Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Science-Fiction Chcesz odkryć w eonach Kosmosu Zapomniane Światy? Walczyć z wszędobylskimi Korporacjami, bądź być małym cyber–trybikiem w ich złożonej Maszynerii? Ostrzem świetlnego miecza wyrąbywać sobie swoją ścieżkę Mocy? To czy odważysz się przejść przez Wrota Wymiarów zależy tylko od Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13-03-2019, 22:40   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 58589 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Hekaton

Czwartek; wieczór


Życie było piękne! Przynajmniej dla kogoś kto umiał z niego korzystać, a jak jeszcze był do tego młody, piękny, zdrowy i bogaty to w ogóle robił się raj na Ziemi. Trzy dziewczyny zgromadzone w łóżku jednej z nich na pewno spełniały te warunki. Życie było piękne! Zwłaszcza jak się miało w zasięgu ręki kogoś kogo się lubi i to z wzajemnością. Trzy kumpele na pewno się lubiły i trzymały razem. Także na wspólnej domówce jednej z nich, gdy nawet w środku tygodnia mogły się spotkać i zabawić. Życie było piękne! Za oknem świeciło Słońce, a lazur nieba odbijał się w wodach widocznych z okien. Kusił aby wyjść i tam popływać czy się poopalać. To znaczy wcześniej, bo taka impreza była, że nie wiadomo kiedy ten lazur się skończył i była już noc. Ale światła nocy też miały swój urok i kusiły licznymi ciekawymi miejscami do zaliczenia. No i w sypialni, w domu gdzie komputery i automaty utrzymywały żądane warunki mikroklimatyczne też było ciekawie. Pudełka po pizzy, puste lub jeszcze nie butelki z różnoraką zawartością, strzykawki automatyczne z kolorową zawartością chemicznych strzałów, niewielkie plastikowe paczuszki z białym proszkiem i pudełeczka z “dropsami” również świadczyły, że impreza była przednia i trochę już trwała.




- O matko, powiem wam dziewczyny, że już się boję jutrzejszego wstawania. - dziewczyna o długich, różowo - szarych włosach wyciągnęła się leniwie na łóżku gospodyni z rozleniwionym uśmiechem na twarzy. Kacowe efekty imprezy zapowiadały się strasznie na jutrzejszy, piątkowy poranek ale jutrzejszy piątkowy poranek to była odległa i niezbadana przyszłość a póki co życie było piękne!




- Noo… przedni towar… - leżąca obok wykolczykowana i wytatuowana dredziara zgodziła się z nią równie leniwie. Leżała na plecach, z jedną ręką pod głową i sufitowała z błogim wyrazem twarzy pociągając od czasu do czasu skręta. Wszystkie trzy zresztą miały ten błogostan wymalowany na twarzach.

- Ej, Silje a ty nie mówiłaś coś, że masz jakąś niespodziankę? - Rikke trąciła nogą wykolczykowaną kumpelę. Ta skrzywiła się, zmarszczyła brwi w próbie zogniskowania pamięci na własnych słowach i wcześniejszych rozmowach.

- Tak? - dredziara odwróciła głowę w stronę obydwu twarzy obok na znak, że przydałoby się jej drobne przypomnienie.

- No mówiłaś, że masz. Coś specjalnego dla Pinky. I, że nam gacie spadną z radochy. - sąsiadka Pinky próbowała nawigować po skojarzeniach informatyczki odwołując się do tego co gadały wieki temu. Czyli na początku imprezy kilka godzin wcześniej.

- Aaa! Spadające z radochy gacie! No tak! Gdzie mój sprzęt? - na twarzy Silje eksplodowała ekscytacja i podniecenie gdy widocznie odpowiednie zębatki zaskoczyły z odpowiednimi dziurkami w umyśle hakerki. Jej ruchy nabrały wigoru i podniosła się do pionu rozglądając się po sypialni Pinky u której dziś balowały. Namierzyła swój deck i sięgnęła po niego. Zmieniła łóżkową lokalizację opierając się wygodnie o ścianę i biorąc swoje cacko w swoje ręce.

- No to dziewczyny patrzcie i podziwiajcie! - hakerka o ciemnych dredach zaśmiała się z wyraźnie złośliwym odcieniem jakby szykowała się wywinąć jakiś numer. Jej deck był niewielki, przypominał płaską prawie przezroczystą płytkę plastiku trochę większą od dłoni dorosłego człowieka. Akurat by wsadzić do tylnej czy bocznej kieszeni spodni albo kurtki. Ale nie na wielkości polegała wielkość urządzenia oraz jego właścicielki. W paru ruchach skorzystała z łącza z siecią domową i już po chwili przed łóżkiem pojawił się holoekran wielkości pewnie podobnej do samego łóżka. Na ekranie pojawiły się nieco mniejsze oraz klawiatura sprzęgnięta z palcami operatorki dzięki czemu mogła pracować bezpośrednio na holoekranie.

- Niee noo… mamy się gapić jak imprezuje ten pustak? - Rikkie skrzywiła się z niesmakiem, niedowierzaniem i rozczarowaniem widząc co pokazał ekran. A pokazał wnętrze jakiegoś lokalu i tłumy rozbawionych gości. Silje pewnie włamała się do jakiegoś systemu monitoringu więc teraz widziały to co system ich kamer. Dla jej możliwości i sprzętu to nie był żaden specjalnie porywający wyczyn. Już ich trochę przyzwyczaiła do takich numerków jako raczej standard więc już wrażenia samo w sobie nie robiło. Po serii kilku zbliżeń oko kamery skoncentrowało się na jednym stoliku a główną aktorką tej relacji na żywo była pewna młoda, wygolona prawie na łyso kobieta. Wszystkie ją niestety znały i to aż za dobrze: Paige Jephcott.




I żadna z trójki dziewczyn jakie okupowały w tej chwili łóżko Pinky jakoś nie była fanką tej lokalnej gwiazdy i celebrytki. Chociaż ona sama widocznie uważała się za kogoś takiego. Co zresztą potwierdzało modne ubranie “córeczki tatusia” oraz jak zwykle towarzysząca jej grupka pochlebców obojga płci z jakimi aktualnie raczyła się zadawać. Ale gwiazda przedstawienia mogła być tylko jedna i oczywiście mogła być nią tylko Paige. Jeśli ktoś miał z tym jakiś problem no to właśnie był to jej czy jego problem, a Paige na pewno nie raczyła się tym przejmować. Teraz zresztą również wyglądało, że zalicza kolejny rozrywkowy wieczór i bawi się świetnie tak samo jak reszta towarzystwa.

- I co mamy jej kibicować? Jarać się jaka jest cudowna i wspaniała? - Rikkie dopytywała się dalej dając wyraz, że taki punkt programu na pewno nie jest odpowiedni na ich małą, prywatną, zamkniętą imprezę w sypialni Eden. Dopytywała się bo informatyczka była zajęta czymś co dla laika wyglądało na konkurs “Jak najszybciej wklikaj jak największą ilość klawiszy i poprzesuwaj jeszcze kursorem na ekranie co się da”. Czyli pewnie Silje coś robiła właśnie dlatego się nie odzywała no ale na razie nie było wiadomo co więc szarowłosa się nieco zaczynała irytować. Nie miała ochoty oglądać jak bawi się nowoczesna bananowa młodzież. Miały przecież własną imprezę integracyjną. Trzeba było przecież pożegnać się z Pinky należycie. Zaczynała od poniedziałku praktyki w Instytucie czyli będzie miała przerąbane i nawet do końca było wiadomo czy będzie stamtąd wracać w tygodniu. A nawet jakby wracała to zapowiadał się schemat “praca, praca, praca”. No był jeszcze weekend przed nimi i na następny chyba powinno dać się wyrwać Eden ze szponów złych korporacji i w ogóle złego świata który zabraniał młodym dziewczynom spotykać się i imprezować. Dlatego można było zacząć tą pożegnalną imprezę już w czwartek prawda? No prawda. I jakieś takie hasło przyświecało im wcześniej gdy się umawiały na tą dzisiejszą imprezę.

- No. Właśnie tak. Będziemy się gapić i kibicować. Patrzcie teraz. - coś w głosie Silje sugerowało, że w tym niezbyt na razie ciekawym przekazie na żywo coś zaraz zacznie się dziać. Jeszcze chwila. Paige chyba opowiedziała jakiś dowcip czy coś zabawnego bo się wszyscy przy stole roześmiali. Jakiś kelner ruszył w stronę ich stolika. Ale minął ich i przeszedł do następnego. Paige złapała jakąś laskę i razem zaczęły pozować do selfie. Rikke pozezowała na dredziarę na co właściwie mają patrzeć i kiedy zacznie się coś dziać. Ta jednak puściła jej całusa i wskazała z powrotem na ekran. Utrzymanka prezesa więc westchnęła i znów zaczęła obserwować jak Paige gwiazdorzy na całego.

- O! Zaczęło się. - wyszczerzyła się radośnie Silje wskazując na stolik przy którym ktoś z obsługi podszedł do Paige. Łysa dziewczyna najpierw machnęła ręką i się roześmiała jakby trafiło na zły stolik i złą osobę. Ale obsługa nie ustępowała. Pokazano klientce jakiś mały skaner, podobnym jakim zwykle regulowało się płatności. Paige prychnęła z pogardą i przytknęła kciuk do czytnika autoryzując coś. Pewnie rachunek. Na twarzy pojawiło się zaskoczenie. Silje miała rację, zaczynało się robić ciekawie. Widać było jak konflikt z błahostki zaczyna rozlewać się po całym stoliku. Awantura rozkapryszonej gwiazdy zaczynała nabierać rumieńców. Panna Jephcott wstała i jasne było, że zaczyna wymyślać obsłudze. Silje udało się złapać nieco głosu. Nie na tyle aby słychać było każde słowo no ale co niektóre kiepsko znosząca krytykę Paige sama się postarła by być słyszalna.

- Jak to jestem niewypłacalna!? Ty wiesz szmato kim ja jestem?! A ty mi mówisz, że nie mam kredytów?! Że jestem biedna! Spierdalaj i dawaj managera! - krzyczała celebrytka rozjuszona takim traktowaniem jakie urągało jej poczuciu smaku, stylu i wychowania. Kelnerka skinęła potulnie głową i odeszła od stolika znikając z wizji kamery. Za to rozgorączkowana gwiazda usiadła z powrotem zyskując natychmiast wsparcie i wyrazy otuchy i sympatii reszty biesiadników.

- Co zrobiłaś? Zablokowałaś jej konto? - Rikke cały show przypadł do gustu i momentalnie straciła wszystkie swoje wątpliwości i zarzuty jakie miała jeszcze przed chwilą.

- Nie obrażaj mnie. Konto to ja jej mogę zablokować w przerwie na kawę. - informatyczka roześmiała się wesoło zerkając na swoje obie kumpele i wyglądało na to, że to dopiero początek kłopotów głównej gwiazdy tego show.
- Zobacz co sobie poczyta kierownik lokalu. - jeden ruch palców operator deck’u i na holoekranie pojawiło się mniejsze okienko. Wyglądało jak standardowy komunikat z banku. O zablokowaniu konta z powodu braków środków finansowych.

Na ekranie zaś szybkim krokiem do stolika Paige podszedł jakiś facet, pewnie jakiś manager. Zaczął rozmowę ze zdenerwowaną gwiazdą ale tym razem nie było słychać o czym rozmawiają ale widoczna mimika i mowa ciała były nadto czytelne by się domyślić treści: ona odgrywała obrażoną i zdradzoną divę on starał się jakoś załagodzić sytuację a reszta stolikowych gości albo popierała swoją guru albo zachowywała bierność ograniczając się do komentowania sytuacji na korzyść gwiazdy lokalu. Inne zachowanie groziło skreśleniem z listy znajomych i zaszczytu siedzenia z nią przy jednym stoliku.

- Teraz próbują resetować system aby uaktualnić dane. Pomogę im. - Silje powiedziała ze zjadliwą uprzejmością i zaczęła szybko pracować na swoim monitorze. W końcu coś kliknęła i znów wróciła do obserwowania tego co się dzieje na ekranie. A działo się. Kierownik pewnie dostał wiadomość o zresetowaniu systemu bo spojrzał na czytnik. I zbladł. Jeden ruch dłoni hakerki sprawił, że pojawiło się nowe okienko na jakim pojawiła się suma do zapłaty. Była wielkości opłaty jednego semestru na uczelni Pinky. Co prawda na biednego nie trafiło ale jasne było, że to o wiele więcej niż zabalowała dzisiaj ekipa panny Jephcott. Manager w zaistniałej sytuacji mógł czuć oczywiste opory przed poinformowaniem o tym klientki ze złotą kartą. W końcu na jej nachalne pytania wciąż coś tłumacząc i przepraszając pokazał jej ową sumę.

- Iiiileee?! No chyba śnisz! - po pierwszym szoku Paige odzyskała rezon i rozpoczął się drugi akt przedstawienia pt. “Obrażona diwa”.

- Ale ją załatwiłaś! - Rikke śmiała się już na całego ale okazało się, że to jeszcze nie wszystko co przygotowała kumpela z pracy Eden.

- To im trochę zajmie a póki co… Co powiecie na to? - dredziara uśmiechnęła się niewinnie i holoekran został zdominowany przez portretowe zdjęcie Paige. Wyglądała bardzo kusząco i było to świetne ujęcie. Z idelnie wystylizowane na drapieżnego wampa. Po tym pierwszym wrażeniu okazało się, że to jest zdjęcie profilowe. Do “YourHookers”. Popularnej aplikacji mającej ułatwiać jak najszybszą integrację między partnerami wraz odpowiednią dokumentacją i opiniami o przebiegu takiej integracji.

- To ona?! - Rikke aż podskoczyła z wrażenia i zaskoczenia, że tak sławna osoba jak Paige też ma profil na tak szmatławej aplikacji.

- Ona. Tylko troszkę pomogłam jej się zarejestrować i dorzucić troszkę zdjęć. - zaśmiała się Silje dumna ze swojego dzieła. - Większość zdjęć wzięłam z jej oficjalnych profilów. Tylko troszkę je przerobiłam. - dredziara zaprezentowała próbkę swoich umiejętności. Na oryginalnym filmiku Paige leżała sobie dumnie się eksponując na złotej plaży w iście plakatowej pozie dumnej, bogatej panienki machając łaskawie swoją zgrabną rączką. A na następnym leżała bardzo podobnie tylko ta jej rączka machała męskim przyrodzeniem a jej twarz była pochylona nad biodrami właściciela tego przyrodzenia. Albo wesoła i roześmiana twarz Paige skropiona kroplami wody nadal była wesoła i roześmiana. Ale skropiona czymś o wiele gęstszym i bielszym co mało kojarzyło się z wodą a na profilu tego typu raczej dość jednoznacznie.

Silje się postarała i profil wyglądał świetnie. Jakby właścicielka tak starała się o brylowanie w tej branży tak samo jak zazwyczaj robiła to w towarzystwie i na salonach. Była liczna dokumentacja i zdjęć i filmików gdzie wygolona gwiazda prezentowała swoje różnorakie zainteresowania o których raczej nie wypadało obnosić się w biały dzień i w towarzystwie. Jakby chciała udowodnić, że nie ma żadnych ograniczeń i zahamowań i może “to” zrobić w dowolnym zestawieniu i okolicznościach.

- Można jeszcze coś dodać. Jak dziewczyny? Chcecie coś napisać tak od serca w profil “Slut4U”? Sami widzicie, że dziewczyna tak się stara i prosi was o feedback. - hakerka roześmiała się wskazując na zachęcający właśnie do tego podpis pod rubryczką gdzie można było dodawać swoje komentarze czy to o profilu, właścicielce czy z relacji ze spotkań integracyjnych.

- O! No pewnie! Czekaj, już ja coś napisze temu pustakowi! - Rikke z miejsca zapaliła się do tego pomysłu więc hakerka wydzieliła jej na ekranie osobną klawiaturę aby mogła jeszcze coś dopisać. - A co chcesz zrobić? Z tym profilem? Wyświetlisz gdzieś czy co? - szarowłosa zapytała zaczynając dłubać jakiś komentarz.

- O tak, wyświetlę. Teraz Pinky uważaj bo to tak specjalnie dla ciebie. - Silje szturchnęła kumpelę i coś zaczęła grzebać w swoim komputerku. Zaintrygowana Rikke przerwała pisanie i spojrzała na to co się wyświetliło na ekranie. Zdjęcie jakiegoś faceta.

- To kolejny pustak jaki akurat jest na takim topie, że mogą się razem pukać. Znaczy jej chłoptaś, tak samo plastikowy jak ona. No i zgadnijcie jak się diwie omsknie ten jej zadbany paluszek to komu przez pomyłkę wyśle profilówkę? - dredziara zabujała brwiami aby zostawić dziewczynom pole do fantazji co będzie się działo gdy pan ze zdjęcia wejdzie sobie na profil “Slut4U” o wyglądzie zaskakująco podobnym do swojej aktualnej dziewczyny.

- Oooo! Doobree! Silje jesteś genialna! - Rikke roześmiała się na całego i uściskała pomysłową kumpelę. - To czekaj, to jak to właściwie dla niego ten profil to dobrze aby coś poczytał o sobie. Że mu nie staje albo jest nudziarzem i nie umie zrobić dobrze kobiecie. Takie rzeczy każdego faceta wkurzają. A jak jeszcze pomyśli, że to połowa miasta widziała! - Rikke pokiwała głową z uznaniem i zaczęła zastanawiać się co jeszcze dopisać do tego profilu awanturującej się jeszcze w lokalu Paige.

- No pewnie, że dobre. To laseczki wpiszcie coś naszej drogiej Paige coś od serca, ja przyklepie, wyślę i czekamy na trzeci akt dramatu. - Silje pokiwała głową ale i pośpieszyła swoje kumpele aby wyrobić się zorganizować całą akcję na czas.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-03-2019, 04:01   #2
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=d245tEhsw6w[/MEDIA]
Młodość jest potwornie ciężkim przypadkiem i chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań. Półleżąc na swoim łóżku w towarzystwie dwóch najlepszych przyjaciółek, Eden wolała nie rozmyślać w jakim stanie obudzi się jutro rano. W głowie szumiał jej alkohol, w żyłach płynęła wybuchowa mieszanka chemicznych dopalaczy, myśli za to raz zwalniały gdy leżała bez ruchu na miękkiej pościeli. Następnie przyspieszały, wyostrzając falującą wizję, dzięki której zamknięcie w niebiesko-zielonej sypialni przypominało przebywanie w podwodnym, morskim świecie, wymieszanym z neonową dżunglą w dziwnym, wyjątkowym kolażu który tak uwielbiała.

Miejsce do którego uciekała i wracała chętnie po całym dniu w pracy w szpitalu. Zamykając za sobą drzwi sypialni, wyłączała holotelefon i odpływała. Dlatego niewiele osób zapraszała do siebie, ale Rikke i Silje miały dorobione kody do Klucza aktywującego alarmy i czasem pomieszkiwały pod jednym dachem. Tak jak dzisiaj, chociaż dziewczyny wpadły tylko na długi weekend, poprzedzający kluczowy moment życia - szansę aby zdobyć wpis do CV dzięki któremu przed młodą lekarką otworzy się kompletnie nowa ścieżka… ale to za parę dni.
Dziś Eden bawiła się tak jak lubiła - nie w głośnych, zatłoczonych klubach, lecz we własnym sanktuarium zamkniętego osiedla, wewnątrz własnego domu, dodatkowo z duża ilością alkoholu i narkotyków. Pierwsze załatwiła sama, prochy przyniosła Rikke, a zielonowłosa Silje przygotowała własną niespodziankę i to jaką!

Rzeczywiście hakerka była genialna, bez dwóch zdań. Ksywkę “Pinky” też wymyśliła, pasowało świetnie, jako że van Nispen od czterech lat paradowała po Hekaton w różowych włosach i nie zapowiadało się na zmianę.

- Chyba będę rzygać - powiedziała z niesmakiem, patrząc na roznegliżowane przeróbki fotek miejscowej gwiazdki i jej odrażającej antykumpeli. Widok tego jak niszczy się idealny wypad do knajpy, dodatkowo cisnąc pustaka ostro po kieszeni, był jak wcześniejsza gwiazdka. Ale o wiele lepsze zostało na deser.
- Nigdy nie wiedziałam co ludzie w niej widzą - Eden rozłożyła się wygodniej, pociągając bezpośrednio z butelki. Przełknęła, przekręciła się na brzuch i wpatrywała jak zahipnotyzowana w fake’owy profil - Gdyby nie stary i jego kredyty, ciągnęłaby druta gdzieś w slumsach. To tępak, jechała na korepetycjach póki prawnie musiała chodzić do szkoły - pokręciła głową z pogardą - Zmalujmy jej laurkę od serca… aż nie wiem co lepsze. “Bez obaw, biorę tabsy i nie zarażam już HIV”? Coś o transpłciowości? Koprofilia? Na pewno lubi jak jej ładują klocki prosto w ten paskudny ryj.

- Chyba jaja se robisz z tym rzyganiem? Wiesz przecież, że mnie też z miejsca zrywa jak widzę, że ktoś puszcza pawia.
- dredziarę krótka wzmianka ich gospodyni o różowych włosach na moment przysłoniła wszystko inne. No obie jej kumpele orientowały się, że raczej w tym punkcie nie ściemnia dlatego pewnie tak się zaniepokoiła tą wzmianką.

- Oj, weź, przestań, przecież Pinky żartuje! - Rikke postanowiła zareagować od razu obracając wszystko w żart. Po chwili uważnego przyglądania się gospodyni hakerka dała się odciągnąć od tego tematu.
- A w ogóle to też byś się coś do tej bajeczki dołożyła! - szarowłosa pogoniła dredziarę do pracy koncepcyjnej na co ta żachnęła się, że cały profil przecież zrobiła sama.

- Z syfem dobre. Ale coś w stylu, że chciała się rypać nawet jak wiedziała, że ktoś ma syfa. Tylko trzeba by wymyślić czy napisać to jako on czy ona. - Rikke pokiwała swoimi szarymi włosami biorąc w obroty pomysł podsunięty przez Pinky.

- Koprofilia to daj spokój, nikt się nie bawi w takie mądre nazwy w takich stronkach. Można napisać, że łyka każde gówno jak leci. - Silje zaciągnęła się skrętem i chyba już zapomniała, że miała się obrazić na swoje kumpele bo temat złośliwego rewanżu na kimś za kim żadna z nich nie przepadała widać bawił ją nieźle.

- A ja wam mówię, że trzeba coś o tym jej plastiku napisać. W końcu obrabiamy nasze mądre i śliczne główki specjalnie dla niego żeby mu to wysłać nie? To tak trzeba trochę odwrócić sytuację. No klasyk to jak laska by odmawiała mu robienia loda czy pukania w kuperek a tutaj no jakby sama się tego domagała od każdego jak leci. - Rikke wróciła do pomysłu aby dopisać coś o owym nowym chłopaku Paige do jakiego “przypadkiem” miał dotrzeć ten profil.

- Nad czym tu myśleć? Napiszcie że lubi orale, anale i inne takie. A ten jej pustak to nudziarz i w ogóle pizduś. - Silje wzruszyła ramionami opierając się o wezgłowie łóżka i trzymając na skrzyżowanych udach swój datapad. Ale na razie nic nie pisała. W jednej ręce trzymała skręta a w drugiej butelkę.

- Zacznijmy tak… - Eden z mądrą miną zaciągnęła się skrętem. Wyciągnęła nogi poza krawędź łóżka i zaczęła bujać stopami - Mój chłopak to lamus, ale jego stary jest dziany i ma kontakty, a ja muszę zostać gwiazdą. Kobieta ma potrzeby, których on swoim mikrofiutkiem nie zaspokoi. Nie jara mnie zapinanie go dildem w dupsko - lubi to, tylko wtedy dochodzi. Chcę żeby wreszcie ktoś mnie zerżnął ostro, jak leci. Im was więcej tym lepiej. Jara mnie dp i złoty deszcz. Jestem napalona, niedorżnięta i dam się puknąć każdemu, nawet jakby miał syfa. Za specjalną prośbą możesz zrobić ze mnie żywy sedes. Pisząc wyślij mi zdjęcie swojego fiuta. Lubię fiuty. W każdej dziurze i najlepiej we wszystkich naraz… coś jeszcze? - popatrzyła na przyjaciółki, przekazując skręta hakerce.
- Skoro masz dostęp do jej konta, pomóżmy pustakowi odkryć w sobie altruistę i empatię. Hojna dotacja na dom opieki dla dzieci dotkniętych chorobami genetycznymi? Znam jeden, miałam tam praktyki - skrzywiła się smutno, siadając po turecku - Szmatławiec i tak by to przechlał, albo przebalował, a one… przyda się wnieść w ich życie trochę radości.

- Ooo! Pinky to jest genialne!
- obie kumpele przerwały wszystko inne i w miarę jak gospodyni mówiła ich oczy i usta robiły się coraz szerzej otwarte. Gdy skończyła przedstawiać swoją propozycję nastąpiła chwila radosnego chaosu gdy obie już napalały się chwilą gdy zobaczą jak pustakowa parka zareaguje na ten genialny wpis. Silje od razu wzięła się do roboty.

- Genialne. Dam to zaraz przy zdjęciu profilowym. Żeby przypadkiem ktoś tego nie przegapił. - hakerce aż się oczka i wbite w policzki kolczyki rozbłysły od złośliwej uciechy.

- Gorący towar. - Rikke pokiwała swoją szarą głową obserwując jak dredziara sprawnie ozdabia profil sloganem wymyślonym przez różowowłosą. - Jakby naprawdę robiła takie rzeczy to chociaż byłby z niej jakiś pożytek. A tak to taki z niej pasożyt społeczny. - dziewczyna z szarymi włosami pokiwała ze znawstwem głową.
- Powiem wam, że gdyby to nie był fake to poświęciłabym się specjalnie dla was. I osobiście ją olała. - przyłożyła dłoń do piersi i poważnie popatrzyła na swoje kumpele aby pokazać, że lubi je tak bardzo, że nawet by mogła skorzystać z takiej Slut4You.

- Ja też. Nawet bym mogła ją pyknąć w cały komplet. Dobra, zaraz będzie gotowe. - hakerka uśmiechnęła się pod nosem ale widać było, że pilnie pracuje przy dokończeniu profilu. - Dotacja jawna czy skryta? Jawnie to bezpośrednio przeleję z jej konta na sierociniec. Jest łatwiejsze do cofnięcia jeśliby się zaczęły pytania i roszczenia. No ale może im zależeć na wizerunku bardziej niż na kasie i to przyklepią. Zwłaszcza jej staremu. No a skryta to przeleję przez różne konta - krzaki na sierociniec. Nadal jest szansa, że ktoś się w końcu połapie. Ale anonimowy ofiarodawca przeleje kasę na konto sierocińca a u niej będzie widać przelew na fakeowe konto. - informatyczka mówiła tak samo szybko jak szybko pracowała dłońmi po eterycznej klawiaturze.

- Druga opcja, niech się trochę pomęczą zamiast mieć od razu podane na tacy. - odpowiedź przyszła szybko, dziewczyna wychyliła się po szklankę z szafki. Cieszyła się jak diabli, chciała zobaczyć rezultaty drobnego psikusa: burzę w mediach społecznościowych… ale przede wszystkim radowała się na myśl o przyprawieniu paru dzieciakom uśmiechów na twarzach które na co dzień nie znały tej emocji.
- Zaczynajmy show - podniosła szkło w toaście.

- Za show! - dziewczyny złapały za swoje szklanki i pociągnęły zdrowy łyk na zdrowie. Silje coś jeszcze wklepywała na holograficznej klawiaturze. Jej palce sprawnie klikały klawiaturę zrobioną z laserowego światła.

- Okey! To zaczynamy! Chodźcie na relacje na żywo. - dredziara poklepała oba miejsca obok siebie aby kumpele zajęły te miejsca a sama niczym dyrygent zawiadywała całym przestawieniem dzięki sprzężeniu swojego decka z holo sypialni. Rikke raźno wpasowała się obok dredziary i dosłownie poczuła się jak w kinie. W jednym ręku trzymała szklankę a w drugiej pudło z popkornem który ochoczo wyciągała w stronę łóżkowych sąsiadek.

- Na czym to stanęliśmy? A tak. Obrażona i zdradzona diva. - Silje coś zamieszała i na główny ekran powrócił widok z kamery w klubie gdzie balowała Paige ze swoimi waflami. Chyba jakoś się unormowało o tyle, że przy stoliku nie stał już wyprężony na baczność kierownik lokalu ani nikt z obsługi. Ale oczywiście celebrytka, sądząc po minie i gestach, nie darowała takiej zniewagi i piekliła się na całego zaś jej dwór potakiwaczy próbował udobruchać swoją gwiazdę lub wraz z nią kipieć słusznym gniewem.
- Ma zablokowane konto, jeszcze nie wie jaka jest hojna. - uśmiechnęła się pod nosem gdy ten fakt jakby dopiero teraz do niej dotarł ale za to przednie ją bawił.

- A tuu… mamy pustaka numer 1 w tym sezonie tylko płci przeciwnej… - ekran główny podzielił się na pół, tak że było widać jednocześnie co się dzieje na obu. Na jednym był już trochę znany obrazek Paige ze swoim dworem a po drugiej jakiś tym w sportowym ubraniu szedł korytarzem chyba siłowni. Szedł sobie wesoło i raźno przed siebie pewien swojej zajebistości.
- I teraz patrzcie, ktoś tu zaraz dostanie pewną wiadomość… - Silje z sadystycznym uśmieszkiem wysyczała ze złością i wręcz artystycznie wcisnęła “enter”. Przez jakąś sekundę nic się nie działo. Ale ów gość w sportowym ubraniu, w korytarzu sportowego obiektu, wyjął rękę z kieszeni i uruchomił komunikator. Miał modny i nowoczesny, w zegarkowej formie która wyświetlała co trzeba tak samo jak deck hakerki na łóżku. Inny przecież nie przystoił komuś kto zawsze jest na topie, modny i ma zawsze to co jest akurat modne. Twarz faceta lekko ozdobił grymas półuśmiechu gdy pewnie zorientował się od kogo dostał wiadomość. Dalej szedł pewnie przed siebie i niedbałym ruchem kliknął pewnie odbiór wiadomości.

- No tu widzi sam link. Ale jak tylko kliknie… - hakera sama dała się ponieść ekscytacji. Z wrażenia zaciągnęła się skrętem, popiła ze szklanki i ani na chwilę nie odrywała wzroku od wielkiego jak całe łóżko ekranu zawieszonego pod sufitem tuż przy nogach łóżka. No i facet też chyba się trochę zdziwił tym co widział w wiadomości. Bo na twarzy zawitał mu wyraz zdziwienia gdy coś mu widać nie pasowało a krok wyraźnie zwolnił i stracił na sprężystości. Ale widocznie kliknął wiedziony ciekawością, podejrzeniem lub innymi motywami. Co prawda kamera z siłowni nie pokazywała to co tam zobaczył ale gdy się wiedziało co i widziało jego reakcje to i tak zabawa była przednia.

Najpierw stanął jak wryty. Dlaczego to w milczeniu zademonstrowała Silje klikając dla przypomnienia obrazem obciągającej Paige z wymowną ksywką “Slut4You”. Faceta wyraźnie zamurowało. Z dobrą sekundę czy dwie jak stanął to tak stał na środku tego korytarza. Zaraz potem zaczął rozglądać się dookoła i poczerwieniał jakby bał się, że ktoś go przyłapie na oglądaniu filmów dla dorosłych w miejscu publicznym. Podszedł więc do ściany i gorączkowo coś przesuwał na ekranie i sprawdzał. Aż w końcu nagle zbladł by znów nagle poczerwienieć. Zacisnął pięść ze złości i tą złość widać było i na twarzy.

- Oj, chyba znalazł coś o sobie. - zachichotała Rikke z zafascynowaniem obserwując faceta na ekranie. Ten zaś zaczął odstawiać dość chaotyczną pantomimę. Jakby nie mógł się zdecydować czy coś rozwalić, wrzeszczeć, biec gdzieś, uciekać, schować się czy zejść na zawał. W końcu wybiegł w pośpiechu z siłowni bo Silje zmieniła obraz kamery. Teraz pokazywała jakąś przed głównym wejściem i pokazywała ich nowego znajomego jak wybiega potrącając całkiem sporo osób. Biegł na parking pewnie w stronę swojego samochodu. Przecież ktoś z jego pozycją nie mógł nie mieć samochodu. Najlepszego oczywiście.

- Ooo… zaczynamy duecik! - Silje też zachichotała bo mimo, że facet był tyłem i oddalał się od kamery to widać było jak gdzieś dzwoni. Gdzie nie było trudno się domyśleć. Zresztą prawie od razu zyskały potwierdzenie bo na klubowej kamerze Paige spojrzała z irytacją na swój komunikator i powiedziała coś z nonszalanckim tonem do swoich adoratorów. Ci zaśmiali się jak to z żarcików szefa wypada się przecież śmiać. Zraniona diva odebrała połączenie. Na okienku widać było jej faceta jaki zatrzymał się przy jakimś samochodzie a gdy uzyskał połączenie widać było, że z miejsca od razu się wydarł. Widać było bo aż przechodzący niedaleko ludzie spojrzeli w jego kierunku. Paige w klubie też miała zdezorientowany wyraz twarzy gdy nie wiedziała o co mu chodzi. A skoro nie wiedziała o co chodzi to oczywiste było, że ktoś jest winny czyli nie ona reakcja mogła być tylko jedna. Zbluzgała go szybko i sprawnie z wyraźną wprawą ku uciesze jej pochlebców. To chyba do reszty zburzyło jakikolwiek rozsądek jej pustaka bo ten z wyraźną furią wcisnął coś u siebie i coś krzyknął do niej po czym się rozłączył. Jeszcze na jednym okienku był na etapie wsiadania do samochodu gdy Paige odebrała wiadomość.

- Tak pustaku, naoglądaj się w swoim naturalnym środowisku. - Rikke roześmiała się widząc osłupiałą minę prawie łysej dziewczyny. Zwłaszcza, że kursor kierowany sprawną ręką hakerki zakreślał kółka wokół obciągającej profilówki “Slut4You” co pewnie właśnie widziała Paige. Stała osłupiała tak samo jak przed chwilą jej pustak. Aż jej przydpupasy zaczęły dopytywać się co się stało. W pierwszej chwili Paige przysłoniła wyświetlacz przyciskając go do własnej piersi aby nikt nie mógł zobaczyć co tam jest. Potem popatrzyła na nich z dziwnym wzrokiem.

- Kto to zrobił?! Przyznać się! To kurwa wcale nie jest śmieszne! Jesteście pojebani! - celebrytka oczywiście nie mogła być winna a przecież ktoś musiał. Skoncentrowała się więc na tych którzy jej wydali się najbardziej prawdopodobni czyli jej fałszywi i dwulicowi przyjaciele o moralności podobnej jaką miała ona sama. Ci jednak popatrzyli na nią nie rozumiejąc o co jej chodzi co rozjuszyło ją jeszcze bardziej.

Tymczasem w swojej spokojnej, bezpiecznej sypialni, z dala od tłumów i hałasu, Eden siedziała ze wstrzymanym oddechem i obserwowała spektakl. Oczy jej świeciły, rozchylone usta powoli przeprowadzały wymianę gazową. To działo się naprawdę, złośliwe anioły przygrywały dziewczynie w duszy, serce cieszyło się jak znów okazało się, że zdała najlepiej egzaminy i w ramach nagrody dostaje staż w Leviatan Corp.
- Ej no, ogarnijcie to - wreszcie zaśmiała się głośno, w euforii łapiąc obie przyjaciółki i przyciągając je do siebie na grupowego przytulasa - Właśnie pomagamy jej odkryć właściwą ścieżkę kariery. Doradztwo zawodowe, personal coaching. Powinna nam za to suka zapłacić. Marzy o karierze filmowej, w tej branży spełni się całkowicie - pokazała szklanką na fotę łysawej z fiutem w ustach i aż westchnęła roztkliwiona - Da radę rzucić ten profil na ściany? Tam są chyba ekrany - patrząc na obraz sali pokazała palcem gdzieś w bok obrazu.

- Da radę. Chociaż wtedy śledczy mogą się już skapnąć, że to nie zostawiona bomba tylko ktoś ją oglądał na żywo. - Silje skinęła głową i przygryzła wargę. Wydawało się, że coś rozważa w myślach. - A zresztą, raz się żyje! I tak pewnie tak założą. Bo to ewidentnie złośliwy numer. - zaśmiała się i zaczęła znowu pracować na laserowej klawiaturze. Parę ruchów później widać było reakcje znów jedynym ekranie bo ten z siłowni zniknął gdy aktualny facet Paige wyjechał swoim samochodem z kadru.

W klubie zaś rozgrywała się scena pt. “Ale o co ci chodzi Paige?”. Przedstawiciele bananowego nowego pokolenia mieli coraz wyraźniej dość bezzasadnych ich zdaniem ataków swojej gwiazdy. Która z tego co wyłapywała kamera oskarżała ich o wszystko i za wszystko. W ciemno zrównując ich z najgorszymi szujami co chcą rozbić jej związek i są właśnie podstępnymi gnidami. I tak tymi swoimi wrzaskami przykuwała uwagę także gości i przy innych stolikach. Niektórzy nawet zaczęli wstawać aby wyjść. Gdy stało się coś nowego. Silje zmieniła kamerę aby pokazać salę z innej strony. Tym razem Paige i jej stolik byli raczej z profilu i trochę plecami. Plecami dlatego, że na ścianie naprzeciw kamery to co leciało na klubowym holoekranie zostało zastąpione przez profilowe ujęcie “Slut4You”. Reakcja prawie wszystkich była bardzo podobna do tego co prezentowała parka która zapoznała się z tym profilem jako pierwsza. Tylko gwiazda owego profilu zaczęła wrzeszczeć aby to wyłączyć. Jej stolikowi towarzysze zbaranieli na całego nie wiedząc czy patrząc na nią czy to co na ekranie. Zresztą reszta gości zareagowała podobnie jakby porównywali celebrytkę stojącą wśród nich i jej bardzo niegrzeczny profil na bardzo niegrzecznej stronie. Paige nie wytrzymała i podbiegła do tego holo aby rozpaczliwie próbować go wyłączyć.

- Nie uda się jej to jest sterowane z klubowej sterówki. A w tej chwili przeze mnie. - mruknęła ubawiona hakerka wiedząc i widząc, że wysiłki miotającej się na ekranie gwiazdki miejscowych przyjęć i clubbingu są skazane na klęskę. Kryzys nastąpił gdy ktoś wyjął swoje holo. I zaczął nagrywać całą aferę. Potem następne i następne. Dla Paige okazało się to za dużo. Z płaczem wybiegła z sali a potem z klubu.

Dziwne, przecież sama zawsze zabiegała o uwagę, a teraz zwiewała przed ukochanymi fanami... niezdecydowana jakaś. Nie mogło chodzić o to co wyświetlały holo na ścianie, w życiu! Odwrót celu i jego łzy wywołał odwrotną reakcję na twarzy i w zachowaniu Eden. Teraz już rechotała na całego, tarzając się po łóżku i trzymając za brzuch który już zaczynał pobolewać od tej radości.
- Z… zaraz zgubi… laczki! - machała na holo, próbując utrzymać pion. Napad głupawki niestety na to nie pozwalał. Co za cudowny wieczór! Przepiękny! Życie było cudowne!
Oczywiście póki wujek się nie zainteresuje, ale zostawało liczyć, że nie kontroluje jej na każdym kroku. Teraz jakoś nie umiała się przejmować niczym i niczym. Porażka i upokorzenie Paige były jak miód na jej duszę.
- Dzięki… dziękuję - popatrzyła na przyjaciółki i aż łezka się jej w oku zakręciła - Chyba częściej muszę wyjeżdżać na staże. Jeśli takie mają być pożegnania… kocham was - znowu je przyciągnęła do siebie, całując w policzki. Trochę bełkotała, ale kto by się przejmował drobiazgami?

- No pewnie Pinky, jesteś od nas i nasza. A tej zdzirze dawno nikt nie utarł nosa. Zbyt dawno. No i tak któregoś dnia tak właśnie gadałyśmy co ci zrobiła i co by można na to poradzić. No i tak jakoś to wymyśliłyśmy. - Silje też była rozpromieniona i ściskała mocno i tą kumpelę z różowymi i tą z szarymi włosami. Szarowłosa potwierdziła i też się zaczęła od tego alku i emocji rozklejać. Zrobiło się jakoś tak swojsko i w ogóle.

- Obie jesteście moimi najlepszymi kumpelami. - Rikke wyraźnie głos zadrżał z tego wzruszenia. Tak mocno, że groziło, że zaraz się rozpłacze na całego.
- Ale teraz będzie chryja! - zaśmiała się dla kontrastu gdy widać przypomniało się jej jaką wywołały aferę, siedząc sobie tutaj u Pinky i oglądając sobie wyczyny Silje i efekt jej działań na ekranie.

- Hajtnijmy się we trzy, będziemy prawdziwą rodziną - van Nispen ścisnęła je mocniej, czując się rozumiana, kochana, potrzebna i zadbana ponad zwyczajową normę. Gdzieś z boku zawiał wiatr i cała trójka padła na łóżko, kotłując się w poziomie.
- Znajdziemy odpowiednio poligamiczną religię, przejdziemy na nią dla beki. Hajtniemy się i na legalu zamieszkamy razem. Rikke ty będziesz gotować, Silje ty się zajmiesz tym o - machnęła łapą na jej holopanel czarodzieja - Ja będę pracować w korpo, chodzić w eleganckim kitlu i szukać quinta essentia… a tamtym zjebem się nie przejmujcie, już mi przeszło. Poleciał na tego pustaka, jego strata. Nie zamierzam po nim chodzić w żałobie… no i Dorian go nie trawił. Ile ja się nasłuchałam że to nie facet dla mnie - wzruszyła ramionami, wspominając słowa przyszywanego ojca. To że “nie trawił” jej byłego chłopaka to jak powiedzieć że polanie dłoni stężonym kwasem lekko łaskocze.
- No i teraz mam was - wróciła do pogody ducha i szampańskiego wieczoru - Wolność, swobodę… tamten gliniarz znowu pisał o kawie - dodała na koniec z wymownym uśmieszkiem.

- No to na co czekasz? Umawiaj się na tą kawę bo wiesz, jak już się z nami pohajtasz to nie przejdą takie numery bo to już by zdrada pozamałżeńska była. - Silje coś nie kwapiła się podnosić do cywilizowanej pozycji tylko leżała między kumpelami na podłodze i z nogami wciąż zawieszonymi gdzieś na łóżku. Rikke zachichotała radośnie i pokiwała twierdząco głową na znak aprobaty dla tego pomysłu.

- A wiecie, że to by było możliwe? Te hajtanie? I to bez żadnej religii. Mówisz tylko w urzędzie, że to związek wielopartnerski i jak byśmy poszły wszystkie trzy i podpisały co trzeba to w jedno południe załatwione. Jak potrzeba można zrobić jakąś ceremonię czy imprezę ale teraz to tak uprościli, że w przerwie na lunch można się ohajtać. - Rikke sprzedała im ciekawostkę wzbudzając nową fale wesołości hakerki. Dredziara śmiała się do rozpuku.

- Dobrze, że już wieczór. Bo jestem tak napruta i mam taki humor, że mogłabym to zrobić! - wykolczykowana informatyczka wyglądała na bardzo ubawioną tym pomysłem. Tak bardzo, że kto wie, może naprawdę mogłaby wsiąść w samochód i pojechać do ratusza, żeby zrobić to co mówiła.

- No. I są ulgi podatkowe. Żeby nie było, że ktoś szykanuje takie związki. - Rikke udawała niewiniątko i bezczelnie podpuszczała kumpelę w najlepsze zerkając trochę na Pinky aby sprawdzić jak ta reaguje na tą hecę.

- I nikt cię nie zwolni, bo zaraz podejdzie to pod szykanowanie ze względu na poglądy - Eden dodała swoje, obracając głowę żeby widzieć raz jedną, raz drugą kumpelę - Eeeeej… zamówmy taryfę i zobaczmy czy ratusz otwarty. Jak nie ratusz to kasyno… tam też można chyba było się hajtać. Ogarniemy i spadamy do Styxu na panieński… albo kawalerski. No albo wesele - pokiwała głową, czkając głośno.

Dwie kumpele spojrzały po sobie. Potem na trzecią. A potem wybuchnęły śmiechem!
- Jedziemy do ratusza! Zamawiaj taksę! Będziemy się hajtać! - wydzierały się nawzajem a przy tym próbowały jeszcze wstać, i pomóc sobie nawzajem, i znaleźć telefon, numer na taksę, ubrać się, gdzie są te cholerne buty i w ogóle wyglądało na to, że impreza przenosi się poza mury domu. Zamówienie taksówki nie sprawiło trudności do tak eleganckiej dzielnicy przyjechała w parę minut. W paręnaście przejechali przez kawałek do centrum w iście szampańskich nastrojach. Dziewczyny oczywiście nie zapomniały pochwalić się taksiarzowi, jakiemuś starszemu typkowki o hinduskich korzeniach sądząc po karnacji i rysach twarzy, po co jadą do ratusza. Facet grzecznie przyjął to do wiadomości zapewne jak każdą inną rewelację swoich klientów. Szampański nastrój, butelki z promilami, skręty i głośna muzyka wypełniły kabinę pojazdu. W równie zgrabnym i zgranym trio wytoczyły się z taksówki prosto pod dumny budynek ratusza. Z daleka wydawał się zakmnięty. Ale…

- Czekajcie, czekajcie, zaraz to ogarnę! - Silje bohatersko przystanęła przed terminalem dla obywateli gdzie dało się załatwić naprawdę sporo bez wchodzenia do środka i to właśnie bez względu na porę doby czy dnia tygodnia. Automatom i komputerom było to w końcu obojętne. Informatyczka szukała odpowiednich opcji. Rikke czekała podekscytowana. Jej z kolei wydawało się, że jakaś nocna zmiana chyba powinna mieć dyżur. A przy tej automatyzacji wystarczyłoby im oświadczenie woli, trochę tabelek w formularzach i ten typek jako ktoś z władzy no i świadek.

- Ej ale jak mamy być… eee… żonami? Cholera jak to się wymawia? No nieważne. Ale jak mamy być tymi żonami i małżeństwem i w ogóle to co z pożyciem małżeńskim? Bo wiecie ja to bym chciała sporo i często. Znaczy właściwie bez małżeństwa też. - hakerka przypomniała sobie o tym detalu gdy zerknęła na swoje kumpele parę razy znad ekranu terminala.

- E tam, kogo się pytasz? Gadasz z ekspertem w tych sprawach dziecinko. Ja tam też jestem za. Nawet jak to miałoby być na weekend. To warto. I ej, no przecież Pinky nam chcą zabrać to przecież coś do cholery zróbmy razem póki jest z nami! A jak nam nie będzie pasować to najwyżej weźmiemy rozwód i tyle. Nie ma się czym przejmować a zabawa jak 102! - Rikke też nie widziała żadnego problemu. Skoro te małżeństwa były takie proste, rozwody też nie wyglądały na trudne a w końcu Pinky naprawdę od poniedziałku miała zacząć tyrkę w Instytucie co właśnie zapowiadało ogólne jej zniknięcie z ich życiorysu.

- Ja mogę się przyglądać i dzielnie wam kibicować… być tą żoną co znika wieczorami niby do baru, a chodzi na kutasy i jakieś nawet przyprowadza do domu, gdy myśli że wszyscy śpią - Eden bełkotała w najlepsze, wieszając się na dziewczynach bo nogi się jej plątały. W drzwiach pojawił się zwalisty cień, Rikke z nim rozmawiała. Typek z nocnej zmiany wpuścił je, co zostało przywitane potrójnym wybuchem entuzjazmu.
- Albo… eeeeeej. Weźmy sobie kogoś znajdźmy naaa… - zawiesiła się trochę na mijanym panelu z reklamą korporacji dla której miała wkrótce pracować. Wkrótce, nie dziś.
- Raz się żyję, tak? - spytała gubiąc poprzedni wątek, jednak zbytnio się tym nie przejęła. - Mamy się sobie oświadczyć, czy umówimy się że już po i każda chce…

Wszystko działo się tak szybko! I trochę się wszystko kręciło… Ale i tak było zajebiście! No ten formularz się trochę ciężko wypełniało bo to i datę urodzin trzeba było podać, i pełne imię, i w ogóle masę spowalniających głupot. Na szczęście Klucz pomagał i uprościł wszystko do gotowego przycisku kciuka jako zatwierdzenie. Facet jeszcze wymawiał tą tradycyjną formówkę, że ogłasza ich małżeństwem i że mogą pocałować pannę młodą. Co wszystkie panny młode skwapliwie skorzystały całując się, obejmując i śmiejąc do rozpuku. Zwłaszcza, że służbowo ratusz oferował obrączki. Co prawda z pozłacanego plastiku więc raczej nikt z nich normalnie nie skorzystał ale za to na pierwszy rzut oka wyglądały jak te tradycyjne ze złota.

- Woow! Jeszcze nigdy nie byłam niczyją żoną! Ale czad! - Rikke tak się zachłysnęła z wrażenia, że aż dosłownie się zachłysnęła a w końcu nawet rozkaszlała. Ale zapiła z butelki i jej przeszło a ona sama znów poweselała.

- Ale z was krętaczki! Ja nigdy nie sądziłam, że się pohajtam… A teraz mam dwie żony! - zawołała Silje zgarniając je obie i wytaczając się z ratusza.

- To teraz do StyXXXa! Na noc poślubną i wieczór panieński! Taxi! - Rikke wezwała swoje żony do szturmu na ulubiony klub wzywając jednocześnie taksówkę.

- A wieczór panieński to nie jest przed hajtaniem? I nie mamy druhny. - Silje zaczęła z pijacką dokładnością analizować pewne nieścisłości w chronologii zdarzeń.

- No tak, druhny. A myślicie że trzeba by trzy czy jedna wystarczy? I no ej, jak to ma być nasza noc poślubna to chyba trzeba coś wymyślić ekstra nie? Chyba nie pójdziemy się tam po prostu zalewać nie? - skoncentrowanie dredziary nieco podobnie podziałało na szarowłosą bo też zaczęła sie zastanawiać nad tym ich nowoczesnym związkiem. W końcu obie popatrzyły na tą od genialnych pomysłów aby poczekać co ona ma do powiedzenia.

Trochę to trwało, bo Pinky właśnie zerowała butelkę. Część alkoholu lała się jej po brodzie, lecz nie wyglądało aby tak drobny fakt w czymkolwiek jej przeszkadzał. Przełknęła na koniec, powiodła wzrokiem po żonach i zrobiła mądrą minę, drapiąc się przy tym po policzku. Racja, należało odpowiednio zorganizować ten wyjątkowy wieczór. Nie codziennie wychodziło się za mąż… nie, chwila. Wyszła za żon? Za żony? A nieważne, hajtnęła się i tylko to się liczyło!
- Pojedziemy do Styxa, zgarniemy paru znajomych… zakręcimy za wódą i prochami. Potem wracamy do mnie. Zamówimy panienki, pizzę… a niech będzie! DJa też i basen z kisielem żeby się laski w nim nawalały. - szyła na szybko, już się ciesząc na ciąg dalszy nocy - Myślicie że nie znajdzie się nikt w klubie, kto nie zgodziłby się świadkować trzem laskom i to już po fakcie? Wóda, koks, lasery! I drinki z palemką. Znajdźmy lamę! - krzyknęła nagle - Chcę mieć alpakę na swoim panieńskim! Pudle i fajerwerki!

- Pinky! Jesteś genialna!
- dziewczyny stwierdziły zgodnie i zgodnie ją uściskały, ucałowały i zapakowały do taksówy bo akurat podjechała. W drodze do klubu trwała bojowa i ekspresowa mobilizacja kumpli i kumpel za pomocą komunikatorów. Zaskoczenie było powszechne no ale skoro chodziło o imprezę w Styxxxie z trzema laskami w roli głównej no to mało kto odmawiał. No tylko tej części z małżeństwem to chyba albo mało kto łapał albo traktował jak świetny pomysł na imprezę. Zresztą część już i tak była w klubie więc gdy przewaliły się radośnie przez główne wejście to mogły się poczuć jak u siebie. Do baru!

- Cześć Jole! Macie lamę? Potrzebujemy lamę. I DJ-a. I basen z kiślem. I panienki. Bierzemy na wynos i pakujemy to wszystko do Pinky. - Silje wyszczerzyła się serdecznie do swojej byłej od razu przystępując do zamowienie. Blondynka po drugiej stronie baru zmarszczyła brwi widząc jak w hałaśliwy sposób zajmują trzy sąsiednie stołki.

- No cześć laski. Lamę? Jaką lamę? Taką żywą? Wy tak na poważnie? No DJ, panienki, kisiel chyba jakoś się znajdą. Ale lama? - blondynka oparła się na szeroko rozstawionych ramionach patrząc po trzech znajomych twarzach i czekając chyba na troszkę więcej informacji.

- Tak konkretnie to alpakę. Vicugna pacos, trawożerny ssak parzystokopytny z rodziny wielbłądowatych. - Eden szybko wyjaśniła nieścisłości, ale że humor dopisywał postanowiła pójść na ustępstwa - Lama też przejdzie… i fajerwerki. Nie wiem, ośrodek pomocy społecznej dla zwierząt egzotycznych… albo cyberwersja. Hologram - zmarszczyła brwi, zerkając na przyjaciółki - Mamy coś takiego w mieście? Gdzieś muszą iść te tony kakadu i lemurów co się nudzą bananom jak jest po sezonie - naraz zbystrzała, rozglądając się dookoła - Jole, a Michael jest? On jeszcze nie wie że mam żonę… żony… to pojebane - zaśmiała się bełkotliwie, obejmując kobiety po bokach.

Wydawało się, że im dłużej Jole słucha jednych ze swoich najwytrwalszych klientek to coraz bardziej twarz jej się wydłuża i odpada od ściany absurdu. Z lamę czy cyberlamę albo hololamę jeszcze jakoś przełknęła. Powiedziała, że coś się zamówi. Ale ostatnia informacja ją chyba po prostu zagięła.
- Żony? Jakie żony? - wydukała niepewnie patrząc równie niepewnie na trójkę obejmujących się kobiet.

- No! Żony! Właśnie się hajtnęłyśmy!
- Silje przytuliła swoje obie panny młode dając się też im przytulić i ucałować. Rikke energicznie pokiwała głową ale nagle znieruchomiała.

- Eeeejjj! Niech Jole zostanie naszą druhną! - zawołała podekscytowana tak bardzo, że aż klasnęła w dłonie jak mała dziewczynka.

- Nie no wy jesteście całkiem nawalone… - Jole miała minę jakby już kompletnie nie ogarniała co tu się dzieje. I wahała się czy już wiać, wzywać ochronę czy jednak słuchać dalej.

- No pewnie! Przecież mamy wesele nie? No jak? Na trzeźwo? - Silje wcale temu nie zaprzeczała. Za to uruchomiła swój komunikator i coś w nim grzebała. Po chwili wyświetlił się mały holoekran gdzie widać było oficjalną stronę ratusza a w nim rejestr zawartych związków. I w nim jak byk wyświetlał zawarcie związku wielopartnerskiego pomiędzy trójką dziewczyn jakie właśnie siedziały na stołkach przed blondwłosą barmanką.

- O kurwa… - Jole wyszeptała z przejęciem wpatrzona w trzy roześmiane portrety zrobione przed góra pół godziną w trzewiach ratusza. W końcu odwróciła się i zrobiła sobie szybkiego wysokopromilowego kielona aby jakoś to przełknąć bo na trzeźwo chyba nie dała rady.

- To w końcu wesele czy panieński… i co z tą alpaką? - odzyskanie wątku szło Pinky ciężko, ale bardzo się starała. Łypała na barmankę, która trochę się jej troiła w oczach - Jole, zostań naszą druhną, pasujesz. Tylko się nie czepiaj, że jesteśmy pijane. Jest piątek - dodała obrażonym tonem - Poza tym to nasz ważny dzień… noc… chwila - podniosła palec do góry aby to zaznaczyć - Dlatego potrzebujemy świadkowej… i druhny. I alpaki. Fajerwerków i laserów. Ej Jole, a Michael jest? - zapętliła się.

- Tak, jest gdzieś. - bąknęła blondyna która chyba zaczynała dopiero się oswajać z nowym statusem cywilnoprawnym swoich kumpel.

- Ja ci załatwię tą alpagę… znam gościa… - Silje jakoś odkleiła się od współmałżonek i zaczęła coś mieszać w swoim holoekranie.

- A ja znam kogoś od fajerwerków! - Rikke szybko puściła Pinky i prawie zachłysnęła się drinkiem gdy sobie o tym przypomniała. Szybko zaczęła wybierać jakiś numer i dzwonić do kogoś.

- Naprawdę to zrobiłyście? I chcecie żebym była waszą druhną? - Jole korzystając z tego, że dwie żony Pinky było chwilowo trochę zajęte popatrzyła na nią próbując się dostosować do nowej sytuacji.

- Nooo… - Eden odpowiedziała elokwentnie, śmiejąc się i czkając jednocześnie. Wstała ze stołka, zataczając się na bar. Szczęśliwie był twardszy niż ona, więc zamortyzował pęd i pozwolił stanąć do pionu po odpowiednim oparciu o niego.
- Alpakę, nie alpagę. Zwierze takie, z długą szyją. Taki pudel z kopytami - wytłumaczyła hakerce, a za rękę złapała barmankę - Jole będziesz naszą druhną? No dawaj, nie daj się prosić. Zgódź się no… postawimy ci flaszkę. Potrzebuję Michaela… - zgubiła poprzedni wątek zaczynając kompletnie nowy. Chwiejnie odbiła się od baru aby znaleźć cel, który gdzieś tam podobno był.

- Ej, ej, ej, ej! Nowożeńców się nie rozdziela! To zła wróżba! Siadaj tutaj z nami! - Rikke w ostatniej chwili złapała Pinky i przyholowała z powrotem do siebie. - Załatwiłam te fajerwerki. Przyjedzie do ciebie za jakieś dwie godziny. Jole ogarniesz tego miśka? Widzisz no moja kobieta ma życzenie noworoczne… nowożeńskie… no życzenie rosumiesz? - nie puszczała z objęć różowowłosej opatulając ją i ramionami i nogami. Mogła sobie na to pozwolić bo nadal siedziała na stołku a Eden stała tyłem do niej. Za to dzięki temu obie mogły patrzeć w tym samym kierunku.

- Nie wierzę, że to robię. - blondyna pokręciła głową ale uśmiechnęła się wreszcie. Odeszła gdzieś i zaczęła gadać przez służbowy komunikator.

- A może weźmiemy ją na czwartą żonę? Tam była opcja o możliwości zmian. Cztery osoby to chyba liczy jakby dwie pary chciały się potentegować. - Rikke popatrzyła na sylwetkę gadającej przez komunikator barmanki i po pijaku trochę trudno było zgadnąć czy naprawdę się nad tym zastanawia czy tylko się droczy.

- Pinki! - dredziara złapała za ramię swoją kumpelę a od jakiejś pół godziny także i żonę. - Jutro bierzemy kacowe. Pierdolę ten szpital w końcu mamy wesele nie?! No to teraz zadzwonię… - hakerka mówiła też już wyraźnie nabuzowana i wzięła znów swoje holo aby załatwić im obu chorobowe na jutro.

Na trzeźwo od razu Eden zgłosiłaby sprzeciw, chodziło o pracę. Obowiązek, zobowiązania, pacjentów i zawiedzione zaufanie promotora.
- Jesteś geniuszem, dzwoń! - entuzjastycznie wybełkotała, wieszając się na dredziarze z pasją i uznaniem. - A my pomyślimy nad Jole… albo weźmy kogoś. O… Michaela! Potrzebuję Michaela - przypomniała, albo poinformowała… bo chyba jeszcze o tym nie mówiła. Nie ogarniała też po co go potrzebowała, ale po coś ważnego. Bardzo ważnego… tak sądziła.
- Eeeeej, skoro się hajtnęłam i to ten najszczęśliwszy dzień w życiu powinnam zadzwonić do Zgreda! - nagle ją olśniło. Zrobiła wdech. Tak, musiała zadzwonić zaraz. Tylko się napije bo zaschło w gardle - Jole, polej kolejkę!
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-03-2019, 04:02   #3
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
Silje musiała mieć podobne uczucia i punkt widzenia jak Pinky bo pocałowała i ściskała ją z wzajemnością. A, że obok była twarz jej kolejnej żony no to z nią zrobiła to samo. Potem zaczęła dzwonić. No i chyba trochę podniosła głos bo zaczynając od swoich dwóch połówek a na reszcie klubu kończąc to inaczej się nie dało. No i dlatego obie z Rikke słyszały jak trochę wkurzonym a trochę zirytowanym głosem zapewnia kogoś, że jej i Pinky jutro nie będzie bo biorą chorobowę bo mają wieczór panieński, ślub i się żenią no więc wesele robią. Chwilę się z kimś tam użerała z nocnego dyżuru i dopiero Rikke wtrąciła względnie przytomnie, że może powinna użyć imienia i nazwiska a nie “ja” i “Pinky”. O dziwo pomogło.

Akurat wróciła do nich blondyna zza baru. Postawiła cztery kieliszki i napełniła je.
- No to wasze zdrowie! Za nowożeńców bez brzydkich połówek! - zaśmiała się wesoło wznosząc toast za nową trzyosobową parę młodą. - Załatwiłam sobie wolne. Dziewczynki i kisiel będą. DJ też przyjedzie. Co tam, raz się żyje nie? - zaśmiała się znowu wesoło gdy widocznie szok poznawczy jej ustępował zastąpiony zaproszeniem do tej wyjątkowej imprezy.
- Michael zaraz przyjdzie. Jest w innej sali ale już mu streściłam o co chodzi. - blondyna zwróciła się do kobiety z różowymi włosami uśmiechając się do niej ciepło i życzliwie.

- A właśnie! Dobrze, bo chciałam… no Michaela. Możesz go zawołać? Jest dzisiaj? Michael? - Eden zasypała barmankę pytaniami, przechylając swój kieliszek prawie bez rozlewania. W tym tempie powinna się wspomóc żeby nie paść. - Właśnie… hajtnęłyśmy się, wiesz Jo? - rozpromieniła się, machając ręką z obrączkami i pokazując na dwie żony - Zostaniesz naszą druhną? Szukamy druhny… - popatrzyła pytająco na Silje i jej holofon. Coś jej drgnęło w głowie. No tak, miała zadzwonić! Wyjęła swój komunikator, wybierając odpowiedni numer.
- Cicho tam, dzwonię! - upomniała kogoś za plecami, płynnymi ruchami węża ponownie patrząc na wyświetlane holo połączenia.

- No pewnie, że zostanę waszą druhną. Obraziłabym jakbyście mnie nie wzięły. Tylko cholera nie spodziewałam się, że pohajtacie się wszystkie na raz i to ze sobą! - roześmiała się barmanka i pochyliła się nad barem aby uściskać wszystkie trzy panny młode. No a potem towarzystwo nieco się uspokoiło bo Pinky miała dzwonić do swojego przybranego ojca. Odebrał prawie od razu, czekała może dwa lub trzy sygnały. Trochę nie była pewna. A może to był jeden tylko taki pogłos iii…

- Cześć Eden. Co słychać kochanie? Stało się coś? - w słuchawce rozległ się zdecydowany męski głos. Poważny jak zwykle. I chyba trochę zaniepokojony, że dzwoni do niego koło północy. Dziewczyny zamilkły też ciekawe jak potoczy się rozmowa.

- Heeeeej! Wiesz że cię kocham, no nie? Lepiej ci bez włosów, nie słuchaj co tam pieprzy Alison, nie zna się. Dzwonię, żebyś się pierwszy dowiedział! - zaczęła bełkotać z pijacką szczerością, grzebiąc w holo aby ustawić połączenie z obrazem. Dała dziewczynom znak żeby się zbliżyły i wlazły w kadr - Dor… tato, ochajtałam się! - wypaliła, tryskając szczęściem i na zmianę obejmując siedzące obok kobiety, albo pokazując ze śmiechem obrączki na dłoni - To moje żony! Jo ze Styxu jest druhną i właśnie lecimy na wesele! Będą fajerwerki i walki w kisielu! I alpaka! Sijle załatwi! Kocham cię! - powtórzyła radośnie.

Jako stary wojskowy i facet co niejedno już przeżył i wiele widział, nawet jeśli liczyć tylko stresujące lub zaskakujące rzeczy to stary van Nispen okazał się być bardzo opanowanym człowiekiem. Chociaż też jakoś tak dziwnie mu brwi skoczyły do góry, zamrugał oczami i lekko przechylił głowę jakby nie był pewny czy dobrze zrozumiał albo usłyszał.
- Też cię kocham Eden. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Pozdrów dziewczęta. Porozmawiamy jutro. - odparł całkiem spokojnie gdy reszta żon Eden pomachała mu słodko do ekranu śląc mu całusy i okrzyki zachęty do właściwie nie wiadomo czego ale na pewno czegoś zdrożnego.

- Ej, jesteś całkiem niczego sobie! Kręcą mnie starsi faceci! - Rikke zapiszczała radośnie oświadczając bez żenady do tego machania rączką.

- No co ty! Przecież teraz to rodzina! Teść i w ogóle. - Silje ofuknęła ją szybki trzaskając się w czoło jako poradę co powinna i sobie zaserwować szarowłosa.

- Porozmawiamy jutro. Dobranoc. Kocham cię Eden. - ekran zgasł a wraz z nim twarz starszego mężczyzny.

Pinky schowała telefon do kieszeni, mając poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Poinformowała rodzinę, nikt nie padł trupem ani nie krzyczał. Żadnych rozkazów powrotu do domu, łóżka. Oddziału antyterrorystów pukających przez dach…
- Biedak… - westchnęła w nagłym przypływie smutku i popatrzyła załzawionymi oczami na towarzyszki - Myśli że do jutra wytrzeźwieję… a to raczej niewykonalne. Myślicie że jestem złą córką? Wyrodną? - zarzuciła je nowymi pytaniami, łapiąc alkoholowego doła.

- Złe, wyrodne córki nie zadają takich pytań. - zauważyła najtrzeźwiejsza z nich czyli blondwłosa druhna. Obie żony Eden poparły ją kiwaniem głów i odpowiednimi pomrukami.

- Ej a jak to będzie teraz? Jak jakaś z nas się z kimś prześpi to to już będzie zdrada? Bo wiecie no ja regularnie z kimś sypiam. - Rikke zafrapował inny element filozoficzny ich nowego statusu. Pozostałe twarze też się skoncentrowały na tym dylemacie moralnym.

- A czekajcie… A jak się we trzy z kimś prześpimy? To to będzie zdrada małżeńska? - Silje też złapała bakcyla i rozwinęła ten element jaki w klasycznych związkach wydawał się prosty i oczywisty a tutaj, jak tak sobie siedziały w swoim ulubionym klubie, z ulubioną kelnerką a teraz i druhną to się to wcale po tylu kolejkach takie oczywiste nie wydawało.

- A jak on tam gadał o tej wierności? Było coś? Bo chyba to przegapiłam… - Rikke znalazła nowy element który mógł je wybawić z tych dylematów ale akurat jak na złość nie mogła go sobie przypomnieć.

- Zróbmy sobie karty lojalnościowe - Eden uspokojona że jednak nie jest z nią tak najgorzej w kwestiach rodzinnych, skupiła się na nowym zagadnieniu. Dość problematycznym - Na pieczątki. Zmywanie garów, robienie zakupów, przyniesienie czekolady na początku okresu i inne to jedna pieczątka. Przy zebraniu sześciu można sobie pozwolić na przespanie się z kimś innym i to nie będzie zdrada. Poza tym zostaje nam stwierdzić, że żyjemy w otwartym związku i póki żadna nie podpierdala drugiej żelków spod poduszki, ani nie nadpisuje starych save’ów tylko robi nowe sloty...jesteśmy wyrozumiałe. - skrzywiła się, żeby łatwiej zebrać myśli - Oooo… wiem! Prześpijmy się z Michaelem we trzy to zobaczymy jak to działa… właśnie. Mickey. - zmarszczyła czoło. Coś jej świtało że go potrzebowała - Ej Jole, jest dziś Michael? I weź nam polej, bo coś sucho tutaj. Gardło drapie… i hajtnęłyśmy się! We trzy! - znowu pokazała obrączki - Zostaniesz naszą druhną?

- Zostanę. A Michael zaraz przyjdzie.
- blondyna z pogodnym uśmiechem zaczęła rozlewać kolejną kolejkę.

- Wszystkie się z nim prześpimy? - Rikke wyglądała na zafascynowaną pomysłem Pinky. Tym konkretnym i z tymi otwartymi związkami i kartami i całą resztą.

- Wiem! Wiem co zrobimy! To będzie dobre! - Silje z radochy uderzyła dłonią w stół i przykuła uwagę swoich towarzyszek. - Pinky jest jedną z nas trzech i wnosi Michaela do puli, tak? - zapytała rozglądając się po reszcie twarzy.
- No i to jest ekstra! Ale nas jest trzy! No to niech każda z nas wniesie kogoś do puli! Ale deal! Wszystkie musimy się na tą osobę zgodzić a potem wszystkie musimy się z tą osobą przespać! W końcu to nasza noc poślubna! - hakerka przedstawiła swój pomysł swoim towarzyszkom i czekała z rozpromienionym wzrokiem.

Eden osuszyła kielona i odstawiając go z hukiem na blat, przetarła usta ręką. Popatrzyła po dziewczynach z bardzo niewyraźną miną.
- Chyba powinnam zadzwonić do taty, powiedzieć mu że zmieniłam stan cywilny - westchnęła i pokręciła głową. Zaraz, na wszystko przyjdzie czas - Co robię z Michaelem? - popatrzyła podejrzliwie, a wtedy nagle doznała olśnienia.
- No tak! Muszę z nim pogadać, ale nie pamiętam dlaczego. To ważne, zaraz sobie przypomnę - wymamrotała i potrząsnęła głową - Chcecie z nim spać? Spoko, jest w porządku. Sprawdzony, do polecenia. A wy? Jako żony musimy być równe i się słuchać wzajemnie. - czknęła - Dbać o potrzeby.

- Przed chwilą do niego dzwoniłaś. Już wie. Mówił, że cię kocha i pogadacie jutro.
- barmanka delikatnie przypomniała Pinky, a jej żony pokiwały głowami na potwierdzenie słów.

- A z Michaelem miałaś pogadać, żeby zaciągnąć go do naszego łóżka. - Rikke podpowiedziała Eden i znów pozostałe dwie głowy potwierdziły tą informację. - I dla mnie on jest spoko. Nie ruszałam go bo widziałam, że kręcicie do siebie miętę a nie jestem jakimś pustakiem. - zaśmiała się szarowłosa.

- No mnie też on leży. - Silje zgodziła się bez zastrzeżeń. - A jak wam leży nasza druhna? Bo mnie bardzo. - zapytała kładąc dłoń na barku barmanki i trudno było powiedzieć czy ten gest czy słowa zaskoczyły jej ex bardziej.

- To czyli jak się zgodzicie to będę musiała się przespać z całą waszą trójką? - blondynka gdy ochłonęła uśmiechnęła się chcąc się upewnić czy właściwie ogarnia co trzeba. Obie żony Pinky zgodziły się bez zastrzeżeń promieniując szczęściem, radością i rosnącym poziomem ekscytacji.

- Skoro Silje tak mówi to ja w to wchodzę - van Nispen oparła się na hakerce, śląc jej wdzięczne spojrzenie pełne miłości - To nasz mózg, więc na pewno się zna i wie co mówi. Jak Rikke na alkoholach lub prochach - posłała całusa drugiej dziewczynie. - To co, kogo nam sprzedasz kochanie? Tylko nie tego twojego… jak mu tam - wymamrotała, machając zbywająco ręką - Nie żebym go nie lubiła, bo lubię. Spoko koleś, gość… no i też łysawy jak mój Zgredzik i… no tak, dzwoniłam do niego. A gdzie Mickey? - na koniec popatrzyła na barmankę.

- Cholera a myślałam, że to będzie kolejny, upierdliwy wieczór w środku tygodnia. - barmanka roześmiała się aż odrzuciła głowę do tyłu. Wyglądało na to, że dogadują się świetnie i nadają na tych samych falach.

- No a to ja myślę, że ekipa od fajerwerków powinna się sprawdzić nie tylko przy fajerwerkach. - Rikke uśmiechnęła się do swoich myśli i zaczęła coś przeglądać na swoim holo. W końcu zatrzymała i na ekranie pojawiła się wybrana twarz.

- Mnie pasuje. - zgodziła się hakerka wspaniałomyślnym tonem i krótkim lustrowaniu zdjęcia. Potem spojrzała w stronę baru bo tam pojawiła się nowa, tym razem męska postać. Michael stanął obok blond koleżanki z pracy i rozejrzał się z zaciekawieniem po rozpalonych twarzach i mokrych spojrzeniach.

- Cześć laski. Co za heca z tym ślubem? W co się bawicie tym razem? - zapytał z zaciekawieniem.

- Mickey! - radosny krzyk Eden przebił się przez barowy hałas. Wygięła się ponad barem próbując go objąć. Szukała go, miała prosić Jo aby go zawołała, a ten sam przylazł. To był jej szczęśliwy dzień! - Gdzie byłeś?! Szukałam cię! Hajtnęłyśmy się we trzy! A Szlauch miał kutasa w mordzie!

- He, he… eee… co? -
klubowy ochroniarz zamarł z ostrożnie zdziwioną miną aby dać znać, że dyskusja toczy się dla niego troszkę za szybkim i obcym dla niego slangiem.
Dał się objąć Eden i ją też cmoknął w policzek i objął na przywitanie jak to między dobrymi przyjaciółmi bywało. W rozmowę wtrąciły się inne dziewczyny.

- No tak jak Pinky mówi, pohajtałyśmy się właśnie! - Silje roześmiała się radośnie i na dowód wyciągnęła dłoń z ratuszową obrączką.

- No! I jesteś zaproszony na wesele! Będziemy się ruchać! - Rikke również wyciągnęła swoją dłoń aby pokazać bliźniaczą obrączkę. Hakerka energicznie pokiwała głową potwierdzając słowa kumpel.

- No to fajnie. Naprawdę. Gratuluję i w ogóle. - Michael skrzywił się nieco patrząc na te podstawione rączki z obrączkami jakie świadczyły, że ktoś tu jednak rzeczywiście się ohajtał. Ale jeszcze bardziej miał minę jakby nie nadążał za tym co tu się wyrabia.

- No tak! Bo ja wybrałam Jo, Rikke tam ma na fotce a Pinky wybrała ciebie. I wiesz mamy deal, że to noc poślubna to się nie odmawia więc no rozumiesz, nie mogłyśmy odmówić Pinky by się z tobą bzyknąć. - Silje pokiwała dredami radośnie wtajemniczając ochroniarza jak to ma być z tym ślubem, nocą poślubną i całą resztą imprezy.

- No! I dlatego zaraz się wszyscy zawijamy do Pinky i robimy tam imprezę. Ja załatwiłam już sztuczne ognie a Silje lamę. - szarowłosa bez żenady objaśniała kolejne punkty imprezy na co dziewczyny zgodnie kiwały głowami.

- Eee… lamę? Eee… - ochroniarz wyglądał jakby w końcu się poddał i słów mu zabrakło co tu można jeszcze powiedzieć. Patrzył po otaczających go kobiecych twarzach jakby liczył, że któraś wreszcie zacznie mówić coś rozsądniejszego.

- Alpakę. Aaaaalpaaaakę - Pinky przewróciła oczami, bardzo powoli powtarzając o co chodzi. Czknęła, zatoczyła się trochę w bok i wylądowała hakerce na kolanach. Popatrzyła na nią, uśmiechnęła się i odgarnęła jej dredy na plecy nim wróciła do reszty.
-Alpaka to nie lama - powtórzyła dość istotną informację i zaśmiała się trochę zażenowana. Świetnie, w teorii poproszenie kogoś tak publicznie aby poszedł do łóżka było czymś z czym nie wyskakiwała przy świadkach.
- Lama ma długie uszy i podłużny pysk. Z kolei narząd słuchu u alpaki jest krótki i przypomina nieco ten występujący u owcy, podobnie jak zaokrąglony pyszczek. Lama jest wyższa i osiąga około 1,5 metra wysokości. Wyróżnia się smukłą sylwetką i cięższą wagą. Wełna alpaki jest jednowarstwowa i bardziej miękka od runa lamy, która posiada dwie warstwy owłosienia. Zwierzęta różnią się także usposobieniem. Chciałbyś się z nami… pójdziesz ze mną i dziewczynami do łóżka, Mickey? - spytała tym samym tonem którym wygłaszała wykład. - Każda kogoś wybiera, ja zaproponowałam ciebie. Bo każda kogoś wybiera, a jesteśmy trzy. Dziś noc poślubna, nie odmawia się nam - zaczęła energicznie pokazywać na siebie i żony.

- Eee… - Mickey chyba próbował się ogarnąć. Przymknął na chwilę oczy, odchrząknął, przełknął ślinę, pomasował sobie nasadę nosa i w końcu otworzył oczy i popatrzył na wielopartnerskie małżeństwo. Żony Eden popatrzyły na niego równie zachęcająco co wyczekująco tak samo jak ona. Więc tutaj nie doczekał się pomocy. Spojrzał więc na blondwłosą koleżankę z pracy.

- No co? Nie chcesz sobie zaliczyć tylu lasek za jednym zamachem? - zapytała wesoło uśmiechnięta Jo wzruszając do tego ramionami jakby wybór był jasny i oczywisty.

- Cóż… w sumie… skoro tak stawiacie sprawę… no czemu nie? Tylko no wiecie, zaskoczyłyście mnie. Nic nie mówiłyście wcześniej, że chcecie się ze sobą hajtnąć i w ogóle. Myślałem, że Jo sobie jaja robi jak mi powiedziała co jest grane. - ochroniarz wreszcie się odetkał i zaczął mówić płynniej i sensowniej. Widocznie chciał jakoś wytłumaczyć swoją chwilową utratę mowy i inne takie.

- Nie przejmuj się, też nie wiedziałyśmy. Balowałyśmy u mnie i tak jakoś samo wyszło - Eden machnięciem ręki zbyła temat, pokazując że blondyn ma się nie przejmować pierdołami . Miała nawijać dalej, ale zastygła, przyglądając mu się czujnie.
- Michael… no tak. Racja - zaczęła bełkotać z zastanowieniem, patrząc na Rikke i pokazując go szklanką - To Mickey… - wróciła do poprzedniego obiektu obserwacji - Już pamiętam. Mój holodysk z filmami! - końcówkę dodała z ulgą, wreszcie rozwiązując zagadkę po co był jej potrzebny akurat ten facet.

- Ta, pewnie, holodysk, właśnie po to był ci ten misiek potrzebny, mhm… - hakerka ironicznie pokiwała głową z zielono czarnymi dredami czule obejmując Pinky i zerkając na nią z rozbawieniem. Reszta towarzystwa też chyba widziała sprawy podobnie ale wszyscy zdawali się podchodzić do tego z humorem.

- Spadamy z tej budy! Bo wszyscy się zjadą do Pinky a Pinky i nas nie będzie! - zawołała Rikke mobilizując wreszcie towarzystwo do pośpiesznej ewakuacji z lokalu i powrotu imprezy, tym razem jako nocy poślubnej, do domu Pinky.

- Zgrałam mu parę filmów bo prosił, na dysk. Z roboty. - przyszła gospodyni tłumaczyła z pijackim zacięciem skomplikowane detale sprawy, idąc do wyjścia. A raczej ją ciągnięto - Nie miałam innego pod ręką, do poniedziałku muszę go mieć. Do pracy, nie pójdę tam bez notatek i dokumentacji. To ważny dysk, a jak akurat Mickey tu jest… i spytałam. Bo tam mam notatki, na dysku. Ale i filmy… - nawijała byle wytłumaczyć że wcale nie chodziło o nic zdrożnego, jedynie o dobro naukowe. Zamknęła się, kiedy wytoczyli się na powierzchnię i im oczom ukazała się panorama miasta - jeden z tych plusów umiejscowienia Styxu na wzniesieniu.

I Mickey, i żony, i świadkowa wspólnie ciągnęli i radośnie przyjmowali tłumaczenia zafrasowanej kumpeli i żony. Zmieścili się w jakąś furgonetkową taxi i wewnątrz zrobiło się i przyjemnie, i rodzinnie, i imprezowo. Rikke coś zawzięcie tłumaczyła, że muszą się z kimś bzykać we trzy bo przecież inaczej to by zdrada była a Silje ją szybko poparła dodając, że przecież ustaliły, że mają otwarty związek i przecież nie będą się nawzajem niewolić. Wspólnie nawet wpadli na genialny pomysł, że skoro Pinky jest teraz ohajtana, czyli żonata, to przecież nie można rozdzielać rodzin! Może ją przydzielą gdzieś na Hekatonie? Albo chociaż przyznają jakieś rozłąkowe. Gdy już dojeżdżali do domu Pinky sprawa była już tak zaawansowana, że Silje stwierdziła, że właściwie to hakerem znaczy informatykiem to może być właściwie wszędzie i na Heku jej aż tak nie zależy. Rikke była w rozterce ale wybawiło ją trzaśnięcie drzwi gdy trzeba było wysiadać.

Razem odstawili rytuał otwierania drzwi, rozbrajania alarmów i ładowania na teren posesji. Było już po północy, światła wewnątrz osiedla przygaszono, dzięki czemu miało się wrażenie że zapada prawdziwa, gwiaździsta noc. Holo gwiazd też wyświetlano na kopule. Pełen klimat, inny niż wiecznie szare niebo nad miastem. Całą grupą wtoczyli się na taras, a potem do domu. Zanim zniknęli Eden pomachała jeszcze sąsiadom przyglądającym się im z domu obok. Profesjonalnie, zza zasłonki.
- Chyba się rozbijemy na dole - mruknęła, rozglądając się po sporym hallu zakończonym salonem z aneksem kuchennym. Po bokach były dwie łazienki i duży pokój telewizyjny z wyjściem na zewnątrz. Lepsza opcja niż ktoś obcy rzygający w jej prywatnej sypialni.
- Góra zostanie dla nas, jakby ktoś… no te poślubne klimaty. Będzie spokój - prawie nie czerwieniejąc wywaliła szybko pomysł - Ale basen z kisielem na patio… i napijmy się czegoś - chciała powiedzieć co innego, ale trzeźwiała więc kiedy zerknęła na towarzyszącego im blondyna zrobiło się jej głupio.

- Tak jest, napijmy się! - towarzystwo raźno podchwyciło pomysł gospodyni. Wszyscy już chyba u niej byli przy tej czy innej okazji to i każdy się czuł względnie jak u siebie. Szkło i promile zaczęło wesoło brzękać, zaczęły się kolejne śmiechy, życzenia, toasty, żarty. Ktoś odpalił skądeś muzę i impreza zaczęła się na całego. Gdzieś zadzwonił dzwonek i po chwili zorientowali się, że to dostawa. Miała pójść tylko Pinky ale jakoś poszła większość gromadki. Trochę afery było z tym aby wnieść i rozstawić ten przenośny brodzik z kisielem i dziewczynkami. Ale przez to impreza przeniosła się do ogrodu no ale była przyjemna i ciepła noc poza tym towarzystwo było już nieźle rozgrzane i promilami i sobą nawzajem. Dwa klubowe kociaki zaczęły się przygotowywać do zapasów w brodziku gdy okazało się, że przyjechał kumpel Rikke z baterią sztucznych ogni. Nowy kolega też zawitał do ogrodu, dostał swoje szkło na początek i mógł zacząć przygotowywać swoje piromańskie dzieło. Zanim skończył dziewczyny zaczęły się wdzięcznie wdzięczyć na tym prywatnym pokazie dla niewielu gości zanim weszły do brodzika aby stoczyć emocjonującą i jakże widowiskową walkę. Przyjechał też jakiś kurier którego przyjęła Silje. Przyniosła małe pudełko które szybko rozpakowała i rozstawiła na ziemi. I była! Cyberlama! Jak żywa! A jaka skoczna! Skakała po całej okolicy, nawet po dachu i pionowych ścianach!

Pinky wolała nie myśleć ile kosztowało kupno cybernetycznego zwierzaka. Co z tego że nie było alpaką. To tylko drobnostka!
- Nazwijmy ją Beton! - dziewczynie udało się powiedzieć gdzieś między salwami śmiechu. Nie szło nadążyć z tym co działo się wokoło.
- Kto jeszcze nie całował panien młodych?! - krzyczała, machając kubkiem i rozlewając drinka. Zostawało dać się porwać chaosowi, pić wciskane do rąk kubki alkoholi, śmiać się, tańczyć i obserwować migające nad głowami fajerwerki. Dźwięk nie zgrywał się jej z obrazem, coraz trudniej szło utrzymać pion, trzymała się przyjaciółek, wieszając się na nich aby nie zaliczyć gleby.
Do tego w niebo wystrzeliły pierwsze fajerwerki. Eden patrzyła na nie, chyba nawet Mickey ją przytrzymywał, gdy piła kolejnego shota i jeszcze jednego.
Aż w pewnej chwili nie zorientowała się nawet, kiedy szpula w jej głowie uległa awarii i jej film się urwał.

 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-03-2019, 05:36   #4
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 58589 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 2 - Kac w Hek

Lato; Dzień 2; Piątek; południe; mieszkanie Eden



Życie było ciężkie! I obrzydliwe. I obolałe. I takie bolesne! I smakowało ohydnie. A jak suszyło! Normalnie musiała czymś prędko zwilżyć usta i gardło bo chyba odwali kitę! Wśród pobojowiska szklanek, kartoników, butelek znalazła na szczęście coś zbawczo mokrego. Smakowało cudownie! Chociaż właściwie nawet nie poczuła smaku i nie była nawet pewna co to i czyje to było. Ale poczuła się o tyle lepiej, żeby ogarnąć scenę.

No to tak. Była w łóżku. W swoim. W swojej sypialni. No to przynajmniej się nie zgubiła. Ale sypialnia przypominała imprezowe pobojowisko. Szklanki, butelki, talerze, konfetti, słomki, łyżeczki, wisienki… no chyba impreza przeniosła się w końcu nie do kuchni tylko do jej sypialni. A przynajmniej zaliczyła tu poważny pit stop.

W końcu się zwlokła. Chociaż to, że szła to było powiedziane sporo na wyrost. Na szczęscie w domu były te pomocne ściany, klamki, półki, regały i inne takie rzeczy jakich można było się złapać, osuwać po nich aby pomogły utrzymać pion i w ogóle pomocne. Moment krytyczny przyszedł ze schodami. Co za debil wymyślił to ustrojstwo?! Przeciez po tym w ogóle się chodzić nie dało! No ale trzeba było. Gdzieś tam z dołu wabiły ją ludzkie głosy. I to znajome.

Jakoś w końcu pokonała tą straszliwą przeszkodę. Dobrze, że były te ściany i poręcze… Chociaż było to równie przyjemne jak zjeżdżanie po tych schodach na deskorolce. Z kwadratowymi kołami. Ale wreszcie była na dole! Jeszcze korytarz iii…

Potwór!

Potwór obserwował ją ze miną zjaranego LSD shizola. Albo ona tak to widziała. Chociaż… jakby się przyjrzeć… Aaa! No tak! Cyberlama! Coś było wczoraj z tą cyberlamą… Tylko niezbyt kojarzyła co… Co tu robiła cyberlama? Na szczęście ją przepuściła. Chociaż w sumie to tylko hologram. Ale bardzo podkręcony. Czyli pewnie drogi. Co u niej w domu robił drogi hologram cyberlamy?!

Zostawiłą tą zagadkę za sobą tak samo jak ten udany hologram przeżuwacza. Który nagle wyrwał do przodu i pognał do przodu. Przez ścianę! Normalnie oczy bolały od samego patrzenia i to jak człowiek był w takiej ruinie! Ale już dotarła do kuchni i głosów. Nareszcie. Kuchnia też wyglądała jakby była epicentrum imprezy. Właściwie korytarz i schody też wyglądały bardzo poimprezowo. Po drodze minęła na sofie jakieś potrójne zwłoki. Facet i dwie laski. Goli albo prawie. Chociaż nie. Facet trochę pochrapywał to chyba jednak żył. Laski chyba też oddychały. Twarze wydawały się trochę znajome. Coś było. Wczoraj. Ale gdy już wydawało się, że pamięć ulepi jakieś wspomnienie no to znów się wszystko sypało w drobny mak. Doszła do wniosku, że trójka na sofie chyba była wczoraj na imprezie ale kim byli to nie miała w tej chwili pojęcia.

Ale w kuchni wreszcie ich znalazła! Rikke siedziała przy stole i skołtunione szare włosy sprawiały, że wygladała dość wiedźmowato. Siedziała na stołku przy stole tępo wpatrzona gdzieś za okno. Gdy ujrzała wchodzącą gospodynię słabo uśmiechnęła się i pomachała jej dłonią na przywitanie. Na krześle leżał zezwłok Michaela. Oparty o oparcie, z nogami daleko na podłodze i odchylony do tyłu wyglądał jakby ćwiczył jak na krześle zrobić skos idealny. Siedział nad jakimś kubkiem w który wpatrywał się z mało pociągającą i inteligentną miną. Chyba dopiero ruch Rikke zwrócił jego uwagę na to, że ktoś nowy przyszedł do kuchni. Wtedy podniósł wzrok znad stołu i też pomachał jej ręką uśmiechając się bardzo steranym uśmiechem.

Ledwo usiadła usłyszała odgłos drzwi i do kuchni weszła dredziara. - Kurwa niech ktoś inny do niej idzie! Wiecie, że ja nie mogę jak ktoś rzyga! - zawołała z miną jakby rzeczywiście z trudem powstrzymywała torsje. Wskazywała na kierunek z jakiego właśnie przyszła. A tam była łazienka iii… no tak, dochodziły odgłosy jakby ktoś właśnie tam wymiotował. - O. Pinky. Fajnie, że wstałaś. - przywitała się dosiadając się obok Rikke i biorąc kubek do ręki. Ale patrzyła na niego jakby się zastanawiała czy da radę się napić czy jednak puści tego pawia.

- Właśnie Pinky a ty wiesz o co z tym chodzi? - Rikke ożywiła się na tyle, że uniosła do góry dłoń aby zademonstrować na jednym palcu złoty krążek. - Cholera wygląda jak ten tandet ze starego “Władcy Pierścienia”. Albo obrączka. - szarowłosa popatrzyła krytycznie na ów przedmiot na swojej dłoni próbując rozgryźć zagadkę.

- Mówiłem wam… jakieś wesele było… albo panieński… - jęknął Michael przykładając sobie do głowy paczkę z lodem.

- Ale czyj? I gdzie? To na koniec robiliśmy poprawiny u Pinky? I kurwa co tu robi ta pieprzona lama?! Matko o mało na zawał nie zeszłam jak wyleciała na mnie zza rogu! Lata wszędzie jak popieprzona! - Silje dołączyła się do rozwikłania zagadki poprzedniej nocy i od razu poskarżyła się na cyberlamę która widocznie ją nieźle nastraszyła z rana. Znaczy jak w końcu wstała.

- Nie wiem. Jo coś mówiła w ten deseń. Jej się pytaj. - jedyny mężczyzna w kuchni mówił jakby miał za złe hakerce, że zadaje mu takie trudne i skomplikowane pytania. I to ile! No za dużo jak na te kacowe świtanie w samo południe.

- No bo cholera ja też to mam. - Silje ze zdziwieniem pokazała swoją dłoń na jakiej też widniał podobny krążek jak na dłoni szarowłosej. - O, nie, ja do niej nie idę. Sami się jej pytajcie albo poczekajcie aż wróci. - sapnęła znów spoglądając w stronę niewidocznej z kuchni łazienki. Zniechęcające odgłosy umilkły ale nie było wiadomo czy na stałe czy tak na chwilę.

- O! A Pinky też taki ma! - Rikke otworzyła oczy w całkiem przytomnym spojrzeniu gdy dojrzała dłoń przyszłej praktykantki Instytutu.

- O cholera… No wiesz, jakbyśmy to we dwie miały podejrzewałabym, że się z kimś hajtnęłyśmy po pijaku… Albo nawet razem we dwie… Nawet myślałam o Mickim ale on tego nie ma… Ale jak Pinky też to ma to cholera nic nie pasuje… - dredziara zmarszczyła brwi i usta gdy próbowała poukładać kawałki w jakąś rozsądną a nie przypadkową kompozycję. Ale z takim bólem głowy i zmęczeniem ciała to szło bardzo trudno.

- Może zgubił? Albo się z kimś pohajtałyśmy a potem wróciłyśmy balować do Pinky? - szarowłosa odwróciła się ku niej aby dodać jakieś przypuszczenie co się mogło wydarzyć w nocy.

- Bez sensu. To gdzie jest pan młody? A właściwie trzech? - Michael zwrócił uwagę szarowłosej na ten brakujący element w tej układance.

- Może zwiałyście spod ołtarza? - Michael podsunął jakiś pomysł. Ale był równie dobry jak inne czyli nic, nikomu nie zaiskrzyło w pamięci więc nie było wiadomo jak to sprawdzić.

- Tam na sofie jest jakiś facet. Z dwiema laskami. - dredziara wskazała na drzwi przez jakie właśnie weszła Pinky i pewnie mówiła o tym samym zestawie jaki i ta widziała po drodze.

- Te laski są od nas z klubu. Jego nie znam. Tylko jeśli one tu są to pewnie ktoś je zamówił. Ja nie, już sprawdzałem, nie mam nic co by pasowało. - ochroniarz ze “Styxxxa” trochę pokiwał a trochę pokręcił głową do swojej wypowiedzi. Ale nie dużo, żeby nie było zbyt dużo pracy z trzymaniem zbawczego lodu w odpowiednim miejscu.

- Zresztą to i tak jeden a to by nam jeszcze dwóch brakowało. - Silje nie była przekonana. Kuchenne towarzystwo wspólnie próbowało rozwikłać zagadkę trzech krążków na trzech kobiecych palcach oraz przebić się przez mgłę niepamięci. Ale to było trudne. Właściwie nawet obecność Michaela i Jole była dość zastanawiająca. A ta trójka na sofie? Skąd się wzięli? Przecież zaczynały we trzy. Pinky, Rikke i Silje. Silje mówiła, że ma jakiś ekstra numer. No to jak się spotkały u Pinky no to przecież nie zostały przy samej pizzy. A potem… Potem zaczynały się pogmatwane urywki jakie trudno było złożyć w całość i kolejność. Jak w układance w której brakuje zbyt wiele puzzli więc nawet te co są nie wiadomo jak ułożyć, obrócić czy przesunąć.

Doszli do wniosku, że w którymś momencie zaliczyli Styxxx. I chyba stamtąd wzięli się Michael i Jolene. Tylko nikt nie wiedział jak i dlaczego. Przecież powinni mieć nocną zmianę. Ochroniarz znalazł tylko we własnym komunikatorze własną prośbę i wcześniejsze wyjście zatwierdzone przez szefa. Ale niestety bez dodatkowych informacji. Pewnie wtedy wiedział po co mu te wolne no ale teraz za cholerę nie mógł sobie przypomnieć. Ostatnia nadzieja była w Jole ale ta niestety dogorywała obecnie przy klozetowej muszli.

Poza tym coś świtało z Paige. Jej łysa pała obijała się gdzieś po pamięci trójki kumpel. Michael nie łapał w ogóle o co z nią chodzi. Zgadzali się, że lokalnej celebrytki raczej tu nie było. Ani ona nie chciałaby tu pewnie być ani oni aby ona tu była. A jednak chyba coś wspólnego miała z wczorajszym wieczorem. Coś było. Oglądały ją gdzieś? Obgadywały złośliwymi komentarzami? Cholera, coś było na rzeczy. Chyba u Pinky, w sypialni, we trzy jak były, reszty chyba przy tym nie było. Albo ich tak nie zapamiętały jak siebie nawzajem. Tylko po cholerę im wczoraj był potrzebny ten pustak?

Te rozterki z pamięcią przerwało im wejście jakiegoś faceta. Dopiero gdy wszedł i stanął rozglądając się po kuchni i przebywających tam osobach dotarło do kogo trzeba, że to zawitał sam Dorian van Nisper. Wszyscy chyba wyglądali trochę jakby rodzic przyszedł na kontrolę czy ładnie się bawią.

- Dzień dobry państwu. - zwrócił się uprzejmie chociaż twarz nie wyglądała mu na zbyt przyjazną ani radosną.

- O! To ty jesteś ten przystojniak! Widziałam cię wczoraj! Na żywo jesteś jeszcze lepszy! Kręcą mnie starsi, stateczni faceci! - Rikke wyraźnie się ożywiła gdy pod wpływem impulsu coś sobie akurat przypomniała z zeszłego wieczoru.

- On cię teraz widzi i słyszy. - podpowiedziała jej kumpela z czarnymi i zielonymi dredami. Ta uwaga trochę stropiła szarowłosą bo przyłożyła dłoń do ust jakby chciała cofnąć te słowa. Ale obie spojrzały na pana van Nispera bo ten elegancki, starszy mężczyzna energicznym krokiem podszedł do stołu i przypatrzył się. Ale nie na ich twarze tylko na dłonie. Dłoń Pinky też. Wydawało się, że sprawdził co chciał bo nozdrza zacisnęły mu się i sapnął cicho.

- Dobrze, że jesteśmy w komplecie. - zaczął patrząc na wszystkie trzy młode kobiety. Sięgnął do swojego zegarka aby uruchomić jakieś holo. - Jak panie mogą mi wyjaśnić to? - zapytał odtwarzając nagranie. Na pierwszym planie była twarz Pinky. I na pewno nie była trzeźwa! Ale na bocznych planach były obie jej najlepsze kumpele, w tle nawet twarz Jole i reszta Styxxxu.


Cytat:
- Heeeeej! Wiesz że cię kocham, no nie? Lepiej ci bez włosów, nie słuchaj co tam pieprzy Alison, nie zna się. Dzwonię, żebyś się pierwszy dowiedział! - zaczęła bełkotać z pijacką szczerością, grzebiąc w holo aby ustawić połączenie z obrazem. Dała dziewczynom znak żeby się zbliżyły i wlazły w kadr - Dor… tato, ochajtałam się! - wypaliła, tryskając szczęściem i na zmianę obejmując siedzące obok kobiety, albo pokazując ze śmiechem obrączki na dłoni - To moje żony! Jo ze Styxu jest druhną i właśnie lecimy na wesele! Będą fajerwerki i walki w kisielu! I alpaka! Sijle załatwi! Kocham cię! - powtórzyła radośnie.



- A! To stąd ta durna lama! I bajoro z kiślem na zewnątrz! I resztki fajerwerków! - Silje wyrwało się i z radości uderzyła dłonią w stół ciesząc się, że coś się wreszcie wyjaśniło. Nagle uśmiech znikł z jej wykolczykowanej twarzy. - Zaraz, jak to żony? - zapytała wybałuszając oczy na dwie swoje kumpele i jako trzeciego na pana van Nispera.

- No właśnie też chciałbym to wiedzieć. - rzekł oschle pan van Nisper w tym akurat punkcie zgadzając się z dredziarą.

- Nie no… to takie imprezowe zabawy przecież… nic poważnego… nie ma się czym przejmować… - Rikke próbowała znaleźć jakieś łagodzące rozwiązanie ale też minę miała dość nietęgą jakby obejrzane nagranie troszkę podkopało jej pewność siebie co do tego jaki był rzeczywisty przebieg wypadków ostatniego wieczoru.

- Imprezowe zabawy? Oczywiście. - stary wojskowy skinął swoją łysą głową i znów coś zaczął sprawdzać w swoim komunikatorze. - A to? Też “imprezowa zabawa”? - zapytał wyświetlając holo rejestru stanu cywilnego. Chyba wszyscy jęknęli, sapnęli albo zaniemówili z wrażenia. Pohajtały się! Wszystkie trzy! Pinky, Silje i Rikke! Teraz były małżeństwem i swoimi żonami.

- O ja jebie… - mruknęła hakerka której chwilowo chyba zabrakło słów. Wślepiała się w półprzezroczysty monitor a potem z takim samym niedowierzaniem na twarzy obdarzyć swoje obie żony. Przez chwilę w kuchni trwała całkowita cisza.

- A to czekajcie… - Rikke zmarszczyła brwi jakby sobie coś przypomniała więc wszyscy spojrzeli na nią. - A to znaczy, że teraz mogę ci mówić tatusiu? - popatrzyła z wyczekującą fascynacją w oczach na przybranego ojca Eden. Tego chyba dla pana van Nispera było już za wiele.

- Eden czy możemy chwilę porozmawiać? - zapytał patrząc na swoją przybraną córkę.

- Hej, zobaczcie! To ta wasza ulubiona kumpela! - niespodziewanie w rozmowę wtrącił się Michael łapiąc za pilota i powiększając i podgłaśniając holoekran jaki dotąd coś tam sobie grał. I miał rację na ekranie były wiadomości na żywo. A w nich prezenter, z wyraźnym portretem Paige w narożniku informował o tym, że przewiezioną ją właśnie do szpitala w stanie ciężkim. Trwały spekulacje co było skutkiem a co przyczyną ale niepotwierdzone informacje mówiły o próbie samobójczej. Czy udanej to trzeba było poczekać najbliższe godziny czy panna Jephcott z tego wyjdzie. Pan Jephcott odmówił na razie komentarza ale obiecał wydać odpowiednie oświadczenie a na razie obiecał, że jeśli w wypadek córki były zamieszane jakieś osoby trzecie to on dopilnuje aby nie uniknęły one odpowiedzialności za swoje czyny.

Silje zamarła jak rażona gromem. Popatrzyła ze strachem w oczach na swoje kumpele. Rikke też jęknęła bezgłośnie. Pinky teraz również sobie przypomniała o co chodziło wieczorem z tą Paige i nimi trzema u niej w sypialni, zeszłego wieczoru.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-03-2019, 02:33   #5
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=ttUE3V28G1M[/MEDIA]
Ból i mdłości… temat przewodni piątkowego poranka przewijał się odkąd tylko Eden otworzyła oczy w swoim pokoju, swoim łóżku - tyle z dobrych informacji. Nie wiedziała jak się tam znalazła, ani ile wypiła zeszłej nocy, ale chyba sporo skoro nie pamiętała praktycznie niczego. Obolała, z zelówką zamiast języka i wstrętem do światła… jednak obudziła się u siebie. Niezbyt podobał się jej fakt, że bez ubrania, które walało się dookoła. Chwilę zajęło jej zanim zorientowała się że nie tylko jej ciuchy tam leżą. Kolejne odkrycia też nie przysparzały uśmiechu, ani ulgi. Chwytając się ścian wyszła z sypialni na korytarz i przedzierała się przez pobojowisko, mijając pozostałości porządnej imprezy, czyli pole regularnej bitwy już po jej minięciu.
Korytarz, schody, salon i kuchnia. Wreszcie żywi ludzie, przytomni. Pierwszy łyk czegoś zimnego co nie zawierało alkoholu. Pinky powoli zaczynała odżywać, co prawda był to powrót ze stanu rigor mortis do komy… ale szło ku lepszemu. Póki nie pojawił się jej ojciec.
Wystarczył jeden rzut oka aby wiedziała że jest źle. Nie uśmiechał się, porozumiewał tonem rozkazów, oficjalnie. Czyli ostro przegięła pałę - patrząc po wystroju domu chyba wiedziała dlaczego.

Myliła się, prawda była o wiele gorsza.

- Żona… - powtarzała niepewnie, gapiąc się urzeczona na tandetną obrączkę. W pierwszym odruchu chciała uwierzyć, że to żart. Ojciec szybko przedstawił dowód na to, że jednak się ożeniła… podwójnie. Na szczęście Rikke i Silje miały równie nietęgie miny, czyli wpadły w to wspólnie i od razu po szyję, na spontanie. Może gdyby nie ból głowy, udałoby się znaleźć rozwiązanie.

Ten dzień nie był dobry, od samego początku. Niespodzianka goniła niespodziankę, kolejna nadeszła nim Eden zdążyła przetrawić ostatnią. Ta sprawiła że krew zmroziła się jej w żyłach. Patrzyła jak twarz Paige gapi się pogardliwie z holoekranu, a spiker mówi o samobójstwie.

- O kur… - szepnęła, ale więcej nie wolno było pokazać. Popatrzyła po przyjaciółkach, biorąc się w garść na trybie awaryjnym. Szybkim krokiem przedreptała przez kuchnię, mijając ojca po lewej stronie. Chciał porozmawiać. Pilnie. Ona też, chociaż nie z nim i nie na ten temat jaki jemu chodził po łysej głowie.

- Chwilę, zrób sobie kawę, ok?
- przeszła obok, całując go w policzek. Podeszła do lodówki, otworzyła ją i wyciągnęła szufladę, a z niej cztery litrowe butelki z plastiku. Z szafki przy oknie pobrała czerwony kuferek.

- Siadajcie i wyciągnijcie lewe przedramiona na blat - zarządziła słabym głosem, mocując butelki pod okapem nad ich głowami. Do każdej podłączyła linkę kroplówki i po odkażeniu skóry, podłączyła je żonom i Michaelowi.

- Będzie dobrze, zaraz wrócę… spokojnie. Zaraz pogadamy. Nie przejmujcie się, coś wymyślimy - mamrotała do nich i posyłała blade uśmiechy. Tylko gdy pochylała się nad hakerką szepnęła jej - Zrób wszystko żeby nas z tym pustakiem nie powiązali - i jak gdyby nigdy nic poszła dalej, aż zatrzymała się przed ojcem.

- Wyjdziemy zapalić? - spytała z rezygnacją, zgarniając z blatu butelkę wody.

Dredziara skinęła głową ale jak na swój standard była dziwnie milcząca. Zresztą druga żona Pinky też. Cichutko dały się podpiąć pod kroplówki i gdy córka z ojcem wychodzili z kuchni widać było, że wyjmuje z bocznej kieszeni spodni swój deck. A Eden i Dorian van Nispen wyszli z kuchni, przez korytarz ku living room. Tam wargi przybranego ojca Eden zacisnęły się w wąską kreskę gdy zobaczył degrengoladę na sofie w trzech osobach. Ale nic nie powiedział. Sapnął tylko już poważnie wnerwiony gdy otworzył drzwi na taras a tam przywitał ich schizolski uśmiech cyberlamy. Stary wojskowy machnął ręką na irytujący go hologram odganiając go w cholerę. Wreszcie wyszli na taras a on zamknął za sobą drzwi. Założył ręce za siebie, staną w lekkim rozkroku i gestem i miną dał pole do popisu swojej świeżo ożenionej córce.

Więc tak czuł się skazaniec postawiony przed plutonem egzekucyjnym… jednoosobowym, ale zawsze. Dobrze że przyjechał sam, bez wsparcia w postaci presji dodatkowych osób, luf i wyrzutów.

- Tato… to nie tak jak… -
zaczęła, ale w połowie nieśmiertelnej sentencji urwała, wbita w ziemię jego spojrzeniem. Nogi się pod nią załamały, więc klapnęła tyłkiem na schody. Dobrze że się w cokolwiek ubrała. Dobrze, że nie zastał ich wszystkich w jednym łóżku… o ile ze sobą spali. Chyba...o cholera.

- Jest piątek, południe… a ja siedzę tutaj, co znaczy że nie poszłam do pracy. Zaniedbałam obowiązki i nałożone na mnie zobowiązania. Zawiodłam zaufanie Antunovića… parę dni przed wymarzonym stażem. Dodatkowo chyba… rozwaliłam oszczędności na imprezę. Weselną… swoją i dziewczyn. Ożeniłyśmy się po pijaku, nie pamiętam, naprawdę - pokręciła głową, odpalając papierosa i robiąc minę kajającej się szczerze córki z gatunku wyrodnych. Zaciągnęła się, drżały jej ręce - Wychodzi, że to dokładnie to na co wygląda. Przepraszam, na pewno jesteś wściekły i zawiedziony. Ciebie też zawiodłam… nie powinnam cię narażać na podobne ambaranse, z pewnością żałujesz że mnie przygarnąłeś. Rozumiem jeśli będziesz naciskał o zrzeczenie się nazwiska - mówiła cicho, patrząc na płonącego fajka przez łzy. Dała dupy, po całości. Szkoda że oberwał ten na którym jej najbardziej zależało. Mógł oberwać - W poniedziałek załatwię co trzeba, przed pojechaniem do firmy. Nikt cię z tym nie połączy.

Słuchał, patrzył i milczał. Cały czas jak mówiła. I jak w końcu się rozkleiła. Miał twarz jak surową maskę jaką pewnie obdarzał w pracy swój personel a zwłaszcza rekrutów. Ale na koniec podszedł do barierki tarasu i oparł się o nią. Nadal milczał. W końcu pokręcił głową i wreszcie się odezwał.
- I co ja mam z tobą zrobić Eden? - zapytał wpatrzony gdzieś w ogród. Chyba nawet w ten brodzik z kisielem. Westchnął i spojrzał na rozklejoną córkę. Odbił się od barierki i podszedł do niej obejmując ją i przytulając do siebie mocno.
- Nie gadaj głupot z tym nazwiskiem. Nic takiego się nie stało. Jakoś to odkręcimy. Zadzwonię do prawnika i on wszystko załatwi. Jakaś chwilowa niepoczytalność, działanie pod wpływem czy cokolwiek innego. W parę dni i będzie po sprawie, nie ma się czym martwić. - powiedział uspokajająco tuląc ją do siebie i mówiąc gdzieś do czubka jej głowy. Jak tak mówił, tak jakby już obmyślił cały plan i co dalej robić to można było już pomyśleć, że jest z górki. Miał przecież odpowiednich ludzi do tej czy innej roboty i to co mówił brzmiało przekonująco.

- Błagam, tylko nie mów Alison - chlipnęła, wtulając się w niego z całej siły. Jednak chyba była szansa, że nie przestanie z nią gadać i nie zacznie udawać że się nie znają. Tak samo jak zachowanie sprawy z dala od wszędobylskich łap macochy.
- Ale przynajmniej nie powiesz, że padło na jakiegoś patałacha o szemranej przeszłości, przy którym się stoczę… - zaśmiała się przez łzy, kiwając się do przodu i do tyłu. Pociągnęła nosem, koniec otarła dłonią i popatrzyła ojcu w oczy - Jeśli… nadal mnie kochasz? Nawet jeśli zrobiłam coś okropnego?

Chwilę patrzył na nią pochylając nieco głowę aby spojrzeć w twarz swojej przybranej córki. I niespodziewanie uśmiechnął się. Pierwszy raz odkąd go dzisiaj zobaczyła. Potargał jej czuprynę tak samo jak kiedyś to robił gdy była małą dziewczynką.
- Daj spokój. Nie zrobiłaś nic co nie przystoi młodości. Przynajmniej nie musiałem odbierać cię z aresztu. - uśmiechnął się łagodnie i przytulił ją jeszcze raz. Pamiętała, że mimo chodem przemykała się po rodzinie plotka, że podobno kiedyś coś zmalował jak był młody, że właśnie ojciec musiał go odbierać z aresztu. I potem zostało w nim to na lata. Wstyd i upokorzenie z własnego zachowania i tego, że ojciec widział go za kratami. Nawet jeśli oficjalnie nic się wtedy wielkiego nie stało, mała szkodliwość czynu i takie tam. Niezbyt wiedziała o co wtedy poszło i jak to wyglądało. Ale teraz pewnie właśnie pił do tamtych wydarzeń gdy on pewnie był w podobnym wieku jak ona teraz.
- Oczywiście, że cię kocham Eden. Nigdy o tym nie zapominaj. Kocham cię tak bardzo, że na przykład wymarzyło mi się być na ślubie mojej córki. - dodał całując ją w czubek głowy i pozwalając sobie na drobną uszczypliwość na koniec.

- Jeśli chcesz możemy powtórzyć moment ślubu… tylko proszę, przed kolejnym weselem potrzebuję ze dwóch kroplówek… i jednej transfuzji - oparła się o niego, przestała też beczeć. Zrobiło się miło, spokojnie i bezpiecznie, jak zawsze kiedy był obok.
- Na ten właściwy ślub zaproszę cię jako pierwszego, obiecuję - ostatni raz pociągnęła nosem. Zanim dorzuciła coś jeszcze, uśmiech jej zbladł. Popatrzyła też na papierosa z nagłą uwagą. - Widziałeś wiadomości? Te zanim wyszliśmy. Tamten łysy pustak który próbował strzelić samobója.

Poklepał ją pocieszająco po plecach i uśmiechnął się w stylu, że już jest i będzie dobrze. Na uwagę o wiadomościach zmarszczył brwi i zatrzymał się. Potem zamknął oczy. I zacisnął mocno powieki. W końcu potarł nasadę nosa palcami.
- Eden. Czy miałyście coś z tym wspólnego? - zapytał jakby bał się odpowiedzi jaka by ona miała nie być.

- Nie otrułyśmy jej, ani fizycznie niczego nie zrobiłyśmy. Masz na to moje słowo - zapewniła ciągle patrząc na papierosa - Zmajstrowałyśmy jej profil na portalu z sex-ogłoszeniami. Dostała go, parę osób to zobaczyło. - zrobiła przerwę oddychając powoli - Jednak nie jest taka mocna jak próbowała wszystkim wmawiać. Sijle… znasz ją. Czyści wszystko i zaciera ślady. Powinnam… - zamilkła, przełykając ślinę i zwiesiła głowę - Powinno być mi przykro, ale nie jest. Przepraszam tato, nie umiem się nią przejąć. Nie po tym co mi zrobiła.

- Matko, dziewczyno!
- żachnął się pan van Nispen. Pokręcił głową i wrócił do balustrady tarasu. Znowu się o nią oparł na szeroko rozstawionych ramionach i milczał chwilę trawiąc to wszystko. - Nie powinnaś tego robić Eden. - powiedział cicho wpatrzony gdzieś w krzaki żywopłotu przy ogrodzeniu.
- Mogą teraz tego być kłopoty. To nie jest jakaś sekretarka i jej rodzina a sprawa stała się głośna. Nie chcę nawet myśleć co będzie jeśli ona nie przeżyje. - pokręcił swoją łysą głową. Odwrócił się od balustrady i podszedł znowu do niej. - Nie powinnaś tego robić. Na razie nikomu ani słowa na ten temat. Twoje towarzystwo też nie. Na pewno policja wdroży oficjalne śledztwo. Czy jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć? - zapytał patrząc uważnie na swoją przybraną córkę.

- Wierzę w Silje, jest najlepsza i o to czy któraś zacznie paplać się nie martw. Wiemy o tym tylko my, we czwórkę. - wstała ze schodów, prostując się z ramionami skrzyżowanymi z przodu w pozycji obronnej, zamkniętej - Tamtego wieczora Paige była bardzo hojna. Dała dotacje z paru kont-krzaków na klinikę dla dzieciaków z chorobami genetycznymi. - przeszła obok niego, rzucając dopalającego się papierosa żeby wziąć nowego.

- Nie powinnam… tak, bo mogą być kłopoty. Tylko z tego powodu - odpaliła go, walcząc ze złością - Przez tyle lat to ona poniżała, gnębiła i wyzyskiwała ludzi. Ten jeden raz poczuła jak to jest po drugiej stronie szali. Zasłużyła, tak jak ty nie zasłużyłeś żeby cię z tym mieszano. Przepraszam, naprawdę mi przykro… z twojego powodu, nie jej. Czy coś jeszcze? Nie, o samobójach zwykłych ludzi nie mówią w mediach. Tylko o tych z parciem na szkło. - odwróciła się powoli stając do mężczyzny plecami. - Opcja z wydziedziczeniem nadal aktualna.

- Eden a co zrobisz jeśli za kilka lat będziesz już miała własną praktykę lekarską albo dział naukowy i ktoś będzie cię wkurzał. Otrujesz go? Doprowadzisz do próby samobójczej? Eden, ten świat jest tak poukładany, że schematy się powtarzają. Jak ze złodziejem czy rabusiem jeśli udało się raz to jest zachętą aby zrobić to ponownie. Czy taka chcesz być w przyszłości Eden? Niszcząca wszystkich którzy staną jej na drodze czy po prostu będą ją wkurzać? -
przybrany ojciec patrzył na swoją przybraną córkę poważnie zaniepokojonym wzrokiem. Martwił się. I widocznie nie chciał by taki schemat zachowań utrwaliła w sobie.
- I czy pomyślałaś już o konsekwencjach? Zamierzasz obrać karierę naukową i lekarską. Jak się miałyby do tego coś takiego jak procesy o sex-profile czy próby samobójcze. Nawet jakby cię oczyszczono z zarzutów. To wróci. Prędzej lub później, mniejszym lub większym rykoszetem. Wyobrażasz to sobie? Siedzisz sobie w swoim gabinecie lekarskim i pacjent rzuca ci w twarz czymś sprzed dwudziestu lat? Ogłaszasz jakieś odkrycie naukowe i ktoś na konferencji nawiązuje do procesów sprzed lat? Dyskutujesz z kimś a ktoś ironizuje, że jeśli się z tobą nie zgodzi to sprokurujesz mu coś jak Paige? Czy chcesz każdego dnia wstawać i zastanawiać się czy ten dzień też uda się przeżyć w spokoju czy jednak ktoś się o to zaczepi? Czy tak chcesz żyć przez resztę życia Eden? W strachu i nienawiści? Ile tak wytrzymasz? I co z tym zrobisz? Zmienisz się w lodową wiedźmę, wypaloną skorupę czy zszarpany kłębek nerwów? Takie mogą być konsekwencje Eden. Pomyśl o tym. Już nie chodzi o Paige, jej ojca, o mnie czy naszą rodzinę. Ale o ciebie Eden. O twoją przyszłość, o serce i duszę. - mówił szybko i z przekonaniem. I z przejęciem. Przejął się i traktował sprawę poważnie. Jakby patrzył na to nie tylko z perspektywy ostatniej nocy i obecnego piątkowego popołudnia. Nawet nie z perspektywy najbliższych dni czy tygodni. Ale nadchodzących lat i dekad. I chyba nie chciałby jeden młodzieżowy numer zaważył o reszcie jej życia.

- Oj tato… - burknęła z papierosem w ustach. Rozejrzała się i z pewnym wahaniem podniosła kubek z zielonkawą cieczą. Powąchała go, nie trącił ani alkoholem, ani moczem… była szansa że się nie otruje…

- Nie, nie myślałam o konsekwencjach - przyznała, odstawiając kubeczek. Lepiej chyba nie ryzykować po takiej imprezie - Mam dziewiętnaście lat, naukę powinnam skończyć za 6 lat… ale skończyłam ją ekspresowo, w zeszłym roku. Jeśli mam robić błędy to teraz… i niech wraca. - wzruszyła ramionami bardzo ostentacyjnie aby pokazać że nic jej to nie obchodzi przecież, wcale i w ogóle, a dłonie zaciska na przedramionach bo się zrobiło zimno - Gdy pacjent lekarzowi umrze i lekarz zostanie zabity. Gdy budowlaniec wybuduje dom który się zawali i jemu dom zburzą, lecz jeśli ktoś umrze przy waleniu domu i jego zabiją. Jeśli syn ojca uderzy rękę mu utną - mruknęła wciąż unikając patrzenia na rodziciela.
- Kodeks Hammurabiego, na pewno kojarzysz. Nie musisz się martwić, nie zmieniam się w sadystycznego psychopatę. W tym jednym wypadku było warto. Jeśli przez to będę znosić konsekwencje do końca życia, to zniosę. - pstryknęła papierosem do basenu z kisielem - I tak to już robię, co szkodzi dołożyć jeszcze jedną cegłę?

- Oh, Eden.
- facet westchnął znowu. Trochę trudno było odczytać czy ze zmartwienia czy z ulgi. Objął ponownie swoją córkę i znów pocałował ją w czubek głowy. - Cokolwiek się stanie Eden, jesteś moją córką. I proszę cię, nie dźwigaj tych ciężarów sama. I dziękuję, że mi zaufałaś i powiedziałaś mi o tym wszystkim. Zadzwonię do prawnika, zobaczę co da się zrobić. - powiedział cicho mocno ją przy tym ściskając i poklepując po plecach. - Potrzebujesz czegoś? Mogę jakoś ci pomóc? - zapytał odchylając się lekko by na nią spojrzeć.

- Kroplówki, aspiryny i śniadania… albo raczej lunchu - uściskała go mocno - Chyba pora na lunch, zjesz z nami? Coś zamówimy, bo wątpię żeby… znalazło się coś innego niż wczorajsze resztki. A nie, czekaj. Mam jajka. To już coś - pocałowała go w policzek - Nie martw się, nie mną.

- A ty mną.
- uśmiechnął się nadstawiając policzek do ucałowania. Potem razem wrócili do kuchni. Sytuacja się nieco zmieniła. Cała trójka nadal siedziała pod kroplówkami ale o ile Rikke i Michael oglądali lokalne wiadomości gdzie afera z Paige która w stanie ciężkim trafiła do szpitala to Silje gorączkowo pracowała na swoim deck’u. W lodówce Pinky znalazła jajka. I trochę różnych różności. Ale na pełnoprawne śniadanie to chyba tylko soków by starczyło dla każdego. Resztę trzeba było zamówić. Na szczęście istniało przecież gotowe jedzenie na wynos a nawet z dostawą do domu. Kwadrans czy dwa i będzie pod drzwiami. Tylko trzeba było najpierw zmajstrować trochę miejsca w tym poimprezowym bałaganie. Trójka podpięta pod kroplówki jeszcze dobre parę minut będzie dość mało mobilna. Na chodzie zostawiała tylko Eden z cichym szmerkiem w skroniach i gdzieś za potylicą oraz jej ojciec. On zresztą zaczął od porządkowania stołu zostawiając jej zrobienie zamówienia. Pozostała dwójka miała niewyraźne miny. Trochę jakby chcieli pomóc ale nie mogli się ruszyć póki są pod kroplówkami. No i zwłaszcza Rikke wyglądała na przejętą oglądanymi wiadomościami i szaleńczo pracującą Silje która była skoncentrowana i poważna.

- Zamówmy pizzę, tak najprościej - Eden przerwała ciszę, kręcąc się pomiędzy przyjaciółmi i sprawdzając ich stan. Przed każdym postawiła szklankę wody, do środka wrzucając po małej tabletce. Podobny zestaw zafundowała sobie, wystarczyło bólu głowy jak na jeden poranek.
- Rikke, co z Jo? - spytała żony, aby odwrócić jej uwagę od ekranu.

- A nie wiem… tutaj siedzę… chyba cicho coś… - szarowłosa wydawała się kompletnie zaskoczona pytaniem kumpeli a od pół doby żony. Zerknęła na Michaela ale temu chyba też to umknęło bo wzruszył ramionami. Silje nie było co pytać. Widać było, że skupiona jest na swoim decku. Ledwo starczyło jej przytomności aby odebrać oferowaną szklankę. Ojciec chyba w ten dyskretny sposób chciał jej oddać swobodę manewru sam zajmując się porządkowaniem stołu w z drugiej strony kuchni.

- Zobaczę co z nią. Mickey, chodź ze mną. Na wypadek gdyby trzeba było użyć środków przymusu bezpośredniego - Pinky mruknęła zmęczonym tonem, patrząc na kończącą się kroplówkę blondyna i na korytarz prowadzący do łazienki, gdzie ostatnio widziano blondynkę.
- Rikke, pomóż tacie ze sprzątaniem gdy skończysz - uścisnęła krótko żonę numer jeden, robiąc to samo z żoną numer dwa, ale jej nie przeszkadzała gadaniem.

Hakerka wydawała się w swoim wirtualnym świecie. Kiwnęła tylko swoimi dredami półprzytomnym ruchem skoncentrowana na swoim zadaniu. Rikke też pokiwała głową i sądząc z wyrazu twarzy wspólne zadanie z nowym tatusiem było jej bardzo na rękę. Aż się doczekać nie mogła kiedy ta kroplówka się skończy. Michael zaś skinął głową, odpiął się od przewodu i ruszył razem z gospodynią korytarzem. Znów zaatakowała ich cyberlama. Aurat byli ze dwa kroki od drzwi łazienki gdy ta sfazowała przez te drzwi, wybiegła wprost przed nich jakby chciała ich staranować ale o krok przed nimi zatrzymała się i wyszczerzyła tym swoim wyszczerzem szczerego LSD. Michael sapnął i przygiął się jakby nie był pewny czy uciekać, kryć się, paść na ziemię czy zaatakować to obce coś. Dopiero sekundę później właśnie sapnął prostując się z ulgi.
- Zabieraj się stąd! - warknął zirytowany i machnął ręką na cyberzwierzę. To rzeczywiście pognało gdzieś korytarzem i droga do łazienki była wolna.
W łazience znaleźli Jole. Zastygła z głową na wyciągniętej dłoni i włosami po obu stronach muszli. Mocno zapaskudzonej tym co ulało się blondynie. Ale w tej chwili chyba po prostu spała. Gdy oboje pochylili się nad nią zaczęła coś marudzić i majaczyć. Wyglądało na to, że poza tym, że zdradza wszelkie oznaki zaawansowanego nabzdryngolenia to chyba nic jej nie jest.
- To co? Pod prysznic czy przenosimy ją gdzieś? - ochroniarz zapytał wskazując na kabinę prysznicową obok albo na drzwi przez jakie właśnie weszli.

- Pod prysznic, ograniczymy ilość rzygów na metr kwadratowy - Pinky wskazała kabinę, łapiąc barmankę pod pachami. Wymownie spojrzała na jej nogi, a potem na ochroniarza - Umyjemy ją, podepniemy pod kroplówkę i za pół godziny będzie jak nowa… no może troche używana, ale w całkiem przyzwoitym stanie - zamilkła, obserwując rozmówcę przez taflę lustra, żeby nie było że się na niego bezczelnie gapi - Mickey… pamiętasz co się wczoraj działo? Już tutaj, u mnie. - odkaszlnęła i wskazała oczami sufit, a pośrednio sypialnię gdzie na koniec końców dotarła. Ale nie sama.

- Noo… trochę… - blondyn zawahał się może dlatego, że zmagał się z dziurami własnej pamięci a może dlatego, że zmagał się z nogami koleżanki z pracy. Co jak co ale łazienka na parterze robiła jako pomocniczą i rezerwową więc średnio nadawała się do manewrowania dwóch osób które niosły trzecią i to bezwładną. I ledwo co ją wzięli musieli ścieśnić się aby postawić blondynę do pionu w kabinie która zdecydowanie nie była projektowana na trzy osoby.

- Niezła impreza była. Fajerwerki, laski w kiślu i w ogóle chlanie na całego. - powiedział próbując ustawić Jo do pionu. Ale leciała im przez ręce. Chyba trzeba było pozwolić jej usiąść na dnie brodzika albo ktoś by ją musiał cały czas trzymać. - No i w końcu chyba wylądowaliśmy w łóżku. U ciebie na górze. Tak mi się wydaje. Tylko nie pamiętam dokładnie kto tam jeszcze był. - ochroniarz wzruszył ramionami na znak, że chwilowe wysiłki aby przywołać wspomnienia z ostatniej nocy spełzły na niczym.
- Co z nią robimy? - zapytał o radę względem prysznicowej pozycji blondyny.

- Myjemy i przeniesiemy na górę. - Pinky jak mogła, operowała niezbyt poręczną w takim ścisku słuchawką prysznica. W końcu dała sobie spokój, po prostu wieszając ja u góry i mocząc całą trójkę, ale za to zaczęło iść szybciej - Tam też da się ją podpiąć pod butlę, niech dojdzie do siebie, a jak dojdzie to wróci na dół - mówiła zrezygnowanym tonem, próbując nie patrzeć na blondyna obok. Wystarczy że w ciasnocie czuła jego obecność bardzo wyraźnie.
- Czyli… przespałam się z tobą. Możliwe że dziewczyny też tam były. Żony… moje. O rany… - jęknęła wreszcie, kontynuując mycie blondynki - Jeżeli zrobiłam ci wczoraj coś… nie wiem, głupiego, albo… przepraszam. Tak na wszelki wypadek.

- Myślę, że jak ktokolwiek zrobił z nas coś głupiego to chyba nie ma o czym mówić w takiej sytuacji. A zresztą! Wątpie by wczoraj ktoś z nas nie zrobił czegoś głupiego!
- zaśmiał się przybierając ton, że nie ma o czym mówić ale musiał przerwać bo do Jolene chyba dotarło, że jest mokra, pod prysznicem i w ogóle bo zaczęła piszczeć i miotać się a w tej ciasnocie było to cholernie niewygodne. W końcu Michael miał dość i przekręcił ją tyłem do siebie w jakimś nelsonowym chwycie unieruchamiając ją względnie na tyle aby dało się dokończyć ten prysznic.
- Cholera a jak wstałem to wydawała się najmniej piana z nas wszystkich. - zdziwił się gdy już zakręcali wodę i we trójkę wygramolili się z ciasnej kabiny. - Wiesz co? Leć po tą kroplówkę a ja ją zaniosę na górę. Tam do ciebie? - zapytał i w końcu złapał barmankę zupełnie jak pan młody pannę młodą aby przenieść ją przez próg.

- Mickey? - barmanka objęła szyję kolegi z pracy i niespodziewanie zareagowała dość przytomnie.

- Tak, Mickey. Chodź Jo, idziemy do łóżka. - ochroniarz potwierdził skinieniem głowy i okręcił się aby stanąć frontem do drzwi na korytarz.

- Znowu? I zaniesiesz mnie? Jej, jesteś taki kochany! - wybełkotała blondyna ale akurat jak się obróciła razem z trzymającym ją facetem to jej wzrok padł na gospodyni. - O! Pinky! Ciebie też kocham! Kochana jesteś! I wszystkiego najlepszego na nowej drodze! - barmanka wyraźnie się rozrzewniła i rozczuliła na widok Eden wyciągając ku niej dłoń.

- Znowu? Czyli byliśmy… Jo, powiedz co się stało wczoraj - poprosiła łapiąc ją za rękę - Proszę, powiedz dlaczego… z kim u mnie w sypialni. Jak skończyła się wczorajsza impreza? - spojrzała na nią prosząco i nie patrząc w żaden sposób na blondyna.

- No jak?! Jestem waszą druhną! I mówiłyście, że jestem najlepszą druhną jaką mogłyście mieć! - blondynka złapała z dłoń Pinky i popatrzyła na nią z pijanym rozrzewnieniem i nieskrępowaną szczerością. - A ja wam mówiłam, że jesteście najlepszymi pannami młodymi jakie mogły mi się trafić! - zaśmiała się ale musiała puścić dłoń gospodyni bo Mickey zaczął wynosić ją z łazienki i kierować się na piętro.

Dalszą część mokra blondynka opowiedziała trochę chaotycznie i z przerwami gdy kumpel z pracy wnosił ją po schodach na górę.
- I ten numer jaki odwaliłyście szlauchowi! Epickie! Dawno się tak nie uśmiałam! - roześmiała się niesiona barmanka gdy już byli u szczytu schodów. - O właśnie a na końcu skończyło się u ciebie. - pokiwała mokrymi włosami gdy akurat Michael wnosił ją z powrotem do sypialni gospodyni. Mówiła jakby to co się działo ostatniej nocy w tej sypialni do jakiej właśnie wrócili kojarzyło jej się bardzo pozytywnie. W każdym razie blondyn właśnie ją ułożył na łóżku Eden.

- Trzeba by się wytrzeć. I przebrać w coś suchego. - powiedział gdy ułożył mokrą blondynę na łóżku. Po tym wspólnym prysznicu całą trójką byli mokrzy. Gospodyni miała wrażenie, że z jednej strony też jest ogromnie ciekawy relacji Jole co się tutaj działo ostatniej nocy a z drugiej trochę obawia się tego co może usłyszeć.

Nie był w tym sam. Rewelacji z samego poranka wystarczyłoby Pinky na cały tydzień, albo i miesiąc. Niestety dostała paczkę skompresowaną… ciągle dostawała. Do tego teraz zrobiło się jej zimno. Mickey dostał kroplówkę i prochy, ona z tego wszystkiego nie podjęła kuracji, więc nadal pozostawała narażona na pełnię kaca oraz resztek zatrucia alkoholowego dnia poprzedniego.
- Ściągnę z niej łachy i dam koc. - mruknęła dość neutralnie, pokazując palcem szafkę przy drzwiach - Druga szuflada od dołu… weź coś sobie.

Mikcey pokiwał głową i zostawił blondynę w rękach różowowłosej. Podszedł do wskazanej szafki i zaczął z niej wybierać ubrania pozostawione ze swoich poprzednich wizyt. Wyszedł z sypialni do pobliskiej łazienki aby się wytrzeć i przebrać. Gospodyni zaś została sama ze swoim mokrym gościem w swoim łóżku. Jo symbolicznie współpracowała przy etapach ściągania mokrego ubrania i wycierania jej do sucha. Głównie poprzez zachowanie biernej postawy z delikatną nutką współpracy.

- Skup się Jo - Eden w końcu nakryła ją kocem, gdy przebraną położyła na wznak na materacu - Kto jeszcze wie o Pustaku? Tym że brałyśmy udział w robieniu tego profilu. - przytrzymała głowę blondynki, ściszając głos - To ważne. Pustak trafił do szpitala po próbie samobójczej, będą szukać i pytać. Muszę wiedzieć kto prócz nas o tym wie. Pamiętasz komu gadałyśmy i co? Jesteś naszą druhną, ogarniałaś nas w nocy. Potrzebujemy cię teraz też…

- Co? Pinky co ty pierdzielisz? W jakim szpitalu?
- blondyna wyglądała jakby próbowała się skupić na tym co mówi jej kumpela ale miała z tym wyraźne trudności. - Ten profil wyszedł wam świetnie! Wszyscy go oglądaliśmy. O tutaj, na tym łóżku. - Jole załapała z grubsza o co pytała rozmówczyni i poklepała łóżko na jakim leżała trochę wskazując też miejsce gdzie można było opuścić holoekran i coś sobie obejrzeć.
- Jak to w próbie samobójczej? - podniosła wzrok i popatrzyła pytająco na gospodynię.

- Co za wszyscy? Konkretnie. Ja, ty, Silje, Rikke, Mickey… i kto jeszcze? - Pinky potrząsnęła ją lekko na otrzeźwienie - Pustak nie wytrzymał presji, wiesz jak to jest z tymi atencyjnymi zdzirami. Ciekawe czy się cięła, nieważne. Trafiła do szpitala, w mediach o tym trąbią. Dlatego musimy wiedzieć kto jeszcze widział profil i umie go połączyć z nami… do tego trzeba trzymać gęby na kłódki. Pomyśl Jo, kto jeszcze?

- O cholera…
- barmanka ze “Styxxx’a” burknęła i potarła sobie czoło dłonią gdy zaczynało do niej docierać co się stało ale umysł i ciało jeszcze nie nadążały z odpowiednio dobranymi reakcjami i mimiką więc wychodziło to dość flegmatycznie i z opóźnieniem.
- Nie, nie, czekaj… Rikke nie było… Ona została na dole z tym od fajerwerków… Bo ja chciałam się dobrać do Silje a ta mi chciała coś pokazać… Że się uśmieję i mi gacie spadną z wrażenia czy coś jakoś tak… To mnie zaczęła ciągnąć do ciebie… Znaczy tutaj. Ale tutaj napatoczyłyśmy się na ciebie i Michaela… Właściwie to w korytarzu bo zaczęliście zanim doszliście tutaj… No to Silje zgarnęła was i razem tutaj oglądaliśmy… No tak, chyba tak… Bo Rikke też była ale chyba przyszła później… Z tym wydziaranym… No tak, i przecież robiłyśmy dziewczynom konkurs zmywania kiślu i było kupę śmiechu… Ale cholera nie pamiętam czy to było przed czy po… - blondyna mówiła powoli gdy z mozołem się przebijała przez zaćmę i luki w pamięci z ostatniej nocy.

Bez tragedii, nie było aż tak źle jak van Nispen sądziła na samym początku. Trochę beznadziejnie, ale nie w skali tragedii.
- Wykolczykowany od fajerwerków… z Rikke. - potarła palcami skronie, czując że zaraz eksploduje jej głowa - Co zaczęliśmy z Michaelem? Nie mów że to co myślę - przesunęła dłonie w dół, naciągając skórę policzków.
- I konkurs zmywania… - zatrzymała się w ruchach i mowę po to, aby spojrzeć na łóżko. Szybko stoczyła się, ściągając kołdrę i oglądając materac czy znajdzie tam wspomnianą maź w dużej ilości. Jeśli tak ktoś tarzał się w wyrze przed myciem - Konkurs kisielu? Kto wygrał?

- Właściwie to nikt. W końcu chyba prawie wszyscy wskoczyli do łazienki, żeby pomóc im się umyć. Fajnie było.
- barmanka zaśmiała się filuternie do swoich wspomnień. Obserwowała chwilę na krzątającą się przy łóżku gospodyni z tym leniwym uśmiechem na twarzy.
- I jak to co robiliście z Michaelem? Nie strugaj niewiniątka. Po co poszliście we dwójkę do sypialni? Te holodyski oddać? Daj spokój Pinky, nawet jakby kogoś tu dzisiaj w nocy nie było to by tego nie łyknął. - blondyna machnęła dłonią zbywając taki pomysł. W tym czasie Eden z grubsza ogarnęła łóżko i co prawda po takiej nocy i wieczorze pościel do najczystszych nie należała i miała różne plamy niewiadomego pochodzenia ale raczej żadna nie pasowała do strefy obszarowego rażenia jakie musiałaby zostawić osoba oblepiona kleistym żelem.

- Idę się przebrać, poleż tutaj i postaraj przespać. Ogarnę się to przyniosę ci prochy, na razie leż - burknęła, odgarniając różowe włosy na plecy. Z panela ściennego wywołała niewielką holokrawiaturę, ustawiając niskie natężenie światła, a także przyciemniając szyby przez co wewnątrz sypialni zapanował prawie mrok. Z szafy wyciągnęła ubrania bez śladów potu, alkoholu i wymiocin, człapiąc zrezygnowana do łazienki. Ogarnięcie Jo zajęło dostatecznie dużo czasu, aby Mickeyowi w niczym nie przeszkadzała. Chyba powinni pogadać, zanim wrócą na dół. Albo przynajmniej wybadać w jakim stopniu powinni przestać się do siebie odzywać.

Pomysł aby się przespać w cywilizowanych warunkach przypadł barmance i druhnie do gustu. Ułożyła się wygodniej, nakryła pościelą, pomachała na pożegnanie wychodzącej gospodyni i zabrała się za te zasypianie. W tym czasie gospodyni dotarła do drzwi łazienki na piętrze. Michael rzeczywiście kończył swoje ablucje bo zastała go jeszcze wewnątrz ale sądząc po widoku zza mlecznej szyby i odgłosach już się ubierał.
- I co? Będzie żyć? - zapytał zza drzwi szykując się do wyjścia gdy pewnie też zorientował się, że stoi po drugiej stronie.

- Przeżyje - łatwiej było zająć się problemami innymi niż własne. Tym razem również Pinky zaczęła od spraw ogólnych żeby nie przeprowadzać od startu trudnych rozmów o poranku.
- Przebrałam ją i położyłam u siebie. Odeśpi i będzie jak nowa - mówiąc ściągnęła wczorajszą kieckę, zamieniając ją na ręcznik. Oparła się o ścianę czekając na zmianę pod prysznicem - Skończę ze sobą to przyniosę jej prochy i przetoczę glukozę. Pomoże… a im szybciej stanie na nogi, tym prędzej powie co tu się do diabła wydarzyło.

Drzwi otworzyły się i wyszedł z nich już przeprany i przebrany ochroniarz. Chociaż włosy miał jeszcze mokre.
- No to dobrze. - pokiwał ciemno blond mokrą głową ustępując miejsca gospodyni. Stanął jednak na korytarzu i popatrzył na nią niepewnie. - A mówiła coś co się tu działo wczoraj? - zapytał z tą niepewną miną co go ominęło po wyjściu.

- Wygląda na to, że… był konkurs mycia lasek z kisielu. W tej łazience - puknęła stopą w drzwi - Ty, ja… Silje, Rikke, Jo… jakiś koleś od fajerwerków i nie wiem kto jeszcze, ale możliwe że odwaliliśmy masowe bzykanie - skończyła zmieszanym tonem, mijając go w drzwiach - Obawiam się… - zacisnęła wargi, kręcąc głową - nigdy więcej nie piję.

- Cholera i na czymś takim urwał mi się film?! Nosz cholera! -
Michael zareagował dość impulsywnie klepiąc się z rozczarowania w uda. Takie cuda się tu działy! A on nic nie pamiętał! To tak samo jakby go to ominęło!
- Cóż, tak czy siak, może ta noc poślubna nie wyszła jako niezapomniana ale poranek na pewno. Aż nie do wiary, że to zrobiłyście. I to we trzy! No wiem, że tak no ale i tak trudno w to uwierzyć. - w końcu chyba dał sobie spokój i postanowił potraktować całą sprawę jak kolejną imprezę jeśli nawet niepowtarzalną.
- Idę na dół. Może tą pizzę przywiozą, zjadłbym coś. - oznajmił machając ręką w kierunku korytarza i schodów na dół.

Zawahała się, stając niepewnie w łazience przy uchylonych drzwiach. Wystarczyło je zamknąć, umyć się. Żyć dalej i udawać że nic się nie wydarzyło. Nic trudnego, przejść do porządku nad pijackim wybrykiem, nie wchodzić w detale. Błędy się zdarzały… jeśli szampańską zabawę w mieszanym gronie tak nazwać.
- Mickey zostań! - wypaliła, cofając się o krok. Odwróciła się przy tym, robiąc pogodną minę i dodała spokojnie - Nie wiem czy dam radę sama się ogarnąć. Ciągle… dokuczają mi zawroty głowy.

- Jasne. -
odparł bez wahania z łagodnym uśmiechem. Wrócił do drzwi i razem weszli do łazienki. Podał jej rękę, poprowadził do kabiny prysznicowej, otworzył ją i poczekał aż wejdzie.
- Jakby ci się słabo robiło to mów. - powiedział gotów widocznie poczekać aż skończy.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-03-2019, 02:33   #6
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
Oddała mu ręcznik, rzucając go prosto w blond głowę, po czym odkręciła wodę i zdjęła tubkę szamponu. Ciepły prysznic był jak deszcz w lecie - odświeżał, orzeźwiał. Wlewał nowe siły i oczyszczał ciało po nocnych ekscesach. Pinky ciężko szło zepchnięcie natrętnej myśli, że pod wpływem alkoholu i narkotyków zrobiła z siebie szlaucha.

- Tak sobie pomyślałam - zaczęła dość niezobowiązująco, zerkając na towarzysza przez niezamknięte drzwi kabiny - Od poniedziałku znikam z życia towarzyskiego na czas dłużej nieokreślony, a skoro dziś i weekend jeszcze żyję po staremu, co powiesz na zadekowanie się u mnie do jutra?

- Chętnie bym został i dzięki za propozycję. No ale dziś też mam nockę. W weekend mam dopiero wolne.
- blondyn roześmiał się gdy rzuciła go ręcznikiem ale chociaż niechętnie to jednak musiał odmówić. - Ale jak cię to poratuję do wieczora mogę zostać. - dodał pocieszająco zerkając w stronę szczeliny w drzwiach kabiny prysznicowej.

- Jeśli zniesiesz niedogodności towarzystwa z zeszłej nocy i weźmiesz udział w porządkowaniu po imprezie - zawiesiła grobowy głos, choć na twarzy miała uśmiech. Niby przypadkiem trąciła łokciem drzwi, otwierając je szerzej. Stanęła plecami do wyjścia nie przerywając mycia - Nie martw się, damy ci się przespać przed robotą. Śniadanie też dostaniesz. Tylko potwór puściłby cię zmęczonego i głodnego na całą noc użerania z naćpanymi pijakami… a jeśli o to chodzi, jak się trzymasz? Mdłości i ból głowy ustąpiły?

- Tak, wszystko jest w porządku.
- głowa Michaela nieco przekrzywiła się gdy przesunął się w szczelinie drzwi kawałkach ciała Eden. Widział pewnie jak woda spłukuje pianę po jej ociekającą wodą ciele. I to widocznie całkiem przyzwoicie przykuło jego uwagę. Zrobił z krok bliżej kabiny przypadkiem albo celowo chcąc być bliżej tego interesującego zjawiska.
- Daj spokój dziewczyny są spoko. Więc chyba z nimi jakoś wytrzymam. - prychnął rozbawiony gdy towarzystwo żon i druhen Pinky chyba coś nie wydawało mu się zbyt przykre i uciążliwe.

- Zmienisz zdanie kiedy Rikke zacznie jeden ze swoich monologów o tym jak znowu była u fryzjera i ten jej dobrał zły odcień włosów, bo się kłócił z torebką, więc farbowała się jeszcze raz… a potem kazała fryzjerowi jednak zrobić jej ten omyłkowy, bo to dobra okazja do kupna nowej torebki… a w drodze do sklepu wpadła na paznokcie - dziewczyna odpowiedziała grobowym tonem - Ale spoko, zrobimy ci zatyczki z pizzy. Mam nadzieję że nie zaczęła się dobierać do mojego Zgredzika… chociaż kurde czemu nie? - dodała ze śmiechem i cały pomysł nie wydawał się jej taki zły. Sięgnęła po gąbkę, zmoczyła ją a potem oglądając się przez ramię, podała w przerwie drzwi blondynowi - Zajmiesz się tyłami? Samemu nie idzie ich umyć.

- Noo… chyba damy jakoś radę i nie będzie tak źle…
- ciemny blondyn mruknął gdy na chwilę się nie odzywał słuchając rewelacji ostrzegających przed jedną z żon różowowłosej biorącej prysznic. Właściwie nie do końca było wiadomo czy mruczy o myciu tyłów Pinky czy poprawnym układaniu sobie relacji z jej żonami. Tak czy owak, o czym by nie myślał to uchylił szerzej drzwi do kabiny i zaczął operowanie gąbką na tych tyłach. Dokładniej to zaczął od karku i przesuwał się po barkach a potem wzdłuż łopatek. Pomagał sobie przy tym drugą dłonią więc czuła na sobie jego palce. Z reguły po przeciwnej stronie niż pracująca gąbka.

We dwójkę mycie zrobiło się nie dość że szybsze to na dodatek przyjemniejsze. Ciepła woda lała się spod sufitu, mimo że na dotrzeźwienie lepsza byłaby zimna, ale co tam. Od czego były prochy?

- Zniknę na pewien czas, nie wiem jaki, ale z pewnością dłuższy niż tydzień - mruknęła poważniej, biorąc się za mycie włosów. Nalała na dłoń szampon i powoli masowała skórę głowy, ustawiając się tak, aby pomocnik miał dobry widok i pole do pracy - Staż to szansa jedna na milion, nie mogę jej zmarnować. Dlatego towarzysko umrę na ten czas, zależy… czy przedłużą mi potem kontrakt na pełen etat. Byłoby cudownie - westchnęła, chociaż na sercu czuła ciężar - Ten weekend to pożegnanie na czas nieokreślony. Wpadnij jak złapiesz wolne. Do poniedziałku rano jeszcze nie pakuję się w socjalną trumnę.

- Ah tak…
- mruknął facet stojący tuż za jej plecami gdy na przemian namydlał i spłukiwał jej plecy. Schodził przy tym coraz niżej. Zjechał z barków i łopatek na żebra i krzyż Pinky. - No to chyba tak. Znaczy dobrze. No taki kontrakt… A gdzie? No i wtedy to wszystko jasne. Znaczy ta impreza i w ogóle. I ten ślub. Ale będziecie miały z tego pamiątkę! - po głosie trochę trudno było rozpoznać czy próbuje bardziej przekonać ją czy siebie, że to przecież sukces i szansa jedna na nie wiadomo ile z tym stażem gdziekolwiek by on nie był. I chyba w końcu zaczął starać się dostrzegać to co tu i teraz, te pozytywne aspekty tego co się stało i co właśnie się działo. Zresztą dłonie i gąbka doszły już do rejonów jej bioder i pośladków wytwarzając tam pachnącą pianę by po chwili ją spłukać kolejną falą ciepłej wody.
- To rzeczywiście nie zostało zbyt dużo czasu. - powiedział w zamyśleniu. W końcu odezwał się nie tylko słowami. Wszedł do kabiny i stanął tuż za nią. Przesunął dłonie na górę, aby złapać ją za barki i przyciągnąć do siebie tak, że wyraźnie czuła na plecach jego ubranie. - Tak sam tył to całkiem fajnie ale trochę szkoda nie? - trochę zapytał a trochę zaproponował zaczynając przesuwać gąbką po jej obojczykach. Pochylił się do przodu więc głową znalazł się tuż przy jej głowie ocierając się policzkiem o jej policzek.

- Szkoda… - zgodziła się, biorąc co oferował, ze spokojem ducha na czele. Jeszcze nie nadszedł nowy tydzień, martwiła się na zapas, jak zwykle. - Leviatan Corp, sektor badań… nie mogę powiedzieć, podpisałam masę papierów o niejawności projektów… i tak dalej. - mruknęła opierając się o niego jak o ścianę. Tyle że ściana nie miała takich zręcznych rąk. Zaśmiała się cicho - Uważaj, musimy być cicho. Tata tu jest… nie wiem jaką, ale na pewno ma broń.

- No ja też. Tylko nie w tym ubraniu.
- zaśmiał się wesoło pewnie zadowolony z reakcji kąpanej dziewczyny. Zwłaszcza, że jak ponad jej ramieniem spojrzał w dół to miał idealny widok na dwa sterczące atuty Pinky tak atrakcyjnie zalewane mieszaniną wody i piany. I właśnie nimi gąbka i dłonie zajęły się w następnej kolejności. I to bardzo chętnie.
- Leviatan… no tak, niezłe ważniaki… trochę od nich przychodzi do nas… ale głównie korposzczury aby się zabawić… - mruczał machinalnie gdy jego dłonie z zapałem i pracowicie obrabiały piersi Eden. Wreszcie na trzeźwo i z pełną świadomością tej zabawy i przyjemności.

- Kto wie, może zostanę korposzczurem? Takim laboratoryjnym - westchnęła, przygryzając wargi i oparła kark o ramię mężczyzny za sobą aby jeszcze bardziej wystawić się na jego działania. - Będę chodzić w biurowej garsonce, mówić korpobełkotem i podniecać się słupkami postępów na holo - parsknęła, chowając ręce za plecy i na oślep macając drugie ciało tam gdzie dała radę sięgnąć - Przyjdę do Styxu, po sztywniacku zamówię drinka i towarzystwo, bo nic nie będę umiała wyrwać. Następnie urżnę się, poczuję się ważna jak na zebraniach w biurze. Zacznę kręcić awanturę, wtedy złapiesz mnie za fraki i wyjebiesz - zrobiła przerwę, kończąc niewinnie - Z baru.

- Mam nadzieję, że aż tak ci nie odwali. Jak każą ci zakładać gogle co wyświetlają wirujące spiralki a w słuchawkach słychać, że kochasz prezesa to spieprzaj stamtąd jak najprędzej…
- poradził jej z coraz szybszym oddechem. Zaczął błądzić ustami po jej policzku, twarzy i szukać jej ust. Ruchy gąbki i jego dłoni coraz mniej miały wspólnego z myciem. Zjeżdżały teraz coraz niżej ku kolejnemu ciekawemu miejscu. Tym razem w samym centrum sylwetki kobiety z mokrymi, różowymi włosami, gdzieś na wysokości jej bioder i wciąż zjeżdżały niżej, coraz śmielej i coraz bardziej zachłannie.

- Hipnoza, przekaz podprogowy… a jeśli prezes będzie niezłą dupą? - spytała pro forma, mrucząc z przyjemności aż nagle odwróciła się, stając z blondynem twarzą w twarz.

Złapała ją w dłonie i pocałowała go, smakując przez wodę i gorzkie nuty szamponu. Oczami wyobraźni widziała jak mokre ciuchy zostawiają plamy wody na puchatym dywaniku pośrodku… trudno. Wyschnie.
- Jesteś zazdrosny, Mickey? - spytała neutralnie, bojąc się po prawdzie odpowiedzi.

- Zazdrosny? A to można być zazdrosnym o cudzą mężatkę? Chociaż właściwie… znaczy pohajtaną laskę… - Mickey próbował odpowiedzieć dowcipem ale to co się działo i mało standardowy związek jaki z pół doby temu zawarła gospodyni tego prysznica trochę wybiły go z rytmu. Standardowe miana i formułki troszkę nie nadążały za “związkiem wielopartnerskim”.
Ale zajął się bardziej namacalnymi tematami. Chętnie przyjął usta Pinky a dłonie zaczęły bez zahamować badać jej ciało nie przerywając gwałtownego całowania. Jeszcze ubranie! Ona była w końcu w odpowiednim do prysznica stroju no ale on dopiero co się wytarł, przebrał i znów namókł i znów musiał pozbyć się ubrania. Tym razem dlatego, że było mokre i przeszkadzało im obojgu a nie dlatego, że wypadało je zmienić bo było mokre tylko z innej okazji i prysznica. Więc precz z ubraniem! Dwie pary rąk na przemian próbowały się tak gwałtownie co chaotycznie pozbyć koszuli, szortów i reszty.

Było tak ślisko! Od tej wody, żelu i reszty. A może z innych względów ale w końcu wylądowali na miękkim dywaniku zalegającym na podłodze łazienki. Tam wreszcie mogli przyjąć cywilizowaną i satysfakcjonującą oboje pozycję. Nacieszyć dotyk, smak i zapach swoimi ciałami. Podzielić się przyjemnością i intymnością. Tylko sami we dwójkę. Odcinając się od reszty świata zamkniętymi drzwiami łazienki i kojącym szumem prysznica. Wreszcie wciąż ociekający od kropli i wilgoci oboje zaczęli łapać oddech ponownie. Tak samo jak swoje myśli i przesycone leniwym współistnieniem gdy oboje leżeli obok siebie na mokrym dywaniku łazienki uśmiechając się do siebie z leniwą przyjemnością.

- Okłamałeś mnie - głos Eden był spokojny, nie pasował do wypowiadanych słów. Tak samo jak głaskanie palcami wygolonego policzka tuż obok jej twarzy. Patrzyła w szare oczy sennie, z rozmarzeniem, bo patrząc na to co działo się wokoło przez ostatnią dobę, zabarykadowanie w łazience i trwanie w tej jednej chwili było bardzo kuszącą opcją. Szkoda że rzeczywistość nie przypominała fotografii.
- Miałeś ze sobą broń - udała że się boczy, rzucając wymowne spojrzenie w dół ich splecionych ciał. Odczekała moment nim zebrała się na tyle by rzucić lekko - Co powiesz na wypad poza Hek? Za jakiś czas, kiedy wrócę. Bez Jo, żadnych żon.

- O. Umawiasz się ze mną na romans za plecami swoich współmałżonek zaraz po nocy poślubnej?
- Mickey z wesołą ironią odwrócił również ku niej swoją twarz rozbawiony tą propozycją. - Czy to oznacza, że twoje małżeństwo okazało się aż takim niewypałem? - zapytał siląc się na ton jakiegoś psychologa czy innego eksperta od spraw małżeńskich. W końcu przestał się zgrywać i wygodnie położył się na dywaniku przyciągając drugie mokre ciało do siebie.
- No pewnie. Zamówimy coś, gdzieś i wyskoczymy we dwoje. - zgodził się pogodnie wpatrując się w sufit nad ich głowami ale oczami pewnie mógł widzieć coś znacznie ciekawszego.

- Ustaliłyśmy, że ja jestem ta wyrodna, co robi boki… jeden bok - pokazała mu język, podpierając głowę na łokciu i obserwowała go. Lubiła się gapić, więc korzystała z okazji. Na potem, na następne tygodnie pewnie.
- Długo nie zajrzę do klubu, co jeśli zapomnę jak wyglądasz? - rzuciła pytaniem, majstrując przy niewielkim panelu na nadgarstku, przypominającym zegarek. Nad okrągłą tarczą wyświetliła się widmowa lista funkcji, Eden wybrała zdjęcia.
- Strzelmy fotę, tak jak teraz. Powiedz cordon bleur - dokończyła wesoło, kładąc głowę przy jego głowie i wyciągając rękę do klasycznego selfie.

Roześmiał się i też przysunął się bliżej do niej aby mogli sobie zrobić serię iście błazeńskich fotek w wakacyjnym, szampańskim stylu. I to na tle dywaniku na jakim leżeli! Cóż, lepiej było na dywaniku niż na zimnej i twardej podłodze. Poszła jedna, i druga, i kolejna fotka. Obojgu sprawiając kupę radochy tak z robienia jak i na gorąco z oglądania i komentowania tego co się udało utrwalić.

Wszystko co dobre musiało mieć niestety koniec. Zabawę przerwała gospodyni, niechętnie ale jednak wyłączyła holo, siadając na dywaniku i ciągnąc za sobą Michaela.
- Potrzebujesz nowych ciuchów, wiesz gdzie są. Chyba poradzisz sobie z jedną bardzo złą szufladą - pocałowała go na zachętę, dokładając uśmiech w pakiecie - Spotkamy się w kuchni, sprawdzę czy nie mamy żadnych nowych zwłok - wywróciła oczami. Wolała aby Zgredzik nie zastał ich w tym stanie, a nie zamknęła łazienki. Staruszek już się wystarczająco zdenerwował jak na jeden dzień.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-04-2019, 21:08   #7
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 58589 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 3 - Piątunio!

Lato; Dzień 2; Piątek; wieczór; mieszkanie Eden



Wszystko się kończyło. I dzień, i piątek, i wizyty gości. Najpierw zawinął się ojczym Eden. Odjeżdżając ucałował ją i uściskał mówiąc, że może dzwonić do niego o każdej porze. Ale minę miał poważną. Jakby szykował się do poważnej bitwy. Takiej na prawników, dziennikarzy i detektywów. Młody, piromański kolega Rikke odjechał niedługo potem. Wreszcie, niedawno, Michael odwiózł całą trójkę pracujących w “StyXXXie” dziewczyn bo musieli się przygotować do kolejnej przepracowanej nocy i wieczoru. Więc powoli mieszkanie Eden pustoszało aż zostały w nim we trzy. Trzy żony co by nie mówić.

Ale poza ścianami, w eterycznym świecie wiązek i fal szalał informacyjny zalew danych. Każdy człowiek, komputer i urządzenie podpięte do sieci produkował swoje dane zalewając przestrzeń niewidzialnymi dla zwykłych oczu nitkami danych. Te nitki razem tworzyły pajęczynę okalającą ten glob i każdego użytkownika sieci z osobna.

W tych nitkach krążyły informacje, znane, obce, nowe, powszechnie dostępne i utajnione. W tej chwili, wszystkie trzy, miały dostęp do tych które zdawały się wybijać na powierzchnię. Od rana całe miast i wszyscy ich bliżsi i dalsi znajomi wydawali się żyć sprawą panny Jephcott. Tylko z różną intensywnością i odbiorem.

- Ten cholerny pustak, jakby się nie naćpał prochów i nie trafił do szpitala to może to gówno nie trafiłoby w wentylator. - sapnęła ze złością Silje. Miała dość. Prawie od przebudzenia aż do teraz, pracowała na klawiaturze. Od czasu do czasu klęła, odrywała się tylko aby skorzystać z toalety, ledwo przełknęła coś przez cały dzień, dobrze, że chociaż piła to co jej się podstawiło w szklance czy kubku. I cały czas pracowała jakby chciała zadośćuczynić powiedzeniu, że na kaca najlepsza jest praca. Ale w końcu i ona miała dość.

- Daj spokój kochanie, co było to było, chodź na taras bo stąd widzę, że już ci czacha dymi. - Rikke udawało się względnie dobrze zachowywać tak jak zwykle więc w porównaniu do spiętej i podminowanej informatyczki zachowywała się mniej więcej jak zwykle. Silje uznała w końcu wyższość jej logiki i argumentów bo wreszcie odłożyła swój datapad i wyszły we trzy na taras. Ten sam gdzie kilka godzin temu Eden rozmawiała ze swoim przybranym ojcem. Teraz usiadły przy stole na leżakach popijając z kubków i nawet wyglądając jak trzy rozkapryszone pannice z bogatych domów celebrujące piąteczek.

- Za dużo tego. I za dużo czasu minęło. I zbyt wiele świadków. Nie udało mi się tego zatuszować. Mam nadzieję, że zatarłam co się dało. Tylko teraz będą mnie szukać nie tylko komputery i programy ale i detektywi w realu. - dredziara westchnęła zmęczonym głosem popijając gorącą czekoladę z kubka. Mogło tak być. Sądząc z urwanych zdań i zdenerwowanych syknięć jakimi odzywała się przez cały dzień nie szło najlepiej. Zresztą holosieć też mówiła swoje.

Otrzymywały od znajomych linki z nagraniami z bardzo krótko ostrzyżoną aktorką w roli głównej. Hot news na weekend od samego rana. Na gorąco powstawały różnorakie memy. A to z tekstów jakie pewnie nikt nie wiedział, że sprokurowała pewna różowowłosa, a to ze zdjęć czy filmików zmajstrowanych przez obecnie popijającą czekoladę dredziarę a to wyrwanych ujęć wywiadów starego Jephcotta czy w ogóle tylko luźno powiązane z całą aferą.

Reakcje były różne. Kto wie, może gdyby Paige nie wylądowała w szpitalu uznano by za niezły numer sezonu. Jedni współczuli reanimowanej w szpitalu dziewczynie, inni złorzeczyli bezimiennym hakerom jeszcze inni dawali się ponieść złośliwej radości bez oglądania się na przykre konsekwencje. Prawdziwych przyjaciół i obrońców Paige chyba jednak nie uzbierała zbyt wielu. Nawet ci co pluli jadem na taki hakerski, złośliwy numer często wkurzał ich sam numer ale niekoniecznie byli wiernymi fanami samoistnej gwiazdy Hekatonu.

- Matko, chciałam jej dać kopa ale nie chciałaby by ta idiotka się truła. Jak się przekręci to będzie kicha. Może pójść w paragrafy o nieumyślne spowodowanie śmierci. - Silje wyraźnie gryzła się nadchodzącymi godzinami, dniami oraz konsekwencjami. A najgorzej, że chyba żarły ją wyrzuty sumienia za ten numer zmajstrowany po pijaku.

- A widziałyście to? Widzisz? Chyba nie tylko my chciałybyśmy ją olać. Zobacz. - Rikke niefrasobliwie, celowo albo nie, wyświetliła nad stołem holo ze swojego aparatu Tam dominowało jedno z ujęć ze sprokurowanego profilu “Slut4U” gdzie na krótkiej sekwencji animacji właśnie obciągała profesjonalnie jak pewnie każdy by chciał być obciągany. Nitki komentarzy uderzały w podobny ton. “Ja też tak chcę!” głosił jakiś znajomy. Krótki, dość dwuznaczny wpis wywołał masę złośliwych komentarzy gdy mniej lub bardziej znajomi domniemywali w której roli się widzie czy obciąganemu czy obciągającemu.

“Chętnie zaproszę Paige, nie wiedziałem, że jest taka utalentowana” pod kolejnym wpisem pojawiło się mnóstwo podobnych gdzie całkiem sporo grono chętnie by skorzystało z usług takiej “Slut4U” na całą noc, wieczór czy innym spotkaniu. Wyglądało na to, że taka profilówka wpisywała się w preferencje całkiem sporej liczby osób. - Widzicie? Ten pustak tylko zyskał na popularności dzięki nam. Powinna nam zapłacić za jakieś tantiemy czy co. - Rikke pozwoliła swoim żonom i kumpelom przewijać po tych komentarzach bo gdy szło o kogoś kogo znały a żadna za tym kimś nie przepadała to nawet całkiem przyjemna rozrywka to była tak czytając jak idealnie się wstrzeliły z tym profilem w potrzeby odbiorcy. Gdyby profil był prawdziwy panna Paige miałaby pewnie zajęty od dzisiaj grafik na następne kilka kwartałów. Całkiem sporo osób też chciało się na nią czy w nią spuszczać, olać czy zwyobracać tak jak podobno właśnie uwielbiała po tym profilu. Większość użytkowników sieci pewnie łapała, że profil nie jest prawdziwy albo jest w nim jakiś myk ale i tak sprawa już zbyt mocno żyła własnym życiem aby komukolwiek przeszkadzało to bawić się kosztem krótkowłosej gwiazdki

- Trochę szkoda, że to tylko fake. Chętnię bym się z nią umówiła i przetestowała te wszystkie rzeczy jakie obiecuje w tym profilu. We trzy byśmy ją wreszcie oćwiczyły jak należy. Dostałaby za swoje. - Rikke się trochę rozmażyła czytając te wszystkie komentarze, oglądając fotki, gify i całe to szaleństwo jakie rozpętało się wokół “Slut4U” w ciągu ostatniej doby. Dredziara roześmiała się wreszcie i pokiwała głową na znak zgody.

- Właściwie to byłoby możliwe. Zobaczcie tutaj. - Silje wreszcie się ożywiła i przejęła aparat szarowłosej aby po paru chwilach nad stołem pokazać adres jakiejś strony. Sądząc po tytule, oprawie graficznej i tematycznej to był to jakiś burdel. Specjalizował się w bardzo mocno zaawansowanych androidach. Tak mocno podobnych do ludzi jak tylko zezwalało prawo. W praktyce zapewne odróżniały się od żywych ludzi białą krwią syntetyków no i znakiem firmowym na nadgarstku czego wymagało prawo. W gorączce zabawy, różnice między żywymi a stworzonymi ludźmi często się zacierały gdy obie strony czuły, ruszały się, mówiły, reagowały, pociły się i jęczały tak samo.

- Syntki? Nigdy nie próbowałam z żadnym. O! Można się bzyknąć z kimś sławnym! - Rikke szybko przewalała kursorem ofertę lokalu gdy prawie od razu natknęła się na twarze znanych obecnych i dawnych gwiazd sportu, telewizji, filmów, komiksów czy gier. Naprawdę można było się spotkać z idolem swoich marzeń!

- A zobaczcie co jest hitem w sezonie. - Silje zaśmiała się złośliwie i przenawigowała stertę twarzy na tę jedną, jedyną, całkiem dobrze im znaną. Kobieca twarz, wygolona prawie na zero, z wyuzdanym spojrzeniem przeklejonym z jednego ze zdjęć “Slut4U”. - Szybko ją zrobili. Aż jestem ciekawa. - informatyczka pozwoliła swoim żonom obejrzeć profil nowego syntka do umilania czasu na godziny. Widać ktoś tam w klubie się postarał i sprokurował profil sztucznej dziewczyny w stylu prawie przeklejonym z profilu stworzonego przez dredziarę i opisanego przez Pinky.


---



Rozmowa o sztucznej Paige, czy ją sobie zamówić, czy kogoś innego oczyściła atmosferę z ciężkich myśli i tematów. Nie były pewne co ich czeka jutro czy nawet za kilka godzin ale na razie były tutaj, w piątkowy wieczór, w ogrodzie i na tarasie Eden we trzy i to było najważniejsze. Uspokajało i dawało nadzieję, że jakoś się z tej hecy wykaraskają. Rikke nawet się na filozofowanie zebrało.

- A słuchajcie dziewczyny. Jak teraz jesteśmy pohajtane ze sobą to jesteśmy bardziej żonami czy kumpelami? - szarowłosa popatrzyła na swoje towarzyszki przy tarasowym stole zafascynowana tym nowym statusem cywilnoprawnym do jakiego dopiero się przyzwyczajała. - I właściwie to teraz powinnyśmy do siebie mówić “kochanie”? Tak jak w filmach? A jak są same dziewczyny w małżeństwie to też do siebie mówią “kochanie” czy jakoś inaczej? I jak będziemy teraz mieszkać? Przecież jak się pohajtałyśmy to chyba powinnyśmy mieszkać razem nie? I jak jesteśmy małżeństwem to mieszkania i resztę teraz mamy wspólne? - Rikke jak na taką pozorną trzpiotkę i utrzymankę starszego bogacza potrafiła myśleć całkiem trzeźwo. Gdy miała na to ochotę. Teraz widocznie miała i używała tego co miała pod szarymi piórami. Do tego doszły kolejne, coraz bardziej rozwlekłe i szalone plany.

- Właściwie to ślub był, noc poślubna była, to może teraz miesiąc miodowy? Albo chociaż weekend? Może podróż? Pojedziemy gdzieś? Cholera, chciałabym się stąd wyrwać chociaż na jeden dzień! - Silje też dała się ponieść tym planom, dywagacjom i różnym sugestiom. Padały różne bliższe i dalsze, tanie i całkiem kosztowne plany, adresy, lokale, miejsca, ludzi których można było odwiedzić. Przecież zapadał już piątkowy zmierzch! A w dodatku jak miecz nad skazańcem wisiał nad ich trójką poniedziałkowy poranek w którym Eden w 100% trzeźwa i wyszykowana powinna się stawić w Instytucie co zapowiadało jej zniknięcie z życia towarzyskiego i małżeńskiego na nie wiadomo jak długo. Ale na razie zaczynał się jeszcze weekend! Były we trzy i mogły jeszcze go dowolnie wykorzystać!

Rikke wspomniała aby pojechać na dzień do spa gdzie zajmą się nimi jak należy. Kompleksowa renowacja dla ciała i duszy od rozgrzanych kamieni, przez kąpiele błotne, algi, masaże i co tylko można było sobie wymarzyć. Silje wpadła na pomysł aby sobie coś przekłuć albo wydziarać skoro wszystkie trzy się pohajtały pierwszy raz w życiu. Tylko jeszcze sama nie była pewna co i jak ale była pewna, że muszą to zrobić we trzy albo wcale. Piąteczek coraz bardziej zapowiadał się jak piąteczek gdy wraz z gasnącym dniem plany nabierały rumieńców, rozmachów i śmiałości. Życie było piękne! A szarzyzna miała się zacząć za trochę ponad dwie doby ale wcześniej miało być hucznie, barwnie i wystrzałowo!
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-05-2019, 02:17   #8
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Pd5eMletX7I[/MEDIA]
Piątek przelewał się leniwie przez gardła i palce trójki siedzącej na tarasie kobiet. Pewnie powinny się martwić tym, co spotkało Pustaka, lecz tego dnia i w tym zestawie nie szło być pesymistą, przynajmniej Eden to nie wychodziło. Po kroplówce, szufli leków i solidnym posiłku zapitym masą świeżego soku, zaległa szczęśliwa na leżaku, ciesząc się z ostatnich dni i godzin wolności, nim tryby korpo chwycą ją i przemielą bezlitośnie aż nie zostanie więcej poza wyplutą, wypaloną skorupę z zaprogramowanym przez przełożonych zestawem behawioralnym.
- Dziara to świetny pomysł - zerknęła na żony, uśmiechając się wesoło - Zróbmy sobie różowe lamy! Takie same i w takich samych miejscach - zaśmiała się, dodając trochę poważniej - Albo chrzańmy Hek i lećmy na jeden dzień gdzieś na orbitę… albo chociaż gdzieś poza ten kołchoz - machnęła dłonią gdzieś w bok, symbolicznie mając na myśli miasto. - Zresztą możemy się udać gdzie chcemy i kiedy chcemy. Któraś ma ochotę na wycieczkę do przeszłości? Albo fantazji? Dziś piątek, nie powinno być problemu żeby się zadekować w lokalu z VR.

- O. Dobre. Przygody VR i orbita. -
Rikke pokiwała z uznaniem szarą głową na znak aprobaty dla pomysłów żony z różowymi włosami.

- Lamy? Serio? - Silje jednak widocznie miała problem z tą pierwszą częścią pomysłów na liście Eden bo popatrzyła na nią z wyraźnym sceptycyzmem.

- Ja myślałam o jakiś serduszkach albo imionach. Ale pomysł fajny. - szarowłosa zaznaczyła swój punkt widzenia nie przejawiając aż takiego sceptycyzmu do lam jak informatyczka.

- I to różowe? - hakerka skrzywiła się jeszcze mocniej zerkając już na nie obie.

- Różowy to ładny kolor. - szarowłosa starała się delikatnie podkreślić zalety pomysłu swojej drugiej żony.

- No czy ja ci wyglądam na kogoś kto co ma na sobie coś różowego? - wydziarana i wykolczykowana hakerka popatrzyła na nią z ironią w oczach i chyba pytała raczej retorycznie.

- A może byś spróbowała? Chyba nie będziemy się kłócić już pierwszego dnia małżeństwa? - Rikke popatrzyła pytająco na obie swoje małżonki sprawdzając czy uda się to jakoś pogodzić.

- Musiałabym być nawalona w trzy dupy aby wydziarać sobie takie coś. W ogóle nie komponuje mi do reszty. - dredziara pokręciła dredami i wskazała na siebie. Część z jej kolczyków i tatuaży była widoczna nawet teraz i rzeczywiście lam i różu tam raczej nie było.

- Ojej no… Nie róbmy Pinky przykrości. O! Wiem co zrobimy. Mamy trzy dni to niech każda weźmie jeden dzień i nam króluje. Wtedy dwie pozostałe jej słuchają. Będzie sprawiedliwie. Co wy na to? - Rikke popatrzyła na swoje dwie równie ładne połówki sprawdzając jak zareaguje. Silje zastanawiała się chyba na poważnie nad tą propozycją szukając jakiegoś kompromisu.

- Nawalenie w trzy dupy to naprawdę nie problem kochanie - Pinky zrobiła niewinną minę, uśmiechając się do hakerki uroczo - Wcześniej nie miałaś też żony, a co dopiero dwóch. To wyjątkowa sytuacja i myślę, że różowa lama będzie dobrą pamiątką oraz podsumowaniem - wskazała ruchem głowy na brykający po ogrodzie hologram - Jeśli chodzi o dzień na głowę… - zwróciła się do Rikke - Jestem jak najbardziej za… o ile nie każecie mi się przefarbować, albo ściąć włosów.

Hakerka popatrzyła na nią z zastanowieniem jakby próbowała sobie wyobrazić co i jak by to wszystko w ten weekend miało wyglądać. Ogień niechęci i sceptycyzmu w spojrzeniu jeszcze jej nie zgasł ale wyraźnie przygasł.
- Coś byście musiały mi dać ekstra za te różowe lamy. - wybąknęła w końcu jakby jednak pojawiła się jakaś szansa na kompromis i płaszczyzna do dyskusji.

- A co byś chciała? I jak się dzielimy z tymi dniami? - Rikke dla odmiany była żwawa i zadowolona, że jej pomysł zyskał wstępną akceptację u jej żon więc aż klasnęła z zadowolenia w dłonie.

- Mogę wziąć niedzielę, aby było sprawiedliwie i na końcu… dzięki czemu wy się podzielacie dzisiaj i jutro - Eden rozłożyła się wygodnie, pociągając z wysokiej szklanki - Nie martwcie się, nie zagonię was do kościoła… chociaż ciekawie byście wyglądały w strojach zakonnic… mów co chcesz za lamę - popatrzyła na dredziarę.

- Stroje zakonnic? A wiecie, że mam u siebie jeden? Tylko taki lateksowy. No myślę, że też byśmy sexy wyglądały w takich strojach. - Rikke wstrzeliła się w rozmowę z typowym dla siebie nieco chaotycznym roztrzepaniem. Jak zwykle szybko przyjęła do siebie pomysł jak swój i z miejsca się do niego zapaliła. Co wcale nie oznaczało, że równie szybko nie zmieni zdania.

- Masz strój lateksowej zakonnicy? - Silje była tą informacją wyraźnie zaskoczona. No ale jej żona, ta z szarymi włosami z wesołym uśmiechem i raźnym kiwaniem głowy potwierdziła tą informację. Informatyczka więc pokręciła głową i machnęła ręką zbywając na razie temat i wróciła do tego co miały na tapecie czyli ustalanie co i jak.
- Dobra to zgodzę się na te przesłodzone lamy ale chcę za to Catwoman i Batmana. - mówiąc to szybko wybrała profilówki z burdelu jaki wcześniej znalazła i pokazała na te sławne, komiksowe postacie w ciemnych i mrocznych strojach. - Wy jak chcecie to możecie sobie też coś zamówić ale ja chcę tych dwoje. - rzuciła tonem wyjaśnienia i patrząc na swoje dwie połówki po drugiej stronie stolika.

- Załatwione, mówisz i masz. Będzie co chcesz, ja chętnie zgarnę zakonnicę. Ktoś w tym małżeństwie musi dbać o wasze dusze i ich czystość - Pinky od razu przyklepała, zacierając już ręce z radochy. - Rikke, a kogo ty zamawiasz?

- Super!
- Silje w pierwszej chwili wyglądała na zaskoczoną, że zgodziły się na jej warunki ale gdy to do niej dotarło z miejsca zapaliła się do tego i innych pomysłów. Za to teraz Rikke zastanawiała się co wybrać.

- Znaczy chcesz sobie zamówić zakonnicę czy chcesz się przebrać za zakonnicę. - szarowłosa zapytała swojej różowowłosej małżonki wskazując przy tym palcem to na nią to na ekran. Ekranem zaś zajęła się hakerka która od razu zaczęła wyszukiwać odpowiednie profile.

- Sama nie wiem... - Rikke jak zwykle wydawała się mieć problemy z wyborem i stała niezdecydowana przez kolejnymi profilówkami prezentowanymi przez dredziarę.

- Byle nie kopia mojego staruszka… to byłby materiał na koszmary zobaczyć go bez gaci. Wystarczy, że z Alison… ehhhh - Pinky wyraziła cichą opinię, ziewając zaraz potem i przecierając oczy. Kogo by sobie zamówiła? Pytanie z jednej strony krępujące, z drugiej… arcyciekawe. W końcu rozłożyła bezradnie ręce - Mogę być i zakonnicą, jak potrzeba. Będzie potrzeba odpowiedniego grzesznika do nawrócenia… albo grzeszniczek. Co tam, hurtowo też da się załatwić - machnęła ręką.

- Na pewno będziesz wyglądać super w tym kostiumie! Tylko będę musiała po niego skoczyć do siebie. - Rikke ucieszyła się z decyzji żony i kumpeli w jednej osobie. Tak bardzo, że klasnęła w dłonie, podskoczyła i objęła ją z tej radości.

- No rany, ciebie się o coś pytać, żebyś coś wybrała… - Silje jęknęła za to widząc, że szarowłosa jak zwykle odwleka moment podjęcia decyzji. Odwróciła się i popatrzyła na swoją drugą żonę, tą z różowymi włosami. - A jaki kolor ma ten kostium? Biały? Czarny? Jeszcze jakiś inny? - zapytała o to co sąsiadka Eden pewnie mogła odpowiedzieć w miarę od razu. Ta rzeczywiście pokiwała głową, że chodzi o czarny kostium.
- No w czarnym by ci było dobrze. - pokiwała swoimi dredami próbując sobie wyobrazić Eden w tym kostiumie proponowanym przez informatyczkę.

- Na pewno Pinky będzie w nim wyglądać ślicznie i seksownie! - zapewniła wesoło Rikke patrząc na zmianę na obie swoje małżonki.

- Ale to jak Pinky się przebiera to my też nie powinnyśmy? Właściwie przecież przyjedzie do nas para superbohaterów. No i może jeszcze ktoś jeśli Rikke na kogoś wreszcie się zdecyduje. - hakerka chyba zaczynała się rozkręcać w te całe zabawy jakie sobie szykowały na dzisiejszy wieczór. Rikke więc zyskała dodatkową porcję dylematów do rozstrząśniecia nie tylko “Kogo zamówić?” ale i “Jak się ubrać?”.

- Skoro wpadają do nas superbohaterowie, postawmy na vilianów. Poison Ivy? Harley Queen? Pasowałabyś na Harley - Eden rzuciła Rikke spojrzenie z ukosa, uśmiechając się pod nosem - Chyba że chcesz być naszym Jokerem.

- O! Harley! Zrobię sobie kucyki! - Rikke znów klasnęła w dłonie i aż oczy jej się ucieszyły z tego pomysłu.

- A ja wezmę Ivy! - hakerka również tym razem w pełni poparła pomysł Pinky. - A kostiumy? W sumie oni kostiumy też mają to mogą przywieźć. Chyba, że same coś zmajstrujemy. - Silje zmarszczyła brwi i jak zwykle dostrzegła bardziej pragmatyczną część tej przygody.

- Pójdźmy na łatwiznę - Pinky rozłożyła się wygodnie na leżaku, zakładając ręce za głowę - Niech przywiozą ze sobą… nie spieszy się nam, ani cóż. Nie zamierzam się stąd ruszać. Wolę iść na łatwiznę, z dowozem do domu i pod nos. Mogą nas nawet przebrać, aby zaoszczędzić siły. Tylko tym razem niczego nie nagrywamy, a przynajmniej nie ciągle - puściła żonom oko.

- Czemu nie? Mnie możecie nagrać. Będę miała pamiątkę jak się puszczam z Batmanem i Catwoman. - Silje wzruszyła ramionami i zaśmiała się wesoło na szykujące się ekscesy. Potem wróciła do klawiatury i holoekranu. - Dobra to zamawiam tą dwójkę i kostiumy Haley i Ivy. Na którą? Byście zdążyły się przebrać, wrócić i w ogóle wypicować. - hakerka zapytała zerkając krótko przez ramię aby wprowadzić odpowiednie poprawki do zamówienia.

- No z godzinę, to pewnie ze dwie nam zejdzie… - powiedziała namyślając się i sprawdzając reakcję Pinky aby na wszelki wypadek uzgodnić z nią tą wersję.

- Umów ich za trzy godziny - gospodyni założyła ręce za głowę, rozkładając się prawie płasko na leżaku. Pogoda rozleniwiała, perspektywa długiego weekendu szaleństwa również. Ostatnie dni wolności przed kieratem. Dziewczyny miały rację, należało wykorzystać okazję.
- Zdążymy ze wszystkim i jeszcze strzelimy kolejkę. Najchętniej dwie. Poprzednio po pijaku się hajtnęłyśmy. Nie zdziwię się jeśli jutro rano obudzimy się na Orbicie... - zerknęła na towarzyszki, parskając śmiechem - Albo na dołku. Będzie okazja odwiedzić pana gliniarza który wisi mi kawę. Same plusy co by się nie działo... poza tym jest piątek, co może pójść nie tak?
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-05-2019, 19:06   #9
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 58589 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 4 - Kosmos z DC

Lato; Dzień 2; ???


Życie młodej i zdolnej osoby u progu życia to jednak było trudne i ciężkie a w ogóle to straszne. A najstraszniejsze z tego całego młodego zdolnego życia to chyba były pobudki.

Najpierw wrócił dźwięk. Przebijał się z monotonnym uporem w kojąca ciemną nicość. Drażnił i irytował. Ale przy braku innych bodźców też w naturalny sposób przykuwał uwagę. Jakieś dziwne, basowe brzmienia jak spod wody. W końcu po niewiadomym czasie przekształcił się w ludzkie głosy. Ktoś był tu jeszcze? A może to tylko jakieś holo? Wszystko jedno…

Głosy jednak gadały dalej. Chyba. No coś tam gdakalo co jakiś czas. W końcu jednak głosy zaczęły się precyzować. Tak jakby gadały jakieś dwie laski na zmianę. Tylko nadal nie było wiadomo czy gdzieś obok czy to coś w holo.

W końcu do dźwięku dołączyła wizja. I to była tragiczna pomyłka! Ostre światło zaatakowało przewrażliwione źrenice zmuszając do szybkiego zamknięcia powiek. Chwilę później kolejna próba. Tym razem ze wspomaganiem naramiennym. Czyli z ramieniem przesłaniającym nadmiar światła. No i tak nie było lekko ale wreszcie coś zaczynało być widać.

Ale niewyraźnie. Wszystko się rozmywało i kręciło. Ale podłużne, ruchome i gadające plamy wskazywały, że młoda i zdolna osoba nie jest tutaj sama. Tylko jeszcze miała kłopot ze zorientowaniem się z kim. Za to dźwięk już zaczynał wracać do normy.

- O matko, jak mnie tyłek boli… - jęknął jakiś zbolały i zmarnowany kobiecy głos.

- Wywaliłaś się? Mnie coś plecy kłują. Na łopatce. Chyba się wywaliłam. - głos drugiej kobiety wyrażał chyba zainteresowanie. Albo troskę. Albo coś innego. W takich warunkach trudno było to rozróżnić.

- Nie wiem… Może… A ja wywaliłam się? - pierwszy głos mówił jakby obie opcje były równie prawdopodobne.

- A skąd mam wiedzieć? Nie pamiętam. - ta druga wzruszyła ramionami co ogniskujący się coraz lepiej wzrok już był w stanie wyłapać. I siedziała chyba na jakimś krześle.

- Chociaż boli mnie tak dziwnie… - powiedziała ta która siedziała na brzegu łóżka. Miała ciemne, długie dredy mocno kontrastujace z jej jasną karnacja prawie nagiego ciała. Tylko tatuaże zlewały się jeszcze z tymi ciemnymi dredami.

- Dziwnie? - druga postać, ta na krześle, w szarych włosach związanych w dwa kucyki miała pewne trudności z interpretacja słów dredziary.

- Noo… Dziwnie… Tak jakby ktoś mnie… - dredziara zmrużyła oczy próbując przezwyciężyć mgłę niepamieci i wyłowić cokolwiek. - Ej laski. A wy mnie nie zapinałyscie w kuper? - wydziarana dredziara popatrzyła bystrzej i podejrzliwej i na tą laske co leżała ledwo przytomna na łóżku i w drugą stronę, na tą co siedziała na krześle przy stole.

- Noo… Właściwie to mi się też film urwał… - przez chwilę panowało kłopotliwe milczenie nim młoda kobieta z kucykami odezwała się niepewnym głosem. Przez chwilę obie patrzyły na siebie i na leżącą na łóżku trzecią.

- Pinky a ty coś jarzysz co tu się odwaliło? - “Pinky”! Skrawek pamięci powrócił do leżącej. No tak, tak miała na imię! Znaczy właściwie po ksywie. Ale tak, to chodziło o nią. Tylko mózg mimo, że zaczynał już analizować i przetwarzać informacje to jeszcze poruszał się jak mucha w smole. Do tego pijana, naćpana, najarana w ogóle to na kacu. Jeszcze więc nie odnalazł instrukcji obsługi fonii ani wyższych emocjo zadowalajac się rolą biernego obserwatora otoczenia.

- A właściwie jakbyśmy cię puknęły to źle? - dziewczyna z kucykami skoro nie mogła przezwyciężyć mgły niepamięci a nie było tu nikogo kto by mógł jej w tym pomóc pociągnęła temat dalej. Pytanie zastanowiło tą z dredami co siedziała na drugim skraju łóżka.

- Chyba nie… przecież jesteśmy swoimi żonami to by chyba podpadało pod małżeński seks… lepiej, że wy niż jakiś dupek z ulicy… tak się pytam bo zastanawiam się co się tu działo. - dredziara analizowała ten temat z pijackim spokojem a ta przy stole słuchała z taką samą powagą. Uśmiechnęła się jednak słysząc, że kumpela i żona nie miałaby takich okoliczności za złe.

- A właściwie to gdzie jest to “tu”? - szarowłosa z kucykami rozejrzała się po pomieszczeniu. Siedziała z jednym czarnym, wysokim butem włożonym na czerwoną pończochę i drugą nogą z czarną pończochą bez żadnego buta.

- Chyba jakiś hotel… To nie jest ani u ciebie, ani u mnie, ani u Pinky… - wytatuowana dredziara też się rozejrzała. No wyglądało jak pokój hotelowy. Właściwie nawet apartament. Z tych droższych i lepszych. Z łóżkiem a raczej łożem, że mogły się pomieścić we trzy. I jeszcze zaprosić gości. I jeszcze by miejsca było. I drzwiami do osobistej łazienki. I w ogóle bogactwo wyposażenia kłuło na każdym kroku. Tylko wyglądał jakby przetoczyła się przez niego nieziemska balanga. No i pokój nie miał okien. Co było dość dziwne. Taki apartament powinien się mieścić w honorowym miejscu hotelu i mieć najlepszą panoramę jaką można było zobaczyć z tego budynku. A tu nic. Tylko drzwi i ściany.

- Batman! - siedząca na krześle krzyknęła głośno i radośnie. Tak nagle, że pozostałe dwie głowy zwróciły się ku niej z pytającym spojrzeniem. - Silje! Zapinał cię Batman! Przypomniałam sobie! - podekscytowana szaraczka aż podskoczyła na miejscu z tej radości.

- Batman? Rany Rikke, jak ty coś czasem chlapniesz… - dredziara pokręciła głową ozdobioną swoimi ciemnymi dredami zniesmaczona i rozczarowana słowami swojej żony. Zwłaszcza gdy pewnie miała nadzieję, że wreszcie się coś wyjaśni.

- I Catwoman! - Rikke wcale się tym nie przejęła i kontynuowała z tym samym entuzjazmem rozradowana, że pamięć coś zaczyna jej się odblokowywać. Chociaż może i miała któryś ze swoich luźnych skojarzeń za jakimi podążałą jak szalona tak, że mało kto mógł za nimi nadążyć i zrozumieć.

- Tak, i Batgirl. - prychnęła Silje i pacnęła się w czoło by dać wyraz jak bardzo to niedorzeczny pomysł.

- Batgirl nie pamiętam… - szaraczka zmarszczyła brwi próbując wyłowić z niepamięci wspomnianą heroinę z komiksowego uniwersum.

- Tak? I gdzie niby teraz jesteśmy? W jaskini Batmana? Czy to ci wygląda na jaskinie Batmana? - dredziara zirytowała się na całego na te niedorzeczne pomysły. Rikke rozejrzała się no ale otoczenie w ogóle nie było podobne do jaskini komiksowego bohatera jakie prezentowały komiksy, filmy i gry. Raczej jak bogaty apartamentowiec. Bez okien.

- No ale zobacz jak jesteśmy ubrane. Właściwie rozebrane no ale mniejsza z tym. Ty chyba jesteś Poison Ivy a ja Harley. - Rikke zwróciła uwagę na ten fakt. Rzeczywiście można było uznać, że brały udział w jakimś DC cosplay. Rikke nadal miała mocno rozczochrane ale jednak kucyki jak Harley no i te pończochy i buta w czerwono - czarnej tonacji też jak Harley. Resztę kostiumu gdzieś zapodziała. Strój Silje jako Ivy był mniej czytelny. Bo te wszystkie pędy i liście zsunęły jej się w kołtun na brzuchu odsłaniając to co powyżej i poniżej. Właściwie mogło to być cokolwiek. Ale rzeczywiście pasowało do kostiumu Posion Ivy. Informatyczka chwilę nad tym się zastanawiała co na to odpowiedzieć i w końcu zawędrowała nieco błędnym spojrzeniem na leżącą obok drugą żonę.

- A Pinky! To chyba nie jest komiksowy strój. Nie rozpoznaję w każdym razie. To co? My brałyśmy udział w cosplay z DC a ona w innym? - hakerka próbowała znaleźć jakieś w miarę racjonalne rozwiązanie. Chociaż żadna z ich trzech nie kojarzyła żadnych planów o jakimś cosplay czy komiksowym czy innym. Więc znów zapanowała chwila konsternacji.

- Może zrobiłyśmy sobie noc poślubną? I poszłyśmy na jakiś cospaly? Albo znowu się z kimś poh… - młoda kobieta w bardzo zdekompletowanym kostiumie Harley Quinn spróbowała z innej beczki. Urwała gdy pewnie wszystkim głowom przyszło na myśl, że gdy ostatnim razem budziły się z takimi problemami i okolicznościami to okazało się, że się hajtnęły ze sobą po pijaku. A jak teraz zrobiły to ponownie?

- No obrączki mamy. To chyba rozwodu po pijaku nie było. - Silje mówiła tak samo niepewnie jak Rikke. Wszystkie spojrzały na swoje dłonie no ale obrączki nadal tkwiły na swoich placach. Czy doszedł im ktoś do związku w międzyczasie?

- No ale nadal nie wiemy gdzie jesteśmy. - Rikke rozejrzała się równie bezradnie po bezimiennym pokoju. - Chyba nas tu nikt nie zamknął co? - dodała z rodzącą się obawą.

- Nie gadaj głupot. Zaraz zapytam. - Silje jęknęła cicho i musiała się podeprzeć aby z powrotem nie upaść na na łóżko. Rikke zachichotała cicho i wesoło na ten mało zgrabny widoczek. Hakerka się pozbierała jednak, stęknęła jeszcze raz i chwiejąc się ruszyła ku drzwiom które wyglądały na wyjściowe. Albo się tak chwiała albo to tak jeszcze chwiał się obraz w oczach leżącej na łóżku Pinky.

- O! Slije! Ale masz ładny nowy tatuaż! - gdy Rikke dojrzała wreszcie plecy kumpeli to zobaczyła pyszniącą się na jej łopatce różową lamę. Hakerka zareagowała jakby właśnie ktoś ją smagnął pejczem po tej łopatce. Błyskawicznie odwróciła się ku siedzącej chcąc coś powiedzieć czy nawet krzyknąć. Ale ekspersji i ruchu było zbyt wiele i zbyt szybko więc obrót przekształcił się w niezgrabny upadek na podłogę. Przez co leżacą wyżej niż podłoga Pinky na chwilę straciła ją z oczu.

- Jaki tatuaż?! - zawołała gramoląca się z podłogi hakerka którą sądząc po odgłosach przygrzmiciła w coś albo próbowała się z tego czegoś wygramolić.

- Różowy. Poczekaj bo nie widzę dokładnie. - teraz Rikke jęknęła i też musiała skorzystać z podpórki tylko, że stołu aby tak mniej więcej zebrać się do pionu. Ale albo była zbyt umęczona albo na kacu żle odmierzyła odległość albo zwyczajnie straciła równowagę bo po dwóch krokach zaczęła się przewalać i zdołała jedynie tak złagodzić upadek, że ostatni kawałek przeczłapała na czworakach do swojej żony z dredami przez co też na chwilę zniknęła z oczu swojej żonie z różowymi włosami.

- No jeszcze mnie jakieś cwele po pijaku wydziarali! No to już kurwa przesada! - na podłodze słychać było pieklącą się hakerkę. Doszły do tego jakieś odgłosy podobne do szarpaniny zakończone wesołym śmiechem Rikke.

- To lama! Różowa! Sliczna! - zawołała rozbawiona szarowłosa.

- Wiesz co? Ty też masz różową lamę. Na łopatce. - głos hakerki ociekał zastanowieniem gdy odkryła to zaskakujące powiązanie.

- Taaakkk? Tutaj? To pewnie tutaj gdzie mnie kuje. A taka sama jak twoja? To bym chciała bo jest taka śliiicznaaa! - szarowłosa z kucykami zareagowała znacznie cieplej od swojej wydziaranej o wiele bardziej żony.

- A skąd mam wiedzieć? Przecież nie widzę swojej. Ale kurde… różowa lama? Coś było… - informatyczce coś widocznie zaczęło switać bo mówiła z głębokim zastanowieniem słyszalnym w głosie.

- U Pikny była różowa lama. Znaczy w domu. Taka holo-lama. - głos Rikke też sugerował, że zmaga się ona z mrokami niepamięci.

- I co? Wydziarał nas hologram? - prychnęła znowu zirytowana dredziara. Ponad dolną krawędź łóżka pokazała się jej głowa.

- Pinky! A ty masz lamę? Pokaż! - krawędź łóżka nagle wybuchła twarzą i ramionami Rikke która widocznie zarzuciła się na łóżko aby jakoś wrócić do pionu no i na łóżko no i do Pinky. Silje zaś jakoś względnie stanęła na własnych nogach i wznowiła swoją wędrówkę do drzwi.

- O, jest ktoś. Zaraz zapytam. - Silje stanęła w otwartych drziwach bardzo sobie przy tym pomagając trzymaniem się futryny. - Ej! Ej ty! - zawołała do kogoś na korytarzu.

- Nie no Silje no jak idziesz do ludzi to chociaż się ubierz. Tak do toples chociaż. - Rikke skrzywiła sie gdy zobaczyła, że jej żona świeci swoimi wdziękami po korytarzu. Jej kostium koncentrował się głównie na jej talii trochę zostało go na nogach i ramionach ale te najciekawsze kolczyki, tatuaże i wdzięki były wyeksponowane pierwszorzędnie.

- Ano tak… - głowa hakerki opadła w dół własnej sylwetki i w głosie zabrzmiała konsternacja gdy uświadomiła sobie zdekompletowanie własnego stroju. - Dobra to już nic! - odzyskała rezon i spławiająco machnęła ręką do tego kogoś po czym cofnęła się i zamknęła drzwi. I oparła się o nie po tym wielkim wysiłku jaki ją to wszystko kosztowało.

- No to Pinky chodź i pokaż… aua! - Rikke po opanowaniu sytuację próbowała wgramolić się na łóżko aby dotrzeć do Eden ale coś tam się zaplątała z narzutą czy ześlizgnęła i rymsknęła z powrotem brodą o łóżko. - Coś mnie ukuło! - poskarżyła się boleśnie i bez namysłu wyciągnęła to coś spod łóżka. - O cholera… - mruknęła z takim zaskoczniem, że zapomniała odrazu o tym ukłuciu. W dłoni bowiem trzymała uszaty hełm Batmana.

- O cholera… co ty mówiłaś? Że zapinał mnie Batman? - Silje też była pod wrażeniem. Takim, że pokonała te kilka chwiejnych kroków i wylądowała przy łóżku obok Rikke. Wzięła od niej maskę i oglądała ją z fascynacją. - Cholera… właściwie to pamiętam coś czarnego przed sobą… - skoncentrowała się gdy trzymany detal stroju przywołał jakieś rozemglone spojrzenie.

- No jak cię zapinał w tyłek to raczej nie mógł być przed tobą. Chyba, że Catwoman. - Rikke dostrzegła pewne rozwiązanie tego wszystkiego. Silje pozezowała na nią wciąż obracając w dłoniach batmanią maskę na wszystkie strony.

- W środku między Batmanem a Catwoman? Kurde to mogło być nawet fajne… - Silje zaczynała się wyraźnie ożywiać gdy ta wizja zaczynała jej świdrować skacowany mózg.

- Ja chyba robiłam mu dobrze ustami. Jej chyba też. Ale nie jestem pewna. - maska od kostiumu sprowokowała też pamięć Rikke do zdradzenia sennych majaków.

- A czekaj a zobaczę… - dredziara tknięta jakąś myślą schyliła się nagle pod łóżko i dał się słyszeć jej triumfalny okrzyk. - Mam! - wynurzyła się trzymając w reku małą, ręczną kamerę.

- O! To oglądamy! - Rikke dała się ponieść ekscytacji o obie z radochą wpaowały się na te megawypaśne łoże o imperialnych rozmiarach. Obie wzięły Pinky z jednej strony i czekały aż Silje uruchomi połączenie między kamerą a systemem hotelowego holo i będą mogły obejrzeć film w optymalnej wielkości z wygodnej, łóżkowej pozycji.


----



- O tą! Tą sobie zrobimy! - na ekranie pojawiła się lewa dłoń operatorki kamery która wskazywała na wizerunek lamy z katalogu. Przez ten nadmiar ekscytacji i radości obraz bardzo się trząsł ale to chyba była ta sama lama jaką miały na sobie przynajmniej dwie z trzech oglądających teraz ten materiał.

- O! Super! Jest śliczna! - kamera chociaż się trzęsła, pokazała też nabzdrygoloną ale bardzo uchachaną Harley Qinn z szarymi kucykami. Harley była już mocno napruta sądząc po tym jak się prezentowała przed kamerą ale chyba było to odwrotnie proporcjonalne do poziomu jej szczęścia.

- Nie wierzę, że się na to godzę. - ostatnia z widocznych twarzy należała do Poison Ivy. Z ciemnymi dredami. Ona jedna patrzyła dość kwaśno na ten wizerunek w katalogu.

- Oj, Silje! Umawiałyśmy się! - głos poperatorki przypomniał jej o tym detalu.

- No chodź Silje, będzie fajnie! Będziesz miała wreszcie coś różowego! - Rikke poparła jedną kumpelę i uściskała ją mocno.

- No dobra. Co tam, jedne różowe coś może być. - Silje się poddała i machnęła na to ręką ściskając mocno przyjaciółki.

- Cudnie! A gdzie sobie zrobimy? - Harley ucieszyła się z tej zgody ale i zafrapowała nad wyborem dziaranego miejsca. Wzór już był no ale jeszcze trzeba było wybrać dla niego miejsce.

- Na łopatce! To kto pierwszy? - głos Pinky też promieniał pijacką pełnią szczęścia i z miejca znalazł rozwiązanie.

- Dobra, to ja będę pierwsza bo przetrzeźwieje to się rozmyślę. Cholera jak to cholerstwo się zdejmuje? - Silje zgłosiła się na ochotnika i zaczęła się rozbierać. Znaczy próbowała ale jej mało standardowy kostium skłądający się z wici, pnączy i liści nie był w takim stanie zbyt łatwy do obróbki. W końcu właścicielka zsunęła co się dało z góry prezentując do kamery swoje górne wdzięki a potem położyła się na stole oddając plecy atomatowi do robienia tatuaży. Trzęsący się obraz kamery pokazał jak dłoń Pinky ma nieco kłopotów z trafieniem w odpowiednie klawisze programów ale i sporo radochy. Rikke stanęła przy niej i trudno było orzec czy sobie nawzajem pomagają czy przeszkadzają. W końcu jednak poszło. I z góry opadło ramie z laserem skierowanym na łopatkę hakerki i zaczęło kreślić pierwsze linie tatuażu.


--



- Jak to nas nie stać?! A ile człowiek ma nocy poślubnych!? Jak balujemy to po całości! Bierzemy apartament małżeński full exclusive! Ja stawiam! - do kamery darła się wesoło rozwrzeszczana i upojona twarz Rikke. Wyglądało jakby właśnie toczyły jakąś dyskusję a wszystkie trzy chyba były już nieźle zrobione w tym momencie.

- No co ty Rikke? Takie skąpiradło jak ty wywali tyle kasy na łóżko w hotelu? - trudno było powiedzieć czy roześmiana hakerka bardziej nie dowierza temu co widzi czy prowokuje kumpelę aby się nie wycofała w ostatniej chwili.

- Co skąpiradło?! Jakie skąpiradło!? Sama jesteś skąpiradło! Co?! Nie stać mnie?! No to patrz teraz! - słowa dredziary podziałały na szarowłosą jak płachta na byka. Poczerwieniała ze złości wzbudzając wesołość tej drugiej i coś zaczęła klikać w jakimś panelu. Mogła zamawiać cokolwiek od biletu do kina po dostawę pizzy. No albo hotel w jakim się właśnie znalazły. Całość działa się chyba gdzieś “na mieście” ale trudno było określić gdzie właściwie.


--



- No zobacz, w ogóle się nie podzieli chamka jedna… - głos obok kamery należał do Rikke i wyrażał wyraźne niezadowolenie. A także jakby zazdrość i niedowierzanie. Pewnie widziała to samo co kamerzystka i kamera. Na pierwszym planie była zgrabna i gibka postać w czarnym, błyszczącym kostiumie. Leżała na plecach tuż obok nich. Właściwie między nimi. Ten czarny, seksowny kostium miała już częściowo porozpinany a uda szeroko rozchylone. Między tymi udami z miną pełną szczęścia i zadowolenia buszowała twarz Poison Ivy. Pracowała tam na pełny a nawet dwa etaty. Ten drugi etat był na samym końcu. Jej końcu postać też w ciemnym, umięśnionym kostiumie narzucała własne normy solidności i jakości. Dało się to zauważyć po klaskających odgłosach uderzeń męskich bioder i kobiecy tyłek.

- Ja się z tobą podzielę. - szepnęła Catwoman i złapała Harley za obrożę przysuwając do swoich ust. Kamerze udało się zarejestrować pierwszorzędny pocałunek między nimi z bezpośredniej odległości.

- Super! Mówiłam wam, że będzie super! - wysapała podniecona na całego Poison Ivy widząc co się dzieje na górze Catwoman.

- Nie gadaj tyle! - syknęła na nią kocia domina i łapiąc ją za włosy z powrotem zrównała ją do odpowiedniego poziomu i przerwanego zajęcia. Batman zdawał się nie zwracać uwagi na to wszystko tylko robił swoje. Tym razem wreszcie dało się rozpoznać scenerię. To była sypialnia Pinky.


--



- No to teraz! Miło mi was wszystkich gościć. Tutaj mamy dwójkę herosów z DC, Batman i Catwoman. A tutaj są dwie łotrzyce, Harley i Ivy. - w ekranie pokazał się salon Eden. I kamera starała się uchwycić dwie postacie które do niej weszły. Była to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci z komiksowego uniwersum. Mroczny, tajemniczy i potężny mroczny rycerz i odziana w obcisły strój kobieta kot. Czekały na nie dwie równie rozpoznawalne łotrzyce. Te jednak wcale nie wydawały się obawiać tego spotkania. Wręcz przeciwnie wyglądały jak dziewczynki które wreszcie doczekały się na św. Mikołaja i śnieżynkę.

- To od czego zaczniemy? - zapytała zaciekawiona Harley patrząc na towarzyszkę, kamerzystkę i dwójkę gości.

- Dostaliśmy wezwanie i mamy zwalczać zło i złoczyńców. Poddajcie się i okażce wolę współpracy. - Batman zagrzmiał swoim mocnym, mrocznym głosem zupełnie jak na filmach. Wyglądał jak żywy! Zupełnie jakby aktor który go odgrywał właśnie opuścił kadr filmowy i zaszedł do domu Eden.

- Bo jak nie to co? - Poison Ivy prychnęła z niedowierzaniem wyraźnie prowokując konflikt. Stanęła w lekkim rozkroku i oparła pięści o biodra wzmacniając to wyzwanie bezczelnie wyzywającą pozą.

Para bohaterów nie odpowiedziała. Nie słowami. Porozumieli się spojrzeniami, lekko skinęli sobie głowami i z niebywałą prędkością dobyli swojego ekwipunku. Świsnął batarang Batmana i pejcz Catwoman. Batarang, zupełnie jak na filmach i w komiksach, oplątał sylwetkę Pison Ivy zaskakując ją tym zupełnie. Podobnie pejcz Catwoman owinął się wokół ramienia Harley.

- Puszczaj! - Poison z dredami warknęła ze złością próbując się wyszarpać z cienkiej linki. Może gdyby Batman ją tak zostawił to by jej się udało bo linka dopadła ją z szeroko rozstawionymi ramionami. Ale heros znał się na swojej robocie i nie zamierzał jej odpuścić. Szarpnął ją do siebie i zaskoczona łotrzyca upadła na podłogę a linka zaczęła ją wlec po podłodze w stronę mrocznego rybaka jaki ją złowił.

- I co teraz? Mam się szarpać? - Harley dla odmiany wydawała się zafascynowana całą sceną. Popatrzyła obok na wierzgającą towarzyszkę i na Catwoman jaka złapała ją samą na lasso ze swojego pejcza.

- Jak wolisz. - mruknęła obojętnie komiksowa heroina i też szarpnęła trzymanym pejczem. Harley poleciała do przodu i wpadła prosto w czekające ramiona odzianej w czarny lateks postaci.


----



- O rany… - leżąca na wielkim łożu Silje pierwsza odzyskała mowę gdy nagranie z kamery się skończyło i przez chwilę panowała cisza. Chyba całe małżeństwo było zaskoczone jak nie całością to jakąś częścią tej filmowej opowieści z ostatnich godzin.

- Ale numer… ja chcę jeszcze raz! - Rikke złapała za pilota którego machinalnie trzymała dredziara. Ta chwilę walczyła o pilota ale w końcu dała sobie spokój. Przecież można było obejrzeć jeszcze raz prawda?

- To ty nam to zasponsorowałaś? - Silje która leżała właściwie nago nie licząc resztek cosplay na sobie zawinęła palcem po apartamencie zerkając pytająco na szarowłosą.

- Ja? Nie no… Przecież to tyle kasy… Zaczekajcie zaraz sprawdzę! Gdzie moje holo? - Rikke która wbrew swojemu powierzchownemu rozstrzepaniu miałą głowę do kasy i interesów zareagowała na finansową uwagę całkiem przytomnie. Rozejrzałą się po okolicy i znalazła swoje holo. Na szczęście było na szafce przy łóżku. Wsadziła więc pilota pod pachę a sama zaczęła grzebać w swoim holo próbując znaleźć historię przepływu kredytów. Sądząc po minie obawiała się, że rzeczywiście mogła po pijaku wybulić nie-wiadomo-ile kasy na nie wiadomo jeszcze na co.

- To dawaj pilota, Pinky zabierz jej go! Odpal film jeszcze raz. - zirytowana Silje sięgnęła pod pachę tej drugiej aby wyrwać pilota. Rikke pisnęła z zadowolenia jak mała dziewczynka podczas ulubionej zabawy ale nie chciała oddać władzy.

- Zaraz! Tylko sprawdzę! Puszczaj no! Pinky no weź ją zabierz! - szaraczka chichotała już na całego próbując grzebać w holo i utrzymać władzę pod pachą. Palce hakerki wbijały się pod jej biceps próbując wyłuskać pilota. Uruchomiły coś bo na ekranie głównego holo pojawiło się jakieś pomocnicze menu. I nagle stało się coś dziwnego. Coś się zmieniło. Tak nagle i zaskakująco, że wszystkie trzy znieruchomiały i popatrzyły na siebie z zaskoczone. I unosiły się dalej! Unosiły się do góry! Tak samo jak maska Batmana, pościel jaka z nich powoli spadała, włosy jakie unosiły się w przestrzeń leniwym tempem i cała masa tych ubrań i bibelotów jakie nagle zaczęły również unosić się z podłogi, mebli czy stołu.

- Silje! Wyłączyłaś grawitację! - wrzasnęła odkrywczo szarowłosa próbując się złapać tego co było pod ręką. Niestety złapała się pościeli która i tak szybowała z łóżka razem z nimi.

- To nie ja! To ty coś wcisnęłaś! Cholera wyłącz to bo się zaraz porzygam! - hakerka reagowała bardziej impulsywnie do czego zapewne namawiał ją wrażliwy żołądek.

- Nie mogę! Upuściłam pilota! Pinky łap go! Tam jest! - Rikke unosiła się już dobry metr nad łóżkiem. Silje była trochę wyżej i gorączkowo próbowała się czegoś złapać. Ale dookoła siebie miała tylko pustą przestrzeń. Pilot zaś rzeczywiście jakoś zawędrował w okolice Pinky która obecnie miała chyba największe szanse aby go złapać.

- Zaraz się porzygam! - jęknęła Silje przytrzymując usta dłonią ale twarz rzeczywiście jej pozieleniała jakby wpasowując się w resztki kostiumu jaki miała na sobie.

- O jaa... cycki mi lewitują w różne strony! - Rikke nie omieszkała się podzielić własnymi fascynacjami na temat stanu obecnego.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-06-2019, 02:14   #10
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 44912 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Vppbdf-qtGU[/MEDIA]
Brak okien dało się wytłumaczyć na różne sposoby - pokój hotelowy mógł znajdować się w piwnicy, albo projektant z założenia chciał go upodobnić do klaustrofobicznej komory żywcem wyjętej ze statku kosmicznego… ludzie mieli przeróżne gusta i zachcianki, a branża usługowa wychodziła z siebie, aby je spełnić, co przyciągało klientów akurat do ich firm. Była jeszcze jedna opcja: brak grawitacji, horrendalna cena wynajmu apartamentu, która wpędziła w niepewność nawet kogoś takiego jak Rikke.
Lewitując ponad łóżkiem Pinky powoli łączyła fakty, dodając dwa do dwóch, a nie było to proste. Kolejna pobudka, kolejny kac i coraz mocniej obolałe ciało.

- Jesteśmy… na Orbicie? - spytała, przełykając palącą żółć z gardła. Odbiła się od kolumny łoża, nurkując za pilotem antygrawitacyjnym. Wylądowały w kosmosie… ale za to jakie zajebiste lamy sobie sprawiły!

- Pierdolę, więcej z wami nie piję - mruknęła obolałym tonem żywej skargi, rzucając zmęczone spojrzenie przez ramię. Parsknęła wreszcie - powiedzmy do wieczora.

Nastąpiła fala krótkich i szybko urwanych pisków gdy grawitacja wróciła na swoje miejsce i trzy lewitujące dziewczyny spadły wraz z prawem ciążenia. Nie spadały długo bo nawet od sufitu gdzie już doleciała Silje nie było tak wysoko. No i było miękko bo na szczęście wszystkie wylądowały z powrotem na łóżku.

- Ooo… ale ulga… jeszcze chwila i puściłabym pawia… - jęknęła wymęczona dredziara zgarniając swoje dredy ze swojej twarzy. Wyglądała na to, że chwilowo nic innego jej nie interesuje.

- Jak to na orbicie? W kosmosie? Myślisz, że jesteśmy w kosmosie? - szarowłosa skoncentrowała się na bardziej przyziemnym aspekcie ich aktualnej egzystencji. A właściwie to jak najmniej przyziemnym. Popatrzyła pytająco na swoje żony bo taki scenariusz chyba wydał się jej mało prawdopodobny. A mimo wszystko jakoś podejrzenie pasował do tego wszystkiego co tu było odkąd się obudziły.

- Więcej z wami nie piję - Eden jęknęła ponownie, układając się na plecach i gapiąc w sufit. Za każdym razem gdy płynęły we trzy, zdarzało się coś, co potem ciężko szło odkręcić… albo racjonalnie wytłumaczyć. Jak wtedy, gdy po pijaku zwidziało im się, aby przemalować mieszkanie Silje, co skończyło się pożarem i nocą spędzoną na dołku za zakłócanie ciszy nocnej, obrazę funkcjonariusza i bójkę. Przynajmniej po tamtej imprezie został im pamiątkowy indiański pióropusz… a żadna nie miała pojęcia skąd i kiedy się u nich pojawił.
- No dobra… zjedzmy coś - westchnęła boleśnie - I gdzie do cholery się podziali nasi komiksowi bohaterowie? Ten batman miał całkiem niezły sprzęt - uśmiechnęła się na samo wspomnienie zabaw z zeszłej nocy. Nagle poderwała się do pionu, odpalając holofon - Jaki dziś mamy dzień tygodnia? - gorączkowo czekała aż hologram się uruchomi.

- No! Widziałyście jak mnie zapinał! - Silje z miejsca się ożywiła. Przekręciła głowę w bok aby wyszczerzyć się do swoich małżonek triumfującym uśmieszkiem. - A z przodu ta Catwoman. - rozmarzyła się i powtórzyła na sobie scenkę jaką widziały na filmie. Tylko teraz sama leżała w pozycji jaka wówczas leżała zamówiona Catwoman. - Jeeej… a ja z tego nic nie pamiętam… - radość przygasła gdy uświadomiła sobie, że ma z tej imprezy jedną wielką dziurę w pamięci.

- No ale mamy filmik. I no jak się nie przyznasz, że film ci się urwał no to każdy kto by zobaczył ten filmik to by ci zazdrościł. - Rikke znalazła niezłe rozwiązanie. W przeciwieństwie do kumpeli leżała na brzuchu i wesoło sobie machała nóżkami w powietrzu. Wciąż miała czerwoną i czarną pończochę Harley i jej jednego buta.

W międzyczasie Eden wygrzebała skądeś swoje holo. Wyglądało nie aż tak strasznie na kalendarzu i godzinie. Połowa soboty. Czyli przebalowały noc i pewnie przespały połowę dnia kolejnego. No i lokalizator potwierdził, że były na Heliosie. Stacji orbitalnej nastawionej na kasyna, burdele, rozrywkę i turystów. Aż szkoda było myśleć ile za to zabuliły. O ile Rikke nie miała jakiejś tajnej rezerwacji na trzy osoby to chyba faktycznie tylko w stanie całkowitego nabzdryngolenia mogła tak szastać kasą. Pewnie jeszcze to do niej nie całkiem dotarło skoro tak sobie wesoło ćwierkała ze swoją drugą żoną.

Gdyby wiedziała, zaraz mina by jej zrzedła, tak jak zrzedła Pinky, ledwo ogarnęła gdzie dokładnie się znajdują. to już nie było StyXXX, ani inny lokal Hek… tylko pieprzone Las Vegas XXII wieku!
- Laski… - zaczęła ochrypłym głosem, podnosząc umęczone spojrzenie z holo na żony. Odetchnęła żeby się uspokoić i podjęła temat - To już nie jest Hekaton, wyjebało nas w kosmos. Siedzimy na Heliosie… w apartamencie - pokazała oczami po pokoju i przeczesała nerwowym ruchem włosy - Dobra… ale mamy sobotę, nie jest źle. Skoro już tu jesteśmy, skorzystajmy i się zabawmy, a jak wrócimy… zbijemy się i oddamy ci kredyty - najpierw popatrzyła na dredziarę, potem na Rikke - Jakoś to ogarniemy, pogadam z ojcem. Może mi coś pożyczy… tak więc nie martw się, damy radę. Zjedzmy śniadanie i chyba… udawajmy że to coś normalnego. - wzięła drugi oddech i nagle się zaśmiała, rzucając na szarowłosą przyjaciółkę. Wpadła jej w ramiona, wywalając na łóżku i zanosząc śmiechem.
- To musiał być twój pomysł! Tylko ty masz taki polot! - ucałowała ja w policzki - Nigdy nie miałam lepszego weekendu! - przyciągnęła też Silje, aż we trzy wylądowały w poziomie.

- Na Heliosie? O cholera… Nigdy tam nie byłam. Znaczy tutaj. Nie stać mnie. - dredziara była pod wrażeniem tej informacji. Rozejrzała się dookoła no ale apartament z tym nowoczesnym, luksusowym wnętrzem bez okien coś wyglądał jakby mógł być na Heliosie.

- Ja byłam raz w sumie dwa ale to dawno i nieprawda to nie liczę a ten… jak to oddasz kasę? Dlaczego… znaczy… Zaraz… A kto za to zabulił? O nie! Gdzie moje holo?! - Rikke łapała po kolei ale gdy chyba wreszcie skojarzyła tą ogromną wyrwę finansową jaką mógł narazić jej portfel to wyrwała się Eden i szybko zaczęła gorączkową krzątaninę w poszukiwaniu telefonu.

- Daj spokój po co ci ta spina? Teraz i tak już tutaj jesteśmy. Pinky ma rację. Może wreszcie zabawimy się tutaj tak, żeby dla odmiany coś pamiętać? - dredziara podchodziła do sprawy dużo bardziej na luzie. Ale być może dlatego, że nie chodziło o jej kredyty. Uśmiechnęła się do różowowłosej na znak poparcia i że też bierze to wszystko na miękko. Ale Rikke widocznie miała inaczej. - Ej, ty! Słyszysz co do ciebie mówię? - nie mogąc sięgnąć jej ręką trąciła stopą jej nagie plecy. I tak poszturchała ją parę razy bo szarowłosa żona coś niezbyt zwracała na nią uwagi w tej chwili.

- Iiiileeee?! - Rikke aż się zapowietrzyła gdy widocznie sprawdziła swoje wydatki. - Apartament dla nowożeńców?! Pięciogwiazdkowy… - opuściła telefon i wyglądała jakby się zaraz miała rozpłakać.

- Apartament dla nowożeńców? Genialne! Akurat coś dla nas! Pasuje jak ulał! - Silje roześmiała się rozbawiona tym odkryciem. Ale widząc zapowietrzoną żonę popatrzyła na drugą i skinęła głową porozumiewawczo. Podniosła się do pionu i objęła ją z jednej strony zostawiając drugą stronę szarowłosej dla różowowłosej. - Ale Pinky ma rację. No nie dąsaj się Rikke. Coś wymyślimy, złożymy się czy co. - starała się pocieszyć kumpelę aby jakoś odwieść ją od ponurych myśli. Rikke podniosła smutne oczy aby spojrzeć na nią a potem na Pinky szukając w nich oparcia i pocieszenia.

Eden szybko pokiwała głową żeby potwierdzić, przybić i jeszcze zapobiec kolejnej nawale czarnych myśli przyjaciółki. Szybko przykleiła się do jej wolnego boku, mocno przytulając.
- Przecież cię z tym nie zostawimy, oj Rikki. Potraktujemy to jako podróż poślubną, każda dołoży od siebie i będzie ok. Daj spokój, to Helios! - krzyknęła zaaferowana - Nigdy tu nie byłam… ej, pomyślcie tylko! Trzeba się ogarnąć na błysk, porobimy foty i stories do Sieci! Pomyślcie ilu ludzi zzielenieje z zazdrości!

- Noo… - Rikke miała wyraz twarzy jakby walczyła sama ze sobą czy bardziej powinna rozpaczać nad wydaną forsą czy cieszyć się z wizyty na Heliosie. Dwie współmałżonki całkiem udanie odwracały jej uwagę od dziury finansowej jaką właśnie odkryła. Pomysł z zalaniem sieci swoimi zwycięskimi fotkami z legendarnego Heliosa chyba zaczynał do niej trafiać.

- No pewnie, że Pinky ma świetny pomysł! A ty przestań z tym “illeee?”! Gadasz jak ten pustak w tamtym klubie. No daj spokój no Rikke, chodź zaszalejemy tutaj jak już jesteśmy. I tak wszystko już zapłacone i nie odkręci się tego. No a my się z Pinky zrzucimy byś sama nie płaciła za wszystko. W końcu mamy małżeństwo nie? - Silje głaskała szarowłosą po twarzy klepiąc szybko zdania jak zazwyczaj wklepywała przyciski na swojej klawiaturze. Stopniowo kolory i żywsze barwy wracały na twarz Rikke.

- No dobra dziewczyny, przepraszam was. Po prostu mnie zamurowało ile to kosztuje. Ale macie rację, nie chcę psuć nam zabawy. I w końcu jesteśmy na Heliosie nie? To co teraz będziemy tutaj robić? - Rikke jakoś się pozbierała i nawet uśmiechnęła się. Dość blado i słabo no ale jednak. Mały kroczek na początek. Popatrzyła na swoje kumpele czekając co teraz zaproponują.

Na to pytanie Pinky miała jedną, poprawną i natychmiastową odpowiedź.
- Zamówmy śniadanie, szampana i do tego lody czekoladowe, a co! - zaśmiała się, wstając z łóżka żeby rozprostować kości. Chodził wokoło łóżka, gestykulując żywo - Ogarniemy się, zjemy i idziemy się zabawić. Zacznijmy od kasyna, może los się do nas uśmiechnie, a jak nie… ile tu jest klubów? Złapiemy miłe towarzystwo, zabawimy się jak na podróż poślubną wypada. Eeeeej - zatrzymała się, obracając na pięcie w stronę żon - Idziemy na spacer w próżni?

- O, nie ja się zaraz porzygam. - Silje kiwała potakującą głową aż do czasu gdy różowowłosa żona nie rzuciła ostatnim pomysłem.

- No paw wewnątrz hełmu to chyba mało fajne. - Rikke zmarszczyła brwi i pokiwała głową gdy pewnie próbowała sobie to wyobrazić.

- Ale wy lećcie! Ja was mogę nagrać z wnętrza to będziecie mogły sobie obie swobodnie pofikać. - hakerka popatrzyła zachęcająco na obie kumpele nie chcąc im psuć zabawy.

- Ja bym bardzo chciała polecieć w kosmosie. - Rikke wróciła do twarzy chodzącej Pinky i zgodziła się na pomysł wspólnego, kosmicznego spaceru.

- No dobra laski, to czas ruszyć tyłki! - informatyczka też podniosła się do pionu, wstała z łóżka i przeciągnęła się aż wesoło zabujały się jej odkryte piersi. - No to trzeba się tylko ubrać iii… aha… no tak… - zaczęła z werwą ale skończyła zmieszana gdy chyba uzmysłowiła sobie w jakim stanie są one, ich ubrania i pokój. Wciąż miały na sobie resztki kostiumów z domu Eden. A raczej bardziej ich nie miały. Coś się walało tu i tam po apartamencie ale czy da sie z tego zorganizować chociaż jeden komplet ubrania.

- To chyba najpierw prysznic. Może w recepcji można coś zamówić? - sądząc po twarzy szarowłosej też coś chyba marnie oceniała możliwość ubrania się do wyjścia na zewnątrz w zakresie opcji jakie miały na sobie czy walały się tam i tutaj po apartamencie.

- Na pewno się da, pytanie co. - Pinky ukryła zmieszanie, unikając patrzenia na zostawione na ziemi fatałaszki. Więc przyleciały na Heliosa w kostiumach...z Batmanem i Catwoman pod pachą…
- Cholera… - przetarła twarz dłonią - Weźmy coś normalnego tym razem, co? Kiecki, dresy… albo przyp… - kłapnęła szczękami, robiąc się nagle blada jak ściana. Pędem rzuciła się po swój holofon, chcąc sprawdzić wysłane wiadomości i połączenia z ostatniej nocy. Jeśli przypadkiem znowu napisała albo zadzwonila do ojca…
- Zabijcie mnie… - trzęsącymi się dłońmi odblokowała ekran.

Obie kumpele znieruchomiały gdy Eden rzuciła się na swoje holo. Patrzyły w napięciu jak jej palce nerwowo przesuwają się po elektronicznym urządzeniu i za chwilę się wszystko wyjaśniło. Było jedno połączenie wychodzące do przybranego ojca Eden. Na pewno się ucieszył jak otrzymał to połączenie prawie o 4 rano. I były jeszcze dwa nieodebrane połączenia przychodzące. Ostatnie gdzieś sprzed godziny, oba już w dzień.

- I co? - Rikke nie wytrzymała aby nie zapytać widząc przejęty wyraz twarzy u kumpeli. Dredziara też czekała z niewyraźną miną niepewna czego ma się spdziewać.

Czyli miala przechlapane… tym razem na sto procent będzie gadka o wydziedziczeniu, zmianie nazwiska i zakazie zbliżania na odległość 300 metrów.
- Zabijcie mnie - burknęła grobowym głosem, osuwając się na podłogę i tam zaległa na boku, z holo tuż przed twarzą. Gapiła się w cyferki wyświetlające godzinę, połączenia…
- Weźcie następnym razem zabierzcie mi łączność ze światem, co? - burknęła ponuro - Albo chociaż zablokujcie wykonywanie połączeń. Od razu świat stanie się piekny, kolorowy i bezpieczny…

- A co się stało? - Silje ruszyła się a za nią Rikke i obie teraz zamieniły się rolami gdy to one wzięły Eden w środek i otuliły ochronnym kokonem przyjaźni.

- Aha… dzwoniłaś do starego… a on do ciebie… - szarowłosa wzięła telefon Eden aby sprawdzić co ją tak ruszyło. Silje podłożyła Pinky swoje uda aby mogła na nich złożyć swoją głowę i głaskała ją po włosach kojącym gestem.

- Wiesz Pinky, nie chcę zabrzmieć zbyt obcesowo. Ale na ostatniej imprezie się pohajtałyśmy. Teraz rozwodu chyba nie wzięłyśmy… - Silje zaczęła mówić jakby miała konkretną myśl i nawet postukała w swoją obrączkę aby zademonstrować Pinky, że nadal je wszystkie mają ale urwała nagle jakby straciła pewność. - Dobra zaraz to sprawdzę. Ale chyba nie. Nie pamiętam niczego takiego. - trochę się stropiła ale jednak próbowała jakoś wyjść na prostą.

- No wiesz, nie pamiętałaś też, że zapinał cię Batman i Catwoman. - Rikke mówiła tonem jakby nie chciała się wtrącać ale uprzejmie tylko zwracała uwagę, że… Ale umilkła pod krytycznym spojrzeniem informatyczki.

- No to nieważne, w każdym razie Pinky już gorzej chyba sobie u starego przechlapać nie mogłaś. I dzwonił tylko dwa razy, już w dzień to pewnie sprawdza czy wszystko gra. Dobra a ja sprawdzę ten rozwód. - powiedziała szybko ale wzięła od Rikke holo i zaczęła jednak sprawdzać czy w pijackim widzie jednak może nie unieważniły swojego małżeństwa.

- Jak chcesz to ja mogę do niego zadzwonić. Powiem, że jest okey i śpisz albo bierzesz prysznic. Co ty na to? - Rikke zaoferowała swoje usługi pośrednika w tych negocjacjach z ojczymem Eden gdy hakerka sprawdzała rejestry stanu cywilnego.

- Dzięki Rikkie, ale myślę że jeśli jeszcze nie jest zły, to zacznie mieć odrobinę pretensji, jeśli zaczniesz mu mówić tatusiu - mimo powagi sytuacji Pinky zdobyła się na blady uśmiech. Tak, racja. Nie mogło być tak źle, skoro dzwonił tylko dwa razy i na dodatek nikogo po nie nie wysłał…
- Dajcie mi jakąś bluzkę… - rozejrzała się, jednak skończyło się na westchneiniu rezygnacji. Ocalałe ciuchy łapały się do pierwszej trójki najbardziej dziwkarskich strojów roku. Sięgnęła więc po koc, narzucając go na ramiona, bo po co jeszcze bardziej starego denerwować?
- Dobra, cicho. Dzwonię - zrobiła znak krzyża i wybrała numer.

- Poczekaj. - Rikke złapała za nadgarstek Pinky powstrzymując ją jeszcze oddzwonienia. - W tym kocu to wyglądasz jak ofiara wypadku. Zaraz sobie pomyśli coś głupiego. Chodź do łazienki, tam pewnie mają szlafroki. Albo nawet pomocz włosy albo i weź prysznic. Ten kwadrans czy dwa to chyba już i tak nie zrobi różnicy. Najwyżej tekst mu wyślij, że zaraz zadzwonisz. - Rikke była widocznie wprawna w takich gierkach bo mówiła trzeźwo i całkiem sensownie.

- Ciekawe czy mają maść na ból dupy. Mam pewne mroczne podejrzenia gdzie mnie ten Batman zapinał. Ciekawe czy Catwoman też… - Silje też się podniosła widząc, że obie kumpele też wstały. Zaczęły iść w stronę drzwi do prywatnej łazienki.

- No możliwe. Widziałaś filmik, sama chciałaś jeszcze. - szarowłosa odwróciła się do dredziary przypominając jej niedawno zakończoną relację z szaleństw ostatniej nocy.

- Nie chcę cię obgadywać przy mojej żonie. Ale też w tym brałaś udział. I coś nie wyglądało mi na to by cię ktoś brał siłą. - dredziara odwzajemniła się podobną szpilą na co szarowłosa roześmiała się i pokazała jej język. Łazienka rzeczywiście była pierwsza klasa tak samo jak i apartament. No i tu chyba impreza w nocy nie hulała bo stan był idealny jak przed przybyciem gości.

- To która się darła, żeby ją lali po tyłku i walili mocniej? - van Nispen dorzuciła niewinne pytanie, walcząc z kacem, niepełną pamięcią i dodatkowo stresem spowodowanym niewiadomą rozmową wykonaną po nocy. Poszła za radą Rikke, wysyłając krótką wiadomośc że żyje, ma obie nerki, nie przetrzymują jej nigdzie, ani nie trafiła na dołek i że zadzwoni za pół godziny.

- Czwarta rano… - mruczała depresyjnie, wchodząc pod prysznic jak kaleka - Ciekawe na jakim etapie byliśmy. Oby staruszek nie padł na zawał - parsknęła weselej, odkręcając wodę i z ulgą pakując twarz pod lodowatą strugę czystej wody - Tyle dobrego, że ma już biedak wprawę po wczoraj. Pierwszy krok terapii szokowej już przeżył, nieźle ją zniósł. Myślę… myślę że będzie dobrze.

Obydwie żony wpakowały się za to do wanny. Znaczy po etapie ściągania czy nawet zrywania z siebie resztek kostiumów. Posion Ivy miała tak skołtunione “liany”, że trzeba było je chyba rozciąć. Silje więc machnęła na razie na to ręką i władowała się do wanny razem z nimi. Za to pomogła Harley ściągnąć buta i obie pończochy a wanna zaczęła wesoło bulgotać od lecącej czystej i parującej wody. Jeszcze tylko pianka i już można było się bawić w mokrą imprezę w wannie!

- Nie katuj się tam tak sama, jak skończysz to chodź do nas. - hakerka machnęła zachęcająco na Pinky aby dać jej znać, że jest w tym zestawie bardzo mile widziana, że aż niezbędna.

Potem dyskusja dziewczyn utonęła w przekomarzaniach która i co krzyczała do Batmana i Catwoman. No i kto, z kim, gdzie i w jakiej pozycji. Nagrany przez Eden filmik ukazywał całkiem sporo talentów i możliwości współmałżonek kamerzystki w tym temacie. Wspólne przeżywanie ostatniej nocy czy raczej nagrania z ostatniej nocy było przyjemnie łączącym przeżyciem. W końcu jednak obie doszły do dylematu “Jak to jest z syntkiem?”. Bo przecież tym byli wczorajsi Batman i Catwoman. No ale film ani tym bardziej własna pamięć tego w tej chwili nie zdradzał. A zwłaszcza informatyczka była tymi różnicami zafascynowana. Czy dałoby się rozpoznać człowieka od syntka czy nie? Gdyby nie było tych paru fabrycznych znamion na syntkach jakie miały dyskretnie rozróżniać ich od prawdziwych ludzi.

- A właściwie to gdzie oni są? Tu ich chyba nie ma. - Rikke jaka myła właśnie sobie włosy zapytała patrząc w głąb kabiny prysznica i na kumpelę po drugiej stronie wanny. Ta zaś skrzywiła się na znak, że nie ma pojęcia.

- Pewnie poszli walczyć ze złem w Gotham - Eden parsknęła, chociaż coś innego zaczęło jej chodzić po głowie. Skończyła się myć, wyskakując na dywanik przed lustrem i łapiąc ręcznik - Wyobraźcie sobie… po co się męczyć z szukaniem drugiej połowy, raz po raz nadziewać na rozczarowanie, kłócić się, znosić fochy i Ligę Mistrzów, skoro można sobie kupić chłopa od razu zaprogramowanego? - spytała, osuszajac włosy - Nigdy mu nie wpadnie do łba skoczyć na bok, zawsze będzie chętny, gotowy i zwarty. Odpada pchanie się z łapami kiedy nie mamy ochoty. Będzie lubił to co my, da mu się chyba wgrać zakres informacji z paru dziedzin, aby dało się pogadać… po jaką cholerę zawracać sobie głowę takimi złamasami jak te co chodzą teraz po ulicach?

- Fajne ale z takim nie da się pohajtać. Nie mają osobowości prawnej. Tak samo jak samochody, miksery i elektryczne szczoteczki do zębów. No i drogie. No i wiesz, że to syntek. - Silje odezwała się pierwsza szorując sobie ramię. Mówiła z przekonaniem co jakiś czas podnosząc głowę na jedną lub drugą małżonkę.

- Ciekawe czy można takiego spotkać tak zwyczajnie. Wiecie na ulicy, w klubie czy jak robi zakupy. Myślicie, że oni jedzą tak jak my? - Rikke zaczęła bawić się swoimi mokrymi końcówkami włosów co pomagało jej zastanowić się nad daną sprawą.

- Wątpię. Każdy ma jakiegoś właściciela i ten wydał na niego gruby hajs to raczej nie po to aby sobie taki łaził samopas. A czy jedzą czy nie to zależy od generacji czy modelu. Im nowsze tym lepiej nas udają. - informatyczka wyglądała na całkiem nieźle zorientowaną w temacie pokrewnym jej zainteresowaniom i specjalizacji.

- Poszłybyście z takim do łóżka? No wiecie, jakbyście takiego czy taką spotkały gdzieś na ulicy. I tak jakby było wiadomo, że to syntek. No ale nie zamówiony jak ostatniej nocy tylko taki zwyczajny. - szarowłosa mówiła jakby nie słyszała, że zdaniem kupleli wolnych i niezagospodarowanych syntków to raczej nie ma. Na koniec popatrzyła z zaciekawieniem na obie kumpele.

- Zwyczajny syntyk? - Eden odwzajemniła spojrzenie, chociaż w jej wypadku było trochę ironiczne, zupełnie jakby syntyki szwendały się stadami po ulicach i dało się o nie potknąć na każdym kroku. Zawinęła włosy w turban z ręcznika, udając że myśli, chociaż znała odpowiedź.
- Jeśli nie okazałby się zarozumiałym fiutem, albo kolejnym pustakiem to czemu nie? - wzruszyła ramionami - Nie jestem rasistką, a i odpada problem z nieplanowaną ciążą.

- Ja też bym mogła sprawdzić takiego syntka. Bardzo dokładnie! - zaśmiała się dredziara wstając z wanny i prezentując swoje wytatuowane ociekającą wodą i pianą ciało. Położyła stopę na krawędzi wanny i zaczęła ją myć.

- Tak tylko wspomnę, że parę godzin temu sprawdzałaś nawet dwójkę z nich. Bardzo dokładnie. - Rikke rzuciła jakby mimochodem wcale przecież nie mówiąc nic złośliwego stojącej obok kumpeli.

- No ale tak na trzeźwo mi chodzi no! Przecież wiesz! Patrz Pinky jaka złośliwa się zrobiła na tej orbicie! - rozbawiona a może i trochę zirytowana dredziara rzuciła siedzącą w wannie gąbką. Ta zachichotała zakrywając się nieco ale widać żadna tak naprawdę nie miała nic za złe tej drugiej.

- Złośliwa, bo nie piła jeszcze kawy - Eden zaśmiała się, rzucając w Rikke ręcznikiem, za to z wieszaka zdjęła puchowy szlafrok frotte w kolorze idealnego różu. Humor się jej popsuł, gdy głowa uciekła do drzwi i czajacego się tam holo. Wreszcie machnęła ręką.
- Dobra, nie ma co odwlekać. Zadzwonię i z nim pogadam, skoro nie wyglądam już jak ofiara IV Wielkiej Wojny. Postarajcie się… - powiedziała, ale dała spokój. Wróciła na łóżko, poprawiła szlafrok i ręcznik, a potem po raz drugi zrobiła znak krzyża zanim wybrała numer ojca.

- Pamiętaj, że cię kochamy Pinky! - usłyszała jeszcze od rozchichotanych dziewczyn gdy wychodziła przez drzwi wracając do głównej części apartamentu dla nowożeńców. No i mogła usiąść i na spokojnie zadzwonić. Jak można się było spodziewać ekranik prawie odrazu rozbłysł facjatą jej ojczyma jakby tylko czekał na ten telefon.

- Dzień dobry Eden. Jak się czujesz? - zapytał z dość poważną miną ale głos miał spokojny. Widziała jak oczy mu chodzą gdy szybko sprawdził jak się prezentuje. No i chyba mimo wszystko wyczuwała w nim ulgę, że wygląda cało.

- Dzień dobry tato, jest w porządku. Właśnie skończyłam prysznic, teraz dziewczyny się myją… a jak tobie minął poranek? - zaczęła nie wiedząc za bardzo gdzie uciec oczami, choć z całej siły próbowała zgrywać pozę, że kompletnie nic się nie dzieje, ani nie działo zeszłej nocy.

- Bardzo mnie to cieszy. - mimo oszczędniej mimiki wyczuwała, że tak jest. - Najważniejsze, że nic ci nie jest. - uśmiechnął się nawet trochę łagodnie i ciepło samymi kącikami ust. - A jak wam się udała noc poślubna? Jeśli mogę zapytać oczywiście. - zapytał uśmiechając się jeszcze trochę szerzej.

Twarz pod różowymi włosami zrobiła się w mgnieniu oka czerwona. Nie żeby Pinky była pruderyjna, ale gadanie z ojcem o podobnych tematach…
- Eeemmm… było… było świetnie. Dobrze się bawiłyśmy - wybrnęła jakoś - Przepraszam, dzwoniłam do ciebie rano. Mam nadzieję, że nie gadałam głupot… znowu. Trochę wypiłam i… jasne, pytaj o co chcesz tato. Jak coś mamy nagrane parę filmików. - uśmiechnęła się jak na niewiniątko przystało - Mogę ci je wysłać, dziewczyny pewnie nie będą miały nic przeciwko, a reszta… ich zdanie raczej nie jest ważne bo przec.. - kaszlnęła, uświadamiajać sobie gafę.

Kiwał swoją głową z wysokim czołem przyjmując to do wiadomości. - Bardzo chętnie je obejrzę. - zgodził się ale od razu wyczuła, że ma jakieś “ale” w zanadrzu. No i miał. - Powiedz mi Eden czy macie jak wrócić z Heliosa? Jest połowa soboty. Zapewne wiesz, gdzie masz się stawić w poniedziałek rano. Wierzę, że sobie świetnie poradzisz sama ale jeśli masz jakieś trudności z powrotem czy innym to się nie krępuj powiedzieć. Na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie. - zapytał i mówił tak jakby nie chciał wyjść na nadopiekuńczego ojca ale też nie chciał zostawić jej samej na orbicie. A miejsca na windę na dół faktycznie dobrze było zamówić wcześniej. A zwłaszcza przy początku i końcu weekendu ceny biletów skakały w górę odwrotnie do ich dostępności. A nie miała pojęcia czy były na tyle mało nawalone aby z miejsca zamówić sobie bilet powrotny na ziemię.

Dziewczyna zamaskowała zrezygnowany jęk nowym napadem kaszlu. No jasne, przecież oczywiście musiała się wypruć tatusiowi gdzie jest, z kim, a po pijaku włączał się jej słowotok, więc pewnie łysol się nasłuchał…
- Oj tatoooo… - jęknęła tym razem legalnie, robiąc minę skrzywdzonego psiaka - Wiem że zaczynam staż w poniedziałek… dokladnie za 39 i pół godziny… - dodała żeby na pewno miał świadomość, że już nie jest pijana i kojarzy co sie dzieje - Nie wiem… dopiero wstałam. Nie wiem czy zamówiłyśmy bilety powrotne...okey tato - poddała się, opuszczając głowę aż brodą dotknęła klatki piersiowej - Wygrałeś - dodała i uniosła z powrotem twarz - Mógłbyś w wolnej chwili rzucić okiem i nam zamówić na niedzielę wieczór trzy bilety powrotne, proszę? Idziemy zaraz na śniadanie, a nie jestem pewna czy zachowam odpowiednią trzeźwość… umysłu oczywiście… żeby o tym pamiętać i dopilnować.

- Oczywiście Eden, nie przejmuj się zajmę się wszystkim. Wyślę ci aplikacje na holo. - łysiejąca głowa skinęła szybko głową i mówiła jeszcze szybciej. - A jak twoje… ekhm… partnerki? Wszystko gra? - zapytał jakby chciał szybko zmienić temat na jakiś mniej konfliktowy. Jednak chyba “żony” to jeszcze było mu zbyt trudno przełknąć przez gardło. A żony właśnie już stały w drzwiach do łazienki wybierając szlafroki dla siebie i pomachały Pinky wesoło rączkami.

Odwróciła do nich telefon, aby same mogły pozdrowić staruszka z drugiej strony ekranu.
- Gra, sam zobacz. - dodała wesoło, ustawiając się tak aby w kadrze znalazła się jej głowa i dwie golaski w progu łazienki - Całe, zdrowe i w komplecie. Silje trochę narzekała rano, że jej niedobrze, ale prysznic pomógł… i dziękuję tato - posłała mu całusa - Jest super, nigdy tu nie byłam, umieram z ciekawości! - włączyła szczery entuzjazm - Chcemy iść na spacer w próżni i do kasyna i zrobić tournee po barach aż… postaramy się… eh - westchnęła - Wrócimy o własnych siłach. Ale skoro gadamy… tato, jak to jest z syntykami, ale tak szczerze? Chodzą normalnie po ulicach, da sie na nich natknąć w klubie na przykład? tak się z dziewczynami zastanawiamy, bo wczoraj wynajęłyśmy dwa. Jednego w stroju Batmana, drugą jako Catwoman. Pokaże ci na nagraniach, ale zaczęło nam dziś rano wchodzić na głowę jak to z nimi naprawde jest. Znasz jakiś tak prywatnie?

- Syntki? Wynajęłyście syntki do zabawy? Ah tak, no tak… - Dorian van Nispen przez chwilę jakby stracił wątek gdy w kadrze pewnie zobaczył pozostałą dwójkę małżonek jego przybranej córki. Obie nie przejmując się tym, że dopiero zakładały kuse szlafroczki uśmiechnęły się do niego, pomachały mu rączkami, przesłały całusy i zawiązując dopiero szlafroczki podeszły już świeże, pachnące i mokre obsiadając Eden z obu stron. No a może poszło o to pytanie o syntki i informację o korzystaniu z ich usług.

- Tak. O ile mi wiadomo to nie powinny się błąkać po ulicach bezpańskie syntki. No chyba, że w drodze do jakiejś pracy czy w trakcie jakiegoś zadania. No jak sama już wiesz pewnie od dzisiejszej nocy. - ojczym Eden odzsykał rezon gdy mówił o względnie neutralnym temacie.

- Bo tatusiu zastanawiałyśmy się jakby to było pójść z kimś takim do łóżka. Bo wczoraj było tak zajebiście, że… - Rikke nachyliła się nieco niżej napierając piersiami na plecy Eden aby tylko być bliżej ekranu ale w porę ją spacyfikowała dredziara bez ostrzeżenia szarpiąc ją w tył na łóżko aż upadła na nie plecami. A ten nagły atak był tak zaskakujący, że przy okazji uciszył szarowłosą no i zmusił ją do wyjścia z kadru.

- Pan jej nie słucha ona jeszcze jest naćpana. A właśnie był pan może na Heliosie? Zastanawiamy się właśnie co tu można zwiedzić. - teraz dredziara nachyliła się podobnie jak przed chwilą Rikke tylko nad drugim ramieniem Eden. Jakaś kropla spadła na ekran.

- Naćpana? Ćpałyście coś? - usta mężczyzny zwęziły się za to nozdrza rozszerzyły w znanym Eden grymasie irytacji. Przynajmniej irytacji.

- Noo… Znaczy tylko ona! Dlatego tak gada jak potłuczona! My to tylko wóda, dziwki, koks i lasery! Eee… znaczy ale bez koksu… tak mi się powiedziało tylko z nawyku… To może Pinky to lepiej wyjaśni! I jak to było z tym Heliosem? - hakerka żachnęła się gdy sama sprzedała kolejną wtopę. Urwała bo chyba dojrzała kątem to samo co Pinky. Czyli wielki powrót Rikke. I jeszcze większej poduchy! Ledwo dredziara zdołała odkleić się od pleców Eden i zasłonić się rękami gdy spadła na nią ta mściwa poducha.

- Rozkosznie. - nozdrza pana van Nispena chodziły w górę i w dół więc chyba niezbyt go uspokoiło to co mu powiedziały obie żony jego przybranej córki. - W każdym razie cieszę się, że się dobrze bawicie. W końcu to wasz… no wyjątkowy wieczór w życiu. - potarł palcem nasadę nosa więc chyba znów nic ze ślubem na razie nie mogło mu przejść przez gardło. - Myślę, że Kings Royal jest kasynem wartym uwagi. Całkiem przyjemnie za moich czasów było w Golden Fish. No w każdym razie życzę wam udanej zabawy. Przyślę ci Eden te bilety więc proszę sprawdzaj wiadomości. - stary wojskowy opanował sytuację i z czysto wojskowym uporem po kolei odhaczał kolejne punkty twardo zbliżając się do celu.

Na czas Pinky ugryzła się w język zanim rzuciła, że przez pięćdziesiąt lat sporo się mogło pozmieniać. Wystarczyło że jej przyjaciółki zachowywały się… jak zwykle.
- Weźcie nie róbcie wsi - burknęła do nich, sprzedając Rikke soczystego klapsa w tyłek na otrzeźwienie - Z tatą gadamy, ogarnijcie się bo siara… - dodała i już wracała uwagą do ekranu.
- Tato, a może przylecisz do nas? Zrobilibyśmy sobie rodzinny wypad - zaczęła dłubać z innej strony bo resztę dróg już miała spaloną - ciągle tylko pracujesz, albo ja ci dokładam trosk. Dobrze czasem wyluzować, zabawić. No odetchnąć i odstresować. Pogralibyśmy w pokera, albo bilard, poszli do baru albo pubu. Zobaczysz co tu się pozmieniało… i nie martw się, bedę sprawdzała pocztę co godzina.

- Obawiam się, że nie uda mi się tak nagle zorganizować sobie tyle czasu wolnego skarbie. - starszy mężczyzna westchnął po chwili milczącego wahania. Dwie współmałżonki przestały się okładać i siłować na poduchy i nawet udało im się doczłapać do pleców Pinky i mniej więcej wrócić do poprzednio zajmowanych pozycji. Tylko teraz Silje gdzieś straciła turban z głowy więc zasypała okolicę swoimi mokrymi dredami a spod ręcznika Rikke wysypały się szare, mokre wstęgi. Obie były też mocno zdyszane i z zaczerwienionymi policzkami ale za to rozbawione na całego.

- Oj tak! Pinky ma rację tatusiu! Bardzo jeszcze raz bym chciała zobaczyć cię na żywo! Mogłabym usiąść ci na kolankach? - Rikke wydawała się mieć słabość nie tyle do starszych panów ile do ojczyma Eden. Silje przewróciła oczami a on sam znów zacisnął usta w wąską kreskę więc informatyczka znów odepchnęła szarowłosą na łóżko. Tym razem w bok.

- Ona chciała powiedzieć, że byłoby świetnie jakby pan tu do nas przyleciał! - wyjaśniła szybko i głośno aby zagłuszyć oburzoną takim zachowaniem żonę.

- Tak. Pomyślę o tym i wezmę to pod uwagę. Na razie życzę wam udanej zabawy. - wzrok mężczyzny pokierował się gdzieś nad ekran jakby spojrzał na coś czy kogoś kto tam się pojawił.

- Kto tam chce ci siadać na kolankach? - zza ekranu doszedł pytający i na pewno nie zachwycony kobiecy głos. Eden bez trudu rozpoznała głos Alison.

- Dziewczyny Eden. Rozmawiam teraz, zaraz skończę dobrze? - pan van Nielsen mówił do pani van Nielsen która musiała stać pewnie gdzieś całkiem blisko chociaż nie było widzieć jej w kadrze.

- No dobrze. Toleruj to wszystko dalej. Jeszcze pogłaszcz ją po główce. Rób tak dalej. - fuknęła do niego nie ukrywając swojej złości ale chyba wyszła z pokoju sądząc po spojrzeniu ojczyma.

- Tak. To jak mówiłem dziewczyny udanej zabawy. Gdybyście potrzebowały czegoś, czegokolwiek to dzwońcie śmiało. Nawet o 4 rano. - Dorian van Nispen mówił tak jakby chciał już zakończyć rozmowę ale Rikke go ubiegła. Tym razem nie zawracała sobie głowy ramieniem i plecami Eden skoro Silje ciągle ją z nich zwalała tylko pdoczołgała się i oparła o udo w różowym szlafroku i nachyliła się do ekranu aby znów wejść w kadr.

- A jak ktoś na przykład chciał ci wejść na kolanka to też może dzwonić o 4 rano? - zapytała z zafascynowanym spojrzeniem wbitym w męską twarz wyświetlaną na ekranie.

- Nie zwraca pan na nią uwagi no sam pan widzi, że jest narąbana na całego. - Silje zabujała nieco Eden gdy zmieniała pozycję tak aby teraz nogą spróbować odepchnąć tą trzecią z zasięgu ekranu.

- Rany Rikke, zobaczysz. Dostaniesz w końcu tego syntyka pod wzór taty to może ci się klepki poprzestawiają na powrót na miejsce jak spuścisz ciśnienie - Eden wolną ręką przytrzymała szarowłosą głowę aby nie wpierdzielała się w kadr. Obróciła też kamerę aby na pewno być już sama na ekranie. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Postaramy się nie zawracać ci już głowy, obiecuję. Będziemy dzwonić tylko jeśli stacja wybuchnie albo coś- wzruszyła beztrosko ramionami i posała mu buziaka - Dzięki za pomoc tato, jesteś najlepszy. Nie martw się, niczego głupiego nie zrobimy - sapnęła cicho - Wszystko w granicach tolerancji. Będziemy uważać, pilnować się i wrócimy w jednym kawałku… i naprawdę pomyśl czy do nas nie wpaść… a teraz pozwolisz że się ulotnimy. Udanej soboty - pomachała mu wesoło i już miała się rozłączyć, kiedy zmieniła zdanie.
- Kocham cię tato… wszystkie cię kochamy. Udanej soboty.

- Czeeśćć! - obie żony Eden też się pożegnały chociaż już obie były poza kadrem. Pan van Nispen pożegnał się podobnie. - Też cię kocham Eden. I baw się dobrze ze swoimi dziewczynami. W końcu to wasza podróż poślubna i to na Heliosie a to człowiek ma zwykle tylko raz w życiu. - na koniec uśmiechnął się całkiem ciepło i sympatycznie no i połączenie zakończyło się.

Pinky odsiedziała chwilę, trawiąc krótką rozmowę. Nie było źle, nadal mogła się szczycić mianem córeczki tatusia, który w jej obronie stawał przeciwko żonie, byle ta odwaliła się od jego córki - już za samo to miało się ochotę go wyściskać.
- Słyszałyście tatę - powiedziała do żon, odrzucając holo na drugi brzeg łóżka. - Mamy się dobrze bawić… wiecie co? Rikke, zamów nam ciuchy, ja ogarnę śniadanie do pokoju. Silje, sprawdzisz przewodniki Heliosa czy inne bzdety? Zrobimy sobie wycieczkę krajoznawczą - parsknęła - po czymś więcej niż bary.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169