Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-10-2018, 21:14   #21
 
Avitto's Avatar
 
Reputacja: 26881 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Pod bramą rozpętała się walka między najeźdźcami a próbującymi salwować się ucieczką mieszkańcami Langwaldu. Zresztą nie tylko tam.

Otto Schwarzstein
Erik Landau
Henrike
Melisa Reinmayer
Thorstein Barsch
Reinhard von Galten


Thorstein zostawił Kardigana a Otto Wolfa w pobliżu bramy by usunąć zamknięcie. Melisa nie odpuszczała ich na krok. Młody Schwarzstein po łyknięciu alkoholu był na dobrej drodze do zaśnięcia. Erik zakręcił się w siodle orientując w sytuacji na placu. Uderzył umarlaka odrąbując mu ramię. Drugim stwór uchwycił się troku mocującego juki. Nastąpiła szamotanina, w której środek zmierzała grupka ludzi opuszczająca stajnię.
Hans oganiał Reinharda i siebie od potwory nacierającej od boku. Von Galten zasiekł zaś tego, który uczepił się Erika. Spojrzenia mężczyzn na krótką chwilę się spotkały. Jeździec odprowadził uciekających wzrokiem i ruszył za nimi osłaniając niezgrabnie sformowaną kolumnę. Formacja przypominała bardziej kabaczek. Kto mógł rzucił się ku sztabie blokującej wrota.

Rolf Hasmans

Rolf przepuścił synka za mur a sam skacząc przez opłotki ominął większość krwiożerczych napastników. Gdy przypomniał sobie o zostawionym przy domu psie było już za późno. Mijał plac przed swoim domem biegnąc w stronę bramy a pupil leżał na ziemi ze skręconym karkiem. Z obawy o własne życie nie zatrzymał się i pognał przed siebie widząc w oddali znajome, rude włosy. Gdy dostrzegł ludzi mocujących się ze sztabą wsparł ich w staraniach.

Gharth

Spacer na rynek okazał się podejrzanie łatwy. Krasnolud uszkodził po drodze dwa żywe trupy. Doścignął także postać w ciemnej szacie. Opuszczała ona właśnie pobliże kuźni i kierowała się do siedziby władyki, przed którą trwała zaciekła walka. Dziesięciu strażników dawało odpór nadciągającym nieumarłym. Gharth wkroczył w swoje progi. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy. Chwila zawahania wystarczyła, by posłyszeć cichy syk. Zauważyć drobne iskry błądzące po podłodze. Wygasił piec przed wyjściem?
Kolejny tego wieczora łomot wstrząsnął okolicą. Strażnicy posiadłości, trafieni stalowymi drzwiami od pieca poszli w rozsypkę. Dwóm z nich oderwało przy tym głowy od reszty ciała. Trzeciemu zasuwka wbiła się w nogę, wył jak potępieniec. Gharth niezauważony leżał na ziemi w kałuży piwa. Chyba tylko piwa. Upadając legł na bukłaku. Uderzone kości klatki piersiowej zabolały na chwilę mocniej.
Nie zwlekając jednak pozbierał się z ziemi i z bronią w ręku ruszył dalej.

Ludo

Nieznajomemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, rzucił się do ucieczki niczym wilczysko i chwilę później zniknął w gęstwinie. Niziołek zaś objechał osadę z prawej strony i nagle aż przystanął zdumiony.

Gharth
Ludo


Krasnolud nie pierwszy raz znalazł się między młotem a kowadłem. Tym razem były to jednak wyjątkowo niesprzyjające okoliczności.
Jakiś wybuch w strażnicy zablokował tylną furtę, za pomocą której zamierzał opuścić Langwald. Wokół aresztu kręciło się sporo umarlaków. Nie miał wyjścia, wdrapał się na wieżę. Te podążyły jednak za nim. Czując ból przy każdym kroku obładowany Gharth przetruchtał na mur, stamtąd ześlizgnął się na dach warsztatu. Niżej nie będzie. Poza murami ktoś jednak był.
- Cholibka! Uciekaj do lasu!
Krasnolud zaufał, zrzucił na dół najpierw swój dobytek a potem ruszył pionowo w dół w ślad za nim. Spadł jak kamień. Mimo trawy pod nogami stawy niebezpiecznie chrupnęły a stawiane przez rzemieślnika kroki były niepewne jak nigdy dotąd.
Głowa niziołka kręciła się natomiast w prawo to w lewo. Co ten latający trup tak wymachiwał tym dziwnym kijem? I co tam robiło dziecko?!

Wszyscy

Sztaba legła na ziemi. Skrzydłom wrót jednak coś pomogło podzielić los sztaby. Z zewnątrz prosto w twarze uciekinierów zionął gnijący wiatr. Brama upadła na mocujących się z nią mężczyzn jakby nigdy nie miała zawiasów. Przygnieceni Otto i Thorstein spoglądali na resztę zdezorientowani. Zahaczona wystającą deską Melisa padła na kolana z odrętwiałym barkiem.
Erik wystrzelił z pistoletu w skaczącego nań znienacka truposza. Zrobiło się naprawdę groźnie bowiem grupa szukająca ucieczki przez bramę stała się jedyną grupą żywych w zasięgu wzroku. Lada moment staną się celem wszystkich otaczających ich napastników. Strażnik odciągnął zamek kciukiem, lecz ten raptownie odpadł. Przyjrzawszy się Erik dostrzegł, że broń z nieznanego mu powodu gwałtownie skorodowała. Dziwnym trafem tylko w części z zamkiem.
Nie tylko w dłoniach Landau działy się niesamowite rzeczy. Z elewacji budynków odpadały niewyrwane dotąd drzwi i okiennice, spadały na ziemię szyldy a z grzbietu reinhardowego wierzchowca spadły juki i z brzękiem uderzyły o ziemię. Niemal każdy metal, na który bezpośrednio zawiał cuchnący wiatr korodowało natychmiast.
Za bramą miała czekać wolność. Po za nią był jednak pożar cyrkowych namiotów po lewej i kolejny oddział umarlaków po prawej. Z lewej ktoś nawoływał do ucieczki. Z prawej, na skraju widoczności, biegł mały chłopiec.
Był też niewytłumaczalny dziw. Jeden trup latał. Statecznie unosił się nad ziemią w pozycji leżącej a jedyną ruchomą częścią jego ciała była dłoń, która niedużym patykiem wykonywała ruchy dyrygenta. Zapowiadała się bolesna śmierć.
Henrike poczuła swoją szansę. Teraz albo nigdy. Mogła pobiec w ciemność po lewej i była pewna, że ujdzie każdej pogoni jak tego, że rankiem nie dostanie śniadania.
 
Avitto jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-10-2018, 21:49   #22
 
Porando's Avatar
 
Reputacja: 3659 Porando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputację
Wyyyyyyrwij murom zęby krat! - szarpiąc się z belką, banita nucił zbójecką piosenkę, gdy niespodziewanie brama spadła prosto na niego. Rozkojarzony Thorstein wygramolił się szybko i przyjrzał się dokładniej. Rdza zeżarła zawiasy szybciej niż dwa pacierze! Szybko zdjął kaptur i owinął nim metalową część halabardy. Zapiął szczelnie płaszcz by wiatr nie pożarł też klamry jego pasa. Resztę metalowych przedmiotów miał schowane w plecaku, tam są bezpiecznie owinięte kocem. Został tylko jego kilof, który służył mu też jako broń ręczna. Zaczął odwijać chustę z szyi, która służyła mu zwykle za maskę podczas napadów. Już miał zacząć go owijać, ale nie zrobił tego i uśmiechnął się szeroko. Miał jeszcze jeden metalowy przedmiot na sobie.

-Hy! Hy! Hy! - rechocząc głupkowato podwinął rękawy swojego ciężkiego płaszcza, odsłaniając dwie metalowe obręcze na każdym nadgarstku. Nie były połączone łańcuchem, podczas przemieszczania więźnia strażnicy improwizowali i przewlekali go przez dwa wystające oczka. Widocznie ktoś im je wcześniej popsuł- Zerwij kajdaaaaaaany, połam bat! - nucił dalej piosenkę patrząc jak wiatr wcina je niczym koń owies. Już chciał dokończyć zawijanie, gdy spostrzegł co się stało Melisie.

- O psia kość! Ale ci jucha bucha! Trza to szybko opaczyć! - Thorstein podrapał się po głowie. Spojrzał na chustę, potem na kilof a później na ranę Melisy. Westchnął głęboko, schował narzędzie pod płaszcz na tyle na ile się dało. Podszedł do dziewczyny, pomógł jej wstać i zaczął owijać jej ranę - Nie jestem konowałem, więc mów mi jak coś źle zrobię. Szal jest mokry, ale to nie ślina czy pot. Wierz mi lub nie, ale miałem wcześniej w plecaku cztery flakoniki z miksturą leczniczą. I to wszystko wylało mi się na łachy. To chyba dobrze że jest tym nasączone, no nie? - gdy skończył, podszedł do jej ojca, podniósł go i wsadził Erykowi na konia - Czymaj się dzadku! My pójdziemy na szkitach! - spojrzał na dziewczynę - jak ci słabo to weź daj mnie rękę albo wskakuj na barana! - obrócił się do Eryka i spostrzegł że w pobliżu jest pancerny szlachetnie urodzony wojak. Ostatnio widzieli się jak zarąbano raubritera Arnolda, rycerz chyba mocno wtedy dostał. Szybko odwrócił głowę, mając nadzieję że Reinhard go nie rozpozna - No dalej, spindalamy w lewo do lasu, przez te ognie.
 
Porando jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-10-2018, 07:37   #23
 
Ascard's Avatar
 
Reputacja: 6588 Ascard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputację
Upadek bramy był kompletnym zaskoczeniem dla Otta. Nim zorientował się co się dzieje leżał, leżał przyciśnięty do ziemi jednym ze skrzydeł. Całe szczęście, brama upadła do wewnątrz w taki sposób, że pierwotne uchwyty podtrzymujące sztabę zadziałały jak kołki, na których oparł się główny ciężar. Gdyby nie ten drobny szczegół, obaj mężczyźni zostali by całkowicie przygnieceni i dosłownie wprasowani w ziemię. Bandyta w mig wygramolił się spod zwałów drewna zostawiając Otta w tyle. Podpity mężczyzna miał problemy z koordynacją, do tego chwilę zajęło mu zorientowanie się w sytuacji. Począł rozpaczliwe łapać się czegokolwiek, byle tylko wygrzebać się ze zwałowiska. Z pomocą przyszedł Wolf, który złapawszy rodziciela za ramiona starał się pomóc w miarę swoich miernych możliwości. We dwójkę jakoś uporali się z problemem, zajęło to jednak sporo czasu.

Gdy tylko uda się wyciągnąć Otta spod przeszkody, ruszają za resztą uciekinierów. Otto podtrzymuje mającego problemy z równowagą Wolfa.

 
Ascard jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-10-2018, 16:53   #24
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 33411 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Młody Hasmans zniknął z oczu Rolfa. Ten ruszył biegiem do bramy. Podejżewał, że tym, którym dane było przeżyć także tam się udadzą.
Gdy biegł zobaczył swego owczarka. Ten leżał przed kojcem z dziwnie przekrzywionym łbem. W Rolfie wezbrała się złość lecz pamiętał o synu i przełykając ślinę otarł resztki łez z oczu i pognał dalej.

***

Pod bramą było już sporo ludzi. Siłowali się z zasuwą i nie namyślając się długo Rolf skoczył z pomocą. Był krzepkim mężczyzną i chyba jednym z silniejszych w osadzie więc jego pomoc okazała się zbawienna a brama ustąpiła. Niestety jak się okazało nie do końca tak jak się spodziewali.
Brama runęła na kilku ludzi w tym Otta. Rolf odskoczył za w czasu i gdy zobaczył truposzy na ich drodze a za ich plecami małą postać biegnącą ku drzewom zaczął realnie myśleć.
Obozowisko pod palisadą stało w płomieniach a na przeciw szły nieubłaganie zombiaki. Rolf rozejrzał się wokół i zobaczył koryto z wodą postawione przy bramie. Służyło przybyłym do osady konnym do napojenia wierzchowców a sami w tym czasie przekazywali wiadomości, które nieśli.
Hasmans wskoczył do wody mocząc się cały w włosami i brodą. Wyskoczył po chwili i ruszył przez płonące obozowisko.
- Za mną przez płomienie!- Rzucił do pozostałych. Musiał jak najszybciej dostać się w bezpieczne miejsce a następnie odnaleźć syna.
Rolf liczył, że woda ochroni go przed poparzeniem i da czas na przebycie płonącego obszaru bez zapalenia się odzieży czy włosów.
 
Hakon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 13:14   #25
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 42681 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Dzień Zero, Środek Nocy
"Ewakuacja - Trudności"

Dziewczyna miała ewidentnego pecha. Obudzona w środku nocy nie spodziewała się tego, co wokół niej się działo. Było to trochę jak zły sen, koszmar, w którym wszystko boli tak bardzo realnie, a strach przyprawia o zawrót głowy. Melisa nie potrafiła trzeźwo myśleć, ani podjąć jakiegokolwiek logicznego działania. Nie uważała też, aby była do czegoś potrzebna czy przydatna, nie nadawała się. Czuła się bezużyteczna.

W chwili gdy brama runęła a wystająca deska wybiła jej bark ze stawu, do głowy przyszła jej jeszcze jedna myśl - “jestem przeszkodą i problemem”.

Dziewczyna niekontrolowanie krzyknęła z bólu, który promieniował przez łopatkę i kark. Było to na tyle nasilone, że rudka zaczęła znowu płakać. Nie wyła jednak jak rozwydrzone dziecko, a starała się trzymać cierpienie wewnątrz, by nie zwracać na siebie uwagi. Nie dawała jednak rady powstrzymać ani zbolałej mimiki twarzy, ani mimowolnie płynących łez. Jej ciche zawodzenie przez zaciśnięte w wąską kreskę usta również dało się usłyszeć, jeśli ktoś tylko się na niej skupił.

- Przepraszam… - zdołała wyszeptać drżącym, płaczliwym głosem, kiedy Thorstein opatulał jej rany. Była pewna, że bark został wybity. Tylko raz widziała ojca, jak sam sobie staw ramienny nastawiał i nie wspominała tego dobrze. Zawsze lepiej gdy to ktoś z umiejętnościami ci pomoże niż robić to samemu. Lisa zaczęła nawet powątpiewać, że da radę z powrotem wbić głowę kości w panewkę samodzielnie, jednak starała się schować te wyobrażenia daleko w podświadomość, bo teraz nie miała nawet na to czasu.

- Tutaj pętelkę - powiedziała cicho do mężczyzny, gdy ten robił prowizoryczny temblak z chusty wyjętej z plecaka cyruliczki - A to trochę mocniej, by zatamować lepiej - dodała a propos szybkiego “zabandażowania” ręki kawałkiem jej płaszcza, w który była ubrana. Nie obrywała jednak jego materiału do tego celu.

Najbardziej jednak była wdzięczna, że mężczyzna zajął się jej ojcem, pomagając mu dosiąść wierzchowca. Lisa aż uśmiechnęła się lekko na ten widok i niedbale przetarła mokre policzki, rozmazując po nich nie tylko brud i kurz, ale i krew. Korozja metalu nie dotknęła niczego, prócz jej klamer na butach, które i tak nie były jakoś specjalnie potrzebne. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy miała w torbie, która cała była szmaciana.

Gdy inni zastanawiali się nad drogą ucieczki, Melisa myślała o Royu, jego rodzinie oraz państwie Blueberry. Ciekawa była i pełna nadziei, że przyżyli jak i zdołali bezpiecznie opuścić miasteczko. Przynajmniej pan Henry, bo to dobry człowiek był i zawsze miły. Anna wraz z córką i mężem chyba dali radę, zastanawiała się czy i jej siostra, Kasandra, uszła z życiem. Lisa nie życzyła nikomu śmierci, jednak nie chciałaby by ich grupy się połączyły i spotkały kiedyś w lesie lub jakimkolwiek mieście. Bo zdołają umknąć i ocaleć, uda im się.

Sytuacja nie wyglądała zbyt obiecująco, jednak cyruliczka wierzyła - nie w siebie, ale w innych. W ich decyzje, pomysły, sugestie i działania. Było wielu mężczyzn, silnych i rozumnych, o mocnej sile woli i pewnej decydyjności. Obserwowała ich i słuchała uważnie. Zauważyła jak Rolf moczy ubrania i włosy, potem każe biec za sobą w płomienie. Melisa więc zrobiła to samo co on i nawet pomogła Thorsteinowi jeśli tylko chciał. Poprosiła też aby i ojca jej zmoczyć i zadbać o niego. A potem faktycznie chwyciła go za rękę, tak jak zaproponował. Bała się, że się zgubi, a drugą rękę miała unieruchomioną.

- Tato, trzymaj się tutaj mocno, Panowie ci pomogą! - spojrzała w górę na swojego ojca i jego zdezorientowane spojrzenie jak i niepewną minę. Wiedziała jednak, że na pewno nie zrobi nic głupiego. Nie był głupi, był tylko zagubiony. Ponoć osoby inteligentne najczęściej dotykały problemy z chorobą umysłu. Liska posłała mu pocieszający uśmiech. Chciałaby żeby wszyscy przeszli przez to, jakkolwiek. Potem ich pozbiera, da radę! Przecież musiała.
 
__________________
Gram: [WFRP 1 i 1/2] Chęć przeżycia

Ostatnio edytowane przez Nami : 31-10-2018 o 11:31.
Nami jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 13:29   #26
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 21045 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Erik z przerażeniem obserwował przeżartą rdzą szyjkę kurka, który trzymał w ręku. Odłamał się w najwęższym punkcie, i wiedział, że jeszcze dziś rano nie było na nim rdzy. Nie było jej też w południe, bo starannie sprawdził broń na popasie. Nie było jej też jeszcze przed całą tą aferą z trupami, bo zawsze sprawdzał broń zanim nie wjechał do jakiejś wioski czy miasteczka. Szczęściem kurek wciąż trzymał w ręku, ale z przerażeniem oberwował niewielkie kropeczki pojawiającej się na lufie rdzy. "Zaklęcie" pomyślał i natychmiast skierował broń lufą w stronę biegnącego ożywieńca, i uderzył luźnym kurkiem prosto w panewkę. Pistolet wypalił, rozwalając głowę trupa na kawałki i posyłając go kilka kroków w tył. Schował broń do olstra, zamykając ją pospiesznie a kurek powędrował do wysokiej cholewy jego buta. Erik miał nadzieję, że uda się mu naprawić broń u pierwszego kowala, który się nadarzy inaczej będzie zmuszony strzelać z niego oburącz, ryzykując zniszczenie krzesiwa i panewki. Jednocześnie błogosławił Sigmara w myślach, że nie zdążył wyjąć miecza z pochwy, bo najpewniej już by przerdzewiał.

Kiedy banita wsadził mu staruszka na grzbiet konia, nie oponował. Lina, która wciąż wisiała u kulbaki mogła się teraz przydać. Strażnik zwinnie zrobił dużą pętlę ze zwisającej luźno u boku konia liny i zarzucił ją za plecy, ściskając ją z powrotem na kulbace, aby staruszka zabezpieczyć w czasie ucieczki. Resztę liny szybki zwijał okręcając ją luźno dokoła kulbaki, w miarę jak pozostali wygrzebywali się z pod rozbitej bramy.
Słysząc, jaki jest plan chwilę zdębiał, widząc gorejące namioty i widząc, że lepiej wyglądał droga w prawo, czysta i bez ognia. Jednak las znajdował się po lewej a rycerz mógł być miejscowy. Czasem należało zawierzyć obcemu, o ile rzeczywiście był tutejszy i wiedział więcej.

- Nie martw się o niego. Nie zostawię go. - powiedział spokojnie Erik patrząc na rudowłosą córkę staruszka - Ale musisz ratować siebie, będziesz mu potrzebna. Biegnijcie, na Sigmara! - stanowczo powiedział Erik pochylając się w siodle, podnosząc wiadro z wodą i oblewając nim siebie, konia i staruszka z tyłu za sobą, mając nadzieję, że to wystarczy i spiął konia w galopie w kierunku północnej ściany lasu czerniejącej za płonącym polem namiotów. Wyciągał konia, pozwalając mu na więcej swobody, przyspieszając, jednocześnie uspokajając i zachęcając go głosem.
- Dawaj,Porist, jeszcze trochę stary, jeszcze trochę... -
Wierzchowiec chrapnął, słysząc spokojny głos strażnika i runął naprzód.

 
__________________
Iustum enim est bellum quibus necessarium, et pia arma, ubi nulla nisi in armis spes est

Ostatnio edytowane przez Asmodian : 20-10-2018 o 09:17.
Asmodian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 19:37   #27
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 2966 Reinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputację
Kiedy wieśniacy wyprowadzali bydło, było ono uwiązane na solidnych sznurach; na noc zamykano je w zagrodzie. Tak było i dzisiejszego wieczoru; odpętane po zagonieniu rogacizny na spoczynek sznury stały się łupem zbrojnego. Związał je razem, tworząc długą linę, nawlekając na nią kilka krowich dzwonków. Jeden jej koniec przywiązał do bramy, drugi do liny podtrzymującej jeden z płonących namiotów, naciągając tak, by była naprężona na wysokości ud. Następnie pomógł Ottonowi wydostać się spod bramy; ten hałas powinien wystarczyć, by zwabić umarlaki. Reinhard liczył na to, że masa ożywieńców raczej pociągnie za sobą bramę lub resztki namiotu, co spowolni ich marsz, niż urwie sznury, które utrzymywały bydło.
Reinhard, krzyknął do Otta i Wolfa, by biegli, przytrzymując się uzdy jego konia; to mogło ich trochę przyspieszyć. Sam podążył za nimi, gdy tylko upewnił się, krzycząc, że zombie śladem hałasu natkną się na potykacz. Zamierzał zamykać ucieczkę pozostałych ludzi, nie zamierzał zostawiać nikogo na pastwę potworów.
 
Reinhard jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 23:00   #28
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 42828 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Khazadzi są ekspertami jeśli chodzi o walkę i metal. Pieprzone długouchy nieźle strzelają, trzeba im przyznać. Umgi... no, w robieniu kolejnych umgów i wpieprzaniu się we wszystko. Ale jeśli chodzi o spierdalanie to nie ma jak takie małe chuchra, jak to teraz, co krzyczało, coby uciekać do lasu.

Gharth pozbierał się z ziemi, podniósł zatem swój kałdun oraz rzeczy i ruszył za niziołkiem, kolebiąc się. Kompaktowa budowa przydawała się czasem, gdyby był dłuższy i chudszy pewnie bardziej by się połamał... ale stawy będą mu dokuczać jeszcze długo, czuł to przy każdym kroku, a i żebra przy każdym oddechu dawały o sobie znać. Czuł ból. Okropny ból. Niemal nie do wytrzymania. Żebra się zrosną, ale stracił piwo! I będzie musiał znieść to wszystko o suchym pysku. Przerażająca perspektywa. Przyjrzał się krytycznie bukłakowi... Może coś w nim jednak zostało?
 
__________________
Ostatni - termin: 24.04.2019r.
Gob1in, pi0t, druidh, Komtur, Morel, Hakon, Stalowy
Straż, straż! - termin: 24.04.2019r.
Oczekuję na: Wisienki, druidh, lynx lynx, Phil
hen_cerbin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-10-2018, 23:28   #29
 
pi0t's Avatar
 
Reputacja: 34215 pi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputację
Mały bohater odprowadził wzrokiem nieznajomego i uśmiechnął się delikatnie. Mały drobny sukces, ale mógł jeszcze pomóc innym. Musiał spróbować. Objechał więc osadę nawołując do ucieczki, był jeszcze czas, jeszcze parę gęb do wykarmienia może uciec z tego pogromu, a co ważniejsze nie zostać wcielonym do armii wampira.
Racuch był nad wyraz spokojny, choć w mniejszej skali nie raz wyczuwał smród nieumarłych. Niziołek wiedział, że i jemu nie wolno teraz spanikować. Musi zachować spokój brzucha, nawet jeśli potem w nocy nie będzie mógł spać. Był strażnikiem pól i nie bał się kościejów czy innych mięsochodów, wiedział że można je przegonić lub od nich uciec, szczególnie jeśli są daleko. Ale co za wciórności to latające coś. Kołodziej bił się z myślami, próbować ingerować? Nie, nie to nie byłoby najlepsze rozwiązanie, latający truposz z pewnością zemścił by się na mieszkańcach tej osady, albo skupił na tym khazadzie o dziwnym kroku i zaciętej twarzy. Trzeba być odpowiedzialnym i dbać o innych. Gdyby Ludo był sam, to może podjąłby działania zaczepne, ale narażać niewinnych i bezbronnych nie wolno, sumienie potem by go gryzło.
Nizołek był skłonny dalej nawoływać uciekinierów, wskazywać im względnie bezpieczną drogę do lasu – byle dalej od nieumarłych. Tak też więc czynił. Nie pozwalał jednak przy tym, aby ktokolwiek zbytnio zbliżył się do niego. Jeszcze któryś będzie uchodźca spanikuje i chwyci za nogę, czy uzdę jak głodny za udkiem pieczonego kurczaka. Zrzuci z Racucha i będzie klops. Tego Ludo się wystrzegał.
 
__________________
Mistrz gry nie ma duszy! Sprzedał ją diabłu za tabelę trafień krytycznych!
pi0t jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-10-2018, 20:20   #30
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11236 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Henrike nie próbowała nawet zrozumieć panującego pod bramą chaosu. Odrzucała obrazy wyciągnięte prosto z koszmarów, upraszczając je do zwyczajnej potrzeby ucieczki. Wyczuła dobry moment, kiedy rozległ się huk wystrzału, ktoś próbował wyczołgać się spod zwalonej bramy, a jeszcze inni zwracali uwagę na coś w oddali, czemu Heike nie próbowała się przyjrzeć. Teraz albo nigdy.

Pobiegła wzdłuż palisady, znikając w ciemności. Miała wyrzuty sumienia, kto by nie miał? Próbowała złagodzić je myślą, że nikogo nie znała. Miejscowi trzymali się razem, prawda? Ona do nich przecież nie należała.

Biegła dopóki nie znalazła wyłomu w palisadzie. Czyżby tędy próbowali wedrzeć się nieumarli? Otwór był za mały, musiała się podkopać. Spróbowała użyć toporka jako prowizorycznej łopatki, ale ten posypał się gdy tylko uderzyła w ziemię. Ostrze było całe zardzewiałe, jakby długie lata zżerała je korozja. W kobiecie coś pękło, rozpłakała się, tuląc do ziemi. Chciała, żeby to się po prost skończyło, jakimkolwiek scenariuszem. Przez kilka chwil nie zależało jej na niczym. Pomyślała o tym, jak zbawienna byłaby teraz śmierć, ale pobliżu nie było nikogo, kto mógł ją zapewnić.

Korzystając z resztek woli, jakie jej zostały, otarła łzy i zaczęła kopać. Wbiła palce w ziemię, by przedrzeć się do upatrzonej ziemi obiecanej. Ryła długo, aż nie wydawało się, że zdoła przejść. Okryła głowę i grzbiet szczelnie płaszczem i wcisnęła się do podkopu. Tłumiąc łzy, wiła się, drąc materiał na plecach, aż nie udało jej się przedostać na drugą stronę. Pośpiesznie sięgnęła po torbę, chcąc ją jak najszybciej zabrać, chociaż nie miała się czego bać - po stronie z której przeszła nikogo nie było, a ziemia obiecana rozkładała szeroki wachlarz możliwości.

Pierwszą myślą był powrót. Droga do posiadłości von Notthaffta była długa, ale nie znała żadnej innej. Jakie miała szanse na nieznanych ziemiach? Bliskie zeru, jak domniemała. Sytuację uratował jeździec, który zdawał się objeżdżać osadę. Poszła za jego instrukcją, prosto do lasu, gdzie miała nadzieję spotkać kogokolwiek z porzuconych wcześniej ludzi.
 

Ostatnio edytowane przez Avdima : 20-10-2018 o 20:22.
Avdima jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166