![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #301 |
| Obsługa ![]() | Woźnica podczołgał się do leżącej na łożu żony i wziął ją za rękę. Z oczu płynęły mu łzy, ale nie wydawał żadnych dźwięków. Tymczasem starucha widząc że poparcie dla dziecięcia rośnie zrezygnowana chwyciła jakieś szmaty z podłogi, które wyglądały na tobołek i rzekła: - Pożałujecie tego. Hubercie, będziesz jeszcze przeklinać ten dzień w którym to dziecko nie zginęło. Nie będzie to teraz ale za kilka lat, gdy podrośnie i usłyszy zew Chaosu. Wtedy będzie za późno i to o wiele za późno. Zarzuciła tobołek na ramię. Spojrzała na podróżnych, których przywiózł ze sobą woźnica. - To nie wasza sprawa, ale postanowiliście się wmieszać. Już teraz macie na sumieniu krew tych ludzi. Oby Shallya miała nad wami miłosierdzie. I ruszyła w stronę drzwi. - A Maszy nic nie będzie. Jest osłabiona, bo poród nie był dla niej łatwy, ale przyjdzie do siebie. To twarda dziewczyna. Dziecko nadal pohukiwało żałośnie.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| Reklama |
| |
| | #302 |
![]() | Słysząc zdecydowany opór nie pozostało Torinowi nic innego jak zostać. -Oczywiście Gustavie-odrzekł usprawiedliwiająco-Pośpiech przeze mnie przemawiał, mamy przecie nie cierpiącą zwłoki sprawę. Zostańmy tu jak długo trzeba, lecz ani chwili dłużej. Bardzo niechętny był pozostaniu w tym miejscu, a w szczególności w obecności dziecka. Zza okna usłyszał parsknięcie konia. -Wyjdę na dwór.-znalazł wreszcie wymówkę-Szkapa zasłużyła na siano i obrok ciągnąc nas tutaj. Może choć tak pomogę, bo tu marny ze mnie pożytek. Szybko skierował się w stronę drzwi. |
| | |
| | #303 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza Odprowadziła do drzwi smutnym wzrokiem najpierw akuszerkę, a potem Thorina. Nie wiedziała dlaczego ich towarzysz nie chce mieszać się do tej sprawy i dlaczego mieszanie się w sprawy ludzi, z którymi splątał ich los miałoby być czymś złym. Przecież skoro spotkali Huberta na swojej drodze, byli świadkami tych scen, to odejście i pozostawienie woźnicy samego ze wszystkimi problemami dopiero byłoby haniebne! Wreszcie odwróciła się w stronę Gerdy żeby zobaczyć co z maleństwem. - Na pewno jest głodne - odezwała się tłumacząc płacz dziecka - Spróbuję pomóc nieco jego matce, żeby szybciej nabrała sił. Nie wiadomo czy widziała już swoje dziecko i czy nie będzie to dla niej szokiem. Potem zajmę się przygotowaniem dla nas naparu, który pomoże nam ukryć ślady choroby. Podeszła do Huberta i delikatnie położyła mu rękę na ramieniu. - Proszę się nie martwić, z pana żoną wszystko będzie dobrze. Gustav pomoże mi przynieść wody i zaraz zaparzę coś dla niej - spojrzała porozumiewawczo na przyjaciela - Mam nadzieję, że nie ma pan nam za złe wtrącania się w pana sprawy?
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #304 |
![]() | Gustav W milczeniu skinął głową na propozycję Zieleńszej. Postąpił do niej kilka kroków i wziął za rękę. - Chodzmy, Gerda zajmie się małym, a ty przygotujesz dla nich napary na noc. Niemal wywlókł zielarkę z izby i podszedł do studni. Zanurzył wiadro i kilkoma silnymi pociągnięciami sznura wydobył na ocembrowanie. Spojrzał na nią chmurnym wzrokiem. - Jakich ziół chcesz użyć ? Masz na pewno w zapasie takie, by TO nie cierpiało ? |
| | |
| | #305 |
![]() | Torin odetchnął głęboko, gdy tylko przekroczył próg i zamknął za sobą drzwi. Lekki wiatr, zapach lasu otrzeźwiły go nieco. Wewnątrz chaty zostali wszyscy jego przyjaciele. Chłopaka dręczyły pytania co chcą uczynić, jak długo zostać, ale jedno wiedział na pewno. Nie ma ochoty tam wracać, przynajmniej dopóki się nie uspokoi. Przeszedł się kilka kroków w strunę powozu. Pozostało mu zrobić to czego się podjął. Zbliżył się do konia powili, tak aby nie spłoszyć zwierzęcia. Domyślał się że szkapa będzie zaniepokojona brakiem jej właściciela, a tym bardziej może przestraszyć sie czerwonych wyprysków jakie miał na twarzy. Zwierzęta pod względem chorób są bardziej wyczulone niż ludzie. Wyprzęgł konia i trzymając za wodze skierował się z nim w stronę pomieszczenia które zdawało sie mu być małą stajnią. Obruszył sie na dźwięk skrzypiących drzwi. Drwal wraz z zielarka wyszli, nie było Gerdy. Stanęli przed studnią i o czymś rozmawiali. Choć Torina zżerała ciekawość postanowił nie zwracać na siebie uwagi i ewentualnych pytań odnośnie jego zachowania. Schowany za szkapą dalej wykonywał powierzone sobie zadanie. Ostatnio edytowane przez Glyph : 05-25-2007 o 18:05. |
| | |
| | #306 |
![]() | Gerda starała się uspokoić płaczące dziecko. Dźwięki, które wydobywały się z małego gardełka były bardzo niepokojące. -Hubercie czy ma pan chociaż odrobinę wody? Póki nie wrócą trzeba maleństwo czymś zająć. Przytulając dziecko do siebie jedną ręką wysupłała jakiś gałganek z kieszeni i pytająco spoglądała na Huberta. Czekając na jego reakcję lub powrót Zieleńszej zaczęła cichutko nucić kołysankę i delikatnie kołysać dziecko.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| | #307 |
| Obsługa ![]() | Hubert nie zwracał najmniejszej uwagi na otoczenie trzymając dłoń żony w swoich. Gerda zauważyła sama, że przy ścianie, na niewielkiej szafeczce stoi cembrowane wiadro a przy nim stary, cynowy kubek. Thorin w stajni oporządził konia - podsypał im obroku, wytarł oraz wyprzągł. Zaś nieopodal, na podwórku przy studni, Gustav wyciągnął wiadro ze świeżą wodą. Zieleńsza popatrzyła w swoje tobołki zaglądając do mieszków i supełków. Odpowiednie zioła, zarówno dla grupy jak i dla Maszy na szczęście są i można z nich uwarzyć odpowiedni napar. Zaś dla dziecka ... Zieleńsza patrzyła, wąchała i smakowała. Wreszcie wybrała takie, które MOŻE pomóc się uspokoić. Tylko czy to coś da, to nie miała pojęcia. Cała ta sytuacja zdawała się jak z koszmaru, ale teraz każdy z nich jest jej świadkiem.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #308 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza - Myślę, że jakoś zdołam im pomóc - odezwała się do Gustava po krótkiej chwili grzebania w torbie - To przecież maleńki noworodek, teraz przede wszystkim potrzebuje opieki matki i pokarmu, a nie ziół. Nie ma takich, które mogłyby pomóc mu wrócić do normalności. Dlatego najpierw powinniśmy się zająć matką i Hubertem, żeby pomóc im jakoś uporać się z tym koszmarem, a dopiero potem pomyśleć o reszcie. Boję się trochę, że jak jego matka przyjdzie do siebie, odzyska przytomność i zobaczy dziecko, to dozna szoku... Dlatego nie można do tego dopuścić. Wracajmy już, im dłużej zwlekamy, tym mniej mamy czasu aby coś zaradzić. Zieleńsza chciała ruszyć w stronę domu, ale nie na tyle szybko, by odejść nim Gustav chciałby coś powiedzieć. Dziewczyna przypuszczała, że jeśli wyciągnął ją tak nagle z chaty, to może mieć jej coś do powiedzenia na osobności i być może wcale to nie dotyczy tej sytuacji. Może znowu źle się czuje? Może i on potrzebuje pomocy? Zielarka zupełnie zignorowała wyraz oczu przyjaciela i fakt, że użył zwrotu "TO" w odniesieniu do maleństwa wzięła za zwykłe przejęzyczenie.
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #309 |
![]() | Gustav - To TO będzie ich koszmarem - wycharczał. Twarz miał dalej stężałą, wydawało się, że ledwo może mówić. - Zieleńsza ty mnie nie rozumiesz. Ja nie chcę TEGO zabić, ja chcę mu pomóc. Potem...potem - ledwo wymawiał słowa - nie uratujemy nawet jego duszy. Wezmą go we władanie.. Otrząsnął się i spojrzał na zielarkę jakby przytomniejszym wzrokiem. Zagryzł wargi, aż te zbielały całkiem. - Ale teraz masz rację - oddychał ciężko -musimy zająć się tymi ludzmi. Swoje jeszcze odcierpią - ostatnie słowa szepnął tak cicho, że Zieleńsza nie była pewna, nawet czy powiedział to, czy tylko się jej wydawało. Gustav ujął kabłąk wiadra i oboje weszli do chaty. |
| | |
| | #310 |
![]() | Przez szparę w drzwiach Torin obserwował dwójkę przyjaciół. Rozmawiali o czymś, lecz z tej odległości nie sposób było posłyszeć ni słowa. Z twarzy obojga dało się odczytać, że nie jest to nic przyjemnego, więc nawet i wioskowy głupek zgadłby, że rozmowa idzie o dzieciaku. Lecz co chcą uczynić, wziąć go w opiekę, czy wręcz odwrotnie szukać drogi ucieczki. Pierwsze nastroje Troin poznał w chacie, ale przecie to czas jakiś temu. Po opadnięciu emocji, przychodzi głos rozsądku, więc może? Przekroczyli próg i zniknęli gdzieś w głębi izby zostawiając chłopaka samego ze swymi pytaniami. Torin nie miał zamiaru im towarzyszyć. Nie po tym co tam zobaczył. Z braku zajęcia rozejrzał się po inwentarzu. Gospodarz w niedyspozycji, więc nikt go nie mógł niepokoić. Kto wie kiedy taka znajomość okaże sie przydatna. Zwłaszcza interesowało go czy Hubert oprócz szkapy którą chłopaka tu zaprowadził trzyma również inne konie. Jeśli się nie mylili i w pobliskiej karczmie znajdują się ich oprawcy, to rumaki przydadzą się w ewentualnej pogoni. Choć tak po prawdzie sam jeszcze nie wiedział jak taka pogoń miałaby wyglądać. Przecież tamci nie przestraszą się ich czwórki. Na pierwszy plan musiały pójść inne pomysły. Tych jeszcze wprawdzie nie przedyskutowali, bo i czasu nie było, więc rozejrzeć się za mniej realnymi również nie zaszkodzi. Z takim postanowieniem obejrzał inne boksy. Gdy wyszedł znów na powietrze słońce coraz bardziej zbliżało się ku horyzontowi. Wytężył słuch, Próbował usłyszeć wrzaski z karczmy, którą mijali, a w ten sposób zorientować sie czy aby na pewno jest to tak blisko jak mu się wydawało. Co jakiś czas spoglądał na chatę. Czekał aż pojawi się and nią dym, albo cokolwiek innego, co świadczyłoby o tym, że zielarka rozpoczęła warzenie ich mikstury. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tu ne cede malis! | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 202 | Wczoraj 11:15 |
| [WFRP v.2] Tu ne cede malis! | Yarot | Archiwum rekrutacji | 19 | 01-11-2006 07:01 |