![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #321 |
![]() | Gerda po dłuższej chwili zauważyła wzrok obojga rodziców spoczywający na dziecku. Nagle przestała nucić zawstydzona. Nakarmione dziecko wydawało się spokojne i senne. Gerda popatrzyła na jego rodziców i podała im dziecko, aby nie poparzyć go napojem sporządzonym przez Zieleńszą.. Spojrzała na swój kubek, po czym zaczęła pić starając się zrobić szybko aby prawdziwa gorycz napoju dotarła do niej dopiero, gdy wypije cały kubek. Z ulgą odstawiła puste naczynie. Nie mając dziecka na rękach nagle poczuła się swobodniejsza jakby jakiś ogromny ciężar zrzuciła z serca. Dopiero teraz rozejrzała się po dość skromnej izdebce. Uświadomiła sobie, że nadszedł wieczór. Czekając na działanie napoju spoglądała na Zieleńszą. W końcu to ona pierwsza wypiła napój i po niej pierwszej będzie można poznać czy był skuteczny. Starała się być dyskretna, ale nie bardzo jej to wychodziło. Po prostu gapiła się na Zieleńszą. I miała wrażenie, że nie ona jedyna.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| Reklama |
| |
| | #322 |
| Obsługa ![]() | Wywar rzeczywiście okazał się gorzki w smaku i pozostawiał dziwny posmak na języku. Po kolei każdy próbował i krzywił się. W milczeniu każdy patrzył na innych, ale nic się nie działo. Przerwał to woźnica: - Dziękuję wam za to, że byliście tutaj. Wiem, że nie tu was droga prowadzi, ale za to, że zboczyliście z niej chciałbym wam podziękować. Widać, że nadal trzyma Maszę za rękę, choć już nie w jego twarzy zaciętości czy złości, od której bielały mu kłykcie na rękach. Mówi spokojnie, choć już bez cienia wesołości oraz swady, jak to było przy spotkaniu na drodze. - Jeśli chcecie iść do "Emilki" to najlepiej właśnie teraz. Zwykle jest dużo osób, zaczynają się tańce dziewcząt, nikt nie zwróci na was uwagi. Pod kuchenką trzasnął węgielek. Ziołowy zapach nadal unosi się w powietrzu. Hubert wziął od Gerdy dziecko i spojrzał na nie. Miał obrzydzenie na twarzy. Nie przytulił go, ale położył przy matce. I wciąż patrząc się na nie powiedział: - Nigdy nie wiadomo, co nam da los. Jednym daje złoto, a innym błoto. Spoglądacie na siebie. Dostrzegacie rumieńce na twarzach. I to właśnie one przykrywają drobne plamki na skórze policzków i szyi. Wygląda to tak, jak po wypiciu solidnej porcji grzańca, ale przynajmniej nie widać tych plamek. Wywar zaczął działać.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #323 |
![]() | Gustav - To my chyba już pójdziemy ? Prawda Thorinie ? Na pewno dobrze się tam bawią - pomyślał sądząc po odgłosach. Inna sprawa, że znalezć tych ludzi na pewno nie będzie łatwo. Skinął głową reszcie i wyszedł z chaty. Pałkę schował pod kapotą - może się przydać. Ruszył powoli rozkoszując się wieczornym chłodem. Dotknął policzka. Wyglądają teraz na podpitych wieśniaków, czy podróżnych, nie na zarażonych bogi wiedzą jaką paskudną chorobą. Dzięki Zieleńszej za wywar. Miał nadzieję, że uda im się odnalezć tych bandytów, z chęcią "odwdzięczy" im się za tę przyjemność.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #324 |
![]() | Torin Chłopak w napięciu oczekiwał na rezultaty działania płynu, który wypił przed chwilą. Zbierało mu się na wymioty. Chyba popełnił błąd najpierw próbując łyk napoju. Potem musiał jeszcze mocniej się przemóc i wypić duszkiem resztę. Cóż, tak bywa jak się lekceważy dobre rady. Po tak heroicznym wysiłku tym bardziej oczekiwał natychmiastowych efektów. Przez myśl przeszło mu, że przecież leki zawsze działają po kilku godzinach, Zieleńsza przecie nic nie mówiła o czasie. Wpatrzony w podłogę zbył milczeniem podziękowania Huberta. Nie była to przecie jego zasługa. On uciekłby już na początku i nawet teraz myśl ta go nie opuszczała. Z każda chwilą, co bardzo cieszyło chłopaka, zbliżali się do wyjścia. Przytaknął Gustavowi i natychmiast skierował się do drzwi. Wreszcie zaczynali działać dla własnej sprawy. Ostatnio edytowane przez Glyph : 07-15-2007 o 09:32. Powód: Reakcja na post Aragno |
| | |
| | #325 |
![]() | Gerda nie czuła się najlepiej po wypiciu napoju. I troszkę rozczarowała się działaniem napoju. Pomyślała, że świeże powietrze dobrze by jej zrobiło. Raz jeszcze spojrzała na maleńkie, zniekształcone dziecko. "Oby Bogowie mieli cię w swojej opiece" - pomyślała. -Dziękujemy za gościnę - powiedziała patrząc na Huberta i jego żonę. _ Obyśmy się spotkali w lepszych czasach - dorzuciła ciszej i ruszyła w kierunku drzwi patrząc za znikającymi już za drzwiami Torinem i Gustawem.
__________________ "Było tak zimno, że gdyby termometr był o cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć". Mark Twain |
| | |
| | #326 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza patrzyła na reakcje swoich towarzyszy. Gustav ze swoją twardą miną po prostu wyszedł, Torin najpierw wpatrzony w podłogę ruszył za nim, a w oczach Gerdy dostrzegła nutkę... rozczarowania. Nie tego po niej oczekiwali. Chcieli, żeby oznaki choroby zniknęły, żeby nie musieli już o niej pamiętać. A dostali jedynie rumieńców. Zielarce było przykro, że rozczarowała przyjaciół. Ale jeszcze bardziej uderzyły ją słowa Huberta. Kiedy Gerda zniknęła już za drzwiami, Zieleńsza jeszcze krótką chwilę patrzyła na jego rodzinę, na maleństwo. - Mądry człowiek potrafi nawet błoto przemienić w złoto, Hubercie - odezwała się wreszcie zmierzając już do drzwi - Twój los zależy tylko od ciebie. Jeśli pozwolisz, kiedy załatwimy już nasze sprawy, wrócę tutaj, odwiedzę was. Sprawdzę jak dajecie sobie radę i jak czuje się maleństwo. Jestem pewna, że wtedy przyznasz mi rację. Dowidzenia Hubercie, dowidzenia Maszo. Wszystko się dobrze ułoży! Zieleńsza uśmiechem chciała wlać w oboje rodziców nieco otuchy. W końcu wyszła z chaty i poszła śladem swoich przyjaciół.
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #327 |
| Obsługa ![]() | Chatynka woźnicy została za wami. Leśny mrok przykrył wszystko ciemnym igliwiem zaś zza szarówki nieba zaczęły przebijać się pierwsze gwiazdy. Na szczęście nie było jeszcze na tyle ciemno by nie widzieć drogi, a gdy wszyscy wyszli na zarośniętą łąkę można było dostrzec karczmę. W oknach tańczyło światło z lamp i pochodni, w uszy wdzierał się delikatny szum rozmów, śmiechów oraz krzyków. Widać, jak kilku gości stoi na zewnątrz, oparci o ścianę lub stojący wokół pieńka do cięcia drzewa. Jeden z nich ćmi fajkę. Za karczmą, stoją liczne wozy oraz uganiają się stajenni, donosząc wodę i obrok dla koni oraz gliniane dzbany z winem dla woźniców. Można powiedzieć, że "Tańcząca Emilka" w pełnej krasie. Tak jak poprzednio, tak i teraz, nawet z takiej odległości, dostrzegacie czarny powóz tych, którzy uciekli z miasteczka. Torin bardzo dobrze go zapamiętał i nie zamierzał teraz spuszczać go z oczu. Właściciele oraz pasażerowie owego wozu z całą pewnością siedzą w środku, bowiem w okolicy, nie widać śladu zabudowań.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #328 |
![]() | Torin -Randall nam sprzyja! Spójrzcie!-chłopak o mało nie podskoczył z radości. Wybiegł przed drużynę i wskazywał na czarny pojazd-Ile takich wozów mogło tędy dziś jechać? Nie nie może być mowy o pomyłce, mamy ich! Na tę krótką chwilę gniew mieszał sie z podekscytowaniem dodając chłopcu odwagi. -Teraz zapamiętają miecz Torina-chłopak zwolnił, wyciągnął swój imitujący miecz sztylet i kilka razy zamachnął nim w powietrzu.-Będę ich siekł, aż się ulękną i żwawo przyniosą lekarstwo. Będą przeklinać dzień, w którym mnie spotkali-wypowiadane słowa pokrzepiały go w duchu i zrodziły gotowe do rzucenia kolejne obelgi. Oprzytomniał jednak.-Tak, rozgromiłbym, rozgromilibyśmy ich Gustavie, lecz przecie nie jesteśmy sami . Na bitwie zawsze są ofiary. Zie zrozumcie mnie opacznie, lękam się nie o swoje życie lecz o wasze Zieleńszo, Gerdo i niewinnych biesiadników. Tak, rozejrzyjmy sie wpierw, a może wnet znajdzie się jakiś inny sposób. Lecz jeśli zajdzie sytuacja gotów jestem w Waszej obronie stanąć do otwartej walki.-pokłonił po rycersku na znak oddania. |
| | |
| | #329 |
| Administrator ![]() | Zieleńsza wystraszyła się, że chłopak mówi poważnie. Przypomniała sobie to, co stało się w karczmie, dziwną broń przybyszy, ich sprawne i szybkie działanie, śmierć karczmarza i wreszcie sposób, w jaki sprowadzili na nich to przekleństwo. Wiedziała, że ci bandyci są groźni, ale na razie nie zastanawiała się nad tym, co mają zrobić, kiedy już ich odnajdą. Nie wiedziała, że stanie się to tak szybko, wydawało jej się, że nie pójdzie to tak łatwo... - Torinie! - zawołała przestraszona - Nawet nie mów takich rzeczy, że będziemy musieli walczyć z tymi ludźmi! Przecież ich było tak wielu, mieli straszną broń, a na dodatek skoro mogli zarazić nas tą chorobą, muszą mieć też dużą moc! Uspokoiła się nieco, kiedy Torin wspomniał o rozglądaniu się i walce jedynie w ostateczności. Nadal jednak nie mieli żadnego planu działania. - Mamy tam po prostu iść i się rozglądać? Nie powinniśmy najpierw zastanowić się jak mamy zdobyć lekarstwo? Pójdziemy do nich i po prostu powiemy, że chcemy wyzdrowieć? A co ze skarbem, który ukradli? Może powinniśmy szybko wrócić do Huberta i zapytać gdzie możemy najbliżej znaleźć strażników? I wrócić tutaj razem z nimi? W końcu oni są przestępcami!
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #330 |
![]() | Torin przystanął w półkroku, odwrócił sie i ze zdziwieniem wpatrywał sie w Zieleńszą. Zupełnie jakby co najmniej nie zielarka, a sama Verena przemówiła do niego. Zatrzymać się, zastanowić? Gdy są tak blisko? Często działał spontanicznie, w locie wymyślając kolejne działania. Pierwsze myśli w takich sytuacjach zawsze wydawały sie najlepsze i choć nieraz sprowadzały na niego kłopoty, to działały! Udawało mu się ujść z życiem, a o to zawsze głównie chodziło. -Przecież mówiłem, że nie idziemy wszczynać awantury.-odpowiedział łagodnie-Na obmyślanie planu nadejdzie stosowna pora, a tymczasem poznajmy szczegóły. Wiemy tyle, że ani chybi porzucili tu swój wóz, a gdzie są? Czy w karczmie, czy rozbili obóz gdzieś tu w lesie? To musimy sprawdzić. Teraz w gospodzie jest gwarno i tłoczno, a oni nawet nie podejrzewają, że ktoś ich tu szuka-dodał uspokajająco-Po wojsko trzeba by do Heideck. Jeśli wierzyć kupcom Emilia to jedno z niewielu domostw w okolicy, gdzieżby tu garnizon budować. Pozostaje nam nasza pomysłowość i szukanie okazji. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tu ne cede malis! | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 226 | 11-24-2008 16:23 |
| [WFRP v.2] Tu ne cede malis! | Yarot | Archiwum rekrutacji | 19 | 01-11-2006 08:01 |