Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Science-Fiction Chcesz odkryć w eonach Kosmosu Zapomniane Światy? Walczyć z wszędobylskimi Korporacjami, bądź być małym cyber–trybikiem w ich złożonej Maszynerii? Ostrzem świetlnego miecza wyrąbywać sobie swoją ścieżkę Mocy? To czy odważysz się przejść przez Wrota Wymiarów zależy tylko od Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-04-2023, 22:19   #1
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
[STAR WARS d6]Opowieści z Nowej Republiki:Cularin

STAR WARS Opowieści z Nowej Republiki: Cularin




Grupa przyjaciół siedziała na tarasie na dachu budynku Senatu Nowej Republiki. Rozciągał się stamtąd imponujący widok. Ciągnący się aż po horyzont krajobraz zabudowy Coruscant, niekończące się linie ciągów komunikacyjnych dla statków lśniły w promieniach wschodzącego słońca. Młody mężczyzna o poważnej twarzy, z przypiętym do pasa mieczem świetlnym, wpatrywał się jednostajnie płynące przez niebo strumienie pojazdów.
- Coś się stało, Luke? Czemu nas tu zebrałeś? – zapytał głos z grupy. Starszy od Luke’a, z szelmowskim błyskiem w oku. Jego słowom zawtórował pytający warkot siedzącego obok potężnego Wookiego.
- Przepraszam, zamyśliłem się. – Luke Skywalker, Rycerz Jedi, spojrzał na swoich gości, przyjaciół, którzy przybyli tutaj na jego prośbę. Han Solo, niegdyś przemytnik, obecnie generał w stanie spoczynku. Obok niego, patrząca z dobrze ukrywanym cieniem niepokoju, siedziała siostra Luke’a, księżniczka Leia Organa-Solo, szefowa gabinetu Kanclerz Nowej Republiki. Kolejna osoba wywołała mimowolny uśmiech na twarzy Skywalkera. Spod burzy rudych włosów spojrzenie Jedi pochwyciły jasnozielone oczy Mary Jade, byłej Ręki Imperatora, obecnie jednej z najważniejszych dla Luke’a osób w galaktyce.
Chrząknięcie.
- Dalej zamyślony? – z parsknięciem zapytał ostatni z gości. Kyle Katarn, były żołnierz sił specjalnych Sojuszu Rebeliantów.
- Tak, jeszcze raz przepraszam. – Luke uśmiechnął się do gości. - Jest coś… - zawahał się – coś o co chciałbym was prosić.
- Ostatnio coś… poczułem. Przez chwilę. Nie jest to pewnie nic wielkiego, zwłaszcza przy tym wszystkim co dzieje się dookoła, ale nie chcę tego całkiem ignorować. Coś dzieje się albo może się stać w systemie Cularin.
Mara skinęła głową w stronę małego baryłkowatego droida i po chwili R2D2 wyświetlił podstawowe dane o systemie.
- Mało informacji – Mara zdawała się być zaskoczona – jak na świat tak blisko jednego z głównych szlaków handlowych galaktyki, widzę zapisy o problemach nawigacyjnych, dopiero niedawno wybrali senatora… - urwała.
- Po tym jak dwóch poprzednich zmarło – poważnym tonem dokończył Katarn, patrząc na dane wyświetlane przez droida – chodzi ci o śledztwo w tej sprawie?
- To też. Ale… nie wiem. To tylko ślad przeczucia, jakby echo w Mocy? A może jestem po prostu przemęczony. – młody Jedi odparł z rozbrajającym uśmiechem.
Leia pokręciła głową.
- Chyba wiem co czujesz, Luke. Gdy spojrzałam na ten opis też poczułam… - wyraźnie się zawahała.
- Niepokój? Tak. Przy wszystkim co mamy do zrobienia to może być drobna sprawa, ale nie chciałbym nic z tym nie zrobić. – Luke popatrzył na pozostałych.
- Wiem, że wszyscy mamy swoje obowiązki, ale myślę że każdy z nas zna istoty godne zaufania, takie którym można byłoby polecić udanie się do Cularin i rozeznanie się w sytuacji. Śmierć dwójki senatorów to nie jest błahostka.
- Dobrze więc, kto mógłby się przydać? – zamyśliła się Mara – jakiś szpieg?
- Albo ktoś z zespołu senackiego – dodała z uśmiechem Leia – może trzeba będzie rozmawiać z władzami systemu.
- Jak tam dolecą? Damy im statek? W ostateczności może znajdę kogoś kto jest mi winny przysługę… dużą przysługę – były przemytnik popatrzył na pozostałych.
- Przyda się ktoś do sobie radę jeśli będą konieczne… agresywne negocjacje. Dwoje senatorów Republiki nie żyje. Nie sądzę że to przypadek. – stwierdził krótko Katarn.
Luke słuchał jak pozostali podsuwali propozycje i rozważali opcje. Miał nadzieję, że dokonają dobrego wyboru i że to złe przeczucie pozostanie tylko przeczuciem.

Kilka dni później


Port kosmiczny D187 planetopolis Coruscant tętnił życiem. Stolica Nowej Republiki Galaktycznej przyciągała podróżnych zarówno ze światów Jądra jak i z Rubieży. Wielobarwny i wielorasowy tłum przemieszczał się wydawałoby się w kompletnym chaosie, który mógłby przyprawić o istny ból głowy. Istniały światy, na których główna osada była mniejsza niż teren tego jednego z ponad tysiąca portów gwiezdnych rozsianych po powierzchni planety-miasta.
Na jednej ze znajdujących się nieco na uboczu prywatnych platform, promienie słońca odbijały się od lśniącej powierzchni jachtu gwiezdnego.


Spod jednego z silników dobiegały stuki, kilka zgrzytów a po chwili rozległ się odgłos zatrzaskiwanej klapy. Szurając po płytach platformy zestawem narzędzi przymocowanym do pasa, potężnie zbudowany mężczyzna podniósł się na nogi. Gdy zobaczył dwie postacie zbliżające się do lądowiska z różnych wejść, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Wędrowniczka przybyła na miejsce spotkania korzystając z transportu publicznego. Tłumy podróżnych przetaczały się z miejsca na miejsce a młoda Jedi odczuwała emocje i wrażenia które ją otaczały. Nadzieje, marzenia, żądze, pragnienia, czasem strach – wszystko to tworzyło wrażenie podobne do słuchania muzyki w tle podczas spaceru. Nie była w stanie wyłowić poszczególnych umysłów bez bardziej agresywnego ich badania ale czuła je, czuła to, że istnieją, jak człowiek dotykający innego człowieka przez zasłonę z materiału. Dobrze zbudowany mężczyzna na platformie przy porcie D187 emanował spokojem, wesołością i jowialnością. Słyszała o nim, choć nie miała okazji go poznać. Dash Rendar, przemytnik, okazjonalnie „agent” Rebelii, przyjaciel Hana Solo I Kyle’a Katarna. Jego towarzyszka natomiast w pierwszej chwili przyprawiła Miralukę o niemałe zdziwienie. Ona żyła, Wędrowniczka postrzegała jej życie i witalność, ale coś było nie tak… życie istniało tylko na zewnątrz, jak powłoka lub… skóra. Pod spodem czuła delikatne przeływy energii, niepodobne do istoty żywej, ale do droida. Umysłu kobiety także nie odczuwała. Przypomniała sobie wtedy o czym ją uprzedzono. Towarzyszką Rendara była Guri – droid replikant, z zewnątrz doskonale udający człowieka. Stojący nieopodal Kyle Katarn promieniował Mocą. Słabiej niż Luke, ale nadal dość silnie. Widać wznowienie treningów zrobiło swoje. On także miał dobry humor.
Cialdan w tłumie podróżnych czuł się nieco podobnie do ryby zbliżającej się do wielkiej ławicy. Wyczuwając silne emocje grup lub poszczególnych jednostek, chłonął wrażenia i wiedział, że gdyby chciał im się poddać, sam poczułby podniecenie zbliżającą się podróżą. Po dotarciu na platformę lądowiska, gdzie miał znajdować się statek i jego nowa towarzyszka, wpadł w uścisk Dasha.

- Już są! – krzyknął w stronę opuszczonej rampy wejściowej do wnętrza statku, po czym odwrócił się i pomachał w stronę przybyszów.
- Nie trzeba krzyczeć. Kyle i ja słyszymy doskonale. – idealnie modulowany głos należał do pięknej kobiety schodzącej z perfekcyjną gracją po pochyłej rampie. Po chwili za nią pojawił się jeszcze jeden mężczyzna, nieco niższy i szczuplejszy od poprzednika, ale z jakiegoś powodu sprawiający wrażenie o wiele groźniejszego.
- Dobrze, że jesteście tak szybko. – Kyle Katarn, znany zarówno Wędrowniczce jak i Cialdanowi nauczyciel z Akademii Jedi na Yavinie 4, popatrzył na zgromadzonych.


- Hej, chłopie! Fajnie, że dotarliście! – wielki przemytnik nie przejmował się za bardzo konwenansami. Stojąca obok Guri tylko pokręciła głową. Dash był zadowolony, bardzo zadowolony z widoku obojga przybyszów. Emocji Guri Cialdan nie był w stanie wyczuć. Jak zawsze.


- Witajcie i usiądźcie. Dziękujemy wam za przybycie – głos androidki był nie do odróżnienia od głosu człowieka.
- Wiemy że zapoznaliście się ze szczegółami waszego zadania, ale uznaliśmy, że będzie dobrze, jeśli wszystko sobie jeszcze raz omówimy – Kyle pokiwał głową.
Guri kontynuowała spokojnym, ciepłym tonem.
- Waszym zadaniem jest udać się do systemu Cularin, w sektorze Thaere i ustalić, czy dzieje się tam coś, co może stanowić zagrożenie dla Republiki. Jeśli tak, należy temu zaradzić, samotnie, z pomocą tamtejszych zasobów, lub w ostateczności zawiadamiając nas. Jednakże należy pamiętać, że czas podróży z Coruscant do Cularin wynosi dziesięć standardowych dni.
- Wasz statek zrobi tą trasę w pięć – wtrącił się Dash – sam sprawdziłem silniki i wszystko jest w pełni sprawne.
- Tak – Guri kontynuowała – Jedyne na czym bazujemy to przeczucie Luke’a Skywalkera, ale doświadczenie pokazuje, że jego przeczuć nie należy lekceważyć. Obecnie siły Republiki zaangażowane są w wygaszanie kilku wewnętrznych konfliktów, więc na wsparcie Floty nie ma co liczyć.
Guri dotknęła przycisków na przenośnym wyświetlaczu i oczom zebranych ukazała się mapa gwiezdna.
- Jedyna dobrze wytyczona trasa hiperprzestrzenna prowadzi przez system Thaere. Jest to związane z anomaliami grawitacyjnymi wywoływanymi przez dwa słońca w systemie Cularin. Standardowa procedura polega na dolocie do Thaere, pobraniu danych z przekaźnika nawigacyjnego połączonego z drugim, znajdującym się w Cularin i wykonanie skoku. Według teorii skoków hiperprzestrzennych powinno być możliwe wykonanie skoku poprzez samodzielne obliczenia, ale nikt z tych co próbowali, nie przeżył. Jest to więc rozwiązanie stanowczo odradzane – androidka spojrzała wymownie na Dasha. Ten lekko się zaczerwienił.
- Kontynuując, powinniście wiedzieć, że sektor Thaere ma już swojego senatora w Republice. Dlaczego zatem Cularin go nie uznaje i wybrało własnego? Nie jest to do końca jasne. Utracono dużo danych po upadku Imperium, ale wiemy, że Cularin był silnie eksploatowany przez Imperium, a Thaere zaliczało się do systemów silnie je popierających. Na Thaere nie prowadzono Imperialnego poboru, bo nie było to potrzebne zważywszy na regularnie duże liczby ochotników zaciągających się do Imperialnego wojska. Być może to jest przyczyna. W każdym razie, sam układ Cularin składa się z dwóch gwiazd, Morasil i Ternadus, czterech planet wraz z księżycami, dużej asteroidy o ekscentrycznej orbicie oraz pasa asteroid. Planety to Acilaris- jałowa skała, toczą się tam prace wydobywcze na małą skalę, Culrain – planeta niemal w całości porośnięta dżunglą, gdzie tubylcza gadzia rasa tarasin zamieszkuje lasy, zaś koloniści żyją w miastach budowanych na ogromnych platformach wznoszących się kilometry ponad czubkami drzew.

Kolejna planeta to Genarius, gazowy gigant, gdzie podobnie jak na Bespin, latające miasta zajmują się zbieraniem rzadkich gazów. Najdalsza planeta to Almas – toksyczne, jałowe pustkowie. Na Cularin znajduje się posterunek Republikańskich Rangersów, od jakiegoś czasu zgłaszają problemy ze sprzętem, ale jak na razie wszystkie zasoby są lokowane gdzie indziej. Dowódca posterunku to major Wosino Praados.
Senator Cularin to Alyla Melne, była zarządczyni jednego z Sześciu Miast Handlowych Cularin. Od niedawna w pasie asteroid ponownie zaczęły ujawniać się grupy pirackie, które oprócz żerowania na legalnych ładunkach coraz częściej wdają się w starcia z przemytnikami i statkami organizacji przestępczych.
- Mamy dla was dokumenty, jesteście wciągnięci na listę pracowników biura vicekanclerz Leii Organy Solo, jako młodsi asystenci. To najniższa ranga, ale jesteście już oficjalnymi przedstawicielami Republiki. Nie możecie rozkazywać miejscowym, ale jeśli ktoś będzie chciał wam zaszkodzić, musi wziąć to pod uwagę. Pytanie czy będziecie chcieli z tego korzystać. Ujawienie się jako przedstawiciele wicekanclerz może otworzyć przed wami drzwi, ale także je zamknąć. – Guri podała Wędrowniczce i Cialdanowi dwa zestawy dokumentów.
- Do wykonania zadanie dostajecie ten statek. Jest zarejestrowany na was obojga, w pełni wyposażony. Zapakowaliśmy wszystko co uznaliśmy że może się przydać, gdzieś w środku jest pełen spis – Dash machnął ręką z grubsza w kierunku rampy.
- Ponadto, dostajecie dwadzieścia tysięcy kredytów na potrzeby i wydatki. To pieniądze z biura wicekanclerz i możecie nimi dysponować, ale to ja będę was potem rozliczał – spokojnie dodał Kyle.
-Jakieś pytania?
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.

Ostatnio edytowane przez Prince_Iktorn : 25-04-2023 o 21:37.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-05-2023, 22:50   #2
Młot na erpegowców
 
Alex Tyler's Avatar
 
Reputacja: 1 Alex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputację
Wędrowniczka zawsze podróżowała w towarzystwie swego wiernego droida o wdzięcznym mianie WD-40. Bez niego pewnie nie poradziłaby sobie w tym obcym i pełnym cudów techniki świecie. Pomimo upływu lat od opuszczenia rodzimej planety i dołączenia do Rebelii, kobieta wciąż nie potrafiła się w pełni zaadaptować do wszystkich zmian. Nadal też nie wyszła z podziwu oraz konsternacji powodowanej ogromem zamieszkałej galaktyki, zaawansowaniem technologicznym oraz mnogością cywilizowanych gatunków ją zamieszkujących i ich poziomem życia. Na Nadiem wszystko było o wiele prostsze i skromniejsze. Mała rolnicza kolonia żyła zupełnie innym, znacznie spokojniejszym rytmem i choć nie była całkowicie odizolowania od świata zewnętrznego i jego dobrodziejstw, to nie wpływały one w drastyczny sposób na utrwalony przez wieki stateczny tryb życia populacji. Coruscant stanowiło kompletne przeciwieństwo Nadiem. Planetopolis swym rozmachem wręcz przytłaczało i wykraczało poza wszelkie wyobrażenie. Żyło się tu szybko i osobliwie. Wiecznie za czymś goniono, a w doświadczeniach i rozrywkach można było przebierać niemal w nieskończoność. Jedyne czego zdawało się brakować to żywności i surowców naturalnych, ale te nieustannie sprowadzanie były z innych rejonów galaktyki. Do tego dosłownie wszystko było stechnologizowane. Co stanowiło największy problem dla kobiety i dowodziło nieodzowności jej małego, metalowego towarzysza.

Coruscant było sercem galaktyki. Świadczył o tym nie tylko fakt, że znajdowały się nim główne siedziby wszystkich najważniejszych instytucji, w tym Galaktyczny Senat, ale przede wszystkim to, że można było na nim spotkać przedstawicieli praktycznie wszystkich cywilizowanych gatunków wchodzących w skład Nowej Republiki. Podróżując publicznym transportem Miraluka płynęła przez strumień myśli i uczuć wszystkich tych istot. Jako dobrze wyszkolona Rycerka Jedi mogła w każdej chwili oddzielić się od tego szumu, ale nie czyniła tego. Ponieważ dzięki niemu mogła wyczuć aktualne nastroje społeczne i nabrać dystansu do własnego Ja.

Wędrowniczka nie bez powodu nadała sobie taki właśnie przydomek. Doskonale wiedziała, że każda podróż miała swój początek. Co zarazem oznaczało, że musiała mieć i swój kres. W tym wypadku stanowił go Port Kosmiczny D187. Miraluka wysiadła na danym przystanku i udała się w kierunku umówionego miejsca spotkania.


Po uważnym wysłuchaniu Guri, Kyle'a Katarna i Dasha Rendara Negocjatorka Jedi przemówiła.
— Dziękuję serdecznie za wszystko, przyjaciele — jej głos był spokojny, melodyjny i głęboki. — Ufam przeczuciom Mistrza Skywalkera bardziej niż własnym. Dlatego bez wahania podjęłam się tej misji. Rozumiem także, co jest naszym zadaniem. Nie pojmuję jednak po co nam tyle pieniędzy? Na co mielibyśmy przeznaczyć taki majątek?
 

Ostatnio edytowane przez Alex Tyler : 01-05-2023 o 22:56.
Alex Tyler jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-05-2023, 12:54   #3
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
WD-40 podjechał do rampy a stojąca obok Guri podłączyła go do trzymanego datapada. Po chwili mały droid poinformował że pobiera dane identyfikacyjne statku.

Kyle uśmiechnął się.
- Pieniądze zawsze się przydadzą. Nie wiemy, na co tam traficie a lepiej mieć możliwości działania niż ich nie mieć.

- Uważajcie na Thaeran – wtrącił Dash. Pozostali spojrzeli na niego.
- No co? Zawsze byli proimperialni. – mruknął już ciszej.
Guri zmierzyła go wzrokiem.
- Thaere wywiązuje się bez zastrzeżeń ze swoich zobowiązań wobec Nowej Republiki. Nikt nie zgłaszał problemów z nimi związanych.
- Słonko moje – Guri tylko przekrzywiła głowę – Thaere ma własnego senatora, który reprezentuje cały sektor, oprócz właśnie Cularin. Po śmierci pierwszych dwóch senatorów, to znaczy senatora i jego zastępcy, dopiero w trzecich wyborach wyłoniono kolejnego. Gdyby to stanowisko nie pozostało obsadzone, Thaere mogłoby oficjalnie przejąć senatorstwo nad Cularin.
- Sądzisz że próbowali ukartować przejęcie władzy nad systemem? Nie ma dowodów, z raportów które otrzymaliśmy z Republikańskiego posterunku wynika, że nie udało im się ustalić nic konkretnego.
- Na pewno. Sami wiecie jak to działa. – Dash zwrócił się do pozostałych - Po prostu uważajcie.
Spojrzał ponownie na oboje współtowarzyszy podróży.
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-05-2023, 15:14   #4
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
Cioldan żegnając się z Planetą Voss zaczął od odwiedzin Krainy Koszmarów, która to stała się prawie jego drugim domem. Dużo tam medytował i oczywiście próbował swoich sił z pomniejszymi stworami zamieszkującymi to przeklęte miejsce. Po krótkiej sesji treningowej udał się do Gorma-Koss aby uścisnąć dłoń tamtejszym kupcom i handlarzom. Cioldan nie był zbyt wylewny, uznał więc, że uściśnięcie dłoni będzie wystarczającym gestem na pożegnanie. Popędził na swoim 74-Z do domu, jakim była jaskinia nieopodal Voss-Ka. Zabrał ze sobą niezbędny sprzęt i udał się na ostatnią lekcję do mistyków Voss. Odkąd przybył na planetę, często przebywał u nich w świątyni, to od nich dowiedział się o Krainie Koszmarów, ich nauki skupione były na zagadnieniach duchowych, co Cioldan chciał wykorzystać aby nauczyć się lepiej posługiwać mocą i swoimi naturalnymi zdolnościami telepatycznymi. Przez lata spędzone tutaj nie usłyszał jednak ani jednej przepowiedni na temat swojej przyszłości, a pytań miał wiele. Myślał o tym czy wróci jeszcze na rodzinną planetę, czy spotka jeszcze swoją 'mentorkę' Ashlę, z którą kontakt urwał się jeszcze przed bitwą o Yavin. Na ostatnim spotkaniu z mistykami Cioldan ukłonił się nisko, rzekł tylko swoim niskim i nieco wibrującym głosem – to nasze ostatnie spotkanie, dziękuję za udzielony mi azyl i liczne lekcję. Mistycy odpowiedzieli ukłonem i chóralnie powiedzieli – wkrótce będziesz musiał wybrać, przemyśl dobrze swoje opcję. Żegnaj. To było na tyle, dostał swoją jedyną wizję, która w niczym mu nie pomogła. Cioldan zresztą i tak nigdy im nie zaufał w pełni. Udał się do małego portu i odleciał na planetę Lianna, skąd miał się udać bezpośrednio na Coruscant. Był entuzjastycznie nastawiony na spotkanie z Kylem. Po dłuższym czasie w końcu zobaczy jakąś przyjacielską twarz. Myślał dużo o swoim zadaniu i był bardzo zdeterminowany by jak najszybciej uporać się z zadaniem i wrócić do podróży po galaktyce. „Może odnajdę Dasha i zaoferuje mu swoją pomoc? Zbyt długo byłem na Voss…” pomyślał.

Po niemal tygodniowej podróży był już na miejscu. Majestatyczne miasto nie robiło na nim pozytywnego wrażenia. Zbyt duże, zbyt hałaśliwe i zbyt tłumne.
Cioldan w tłumie podróżnych czuł się nieco podobnie do ryby zbliżającej się do wielkiej ławicy. Wyczuwając silne emocje grup lub poszczególnych jednostek, chłonął wrażenia i wiedział, że gdyby chciał im się poddać, sam poczułby podniecenie zbliżającą się podróżą. Wszędzie dookoła mógł słyszeć szum. Był to szum utworzony przez liczne myśli i emocje istot znajdujących się w porcie Planetpolis. To co wyniósł z Voss to umiejętność tłumienia telepatii, co miał bardzo pozytywny efekt, a raczej przykrywało negatywną stronę jego zdolności. Słabiej czuł negatywne emocje i dzięki temu nie miały aż tak wielkiego oddziaływania na niego. W tym stanie jednocześnie nie mógł jednak wpływać na innych, ale wiedział, że kiedy będzie trzeba, to przejdzie w odpowiedni stan skupienia i ‘uruchomi’ swoje moce. Przez ten cały szum i skupienie się na znakach informacyjnych prowadzących do odpowiednich portów, całkowicie zapomniał o droidzie. „No cóż, znajdzie mnie, jak zwykle…” pomyślał.

Po dotarciu na platformę lądowiska, gdzie miał znajdować się statek i jego nowa towarzyszka, wpadł w uścisk Dasha. Jakie było jego zaskoczenie i radość gdy zobaczył swojego przyjaciela. Jedynego przyjaciela. Widok innych znajomych sprawiał, że Cioldanowi uśmiech nie schodził z twarzy i była to dla niego nowość. Guri, Kyle i Dash, co więcej mógł chcieć? Z uwagą wysłuchał celów misji o której czytał również podczas swojej podróży. Po ich wymianie zdań, odezwała się tajemnicza dla niego postać, nigdy Jej nie poznał, choć wydaję się jakby inni ją znali. Jednak sama znajomość z tymi samymi osobami nie czyniła jeszcze z Niej osoby godnej zaufania…

Dziękuję serdecznie za wszystko, przyjaciele — jej głos był spokojny, melodyjny i głęboki. — Ufam przeczuciom Mistrza Skywalkera bardziej niż własnym. Dlatego bez wahania podjęłam się tej misji. Rozumiem także, co jest naszym zadaniem. Nie pojmuję jednak po co nam tyle pieniędzy? Na co mielibyśmy przeznaczyć taki majątek?
Po usłyszeniu tego, szybko wtrącił — Dawno nie widziałem Was, ile to już czasu minęło? Cieszę się, że macie dla mnie zadanie. Popatrzył na kobietę obok, nie myśląc wiele, ukłonił się lekko i dodał — Jestem Cioldan. Po czym znów nieco się rozluźnił i zaczął mówić do wszystkich — Myślę, że pieniądze powinniśmy przeznaczyć na pilota, albo drobną pomoc podczas rozmowy z Imperialistami, to znaczy z ludźmi z Thaeran. Do tej pory nie wiem jak nazywali się poprzedni senatorowie i jak zginęli. Coś wiecie na ten temat, czy musimy dowiedzieć się na miejscu?
 

Ostatnio edytowane przez Cioldan : 04-05-2023 o 20:15.
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-05-2023, 12:09   #5
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
Na słowa Cioldana Dash roześmiał się.
- Za dużo, chłopie, za dużo. No i szkoda, że musicie lecieć. Nadrobimy wszystko jak już załatwicie sprawy na Culrain. Co do kwestii pilotażu, obecna tu Wędrowniczka – skinął głową w stronę kobiety - ma droida astromecha który umie pilotować. I nie bądź taki spięty. Jest uczennicą na Yavinie 4, Kyle zna ją i ręczy za nią tak, jak ja ręczę za Ciebie. Rozumiem że nowe znajomości mogą mieć… trudne początki – tu nie mógł powstrzymać się przez wyszczerzeniem zębów do Guri, która w odpowiedzi uniosła oczy do góry – ale zapewniam Cię, że jesteśmy wszyscy po tej samej stronie.


Kyle także powitał Cioldana, po czym jeszcze raz sprawdził dane.
- Z tego co widzę, śledztwo w sprawie śmierci senatorów nadal określone jest jako „w toku”, pomimo tego że według raportów „sekcja zwłok nie wykazała ingerencji osób trzecich”. Myślę, że po więcej informacji będziecie musieli udać się do republikańskiego posterunku. Coś musi być powodem dla którego śledztwo nadal mają otwarte.


Po serii pożegnań nowo poznani towarzysze wsiedli na pokład swojego nowego statku. Na chwilę obecną był on zarejestrowany jako „Sojourn”, co w jednym z dialektów Starej Republiki oznaczało „podróżnik”.
Sam statek z zewnątrz nie ma zbyt dużych rozmiarów plasując się między dużym myśliwcem a małym frachtowcem, jednakże przy nominalnej możliwości przewożenia do 6 pasażerów, dla dwójki było dostatecznie dużo miejsca aby w razie potrzeby zapewnić prywatność. Chociaż nie było tam luksusów w rozumieniu szlachty czy polityków z Coruscant, to dla Wędrowniczki i Cioldana, przyzwyczajonych do bardziej spartańskich warunków szykowała się naprawdę wygodna podróż.





WD- 40 zamknął rampę i uruchomił silniki, wznosząc statek bez wpadania w turbulencje. Zmysły pasażerów od razu poczuły zmianę, zanikły uczucia z zewnątrz, Wędrowniczka czuła delikatne przepływy energii w przewodach w ścianach, także dwa droidy oraz Cialdana, który emanował Mocą. Zdecydowanie nie tak silnie jak żaden znany jej nauczyciel, bardziej jak uczniowie z Akademii.
Za oknami linie statków w korytarzach komunikacyjnych pozostały daleko poniżej, zaś przed nimi rozciągał się bezkres przestrzeni kosmicznej.
WD-40 bez problemów czy opóźnień wykonał obliczenia niezbędne do skoku, po czym statek znalazł się w hiperprzestrzeni.




W tranzycie hiperprzennym mieli spędzić pięć dni. Jak poinformował ich WD-40, to bardzo krótko, nawet jak na tak często uczęszczaną a więc dobrze zmapowaną trasę. „Sojourn” dorównywał szybkością zwiadowczym statkom wojskowym, według specyfikacji ledwo prześlizgnął się przez Imperialne komisje, które pilnowały aby statki cywilne zbyt szybko nie latały…
Przez pięć dni podróży, towarzysze mogli zapoznać się ze sobą oraz ze swoimi droidami. WD-40 był przyjazny i dość gadatliwy, natomiast HK-X1 dość oschły i rzeczowy. Pomiędzy sobą maszyny szybko znalazły wspólny język i okazjonalnie można było spotkać je w kokpicie, gdy rozmawiały ze sobą w binarnym.
Po pięciu dniach podróży statek wyszedł z hiperprzestrzeni i wszyscy od razu poczuli że monotonia podróży się skończyła.




WD-40 zbierając dane z czujników oznajmił, że na sensorach dalekiego zasięgu widzi dużą grupę statków, w tym jeden statek liniowy wielkości krążownika, zaś niedaleko ich przybycie zauważyła jakiegoś rodzaju automatyczna sonda, która natychmiast zaczęła nadawać sygnał, kierując go do innych szeroko rozmieszczonych w przestrzeni sond, które zaczęły go przekazywać dalej…


WD-40 poinformował, że pobiera dane nawigacyjne do skoku na Cularin i pozostało kilka minut.


Mniej więcej w połowie czasu, niedaleko „Sojourna” wyskoczyły z hiperprzestrzeni dwa statki patrolowe klasy Firespray, które od razu zaczęły go wywoływać.




- Uwaga niezidentyfikowany statek. Tu flota Thaere. Znajdujecie się strefie zamkniętej. Natychmiast wyłączcie silniki i osłony i zidentyfikujcie się. Powtarzam, znajdujecie się strefie zamkniętej. Natychmiast wyłączcie silniki i osłony i zidentyfikujcie się…
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-05-2023, 23:35   #6
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
Cioldan podczas "odprawy" na misję, miał jakby z tyłu głowy dziwne przeczucie, że ta misja będzie trudniejsza niż wszystkim się wydaje. Nie chciał jednak wypowiadać na głos swoich obaw, bo przecież złe przeczucie legendarnego Luka Skywalkera było podstawą całej misji. Chyba nie mogło być aż tak źle skoro wysłali właśnie jego i kobietę nazywaną Wędrowniczką. "Przecież to nie może być jej imię" myślał sobie przyglądając się towarzyszce. Nie dość, że był introwertykiem i nigdy nie czuł się dobrze w small-talku, to do tego nie miał jeszcze okazji poznać bliżej osoby niewidomej. Ona nie będzie widzieć jego ukłonu na dzień dobry, uścisk dłoni też nie wchodzi w grę. Utrudni to nieco bardziej interakcję. Wiedział dobrze, że mógłby użyć swoich zdolności by znajomość potoczyła się inaczej, ale ze względu na swoją przeszłość nie lubi ich używać. Zresztą mniej interakcji to raczej miła perspektywa. W środku Sojourn było wystarczająco dużo miejsca na spokojną medytację i ćwiczenia. Mały gadatliwy robot przedstawił im wiele informacji, ale najważniejsza to długość lotu. Zwrócił się do HK-X1:
- kolego, jak nie będziecie zajęci sterowaniem, nawigowaniem czy naprawianiem statku, to bądź tak miły i zagaduj tamtego małego. Dużo gada, a nie lubię jak mi się przeszkadza w yyy- nie wymyślił nic na szybko, także odpuścił dalszą wypowiedź.
Resztę dni spędził tak jak planował: medytował, ćwiczył, czytał. Gdy przemieszczał się ze swojego kącika i spotykał Wędrowniczkę bądź WD-40, zawsze kiwał głową jako swego rodzaju powitanie, jednak z jego wyrazu twarzy bardziej można było wyczytać - jesteś tu, ok akceptuje to. Sytuacja była dla niego jednak inna i po słowach Dasha o zaufaniu, dał z siebie wszystko i do towarzyszyki mówił do tego:
- Cześć.
W jego głowie brzmiało to dobrze. Nie było to dla niego komfortowe, a do tego na zewnątrz brzmiało to oschle i jakby wymuszenie.

Gdy dotarli w pobliże Thaere, podszedł bliżej do droidów obserwować świat w okół nich. Informacja od WD-40 ucieszyła go, już nie mógł doczekać się startu misji na Cularin. Tylko parę minut i ostatni skok. Cioldan poszukał wzrokiem Wędrowniczki i zwrócił się do niej całkiem miło, swoim niskim głosem, ale jakby ... radosnym:
- Wędrowniczka. To nie może być twoje imię. Jak masz na prawdę na imię?.
Był zaskoczony, że cała ta ekscytacja misją, dodała mu odwagi w interakcji z Wędrowniczką. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyły go dwa statki, które pojawiły się obok nich. Dodatkowo jeden ze statków zaczął ich wywoływać:

- Uwaga niezidentyfikowany statek. Tu flota Thaere. Znajdujecie się strefie zamkniętej. Natychmiast wyłączcie silniki i osłony i zidentyfikujcie się. Powtarzam, znajdujecie się strefie zamkniętej. Natychmiast wyłączcie silniki i osłony i zidentyfikujcie się…
Cioldan zaczął szybko myśleć {wykorzystuje zdolności poznawcze/badawcze/investigate} "fermony nie zdziałają raczej przez dwie metalowe puszki i przestrzeń kosmiczną... czemu Dash nie wspomniał o zamkniętej przestrzeni?!", po krótkiej chwili zwrócił się do HK:
- przekaż im, że trafiliśmy przez przypadek i właśnie pobieramy dane do skoku dalej. Nie wiedzieliśmy nic o blokadzie.
Następnie zwrócił z błyskiem w oku się do WD-40:
- dasz radę pobierać dane z wyłączonymi silnikami? powinniśmy wyłączyć silniki i jak tylko pobierzesz dane, włączymy je z powrotem i odlecimy na Cularin.
Pierwszy raz odkąd poznał się z WD-40 i jego towarzyszką, pokazał się z innej strony. Emanował pewnością siebie, na twarzy pojawił się jakby lekki uśmiech, na czole nad prawym okiem żyłka uwidaczniała się wraz z jego przyśpieszonym pulsem.
 
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-05-2023, 13:58   #7
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
-Jeśli wyłączymy silniki, chwilę potrwa, zanim rozgrzeją się do gotowości skokowej. Oni będą też wiedzieli jeśli ich nie wyłączymy.
Mały droid szybko odpowiedział Cialdanowi.

HK-X1 uruchomił kanał komunikacyjny.
- Tu „Sojourn” statek kurierski z Coruscant. Trafiliśmy do systemu przez przypadek, pobieramy dane do skoku dalej. Nie wiedzieliśmy nic o blokadzie.
Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast.
- Przestrzeń jest zamknięta od kilku godzin. Mieliśmy starcie z piratami przewożącymi niewolników. Flota obecnie prowadzi śledztwo. Wszystkie odloty są zabronione do odwołania. Mówisz, że przybyliście tu przypadkiem? Macie uszkodzony system nawigacji? Wyłączcie osłony i silniki, ustawcie statek w dryf i przygotujcie się na inspekcję.

Patrolowce przyspieszyły kierując się w stronę Sojourna, po czym rozdzieliły się, jeden ruszył prosto na niego, drugi zaś zaczął zataczać łuk, tak aby ewentualnie znaleźć się na pozycji przed statkiem wysłanników.

WD-40 zapiszczał, przerzucając na ekran informacje. Skan czujnikami dalekiego zasięgu wykazał ślady bitwy: pozostałości echa energetycznego turbolaserów, poza tym, przy zgrupowaniu statków widocznym w dalekiej przestrzeni unosiło się sporo szczątków.
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-05-2023, 10:24   #8
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
- Rozumiem. Wyłącz silniki... i osłonę. Ile zostało Ci czasu do ustalenia kursu do systemu Cularin? Cioldan zwrócił się do WD-40.
Swój wzrok przeniósł na HK-X1. U Zeltrończyka można było dostrzec lekkie zirytowanie, ale jednocześnie wciąż był podekscytowany.
- No dobra HK, następnym razem sam będę rozmawiał... Zapomniałem jak czasem dosłownie bierzesz polecenia mówił do wysokiego robota i czuć było w jego głosie niezadowolenie. Chociaż on sam wiedział, że był niezadowolony z siebie, a nie ze swojego robota. Następnie już spokojnie przekazał, że teraz on zwróci się do samolotów patrolowca. Pochylił się i chwycił pewnie za mikrofon od telekomunikatora
- Nasz pilot oczywiście wyłącza silniki. Serdecznie zapraszamy do inspekcji Powiedział Cioldan najserdeczniej jak potrafi. Telekomunikator został wyłączony, więc mogli już spokojnie oczekiwać na inspekcję. HK-X1 zwrócił się pewnym momencie do Cioldana
-
Strzelamy, uciekamy czy rozmawiamy? powiedział swoim metalicznym głosem typowym dla tej klasy robotów.
- Zdecydowanie czekamy i odpowiadamy na pytania. Odpowiedział Cioldan, dla którego to może być dzień w którym odezwie się najwięcej od kilku lat. Zastanawiał się tylko co się dzieje z Miraluką. Machnął jej ręką przed oczami... a raczej przed twarzą, jednak zorientował się, że to nie miało zbyt wiele sensu "nigdy się nie przyzwyczaję" pomyślał. Poszedł do swojego plecaka, przygotował dokumenty, ale tylko te podstawowe, które były mu potrzebne do odbycia podróży statkiem na Coruscant. Póki co dokumenty republiki i całą broń zostawił w plecaku. Nagle przypomniał sobie o spisie rzeczy, które znajdowały się na statku.
- HK, widziałeś gdzieś listę rzeczy, tę od Dasha? Trzeba sprawdzić czy przypadkiem nie przewozimy czegoś dziwnego... albo przydatnego, lepiej to zrobić zanim będą chcieli przeszukać cały statek...
 
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-05-2023, 22:58   #9
Młot na erpegowców
 
Alex Tyler's Avatar
 
Reputacja: 1 Alex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputacjęAlex Tyler ma wspaniałą reputację
Po uprzejmym pożegnaniu się z rozmówcami Rycerka Jedi statecznym krokiem wkroczyła na pokład statku. Jako urodzona artystka zawsze lubiła wymowną symbolikę oraz subtelnie wkraczające na poziom metafizyczny zależności i prawidłowości, dlatego „Podróżnik” stanowił w jej odczuciu idealnego towarzysza drogi dla Wędrowniczki. Posiadający wyższy standard pojazd dla kobiety z małej rolniczej planety, przyzwyczajonej raczej do życia w monastycznych warunkach, posiadał aż nadmiar wygód. Przechadzając się po pokładzie odlatującego statku wrażliwa na Moc miraluka wyczuwała delikatne przepływy energii w ukrytych w ścianach przewodach, dwóch towarzyszących jej droidach oraz nowym kompanie, który emanował Mocą niczym uczniowie, których poznała w Akademii.

Niedługo po zanurzeniu chłodny mrok kosmicznej próżni jej wierny mechaniczny przyjaciel dokonał niezbędnych obliczeń i rozpoczął skok przez hiperprzestrzeń. Tranzyt miał trwać pięć standardowych dni galaktycznych. Jak raczył skomentować WD-40, było to relatywnie krótko jak na obraną trasę. Nadal jednak trzeba było ten czas jakoś zagospodarować. Kobieta poświęciła go więc na powrót do praktyk z Akademii Jedi. Składał się na to głównie trening fizyczny i operowania Mocą, praktyka walki mieczem świetlnym, sesje medytacyjne i słuchanie książek opowiadających o historii tysięcy światów i kultur. Nie powtarzała jedynie Trzech Filarów ani Kodeksu Jedi, ponieważ te były jej już doskonale znane.

W trakcie tych kilku dni Wędrowniczka miała okazję poznać obcego droida, a także kilkakrotnie wymienić w pełni zgodne z wymogami etykiety pozdrowienie z Cioldanem. Kobieta preferowała zacisze swej komnaty i coś podobnego wyczuła przebiegając okazjonalnie po myślach zeltrona, dlatego też uszanowawszy jego naturę i nastrój, nie inicjowała z nim rozmowy. Natomiast bardzo ucieszyło ją, że WD-40 dobrze dogadywał się z mechanicznym towarzyszem Adepta Mocy. Rycerka Jedi nie rozważała zanadto, dlaczego przydzielono jej właśnie tę parę do tej misji. Ufała w roztropność przełożonych, nie kwestionując ich wyborów. Na nowej ścieżce życia jej sens istnienia stanowiła przede wszystkim nienaganna służba.

Negocjatorka Jedi jeden standardowy rok galaktyczny wcześniej wkroczyła w wiek średni. Jednak ze względu na silny wpływ na Mocy na jej ciało, a może dobre geny, lub zdrowy i zdyscyplinowany styl życia, prezentowała się tak, jakby miała dwadzieścia lat mniej. Postury była raczej skromnej, miała drobną budowę i w pełni wyprostowana mierzyła niecałe półtora metra. Puste oczodoły charakterystyczne dla swej rasy zasłaniała prostą materiałową przepaską. Chodziła ubrana w charakterystyczną szatę Jedi z kapturem, spod którego wypływały długie pasma ciemnobrązowych włosów. Nie posiadała żadnego dobytku poza wiernym droidem i zakrzywioną rękojeścią miecza świetlnego, której zużycie jasno wskazywało, że broń najlepsze czasy miała dawno za sobą.


Po upływie pięciu wykalkulowanych przez WD-40 dni Jedi wyraźnie wyczuła, że monotonia podróży dobiega końca. Pierwszą oznaką tego była wiadomość od wiernego mechanicznego przyjaciela, że dostrzegł duże zgrupowanie statków. Potem powiadomienie przezeń o fakcie wykrycia „Sojourna” przez pobliską sondę. Na dodatek w trakcie zbierania przez droida danych do skoku na Cularin nagle przemówił do niej dotychczas introwertyczny zeltron. Jego nagła zmiana nastroju mogła wskazywać, że on także, jako Adept Mocy, wyczuł fluktuacje w Mocy zwiastujące kres stagnacji i nadejście nowego.
Cytat:
— Wędrowniczka. To nie może być twoje imię. Jak masz na prawdę na imię?
— Wyzbyłam się go nieprzypadkowo — odpowiedziała spokojnym tonem. — Prawdziwe imię może stanowić niebezpieczną rzecz, dawać innym władzę. Niekiedy lepiej zachować je tajemnicy, trzymać blisko siebie i nigdy go nie ujawniać. Nazwy podobne są do zapachów... coś może cię po nich namierzyć. Jeśli ktoś zna twe prawdziwe imię, daje mu to moc. Zdolność czynienia krzywdy.
Zawiesiła na chwilę głos, wyczuwając, co po jej słowach nastąpiło w głowie rozmówcy.
— Pragniesz mnie lepiej poznać? Dobrze więc. Jestem muśniętym ochrą nadwiędniętym liściem klonu, niesionym podmuchami wieczornego wiatru. Człowiekiem-falą, płynącym z nurtem wszechświatowego oceanu. Dobrowolnym wyrzutkiem sunącym na skrzydłach zefira, dziecięciem szukającym ciepła u źródeł ognia, który nigdy nie zgaśnie. Spętanym ślubem wysłannikiem potomka Wybrańca Mocy. Profetką, przez którą rzecze srebrzysty wiatr przeznaczenia...
Tym razem umilkła, bo poczuła z niezrozumiałego powodu niespodziewane uczucie niepokoju. Postanowiła jednak dokończyć mowę.
— Zapewne ta odpowiedź cię nie zadowala. Poezja jednak potrafi przekazać więcej, niż precyzyjniejsze formy wypowiedzi. Lecz jeśli wciąż nurtuje cię me imię, to wiedz iż zaginęło ono w pomroce czasu. Tak jak me dawne życie. I chyba lepiej jeśli tak pozostanie. Teraz jestem kimś innym. Wędrowniczką, albowiem kroczę ścieżkami losu wytyczonymi przez Moc.
Niedługo po wyrzeczeniu tych słów jej wcześniejszy niepokój się zmaterializował w postaci dwóch patrolowych statków. Załogant jednego z nich wkrótce odezwał się przez radio. Kobieta wysłuchała uważnie słów mężczyzny z Firespraya, odpowiedzi droida Cioldana, oraz jego samego. Sama przez dłuższy czas milczała.
— Niech czynią swą powinność — odezwała się w końcu. — W razie niespodziewanych kłopotów spróbuję sięgnąć po perswazję. Lepiej też byśmy nie powoływali się na paszport dyplomatyczny przysługujący młodszym asystentom vicekanclerz Lei-Organy. Ta informacja mogłaby potem trafić do wyższych władz. I nie wiadomo, jakie miałaby konsekwencje. W końcu Thaere i Cularin są zwaśnione. Lepiej by Nowa Republika nie została przypadkiem uwikłana w ten konflikt.
 
Alex Tyler jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-05-2023, 14:32   #10
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
Partolowiec dotarł do statku emisariuszy w czasie krótszym niż minuta. Po chwili zadokował przy włazie awaryjnym, po czym z cichym sykiem zmiany ciśnienia, pokrywa otworzyła się. Wędrowniczka i Cioldan znaleźli się twarzą w twarz z grupą Thaerańskich żołnierzy. Wyczuleni na Moc i emocje natychmiast poczuli strach, nerwy, podniecenie. Żołnierze weszli na pokład bardzo ostrożnie, ich gotowość do działania była niepokojąca. Po pierwszej wymianie zdań i pytaniach o dokumenty Cialdanowi i Wędrowniczce udało się jednak kompletnie uspokoić Thaerańczyków.

- Cieszę się, że nie jesteście piratami. – jeden z żołnierzy rozmawiał z dwójką pasażerów, podczas gdy pozostali kontynuowali pobieżne oględziny statku.
- Mieliśmy tu naprawdę ciężką sytuację – lekko ściszył głos, jakby bał się podsłuchu, co na pokładzie statku robiło niemal absurdalne wrażenie - mieliśmy prawdziwą bitwę, wyobrażacie sobie?
- Patrol systemowy pełnił służbę w obszarze przestrzeni wylotowej dla statków z Cularin, rutynowe zadanie dla kadetów, dosłownie. Zwykle nic się nie dzieje, więc często na takie loty trafiają młodzi piloci i żołnierze, żeby się wdrożyli, rozumiecie. Nic specjalnego. No i niedaleko nich z nadprzestrzeni wyskoczyły dwa wielkie kontenerowce. Znów, niby nic poważnego, prywatny właściciel, sygnały transponderów dobre, wszystko wydawało się w porządku. Okazało się jednak, że jeden z nich miał problem. Awaria silnika skokowego. A w jednym z patrolowców mieli akurat grupę szkoleniową techników. Oczywiście zaoferowali pomoc. Tamci odmówili, ale gdy patrolowce były już bardzo blisko, pilot zameldował że w kontenerach mają podwyższone odczyty ciepła. Oczywiście ich o tym poinformowali. No i wtedy się zaczęło. Te statki to byli piraci! Jeden kontener skrywał hangar na myśliwce, wyobrażacie sobie?! Te ich ścierwojady wystartowały i zaatakowały naszych. Na światło gwiazd, jeden patrolowiec miał szczęście i zdołał wytrzymać, ale drugi – Wędrowniczka i Cioldan niemal namacalnie poczuli smutek i palący gniew żołnierza – nie dał rady. Dziewięciu ludzi, dwóch opiekunów i siedmiu kadetów…
Po chwili Thaerańczyk opanował się.
- Na szczęście flota ma dobrze opracowane koordynaty do skoków wewnątrzsystemowych. Gdy tylko dostali wezwanie od ocalałego patrolowca, na miejsce wskoczył krążownik „Vanguard”, nasz statek- duma była słyszalna w głosie jak i odczuwalna.
- Myśleliśmy że zaraz ich posprzątamy, ale te dranie zrobili nam kolejną niespodziankę. Kolejne dwa kontenery skrywały działa turbolaserowe. Te kontenerowce to prawdziwi piraci, statki- pułapki jak dawniej w czasie wojny! Krążownik wypuścił nasze myśliwce, artyleria pokładowa zaczęła z nimi wymianę ognia. Oni chyba wiedzieli, że nie mieli szansy wygrać, ale chcieli naprawić ten uszkodzony silnik skokowy. Na szczęście nasz Kapitan im na to nie pozwolił. Gdy nasz ostrzał zniszczył im drugi silnik i na miejsce bitwy zaczęły przybywać nasze posiłki, nieuszkodzony kontenerowiec po prostu uciekł. Zostawił tego drugiego i swoje myśliwce i zwiał. To też nie był koniec. Myślicie, że oni się poddali? Myśliwce walczyły do ostatniego a potem nasze grupy szturmowe musiały zdobywać ten kontenerowiec korytarz po korytarzu. I co znaleźliśmy? Niewolników. Ponad dwa tysiące, przewożonych w tych kontenerach. Z jakiejś rasy z Odległych Rubieży. Żadne nie ma dokumentów, większość nawet nie mówi galstandardem. Flota musiała zebrać prawie wszystkie droidy portokolarne, do tej pory zajmują się rejestrowaniem tych istot i udzielają pomocy… powiem wam jeszcze że mój kuzyn jest w obsadzie mostka i podobno teraz w śledztwie wyszło że kapitanem tego statku-pułapki był ktoś powiązany z Czarnym Slońcem… ale się rozgadałem.

Wędrowniczka i Cioldan poczuli zaskoczenie, zdziwienie, zalążki niepokoju i ostrożności?

Jeden z żołnierzy podszedł i pokazał mu ręczny czytnik z włożonymi dokumentami podróżników. Informacje o przynależności do gabinetu vicekanclerz senatu wyświetlały się jako hologram.
Wysłannicy bez problemu wyczuli kompletne zaskoczenie ze strony Thaerańczyków.
- Dlaczego nie powiedzieliście że jesteście wysłannikami Senatu?
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172