Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-08-2021, 17:51   #1
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
[WFRP 2ed] Dzieci Ulryka [18+]



DZIECI ULRYKA

PROLOG


Drakwald, 29 Urlikzeit 2518 KI

Odgłos wydobytego z wielu gardzieli wilczego wycia poniósł się po tonącej w śniegu puszczy niczym potępieńczy skowyt skazanych na wieczną udrękę przeklętych dusz.

W ciemności niekończących się połaci lasu krążyły obleczone w szare lub czarne futra cielska, wywieszające z pysków wilgotne jęzory i spozierające ku wędrowcom świecącymi w mroku ślepiami, w których zdawała się płonąć żarłoczna gorączka.

Dwukrotnie zuchwałe bestie podeszły na tyle blisko, aby zamrozić swym widokiem krew w żyłach brnących po kolana w śniegu ludzi, za każdym jednak razem cofały się w ostatniej chwili przywoływane w głąb lasu zewem swego przywódcy - chrapliwym wyciem stworzenia, które nawet w tych drapieżnikach budziło zauważalny strach.

Zasypani grubą warstwą śniegu wędrowcy próbowali sobie wmawiać, że to tylko zatrwożona wyobraźnia podsuwa im wrażenie istnienia inteligentnej nuty w tym upiornym zawołaniu, że niosące się echem wycie pochodzi od zwyczajnego przewodnika wilczego stada, bestii większej od swych pobratymców, ale wciąż jedynie zwierzęcia.

W myślach niektórzy z nich modlili się żarliwie, aby prawda nie okazała się inna, aby nie miała nic wspólnego z historiami opowiadanymi przy palenisku przez zabobonnych wieśniaków.

Sierżant drogowej straży Bernard Knappe odczekał, aż wilki ponownie znikną w czarnej gęstwie, a potem wsunął do kołczanu wysłużony długi łuki i odetchnął z nieudawaną ulgą. Śnieg padał z niebios wielkimi płatkami, pokrywał puszczę coraz grubszą warstwą lodowatej bieli. Zdrętwiały z zimna mężczyzna spróbował poruszyć palcami swych stóp czując coraz bardziej niepokojącą drętwotę członków. Popękane skórzane buty nie chroniły go już przed śniegiem, a wilgotne wełniane skarpety zaczęły przypominać lodowe skorupy.

Gdzieś w oddali, stłumiony gęstwą sosnowych zagajników, rozległ się ponownie mrożący nieludzką nutą krew wilczy zew. Podobnie jak wcześniejsze, ten też wibrował jakąś złowrogą inteligencją oraz drapieżnym głodem, który obudził w sercu Bernarda głęboki pierwotny lęk.

- Siegfried, czego tak stoisz jak kołek?! - warknął sierżant widząc, że idący przodem myśliwy zastygł na dłużej w bezruchu z pochyloną ku pokrywie śniegu głową - Co się stało?

- Ślady… ślady zniknęły - odpowiedział wyniszczony gorzałką podstarzały łowca z Sindelfingen, chrapliwym przepitym głosem, w którym mieszało się zdumienie i strach.

- Co ty pierdolisz? - Knappe przyspieszył kroku oglądając się jednocześnie ponad ramieniem na blisko tuzin idących jego śladem ludzi.

Olbrzymi Norsmen był tuż obok, maszerując przez zaspy równym krokiem i wodząc zmrużonymi oczami po mrocznej kniei. Każący się zwać Larsem rosły mąż wciąż nie przejawiał najmniejszego śladu zmęczenia, niosąc oparty o bark dwuręczny topór ze złośliwym uśmieszkiem człowieka nawykłego do wyzwań rzucanych śmiertelnikom przez śnieżne krainy Norski. Każdym gestem i każdym grymasem wydawał się demonstrować swoją pogardę dla słabości południowców, choć jak dotąd nie próbował wejść z nikim w zwadę.

Nieco dalej w tyle, w tańczącej nieustannie poświacie palących się z trzaskiem pochodni, sierżant dostrzegł pełne znużenia twarze najbliższych z tuzina idących jego śladem ludzi. Milkliwy brodaty traper, harda dziewka o niepokojącej urodzie i arogancki miecznik, który w gospodzie zbeształ Knuta za mieszanie piwa z wodą trzymali się blisko siebie, coś tam mamrocząc niezrozumiale pod nosami. Knappe nie miał najmniejszego pojęcia, kim byli ci ludzie, od Knuta dowiedział się jedynie tyle, że ponoć przybyli z Bechafen dzień wcześniej przed śmiercią Elsy Steinhofer i zmierzali na zachód - w tym samym kierunku, co pijący w gospodzie od kilku dni norski wojownik, budzący w niektórych chłopach prawdziwą trwogę, we wszystkich zaś bez wyjątku ogromną podejrzliwość i niechęć.

Jeszcze dalej w tyle w śniegu grzęźli inni ochotnicy, którzy w porywie chwili oddali się pod rozkazy sierżanta Knappe: młodziutki przejezdny o zniewieściałym obliczu i przypasanej do boku szpadzie; idący tuż za nim syn kowala Ruprechta; jeszcze kilku zziębniętych i trawionych zwątpieniem wieśniaków i wędrowców tworzących wijącą się między drzewami kawalkadę ludzkich kształtów. I zamykający pochód mąż, który budził w strażniku dróg podejrzliwość jeszcze silniejszą niźli porywczy Norsmen - gibki, smukły i podobnie jak Lars nie sprawiający wrażenia zmęczonego nocną przeprawą przez knieję.

Przyśpieszywszy kroku Bernard zrównał się z Siegfriedem i poświecił mu pod nogi łuczywem szukając wydeptanych w śniegu śladów. I wydał z siebie cichy pomruk zaskoczenia.

Pozostawione przez Jurgena Steinhofera ślady, dotąd wciąż widoczne pomimo coraz gęściej padającego śniegu, we wskazanym przez Siegfrieda miejscu zwyczajnie się kończyły.

- To plugawe czarostwo - wymamrotał myśliwy łapiąc zdrętwiałą dłonią za wiszący na szyi drewniany amulet Taala - Porwały go upiory Drakwaldu, przeklętego zbrodzienia! Nic tu po nas, sierżancie, trzeba nam wracać do wioski, zanim i nas coś porwie!

- Zamilcz, głupcze - sarknął z nieopisaną złością strażnik dróg, stojąc w rozkroku i potrząsając w niedowierzaniu głową - Nie uwierzę, że zginął, póki nie zobaczę trupa. Już zapomniałeś Elsę?

Blady ze zmęczenia Siegfried burknął coś pod nosem nie ważąc się głośno zaprotestować. Bernard nie wątpił, że myśliwy ujrzał znienacka przed oczami to samo, co on. Wspomnienie.

Uchylone drzwi drewnianej chaty i wystającą za próg kobiecą nogę w podartej pończosze. Krew rozbryzgniętą po ścianach, podłodze i stropie, tworzącą na nich przerażające wzory. Posiniaczoną skórę wyzierającą spod podartego ubrania, czarne otwory po wykłutych nożem oczach, porżnięte tym samym ostrzem piersi i genitalia. Wyrwane i ciśnięte na podłogę pukle jasnych jak pszenica włosów.

Nieszczęsna Elsa Steinhofer, słusznie uchodząca za najpiękniejszą niewiastę w Sindelfingen. Wiecznie roześmiana, wiecznie roztańczona przy wtórze piszczałek, wiecznie łasa pożądliwych męskich spojrzeń. Od czasu do czasu naznaczona siniakami będącymi dowodem gniewu swego małomównego męża bednarza, który od zawsze cieszył się w wiosce reputacją rogacza.

Bernard Knappe zwykł odwracać z wyrozumiałością oczy, kiedy uniesiony słusznym gniewem mąż lał lejcami swą połowicę lub dzieci, ale tak okrutna zbrodnia głęboko nim wstrząsnęła. Kiedy rozhisteryzowana Hilda wpadła z krzykiem do gospody, ani grzejący się przy kominku sierżant drogowej straży ani żaden z innych odpoczywających pod dachem Knuta wędrowców nie mógł się spodziewać tego, co zastaną w domu Steinhoferów.

Zmasakrowanego w półzwierzęcym amoku ciała Elsy i lśniących w blasku pochodni ogniw zerwanego z jej szyi złotego naszyjnika. Krwawych śladów podeszw męskich butów biegnących ku drzwiom, a później znaczących czerwonymi plamami śnieg na krawędzi gęstego lasu. Ciśniętego na schodki podróżnego worka Jurgena, wciąż wypełnionego ciesielskimi narzędziami.

Z kimkolwiek sypiała Elsa, kiedy Jurgen wyjeżdżał do Alt Derpu; ilekroć wcześniej przyprawiła mu rogi, nie zasłużyła na tak straszną śmierć.

- On musi gdzieś tu być - powiedział z rosnącym wahaniem Knappe - Nie mógł tak po prostu zniknąć.

- Sierżancie, musimy wracać do Sindelfingen - powiedział nadchodzący z tyłu młody Ruprecht, a dźwięcząca w jego chłopięcym głosie panika bez wątpienia udzieliła się też innym tropicielem - To nie są zwykłe wilki! To Dzieci Ulryka!

- Dzieci Ulryka... - powtórzył z przestrachem Siegfried, wsuwając dłoń z powrotem za połę grubego płaszcza i zaciskając zgrabiałe palce na noszonym pod odzieniem amulecie.

- Co wilczy bóg Middenheimu ma wspólnego z tym stadem? - wycedził przez szczękające mimowolnie zęby mężczyzna w kapeluszu, jeden z trójki podróżnych z Ostermarku.

- Powiada się, że kiedy świat był młody, Ulryk wędrował wśród ludzi i płodził dzieci z ludzkimi kobietami - odpowiedział z pewną niechęcią wyznający się na miejscowych przesądach sierżant - Ci, którzy mieli w żyłach jego krew potrafili ponoć zmieniać postać na wilczą. Ukryli się w zakamarkach puszczy bardzo dawno temu. A kiedy nadszedł Chaos, podobno skaził ich i przeobraził w potwory, które łakną ludzkiego mięsa.

- Uciekajmy stąd! - zakrzyknął z trudem utrzymujący w zgrabiałych rękach łuczywo Gunter Hummel - Jest Ulrikzeit, wilczy miot łaknie krwi! Nie powinniśmy byli opuszczać Sindelfingen! Steinhofer już nie żyje, a ja nie chcę skończyć jak ten kurwi syn!

Kilku trzymających pochodnie i broń ludzi skwitowało podniesione słowa garbarza pomrukami zdeterminowanej aprobaty, zaczęło oglądać się w tył w stronę odległego o kilka godzin marszu Sindelfingen.





Szanowni, witam Was serdecznie w inauguracyjnym poście przygody. Mam nadzieję, że ten wpis przybliżył Wam okoliczności natury, jakie Wam w tej chwili towarzyszą. Świadomi tego jak będzie wyglądał prolog, pracujcie sumiennie nad KP, a ja tymczasem powstawiam Wam w panel postacie i zajmę się innymi kwestiami technicznymi.


 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-09-2021, 14:11   #2
 
Junior's Avatar
 

Nie lubił lasu.

Śnieg chrzęścił pod nogami. Mokry i ciężki, teraz skuty mroźnym powietrzem. Wędrowiec przystanął, aby poprawić opończę. Kurewsko nie lubił tego uczucia jak lodowate igły mrozu wbijały się w jego twarz. Elf mimowolnie potarł blizny na twarzy. Tak, dokładnie z tego powodu nie lubił lasu.

- Jak możesz tak myśleć? Jeśli sądzisz, że możesz ot tak stać się kimś innym to jesteś w cholernym błędzie!
- Już nawet mówisz tak jak ja. - Maedhros zaśmiał się chrapliwie – zwida od siedmiu boleści.

Ruszył szybciej chcąc dogonić grupę. Po przejściu faroth (łowców – przyp. autora) śnieg wyglądał jak po godach dzików. Elf wybierał ścieżkę lekko z boku. Klucząc i przystając, ale wciąż utrzymując bliski kontakt z grupą pościgową.

Nauczył się, że nie warto zabiegać o zbyteczną bliskość z ludźmi. Śmierdzieli okrutnie i nie licząc pojedynczych przypadków byli irytującymi imbecylami. Ale mniejsza z tym. Lori najczęściej wywoływał strach, a ten był najgorszym doradcą.

Grupie przewodził tropiciel. Znał się na swoim fachu. Cuchnął okrutnie gorzałą, ale miał swoje lata. Co oznaczało należyte doświadczenie. Lori nie pozbył się poszanowania dla doświadczenia i wieku, które zostało wpojone Maedhrosowi w Laurelorn. Zresztą, jak można zgubić trop głęboki na pół łokcia?

Grupa zatrzymała się. Elf skrócił dystans, ale jego uwagę przykuła stara olcha. Stare, majestatyczne drzewo było oczywistym matecznikiem. Gdyby tylko jego dawni bracia zamieszkiwali te lasy, miejsce to wyglądało by z gołą inaczej. Maedhros podszedł i przyłożył czoło do oszroniałej kory.

Gdzieś w oddali kilku kroków ktoś się zaśmiał, kto inny zrugał śmiejącego się. Zachowanie elfa nie uszło uwadze. Pochód ruszył dalej.

- Nie przejmuj się nimi. Nie muszą ciebie rozumieć. To ty jesteś u siebie. Jesteś lasem, a las jest tobą…
- Zamknij się.

Szli w ciszy. Przynajmniej takiej na jaką mogli zdobić się ludzie przedzierający się przez las. W rękach trzymali łuczywa. Miało to zapewnić jakąś widoczność, a także dodawało otuchy w spotkaniu z wilkami. Coś w tym było. Lori w duchu przyznał, że gra cieni i blasków skrzących się pośród drzew i w śniegu miała swój urok. Mijały kolejne godziny. W pewnym momencie kolumna zatrzymała się i tym razem zdawała się nie ruszać dalej. Słychać było podniesiona słowa.

Lori spokojnym krokiem wyminął część farotha i przystanął kilka kroków od tropiciela.

- …on musi gdzieś tu być - powiedział z rosnącym wahaniem Knappe - Nie mógł tak po prostu zniknąć.

- To pułapka. Wiesz o tym – głos zdradzał lęk, wątpliwość, ale i matczyną troskę.
- Wiem. Liczę na to. Tak będzie prościej.

Lori będzie chciał przyjrzeć się dokładniej otoczeniu oraz spróbuje podjąć trop. Deklaruję testy Spostrzegawczości oraz Tropienia. Przypominam o atucie Widzenia w ciemnościach. Pierwszy rzut 1k100 na Spostrzegawczość, drugi na Tropienie.



 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.

Ostatnio edytowane przez Junior : 01-09-2021 o 15:00.
Junior jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-09-2021, 16:51   #3
 
Bielon's Avatar
 
Oni nazywali to zimą? Pamiętał zimy na północy. Tam nie byli by w stanie maszerować, bo śniegu było by tyle, że lepiej było by kopać tunel niż kroczyć. Ale miękcy mieszkańcy tego ich Imperium zdawali się przejęci ilością opadu. I wilkami. Lars uśmiał się z ich wylęknionych spojrzeń i pochodni drżących w wyciągniętych przed się ramionach.

Pamiętał doskonale inny las. Uginający się pod ciężarem śniegu, zasypany i skuty mrozem. Ostre powietrze zamykające usta, wyduszające próby słów. Tam nie było wilków, bo ustąpiły dawno dużo groźniejszym drapieżnikom. Nie było sfory, bo jeden niedźwiedź więcej znaczy niż całe stado tych ich południowych psów. Włócznię drżącą w skostniałej prawicy. I świadomość, że musi stawić mu czoła. „Lepiej coś zrobić, niż całe życie żyć w strachu” mawiał mu ojciec. Stary widział więcej i więcej odeń wiedział. Znał smak zwycięstwa, żył w czasach bohaterów. Był Człowiekiem Nazwanym, miał swe wydarte Światu Imię. Cieszył się powszechnym szacunkiem. Ale nie pomogło mu to uniknąć noża wsadzonego podstępnie przez najlepszego druha w nerkę. Paradoks polegał na tym, że ojciec zawsze mawiał również „Noży nigdy dosyć”. Cóż, pewnie co do tego jednego byłby miał zdanie odrębne, ale tych co wracają do błota nikt nie pyta o zdanie. Ale wówczas kiedy Lars musiał stanąć oko w oko z królem górskiej kniei ojcowska rada się sprawdziła. Pamiętał zdumiony wzrok ogromnego zwierzęcia nie mogącego pojąć, że coś tak kruchego może mu się przeciwstawić. Że może nań szarżować. To była dobra walka, godna pieśni. Tyle, że nikt jej nie zaśpiewa, bo Lars nikomu o tym nie powiedział. A teraz był już na południu, wśród cherlawych ludzi nie rozumiejących zasad rządzących światem. Ludzi, którzy nie znali pieśni.

Ruszył z nimi ciekaw w jakim kierunku się to wszystko potoczy. Pamiętał tę dziewkę. Była miękka, jak one wszystkie na południu, ale miała w sobie odrobinę ognia. Miała i potrafiła w nim wskrzesić prawdziwą rządzę. lubiła jego dzikość, pierwotność, brutalność. Nawet gdy nakrył ich mąż, jej to nie przeszkodziło. Lars wciąż pamiętał jego wściekły wzrok i cieknące po policzkach łzy, ale nie był to powód wystarczający by przerwał swą uciechę. Oboje zwarci z Elsą w miłosnym uścisku wpatrywali się w jej męża, jakby był dla nich dodatkowym afrodyzjakiem. Tyle, że on tego nie wytrzymał i uciekł. Pozostawiając ich samym sobie.

A potem…

Potem już powstał bałagan i Lars musiał dopilnować, by sprawy zostały załatwione jak należy. I ciekaw jak się za to wszystko zabiorą. Zimno nie przeszkadzało mu specjalnie, bo tutejsze zimy przypominały wiosnę w jego krainie. Wciągając świeże powietrze głęboko w płuca czuł że żyje. A to było wszystko, co było cokolwiek warte.

- Jest Ulrikzeit, wilczy miot łaknie krwi! Nie powinniśmy byli opuszczać Sindelfingen! Steinhofer już nie żyje, a ja nie chcę skończyć jak ten kurwi syn! - wyrwało się któremuś z tych miękkich południowców a jego kompani posapywali i mruczeli potakująco. Lęk wdarł się w ich serca. Lars mógł się tego po nich spodziewać, ale mimo to liczył na więcej. Choć byli i tacy…

- Jebać wilki. Lepiej zastanówcie się co z nim się stało? - norsmen obszedł punkt finalny ich leśnej wycieczki wkoło rozglądając się czujnie dookoła. Myśl, że może w tym czaić się jakaś diabelska sztuczka czarowników nie przestawała kołatać mu po głowie. Ale nie znał się na tych południowych zwyczajach. Musiał zdać się na miękkich południowców. Przynajmniej na razie…
.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Niedorzecznik Forumowy
I inne takie
Kocham Kreigera, nigdy się nie myli!
Bielon jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-09-2021, 18:58   #4
 
Obca's Avatar
 
Thomas nie spodziewał się takich atrakcji zatrzymując się w Sindelfingen. Wprawdzie nie spieszno mu było do szukania mordercy, ani wilków….a juz napewno nie morderczych wilków ale jak to chłopi mówią w kupie siła.
Więc ruszył z resztą ludzi starając się nie przeszkadzać, wiedział też że jeśli wilki stanowiły tu taki problem nie rozsądne byłoby wyruszenie na szlak. toteż prawdopodobnie będzie musiał tu przezimować. A jeśli do tego dojdzie to jednak wolał mieć dobrze kojarzony wśród ludności...właściwie to by wolał by go nikt ni ekojarzul i wogole o nim zapomnieli jak tylko wyjedzie z tej wiochy.

Niestety trzeba operować tym co ma się dane przez los. Mysza pomyślałby że “Pieprzyć los i wszystkie siły wyższe, niższe i średnie” które sprawiły że był tu teraz w tym położeniu. Tyle że wiedział lepiej niż obrażać te siły, bo może być jeszcze gorzej.

- Te...to niby co mówili o tej całej Elsie? - Zapytał syna kowala, zachrypniętym od zimna głosem, co akurat o ile nie świadczy to o nadchodzącej chorobie było troszeczkę pomocą od zimy. - Naprawdę tak się puszczała?

Normalnie Thomas starał się trzymać siebie ale w tej chwili pozwolił sobie na małą cichą rozmowę wśród idących chłopów. No i w sumie chciał się skryć bo co jakiś czas przechodziły go po plecach ciarki...wprawdzie mogły być one spowodowane zimnem ale zawsze jak się wtedy rozejrzał łapał się, że ktoś na niego patrzy. Zazwyczaj ta przejezdna kobieta, podróżująca z dwójką mężczyzn.

- Te a o tamtych coś wiadomo? Ta dziołcha co podróżuje z tymi dwoma. Widziałeś jej spojrzenie,...przysięgam coś jest w tych oczach normalnie ciarki przechodzą po plecach…- Dodał jeszcze parę słów do syna kowala i poprawił szal zaciągając go bardziej na twarz. Niby gadał ale czujnie się rozglądał po okolicy.

Mhmmm chciałam się porozglądać i poplotkować ale ....no coś nie pykło kostnicy.
Skorzystałam z bota na discordzie last inn:


# 58 patrzanie Details1d100 (58)]

# 20 ploteczki Details1d100 (20)]



 

Ostatnio edytowane przez Obca : 01-09-2021 o 19:02.
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-09-2021, 18:10   #5
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Dzikie ostępy Drakwaldu, noc 29 Urlikzeit 2518 KI

Złociste oczy elfa postrzegały otaczający go świat na sposób, którego ludzki gatunek mógł synowi Laurelornu tylko pozazdrościć. Dla mieszkańców sadyby oświetlona skąpym światłem księżyca puszcza była mrocznym labiryntem niepokojących kształtów i konturów; w oczach Loriego jawiła się wszelkimi odmianami czerni, bieli i szarości.

Wilki nie odeszły daleko. Przemykały niczym duchy wśród drzew, chowały się w kępach krzewów i za zasypanymi śniegiem głazami. Ich głodny wzrok co rusz powracał ku ludziom, którzy nie widzieli niczego poza granicami poświaty łuczyw, ale którzy podświadomie zdawali sobie sprawę, że prześladujące ich bestie są gdzieś w pobliżu.

Elf nie miał żadnych trudności z dostrzeżeniem przyczajonych najbliżej zwierząt, chociaż gęstwa kniei nie dawała mu pewności co do faktycznych rozmiarów stada.

Wydają się ignorować twoją obecność. Jakbyś był dla nich zupełnie bezcielesny.

- Są inteligentne - odpowiedział półgłosem Lori - Czują, że ludzie będą łatwiejszą zdobyczą. Powolni i niezgrabni, na poły ślepi w nocy. Drapieżnik zawsze rozpozna drapieżnika, będzie przed nim czuł respekt...

Nawet jeśli to musisz zachować czujność. Pamiętaj o tym kim jesteś i gdzie jesteś – głos znów zdradzał lęk i troskę.

Lori roześmiał się drwiąco. Elf uniósł ukrytą w skórzanej rękawiczce dłoń ku swej twarzy, bezwiednie przesunął palcami po zgrubiałych bliznach znaczących jego delikatną alabastrową skórę na boku głowy i szyi.

- Pamiętam – wysyczał.

Głód to silna żądza. Jeśli przeważy, rzucą się nawet na ciebie. A wtedy staniesz się częścią lasu, na wieczność przeklęty, na zawsze rozdarty… tak blisko ratunku, który nie nadszedł na czas.

- Świadomość tego, że podzielisz ów los ogrzewa me serce radością - Lori obrzucił złocistym spojrzeniem olbrzymią szarą waderę ukrytą w poskręcanych korzeniach strzelistego dębu i wyminął kilku naradzających się lękliwie ludzi zmierzając w stronę skonsternowanego tropiciela.

Czuł na plecach ich podejrzliwe, chwilami wręcz wrogie oczy. Tolerowali go jedynie ze względu na złoto i strach. Złoto, którym płacił za obrzydliwe napitki w cuchnącej gospodzie i strach, kiedy widzieli jego noszony przy boku zdobiony miecz wykonany rękami samego mistrza Fitheriona. Strach przechodzący w trwogę, kiedy zaczynał mówić do siebie samego w kompletnie dla nich niezrozumiałym eltharinie.

Lori nie wątpił, że pozwolili mu przyłączyć się do grupy, bo lękali się go odpędzić.

Przystanął obok cuchnącego gorzałką myśliwego wodząc pełnym skupienia wzrokiem po miejscu, w którym trop Jurgena Steinhofera urywał się bezpowrotnie.

Zarówno Spostrzegawczość jak i Tropienie elfa opierają się na Inteligencji, która w przypadku Loriego wynosi 34. Dla Spostrzegawczości przyjąłem próg trudności przeciętny, bo Lori widzi w ciemnościach, a dla Tropienia PT wymagający (później wyjaśnię, dlaczego).

Spostrzegawczość 34, Junior wyrzucił 39, test nieznacznie nieudany, ale jako premię za Widzenie w nocy przyjąłem, że elf widzi kręcące się w pobliżu wilki (nie wie natomiast, ile ich jest, w których miejscach kryją się niektóre z nich i jakie właściwie mają zamiary).

Teraz Tropienie, też oparte na Inteligencji, na dodatek z karą -10 za PT. Wartość testu 24, na kostce wypadło 22, udany! Brawo! Lori wyciągnie z obejrzenia końcówki tropu pewne ciekawe wnioski, ale ujawnimy je z Juniorem dopiero w następnej kolejce!

Post fabularny został napisany we współpracy z graczem!


 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-09-2021, 22:02   #6
 
Nanatar's Avatar
 
Wyjątkowe kwiaty rozkwitają zimą

Dzikie ostępy Drakwaldu, noc 29 Urlikzeit 2518 KI

Dziękowała samej sobie, że powstrzymała szaleństwo porywania się na własne włosy, dziękowała Shallyy, dziękowała Hansowi Hansowi, który swym zwyczajem wszedł do jej izby nawet nie pukając i od razu widząc ją z nożycami przy czaszce spytał: Czy ma ją trzepnąć w ten głupi zarośnięty łeb, czy sama odłoży ciachacze. Chciała wyglądać zadziornie w podróży, sztubacko. W gęstym lesie przykrytym całunem śniegu, mroźnej nocy długie już włosy otulały wrażliwe na chłód i gorąco blade policzki dziewczyny. Goniła za marzeniami, ideami, zjawami, za białym zającem. Sprawiedliwością za mord.

W sercu zaś tliła niepewność, utrzymywała żar, wyjątkową nieludzką ciekawość, ważniejszą niż prawo i moralność, głód zwierząt i bestii tropiących grupę nie mógł się równać dla głodu wiedzy jaki opanował Olivię po kilku miesiącach spijania splendoru w Remmer.

- Zimą zakwitają tylko wyjątkowe kwiaty. - powiedział jej kiedyś stary, lubieżny treser niedźwiedzi, kiedy podróżując z grupą cyrkowców zaszła w ciążę. To było cztery zimy temu. Owoc skończył trzy lata.

Kiedy usłyszała o planach Franza i Karla zdecydowała dołączyć do ich wycieczki. Tym razem postanowiła jeszcze raz sprawdzić zimę, rzucić wyzwanie bogom i rozkwitnąć. Spełnić siebie, nie kogoś, podarować światu kwiat zwący się Olivia Hochberg.

Mroźnej nocy, pośród dziwnie pobudzonych mężczyzn cieszyła się zdobytym złotem i przezornością. Ubrana w ciepłe futra i zawinięta w szale czuła tylko szczypanie w nos, który zdawał się jej stawać lodowym soplem, tylko jeszcze brakowało, żeby go odmroziła i pozostał paskudnie czerwony jak malina. By zapobiec podobnej tragedii co raz go rozgrzewała delikatnie masując, zupełnie mimowolnie, bo świadomość przebijała dwa światy.

Czym mniej szczegółów mogły dostrzec oczy pośród ciemnej nocy, oślepiane pochodniami, tym więcej kolorów dostrzegała.

Fiolet na białej powierzchni, kiedy odgarniała śnieg, pod nim chowały się małe zielone kolce, szare robaki w uszach i na oczach ludzi, pod stopami elfa taka mgła, czerwony żar na karku sierżanta i na piersi barbarzyńcy.

Płomień, blask w oczach młodzieńca. Choć tylko przez uderzenie serca, nie uszedł uwagi.
Widział ją dobrze bo nie niosła pochodni. Nie zadawała sobie trudu zajmowania rąk, dość ognia nieśli pachołkowie. Rozejrzała się jeszcze, próbując dostrzec szpicę przesunęła w lewo, bliżej. Odrzuciła futrzany kaptur, włosy wcześniej splecione w warkocz, a teraz uwolnione rozlały się na ramiona i futrzany kołnierz płaszcza niesfornymi lokami, zsunęła z karminowych ust szal i kiedy na powrót złapała jego spojrzenie utopiła w czerni prawego oka.

Źrenica stała się studnią bez dna, ni jak było uchwycić drugie oko jaśniejące Szmaragdem, to pozostawało jakby w innym świecie. W studni było ciemno, ciepło i wilgotno.

Dość było jej po dwudziestu oddechach, uważniej skupiła uwagę na pachołkach i sierżancie, barbarzyńcy i w końcu usilnie próbującemu udowodnić swą wartość elfie.

Dziwne, wydało się jej jakby wszystko robił za karę i tak precyzyjnie, by ową karę odkupić każdym ruchem. Odkryciem, wiedzą, mimowolnie oblizała usta.
-Wyjątkowe kwiaty zakwitają zimą - pomyślała

Panna ubrana jest w grube, dobrze naoliwione skóry z futrem, przy boku ma miecz, na ramieniu spora torbę, a przy pasie ręczną kusze.
Prawe oko jest zupełnie czarne, tak, że trudno odróżnić źrenicę od tęczówki, lewe zaś szmaragdowo zielone.
Do Sindelfingen przybyła z dwoma mężczyznami prowadząc objuczonego osła.



W podręczniku podstawowym i w dodatku o magii opis wiedźmiego wzroku nieznacznie się różni. W podstawce jest, że żeby coś dojrzeć trzeba zrobić test SW, a w dodatku, że to jest samoistne i że nawet trudno to powstrzymać, bo się pogłębia. Zastosowałbym zasady pośrednie. Tym razem chciałbym zastosować zasadę szóstego zmysłu, to niby ty powinieneś robić w tajemnicy, ale nie mogę cię obarczać pamiętaniem o tym. Po prostu szósty zmysł = wyczuwanie niebezpieczeństwa, pułapki % SW [56]
Drugi test na spostrzegawczość % INT [43]
Jeśli zajdzie potrzeba będziemy testować w następnej sytuacji wiedźmi wzrok, lub ogładę, ale to już nową sytuacją i postem.
WWzrok[66], OGŁ[33], no i ładnie wygląda, zadbana dziewczyna.
Kartę z numeromancją już wkleiłem, dopiszę jeszcze ekwipunek, a zakładam, że ze złotem które znaleźli z Hansem i tym z sarkofagu, to ją stać na coś ekstra - nie przegnę.


 
Nanatar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-09-2021, 11:25   #7
 
Bielon's Avatar
 
czujnym wzrokiem wodził wokół. Długouchy potwierdzał jego zdanie na temat tych dzikich. Był … inny a jego inność stanowiła spore wyzwanie dla wielu pierdolniętych, których znał. Pozostali też nie budzili zaufania, ale byli przynajmniej ludźmi. A ludzie muszą trzymać się razem, jesli mają do czynienia z dziką naturą. Wilcze stado otaczało ich niechybnie a ta zbieranina dumała nad zgubionym śladem. Tak, jakby sami chcieli przyspieszyć niechybny bieg zdarzeń. Wyostrzone zmysły dzikiego norsmena wyczuwały zbliżające się niebezpieczeństwo. Z doświadczenia wiedział, że sfora wiecznie czekać nie będzie. Wiedział, że jeśli ma przetrwać, musi pobudzić tę hałastrę do działania.

- Słuchajcie kutafony! - warknął gromko by zwrócić ich uwagę na swe słowa - Musimy rozpalić ogień! Ognisko. W naszych stronach zwierzyna unika go. Jak ognia, he he he! - Zaśmiał się chrapliwie z nieoczekiwanego żartu, który wypadł mu nadspodziewanie dobrze. Tyle, że nie wszyscy go zrozumieli.

- Te bestie najpewniej rozszarpały Sztejchofera, czy jak mu tam było, a ślady przykrył śnieg. Ale jak teraz rzucimy się do ucieczki, rozszarpią i nas. Musimy się zebrać w kupę i wytrwać do rana przy ogniu. Musimy zebrać opał i podsycać ognisko. I znaleźć miejsce, gdzie będziemy choć jako tako osłonięci. Rano możemy spróbować wrócić do tej waszej osady. Teraz odwrót najpewniej oznacza śmierć!

Uśmiechnął się na tę myśl wodząc w koło wzrokiem, czy aby któremuś nie przeszkodziło, że nazwał go kutafonem. Miał to w dupie, ale wolał zachować czujność. Czujny człowiek to ostrzeżony człowiek. Choć z drugiej strony wiedział, że ostrzeżenia rzadko kiedy przychodzą w porę.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Niedorzecznik Forumowy
I inne takie
Kocham Kreigera, nigdy się nie myli!
Bielon jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-09-2021, 12:38   #8
 
Asmodian's Avatar
 
Zimno. Wilki jakieś. Kurwa mać!

I jeszcze ten patafian rozprawiający o jakichś wilczych, chaotycznych dzieciakach. Dzieci mu się zachciało, i to jeszcze wilczych kurwia jego mać.

- Pierdolisz jak potłuczony, świnko! Niechybnie wilcy cię ogryzą i może całkiem zgłupieją - żachnął się z drwiną w głosie, bo już od samego słuchania człowiek się tak dekoncentrował, że po chwili zdawał sobie sprawie, że te palce u nóg co to nimi ruszał, to już prawie całkiem ich nie czuć. Karl pomyślał, że to był naprawdę chujowy pomysł zostawiać konia we wiosce i iść za tym mordercą na piechotę. Wysokie buty jeździeckie może i wyglądały ładnie, może i chroniły przed błockiem i pyłem, ale brodzenie nimi w śniegu do najmądrzejszych nie należało. Wierzchowiec w tej chwili stał sobie wygodnie w stajni i wpierdalał sianko, a Karl się tu męczył w tych jeździeckich buciorach słuchając jakichś smutnych bajeczek kogóż to wydupczył Ulryk.

Morderca.

Co o nim było wiadomo? Że miał ładną żonę, która chętnie dawała skorzystać z pizdy. Co ciekawe, Karl spotykał takie piękne chętne właściwie w każdej wiosce i już po samym zachowaniu niektórych wioskowych było widać kim są. Pięknotka-dziwka dawała czasem za friko, a czasem trzeba było niestety wykosztować się na jakiś drobiazg. Z tego, co Karl rozumował, obnoszenie się z nie swoim złotem mogło dziewczynie narobić kłopotów nie tylko ze strony męża, bo lokalny szlachciura również mógłby mieć pretensje, że się pospólstwo złotem obwiesza. Karl żałował tylko tego, że wraz z Maurerem i Oliwią przybyli jedynie dzień wcześniej. W sakiewce Karla wciąż było nieco złota i w sumie z chęcią by jeszcze z niech skorzystał. Szkoda tej skórki, myślał sobie ocierając twarz z płatków zacinającego śniegu.
Wracając zaś do mordercy…

Zazdrosny mąż? Skoro dawała dupy regularnie, jak mawiano w okolicy, to Karl dziwił się nieco jego reakcji. No zatłukł kurwę i to normalna rzecz ale żeby tak zmasakrować? Tak oszelmowanego ciałka to Karl nie widział od...właściwie od Altdorfu, a to dla rzezimieszka niemalże zatarło się w pamięci. Sprawiedliwość ulicy szła jeszcze dalej, bo widział kmiotków rozczłonkowanych w podobnych sposób i jeszcze z przyszytymi częściami ciał innych zbirów, lub nawet zwierzaków, aby dodatkowo upodlić. Nie trupa, bo im chyba było wszystko jedno a ich mocodawców.
Tu jednak nic nie pasowało.

Chyba, że ten pierdolnięty kmiot nie żartował z tym chaosem i Karl mimowolnie wykonał dłonią znak świętego Sigmara.
- Panie mój, zbaw mnie od tych zidiociałych skurwysynów, tego pomiotu Ulryka i jego chuja, oby nam w dupę nie poszedł - wymruczał modlitwę i czekał, aż Maurer coś wykombinuje. Albo Oliwia, ale ona z kolei zaczęła o jakichś kwiatkach.
Mimo wszystko wolał te jej kwiatki, i trapera niż tych popieprzonych chłopów.
Inne pomysły rzeczonego chłopa, który najwyraźniej miał dziś pecha do Karla bo przykuł jego uwagę zamiarował uciekać. Rzezimieszek pomyślał, że co prawda dobrze byłoby zobaczyć owe Dzieci Ulryka jak szybko kończą z samotnym uciekinierem, ale to by oznaczało jeden miecz mniej w przyszłej walce, która jak przypuszczał rzezimieszek musiała nadejść. A jeden miecz mniej to mogła wyjść z tego całkiem niezła spierdolina.

- Ani kroku w tył. Jak zaczniesz uciekać, to zeżrą Ciebie pierwszego. W kupę! Zbić się ciaśniej! - miecznik wiedział jak atakują wilki. Nacierają szybko, niczym szare, skundlone błyskawice. Potem skaczą, tną zębami w przelocie, ale nie puszczają od razu, tylko ciągną ciężarem ciała aby ich ofiara upadła na ziemię. I zaraz nadchodzą kolejne, atakując tych, których obalić się dało. Pozostawało stanąć w ciasnej kupie, aby jeden miecz osłaniał inny, ciasno, aby wilki nie mogły wedrzeć się między walczących i rozdzielić je. W gruncie rzeczy, przeklęte czy nie, Karl wciąż uważał, że to tylko sfora dzikich zwierząt.
Uwagę Larsa o rozpalaniu ognia musiał chwilowo puścić mimo uszu. Nie miał trzeciej ręki, a ognia w zębach trzymać się nie dało. Szczęściem kilku kmiotów miało zapalone łuczywa, wiec jakby stanęli nieco ciaśniej i dali sobie szansę..

- Nuże leniwe Hultaje, zanim nas ogarną! W kupę! - Karl wyciągnął pałasz i groźnie machnął nim, ogólnie wskazując miejsce zbiórki. W drugiej ręce trzymał już swoją okrągłą rotellę.
Zastraszanie, aby przestali się waflować tylko stanęli w ciasny szyk! Szyk do wuja!

 

Ostatnio edytowane przez Asmodian : 03-09-2021 o 12:55.
Asmodian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-09-2021, 18:36   #9
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
W dziczy Drakwaldu, 29 Urlikzeit 2518 KI

Myślący tylko o powrocie za ostrokół Singelfinden chłopi sprawiali wrażenie takie jakby zaraz mieli cisnąć swe łuczywa i pałki pod nogi, a potem popędzić w ślepej panice w knieję. Sierżant Knappe zagryzł do krwi usta. Służył w straży drogowej od piętnastu lat i wiele w tym czasie zobaczył. I wiele chciałby zapomnieć. Wiedział doskonale, co rozegra się w mroku puszczy, kiedy któryś z przestraszonych wieśniaków straci do końca odwagę i stanie się dla watahy łupem równie bezbronnym, co małe pacholątko.

Niepokojące zachowanie stada nie pozostawiało sierżantowi żadnych złudzeń. Wilki były niecodziennie pobudzone, agresywne i uparte, kilkakrotnie powstrzymujące się przed atakiem jedynie przez wzgląd na liczebność ludzi… lub wściekły przekaz dźwięczący w wyciu odległej bestii czające się w głębi Drakwaldu.

Okryta gęstym futrem głodna śmierć tylko czekała na pretekst, by zaatakować.

- Ani kroku w tył! - wysoki mężczyzna w kapeluszu huknął na drżącego z trwogi Hummela - Jak zaczniesz uciekać, ciebie zeżrą pierwszego! W kupę! Zbić się ciaśniej!

W głosie kapelusznika dźwięczała gniewna determinacja, ale też pewność siebie, która z miejsca wywarła wrażenie na przerażonych wieśniakach. Brnąc przez skrzypiący głośno śnieg chłopi zaczęli zmierzać w jego stronę, mocniej ściskając pałki i widły, omiatając ciemność wokół siebie sypiącymi deszczem iskier pochodniami.

- Nuże leniwe hultaje, zanim nas ogarną! W kupę! - ryknął ponownie człowiek w kapeluszu dobywając płynnym ruchem noszonego w pochwie na boku pałasza.

- Słusznie prawi! - zawołał Knappe - Ciaśniej się ustawcie, dziewkę do środka, bo na słabego najsamprzód się rzucą! Siegfried, co z tym chędożonym tropem?! Masz cokolwiek?!


@Asmodian zadeklarował użycie Zastraszania (Krzepa 41). PT ustawiłem na łatwy, bo przestraszeni miejscowi są gotowi pójść za każdym, kto pomoże ocalić im życie, a okrzyki Niersa brzmią bardzo rozsądnie, więc do nich trafiają. Rzut 43 na 1k100, test został zwieńczony sukcesem. W praktyce oznacza to, że w najbliższym czasie miejscowi będą się starali wykonywać defensywne rozkazy miecznika (nawet sierżant Knappe). BG muszą zdecydować sami, aczkolwiek prewencyjna taktyka Niersa sprawia naprawdę dobre wrażenie.

@Bielon, daj znać w technicznym, co chciałeś przetestować tym rzutem w swoim pierwszym poście? (obstawiam, że to ogólnie Spostrzegawczość, ale nie mam pewności).


 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-09-2021, 08:00   #10
 
8art's Avatar
 
W dziczy Drakwaldu, 29 Urlikzeit 2518 KI

Mógł siedzieć w domu z kobietą i dziećmi. Pewnie nie delektowałby się miodem z cesarskich stołów i pieczystym, ale chociaż cieszyłby się ciepłą izbą i spokojem zakłócanym jedynie zabawami dziatwy. A tymczasem brnął w ciężkim śniegu za dzieciobójcą i przeklinał zimę pod nosem. Nie to żeby śniegu nie widział większego, ale dlategoż, że kołatało mu z tyłu głowy cały czas, że ta wycieczka nocna, która tak im była potrzebna jak zeszłoroczny śnieg, będzie jakąś większą kabałą. Słysząc wilcy, a potem jeszcze rzucane półgębkiem przeraźliwe komentarze chłopów, jakoby wilcy nie byli jedynie zwykłymi drapieżcami, zaczął kląć pod nosem jeszcze bardziej. Potem pochód stanął nagle przed na poły zrezygnowanym, na poły zdziwionym Knappe.

- Jak to kurwości trop zniknął? - mruknął traper zdenerwowany i podszedł na szpice. Trop rzeczywiście urywał się. Zdziwiony Mauer rozgrzebał trochę od niechcenia czubkiem włóczni śnieg w miejscu, gdzie spodziewał się kolejnego kroku i potem spojrzał w górę w korony drzew.

- Przecie go krucy na skrzydłach do Morra nie poniosły... - burknał.

Rozejrzał się czujnie, ale teraz to i jego co nieco trwoga poniosła. Wieśniacy chcieli precz do wsi wracać i rozbiec się jak zające. Niers krzyknął na nich głośno i chłopi zbili się w kupę, bo przecie co innego mogli zrobić? W pojedynkę wilcy wygubili by ich jednego po drugim jak ryby z saka. Sam Franz schwycił włócznie oburącz i stanął między swemi. Jakoś wolał mieć obok dzierżące rapier ramię Karla i magię Oliwi, niźli kmiotów, którzy srali po portkach.

- Nie daj mi panie szczeznąć tu od tego kurwiego pomiotu, jeno dopomóż wrócić do domu... - wymamrotał cicho do Morra.

To ja sobie rzucę aby też sprawdzić trop dzieciobójcy i czy aby naprawde nie odleciał. Są jakieś inne tropy np zwierzyny? Nie siedzi na drzewie aby zbieg

 
8art jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168