne żmije rozpełzły się po szyi nieświadomej barmanki. Silje. Obie spały na łyżeczkę lub podobnie. Więc z perspektywy dopiero co obudzonej Pinky to śpiąca druhna zasłaniała jej większość jej własnej żony. Przez ten cały galimatias w ciągu ostatnich kilku dni Eden nie była pewna jak dziś wstaje informatyczka. Albo na na rano to niedługo powinna wstawać albo na popołudnie to by miała jeszcze sporo czasu aby odespać szaleństwa weekendu i nie tylko weekendu.

Eden uniosła i odwróciła głowę na drugą flankę łóżka. I zaraz za sobą zobaczyła twarz okolona szarymi lokami. Rikke. Szaro włosa leżała na wznak z lekko rozdziawioną buzią pochrapujac cichutko. Rikke nawet jak miała dzisiaj jakieś spotkanie z klientem to najwcześniej pewnie w porę lunchu albo i wieczorem. Więc też jeszcze mogła pospać w najlepsze.

No a za Rikke spał jedyny mężczyzna w tym gronie. Michael. Nie widziała jego twarzy bo spał tyłem do niej na brzegu łóżka. Co było trochę dziwne bo jak zasypiała to był przecież przy niej. On jako ochroniarz klubu nocnego też raczej nie miał na rano. To nie musiał się zrywać przed 6 rano.

No i jeszcze on. Albo ona. Czy też może to. Stało tuż przy krawędzi łóżka i szczerzylo się radośnie mimo, że reszta pokoju trochę przez niego prześwitywała. Radosny hologram zakręconej lamy witał się z gospodynią wielkim wyszczerzem. Beton. No to chyba nikogo z wczorajszego kompletu żon i gości nie brakowało.


---



Eden udało się jakoś wygramolić z łóżka. Po kawałku i na raty a przy tym nie rozdeptać ani nie obudzić nikogo. Przez okna sypialni zaglądał pogodny poranek. Ale jak się mieszkało w tej dzielnicy to większość dni i poranków takie była. Co innego w innych dzielnicach miejskiego molocha gdzie jak mawiało uliczne przysłowie, powietrze można było nie tylko poczuć ale i zobaczyć.

Droga na dolny poziom mieszkania była jak zwiedzanie jakiegoś planu filmowego po zakończeniu zdjęć. Całość przypominała jedno, wielkie poimprezowe pobojowisko. Kartony, puszki, butelki, plastiki po piwie, napojach, wodzie i mocniejszych trunkach. Pudełka po jednorazowym żarciu, własne talerze, szklanki i kubki z kuchni. Konfetti, popielniczki, pety, jakieś ubrania. A to wszystko porzucone, przemieszane że sobą, ciche, nieruchome. Niemi świadkowie wydarzeń jakie się tu rozgrywały w ciągu kilku ostatnich dni.

Z jednej strony było to jakieś swojskie a z drugiej mogło dziwić, że wciąż wszystko jest w stanie jakby impreza skończyła się przed godziną i dopiero co wyszli ostatni jej uczestnicy. Ale logika podpowiadała, że przecież nikogo tutaj nie było od czwartku czy piątku a wszystko wskazywało na to, że zawinęły się stąd prosto na orbitę, no może wcześniej zahaczając o miasto. No ale nie było nikogo kto by doprowadził mieszkanie do porządku. Wczoraj na szybko udało im się wspólnie zrobić miejsce w kuchni gdzie głównie siedzieli no ale reszta mieszkania czekała na swoją kolej.

Teraz jednak priorytetem było się obudzić, doprowadzić do stanu używalności i wyekspediować do nowej pracy. Ale okazało się, że ma kogoś do pomocy. Chociaż z początku zapowiadało się nie najlepiej. Bo kto mógł dzwonić w poniedziałek o 6 rano?

- Cześć. Widzę, że jednak dałaś radę wstać? - czarnowłosa instruktor lotów w stanie nieważkości pojawiła się na wyświetlaczu. Lekko migdałowe oczy sugerowały jakiś azjatyckich przodków. Widząc zdziwienie na twarzy rozmówczyni uśmiechnęła się i zaczęła wyjaśniać.

- Mam zapisane w notatniku. “Poniedziałek 6 rano, budzić Pinky do skutku”. - sądząc po układzie ciała Miki chyba siedziała na łóżku i dzwoniła z laptopa. Dlatego mogła pomachać swoim holo do ekranu albo coś z niego przeczytać.

- Prosiłaś mnie w weekend. Dość mocno ci na tym zależało. Nie wiedziałam czy to tak po pijaku czy na serio no to jednak zadzwoniłam. Ale widzę niepotrzebnie bo sama wstałaś. - kosmiczna pilot, instruktor i była space marine uśmiechnęła się ponownie może z ulgi, że nic się poważnego nie stało a może z tego, że nie wyszła żadna draka z rąk wczesnym dzwonieniem. Szczerze mówiąc to Pinky pamiętała, że na promie desantowym to z Miką także i rozmawiała. Ale o czym dokładnie to już nie była pewna. No widać między innymi i o dzisiejszym budzeniu o poranku prosto z orbity.

- Piiinkyyy! Wyłącz tego cholernego psychopatę! - o ile prysznic i rozmowa z Miką pozwoliła wrócić gospodyni do stanu względnej używalności to okrzyk z piętra chlasnął ją znienacka jak pejczem przez nagie i mokre plecy. Zdążyła się czymś okryć i wyjść z łazienki gdy usłyszała szybkie zbieganie po schodach i odbiegającego ochroniarza.

- Co jest!? Kto tak się darł!? - Michael zapytał gospodyni i zatrzymał się w połowie schodów. Jeszcze chyba był zaspany i nie do końca zorientowany w sytuacji. Ale zaraz dało się znów z góry słyszeć serię szybkich kroków i na górze schodów pojawiła się rozczochrana Silje.

- Pinky! To coś mnie podglądało przy sikaniu! - informatyczka wybuchła skarga do swojej żony i gospodyni tego miejsca.

- Kto? Jest tam ktoś? - ochroniarz dał się jej minąć i podejrzliwie spoglądał w głąb górnego piętra jakby miał tam się kryć napastnik. Tylko nie wiedział jeszcze jaki.

- Coś się stało? - Mika przeczekała największe stężenie krzyków ale nie widząc nawet tego co Pinky miała jeszcze mniejsze rozeznanie co się dzieje w pewnym domu na powierzchni globu wokół jakiego orbitował Helios.

- O, cześć Mika. - Silje chyba dopiero teraz zauważyła włączone holo Eden i to, że z kimś właśnie rozmawia. I to z kimś całkiem sympatycznym. Tymczasem pokazał się sprawca całego zamieszania czyli Beton.

- Noo niee… To dlatego tak się darłaś? - jedyny facet w tym domu wydawał się być jednocześnie rozbawiony i zirytowany gdy dojrzał hologram różowej lamy.

- On mnie podglądał! Jak sikam! - informatyczke jego zachowanie wpienilo nie na żarty bo odwróciła się do nich obu błyskawicznie jak atakująca kobra i zaatakowała ich wycelowanym palcem i jawnym oskarżeniem.

- Jak podglądał? Przecież to hologram. A to sikasz w jakiś specjalny sposób? - Michael miał chyba kłopot z uznaniem zasadności oskarżenia bo wskazał na nieco prześwitującego Betona jakby to wyjaśniło wszystko. I chyba próbował to wszystko wziąć na żarty.

- Korci mnie by się z tobą ohajtać… - dredziara zmrużyła oczy i wysyczała zjadliwie jak prawdziwa żmija. - Po to by zażądać rozwodu! - dokończyła głośno po czym na pięcie odwróciła się i ruszyła do kuchni.

- No co? Przecież to hologram. Trochę fotonów sterowanych komputerem. - Michael, wciąż stojący w połowie schodów, popatrzył bezradnie na Pinky chyba na poważnie nie rozumiejąc czemu się dredziara tak wkurza na niego. Oczywiście technicznie miał rację ale Silje była informatyczką więc też to musiała wiedzieć. Pewnie więc Beton wystraszył ją wyskakując nagle ze ściany albo coś w tym stylu. Michael spojrzał jeszcze raz na piętro, Betona, machnął ręką i dokończył wchodzenie też kierując się ku Pinky i reszcie parteru.


---



W kuchni też zrobił się niezły rwetes. Czas zdawał się przeciekać między palcami, zwłaszcza, że na pośpiesznie wczoraj uprzątniętym kuchennym pobojowiski trudniej było znaleźć cokolwiek. A tu jeszcze trzeba było wyszykować samą siebie w liczbie dwóch. Bo chociaż Silje szła do swojej pracy w szpitalu, trochę później i miała trochę bliżej niż Eden no to jednak miały bardzo podobną sytuację. I tak we czwórkę buszowali po kuchni. We czwórkę bo jakoś Mika okazała się tak udaną towarzyszką w dyskusji a i czasu trochę miała do pierwszej porannej grupy kursantów, że chyba wszystkim fajnie się z nią gadało.

- I to ja ci mówiłam, żeby budzić Pinky aż do skutku? - Silje z widoczną trudnością przyswajała to co opowiadała im Mika. Dredziara zerknęła na swoją żonę ale ta właściwie mogła tylko wzruszyć ramionami. Film z tych wydarzeń obie miały podobnie poszatkowany.

- Mhm. Mówiłaś, że bardzo ją kochasz, i że ta praca to dla niej wielka szansa, i że wy możecie zawalić bo się nawalicie jak poprzednio i dlatego przyda wam się ktoś z zewnątrz. - Mika chyba trochę rozbawiona tą sytuacją cierpliwie tłumaczyła to co się działo u niej na pokładzie dropshipa ze dwie noce temu.

- Taakk? - informatyczka która próbowała pomóc Eden w dopasowaniu odpowiedniego kostiumu robiąc jednocześnie za jej kosmetyczkę, garderobianą, stylistkę i fryzjerkę popatrzyła w zdumieniu na Eden. A potem na półprzezroczystą twarz Miki.

- Mhm. I to wszystko podczas wizyt między moimi udami. Jak z tyłu gościłaś jednego z tych kolesi co z wami byli. - Mika równie cierpliwie jak do tej pory odkrywała kolejne detale z orbitalnej podróży poślubnej trzech panien młodych.

- A czekaj, czekaj… między twoimi udami? A coś chyba było… - dredziara wyprostowała się i mocno zmrużyła oczy próbując wysilić nadwyrężoną pamięć.

- Było, było. A potem się zamieniłyśmy. Pamiętasz? - orbitalna pilot z łagodnym uśmiechem wspomagała pamięć dwóch małżonek kolejnymi podpowiedziami.

- Cholerna wóda… cholerny koks… Więcej nie tknę tego syfu! Nic potem nie pamiętam! - po chwili straszliwej walki z własną niepamięcią wytatuowana informatyczka wybuchnęła bezradną złością.

- No dobra. Wyślę wam filmiki. - Mika roześmiała się dyskretnie i w końcu obiecała bardziej namacalną pomoc z wydarzeń z ostatniego weekendu.

Rozmowę na trzy głosy przerwało im stuknięcie drzwi i kroki. Do kuchni wrócił Michael obładowany torbami z zakupami. Wcześniej tak jakby trochę sam się zgłosił na ochotnika a trochę jakby Silje go wysłała. Bo lodówka nie uzupełniana od jakiegoś tygodnia, po tak intensywnym użytkowaniu świeciła właściwie pustkami. One we dwie musiały się naszykować do wyjścia więc na nogach pozostawał tylko ich gość co by mógł się bujnąć na łowy po prowiant aby było z czego sklecić śniadanie. To znów było po drobnej sprzeczce z hakerką gdy on ją zirytował tym, że nic nie robi. Znaczy nic użytecznego gdy one muszą się oporządzić do pracy na rano. Zwłaszcza Eden. A on miał jej za złe, że się darła w kiblu tak, że aż go obudziła bo myślał, że kogoś mordują czy co. Więc w końcu zgodnie uznali, że lepiej się odseparować no i tym sposobem Michael poszedł do tego sklepu. A teraz wrócił.

- Jestem. Mam coś. - rzekł kładąc torby na stole i szafkach. Zaraz zaczął wyjmować kolejne paczki, pudełka, butelki, słoiki i pojemniki. Zrobiły się z tego całkiem ładne zakupy, już śmierć głodowa ani dziś, ani jutro im nie groziła. Chociaż oczywiście kupił po swojemu więc Eden pewnie na jego miejscu kupiła by co innego. No i nie bywał tutaj jak Eden i jej żony więc i jak coś nie było do lodówki to niezbyt wiedział gdzie to położyć. Co znów zirytowało dredziarę która już tak do połowy dobrała strój i dla siebie i dla swojej żony.

- No to na co czekasz no zrób jakieś śniadanie no. - burknęła chyba zirytowana, że trzeba gościowi udzielać takich oczywistych instrukcji. A ten oczywiście wyraźnie się irytował na te wieczne od samego poranka strofowanie.

- Dobra. - Eden wyczuła, że jest zirytowany pod tą pozorną obojętnością. Widziała jak bez ceregieli wziął jakiegoś gotowca i wsadził go do mikrofali. Potem kolejne no i akurat jak kończyły się z Silje ubierać to i było coś ciepłego na talerzach co można było zjeść na szybko przed wyjściem.


---



A wyszli we trójkę. Obie małżonki miały na ten sam przystanek, na podobną porę a Michael stwierdził, że spać już mu się nie chce a siedzieć samemu w kuchni też nie. I dobrze, że poszedł bo gdy doszli na przystanek okazało się, że jest jakiś wypadek, objazd i ich autobus ma opóźnienie. Dla Silje to jeszcze nie była taka tragedia. Ale co z Eden?! Jak miała zdążyć na magtrain?! No i wtedy Michael okazał się mieć głowę na karku i rącze nogi. Bo wrócił czym prędzej do domu Eden po swój samochód i podjechał na przystanek aby ją zabrać na przystanek kolejki.

- No to Pinky, rozwal ich! Zobaczysz, że zakasujesz wszystkich! Jesteś najlepsza! A jak się na tobie nie poznają to wal ich, taki bystrzak jak ty znajdzie sobie robotę gdzie zechce. Ale zobaczysz, będą tobą zachwyceni! - Silje mimo wszystko wydawała się przejęta pierwszym dniem w pracy Eden przynajmniej tak mocno jak ona sama. Objęła ją czule a jednak mocno i na pożegnanie pocałowała. Też mocno i namiętnie jakby żona miała jechać na jakiś koniec świata i wrócić nie wiadomo kiedy. Potem jeszcze przez szyby samochodu Eden widziała jak im macha na pożegnanie.

Michael jechał całkiem sprawnie i znacznie szybciej niż autobus więc dojechali na stację o czasie. - To twój wielki dzień co? Teraz wielki świat przed tobą stoi otworem. No to powodzenia. Wpadnij czasem do “Styxxx’u”. - miał minę i mówił jakby też udzielił mu się nastrój Silje. Chociaż właściwie panował stereotyp, że kto przystaje z korporacjami ten sam staje się ich małym trybikiem który z każdym rokiem robi się bardziej uzależniony od innych firmowych trybików i rytmu pracy aż w końcu korporacja wciąga go czy ją na całego zmieniając w klasycznego korposzczura. Ale kto dziś nie był korposzczurem?

A na koniec pochylił się i ją pocałował na pożegnanie. Zanim zdążyła wyjść z samochodu. Jeszcze trzaśnięcie drzwi, machanie dłoni na pożegnanie, ostatnie spojrzenie no i już trzeba było iść na peron.







---



Dopiero w wagonie magtrain znalazła chwilę dla siebie. By się mentalnie przygotować na pierwszy dzień w pracy. Za oknami obrazy tylko śmigały. W końcu 500 km/h i do tego po prostej sprawiało, że stalowa strzała na magnetycznych poduszkach pruła przez miejskiego molocha jak stalowa igła przez zwoje materiału. Był to najpewniejszy, najszybszy i najmniej podatny na awarie czy opóźnienia naziemny środek komunikacji miejskiej. A nawet nim miała jakieś pół godziny podróży w każdą stronę.

Miała więc okazję aby wspomnieć wydarzenia ostatnich dni czy choćby wieczoru. Na przykład jak się dziewczyny wydurniały przy stole podczas kolacji. Rikke jeszcze raz pokazywała Jole nagranie ze swojego holo. Co wywołało chichoty i rzucającą się w oczy wesołość u nich obydwu. Akurat pod stołem Rikke pokazała Eden mały ekranik na którym widać było ich uda oraz uda Charlesa jak się ładnie łączą i rozdzielają w szybkim rytmie. Na nagraniu z oddolnej perspektywy rzeczywiście było to świetnie widoczne. Szarowłosa żona tłumaczyła blondynie kto jest kto na tym filmiku i co się akurat dzieje.

Dwaj mężczyźni przy kolacji starali się udawać, że nie zwracają na nie i ich “dyskretne” wygłupy uwagi. W zamian słuchali orbitalnych opowieści. Ale bawili się przy tym wszyscy. Jedne osoby na nowo przeżywały co się działo przez ostatnie dni a goście próbowali uzupełniać luki w pamięci ze swojej strony. Albo wszyscy razem sprawdzali You i własne zapiski aby spróbować odtworzyć jakiś detal z tych chaotycznych ale jakże epickich wydarzeń.

Po kolacji pan van Nisper wstał i się pożegnał z młodszą częścią grupy. Rikke chyba chciała wstać i go pożegnać tak samo jak zrobiła to Pinky ale Silje okazała się znać swoją szarowłosą żonę pod tym względem a do tego mieć niezły refleks bo złapała ją w porę za nadgarstek i skutecznie spacyfikowała takie pomysły. Eden zyskała więc okazję aby odprowadzić ojca do wyjścia i porozmawiać z nim przez chwilę na osobności.

- Eden, cieszę się, że wróciłaś cało i świetnie się bawiłaś. Cieszę sie, że na “Heliosie” to miejsce trzeba zobaczyć i zaliczyć chociaż raz w życiu. - zaczął z łagodnym ciepłym uśmiechem i przybrana córka mogła być pewna, że naprawdę tak uważa. W końcu sam kiedyś tam był a “Helios” cieszył się podobną reputacją od dekad, od ponad stu lat właściwie czyli odkąd został tym czym jest do dzisiaj, centrum światowej rozpusty, hedonizmu i rozrywki wszelakiej.

- Chciałbym cię prosić abyś była grzeczna przez nadchodzące dni. Lepiej się nie wychylaj. Twoi przyjaciele też. Śledztwo w sprawie Jephcott trwa. Nie wiadomo jak się skończy ale jeśli zdobędą jakieś dowody trzeba się liczyć z rozprawą sądową. Lepiej więc nie dawać amunicji oskarżycielowi. Po prostu chodź do pracy i nie wpakuj się w żadne kłopoty. Tylko o tyle cię proszę. - to już mówił poważnie. I zależało mu na tym aby do niej dotarło co mówi i o co ją prosi. No nie było trudno się domyślić, że w razie rozprawy sądowej wszelkie kłopoty z prawem czy inne wyskoki na pewno bardzo ułatwiłyby zadanie oskarżycielowi. A pan van Nisper chciał zwiększyć szanse na wyjście cało córki i jej przyjaciół z tej opresji.

A opresja była jak miecz Damoklesa. Przez weekend nie miała ani czasu ani ochoty się tym zajmować ale teraz nagłówki z You i podobnych aplikacji atakowały ją nagłówkami pełnymi teorii spiskowych kto chciał załatwić Paige Jephcott. Lub jej tatusia poprzez atak w jej córkę. Teorii było mnóstwo. Od ataku jego przeciwników politycznych, przez jakąś odrzuconą miłostkę Paige, hakerski cyberatak jakichś grup terrorystycznych które obrały sobie za cel Jephcott a nawet po kosmitów i reptilian. Czyli uniwersalnych chłopców do bicia w każdej, niejasnej sytuacji. Właściwie w jasnych też zawsze można było zwalić na kosmitów i reptilian. No na razie żaden nagłówek o Eden i jej żonach nie wspominał ale też pokazywały, że sprawa jest świeża i nadal na topie. No a była jeszcze policja która prowadziła to oficjalne śledztwo. Chyba w zeszłym tygodniu kopnęły gniazdo szerszeni.



Lato; Dzień 5; ranek; Instytut



Wszystkie pomysły, domysły, przypuszczenia i zmartwienia zostały porwane razem z tłumem pasażerów jacy zaczęli się wylewać z wagonu na peron. Jeszcze kawałek samej stacji i już. Widać było po drugiej stronie drogi budynki kompleksu naukowego jakie do tej pory Eden widziała tylko na zdjęciach. Kompleks wznosił się niczym dawny zamek na wodzie. Tylko taki nowoczesny, z kopułami i wieżowcami, i całą resztą nowoczesnej infrastruktury naukowej. Wybudowano go w końcu na wyspie sztucznego jeziora jakie z czasem obrosło nowoczesnym, miejskim molochem. Ale przez tą taflę jeziora wydawało się, że jest w tym coś mistycznego, w przekraczaniu granicy wody z jednej na drugą stronę. Kompleks na wyspie wydawał się niedostępny i jakiś wyrwany z innego świata.

Właściwie dopiero jak wsiadała do poduszkowca który sunął nad taflą wody i łączył wyspę z resztą megapolis zorientowała się, że pewnie wszyscy pasażerowie to pracownicy tego kompleksu naukowego. Jej potencjalni koledzy, koleżanki czy zwierzchnicy. Ale wyglądali dość zwyczajnie, jak każda inna grupka korposzczurów śpiesząca rano na swoje stanowiska. Jacyś znajomi rozmawiali ze sobą, ktoś przeglądał holo, słuchał czegoś na słuchawkach, ktoś coś robił w datapadzie no jednym słowem sceny jakie mogła znać czy to ze szkoły, szpitala, czy podróży środkami transportu publicznego. Tylko ludzie byli ubrani bardziej pod pracę w korpo a nie luźno jak po godzinach czy w szkole.

I tak zajechali aż w pobliże bramy głównej a tam trzeba było okazać przepustkę aby wejść. Ale na szczęście jeszcze w szpitalu dostała swoją przepustkę więc gdy przyszła jej kolej to po prostu przystawiła plastik do czytnika i bramka stanęła przed nią otworem. I dalej zaczynałą się terra intognita bo właściwie miała się zgłosić na recepcji i dalej instrukcje się kończyły.

- Ah, tak, Eden van Nispen. Zapraszamy do poczekalni, twój kolega już czeka, zaraz ktoś po was przyjdzie. - wyjaśniła uśmiechnięta recepcjonistka wskazując dłonią na drzwi do pomieszczenia o częściowo przezroczystych ścianach. Dzięki czemu obie strony mogły się mniej lub bardziej widzieć. Ale przynajmniej nie było, żadnej wpadki i wszystko było przygotowane.

- No cześć. Słyszałem, że się pohajtałaś. To gratulacje. - młody, wygolony prawie do gołej skóry Azjata przywitał się ze swoją koleżanką ze szpitala. Aymonowi w tym niby miłym przywitaniu udało się jednak wbić szpilę wyczuwalnej ironii czy może nawet pogardy. Ale coś nie miał ochoty na konwersację bo wrócił do przeglądania czegoś w swoim holo. Zresztą zbyt długo nie czekali. Kilka minut później do poczekalni weszły dwie osoby.

- Profesor Kumar! - Aymon poderwał się z miejsca ledwo para zdążyła przejść przez drzwi poczekalni. No tak, miał rację. To był profesor Ravi Kumar, szef całego pionu badawczego Instytutu! Jedna z najważniejszych osób w całym Instytucie i zaliczający się do czołowej śmietanki naukowców w całym układzie planetarnym! Oczywiście i Aymon i Eden wiedzieli, że on tutaj pracuje ale no spotkać go osobiście… A już, że on sam wyszedł do nich aby się przywitać.

- Tak jest, dzieńdobry, witam młode talenty w naszych skromnych progach. - starszy pan, w eleganckim garniturze okazał się zaskakująco jowialny, uprzejmy i o ciepłym spojrzeniu. Zupełnie na przekór wyobrażeniom o genialnych naukowcach czy szefach korporacji.





Druga osoba była dobrana prawie na zasadzie kontrastu. Bo starszemu mężczyźnie towarzyszyła młoda kobieta. Ale jej Eden nie rozpoznawała. Aymon chyba też a i widać było, że główną postacią jest tutaj profesor Kumar. A profesor okazał się bardzo wyrozumiały. Poprosił by poszli za nim i tak opowiadał im po drodze o tym miejscu i swojej wizji jaką miał.

- Nie bądźcie tacy zaskoczeni. Przyszłość to wy. My już zrobiliśmy swoje i nadal robimy. Ale przyszłe odkrycia spoczywają w waszych rękach i głowach. Dlatego wy, młodzi, jesteście najważniejsi. Musicie się oczywiście jeszcze wiele nauczyć ale to wy w końcu będziecie prowadzić własne projekty i badania naukowe, rozwiązywać problemy jakie nas przerosły, to wy przejmiecie pałeczkę nauki która poprowadzi nas ku lepszemu jutru. A kiedyś wy, tak jak ja teraz, przekażecie komuś tą pałeczkę jakimś młodym i utalentowanym osobom aby pobiegli w tej sztafecie dalej. - profesor z charyzmą tłumaczył swoją wizję a nikt nie śmiał mu przeszkodzić. Przechodzili przez kolejne korytarze i sale aż weszli do czegoś co nosiło duży szyld nad drzwiami “Poziom 1”.

- Tu was przekażę w ręce Blanche. Ja bardzo chętnie porozmawiałbym z wami dłużej no ale niestety wszyscy jesteśmy niewolnikami naszej pracy i muszę wracać do moich obowiązków. I proszę was, przekażcie pozdrowienia Aleksandrowi, zawsze mi się z nim ciekawie rozmawia a on przysyła nam takich interesujących studentów. - profesor zaczął się żegnać z nowymi praktykantami co nie było dziwne. Pewnie jako jedna z najważniejszych osób w Instytucie miał mnóstwo spraw na głowie niż oprowadzać nowych studentów. Ale za to nie zostawił ich samopas tylko przekazał w ręce owej Blanche która razem z nim przyszła ale dotąd pozostawała w jego cieniu wcześniej tylko się przedstawiając krótko i wtrącając czasem jakieś drobnostki.

Po odejściu profesora właśnie Blanche przejęła rolę przewodniczki. Oprowadziła ich po laboratoriach, pracowniach, magazynach które dla młodego człowieka nauki wyglądały jak ziszczenie się szczytu naukowych marzeń. Instytut miał pieniądze i to było tutaj widać na każdym kroku. Każdy detal od ubikacji po wyposażenie laboratorium aż lśnił od czystości i nowoczesności. Tutaj nie kierowano się najnowszymi trendami, tutaj je tworzono.

A Blanche cierpliwie tłumaczyła co jest co i kto jest kto. Dzięki niej poznawali kolejne miejsca i osoby. Szefów poszczególnych laboratoriów, pracowni, zwykłych laborantów, techników, komputerowców. Każdy miał swoją niszę za którą był odpowiedzialny i tak ten system działał. W końcu nie wiadomo jak i kiedy zeszło kilka godzin gdy Blanche zaprowadziła ich do stołówki na drugie śniadanie.

A stołówka też była niczego sobie. Wyglądała jak jakiś XIX-wieczna karczma na alpejskim stoku w pogodny dzień. Nawet było słychać świergot ptaków czy pukanie dzięcioła albo czuć powiew na włosach. Złudzenie było niesamowite.

- To hologram oczywiście. Ale 4d, z powiewem wiatru, zapachami, dźwiękami i tak dalej. Bo jesteśmy przecież dwa piętra pod ziemią. Każdego dnia jest głosowanie wśród odwiedzających jaki krajobraz ma być wyświetlany następnego dnia. Posiłki są oczywiście za darmo bo firma nie chce przecież byśmy padli z wycieńczenia. - Blanche z przyjemnym uśmiechem tłumaczyła jak to jest z tą podziemną stołówką która wyglądała jak wyrwana z czasoprzestrzeni dawnej Ziemi.





- A właśnie macie do mnie numer prawda? - zapytała raczej dla zasady bo jej numer kontaktowy dostali razem z przepustką, jeszcze w szpitalu. - Gdybyście czegoś potrzebowali, mieliście jakieś pytania czy pomysły to oczywiście możecie dzwonić o każdej porze. - powiedziała z ciepłym uśmiechem który sprawiał, że aż chciało się z jego właścicielką siedzieć i rozmawiać dalej. Albo dzwonić.

- Tak samo gdybyście tutaj się gdzieś zgubili albo przepustkę. Wtedy zgłoście się do kogokolwiek, najlepiej do ochrony to oni powiedzą wam co dalej robić. Ale oczywiście do mnie też możecie dzwonić. Zresztą ochrona i tak by pewnie zadzwoniła do mnie bo jesteście pod moją opieką. - Blanche Yemane, specjalista II klasy od PR jak głosiła plakietka jaką nosiła ich przewodniczka ciepłym głosem tłumaczyła dalej.

- No ale tak cały czas nawijam. Może wy coś powiecie o sobie? Jak wrażenia? Czy jest coś co chcielibyście zobaczyć albo tutaj robić? Bo może udałoby się to zorganizować. Na przykład czym chcielibyście się zająć w przyszłości? W jakich badaniach chcielibyście uczestniczyć? A może macie jakieś pytania? - czarnoskóra dziewczyna co wyglądała jakby miała ledwo kilka lat więcej od nich wzięła frytkę szczupłymi palcami i przygryzła ją obserwując nowych praktykantów i czekając jak mogłaby im najefektywniej zorganizować ten czas jaki mieli razem spędzić w Instytucie.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2019, 21:47   #17
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 39999 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=G6SV-5rm2Ig[/MEDIA]
Pytanie, czy Eden ma jakieś pytania było dość… mało trafne. Właściwe brzmiało: które zadać najpierw? Bo były ich dziesiątki, a może nawet i setki, a każde pojawiające się w głowie van Nispen rodziło kolejne ich ciągli. Wielki moloch kompleksu naukowego przyprawiał o zawrót głowy, mnogość sal doprowadzała do oczopląsu. Co lepsze do tej pory zwiedzili drobny wycinek, mały fragment całości, a tylko głupi sądziłby, że przy pierwszym spotkaniu zostaną dopuszczeni do najciekawszych projektów, albo dane im będzie zobaczyć fazy testowe przeprowadzanych badań.

- Nie wiem jak Aymon - spojrzała przelotnie na Azjatę, starając się zachować spokój i nie wyjść na podekscytowaną dziewczynkę w sklepie pełnym zabawek - Ja bardzo chętnie zobaczyłabym tutejsze osławione laboratoria bioniczne - popatrzyła na ich przewodniczkę, uśmiechając się zdawkowo - Od zawsze fascynuję się mikrobiologią szczegółową, histologią i ewolucjonizmem. Biogerontologią, dlatego chciałabym pracować w dziale genetycznym, móc brać udział w diagnostykach laboratoryjnych. Zatrzymać starzenie, pokonać śmierć - zamilkła, a potem dodała - Chciałabym tworzyć nieśmiertelność. Cofnąć starość, choroby. Sprawić, aby ludziom żyło się lepiej. Dłużej i bez konieczności używania wszczepów ratujących życie. Po co walczyć ze skutkami, jeśli za pomocą terapii genowej moglibyśmy działać prewencyjnie zaraz po samej diagnozie? Oszczędzimy ludzki czas, ból. Damy nadzieję. Od efektywnego uśmiercania tysięcy jest sektor wojskowy, wy dajecie mniej… inwazyjną alternatywę, bardziej zgadzającą się z moim prywatnym światopoglądem.

- Nieśmiertelność to mrzonka. - Aymon prychnął z irytacją jakby nie mógł sobie podarować drobnej złośliwostki wobec niezbyt lubianej koleżanki a przy okazji udowodnić swoją wyższość. Ale Blanche zareagowała błyskawicznie.

- Twoja postawa Aymon nie jest na miejscu. Wszyscy tutaj staramy się pracować nad przyjazną atmosferą. Inaczej nie dałoby się tutaj wytrzymać skoro spędzamy tutaj więcej czasu niż w domu. Jeśli nie masz nic konstruktywnego do powiedzenia to lepiej się tutaj nie odzywaj. - ciemnoskóra manager mówiła łagodnie i spokojnie a nawet z przyjaznym uśmiechem a jednak nie było wątpliwości, że mówi jak najbardziej poważnie. I pewnie jej zdanie o dwójce nowych praktykantów będzie miało spore znaczenie przy końcowych wynikach.

- Przepraszam. - wygolony Azjata trochę jakby się zaciął i zaczerwienił. Ale po chwili wewnętrznej walki bąknął krótkie przeprosiny w stronę ich kierowniczki.

- Nie mnie powinieneś przeprosić. - Blanche nie zmieniła przyjaznego grymasu twarzy ani głosu gdy z delikatną stanowczością znów zwróciła uwagę swojemu kursantowi. Ten jakby na moment się zapowietrzył. Ale widocznie nie chciał już na starcie przekreślać szansy na pozytywną ocenę.

- Przepraszam Eden. Moja uwaga była nie na miejscu. - wyjąkał z trudem jakby miał się zaraz zapowietrzyć z wysiłku. Teraz Blanche odwróciła głowę w stronę drugiej kursantki i popatrzyła na nią wyczekująco.

- Nic się nie stało. Sceptycyzm to nic nowego przecież - z miną łaskawej świętej Pinky przyjęła przeprosiny, nawet jeśli wymuszone. Już sama możliwość patrzenia jak pan w wiecznej opozycji się kaja była nagrodą - Skoro niczemu nie można zawierzyć, umysł uwalnia się również od sceptycyzmu, aż ostatecznie otwiera się na myślenie o tym, co nie do pomyślenia. Już teraz dożywamy prawie dwustu lat, co w zeszłym tysiącleciu nie do pomyślenia. Tak samo jak loty międzyplanetarne. Osiemset lat temu też niejeden pukał się w głowę, mówiąc że to niemożliwe, a dziś? Pewnie każde z nas jest z innego Sektora, z planet oddalonych od siebie o tysiące lat świetlnych. W większości terraformowanych aby nadawały się do zamieszkania przez organizmy tlenowe. - uśmiechnęła się pod nosem, wracając uwagą do Blanche - Wszechświat należy do odważnych, do marzycieli… ojciec zawsze mi to powtarzał. Nie dowiemy się jakie są nasze granice, jeśli nie spróbujemy ich przekroczyć. Aby spełnić marzenia.

- Piękne i odważne słowa Eden. Właśnie taką postawę promujemy. Po co mamy wymyślać czy udoskonalać coś co już zostało wymyślone? To zostawiamy innym. Nas interesuje przyszłość. A przyszłość jest w rękach ludzi z wizją. Oraz z zasobami i możliwościami. Instytut zapewnia te dwa ostatnie składniki. Ale od nas, zależy jak je wykorzystamy. To czynnik ludzki jest tutaj decydujący. - Blanche chociaż wydawała się w podobnym wieku co dwójka kursantów to kto wie, może była i ze dwa czy trzy razy starsza od nich. W dzisiejszych czasach wygląd mógł być bardzo złudny jeśli chodzi o kolerację z wiekiem. I to nawet bez żadnych lat “zamrożonych” w hibernatorach. A manager mówiła do nich tonem łagodnej nauczycielki do nowych uczniów. Ale dało się wyczuć wiarę i charyzmę jaka od niej biła.

- A dział genetyczny to świetny pomysł jeśli interesują cię właśnie takie dziedziny jak wspomniałaś. - zakończyła z łagodnym uśmiechem patrząc na Eden jakby już zostały koleżankami z pracy.

- Czyli jak widzę najciekawsze dla was byłyby oddziały kriogeniki i genetyki. - podsumowała zgłoszone chęci dwójki studentów. Wygolona głowa Azjaty skinęła twierdząco jakby wolał więcej nie ryzykować głosowej wypowiedzi po takiej wpadce na początku. Widząc jego zgodę Blanche popatrzyła pytająco na drugą kursantkę.

Eden też kiwnęła głową na potwierdzenie, wiedząc już że w oczach drugiego praktykanta zostanie lizusem, oszołomem… ale to akurat żadną nowością też nie było.

- Byłoby świetnie. Tylko… muszę spytać - nabrała powietrza i rzuciła poważnym tonem - Mają tam ekspres do kawy? Jeśli nie wezmę jedno potrójne espresso na wynos, jeśli pozwolisz.

Żarcik chyba spodobał się Blanche bo roześmiała się wesoło. Aymon na wszelki wypadek coś jakby się uśmiechnął. - Oczywiście, możecie stąd wziąć co tylko zechcecie. A na każdym oddziale jest coffe shop gdybyście czegoś potrzebowali. No i prawie wszędzie są automaty z przekąskami, słodyczami i kawą też. - odpowiedziała manager pogodnym tonem zerkając na nich oboje ciepłym wzrokiem jakby naprawdę chciała aby poczuli się jak w domu albo chociaż miejscu które znają i lubią. Aymon znów ograniczył się do bezpiecznego skinięcia głową na znak, że zrozumiał i nie zabrał głosu.

- To jak, macie jeszcze na coś ochotę na miejscu? - zapytała rozkładając dłonie po tej okazałej stołówce chyba nie chcąc aby odnieśli wrażenie, że ich popędza czy stresuje. Aymon znów poruszył głową, tym razem zaprzeczając gestem i miną. Blanche więc zerknęła na drugą kursantkę.

Pinky z uśmiechem pokręciła przecząco głową, woląc nie nadużywać cierpliwości nowej przełożonej. Zresztą chciała już iść. Zobaczyć, dotknąć, móc wreszcie zacząć pracę przez którą zapewne zniknie nie na miesiąc czy dwa, ale pewnie kilka lat, zanim nie zorientuje się, że od ostatniej imprezy minęła dekada, a ona zamiast nowych trunków, znosi do domu tylko kolejne holodyski z danymi i stosy papierów.

- Świetnie. Gdybyście czegoś potrzebowali albo mieli jakieś pytania to walcie śmiało. Jestem tutaj aby wam pomóc i ułatwić start tutaj. No i wyjaśnić wszelkie pytania i wątpliwości. - Blanche oznajmiła wesoło zanim wstała od stołu biorąc na drogę małą butelkę wody mineralnej jaką zaczęła podczas posiłku.

- A tajne badania? Będziemy mogli je zobaczyć? - Aymon jakby zapomniał o swojej standardowej postawie “mam na was wywalone” i zapytał jakby znów był małym chłopcem który zyskał okazję do porozmawiania ze swoim idolem na ulubiony temat.


- Tajne? A cóż to jest “tajne”? - przewodniczka idąc między stolikami zapytała go wesołym głosem. Ale chyba było to pytanie retoryczne. Wszyscy wiedzieli, że Instytut jest tak nowoczesny i przyszłościowy, że pracuje dla różnych pracodawców. W tym dla Floty, Armii i wielu megakorporacji. Jasne było, że chociaż część z tych badań nie jest znana opinii publicznej. Pewnie właśnie o to pytał kolega Eden.

- Co jest tajne zależy od stopnia dostępu. Wy macie prawa gości i wasz kod dostępu to 1. - wskazała na widoczną 1-kę przy identyfikatorach jakie mieli na sobie. Ona sama też miała podobny ale w miejscu gdzie dwójka kursantów miała 1-kę ona miała 5-kę. - Możecie być pewni, że w miejscach jakie zwiedzimy macie prawo pytać o wszystko. To co najpierw bierzemy na tapetę? Kriogenikę czy genetykę? - manager zapytała idąc korytarzem i pozwalając by każdy z kursantów mógł iść po jednej jej stronie. Jakby sprawdzała czy potrafią ze sobą pokojowo współpracować i podejmować zgodne decyzję. Aymon zawahał się nad odpowiedzią ukradkiem zerkając na koleżankę jakby sprawdzał co ona może odpowiedzieć.

W ostatniej chwili Eden ugryzła się w język, aby nie palnąć pytania, czy mają tu dowody na istnienie obcych form życia, składających się z więcej niż jednej komórki… ale i tak otrzymaliby uprzejmą odpowiedź podobnej treści jak opinia publiczna i media. Była też stara prawda, że lepiej nie pchać nosa w wojskowe interesy.

- Dobrze… - zaczęła powoli, biorąc w garść niechciane złe myśli. Już kiedyś ją wplątano w wojskowe intrygi. O jeden raz za dużo.

- Dobrze - powtórzyła, orientując się że parę kroków przeszła ze wzrokiem wbitym tępo przed siebie i zaciśniętymi w wąską kreskę ustami. szybko więc powróciła do rozsiewania optymizmu.

- Zacznijmy może od tego co bliżej. Nie będziemy się cofać, a potem wracać, dzięki czemu więcej czasu będziemy mogli spędzić już za odpowiednimi drzwiami.- odparowała pogodnie i niby lekkim tonem dorzuciła z pozoru niewinne pytanie - Powiedz, prowadzicie tu też badania nad paradoksem EPR?

- Ciekawe pytanie Eden. - odparła ich przewodniczka z łagodnym uśmiechem i zatrzymała się przed windą aby ją przywołać. - Pojedziemy więc najpierw na dział kriogeniki bo jest bliżej. - wyjaśniła gdy wcisnęła odpowiedni przycisk. Aymon nie opanował się aż tak by nie posłać koleżance triumfującego spojrzenia.

- To bardzo niepewna dziedzina nauki. I o ile mi wiadomo nie prowadzimy takich badań. Ale możesz o to zapytać profesora Kumara on jest w sprawach naszych projektów o wiele lepiej poinformowany. A ja nie wiem wszystkiego. Jestem tylko zwykłym managerem. - uśmiechnęła się Blanche gdy drzwi windy otworzyły się i z jej wnętrza wyszły dwie osoby. Mężczyzna w białym kitlu pozdrowił ich przewodniczkę co ona odpowiedziała mu tym samym i gdy winda zwolniła się całą trójką znaleźli się w środku. Manager wcisnęła jakieś przyciski i winda ruszyła na dół.

- Jak widzicie czytnik czyta nasze karty identyfikacyjne. Bez nich trudno zrobić kilka kroków bez alarmowania ochrony i systemów bezpieczeństwa. Dlatego lepiej ich nie zgubcie. Jeśli jednak tak by się stało możecie wezwać pomoc przez każdy dostępny terminal. Powiedzcie śmiało co się stało, możecie nawet wezwać mnie. Ale zróbcie to od razu. Inaczej konsekwencje mogą być przykre. A nawet poważne. - przewodniczka chyba specjalnie zademonstrowała im jak półprzezroczysty promień lasera liznął ich identyfikatory zanim winda ruszyła na dół. Nie musiała mówić, że pewnie osoby bez identyfikatorów traktowane są jak szpiedzy i sabotażyści albo bardzo podobnie. A jeśli ktoś sam zgłosi zgubę to najwyżej jako gapa której trzeba pomóc. Winda zatrzymała się i Blanche poprowadziła ich korytarzem bez szyb i okien. Przynajmniej nie na świat zewnętrzny.

- O proszę. I mamy dział kriogeniczny. - uśmiechnęła się czarnoskóra dziewczyna wskazując na mocarnie wyglądające drzwi na końcu korytarza. Mijali jakichś ludzi którzy wyglądali na zapracowanych i zajętych więc wrażenie było jakby byli w środku korpo mrowiska w jakimś wieżowcu na powierzchni. Aymon jakby zapomniał, że zwykle snuł wokół siebie aurę chłodne pogardy i widać było po nim prawdziwą ekscytację.

- Myślisz że profesor Kumara znalazłby kwadrans aby odpowiadać na pytania stażystki? - w głosie van Nispen zabrzmiało powątpiewanie. Zwykle rekiny nie zajmowały się małymi gupikami, które ani nie nasycą ich głodu, ani nic konstruktywnego do życia nie wniosą. Zagryzła wargę, kiwając głową na wyjaśnienia pod tytułem “lepiej być ciapą, niż szpiclem”. Wystarczyło jej już zamieszania prawnego, poza tym obiecała Zgredzikowi, że nie będzie się wychylać. Tak samo jak pewnie nie powinna zadawać niewygodnych pytań, ale niektóre rzeczy były silniejsze. Wyminęli zabieganych ludzi, ciężki drzwi rozsunęły się bez najmniejszego szmeru, zapraszająco.

- Zapytam go o to. - przewodniczka uśmiechnęła się tak ciepło, że można było mieć nadzieję, że jednak to zrobi. A tymczasem po drugiej stronie drzwi znów ukazał się korytarz. Też szeroki i podobny do tego którym właśnie szli ale tym razem po obu ścianach widać było podobne, szerokie, dwuskrzydłowe drzwi. Jak do jakichś garaży. Tylko spore odstępy między nimi sugerowały, że za nimi pomieszczenia są o wiele większe niż standardowe garaże.

- A na razie zapraszam na wycieczkę. - zaprosiła dwójkę swoich podopiecznych podchodząc do drzwi gdzie czytnik znów zadziałał jak trzeba i te otworzyły się automatycznie na boki jak za jakąś magiczną siłą. Za nimi ukazała się galeryjka a pomieszczenie okazało się spore jak standardowa sala gimnastyczna w szkole. I głębokie na dobre piętro w dół. Bo galeryjka była pod sufitem a podłoga dobre kilka metrów poniżej.

Z galeryjki widać było naukowców i techników pracujących nad jakimiś próbkami pod mikroskopami. Stało tam mnóstwo jakiś baniaków, kanistrów, pełno było rur które coś pompowały i całość wyglądało jak skrzyżowanie małej fabryki i jakiegoś laboratorium. Całość sprawiała wrażenie zorganizowanego chaosu. Ktoś pracował na komputerze, kilka osób prowadziło chyba naradę albo dyskusję, ktoś się sprawdzał coś pod mikroskopem, albo wymieniał jakiś jeden tajemniczy kanister na drugi.

- To laboratorium kriolizy! - zawołał podekscytowany Aymon który chyba rozpoznał z czym mają do czynienia. Pinky musiała przyznać, że chyba rzeczywiście to właśnie mogło być to o czym mówił.

- Tak jest, to jest laboratorium kriolizy. Chcecie się rozejrzeć? - Blanche uśmiechnęła się dobrodusznie widząc jak reagują jej podopieczni a przyznanie racji Azjacie sprawiło, że ucieszył się jakby nauczycielka pochwaliła go przy całej klasie.

- A możemy? - Aymon wyraźnie nie mógł się doczekać aby ruszyć na dół. Prawie dosłownie przebierał nóżkami ze zniecierpliwienia.

- Ależ naturalnie, że możecie. Chodźmy więc. - manager nie trzymała ich dłużej w niecierpliwości i ruszyła galeryjką ku schodom prowadzącym na dół.

Było widać gołym okiem, że Aymon znalazł swoją ziemię obiecaną. Dobrze pójdzie, zostanie z mrożonkami i kto wie? Może stanie się wreszcie jedną z nich, przez co Eden zyska spokój ducha, a także harmonię wewnętrzną bez konieczności kooperacji z “kolegą”.
- Mrozicie tu jednokomórkowce czy coś bardziej skomplikowanego? - zwróciła się do manager - Wirusy, istoty żywe?

- O ile mi wiadomo to tutaj eksperymentujemy z nowymi mieszankami używanymi w hibernatorach. Testy przeprowadzamy na bezpiecznych, sztucznie wyhodowanych tkankach testowych. Żadnych zwierząt. - Blanche odpowiedziała jakby z miejsca chcąc ukrócić ewentualne wątpliwości co do bezlitosnego traktowania zwierząt podczas badań. Na szczęście z czasem nauka wynalazła tkani testowe które były zbliżone właściwościami do docelowych odbiorców głównie ludzi. Na bardziej zaawansowanych etapach badań testy na zwierzętach zwykle i tak były niezbędne ale w porównaniu do dawnych czasów ich użycie było minimalne. Tkanki testowe i symulacje sprawdzały się w roli zamienników bardzo dobrze.

- Czy ja mogę tam sobie popatrzeć? - Aymon ledwo ukrywał zniecierpliwienie i fascynację więc chyba tylko przez grzeczność i rozsądek zapytał przewodniczkę wskazując na trójkę ludzi którzy chyba przygotowywali właśnie jakiś test.

- Ależ śmiało. - Blanche nie stawiała mu ograniczeń więc młody Azjata skinął tylko jej głową a na Eden nawet nie rzucił okiem gdy ruszył zdecydowanym krokiem w stronę wspomnianej trójki.

- A ty Eden? Na co masz ochotę? - manager z sympatycznym uśmiechem i ciepłym spojrzeniem zapytała kursantkę która na razie została przy niej.

- Szczerze? - van Nispen popatrzyła na nią z podobną miną - Mam ochotę spytać, czy po pracy dasz się zaprosić na obiad. W ramach zapoznania… z obowiązkami nałożonymi na kursantów. Celem zapoznania z tematem procedur wewnętrznych. To naprawdę rozległy kompleks… piękny na dodatek. Idzie się zgubić, wpaść w kłopoty i zarobić parę minusów na start, co jak wszyscy wiemy, nie jest celem naszej tutaj obecności - w jej oczach błysnęły wesołe ogniki - Poza tym chętnie zaczęłabym już pracę. Istnieje możliwość, że jutro już podłączycie mnie pod któryś z projektów?

Panna Yamane roześmiała się wesoło słysząc odpowiedź swojej kursantki odrzucając głowę do tyłu.
- Obawiam się, że nasza dniówka nie skończy się po lunchu. - odpowiedziała łagodnie z przyjaznym uśmiechem. A lunch zapewne i tak spędzimy wspólnie. - spojrzała na plecy Aymona któremu któryś z mężczyzn w białych kitlach coś właśnie tłumaczył. Wcale nie wyglądali na takich co są zdenerwowani, że nowy kursant im przerwał i o coś zapytał.

- Więc jak skończymy ten dzień pewnie będzie już raczej pora kolacji. Ale oczywiście jeśli profesor Kumar nie będzie miał dla mnie innych zadań to z przyjemnością się z tobą zabiorę na tą kolację. - manager odpowiedziała wciąż chyba w pogodnym nastroju.

- I jesteś aż tak niecierpliwa do pracy u nas? - brew uniosła się u ich przewodniczce gdy zadała to przekorne pytanie. - To się chwali, naprawdę chwali. Dzisiaj myślę, obejdziemy sobie nasz kompleks byście mogli się chociaż zorientować tak ogólnie co jest co. Ale jutro już myślę, będziecie mogli dołączyć do jakichś zespołów. Właściwie zazwyczaj tak robimy, że każdego dnia przydzielamy praktykantów do różnych zespołów badawczych aby mogli się przekonać na czym polega praca w takim zespole. Po tygodniu zaś można już mieć jakieś wyrobione pojęcie i skoncentrować się na tym co by się chciało tutaj u nas robić. - manager wyłuszczyła jaki jest tradycyjny plan wdrażania praktykantów do wielkiej rodziny jaką był Instytut zajmujący się dziedzinami często tylko pozornie ze sobą powiązanymi.

- Czyli jesteśmy umówione - Pinky podłapała najważniejszą informację, szczerząc się szeroko. Dość szybko jednak wróciła na jej twarz powaga, gdy również popatrzyła na plecy Azjaty - Odkrycia naukowe same w sobie są najwyższą wartością. Doskonalą człowieka bardziej niż kotły parowe, turbiny, lotnictwo i cała metalurgia od Noego do naszych czasów. Chcę się uczyć, wnieść coś nowego i nowe wynieść. Niczego nie zmienię siedząc biernie... a zmieniłabym dużo rzeczy. - odwróciła głowę do Mulatki, posyłając jej szybki uśmiech - Od czegoś trzeba zacząć.

 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-11-2019, 22:52   #18
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 55907 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 8 - Poniedziałek wieczór

Lato; Dzień 5; pn; wieczór; restauracja “Bolero”



Jeśli ktoś, jak Eden, chciał się uczyć to Instytut był do tego odpowiednim miejscem. Zwłaszcza jak już ten ktoś miał opanowane pewne minimum wiedzy teoretycznej i praktycznej tak jak Eden albo Aymon aby mógł zrozumieć i uczestniczyć w badaniach chociaż na podstawowym poziomie.

A badania potrafiły być bardzo wciągające. Z jednej strony dało się wyczuć świetną organizację pracy. Każdy tutaj był specem w swojej dziedzinie i jak mały trybik napędzał całą machinę która zajmowała się wytwarzaniem nowych wynalazków. Nie było tutaj zbędnych osób. Jeśli ktoś był w jakimś zespole to znaczy, że był tam potrzebny. Każdy element czy ludzki, czy techniczny, czy materiałowy wydawał się być idealnie zgrany tak w czasie jak i miejscu.

Ale mimo tego panowała całkiem koleżeńska atmosfera. Taka jaką można sobie wyobrazić w jakimś klubie dyskusyjnym dla studentów. Tylko tematy były bardzo wyspecjalizowane i z wyższej półki. Ale o dziwo, czy to ze względu na obecność Blanche czy może taka tu była tradycja, nikt nie dał odczuć nowym praktykantom, że są zbędni albo, że przeszkadzają. Wręcz przeciwnie czy to w dziale kriogenicznym czy w drugiej części dnia w dziale genetycznym, wszyscy wydawali się bez oporu odpowiadać na pytania dwójki studentów. Nawet pozwalali im wykonać pewne zabiegi czy elementy eksperymentów.

Dlatego mogli sobie sprawdzić jak ekstremalnie niska temperaura działa na różne przedmioty. Jak krucha staje się stal albo jak wszystko za szybką zamarza oprócz żelu kriogenicznego który dalej zachowywał swoją półpłynność. A właśnie taki żel krążył w kapsułach kriogenicznych dbając o dostarczenie zamrożonym tkankom odpowiednich impulsów i substancji odżywczych. Jak to wyjaśniono dwójce gości akurat pracowali nad nową mieszanką która będzie lżejsza więc będzie można pakować ją w mniejsze pojemniki oraz będzie trudniej się degenerować co pozwoli na dłuższe etapy hibernacji. Projekt zleciła agencja kosmoczna którą interesowało wydłużenie lotów bez korzystania z bram. W końcu, żeby zbudować w jakimś układzie taką bramę najpierw trzeba było tam “dowiosłować” czyli dolecieć analogowo tak jak to się na początku ery podboju kosmosu latało. A te najbliższe lub najbardziej opłacalne światy już zostały skolonizowane. Zostały właśnie te odległe gdzie podróż w jedną stronę mogła trwać dziesiątki lat albo i dłużej.

O ile w kriolabie Aymon wydawał się jak w sklepie z zabawkami to Eden miała podobnie w dziale z genetyką. Ile tu się działo! Ale podobnie jak ona uległa czarowi profesjonalnej nauki w kriolabie tak młody Azjata poddał się temu urokowi w genlabie.

Tu też trafili na przyjazny zespół i wszyscy byli dla nich mili. Mogli pobawić się generatorem genów. Co prawda podstawowymi modelami mogli się bawić jako dzieci kreując różne mniej lub bardziej realne stworzenia. No ale ten symulator był prawdziwie profesjonalny. Różnił się od tych zabawkowych tak jak poręczny komputer od superkomputera zajmującego kilka pięter. Zresztą ten symulator właśnie zajmował kilka pięter. No a pomieszczeń na pewno. A wszystko po to by przerabiać petabajty danych jakie mogła nieść przyśpieszona ewolucja. By setki, tysiące i miliony zmiennych przeliczyć na setki, tysiące i miliony pokoleń danego organizmu, sprawdzając jakie wystąpią wady, schorzenia, czy ilość wad w dłuższej perspektywie nie zbanuje istnienia takiego organizmu. Albo jak się będzie sprawdzał w warunkach braku grawitacji, skrajnie wysokiej lub niskiej temperatury albo grawitacji.

Poza samym symulatorem jaki jak się okazało w slangu genetyków nazywali FEV co było jakimś chyba lokalnym żartem z którego nie do końca umieli się wytłumaczyć, dwójka nowych studentów mogła się zapoznać z ich pracą. A aktualnie zespół jaki odwiedzili zajmował się wykreowaniem symbiotycznej bakterii. Bakteria miała krążyć w obiegu człowieka i skuteczniej rozprowadzać tlen po organiźmie. Gdyby projekt zakończył się sukcesem zyskano by organizm jaki pozwalałby przezwycieżać warunki niskiego stężenia tlenu. Zwiększył by szanse przeżycia załóg jednostek kosmicznych czy podwodnych w sytuacjach niedoboru tlenu albo pomógłby skolonizować światy w jakich można by wcześniej zaczać kolonizację, wychodząc ze świata zamkniętych baz i kopuł dużo wcześniej niż obecnie.

Więc dzień uciekł dwójce nowych praktykantów zupełnie nie wiedzieć kiedy. Aż dziwne było, że to już koniec zmiany. W świecie bez okien łatwo było przegapić naturalny rytm dnia i nocy. No ale zegarki nie kłamały, zbliżał się wieczór i koniec pierwszego dnia praktyk. W jednym Eden i Aymon na pewno byli zgodni, oboje nie mogli się doczekać powrotu do Instytutu jutrzejszego poranka. Ale na dzisiaj był już koniec.

- Cieszy mnie wasz entuzjazm. Przemyślcie sobie proszę czym byście chcieli się zająć jutro. Widzę, że macie zadatki na odmienne specjalizacje. Dlatego jutro spróbujemy wam dobrać zajęcia indywidualnie. Ale to jutro. Na dzisiaj już czas wracać do domu. - Blanche z tym swoim ciepłym i przyjaznym spojrzeniem tak mniej więcej podsumowała ten pierwszy dzień. I wydawało się, że jest zadowolona ze swoich studentów tak samo jak oni z tej wycieczki.

Ich nowa manager zostawiła ich na chwilę gdy poszła do swojego biura aby się spakować. A dwójka praktykantów mogła wrócić do swoich rzeczy zdejmując z siebie przydzielone uniformy i odzyskując swoje rzeczy z depozytu. Aż dziwne było, że dało się wytrzymać cały dzień bez swojego holo. Eden odkryła, że miała “trochę” nie odebranych wiadomości. I ogólnych z You, i spamu, i standardowych powiadomień ale też od swoich żon które chyba martwiły się o nią jakby nie wiadomo co jej mieli tu robić w tym Instytucie. Michael też napisał. Że powodzenia w pierwszym dniu i by się odezwała. No, że niedziela była spoko. I jeszcze Mika jak obiecała przesłała filmik ze swojego promu desantowego. No ale to było oglądania na trochę dłużej.

- Gotowi do wyjścia? I jak wrażenia z pierwszego dnia? - Blanche do nich w tym czasie wróciła no i wzięła jedno pod jedno ramię, drugie pod drugie i słuchała wrażeń z tego pierwszego dnia. Aymon chyba znów zapomniał, że jest przecież dupkiem który ma wywalone na wszystko i wszystkich bo gadał jak nakręcony. Jak dzieciak wracający z ulubionego parku rozrywki. Blanche słuchała tego cierpliwie i z przyjemnością. Zarówno gdy wychodzili na zewnątrz a na zewnątrz była już zmierzch. Widok zapierał dech w piersiach. Dosłownie. Bo cała trójka zamilkła. Blanche pewnie widziała to już nieraz. Ale dwójka praktykantów na własne oczy miała okazję oglądać tą panoramę po raz pierwszy.

Sądząc po zegarkach był wczesny wieczór. Nawet nieboskłonie widać było resztki zmierzchu ulegającego naporowi nocy. A wraz nocą przyszedł mrok. Ale ten mrok był rozświetlany milionem świateł. Wieżowce, domy, jadłodajnie, bloki, pojazdy to wszystko dodawało swoją porcję świetlnych punkcików. Sztuczne jezioro pozwalało złapać świetny dystans do tego miejskiego molocha. Można było być w jego centrum a jednocześnie pusta tafla jeziora pozwalała jakby spojrzeć z poza miasta. Jak przez jakieś terrarium na wnętrze mrowiska i mrówki zajęte swoimi czynnościami. Do tego te wszystkie punkciki niczym gwiazdy na niebie, odbijały się w czarnej tafli jeziora.

- Ja swojego pierwszego dnia też kończyłam o tej porze. Polecam selfie na tym tle. - Blanche nachyliła się trochę w ich stronę i ściszyła głos jakby zdradzała im jakąś tajemnicę. No rzeczywiście widok wydawał się warty uwiecznienia.


---



A potem można było znów zacząć etap wracania do domu. Wrócili tak samo jak się tutaj dostali czyli linią magtrain. Weszli we trójkę, razem z całą masą ludzi opuszczającej Instytut. Ale trzecia zmiana szła na swoją nockę więc wymiana była pełna. We trójkę znów mogli porozmawiać aż do czasu gdy Aymon wstał i pożegnał się wysiadając na jednym z przystanków. Nawet wesoło życzył im “Do jutra”. Zaś Blanche dała znać Eden, że mogą wysiąść trochę później chociaż to nie był najlepszy przytanek dla Eden aby wrócić do swojego domu.

- I cóż Eden chodzi ci po głowie. Mów śmiało. Jestem tu, żeby ci pomóc. - ostatecznie Blanche zaprowadziła Eden do “Bolero”. Całkiem niezłej restauracji. Raczej takiej dla jej ojczyma i jemu podobnych niż dla niej i jej żon, no na pewno o wiele bardziej spokojniejszą i stonowaną niż “Styxxx”. Z czerwonymi obrusami, elegancką zastawą, menu z cenami na pewno też nie z poziomu “Styxxx’a” i obsługą w białych koszulach.

Blanche albo miała zamówiony stolik albo była tu częstym gościem bo gdy obie weszły bez wahania przeszła między stolikami i zajęła miejsce przy stole z napisem “REZERWACJA”. Napis znikł ledwo przystawiła palec z czipem do czytnika. - Pozwolisz na tą drobną zamianę, że to ja cię zaproszę na kolację? Bardzo lubię tu przychodzić, jest taka przyjemna atmosfera, można odsapnąć od tego urwania głowy w pracy. - trochę jakby poprosiła a trochę przeprosiła Eden, na tą drobną zmianę planów gdy obie sadowiły się na swoich miejscach. A restauracja rzeczywiście pozwalała na dyskrecję i swobodną rozmowę przy czymś do jedzenia i picia. A gdy już zamówienie miały przed sobą na stole mogły wreszcie porozmawiać swobodnie. I Blanche sama zaczęła uderzać w ten parodiujący ton gdy żartowała sobie z samej siebie i swoich sztywnych ram w jakie musiała się oblec w pracy.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168