Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-04-2020, 22:19   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
[Warhammer 2] - Kultyści

Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; port; krypa “Stara Adele”
Czas: 2519.I.06; Konigtag (6/8); zmierzch
Warunki: lekkie kołysanie, zapach ryb i morza, ciepło na zewnątrz zmierzch, sł.wiatr, gęsty śnieg, lodowato






Na zewnątrz dogorywał kolejny dzień z pierwszego tygodnia nowego 2519-go roku. Ten dzień okazał się mocno śnieżny i wietrzny. Wydawało się, że wiatr przywiał pogodę z Norski bo było lodowato. Chociaż teraz na koniec dnia wiatr trochę przycichł więc zrobiło się nieco spokojniej. Na zewnątrz wszystkie odgłosy życia skoncentrowanego wokół portu zamierały. Nie było to dziwne. Zimną ze względu na kiepską pogodę ruch morski na całym Morzu Szponów był wyraźnie słabszy niż w cieplejszej połowie roku. A w końcu całe wybrzeża, w tym też ten skrawek z wybudowanym przed paroma dekadami nordlańskim portem też się pod tym względem nie wybijał. Ale w końcu spora część miejskiej społeczności żyła według rytmu dnia i nocy. Więc wraz z końcem dnia kończył się ich dzień. I o tej porze zamykali już swoje warsztaty, sklepy, kończyli obrządek i wracali grzać się przy ogniu i kominku.

Dlatego i w porcie ruch był niewielki. Zapewne mało kto zwracał uwagę na przechodniów zwłaszcza, że wraz ze zbliżającą się nocą nadeszła też i mgła. Co prawda niezbyt gęsta. Ale jednak dodatkowo ograniczała widoczność pospołu z gęstniejącym z każdym pacierzem nocnym mrokiem. Niewielu pewnie zwróciło uwagę na przechodnia odzianego w płaszcz, futro, kurtkę czy kożuch. A niektórzy przechodnie tak samo jak inni szli zaśnieżonymi ulicami. Mijali grudy brudnego śniegu zasypanego popiołem lub końskim nawozem którego służby porządkowe jeszcze nie zebrały. I możliwe, że nie zbiorą do następnego poranka. A ci szli przez to miasto poprzez zamykane kramy i warsztaty, rozmawiających ze sobą ludzi i kierowali się w stronę portu. A tam jednego z nabrzeży. I w końcu do jednego z przycumowanych przy nabrzeżu statków. Ten statek nie wyglądał zbyt ciekawie. Nie był żadną ani piękną, ani dumną, ani groźną jednostką jak niektóre z jednostek które utknęły na tą zimę w porcie. Raczej wyglądał jak stara, mocno zużyta krypa już raczej nie nadająca się do pełnomorskiego ani właściwie żadnego rejsu. Też zasypana zmarzniętym śniegiem i skrzypiąca takielunkiem i kto wie co jeszcze w tej pływającej ruderze skrzypiało. Chyba wszystko.

I te niektóre postacie zatrzymywały się przy burcie tej burej jednostki z jeszcze czytelną nazwą na dziobie. “Stara Adele”. Przy tej burcie jednomasztowca stukały albo kopały w ciemne, zużyte drewno. Zawsze w ten sam sposób. Mimo, że przychodzili pojedynczo i o różnych porach kończącego się dnia. To wszyscy stukali w ten sam sposób. Wówczas z góry, słychać było zgrzyt otwieranych drzwi. A potem nieregularne, powolne kroki. Nad burtą pojawiała się pomarszczona, zarośnięta, marynarska twarz z nieodłączną chustą na głowie. Chociaż z powodu zimna na niej mieściła się ciepła czapka. Ta marynarska głowa widząc kto przyszedł i tak stuka zsuwała na dół drabinę po której można było wejść na pokład. A dalej już nie trzeba było przewodnika. Przez ostatni sezon każda z postaci wiedziała dokąd dalej iść.

Ku niskim drzwiom w rufowej nadbudówce. Potem trochę schodów no i już tam było cieplej niż na pokładzie i na zewnątrz. Jeszcze korytarz i drzwi do ładowni. Znów ten sam sygnał. I w drzwiach odsuwała się klapka za jaką widać było czujne i bystre oczy. Skoro ktoś z wtajemniczonych to klapka zamykała się. A po zgrzytnięciu zamków drzwi otwierały się. Strażnik wpuszczał gościa do środka by dołączył do reszty prawdziwej rodziny.

I tak co jakiś czas te drzwi otwierały się aż w ciągu kilku pacierzy, akurat na tą końcówkę dnia znaleźli się chyba wszyscy co mieli się zebrać. A powód zebrania wydawał się być tyle niecodzienny co tajemniczy. Ale w ciągu ostatnich dwóch dni każdy z zaproszonych dostał wiadomość by stawić się właśnie dzisiaj o zmierzchu w ich tajnej kryjówce w porcie. Było to o tyle nietypowe, że zazwyczaj spotykali się na sabat w Agnestag. Czyli jutro. No a nie dość, że trzeba było przyjść dzisiaj to już w tej tak sobie ogrzanej ładowni okazało się, że jest chyba większość ich zboru. Co jeszcze bardziej było zastanawiające bo oznaczało, że sprawa dotyczy całego zboru. Ale co to za sprawa tego nie było wiadomo.

---

Skromną kolację złożoną głównie z ryb, trudno było uznać za ucztę czy chociaż biesiadę. Ale za to można było zapomnieć o uczuciu głodu. No i spożyć go w towarzystwie tej pstrokatej rodziny. W samym sercu towarzystwa siedział pulchny Karlik. Co dziwne nie było. Wszyscy wiedzieli, że jest w ich zborze numerem 2 po Starszym. Karlik w przeciwieństwie do ich lidera nie nosił maski. I wydawało się, że ma dobre układy ze wszystkimi. Jak dobry ojczulek czy wujek znalazł czas by zamienić słowo z każdym a nawet wręczyć jakiś drobny datek. Podobno te posiłki to też były serwowane z jego kiesy. Chociaż akurat te świeże ryby to mógł złowić Kuternoga który właściwie mieszkał na tej krypie a cały port traktował jak swój dom. Jednocześnie był strażnikiem ich kryjówki i przekazywać wieści jeśli ktoś miał do kogoś sprawę a nie mogli się spotkać na mieście bezpośrednio.

Z Kurtem rozmawiało się tak sobie. Chyba, że ktoś lubił rozmawiać o morzu, rybach, statkach i pogodzie. Mimo, że już nie pływał to nadal pozostał marynarzem z zamiłowaniem wszystkiego co morskie. Ale raczej odpowiadał na pytania i nie inicjował rozmów. Chyba, że przekazywał od kogoś jakąś informację.

Natomiast inaczej było z pozostałą dwójką bywalców. Silny i Łasica pasowali do siebie jak ogień i woda. Albo pięść do nosa. No i nie było tajemnicą, że ledwo się tolerowali. On był krzepkim mężczyzną i weteranem wielu bójek. Zazwyczaj preferował rozwiązania w których mógł popisać się tą sprawnością i komuś dołożyć. Chętnie o tym opowiadał jak to znów komuś spuścił łomot, kogoś okantował albo jak wyrolował straż czy kogoś takiego.

Ciemnowłosa Łasica mogłaby pewnie zostać uznana za jedną z ozdób tego spotkania. Zgrabna, gibka brunetka. Impulsywna i gwałtowna. Potrafiła się jednak skupić na swoich zadaniach. Preferowała te w których gdzieś trzeba było się przekraść albo podszyć pod kogoś. Też potrafiła nieźle komuś dołożyć ale nie traktowała tego jako pierwsze rozwiązanie jak to bywało z Silnorękim. Ciemnowłosa za to lubowała się w przygodach, romansach, tańcu i muzyce. Lubiła się bawić więc karliki* się jej raczej nie trzymały. I o tym najczęściej opowiadała. Można było nawet odnieść wrażenie, że ta dwójka wiecznie ze sobą rywalizuje na tym polu.

Na wieczerzy nie było jednak najważniejszej osoby. Ich przywódcy. Tego który ich tutaj wezwał. Karlik jednak oświadczył, że przybędzie po wieczerzy. Nawet nie wiedzieli czy jest już na “Adele” czy dopiero przyjdzie. Ale jak już naczynia zostały zebrane i siedzieli przy mocno rozcieńczonym winie dziobowe drzwi do ładowni otwarły się i do środka weszła znajoma postać w masce i kapturze.





- Witajcie drogie dzieci. Bracia i siostry, witajcie. Cieszę się, że jesteśmy już w komplecie bo mam wam coś ważnego do przekazania. - Starszy umiał przemawiać. Ledwo wszedł a momentalnie wszyscy wstali i skoncentrowali uwagę na nim. Jakby przyszedł ojciec, dowódca czy kapłan do swoich wiernych i podwładnych. Ten który o nich dba, pomaga, opiekuje się ale też wie tyle rzeczy. No i ma cel do którego stara się doprowadzić ich pstrokatą załogę. Osoba która jak soczewka koncentrowała w sobie wolę i zamiary innych. Ten który przydzielał zadania, wysłuchiwał problemów, rozsądzał spory, udzielał rad, karał i nagradzał, tłumaczył sny i wizje. Ten który podejmował decyzję dotyczące całej ich małej społeczności. I chyba miał jakieś kontakty z im podobnymi ale nie należącymi do ich grupy.

I gdy wreszcie się zjawił zdradził powód tego zebrania. Wyjątkowy powód. Chodziło o miejskie kazamaty. Trzeba było stamtąd kogoś wyciągnąć. Kobietę. Niestety nawet Starszy nie wiedział kim ona jest ani jak wygląda. Nie spotkał jej nigdy. Ale mimo to był przekonany, że wyznawcy rozpoznają ją od razu. Albo ona ich. Trzeba było tylko dostać się do okrytych złą sławą kazamat, odnaleźć ją i uwolnić. No ale to raczej faktycznie brzmiało jak zadanie dla całej grupy. Kazamaty były jak taki mały fort wewnątrz miasta. Solidne mury, bramy, wieże strażnicze pozwalały nawet niewielkiej załodze odeprzeć liczniejszego przeciwnika. No albo utrzymać kogoś wewnątrz. Wiadomo było, że zbór ma zbyt wątłe siły by zaatakować kazamaty otwarcie czy urządzić oblężenie. Więc trzeba było wymyślić sposób jak się dostać do środka tego odciętego od reszty miasta terenu i wydostać kogo trzeba na zewnątrz.

Po ogłoszeniu tej decyzji była okazja na reakcję. Na wymianę pomysłów i pytania. Karlik rzucił pomysłem, że można by kogoś przekupić. No ale tak w ciemno nie było wiadomo kogo. Łasica zastanawiała się czy dałoby się przekraść. Uważała, że mury powinny być w jej zasięgu no ale jakby nawet się tam znalazła to co dalej? Kurt jak zwykle nie zabierał głosu bo i tak pewnie zostałby pilnować ich wspólnej łajby i schronienia. Silny zaoferował się, że może zlikwidować strażników. Tylko najpierw albo oni by musieli wyjść przed bramę albo on musiałby dostać się do środka. A na razie nie bardzo miał pomysł jak do tego doprowadzić. No i nikt nie miał pojęcia jak rozpoznać kobietę jakiej szukali. Zapewne była uwięziona gdzieś w lochach kazamatów ale gdzie dokładnie to nie wiedzieli. Pocieszające było to, że więźniów zwykle trzymano w lochu aż do najbliższego festynu gdy ich publicznie tracono. Mieli więc kilka tygodni czasu do najbliższego festynu. Niewiadomą było czy straż albo ktoś z łowców czarownic nie zajmie się tą osobą by zmusić ją do mówienia.


---


*karliki - złote monety z wizerunkiem panującego imperatora czyli Karla Franza. W tym kontekście ogólnie chodzi o pieniądze i ich szybkie przepuszczanie.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 16-04-2020 o 06:02. Powód: Fabuła posta :)
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-04-2020, 15:32   #2
 
TomaszJ's Avatar
 
- Trupas-Strupas, Trupas-Strupas - wołały wesoło dzieci obrzucając śmierdzącego, brzydkiego włóczęgę kamieniami i śnieżkami. Ale z daleka, bo kiedyś brudas odrzucił im łajnem. Ale tym razem był zbyt zajęty odganianiem się od obszczekującego go kundla towarzyszącego dzieciakom. W końcu zniknął w opuszczonym budynku i został po nim tylko smród. Dzieciarnia pobiegła dalej szukać nowej rozrywki. Pies jeszcze chwilę poobszczekiwał drzwi i już miał uciekać, gdy noga Strupasa przycisnęła mu ogon, a silna ręka przydusiła łeb do ziemi. Brudne łapsko włóczęgi wtarło coś w skórę psiaka i kopniakiem wysłało w dalszą drogę. Ten śmierdzący garbus - włóczęga był jednym z wielu żyjących wśród odpadków żebraków. Wszyscy omijali go z daleka, nawet teraz zimą tęgo od niego jechało. A on spokojnie grzebał sobie w odpadkach i wyszukiwał nikomu nie potrzebne skarby, które skrzętnie chomikował.
Dziś jednak głowa co rusz spoglądała na pozycję słońca. Miał się stawić w ważnej sprawie w siedzibie kultu, znalazł znak nakreślony w umówionym miejscu. Dlatego gdy tylko słońce pokazało odpowiednią porę, ruszył do portu, odwiedzając każdy śmietnik i stertę odpadków po drodze.
- Wiem że nie lubicie chłodu, kochanieńkie, niedługo dojdziemy. Obiecuję - mruknął w poły swojej kapoty. I ucieszył się, bo w końcu coś zje.
- Ruszaj się leniu, ileż można czekać! - usłyszał spod kapoty wyniosły kobiecy głos
- Właśnie, darmowy posiłek będzie. Wiesz ile to grosiwa? - zawtórował drugi, męski dla odmiany. Pozostałe wznieciły harmider, poganiając na przemian Strupasa.


Garbus ogrzał się przy kozie, która ocieplała wnętrze, co tylko sprawiło że zaśmierdziało bardziej. Czekał na jedzenie, burczało mu w brzuchu bo od wczorajszego szczura na patyku i suchara nic nie jadł. Gdy podano rzucił się na jedzenie i jadł łapczywie, aż zakrztusił się ościami. Gdy skończył wylizał miskę, a spod kapoty usłyszał mlaskanie Koklusza.
- Prostak - prychnęła Biegunka, nie wiadomo czy pod adresem Koklusza czy Strupasa, a Szkorbut zarechotał szkaradnie. - Cicho - odpowiedział nowy głos - Strupas, pytaj go! -
- Dobra dobra - mruknął Trupas Strupas do siebie, już.
I wypytywał Kurta o wrakowisko, bo bardzo był ciekaw co tam znaleźć można. Gdzie szukać ciekawych fantów i jak do tego podejść. Szkorbut co chwila ganił go za głupotę i podsuwał nowe pytania. We dwóch jakoś dawali radę ułożyć sobie przyszły plan szabrowania...


Gdy przybył Starszy ogarnęła Strupasa ekstaza. O Wielki!
Autorytet który bił od niego imponował Strupasowi. Taka aura... to było coś. Chciał tak bardzo zasłużyć na jego aprobatę. Słuchał go jak zahipnotyzowany, gdy opowiadał o swych wizjach i celach. I rosła w nim radość, bo coś miał!
- Byłem w kazamatach! Byłem - ucieszył się. Ale po chwili posmutniał, bo to jak wyszedł niewiele miało wspólnego z planem. Jego cisi towarzysze zrobili naradę ignorując Koklusza marudzącego głośno że powinni siedzieć cicho, bo lepiej niech ktoś inny weźmie tę robotę.
- Dobra, garbus, jest plan - Smrodowiatr oznajmił zadowolony. Słuchaj...
I Strupas Trupas głośno opowiedział plan jaki sobie wykoncypował. Że dwie osoby przekupione lub zastraszone będą potrzebne: pisarczyk miejski i strażnik więzienny. Pierwszy zezwolenie na wizytę więźnia da, jakiegokolwiek. Drugi będzie wewnątrz kazamat, by dostęp dać tym co wejdą. A wejdzie ktoś z kultu i najemna portowa dziewka, co będzie myślała że do więźnia z "wizytą małżeńską" idzie. Gdy aresztantkę się znajdzie obie dziewczyny zamienią się ciuchami, z dziewkę zadusić będzie trzeba i tak zmasakrować, by nie można jej było rozpoznać. A aresztantka z naszym wyjdzie.
- Tyle dobrego że ciebie do tej roboty nie wezmą - chrząknął niezadowolony Koklusz spod łacha, a reszta zarechotała, a Szkorbut zakpił - O to chodziło tępy kmiocie.
 
__________________
Bez podpisu.
TomaszJ jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-04-2020, 16:10   #3
 
Graygoo's Avatar
 

Od rana chodził podminowany, roztrzęsione ręce co chwila sięgały za pazuchę i pociągał potężny łyk. Zawartość bukłaka została niedawno uzupełniona przez Dużego Hansa, Aaron miałby kłopoty ze zrobieniem tego samemu a nie chciał stracić ani kropli drogocennego płynu. Wczorajsza informacja o przyśpieszonym spotkaniu skutecznie wyprowadziła go z równowagi. Nie lubił nieplanowanych spotkań. Jutro mieli się spotkać podczas święta. Coś musiało się stać. Trzeci raz dzisiaj udał się na strych. Stanął w progu. Porozrzucane graty, połamane meble. Głęboka warstwa kurzu świadczyła iż od dawna nikt tu nie wchodził. Odetchnął głęboko. Księga, jego przeszłość, tkwiła bezpiecznie ukryta między cegłami jednej ze ścian. Zszedł piętro niżej, sypialnia. Sypiące się meble - stół, krzesło, łoże. Jedynie ciężki kufer sprawiał solidne wrażenie, nawet pomimo braku zamka. Człek pochylił się nad nim, wypowiedział parę niezrozumiałych słów, machnął dłonią. Spróbował podnieść wieko - ani drgnęło. Uśmiechnął się pod nosem i chwiejnie ruszył na dół.
- Grhumpf, tfu. - splunął w kąt. Chłopcy siedzieli przy kominku uważnie studiując pergaminy. Zadowolony z ostatniego interesu Heinirch dorzucił traktat o ziołach którzy chłopcy pilnie studiowali.
- Wychodzę. Jakby mnie dłużej nie było idźcie do wujka Aleka, zaopiekuje się wami.
- Yhym. Wurmkrauter Stiefel.
- Mały Hans nawet nie zwrócił uwagi, Duży skinął głową i wrócił do lektury.
Założył rękawice i okutał się szalem. Wyszedł w zamieć. Do zmierzchu była jeszcze godzina, nie śpieszył się. Przewrócił się tylko raz rozbawiając patrol mijających go strażników. Nie pomogli mu.

----

Przybył jako jeden z pierwszych. Od razu po wejđciu pociągnął głęboki łyk. Westchnął w odpowiedzi na pytające spojrzenie Kuternogi i poczłapał na dół. Na sali spotkał Karlika przygotowującego wieczerzę. Zamienili kilka słów, Aaron przekazał wymięty pergamin z niezbyt dokładnym rysunkiem karłowatej brzozy - dzieło Małego Hansa. W zamian otrzymał garść słodyczy. Chłopcy będą szczęśliwi. Położył się na jednej z ław i zapadł w drzemkę. Obudził go mocny kuksaniec, robiło się ciasno, więc usiadł. Poczuł kręcący w nosie zapach. To Strupas grzał się przy kozie. Naprawdę wszyscy przybyli. Oby nie trwało to zbyt długo, westchnął.

----

W głowie nadal mu szumiało, jednak spróbował wstać. Podpierając się o stół podniósł się ciężko.
- Grmphg, ja mogę iść! - zachwiał się lekko, ale utrzymał pion. Większość patrzyła na niego.
- Mhmpf, mogę rzucić na nią czar. Będzie jak trup. Mghp, zapłacimy grabarzowi i będzie nasza. Tylko... mghf, muszę ją dotknąć. - skończył i opadł ciężko na ławę.
 
Graygoo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-04-2020, 22:48   #4
 
Pieczar's Avatar
 
- Proszę uważać na Siebie i trzymać się ciepło. - rzekła Versana żegnając z uśmiechem na ustach wychodzącego urzędnika miejskiego - Proszę również pozdrowić żonę i dzieciaki! - dodała gdy gość zamykał drzwi. - Te urzędasy działają mi na nerwy. - na ustach Jej pojawił się grymas, który szybko zamienił się w delikatny uśmiech - Na szczęście na miesiąc mam ich z głowy.

Zwykle o tej porze roku i tak nie miała zbyt dużo obowiązków poza pojedynczymi kupcami, którzy byli albo na tyle szaleni, albo na tyle zdesperowani by przemierzać w tak niesprzyjających warunkach tereny Nordlandu.

- Jeszcze tylko to dzisiejsze zebranie i będę wolna. – pomyślała – Ciekawe czemu Starszy przesunął jego termin?

Starszy nie miał tego w zwyczaju. Versana jednak wiedziała, że jeżeli już do tego doszło problem nie był błahy.
Słońce już dawno zaszło za horyzontem. W trakcie Mrozu i tak nie widniało zbyt długo na nieboskłonie. Arystokratka wraz ze służba zjadła kolację we wspólnej jadalni na parterze, na którą Greta przygotowała dziś peklowaną wieprzowinę, chleb z dodatkami rodzynek pieczony rano, ciepły kompot z pasteryzowanych brzoskwiń oraz marynowane ogórki. Kuchnia gosposi bardzo smakowała Versanie, więc Ta zjadła wszystko i po raz kolejny Ją pochwaliła:

- Wspaniała uczta Greto. – rzekła Versana – Mam zamiar skorzystać z tego, iż pogoda zelżała pod koniec dnia i wybrać się na wieczorny spacer aby złapać trochę świeżego powietrza. Proszę przynieś mi do pokoju moje podróżne ubranie wraz z grubym płaszczem oraz tymi wysokimi, ocieplanymi, czarnymi butami z cholewką, które trzymam w stajni na takie okazję. – oznajmiła – Przygotuj mi również kąpiel jak wrócę. Mam zamiar po wszystkim odprężyć się w gorącej wodzie z dodatkiem moich ulubionych olejków. - zakończyła wdowa i ruszyła w stronę schodów.

Gosposia przywykła do wieczornych spacerów Swej Pani. Ta z kolei zazwyczaj zakładała wtedy nierzucający się w oczy strój by nie zwracać na Siebie niepotrzebnie uwagi biedoty jak i patroli straży miejskiej. Grecie mówiła zaś, że ceni Sobie Swoją prywatność a fakt, iż ciężko Ją rozpoznać wykorzystuje aby sprawdzić jak pilnie pracują ludzie pilnujący Jej magazynu oraz, że czasami lubi wstąpić do którejś z karczm na rozgrzewający trunek aby przysłuchać się anonimowo rozmowom klasy robotniczej i dowiedzieć się „co w trawie piszczy”. Chwilę po tym jak Versana spięła Swoje gęste, czarne włosy tak aby nie wystawały Jej później spod płaszcza rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę! – powiedziała uniesionym głosem aby dobrze było Ją słychać.
- Przyniosłam strój, o który Pani prosiła. – oznajmiła gosposia po wejściu do pokoju – Czy prócz kąpieli mam również przygotować Pani ulubione grzane wino?
- Ależ oczywiście Greto. - odpowiedziała – Nie zapomnij również o gorącym ręczniku na twarz. Dobrze wiesz jak doskonale wpływa on na moją cerę.
- Naturalnie. - odparła Greta, po czym wyszła z pokoju zamykając za Sobą drzwi.

Versana następnie przyodziała Swoją skórzaną kurtkę, na którą założyła zwyczajną, szarą koszulę aby zamaskować zdobienia którymi pancerz był pokryty. Do pasa przypięła zdobiony sztylet, który dostała w prezencie od nieżyjącego męża i z którym rzadko kiedy się rozstawała. Wsunęła stopy w przyniesione wcześniej przez Gretę skórzane buty a na koniec zarzuciła na Siebie ciężki ocieplany, ciemny płaszcz z kapturem i wyszła z pokoju zamykając drzwi na klucz. Na dole czekał już na Nią Kornas odziany również w czarny płaszcz z kapturem.

- Gotowa do drogi moja Pani? - zapytał
- Tak. - odpowiedziała - Możemy już ruszać.


Następnie eunuch otworzył przed Nią drzwi a gdy już wyszli oboje zamknął je na klucz. Ulice były stosunkowo puste. Było zimno i nieprzyjemnie, pomimo że wiejący cały dzień wiatr ustał. Ludzie tylko gdzieniegdzie pośpiesznie przemykali. Versana ze Swoim ochroniarzem szli zdecydowanym krokiem mając oczy szeroko otwarte. Zachowywali między Sobą kilkumetrowy odstęp tak by w razie czego nie wzbudzać podejrzeń mijanych przez Nich ludzi a w przypadku zagrożenia móc szybko znaleźć się obok Siebie. Dzisiaj również obrali inna trasę niż poprzednio. Z resztą robią to za każdym razem by zminimalizować ryzyko zorganizowania na nich niespodziewanej zasadzki. Drogę do portu pokonali szybko i bez żadnych niespodzianek.

-------

Po wejściu na pokład Starej Adel, gdy mijali Kurta ten jak to zwykle bywało rzucił w Jej kierunku „Ahoj Młoda”. Następnie wraz z eunuchem udała się do ładowni gdzie trzy rzeczy okazały się być jasne. Po pierwsze, Starszy jeszcze nie przybył. To akurat Versany nie zdziwiło ani trochę. Po drugie, Strupas był tu zapewne od dłuższego czasu. Pomimo że nie dostrzegła jeszcze Jego sylwetki, to smród jaki Go otaczał zdążył opanować już całe pomieszczenie. Po trzecie, dzisiejsze zebranie różni się od tych zwyczajowych ze względu na to, iż przybyła na nie większa część zboru. Zdjęła więc kaptur i stała tak jeszcze przez chwilę szukając wzrokiem Aarona, gdyż chciała zamienić z nim parę słów przed wieczerzą i wręczyć mu kilka srebrnych monet. Jednak gdy dostrzegła, że Ten leży kompletnie nawalony na jednej z ław, darowała Sobie. Następnie zjawił się Kornas, który delikatnie złapał Ją za ramię i wskazał swoim pulchnym paluchem, że przy jednym ze stołów jest miejsce dla Nich obojga. Ucieszyła się również dlatego, że Ten rzekł, iż „Śmierdziel” siedzi na drugim końcu pomieszczenia. Podążając za eunuchem minęła Łasice, która stała pod ścianą opierając się o nią jedną nogą. Versana postanowiła wykorzystać tą chwilę by wyciągnąć od Niej kilka informacje o tajemniczej arenie na której dochodzi do nielegalnych walk oraz zdradziła Jej sekret, (wiedziała, że Łasica niechętnie dzieli się wszelakimi informacjami jeżeli nie będzie miała z tego wymiernych korzyści bądź równie cennych ciekawostek) iż chciałaby tam wystawić do walki Kornasa by móc się na tym jeszcze bardziej wzbogacić. Po zakończonej rozmowie Arystokratka udała się w stronę Swego ochroniarza by zasiąść obok Niego. Chwilę później Karlik ustawił na stole ostatnią tace z jedzeniem i wszyscy przystąpili do wspólnego posiłku. Versanie jednak apetyt nie sprzyjał. Z jednej strony ze względu na odór, który panował w ładowni z drugiej zaś niedawno zjadła pyszną kolację przygotowaną przez Grete. Swą porcję więc delikatnym ruchem dłoni odsunęła w stronę Kornasa wiedząc, że Ten dysponuje wiecznie niezaspokojonym apetytem i na pewno nie odmówi. Nie myliła się. Eunuch szybko spałaszował Swoją a następnie Jej porcje. Resztę wieczerzy Versana spędziła w milczeniu popijając od czasu do czasu ze Swego pucharu miernej jakości wino i bacznie słuchając współbiesiadników. W głębi duszy Jej to odpowiadało, gdyż w końcu nie musiała się sztucznie śmiać z żartów, które Jej wcale nie bawiły i być nadto uprzejma względem osób zupełnie Jej obojętnych.

-------

W końcu drzwi do ładowni, z których korzystał zazwyczaj tylko Starszy zaskrzypiały w zawiasach i w delikatnej poświacie padającej ze świec pojawił się On. Jak zwykle twarz zakrywała mu maska a w ręku dzierżył kostur. Wszyscy w jednym momencie wstali. Wraz z pierwszymi słowami, które wydobyły się z Jego krtani na karku Versany pojawił się ten sam przyjemny dreszcz jak podczas pierwszego ich spotkania w dziwacznym śnie Arystokratki. Mówił jak zwykle w sposób wzniosły z wielką powagą i wiarą w słuszność tego co muszą osiągnąć. Plan na pozór nie wydał się być skomplikowany jednak gdy się nad nim mocniej zastanowić do takich nie należał. Kultyści mieli uwolnić z kazamat bliżej nieokreśloną kobietę.

- To jak szukać igły w stogu siana. – pomyślała Versana w pierwszym momencie.

Chwilę później głos zabrał Strupas. Momentami wydawał się być wbrew pozorom błyskotliwy i już niejednokrotnie to udowodnił. Versana jednak i tak uważała go za poważnie obłąkanego człowieka który czasami zdawał się Sam nie wiedzieć kiedy mówi z sensem a kiedy plecie od rzeczy. Jednak plan, który przedstawił wydawał się być na pierwszy rzut oka całkiem sensowny, lecz niósł ze sobą dwa poważne zagrożenia. Po pierwsze, oczy całej straży miejskiej nie dość, że skupiłyby się na morderstwie wewnątrz kazamat to po drugie w tym samym czasie zniknęłaby stamtąd niedawno pojmana więźniarka, która trafiła tam z bliżej nieznanego kultystom powodu. Można w związku z tym przypuszczać, że jeżeli Sam Starszy był Nią zainteresowany również niedawno przybyły do miasta łowca czarownic mógł mieć względem Niej poważniejsze plany.
Jako drugi zabrał głos Aaron, który parę chwil wcześniej przebudził się ze Swej pijackiej drzemki. Jego spojrzenie na sprawę zdecydowanie bardziej spodobało się Versanie i Ta spostrzegła również, że na twarzy Łasicy pojawił się delikatny uśmieszek. Jednak nie wiedząc jakie zarzuty zostały postawione osadzonej ciężko było podjąć jakiekolwiek działanie. Wszak jeżeli była podejrzewana o konszachty z chaosem to Ten, jak Mu tam Oleg nie uwierzyłby w Jej nagłą śmierć i tym bardziej nie wydałby Jej truchła grabarzowi przed wcześniejszym odprawieniem Swoich rytuałów a następnie spaleniem zwłok na stosie. To z kolei mogłoby doprowadzić do zdemaskowania zboru. Może przecież chcieć posłużyć się Nią jako przynętą. Głos postanowiła zabrać, więc Versana:

- W mojej ocenie wpierw powinniśmy się czegoś więcej o Niej dowiedzieć. - powiedziała spokojnie - Za co siedzi? Co Jej grozi? Itd. Dysponujemy chyba na tyle rozległą siatką szpiegowską w całym mieście i zapewne nie tylko by w przeciągu kilku dni zebrać odpowiednie informacje. Do najbliższego festynu mamy kilka tygodni, to więc wystarczający czas by ustalić na podstawie zdobytych informacji odpowiedni plan i wcielić go w życie. Uważam, że podejmowanie pochopnych decyzji przyniesie nam więcej kłopotów niż korzyści. Wszak pośpiech wskazany jest przy łapaniu pcheł. - rzuciła szybki, szyderczy uśmiech w stronę Strupasa - Nie neguję Waszych pomysłów Bracia. Jednak uważam, że posiadają one dość poważne niedociągnięcia. - zwróciła ponownie głowę w stronę garbatego łachmaniarza - Strupusie! Bywasz w wielu miejscach i pomimo Swego smrodu potrafisz pozostać niewidoczny? Twych uszu zapewne dochodzi wiele cennych informacji. Może warto byłoby abyś pomyślał nad przeszukaniem odpowiednich śmieci bądź pożebraniem pod kilkoma znaczącymi dla naszej sprawy instytucjami? - wróciła wzrokiem na resztę zgromadzonych - Ja przebywam zaś w kręgu wielu znamienitych osób w tym mieście a względem mojej osoby robi podchody Sam porucznik Marcus. Chyba wiecie co mam na myśli. - kobieta zachichotała - Aaronie a Ty dla Siebie jaką byś widział rolę przy takim obrocie spraw? - dodała spoglądając na potarganego maga, który wbił w Nią Swój pijany wzrok - Pamiętajmy również, iż osadzona Sama może władać magią i może wystarczy Jej tylko dostarczyć jakiś przedmiot i list z pozdrowieniami oraz umówionym miejscem spotkania a resztą już Ona się zajmie Sama. W ostateczności jedno z nas może przybrać formę porucznika. Wszak mamy czarnoksiężnika w naszych szeregach a ja dzięki wrodzonemu mi urokowi osobistemu mogę zdobyć Jego pieczęć, która może widnieć pod pismem nakazującym transport osadzonej w inne miejsce odbywania kary. Pamiętajmy jednak, że działanie takie może narazić mnie na zdemaskowanie a „pomoc” Marcusa przecież może okazać się bardzo cenna w późniejszych etapach naszych działań. - na koniec dodała - Dwie rzeczy są pewne. Wchodzenie w rój os to głupota a ja nie mam zamiaru być pokąsana na skutek nieprzemyślanych czynów. Wszak może jesteśmy wariatami ale na pewno nie jesteśmy głupcami.

Po wszystkim Versana spokojnie usiadła i rozejrzała się po pozostałych zebranych starając się wyczuć nastrój jaki panował po tym jak skończyła mówić. Liczyła się z tym, że nie każdemu musiał on się spodobać jednak wierzyła w jego słuszność. Oparła łokcie o stół, splotła palce dłoni i oparła o nie brodę wsłuchując się w to co do powiedzenia mają inni kultyści.
 

Ostatnio edytowane przez Pieczar : 22-04-2020 o 07:01.
Pieczar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-04-2020, 09:47   #5
 
Pieczar's Avatar
 
Powoli już było widać dno pucharu, z którego Versana popijała wino. Powoli też zmierzali do końca debaty prowadzonej na temat planu związanego z odbiciem tajemniczej kobiety. Wdowa była niezwykle zadowolona z Siebie. Cieszyło Ją to, że reszta kultystów poparła Jej pomysł przy tylko nieznacznej jego modyfikacji. Nie chciała jednak dać tego po Sobie poznać. Plan był prosty niczym konstrukcja cepa i zdawał się mieć duże szanse powodzenia. Każdy w nim miał też bardzo ważną role do spełnienia.

- Ciesze się, że doszliśmy do porozumienia. - zabrała głos chcąc podsumować to co ustalili – Tak, więc Strupasie. Zastanów się, który ze strażników najbardziej nada się do naszego planu jako obiekt moich „westchnień” – zachichotała delikatnie – oraz zajmij się proszę sporządzeniem odpowiedniego „mózgotrzepa”, który podamy Mu po tym krótkim ale jakże intensywnym „romansie”. Aaronie Ty zaś – zwróciła wzrok na trzeźwiejącego maga – dopilnuj aby mój „kochanek” wypił na tyle jakiegoś ścierwa by później ledwo trzymał się na nogach. Możesz zająć go jakąś grą w kości bądź karty. Nie oskub Go jednak zbytnio by nie przyszedł mu do głowy żaden głupi pomysł a żeby później odnalazł ukojenie i odstresował się w moich objęciach. Ja zaś zadbam o to by wyśpiewał mi wszystko, co wie w związku z poszukiwaną przez nas kobietą i aby po wszystkim odtransportować Go ze spuszczonymi portkami do jakimś rynsztoku nieopodal. Późniejszy Jego los jest mi praktycznie obojętny, więc Strupasie i Aaronie to pole do popisu dla Was. Jak dla mnie możecie go okraść ze wszystkiego co będzie miał przy sobie. Przy odrobinie szczęścia może okazać się, że będzie w posiadaniu jakiś cennych kluczy. Pamiętajcie tylko o jednym – spojrzała na Nich srogo – ma przeżyć! Nie chcemy przecież by ktoś zaczął węszyć. Dobrze by było Aaronie abyś również dopilnował by w ogóle wyszedł z karczmy nie zasypiając wcześniej przy stoliku.- uśmiechnęła się – Dajmy sobie na to powiedzmy 4 księżyce. Ustalmy też miejsce, w którym będziemy pozostawiać dla siebie fanty i informacje. W tej kwestii jestem całkowicie otwarta, ponieważ i tak będę po nie posyłać Kornasa, więc jeżeli macie pomysł to mówcie śmiało. Aaaaa... Zapomniałabym. Jeszcze jedno. - dodała – Na koniec dzisiejszego spotkania Strupasie będę chciała zamienić z Tobą parę słów, gdyż mam do Ciebie sprawę, na której jak dobrze pójdzie skorzystamy oboje – uśmiechnęła się szyderczo – Ja skutecznie upokorzę pewną małą żmije a Ty zgarniesz parę kosztowności i podupczysz pannę z wyższych sfer. Byłabym również wdzięczna jakbyśmy mogli zmierzać ku końcowi. Nie chce za późno wrócić na posesje aby nie wzbudzać niczyich podejrzeń oraz jestem już strasznie zmęczona i obolała a w domu czeka na mnie balia z gorącą wodą.

Gdy skończyła, usiadła i rozejrzała się po reszcie zgromadzonych. Dostrzegła kątem oka zadowolenie na twarzy Łasicy. Widocznie bardzo spodobał się Jej plan, który ustalili młodsi stażem kultyści. Ciekawa była również tego, co o tym wszystkim sądzi Starszy. Wszak bardzo zależało Jej na Jego uznaniu.
 
Pieczar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-04-2020, 20:15   #6
 
Graygoo's Avatar
 

Aaron starał się skupić na debacie, jednak niezbyt mu to wychodziło. Alkohol powoli odparowywał, jednak szum w głowie pozostawał. Sięgnął po rybę i spałaszował ze smakiem. Poczuł się trochę lepiej. Usłyszał jak Versana wspomina o nim, nawet patrzyła na niego. Ale czego chciała - już nie dosłyszał. Uśmiechnął się i pokiwał głową udając, że wie o co chodzi. Słuchał dalej… Ah, jakiś strażnik, że niby upić? Oni wszyscy mają mnie za ochlapusa. Westchnął. Spiął się w sobie, skoncentrował, ale odpuścił sobie wstawanie.
Przemówił, koncentrując się na precyzyjnym wysłowieniu swoich myśli.
- Ehkem, Ghmptfu - chrząknął, splunął i przemówił odrobinę czystszym głosem.
- Tak jak Pani Versana wspomniała - Spojrzał na przedmówczynie z uznaniem.
- Zajmę się nieszczęśnikiem wskazanym przez Strupasa. Doprowadze gdzie trzeba a później… Ghmpf - zamyślił się na chwilę.
- Odtransportuję żywego we wskazane miejsce - zamilkł i rozejrzał się po pozostałych. Milczenie wyrażające brak sprzeciwu zadowoliło go.
- Ghmpf, tak więc poczynimy. A co do miejsca gdzie moglibyśmy sobie przekazywać fanty. Znam takowe. Na końcu mojej ulicy jest zawalona rudera, jeno piwnice się ostały. Da się wejść od sąsiedniego podwórza niezauważonym z ulicy. Jeśli się zgodzicie mogę przygotować skrytkę w tym miejscu i odpowiednio ją zabezpieczyć - zakończył zadowolony z siebie. Starał się być ważny w tej akcji, liczył na uznanie Starszego, a może nawet pomoc w wyjaśnieniu jego snów.

- Od jutra ograniczam picie - szepnął pociągając solidny łyk.
 
Graygoo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-04-2020, 11:42   #7
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 2 - 2519.I.06; wieczór

Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; port; krypa “Stara Adele”
Czas: 2519.I.06; Konigtag (6/8); wieczór
Warunki: lekkie kołysanie, zapach ryb i morza, ciepło na zewnątrz noc, powiew, mgła, b.lodowato


Wszyscy



Gromadka zgromadzona przy stole w trzewiach ładowni zapomnianej krypy dysutowała ze sobą zawzięcie. Kłócili się, dyskutowali, wymieniali argumenty, przekonywali i prosili. Plan powoli rodził się, kształtował, zmieniał, dochodziły do niego nowe elementy albo odpadały te które mogły zawieść lub były zbyt niepewne. Wszyscy chyba zdawali sobie sprawę, że to pierwsze podejście. Dopiero co zaczynają się zabierać za ten dość dziewiczy dla siebie temat i teren. Kazamaty bowiem miały ponurą opinię na mieście. I była to raczej w pełni zasłużona opinia. Bo pensjonariusze praktycznie zawsze kończyli na szafocie ku uciesze gawiedzi by im odpłacić za ich zbrodnie.

Ale jednak krok po kroku jakiś plan się jednak wykreował. W końcu dyskusja zaczęła się robić jałowa, ze skromnej wiedzy jaką dysponowali w zborze na tą chwilę trudno było ulepić coś jeszcze. Pomysły stawały się albo zbyt sensacyjne albo nawet po prostu niedorzeczne. Więc gdy już na zewnątrz od jakiegoś czasu panowały nocne ciemności zimowego wieczoru ich przywódca wstał i klasnął w dłonie aby przykuć uwagę całej grupy co zresztą osiągnął.

- Dobrze moi drodzy. Myślę, że chyba wiemy jakie będą nasze następne kroki. - powiedział a głos jak zawsze miał nieco przytłumiony przez swoją maskę. Ale też brzmiał i wyglądał tajemniczo. Dzisiaj, tak jak to zwykle miał w zwyczaju, pozwolił się wypowiedzieć i naradzić swoim wiernym nie opowiadając się po żadnej z opcji. Pozwalając im mówić i myśleć samodzielnie. Sam słuchał, obserwował jak nauczyciel dyskusję żaków na zadany temat. Aż uznał, że temat został wyczerpany i wstał aby zakończyć dyskusję.

- Podoba mi się wasza aktywność, śmiałość i zaangażowanie. Cieszy mnie, że nawet ta nasza ponura sława kazamat nie ostudziła waszych zamiarów. - rzekł składając dłonie i chyba się uśmiechnął pod maską. Chociaż bez widocznej twarzy trochę trudno było zinterpretować rodzaj tego uśmiechu.

- Plan z przechwyceniem strażnika mi się podoba. - zgodził się lekkim skinieniem głowy w masce. Wskazał palcem na Versanę która okazała się być główną pomysłodawcą tej idei. I na moment jak w klasie żaków albo w świątyni wszystie głowy skierowały się ku wspomianej osobie. Ale znów się odwróciły bo ich przywódca kontynuował dalej.

- Zostawiam wam zorganizowanie tego przedsięwzięcia. - rzekł wznawiając powolny marsz razem ze swoim kosturem. Często tak chodził gdy o czymś opowiadał albo tłumaczył.

- Pozwolę sobie zauważyć, że jeśli zostawicie nocą strażnika po tym wszystkim to przy tej pogodzie może nieszczęśnik nie dożyć rana. - skierował maskę na niewielki bulaj wychodzący na mroczny port. Ponieważ o tej porze wewnątrz świecili światło a na zewnątrz było już ciemno to właściwie i tak nic nie było widać przez to okienko. Ale można było się domyśleć, że chodzi o mroźny oddech pana zimy. W zimie nie było żadną sensacją jeśli tam czy tu znaleziono kogoś skamieniałego na kość. Coś co w cieplejszych miesiącach mogło się skończyć co najwyżej kacem lub bólem głowy w zimie mogło skończyć się definitywnie wezwaniem do ogrodów Morra.

- No ale takie rzeczy się zdarzają. Jeśli ofiara będzie wyglądać jakby padła ofiarą własnej słabej głowy to chyba nie byłoby afery. Zdarza się. Zwłaszcza zimą. - powiedział nieco obojętnie może nawet nieco z satysfakcją na taki koniec.

- Jednak jeśli spotkamy się za tydzień chciałbym usłyszeć co z tego wyszło. - gdy podszedł do tego bulaju mówił jak zawsze gdy omawiał jakiś plan czy sprawę.

- To mamy to zrobić do przyszłego tygodnia? - zapytał Silny trochę chyba niepewny jak interpretować słowa lidera.

- Dobrze by było. - Starszy odwrócił się i znów był do nich frontem. Widział pewnie jak Silny spojrzał na Versanę która stała po jego przeciwnej stronie.

- No ale to trochę mało czasu. - Łasica odważyła się zgłosić tą wątpliwość. Pierwotnie Versana mówiła o znacznie większym przedziale czasowym do dyspozycji. Ale lider szybko pośpieszył z wyjaśnieniem zaczynając powolną trasę powrotną i do rytmu cicho stukając kosturem o podłogę ładowni.

- Owszem. Ale jeśli dobrze rozumiem Strupas mniej więcej kojarzy od kogo ze strażników można by zacząć. - teraz zarówno maska szefa jak i inne głowy spojrzały na śmierdzącego garbusa który coś mówił podobnego. Co prawda Strupas nie mógł powiedzieć o sobie, że zna kazamaty jak własną kieszeń. Ani nie był nigdy strażnikiem ani więźniem. Ale miał swoje sposoby i powiązania. Do tego chyba jako jedyny miał w tej chwili miał wcześniej jakieś kontakty z tym miejscem. Kojarzył knajpkę do jakiej zwykle po pracy chadzali strażnicy więzienni. Kojarzył stół w jakim zazwyczaj przesiadywali w “Piwnicznej”. Więc nawet jeśli nie bardzo znał imiona czy wygląd strażników to jednak to już mocno zawężało grono podejrzanych. Wystarczyło by się tam przejść i usiąść z wieczór czy dwa by osobiście sobie obejrzeć kto tam biesiaduje, jak wygląda i jak się zachowuje.

- No a sama akcja chyba nie powinna zająć więcej niż jeden wieczór. Wytypowanie ofiary może parę dni. W tym czasie pozostali mogą się zająć różnymi przygotowaniami. - przywódca doszedł tym spokojnym tempem do środka ładowni. Szedł stukając kosturem, mówiąc wpatrzony o parę kroków przed siebie ale gdy skończył mówić zerknął na ciemnowłosą Łasicę która zadała to pytanie. Ta posłusznie skinęła głową na znak, że takie wyjaśnienie jej wystarcza.

- Zrozumcie moje dzieci, nie wiemy w tej chwili co się dzieje w kazamatach. Być może nasza przyjaciółka po prostu nudzi się w celi. Może tak być jeśli ma ją przesłuchać ktoś ważny. Ale może nie i przesłuchują ją nawet w tej chwili. Jeśli tak jest to zapewne będą starali się jej nie zabić. No ale nie muszę chyba mówić czym grozi dłuższa zwłoka. - Starszy wyjaśnił czemu jednak wolałbym nie ryzykować zbyt długiego terminu na penetrację kazamat i wyzwolenie tej tajemniczej nieznajomej. No i nie. Nie musiał mówić jak wyglądały przesłuchania w kazamatach. Nie tylko kultyści i wszelkiej maści spiskowcy drżeli na samą myśl, że mieliby stać się ofiarami takich “przesłuchań”. W końcu władzom miasta zwykle wystarczyło aby skazany był żywy i mniej więcej w jednym kawałku by mógł stanąć na miejscu kaźni. A to dawało spore pole manewru przesłuchującym, zwłaszcza jeśli mieli do dyspozycji całe tygodnie jak to obecnie było do najbliższego festynu. Choćby mogli komuś wyrwać język, oślepić czy zgruchotać palce co mogło znacznie utrudnić komunikację z taką osobą nawet jeśli miała cenne informacje i chciała się nimi podzielić. Na przykład z wyzwolicielami.

- Ale nie nalegam. Powiedzmy, że jeśli na następnym zborze będziemy już coś wiedzieć co się tam dzieje to będę wielce rad. Jeśli nie no trudno. Ale pamiętajcie, że jeszcze musimy zorganizować wydostanie stamtąd naszej przyjaciółki co też pewnie będzie wymagało trochę czasu i przygotowań. - wyglądało na to, że Stary by się ucieszył gdyby sprawę załatwić gładko i za tydzień już coś by wiedzieli w tej sprawie. Ale jeszcze nie będzie nikomu nic urywał jeśli to się jednak nie uda i pojawią się jakieś komplikacje.

- A kiedy następne spotkanie? Bo jutro chyba nie? - Kuternoga który był niejako głównym nośnikiem przekazywania wiadomości do lub z łajby oraz przygotowywał te spotkania wolał wiedzieć na kiedy ma je przygotować.

- Jutro nie. Nie ma potrzeby przyzwyczajać zbędnych osób, że tu się odbywają jakieś podejrzanie zbiegowiska. Jeszcz ktoś podejrzliwy mógłby pomyśleć, że tu działają jacyś spiskowcy? Albo ci obrzydliwi kultyści? - szef zaśmiał się z tego wizerunku jaki tacy jak oni mieli w społeczeństwie. Zawtórował mu szmer przyciszonych śmiechów. Zapewne ich sąsiedzi, znajomi i nieznajomi byliby wielce zdziwieni gdyby wiedzieli gdzie i co teraz robi ich sąsiad. Z tym wizerunkiem zawsze jakoś było tak, że to wydawało się, że to w sąsiednim budynku, ulicy, mieście są jacyś parszywi spiskowcy co chcą obalić porządek prawowitych władz i ustalonego od wieków porządku świata. Ale zawsze budziło zdziwienie gdy ktoś taki władza wykrywała we własnym kręgu znajomych czy rodziny.

- Nie, nie ma co spotykać się i to tak licznie, zbyt często. Jeśli nic się nie wydarzy to spotkamy się w następny Angestag. Bądźcie tu o zmierzchu tak jak dzisiaj. - Starszy wyznaczył termin następnego spotkania. Ale raczej nie był dziwny. Zazwyczaj spotykali się wieczorami dzień przed dniem świętym fałszywych bożków i ich wyznawców.

- No ja właśnie w tej sprawie. - odezwał się Karlik i maska lidera zwróciła się w jego stronę dając mu znak by rozwinął ten temat. - Myślałem o tych naszych spotkaniach. Jak je zorganizować lepiej. I dlatego zamówiłem gołębie pocztowe. Można by je trzymać tutaj. Kurt by się nimi zajmował. Ale jak tu przylecą. A każdy z nas mógłby trzymać u siebie jednego czy dwa. Wówczas w razie potrzeby można by przekazywać krótkie wiadomości bez przychodzenia tutaj osobiście. - dobrze odżywiony mężczyzna o aparycji bogatego kupca przedstawił szybko co wymyślił i widocznie zaczął już organizować a lider odwrócił się do niego i zaczął zbliżać się do niego słuchając i kiwając głową. Akurat gdy Karlik skończył zamaskowany mężczyzna stał tuż obok niego.

- Wyśmienity pomysł przyjacielu. - Karlik uśmiechnął się z ulgą słysząc tą pochwałę przy wszystkich. Rozejrzał się po reszcie pałając dumą jednak jak się okazało szef jeszcze nie skończył mówić. Delikatnie stuknął kosturem jego pulchne ramię przykuwając znów jego uwagę.

- Ale wolałbym abyście sprawy dotyczące nas wszystkich uzgadniali ze mną. - dodał łagodnym ale mniej przyjemnym głosem. I Karlik tak przed chwilą wypchnięty na wyżyny teraz zbladł i zaczął szybko się tłumaczyć.

- Ale to była sprawa na dniach! Nie mieliśmy jak się spotkać by to omówić teraz gdy jest okazja to właśnie o tym mówię! - zapewnił żarliwie o swojej lojalności, dobrych chęciach i trosce o los ich małej grupki.

- Naturalnie przyjacielu! - Starszy znów przybrał jowialny ton bez zgrzytu przyjmując wyjaśnienia swojej prawej ręki i numeru 2 w ich niewielkim gronie. - Jesteś nam bardzo pomocny, karmisz nasz i gościsz, zawsze możemy na ciebie liczyć. A z tymi gołębiami to świetny pomysł. Kurt dasz radę zająć się tymi pierzakami? - lider uspokajał pulchnego kupca miłym tonem i zwrócił się do starego bosmana. Ten skinął głową na znak, że nie widzi w tym żadnego problemu. Podobno kiedyś miał nawet gadającą papugę więc i zwykłymi gołębiami mógł się bez trudu zająć.

- A co do tego naszego projektu z kazamatami. - przywódca odwrócił się mniej więcej w kierunku reszty by wspomnieć o kim mówi. Karlik skwapliwie skinął głową, że wie o czym mowa. - Czy możemy na ciebie liczyć, że dostarczyć odpowiedni środki aby pomóc z tym strażnikiem? Ty zawsze masz takie dobre dojścia do różnych towarów. - zapytał uprzejmie jakby prosił kolegę o przysługę. Ale jemu trudno było komuś z ich grona odmówić takich próśb.

- No myślę, że tak. Chociaż to może trochę zająć. Tego się nie kupuje na zwykłym straganie. - tym razem grubas odpowiedział z pewnym zastanowieniem. Ale mówił jakby to było do zdobycia chociaż nie od ręki. - Jak mi się uda to zostawię tutaj. - zaproponował z już trzeźwiejszym spojrzeniem zwracając się do mężczyzny w masce.

- Lepiej nie. - maska poruszyła się przecząco a jej właściciel wznowił swoją wędrówkę co oznaczało, że raczej skończył ten etap rozmowy z Karlikiem. - Aaronie. - maska skierowała się w kierunku brodatego byłego magistra. - Masz doświadczenie w organizowaniu kryjówek tak? - zapytał nawiązując do tego co niedawno ten sam zaproponował w ramach przygotowań do tej akcji. - To może zamiast nie wiadomo ile razy nosić rzeczy do portu i z portu może tam zorganizujecie sobie punkt kontaktowy. - mężczyzna w masce mówił idąc powoli gdy nieco uniósł dolny koniec kostura aby wskazać na Karlika i Aarona których połączyło to miejsce.

- To musisz powiedzieć gdzie to ma być. - gruby zgodził się na taką zamianę punktu kontaktowego no ale dał znać, że to Aaron musi ją przygotować i dać znać gdzie to ma być.

- Dobrze, to już załatwcie między sobą. Silny. - wyglądało na to, że skoro plan już mniej więcej był to Starszy zaczął przydzielać zadania poszczególnym członkom grupy. Drużynowy mięśniak drgnął gdy padło jego imię i spojrzał wyczekująco na przewodnika stada. Wyglądał jak ogar który na rozkaz swojego pana jest gotów rozszarpać wskazaną ofiarę.

- Pomożesz Aaronowi z tą kryjówką. Dobrze by było by nie pętał się tam nikt niepowołany. - szef wyznaczył mu nieco inne zadanie na co ten skwapliwie pokiwał głową i zaśmiał się ze złośliwą uciechą.

- Zajmę się tym. Mogę się też zająć tymi tępymi strażnikami. Oni są mocni w kupie i to jak ktoś jest związany. Jak ja bym wziął i spotkał takiego sam na sam to… - Silny mówił jakby od dawna miał porachunki z wszelkimi rodzajami władzy. Ale zresztą tak rzeczywiście było. I Silnoręki lubił wyrównywać te rachunki na swoją korzyść. Teraz też chyba już się nie mógł doczekać aby nie spotkać jakiegoś strażnika w ciemnym zaułku. Już się rozkręcał i pokazywał swoją mocarną pięścią co by mógł zrobić takiemu pechowcowi co by go spotkał no ale urwał widząc przerywający gest dłonią Starszego.

- Rozumiem twój zapał bracie ale trzymajmy się planu. Jednak twoje wsparcie będzie zapewne bardzo pomocne naszym braciom i siostrom w tym zadaniu. - lider uspokoił swojego krewkiego podwładnego i ten zamilkł kiwając głową na znak zgody.

- Dobrze czy są jeszcze jakieś sprawy jakie mamy do omówienia? - zamaskowany mężczyzna stanął na środku ładowni i zadał to pytanie oznaczace, że zbliżali się do końca tego spotkania. Teraz była szansa aby ktoś mógł coś powiedzieć, zapytać czy zgłosić jakiś problem. Zebrani popatrzyli na siebie jak zwykle sprawdzając wzrokiem czy ktoś, coś ma. No i tym razem ktoś jednak coś miał.

- No ja coś mam. - odezwał się Silny. Minę miał jednak trochę niepewną co oznaczało, że sprawa nie dotyczy rzeczy w jakich czuł się mocny. Szef zachęcił go zapraszającym ruchem dłoni aby rozwinął temat. - Poznałem kogoś. - zaczął mówić z zastanowieniem ale urwał gdy usłyszał ironiczne parsknięcie Łasicy.

- Kogo? Przyjemną dla oka trollicę? - ciemnowłosa nie mogła powstrzymać się by nie wbić szpili nie lubianemu przez siebie koledze. Zresztą z wzajemnością.

- To wojownik! - rzucił ze złością z miejsca rozjuszony mięśniak. Miał minę jakby zaraz chciał się zerwać z ławy i doskoczyć do niej z pięściami. Ale jego akurat łatwo było czymś sprowokować a wówczas by załatwić sprawę pięściami to było pierwsze o czym myślał. Starszy jednak uciął sprzeczkę ruchem dłoni więc oboje przystopowali a kolejny ruch dłoni zachęcił Silnego do pociągnięcia tematu.

- Poznałem go w karczmie. Tam gdzie kazałeś mi iść. I mówiłeś, że krew do mnie przemówi. I przemówiła! - oprych zaczął mówić do czegoś o czym widocznie wiedzieli on i ich lider bo ten wolno skinął głową na znak, że wie o czym mowa chociaż reszta nie miała pojęcia. Ale ich lider często miał różne takie sprawy i wątki które go wiązały indywidualnie z poszczególnymi członkami grupy o jakich niekoniecznie wiedzieli inni. W każdym razie Silny mówił jakby był pod wrażeniem, że słowa ich szefa okazały się prorocze.

- Biliśmy się. Przelewalśmy krew. Najpierw ze sobą. A potem ze strażnikami. Daliśmy im popalić! - zaśmiał się gdy zaczął dość szybko ale chaotycznie mówić o nowym znajomym. - Myślę, że mógłby nam się przydać. Też jest na bakier z prawem i za nimi nie przepada. - w przeciwieństwie do Starszego czy nawet Karlika, oprych nie był zbyt wytrawnym mówcą. Co nie było zbyt dziwne dla kogoś kto wolał rozmawiać kastetami i ciężkimi buciorami. Ale brzmiało jakby uważał, że może ktoś nadawałby się aby do nich dołączyć.

- Tak? - Starszy zastanawiał się chwilę. Zapewne tak zaczynał się ewentualny werbunek nowe członka zboru. Od znalezienia kandydata. Ale trzeba było go zweryfikować i poddać próbom. Na swój sposób ten etap przechodził każdy z zebranych w ładowni osób.

- Skąd wiesz, że nie udaje? Można mu zaufać? Zresztą chodź tutaj Silny i opowiedz mi o tym twoim koledze. - na razie Starszy wydawał się podchodzić ze sceptycyzmem do tego co mówił ich oprych. Ale widocznie uznał sprawę za na tyle interesującą, że chciał wiedzieć więcej by zdecydować co dalej. Silny gorliwie wstał ze swojego miejsca i równie gorliwie przepchnął się przez innych. Na pewno przypadkiem też wylądował w żołądku Łasicy gdy przechodził obok niej co nieco przydusiło dziewczynę, że ta aż sapnęła. Potem obaj ze Starszym zaczęli cichą rozmowę oddalając się nieco od reszty grupki a dla reszty nadszedł czas obgadać coś ze sobą póki Silny angażował ich szefa. Zresztą Starszy miał zwyczaj, że przed rozejściem się starał się zamienić z każdym z członków zboru chociaż kilka słów. Czasem przydzielał jakieś indywidualne zadania, czasem to była okazja by zapytać się go o coś czy poradzić, poskarżyć na coś czy kogoś i liczyć na jego pomoc. Nie inaczej było też i tym razem.


---




Versana



- Ah moja droga, pięknie się dzisiaj spisałaś. Masz zadatki na prawdziwego lidera. - gdy przyszła kolej na Versanę Starszy zaczął od ciepłego słowa i chyba nawet uśmiechnął się pod tą maską. Mówił jakby był zadowolony z jej dzisiejszego udziału w tym zebraniu.

- Ale myślałem też o tym twoim śnie. Tym z dwoma trumnami. - zaczął mówić o czymś innym o czym nie wspomniał wcześniej gdy ustalali sprawy dotyczące całego zboru. Teraz znow swoim zwyczajem zaczął się przechadzać jakby szli we dwoje w jakimś parku, w środku dnia i pięknej pogody.

- Masz dojścia do środowisk w jakich inni z nas nie radzą sobie najlepiej. A ten twój sen jest bardzo ciekawy. Też uważam, że tytuł największej piękności w tym mieście należy się tobie. - chyba znów się uśmiechnął i podkreślił te słowa na krótko dotykając jej ramienia.

- I cóż to byłby za sukces gdyby do naszego grona należała najpiękniejsza kobieta w mieście. - zaśmiał się cicho jakby dostrzegał w tym jakąś ironię która go bawiła. Ale szybko wrócił do omawiania tego co miał z nią do załatwienia.

- Ale ten sen… Nie mówiłaś, żeby one były zakrwawione? Mówiłaś, że wyglądały jakby spały. - mówił jakby dawał jej szansę na skorygowanie tego co wcześniej mu mówiła o tych snach. Ale raczej podążając tą myślą szybko mówił dalej. Zresztą nie było tajemnicą, że sny i wizje go fascynowały a sam był uważany za bardzo zdolnego interpretatora tych wizji.

- A wiesz, że brak oznak krwi, morderstwa, kaźni niekoniecznie musi oznaczać ich definitywny koniec? - zagadnął zerkając na nią gdy mówił o tej ciekawostce o jakiej nie mówił wcześniej. - To raczej sen ale niekoniecznie sen wieczny. Poza tym ty stałaś a one leżały w trumnach? - zapytał znowu zerkając w bok na idącą obok kobietę. - To też jest ciekawe. Oznacza, że miałaś dominującą pozycję. A one były zdane na twoją łaskę. To rodzi bardzo ciekawe konsekwencje. - uniósł do góry palec widząc w tym coś chyba bardzo pasjonującego.

- Pomyśl. Teraz one są na językach wszystkich. Są górą. Jedna i druga. Młoda wdowa po kupcu wygląda przy nich jak uboga krewna. A one są młodsze, mają pieniądze, władzę jakich nie ma owa młoda wdowa. A przecież oboje wiemy, że powinna prawda? - Starszy musiał wiedzieć o bolączkach Versany i pewnie nie tylko jej. Ściszył głos gdy podkreślił tą jakże niekomfortową sytuację dla tej która powinna być królową piękności w tym mieście. Niestety w tej chwili taki był stan faktyczny na mieście. W hierarchii popularności i wpływów wdowa van Drasen nie mogła się równać z najlepszymi córkami lokalnej arystokracji.

- Ale jeśli by one były z nami? Tutaj. - Starszy odwrócił się bo akurat doszli znów do ściany. A jak się odwrócił wskazał swoim kosturem na tą ładownię i resztę zborowiczów którzy rozmawiali ze sobą o różnych sprawach. Jasne było, że tutaj może być tylko ktoś kto należał do ich grupy.

- Wówczas moja piękna Versano te wszystkie ich dobra i one same należały do nas. A one same przyniosłyby ci koronę najpiękniejszej. W zębach. - popatrzył na nią przez wizjery maski. I taka wizja chyba bardzo mu odpowiadała. Miała sens o tyle, że zwykle gdy ktoś werbował nową osobę do grupy to sam jakby samoistnie awansował. A ktoś nowy zaczynał od zera, jako szeregowy członek grupy. Tak samo jak Versana jakiś czas temu i każdy z obecnych w tej ładowni. A pozycja i status społeczny poza grupą miały minimalne znaczenie. Starszy dał chwilę najpiękniejszej kobiecie w mieście by ogarnęła tą wizję i możliwości jakie ona ze sobą niosła nim podjął wątek dalej.

- Dlatego mam tu coś dla ciebie. - rzekł cicho i sięgnął gdzieś w zakamarki swojej togi. Wyjął z niej niewielki flakonik. Taki jak na przyprawy, lekarstwa albo trucizny. Pozwolił by kobieta skupiła na nim wzrok ale jeszcze jej go nie dawał.

- Dodaj to do czegoś do picia. Najlepiej dwie krople. Ale nie więcej niż pięć. - zaczął tłumaczyć jak należy użyć tego specyfiku. -Uważaj, bo może trochę zmieniać smak. Ale jeszcze w granicach normy. Zostawia też delikatny osad na dnie. Chociaż jeśli ktoś nie wie czego szukać i nie miał do czynienia z tym wcześniej raczej nie powinien się domyslić o co chodzi. Ale lepiej posprzątać po sobie jeśli będzie okazja. - tłumaczył dalej lekko potrząsając trzymanym flakonikiem. Właściwie mógł właśnie wyglądać jak flakonik perfum. Wewnątrz było może kilka łyżeczek płynu. Ale szkło było ciemne więc nie widać było jakiej barwy.

- To jest pomost. Pomost do krainy snów. Pozwala je lepiej zrozumieć. A nawet do pewnego stopnia je kreować. Spróbuj tego użyć. Im więcej kropel wlejesz tym wizje powinny być klarowniejsze i dłuższe. Ale też szybciej wyczerpiesz te skromne zapasy a nie jest je łatwo uzupełnić. Nawet mnie. I naprawdę nie radzę przekraczać bariery pięciu kropel na jeden raz. - mówił dalej a, że chodziło o jeden z jego koników - sny i wizje - to mówił chętnie i z zaangażowaniem.

- Postaraj się użyć tego przed snem. I przed zaśnięciem myśl o tym swoim śnie. Jeśli wszystko zadziała jak należy powinnaś znów go sobie wyśnić. Ale może dostrzeżesz więcej niż wcześniej. - mówił dalej jak należy korzystać z zawartości tego flakoniku.

- Ale to nie wszystko. - uśmiechnął się pod maską z wyraźnym samozadowoleniem w głosie. - Jeśli w podobnym czasie ktoś inny skorzysta z takiego pucharu i dawki powinno być możliwe wspólne śnienie. Jeśli którąś z nich, namówisz na wypicie pucharu z tym pomostem to później gdy zaśniecie możliwe, że spotkacie się we śnie. Jej lub twoim. No ale co dalej to już trudne do przewidzenia bo ma na to wpływ zbyt wiele zmiennych. Proponuję byś najpierw użyła tego sama by wiedzieć czego się spodziewać. - Starszy mówił uważnie by Versana mogła zapamiętać jego wskazówki. Ale wreszcie na koniec wręczył jej ten niewielki flakonik.


---



Versana i Łasica



Śnieg skrzypiał pod butami. Wraz z nadejściem zmroku na zewnątrz zrobiło się wręcz lodowato i mroczno. Na szczęście wiatru prawie nie było. Za to podniosła się mgła. Ograniczała widoczność do dwóch, trzech budynków dookoła. Obie kobiety szły raźnym, dziarskim krokiem by rozgrzać się od tego zimna. Trochę za nimi szedł ochroniarz jednej z nich. Gdy już się rozchodzili Łasica podeszła do Versany proponując, że mogą wracać razem. Tak dla bezpieczeństwa. Chociaż ta domyśliła się, że jedyna poza nią kobieta w ich grupce chce na spokojnie pogadać.

- Słyszałaś tego mięśniaka? - zagaiła ciemnowłosa ubrana w krótki, brązowy kożuszek. Kożuszek wyglądał całkiem nieźle. Zwłaszcza na tak zgrabnej właścicielce. Skąd go miała Łasica pozostawało niewiadomym ale raczej taki solidny ubiór powinien być raczej poza kiesą wyrobnika czy karczmarza. Ale na razie Łasica nie zwracała na to uwagi. Prychnęła z mieszaniną pogardy i irytacji gdy mówiła o swoim zwyczajowym oponencie w ich grupce. Poza Karlikiem to ona i Silny mieli podobną pozycję w hierarchii. No może jeszcze Kurt ale niejako był na uboczu wszelkich podziałów i konfliktów wewnątrz ich grupy. Ale Silny i Łasica dość zawzięcie ze sobą rywalizowali.

- Jak on kogoś sprowadzi nowego to pójdzie w górę. Zacznie się nam panoszyć na całego. - taka wizja dominacji Silnego w ich grupce a pewnie zwłaszcza nad nią wcale nie była jej miła. No niby dobrze, jeśli ich szeregi się rozrastały ale widocznie niekonieczne Łasicy to pasowało jakby ich oprych miał założyć w ich grupie frakcję swoich sojuszników i podwładnych. Do tej pory panowała względna równowaga a taki ruch mógłby ją zaburzyć.

- Nie chciałam tego mówić przy nich. Ale też mam kogoś na oku. Kobietę. Ale dopiero co ją poznałam. Myślę, że jest warta uwagi. Ale trochę się boję zaczynać z nią sama. Jest niebezpieczna. Brutalna. Nie ma z nią żartów. Widziałam jak traktuje innych. Pomożesz mi z nią? Przyda mi się zabezpieczenie. Jak mi pomożesz ja ci pomogę z tą areną. Do tej pory mnie ona nie interesowała ale jak ci tak na niej zależy mogę za tym pochodzić. - ciemnowłosa kobieta szła obok drugiej ciemnowłosej raźno pokonując kolejne fragmenty zamglonych i zaśnieżonych ulic. Mróz szczypał policzki i nieprzyjemnie wdzierał się do ust i nozdrzy. Za to miasto było prawie bezludne. W taki mróz i ciemności mało kto wyłaził na zewnątrz jeśli naprawdę nie musiał. W większości domów okiennice były pozamykane i chyba tylko z mijanych karczm jeszcze trwały oznaki wieczornego życia.


Aaron



- Ah, Aaronie, wiele myślałem o tych twoich snach. Są bardzo interesujące. - Starszy zagaił brodacza gdy podszedł do niego zapytać czy wszystko w porządku ale jednak poza tym widocznie miał jakąś sprawę do niego. I to tą którą Aaron był mocno zafrapowany od dłuższego czasu a ich przywódca wydawał się odpowiednią osobą by móc coś poradzić.

- Ta osoba jaką widywałeś w swoich snach może być posłańcem. Chce tobie, nam, przekazać wieści. Dobrze by było je poznać by móc coś z tym zrobić. Nieważne czy są dobre czy złe. Są nasze. - wyjaśnił jak podchodzi do tych snów “Dzikiego”. Mówił z przekonaniem jakby dostrzegł w tych sna jakieś drugie dno, jakąś nową ideę jaka jest warta uwagi i wysiłku.

- Interesujące są okoliczności gdy miałeś te sny po raz pierwszy. Być może ktoś z Północy próbuje się z tobą skontaktować. - patrzył gdzieś w podłogę parę kroków przed sobą gdy tak szedł miarowym tempem jak to miał w zwyczaju podczas rozmowy. Ale teraz spojrzał w bok na idącego obok brodacza.

- Dlatego mam tu coś dla ciebie. - sięgnął do swojej togi i po chwili wyjął kawałek zgiętych kartek. Uniósł je w dłoni aby je przekazać ale jeszcze ich nie oddawał. Kartka znieruchomiała tak samo jak przywódca kultystów i jego głos gdy chyba zastanawiał się co i jak powiedzieć.

- To opis pewnego rytuału. Pozwala na wewnętrzną medytację. Koncentrację. Wejście w głąb samego siebie. Swoich myśli, planów, wspomnień i snów. - rzekł przekazując kartki sztywnego papieru do rąk byłego magistra z głębi lądu.

- Jest tam lista składników. Te już będziesz musiał zdobyć samodzielnie. Ale chyba nie powinieneś mieć z tym zbyt wielkich problemów. Gdyby jednak z czymś miał kłopot może ktoś ci będzie mógł pomóc. - wznowił marsz i wskazał palcem dłoni jaka trzymała kostur w stronę reszty ich małej grupki.

- Zalecam jednak ostrożność. Wiem, że masz doświadczenie w używaniu Eteru jednak podczas tego rytuału musisz zachować czujność. Zresztą jest to opisane na tych kartach. - lider ich grupy przestrzegł maga przed skutkami ubocznymi jakie mogą wystąpić jednak widocznie uznał, że Aaron jak zapozna się z pismem to sam sobie będzie mógł ocenić jak się przygotować do niego najlepiej.


---



Aaron i Silny



- To mamy robić tą kryjówkę tak? - Silny który szedł obok brodacza wydawał się solidnym wsparciem w razie jakichś wieczornych kłopotów. Chociaż w taką lodowatą pogodę to chyba nawet rzezimieszkom nie chciałoby się czatować w zaułkach. A Silny sam sprawiał wrażenie jakby mógł kogoś napaść.

- Masz pomysł gdzie to ma być? Musimy się jakoś umówić tak jak Starszy kazał. - oprych szedł raźnym tempem. Widocznie poważnie potraktował polecenie ich przywódcy i starał się dogadać szczegóły tej akcji. Mieli przecież we dwóch przygotować kryjówkę gdzie można było zapędzić owego wybranego strażnika i gdzie Versana miała sobie z nim porozmawiać.

- Myślisz, że ona będzie z nim tylko gadać? Czy coś więcej? Bo jak coś więcej to może jej zmrozić tą jej zgrabną dupkę a szkoda by było. - zarechotał rozbawiony własnym dowcipem gdy tak sobie gadali w męskim gronie o dupach. Przestał się jednak śmiać i przeszedł kilka kroków w milczeniu.

- Bo jak coś więcej trzeba by rozpalić ogień. No ale ogień widać. I zostaje ślad. Trochę kłopot nie? Ktoś mógłby zauważyć i się zainteresować. W trakcie albo po. - szedł gdy zastanawiał się na głos jakie wymogi musiałaby spełniać wybrana kryjówka. Jak się nad tym zastanowić to jednak parę rzeczy mogło być istotnych.

- No i pewnie musiałoby być gdzieś przy “Piwnicznej”, żeby nie łazić daleko. - oprych zastanawiał się dalej wspominając o tym lokalu o jakim mówił Strupas. Nazwa była trafna bo lokal był w obszernej suterenie. Schodziło się tam w dół po schodach jak do piwnicy czy lochu. W lecie panował tam przyjemny chłód i półmrok. Ale zimą o ile nie siedziało się tuż przy drzwiach to piwniczne morki rozświetlały i ogrzewały dwa paleniska, jedno przy ścianie naprzeciwko drzwi i drugie na środku sali. A, że przewiew, zwłaszcza zimą przy zamkniętych drzwiach, był słaby to ten dym ognisk trochę szczypał w oczy mieszając się dodatkowo z palonymi fajkami.

- No i jeszcze trzeba dać znać Karlikowi by wiedział gdzie ma przesyłkę zostawić. - przypomniał sobie, że jeszcze grubasowi i reszcie też trzeba dać znać, gdzie mają mieć ten nowy punkt kontaktowy na czas tej akcji. No ale chwilowo był zdany na Dzikiego skoro jemu Starszy wyznaczył rolę znalezienia odpowiedniego miejsca.



Strupas



- Ah, witaj mój drogi. - Starszy podszedł nawet do śmierdzącego garbusa jakby nie wyczuwał jego smrodu lub mu on nie przeszkadzał. Zwrócił się do niego jak dobry opiekun do zagubionej sieroty. Starszy był jedną z niewielu osób jakie znał Strupas jakie wydawały się nie dostrzegać jego brzydoty. I nie unikał go podczas tych pogawędek po głównej części ich spotkań na krypie. Miał dla niego i czas i dobre słowo.

- Niezmiernie cieszy mnie, że postanowiłeś do nas dołączyć. Twoje wyjątkowe możliwości są dla nas bardzo cenne. - mężczyzna w masce zaczął mówić idąc obok tego z garbem na grzbiecie. Szedł jak zwykle spacerowym, niespiesznym tempem podczas tej rozmowy.

- Twoje znajomości. Te za miastem. - podkreślił spoglądając na człapiącego obok rozmówcę gdy chodziło mu widocznie o osadę odmieńców ukrytą za miastem.

- Gdybyś był tam przypadkiem w najbliższym czasie rozejrzyj się. Słuchaj. Obserwuj. Zwracaj uwagę na sny. Czy ktoś mówi o jakichś snach. Krwawych. Niespokojnych. Chaotycznych. Jeśli nie. No to daj mi o tym znać. Ale jeśli tak. To na razie nic nie rób. Po prostu daj mi znać. Ale niech wyprawa za miasto nie odciągnie cię od naszej sprawy w kazamatach. - jak czuły opiekun, Starszy mówił łagodnym, ojcowskim tonem jakby zwracał się do swojego ulubionego dziecka. Łagodnie tłumaczył czego od niego oczekuje i troskliwie położył mu dłoń na ramieniu. No tak, wyprawa do osady odmieńców nie była taka łatwa podczas zimy. Możliwe, że przy tym śniegu podróż zajęłaby większość dnia. Powrót również. Więc pewnie oznaczałoby spędzenie to nocy wśród zdeformowanych. A jeśliby pogoda się zepsuła to wszystko mogło się jeszcze bardziej wydłużyć.


---



Strupas i Karlik



Dwie zwaliste sylwetki szły samotnie przez zaciemnione i zamglone miasto. No i śnieg. I mgłę. Obie postacie nie grzeszyły ani lekkością ani gracją ruchów. I wydawało się, że kompletnie nie pasują do siebie. Jedna ubrana w jakieś brudne coś co odpychało już na pierwszy rzut oka i wzbudzało nieufność. Druga była odziana w długie, solidne futro świetnie pewnie chroniące przez tym wilgotnym mrozem jaki zalatywał od strony morza pewnie z samej Norsci.

- Lubisz ptaki Strupas? - zagadnął Karlik gdy już kawałek szli razem. Lodowate powietrze niezbyt sprzyjało rozmowie, lepiej było oszczędzać oddech.

- Ja niekoniecznie. Ale mogą być pożyteczne. Bardzo pożyteczne Strupas. - mężczyzna o solidnej tuszy szedł opatulony futrem. Zgrzał się tym wysiłkiem na tyle, że mimo zimnicy rozpiął futro więc jego brzuch rysował się dość wyraźnie nawet w mrokach nocy. Nie bardzo się widzieli nawzajem bo twarze jawiły się tylko jako blade owale na tle ciemności.

- Pomożesz mi z tymi gołębiami? Normalnie dałbym za fatygę tragarzom ale przecież nie wprowadzę ich na nasz statek. - zwrócił się po kilku kolejnych skrzypiących śniegiem krokach. Wzruszył swoimi potężnymi barami gdy wyłuszczył w czym jest problem.

- Mogę im kazać zanieść te klatki gdzieś do portu. A ty już byś je zaniósł do Kuternogi. On Kuternoga to też nie bardzo się nadaje. Chyba, że we dwóch jakoś dacie radę. - zapewne coś drobniejszego Kurt pewnie by dał radę przenieść ale z większymi i masywniejszymi bagażami rzeczywście miał trudności. Prawa ręka Starszego widocznie zastanawiał się jak zorganizować transport klatek z gołębiami. Przez wymóg zachowania tajemnicy ostatecznego adresata nie było to takie proste. Tragarze mogli przenieść klatki przez miasto ale nie wydawało się zbyt rozsądne by zbliżali się do “Starej Adele”.

- To co? Gdzie mają zostawić te klatki? Mogę je jeszcze potrzymać parę dni u siebie no ale dobrze by do następnego spotkania już były. To by każdy mógł wziąć swoje. - Karlik jak na swoją tuszę był całkiem żwawy. Rumiana cera sprawiała wskazywała, że cieszy się dobrym zdrowiem i ten nadmiar masy jakoś mu nie przeszkadza zupełnie. Nawet teraz te lodowate powietrze zdawało się robić na nim minimalne wrażenie.


---



Mecha:

wiedza Strupasa o kazamatach: Kostnica > 81; 47 > 47 = śred
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-04-2020, 17:43   #8
 
TomaszJ's Avatar
 
W trakcie narady Starszego z Silnym, gdzieś na uboczu

Trupas Strupas przydreptał później do Versany i uśmiechnął się krzywo.
- Panna miała do mnie interes - skrzywił głowę - Ja chętnie, ale muszę trzymać się nisko. Nie mogę pakować się w kłopoty, bo są tacy co polegają na moich oczach i uszach.
Na twarzy Versany pojawił się ten sam uśmiech, który zawsze pojawia się gdy snuje jakąś nową intrygę. Zalotnie oblizała usta. Był to jednak raczej odruch bezwarunkowy aniżeli chęć uwiedzenia Strupasa. Następnie otworzyła usta i przemówiła do Łachmaniarza zdecydowanym tonem:
- Tak. Mam do Ciebie dość nietypową prośbę - odparła, po czym wyszczerzyła Swoje białe ząbki - wspomniałeś, że potrafisz warzyć różnego rodzaju napary. Mógłbyś, więc stworzyć dla mnie dwa dość specyficzne? - zmrużyła lekko oczy - Mianowicie jeden, po którym człowiek traci świadomość nie tracąc władzy nad ciałem. Utrata świadomości może być czasowa. Chociaż znacznie ciekawiej byłoby gdyby osoba, która go zażyje traciłą świadomości bądź pamięci na stałe. - oblizała ponownie usta - Drugi zaś, po którym na ciele człowieka wyskakują parchy i strupy, z których sączy się śmierdząca ropa. - Uśmiechnęła się szyderczo - Najlepiej by ten drugi był bez smaku i woni. - na koniec dodała - Jeszcze jedno pytanie. Zdradź, więc dla kogo węszysz? Stoimy wszak po tej samej stronie barykady a dla mnie jako bywalczyni salonów ta informacja może zdać się bardzo cenna i przydatna.
- Weź mnie! Załatwię jej takie krosty, że się pożyga, lafirynda jedna - odezwała się skrzekliwie Zielona spod kapoty - Strupas, mnie bierz!
- Warzyć warzyć.... daj pomyśleć - Strupas podrapał się po głowie sypiąc łupieżem - To drugie proste, ale tu trzeba zarazić chorobą, nie trutką. Co do pierwszego... łatwe nie będzie. Potrzebujesz ziela co się Stechäpfel zwie. Jak wymieszać go z makowym sokiem, da ci człowieka powolnego, zmiękczonego i co więcej - podatnego na sugestię. Może nawet i nam by się to przydało do wypytania strażnika, po prostu więcej bym uwarzył... makowy sok odparowany mam na pewno, bo często się przydaje. A Stechäpfel muszę sprawdzić. To drugie ma być śmiertelne?
- W tym rzecz, że nie. Efekt także nie musi być trwały. Zależy mi jednak na tym by osoba, która to wypije nie rozpoznałą smaku ani nie wywęszyła zapachu. Naturalnie chciałabym to dodać na przykład do wina, które ofiara miałaby spożyć. Miałby to być powiedzmy taki anonimowy “psikus”.
Śmierdziuch pogrzebał w połach swojej kapoty i wyciągnął słoiczek wypełniony szarozielonym proszkiem.~
- Taaak taaaak - zaskrzeczał słoiczek z zadowoleniem.
- To Zielona Ospa - powiedział poważnie - wszystkiego Ci nie dam, ale wystarczy odrobina. Może zabić, ale jak medyk dobry i osoba zdrowa to wyjdzie z tego. A da piękne, sączące się krosty z cuchnącą zieloną ropą. Takie które zostawiają ślady. Cera nigdy nie będzie taka sama po tej ślicznotce hehehe! Tylko dobrze się pomódl do Pana Chorób, bo to jego wola czy zarazi czy nie. Czasami nie chce. A czasami chce. Nie znasz woli Wielkiego.
Na twarzy Versany pojawia się szeroki uśmiech a w oczach szło dostrzec istne podniecenie.
- Znakomicie. Rozumiem, że muszę dosypać odrobinę tego proszku do jakiegoś płynu i przypilnować by ma ofiara wypiła wszystko do dna? - zmarszczyła jednak brwi - Powiedz mi jednak czy ja przy przygotowywaniu tegoż smakołyku nie zarażę się tym pieruństwem ? Może byłoby bezpieczniej i pewniej co do działania, gdybyś to Ty przyrządził taką mieszankę? Ja dostarczyła bym Ci płyn, który miałby posłużyć za bazę a Ty załatwiłbyś resztę wliczając w to modlitwe do Twego Pana Zarazy? - dodała również unosząc lekko kąciki ust - Twój Pan powinien być przecież zadowolony z efektu działania substancji a mój z motywów jej użycia.
- Znalazła się Damulka! Tfu! - zasyczała wściekle Ospa
- Pachoła do brudnej roboty chce, Zgniłym Szefem gardzi - zawtórował Koklusz i zaraz się rozkaszlał.
- Na kołek ją Strupas! Masz Bretońską Chorobę, przechędorzysz i zaraz potulniejsza będzie - Świerzb miał swoje pomysły.

Strupas głośno wciągnął powietrze - Pieruństwem! - przytulił słoiczek do siebie i wymamrotał - Ona na pewno nie miała tego na myśli kochana, na pewno się pomyliła. W końcu Cię potrzebuje, a to uprzejma pani - spojrzał na Versanę z wyrzutem. - Słuchaj, ja bym nie dodawał do płynu bo to robota na raz. Jak się już wypije to koniec. Lepiej rozsypać proszek na poduszce czy sienniku. Wtedy co noc będzie szansa że Pan Plag się uśmiechnie, a jak leczenie zaczną - że gorsze będzie. Co do modlitwy, kto powinien... nie wiem Starszego zapytam. Niby moje działanie, ale twoja chęć, kto powinien.... Strupas podrapał się po głowie i nagle wyciągnął słoiczek prosto w twarz Versany - ALE NAJPIERW JĄ PRZEPROŚ!

Zaskoczona Versana szybko odskoczyła do tyłu. Uspokoiła się jednak gdy doskrzegła, że słoiczek jest szczelnie zatkany. Chwile później rzekła do Strupasa:
- Wybacz. Źle się musiałam wyrazić. Nie miałam na celu obrazić Ciebie ani Twego Pana Strupasku. Uważaj jednak z tym słoiczkiem. Nie chcemy chyba stracić tak cennego proszku. - uśmiechnęła się serdecznie patrząc prosto w oczy ulicznika - Nie każdy jest przecież godzien posiadać takie cacko.
- Tępa dzida i w dodatku w rzyć bez smalcu wchodzi - Krwawa specjalistka od rzyci skwitowała Versanę. - Strupas, ona chce cię wykorzystać, nie ufaj jej.
- Ty mnie przeproś bździągwo wyperfumowana! Ehhh, szkoda słów. No, to kiedy zarażanko? - Ospa już niecierpliwie przesypywała się w słoiczku

- Panią Ospę mi tu będzie od pioruństw wyzywać. Może jest zielona ale też ma uczucia - fuknął obruszony garbus - Nie wiem czy Ci teraz pomoże. Znaczy pewnie tak, bo ona strasznie lubi zarażać, chyba bardziej niż się gniewać. Dobrze tobrze... idź do Karlika, niech da ci mały pojemniczek, ampułkę. Nasypie Ci trochę Pani Ospy. Smakuje pewnie jak popiół, nie dodawaj jej do gorącego, najlepiej rozsyp na pościeli. Jest jeszcze lepsza sztuczka - posypujesz nią szczotkę i zaostrzasz jeden z zębów... - zarechotał Strupas. - No, to idź po naczynko, a ja Starszego o modlitwy wypytam.
- Wielkie umysły muszą widocznie myśleć podobnie - kiwnęła głową na znak aprobaty - pomysł ze szczotką również przeszedł mi przez myśl.
- Mówiłam, w rzyć bez smalcu... - Krwawa wtrąciła, a Świerzb lubieżnie zarechotał.
Otwarta rana wydaje się być niczym zaproszenie dla - nagle lekko zwolniła tempo mowy i skłoniła głową - Pani Ospy. - uśmiechnęła się. - Strupasie a może Ty byś poszedł do Karlika a ja porozmawiałabym ze Starszym. Dowiedziałabym się jak sprawy wyglądają a’propos modlitwy i czy ewentualna moja modlitwa do Twego Pana nie rozgniewa Mego Pana.
- Pójdziemy razem -
stanowczo stwierdził Strupas, dla którego Starszy był idolem.
- Dobrze. Możemy zatem iść we dwoje. Powiedz mi więc jeszcze jedno. Kto z kręgu arystokratów i bogaczy w tym mieście zasięga informacji od Ciebie?
- Ty i Karlik
- Strupas wzruszył ramionami - reszta lepiej niech ma mnie za przygłupa, tak bezpieczniej. Albo nie zauważa
- Zgadzam się z Tobą. Im mniej ludzie wiedzą tym lepiej śpią - uśmiechnęła się - chodźmy więc do Starszego.
 
__________________
Bez podpisu.

Ostatnio edytowane przez TomaszJ : 01-05-2020 o 18:31. Powód: Prośba MG
TomaszJ jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-04-2020, 15:37   #9
 
Pieczar's Avatar
 
Część wspólna

Czas mijał. Wieczór miarowo zmieniał się w noc a świece, które swym nikłym światłem rozjaśniały mrok ładowni na krypie powoli się dopalały. Versana czuła delikatne kołysanie, lecz pomimo, że puchar już dawno stał pusty bujało łajbą a nie Jej głową. Nie miała jednak ochoty na dolewkę. Lubiła zachować świeży umysł w ważnych sytuacjach jaką niewątpliwie było dzisiejsze zebranie. Ustalali wszak plan działania związany z odbiciem tajemniczej kobiety zamkniętej w lochach kazamat a dokładnie z jego pierwsza częścią polegająca na zebraniu potrzebnych informacji od pijanego w sztok strażnika więziennego. Wdowa zaś zdawała sobie doskonale sprawę z tego jak fundamentalne są zawsze pierwsze kroki na drodze do sukcesu. Pamiętała, też że w domu czeka na Nią gorąca kąpiel i jej ulubione wino, które Greta ma przygotować na Jej powrót. Była jednak taka myśl która sprawiała Jej jeszcze większą przyjemność niż wizja ciepłej kąpieli, dobrego wina i żarzącego się drwa w kominku. Był to fakt, że Sam Starszy wyraził zadowolenie z Jej pomysłu. Bardzo Jej to schlebiało i motywowało do dalszej, jeszcze intensywniejszej pracy. Starała się też nie siadać na laurach, bo było na to zdecydowanie za wcześnie. Wszak jedną z reguł, którą kieruje się w życiu jest: "Wpierw obowiązki, później przyjemność". To wtedy dopiero zwycięstwo smakuje najlepiej i ma się na upajanie nim zdecydowanie więcej czasu. Versana uważnie słuchała słów Starszego starając się dostrzec chociaż drobny szczegół mimiki pojawiający się na Jego twarzy, którą skrzętnie zakrywała zdobiona maska. Jakieś drobne mrugnięcie okiem lub chociaż mały uśmieszek. Przy świetle letniego słońca mogłoby to stanowić nie lada wyzwanie a co dopiero w ledwo oświetlonej ładowni. Gdy ich przywódca zdawał się już zmierzać ku końcowi Swojej przemowy prosząc Silnego na stronę Versana wstała i zabrała głos:

- Aaronie. Wspominałeś, że masz już na oku kryjówka, która nada się na nasze miejsce kontaktowe. - spojrzała na czarodzieja - Przekaż proszę na koniec naszego dzisiejszego zebrania Kornasowi bardziej szczegółowe informacje jak tam się dostać. Ja z oczywistych przyczyn nie będę chciała się tam kręcić. - uśmiechnęła się i ponownie rozejrzała po zgromadzonych - Ustalmy też może Bracia i Siostro z grubsza plan tygodnia. Wypadałoby też wyznaczyć porę dnia, do której zobowiązujemy się pozostawiać fanty bądź informacje w ów kryjówce aby nie musieć do niej latać jak kot z pęcherzem. - Versana zwróciła wzrok na ulicznika - Strupasie. Myślisz, że do Wellentagu byłbyś w stanie wytypować odpowiedniego kandydata na mojego przyszłego-niedoszłego kochanka, zebrać potrzebne informacje i przekazać szczegóły z nim związane Aaronowi? - odwróciła głowę w stronę trzeźwiejącego towarzysza - Przyjacielu. Czy Ty miałbyś również do tego dnia wszystko już dopięte na ostatni guzik? Dobrze by było w nocy z Aubentag na Marktag przystąpić do działania by w razie jakiegoś nieprzewidzianego problemu móc spróbować kolejnego podejścia. - Versana spojrzała na okazałego "człowieka interesu" - Karliku. Pytanie jeszcze czy Tobie starczy te kilka dni aby zorganizować i dostarczyć do umówionego miejsca potrzebne nam fanty? Zdaje sobie doskonale sprawę z tego o czym wspomniałeś wcześniej, więc gdybyś miał problemy. Proszę daj nam znać abyśmy mogli przesunąć termin rozpoczęcia naszego przedsięwzięcia. - kontynuowała - Jeżeli jednak napotkasz na Swojej drodze przeszkodę. Nie przejmuj się. Zrobimy tak jak radził Starszy i dopilnujemy aby klawisz nie doczekał ranka. - wyszczerzyła ząbki - Dobrze by było również aby każdy z nas pozostawiał jakiś charakterystyczny tylko nam znany przedmiot na znak odbioru przesyłki, bądź problemów które napotkaliśmy w trakcie realizacji przydzielonych nam zadań. Może to być cokolwiek. Rupieć, symbol na kartce czy pordzewiały klucz. Tak więc jednej nocy zostawiałoby się ów drobiazg a następnym razem go zabierało, bądź chowało w innym miejscu. Z mojej strony jako sygnał potwierdzający odbiór pozostawiać będę podkowę a jako znak ostrzegawczy niedopaloną świecę. Mamy jeszcze chwilkę gdyż zapewne Starszy będzie chciał z każdym z nas zamienić parę słów, więc zastanówcie się nad tym i przekażmy sobie tą informacje przed rozejściem. Póki co - Versana obrzuciła wyznawce Nurgla spojrzeniem - Strupasie. Mogę Cię prosić teraz na bok. Chciałaby wykorzystać moment w którym Starszy jest zajęty rozmową z Silnym i spytać Cię o coś.

Rozmowa Versany ze Starszym

Gdy rozmowa Śmierdziela i Wdowy dobiegała już powoli końca kobieta wpierw poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa a następnie dostrzegła kątem oka jak Starszy spogląda na Nią i gdy tylko odwróciła Swoją śliczną twarzyczkę w Jego stronę Ten wezwał Ją do Siebie delikatnym ruchem dłoni. Miał w Sobie jakąś niewytłumaczalną moc. Powodowała ona, że niczego nieświadomy człowiek, który stawał się obiektem Jego spojrzenia mógł wręcz poczuć oddech Starszego na Swojej szyi. Na Jej reakcje nie musiał czekać długo.
- Wrócimy jeszcze do tematu. - rzekła do Strupasa i lekkim skinieniem głowy wskazała lidera ich zgrupowania - Mistrz mnie wzywa a kobieca intuicja podpowiada mi, że szykuje dla mnie coś specjalnego. - uśmiechnęła się szyderczo i ruszyła w stronę zamaskowanego mężczyzny.
- Miałam rację. Jest ostro obłąkany i z dnia na dzień jest coraz gorzej. Choroby musiały trawić nie tylko Jego powykręcane ciało ale i umysł. - pomyślała zmierzając w kierunku Starszego – W każdym razie raczej lepiej mieć go po Swojej stronie. Trzeba po prostu patrzeć Mu na ręce. Nurgle Jeden wie gdzie je wcześniej trzymał. - roześmiała się skrycie – Dziś przekonałam się również, że to nie ze wszami dyskutuje, gdy zagląda pod pazuchę.
Kiedy doszła do Starszego uśmiech wciąż nie zniknął z Jej twarzy. To co jednak zdziwiło Ją to fakt, że zdawała się go również dostrzec spod maski mężczyzny. Następnie zaczął z Nią rozmawiać. Mówił do Niej tak jak przemawia ojciec do swego ukochanego dziecka a rzeczy o których wspominał nie dawały Jej powodu do zmiany nastroju.
- Nareszcie! - pomyślała – Starszy w końcu da mi szansę, zatańczyć z tymi małymi zołzami według naszych zasad. Nie dość, że zaspokoję swoje prywatne rządze to będę mogła wykazać się dla zboru i awansować nie tylko w oczach Starszego ale i w hierarchii.
- Dziękuje za miłe słowa. Wiele dla mnie znaczą. - odezwała się kiedy opiekun skończył mówić – Mogłaby teraz rzecz dość oklepane stwierdzenie, że zrobiłam to co do mnie należy i nie skłamałabym wtedy. Lecz chcę również zaznaczyć, że nie mam zamiaru dzielić losu kobiety którą poszukujemy. - Versana spojrzała głęboko w oczy Starszego a raczej w otwory na oczy w Jego masce – Nie rozchodzi się tu jednak o strach przed okrytymi zła sławą kazamatami a o moje ambicję. Po prostu fakt, że mogłaby wpaść przez jakiś głupi błąd czy udział w nieprzemyślanej akcji byłby dla mnie gorszy niż sama wizja odsiadki. - kiedy to mówiła mężczyzna przystanął aby się Jej przyjrzeć a następnie ruszył ponownie Swoim powolnym krokiem. Versana zaś podążyła za Nim i kontynuowała – Co do mojego snu to muszę przyznać, że dysponujesz Mistrzu doskonała pamięcią. Tyle czasu minęło a Ty wciąż pamiętasz takie szczegóły. Zaznaczę jednak, że tytuł tej najpiękniejszej to raczej narzędzie bądź mała stacja – uśmiechnęła się szeroko - na drodze do prawdziwego celu jakim jest władza w tym ponurym mieście. Mierzę wysoko a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Starszemu chyba też by było na rękę gdyby w Swoich szeregach miał ludzi obstawiających najwyższe stołki w tej dziurze. - spojrzała ponownie na mężczyznę, gdy ten stanął i mogłaby poprzysiąc, że zauważyła uśmiech dobiegający spod maski – Nie chciałabym też być źle zrozumiana. Nie mam zamiaru być uzurpatorką w stosunku do Ciebie Panie a jedynie pilną uczennicą podążającą śladami swojego nauczyciela i wspinającą się po szczeblach hierarchii poprzez ciężką pracę na rzecz kultu. - Versana powoli uniosła flakonik, który otrzymała od Starszego i ponownie skupiła na nim wzrok wbijając Swoje śliczne ślepiota w jego zwartość. Dało się w tym dostrzec fascynację i radość. Trzymając w trzech palcach za górną część zamieszała z gracją płynem krążąc delikatnie dnem menzurki. Zdawało się jakby przez ułamek czasu nie widziała świata poza flakonikiem wykonanym z ciemnego szkła. Chwilę później tak samo szybko jak zapatrzyła się na prezent od Starszego wróciła spojrzeniem na Niego i kontynuowała – Obiecuję, że Cię nie zawiodę Mistrzu i wykonam powierzone mi zadanie tak byś był ze mnie w pełni zadowolony. - zamaskowany mężczyzna wrócił do spaceru po ładowni - Mam jednak dwa pytania. - w głosie Jej dało się wyczuć zaciekawienie – Czy mam spodziewać się wystąpienia jakiś efektów ubocznych? Pytam gdyż wolałabym zawczasu się przygotować oraz czy mogłabym użyć tego na innych osobach? - tym razem to Starszy spojrzał na Nią z widocznym zainteresowaniem, pozwalając Jej jednak na dokończenie myśli – Mianowicie pod mym dachem prócz eunucha goszczę jeszcze dwie kobiety o których zapewne już słyszałeś. Ta Młodsza, Brena, która dba o porządek w mojej kamienicy. Jest strasznie we mnie wpatrzona. Chętnie wykonuje moje prośby i strasznie imponuje jej świat arystokracji. – wdowa uśmiechnęła się delikatnie – Często też powtarza, że wiele byłaby w stanie zrobić aby poczuć smak takiego życia. Czasami w napływie emocji zdarzy się Jej rzucić, że byłaby w stanie zaprzedać duszę aby tego dopiąć. Ja zaś mam do Niej wielki sentyment, gdyż jest sierotą i traktuje mnie niemal jak Swoją matkę. Widzę w Niej po prostu wiele pokrewnych ze mną cech. Dlatego od dłuższego czasu chodzi mi po głowie niecny plan aby i Ją wprowadzić w nasze szeregi. Nie mogłam jednak wpaść na pomył jak tego dokonać ale dzisiaj wszystko stało się dla mnie prostsze. Tak jak odnajdujesz Panie sens i odpowiedzi na pytania które nas męczą w snach które nam towarzyszą tak i dzisiaj podałeś mi rozwiązanie, którego długo szukałam. - Versana wlepiła w Starszego wzrok z tak samo wielkim zainteresowaniem jak i niepewnością co do Jego zgody – Ty mi ofiarowałeś tą niezwykłą substancje, Ty nami kierujesz i to Ty możesz ułatwić tej małej duszyczce poznać prawdziwą potęgę chaosu. Wystarczy tylko Twoje jedno słowo a ja resztą się zajmę. W końcu wyjaśniłeś mi już jak ten płyn działa. - arystokratka nie spuszczała wzroku z Mistrza oczekując na Jego odpowiedź.

Rozmowa Versany z Łasicą

Spotkanie dobiegało już końca. Karlik sprzątnął ostatnią półmisę ze stołu i zaczął powoli gasić świece, których knoty paliły się jeszcze niewyraźnym płomieniem. Deski pod stopami kultystów skrzypiały sprawiając wrażenie jakby miały zaraz popękać pod ich ciężarem. Zmierzając ku wyjściu Versana spostrzegła, że Strupas skończył rozmowę ze Starszym więc podeszła do Niego na chwilę informując go o tym, że realizację Jej wcześniejszej prośby będą musieli przełożyć na kiedy indziej, i że zwróci się z nią ponownie do Niego osobiście, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja. Następnie skierowała się w stronę Kornasa i powiedziała aby dziś to On wyszedł jako pierwszy i upewnił się, czy na zewnątrz panuje względny spokój i czy żadne wścibskie oczy nie obserwują kei przed krypą oraz aby poczekał na Nią na rogu pobliskiej kamienicy gasząc uprzednio samotną latarnie, która mogła jeszcze jakimś cudem się tlić. Miała też prośbę aby już po wyjściu na zewnątrz to Ona szła dziś przodem w drodze powrotnej. Eunuch potwierdzająco potrząsną głową i ruszył. Versana zaś w tym czasie złożyła płaszcz zarzucając jego ciężki kaptur na głowę. Odczekała parę chwil i żegnając się z reszta kultystów opuściła pokład. Było zimno i za każdym razem gdy wydychała powietrze z Jej nozdrzy wydobywała się para niczym z buzującego imbryka. Gdy zdążyła oddalić się od Starej Adele o kilka kroków wrota łajby ponownie zaskrzypiały. Wdowa odwróciła głowę i spostrzegła schodząca po drabinie damską sylwetkę. Zastanawiała się co się stało, że Łasica wyszła tak wcześnie, gdyż miała w zwyczaju opuszczać krypę jako jedna z ostatnich. Dziś jednak już chyba nic nie było w stanie Jej zaskoczyć. Przełożony termin zebrania, prezent od Starszego który miał pomóc Jej utorować drogę do sukcesu oraz bezwietrzna noc, która o tej porze roku była niezwykle rzadkim zjawiskiem. Myliła się jednak, ponieważ w chwilę po tym jak minęła swojego ochroniarza czekającego na nią we wcześniej umówionym miejscu zrównała się z Nia Łasica i zagaiła do Niej. Mówiła o tym jak Silny działa Jej na nerwy i zwróciła się do Wdowy z prośbą o pomoc w zwerbowaniu pewnej kobiety w zamian za informację odnośnie poszukiwanej przez Versanę areny. Zubożała arystokratka zamyśliła się na chwilę i rzekła:
- Oczywiście, że Ci pomogę kochana. My kobiety powinnyśmy zawsze trzymać się razem w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie. - uniosła lekko kąciki ust w delikatnym uśmiechu – Z resztą zawsze uważałam, że tacy jak Silny stanowią tylko narzędzie w rękach takich jak my Siostro. - zachichotała – Powiedz mi proszę jednak coś więcej o tej kobiecie. Kim jest? Kiedy i gdzie ją spotkałaś? Jak dowiedziałaś się o Niej oraz jak miałoby wyglądać to zapewnione przeze mnie „zabezpieczenie”? Po prostu lubię wiedzieć na wprost kogo może przyjść mi stanąć. No i najważniejsze. Którego dnia byłabym Ci potrzebna? - odparła – Natomiast jeżeli chodzi o arenę. Hmmm. Jestem wdzięczną za Twoje zainteresowanie moją sprawą jednak, póki co mam kilka tropów, które chciałabym zbadać na własną rękę. Twoja pomoc jest zaś nieoceniona i byłabym wielce wdzięczna gdybym mogła z niej skorzystać w innym czasie. Nie chce byś mnie źle zrozumiała i odebrała to tak, że gardzę Twoimi dobrymi chęciami, bo tak nie jest. Zapewniam Cię o tym. - szły ramie w ramię widząc przed sobą jedynie postać eunucha skąpaną w gęstej mgle – Po prostu mam Cię za naprawdę ambitną osobę i uważam, że Twa pomoc mogłaby przydać się mi bardziej w innym momencie. - Versana spojrzała serdecznie na współkultystkę – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe Siostro.
Mijały kolejną kamienicę zostawiając za Sobą opuszczoną część portu, który już dawno zniknął zalany przez mleczną mgłę. Przez chwilę milczały i jedyny dźwięk, który dochodził ich uszu wydobywał się spod ich butów. Versana wiedziała, też że zaskoczyła Swoją odpowiedzią najwyżej usytuowaną kobietę w hierarchii kultu jednak była dobrej nadziei. Wszak kto lepiej zrozumie kobietę jak nie druga kobieta. Z drugiej zaś strony tak wiele je łączyło. Szły tak jeszcze przez chwilę po czym Łasica odwróciła głowę w stronę wdowy...
 
Pieczar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-05-2020, 19:25   #10
 
TomaszJ's Avatar
 
Melina Strupasa
Późnym wieczorem tego samego dnia.



Strupas położył się na swoim sienniku i wsłuchał w bulgotanie w żołądku. Miłe uczucie.
U góry zaszczekał wściekły kundel, nie wiadomo na co. Garbus położył grubsze polano do zaimprowizowanego piecyka. Powinno zapewnić ciepło na całą noc.
Miłe było mu uczucie dla odmiany poczuć się normalnie. No, prawie normalnie, wiedział że jest tolerowany tylko przez swoją przydatność, a gdyby nie to, że mało ich było, oraz przez wzgląd na jego patrona i Starszego, pewnie większość by się go pozbyła.
Cóż któregoś dnia pokaże wszystkim. Zapłaci cały świat. Gdy zarazy uderzą, nie będzie miejsca na żądze, krew zmieni się w żółć, a zmiany nie uratują nikogo. Wielki Rozkład zwycięży wszystkich - widział to w jednym ze swoich snów.
- Ty się nie rozleniwiaj, Strupas. Na dek i zasuwamy, obiboku - Kapitan Szkorbut obsobaczył garbusa
- Daj spokój - zaczął Koklusz - i tak nie ma co robić.
- A plan to co, sam się wymyśli? - Szkorbut zakpił i kaszlnął.

- Dobra dobra - mruknął Strupas - to co robimy?
- Wyznaczono nam zadanie wybrania i wyszpiegowania odpowiedniego strażnika więziennego. Oraz sprawdzenie Wioski - wyliczyła Krwawa.
- Pierwsze łatwizna. Pokręcisz się i powęszysz. Ewentualnie spytasz znajomków i kupisz nieco informacji za brzdęk od Karlika za ptaki - Śmierdzistopa zawsze chętna do szemranej roboty rzuciła garścią pomysłów - Drugie to już inna sprawa. Zimno jest. Ślady zostawisz. A jak się przenieśli?

Strupas pokiwał głową. Zgodził się pomóc Karlikowi z ptakami nie tyle dla monet, ale ponieważ musiał być użyteczny. Ale rzeczywiście mogą się przydać na dodatkowe informacje. Nawet jak nie od gangu Czarnego Petera to od samozwańczego żebraczego króla lub innych oberwańców. Może nawet kogoś wypuścili z Kazamat ostatnio?
Pomyślał o Wiosce. Nie było go tam od dawna, a częstotliwość wiadomości w skrzynce kontaktowej w spróchniałym pniu spadła. I były trochę inne. Podejrzewał że wioska mogła się przenieść, wtedy wyprawa na nic. Ale polecenie od Starszego i tak wykona.
Jutro wstanie skoro świt, pomoże Karlikowi, zgromadzi jedzenie na kilka dni i zbierze informacje potrzebne kultowi. A następnego dnia o świcie wyruszy, sprawdziwszy po drodze skrzynkę kontaktową i swoją leśną kryjówkę. I tak zamierzał uwarzyć bielunia z makiem, nawet mimo to że ta damulka się wypięła na niego. Sprawdzi czy są składniki, w drodze powrotnej uwarzy.
- No to mamy plan - powiedział głośniej i zakopał się w szmatach - Dobranoc kochane.
- Dobranoc
- Branoc
- Wszy na noc
- Śpij brachu, biorę pierwszą wachtę
- Dobranoc Strupasie.

A później nadszedł sen, jeden z tych milszych, gdzie każdy miał paskudną chorobę i na każdego patrzono jak równego wobec śmierci. Nawet jego.
 
__________________
Bez podpisu.
TomaszJ jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168