Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-09-2018, 15:00   #1
 
Reputacja: 26975 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
[WFRP 1 i 1/2] Chęć przeżycia

Chęć Przeżycia
Prolog

Langwald. Godzina strachu

Poranki w Langwald, podobnie jak wieczory, zdążyły stać się rześkie. Ten wieczór był jednak ciepły jak na ostatnie, przedśmiertne drgawki odchodzącego lata. Dopiero dwie godziny po zmierzchu pogoda zmieniła się. Wiał silny, zachodni wiatr. Po osadzie szmerały cicho, niesione podmuchami, pojedyncze rozmowy mieszkańców.

Otto Schwarzstein

Przed cowieczorną wizytą na grobie własnej żony Otto, również jak co dzień, topił smutki w alkoholu. Pił do odcięcia i gdy dotarł na cmentarz było już zupełnie ciemno. Chwiejnym krokiem w jednej ręce trzymając latarenkę a drugą ciągnąc po ziemi kostur wstąpił na poświęconą Morrowi ziemię. Serce mocno mu biło a w oczach dwoiło się od refleksów światła. Albo od łez. Zawsze płakał bełkocząc nad jej grobem. Przyzwyczajone oczy zrobiły się wilgotne kilka chwil temu.
Nad grobem ktoś już był. Odwrócił się!
- Ojciec? - Zapytał mężczyzna z odrazą w głosie na widok Otta.

Erik Landau

Od rana nie zzuł jeszcze butów. Po przybyciu do Langwaldu późnym popołudniem podał w karczmie rysopis poszukiwanego i odpoczął krótko. W planie miał jeszcze tylko wizytę w miejscowej strażnicy. Nie spodziewał się, że na jego drodze stanie tak absurdalny biurokrata. Z powodu jakichś układów, do których nie miał dostępu nie chciano udzielić mu informacji ani większej pomocy niż miejsce do spania i oporządzenie konia. Później jednak, po dość długiej kłótni z urzędnikiem, spotkał szeregowego wartownika, od którego dowiedział się o skazanym na powieszenie zbójcy przetrzymywanym w ciemnicy.

Henrike
Gharth
Reinhard von Galten


Henrike krępował ten rozglądający się po wszystkich z ciemniejszego kącika mężczyzna. Pierwszy raz nocowała sama w zajeździe. Z konieczności. Nie wiedziała, dlaczego umówiony orszak nie przybył w terminie. Z pozostałych pieniędzy próbowała wynająć powóz. Woźnica kompanii zjawił się późnym popołudniem z informacją o konieczności naprawy pojazdu przed wyruszeniem w dalszą drogę. Pijaczyna, którego mężczyzna najął w karczmie do tej pracy nie budził jej zainteresowania mimo, że lokalni polecali jego usługi bardzo chętnie. Być może zwłaszcza dlatego. Rzemieślnik dopiero co obudził się z regeneracyjnej drzemki i opuścił gospodę.
Reinhard dłuższą chwilę obserwował młodą dziewczynę samotnie siedzącą przy palenisku. Inna młódka usługiwała pijącym mężczyznom, a jeszcze inna była tak pijana, że jej chłopiec lada moment włożyłby jej dłoń pod sukienkę. Chłopiec nie pasował jednak do rysopisu, jaki za dnia podał mu strażnik dróg. Mimo wszystko zachował czujność. Dziewczyna przy palenisku rzuciła mu nieśmiałe spojrzenie. Gdy tylko je odwzajemnił uciekła wzrokiem w ogień.
Cichy dotąd krasnolud siedzący przy ogniu zaklął, dopił piwo i wyszedł przed karczmę. Wtedy się zaczęło, od rąbnięcia obuszkiem prosto w splot. Nieumarli wdarli się do Langwald. Żadnego ostrzegawczego sygnału. Naprzeciw khazada stało dziesięciu, może więcej umarlaków a zarówno spod bramy jak i strażnicy przybywały kolejne poczwary.
Odgłos walki z miejsca zaalarmował bywalców knajpy. Wykidajło poderwał się na równe nogi, wyjrzał przez okno i dostał kamieniem wielkości beczki piwa. Nie było co zbierać.

Rolf Hasmans

Rodzina rolnika mocno już spała, jego jednak męczyła bezsenność. Rolf korzystając z ciepłej nocy usiadł na ławie przed domem i w ciszy obserwował otoczenie. Łatwo zidentyfikował pierwszego z nadchodzących mężczyzn. Otto pijak, piąta woda po kisielu dla połowy gildii bednarzy, stolarzy i kołodziei. Mimo wstrętnej aparycji i sporej tragedii w życiorysie facet nie do ruszenia.
Na oczach Rolfa rzucił się na idącego z nim faceta! Rosły rolnik zareagował i pomógł sąsiadowi odpychając nieznajomego.
- Dobrze, dobrze - sapnął Otto bezpostaciowo.
- Nie trzeba, Rolfo. Poznaj mego syna - dodał zaraz w pijackiej dumie. Syn wstał z ziemi z niezadowoloną miną lecz tylko przeprosił Rolfa i pociągnął ojca do domu za rękę.
Niedługo później z lokum Otta rozległy się krótkie krzyki, trzaski i łoskot. Rolf przytomnie poszedł sprawdzić co się stało.

Melisa Reinmayer

- Zbudź się, rety, no zbudź! Liska! - Załomotały drzwi. Kardigan utoczył przez sen ślinę, którą teraz przez zaskoczenie niemal się udusił. Córka medyka jak zwykle miała pełne ręce roboty. Opanowała atak kaszlu niedołężnego ojca i otworzyła. Przed nią stanął Roy, najmłodszy syn jej sąsiadów.
- Chodź szybko, syn Schwarzsteina się znalazł. Nie, nie, źle mnie zrozumiałaś! Stary wziął go za karb i tamten ledwo dycha. Chodź!
Wolfgang był kilka lat starszy od Melisy. Uciekł z domu trzy lata temu, zaraz potem zmarła jego matka. Wśród okolicznej dzieciarni wyróżniał się pyskatą gębą i chełpliwością. Któregoś razu cyruliczka w dowód wdzięczności otrzymała od niego trofeum z dzika. Stary Kardigan mlaskał wtedy niezadowolony czy aby nie był to sposób okazania afektu.
Za plecami Melisy odezwał się jej ojciec.
- Miałem kiedy syna, wiesz? – Zagadnął, jednak nim do niego podeszła zgubił watek i wyglądał na zdziwionego reakcją córki.

Otto Schwarzstein
Melisa Reinmayer
Rolf Hasmans


Domostwo owdowiałego rzemieślnika było zaniedbane. Jeden z kątów zajmowały uszkodzone i zniszczone meble, zostawione z myślą o naprawie w przyszłości. Bezkształtna zbieranina desek, wałków i kanciastych połączeń stała się tłem rodzinnej awantury z której Otto wyniósł moralnego kaca a Wolf rozcięcie na głowie. Przy okazji ten ostatni stracił niestety przytomność.
Nagłe otrzeźwienie zbiło Otta z pantałyku. Nie zdążył wytłumaczyć synowi swoich uczuć. Nie dlatego, że nie umiał. Tamten po prostu nie chciał słuchać więc, jak to gówniarz, zarobił kijem. Otto nie chciał przyznać się przed sobą w jaki sposób udało mu się pomylić głowę Wolfganga z jego dupą. Młodszy z mężczyzn zamilkł. W ogóle się nie ruszał, a ciężki był, bowiem przybrał nieco wagi przez trzy lata nieobecności. Pozostawił go więc Otto na polepie a sam klęknął przy nim i aż się rozpłakał wzywając cicho i ochryple pomocy.
Gdy nadeszła nie odzywał się wiele obserwując cicho próby przywrócenia Wolfa do żywych. Jego świat wirował. Melisy również, bowiem zapłakany Otto, obecność ciekawskiego Roya i kilku innych gapiów za drzwiami nie działała uspokajająco. Oboje nawet nie zwrócili uwagi na pierwsze, pełne histerii krzyki. Z Wolfgangiem nie było dobrze. Choć przebudził się dzięki uniesieniu w górę wszystkich kończyn wydawał się być oszołomiony, nie łapał równowagi i wodził wzrokiem po przypadkowych obiektach. Nie nawiązywał też kontaktu werbalnego.
Rolf stał najdalej od drzwi ze wszystkich obserwatorów i oberwał jako pierwszy. Rzucona przez chodzące zwłoki decha boleśnie uderzyła go w ramię i po żebrach. Nie to zabolało jednak najmocniej. Żywe trupy właśnie wychodziły z jego domu z okrwawioną, połamaną bronią. Na plac wylęgły co najmniej dwie dziesiątki tego tałatajstwa.

Ludo

Przez kilka ostatnich kilometrów niziołek węszył kłopoty. Wiał zachodni wiatr naganiając ciemne chmury. Brauzeit pełną gębą, gdyby nie to, że z lasu zniknęły odgłosy gęsi. Pół na pół – odleciały czy też czując fetor roztaczany przez zombie padły. Zabite w ten sposób gęsi nie nadawały się do jedzenia. Serce bolało na takie marnotrawstwo.
Poganiał swego wierzchowca przeczuwając w kościach najgorsze. Niemal kompletnie nie potrafił jeździć, co okupił obtartymi udami i genitaliami przypominającymi do złudzenia gotowe do podania, ulubione śniadanie. Mimo to nie ustawał w wysiłku.
Obóz rozbity przed osadą płonął, dookoła namiotów kręciły się zaś szkielety. Ciała świeżo ubitych ludzi leżały na ziemi w karkołomnych pozach. Niziołek domyślał się tylko, że wewnątrz namiotów ofiar mogło być więcej. Miał tylko nadzieję, że jego odważne okrzyki zaalarmowały kogokolwiek z mieszkańców. Zza zamkniętej bramy miasteczka dochodziły go paniczne krzyki i odgłosy ucieczki. Wartownika nie było na posterunku. Na uboczu, za płonącymi namiotami, stały klatki ze zwierzętami. Z jednej z nich ktoś krzyczał gardłowo o pomoc.

Thorstein Barsch
Erik Landau


Wilgoć z kamiennych murów i podmokłej posadzki ciemnicy wchodziła Thorsteinowi w krew. Na dodatek cela była na tyle mała, by całkowite rozprostowanie kości stało się niemożliwe. W duchu przekornie cieszył się z jutrzejszej egzekucji, która uwolniłaby go z tej szumnie zwanej aresztem nory. Wtem szczęknął zamek w drzwiach, a banita przyskoczył do kraty. Nie znał tego człowieka ale jego jeździecki strój zdradzał wysokie urodzenie i żołnierski fach. Oto nadchodziły wyjątkowo przystojne jak na tak zapomniane przez bogów miejsce kłopoty.
Erik miał do więźnia tylko jedno pytanie.
- Szukam mordercy niewiast. Mogę załatwić ci lżejszy wyrok. Czy znasz człowieka nazwiskiem Doche...
Strażnikowi przerwał potworny huk, który dosłownie zwalił go z nóg. Musiał odskoczyć od celi, by uniknąć spadającego fragmentu stropu. Belki oddzieliły strażnika od kraty.
Thorstein odwrócił się twarzą do ściany zakrywając rękoma głowę. Gdy tąpniecie ustało odwrócił się. Coś rozwaliło ścianę jego celi i usunęło kawał ziemi za nią. Był wolny. Na ulicy za murem zobaczył czyjeś stopy. Zrobił krok w przód, zadrżał. Tylko stopy. Widocznie huk zwalił z nóg nie tylko Erika. Dookoła we wszystkich kierunkach przemieszczały się uzbrojone żywe trupy. Całe mrowie.
Erik tymczasem uskoczył drugi raz. Przez drzwi, którymi dostał się do aresztu wsypała się do środka sterta gruzu i odcięta głowa urzędnika. Strażnik był uwięziony z kluczami do otwartej celi i sporym kufrem, który spadł z sufitu. Gdy go otworzył Thorstein poznał jego zawartość. To była jego zarekwirowana własność.
 

Ostatnio edytowane przez Avitto : 09-10-2018 o 10:31.
Avitto jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166