![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #121 |
![]() | Torin Milcząc, skinieniem głowy zgodził się z Gerdą. Zszedł na dół do izby. Jak powiedział karczmarz, stół był już przyszykowany. Zasiadł i z niechęcią patrzył się w smakowicie wyglądające potrawy. Pierwszy raz czując głód nie miał ochoty na jedzenie.Bardziej z przymusu wziął kawałek bułki i sera. Wpatrywał się w stojący przed nim kubek gorącego mleka, ciężko przeżuwając każdy kęs. "Czyżby znowu mnie odnalazł?"-rozmyślał w milczeniu. Od chwili ucieczki z Averheim, był przekonany, że zostawił go z tyłu, wszystko zaczynało się układać po jego myśli. Miał nadzieję, że już nigdy go nie odnajdzie. "A jednak Dieter leży nieprzytomny...czy to nie wystarczający dowód?" Co teraz robić uciekać znowu, czy zostać...ale na jak długo? W końcu, tak jak inni dowiedzą się, że... Nie dokończył, jakby się bał powodu przez który opuścił rodzinne strony. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #122 |
| Obsługa ![]() | Stanowczy głos Gerdy oraz jego specyficzna barwa podziałała na wszystkich. Torin wraz z Gustavem zeszli na dół, by coś zjeść i potem przynieść wieczerzę dla dziewczyn oraz samego Dietera na górę. Zieleńsza od dawna marzyła o kąpieli i teraz spełnia się to. Móc zmyć wszystko to, co oblepia człowieka jak błoto - zmęczenie, strach i obawy. Gdybyż to wszystko było takie łatwe.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #123 |
![]() | Torin Chłopak siedział przy stole. Jadł mało i powoli, jakby z przymusu, choć burczenie w żołądku dawało znać co innego. Zupełnie stracił poczucie czasu, każda chwila wydawała się nieskończenie długa. -Gustavie-odezwał się w końcu.-Dieter...ten byk co na niego szarżował, to był wypadek prawda?-patrzył na drwala, szukając potwierdzenia - Ugh mógł przecież trafić każdego-zająknął się. Lekko zdenerwowany, wlepił wzrok w podłogę. "A jeśli już wie?" -Dziewczyny...pewnie są głodne pójdę..zaniosę im...-szybkim niezgrabnym ruchem pozbierał na tacę kilka bułek, kubki z mlekiem i zdecydowanym krokiem skierował się w stronę schodów. Gdy doszedł do drzwi, był już opanowany. Zapukał i wszedł do pokoju. -Przyniosłem kolacje-powiedział stawiając tacę na brzegu stolika. Ze smutkiem patrzył na leżącego Dietera. |
| | |
| | #124 |
![]() | Gerda -Dziękuję Torinie. Nie martw się Dieter jest silny wyjdzie z tego . powiedziała głośniej, a ciszej dodała -Musi przecież z tego wyjść. Popatrzyła na jedzenie przyniesione przez Torina. Postawiła je na stolika blisko Dietera. Może zapach jedzenia spowoduje, że Dieter otworzy oczy. Sama jednak nie spróbowała nic z tego co przyniósł Torin. Gdy weszła odświeżona Zieleńsza, cichutko wyszła aby także umyć się po wędrówce, po grzebaniu w ruinach i żeby zmyć z siebie ten smutek. Przez myśl jej przeszło, że może Ci, którzy mogą jej szukać widzieli ich razem w grupie. I może to nie był tak całkiem wypadek, a ostrzeżenie? Tak bardzo lubiła kąpiel, tym razem jednak nie sprawiała jej ona radości. Z konieczności przebrała się w długą zieloną suknię, z przyzwyczajenia zaplotła włosy. Szczerze mówiąc, wyglądała zupełnie inaczej niż w stroju podróżnym, który szybko przeprała, aby mieć w co się jutro przebrać. Następnie wróciła do pokoju gdzie leżał Dieter. Chciała być blisko Zieleńszej, gdyby trzeba było pomóc. Torin nadal był w pokoju, pewnie nie chciał zostawiać Zieleńszej samej. Starając się udawać spokojną zapytała: - Wszystko w porządku? Otwierał może oczy? Jest lepiej prawda? Przestała mówić, bo zdała sobie sprawę, że nie potrafi ukryć niepokoju. A tego Zieleńsza z pewnością nie potrzebowała. Widać było, że dziewczynie bardzo zależy na Dieterze.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| | #125 |
![]() | Dieter Rotkirsch Chłopak chrząknął przez sen. Dwa razy gwałtownie obrócił głowę z jednej strony na drugą, po czym pociągnął nosem. Powoli otworzył oko, najpierw jedno, potem drugie. Uniósł się na łokciach, obrócił się i rozejrzał się po pokoju. Nagle skrzywił się i złapał za głowę. - Co się stało? - jego prosta, szczera twarz wyrażała skrajne zdziwienie i słabo skrywany ból - Chybam za dużo tego wina Torinowego wypił. Pszepraszam, ja się rzadko spijam. I nic a nic nie pamiętam. Cosik się stało że tako jakoś z dziwna patrzycie? - |
| | |
| | #126 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza Długo biła się z myślami, czy pójść i wziąć kąpiel, gdy na łóżku leży nieprzytomny Dieter. W końcu jednak słowa Gerdy przekonały ją, że krótki odpoczynek przyda jej się, a chłopak pozostanie pod dobrą opieką. Gdy weszła do gorącej wody w balii coś w niej pękło. Sama nie wiedziała dlaczego zaczęła chlipać, potem głośno płakać. To był tak długi dzień i obfitował w tak ogromne wrażenia i emocje, że zielonooka dziewczyna nie mogła już dłużej dusić tego w sobie. Życie z dala od tego co znała i kochała okazało się mniej bezpieczne i wspaniałe niż przypuszczała. Szczególnie wypadek Dietera jej to uzmysłowił. Łzy oczyściły jej duszę, mydło oczyściło jej ciało i Zieleńsza wyszła z balii odświeżona i pełna nowych sił. Oporządziła swoje ubranie, szybko osuszyła włosy i nim minęło pół godziny wróciła do pokoju Dietera. Tuż przed drzwiami spotkała się z Torinem niosącym kolację i poczuła ogromny głód. Nim jednak coś zjadła sprawdziła czy z rannym wszystko w porządku. Dopiero potem w szybkim tempie pochłonęła swoją porcję jedzenia dziękując Torinowi za pamięć o nich. Ledwo Gerda zadała swoje pytanie, Dieter zaczął się kręcić. Kiedy otworzył oczy Zieleńsza uśmiechnęła się bardzo szeroko i z rozpędu rzuciła się chłopakowi na szyję. - Jak się cieszę! Jak się cieszę Dieterze! Nie było więc z Tobą aż tak źle, jak przypuszczałam - widząc skrzywioną z bólu twarz Dietera puściła go i zarumieniła się - Przepraszam, zapomniałam że Cię tak bardzo boli... Torinie czy mógłbyś przynieść trochę gorącej wody? Zaparzę ziół, na pewno pomogą i nie będzie już boleć. Naprawdę nic nie pamiętasz? Nie pamiętasz jak odepchnąłeś mnie z drogi i wpadł na Ciebie byk? Uratowałeś mnie... - zarumieniła się jeszcze bardziej i wbiła wzrok w czubki swoich butów.
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #128 |
![]() | Gerda Gdy Dieter otworzył oczy Gerda aż podskoczyła z radości. Przez chwilę patrzyła na szcześliwą Zieleńszą. Po czym wyszła na korytarz i niewiele myśląc zawołała: - Gustavie!!! Chodź do nas!!! Jej głos był tak radosny, że wiadomo było, iż ma dobre wiadomości. Po czym nie czekając na odzew wróciła do pokoju.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| | #129 |
![]() | Torin skinął głową i szybko wyszedł. W drzwiach o mało nie zderzył się z Gerdą. Wyminął ją zgrabnym łukiem i popędził dalej. Nie minęła chwila i był z powrotem, z dzbanem gorącej wody i drewnianym kubkiem. Śpieszył się widać mocno, bo ubranie i podłoga za nim były mokre. A i w samym naczyniu woda sięgała niespełna połowy objętości. Postawił je obok na stoliku. Szczęśliwym trafem więcej wody spływało teraz po schodach, niż z Torinowej koszuli. Chłopak nawet nie zauważył na sobie wilgotnych plam. -Auć-jęknął nagle, omal nie przewracając postawionego dzbanka. Kilka kropel najwyraźniej pragnęło zrobić niespodziankę i dopiero teraz zmusiły koszulę do zetknięcia się z ciałem. Choć chwila zwłoki z pewnością nieco je ostudziła, to dały się lekko odczuć chłopakowi. Został chwilę w pokoju rad, że Dieter ma się coraz lepiej. Zieleńsza krzątała się przygotowując swój wywar. -Zostawię was samych..ja tu tylko plączę się niepotrzebnie, przejdę się. Świeże powietrze dobrze mi zrobi-powiedział wreszcie-Zdrowiej Dieterze-usta wykrzywiły mu się w grymas mający imitować uśmiech, lecz nie był on tak szczery jak przy ich pierwszym spotkaniu. Wyszedł z zajazdu na pusta prawie drogę. Zapadł zupełny zmierzch. Gdzieniegdzie tlił się migotliwy płomień pochodni, gdzie indziej światło w oknie. Wieczorną cisze przerywał czasem głuchy śmiech dochodzący z karczemnych izb. Torin szedł wzdłuż jedynej uliczki. "Dobrze że wyszedłem, lepiej mu tym pomogę...Bzdura Torinie nie było Cię tam, siedziałeś daleko jak mogłeś mu...ale znaliśmy się i ON to wie...nie da im spokoju...znowu czas w drogę..." Po chwili zauważył srebrną łunę padającą z oddali. Blade światło księżyca odbijało się od kryształowej tafli źródlanej wody. Podszedł bliżej. Strażnik nie młody już człowiek, wyraźnie był zmęczony, bo drzemał w pół-śnie, co chwila przebudzając się i rozglądając na boki. Torin podszedł do źródła i zaczerpnął łyk wody. Ta zimna ciecz zawsze potrafiła otrzeźwić go. Naraz słychać dało się szelest obok. Odwrócił się szybko. Niewielkie drzewko kołysało się nieśmiało poruszane na wietrze. "Tylko czemu nie ma wiatru?"-szybka myśl przeszła przez głowę. Wpatrywał się bacznie w samo drzewo i teren wokoło. -Plusk!-szybki obrót i znowu zdziwienie. Nikogo nie ma przy źródle. Strażnik dalej śpi smacznie. -"Pewnie ptak jakiś. Tyle wrażeń dzisiaj...źle to na Ciebie działa Torinie, czas odpocz...". Tam w oddali, przy palisadzie ten kształt, mała, korpulentna sylwetka. Zaintrygowany podbiegł. Kamień! "Mógłbym przysiąc, że to...ehhh za dużo trunków Torinie...wyobraźnia płata Ci figla. Takie opowieści o duchach to bajki dla dzieci, chociaż...ten kształt..." |
| | |
| | #130 |
| Obsługa ![]() | Dieter rzeczywiście przyszedł do siebie. I nie wiadomo, czy przez pomoc Zieleńszej czy też z wrodzonej odporności samego chłopaka. Po prawdzie nie jest to teraz ważne, bo liczy się to, że Dieter jak dawniej będzie mógł jeść i być razem z Wami. Torin tymczasem zrobił sobie wieczorną przechadzkę nad miejscową sadzawkę, ale wpływ wypadku dał o sobie znać i zaczął widzieć różne dziwne rzeczy. Oczywiście związane z opowieściami, które wcześniej z Gerdą usłyszeli od barmana. Pokrzykiwania z "Pastucha" nie były tak głośne jak szczekanie psów z pastwisk wokół miasteczka oraz porykiwania bydła. Wieczorna cisza istniała tylko iluzorycznie, ale rzeczywiście mniej ludzi widziało się na ulicy, choć wozów nie ubyło. Nawet przeciwnie - jakby było ich więcej. Woźnice, rozochoceni brakiem przechodniów, poganiali konie przelatując z turkotem od bramy wjazdowej do wyjazdowej. Droga nie była bezpieczna o tej porze.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tu ne cede malis! | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 209 | 09-30-2008 17:54 |
| [WFRP v.2] Tu ne cede malis! | Yarot | Archiwum rekrutacji | 19 | 01-11-2006 07:01 |