![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #141 |
| Obsługa ![]() | Noc minęła spokojnie i bez przygód, jeśli nie liczyć snów. Mówi się, że sny , które mieliście na nowym miejscu czasami się spełniają, ale niektórzy z Was nie chcieliby aby to stało się prawdą. Zapłata z wczoraj wystarczyła na całą Waszą grupę by solidnie się najeść, umyć się i spać. I jeszcze dziś śniadanie. Czujecie jak pod drzwiami tupie wręcz zapach jajecznicy na kiełbasie. Kiedy bardziej przetworzycie oko widzicie niemal jak przez dziurkę od klucza wpełza woń naparu z ziół i ciepłego mleka. Przez gomółki atakuje Was słońce, które nie zamierza się chować za chmury. Zapowiada się kolejny przepiękny dzień w Heideck.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| Reklama |
| |
| | #142 |
![]() | Dieter Rotkirsch Dieter wstał wcześnie rano, ból i otumanienie dnia wczorajszego minęły jak ręką odjął. Gdy ubrał się, przemył twarz i zszedł na dół zwabiony zapachem jajecznicy był to już ten sam wesoły chłopak, którego kompani napotkali w drodze do Heideck. - Dzień dobry psze Pana - z uśmiechem przywitał gospodarza "Ognistego" - Można li trochę tej jajecznicy dostać? I mleka do tego. - Dieter usiadł przy tym samym stoliku co wczoraj. Zajął nawet ten sam stołek. Pomyślał o Zieleńszej, Gerdzie, Torinie i Gustawie. I uśmiechnął się. Nie był już sam w szerokim świecie, nawet jeśli tylko przez jakiś czas. Jajecznica była dziś wyjątkowo smaczna. |
| | |
| | #143 |
![]() | Noc była dla Torina długa i męcząca. Ciągle wiercił się, przekręcał, a sen ciągle nie przychodził. Dopiero nad ranem znużony usnął, by po niedługim czasie znów być obudzonym, przez promienie wschodzącego słońca. Jego łóżko było położone dalej od okna bowiem, gdy wstał rannego kompana już nie było. W pierwszej chwili chłopak bał się, czy aby nie pogorszyło się Dieterowi i nie spadł na podłogę. Po chwili zastanowienia stwierdził, że jednak nie, że przecież odgłos upadku obudziłby jego lub Gustava. Poleżał jeszcze chwilę, lecz w końcu i on wstał. Zaspany wzrokiem odszukał miskę z wodą. Obmył sie i otrzeźwił nieco. Wyciągnął się , ziewnął kilka razy. Potem otrzepał ubranie, rzucone wczoraj niedbale w kąt łóżka. Po jakimś czasie zjawił sie w końcu na dole. Tu zapach jedzenia był jeszcze wyrazistszy.Torinowy żołądek po wczorajszej skromnej kolacji, stanowczo domagał się jedzenia. -Witaj przyjacielu. Cieszy mnie widzieć Cię w lepszym zdrowiu i humorze.-rzekł witając się z siedzącym już przy stole Dieterem. Sam też miał o niebo lepszy nastrój niż wczoraj. Wczorajsze wino, potem piwo sprawiło, że udzielił mu się jakiś melancholijny nastrój, ale dziś..dziś myślał trzeźwo, jeno z lekkim bólem głowy. Dyskretnie poprosił przechodzącą służkę o kubek zsiadłego mleka i zabrał się do pałaszowania jajecznicy. Co jakiś czas obserwował schody. Czekał na Gerdę. Wszak mieli się dziś wybrać do owych ruin, a też i do źródełka... Torin wciąż nie był przekonany co tam naprawdę zobaczył, być może duch, a raczej jakiś dowcipniś zostawił po sobie ślady. |
| | |
| | #144 |
| Obsługa ![]() | Wkrótce cała wasza gromadka pojawiła się na dole by uraczyć się przepyszną jajecznicą oraz smażoną kiełbasą. Rzeczywiście jadło oraz sam przybytek wart jest swojej ceny i chyba nikt z Was nie żałuje tego wydanego złota. Za oknem zapowiada się kolejny wspaniały dzień. Nie widać wiele zza mlecznych gomułek, ale to się czuje każdym nerwem ciała. W zajeździe poza wami jest jeszcze trzech podróżnych, którzy podoobnie jak wy pałaszują jajecznicę i zagryzają chelebem. Dziś pewnie kolejny dzień z pędzeniem bydła w tle. Nowe stada przybędą, stare odejdą. I tak przez cały tydzień. W cyklu, który trwa od wielu lat. Barman właśnie zmierzał do Was z dolewką mleka, gdy drzwi "Płomiennego" otwierają się gwałtownie i wbiega przez nie drab z czymś wielkim w ręku. Zaskoczenie Wasze jest kompletne. I nie tylko wasze. Barman stanął jak wryty z dzbanem mleka a jeden z gości przy innym stoliku aż zakrztusił się z wrażenia. Jakby tego było mało zaraz za drabem (ubranym na czarno) wpadło jeszcze trzech takich. Również ubrani na czarno, z zasłoniętymi twarzami trzymającymi w rękach...trąbki. Tak się Wam wydaje, że to trąbki, ale trzymają je wycelowane w Waszą stronę i nie błyszczą tak ładnie jak by się należało spodziewać. Jeden z napastników krzyknął niskim głosem: - Kastuk rehet! Hille! Kastuk rehet!
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #145 |
![]() | Gerda Dziewczyna zajadała się właśnie jajecznicą myśląc o tym, że nic nie stoi na przeszkodzie aby pójśc do ruin tak jak sie umawiali z Torinem. Gdy zobaczyła męzczyznę z trąbką nie wiedziała co ma mysleć. Z jednej strony ton zamaskowanych drabów wskazywał, że to co trzymają w rękach to nie instrumenty muzyczne, a raczej broń. Z drugiej strony owe "trąbki" wyglądały, przynajmniej śmiesznie. W efekcie Gerda wyglądała tak jabkby się dławiła nie chciała się bowiem otwarcie śmiać, nie umiała się jednak jakoś pohamować. Był to chyba niespodziewany skutek wczorajszych wydarzeń wypitego wina, mieszaniny strachu a potem ulgi, a teraz ponownie lęk i te śmieszne "trabki" Naprawdę trudno opisać co się działo w głowie Gerdy. Tak czy inaczej wyglądała jakby się właśnie dławiła jajecznicą.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| | #146 |
![]() | Torin ze smakiem pochłaniał ogromne ilości pożywienia. Co chwila sięgał miską, to po kolejną dokładkę jajecznicy, to po kolejną kiełbaskę. Właśnie znów wstawał, by sięgnąć po coś, gdy znajdujące się za nim frontowe drzwi zajazdu, otworzyły się z hukiem. Zanim się obejrzał czterej nieznajomi znajdowali się już w izbie. Odruchowo dyskretnie spojrzał na okna, schody. Życie nauczyło zawsze być przygotowanym na ucieczkę. Przyjrzał się wycelowanym w nich przedmiotom. Widział już kiedyś strzelbę, ba trzymał ją w ręku. Wprawdzie krótko, bo krasnolud-właściciel szybko zauważył jej brak, a potem nie omieszkał pokazać Torinowi jak się z niej strzela. Ale to uciekający, rozpaczliwie szukający zasłony chłopak widział już miej wyraźnie. Tamta była jednak inna...może inny model, albo to tutaj nie jest strzelbą. Jego rozważania przerwał krzyk. Z trudem próbował zrozumieć co mówi obcy mężczyzna, lub chociaż rozpoznać język jakiego używa. |
| | |
| | #147 |
![]() | Dieter Rotkirsch Dieter siedział obok Torina i naprzeciwko Gerdy. Jadł od czasu do czasu rozmawiając z pełnymi ustami. Jajecznica i mleko były wyśmienite, towarzystwo dobre, a po wczorajszych wydarzeniach nie pozostał nawet malutki siniak. Usłyszał rzecz jasna że do gospody ktoś wszedł, ale niespecjalnie go to przejęło. Gdy Gerda "zakrztusiła" się, wstał i delikatnie klepnął ją w plecy kilka razy. I w tedy zobaczył tamtych. Krzyczeli coś, czego Dieter nie rozumiał. Ale widział już nie raz samopały. W jego lasach nieraz wielmoże chadzali z nimi na niedźwiedzie. Niedźwiedzie... A te miały jeszcze większe lufy. Na Sigmara! Co się dzieje? Stojąc tak nad Gerdą przesunął się, aby ją sobą zasłonić. Jego serce waliło szybkim rytmem. Po głowie kołatały się myśli. Niebezpieczeństwo! Uciekaj!. Nie ucieknę. Śmiało spojrzał w oczy najbliższego napastnika, kładąc uspokajająco dłoń na ramieniu Zieleńszej. |
| | |
| | #148 |
![]() | Gustav Rano, gdy wszyscy schodzili na dół, Gustav szedł obok Gerdy, która dzisiaj zdawała się być bardzo rozmarzona. Jeżeli zaś idze o Dietera, to Gustav nadal czuł wyrzuty sumienia, jednakże skonczyło się to dobrze dla wszystkich. Drwal wyspał się, a świeżości dodała mu balia, pierwotnie zamówiona dla Dietera. Chłopak pogardził tym, co zdrowe dla ciała i ducha. A kapłani mówili, że po to się myje zwłoki, by człowiek śmiertelny nie przyszedł przed Bogów śmierdzący. A że nigdy nie wiadomo kiedy człowiek zginie, to Gustav mył się jak najczęściej tylko mógł. A tak, jajecznica była smaczna. Ludzie w czerni którzy wpadli z garłaczami wypedzili z jego głowy szczęsliwą myśl, że wszystko było tylko zbiegiem okoliczności, i te wypadki nie są im przeznaczone przez Bogów. ~Ranaldzie, badź mi obrońcą a nie oszustem!~przemkneło mu przez głowę. Dieter wstał i zrobił coś, czego kiedyś Gustav nie był wstanie zrobić dla swoich bliskich.
__________________ Tengen Toppa Gurren Lagann! Who the hell you think we are!? |
| | |
| | #149 |
| Obsługa ![]() | Patrzycie się na przybyszy ze strachem. Samo ich wtargnięcie trwało tak krótko, że dopiero teraz macie okazję im się przyjrzeć. Czarne stroje to jakiś materiał, pewnie tkany, bo na skórę to nie wygląda. Osobnicy są rośli i masywni, a z ich oczu można wyczytać zdecydowanie. W zasadzie poza oczami nie widać nic innego na twarzy, gdyż cała głowa jest owinięta czarną materią podobnie jak reszta ciała. Dieter śmiało zasłonił sobą dziewczyny i wpatruje się hardo w przeciwnika. Nie jest to byk z poprzedniego dnia, ale dla chłopaka wszystko za jedno. Skoro kobiety w niebezpieczeństwie to trzeba ratować. Zieleńsza milczała przestraszona a Gerda kaszlała próbując przełknąć kęs jedzenia. Gustav znów, po raz kolejny w ciągu ostatnich dni, miał wrażenie, że to wszystko już kiedyś widział. Może nie było to dokładnie to samo, ale niosło to samo zagrożenie i ten sam strach. Torin ciągle myślał o ... no właśnie. Już wczoraj miał wrażenie, że go dopadło i że nie może być nic gorszego. Jednak mylił się. I to bardzo. Chwila upływała. Przy kolejnym uderzeniu serca widać, że napastnik stojący naprzeciwko Dietera podnosi narzędzie wyżej i celuje w pierś mężczyzny. Wszystko na moment zamarło w oczekiwaniu na najgorsze. - Baska! - zabrzmiał krzyk od drzwi i widać w nim jeszcze jednego osobnika. Ten był normalnej budowy mężczyzną, z torbą w lewym ręku oraz lampą w prawym. Za nim weszło jeszcze trzech drabów - ci mieli już pospolite kusze w łapach a groty bełtów błyskały złowrogo w mdłym świetle padającym zza okien. Ale nie na długo, bowiem zostały czymś przesłonięte od zewnątrz. Jednocześnie zabłysła lampa rozsiewając zielonkawy poblask wokół. Przejście ze względnej jasności do półmroku a potem do zielonkawej poświaty mogło zmylić kogoś, kto nie był na to przygotowany.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #150 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza ostatnia zeszła na śniadanie. Dosłownie kilka minut przed tym, jak dziwna banda wtargnęła do karczmy. Zdążyła przywitać wszystkich gorącymi uśmiechami i przełknąć kilka kęsów pysznej jajecznicy. I wtedy pojawili się oni. Zieleńsza zdziwiła się, gdy zobaczyła dziwnie ubranych ludzi z dziwnymi przedmiotami w ręce. Przestraszyła ją dopiero reakcja towarzyszy. A właściwie to reakcja Dietera i jego bojowa postawa. Dziewczyna nie znała wszystkich zwyczajów panujących w miastach, spotkało ją już tak wiele dziwnych rzeczy w ciągu kilku dni, że nie przejęłaby się zamaskowanymi mężczyznami i starałaby się przejść nad tym do porządku dziennego. Ale zachowanie Dietera wskazywało tylko na jedno - to nie są zwykli ludzie, a w powietrzu czai się niebezpieczeństwo. Kiedy zobaczyła wycelowane w nich kusze była już przestraszona nie na żarty. Do czego służą kusze i jak ostre są bełty wiedziała doskonale. Wstała i przysunęła się bliżej Dietera. Jego dłoń dodawała odwagi. Zieleńsza zastanawiając się intensywnie nad tym czego chcą od nich ci ludzie starała się jednocześnie przypomnieć sobie wszystkie sztuczki obronne, jakie znała. Żałowała, że nie ma przy sobie kija. Zamiast niego, ścisnęła w dłoni niewielki amulet, który nosiła na szyi. Gdzieś podświadomie miała nadzieję, że to uchroni ją i jej przyjaciół przed niebezpieczeństwem...
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tu ne cede malis! | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 226 | 11-24-2008 16:23 |
| [WFRP v.2] Tu ne cede malis! | Yarot | Archiwum rekrutacji | 19 | 01-11-2006 08:01 |