Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Świat Mroku Czy wiodłeś przykładny żywot? Czy grzechem zbrodni okryłeś istnienie swe? Na próżno! Życie ci skradli, wpisali Cię do przeklętych ksiąg, chyba... że pogrążysz się w mrok! Niech ciemność – matka zbłąkanych dusz - utuli Cię. Poczuj ból egzystencji i powstań z popiołów jako Nocy Dziecię.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-05-2018, 06:21   #1
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację
[VtDA: The Night Walkers #1] Redemption in Greatness



My crown is not invisible...
I'm going to make you see it, feel it
and remember it.



 

Ostatnio edytowane przez Zell : 15-05-2018 o 06:31.
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-05-2018, 16:26   #2
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCCIX, obóz niedaleko granicy Litwy z Kurlandią
Młody rycerz obserwował dowódców kreślących plany dotyczących dalszych inicjatyw mających na celu nie tylko stłumić pogańskich Kurów, ale także tymże ruchem zrobić kolejny krok ku zagłębieniu się w ziemie Ruskie, jakich bezbożność napawała wstrętem Zakon. Zygfryd rozumiał, że to dopiero jedna z wielu faz tej walki o nawrócenie dusz wychowanych w chwaleniu drewnianych bożków, ale jednocześnie każde zwycięstwo, każda z tych dusz przybliża Słowo Chrystusowe do zajęcia mu należnego miejsca w świecie i istnieniu ludzkości.

Choć niektórzy najwyraźniej z niezrozumiałego dla Zygfryda powodu woleli trwać w kłamstwie jakim sami się otaczali wzywając w rytuałach te moce diabelne. Czy więc działania Zakonu nie były kierowane ręką Boga, czy nie na ich barkach leżało wskazanie tym ludziom drogi do Królestwa Niebieskiego?

- Nie wygląda na to, aby Kurowie na tych terenach - starszy rycerz wskazał na mapie ziemie graniczące z gruntem Litwinów, gdzie gnieździli się Żmudzini - mogli być dla nas przeszkodą. Nie nadeszły do nas żadne raporty o ich mobilizacji sił czy chociażby odpowiedniemu przygotowaniu na nasze przybycie.

- Może sami oczekują na tych niosących nawrócenie, chętni się jemu poddać? - zgromadzeni w namiocie wyrazili pobożną nadzieję, a mówiący mężczyzna o chłopięcej wręcz aparycji przekłamującej jego dorosłość, wykonał znak krzyża - Może ci poganie pragną bożej miłości?

- A może raporty nie ukazują rzeczywistości.

Dywagujący mężczyźni spojrzeli w stronę wyjścia z namiotu, z jakiej doszło ich zdanie. Odrzucone na boki zostały poły materiału ukazując ciemność nocy na zewnątrz, jaka opanowała już życie ufortyfikowanego obozu Kawalerów Mieczowych; a wraz z przejmującym chłodem do namiotu wszedł wartkim krokiem ten obrany dowódcą przez najwyższych z Zakonu... i Zygfryd szybko zrozumiał czemu Herr Deotheri von der Recke jest tym, który dostąpił takowego zaszczytu.



- Chociaż żyją z dala od bożej łaski - kontynuował dowódca o szarzejących włosach z racji wieku - ci poganie nie są pozbawieni chytrości umysłu. - podszedł do rozłożonej na stole mapy z naniesionymi nań punktami ofensywy, a Zygfryd z podziwem zauważył z jak wielkim szacunkiem usuwają mu się z drogi inni rycerze - Nie można ich z założenia uważać za niegroźnych czy bezbronnych. Przedstawiony plan zakładający szybkie przejęcie ziem, aby otworzyć sobie drogę do reszty tej krainy, jest odpowiednio przygotowany... z jednym wyjątkiem, jaki umknął w fazie planowania. - rozejrzał się po zgromadzonych - Co jeżeli poganie jednak są na nas przygotowani i oczekują, iż kierowani przeświadczeniem o braku zagrożenia wejdziemy wprost w pułapkę?

- Trzeba wywiedzieć się więcej o tych, zamieszkujących lasy jakimi porośnięte jest nasze przejście. - kontynuował von der Recke, jakiego wypowiedź nie została przerwana przez najmniejsze słowo innego - Wczorajszej nocy wychwycono obecność ich zwiadowców, jednak do dzisiejszego wieczora nie zdołano pochwycić żadnego, gdy skryli się w leśnych kryjówkach. - powiedział rzeczowo analizując reakcje rycerzy - Niedaleko obozu przemykał jeden z nich, kobieta, która ujrzawszy zbliżający się nasz patrol chciała umknąć w las... jednak zasadzka została ustawiona. Nie wiem jak można wykorzystywać młodą niewiastę w wojnie, ale najwyraźniej taki jest pogański zwyczaj.

- Nie została jeszcze przesłuchana. - dodał po chwili - Jednak przesłuchanie tego dziecięcia jest konieczne dla dobra naszej misji. - Zygfryd poczuł przenikliwe spojrzenie na sobie, gdy Deotheri zwrócił na niego swój wzrok - Zygfrydzie von Rohrbach, tobie zostaje zapisany ten zaszczyt obowiązku.



 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-05-2018, 17:22   #3
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

Zygfryd wpatrywał się w czyniących plany dowódców z zainteresowaniem, przestępując z nogi na nogę. Zaczynał już odczuwać pewnie zniecierpliwienie, choć służył pewien czas w Zakonie, dotychczas brał udział jedynie w drobnych potyczkach. Nie mógł się doczekać możliwości wykazania swojego oddania i męstwa w walnej bitwie z pogaństwem, choć ci najwyraźniej woleli kryć się po lasach niż stawiać czoło opancerzonemu rycerstwu w polu. Pewnie sam na ich miejscu zrobił by to samo.

W każdym razie niedługo będzie miał okazję okryć się chwałą, tak że nawet jego starsi bracia nie będą mogli zignorować dokonań Zygryda. Kiedy jeden z najmłodszych rycerzy wyraził nadzieję, że niewierni nawrócą się sami, pokręcił głową pobłażliwie. Wątpił, żeby te oddające cześć plugawym bożkom dzikusy tak łatwo się poddały, zresztą nie był pewien czy sam tego chciał, przecież wtedy nie miałby okazji do walki w Bożej sprawie.

Potem pojawił się von der Recke, którego pesymizm irytował von Rohrbacha, z drugiej jednak strony nie można było zaprzeczyć, że rycerz ów był doświadczony i wszyscy wokół darzyli go szacunkiem.

Zygfryd prawie podskoczył, gdy Deotheri zaproponował by przesłuchiwał jakąś dziewczynę. Z jednej strony ciekawiła go zwiadowczymi Kurów (kobieta która wykonywała takie zadania...rzecz nie do pomyślenia w oświeconym świecie), lecz myśl że miałby straszyć, czy torturować dziewczynę wydawała mu się obrzydliwa. Czemu akurat on został wybrany, czy von der Recke chciał go poddać próbie? Pewnie zwrócił na niego uwagę, chociażby z powodu tego, kim był jego stryj....

- Oczywiście wypełnię zadanie, choć nie jest godne rycerza niewiastę przesłuchiwać... -skinął głową staremu rycerzowi.

- Czasami rycerz musi uciec się do czynów, jakie zwykle uznałby za niegodne, jednak to od niego wszak będzie zależeć czy takowymi się posłuży. - odparł Deotheri, lustrując uważnie Zygfryda, który mógł się poczuć jak pod obserwacją ojcowskiej surowości - Sposoby radzenia sobie z uporem pogan mogą być różne - inne wszak przysługujące katu, inne rycerzowi. Ufam jednak, iż rozumiesz różnicę i przesłuchując oddaloną od Boga więźniarkę, której wiedza może wspomóc wiernych niosących odkupienie tym ludziom, choć ona na razie tego nie rozumie. Z bożą pomocą zachowasz godność rycerza, nie stając się okrutnym katem.

Zygfryd w zamyśleniu wpatrywał się w Deotheriego, próbując zrozumieć czego dokładnie oczekiwał od niego surowy dowódca. Podszedł do niego dumnym krokiem, starając się jednak pamiętać o okazywaniu szacunku przewyższającemu go rangą rycerzowi.

- Nie jestem szkolony w torturach - powiedział ściszając głos, z nutą odrazy - może będą inne sposoby zdobycia cennej dla nas wiedzy...czy ktoś będzie mi towarzyszyć, nie wiem czy z tą poganką będę mówić wspólnym językiem?

- Porozmawiamy w drodze do więźniarki. - odparł Zygfrydowi i zwrócił spojrzenie na resztę rycerzy - Poganie wciąż mogą nas obserwować z leśnych gęstwin w jakich mają świątynie swoich bożków. Muszą znać te tereny od dziecka, więc plątanie się w walkę z nimi na ich zasadach to zły pomysł, szczególnie nocą. Niech patrole nie zbliżają się do tych drzew w zasięg strzał, a miast tego skupią się na ubezpieczaniu samego obozu. Nie znamy siły obłędu pogan, jaki może ich tu zagnać.

Zgromadzeni potwierdzili zgodnie i nie tracąc ni chwili poczęli wdrażać rozkazy w życie, nie podążając za Zygfrydem i Deotherim poza namiot.

***

- Nie oczekuję, abyś torturował, tp byłoby niegodne i wręcz wbrew moim założeniom. - odparł dowódca, stąpając przed siebie powoli po ziemi obozu - Poganka zna swój, niezrozumiały język, ale także posługuje się mową Rusinów, którą jak mniemam poznałeś nim zostałeś przydzielony do tych terenów. - mężczyzna szedł wpatrzony przed siebie, zdając się nie zauważać mijanych osób, które usuwały się im z drogi - Można więc z nią porozmawiać, a jeżeli pytasz o metody przesłuchania... - oderwał wzrok od nieokreślonej przestrzeni, skupiając spojrzenie na twarzy Zygfryda - ..istnieje wiele innych metod na pozyskanie informacji, a odpowiednie słowa bywają jedną z nich. Musisz zaufać w boską pomoc, jaka pokieruje twymi czynami... jak i musisz zaufać we własne talenta.

Zygfryd zamyślił się. Była to nietypowa próba, ale z Bożą pomocą jej sprosta.

-Trochę znam język Rusinów...ciekaw jestem tej poganki. Zawsze możemy spróbować użyć dobroci, której się pewnie nie spodziewa, choć widziałem już dość dużo by nie być tak naiwny jak ten młodzian, co wierzy, że ci niewierni nawrócą się tak łatwo z własnej woli….

Deotheri uśmiechnął się bardzo delikatnie.

- Zrozumienie dla niego również nadejdzie z czasem, a nawet sądzę, że już niedługo. Zagłębiamy się wszak w pogańskie tereny i na pewno nikt nie pozostanie w błogiej naiwności do końca życia. - spojrzał wprost w oczy Zygfryda - Chcę, abyś zrozumiał powagę tego zadania, które może innym wydawać się go pozbawionym. Pogańska kobieta będzie miała jakiekolwiek przynajmniej informacje o umiejscowieniu swych kompanów, o taktyce i terenie, mobilizacji. Wszystko to przyniosłoby wiele naszym siłom i oszczędziło niepotrzebnych strat.

Zygfryd zacisnął pięść w wyrazie determinacji i skinął głową Deotheriemu.

- Zrozumiałem już, że na Bożą pomoc, nawet w słusznej sprawie, trzeba zasłużyć. Mój ojciec zginął w walce z hordami plugawego Saladyna broniąc Ziemi Świętej. Gdyby nasi bracia w tej walce nie dawali się wciągać temu wężowi w zasadzki może uniknęliby klęski… Rozumiem więc, że sprawa jest ważna, choć chyba rozumiesz że uważam stawanie w boju za godniejsze.

- Twoje podejście jest godne pochwały, jednak w tym wypadku... niemożliwe do realizacji. - starszy rycerz zwolnił kroku, aż do momentu zatrzymania go - Zostałeś zrodzony ze szlachetnej krwi, Zygrfrydzie von Rohrbachu, a szlachetna krew znaczy coś więcej niż tylko utarty frazes. - przymknął delikatnie oczy - I to właśnie ta wrodzona ci wielkość winna przewodzić twym czynom, kierować twój oręż, gdy nadejdzie potrzeba, układać słowa by stały się ostrzejsze niż najlepsza stal, delikatniejsze niż aksamit okrywający gładkie ciało śpiącej niewiasty. Pozwól wrogom zaznać twojej siły krwi, a staną się twymi lojalnymi wasalami bez potrzeby rozlewu czerwieni płynącej w ich własnych żyłach.

Zygfryd również zatrzymał się, słowa starszego rycerza podobały mu się a jednocześnie brzmiały nieco dziwnie….

- Dziękuję Panie, pochlebiasz mi i mojemu rodowi, jestem dumny z czynów mych przodków, choć przecież my, krzyżowcy powinniśmy wystrzegać się pychy. - zastanawiał się jakiej próbie właśnie jest poddawany.

- Czyny potomków rzutują także na wspomnienie przodków i o tym musisz pamiętać. To, co właśnie powiedziałem niech będzie dla ciebie wskazówką. Niech pokaże ci drogę, jaką musisz podjąć, aby wygrać nadchodzącą bitwę, którą stoczysz sam z nieznanym ci przeciwnikiem, którego orężem nie zwalczysz... nie chcąc zostać katem, co ci nie zostało zapisane przez ród. - powaga Deotheriego była wręcz namacalna w jego słowach - Wykorzystaj więc to, co odróżnia dowódcę od piechura, króla od plebejusza. Zwykłego zabijakę od Krzyżowca, a ta cnota jest darem od Boga. - zacisnął w dłoni krzyżyk uwieszony szyi i wypowiedział kilka słów chwalących Niebiosa.

- Twoje słowa są mądre, postaram się nosić je w głowie i w sercu…- Panie nasz…- Zygfryd dołączył do modlitwy w powadze. Jeśli była to próba, to miał wrażenie że idzie mu dobrze.
 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-05-2018, 01:38   #4
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCCIX, obóz niedaleko granicy Litwy z Kurlandią
"Bóg pozna swoich, Zygfrydzie." rzekł do niego Deotheri, gdy pozostawiał go przed wejściem do budynku, jaki został przeznaczony w obozie na więzienie " I wspomoże tego, kto z odwagą stanie w bój w Jego imię."

A jednak myśl o czekającym go przesłuchaniu poganki nie jawiła mu się równie szczytna, co walka w gołym polu z szalonym wojownikiem pławiącym się w herezji. Widząc już kilka kroków przed sobą drzwi celi, w jakiej znajdowała się pojmana kobieta, zawahał się na moment, ale tylko na moment, gdy do jego uszu doszły zza tychże drzwi nerwowe słowa wzburzonej niewiasty, wykrzyczane w języku Rusinów.

- Ukhodi! Ukhodi verolomnyy! [Odejdź! Odejdź, bezwierny!]

Po chwili z celi wyszedł jeden z mężczyzn towarzyszących Kawalerom Mieczowym. Krwawiła mu dłoń, wyraźnie od silnego ugryzienia, w jego oczach zaś Zygfryd mógł zobaczyć złość pomieszaną z obrzydzeniem. Oba uczucia jednak zeszły z widoku, gdy ten zauważył rycerza. Gdy zaś usunął się Zygfrydowi z drogi, ten usłyszał jego ciche słowa:

- To diabeł, demon jakiś, wiedźma! Człowiek wodę przynosi, pomóc wedle rozkazów chce, a pogańska kobieta od niewiernych wyzywa! - pokręcił głową - Powiadomion zostałem, że rycerz przyjdzie przesłuchiwać, ale ostrzec muszę. Ona słowami duszę splugawić próbuje! - z szacunkiem skłonił głowę Zygfrydowi - Poczekam na zewnątrz, przeszkadzać nie będę w rycerskich sprawach, możny panie.

Nie było więcej słów. Zygfryd wszedł pewnym krokiem do celi, nie wiedząc czego może się spodziewać po tej pogance... a tym bardziej jak będzie wyglądało to całe przesłuchanie.

- Nie chcę was tu! - dobyły się ruskie słowa z drugiego końca celi tego drewnianego budynku - Odejdźże!



I wtedy zwrócił wzrok na przykutą łańcuchami młodą kobietę, której długie czarne włosy opadały w nieładzie na prostą, lnianą koszulę, zakrywającą kawałek szaroburej spódnicy poszarpanej przez gałęzie. Więźniarka drżała, może z zimna, może ze złości lub stresu, przeszywając Zygfryda wzrokiem pełnym nienawiści przeplatającej się ze strachem.



 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-05-2018, 01:50   #5
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

Zygfryd spojrzał przenikliwie na młodą i rzucającą się dziko kobietę. Nie wydawała mu się zagrożeniem. Starał się aby kobiety nie odgrywały w jego życiu zbyt wielkiej roli, w końcu uważał się za przeznaczonego do większych rzeczy, ale miewał z nimi do czynienia i wiedział, że im się podobał. Z tą tutaj może więcej zyska po dobroci…

- Witaj, jak masz na imię? Jestem Zygfryd von Rohrbach. Jestem tu, by ci pomóc - uśmiechnął się do kobiety. Jego ruski nie był bardzo dobry, lecz zrozumiały.

- Chce mi pomóc dziki niewierny? - parsknęła kobieta -Nie chcę rozmowy z kłamliwym bezbożnikiem, którego język pokryty jest jadem!

Zygfryd zmarszczył brwi, starając się nie okazywać irytacji, która ogarnęła go na bezczelne słowa poganki.
- Oceniasz mnie, którego wcale nie znasz. Jestem z rodu możnych rycerzy i nieustraszonych wojowników. Nie byłaś pewnie nigdy na naszych ziemiach, lecz wiedz, że tam kobiety otacza się szacunkiem i opieką, a nie pozostawia się na pastwę wroga.

- Jesteś z rodu morderców, to na pewno. - parsknęła poganka - A jeżeli waszych kobiet nie obchodzi ich los własnych dzieci, o który to walczą wraz z mężczyznami jako i ja... - skrzywiła się - ...to nie mają prawa otrzymywać żadnego szacunku, ty który niesiesz tylko ogień i krew, jakie okrywasz słodkim głosem.

Zygfryd zdał sobie sprawę, że ta poganka jest zatwardziała w swojej fałszywej wierze i bardzo ciężko będzie coś z niej wydobyć. Najchętniej wyszedłby, ale nie chciał zawieść Deotheriego.
- Boża prawda przyjdzie do każdego, Słowianie już ją przyjęli. Jak przyjmiecie ją dobrowolnie unikniecie ognia i krwi o której prawisz. Mogę cię rozkuć i kazać przynieść jadło i napitek jak nie będziesz próbować ucieczki.

- Mówicie o miłosierdziu, a dla tego miłosierdzia mordujecie innych? - spojrzała z jakimś zbolałym smutkiem - Rób co chcesz. Nie mam przecież jak uciekać.

Zygryd wymienił poważne spojrzenie z dziwną dziewczyną. Teraz zaczynał odczuwać wobec niej żal. Ale furia ją opuściła, więc chyba szło mu dobrze.
Rozkuł pogankę i kazał jej przynieść jakąś strawę i wodę.
- Rozumiem, że martwisz się o swoich bliskich, masz rodzinę, dzieci, rodzeństwo? Jak masz na imię? - Zapytał, przysiadając i opierając się o ścianę naprzeciwko niej. Nie sądził, żeby młoda matka była wysyłana na taki zwiad, lecz zwyczaje tych barbarzyńców już nieraz go zadziwiały.

- Nazywają mnie Svajone. - odparła kobieta rozmasowując sobie nadgarstki. Początkowo milczała, ale gdy to milczenie stawało się zbyt niezręczne, kobieta ucięła je szybko - A swoje dzieci jak nazwałeś?

Zygfryd odebrał od sługi porcję kaszy z mięsem i podał ją dziewczynie, miał nadzieję że była głodna. Założyła, że ma już dzieci... no tak, był chyba starszy od niej.
- Dzieci nie mam, nie taka jest droga rycerza zakonu - westchnął, wiadomo było, że niektórzy rycerze nie przestrzegali zakazu i brali kobiety, nie było to właściwe.
- Mój najstarszy brat, Karol, ma dwóch synów, jeden ma pięć wiosen a drugi 3, a żona Hermanna jest brzemienna - dodał poważnym głosem. Gilda zawsze mu się podobała, może gdyby nie obrał drogi rycerza zakonnego to on by ją poślubił, a nie Hermann…

- Nie mieć dzieci... to smuci bogów i duchy. - odparła kobieta wpatrzona w otrzymane jedzenie - Ale bezbożni jak wy... - nałożyła kaszy na drewnianą łyżkę, jaką z jedzeniem przyniesiono - ...nie słuchają duchów świata.

Zygryd zmarszczył brwi z irytacją. No cóż, nie można było wymagać od tej wychowanej w kłamstwie niewiasty, by znała Słowo Boże. Starał się więc być cierpliwym.
- Te “duchy świata” o których prawisz, my zwiemy diabłami i Szatanem. Jest tylko jeden Bóg. A ty masz dzieci? I zostawiłaś je same, idąc w bój? U nas matki strzegą swoich dziatek, a ich obrona należy do rycerzy, wojowników takich jak ja. - kontynuował.

Kobieta jadła niespiesznie patrząc Zygfrydowi w oczy, a dopiero gdy przełknęła odezwała się cichym, niesamowicie spokojnym acz lodowatym głosem.
- Miałam. Tacy jak ty - zmrużyła oczy - zabili moje dzieci.

Zygryd przełknął ślinę, zaskoczony słowami poganki. Wstał i przeszył Svajone spojrzeniem szeroko rozwartych oczu.

- Panie Broń, jak to możliwe!? Nie wierzę, aby moi bracia byli zdolni do zabijania małych dzieci, to musiał być wypadek...

Svajone przyglądała mu się dłuższą chwilę, po czym uśmiechnęła się krzywo.
- Prawda jest bolesna, czyż nie? - parsknęła - Nie jesteście tak czyści jak chcecie, ale nie słuchacie ni bogów, ni ludzi, więc trwaj w niezrozumieniu. Chyba, że przyszedłeś tu po naukę jaką mogą ci przekazać tacy jak ja? - pokręciła głową - Wątpię.

Zygryd oparł się o ścianę, zastanawiając się co teraz. Planował zaproponować tej kobiecie bezpieczeństwo rodziny w zamian za przekazanie informacji, ale w tej sytuacji? Zresztą niezależnie od misji, którą dostał od Deotheriego, był naprawdę wstrząśnięty informacjami Svajone.
- Nie wierzę ci! - Zawołał z pasją po chwili oszołomienia, zaciskając pięść.
- Powiedz kto to zrobił, mogę zbadać sprawę i doprowadzić do ukarania winnych!

- Czyżby? - odparła z brakiem przekonania - Czy masz władzę, aby to zrobić? Nie znam imion, nie pytałam jak napadli nasze domy, robiąc wszystko w imię wiary. Jeżeli jesteś przekonany, iż ci się uda... próbuj sam zasmakować prawdy, niewinny wojowniku.

- Nie jestem nikim w zakonie, mój stryj jest mistrzem... - odpowiedział Zygfryd, choć jego ton był bardziej zagubiony niż pełen przekonania.
- Jak dawno był ten atak i gdzie? - Postaram się to zbadać.

- Co za różnica? Działo się to nie dawniej jak kilka nowi temu, jak przeszli przez niedalekie tereny, gdzie Litwini żyją. O nazwy nie pytaj, wartości nie mają. - patrzyła uparcie na Zygfryda - ...ale jeżeli całą wiarę w swój stan pokładasz w innym... to wodzem co ma posłuch nie jesteś. I być nie będziesz. - odwróciła spojrzenie, jakby skończyła się jej chęć patrzenia na rycerza - Odejdź.

Zygfryd spuścił wzrok, poczuł się zawstydzony słowami kobiety. Głupio też mu było wracać do Deotheriego z niczym.

- Tak, chyba odejdę... chyba, że powiesz mi coś o tym co planują twoi krajanie. I tak wygramy tę wojnę, ale im szybciej to się stanie, tym mniej niewinnych zginie…

- Powiem ci tylko jedno. - parsknęła kobieta zerkając z ukosa - Nigdy nie pokonacie duchów, jak i ich władców, którzy chronią co ich - a ich są tereny jakie chcecie zagarnąć. Wynoście się lepiej, jak i ty niewinny wojowniku, nim cię duchy znajdą. - ponownie odwróciła wzrok i uniosła głos ostatni raz, nim zamilkła - Won!

Zygfryd wycofał się bez słowa, nie czuł się na siłach spierać się z tą poganką po tym co od niej usłyszał. Czuł się zagubiony i w pewnym sensie... pokonany przez tę kobietę. Czy mówiła prawdę o śmierci swoich dzieci? Powinien sprawdzić te informacje. Skierował się d Deotheriego w celu zdania raportu.

***

- Nie mam dobrych wieści, ta pogańska niewiasta jest zatwardziała w nienawiści i w swej fałszywej wierze. Wierzy w zabobony, że ich bożkowie i jakieś duchy nas powstrzymają. Planowałem zaoferować opiekę dla jej rodziny za pomoc, lecz ona twierdzi, że jej dzieci zostały zamordowane przez rycerzy naszego zakonu, kilka dni temu. - Spojrzał Deotheriemu w oczy. - Może moglibyśmy to sprawdzić, hańbą jest, aby w naszych szeregach służyli mordercy dzieci.
 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-05-2018, 02:05   #6
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCCIX, obóz niedaleko granicy Litwy z Kurlandią


- Musisz przyznać Zygfrydzie. Te lasy mogą wzbudzić w człowieku przestrach.

Młody Rohrbach rozumiał, że odpowiedź nie była po nim spodziewana, dlatego też zachował milczenie, skupiając swe zmysły na obserwacji nocnej puszczy chylącej czoła jesieni, na której skraju się znajdował z towarzyszem. Właśnie przez nią Kawalerowie Mieczowi mieli się już następnej nocy przeprawić, zmierzając w swym pierwszym, nieśmiałym dość, natarciu na ziemię Kurów, od których odgradzała ich ta naturalna przeszkoda... ale jaką przeszkodą mogły być drzewa i krzewy dla niosących słowo Chrystusa, mającym w zamyśle wyplenienie pogaństwa poprzez ukazanie drogi odkupienia?

- Są tacy, co twierdzą jakoby szepty do nich dochodziły spośród drzew, gdy drzewo zbierali. Głupi oni! Sami sobie roją takie historyjki, to później zbyt zmęczeni odpowiednio obozu doglądać!

Sama atmosfera tego miejsca zdawała się wpływać niekorzystnie na prostych ludzi towarzyszących Kawalerom Mieczowym, jakich zadania były zazwyczaj poniżej uwagi rycerzy... a nawet ich giermków. Chociaż obóz znajdował się w wystarczającej odległości od linii drzew, to najwyraźniej wciąż został założony zbyt blisko, wedle tych strwożonych, płochych dusz. Zygfryda jednak, jako i jego braci, nie martwiło to zanadto. Na ich barkach wszak leżał trud planowania jutrzejszej przeprawy. Raporty doniosły o odwrocie zwiadów pogan, którzy musieli zrezygnować z dalszej obserwacji, gdy kobieta została pochwycona.

Tchórzliwe karykatury nabożnego człowieka.

Ale czego innego można było się spodziewać?

- A może oni po prostu strwożeni nieznanym sobie nie chcą iść dalej? Woleliby porzucić swe obowiązki, do których zostali zaprzysiężeni i pozostawić rycerską brać samym sobie?

Zygfryd z ulgą mógł przyjąć brak potwierdzenia słów poganki o rzekomym morderstwie poczynionym na jej rodzinie, jakiego mieli się dopuścić jego bracia broni. Nic nie wskazywało, aby Svajone mówiła prawdę, choć nastawało także pytanie - czy była kłamstwa świadoma. Wszak niewieści rozum mógł doznać krzywdy wraz ze śmiercią jej dzieci i podnieść niesłuszne oskarżenie przeciw niewinnym.

Tylko czy to ją rozgrzeszało?

Zygfrydowi towarzyszył rycerz z rodu Leiningen, który przede dniami wrażał swoją naiwną wiarę w dobrowolne poddanie się pogan w obliczu Bożej łaski. Młody von Rohrbach mógł zobaczyć w nim zaprzeczenie pesymistycznego podejścia Deotheriego. Delikatnolicy mężczyzna, jaki pewnie nigdy broni do walki nie uniósł, wciąż miał spojrzenie pełne młodzieńczej pasji i optymizmu. Mimo że nie w smak było Zygfrydowi spojrzenie dowódcy, to nawet według niego Reimund von Leiningen cechował się niezdrową ufnością... albo wręcz naiwnością.

Ale jak długo przetrwa ta naiwność?


Monolog Reimunda został przerwany bez ostrzeżenia, gdy zza gęstych krzewów porastających dróżkę w kierunku do środka lasu, doszedł ich odgłos łamanych gałązek i kruszonych liści poprzez ciężar, jaki powodował biegnący...

...jeden z braci przeprowadzających zwiad, który kierowany jakimś obłędem wypadł spomiędzy krat roślinności raniąc twarz i dłonie o gałęzie.

- DIABEŁ! DIABEŁ! BOŻE CHROŃ! JEZUSIE NAZARETAŃSKI! LITOŚCI!

Krzyczący mężczyzna pozbawion był jakiejkolwiek broni, a świeża krew oblepiająca mu policzek, skrzyła się także plamami na poszarpanej niby pazurami zwiadowczemu skórzanemu pancerzowi. Nie zważał na obecność rycerzy, jakby ich nie zauważając. Z całej człowieczej siły próbował stanąć na nogach, ale jedynie opadł na ściółkę, drapiąc ją desperacko paznokciami. Chcąc biec dalej, w kierunku obozu.



 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-05-2018, 02:17   #7
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

Zygfryd wpatrywał się w ogarniętego obłędem rycerza ze zgrozą. Nagle przypomniały mu się niepokojące słowa Svajone o duchach broniących tych ziem, które starał się uznać za majaczenia oszalałej kobiety. Przełknął ślinę i zaczął modlić się w myślach, co sprawiło, że znowu mógł działać.

- Uspokój się Bracie, jesteś rycerzem zakonu, oddałeś swój żywot walce za Bożą sprawą! - Podszedł do ogarniętego bezrozumnym strachem człowieka, uderzył go w policzek dla otrzeźwienia i próbował postawić na nogi - Pomożemy ci dotrzeć do obozu, co ci się stało?

Mężczyzna zwrócił oczy pełne obłędu na Zygfryda i łapiąc go silnie za ramiona odpowiedział histerycznie:
- Diabeł, Antychryst na tych ziemiach żyje! Piekło tu ma zamiar sprowadzić, ogniem i krwią kropi ziemię!

- Nie ma tu żadnego diabła, któremu nasze miecze i krzyże nie mogłyby sprostać, sztuczki tych pogan zmąciły ci umysł! - Odparł Zygfryd z nutą gniewu, którym zagłuszał niepokój.
- Pomóż mi, musimy dostarczyć tego nieszczęśnika do obozu - zwrócił się do towarzyszącego mu młodzieńca.

- Nie widziałeś tego, nie wiesz! - mężczyzna spojrzał w niebo, a puszczając ramiona Zygfryda, padł na kolana wyciągając dłonie ku chmurom - Panie! Odegnaj od nas tego Szatana! - spojrzał na górującego nad nim Zygfryda.
- Pozabijał wszystkich, cały oddział zwiadowczy... - drżący głos przepełniony był strachem - ...zalał ziemię rzeką krwi...

- Pozabijał oddział, sam jeden? Ilu was było? -Spytał się Zygfryd z niedowierzaniem. Westchnął, tego nieszczęśnika trzeba było przesłuchać jak dojdzie do siebie.
- Jesteś ranny, chodź z nami do obozu. Pan Cię nie opuścił, żyjesz…

- Ziemia nasiąkła ich krwią... - wyszeptał mężczyzna, wpatrzony teraz w stronę, z której przybiegł - Ich krwią... Ich wszystkich... Dwóch... - słowa zaczęły przypominać mamrotanie - Krew braci ma ziemia... - wziął głębszy oddech i dodał, spojrzawszy na Zygfryda tym rozbieganym spojrzeniem, wciąż zdającym się szukać zagrożenia - Ja nie jestem ranny. - uniósł dłoń umazaną krwistymi smugami zmieszanymi z ziemią - ...to nie moja posoka...

Zygfryd wzdrygnął się, wciąż czująć zgrozę.
- Nie twoja krew, to dlaczego tyle jej jest na tobie? Mów z sensem bracie, daleko was zaatakowali? Musimy zdać raport, ostrzec pozostałych. - Przez chwilę zastanawiał się, czy miałby jakieś szanse przeciwko wrogom, którzy rozbili patrol tego nieszczęśnika….

- Ta krew... Braterska jest... - złapał Zygfryda za nogi, niczym błagalnik szukający rozgrzeszenia - Ten diabeł... Ten demon pogański i jego słudzy... - zadrżał mu głos jakby był małym dzieckiem nie zaś mężczyzną - ...chciał bym patrzył, bym widział... bym przyniósł wieść o jego czynach i woli... - łzy popłynęły po zakrwawionym policzku - Bym przyniósł ich krew jako świadectwo...

- Krew...braterska? - Zygfryd popatrzył na oszalałego rycerza ze zgrozą, sprawdził też czy ten miał broń, jeżeli miał należało mu ją odebrać. - Cóż uczyniłeś Bracie? Jak ci na imię? Módl się do Pana o łaskę i chodź z nami do obozu, tam Zakon ci pomoże. - Spojrzał na towarzyszącego mu młodego rycerza, oczekując od niego pomocy z doprowadzeniem szaleńca do obozu.

Mężczyzna jednak nie miał przy sobie żadnej broni, choć mieć musiał idąc z innymi na patrol.
- Krew braterska... rycerzy Chrystusa... - wsparł czoło na nogach Zygfryda - Krew braci jest świadectwem... ich męki... jaką diabeł na nich sprowadził... a ja tylko patrzyłem... - następne słowa rycerza, który nawet swego imienia nie podał, były niezrozumiałym zlepkiem sylab, nie zaś mową człowieczą.

Reimund przez cały ten czas patrzył ze zgrozą na mężczyznę zakrwawionego nie swoją krwią. Zygfryd mógł zobaczyć rosnące niedowierzanie i strach w oczach młodego rycerza, który musiał nigdy wcześniej podobnego szaleństwa nie doświadczyć. Zorientował się jednak po chwili, że Zygfryd na niego spogląda oczekując działania, więc strząsnął z siebie szok i powol, niby do dzikiego zwierzęcia, zbliżył się bardziej do mężczyzny uczepionego nóg Zygfryda.
- On jest śmiertelnie przerażony... - szepnął do Zygfryda, próbując zabrać od niego zwiadowcę, który kurczowo trzymał się nóg Rohrbacha.

Zygfryd zacisnął pięść, sfrustrowany i nieco przestraszony całą dziwaczną sytuacją.
- Wybacz bracie - rzekł, po czym uderzył go w głowę płazem miecza, tak by ogłuszyć nieszczęśnika. Obłąkany mężczyzna opadł na ziemię niczym szmaciana lalka, puszczając wolno Zygfryda.
- Nie wiem co za diabelstwo napotkał, w obozie będzie łatwiej go przesłuchać. Pomóż mi go przenieść. - zwrócił się do Reimunda.

- Dobrze prawisz. - odparł cicho Reimund, patrząc na powalonego spojrzeniem wyrażającym głęboką obawę - Niech też nasz dowódca go zobaczy, dowie się faktów z naszych ust... - rycerz podniósł wraz z Rohrbachem nieprzytomnego, trzymając go pod jedną rękę. Nie rzekł nic więcej, ale Zygfryd widział jak niespokojnie on rozgląda się po otoczeniu, gdy szli w stronę obozu.

***

Powrót całej trójki spowodował niemałe pobudzenie w obozie. Sami rycerze mogli zachowywać pozorny spokój, ale rozbudzeni giermkowie oraz reszta towarzyszących im ludzi... nie była tak opanowana. Chcieli wiedzieć co się dzieje, gdy Zygfryd wraz z Reimundem wprowadzili nieprzytomnego, którego pokrywała krew. Nie sprowadziło to pojawienie się więcej poruszenia, mimo że nieprzytomny ocknął się w półświadomość nim zdołali rozprawić się z jego umiejscowieniem. Ich skąpe wyjaśnienia rozeszły się pędem w skąpanym w nocy obozie... w którym niestety za dużo osób się zbudziło na ich przybycie.

Obłąkany mężczyzna został zabrany przez Braci do namiotu, służącego za szpital polowy, zaś starszy rycerz poprowadził Rohrbacha oraz Leiningena prędko w stronę więziennego budyneczku, nie wyjaśniając czemu właśnie tam mają spotkać Deotheriego poruszonego tym, co zdołano mu przekazać...

...ale zaraz po wejściu Zygfryd mógł zrozumieć dlaczego właśnie tutaj znajdował się ich dowódca, gdy jego oczom ukazał się Deotheri stojący obok celi Svajone.

Starszy rycerz wraz ze strażnikiem tego więzienia pozostawili przybyłych sam na sam z dowódcą, który jedynie spojrzał po dwójce, szczególnie skupiając spojrzenie na Zygfrydzie; wyraźnie oczekując wyjaśnień.

Zygfryd był zdziwiony, że akurat tutaj zastali Deotheriego, czyżby dowódca sam zdecydował się przesłuchać więźniarkę? Z niepokojem spojrzał na lokatorkę celi, przypominając sobie jej słowa groźby…
Szybko przypomniał sobie jednak przed kim stoi i skinął głową Deotheriemu z szacunkiem.

- Znaleźliśmy podczas zwiadu jednego z braci, nie wydawał się być szczególnie ranny jednak jego słowa i zachowanie były przepełnione szaleństwem i zgrozą. Nie był w stanie wyjaśnić składnie co go spotkało, bełkotał jeno o jakieś diabelskiej istocie, która zabiła jego dwóch towarzyszy i pozwoliła mu odejść naznaczonemu ich krwią. Ponieważ nie dało się z nim porozumieć ogłuszyliśmy go i sprowadziliśmy tutaj, gdzie łatwiej będzie mu pomóc i go przesłuchać.

- Diabelska istota? - Deotheri zmarszczył brwi - Mówił czemu ta... istota... puściła go wolno? Czemu akurat jego? - dowódca spojrzał po obu rycerzach, ale Rohrbach miał wrażenie, iż pytanie skierowane zostało do niego.

- Jego bełkot zmąconego umysłu był trudny do zrozumienia, ale mogło chodzić o zasianie strachu pośród nas… - odparł Zygfryd.

- Gdzie on teraz został zaprowadzony? - zapytał Deotheri wprost.

- Jest w namiocie szpitalnym, jak dojdzie do siebie może będzie w stanie więcej powiedzieć. Wraz ze świtem często przychodzi nadzieja i złe moce umykają z serc i umysłów.

Gdy tylko umilkły ostatnie słowa Zygfryda, zza drzwi celi Svajone dobiegł dźwięk, który młody Rohrbach umiał określić tylko jako "śmiech"...
...w jakiejś wypaczonej, chorej postaci.

- Nie posłuchałeś niewinny wojowniku! - słowa uwięzionej dotarły do mężczyzn - Duchy was znalazły, a one są oczami pana tych ziem, intruzi! Za późno na ucieczkę... - ton kobiety obleczony był jakimś strachem - ...bo kiedy wejdziecie w te ziemie... on was dopadnie. - następne słowa natomiast wyrażały zrezygnowanie, ale też jednocześnie wyraźnie słyszalna była w nich jakaś okrutna radość - ...wyczekuje pory...

Deotheri stał nieruchomo, nie poruszywszy się nim nie przebrzmiały słowa Svajone, jakich miejsce zajęło ledwo słyszalne pochlipywanie.
- Idźcie już. - pozbawiony emocji głos dowódcy przeciął ciszę. Zygfryd od razu zrozumiał, iż wypowiedziany rozkaz nie podlega dyskusji, a i Deotheri się jej nie spodziewał...
...ale w końcu czemu rycerze pod jego dowództwem mieliby podnosić sprzeciw, prawda?

***

Roztrzęsiony Zygfryd pomodlił się w namiocie do Michała Archanioła, prosząc wodza zastępów niebieskich o wsparcie i ochronę przez sługami Szatana. Pomyślał o spokoju i niewzruszeniu Deotheriego, który były dla wszystkich braci oparciem, dobrze było brać z niego przykład. Gdy się uspokoił poczuł się bardzo zmęczony i ogarnął go sen.

***

Świtem przez obóz przetoczyły się rozkazy zmieniające wcześniej przyjęte plany na oczekiwanie.

Rozkazano przygotowanie do wyruszenia tego wieczora ku Kurlandii.
 
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-07-2018, 14:55   #8
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCCIX, puszcza na granicy Litwy z Kurlandią
Cisza towarzysząca przeprawie Kawalerów Mieczowych przez knieje tworzącą naturalną granicę Litwy z ziemiami Kurów, zdawała się wisieć nad oddziałami niczym preludium do nadchodzącego gniewu sił niezmierzonych ludzkim rozumiem. Zygfryd próbował wmówić sobie, iż to uczucie jest tak naprawdę stworzone przez prawie magiczną naturę miejsca, którego nie znali, a ciemność nocy jedynie potęgowała niepokój. Chciał z całej siły wierzyć, że owe siły pochodzą od Jedynego Boga, nie zaś fałszywych bożków pogańskich, za którymi czają się co najwyżej diabelskie moce.

Chciał w to wierzyć.
Tak bardzo chciał.
Jak i pewnie każdy.


Czemu więc wciąż czuł ten lodowaty uścisk w gardle, dlaczego szpony lodu mroziły mu serce?

Rozkaz Deotheriego z jednej strony wydawał się nieprzemyślany. Wszakże czemu mieli podróżować po zachodzie słońca, gdy nieznany im teren spowity będzie w mroku? Z drugiej strony nikt nie przeciwstawił się dowódcy, więc i jak miał wątpić Zygfryd w ocenę Deotheriego? Żaden z o wiele bardziej doświadczonych rycerzy nie podniósł sprzeciwu czy obiekcji, zaś sam von der Recke nawet spojrzeniem nie rzucił na swe słowa wrażenia, jakoby były one fałszywe czy nieprzemyślane. Dla każdego było jasne, że dowódca jest całkowicie pewien swojej decyzji i choć mówił o zagrożeniach jakie może sprowadzić szalony zamysł pogan, swoją twardą postawą rozpalał odwagę w rycerzach.

Wyprawa Kawalerów Mieczowych na ziemię Kurów, będąca wyprawą mającą rozpoznać tereny wroga, została podzielona na trzy, aby w ten sposób łatwiej móc przeprawić się przez puszczę. Rozdzielenie osób dokonano wedle wytycznych Deotheriego, który działał jakimś niezrozumiałym Zygfrydowi planem.
Sam Zygfryd został przydzielony do grupy, która towarzyszyła samemu dowódcy...

...i Rohrbach z jakiegoś powodu nie był w tym momencie pewien, czy to wywyższenie to łaska...
...czy może przekleństwo.

[media]https://rank.cd-cdn.com/image/upload/c_limit,a_exif/rankingshare-90043260e30311e694160646e07996f31d05ffc31f2d12a033 .jpg[/media]

Puszcza nie wydawała się być aż tak rozległa na mapach, które oglądał Zygfryd. Dopiero będąc na jej terenach, młody rycerz zrozumiał, iż myliłby się ten, kto posiadałby wyobrażenie podróży tylko poprzez to, co zostało uwiecznione na pergaminie.
Na pewno też tusz nie mógł przenieść ze sobą atmosfery miejsca.

Młody rycerz nie przyznałby się oczywiście nikomu do tego uczucia, ale ciemność oplatająca puszczę, ciche szmery i szumy drzew oraz dźwięki zbudzonego z letargu nocnego życia, wzbudzały w nim nieokreślony instynktowny przestrach przed... nieznanym?
Żaden z braci nasłuchujących i wypatrujących zagrożenia skrytego w gęstwinie, którzy kroczyli w milczeniu, nie mógłby określić źródła tego kiełkującego w nich strachu. Zygfryd widział niepokój malujący się na twarzach tych, których żaden strach nie zdejmie w końcu - a na pewno nie pokona ich trwoga przed malowanymi diabłami pogan.
A zrozumienie, że i on musi być nieustraszony, chyba najbardziej martwiło Rohrbacha. Nie mógł mu ulec.

Zdjęty szaleństwem brat musiał zostać przypisany pod opiekę innej grupie, bo jego obecności nie uświadczył młodzian. Co zaś tyczyło się Svajone - wbrew przewidywaniom części, nie została ona wysłana przed boskie oblicze, mimo swej upartości w trzymaniu się fałszywej wiary oraz opluwaniu klątwami świętych i rycerzy. Z niezrozumiałego powodu Deotheri postanowił poczekać z wyrokiem na czas przedostania się na ziemie Kurów. Może wynikało to z żywionej nadziei na wyciągnięcie z niej reszty wiedzy o terenach?
Jaka nie byłaby prawda, początkowo Svajone zdawała się jakby trwać w jakim transie, idąc bez jednego wrogiego słowa czy nawet gestu, prowadzona przez żołnierza towarzyszącego od początku Kawalerom Mieczowym, trwającego najwyraźniej na usługach samego dowódcy. Kobieta miała skrępowane sznurem ręce i choć nie była ciągnięta na ścisłej uwięzi, Zygfryd rozumiał, iż i tak nie było możliwości, aby uciekła.
Dopiero, gdy zaszli głębiej w puszczę, poganka wyraźnie zaczynała odzyskiwać zmysły, jednak nie wyglądało na to, żeby była pierwsza do wszczynania buntu czy nawet krzyków.

Początkowo...



Na początku nic nie wzbudziło większego niepokoju niż już obecny. Lekki wiaterek poruszał liśćmi drzew wywołując przy tym nieznaczny szum, który wszak towarzyszył rycerzom cały czas. Zygfryd nawet widział delikatne poruszenie listowia roślin przy ziemi, jednak prócz efektów działania natury nic niesamowitego nie miało miejsca.

Do momentu gdy Rohrbach zrozumiał, że nie czuje na twarzy żadnego podmuchu wiatru.

Całkowita cisza została zaburzona. Nie był to nagły atak. Na wstępie usłyszeli jedynie jakby głośniejszy szum. Dopiero po chwili, gdy ich uszy przyzwyczaiły się już do odgłosu, zaczęli w nim rozróżniać dźwięki, jakie należeć nie mogły do dźwięków nieożywionej siły przyrody. Zygfryd miał nieodparte wrażenie, że szum jest tak naprawdę szeptem wielu głosów, a wręcz czasem wydawało mu się, iż jest w stanie rozróżnić nawet całe słowa, nie pochodzące jednak z żadnego ze znanych mu języków.

Ale prawdziwy strach zdjął Rohrbacha dopiero w momencie, gdy wokół rycerzy zaczęły przemieszczać się ulotne istnienia, delikatne niczym puch wierzb, wirując między nimi, zataczając kręgi wokół sylwetek...

...szeptem wyśpiewując niezrozumiałą pieśń...


- Przybył... - wydusiła z siebie Svajone, padając na kolana nieopodal Zygfryda - ...intruzi na jego ziemiach...

Deotheri obrócił się powoli z jakąś irytacją patrząc na kłębiące się nienazwane byty. Spojrzał po swoich podkomendnych wyraźnie mając zamiar wydać rozkaz, ale przerwał zamiar zobaczywszy spojrzenie Svajone wbite w obraz za nim i zanim zdążył odwrócić się w tamtą stronę, kobieta padła czołem do ziemi w jakimś błagalnym geście.
Zygfryda zaś doszedł przerażony szloch niewiasty.

Rohrbach zobaczył jak Deotheri zastygł skupiając się całkowicie na malującej się w oddali sylwetce mężczyzny, obserwującego z odległości ich zgromadzenie.

[media]https://i.gr-assets.com/images/S/compressed.photo.goodreads.com/hostedimages/1516301680i/24890966.jpg[/media]

Młodemu rycerzowi wydawało się, iż usłyszał ze strony dowódcy cichy syk, niczym odgłos dzikiego zwierzęcia, ale prócz dźwięku zagrożenie nie nastało. Miast tego von der Recke, swoim pewnym głosem nie cierpiącym sprzeciwu, wydał rozkaz wypowiedziany z jakąś tłumioną złością.
- Trzymać się z dala, pilnować tyłów. Zajmę się przywódcą tego obłąkanego pogaństwa.

Nie czekał dłużej na reakcję, tylko obnażywszy miecz ruszył żywszym krokiem w stronę oczekującego nieznajomego, zabierając ze sobą tylko dwóch, w tym owego żołnierza, pozostawiając na tyłach grupę pewnie kilkunastu, w tym z dziesięciu rycerzy, wraz z Zygfrydem.

Nie minęło wiele uderzeń serca, gdy cofających się rycerzy doszło charczenie dzikich bestii, które tym razem nie pochodziło znikąd. Oczom wszystkich ukazały się wszak trzy wilcze bestie, wzrostem prawie dorównujące Zygfrydowi, jakich aparycja wydawałaby się pochodzić z zaniedbania, a jednak...
...nikt nie mógł tych wyraźnie wygłodniałych potworów nazwać boskim tworem.

Deotheri nie obdarzył rycerzy ni spojrzeniem, krocząc uparcie ku swemu konfliktowi, pozostawiając innych z ich walką, która mogła nadciągnąć w każdej chwili, gdy tylko bestie na nich się rzucą, znudzone krążeniem, w jakimś niezrozumiałym zamiarze osaczenia mężczyzn.

Svajone będąca opodal Zygfryda nie zaprzestała płakać ani nie wstała z klęczek, mimo bezsensu tego braku reakcji.




 
__________________
How the birds can sing a tuneless song?
How can they stay in the sky?
Maybe they’re just screaming
Maybe it’s not music and it’s all a lie

Ostatnio edytowane przez Zell : 01-07-2018 o 15:14.
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-09-2018, 23:23   #9
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 14273 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Niepokój, który próbował, podobnie jak inni, wyplenić z siebie, powrócił teraz, zamieniając się w rwącą serce grozę. To już nie były bajki pogańskiej dziewki, które można było wyśmiać, ani nawet majaczenia jednego oszalałego brata. Tym razem Zygryd musiał uwierzyć własnym oczom jeżeli nie chciał uznać że i jego dotknęło szaleństwo.

Czy to te potwory, przypominające jakieś szatańskie połączenie ludzi z wilkami, były tym które napadły na patrol jego braci, czy przed nimi ostrzegała Swajone.... poganka, którą nie wiedzieć czemu von der Recke pozostawił przy życiu pogrążyła się w bezrozumnym łkaniu, a przecież może teraz jej wiedza mogłaby im pomóc. Rohrbach, szukając nadziei w tej przerażającej sytuacji, spojrzał w kierunku ich dowódcy, który oddalił się w stronę tajemniczej postaci, czy jego celem było wywabienie tego demona? Młody rycerz miał nadzieję, że za niewzruszonym spokojem Deotheriego krył się plan, który może ich ocalić w obliczu tych bestii z piekła rodem.

Całą siłą woli próbował opanować drżenie rąk, modląc się do Matki Bożej i Świętego Michała Archanioła, pogromcy diabła. Nie słyszał, aby krzyżowcy w ziemi świętej mierzyli się z czymś takim, choć mówiono, że u boku pogan walczyły demony.... w każdym razie była to godzina próby.

-Nie dajcie się zawładnąć lękowi, te diabły nie pokonają nas, jeżeli mamy w sercu Pana! Szatan i pogańskie sztuczki nie pokonają prawdziwych obrońców wiary! - Mocno trzymając się spłoszonego konia, wjechał przed pozostałych rycerzy i wzniósł miecz do góry, starając się emanować pewnością siebie jak der Recke, choć cały czas walczył z przerażeniem.

-Zacieśnić szyk i wyciągnąć włócznie i lance, jak się nas rzucą, to je na nie nadziejemy. I módlmy się! - Spojrzał na podchodzące bliżej stwory, a potem na zatopioną w szlochach Swajone. Podjechał do niej i mocno potrząsnął za ramię.
-Chodź do nas, bo zginiesz tam sama, wiesz czy te potwory można zranić stalą?
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 04-09-2018 o 23:30.
Lord Melkor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-09-2018, 17:24   #10
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5117 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCIXII, Puszcza na granicy Litwy z Kurlandią
- Rycerze ustawili się w pozycji obronnej. Posłuchali słów Zygfryda, choć nie był on najstarszym z nich. Młody Rohrbach mógłby się nad tym zastanowić gdyby jego instynkt skupiony na zagrożeniu dawał mu chwilę na nieważne rozważania w sytuacji życia i śmierci.




Bestie obchodziły osaczonych niczym pachnącą świeżą krwią zwierzynę. Gdy młody rycerz spojrzał w ich oczy dostrzegł zatrważający obraz, któremu nie mógł dorównać żaden bitewny zamysł, żadna wściekłość wroga. To ujrzał w tych kreaturach było bezmyślne, nieukierunkowane, nie do ogarnięcia przez pobożny umysł wojowników jakimi byli Kawalerowie Mieczowi.

Nagłe słowa Zygfryda wyrwały pogankę z tej litanii przerażonego serca Svajone. Wciąż skrępowana kobieta uniosła spojrzenie na górującego nad nią na koniu Rohrbacha.

- One... Nie odczują bólu od stali, choć krwawią... - głos Svajone łamał się przy każdej sylabie.

Poganka uniosła się z ziemi, stając o własnych z jakąś niezrozumiałą dumą pokonanego. Zygfryd czuł jej przenikliwe spojrzenie i przez ledwie ulotny moment wydawało mu się jakoby te oczy przeszywały jego duszę na wskroś.

- Nie odczują strachu... Nie przed wami.

Kobieta uniosła związane dłonie ku Zygfrydowi oczekując ich rozpętania... a tenże uczyniony gest jawił się wręcz bliźniaczy gestom czynionym podczas modłów przez błagalników.
Tym razem jednak nie były te błagania skierowane ku Jedynemu...

- Nigdy przed nikim innym prócz przed swoimi panami... - szepnęła kobieta zaś Zygrfyd poczuł ukłucie pychy tuż przy sercu.
Był dla niej Bogiem.

I wtedy nastąpił atak, którego dzikość wzięła z zaskoczenia nawet najbardziej doświadczonych z rycerzy. Zdeformowane kreatury o ciałach przypominających szatański wilczy pomiot rzuciły się bez obawy wprost na rycerzy. Nie robiły sobie nic z ostrzy stojących na drogach do ich rycerskiej zwierzyny. Co najbardziej przerażające - nie każdy kontratak spotykał się z przebiciem przez pozornie miękkie mięso, a odbijał się od niej niczym od utwardzonej zbroi ze skóry.
Zaskoczonych rycerzy w pierwszej chwili uratował ich własny pancerz, niestety bestie nie odpuszczały ataku.

Nim Rohrbach dołączył do walki, jego spojrzenie przykuło świetlistą sylwetę obok drzew po lewej. Zauważył także, iż te ulotne byty zaczęły gromadzić się wokół otulonej mglistą powłoczką osoby niczym owady uciekające w kierunku światła...



Tylko do tej chwili w powietrzu nie odczuwał wilgoci, więc ta mgła...

Koń wierzgnął zrzucając nieprzygotowanego Zygfryda ze swojego grzbietu, gdy jedna z wilczych kreatur znalazła się za blisko. Spłoszone zwierze uderzało kopytami w ziemię nieopodal powalonego Zygrfryda, którego niepełne uzbrojenie obciążało dodatkowo.



 
__________________
How the birds can sing a tuneless song?
How can they stay in the sky?
Maybe they’re just screaming
Maybe it’s not music and it’s all a lie

Ostatnio edytowane przez Zell : 21-09-2018 o 17:47.
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166