![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #201 |
| Obsługa ![]() | Dziewczyna pochlipując rzekła: - On...znaczy Bruno...kiedyś mówił....że to nadejdzie....chlip.chlip.. - wytarła nos w rękaw. Nadal trzymała na podołku głowę barmana. Drugą ręką głaskała czoło umarłego, jakby chciała odegnać niesforny kosmyk włosów. - On był taki dobry... - kontynuowała. - Pomógł mojej rodzinie i dał mi pracę... Ale zawsze powtarzał....że ktoś przyjdzie...Sam mówił, że jest strażnikiem czy kimś takim. Ale przecież co w takiej dziurze jest do bronienia...a już ktoś taki jak on..chlip, chlip. Dziewczyna skrzywiła się i znów zapłakała.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| Reklama |
| |
| | #202 |
![]() | Dieter Rotkirsch Strażnik, pobrzękując kolczugą potruchtał w kierunku południowej bramy, ręką trzymając za miecz. Dieter, niewiele myśląc ruszył wślad za nim. Ten strażnik wyraźnie wiedział co robić, a pewności takiej brakowało chłopakowi. - Mam nadzieję że nie łżesz, chłopcze, bo jesli tak, to czekają cię kazamaty - odezwał się żołnierz. - Skąd panie. Gospodarz ubit, bez ducha leży. Jako zajrzycie sami obaczyć będziecie mogli. - Staneli pod południową bramą. Strażnik, pilnujący jej, przyjrzał się z zaciekawieniem przybyłym. |
| | |
| | #203 |
| Obsługa ![]() | - Ho, ho, kogo to moje oczy widzą - rzecze strażnik, którego wąsy są chyba najdłuższe jakie Dieter widział w swoim życiu. - Nie gadaj tyle Klose tylko mów, czy nie przejeżdżał tędy w pośpiechu wóz albo i dwa. Podobno zamieszanie w gospodzie - wydyszał lekko zmęczony biegiem strażnik. - Ano. Zobacz co się w "Płomiennym" dzieje. Ludzi gromada, ani chybi coś się stało, może się kto za łby wziął czy co. Wiesz, jak to jest, gdy przez drogę idzie spęd - ślina trysnęła spomiędzy zębów i spadła na kamień drogi. - Podobno gospodarz ubit, a to znaczy, że to Bruno. Toć jemu dać radę to nie lada pastuch musiał być. Ale tak czy siak, przejeżdżał tędy kto w pośpiechu czy nie? - Nikogo rzem nie widział. Wozy jechały i owszem, z rana zawsze jeżdżą. A i sam popatrz na drogę - same wozy i krowy - Klose machnął ręką za siebie i rzeczywiście na południowej drodze widać było wozy, czasami konnych oraz wszędzie wielkie, krowie stada. - Ten tu młodzian prawi, jakoby cała banda była. Toć tego i ukryć nie sposób Wąsaty strażnik wzruszył ramionami - A no ja wiem. Nie widziałem, to nie powiem. Kilka wozów jechało na południe, ale w nich niczegom dziwnego nie widział. Strażnik, z którym przyszedł tu Dieter wyraźnie się zasępił. Popatrzył na drogę, na rzednący tłumek przed zajazdem i rzekł: - Chodźmy chłopcze do zajazdu. Może jednak stary Bruno nie dał się krukowi. I ruszyliście w stronę "Płomiennego".
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #204 |
![]() | Torin Dziewczyna była wyraźnie przywiązana do karczmarza. Odczekał chwilę, aż uspokoi się trochę, by dalej kontynuować rozmowę. -Przykro mi-powiedział w końcu-Czy Bruno, czy wspominał kiedyś czego pilnuje, czy mówił kto ma przyjść? To bardzo ważne. Jeśli coś wiesz, powiedz proszę. Myślę, że on chciałby, żebyś nam to powiedziała. |
| | |
| | #205 |
![]() | Dieter Rotkirsch Tłumek gapiów rozstąpił się przed strażnikiem, przepuszczając go do zajazdu. Dieter był nie w sosie, miał głowę zaprzątniętą problemami, które go przerastały. Markotny, ze spuszczoną głową wlókł się za żołdakiem. Zaczynał w duchu przeklinać siebie, że wpadł na pomysł zostania żołnierzem. Dlaczego mnie to podkusiło, myślał. Mogłem zostać parobkiem u świniarza. Mogłem przejąć fach od ojca, węgiel wypalać. Dlaczego właśnie tak się nie stało? Co mnie podkusiło? Nawet jeśli jacyś bogowie usłyszeli pytanie Dietera, nie udzielili mu odpowiedzi. |
| | |
| | #206 |
| Obsługa ![]() | Dziewczyna spojrzała na Torina zapłakanymi oczyma i rzekła: - Bruno...nie znam go na tyle by coś wiedzieć. On sam niewiele mówił o czymś innym niż zajazd. Kilka razy wspominał ze śmiechem...że są rzeczy ważniejsze niż złoto, zajazd i to miasteczko. Mówił: "To co najważniejsze, drzemie tutaj, w zajeździe. Każdy chce tu wracać, bo tu jest to coś". Powiedział, że zrozumiem za parę lat, co to oznacza. A ja nadal nie wiem - kelnerka znów zwiesiła głowę i pogłaskała nieżyjącego po ręce. - Raz, dawno temu, może trzy albo i cztery zimy temu, przyjechali tu ludzie z południa. Bruno zajmował się nimi jak każdym klientem, ale wieczorem zasiedli do rozmów. Nie było nikogo, a ja chciałam posłuchać o czym mówią. I nie wiem, bo mówili językiem bardzo podobnym do tego, co tutaj mówili. Ale tamta rozmowa była przyjacielska, ze śmiechem i przyjaźnią. I to nie byli ci sami ludzie, choć teraz nie wiem, bo mieli maski na twarzach. Już teraz nie wiem, co będzie dalej. Co będzie ze mną i zajazdem... - i po raz kolejny dziewczyna rozpłakała się.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #207 |
| Obsługa ![]() | Wtem dzwi zajazdu otworzyły się. Stanął w nich strażnik zza którego pleców widzicie patrzącego na wszystko Dietera. Wszedł on środka i rozejrzał się uważnie. Dieter zamknął za nim drzwi, by gapie nie mieli uciechy. Służka przestała płakać. Siąpiła tylko lekko i patrzyła zapłakanymi oczami na strażnika - Patrzcie kogom Wam przyprowadził - rzekł Dieter. - W rzeczy samej chłopcze, w rzeczy samej - strażnik przyjrzał się też Brunowi, ale nie przywróciło to życia karczmarzowi. - Chciałbym usłyszeć co zaszło, bo młodzian ten tu zbyt prędki był i zdyszał się okrutnie, jak do mnie przybiegł. Przeto i nie mówił wiele, poza tym że ubit kto tu jest. Karczmarza widzę, ale kto to uczynić mógł? I po co?
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #208 |
![]() | Torin odstąpił od służki i otrzepawszy się z niewidocznego kurzu stanął naprzeciw strażnika. -Dobrze, żeście tak szybko przybyli Panie.-jednym tchem wypowiadał słowa, kłaniając się lekko-Cóż zaszło widać jak na dłoni. Gospodarza naszego z zimną krwią łotry zabili. Bom nie wspomniał jeszcze, żeśmy będąc przejazdem na spoczynek tą karczmę obrali, bowiem w sąsiednim przybytku...-zamilkł widząc zniecierpliwienie na twarzy żołnierza. -Z początku czterech ich weszło-starał się być jak najbardziej konkretny-dziwni ludzie, w czarnych ubraniach, a broń jaką mieli, zupeł...-ugryzł się w język, nie chcąc drażnić władzy-Zaraz potem wbiegli kolejni. Szukali czegoś tam, pod podłogą-wskazał na otwór w ziemi-Nie sprzeciwialiśmy się, bo cóż mogliśmy zrobić, sami, bez broni. Nasz gospodarz, nieszczęśnik rzucił się na jednego i oto widać rezultaty. Gdyby ich chociaż połowa była, pierwszy bym się rzucił na ratunek, ale gdy ich taka gromada. W końcu znaleźli coś tam w tej grocie i wybiegli, aż się kurzyło. Kilku niewinnych przy tym porwali, jeden coś wspomniał, że ich zabije jakby pościg ruszył, aleśmy nie mieli sposobności powiedzieć wam tego Panie. Bo jak mniemam takiej watahy nie dało się nie zauważyć i jeśli nie złapani, to kilku konnych już za nimi ruszyło?-zakończył z nadzieją w głosie. |
| | |
| | #209 |
| Obsługa ![]() | - Konnych? Na Południowej bramie ruch z rana jak w Altdorfie, siła wozów pojechała, konnych też. Nie sposób przejrzeć wszystkich. Wojsko w górach bawi za opryszkami i garnizon szczupły, zatem konnych nijak wysłać niesposób - strażnik wyjaśnił i bliżej przyjrzał się dziurze wykutej przez napastników. Wionęło z niej zimnem oraz zapachem piwnicy. - I to oni rozkopali? Że też Myrmidia takich nie pokaże. Pewnie to ci szukają złota i skarbów wokół bo nasłuchali się bajek o krasnoludach, klejnotach i ukrytych bogactwach. Tylko szkoda Bruna, dobry z niego chłop był. Strażnik podszedł do dziewczyny i nachylił się nad nią. Spojrzał na twarz martwego karczmarza i rzekł: - Choć Nastka, zostaw chłopa. Teraz to on Morra a nie Twój. Daj mu odejść tam, gdzie jego miejsce. Trza go będzie pochować i tyle. Dziewczyna przestała się już mazać. - Ty - stróż prawa wskazał na Dietera. - Chłopcze. Weź no Nastkę, zaprowadź do świątyni i poczekajcie tam na mnie z kapłanem. Powiedźcie co się stało i przysposobcie na pogrzeb. A Wam - obrócił się do Was - radzę przenieść się do "Pastucha". Tutaj już nie będzie można się zatrzymać przez jakiś czas.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #210 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza Kiedy Dieter wrócił ze strażnikiem, Zieleńsza odsunęła się pod ścianę, onieśmielona widokiem rosłego woja. Pozwoliła, żeby przyjaciele opowiedzieli co się wydarzyło, sama mogłaby powiedzieć coś nie tak. Dziwni zamaskowani ludzie mówiący w niezrozumiałym języku, skarb ukryty pod podłogą, morderstwo karczmarza, który okazał się strażnikiem skarbu, no i ta choroba... To chyba było za dużo jak na młodą główkę zielarki. Nie potrafiła poukładać tego wszystkiego w jedną całość i odgadnąć co to za skarb, co to za figurka, jak pozbyć się tej praktycznie nieuleczalnej choroby? Co mogło być ukryte pod podłogą, skoro było ważniejsze niż życie karczmarza? Skoro strażnik skarbu dał się zabić za to, czego pilnował i jeśli ludzie, którzy go zabrali włożyli w to tyle trudu, to znaczy, że musi to być coś naprawdę drogocennego. A może niebezpiecznego w niepowołanych rękach? Może to nie tylko złoto czy kamienie, ale coś o wiele ważniejszego? Tylko jedno nasuwało jej się na myśl: - Musimy podążyć za nimi, a nie zatrzymywać się tutaj dłużej. To jedyne wyjście żeby się czegoś dowiedzieć... I wyleczyć nas z tej choroby. Jeśli pozwolimy im daleko odjechać, to nie znajdziemy ich już nigdy. I nigdy nie wyleczymy się z tej okropnej choroby! – powiedziała po cichu do przyjaciół, kiedy strażnik już przestał wydawać polecenia.
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tu ne cede malis! | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 226 | 11-24-2008 16:23 |
| [WFRP v.2] Tu ne cede malis! | Yarot | Archiwum rekrutacji | 19 | 01-11-2006 08:01 |