Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Świat Mroku Czy wiodłeś przykładny żywot? Czy grzechem zbrodni okryłeś istnienie swe? Na próżno! Życie ci skradli, wpisali Cię do przeklętych ksiąg, chyba... że pogrążysz się w mrok! Niech ciemność – matka zbłąkanych dusz - utuli Cię. Poczuj ból egzystencji i powstań z popiołów jako Nocy Dziecię.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-09-2018, 10:42   #1
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 18619 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
[W:MW] O tempora, o mores!

O tempora, o mores!

[MEDIA]https://gifer.com/i/NoHg.gif[/MEDIA]

Kap... kap... kap...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny

Krew powoli skapywała na usta wyschniętej na wiór mumii.

Kap... kap... kap...

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

Lothar poczuł, jak jego świadomość przebudza się z letargu. Vitae. Słodka vitae. Tak pyszna, tak cudowna, że jej słodycz była niczym najgorsza z tortur. Pragnęło się jej tylko więcej i więcej... Lecz nigdy nie dało się nią nasycić w pełni. Potworna kochanka.

[MEDIA]https://media.giphy.com/media/JeqI16H17tYwE/giphy.gif[/MEDIA]

Kap... kap... kap...

I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Gdyby tylko w wysuszonych członkach znajdowały się jakieś pokłady sił, Lothar spożytkowałby je wszystkie, by złapać źródło vitae i przyssać się do niego. Niestety, wszelkie moce opuściły go dawno temu. Jak dawno? Nie wiedział. Spróbował się poruszyć, lecz wciąż był za słaby.

Kap... kap... kap...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Skupił się na tym, by rozewrzeć przyprószone grubą warstwą kurzu powieki. Nie było to łatwe. Na szczęście w miejscu, gdzie rycerz się znajdował, panował półmrok. Lothar podejrzewał, że gdyby teraz w jego twarz uderzył snop światła, pewnie by oślepł.

Kap... kap... kap...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Przez na wpół jeszcze przymknięte powieki wampir spróbował spojrzeć na postać, która go karmiła, lecz jego twarz była lekko odchylona w bok, toteż widział nad sobą jedynie cień pochylającej się sylwetki człowieczej. Znów spróbował się poruszyć i tym razem udało mu się drgnąć. Krew przestała skapywać do ust Lothara. Nie! Tylko nie to! Chciał coś powiedzieć, krzyknąć, lecz zasuszone ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. Zobaczył jak postać przesuwać się w bok. Teraz też dostrzegł, że miała na sobie długą opończę i kaptur. Była raczej niewysoka. Może kobieta? Nie umiał tego stwierdzić. Postać znów wysunęła przed siebie zakrwawiony nadgarstek, pozwalając posoce skapywać na usta leżącej obok mumii.

Kap... kap... kap...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.


Ta drgnęła po kilku kroplach, lecz również była za słaba, by uczynić początkowo coś więcej. Lothar też nie rozpoznawał jej od razu. Wysuszona skóra niczym źle nałożona tkanina przylegała do kości. Dodatkowo pokrywała ją gruba warstwa kurzu, pajęczyn oraz czegoś, co mogło być pozostałościami po włosach. Ubranie, które mumia miała na sobie wydawało się tak stare, jakby lada moment miało się rozsypać się.

Kap... kap... kap...

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło...


Nagle oczy mumii otworzyły się szeroko i Lethar od razu rozpoznał do kogo należą. Milena!

[MEDIA]https://data.whicdn.com/images/62030499/original.gif[/MEDIA]

Krople wspomnień i uczuć zaczęły wypełniać jego głowę. Tak wiele razem przeżyli... Tak wiele doświadczyli...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

W umyśle jak żywy powstał obraz z ich pierwszego spotkania. To było w dzikich lasach u źródeł Dunaju, jeszcze zanim oficjalnie zostali sobie przedstawieni...
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-09-2018, 08:45   #2
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 18619 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Rozdział I
[MEDIA]https://thumbs.gfycat.com/AptVigilantBluetonguelizard-size_restricted.gif[/MEDIA]
Góry i puszcza Schwarzwald - południowa część Świętego Cesarstwa Rzymskiego - druga połowa XII wieku

Milena przyczaiła się pod kępą zarośli, krzywiąc się, gdy rozmokła ziemia pod jej stopami jęknęła. Jeśli faktycznie to były tereny Garou, czy mogła się przed nimi ukryć, zachowując tak... ciężko? Po raz pierwszy poczuła się duża i niezgrabna, choć przecież zazwyczaj narzekała na niski wzrost. Na dodatek jej dyplomatyczny strój, którym była długa, ciężka suknia z trzech warstw materiału, wcześniej w kolorze wina, teraz brudno-szara, pokryta kurzem i błotem, nie ułatwiał zadania. Wampirzyca ściskała w dłoni sztylet i rozglądała się nerwowo. Las wydawał się spokojny - mroczny, ale spokojny. Jak morze zanim przyjdzie sztorm. Przy czym sztorm już pojawił się w nie-życiu Mileny, gdy tylko otworzyła oczy.

Była aktualnie w misji dyplomatycznej z nadania Albrechta Hohenstaufa - nieumarłego i nieformalnego władcy Szwabii, świetnego stratega z klanu Brujah, któremu udało się wreszcie dopchać swoich ludzkich potomków do cesarskiej korony, dyskredytując dynastie salicką. Zadanie Mileny nie było trudne - miała po prostu zawieźć tajną korespondencję do Wiednia i oczarować tamtejszych nieumarłych, by byli przychylniejsi planom Hohenstaufa. Wymagało ono jednak całej wyprawy, w skład której wchodził jej powóz, wóz z podarkami i pół tuzina zbrojnych na koniach. Trzech z czterech towarzyszących powozowi, Brujaszka znalazła rozszarpanych tego wieczora wraz z końmi, u podnóża jednej ze Schwarzwaldzkich gór, gdzie zatrzymali się na popas. Gdzie również Milena przespała dzień w ogromnej, zajmującej pół powozu skrzyni, zamykanej od wnętrza. Ciała czwartego zbrojnego nie znalazła. Po makabrycznym wyglądzie zwłok pozostałych, domniemywała, że niewiele z niego zostało, a flaki, rozwieszone na gałęzi niby serpentyny, mogły należeć właśnie do zaginionego strażnika.

Gdyby to ludzie napadli na ich mały kondukt z pewnością nie zrobiliby takiego bałaganu. No i próbowaliby dobrać się do skrzyni, przypuszczając, że są w niej skarby. Tymczasem kryjówka wampirzycy pozostawała nienaruszona. Małe te jednak pocieszenie, biorąc pod uwagę, że Milena została w nocy całkiem sama na obcych terenach, prawdopodobnie zamieszkiwanych przez Lupinów. Ponieważ nie znała okolicy, a ta była najwyraźniej niezamieszkana przez ludzi, najlepszą opcją wydawało się przyczaić i poczekać na wóz z podarkami, któremu towarzyszyło pozostałych dwóch zbrojnych Hohenstaufa. Wóz poruszał się znacznie wolniej, ale posiadał też dwóch woźniców, dzięki czemu jechał prawie bez przerwy, po drodze tylko w większych osadach wymieniając konie na świeże. Milena spodziewała się, że może dotrzeć w te okolice około północy. No dobrze, nie spodziewała się - liczyła na to, że pojawi się przed ranem. Musiała więc tylko przetrwać i... zamarła, słysząc dochodzący od strony lasu szelest. Ktoś lub coś zmierzało w jej kierunku.


***

Choć był rycerzem, w duchu Lothar klął teraz nie gorzej niż szewc. To był dwudziesty ósmy wieczór pościgu za Wyrwidębem - słowiańskim Gangrelem, potomkiem Thorbranda, który mógł wiedzieć gdzie znajdował się teraz jego wampirzy ojciec. Wyrwidąb, choć dzikus i okrutnik, był jednak świetnym zwiadowcą i nawet w obcych lasach poruszał się cicho niby zwierz... którym po trochu był, jak każdy przedstawiciel tego klanu.


Czasem Lothar miał wrażenie, że bawi się z nim w kotka i myszkę. Za każdym razem bowiem, gdy rycerz gubił trop, Wyrwidęb podrzucał mu jakieś ślady, by znów na kilka dni zniknąć, jakby zapadł się pod ziemię. Ostatniej nocy jednak nastąpił przełom, bowiem Lothar wreszcie dogonił tego suczego syna. Wywiązała się między nimi nawet walka, lecz perspektywa zbliżającego się poranka oraz niemęskie zagranie, jakim było rzucenie pasku w oczy Ventrue, by ułatwić sobie ucieczkę, sprawiły, że zamiast kontynuować pogoń Lothar musiał szybko zorganizować sobie schronienie. Na szczęście w górach sporo było jaskiń i ustępów skalnych, gdzie promienie słońca nie dochodziły.

Przykra niespodzianka jednak spotkała Lothara po przebudzeniu - jego wierzchowiec uciekł, łamiąc gałąź, do której rycerz przywiązał uprząż. Co mogło aż tak wystraszyć niemieckiej krwi ogiera? Ventrue wiedział, że góry i lasy, gdzie obecnie się znajdował były terenem dzikim, toteż nie trudno przypuszczać, że mogły tu żyć istoty, których samo istnienie paraliżowało zwykłych śmiertelników strachem.

Choć wampir miał na sobie kolczugę, starł się poruszać jak najciszej, w ręku trzymając obnażony miecz. Szedł tak powoli, zmierzając do traktu kupieckiego, gdzie liczył na to, że uda mu się zabrać z jakimś posłańcem lub w najgorszym razie zabrać owemu posłańcowi konia, gdyby ten nie chciał współpracować. Skradał się więc w mroku nocy, mając za jedyne źródło światła gwiazdy i pełne lico księżyca. I wtedy coś usłyszał. Coś chlupnęło za zaroślami na lewo, jakby ktoś nieopatrznie wsadził stopę w błoto. Po chwili zapadła cisza...


 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 29-09-2018 o 08:49.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-10-2018, 18:36   #3
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 21999 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Lothar zamarł w bezruchu, nasłuchując.
- Jeżeli to ty, Wyrwidębie, to pokaż się łotrze i zakończmy ten bezsensowny pościg! Poddaj się albo stań ze mną do walki, a może zadowolę się jeno twoją ręką, tak jak gdy walczyłem z twoim stwórcą!- Zawołał po łacinie, po czym zaczął ostrożnie skradać się w stronę gdzie usłyszał hałasy. Prawdą było, że miał dość męczącego pościgu, a bez konia jego możliwości zmalały.

Milena zastygła bez ruchu. Ten głos brzmiał ludzko, ale co samotny, uczciwy człowiek robiłby nocą w czarnym lesie. Podciągnęła wyżej suknie nieobyczajnie odsłaniając kostki. No ale ważniejsze było życie niż dobre obyczaje pomyślała, gotując się do ucieczki.

- A więc jesteś tchórzem, jak cały pomiot Odyna, uczciwa walka was przeraża… -Lothar wciąż próbował zlokalizować intruza, zbierając siły. Miał nadzieję, że sprowokuje Gangrela, choć tamten raczej nie przywiązywał tyle wagi do honoru przodków co jego Klan.

Milczała skąd miała bowiem wiedzieć czy słów tych nie wypowiada polujący lupin. Trwała więc bez ruchu.

Lothar dalej próbował zlokalizować źródło hałasu, gotów do walki. Pomyślał, że nawet nie ma pewności że tym co usłyszał był na pewno Wyrwidąb.
- Jeżeli zaś nie jesteś zbójem, to się ukaż! Jestem szlachcicem i niewinnym krzywdy nie uczynię.

Milena postanowiła zaryzykować, zanim jednak wyłoniła się z krzaków krzyknęła.
- Nie rób mi krzywdy szlachetny panie, w drodze do Wiednia napadli na nas zbóje tylko mnie udało się ubierzyć.

Na te słowa uścisk dłoni Ventrue na mieczu nieco zelżał, lecz nie schował go do pochwy. Nie miał pewności, czy nie jest to jakaś zasadzka albo podstęp, samotna niewiasta w opresji w środku puszczy? Takie rzeczy najczęściej zdarzały się opowieściach..
- W takim razie Pani nie musisz się mnie obawiać, jam jest Hrabia Lothar z Bretanii! Nie musisz chować się w tych krzakach.

Wyszła więc, starając się wyglądać tak nędznie i rozpaczliwie jak tylko jest to możliwe. Zatrzymała się jednak w bezpiecznej odległości, po czym dygnęła dwornie.- Milena van Schetzke, małżonka Lorda Dowódcy na dworze Cesarza. Mój mąż niewątpliwie hojnie cię nagrodzi za pomoc. - gdy Milena przyglądała się nieznajomemu w świetle księżyca, zauważyła świadczącą o niedawno przebytej chorobie bladość jego lica.

- W takim razie… nie musisz się Pani obawiać, tylko tobie udało się uciec? - Lothar z podejrzliwością przyjrzał się damie na tyle na ile mógł, pod warstwą brudu miała na sobie rzeczywiście dworską suknię. Dziwnym było, że akurat jej udało się uciec przed zbójcami, a teraz wędrowała po tym lesie w nocy… nocy należącej do potępionych dusz takich jak on, wilkołaków, upiorów i innych nieboskich stworów o których lepiej było nie wiedzieć…

Milena z godnością na jaką tylko pozwalała jej przemoczona suknia zbliżyła się do rycerza:
- Niestety, moi przyboczni oddali swe życia w mej obronie. - przez jej ciało przeszło coś na kształt dreszczu - Macie może coś do jedzenia Panie? - zapytała nie chcąc budzić niepotrzebnych podejrzeń.

- Jedzenia? Niestety nie, straciłem je podczas pościgu za zbójcą. - Cały czas uważnie przyglądał się podchodzącej do niego Lady Milenie, próbując ocenić czy ma do czynienia z człowiekiem. Jeżeli tak, pewnie należałoby udzielić jej pomocy w dotarciu do najbliższego miasta, choć powinien wciąż ścigać Wyrwidęba… z drugiej strony czyż nie był wciąż rycerzem, choć odmiennego rodzaju niż śmiertelni? Ponadto ta dama i jej małżonek mieliby wobec Klanu Ventrue dług wdzięczności za udzieloną pomoc a i mógłby się z niej napić, tłumacząc potem, że zasłabła. Podczas pościgu i wałki wykorzystał dużo swojej jakże cennej Vitae.

- Nie jesteś ranna, Lady Mileno? Przysunął się na tyle blisko, że mogliby się już dotknąć, starając się by jego głos brzmiał troskliwie.
Milena oparła się o ramię rycerza, starając się zachowywać tak jak było to oczekiwane od niewiasty. Zachowywała jednak czujność, doświadczenie życiowe nauczyło ją nie ufać nowo poznanym.

Lothar wziął Milenę za ramię (była drobną istotą, mógłby łatwo wziąć ją na ręce), jednocześnie przyglądając się jej twarzy, wydawała się być ciepła, nie jak u Spokrewnionego. Potem spojrzał na jej szyję, i zdał sobie sprawę, że jest głodny, przez kilka ostatnich intensywnych dni nie miał okazji się pożywić. Najbardziej cenił krew rycerzy, ale szlachetną i urodziwą damą (która też chyba nie była jakąś słabą białogłową, w końcu uciekła zbójcom) też przecież nie pogardzi.
- Nie obawiaj się Pani, ochronię cię, powiedział, przesuwając się tak, aby przestraszona białogłowa mogła się w niego bardziej wtulić. Jednocześnie szykował się do wbicia kłów w jej gładką szyję.
 
Lord Melkor jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-10-2018, 21:11   #4
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 19817 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Dziewczyna odskoczyła jak oparzona, nim zdążył przebić jej skórę. Jeśli miała jeszcze jakieś wątpliwości, co do natury Lothara, właśnie się one rozwiały. Ta przelotna chwila dotyku wystarczyła jednak także rycerzowi, by i on coś zrozumiał. Milena pod swoją gładką, zaróżowioną skórą nie miała tętna. Zatrzymała się kilka kroków dalej i spokojnie poprawiła sukienkę.

- Jeśliście głodni Panie możecie napić się z moich woźniców, którzy niedługo powinni przybyć. - powiedziała zupełnie naturalnym tonem głosu tak jakby mówiła o porze otwarcia piekarni przez mistrza piekarskiego.

Lothar również odskoczył o krok do tyłu, zaskoczony swoją pomyłką. Syknął przez kły, natura drzemiącej w nim bestii odsłonięta. Potrząsnął głową, jakby odpędzając się od czegoś a potem na powrót wydawał się być spokojny. Jednak trzymał dłoń na rękojeści miecza, nie wiedział w końcu czy ona nie jest sojusznikiem tego Gangrela.
-Jesteś więc Pani Spokrewnioną, wybacz moją pomyłkę, twoja skóra niezwykle przypomina skórę śmiertelnika. Jestem tak jak mówiłem, Hrabia Lothar, lecz dodam, że pochodzę z Klanu Królów, Ventrue. Jestem synem Antoniusza, syna Gajusza Magnusa z Rzymu, syna wielkiego Lysandra ze Sparty, zdobywcy Kartaginy. - Przedstawił się z dumą.

Dźwięk tych słów wywołał burzę uczuć na twarzy niewiasty, która jednak szybko przeminęła przysłonięta kurtuazyjnym uśmiechem. Tak długi czas na dworach nauczył ją maskowania swoich uczuć pod płaszczykiem kultury i ogłady.
- Miło spotkać wojownika, syna tak znacznej krwi. - skłoniła się głęboko, skromnie spoglądając w ziemię aby nikt nie dostrzegł pobudzenia czającej się w niej bestii. - mój rodowód nie błyszczy aż tak jasnym światłem, ani nie nie jest aż tak długi, jak wasz.. jam Milena z Bizancium, córka Bazylidesa którego ojcem był Abd-Melkar. Co porabiacie tu Panie? - zapytała. chcąc zmienić temat konwersacji.

Ventrue obserwował Milenę, gdy ta się przedstawiła. Okazywała należytą kurtuazję lecz zauważył, że nie ujawniła swojego Klanu… przynajmniej na Gangrela nie wyglądała.
-Jak mówiłem, szukam zbója Wyrwidęba, który również jest Spokrewnionym. Niestety straciłem konia i zamierzałem zdobyć jakiegoś przy gościńcu. Ty również Pani nie masz ani karety, ani rumaka…- zauważył. Kiedy miał wybór, wolał mówić prawdę, choć niestety kłamstwa były powszechne w egzystencji takich jak on.

- Niedługo powinien nadjechać mój drugi wóz, jeśli chcecie mogę Was podwieźć do najbliższego miasteczka.

-Dziękuję, chętnie skorzystam z zaproszenia, rozumiem, że faktycznie podążacie do Wiednia a ów łotr Wyrwidąb nie jest Pani znany? - Lothar skinął glową, odsuwając rękę od rękojeści miecza.

- Nie znam tego imienia - odpowiedziała - powiedz mi proszę coś więcej o tym Spokrewnionym, gdyż mogę znać go pod innym mianem.

-To jeden z tych słowiańskich barbarzyńców, okrutnik, który ostatnio grasował po tej puszczy, Gangrel. Tropię go już prawie od 30 dni. Jego ojcem jest Thormund, który przewodził niegdyś normańskim łupieżcom, wróg ładu i chrześcijan, podobno z linii Odyna, o którym powiadają, że władał długo w Skandynawii zanim zapanowała tam Chrystusowa wiara.- Lothar z zaciętością zacisnął pięść. Był już tak blisko, ale bez konia miał małe szanse na pomyślne zakończenie pościgu, a nie chciał żeby świt go tu zastał bezbronnego.

-Ruszajmy więc zaczekać na twój powóz.
Wydawało jej się że uodporniła się już na słowa o słowiańskich barbarzyńcach. Jej dawne życie wydawało jej się już prawie nierzeczywiste, a jednak słowa obcego poruszyły jakąś strunę w jej duszy. Nie dała jednak nic po sobie poznać i z uśmiechem odpowiedziała

-Z racji że żyję na dworach nigdy nie było mi dane spotkać prawdziwego Gangrela. Spotkałam przedstawicieli klanów Ventrue, Lasombra, Tzimisce, Brujah, Toreador oraz Nosferatu. A ty Panie w jakich okolicznościach poznałeś przedstawiciela tak egzotycznego klanu?

Lothar prychnął, wciąż uważnie obserwując Milenę. Czy próbowała go zagadać w jakimś celu?

- W takim razie masz Pani sporo szczęścia, sporo tych dzikusów pałęta się po wsiach i lasach… - zawiesił na chwilę wzrok na okrągłej poświacie księżyca nad nimi, po czym rozejrzał się czujnie dookoła, zanim kontynuował dalszą część wypowiedzi.

- Ja bywałem nie tylko na zamkach ale i na polach bitew. Tam walczyłem z tych klanem Wilków, którzy podążali wraz z normańskimi łupieżcami. Jak mówiłem, stwórca tego zbója jest moim zaprzysięgłym wrogiem, ciężko zraniłem go w bitwie dawno temu.

Wpatrywała się w niego od czasu do czasu przytakując, wampir czy nie nadal miał słabości zwykłego męża. Wydawała się być skupiona wyłącznie na słuchaniu.

- Ruszajmy znaleźć gościniec, nie traćmy czasu - Lothar wskazał ręką w stronę w której wydawało mu się że ów gościniec się znajdował.

- Nie wiem czy jest sens aby wychodzić na gościniec - odpowiedziała, myślę że stąd będziemy słyszeć zbliżające się konie z wystarczającym wyprzedzeniem.

- Ustawmy się więc za zasłoną drzew, tak żebyśmy nie byli widoczni, ale mieli dobry widok na gościniec. - Nieumarły rycerz wyprostował się i spojrzał na swoją nową towarzyszkę z góry.

- Jak sama mówiłaś, Lady Mileno, naturalnym dla ciebie terytorium są dwory, a nie dzicz. Wynika z tego, że jeżeli chcesz wyjść cało z tej sytuacji, powinnaś podążać za moją radą.

Skinęła głową w milczeniu, nie widziała powodu aby się spierać. Szli więc praktycznie w ciszy, nie licząc chlupnięć błota pod stopami czy szmeru roślin, przez które się przedzierali, toteż tym bardziej w ich uszy uderzył głośny i niepokojąco bliski skowyt wilka. Doświadczone ucho Lothara oceniło odległość. Mniej niż minuta biegu basiora w sile wieku. Pół minuty, jeśli to nie był zwykły wilk, lecz wilkołak.

-Niech to diabli- zaklął cicho Lothar - albo wilk, co nam nie zagrozi, albo wilkołak, jak wyczuł nasz trop to zaraz tu będzie. Coś wcześniej śmiertelnie przestraszyło mego rumaka… Jeżeli byłaby to bestia, mogę potrzebować pomocy.- spojrzał z pewnym powątpiewaniem na mikrej postury szlachciankę.
- Nie jestem biegła w boju - odpowiedziała - gdyż na dworach walczy się bardziej językiem niż słowem, jednak możecie mi uwierzyć nie będę całkiem bezużyteczna.

Ventrue skinął głową, przyglądając się Milenie, która nie miała widocznej broni ani zbroi. Pewnie była jedną z Artystów, a może Magistrów, tych dwulicowych władców cieni... to, że nie podała swojego Klanu wciąż wydawało mu się podejrzane..
- Żaden z naszego rodzaju nie jest nigdy do bezbronny Pani. W każdym razie jeżeli zostaniemy zaatakowani przez Lupina, to ja naturalnie przyjmę pierwszy impet uderzenia, a ty możesz uderzyć, gdy on będzie mną zajęty. -Przeszedł ręką po swojej kolczudze, strzepując z niej błoto i liście.

Skinęła głową.
- W razie problemów mój Panie liczyć możesz na mą szybkość i urok osobisty - odpowiedziała z uśmiechem.

Również skinął głową w prostym, żołnierskim geście, po czym wyciągnął dobrze wykonany, długi miecz i zwrócił się w kierunku, z którego słyszał wycie. Nic się jednak nie stało. Już prawie poczuli się bezpieczni, gdy... z przeciwnej strony usłyszeli kolejne wycie. A po chwili również po lewej. Czyżby... byli otaczani?!
- Słyszałaś to? - W głosie Lothara słychać było napięcie.

Milena skinęła głową.
-Otaczają nas- Lothar rozejrzał się dookoła, w tej przeklętej gęstwinie niewiele było widać.

Milena skinęła głową ponownie, po czym zwilżyła dłoń błotem aby wyczuć skąd wieje wiatr. Północny-zachód. Tymczasem z ich orientacji wynikało, że gościniec jest na północy. Spojrzała na rycerza kryjąc powątpiewanie,
- Jeśli to wilkołaki to i tak sądząc po kierunku wiatru pewnie już nas czują - odpowiedziała. Z jednej strony, ucieczka nie miała jej zdaniem wiele sensu. Kolczuga Lothara i jego całe żelastwo będzie w nocy dzwonić jak wielki dzwon w katedrze i przyciągnie wiele niepożądanej uwagi, z drugiej jednak strony...

- Daleko do gościńca? - zapytała kurtuazyjnie, na wszelki wypadek rozglądając się za solidnym drzewem, na które mogłaby się wspiąć
- Gościniec jest blisko, ja tam w moment dobiegnę, choć tu łatwiej się ukryć. - Lothar rozejrzał się, czy ma tu miejsce by zamachnąć się mieczem, stwierdzając, że otaczające go drzewa nie dawały wystarczającej swobody.

- W razie konieczności biegu nie będę Cię Panie spowalniać - odpowiedziała szeptem, uroczo się uśmiechając. Całym swym zachowaniem starała się utwierdzić go w przekonaniu, iż ma do czynienia z przedstawicielem klanu Torreador.

- Przedostańmy się jednak do gościńca, tam będzie się nam łatwiej bronić a i może jakieś konie zdobędziemy. - Lothar zaczął iść w tym kierunku przechodząc w szybki trucht. Uznał, że nowo poznana Spokrewniona, prawdopodobnie Toreadorka, powinna dotrzymać mu kroku, skoro sugerowała, że opanowała moc nieludzkiej szybkości.
Milena uniosła delikatnie przód sukni i podążyła za nim biegnąc.

 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett
Wisienki jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-10-2018, 08:29   #5
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 18619 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Faktycznie panna nie odstawała od Lothara, choć doprawdy stanowiła osobliwy widok tak pomykając za nim w ciężkiej, poplamionej sukni. Strój jednak nie spowalniał jej. Co więcej, to Milena zauważyła ulotne drgnienie za pniem, w którego stronę zmierzali. Mogła to być gra cieni lub jakieś zwierzę, ale... mógł to być też ktoś, kto czaił się na nich w ukryciu.
- wydaje mi się, że przed nami coś jest - powiedziała nie zwalniając, jedynie na tyle głośno aby jej towarzysz mógł ją usłyszeć.
- Powiedz gdzie, to jak będziemy obok, spróbuje zaatakować.- Lothar odpowiedział, mocniej zaciskając zimną dłoń na rękojeści miecza, gotowy do zadania ciosu, gdyby cokolwiek zauważył.
- Za tym tym wielkim bukiem dokładnie przed nami - powiedziała po czym obejrzała się za siebie.
Lothar również obejrzał się za siebie, doceniając spryt Lady Mileny, po czym skinął głową.. Jak na dwórkę radziła sobie naprawdę dobrze, miał nadzieję, że nie prowadzi go w pułapkę. Starając się mieć oczy dookoła głowy, miał zamiar odskoczyć na bok gdy będą przebiegać koło wskazanego przez pannę drzewa i spróbować zaatakować tego, kto za nim się krył.

Gdyby ich serca biły, pracowałyby teraz jak miechy kowalskie. Każda chwila zdawała się ciągnąć w nieskończoność, gdy Lothar podchodził tego, którego udało się wypatrzeć Milenie. Aż nagle wszystko przyspieszyło.
Rycerz wykonał obrót i zamierzył się na przyczajonego przy drzewie osobnika, którego teraz i on dostrzegał. Tamten uchylił się szybko, a światło Księżyca oświetliło jego oblicze.
Wyrwidąb!
Gangrel ryknął wściekle i rzucił się z wyposażonymi w potworne szpony rękami na Ventrue.

W tym czasie z pobliskich zarośli wybiegł szary wilk, szczerząc zęby na Milenę.


Po chwili pojawił się też drugi. Na szczęście, to nie były Garou, lecz normalnej wielkości zwierzęta. Szlachcianka przypomniała sobie, że niektórzy przedstawiciele klanu Gangrel potrafią sterować zwierzętami. Prawdopodobnie więc była to zasadzka przygotowania na Lothara, a kobieta niechcący się w niej znalazła.
Wilki jednak niespecjalnie to obchodziło. Zwierzęta obeszły Milenę tak, by stanąć po jej obu bokach i... zaatakowały.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-10-2018, 09:06   #6
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 21999 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Lothar poczuł nawet ulgę, że ma do czynienia z Gangrelem, a nie bandą wilkołaków, a dzięki Milenie był przygotowany. Widząc, że Wyrwidąb skacze na niego, pchnął mieczem do przodu, planując nabić przeciwnika na ostrze.

Ostrze przeszło przez bok Gangrela, który był w stanie tylko lekko się uchylić. Wampir zawył z bólu, lecz bynajmniej nie odpuścił. Potężne szpony dosłownie rozszarpały kolczugę Lothara, która w kilkunastu płatach spadła na ziemię. Gdyby to uderzenie sięgnęło ciała Lothara mogłoby go okaleczyć na wiele dni. Rycerz musiał więc podwójnie uważać, gdy nie miał już na piersi osłony.
Lorthar z niepokojem spojrzał na opadającą na ziemię kolczugę, bez niej czuł się prawie nagi. Ale przynajmniej teraz zbroja nie krępowała jego ruchów, poczuł jak krew zaczęła szybciej pulsować w jego ciele. Nie miał czasu patrzeć co z Mileną, ale uważał, że jeden Spokrewiony powinien poradzić sobie ze zwykłymi zwierzętami.

Spróbował odskoczyć na bok Wyrwidęba, by uniknąć uderzenia pazurów i uderzyć mieczem ponownie.
- Widzę, że chcesz zginąć ostateczną śmiercią, kundlu!
- Gadanie! - warknął po germańsku potężny Gangrel znów zamachnąwszy się szponami. Jednak tym razem jego pazury przecięły tylko powietrze. Wyrwidąb zawył, gdy miecz rycerza uderzył w jego bark, rąbiąc go jak siekiera i prawie odcinając w ten sposób lewe ramię. Wampir znów zawył boleśnie, lecz tym razem jego wrzask przerodził się w gwizd. Nim Lothar się zorientował, trzeci z wilków skoczył na jego plecy, kłapiąc zębiskami tuż przy uchu.

Lothar przeklął się za brak czujności, po czym spróbował zrzucić z siebie drapieżnika. Przerzucił swój długi miecz do jednej ręki, drugą próbując wyciągnąć sztylet zza pasa, broń lepiej nadającą się do walki z przeciwnikiem w bliskim zwarciu.
Udało mu się wyciągnąć broń w momencie, gdy wilk zatopił swoje zęby w jego barku.

Zgrzytnął zębami z bólu, ale nie miało go to powstrzymać, nie takie rany już otrzymał w swoim nieżyciu, dłuższym niż życie jakiegokolwiek śmiertelnika. Zamierzył się sztyletem na wilka, ale wtedy u jego boku pojawiła się Milena, niczym spod ziemi.
 
Lord Melkor jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-10-2018, 22:01   #7
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 19817 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Zbliżające się drapieżniki nie wiedzieć czemu przeraziły Milenę. Zamiast wykorzystać swą umiejętność szybkiego poruszania stanęła jak wryta.

W jednej chwili przypomniała sobie mroźną zimę gdy wraz z braćmi nie wiedzieć kiedy oddalili się od wioski bardziej niż zwykle. Dopiero gdy zaczęło robić się ciemno przestali się bawić i uświadomili sobie, że nie wiedzą gdzie są że nie potrafią wrócić…

Wilki wyły, było coraz bliżej a ona poczuła ten sam obezwładniający strach co wtedy.

Zupełnie nie wiedziała co robić. Dopiero po dłuższej chwili poruszyła się niezbornie przed siebie i stało się to, czego od początku się obawiała. Jej strój po prostu nie nadawał się do walki. Wahanie, które poczuła, wytrąciło płynność z jej ruchów, a długa, ciężka od błota suknia zaplątała się między nogami. Przerażona Milena poczuła, że się chwieje. Gdy próbowała podeprzeć się nogą było już za późno aby powstrzymać upadek. Szczęśliwie udało jej się dosięgnąć młodej brzózki, która co prawda ugięła się pod jej ciężarem, ale ostatecznie wyhamowała jej upadek. Jednak wszystko co dobre w życiu ma swoją cenę, nie poczuła więc nawet kiedy sztylet wyślizgnął jej się z dłoni. W panice rozejrzała się po polu walki. Przyspieszyła i już po chwili znalazła się za plecami Lothara chcąc jednym ruchem skręcić kark atakującemu go zwierzęciu. Nie przepadała, za nadętym rycerzykiem jednak atakował ich potężny przeciwnik, więc nie pozostało jej nic innego zdjąć z jego pleców drobne kłopoty, aby mógł zająć się tym poważnym.

Emocje spowodowały, że Milena przyłożyła się do tego zadania aż za bardzo. Wilk dosłownie wyleciał w powietrze skamląc i uderzył plecami o drzewo. Wrażliwy wampirzy słuch wychwycił charakterystyczne chrupnięcie.

- Zelota! - warknął Wyrwidąb, patrząc na Milenę, jakby dopiero teraz ją zobaczył - Nie wtrącaj się!

Po tych słowach znów skoczył na Lothara, celując szponami zdrowej ręki w jego gardło. Pozostałe dwa wilki podbiegły do swego pana, lecz nie atakowały teraz szlachcianki, wyraźnie zamierzając się na Ventrue.

- nie godzi się abym wtrącała się w honorową walkę pomiędzy dwoma krewniakami - powiedziała. Nie miała najmniejszego powodu aby lubić Ventrue a Gangrele do tej pory nie nastąpiły jej na odcisk. Zatrzymała się pomiędzy walczącymi a wilkami nie tracąc czujności.
 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett

Ostatnio edytowane przez Wisienki : 17-10-2018 o 09:55.
Wisienki jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2018, 16:46   #8
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 18619 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

“Zelota”? - pomyślał Lothar, ale na razie obecność Mileny mu pomogła, odpierając wilki. Nie było jednak czasu na zastanawianie się. Z mieczem w jednej ręce i sztyletem w drugiej szykował się do odparcia przeciwnika, starając się zablokować jego szpony większym ostrzem i uderzyć w gardło sztyletem.

I wtedy dwa wilki skoczyły w ich kierunku. Milena zaś spokojnie je przepuściła. Po czym odwróciła się w kierunku widowiska. Przez lata życia i nie życia widziała wystarczająco wiele walk aby docenić kunszt walczących.
Wyglądało na to, że Lothar przewyższa umiejętnościami Wyrwidęba, lecz wilki, które pomagały temu drugiemu, przechylały szalę zwycięstwa na jego stronę. Zrobiło się wielkie kłębowisko, futra, strzępów odzienia i włosów. Jeden czworonóg zawył, przeszyty mieczem Ventrue, który choć zatrzymał na moment sztyletem szpony przeciwnika, to pod naporem Gangrela i jego pomocników, poczuł jak traci grunt pod stopami.

Lothar nie poddawał się, z determinacją odpierając ataki Wyrwidęba i jego zwierzęcych pomocników, gdyby był to pojedynek przeciwnik dawno już leżał by u jego stóp…. i miał zamiar do tego doprowadzić, nie przeżył przecież tylu lat tylko po to żeby zniszczył go ten zbój…. Odskoczył do tyłu, próbując utrzymać równowagę, lub przynajmniej upaść w kontrolowany sposób. Miał nadzieję, że kierujące się instynktem zwierzę skoczy za nim, tak aby mógł przeszyć je ostrzem, zanim Gangrel dosięgnie go swymi szponami.
Tak się stało. Wilki nie znały się na strategii, nie dostrzegały zwodów. Zwierze nadziało się wprost na ostrze Ventrue. Problem polegał jednak na tym, że jego ciężar faktycznie zachwiał Lotharem. Gdy mężczyzna odzyskał znów równowagę i wyszarpnął broń z truchła, było jednak za późno na unik. Potężna, zakończona ostrymi szponami łapa jakimś cudem nie wcelowała w jego szyję, lecz i tak rozpruła nie osłonięty kolczugą bark rycerza. Straszliwy ból wyrwał z jego gardła krzyk. Szpony bestii były w końcu czymś gorszym niż zwykłe rany. Dla nieumarłych były jakby zatrute.Wygajanie ran po nich przypominało leczenie oparzeń po ogniu - było długie, mozolne i... pełne cierpienia.
To właśnie cierpienie ujrzała na twarz Lothara Milena - cierpienie, które stanowiło jakby odbicie jej uczuć - tego co zawsze nosiła w sercu. Nawet gdy oo już umarło.
Głęboko zaczerpnęła powietrze.W pierwszym odruchu chciała mu pomóc, powstrzymała się jednak, w końcu zwycięzca tej walki nie powinien jej interesować.

Rycerz starał się nie dać pokonać bólowi, musiał być skupiony na przeciwniku. Było to trudne, te przeklęte szpony paliły jak ognie piekielne. Przypomniał sobie jak przez mgłę swój moment chwały jako śmiertelnika, gdy przełamał grozę i stanął naprzeciw normańskich najeźdzćow, mimo tego, że widział głowę ojca wbitą na włócznię, a jego starsi bracia uciekli w popłochu. To było jedno z niewielu wspomnień które pozostawały ostre po wiekach. Jeżeli podołał wtedy, dlaczego miałby teraz ulec temu dzikusowi? Jego ryk bólu zmienił się w ryk furii, gdy wyprostował się i zamachnął mieczem na wroga, rozrąbując jego bok. Kolejne cięcia i głowa Wyrwidęba oddzieliła się od ciała, które zaczęło błyskawicznie gnić, a potem rozkładać się aż pozostała kupka prochu.
Wycieńczony, obolały Lothar musiał aż przyklęknąć, by utrzymać się teraz na nogach. Wciąż krwawił z rany po szponach. Jeśli sam nie napije się krwi, zaraz wpadnie w szał - czuł to.

Lothar czuł jak ból, mieszający się w jego wnętrzu z euforią zwycięstwa oraz frustracją Bestii, że nie dane mu było posmakować krwi przeciwnika, zaczyna przyćmiewać jego wolę. Obawiając się, że za chwilę straci kontrolę i rzuci się na Milenę, co byłoby działaniem haniebnym, skoro mu pomogła, przywarł do jednego z wilków, zmuszając się do wbicia kłami i picia nieświeżej już krwi.
Milena uśmiechnęła się chcąc z jednej strony uchronić się od zostania sam na sam z krewniakiem ogarniętym szałem, z drugiej widząc szansę zyskania poplecznika.

- Widzę, że jesteście wyczerpani rycerzu, jeśli obiecacie zachować się godnie pozwolę Wam napić się mej vitae. - powiedziała zbliżając się do Lothara
Ventrue oderwał kły od wilka i zamglonymi oczami z wahaniem spojrzał na podchodzącą do niego nieumarłą damę, która nagle wydała się roztaczać dużo większy urok niż wcześniej. Jej propozycja pewnie miała podwójne dno, ale wydała mu się godna, a krew wilka napawała go obrzydzeniem i z wielkim trudem zaspokajała jego głód.

- Oczywiście Pani, jestem zaszczycony - odparł podchodząc do niej.
Zbliżyła się jeszcze bardziej, po czym wyciągnęła rękę w jego stronę, tak aby mógł się pożywić. Zajęła jednak pozycję dogodną do wtopienia się zębami w jego ciało lub ucieczki, jeśli spróbuje wypić zbyt dużo. Wtem ciałem Ventrue wstrząsnęła potężna torsja. Choć mężczyzna bardzo się starał utrzymać w sobie vitae, posoka wilka - i to martwego - zbyt mocno odstawała od jego zwykłego jadłospisu. I nawet potężny głód nie był w stanie tego zmienić. Efektem tego krew martwego zwierzęcia zaczęła wypływać z ust Lothara, podczas gdy ten sarkał i kasłał.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-11-2018, 21:57   #9
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 21999 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Upokorzony i głodny rycerz odsunął się na bok i zwymiotował krwią w krzaki. Zbyt długo już nie miał godnego go pokarmu. Kiedy nieco doszedł do siebie obrócił się znów w stronę Mileny.
- Proszę wybaczyć, zbyt wyczerpała mnie pogoń za tym zbójem - odezwał się nieco bełkotliwie.

Milena czuła obrzydzenie na widok Ventrue podobne do tego jakie za pierwszego życia czuła do zasikanych pijaków leżących w rowie. Słowo się jednak rzekło. Zamknęła więc oczy i myślała o zielonych polach Anglii, a tak po prawdzie to o młodych i chętnych na spotkanie w ustronnej komnacie giermkach na dworze.

Lothar musiał powstrzymać odrazę by zmusić, się by jego kły przebiły gładką szyję Spokrewnionej. Podobnie jak pozostali mający w sobie szlachetną krew jego Klanu, nie mógł po prostu pić z byle kogo jak pospólstwo, miał zwyczaj pożywiania się z walecznych wojowników, z którymi czuł braterstwo. Nie miał jednak wyboru, czuł że Bestia czai się przejąć kontrolę, a wtedy mógłby nawet rzucić się na Milenę w bezrozumnym szale, co byłoby dopiero czynem haniebnym. Poza tym, przekonywał się, że ona wcale nie jest taką słabą niewiastą, widział jak rozprawiła się z jednym z wilków, a co więcej sama ofiarowała mu swoją krew.

Milena zaś miała nadzieję, że Krewniak nigdy nie zapomni jej tej przysługi i w stosownym czasie godnie jej się odwdzięczy.

Lothar czuł jak Vitae Spokrewnionej wywołuje w nim ekstazę, było w niej dużo więcej mocy niż w krwi śmiertelników. Jednak czuł też odrazę - nie była to krew wojowniczych mężów, do której był przyzwyczajony, i która była godna, by płynąć w jego ciele. Dlatego też łatwiej mu było oderwać się od szyi Mileny, gdy zaspokoił pierwszy głód, ten, który sprawiał że bestia była tak blisko.

Cofnął się o krok, wziął głęboki oddech i przetarł usta, jego wzrok był teraz mniej obłędny. Zaczął odczuwać też dumę z wygranego starcia.
-Dziękuje, bez twojej pomocy byłbym w trudnej sytuacji. Czy prawdą jest co rzekł ten łotr, żeś z klanu Zelotow? Nie jest to powód by mnie się obawiać.

Spojrzała mu w oczy nie chcąc ujawnić zbyt wiele
-Wybacz szlachetny Panie, ale nie czuję się bezpieczna w nocy w towarzystwie podobnych Tobie, więc ma przyrodzona słabość niewieścia nakazała mi ukrywać swe pochodzenie, przed Ventrue pochodzącym od przodka na którego rękach pozostała krew wielu z moich krewniaków.

 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 25-11-2018 o 22:00.
Lord Melkor jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-11-2018, 22:02   #10
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 19817 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Lothar spoglądał badawczo na Milenę, miał wrażenie że teraz postrzega ją wyraźniej, może z powodu jej krwi płynącej w jego żyłach? Jakoś nie widział tej “niewieściej słabości”, gdy zelotka z łatwością skręciła kark wilkowi.
-Nie musisz się mnie Pani lękać, spotkaliśmy się jak rozumiem przypadkiem, a jednak udzieliłaś mi wsparcia. Urazy naszych przodków nie wiążą nas w takim przypadku. - Przykląkł ze śmiertelną powagą na twarzy. - Przysięgam na mój honor jako rycerza i na honor moich przodków że żadnej krzywdy ci nie uczynię i godnie odpłacę za udzielone mi wsparcie.

Brujaszka na te słowa skłoniła głowę, przyjmując przyrzeczenie z wdziękiem godnym samej cesarzowej imperium, po czym rozejrzała się dookoła.
- Nie wydaje mi się rozsądne abyśmy pozostali tu z truchłami, które mogą przyciągnąć tu iinne drapieżniki.

Lothar przytaknął:
- mieliśmy chyba poszukać jakiś podróżnych na gościńcu, jesteśmy już blisko, jakbyśmy jechali większość nocy w kierunku traktu na Wiedeń, powinniśmy dotrzeć do posiadłości mojego sojusznika.

- Jak już wspominałam spodziewam się, że niedługo nadejdzie mój wóz, więc do tej chwili możemy podróżować razem. - odpowiedziała ruszając w stronę gościńca żwawym krokiem.

Czekali długo, dłużej niż by chcieli i własciwie zaczęli już rozważać opcję dziennego schronienia w lesie, gdy wreszcie usłyszeli tętent kopyt. Nie mógł być to jednak wóz, bowiem konie poruszały się zbyt szybko i były tylko dwa.
Milena spojrzała na rycerza, wskazując mu wzrokiem, aby wyszedł na gościniec. Samotny mężczyzna w nocy może zadziwić, ale nie tak bardzo jak samotna kobieta, która o tak późnej porze na pustkowiu nie może być niczym innym aniżeli nocną marą, lub w najlepszym razie przynętą wystawioną przez zbójców.

- Poczekaj tu, jak ich zatrzymam. - Lothar zastosował się do sugestii, właściwe było, by to on stawił czoła obcym. Miał nadzieję, że pomogą im z własnej woli, niczym uczciwi chrześcijanie, i nie będą musieli grabić ich niczym zbójcy.

Czekali w napięciu, podczas gdy sylwetki jeźdźców zarysowywały się coraz bardziej na tle nocnego nieba. I wtedy Milena ich rozpoznała - to byli dwaj jej rycerze, którzy stanowili obstawę wozu. Mężczyźni musieli pewnie jechać przodem, by sprawdzać teren, skoro nie napotkali powozu ze szlachcianką.
Dopiero teraz też wrażliwe uszy Lothara wychwyciły dalekie skrzypienie, charakterystyczne dla obciążonych osi wozu.
Milena zręcznym ruchem wyskoczyła na środek drogi gdzie oświetlało ją światło księżyca.

- Mości rycerze - krzyknęła w ich stronę - Jam jest Milena van Schetzke, nad którą opieka została Wam powierzona. Mój powóz został napadnięty i tylko interwencja obecnego tu szlachetnego Lothara pozwoliła mi wyjść bez uszczerbku z tej złej przygody.
Lothar skinął głową, wychodząc do przodu.
- Zaszczytem było pomóc szlachetnej damie w potrzebie. Ja także w walce ze zbójcami nie wyszedłem bez szwanku, straciłem rumaka, więc prosiłbym o użyczenie mi jednego z waszych. - Wyglądało na to, że uda im się opuścić tę puszczę bez większych kłopotów. Milena zachowywała się nadzwyczaj rozważniej, biorąc pod uwagę okoliczności - nie znał klanu Zelotów od tej strony. Zastanawiał się, jaka misja prowadziła ją do Wiednia i czy powinien się tym interesować…Nie dane było mu się tego dowiedzieć. Milena została szybko wciągnięta na wóz i tam zabezpieczona. Jej orszak zadbał nawet o misę z wodą do obmycia. W tym czasie po krótkiej naradzie ustalono, że Lothar odłączy się od grupy, otrzymawszy konia. Tylko tak mógł dotrzeć przed świtem do posiadłości krewniaka - Mitra Etriusa. Na wozie zaś było tylko tyle miejsca, by dzień spędził tam jeden nieśmiertelny, a zatem Milena.

Choć nie mieli czasu na pożegnania, rycerz odjeżdżał z dziwnym przeświadczeniem, że jeszcze zobaczy tę rezolutną wampirzycę.
Nie mylił się, choć były to zgoła zupełnie inne okoliczności.
 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett
Wisienki jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166